Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pub pod Roztańczonym Czartem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pub pod Roztańczonym Czartem   27.06.15 22:03

First topic message reminder :

Pub pod Roztańczonym Czartem

„Między niebem i piekłem. Pośród słynnych bezdroży.
Co je lotem starannie mija duch boży.
Stoi karczma stara w której widma opojów
Święcą triumfy szałów swych pijackich znojów.”

W Pubie pod Roztańczonym Czartem zabawa trwa bez końca. Z wiekowym budynkiem wiąże się stara legenda, jakoby tutaj, gdy jeszcze czarodziejów nie wiązał Kodeks Tajności, na długo przed prześladowaniami, mugole pertraktowali z samymi demonami, tylko czekającymi na chwilę słabości, by zawrzeć pakt. Wtedy, pomimo dobrej zabawy zmuszeni byli do szczególnej ostrożności. Oczywiście, nawet w magicznym świecie ciężko uświadczyć wysłanników piekieł, jednak niemagiczni właśnie w taki sposób odbierali zakapturzone postacie czarodziejów, wiedźm, przemytników, cichych zabójców na zlecenie, mogących rozwiązać niejeden problem, oczywiście za drobną opłatą w postaci sakiewki srebra. Od tego czasu wszystko uległo drastycznej zmianie, magia została zapomniana, a wnętrze wielokrotnie zmieniało swój charakter. Jednak jedno, pomimo upływu czasu, pozostaje niezmienne - wciąż łączy się tutaj świat czarodziejów i mugoli, choć ci drudzy nie są już tego świadomi.
Wnętrze pubu jest nie tylko zadbane, ale i eleganckie - wzdłuż baru ustawiono kilkanaście krzeseł z wygiętymi oparciami i bordowymi obiciami, lekko przetartymi od częstego używania. Reszta pomieszczenia sprawia wrażenie ciasnego, jakby zagraconego przez gęsto ustawione kanapy, stoły. Toczą się tutaj humorystyczne, choć często ironiczne pojedynki na słowa przy akompaniamencie muzyki na żywo, czy to na pianinie, czy na klawiszach i gitarze. Na lekko podwyższonej scenie odbywają się także wieczorki poetyckie, innym razem ktoś zaśpiewa, ktoś odstawi kabaret. To wszystko czyni lokal miłym i przystępnym miejscem do nawiązywania bliższych znajomości. Najchętniej przyjmowani są tutaj klienci o poczuciu humoru i z dystansem do samych siebie. Jeśli jednak potrzebuje się prywatnego, pewnego miejsca, można wynająć lożę na balkonie, oddzielaną od reszty świata ciężkimi, nieprzepuszczającymi dźwięku kotarami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   17.11.15 22:46

Gdy dotarł do pubu, ogarnęła go nagle wesołość - jakby opary unoszące się w pomieszczeniu były skażone, zarażające dobrym samopoczuciem niczym grypogenne powietrze Paryża chorobą na początku dziewiętnastego wieku. Atmosferę tę zapewniali ludzie; zatopieni w rozmowach, opowiadający historie, zasłuchani w muzyce, płynącej od strony kapeli urzędującej na scenie. Życie w swej najżwawszej formie, napędzane oprocentowaną kropelką.
Rozejrzał się uważnie po wnętrzu, a uśmiech igrał na jego ustach - trochę poniżej ozdobionych rozlicznymi piegami policzków, a ponad ogoloną na gładko brodą. Dodając do tego niezmienne, szaroniebieskie oczy, oraz okalając całość obrazu twarzy ramą z sięgających za ramiona rudych loków, otrzymać można było wizerunek osoby, którą łatwo jest wziąć za Weasleya. Alexander nie wiedział, z jakiego powodu Garrett zaprosił go na to spotkanie, jednak mimo wspomnianego w liście braku powodu do zmartwień Selwyn wolał zachować ostrożność. Po dość bogatej w treść wspomince o nim w "Czarownicy" unikał jak ognia miejsc publicznych.
Spojrzenie złapało jednak widok pożądany, czyli personę o urodzie łudząco podobnej do jego. Choć raczej było to na odwrót: personę o urodzie, do której jego obecna była łudząco podobna.
Utorował sobie drogę do najbardziej ustronnego kąta sali. Garrett siedział przy jedynym w przybytku stoliku, który swoim położeniem zapewniał prawie całkowity spokój, choć gwaru zabawy nie powstrzymywało zbyt wiele. Nie był on jednak tak niebotyczny, by nie można było rozmawiać.
- Witaj, Garretcie - powitał Weasleya, podając mu rękę. Gdy tylko usiadł naprzeciw mężczyzny, do stolika przytruchtała młodziutka kelnerka. Alex zamówił dla siebie herbatę, która po chwili magiczne poszybowała od kontuaru na blat stołu okupowanego przez dwójkę czarodziejów.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   18.11.15 0:32

Garrett nie mógł narzekać na niedobór atrakcji i nagłych zwrotów akcji - sierpień przebiegał mu pod znakiem Zakonu, od czasu Festiwalu u Prewettów zaczął nawet zaskakująco dobrze dogadywać się z Dianą, odkrył gałąź rodziny, która zaginęła wśród przymusowych szlacheckich konwenansów. Jak jednak dostrzegł ledwie parę dni wcześniej, wpatrując się we własne odbicie i oczy podkreślone ciemnymi kręgami naznaczonymi przez zmęczenie, czas uciekał mu przez palce. Powoli, skrupulatnie, starannie zabierał mu chwile na przyjemności; dlatego właśnie Garrett chwytał dzień, a raczej starał się to robić, delektując się każdą sekundą, gdy z cienia nie łypało na niego okrutne echo obowiązków.
Być może Pub pod Roztańczonym Czartem nie należał do najlepszych miejsc na rozmowy o zmianie świata, lecz ten brak dosłowności stanowił najwspanialszą kryjówkę; nikt nie spodziewałby się, że tak znaczące słowa padną w otoczeniu pijanych mugoli kołyszących się w rytm nieznanej muzyki, wybuchających niekontrolowanym śmiechem po usłyszeniu żartów, których Weasley nigdy nie umiał zrozumieć. Dlatego wtedy, gdy przyszedł na umówione spotkanie ze sporym zapasem czasu (nienawidził się spóźniać), od razu udał się w głąb sali, zgrabnie lawirując wśród chaotycznie ustawionych foteli i kanap. Wybrał stolik stosunkowo ustronny, a idąc tam, mimochodem związał rude fale w krótkiego kucyka. Opadł na krzesło i zamówił kawę ciemną jak noc, a potem dość dyskretnie wyjął z torby tomik poezji. Ignorując muzykę szturmem wbijającą mu się do uszu, ułożył książkę na kolanach i oddał się lekturze, wędrował wzrokiem pomiędzy wersami, starał się zrelaksować - wiedział przecież, że wieczne troski przedwcześnie wpędzą go do grobu. Dlatego odganiał je, skupiał się na literach, (względnie) beztroskich myślach i sielskim gwarze, który szczelnie wypełniał całe pomieszczenie.
Przybycie Alexa zauważył z pewnym opóźnieniem; uniósł głowę dopiero wtedy, gdy usłyszał własne imię i natychmiast zmarszczył brwi. Połączenie faktów zajęło mu odrobinę zbyt długo, aż w końcu uśmiechnął się, jednocześnie zamykając książkę leżącą na kolanach.
- Na Merlina, Alex - rzucił w ramach powitania, wciąż nie spędzając z ust lekkiego uśmiechu. - Kompletnie zbiłeś mnie z tropu. Dzisiaj Weasley, jutro... - jutro Grindelwald?, dodał w myśli, mimochodem markotniejąc.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   18.11.15 7:39

- Wybacz. Po ostatniej "Czarownicy" wolę dmuchać na zimne. Pisze tam... dawna bliższa znajoma, z którą kontakt zakończył się gwałtownie i w nie najlepszych stosunkach - wytłumaczył z uśmiechem, choć wspomnienie nazwiska, które widniało pod rubryką, bezczelnie wydrukowane czarnym tuszem i rażące jego oczy, nadal wywołało u niego uczucie podobne do wymiotowania ślimakami. - Nie martw się jednak, nie ty pierwszy jesteś zbity z tropu. Najbardziej zawsze i niezmienne byli nauczyciele - dodał, po czym upił łyk herbaty.
- A cóż cię skłoniło, żeby wyciągnąć mnie ze szponów domostwa w dzisiejszy dzień? - zapytał, także decydując się na związanie włosów. Miał nieodparte wrażenie, że Garrett złapał nagle jakieś strapienie. Alex miał dość doświadczenia w zajmowaniu się ludźmi, by zauważyć zmartwienie, które wydawało się muskać oblicze Weasleya.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   18.11.15 17:29

Garrett zmarszczył lekko brwi, sięgając po filiżankę kawy, która zdążyła już nieco wystygnąć.
- Nowy numer Czarownicy? - spytał z czytelnym pobłażaniem i lekceważeniem wymieszanym z czystym rozbawieniem, jakie czaiły się na jego ustach. Ostatnio to piśmidło, jak dowiedział się od Barty'ego, przypomniało sobie o jego istnieniu; nigdy opinia publiczna nie interesowała go na tyle, by męczyć wzrok biednie złożonymi zdaniami, więc zazwyczaj oszczędzał sobie wątpliwej przyjemności, jaką było wczytywanie się w arystokratyczne plotki umieszczone w niemającej końca kolumnie. Czasem tylko Hereward czerpał niebywałą przyjemność z cytowania mu wyjątkowo nieprzychylnych fragmentów. Niegrzeszący groszem Weasley.
- Ale nie powinienem dać się zaskoczyć, całe życie otaczają mnie metamorfomagowie - stwierdził neutralnie, mimowolnie omijając myślami Lyrę i wędrując wprost do Margaux. Jego Margaux. Stłumił ciężkie westchnięcie, topiąc usta w posmaku kawy, a jej gorycz sprowadziła go z powrotem do zatłoczonego wnętrza pubu, do muzyki, śmiechów i słodkiej beztroski.
Cóż cię skłoniło, Garretcie?, obiło się echem po jego głowie, więc wziął kolejny, niewielki łyk napoju. Uśmiechnął się dość blado.
- Czy mógłbym poprosić drugą kawę? - rzucił mimochodem do przechodzącej kelnerki, wysyłając jej przyjemny uśmiech. Zerknęła na niego ze zdziwieniem, zmierzyła wzrokiem Alexa i westchnęła. Być może nigdy nie widziała tak dużego zagęszczenia rudości na metr kwadratowy.
- Od czasu naszego ostatniego spotkania sporo myślałem - zauważył w końcu, spoglądając na Alexandra z pozoru przelotnie, choć tak naprawdę wyjątkowo uważnie - ...i doszedłem do wniosku, że mogę ci zaufać. W ważnej sprawie. Bardzo ważnej. - Nie mógł powstrzymać się od konspiracyjnego rzucenia okiem po wnętrzu pomieszczenia; choć wiedział, że wszyscy skupieni są na dobrej zabawie, beztroskich pogaduszkach i lejącym się alkoholu, i tak zachowywał się irracjonalnie ostrożnie. - Nie będę owijał w bawełnę, od razu przejdę do sedna. Jeśli będziesz miał jakieś pytania - po prostu pytaj. Bo w wyniku kilku zbiegów okoliczności i nieco mniej przypadkowych wydarzeń powstała tajna organizacja zainicjowana przez Albusa Dumbledore'a - powiedział z nienaturalnym spokojem, wpatrując się w Alexa z uwagą (spodziewał się, że wkrótce dostrzeże powątpiewanie na jego nakrapianej piegami twarzy). - Zakon Feniksa. I musimy wziąć sprawy w swoje ręce, zanim terror Grindelwalda osiągnie apogeum.
A potem zamilknął na chwilę, by dać mu czas na przyswojenie informacji. I ewentualne pytanie brzmiące czy to żart?.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   18.11.15 19:47

Machnął ręką, jakby chcąc odegnać temat.
- Więcej czubków mają tam w redakcji niż my na oddziale - Alexander powiedział pół żartem, pół serio. Prawda była natomiast taka, że gazeta, choć w mniemaniu nie tylko Garretta infantylna mogła stanowić zagrożenie dla świętego spokoju jednostki. W tym wypadku Alexander obawiał się, że ten jeden epizod może wywrócić jego życie do góry nogami. Jeżeli Annabelle rzeczywiście wróciła, jeśli znów istniał cień szansy na jej ponowne wkradnięcie się do serca Alexa to nie mógł być spokojny. Zwłaszcza, że nie był do końca pewien, czy kiedykolwiek je opuściła...
- Wiesz, na dobrą sprawę to jako auror rzeczywiście nie powinieneś aż tak bardzo dać się zaskoczyć. I wiedz, że zgadzam się z Samaelem - zrobił chwilę przerwy, by napić się herbaty, a Garrettowi dać moment zajęcia dla umysłu. - Jestem stażystą u Avery'ego. Moim zdaniem jest pilnowanie rejestrów i analiza wszystkich wizyt. A dążę do tego, że zgadzam się z Samaelem, iż powinieneś więcej spać i odpoczywać. To pomaga z byciem nie zbitym z tropu - uśmiechnął się z lekka, przyjaźnie.
Alex chciał się dowiedzieć, skąd to spotkanie. Cieszył się, że Garrett się odezwał, bowiem lubił aurora, który nie traktował go z góry pomimo różnicy wieku. Słuchał uważnie, co Weasley miał mu do powiedzenia, a w miarę rejestrowania przez jego mózg znaczenia kolejnych słów, czoło Lexa marszczyło się coraz bardziej. Wesołość, którą czuł jeszcze minuty temu wydała mu się śmieszna. Sama mowa ciała aurora była już czymś, co powodowało u Selwyna skupienie na nim całej uwagi.
- Tajna organizacja... - mruknął, wbijając wzrok w swoją filiżankę, którą teraz szczelnie oplótł dłońmi. Serce zabiło mu mocniej w piersi, jakby krwawą falą próbując rozbić większe myśli na segmenty.
Analizuj Selwyn, analizuj, pomyślał, zmieniając percepcję z ekstero na intero, wyłączając się z otaczającego go świata.
Grindelwald. Hogwart. Czarna magia. Represje względem mugolaków. Oraz...
- Dumbledore - podniósł wzrok i spojrzał Garrettowi w oczy, prawie słysząc w swoim mózgu kliknięcie. - Zgadnę, że Zakon... nie powstał za jego życia. Grindelwald zaczął działać później... - oparł się, zakładając ręce na piersi i przenosząc wzrok w bok, na lampkę stojącą na ich stoliku. - Nie będę pytał się jak do tego doszło, bo musi to być długa historia, a bardziej wolałbym się zapytać o to, jak chcemy i będziemy działać, oraz konkretnie przeciw czemu - powiedział, kładąc nacisk na liczbę mnogą. - Możesz uznać mnie za wariata, że się na to piszę nie znając szczegółów, ale mówiłem ci już, co sądzę o Grindelwaldzie. Poza tym, ufam ci. Jeżeli mogę pomóc, to pomogę. Nie jestem ślepy na to, co się wkoło dzieje. W pojedynkę nie można uleczyć świata, a powszechnie wiadomo, że zawsze lepiej jest zapobiegać, niźli leczyć, jeśli jeszcze nie jest za późno - dodał, znów zerkając na Garretta.
Może to przez młody wiek, może przez gorącą głowę, może przez typową dla uzdrowicieli chęć naprawy świata. Nie wiedział. Widział jednak, że robi dobrze. Nie dopuszczał do świadomości informacji, że mogłoby to być złe. Od dawna jednak musiał podejmować decyzje i brać odpowiedzialność za ich skutki. Był gotów podjąć i tę.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   19.11.15 21:57

- No proszę - powiedział, słysząc nazwisko Samaela, u którego, notabene, niedawno złożył wizytę; zupełnie przypadkową, zupełnie niechcianą, zupełnie niepotrzebną. Czy jego przemęczenie było na tyle widoczne, by zamieścić przyjacielską poradę uzdrowiciela w aktach? - Świat jest jednak mały. - Sięgnął po kawę raz jeszcze, by tylko zatopić usta w napoju, zanim spomiędzy warg mogłyby wyrwać się słowa buntu i zaprzeczenia. Urlop? Odpoczynek? Nie znał tych pojęć, brzmiały obco, nienaturalnie; w bezruchu popadłby w apatię, brak adrenaliny dudniącej w żyłach rozbudziłby w nim bezsilność. Desperację. Zrezygnował z tego pomysłu zanim jeszcze padł, a propozycję Samaela zbył uśmiechem, który pod swoją uprzejmością mógł kryć wyłącznie ostentacyjne lekceważenie. Nie mógł pozwolić sobie na przerwę od pracy, wyrwanie z kontekstu, ale nawet nie o to chodziło. Garrett po prostu tego nie chciał.
Na słowa Alexandra uśmiechnął się lekko, może z (nienaumyślnym) pobłażaniem. Nie oczekiwał od niego, że zrozumie.
Gdy Garrett skończył mówić o Zakonie, zmarszczył lekko brwi, wpatrując się w rozmówcę z nieudolnie skrywanym oczekiwaniem. Niemal widział trybiki kręcące się w jego głowie, myśli sypiące się kaskadami i układające się w chaotyczne mozaiki.
- Masz rację, to długa historia - przyznał lekkim skinięciem głowy, a na jego usta sam wkradł się wieloznaczny uśmiech. Pogrzeb, głosy, wełniana skarpeta, srebrzysta powłoka wielkiego człowieka; wszystko zlewało się, tworząc niezrozumiale spójną całość, która brzmiała zbyt nieprawdopodobnie, by mogła okazać się kłamstwem. - I dziękuję, choć i tak należy ci się parę słów wyjaśnienia. A ja nie wymagam od ciebie natychmiastowej deklaracji. Dumbledore zostawił mnie i Luno Skeeterowi - nie wiem, czy go znasz - dziedzictwo, nigdy niedokończony plan stworzenia organizacji. Bo to ostatnia chwila, by zbudować opozycję - zauważył, w duszy przeklinając się za wręcz karykaturalny patos własnych słów. - Szczególnie że Albus wspomniał jeszcze o trzeciej sile, która nie wyszła dotąd z mroku. Wojna wisi na włosku, a my nie jesteśmy w stanie poprzeć żadnej ze stron. Dlatego musimy stworzyć swoją.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   08.12.15 20:09

Mars na jego twarzy sięgnął zenitu, gdy padło słowo "wojna". Wojna kojarzyła mu się źle, to oczywiste - jednak to w tym czasie stracił i siostrę i matkę, choć na świecie szalała zawierucha pożogi i mordu, jego własna, mała rodzinna tragedia rozegrała się w zaciszu domostwa, w którym dane mu było się wychowywać. Wojna była więc synonimem bólu i strat, nawet, gdy jej nie widział bądź nie pamiętał. Samo brzmienie tego słowa napawało go wewnętrznym niepokojem... czy było jednak zdolne obudzić namiastkę szaleństwa, którą w sobie nosił?
Oparł ręce na blacie, niby w manierze pozwalającej na wygodę, naprawdę jednak miał na celu nachylenie się do Garretta, by uważniej wyławiać słowa, jakie miały jeszcze paść w czasie tej rozmowy.
- Wojna... - mruknął i popatrzył się na Gary'ego. - To nie brzmi zbyt wesoło. Jednak, zastanawia mnie, skoro plan zaczął powstawać wcześniej, a Dumbledore wiedział o zagrożeniach jakie czyhają - no bo przecież nie mógł tworzyć siły przeciwko czemuś, czego nie zna - to dlaczego nie wyjawił tobie i Luno, którego niestety nie znam, z czym tak naprawdę mamy walczyć? Wybacz, trochę to brzmi jak próba ratowania kości gdy tak naprawdę ktoś ma zerwane ścięgno - powiedział, wwiercając się spojrzeniem w niebieskie oczy rozmówcy. - Jeżeli istnieje coś oprócz Grindelwalda, czym to jest? Po prostu ciężko sobie wyobrazić, że może istnieć jeszcze jakaś forma, nazwijmy to, zła, gdy Grindelwald zdaje się być wszystkim, czemu się sprzeciwiamy - dodał, po czym zacisnął usta tak, że przypominały tylko wąską kreskę szkicu na płótnie jego piegowatej twarzy.
To wszystko nie brzmiało dobrze. Mieli mało czasu, żeby stać się zgraną grupą ludzi - tylko jak wielu ich było? Czy wspólny cel wystarczy, by zapomnieć o zapewne istniejących różnicach i stać się jednością? I co najważniejsze, pytanie którego nie mógł w przeciwieństwie do pozostałych zadać Garrettowi - czy im się uda?
Młody Selwyn stał w obliczu zadania, karkołomnego wyzwania, które rzucał mu los - miał zawierzyć wszystko i oddać się idei, stać się elementem lontu, który raz zapalony nie będzie mógł przestać płonąć. Czy się bał? Oczywiście. Jednak strach jest tylko naszym własnym wytworem, efektem dopuszczenia do siebie możliwości rychłego końca tego, co mamy i co możemy mieć. Znał mechanizm strachu, kruszenia psychiki i załamywania się jednostki. Sam to przeżył. Dlatego w jego oczach barwy strachu i niepewności były zakrywane powolnymi pociągnięciami pędzla wiary, jego oczy znacząc barwnymi plamami nadziei i determinacji.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   09.12.15 20:38

Ledwo powstrzymał się od bezwiednego wzruszenia ramionami; Garrett też wątpił i podważał sens tego, co mieli uczynić, może nawet bardziej, niż robił to Alex, który dopiero miał się przekonać, jak wielkim ciężarem okazuje się wiedza. Wziął łyk kawy, a wraz z posmakiem goryczy pojawiły się słowa tańczące na końcu jego języka.
- Też chciałbym wiedzieć - rzucił, ściszając lekko głos i dbając o to, by w wypowiedzianych zgłoskach nie zabrzmiała niepewność. Choć bał się bardziej, niż kiedykolwiek by się do tego przyznał i po jego głowie miarowo obijały się niewypowiedziane pytania, wiedział, że nie mógł głośno wypowiedzieć swoich obaw; on, mimowolnie stając się spoiwem Zakonu, musiał wyzbyć się niepokoju i sprzeciwu. Dla większego dobra. Wcale nie podobało mu się to, jak wiele od niego zaczęło zależeć - doskonale wiedział, że był słaby, a priorytety, z których nigdy nie miał zamiaru zrezygnować, skutecznie wynaturzyły jego obiektywność. Lecz był gotów się poświęcić, komuś musiała przypaść ta rola. Może to i dobrze, że padło właśnie na niego. - Dumbledore nie był wylewny, ale... ufam mu. Mówił, że próbował razem ze Slughornem zbudować tę organizację jeszcze za życia. Z tym, że śmierć pokrzyżowała im plany. - Oderwał spojrzenie od Selwyna, przez chwilę błądząc nim - jakby w zamyśleniu - po wnętrzu pubu; zerknął raz jeszcze na ludzi gromadzących się licznie przy innych stolikach, którzy wyglądali, jak gdyby krztusili się własną beztroską. - Grindelwald je pokrzyżował - poprawił się. - A to tylko pokazuje, że nie można go lekceważyć, skoro był w stanie pozbyć się bez problemu tak wielkich czarodziejów. - Zmarszczył w skupieniu brwi. - Na dziś dzień cel wydaje się jasny. Zapobiec tyranii - każdym możliwym sposobem? - a reszta... myślę, że przyjdzie z czasem. - Wędrował chwilę wzrokiem, by wreszcie znów ulokować go na młodym uzdrowicielu; kolejny raz przyjrzał się jego rudym włosom i konstelacjom piegów układającym się na policzkach. Garrett nie ukrywał nawet zmęczenia i troski, jakie czaiły się w jego jasnych oczach. Mimo to wciąż - prometejsko? - starał się dźwigać ciężar, który przerastał go przeszło kilkakrotnie. - Jeśli chodzi o trzecią siłę, o której wspominał Dumbledore - zaczął nagle - to póki co nie dowiedziałem się niczego nowego. Albus mówił też, że dopiero rodzi się, rośnie w siłę. Ale uwierz, że stale zajmuje to moje myśli i osobiście zadbam o to, żeby prawda jak najszybciej wyszła na jaw. - W końcu jak mogli walczyć z czymś, czego nie znali?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   27.12.15 9:01

Popatrzył się na rudzielca długo i uważnie. Drobne gesty, lekkie drgnięcia palców czy zbyt szybkie ruchy gałek ocznych - choć Garrett był świetnie wyszkolony i opanowany, to jednak Lex także nie próżnował. Alexander był uczony przez najlepszego magipsychiatrę z możliwych. Ludzie mieli być dla niego zamkami, a on swoim umysłem tworzyć miał wytrychy. Choć dopiero zaczynał straż to otrzymał od Avery'ego solidną porcję wiedzy - wiedział, że Garrett coś ukrywa. A tym czymś były jego obawy, szarpiące aurora od środka niczym bezduszne biesy, nieuchwytliwie mieszkające w głowie aurora i podążające za nim krok w krok, wysysając resztki radości z życia, a pozostawiając znerwicowaną wydmuszkę człowieka.
Selwyn miał jednak dosyć taktu, by nie wytknąć tego wprost. Zamiast tego pokiwał głową, zgadzając się ze słowami rozmówcy, po czym napił się herbaty.
- Wierzę ci. Jednakże, nie możemy zapomnieć o tym, iż zaufanie to także nasz priorytet. Choć ty możesz ufać nam, jako każdemu z osobna jak i w całości, to między poszczególnymi osobami musi również zagrać. Przy pierwszym spotkaniu trzeba będzie się... zintegrować - uśmiechnął się. Miał pewien plan, ale to niech Garrett wyczyta z kontekstu lub zobaczy przy najbliższej okazji.
- Jednak wiedz, że możesz na mnie liczyć nie tylko w walce z Grindewaldem. Ty i reszta Zakonu, kimkolwiek są a mieliby problemy, coś co by ich gryzło od środka, to mogą bez obaw do mnie przyjść. Wiąże mnie nie tylko przysięga uzdrowicielska, ale przede wszystkim lojalność - zawoalowane przesłanie było jasne. Garrett, widzę więcej, niż niektórzy by chcieli pokazać.
Wtem Lexowi przypomniała się pewna informacja, którą posiadł. Z lekka się uśmiechnął i uniósł do góry jedną brew.
- A teraz pozwól zmienić temat na moment, skoro poniekąd jest okazja... Powiedz mi, Weasley - jego ton ociekał wręcz żartem. - Żenisz się z moją rodzoną kuzynką, czyż nie?




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   27.12.15 20:34

- Nie wiem, czy chcę pytać o to, co masz na myśli mówiąc o integrowaniu się - zaśmiał się, mimowolnie wyobrażając sobie alkoholowe libacje uwzględniające tańczenie na stole w starej, zakurzonej kuchni, leżenie pod połamanymi krzesłami, wysadzenie magicznymi fajerwerkami kwatery zakonu oraz pijackie draki, burdy i chryje, które najpewniej skończą się rękoczynami, połamanymi nosami i podbitymi oczami. Jeśli jest jedna rzecz, którą już teraz mógłby powiedzieć o dopiero rodzącym się zakonie, to to, że stanowi mozaikę niekiedy skrajnych charakterów. A to musiało - prędzej lub później, z przykrą skłonnością do tego pierwszego - skończyć się źle. - Ale jeśli wszyscy wyjdą z tego bez szkody, to nie mam nic przeciwko - dodał po chwili, podskórnie przeczuwając, że już wkrótce pożałuje własnych słów.
- I dziękuję ci, Alex - powiedział szczerze z lekkim uśmiechem tańczącym po bladych wargach. - Twoja pomoc i wsparcie na pewno się przydadzą. - Tak właściwie to przyda się każda pomoc, dodał w myśli, po raz kolejny zastanawiając się, w co się wpakował - udawali, że są godną opozycją dla siły, której potęga przerażała go, nie pozwalała zmrużyć w nocy oka bądź budziła z koszmarnego snu wraz ze strużką zimnego potu tworzącą się na linii włosów. Już wcześniej bał się Grindelwalda, ale teraz jego obawy sięgały apogeum; nie wiedział, czy był gotów otwarcie się mu sprzeciwić. Ale cóż. Nie miał wyboru.
Może była dla nich jakaś nadzieja mimo tego, że nawet Dumbledore, najpotężniejszy czarodziej na świecie, po prostu zawiódł?
Z zamyśleń wyrwały go kolejne słowa Alexa, tak niespodziewane, że w odruchu obronnym uniósł filiżankę do ust i upił kolejny łyk chłodnawej już kawy - tylko po to, by dać sobie chwilę na posegregowanie myśli. - Mhm - rzucił w końcu wyjątkowo neutralnie; nie wiedział, jaki stosunek do tego zaaranżowanego małżeństwa ma Selwyn, ale nie potrafił nawet udawać entuzjazmu. Mimo to znów uśmiechnął się lekko. - Wygląda na to, że będziemy rodziną.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   27.12.15 22:30

- Ach, spokojnie, wiem co się mówi o Selwynach, ale na pewno niczego nie podpalę. Zadbam tylko o beznerwową atmosferę - zapewnił aurora. Chciał dobrze, w piekło nie wierzył, więc dobrymi chęciami dlań wybrukowane być nie mogło.
Tak naprawdę to młodzieńczy entuzjazm Alexandra z lekka przejął nad nim kontrolę. Chciał już poznać resztę zakonników, już zacząć snuć wielkie plany i już zacząć zbawiać świat. Jednak część jego, ta nad której siłą pracował prawie dwanaście lat mówiła mu, że ma na razie siedzieć gdzie siedzi. Spanie nocą jednak mógł sobie zupełnie odpuścić.
- To ja dziękuję, że postanowiłeś mi zaufać - odparł. Zamówił jeszcze jedną herbatę, Garretta także namawiając na to, by dał sobie postawić kolejny napój, bowiem dość oschła reakcja Weasleya na wzmiankę o ślubie wprawiła Lexa w stan gotowości.
- Czyli kolejna aranżacja - mruknął, gdy kelnerka po zostawieniu zamówienia na ich stoliku odeszła znów w stronę kontuaru. - Cóż, przynajmniej rzeczywiście będziemy rodziną. Diana potrafi być trudna, ale myślę, że się z nią prędzej czy później dogadasz. Oby jednak prędzej. Wasze zdrowie - uniósł do góry filiżankę z jaśminową zieloną herbatą, zanim upił jej łyk. - Mogę cię pocieszyć, lub też nie, ale wydaje mi się, że przynajmniej ciebie nie zmuszają do tego groźbą - skrzywił się z lekka i znów łyknął herbaty. - Mam poślubić siostrę Samaela. Przyznam, że nie myślałem iż w wieku lat dwudziestu przyjdzie mi się ożenić - dodał, całkowicie zapominając, że najprawdopodobniej siedzący przed nim mężczyzna nie zdaje sobie sprawy, że Alexander jest aż tak młody.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   28.12.15 2:26

W odpowiedzi wysłał mu przelotny półuśmiech, a potem dotknął bladymi palcami porcelanową filiżankę, obracając ją powoli na drewnianym blacie stolika. Jakaś kobieta nieopodal parsknęła śmiechem, mimowolnie podążył w jej kierunku wzrokiem - czasem zapominał, że, pomimo jego prywatnych wojen i dramatów, życie innych nie zatrzymywało się, pędząc dalej. Nieznajoma musiała dostrzec jego spojrzenie, bo wysłała mu przyjazny uśmiech - odpowiedział tym samym, za chwilę znów zerkając uważnie na Alexa. - Sam przed chwilą mówiłeś, że musimy sobie ufać - rzucił z pozoru lekko, jakby wcale nie rozmawiali o rzeczach poważnych, które być może diametralnie zmienią bieg historii, która póki co miała tendencję brutalnie spadkową.
Przez chwilę zastanawiał się, czy nie zamówić napoju z wkładem; po krótkim rachunku sumienia doszedł jednak do wniosku, że nie może alkoholizować się każdego dnia, więc poprosił o najpospolitszego earl gray'a, dochodząc do (zapewne trafnego) wniosku, że nadmiar kofeiny też raczej nie będzie mu służył.
- I tak dziwne, że rodzina zabrała się za aranżowanie mojego małżeństwa tak późno - zauważył neutralnie, znów kręcąc filiżanką. - Szczególnie, że kilka lat temu nieco im... podpadłem. - Zabawiając się w mezalianse, och, Garrett, czasem miewasz tak świetne pomysły. Dlaczego nigdy dotąd nestor nie wysłał ci listu gratulacyjnego za bycie wzorowym szlachcicem? - Wydaje mi się, że już zdążyliśmy się dogadać. - Choć oboje najchętniej ucieklibyśmy od obowiązku (rychłych?) zaślubin, odchodząc we własną stronę, dodał w myśli. - Coś obiło mi się o uszy na temat twojego narzeczeństwa. - Raczej o oczy; Czarownica uwielbiała rozprawiać na temat arystokratów, zawsze zastanawiał się, kogo interesują te rubryki zapełnione dramatami przedstawicieli klasy wyższej. Nastoletnie uczennice marzące o tym, że kiedyś poślubią szlachcica? Starsze panie całe dnie wychylające się z okien i bacznym spojrzeniem obserwujące każde wydarzenie mające miejsce na Pokątnej?
I rzeczywiście - Garrett wiedział, że Alex jest młody, lecz nie spodziewał się, że aż tak; mimo to zbył tę informację milczeniem, upijając pierwszy łyk gorzkiej herbaty. - Cóż, ciężkie jest życie arystokraty - rzucił pół żartem, pół serio, chociaż w jego głosie nie zatańczyła najmniejsza nuta rozbawienia.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   28.12.15 14:28

Uniósł pytająco brew, jakby niewerbalnie pytając Garretta, czy chichocząca niewiasta warta jest obejrzenia się przez ramię. Mógł być zaręczony, no ale ale - patrzenie na inne kobiety z powodów błahych i sytuacyjnych chyba nie podpadało pod zbiór niepisanych i ciągle zmieniających się kobiecych reguł, czyż nie?
Chyba jednak tak.
Powstrzymał się więc całą siłą woli przed podążeniem wzrokiem tam, gdzie przed momentem zerknął jego rozmówca, skupiając się na powrót na siedzącym naprzeciw rudzielcu. Dobrze było słyszeć, że on i Diana znaleźli wspólną nić porozumienia, jednak zapewne oboje woleliby uniknąć sytuacji, w której o utkanie takiej nitki trzeba zabiegać. Sam Alex przecież ile się męczył i gimnastykował, a Allison i tak pozostawała gdzieś w centrum wszechświata gdy on sam gdzieś na orbicie przyciągany kręcił się błednie w koło. Panna Avery nadal pozostawała poza jego zasięgiem, choć nieubłaganie bliżej i bliżej.
Życia arystokratów, kobiety, polityka - wszystko to było tematami-rzekami, którymi zajmować można by się godzinami. Tak też postąpili dwaj Zakonnicy, zatracając się w wieczorze, pozwalając przytulnemu pubowi osłonić ich na chwilę przed czychającym na zewnątrz piękne strasznym światem.

|zt x2




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks http://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela http://www.morsmordre.net/t1895-michael http://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 http://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
nauczyciel zaklęć
35
Mugolska
Wdowiec
...
15
24
0
0
5
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   17.01.16 13:48

/na pewno jakiś weekend

Ani się obejrzał, jak minęły dwa miesiące kolejnego roku szkolnego. Zdążył już przyzwyczaić się do bycia nauczycielem, patrzenia na uczniów zza biurka zamiast z jednego ze stolików w głębi sali. Kiedyś pilny Krukon skupiony na nauce (szczególnie swoich ulubionych zaklęć), dziś dojrzały mężczyzna przekazujący swoją wiedzę innym. I musiał przyznać, że sprawiało mu to pewną przyjemność, zwłaszcza gdy widział, że jego uczniom naprawdę zależy na tym, by się czegoś nauczyć. O tak, czuł się w Hogwarcie dużo lepiej niż w ministerstwie, wciąż rządzonym przez rozmaite układy, w obliczu których zwykły mugolak bardzo często był bez szans, nawet jeśli miał w danej kwestii słuszność. Odkąd stamtąd odszedł, minęły lata, jednak do tej pory pojawiał się w gmaszysku nadzwyczaj niechętnie i tylko wtedy, kiedy było to konieczne. W Hogwarcie przynajmniej jego wiedza była ważniejsza niż pochodzenie, przynajmniej tym się łudził, gdy go zatrudniono.
W ten weekend, tak samo jak w większość innych, jeśli tylko akurat nie powierzono mu niczego pilnego w szkole, pojawił się w Londynie. Odwiedził swój dom, jak co tydzień doglądając, czy wszystko było w porządku. Jego córka przebywała w zagranicznej szkole, a bliscy mieszkali osobno, więc budynek stał pusty, z przygnębiającymi ciemnymi oknami i kurzącymi się w środku sprzętami. Czasem w tygodniu zaglądała tu jego siostra, i to wszystko. Odkąd zresztą stracił Annabeth, nie czuł się tu tak swobodnie jak kiedyś. Nie zmieniał we wnętrzach zbyt wiele, więc wszystko wciąż przypominało o tym cudownym czasie z żoną, która odeszła zdecydowanie zbyt szybko. Jedyne, co się zmieniało, to przybywające z biegiem czasu zdjęcia dorastającej Meagan.
Po południu jednak opuścił dom i pojawił się w jednym z londyńskich pubów, gdzie miał spotkać się z przyjaciółką, z którą już jakiś czas się nie widział. Jego życie towarzyskie nigdy nie należało do imponujących, a w ostatnich latach to już w ogóle, tym bardziej, że jednak większość czasu spędzał w odizolowanym od zewnętrznego świata Hogwarcie, i główną formą kontaktu z pozostawionymi poza murami znajomymi i rodziną były listy.
Rozejrzał się po wnętrzu, rozpinając wilgotny od deszczu płaszcz i idąc w kierunku jednego z wolnych stolików gdzieś na uboczu, zamierzając zaczekać. Może Cynthię zatrzymały jakieś ważne obowiązki zawodowe? Nie miał jej tego za złe. Na początek zamówił zwykłą herbatę, i czekając, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni gazetę i zaczął czytać, próbując wypatrzeć potencjalnie ciekawe informacje w natłoku nowinek towarzyskich i od czasu do czasu krzywiąc się z dezaprobatą.


Powrót do góry Go down
Cynthia Vanity
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 http://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 http://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 http://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 http://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
33
Półkrwi
Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
7
5
0
8
1
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub pod Roztańczonym Czartem   18.01.16 13:51

| dawno, dawno temu po ślubie Deimosa ; )

Pilnowanie czasu nie należało do rzeczy, które szły mi doskonale, mimo że już niejednokrotnie przyszło mi się mierzyć z konsekwencjami spóźnienia, a sama zaś nie byłam kimś głupim, kto nie uczyłby się na własnych błędach, prawda? Jakoś już tak po prostu miałam, że oddawałam się odbywanym czynnościom całą sobą i nie mogłam od tak ich przerwać. Ciężko było.
A teraz? Cóż, w pośpiechu aportowałam się nieostrożnie pod same drzwi Pubu pod Roztańczonym Czartem i oberwałam całą rynną wody, która postanowiła się nieco oberwać i mnie zamienić w zmokniętą kaczkę. Rzuciłam niedbale czar pozbywający się wody i ten naprawiający, bo przecież nie mogłam zostawić uszkodzonego czyjegoś mienia od tak sobie, i wkroczyłam śmiało do swojego ulubionego przybytku.
Niemal od razu otoczyły mnie znajome dźwięki muzyki i gwar tu panujący. Uśmiechnęłam się szeroko i poprawiłam potargane włosy, które opadły mi na twarz przez podmuch wiatru. W odpowiedzi na pozdrowienie jednego ze znajomych – pracującego tu – skinęłam głową i poszukałam wzrokiem mężczyzny, z którym byłam dziś tu umówiona.
Michael Tonks – nauczyciel zaklęć w Hogwarcie... Czy tylko ja nie mierzyłam tak wysoko, zostając podrzędną uzdrowicielką z planami otworzenia własnej cukierni o niemałej sławie? Ciekawe, czy byłabym dobrą nauczycielką... Mogłabym uczyć na przykład... Hmm, eliksirów? To byłoby inspirujące. Mogłabym wprowadzić sztukę eliksirowych ciastek jako zamiennik cieczy.
Dzień dobry, panie psorze! Pewien diablik podszepnął mi, bym przekupiła twoich uczniów ciastkami, aby dali ci choć chwilę na odetchnięcie, ale na szczęście znalazłeś czas. Dla mnie! Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, i... Przydałoby się również przekupić choroby i wypadki! Wybacz za spóźnienie – odparłam entuzjastycznie na powitanie, mimo spóźnienia. Byłam zdania, że wszyscy wybaczają mi to roztargnienie. Miałam nadzieję, że nie byłam w błędzie.
Zdjęłam płaszcz, zarzucając go na wieszak, i czym prędzej opadłam na krzesło naprzeciwko mojego towarzysza.
Piszą coś ciekawego? – zapytałam, skinąwszy głową na gazetę. Sama nieczęsto czytywałam, choć lubiłam od czasu do czasu przeczytać coś kąśliwego o Deimosie.




» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Powrót do góry Go down
 

Pub pod Roztańczonym Czartem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17