Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   12.12.17 22:59

Salon

Jest to wyraźne centrum domu, chociaż zasadniczo mało odwiedzane - a to dlatego, że większość gości niemal natychmiast przechodzi do kuchni, z której wprost na resztę domu spod ręki Roany Wilde wylatują aromaty gotowanych, pieczonych i duszonych potraw.
Jest urządzony skromnie, przytulnie, w prostym stylu, ale z dozą elegancji (jak na kornwalijskie standardy). Na starym, wysłużonym stole z dębowego drewna zawsze znajdzie się jakiś wazon z kwiatami (nawet zimą, gdy o ich żywotność dba pan Weasley); przy kominku niemal ciągle gra stary gramofon, umilając życie domownikom i ich codziennej tułaczce przez życie; w głębi pokoju ułożone w równym stosie leżą pocięte drwa, rozsiewając dookoła przyjemny zapach lasu, który notabene rośnie nieopodal domu.


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   12.12.17 23:05

| 24 czerwca

Zamek w drzwiach kliknął cicho. Zamknęła je, odgradzając się od świata, który oszalał.
Była blada, z kwiecistym wiankiem ułożonym zgrabnie na włosach, z białą sukienką opinającą się na ciele wystarczająco mocno, by oddech stał się trudniejszy niż zazwyczaj.
Prawą dłoń oparła na drewnianych, zamkniętych wrotach, wsłuchując się we wszystkie dźwięki, jakie unosiły się dookoła niej; czując wszystkie zapachy, jakie tylko musnęły jej nozdrza.
Ojciec prosił matkę o poprawienie krawata i sprawdzenie, czy przypiął do mankietów dobre spinki. Powiedziała, że nie, powinien wziąć te z szuflady. Wiedziała której. Tej w sypialni, w niedużej komódce pod ścianą, gdzie trzymali wszystkie drobiazgi – biżuterię, muchy, spinki nie tylko do mankietów, ale i do tiar, nieduże klamry do włosów, broszki.
Ojciec krzyknął, że powinna wyjść już z łazienki, bo zaraz spóźni się na swój własny ślub.
Suknia szeleściła delikatnie, gdy podejmowała kroki w kierunku lustra, żeby jeszcze raz na siebie spojrzeć. Wyglądała jak sto nieszczęść. A przecież za kilka chwil miała wychodzić za mężczyznę, którego kochała od zawsze.
Przez szparę pod drzwiami dotarł do niej zapach pieczeni. Ciepły, łączący w sobie tyle aromatów, ile tylko mógł zarejestrować ludzki nos. Pachniało domem. Matka szybko przemknęła przez korytarz.
Ojciec obiecał, że zaraz zamiesza w sosie.
Zacisnęła dłonie na krawędziach zlewu, przełykając gorzką gulę. Wciąż miała w pamięci tamten sen. Te dzieci. Były tak podobne do Herewarda. Miała wrażenie, że były jej, ale nie widziała w nich ani jednego elementu, który mogłaby dopasować do siebie. A może to po prostu obraz zatarł się po takim czasie? Nawet jeśli, to on był naprawdę martwy. Z głową przyszytą do szyi. Nie pamiętał o niej.
Eileen!
Oderwała się od zlewu, niemal podskakując w miejscu.
Wychodź szybko, zaraz się spóźnimy!
- Zaraz... zaraz wyjdę, potrzebuję jeszcze chwili – powiedziała to niepokojąco spokojnie. Jakby właśnie zaraz miał się zawalić cały jej świat. I jakby zaraz miał uformować się z tych gruzów nowy, świeży, zupełnie inny świat, którego do tej pory nie znała. I jakby te dwa fakty łączyły się w koszmar stulecia.
Przypomniała sobie tamten sierpniowy wieczór przy niebie rozjaśnianym przez spadające gwiazdy. Który to już rok z kolei, kiedy wypowiadałaś to samo życzenie? Trzeci? Czwarty? A może piąty?
Była przerażona tym, jak bardzo go kochała i jak teraz nie potrafiła się w tym wszystkim odnaleźć. Chciała wykonać krok w jego stronę, powiedzieć tak na tyle pewnie, żeby sama w to uwierzyła, ale nie potrafiła, bo bała się tego, co przyniesie za chwilę los. Tak paradoksalnie do czasów, gdy ten moment wydawał się tak krystalicznie pewny, tak twardo zakorzeniony w niej samej.
Nabrała powietrza do płuc i twardym krokiem podążyła do wyjścia z łazienki.
Bądź pewna swoich decyzji, Eileen. Bądź pewna.
Zamek kliknął raz. Ostro. Jakby ta pewność właśnie przecięła powietrze niczym najostrzejsza z brzytw.
I wtedy niesłyszalny syk zamienił się w prawdziwy, istniejący w tej rzeczywistości odgłos rozdzieranego materiału.
Zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na sukienkę, której pierwsza warstwa materiału, ta z naszyciami w kształcie polnych kwiatów, rozdarła się na długość około dziesięciu centymetrów.
Dziesięciu.
Cholernych.
Centymetrów.
- Ja się stąd nigdzie nie ruszam! – załkała desperacko, stojąc przy drzwiach ze ślubną bielą w dłoniach.
Może to rozdarcie było metaforą ich przyszłego życia? Jeśli tak, niezbyt dobrze to życie się rozpoczynało.




Stoimy nad rzekąreka rękę grzeje

Powrót do góry Go down
Roana Wilde
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t5369-roana-wilde#121342 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/
mama
52
Charłak
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
0
0
0
0
0
-
-
Charłak

PisanieTemat: Re: Salon   26.12.17 22:31

To jeden z najważniejszych dni w życiu każdej matki. Choć Eileen nie była już maleńką ptaszyną, która wyfruwa z rodzinnego gniazda, by uwić sobie nowe, wraz z przyszłym mężem, właśnie tak się czuła. Niewiele miała chwil, by przystanąć w miejscu i pomyśleć, od rana pracy było w bród, a ona sama kręciła się w kółko, nie wiedząc w co włożyć ręce. A do tego wszystkiego rozdarła już trzecie pończochy — na tę okazję wykupiła prawdopodobnie pół sklepu; loki niesfornie wypadały z eleganckiego upięcia, a makijaż rozmazywał się w kącikach, na samą myśl o tym, ile emocji ją jeszcze czeka. Była poddenerwowana, a Renold wyjątkowo jej działał na nerwy, wszystko robił nie tak. Nie mógł znaleźć spinek, nie mógł przypiąć butonierki, nie mógł poprawnie założyć krawata, ani nawet się uczesać. Chodziła tylko za nim, mrucząc pod nosem, że mężczyźni są jak dzieci, by po chwili zdać sobie sprawę, że to od zawsze było jej zadanie, zadanie żony — dbać o męża i o to, by prezentował się jak najlepiej. Złość szybko przechodziła, gdy do niego wracała, kiedy poprawiała mu włosy, strzepywała paprochy z szaty. Prezentował się wspaniale, zupełnie tak jak wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy.
— Eileen!— krzyknęła, chodząc po domu, wiecznie czegoś zapominając. Torebkę odłożyła w kuchni, gdy udała się po elegancki toczek, a kiedy dotarła do sypialni zapomniała po co przyszła i wróciła po torebkę. Zależało jej, aby wszystko wypadło idealnie, a ten dzień był najpiękniejszym dniem w życiu jej cudownego dziecka. Nic nie mogło zdać się na kruchy los. Choć z jednej strony wiedziała, że dopełnili wszystkiego i całość szła zgodnie z planem, nie mogła pozbyć się wrażenia, że o czyś ważnym zapomniała.—Wychodź szybko, zaraz się spóźnimy!— Przystanęła pod drzwiami łazienki i zapukała donośnie. Spojrzała na zegarek, nie mieli zbyt wiele czasu. Jeśli chcieli być punktualni musieli już zbierać się do wyjścia. Wygładziła elegancką garsonkę. Spódnica sięgała jej do połowy łydek, nie była pewna, czy to aby nie za wysoko. Co chwila przeglądała się w lustrze, a choć mąż wciąż powtarzał, że wygląda dobrze, jako mama panny młodej musiała po prostu wyglądać schludnie. Chciała wyglądać schludnie, być dobrym tłem, dla pięknej panny młodej i jej przystojnego męża.— Renoldzie, czy wszystko zabrałeś?— spytała męża, gdy przechodził obok. Powiodła za nim wzrokiem i prawie się zapowietrzyła. — Do licha, dokąd ty znowu idziesz— fuknęła za nim zniecierpliwiona. Gdzież on się szlajał, jak się wszyscy teraz rozejdą to się na pewno spóźnią, a biedny Hereward pomyśli, że wszystko odwołane. Biedak, pewnie pękłoby mu serce.
Nie mamy "chwili", Skarbie, pomyślała, zachowując to dla siebie, aby jej bardziej nie denerwować, lecz gdy usłyszała jej pełen desperacji ton i protest spojrzała na drzwi, jakby to one do niej przemówiły.
— O nie — mruknęła twardo, chwytając za klamkę. Było zamknięte. — Eileen jeszcze Wilde, otwórz te drzwi natychmiast!— zagroziła jej, zaciskając szczupłe palce na metalu tak mocno, że skóra wokół pierścionków zaczerwieniła się. — Ja się z wami wszystkimi wykończę. Chcecie mnie wpędzić do grobu. Jak możesz tak traktować starą matkę?! Otwórz te drzwi natychmiast!


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   26.12.17 22:31

The member 'Roana Wilde' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
daisies, daisies perched upon your forehead
oh, roses, roses laid upon your bed spread
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   09.01.18 21:41

Miało być tak pięknie. Ujmując stres, który towarzyszył wszystkim już od rana, i strach samej Eileen, którego nie mogła się wyzbyć, ten dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. I pięknie. Od rana świeciło słońce, śnieg już dawno stopniał, dając szansę florze, by odrodziła się na nowo, zakwitła. Kornwalia dzisiejszego poranka przypominała tę z jej dziecięcych wspomnień, próbując wtłoczyć w jej drżącą duszę cząstkę naturalnego szczęścia, które powinna przecież czuć, powinna w nim tonąć, z trudem łapać powietrze.
A tymczasem miotała się w klatce domu, kluczyła między zapachami, między melodią twista, która wypływała z drobnych żłobień na czarnej płycie, spod igły starego gramofonu ojca. Gubiła się między swoimi uczuciami a tymi, których pełna była jej rodzina. Pytała siebie, co jej z nią nie tak, czemu się nie cieszy?
Potem, jak na zawołanie, pojawiały się obrazy z koszmarów, ze Złotej Wieży. I odpowiedź przyszła szybciej, niż sądziła. Nie cieszyła się, bo przejęta była strachem o to, co ma dopiero przyjść. Co było absolutnie poza jej zasięgiem w tej chwili.
Zawyła oskarżycielsko, nawet nie próbując powstrzymać łez, które cisnęły się do jej oczu już od kilku chwil. Będziesz czerwona jak buraki po zbiorach! Podbiegła do lustra. Słyszała krzyki matki, a jednak nie uczyniła sobie z tego nic. Puściła uniesione tony mimo uszu, w eter, chociaż podświadomość, wyuczona wieloma doświadczeniami z lat młodzieńczych, szturchnęła nią w geście opamiętania.
Ty rzeżucho okropna – jęknęła do siebie, wycierając białym ręcznikiem łzy spod oczu, psując efekt kilkunastu minut ślęczenia przy toaletce w sypialni rodziców. – Spojrzy na ciebie i powie, że jesteś przebrzydłą rzodkiewką, że taką żonę to co najwyżej na targu może sprzedać.
Była rozżalona i wściekła zarazem, w jakimś wyuczonym odruchu obronnym usiłowała schować mieszaninę emocji, którymi dosłownie opływała, głęboko za najbardziej skrajne ze wszystkich uczuć. Twardym i szybkim krokiem pokonała dystans dzielący ją od drzwi, przekręciła zamek i otworzyła drzwi, stając z matką twarzą w twarz. Podpuchnięte powieki opowiedziały krótką historię o panice przedślubnej.
Pociągnęła sztywno nosem, znów próbując grać na zwłokę, grać odważną. Ale matka zbyt dobrze ją znała i Eileen długo grać jednak nie potrafiła. Zwiesiła ramiona zrezygnowana.
Sukienka się podarła – burknęła, pokazując rodzicielce tkany materiał, który pokracznie odstawał od reszty, zwisając smutno. – To znaczy ja ją podarłam… przez przypadek! Ale… ale może…
Spojrzała na nią, błagając, żeby Roana nie wypuszczała jej na zewnątrz, do niego, do wszystkich gości, którzy czekali już na nich nad Loch Ness. Spojrzała na zegarek. Spóźniona.
Na własny ślub.
- Teraz to na pewno nie powinnam się stąd ruszać!




Stoimy nad rzekąreka rękę grzeje

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dom niedaleko Blue Anchor, Kornwalia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18