Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Anthony Skamander

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 http://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 http://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Auror
29
Czysta
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
20
1
0
1
1
3
8
Czarodziej

PisanieTemat: Anthony Skamander   16.11.17 23:34


Anthony Skamander

Data urodzenia: 20 czerwca 1927
Nazwisko matki: Lovegood
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Auror
Wzrost: 1.83 m
Waga: 89 kg
Kolor włosów: Blond
Kolor oczu: Ciemnozielone
Znaki szczególne: Zimne dłonie

O ile jego rodzice mogli poszczycić się posiadaniem dziecka, które po zwróceniu już pierwszej uwagi potrafiło przyjąć do wiadomości istnienie nowego zakazu bądź nakazu o tyle kreatywność chłopca do wymyślania obejść w ich systemie była kłopotliwa. Tak samo jak jego dociekliwość. Dlaczego coś było zakazywane? Jaki ku temu istniał powód? Czemu należało robić coś w danej sytuacji i dlaczego akurat tym czymś było pewne konkretne to? Odpowiedzi nieraz okazywały się niezwykle ciężkie do sformowania, zwłaszcza, że musiały przemawiać do dziecka. Gdy ten uznał wyjaśnienia za sensowne pojawiał się zaś właśnie problem kreatywności Thonego, a dokładnie tego, że lubił łapać swoich rodziców za słówka i wykorzystywać niedopowiedzenia do obchodzenia wypracowywanych przez nich w pocie cierpliwości sformowanych zasad. Nigdy ich jednak nie złamał. Naginał, obchodził, lecz nigdy otwarcie się im nie sprzeciwił. Ponoć miał mieć to po matce. Na szczęście wizja studiowania magicznego prawa zdawała się być daleko poza jego możliwościami. Do tego należało umieć usiedzieć w miejscu, a on - nie potrafił. Jeśli nie spał to był w drodze do stajni bądź zagrody z końmi lub okolicznego jeziora w którym pływał o ile było dostatecznie ciepło lub zaczepiał rybaków. Gdy miał dziewięć lat przebudziła się w nim magia, za sprawą której przebywający w jego otoczeniu przedmioty samoistnie stawały się niewidzialne. Naturalnie nie przeszkadzało mu to w dalszym uskutecznianiu swoich wycieczek. Stało się to właściwie kolejnym pretekstem bo właściwie...on tylko poszedł szukać samopiszącego się pióra, prawda? By go uziemić w miejscu i zapchać mu posiadający luki grafik dnia najęto nauczyciela muzyki, który miał uczyć go gry na wiolonczeli. Chłopiec tego nie lubił, zajęcia uważał za nudne, a samego nauczyciela za trochę pokracznego człowieka-pająka (wszystkie kończyny miał nieludzko chude i długie), jednak z czasem tą umiejętność miał docenić. Za kilkanaście lat. Gdy to nie wystarczało jego rodzice sięgali po mało wychowawczy zabieg wykorzystywanie upiornych bajek-straszaków o widłowężach i bazyliszkach po to by poskramiać nadmierną ciekawość chłopca. I tak ten czas mu płynął dopóki nie przyleciała sowa ze słynnym listem.



Sama ceremonia przydziału nie budziła w nim obawy, nieśmiałości, a dreszcz podekscytowania. Co dalej? Jak to będzie? Gdzie trafię? Kogo poznam? Był otwarty na wszystko. Niczego nie oczekiwał od siebie, Hogwartu, od przyszłości. Kierując się w stronę Tiary rzucał się świadomie na głęboką wodę chcąc świadomie dać się porwać nurtowi i zobaczyć gdzie ten go pociągnie. W ten sposób prąd przygody wrzucił go w szpony Ravenclawu.



Nie miał problemu w odnalezieniu się w nowym miejscu. Szybko się adoptował do tego co było nowe. Uczucie dezorientacji towarzyszyło mu przez niecały dzień. Potem nastąpił etap eksploracji, zwiedzania, zaznajamiania się z tutejszymi zasadami i granicami. Istotnym jest to, że nigdy nie sprawiał kłopotów. Przez cały swój pobyt w magicznej szkolenie nie zdarzyło mu się odbywać żadnego szlabanu czy kary. Uczył się dobrze. Co prawda magia transmutacji oraz alchemia była dla niego faktycznym wyzwaniem, jednak pomimo kompletnego braku talentu nie byłby sobą gdyby sobie i innym nie starał się udowodnić, że potrafi wypracować mimo wszystko zadowalające profesorów podstawy. Wyróżniała go jednak przepełniająca go magia zaklęć. Zwłaszcza profesora odpowiedzialnego za nauczanie tejże dziedziny. Profesor umiłował sobie zatem zdolności Thonego, który po dziś dzień nie wie, czy człowiekiem tym przemawiała ambicja utarcia nosa koledze po fachu z gryfońskiego obozu czy też może faktyczna chęć rozwinięcia jego talentu...niemniej zawsze będzie mu wdzięczny za zachęcenie do wstąpienia do Klubu Pojedynku w którym trwał do samego końca od początku czwartej klasy. Tam też zawiązał pierwsze bardziej znaczące znajomości. Nie miał problemów z ich nawiązywaniem. Nie był wycofany, małomówny. Zdecydowanie należał do tej kontaktowej i komunikatywnej grupy osób niemniej postrzegany był jako ktoś niedostępny. Gdy mówił, chociażby odpowiadając jedynie na pytanie profesora - budził posłuch. Samą zaś swoją obecnością często onieśmielał. Im starszy był tym większą grupą tych onieśmielonych stawała się lwia część niewieściej, szkolnej społeczności. Tego wszystkiego doprawiał jego sposób bycia. Nie zdarzyło się bowiem by kiedykolwiek wdał się w jakąś bójkę, podniósł głos, rzucił w towarzystwie jakimś przekleństwem. Był taktowny i pełen spokoju nawet podczas kłótni. Wszystko to sprawiło, że pod koniec szkoły krzątały się plotki o jego rzekomych sercowych podbojach snutych przez rozmarzone adoratorki. Bawiło go to. Nie podjął jednak prób dementowania czegokolwiek wiedząc, że to walka z wiatrakami zwłaszcza biorąc pod uwagę jak bliskie pokrewieństwo wiązało go z Samuelem.



Legilimencji jest w stanie się wyuczyć każdy czarodziej posiadający średnio powyżej przeciętne umiejętności z zakresu magii z natury tej dotyczącej zaklęć. Wystarczy tylko, że będzie tego chciał. Czasami jednak pojawiają się jednostki, które posiadają ku temu naturalne predyspozycje i nie trzeba wiele by je aktywować. Tak było w przypadku Anthoniego, który pod koniec szóstej klasy podczas omawiania umiejętności legilimencji i okulumencji zainteresował go temat tej pierwszej. Samodzielnie po przeczytaniu kilku podręczników spróbował więc w tej materii własnych sił. Niestety nieodpowiednio zmierzył siły na zamiary. Był ciągle dzieckiem, a ta dziedzina magii skomplikowana. Jego zabawa w samouka skończyła się tylko tym, że nabawił się postępujących ataków migren. Początkowo sprawę bagatelizował. Kontynuował swój codzienny żywot ucznia. Był przy tym nieco bardziej rozproszony niż zazwyczaj, nieco mniej cierpliwy, drażliwy. Przez wakacje problem się jedynie nasilił do tego stopnia, że wpływała na podejmowane przez niego decyzje. Może był uparty i rzadko sięgał po cudzą pomoc, jednak wolał być kowalem własnego losu niż dać się spętać okowami bólu. Wyjawił więc problem ojcu. Odetchnięto z ulgą gdy się okazało, że to jednak żadna genetyczna dolegliwość. Wystarczył jedynie odpowiedni nauczyciel, który pomógł chłopakowi zagłębić się w arkany tej umiejętności, oswoić, uporządkować. Nauka jednak nie trwała tygodni, miesięcy -  miała trwać całe życie. To była sztuka trudna, pełna wyrzeczeń, wymagająca dyscypliny, silnego ducha. Łatwym było się w tej umiejętności zatracić, dać się jej pożreć. Najbardziej prawi potrafili się za jej sprawą stać się najbardziej upodlonymi. Legilimenta był bowiem sam sobie sędzią wyznaczającym sobie samemu granicę moralności. Tego wszystkiego Thony uczył się z czasem, na błędach swego mistrza, jak i swoich własnych. Nabyta umiejętność zmieniła też jego samego. Nie od razu, lecz z biegiem lat, po trochu granica między tym kim był dla poszczególnych ludzi stawała się wyraźniejsza. Sobą samym był dla wąskiego grona, a dla innych był gotowy być każdym. Nauczył się kłamać dla dobra swojego i innych by ci się nie bali, że wie coś czego nie powinien. To był jednak dopiero gorzki przedsmak czekającej go nauki.



Nie tylko on jednak się rozwijał i zmieniał. Magiczny świat też to robił, a piętno odbijało się na szkole i uczniach. Atmosfera zaczęła gęstnieć, gdy był w trzeciej klasie - to wówczas podniosła się wieść o wybuchu wojny czarodziejów w Europie. Różnice między statusem nazwiska zaczęły się mimochodem pogłębiać bardziej niż kiedykolwiek. Anthony jak przystało na Skamandera interweniował gdy działa się krzywda i niesprawiedliwość użyczając głosu tym, którzy nie mieli odwagi go podnieść. Skupiał tym samym na sobie uwagę sprawiając, że do klubu pojedynków lubili zaglądać co pewniejsi siebie chcący utrzeć mu nosa. Mniej ciekawie było, gdy urażeni czekali na niego tam, gdzie wzrok profesorów nie sięgał. To było jednak w porządku. Nie był słaby. Radził sobie gdy wszystko zaczynało się komplikować jeszcze bardziej - spetryfikowani uczniowie, śmierć Matry. Ktoś w tym chaosie musiał zachować zdrowy rozsądek i spokój by inni nie zwariowali.



Owutemy. Przybyły nagle siejąc postrach oraz budząc oczekiwania do wizji rozpościerającej się przed uczniami dorosłości. Anthony miał właściwie od niedawna również i swoją. Chciał dostać się na kurs aurorski. Do podobnego pomysłu zainspirował go jego mentor od legilimencji. Patrząc na to jak zmieniał się Hogwart, jak postępowała magiczna wojna po prostu musiał. Matka nie podzielała entuzjazmu swojego syna w przeciwieństwie do ojca, który sam sobie niegdyś marzył sobie taką przyszłość. Posiadał więc jego błogosławieństwo choć w tym momencie jego brak nie wpłynąłby na jego decyzję. Już nie był chłopcem, który nie wiedział czego chce. Nic nie stanęłoby mu na drodze, a zwłaszcza próbujące go straszyć w tym momencie oczekiwania egzaminatorów. Wyniki jakie osiągną były, jak przystało na krukona - zadowalające. Co prawda wyniki z eliksirów i transmutacji nie zachwycały to jednak braki w tych dziedzinach nadrobił wybitnymi osiągami w dziedzinie zaklęć oraz umiejętnością legilimencji. Na jego korzyść zadziałał też fakt, że wielu kandydatów posiada braki w podstawowej wiedzy z astronomii oraz eliksirów, których on sam nie bagatelizował. Tak stał się kursantem na aurorskim szkoleniu - kimś kto dobrowolnie rzucił się w piekielną wyrwę i się jeszcze z tego cieszył.



Gdy dostał się na kurs zdecydował wyprowadzić się z rodzinnej posiadłości w Somerset i zamieszkać bliżej Londynu. Jeśli chodzi o sam kurs...było ciężej niż sobie wyobrażał. Po morderczych treningach fizycznych następowały niezliczone godziny prelekcji dotyczących technik odpowiedniego przeprowadzania przesłuchań, śledzenia, zabezpieczania oraz analizowania dowodów. Ciągnęły się godzinami wymagając od niego nieustannego skupienia. Nauczył rozpoznawać czarnomagiczne uroki, trucizny, wykorzystywać eliksiry na swoją korzyść. Nie tylko bojowe, lecz również uzdrawiające wiedząc jak rzadko na czas są w stanie przybyć uzdrowiciele by pomóc. Po zajęciach praktycznych, gdy wracało się do domu należało zamiast na sen poświęcić ostatnie godziny dnia na studium kodeks prawa. Przez kolejne lata kursu Thony poznał prawdziwie cierpki smak bezsilności, jak i zwątpienia w chwilach gdy jego możliwości zrobienia czegokolwiek pomimo chęci się kończyły. Było to celem szkolenia. Każdy kursant musiał dostrzec drugą stronę medalu, jak również swoje własne ograniczenia. Auror nie był rycerzem w lśniącej zbroi, był obłąkańcem skaczącym w przepaść dla sprawiedliwości. Skamander potrafił to zrozumieć, zaakceptować, chciał wznieść się ponad własne limity. To go nie mogło złamać, co najwyżej jedynie zahartować. Bez żalu brnął więc w ten świat dalej.



Problem legilimenty polega na tym, że jak już się nim staniesz to nie możesz tego cofnąć. Nawet nie posiadając różdżki, nie wywołując umiejętności ta wciąż w tobie siedzi sprawiając, że cudze myśli ocierają się, szumią niewyraźnie wewnątrz twojej podświadomości. Co prawda można być na to głuchym, można się i trzeba się tego obawiać, jednak...jaki to ma wówczas sens? Bycie legilimetą? Anthony w pełni wykorzystywał swoją umiejętność do nieustannego cedzenia kłamstwa, łowienia prawdy. Filtrował każdą informację, poszlakę bez względu na to jak miałka i niepoważna była. Nawet jeśli na tysiąc takich okazji mogła się trafić jedna osoba, której mógłby pomóc, złapać jedną mendę to było warto nawet jeśli wiązało się to z karkołomnym obciążeniem psychicznym i fizycznym. Miał dostatecznie silną wolę i jasny umysł. Prócz korzyści umiejętności czarodzieja okazywały się również utrapieniem. Z ich powodu nie pozwalano mu na uczestnictwo w oficjalnych przesłuchaniach nawet jeśli to jego śledztwo doprowadziło do tychże w obawie przed incydentem. Część towarzyszy wyraźnie się zaś dystansowała. Szperacz Thony - tak o nim mówili za plecami i nie, nie pobrzmiewała w tym przychylność. Ze zdwojoną skrupulatnością sprawdzano również czy poddawał się corocznym testom psychologicznym. Być może trochę się uzależnił od słuchania tego niewyraźnego szumu cudzych myśli, może również nie czuł się komfortowo będąc zmuszonym na współpracę z okulumentami ale nie wpływało to na jego pracę, nie był świrem. Taki stan rzeczy irytował, jednak to nie było przedszkole by się z tym obnosił. Udowadniał swoje rozwiązując powierzane mu sprawy z piekielną skutecznością z zaciekłością łapał kolejne. Im bardziej dawał się wciągnąć wir polowania na czarnoksieżników tym bardziej również cenił sobie podsuniętą na kursie wiedzę z zakresu czarnomagicznych uroków, którą pogłębiał zdając sobie jednak aż nadto sprawę z granicy, której nie powinien przekraczać. Nieraz, gdy przedzierał się przez plugawe umysły swych ofiar dostrzegał ten makabryczny chaos jaki ta magia czyniła im w umysłach. Wystarczyło więc, że potrafił ocenić magiczny arsenał swoich przeciwników.
Zaangażował się w pracę, a potem zrobił to co mógł najgorszego - zaangażował się w sprawę. Nie jako auror, lecz jako Anthony Skamander, prywatnie. Pozwolił emocjom wziąć górę w chwili w której w ogóle nie powinien się nimi kierować, dokonywać przy ich udziale decyzji. Nikt w konsekwencji nie umarł, ktoś został jednak ranny, sprawa zrobiła się śliska. Ostatecznie ją umorzono, pojawiły się naciski z góry w obliczu których Anthony został przyparty do muru - jeśli marzyło mu się jeszcze kiedykolwiek nazywać się aurorem musiał zmienić jednostkę. Najlepiej na taką funkcjonującą poza Londynem, jeszcze lepiej poza Anglią, a najlepiej to na taką istniejącą gdzieś na totalnym zadupiu Ameryki. Na trzy lata. Co miał zrobić. Zgodził się.  



Z wygnania wrócił w kwietniu '56 w momencie gdy cała Wielka Brytania wywracała się do góry nogami. Wszystko zdawało się być rozorane na każdej możliwej płaszczyźnie - władza, społeczeństwo, jakikolwiek mu znany ład. Spodziewał się chaosu bo do jego uszu docierały relacje dotyczące tego co się wyprawiało jednak rzeczywistość przerosła jego oczekiwania. Piętrząca się nienawiść do mugoli, gloryfikacja czystej krwi, Grindewald, Tuft. Dla niego to było niepojęte. Był zdolny do wznoszenia się ponad podziałami. Nie krew, a czyny i słowa sądziły o człowieku. Potrafił cenić na równi szlachcica, jak i mugola. Na podobnej zasadzie potrafił również wzgardzić jednym i drugim. Po coś istniały przepisy, dekrety, moralne wartości. Teraz zdawało się być to nic nie warte. Teraz zgoda na zwykłą rzeź, burzenie ładu który miał chronić było czymś normalnym. Nie byłby sobą gdyby nie czuł potrzeby zmienienia tego. Smuel dał mu taką możliwość. Zakon Feniksa. Stał się jednym z nich - wojownikiem chcącym powstrzymać szaleństwo



Patronus: Koty w swojej naturze mają coś takiego dziwnego, co karze im wciskać pyski tam, gdzie nie powinny. Im bardziej poza zasięgiem jest to co ich kusi, nęci i ciekawi tym bardziej zawzięte i upierdliwe być potrafią i wierz mi - nie odpuszczą dopóty dopóki nie znajdzie się to w ich łapach. Pojawiają się tam gdzie chcą bez względu na to czy ktokolwiek tego chce czy nie. Nieprzewidywalne, wyposażone w wiecznie żywą cząstkę kapryśności, dzikości, wolności. Wyrafinowane cholery do których jednak ciężko nie czuć sympatii. Nikogo więc nie dziwi, że akurat konkretnie to stworzenie jest patronusem Anthoniego prócz samego czarodzieja. Przywołuje go wspomnieniem beztroskiego dzieciństwa sprzed rozpoczęcia nauki w Hogwarcie..


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 (+2 różdżka)
Zaklęcia i uroki: 20 (+3 różdżka)
Czarna magia: 1 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 1 Brak
Eliksiry: 1 Brak
Sprawność: 8 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
RetorykaII10
SpostrzegawczośćII10
ONMSI2
AnatomiaI2
AstronomiaI2
Historia magiiI2
ZielarstwoI2
KłamstwoI2
Ukrywanie sięI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Silna wolaIV20
Jasny umysłIII10
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (wiedza)I½
Muzyka (wiolonczela)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
Lot na miotleI1
JeździectwoI1
PływanieI1
Reszta: 2

Wyposażenie

Sowa,  legilimencja





What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.


Ostatnio zmieniony przez Anthony Skamander dnia 20.11.17 17:30, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Anthony Skamander   22.12.17 13:55

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Legilimencja była swoistym piekłem dla Anthony’ego – jego ciekawość nakazywała mu brnąć coraz bardziej w dół, schodek po schodku pokazywała mu coraz więcej, nie tylko uświadamiając o potędze, jaką niosła ta tajemna sztuka, ale również o bolesnych konsekwencjach, których nie mógł uniknąć. Ostateczne przekroczenie granic, jakie do tej pory umiejętnie obchodził, poskutkowało gruntem sypiącym się spod jego stóp – czy Auror może, czy powinien angażować się tak bardzo w rozwiązywane sprawy? Czy jest tutaj miejsce na emocje czy osobiste przemyślenia?
Życzę Anthony’emu, by to zaangażowanie, jakiego jest pełen, przekuł w stalową broń Zakonu Feniksa.

OSIĄGNIĘCIA
Szperający w umysłach
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Legilimencja
Kartę sprawdzał: Samuel Skamander


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Anthony Skamander   22.12.17 13:56

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Róg garboroga, róg dwurożca

[28.11.17] Ingrediencje (maj)

BIEGŁOŚCIBrak

HISTORIA ROZWOJU[20.11.17] Karta postaci, -550 PD


Powrót do góry Go down
 

Anthony Skamander

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Judith Skamander
» Anthony Burke
» Samuel Skamander
» Samuel Skamander
» Samuel Skamander

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18