Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Brzeg Tamizy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Brzeg Tamizy   10.03.12 23:13

First topic message reminder :

Brzeg Tamizy

Olbrzymie i rozległe połacie szmaragdowej trawy okalające rwący nurt rzeki przyciągają zarówno mugoli, jak i czarodziejów, którzy zwykli w ciepłe dni rozkładać koce, wyjmować kosze piknikowe, by zanurzyć stopy w orzeźwiającej, chłodnej wodzie. Odpoczynek na łonie natury, jest wszakże wskazany, chociażby raz za czas.
Teren nie jest w żaden sposób strzeżony przez mugolskie służby, a czy czyni to czarodziejska policja, tego nie sposób zauważyć gołym okiem. W jedną z pierwszych niedziel tej wiosny miał tutaj miejsce zamach przeprowadzony przez zwolenników Grindelwalda, w którym zginęło kilkudziesięciu mugoli. Od tego czasu miejsce uchodzi za opustoszałe. Dużo mniej osób odpoczywa tutaj w wolne dni, a urwana tabliczka zakaz wprowadzania psów! dopełnia ponurego obrazka. Gdzieniegdzie leżą pogubione koce w szkocką kratę gdzie indziej - stare butelki, śmieci pozostawione przez nierozsądnych turystów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   11.08.16 22:16

Uśmiechnął się na jej słowa. W końcu nie sądził, że podejmie temat pogody, a przejdą od razu do sedna sprawy, ale okazało się, że wcale tak nie było. kolejny raz go zaskakiwała w takich drobnych sprawach.
- No, proszę. Przynajmniej coś już o tobie wiem – odpowiedział, posyłając jej rozbawione spojrzenie, ale zaraz odchrząknął, wracając do swojej wcześniejszej postawy. – My, Yaxley’owie, żyjemy wśród dziczy i swoich trolli. Zapewne nie wydawało ci się to zbyt atrakcyjne – dodał, uzmysławiając sobie, że jej słowa lekko go dotknęły. Na pewno nie zrobiła tego świadomie, chociaż taki już był. Gdy się angażował, robił to całym sobą, a potem łatwo było uderzyć w czuły punkt. Nie pozwolił jej, jednak tego dostrzec, bo na jego twarzy ponownie pojawił się uśmiech. I chociaż nie był taki jak poprzedni, należał do tych, które posyłał jedynie jej. Morgoth nie uśmiechał się tak naprawdę do większości napotkanych ludzi. Czułość okazywał jedynie matce, siostrze i Lilianie. Do Rosalie również czuł przywiązanie. W końcu byli praktycznie bliźniaczymi dziećmi, chociaż pochodzili od innych rodziców. Jednak one były kobietami z najbliższej rodziny. – Nie byłabyś nachalna. I musisz pamiętać, że nigdy nie będziesz. Czasem zadziwia mnie twoje zaangażowanie. Nie jesteśmy rodziną, a pochłonęła cię ta sprawa jakby było na odwrót. Nie wiem czy powinienem się bać – dodał, pozwalając sobie na lekki żart. Zrobił się znowu posępny nastrój, który sam wprowadził. Dlaczego zawsze tak się musiało dziać? Może zwyczajnie nie potrafił inaczej. – Musisz mieć wielkie wsparcie skoro potrafisz udźwignąć nie tylko swoje brzmię… 
Nie wierzył w ludzi bez limitów. Każdy miał, a jeśli chodziło o coś poważniejszego trzeba było mieć odskocznię. Najlepszą opcją była druga osoba, a patrząc i znając chociaż przez tak krótki czas Lucindę,  nie było innej opcji. Zerknął na nią instynktownie. Zobaczył że posmutniała. – Dobrze się czujesz? – spytał, chociaż uwagę Lu przyciągnął ów prezent. Ucieszyła go jej reakcja. I wiedział jak bardzo ją zabolało, gdy odmówił. Miał nadzieję, że już nigdy tego nie zrobi. – Powiedzmy, że dzięki temu będę spał spokojnie, wiedząc, że przynajmniej coś cię chroni.
Zapanowała chwila ciszy, którą przerwał głębszym wdechem. Doszli do miejsca, które było punktem widokowym przy Tamizie. Morgoth oparł się przedramionami na barierce i spojrzał w przelewającą się wodę. 
- W przyszłym tygodniu będzie przesłuchanie mojego wuja – zaczął, nie odwracając wzroku od swojego obranego punktu. – Do tej pory będą go przetrzymywali w Tower of London. Musimy się tam dostać i z nim porozmawiać.
[bylobrzydkobedzieladnie]




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves



Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 15.08.16 9:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   11.08.16 22:47

Oczywiście, że uznała to za atrakcyjne. Przez wzgląd na swoją pracę nie mogło być inaczej. Wszystko co dzikie, ogarnięte naturą, przepełnione tajemniczością i wszelką indywidualnością jest dla niej ciekawe i atrakcyjne. Jednak postanowiła o tym nie wspominać. Już i tak wszyscy traktowali ją jak niecodzienny przypadek arystokratki i gdyby tylko mogli znaleźli by przyczynę jej szaleństw w złym zdrowiu psychicznym, albo co gorsza braku szlachetnej krwi w żyłach. Wsłuchała się w jego kolejne słowa i uśmiechnęła się szeroko. - Zdecydowanie powinieneś. Z kobietami nigdy nic nie wiadomo. - zażartowała. Choć przecież tak właśnie było. Tym bardziej w ich kręgu. Każda z arystokratek chciała być prawdziwą femme fatale sprowadzając mężczyznę na złą drogę. Często nie można było im ufać, a nawet jeśli to najpierw upewnić się czy w ich intencjach nie kryje się drugie dno. Trochę ją to bawiło. Potem wszyscy dziwią się, że ludzie mają do siebie tak mało zaufania. I tak źle i tak niedobrze. W końcu jakby Lynn miała go do ludzi trochę mniej nie skończyłaby ze złamanym sercem. Teraz mogła tylko uczyć się na błędach. Czego oczywiście nie robiła. - Dziękuje za te słowa. Podczas moich wypraw jestem daleko od domu przez długie miesiące. Nauczyłam się, że nie tylko rodzina w trudnych sytuacjach jest nam w stanie pomóc. Dlatego też sama nie tylko w rodzinie pokładam wszelką nadzieję, a chyba przede wszystkim w ludzkiej uprzejmości, której jest niestety co raz mniej. - na następnego jego słowa nie odpowiedziała. Starła radzić sobie sama. Wiedziała, że wielkie wsparcie jakie ma kończy się i zaczyna na niej samej. Nie mogła nic poradzić na to, że woli dawać niż brać od innych. Lucinda otworzyła pudełeczko, a widząc pierścień spojrzała na niego znowu zaskoczona. - To zbyt wiele… - zaczęła choć wiedziała, że nie może go nie przyjąć. Nie chciała go urazić, ale prezent był prawdziwie kosztowny. Znała jego moc i wiedziała o nim równie dużo co o innych amuletach ochronnych. W końcu była to część jej pracy. - Dziękuje. Naprawdę bardzo dziękuje. - powiedziała zakładając go od razu na palec. - Powinniśmy być teraz najlepiej chronionymi magami w Londynie. -dodała uśmiechając się szeroko. Kiedy ruszyli wzdłuż Tamizy blondynka zaczęła się zastanawiać nad ich głównym tematem spotkania. Już miała zapytać co w takim razie mają zamiar teraz zrobić, kiedy mężczyzna sam zaczął temat. Pokiwała głową. - Dlaczego go tam przenoszą? Nie odbywa się to zwykle w Azkabanie? -zapytała z czystej ciekawości, bo wydawało się to być dość zaskakujące, że w czasie, kiedy potrzebowali spotkać się z mężczyzną mają taką możliwość. - Czy jako rodzina możesz się z nim spotkać? - dodała. Nie wiedziała jak działa prawo w Azkabanie.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   11.08.16 23:19

Spotkał parę członków rodu Selwyn w swoim życiu i nie zrobili na nim dobrego wrażenia. Można powiedzieć, że wpojona historia ich rodów również miała wpływ na odbiór tych zachować. Jednak trzeba było przyznać Morgothowi, że rzadko kiedy się mylił. I nigdy nie podejmował pochopnych decyzji. Nigdy nie zrobiłby niczego nieprzemyślanego. Zerknął w stronę Lucindy, odrywając spojrzenie od wody. 
- Żebyś wiedziała, że otaczają mnie same kobiety – odpowiedział równie prześmiewczym tonem, mając przed oczami te wszystkie piękne twarze płci pięknej należącej do rodziny Yaxley’ów. – 
Jednak prócz Księżniczek na bagnach nie są one zajmujące.
Typ arystokratek był praktycznie jak mantra. Wszystkie uważały, że są zupełnie inne, kiedy mieszały się w jedno piękne, ale nudne ciało. Nawet Wynonna Burke, która sądziła, że swoją pogardą dla tradycji była oryginalna. Owszem. Szanował ją, jednak nie potrafił nie dostrzec hipokryzji w jej zachowaniu. Czasem drażniło go to, że w pewien schemat wbijała się jego kochana kuzynka. Rosalie, o którą tak chciał dbać. Wszystko jednak się zmieniało z biegiem czasu i nie mógł tego powstrzymać. Chciał jedynie, żeby jego krewne były szczęśliwe. I może były? Leia cieszyła się chwilami wolności, Liliana zdecydowanie oddychała, gdy uwaga wszystkich skupiona była na ślubie starszej z sióstr. A ty jesteś szczęśliwa, Lu?, chciał ją o to spytać, ale wiedział, że nie powinien. – No, może jeszcze prócz ciebie, chociaż za to ci płacę. Czyż nie? – dodał poważnie, ale po chwili roześmiał się, widząc zbitą z tropu twarz Lucindy. Wysłuchał jej słów z uwagą po pewnym momencie, w czasie którym musiał się uspokoić. W ostatni długim okresie nie był, aż tak zrelaksowany. - Chcę, żebyś go miała. Też mam ten od ciebie.
Morgoth dotknął instynktownie dłonią miejsce, gdzie pod ubraniem znajdował się wspomniany amulet.  – Tak… - odpowiedział bardziej do siebie. – Pewnie masz rację.
Znowu chwila ciszy.
- Ma zeznawać w sprawie innego czarodzieja posądzonego o samowolkę – mruknął dość ciężko. Spuścił na chwilę głowę między ramiona. Nie sądził, że rozmowa o tym sprawi mu taką trudność. – Jest mordercą, Lu. Nie dadzą się do niego zbliżyć nikomu, kto nie jest aurorem lub… Dementorem.
To ostatnie słowo przerażało go samo w sobie.
- Muszę tam wejść. Musimy dowiedzieć się czy to on zabił Oktawiana Parkinsona.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   11.08.16 23:40

Słysząc, że zwykle otaczają go same kobiety nie pomyślała o rodzinie. Bardziej o tych z otoczenia arystokratów. Zastanawiała się więc dlaczego mężczyzna nie jest jeszcze zaręczony lub nawet żonaty. Nie wiedzieć czemu pomyślała o tym jak o ważnej kwestii, której oczywiście nie miała zamiaru poruszać. Może gdyby znali się od dawna, może gdyby poznali się w innych okolicznościach. Sama wiedziała co ludzie mówią o niej. W końcu nie była już najmłodsza. Miała dwadzieścia sześć lat i brak pierścionka na dłoni. Pewnie wszystko byłoby bardziej znośne gdyby się tym przejmowała. Jej było dobrze tak jak było. Teraz nie mogła nawet sobie wyobrazić jakiegokolwiek związku. Uśmiechnęła się. - Taka już natura kobiet. Wszystkie chcą świecić, błyszczeć i brylować na salonach. Nie możesz ich za to winić. - wykluczyła z tego grona siebie nie dlatego, że nie szanowała takich osób, ale dlatego, ze po prostu taka nie była. Następne jego słowa trochę zbiły ją z tropu. Zdziwiona spojrzała na niego i właściwie nie wiedziała co powiedzieć. Dopiero jego śmiech sprawił, że się rozluźniła. - Proszę Cię nawet nie żartuj… nie potrzebuje tych pieniędzy, a to już dawno przestała być czysto zawodowa relacja. - dodała uśmiechając się szeroko.  Nie spodziewała się tego, ale tak właśnie było. Morgo nie był dla niej tylko zleceniodawcą. Poznała go bliżej i zrozumiała, że pomimo rzeczy, które ich dzielą tworzą całkiem zgrany team. Od dawna nie czuła się tak zgrana z kimkolwiek. Na myśl przychodziła jej tylko jedna osoba, o której myśleć w ogóle nie chciała. Spojrzała jeszcze raz na pierścień, a potem na mężczyznę. Nie było już co dodawać. - Nie wiem jak wygląda przenoszenie więźniów ani jak wielu będzie go pilnować, ale to wydaje się być niemożliwe. Masz pomysł jak możemy się tam dostać? - zapytała spoglądając na niego kątem oka. - Przychodzi mi do głowy stare powiedzenie „jak nie możesz drzwiami to spróbuj oknem”, ale nawet przy najlepszej sposobności może się nam nie udać, a wtedy… - pomyślała o tym, że zostaną złapani i ukarani przed dementorów. A tego nie bałby się tylko głupiec.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   12.08.16 11:30

- Winić? – powtórzył jakby do końca nie rozumiał znaczenie tego słowa, prostując się i patrząc na Lucindę z góry. Morgoth przez chwilę trzymał dłonie w kieszeniach płaszcza, starając się równocześnie rozgrzać.  - Nie. Wiem, że jedna z nich będzie moją żoną i nie mnie oceniać. Po prostu obserwuję, a to co widzę nie jest zbytnio zgodne z tym, czego bym chciał… Ale są ważniejsze rzeczy niż to czego chcemy, prawda? – spytał retorycznie, przenosząc uwagę na ludzi, którzy przechodzili niedaleko. Obdarzyli parę szlachciców długimi spojrzeniami, ale zaraz zniknęli za zakrętem, wołając najprawdopodobniej swoje psy. Yaxley podkurczył ramiona, czując chłodny wiatr, który wkradał mu się za kołnierz. – To prawda – skomentował krótko jej słowa. Pomimo ciągu prawdopodobnych porażek, trwali w tym dalej i najwidoczniej powoli coś się rozjaśniało w tej pełnej ciemności komnacie. Nie spodziewał się, że początkowo jedynie biznesowa sprawa rozwinie się na kształt zaufania, szacunku i uczciwości. Bo może Selwyn nie mówiła mu wszystkiego, ale nie było w jego gestii pytać o sprawy prywatne. – Moje nazwisko otwiera wiele drzwi, a jeszcze więcej ludzi chce mieć złoto w kieszeni. O wiele więcej niż sądzisz. Dlatego będzie to trudne. Niemożliwe? Może. Jednak nie mamy innego wyjścia. To będzie jedyna szansa, by się do niego dostać i nie mogę jej zmarnować. Nie kiedy jesteśmy tak blisko, Lu.
Po kilku minutach Morgoth wyjął dłonie z kieszeni płaszcza i oparł przedramiona na metalowej barierce, pochylając się równocześnie.
- Wiem, kogo musiałbym nacisnąć, żeby się tam dostać, ale nie mogę cię prosić, byś szła tam ze mną. Dementorzy raczej nie opuszczają Azkabanu, ale nie wiem czy w przypadku mojego wuja Ministerstwo nie postąpi inaczej. Nie chcę nawet myśleć nad konsekwencjami, gdyby poszło coś nie tak. Chciałem się spotkać, żebyś powiedziała mi o swoich przypuszczeniach, nie prosić o pomoc w…
Przestępstwie? Tak. Właśnie tym był jego plan.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   15.08.16 14:06

Zaśmiała się na jego słowa choć nie chodziło o zabawne słowa, a ich znaczenie. - Widzisz – zaczęła wzruszając ramionami. - Jestem chodzącym przykładem tego, że czasami można mieć to czego się chce. Miesięczne eskapady w niebezpiecznych miejscach nie jest zajęciem dla kobiety, a już na pewno nie dla arystokratki. Tylko, że ja tego chciałam. Tak bardzo, że poświęciłabym znacznie więcej niż musiałam. Żałuje tylko, że los wyłącznie raz dał mi tego czego chce. Kto wie… może i do Ciebie teraz się uśmiechnie. - powiedziała opierając się plecami o barierkę za nią. Nie lubiła mówić o sobie.  A już na pewno nie o tym czym się zajmuje. Przyzwyczaiła się, że ludzie dziwnie na nią spoglądają. Wiedziała też, że swoim zawodem krzywdzi w pewien sposób swoją rodzinę, a już na pewno ojca, który nie jest w stanie zaakceptować jej zamiłowania. Teraz kiedy wróciła myśli, że zrobiła to bo zmądrzała. W pewien sposób tak, ale przecież to choroba trzyma ją na miejscu. Wsłuchała się dokładnie w jego słowa i wiedziała co za chwile powie. Nie chciał jej zabierać, ale ona nie miała zamiaru sobie darować. Z jednej strony wiedziała z jakim ryzykiem to się łączy. Nie znała go jeszcze na tyle by powiedzieć o nim wszystko, ale ufała mu. A z zaufaniem ostatnio miała bardzo duże problemy. Dlatego też bez większego zastanowienia pokręciła głową. - Lordzie Yaxley… -  powiedziała po chwili robiąc krótką przerwę. - Pieniądze i przekupni czarodzieje to nie wszystko. Kto wie może przyda Ci się kobiecy urok. - mruknęła cicho. - A może umiejętność łamania klątw? - dodała już głośniej. - Nie wybaczyłabym sobie gdybym nie poszła. Wiem, że zachowuje się mało poważnie jak do sytuacji jaka jest przed nami, ale… ostatnimi czasy mało jest możliwości na bycie uśmiechniętym. Za dużo złych rzeczy się dzieje. Zdaje sobie sprawę z tego jak poważne jest to co planujemy, ale musisz wiedzieć, że ja naprawdę tego potrzebuje. Chce pomóc Tobie, chce się dowiedzieć kto rzucił klątwę, chce pomóc Ci rozwiązać tę sprawę do końca, ale robię to też bo bezczynność mnie zabija. - dodała już poważniej. Dzisiejszego dnia padło z jej ust wiele słów. Otworzyła się na niego co robiła bardzo rzadko. Nie wiedziała dlaczego tak jest. Po prostu chciała z nim rozmawiać mając nadzieje, że Morgo chce jej w ogóle słuchać.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   15.08.16 15:44

Słuchał jej uważnie, rozumiejąc, dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Słychać było w jej słowach pasję, ciekawość i spełnienie. Zaskoczył go jej ton. Chyba dlatego że po raz pierwszy mówiła coś o swojej pracy. Wyraźnie była stworzona do tego i Morgoth dziękował losowi, że tak się stało.
- Jak widać twoja skłonność do szukania kłopotów mi się przysłużyła – odpowiedział o wiele lżejszym tonem, po czym odniósł się do jej kończących słów:
- Chciałem tylko jednej rzeczy na świecie – pracować ze smokami i sprawić, by mój ojciec był ze mnie dumny. Pierwsze z nich już się ziściło, a teraz będę posłuszny panu domu, w którym mieszkam i nestorowi rodu. – Urwał, przypominając sobie o zaszczycie jak i obowiązku, który spadł na barki jego ojca. Odpowiadał za już nie tylko za swoje dzieci i żonę, ale wszystkich Yaxley’ów. Nie miało to być proste nie tylko dla Leona, ale również i dla jego rodziny. Przed pałac na granicach Fenland już panoszyło się o wiele więcej ludzi, załatwiających sprawy rodowe. Przekazanie obowiązku seniora było żmudnym i długotrwałym procesem. Miał nadzieję, że ojciec będzie nim długo. Yaxley’ów trudno było zabić, ale jednak komuś się udało… 
Gdy Lucinda wypowiedziała jego tytuł, podniósł na nią spojrzenie, rozumiejąc, że właśnie wpatrywał się w pustkę, myśląc o konsekwencjach ich działań. Słysząc jej słowa, chciał zaprzeczyć, ale przemilczał to. Nie chciał się z nią spierać. Wiedział, że musiałby ją zmusić siłą, by go posłuchała, a nawet to by nie pomogło. 
- Miejmy nadzieję, że to wystarczy, bo gdy się tam znajdziemy, będziemy zdani jedynie na siebie. A w czasie burzy dobrze mieć silnego sojusznika u swojego boku. – Dlaczego myślał o sprawie, która nadchodziła jak o wojnie? I nie tylko ze względu na jego matkę. Ojciec nie zamierzał długo czekać na przywileje, które wiązały się z jego nową pozycją. Był człowiekiem czynu i już teraz siedział całymi nocami, planując coś, co wiedział tylko on. 
- Dobrze więc – powiedział tylko, prostując ręce w łokciach i opierając się jedynie dłońmi na barierce. – Dokładnie za pięć dni spotkajmy się w muzeum Tower of London. Tam też ma czekać na nas ktoś, kto nas wprowadzi. I, Lynn…
Morgoth spojrzał na nią z powagą i pewną dozą troski, po czym odwrócił wzrok, wpatrując się w Tamizę.
- Proszę cię. Bez bohaterstwa.

|zt




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   11.09.16 15:55

Para nr VII

Trening Quidditcha był wyczerpujący i Selina czuła teraz adrenalinę przyjemnie krążącą w jej żyłach, odganiającą wszelkie niechciane myśli; niestety, była na wyczerpaniu, bo jej miejsce zajmowało powoli zmęczenie. Jedyną opcją, aby wywołać kolejny zastrzyk adrenaliny był dalszy wysiłek. Powrót do mieszkania - spacerem. Może nie było w tym zbyt wiele wysiłku, ale świeże, jeszcze mroźne powietrze działało mocno otrzeźwiająco na wymęczone ciało. Kobieta wędrowała blisko rzeki, od czasu do czasu kopiąc leżący na poboczu kamień, który z każdym uderzeniem leciał dalej i wyżej. Widocznie Selina wkładała w swój mały cel coraz więcej siły, bo przy kolejnym, dosyć zamaszystym kopnięciu, kamień bardzo celnie trafił... prosto w czoło mężczyzny, który (nie wiadomo kiedy) pojawił się przed nią, blokując sobą piękną trajektorię kamiennego lotu.

Cassian wracał z długiego (chyba zbyt długiego) dyżuru w Mungu, a przez okrutne zmęczenie jego głowa ciężko, boleśnie pulsowała w skroniach. Uzdrowiciel znaną tylko sobie ścieżką (podobno na skróty, ale czy na pewno?) pokonywał drogę do domu. Dłonie trzymał głęboko schowane w kieszeniach. Po drodze nie działo się nic, co mogłoby wzbudzić jego niepokój... a przynajmniej do czasu, gdy nie poczuł nagłego bólu lokalizującego się tuż nad brwiami. Coś ciepłego pociekło ścieżką przez nos, sięgając ust i znacząc metalicznym posmakiem brzeg języka. Wkrótce czuł ból już nie tylko w skroniach, bo ten rozlał się niegroźnym otępieniem od czoła. Dopiero chwilę potem dostrzegł przed sobą sylwetkę nieznajomej kobiety, która prawdopodobnie była przyczyną zaistniałego wypadku.

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   05.10.16 11:57

2 marca, późny wieczór
Cassian kończył właśnie zmianę w Mungu, gdzie dzisiejszego dnia zajmował się tworzeniem eliksiru na rzecz szpitala. Nie spodziewał się, że ten dzień będzie tak wyczerpujący. Był już późny wieczór, kiedy przechadzał się ulicami Londynu, po przetestowaniu swojego wywaru. To był jeden z jego najgorszych pomysłów. W głowie pulsowało mu niemożliwie mocno. Wręcz chciało mu wysadzić oczy. Przystanął na drodze, żeby rozmasować sobie skronie. Postąpienie jeden krok do przodu to był jego drugi głupi pomysł dzisiejszego dnia. Ledwie ruszył się z miejsca, a już oberwał kamykiem w czoło. Jego ostra krawędź rozdarła mu skórę, potoczyła się niewielka kropelka krwi z miejsca uderzenia.
NA BRODĘ MERLINA! — warknął wkurzony Cassian, w desperackim odruchu rzucając agresora pustą fiolką po eliksirze. Cóż rzec. Odruch. Chwilę to trwało zanim zorientował się, że jego oprawcą okazała się... kobieta. Wątpliwa, bo w pierwszym momencie w tej ciemności, kiedy mroczki zalawirowały mu przed oczami, był pewien, że miał do czynienia z mężczyzną. Wątłym, ale facetem. Po krótkiej analizie dostrzegł jednak w chudym człowieczku właściwą kobiecie wrażliwość i delikatność. Wtedy było już jedna za późno, żeby cofnąć swój ruch.

Rzuć kostką, jeśli Twój rzut na unik będzie wyższy niż mój na rzut - udaje Ci się uniknąć oberwania szklanym przedmiotem. Smile Chyba, ze wolisz nie rzucać, to będziemy mieli ładną krwawą masakrę! <3






I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   05.10.16 11:57

The member 'Cassian Morisson' has done the following action : rzut kością


'k100' : 42


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   07.10.16 20:24

/2 marca, godziny wieczorne

Szła wiosna, co prawda wolnymi krokami, ale wszystko budziło się wolno do życia. Sezon również dostawał rozpędu, wszyscy zdawali się nabierać odpowiedniej formy, a ona... zdawała się być krok za tym wszystkim. Nieobecna. Zbyt wolna. Nie dość przebiegła ani sprytna, o wdzięczności słonia, a nie gazeli. A przynajmniej takie miała wrażenie, bo to definitywnie nie był jej szczytowy okres. Fakt, że była wyjątkowo krytycznie nastawiona w stosunku do siebie, zamiast spróbować jeszcze raz zniechęcała się i rzucała przekleństwami, co było do niej zupełnie niepodobne - siarczyste klątwy zawsze szły w trakcie procederu. Przecież nigdy nie odpuszczała. Ale mimo to z boiska zeszła dwa razy bardziej zlana potem niż zwykle. Mimo kompletnego braku motywacji, nie odpuszczała. Prędzej by sczezła. Jednak drygu nie tak łatwo jest się pozbyć. Szkoda tylko, że jest wypleniany przez inny.
Drżały jej ręce. Minęła co najmniej kilka barów, do których mogłaby skręcić. Mimo to wciskała dłonie mocniej w kieszenie płaszcza i kopała ten przeklęty kamyk, jakby był wszystkiemu winny, przyspieszając jednocześnie kroku. I jakaś przedziwna siła fizyki, przypadku i złośliwości losu zadziałała, że jej samotny, nienawistny marsz musiała przerwać taka wpadka. A raczej kompletnie nieumyślny atak. I to chyba jedyny, który nie był intencjonalny. Ale chwilę potem już mogła usprawiedliwić swoje czyny, kiedy ofiara stała się agresorem i postanowiła odwdzięczyć się, wzywając Merlina, jakby on miał mu teraz pomóc. Niedoczekanie! Uchyliła się, być może bardziej chcąc złapać za kamień i rzucić tego buca raz jeszcze, na oprzytomnienie, ale jednak trajektoria lotu fiolki, która mogła rozbić się na jej ciele również była pewnym popychaczem do zniżenia tułowia.
-Ochh...-wydała z siebie przez zęby.-Lepiej licz na to, by Merlin dziś był dla ciebie łaskawy!-warknęła, niezależnie od tego, czy krew również skapywała jej z czoła, zrywając się do tego, by zmniejszyć między nimi dystans.
Adrenalina. Czy mogła zostać lepiej dzisiaj wybawiona? Jedyne uczucie, które mogło ją na moment powstrzymać przed przytuleniem się do rudej butelki.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   07.10.16 20:24

The member 'Selina Lovegood' has done the following action : rzut kością


'k100' : 58


Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   24.10.16 12:50

W ten sposób Cassian przynajmniej dowiedział się, ze prawdopodobnie miał do czynienia z czarownicą. To nie wrózyło mu wcale dobrze, bo ta ruszyła prosto na niego, a wszyscy wiedzieli, że rozeźlona kobieta stwarza podobne zagrożenie co rozwścieczony smok. Z tego względu Morisson, patrząc na nią, mimochodem spiął w przygotowaniu mięśnie, zauważając gwałtowną zmianę odległości między nimi. Ta była coraz mniejsza. Kiedy więc dziewczę znalazło się naprawdę blisko, całe i zdrowe – na jego nieszczęście, bo to podnosiło skuteczność jej gniewu o dodatkowy stopień, Cassian zareagował, jak każdy inteligentny facet, który już kiedyś wcześniej miał do czynienia z kobiecym rozdrażnieniem. Pokonał ostatni duży krok pomiędzy nimi, chwytając kobietę za przeguby rąk. Skąd miał wiedzieć, ze miał do czynienia z prawdziwą, silną bojowniczką? Wyglądała trochę bardziej chuderlawo. Kobieco, zdaniem Cassiana, ale ten nie miał dużych wymagań wobec kobiet. Trzymajac (póki co) jeszcze skutecznie dziewczę za przeguby rąk, wyciągnął ją na bezpieczną odległosć ramion przed siebie i przechylił głowę w bok, taksujac ją spojrzeniem. Wyglądało to jakby co najmniej obczajał jej kobiece atuty, ale nic bardziej mylnego. Morisson tylko szukał gdzieś pod warstwami ubrań wypukłości, która mogłaby świadczyć o posiadaniu różdżki. Ta z kolei wiedza miała go uchronić od dostania nieprzyjemnym urokiem i upewnić go, czy ma do czynienia z kimś ze światka czarodziejskiego.
Paniusiu, weź się paniusiu uspokój, bo Merlin na nas patrzy z góry!




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   30.10.16 14:05

Jakkolwiek prawdziwe było to porównanie o smoku i złej kobiecie, to lepiej było nie wypowiadać go na głos. Poczwara mogła zacząć zionąć ogniem i wtedy zrobiłoby się naprawdę gorąco.
Na szczęście refleks Lovegood wyratował ją przed jakąś ohydną szramą, choć to wcale nie zmniejszyło wściekłości, jaką czuła, że ten cholerny dupek się w ogóle czymkolwiek na nią zamachnął! Co za tupet! Przecież to nie tak, że chciała uderzyć w niego tym kamieniem! Cóż, teraz to właściwie bardzo chętnie by to powtórzyła, ale pierwotnie nie miała złych intencji! I tak się wynagradza dobro w człowieku? Łapiąc go za nadgarstki?
Szok i niedowierzanie rozszerzyły jej powieki, i niczym marionetka dała się odciągnąć na długość ramion, kiedy ten oceniał jej wygląd. To ją zagotowało do granic możliwości. Szarpnęła się mocno, w swoją stronę, by sprowokować go do zmienienia środka ciężkości i wykorzystania braku równowagi, by za chwilę...
-Co za tupet!-powiedziała głośno, kiedy cofała stopę do tyłu, by wykorzystać potem masę całego ciała na to, by go pchnąć w geście wściekłości.-Paniczyku, lepiej uważaj z kim masz do czynienia!-poradziła mu, schodząc na kres rozdrażnienia, choć prawdopodobnie mogło być już tylko gorzej.-Jeśli Merlin na nas patrzy, to lepiej błagaj go o ochronę.-syknęła niższym głosem, jakby tylko do jego wiadomości. Palce ją swędziały, ale nie chwyciła za różdżkę, bo do świadomości cały czas przebijało się rozsądne ostrzeżenie, że są w mugolskiej dzielnicy. Ministerstwo to ostatnie co chciała sobie zwalić na głowę!






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg Tamizy   30.10.16 14:05

The member 'Selina Lovegood' has done the following action : rzut kością


'k100' : 17


Powrót do góry Go down
 

Brzeg Tamizy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Brzeg Tamizy
» Prawy brzeg rzeki
» Brzeg
» Brzeg jeziora
» Zachodni brzeg jeziora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17