Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pub Siwy Dym

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pub Siwy Dym   24.06.15 21:39

First topic message reminder :

Pub Siwy Dym

Siwy Dym to urokliwy, klimatyczny, całkowicie przesiąknięty magią pub w samym centrum tętniącej wakacyjnym życiem Cliodny. Sławą dorównuje samemu Pubowi pod Trzema Miotłami. Można tu zasiąść przy barku lub przy stolikach i wybrać z bogatej oferty koktajli, win, piw i kawy przyrządzanej na dziesiątki sposobów. Oczywiście barmani nie szczędzą przy tym użycia magii, przez co każde zamówienie ma swój niezwykły charakter - błyszczące drinki przyciągają wzrok, a efekty spożycia niektórych napojów mogą być zaskakujące.
Rozrywkowa specjalność lokalu to szachy dla czarodziejów o mocnej głowie, po zbiciu pionka ma się jedyna w swoim rodzaju okazję wypicia jego alkoholowej zawartości. Popołudniami można przyjść tutaj na kolację, natomiast wieczorem zrelaksować się przed kolejnym dniem wypoczynku.
Latem posiłki i napoje podawane są również w pełnym zieleni ogródku, rutynowo przy muzyce na żywo, do której organizowane są najlepsze dancingi w altance na tyłach ogrodu, trwające często do białego rana.
Możliwość gry w darta


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   27.04.16 16:26

Niechęć do brodatych ludzi była dla Benjamina absolutnie niezrozumiała i gdyby chodziło o kogokolwiek innego, zapewne zareagowałby z wielką obrazą majestatu, gotów bez końca pijacko perorować o wyższości zarostu nad gładziutką facjatą. Rozmawiali jednak o matce Tristana i choć nigdy jej nie poznał - i zapewne nie pozna, co nieco poszarzało idealny obraz przyjaciela - to Wright traktował ją z szacunkiem. Wydała przecież na twarz świetnego kompana do picia, wychowała go i pozwalała mu na naprawdę wiele, jednocześnie troszcząc się o niego bez uduszenia go swoją miłością. Żałował, że nie będzie mógł pogratulować Cedrinie takiego syna (i uroczych córek), ale nie zamierzał załamywać nad tym rąk. Zarechotał tylko krótko, sięgając po kolejną szklankę Ognistej, wspaniale ogrzewającej go po długim, mroźnym spacerze. - W brodzie tkwi moja siła. Bez niej jestem miękki niczym prawiczek w noc poślubną - wyznał w szczerym i prymitywnym rozbawieniu, bezpardonowo ponownie częstując się trunkiem, nalanym do zbyt czystej, jak na nokturnowe standardy, szklanki. Porównanie ludzi do psów znów wywołało wrightowską wesołość; parsknął w grubo ciosane szkło, ale nie skomentował w żaden sposób tej głębokiej metafory. Niektórzy mogliby się obrazić o zrównanie ich z zwierzęciem – często przecież podczas burd w Wywernie wyzywano się od psidwakosynów i parchatych kundli – ale nie Ben. Za bardzo kochał świat fauny, zbyt wiele lat poświęcił na poznawanie tajemnic magicznych stworzeń (zwłaszcza smoków), by mógł uznać to porównanie za krzywdzące. Miał przecież psa…to znaczy mieli psa i pokochał tego czworonoga z całego serca, cierpiąc katusze, gdy świętej pamięci John – o wielu imionach – spłonął w peruwiańskiej wiosce razem z marzeniami o szczęściu. Które teraz powoli skradało się do progu nokturnowej kawalerki, pozwalając Benjaminowi emanować jakąś dziwną, ciepłą siłą. O dziwo, nie bolała go niemożliwość podzielenia się z Tristanem swoimi emocjami. Przywykł już do ukrywania, do spychania pod zakurzony dywan pewnych spraw, do zamykania pewnej części swojego życia do magicznego kufra, zatrzaśniętego na osiem zamków. Tak było lepiej. I dla niego i dla Rosiera.
Inaczej byłoby, gdyby to szlachcic coś ukrywał, coś zasłaniał przed szczerym sercem Benjamina. Wtedy poczułby się dotknięty, jednak stosowanie podwójnych standardów w tym wrażliwym moralnie przypadku wydawało mu się najrozsądniejszą opcją. Nie potrafił przewidzieć reakcji Tristana na wspaniałą informację o tym, że podczas przedostatniej wyprawy mieszkał w namiocie Percivala z powodów innych niż zapominalstwo o swoim przenośnym schronieniu…nie, nawet nie chciał jej przewidywać.
Głębokie rozmyślania na sekundę wybiły go z rytmu uważnego słuchacza. Powrócił do żywych akurat na wybrzmienie żartu o starości. Kolejny wybuch śmiechu, kolejny łyk ognistej i już zamierzał odciąć się szalenie wyrafinowaną ripostą, zahaczającą o jakiś rubaszny i nieprzyzwoity temat, gdy Tristan spoważniał. I to w ten dziwny, niepokojący sposób; nie jak wtedy, gdy mówił mu o wierszach, poetach, sztuce i kobietach. Benjamin nawet pomimo swojej gruboskórności i lekkiego wstawienia wyczuł wibrujący między nimi chłód. Przestał obracać w potężnych dłoniach szklankę a ciepłe spojrzenie oczu utkwił w twarzy Rosiera, przetrawiając to, co właśnie mu powiedział.
Zadziwiająco szybko połączył fakty. Niewiele było między nimi tematów tabu, zbyt bolesnych by nawet o nich wspominać, ale śmierć jego siostry była jednym z nich. Wiedział, jak ważna była dla niego rodzina i jak bardzo kochał Marie; wiedział, jak odnosił się do durnego Caesara; wiedział, jak spinały się jego mięśnie, gdy wspominano o wilkołakach. Czyżby…czyżby Tristan właśnie otrzymał szansę pomszczenia pięknej, delikatnej brunetki, którą Ben widział tylko na fotografiach?
- Mam nadzieję, że zanim zginął, wił się w męczarniach przed długie godziny – odparł powoli, zaskakująco spokojnie. Nie oceniał go, nie krytykował, nie zamierzał naciskać, choć z postury i spojrzenia Wrighta Rosier mógł odczytać pełne wsparcie i niewerbalne opowiedz, zrzuć z siebie choć odrobinę tego ciężaru.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   27.04.16 22:00

Skinął głową na potwierdzenie jego słów, wlewając do pustej szklanki whisky i wznosząc niemy toast za jego słowa - i jego brodę, jakby chciał go zapewnić, że nie podziela poglądów pani matki. Szanował ją, to oczywiste, co nie znaczy, że nie wytyczał sobie jasno pewnej autonomii, oddzielonej od domowych standardów, powiązanej może nieco zbyt mocno z zapijaniem mordy w nieodpowiednich miejscach i przy nieodpowiednich kobietach. Cel mógł być dwojaki, czysto hedonistyczny lub wiedziony chęcią roztrwonienia rodzinnego majątku, a że ten drugi stał w sprzeczności z większością jego priorytetów, musiało chodzić o pierwszy.
Z tego hedonizmu zapewne nawiązał się tak bliski kontakt z Benjaminem, Benjeminem, co do którego nie przypuszczałby nawet, że tylko myśli, że dobrze go zna. Miał go za przyjaciela - bliskiego, oddanego, dla którego on sam zrobiłby wiele, zupełnie jak niegdyś dla martwej już Diany, nieopacznie nie potrafiąc odnieść własnych słów o lojalności również do Wrighta. Benajmin Wright, nielojalny? To nawet nie brzmiało dobrze. Gryzło się. Tristan mu ufał - a ufał niewielu ludziom, przy czym ten krąg od zdrady najbliższej kuzynki jął się niebezpiecznie - a nawet podejrzanie? - zawężać. Benjamin pozostawał jedną z tych osób, co do których był pewien, że może im zaufać. Tajemnice? Benjamin i tajemnice? Po co miałby przed nim cokolwiek ukrywać? Tristan wierzył, że Benjamin tego nie robił.
On sam natomiast tylko w przeciągu minionego miesiąca uczynił przynajmniej trzy rzeczy, za które do końca życia mogliby go zamknąć za kratami Azkabanu. Zaczynał zanurzać się głęboko w nieskończonej otchłani, czarnej wodzie czarnej magii, co gorsza: wcale tam nie tonął. Z wolna odnajdywał swoją drogę, zamiast naprzeciw przerazom, zaczynając płynąć w jednym stadzie z nimi. Dziwny cień zaszedł jego oczy, zatlił się w nich po raz pierwszy te kilka lat temu, kiedy Marianne odeszła. Kiedyś sądził, że po dokonaniu zemsty ten cień zblednie, ale zdał się tylko czernieć, z dnia na dzień, jak spalony węgiel. Zemsta mogła przywrócić jej duchowi spokój, ale nie mogła przywrócić jej życia. Nic nie mogło.
Początkowo nie patrzył na Benjamina, podjął jego spojrzenie dopiero wówczas, gdy jego przyjaciel się odezwał. Od momentu mordu aż po teraz, przez jego głowę nie przeszedł najlichszy cień wyrzutu sumienia, ta suka dostała dokładnie to, na co zasłużyła, wiła się godzinami w cierpiętniczej agonii dokładnie tak, jak skwitował to Ben  - jednak dobrze go znał. I choć Tristan nie odpowiedział, zarówno jego wzrok, jak i paskudny uśmiech na twarzy jasno wskazywały na odpowiedź. Cierpiała. Cierpiała za miliony, Benjaminie. Jak cierpieć będzie każdy, kto choćby pomyśli, by spróbować powtórzyć jej błąd, czy to na Druelli, czy to na Darcy. Patrzenie na jej ból napawało go dziwnym spokojem, jeśli mógłby cofnąć czas - zadałby go więcej. Nie chciał jednak nagiąć przykrej granicy omdlenia z bólu, gdyby Diana zemdlała, wszystkie jego starania poszłyby na nic: miała być przytomna. Miała czuć, każdą pieprzoną ranę na swoim ciele. Każdą kroplę krwi opuszczającą jej blednące ciało. Czuć całą sobą każdą mijającą sekundę, wydając z siebie ostatnie łkające tchnienia, przepełniona lękiem przed nieuchronnym kresem wszystkiego.
- Zdradził mnie, Ben - rzucił nie mniej drżącym głosem, kiedy złowieszczy uśmiech zniknął już z jego twarzy. Zdradził, ktoś. Nie chciał zdradzać płci, o zaginięciu Diany zrobiło się już głośno, a on chciał zminimalizować możliwość odgadnięcia jej imienia. Słowo zaufanie po wyznaniu Diany zaczęło przyjmować dla niego mniej naiwne znaczenie. - Cały ten czas... był tuż obok, a ja... - Pozostałem ślepy? Głupi? Nie zauważyłem, że jest pieprzonym wilkołakiem? Jak można, do cholery, nie zauważyć wilkołaka żyjącego tuż obok? Jak Lestrange mógł go nie zauważyć, będąc przecież brygadzistą? Zanurzył dłoń we włosy, wspierając skronie; nie z mordem, a ze zdradą nie potrafił sobie poradzić. Jak sztylet w plecy - dla niego, dla Marie, dla nich wszystkich. Jak miała śmiałość patrzeć mu po tym wszystkim w oczy? Jak miała śmiałość korzystać z jego pomocy?




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   28.04.16 17:38

Poruszanie poważnych kwestii, otwierających świeżo zasklepione rany na duszy, wcale nie sprawiało Benjaminowi problemu - o ile owe trudne sprawy nie dotyczyły jego. Nie potrafił mówić o swoim cierpieniu, o swoich wewnętrznych zmaganiach z tą podłą, chorą częścią, śmiejącą się kpiąco z każdej próby jej oczyszczenia. Słabość chwilowa zmieniła się w słabość permanentną, przenikającą trującym promieniowaniem przez kolejne warstwy codzienności. Fakt, że jego serce należało nie do tej płci, do której powinno - według praw ziemskich, boskich i tych pomiędzy - paraliżował zadziwiająco wiele płaszczyzn. Przynajmniej tak czuł sam Wright, co w tej chwili nie było przyczyną ciągłego dyskomfortu. Kiedyś, za czasów szczeniackich, frustrował się na każdej niemęskiej rzeczy, o jaką można było go posądzić, ale na szczęście wyrósł z tego doprawdy pedalskiego przewrażliwienia, pozwalając sobie często na niewybredne żarty. Którymi chronił samego siebie, lecz testosteron, jaki buchał z jego prawie dwumetrowego ciała nie był sztucznym wynikiem polityki zakłamania: Ben naprawdę taki był. Temperamentny, skory do bitki (i alkoholu), z rubasznym poczuciem humoru, zapędami destrukcyjnymi i prymitywnie prostym spojrzeniem na większość ludzkich spraw.
Nawet na te najpoważniejsze, dotykające kwestii ostatecznych. Czyli śmierci i zdrady; obydwa ściśle ze sobą powiązane, jedno wynikające z drugiego. Kiedy słuchał drżącego z nadmiaru uczuć głosu Tristana, jakaś dziwna pewność zaświeciła się w jego umyśle. Pewność dotycząca niezbyt wesołego losu delikwenta, który odważył się skrzywdzić cudowną Marie. Sam Ben nie posiadał rodzeństwa, ale gdy spróbował sobie wyobrazić, że ktokolwiek odbiera mu najbliższą osobę - Percivala, Harriett, Garretta, Leonardo, Lycusa, Tristana? - to nie miał wątpliwości, że nie przebierałby w środkach, byleby to podłe stworzenie, niezasługujące na miano człowieka, ukarać. Sprawić, by cierpiało. By swoim bólem odpłaciło za ból jego rodziny. Nieważne, czy byłby to wilkołak, półwila czy młodzieniec, dopiero zaczynający swoje życie. Pochodzenie z szykowanej mniejszości nie miało w tym przypadku żadnego znaczenia. Zemsta musiała się dokonać, a że w tej konkretnej sprawie zawinił wilkołak...Cóż.
Wright nigdy nie wyrażał się źle o jakichkolwiek niepełnosprawnościach, starając się zachować zdrowy osąd sytuacji i raczej tolerować odmieńców niż skazywać ich na stos - co oczywiście miało swoje korzenie w skrywanej przez samego Jaimie'go inności - ale tutaj chodziło o kogoś bliskiego Tristanowi. Moralne reguły rozpuszczały się w słusznym gniewie.
Ben upił kolejny łyk, przyglądając się uważnie pochylonemu Rosierowi. Po chwili milczenia westchnął ciężko i przelotnie, acz mocno, położył na jego ramieniu swoją ciepłą, dużą dłoń. W geście męskiego wsparcia, zaznaczenia swojej obecności - niezależnie od wszystkiego - i jednocześnie niemej pochwały tego czynu. - Postąpiłeś słusznie - powiedział poważnie, przenosząc dłoń na szklankę. Polał jeszcze zbawczego płynu i podsunął porcję brunetowi. - Nie wiń się za nic. Ani za to, że nie zadziałałeś wcześniej, ani za to, że zadziałałeś w ten sposób - kontynuował bardzo stanowczo, naiwnie przekonany o tym, że jego słowa mogą w jakikolwiek sposób pomóc Rosierowi uporać się z jego własnymi marami. - I...wierzę, że posprzątałeś po sobie dokładnie...ale gdybyś potrzebował pomocy, wiesz gdzie mnie znaleźć - dodał już ciszej, mrugając do niego już mniej filozoficznie a bardziej...wesoło. Wyciągając go z nagłej słabości bezsensownego cierpienia. Marie została pomszczona, jej morderca otrzymał zasłużoną karę - teraz mógł żyć już spokojniej, lżej.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   06.05.16 16:10

Ben. Stary dobry Ben. Nie podniósł się, kiedy poczuł jego rękę na swoim ramieniu, nie podniósł się, kiedy z jego ust padły słowa zapewnienia - Tristan nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, czy postąpił słusznie, lecz afiszowanie się z tym poglądem pomimo nagromadzenia trudnych emocji zdecydowanie zaburzających trzeźwość jego myśli wciąż wydało mu się nierozsądne. Stary dobry Ben wciąż w niego wierzył. I rozumiał, przynajmniej częściowo. Dokonana zemsta otuliła go przyjemną miękkością skrzydeł, subtelnie tłumiąc jego mordercze zapędy - ale zbyt delikatnie. I choć Tristan głęboko wierzył w to, że tamtego dnia czuł wokół siebie wątłe ramiona zmarłej Marie, choć wierzył, że wreszcie mogła odnaleźć spokój, to pogodzenie się z tym, co się wydarzyło, przychodziło mu o wiele trudniej. Wciąż nie pogodził się z tym, w jaki sposób zmarła jego młodsza siostra, zapędzona w kozi róg na obcej wyspie, rozszarpana przez obrzydliwego wilkołaka, przez inność zagrażająca wszystkiemu i wszystkim, dramatyczne wynaturzenie zasługujące wyłącznie na śmierć - własną śmierć - przez sam fakt istnienia. Marie miała śmierć upadlającą. Pozbawiony szacunku był nawet jej pochówek: z jej ciała pozostały jedynie porwane strzępy. Nigdy nie była naprawdę szczęśliwa.
Za dokonaniem zemsty szło nie mniej trudne przyjęcie do wiadomości tego, kto był odpowiedzialny za tą tragiczną śmierć: Diana Crouch. Jego kuzynka. Krew z krwi jego matki. Ta, którą się niegdyś opiekował, ta, dla której dokonałby tak wiele - jak miała czelność patrzeć mu po tym wszystkim w oczy? Jak miała czelność korzystać z jego opieki? Jak miała czelność pojawiać się w tym samym miejscu, w którym pojawiał się również on, zjawiać się pod jego dachem, obcować z pozostałymi jego siostrami, jak śmiała w ogóle istnieć?
Dlaczego po tym wszystkim sama nie poderżnęła sobie gardła? Na więcej nie zasługiwała. Zdrada bolała. Sztylet Diany był długi, uderzył nie tylko w plecy Marie - uderzył w plecy ich wszystkich. Żałował, że nie zostawił sobie żadnych dowodów - Diana powinna zostać raz na zawsze wykreślona z drzewa genealogicznego Crouchów, wypalona; czy istniała kara równie straszliwa, co wydziedziczenie? Nieważne, czy pośmiertne, czy za życia - nie zasługiwała na pamięć, na grób, na płaczliwe wspomnienia przy rodzinnym stole. Nie zasługiwała na to, by zostać zapamiętaną taką, jaką była zapamiętana.
A jednak, wspomnienia istniały. I okrutnie dawały o sobie znać również w głowie Tristana: jak ten dzień, w którym idąc za jego naukami po raz pierwszy olśniła nauczycieli swoim śpiewem. A mógł już wtedy poderżnąć jej gardło - kiedy byli sam na sam po raz pierwszy. Mógł... mógł zrobić wiele rzeczy, których nie zrobił, nie miał mocy cofania czasu. Tutaj słowa Bena trafiły na właściwy grunt, znał wszak Tristana nie od dziś, ale poczucie winy nie zejdzie z niego nigdy. Mógł zrobić coś wcześniej - od zadźgania Diany jako dziecka, przez zdemaskowanie jej sekretu, na zabraniu Marie z wyspy skończywszy.
Wciąż nie unosząc głowy, skinął Benjaminowi; Rita przejęła fach swojej ciotki i od dawna pozostawała na usługach jego rodziny jako kobieta od spraw trudnych i trudniejszych. Ktoś, komu ufała jego matka, był godny również jego zaufania - Cedrina jak o nic dbała przecież o swoje dzieci. Nie mógł wiedzieć, na ile trucicielka wiedziała, co robi, trup arystokratki różnił się od trupa z Nokturnu. Ale po tym, co z nią zrobił, nikt nie rozpoznałby jej twarzy nawet moment po morderstwie - a co dopiero teraz.
- Dzięki, Ben - odezwał się w końcu, choć jego głos wciąż drżał; uniósł wreszcie wzrok na przyjaciela, szybko jednak utopił ten wzrok w głęboko bursztynowej szklance whisky, chwycił ją i przechylił, zapijając mary. - Zbierajmy się już - rzucił, odkładając szklankę, choć nie była to ani propozycja ani decyzja, a jedynie niepewna prośba, tak bardzo do niego niepodobna. Okazywanie słabości nie było czymś, na co powinien sobie pozwalać przed kimkolwiek - tak go wychowano.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   06.05.16 18:59

Ego (a właściwie dusza) Benjamina zostało mile połechtane zaufaniem, jakim obdarzył go Tristan. Czym innym było upijanie się do nieprzytomności w Nokturnowych barach, a czym innym dzielenie się ciężarem poważnego sekretu. Na który zapewne wielu zareagowałoby zupełnie inaczej. Oburzeniem, odsądzaniem od czci i wiary albo zbyt napastliwym dopytywaniem o szczegóły. Wright nie lubował się w plotkach a jakiekolwiek narzucanie swojego poglądu na świat także nie było w jego stylu. Sam kierował się prostymi zasadami moralnymi (skręcającymi się w błędną spiralę, gdy chodziło konkretnie o przypadki jego dotyczące), ale nie śmiałby narzucać ich Rosierowi. Postępującemu słusznie; pomszczenie najbliższej osoby nie mogło być czymś złym. Wierzył, że Tristan nigdy nie skrzywdziłby osoby bezbronnej i niewinnej, a podłe zwierzę, które rozszarpało żywcem jego młodszą siostrę, nie zasługiwało na żadną łaskę. Nawet jedna łza nie powinna zostać uroniona nad bezprawnym mordercą. Na którego miano siedzący przed nim szlachcic nie zasługiwał. Działał w obronie własnej, w obronie podstawowych wartości, jaką z pewnością była ochrona rodziny. Nawet gdyby Ben wiedział, że chodziło o kobietę - związaną narzeczeńskimi więzami z Garrettem - nie zmieniłby zdania na temat działania Tristana. Kimże był, żeby go oceniać? Nie miał do tego prawa. Mógł jedynie (i chciał) mu towarzyszyć w mozolnym przejściu przez trudny czas. A czy zrobi to przy pomocy Ognistej czy swoich filozoficznych rad: zależało tylko od niego.
- Nie ma za co, bracie - machnął nonszalancko dłonią, nazywając rzeczy po imieniu, bez zbędnej egzaltacji i zaaferowania. To, co miało zostać powiedziane, wybrzmiało już w parnym od deszczu pomieszczeniu. Nie musieli drążyć tematu, zwłaszcza, że Rosier nie wyglądał na chętnego do kontynuowania alkoholowej posiadówy. Co Ben doskonale rozumiał, dlatego bez słowa wychylił do dna szklankę Ognistej i powstał z miejsca, narzucając na siebie skórzaną kurtkę.

ztx2




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   01.11.16 10:21

| 24.03

- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? – zapytała nieco niepewnym głosem idącego nieco przed nią Titusa. Cały wypad był oczywiście jego pomysłem, a Lyra, przez sentyment do starych czasów, kiedy byli przyjaciółmi w Hogwarcie, zgodziła się na to. Na wszelki wypadek zmieniła wygląd; w końcu znajdowali się w Norfolk, na rodzinnych ziemiach należących do Traversów, więc nie byłoby dobrze, gdyby jako żona Glaucusa, w dodatku na kilka dni przed jego planowaną wyprawą na morze, została zauważona w towarzystwie innego mężczyzny. Szła więc za Titusem jako nadal niska i blada, ale ciemnowłosa dziewczyna, no i nie miała piegów, będących jedną z najbardziej charakterystycznych cech jej wyglądu. Na pewno wyglądała dosyć nietypowo z tą idealnie porcelanową skórą i prawie czarnymi włosami. Zrezygnowała także z barw rodowych, ubierając jedną z bardziej neutralnych sukienek oraz ciemny płaszczyk.
Jej dar czasami bardzo się przydawał i doceniła to jeszcze w Hogwarcie. Najwyraźniej w dorosłym życiu również miał być bardzo cenny... Na przykład, gdy tak jak dzisiaj, będzie chciała robić coś zakazanego bez obaw, że ktoś ich zobaczy. Byli przyjaciółmi, ale teraz, odkąd stali się dorośli, a Lyra wyszła za mąż, ich znajomość i spotykanie się sam na sam, bez męża Lyry ani przyzwoitki, nie byłoby czymś aprobowanym.
Pojawili się w Cliodnie, chcąc spędzić razem trochę czasu, zupełnie jak wtedy, kiedy ucząc się w Hogwarcie wybierali się do Hogsmeade, ale Lyra nie chciała odwiedzać wioski ze względu na dekret, dlatego wybrali inne miejsce. Chciała zresztą oderwać się od poczucia niepokoju, jakie odczuwała na myśl o tym, że już za kilka dni Glaucus miał wyjechać na pierwszą w tym roku dłuższą wyprawę. Teraz zapewne przygotowywał swój statek do wyruszenia w podróż, więc Lyra przyjęła propozycję Titusa, żeby wyjść gdzieś z nim i trochę się wyluzować. Mąż zapewne i tak pojawi się w posiadłości dopiero bliżej wieczora... A już niedługo czeka ją parę zupełnie samotnych tygodni, podczas których będzie zasypiać zupełnie sama, za jedyne towarzystwo mając kota.
- Nigdy tutaj nie byłam – przyznała, kiedy weszli do pubu. Wyglądał całkiem zachęcająco, kojarzył się Lyrze z Trzema Miotłami w Hogsmeade. Nie było tu również wielu ludzi. Zresztą, skoro stała się Traversem, chyba powinna mieć jakieś pojęcie o ziemiach, na których przyszło jej zamieszkać, dlatego rozglądała się po wnętrzu z nieskrywaną ciekawością.
- Przejdziemy się gdzieś później? – zaproponowała, gdy usiedli przy jednym z pustych stolików w pobliżu okna. Och, naprawdę była ciekawa, co też Titus planował na dzisiejszy dzień i jaki miał plan na poprawienie jej humoru. Bo przeczuwała, że coś planował. Ciekawe tylko, co to było?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   01.11.16 19:09

- No jasne! Czy ja miewam złe pomysły? - roześmiał się, bo obydwoje przecież doskonale znali odpowiedź - miewał i to bardzo często. O, na przykład wtedy jak wpuścił tłuczek do szkoły, albo jak zablokował korytarz przy pomocy kieszonkowego bagna. Albo wtedy jak pomimo zakazu wybrał się do okalającego Hogwart lasu i nabawił swojej najdłuższej blizny... Właściwie znacznie częściej miewał jednak złe niźli dobre pomysły, ale ten dzisiejszy był przecież fantastyczny!
Wszedł do pubu zaraz za nią - trochę dziwnie się czuł w towarzystwie znajomej-nieznajomej Lyry, jednak wcale nie dziwił się jej niepokojom, szczególnie, że sam ostatnio dostał niezbyt przyjemny list od nestora swojego rodu. Ostatnimi czasy był ostrożniejszy - nie paradował już z Lottą po Pokątnej, przynajmniej nie tak często jak kiedyś, auto stacjonowało w garażu Botta, nieużywane od kilku dni, nad czym zresztą ubolewał najbardziej. Pokochał ten samochód, mknąc przez przestworza czuł się prawdziwie wolny, wiedział także, że był to jego ulubiony sposób podróżowania... Ale musiał odpuścić, przynajmniej na razie, dopóki negatywne emocje całkowicie nie opadną.
- Ja też nie, ale wygląda całkiem przyjemnie, prawda? Trochę jak Trzy Miotły. - zauważył, rozglądając się dookoła. Zajął miejsce przy stoliku, uprzednio oczywiście odsuwając krzesło pani Travers - był w końcu dżentelmenem, nawet jeśli niektórzy czasem o tym zapominali.
- Pewnie, mam nadzieję, że pokażesz mi swoje włości. - uśmiechnął się, zaś kiedy przy ich stoliku pojawiła się krągła gospodyni, zamówił im po piwku kremowym - tak na dobry początek - Wiesz, miałem nadzieję przewieźć cię moim autkiem, ale... - zawahał się. Musiał się komuś wyżalić! A Lyra była w końcu jego najlepszą przyjaciółką - Waylon dowiedział się o moim samochodzie i musiałem go ukryć. Dostałem ostatnio list, w którym pisał, że moje zachowanie jest karygodne i że jak tak dalej pójdzie to okryję hańbą cały ród, a przecież mamy taką nienaganną opinię... Ty wiesz, że on chciał mnie swatać z jakąś Nottówną? Kojarzysz jakąś Nottównę w naszym wieku? - w pytającym geście uniósł jedną brew - on sam nie mógł przypasować żadnej twarzy do młodziutkiej panny Nott. Nic. Zero. Null.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   01.11.16 21:41

Lyra zapewne nie do końca by się z tym stwierdzeniem zgodziła. Może rzeczywiście nie była stuprocentową Gryfonką, skoro wpuszczenie tłuczka do szkoły czy zdemolowanie korytarza wcale nie wydawały jej się takie zabawne. Zazwyczaj więc przyglądała się figlom przyjaciela z boku, niekiedy uczestnicząc tylko w tych mniej ryzykownych i często hamując jego zapędy, żeby nie zrobił czegoś naprawdę głupiego, mogącego skończyć się dla niego czymś gorszym niż utratą punktów dla domu lub szlabanem.
Powinien już przywyknąć do jej metamorfoz. W Hogwarcie dość często się zmieniała, zwłaszcza odkąd nauczyła się panować nad swoim talentem. Wtedy jednak to wszystko nie było tak istotne, jak teraz, bo w szkole wciąż jeszcze byli dziećmi i ich szczenięce wybryki mogły skończyć się co najwyżej szlabanami. Wtedy nikt jeszcze nie obserwował każdego ich ruchu, czyhając na potknięcie. Teraz musieli uważać, bo ich zachowanie wpływało nie tylko na to, jak postrzegano ich, ale także ich rody.
- Tak, jest przyjemnie. Zupełnie jak za starych, beztroskich czasów – stwierdziła, podczas gdy Titus odsunął jej krzesło. Podziękowała mu uśmiechem i usiadła, pozwalając także, żeby zamówił piwo kremowe. – Oczywiście, że pokażę. Chociaż dopiero sama je poznaję – mrugnęła do niego, po czym z zaintrygowaniem wysłuchała jego kolejnych słów. – Co, naprawdę? – aż uniosła brwi, kiedy opowiedział o liście od nestora swojego rodu. – Skąd on wiedział, co robisz?
Lyra wątpiła, żeby nestorzy śledzili każdego z członków rodzin, ale wystarczyło, że ktoś doniósłby o jakimś nieodpowiednim zachowaniu, a jak wiedziała, Titus często wyłamywał się z typowego wyobrażenia szlachetnego młodzieńca i wcale się z tym nie krył. Zadawał się z ludźmi, którzy przez wielu członków szlacheckich rodów nie byliby uważani za odpowiednie towarzystwo, a także żywo interesował się mugolskimi nowinkami. Ktoś mógł to w końcu zauważyć.
Zamyśliła się. Wzmianka o swataniu go także ją zaintrygowała, zwłaszcza że Titus był bardzo młody.
- Na naszym roku chyba nie, ale mogła uczyć się w innej szkole lub jeszcze uczy się w Hogwarcie – odpowiedziała. Nie znała blisko żadnej Nottówny, ponieważ ród ten gardził Weasleyami, ale niewykluczone, że gdzieś istniała jakaś młoda panna Nott w podobnym do nich wieku, skoro nestor Ollivanderów chciał zaproponować ją Titusowi.
- I co teraz zrobisz, Titusie? – zapytała go, obserwując go uważnie nawet kiedy już przyniesiono dla nich kremowe piwo. – Myślę, że powinieneś być bardzo ostrożny – zasugerowała mu, obawiając się, że może zrobić jakieś głupstwo, przez które popsuje sobie relacje z rodziną. Wystarczy wspomnieć o tym, jak jego ojciec zareagował na sam fakt jego przydziału do Gryffindoru. – Nie możesz pozwolić sobie na zszarganie swojej opinii.
Mówiła teraz jak prawdziwa szlachcianka, którą tak bardzo chciała być, ale powinna przecież troszczyć się o swojego przyjaciela, tak, jak troszczyła się w Hogwarcie. Uchronienie go przed konfliktem z rodziną także było formą troski.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   02.11.16 10:36

Wzruszył ramionami, po czym opadł ciężko na oparcie krzesła. Opuścił spojrzenie na rękawy swojej szaty, mnąc jeden z nich dwoma palcami.
- Ktoś musiał na mnie donieść, to oczywiste. Pewnie widział mnie gdzieś w niemagicznym Londynie, albo w nieodpowiednim - to jedno słowo wyrzekł w sposób, który jasno dawał do zrozumienia, że to nieodpowiednie towarzystwo wydaje się Titusowi całkiem jednak odwrotne - towarzystwie. Obiecuję, że jakbym się dowiedział kto jest taki miły i tak się troszczy o nienaganną opinię mojego rodu to w podzięce wybiłbym mu oczy i przykleił język do podniebienia. Ludzie są beznadziejni, jak w ogóle można na kogoś donieść? Nie rozumiem tego... - westchnął, przestając męczyć skrawek szaty. W zamian uniósł spojrzenie na swoją towarzyszkę. Gardził konfidentami - pewnie trochę dlatego, że już w szkole miał wiele za uszami, że był tym niesfornym nastolatkiem, który za punkt honoru obrał sobie wymęczenie każdego jednego ucznia, który kiedykolwiek wydał go przed nauczycielami. Znał zaklęcia na takich małych skarżypytów (Furnunculus sprawdzał się świetnie, a naznaczenie kabla całą masą obleśnych bąbli wydawało mu się takie zabawne!), teraz jednak nie był już w szkole i chociaż złość rozsadzała go od środka, to nie mógł nic z tym zrobić.
- Pisał zresztą, że docierają do niego niepokojące plotki na temat mojego zachowania. - westchnął. Pochylił się nad stolikiem, chwytając kufel i spijając kilka łyków wyśmienitego trunku - Masz rację, nie pomyślałem o tym... Ale nieważne, miały być swaty, nie ma swat i nawet się z tego cieszę. Napisałem mu, że chciałbym się teraz poświęcić naukom i mam nadzieję, że przemówi do niego ten argument. - prawda była jednak taka, że miał już kogoś, kogo chciał trzymać za rękę i chyba naprawdę był zakochany.
- Wiem, muszę przystopować, przynajmniej na razie, póki negatywne emocje trochę nie opadną. - wiedział, że musi być ostrożny, że nie powinien wychodzić poza granice magicznego świata, że każdy, nawet najmniejszy błąd, który popełni w najbliższym czasie pociągnie za sobą niezbyt przyjemne konsekwencje i szczerze zaczynał się zastanawiać nad tym, co zrobiłby w razie najgorszego? Umiałby się podporządkować, czy jego dziwaczna natura nakazałaby mu trwać przy swoim postanowieniach, dążyć za ideałami, które niejednokrotnie różniły się od tych szlacheckich? Ciężka sprawa, chyba nie chciał się tym zamartwiać, przynajmniej nie teraz.
- Ale to wciąż smutne, że żyjemy w tak bardzo zamkniętym społeczeństwie i że nic na wskazuje na to, by cokolwiek miało się zmienić... - a propo zmian... - Byłaś na referendum? - zapytał, na nowo unosząc na nią spojrzenie. Owy temat także nie należał do najprzyjemniejszych, ale jeśli teraz przegadają te wszystkie sprawy, to na deser zostaną im tylko te miłe wątki do poruszenia.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   02.11.16 18:26

Lyra przygryzła lekko wargę. Prawdę mówiąc, to nawet nie wiedziała, co robił Titus i z kim się spotykał, więc nie mogła również stwierdzić, czy to towarzystwo było nieodpowiednie czy nie. Widywali się na tyle rzadko, że nie miała pojęcia o jego życiu, jak to było w Hogwarcie. Tam, mając praktycznie wszystkie zajęcia razem i będąc w jednym domu, oboje znali swoich znajomych. Teraz sytuacja wyglądała inaczej, bo już nie widzieli się codziennie, każde z nich miało swoje własne życie.
- Musiał bardzo wnikliwie cię obserwować, skoro znalazł cię w niemagicznym Londynie – zauważyła. Ale było to możliwe, istnieli ludzie, którym szkodzenie innym sprawiało wręcz przyjemność. Lyra, nawet jeśli Titus robił coś bardzo głupiego, nigdy nie donosiła na niego w Hogwarcie. Nie chciała, żeby jej przyjaciel miał kłopoty, chociaż w niektórych przypadkach pewnie rozsądniej byłoby kogoś powiadomić. – To tylko głupia złośliwość. Może ktoś, kto ma do ciebie jakiś uraz? Albo ktoś, kto myślał, że działa dla twojego dobra? To mógł być właściwie każdy, Titusie.
Spojrzała na moment w okno. Sama kilkukrotnie też miała ochotę zrobić coś w sytuacji swojego brata, który niebezpiecznie zbliżał się do zdrady. Myślała nad wysłaniem listu do matki, prosząc ją, żeby jakoś na niego wpłynęła i odciągnęła go od krawędzi. Ostatecznie nie zrobiła tego, bo choć ich konflikt nadal bardzo ją bolał, powinna się wycofać i zająć sobą. Już nie była Weasleyem, wraz z zawarciem małżeństwa stała się członkiem innego rodu. Nie powinna ciągle oglądać się na przeszłość, chociaż tęskniła za dobrymi relacjami z braćmi, za tym, jak wyglądały one kiedyś.
I chociaż Lyra dopiero się o tym przekonywała, bo wcześniej nie miała zbyt wiele do czynienia z tym światem, bardzo łatwo było zrobić coś, co zostanie odebrane jako nieodpowiednie.
- Mam nadzieję, że nie będzie się na ciebie bardzo gniewał ani obserwował cię baczniej – powiedziała po chwili. Chociaż mimowolnie też się cieszyła, że Titus uniknie szybkiego ślubu, tym bardziej, że przecież mężczyźni zwykle byli zaręczani później, czego przykładem był Glaucus, który w momencie oświadczenia się jej miał trzydzieści lat. – Ale również zgadzam się z tym, że teraz powinieneś przystopować i starać się, żeby nestor nie mógł dopatrzeć się w twoim zachowaniu niczego niestosownego. Wtedy może kiedyś puści całą sprawę w niepamięć?
Nie znała jednak nestora Ollivanderów, więc nie miała pojęcia, jak długo będzie mieć baczenie na zachowanie Titusa.
- Byłam. Z Glaucusem. Ale nie zabawiliśmy tam długo, po zagłosowaniu poszliśmy na spacer do parku – odpowiedziała. Oboje pojawili się na referendum i oddali swoje głosy, a Lyra miała nadzieję, że rozsądek społeczeństwa weźmie górę nad kaprysami ministerstwa i żadne niepokojące zmiany nie zostaną wprowadzone. Chociaż racją było to, że żyli w bardzo zamkniętym społeczeństwie, które niechętnie przyjmowało zmiany. Ale może w tym kryła się też nadzieja na to, że może złe zmiany zaproponowane podczas referendum również nie zyskają aprobaty?
- To wszystko... Jest bardzo niepokojące – dodała dużo ciszej, lekko się do niego nachylając, bo zapewne nie powinni wyrażać takich poglądów głośno.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   11.11.16 0:02

Jakby Lyra wiedziała co ten jej Titus wyprawia to by się złapała za głowę! Już samo to, że bujał się po Pokatnej z nieletnią charłaczką było na tyle kontrowersyjne, że nie trzeba dodawać nic więcej! A on przecież dodatkowo śmigał autem po ulicach, tańczył z mugolakami i muzykował po niemagicznej stronie Londynu... Nudziło go życie szlachcica! Czasem miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę, zabrać ze sobą Lottę i wyjechać gdzieś, gdzie nikt nie powie jej, że niegodna jest tego panicza, ani jemu, że winien oglądać się za arystokratkami. Ale one mu się wcale nie podobały (Lyra mu się podobała, jednak odkąd na jej palcu zagościła obrączka była całkowicie nieosiągalna, a on mógł tylko skrycie doń wzdychać...)! Może gdyby się czasem uśmiechały to sprawa wyglądałaby inaczej? Tyle, że nikt ich tego nie nauczył, zaś gdyby Titus chciał poślubić kołek od szczotki, to pewnie wybrałby ten ze sklepu Ollivanderów, bo jego ściskał najczęściej.
- Prawda? Paranoi można dostać... - westchnął, bo odkąd dostał ten przeklęty list to czuł oddech Waylona na swoim karku. Jednocześnie faktycznie trochę się uspokoił, póki co spychając na drugi plan myśl, że wkrótce będzie musiał porozmawiać z Lottą i pewnie nie będzie to zbyt miła rozmowa...
- Wiem... - ponownie głęboko westchnął, podobnie jak Lyra na krótką chwilę zerkając w przestrzeń za oknem. Na jej kolejne słowa odwrócił się w jej kierunku, ponownie wbijając w nią spojrzenie.
- Mam nadzieję, że nie, ale kto go tam wie. - wzruszył ramionami. W tym momencie nie wiedział jeszcze, że kolejna sowa wkrótce zapuka w okno jego pokoju, nie wiedział jak bardzo ma przekichane i jak bardzo nestor się na niego wściekł, omylnie odczytując intencje młodego Ollivandera.
- Oby... Wiesz, ja nie chciałbym go zawieść. Jego ani ojca ani matki, chciałbym być takim Ollivanderem jakiego wszyscy chcą, ale nie umiem. - na moment opuścił spojrzenie, za chwilę jednak powracając do obserwowania swojej przyjaciółki. Upił kilka łyków piwa.
- Uf, to dobrze. - uśmiechnął się. Podobno jakieś tajemnicze kary czekały tych, którzy nie pojawią się na referendum i Titus nie chciał by Lyra doświadczyła ich na własnej skórze. Szczególnie, że jej skóra była taka gładka, taka delikatna, taka pachnąca i miękka...
- Jest, to prawda, aż się boję myśleć co z tego wyniknie... - również ściszył głos. Pokręcił łepetyną, odganiając od siebie wszystkie niewygodne myśli, które kłębiły mu się z tyłu głowy, przynosząc ze sobą bezsenne noce.
- A zresztą... Nie rozmawiajmy o tym. - machnął ręką - Powiedz mi lepiej jak się masz i jak ci minęło tych kilka dni od naszego ostatniego spotkania? - uśmiechnął się, choć był to uśmiech trochę wymuszony. Objął obiema dłońmi kufel, postukując w szkło palcami. A gdzieś w tle muzycy zaczęli się stroić, tym samym przygotowując do występu na żywo.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   11.11.16 11:22

Przez krótki czas po ukończeniu Hogwartu i zamieszkaniu z bratem w Londynie Lyra także przeżywała swój okres fascynacji kulturą mugoli, z którą zetknęła się po raz pierwszy (nie licząc jakichś opowieści zasłyszanych w Hogwarcie od dzieci z rodzin mieszanych i mugolskich) i o której bardzo niewiele wiedziała. Było to jednak dosyć krótkotrwałe, bo później przyszły inne zobowiązania: zaręczyny, ślub i rozwój kariery malarskiej, a także problemy, których również nie szczędziły jej ostatnie miesiące. I nie było czasu, żeby odwiedzać ten mugolski Londyn, skoro poświęcała większość czasu na malowanie kolejnych obrazów, a po ślubie przeprowadziła się z Londynu do dworku w Norfolk.
A jeśli chodzi o oglądanie się za kimkolwiek, nie zdążyła przeżyć tego etapu, bo po niespełna dwóch miesiącach po skończeniu szkoły na jej palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy, a po kolejnych czterech – obrączka. Nie wiedziała też, że Titus miał kogoś na oku i że czuł się w szlacheckim świecie aż tak źle. Tyle rzeczy o nim nie wiedziała, i nie chciała zauważyć mimo pewnych oznak, chociaż jeszcze rok temu wiedzieli o sobie praktycznie wszystko, bo w Hogwarcie widzieli się i rozmawiali ze sobą każdego dnia. Dorosłość przyniosła naprawdę wiele zmian.
- Zgadza się – pokiwała głową, zaciskając palce wokół uchwytu kufla z kremowym piwem. – Ja to dopiero muszę uważać, odkąd nestorem Traversów został ojciec Glaucusa. – Powiedziała to nieco żartobliwie, ale i tak skrzywiła się lekko, kiedy przypomniała, w jakich okolicznościach się to stało. Poprzedni nestor został zabity podczas sabatu i ród musiał szybko wybrać kogoś innego. Rodzice Glaucusa byli naprawdę mili i wyrozumiali, ale Lyra bardzo chciała ich zadowolić i pokazać, że jest dla ich syna odpowiednią żoną.
- Będzie dobrze, Titusie – próbowała go jakoś pocieszyć, ale żadne z nich nie wiedziało, jak skończy się ta nieprzyjemna sytuacja. – Ja też nie wiem, czy jestem dobrym Traversem, ale uczę się tego każdego dnia, bo wiem, że mam dla kogo się starać.
Lyra przekonała się już, że w życiu nie można było mieć wszystkiego, że nie wszystko dawało się ze sobą pogodzić. Najlepszym przykładem były jej relacje z rodziną. Titus najwyraźniej też to przeżywał, rozdarty pomiędzy młodzieńczym buntem i chęcią poznania nowego, innego świata bez zakazów i nakazów, a przywiązaniem do rodziny i chęcią zadowolenia bliskich, którzy mieli wobec niego konkretne oczekiwania. U Lyry działało to podobnie, tylko w nieco odwrotną stronę – będąc zwykłą dziewczyną ze zubożałego rodu, który żył na uboczu i zwykle nie mieszał się w szlacheckie sprawy, nagle zapragnęła powrócić do korzeni, od których jej rodzina niegdyś się odcięła. Chciała spełniać swoje marzenia, bo w przeciwieństwie do Titusa, który miał wymarzone warunki do zajmowania się swoją pasją, Lyra o swoją musiała powalczyć, bo nikt nie zapewnił jej wszystkiego na start.
- Ja też. Ale musimy wierzyć, że wszystko będzie dobrze i nasz świat się nie zmieni. Nie na gorsze – powiedziała cichutko. Trochę się bała momentu, kiedy zostaną ogłoszone wyniki referendum, ale przecież nie mogło być tak źle, prawda? – Tak jak teraz jest dobrze. – Upiła łyk kremowego piwa, wolną dłonią odgarniając z twarzy kosmyk obecnie ciemnych włosów.
- Myślę, że było w porządku. Nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, poza tym, że otrzymałam kilka nowych zamówień na obrazy – powiedziała. Jakby nie patrzeć, od ich ostatniego spotkania na meczu i już po nim upłynęło zaledwie parę dni. – Przynajmniej będę miała zajęcie, kiedy Glaucus popłynie na wyprawę. To już za kilka dni – zrobiła smutną minę, ale wiedziała, że Glaucus tego pragnie, że tęskni za morzem. – Niestety nie mogę płynąć z nim, nie pozwala mi zbliżać się do statków, dopóki nie nauczę się pływać – zrobiła smutną minę, ale po chwili znowu uśmiechnęła się do przyjaciela, zadowolona z jego towarzystwa.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   11.11.16 19:06

Zakazy, nakazy, ciągła kontrola, to wypada, to nie wypada, głowa wysoko, plecy proste, ukłon niski, mowa kwiecista i nieskalana żadną bluzgą... To wszystko było fascynujące gdy dorastał wśród lasów Lancashire, albo w Hogwarcie gdy mógł pochwalić się znajomością savoir vivre. To było fascynujące kiedy był dzieckiem i jedynym światem, jaki znał był ten najbliższy, ten, który pokazywała mu matka... Ale teraz, kiedy wszedł w dorosłość, kiedy bańka mydlana, w której do tej pory żył, pękła bezpowrotnie, kiedy cały świat stanął przed nim otworem okazało się, że chciałby czerpać z niego jak najwięcej! Pełnymi garściami! Zachłysnąć się nieznanym powietrzem! Chciał przekraczać wszelkie granice i łamać konwenanse, chciał brudzić sobie ręce, zdzierać kolana i przemrozić palce gdzieś daleko od rodzinnej posiadłości. Nie interesował go już savoir vivre, interesowały odległe kultury, zakazane zakątki i dziwaczne miejsca... To tak, jakby ktoś dał mu LSD - myślisz, że znasz swój mózg, że znasz świat, który cię otacza i nagle okazuje się, że to nieprawda! I nie wiesz już co jest halucynacją, a co nie, co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni, ale za to nachodzi cię inna myśl, myśl, która staje się najważniejsza - ogranicza nas tylko własny umysł.
- Ha! Racja! To ja ostatecznie nie mam tak najgorzej! - roześmiał się. Ta myśl serio go trochę pocieszyła. Rozluźnił się i zwilżył wargi wyśmienitym napojem, który w zastraszającym tempie znikał z jego kufla.
- Wiem... A nawet jeśli nie będzie dobrze, to jakoś będzie na pewno. - pokiwał głową, uśmiechając się blado, szczególnie, kiedy dotarły do niego jej kolejne słowa. Ufał, że Lyra jest dobrą żoną dla swojego męża i trochę go to bolało... Chciał żeby była szczęśliwa, ale może bez Glaucusa, nawet jeśli ten był naprawdę fantastycznym gościem.
- Oby, chociaż nie wiem, czy umiem jeszcze w to wierzyć. - westchnął. Świat pędził w złym kierunku, przynajmniej według samego Ollivandera, i Titus wcale nie zamierzał się mu podporządkować, bo taką miał naturę - nie uginał się nigdy, nie bez powodu jego patronus przyjął formę mustanga - dzikiego konia, którego nie da się okiełznać.
- Właśnie! I mnie musisz w końcu namalować. - pokiwał głową. Rozmawiali o tym kilka razy, ale wciąż jakoś nie wyznaczyli dogodnego terminu, woląc spotykać się nie ze względu na pracę, a po prostu, po przyjacielsku.
- Nie smuć się, wróci zanim się obejrzysz. - pokiwał głową, chociaż pewnie miał nadzieję, że już nie wróci... Nie, wcale nie! Może nie umiał obdarzyć sympatią pana Traversa, ale nie potrafił także być na tyle brutalny by życzyć mu jak najgorzej.
- Wcale mu się nie dziwię, ale za zimno jeszcze na naukę pływania. - roześmiał się. Skończył swoje piwo, od razu zamawiając drugie, ale póki co zdążył upić tylko niewielki łyk.
- Uwielbiam tą piosenkę! - aż klasnął w dłonie, oglądając się na muzyków, zaraz jednak powrócił spojrzeniem do przyjaciółki i wyciągnął ku niej jedną dłoń, w tym samym czasie delikatnie skłaniając głowę - Mogę panią prosić? - zapytał. Melodia była lekka, przyjemna, dobra do potańczenia i wygłupów.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   12.11.16 11:58

U Lyry wyglądało to jednocześnie bardzo podobnie i zupełnie inaczej. Dorastała w kochającej się, ale bardzo ubogiej rodzinie, bez ojca, z braćmi i z matką, która robiła co mogła, żeby samotnie utrzymać trójkę dzieci. Była zwyczajną dziewczyną, której po dawnej, dumnej przeszłości rodu pozostało jedynie nazwisko i historie usłyszane od ojca w najwcześniejszym dzieciństwie, zanim zniknął. Rok przed ukończeniem szkoły wypadek zmusił ją do porzucenia nastoletnich marzeń, które i tak nie miałyby szans spełnienia przez tak prozaiczny czynnik, jak zbyt delikatny i wrażliwy charakter. Postanowiła zająć się tym, w czym była dobra – malowaniem, a w międzyczasie, wchodząc w dorosłość, odkryła świat, który do tej pory znała bardzo pobieżnie, a który absolutnie ją oczarował, choć nie wiedziała, że go pragnie, dopóki go nie zaznała. Był to świat, który Titus znał od urodzenia i który dla niego był czymś zwyczajnym i normalnym, ale dla naiwnej Lyry wydawał się niezwykły. Wbrew temu, co myśleli o tym jej bracia, pozwoliła się w niego wciągnąć, chwytając się szansy na spełnienie marzeń.
Tak więc, każde z nich z chwilą opuszczenia Hogwartu odkryło nowy, inny świat. Jak na ironię, Lyra odkryła świat Titusa, Titus – świat Lyry. Role zaczęły się odwracać, chociaż tak naprawdę oboje wciąż mieli silne powiązania ze swoimi starymi światami, niejako tkwiąc okrakiem na ich granicy, nie chcąc palić za sobą mostów. Czy jednak mogli być szczęśliwi w takim układzie, zadowalać i siebie, i bliskich? Okaże się.
- Zobaczymy, Titusie – powiedziała cicho. Może niedługo ich wątpliwości odnośnie tego, co się działo, znajdą swoje wyjaśnienie, oby pozytywne. Teraz jednak Lyra nie chciała już o tym myśleć. – Oczywiście, że cię namaluję. Kiedy tylko zechcesz. Maluję obcych ludzi i miałabym nie namalować mojego najlepszego przyjaciela?
Gdyby jednak wiedziała, jaka myśl przez moment pojawiła się w jego głowie, gdy wspomniała o nadchodzącej podróży męża, z jej twarzy zniknąłby uśmiech, a zaufanie, jakim go darzyła, mogłoby zostać nadszarpnięte. Szczęśliwie o niczym nie wiedziała i nie miała się dowiedzieć.
- A ja będę na niego czekać – dokończyła więc jego słowa raźnym głosem. – Tak, jest za zimno. Ale latem nic nie będzie stało na przeszkodzie, abym wreszcie pozbyła się z głowy tych głupich lęków. Jak mam być dobrym Traversem, kiedy wzdrygam się na samą myśl o głębokiej wodzie?
Skrzywiła się, ale zaraz po chwili znowu uśmiechnęła, bo przecież przyszła tutaj, żeby się rozluźnić, nie martwić. Również wychwyciła to, że muzyka się zmieniła. Titusowi ta melodia musiała się spodobać, bo nagle klasnął i wstał, podając jej rękę. Lyra także podniosła się i skinęła mu głową.
- Z przyjemnością – powiedziała, pozwalając poprowadzić się w stronę miejsca, gdzie zaczynały już tańczyć pierwsze pary. Nie wyglądało to jak szlacheckie bale czy śluby, muzyka była inna, a i zachowanie ludzi pozbawione sztywności i kurtuazji. Tak zapewne bawili się ludzie w tym świecie, który wybrali jej bracia i który fascynował Titusa, a od którego ona w ostatnich miesiącach zaczęła się oddalać. Spojrzała na niego, pozwalając, żeby ją poprowadził, zdawała się na niego, ponieważ nie umiała dobrze tańczyć, i chociaż oczywiście uczyła się odpowiednich ruchów, ten taniec był inny niż te, które miała okazję przeżywać wraz z narzeczonym, a później mężem. Tańczenie z Titusem w ogóle było inne niż z Glaucusem. O ile mąż oferował jej ciepło, oparcie i cierpliwie znosił, kiedy go deptała lub myliła kroki, taniec z przyjacielem wydawał się szybszy, bardziej nieprzewidywalny i beztroski, nie musiała też tak wysoko zadzierać głowy, żeby spojrzeć na jego twarz ani obawiać się, że zrobi coś źle. Ale może potrzebowała odrobiny szaleństwa i dobrej zabawy, bez obaw, że ktoś będzie ją oceniał, bo wydawało się, że nikt nie zwraca uwagi na parę tańczących nastolatków. Teraz była kimś innym, jej prawdziwy wygląd zastąpiła metamorfomagiczna sztuczka, mająca na celu uchronić ich oboje od kłopotów.
- Jest... Naprawdę przyjemnie! – powiedziała w którymś momencie; gdyby nie inny wygląd, jej policzki pewnie byłyby czerwone z wysiłku, ale ta twarz nie czerwieniła się tak łatwo, jak ta prawdziwa. – Chyba... potrzebowałam odrobiny odmiany.
Bo w końcu, mimo obrączki na palcu oraz pragnienia bycia szlachcianką, gdzieś głęboko nadal była tylko zwyczajną, młodą  dziewczyną.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   12.11.16 19:26

Wyszczerzył się kiedy przyjęła jego propozycję - zacisnął palce na dziewczęcej dłoni, prowadząc ją na parkiet, gdzie kilka osób już bujało się w rytm skocznej melodii. Nie był to szlachecki walc, a dzikie harce przy akompaniamencie rock'n'rolla, pełne radości, podskoków i wymachów. Obracał ją w kółko, głośno się przy tym śmiejąc, albo sam wirował z nią wokół własnej osi, trzymając mocno i pewnie by w tym szalonym tańcu nie straciła równowagi. Klaskał, tupał, a raz nawet przypadkiem potrącił tańczącą obok parę, przez co został spiorunowany wzrokiem. Tylko jednak na początku, bo gdy w geście przeprosin skinął głową, kobieta obdarzyła go łagodnym uśmiechem, a mężczyzna puścił oczko - chyba więc wcale się nie gniewali... Bo jakże można się na kogoś gniewać, kiedy wokół wszystko skacze w rytmie najczystszej, najbardziej beztroskiej radości? W takich chwilach Titus zapominał o całym świecie - o polityce, o swoich problemach i nawet o tęsknocie, która każdego dnia trawiła jego serce lub ściskała żołądek. Nie mógł się zresztą smucić, kiedy miał obok siebie Lyrę.
- Każdy potrzebuje odrobiny rock'n'rolla! - zawołał, znowu się głośno śmiejąc, a kiedy powietrze wypełniła ostatnia nuta, odetchnął, bo mimo zapału trochę się jednak zmęczył. Nie puścił jednak dziewczęcej dłoni - czekał ich kolejny taniec, jeszcze tylko jeden, zanim powrócą do żłopania piwska albo mocniejszych trunków. Przerwa pomiędzy utworami była króciutka, prawie że niedostrzegalna. Klimat natomiast zmienił się diametralnie i Titus szybko rozpoznał w utworze jedną z niezwykle romantycznych piosenek Celestyny Warbeck - ci muzycy to jednak mieli gust, skoro coverowali takie gwiazdy!
- To przecież Celestyna! - parsknął śmiechem. Zaraz przyciągnął do siebie panią Travers, jedną rękę wspierając na jej talii, a drugą splatając z jej dłonią w mocnym uścisku - Wyczarowałaś ze mnie serce!... - zaśpiewał wraz z wokalistą, kręcąc z przyjaciółką kolejny piruet przez prawie cały parkiet! Bujał się z nią powoli, wbijając spojrzenie w jej śliczne oczęta i przez chwilę nawet zrobiło się tak jakby... romantycznie? Więc się Titus trochę speszył, bo do tej pory pamiętał jak mu kiedyś nie wyszło jak ją chciał pocałować w szafie... Uniósł więc rękę pozwalając jej okręcić się wokół własnej osi, a na koniec na nowo złapał i nieznacznie przechylił, tym samym kończąc ten krótki taniec. Dobrze, że nie czuła bicia jego serca, bo chyba nieco mocniej załomotało w żebra.
- Wracamy do stolika? Czy masz ochotę na jeszcze jeden taniec? - zapytał, nachylając się do dziewczęcego uszka by dokładnie go słyszała pomimo wszechobecnego hałasu.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
 

Pub Siwy Dym

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Cliodna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17