Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ogrody   27.12.17 14:02

Ogrody

Ogrody Fawleyów cechują się naprawdę niezwykłą urodą i rozmiarami. Nie bez powodu wiele uroczystości rodzinnych odbywa się właśnie tutaj, pod gołym niebem, na tle pięknych krajobrazów Krainy Jezior. Bliżej dworu nie brakuje sztucznych sadzawek i oczek wodnych, które, w odróżnieniu od naturalnych jezior, są stale pielęgnowane przez skrzaty tak jak otaczające je ogrody pełne kwiatów, alejek i urokliwych zakątków sprzyjających twórczemu natchnieniu. Można znaleźć tu także posągi znanych artystów oraz piękne zaczarowane iluzje świateł, które nawet wieczorami nadają ogrodom niezwykły klimat.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley http://www.morsmordre.net/t5573-piorko http://www.morsmordre.net/t5571-cressida http://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow http://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
...
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ogrody   08.02.18 0:46

| 28.05

Stała w sypialni dziecięcej, kołysząc w ramionach swoją córkę. Jej synek już smacznie spał, ucinając sobie popołudniową drzemkę, ale mała Portia nie potrafiła zasnąć. Cressida uspokajała ją, cicho do niej nucąc i ostrożnie ją obejmując. Drobne paluszki dziewczynki zacisnęły się na pojedynczym kosmyku jej ciemnorudych włosów; taki sam kolor miał meszek na głowie małej. Niewykluczone, że Portia, nazwana tak na cześć swojej babci, mogła wyrosnąć na miniaturową kopię swojej matki, co budziło w Cressidzie pewne rozrzewnienie, ilekroć sięgała myślami w przyszłość i wyobrażała sobie, jak jej maleństwa dorastają. Choć była tak młoda, nie skończyła jeszcze nawet dwudziestu lat, musiała nauczyć się, jak to jest być matką i nie troszczyć się już tylko o siebie.
W końcu oczka małej zaczęły się zamykać. Cressida ostrożnie musnęła ustami jej czółko, po czym odłożyła ją do łóżeczka i otuliła błękitną kołderką. Jeszcze przez dłuższą chwilę spoglądała na pogrążone we śnie bliźnięta, boleśnie świadoma, jak trudny czas wybrały sobie na narodziny i początek życia – a naiwna, żyjąca w izolacji od zewnętrznego świata Cressida i tak nie wiedziała wszystkiego o rzeczywistości poza murami szlacheckich dworów.
Opuściła pokoik sąsiadujący z jej komnatami, przykazując opiekunce, by miała oko na dzieci. Miała zamiar udać się do pracowni, by dokończyć obraz. Potrzebowała sztuki i ukojenia, które niosła, nawet jeśli najbliższy wernisaż stał pod znakiem zapytania. Malowała jednak dla siebie, bo sama tego pragnęła i było to ważniejsze niż aprobata otoczenia. Poza tym, inni pewnie też mieli na głowie własne problemy i nie myśleli o sztuce. To na swój sposób było smutne, że sztuka stawała się odległa i nieważna w obliczu przyziemnych tragedii i smutków. Parę dni temu była w Galerii i rzeczywiście z żalem mogła zauważyć mniejszą niż zwykle liczbę odwiedzających. Ale ludzie bali się anomalii, sama też się bała i dlatego w maju tak rzadko opuszczała posiadłość. Jej wyjścia właściwie można było policzyć na palcach, nie licząc wizyt u rodziców. Nie lubiła zbędnego ryzyka, nie chciała też na zbyt długo oddalać się od dzieci.
Jednak zanim dotarła na miejsce, napotkała matkę swojego małżonka, która zagarnęła ją ze sobą, prowadząc w stronę mniejszego saloniku, gdzie, jak się okazało, mieli gości w postaci siostry ojca Williama wraz z jej córką, która była mniej więcej w wieku Cressidy. Młódka już miała okazję ją poznać na samym początku małżeństwa. Choć szczerze współczuła ciotce męża wydania za mężczyznę niższego stanu (wiedziała, że taki los czekał kobiety uznane przez swoją rodzinę za niepełnowartościowe, co na pewno było dla nich bardzo bolesne), polubiła swoją rówieśniczkę i uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Tak sobie pomyślałam, Cressido, że przyda ci się towarzystwo kogoś w twoim wieku, ostatnio tak rzadko wychodzisz – powiedziała matka jej męża. – Może wyjdziecie razem do ogrodu? Spójrz tylko, po raz pierwszy od kilku dni nie pada. Może kwiaty odżyją jeszcze po tych okropnych nocnych przymrozkach, dobrze że te w oranżerii wciąż są w dobrej formie!
Cressida spojrzała ukradkiem na Belle, domyślając się, że dorosłe kobiety chciały poplotkować o swoich sprawach i jednocześnie zapewnić młódkom bardziej interesujące dla nich towarzystwo niż siedzenie i przysłuchiwanie się ich rozmowom.
- Tak, chętnie się przejdę – powiedziała, po czym zwróciła się do panny Cattermole. – Belle? Chodź, pokażę ci ogrody.
Nie były tak olśniewające jak rok temu o tej samej porze, ale anomalie zabrały nawet to.







Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   12.02.18 18:25

Pomyliłam się, tak przecież bywa też... - pomyślała, wspominając niedawno zasłyszany cytat, którego pochodzenia (niestety) nie znała. Wpatrywała się w swoją matkę, która z dumą spoczywała na jednym z rodzinnych foteli. Wydawało się przy tym, jakby mury rodzinnego domu tchnęły w nią nowe życie. Przypominała eteryczny kwiat, który po długim pobycie w ciemności nagle odzyskał z powrotem światło tak niezbędne mu do egzystowania. To było jedynie dowodem ogromnej tęsknoty jaką pani Cattermole odczuwała wobec swojego bezpowrotnie utraconego życia szlachcianki. Nic zatem dziwnego, iż kobieta tak chętnie odwiedzała rodzinę by wspominać swoją świetność przed upadkiem. Jednocześnie zabierała ze sobą córkę przy niemalże każdych okazjach, by i ona mogła poczuć jak różne jest arystokratyczne życie i jednocześnie lepsze od tego, które sama wiodła. To miało jedynie przekonywać Belle, że droga obrana dla niej przez matkę jest jedyną słuszną.
Cattermole odwróciła wzrok od rodzicielki, przenosząc je na okno zza którego mogła dostrzec nieśmiało ukazujące się słońce - zjawisko dość niezwykłe zważywszy na wydarzenia mijającego już miesiąca. Maj nie oszczędził nikogo, mrocznymi barwami wpisując się na stronice dziejów świata czarodziejów. Anomalie niczym widmo czyhały na lekkomyślnych, brawurowo rzucających zaklęciami na prawo i lewo. Wystarczyło mieć pecha, by niewinna inkantacja zakończyła się poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. Sama pogoda również nie była dobrze ustabilizowana. Nic dziwnego zatem, iż ulice były o wiele bardziej opustoszałe - ludzie obawiali się wychodzić z domu chyba, że było to konieczne. Woleli tkwić w domowym zaciszu, odzyskując chociaż małą namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Belle nie była wyjątkiem - dzisiejszy dzień był jednym z pierwszych, podczas którego opuściła znajome kąty. Prawdopodobnym było, że i dzisiaj zostałaby w domu gdyby nie rodzicielka, która zażądała towarzystwa córki. A tej nie sposób było odmówić.
Nagle usłyszała zbliżające się kroki. Z niechęcią odwróciła wzrok od okna, przenosząc je na wchodzące do pomieszczenia kobiety. Na twarzy jej pojawił się delikatny uśmiech, który posłała w stronę Cressidy. Przy okazji mogła stwierdzić, że małżeństwo w pewien sposób jej służyło, a przynajmniej pod względem wizualnym - wciąż zachwycała swoją delikatną urodą, która oczarowała z pewnością niejednego mężczyznę. Przy tym wydawała się niewinna, choć nigdy nie wiadomo co kryło się za jej zielonymi oczami. Belle jednak nie posądzała ją o okrutność - przy pierwszym spotkaniu odebrała ją w dość pozytywny sposób.
- Z przyjemnością je obejrzę - odpowiedziała Cattermole z pewną radością przyjmując ten pomysł na spędzenie czasu. W domu jej ulubionym miejscem był właśnie ogród, a z tego co jej było wiadomo, był zalążkiem tego, którym szczycili się Fawley'e.
Dała się poprowadzić kobiecie, nie oglądając się na matkę. Z pewnością była zadowolona, że córka spędzi czas w obecności arystokratki.
- Dobrze cię widzieć w zdrowiu - przerwała panującą krótko ciszę. - Widzę, że anomalie cię oszczędziły.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley http://www.morsmordre.net/t5573-piorko http://www.morsmordre.net/t5571-cressida http://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow http://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
...
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ogrody   13.02.18 15:17

Cressida naprawdę współczuła kobietom takim jak pani Cattermole, które ich własne rodziny skazywały na życie zwyczajnych czarownic, odcinając od szlacheckiego życia i wszystkich dotychczasowych przywilejów. Dlaczego? Tylko za to, że były mniej urodziwe lub z innego powodu uznane za mniej wartościowe? Oczywiście całkowicie rozumiała wykluczenie z rodziny za zdradę i zrobienie czegoś wbrew woli rodu, ale oddawanie dziewcząt nieszlachetnym mężczyznom mimo braku rażącej przewiny z ich strony wydawało jej się smutne i okrutne. Pozostawało jej się cieszyć że mimo bycia w oczach swego ojca tą gorszą córką została dobrze wydana za mąż (nawet jeśli bardzo młodo) i mogła powić szlachetnie urodzone dzieci. Nie chciałaby musieć uczyć się żyć inaczej, bez wszystkiego tego co znała, bez możliwości uczestniczenia we wszystkich wydarzeniach rodzinnych i salonowych na równi z bliskimi.
Zastanawiało ją, jak żyła Belle – córka szlachcianki i zwykłego czarodzieja, nieszlachetna, ale zapewne dzięki matce wiedząca sporo o życiu wyższych sfer. Jak wyglądało takie życie na pograniczu, ze świadomością że spora część jej szlacheckich rówieśniczek nie będzie jej traktować jak równej sobie ponieważ jej nazwisko nie znajdowało się w skorowidzu? Oczywiście życzyła jej jak najlepiej; dzięki pieczy swojej matki miała szanse na dobre zamążpójście, w dodatku była naprawdę śliczna i Cressida była pewna, że niejeden szlachcic by się za nią obejrzał. Mogło jej się wydawać że taka dziewczyna jak Belle tylko marzy o tym, by przyciągnąć uwagę kogoś dobrze urodzonego, ale kto wie, jak było naprawdę? Nie znały się tak dobrze, nie miały wielu okazji do rozmów.
Cressida wyglądała jak przystało na eteryczną damę, niezwykle drobna, zwiewna i blada; tylko złociste piegi pokrywające policzki i nosek nieco zakłócały ten obraz. Większość dziewcząt, jeśli posiadała piegi, starannie je maskowała, a tymczasem młódka ukazywała swą piegowatość całemu światu. Różniła się wyglądem od reszty Flintów, co w dzieciństwie też powodowało pewne uczucie odmienności. I jak na delikatną damę przystało, również obawiała się niebezpieczeństw i wolała tkwić w domowym zaciszu, opuszczanie domu znacznie ograniczając i w maju praktycznie nie sposób było ją spotkać w innych miejscach niż Ambleside czy ewentualnie Charnwood, gdzie odwiedzała swoją rodzinę, ale przedwczoraj odwiedziła i galerię sztuki i jeden z londyńskich parków, gdzie natknęła się na swojego kuzyna.
Gdy Belle zgodziła się z nią pójść, Cressida poprowadziła ją najkrótszą drogą do wyjścia do ogrodów. William po ślubie zdążył oprowadzić ją po całym dworku i przylegających do niego ogrodach, więc poruszała się tutaj pewnie.
- Ciebie też – odpowiedziała. – Staram się nie narażać. Ograniczyłam nawet używanie magii, jeśli nie jest absolutnie konieczna. To bywa uciążliwe, ale bezpieczeństwo i spokój są ważniejsze, prawda? Och, to takie okropne, co się dzieje... – mówiła, a jej buciki cichutko stukały o posadzkę, gdy szły już przez korytarze obwieszone obrazami. Dworek w Ambleside przypominał trochę galerię sztuki.
- Mam nadzieję, że i ciebie ominęło najgorsze – rzekła, gdy pchnęła drzwi i mogły wydostać się na zewnątrz. – Parę dni temu miałam sposobność odwiedzać Londyn, miałam wrażenie, że wyglądał prawie normalnie... Choć może tylko to ulotne wrażenie? Ty chyba mieszkasz tam przez cały czas?
Powietrze na zewnątrz było ciepłe i pachniało rześko; niedawno padało. Trawnik wciąż był mokry, więc pantofelki dziewczątka prawdopodobnie szybko miały zamoknąć, dlatego postanowiła póki co trzymać się ścieżek. Ogrody Fawleyów były naprawdę piękne, choć biorąc pod uwagę ich wypielęgnowanie stanowiły duży kontrast dla dzikich terenów otaczających dworek w Charnwood. Flintowie nawet nie mieli prawdziwych wymuskanych ogrodów z rzeźbami, fontannami i alejkami, więc w dzieciństwie Cressida bawiła się głównie w lesie.







Powrót do góry Go down
 

Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ogródek różany
» Ogrody Północne
» Ogrody japońskie
» Ogrody
» Wodne Ogrody

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Cumberland, Ambleside, dwór Fawleyów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18