Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pracownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pracownia   18.07.15 14:46

First topic message reminder :

Pracownia

Zajmująca ponad połowę mieszkania, pracownia jest sercem tego miejsca. Wszystkie ściany pokryte są półkami, na których piętrzą się księgi, słoiki na ingrediencje i gotowe eliksiry. Jedno jedyne okno jest zawsze szczelnie zasłonięte, a na karniszu w lekkim przeciągu suszą się pęki ziół. Centralną część pomieszczenia zajmuje stół z miejscem na kociołek. Próg tego pomieszczenia przekracza wyłącznie Rita i jej nieliczni przyjaciele.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Octavius Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1771-octavius-sheridan-skonczona http://www.morsmordre.net/t1903-poczta-octaviusa#26353 http://www.morsmordre.net/t1816-ocet?nid=19#23125
Barman, niedoszły uzdrowiciel, diler, informator, krętacz
24 lata
Półkrwi
Żonaty
Jest świt,
Ale nie jest jasno.
Jestem na pół zbudzony,
A dookoła nieład.
Coś trzeba związać,
Coś trzeba złączyć,
Rozstrzygnąć coś.
Nic nie wiem.
Nie mogę znaleźć butów,
Nie mogę znaleźć siebie.
Boli mnie głowa.
0
20
0
5
0
1
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia   06.04.16 21:44

Od najmłodszym lat uchodził za osobnika bystrego, szczycącego się umiejętnością logicznego myślenia i szybkiego przyswajania informacji. Teraz stojąc przed Ritą i bezwiednie rozluzowując pstrokatą czerwoną apaszkę zakrywającą okaleczoną szyję zdawał się temu całkowicie przeczyć. Słowa siostry sparaliżowały go. Żonglując od lat informacjami, prawdziwymi i fałszywymi, czuł się niepewnie, gdy okazywało się, iż jego rozmówca góruje nad nim najświeższymi doniesieniami - szczególnie tymi z ciemnych ulic Nokturnu! Marszcząc brew starał się poskładać zasłyszane nowiny w jedną zwięzłą całość, co jak z zaskoczeniem stwierdził wcale nie przyszło mu z łatwością, do której przywykł. Pamięć lekko szwankowała, co przyjął z niejakim poruszeniem, usprawiedliwiając ten fakt przed sobą samym niewyspaniem, zmęczeniem dającym się we znaki od kilku długich dni. Nie był pewien ile czasu minęło od momentu, w którym za lichą postacią Mulcibera zatrzasnęły się wrota Tower. Ale co z tym wspólnego miała Rita?
- Co? - wyrwało mu się, zanim zdążył na dobre zamknąć usta i machnąć dłonią, jakby chcąc tym samym dać znać kobiecie by puściła to pytanie mimo uszu. Uczucie zaintrygowania i rozbawienia (sic!), które towarzyszyło mu przy przekraczaniu progu pracowni wyparowało zastąpione głębokim niedowierzeniem, powoli wypieranym narastającą w nim złością. – Parszywy kundel – zabrzmiało to jak splunięcie, a długie palce dłoni zacisnęły się w pięści by po chwili rozluźnić się z pewną trudnością. Obcość uczuć szarpiących osobę Octaviusa zachwiała nim, nadwyrężyła zazwyczaj nienaganną samokontrolę – nie spodziewał się po sobie podobnej reakcji. Przyzwyczaił się do beznamiętnego przechodzenia nad problemami, które go nie tyczyły. Ewentualnie wyciągania z tychże korzyści dla siebie samego. Sęp, hiena – zbywał to zwykle obojętnym wzruszeniem ramion. A jednak podniesienie przez Vasyla ręki na Ritę było jak policzek wymierzony w twarz Sheridana, który oprawcę siostry swego czasu raźno nazywał druhem przypijając doń kolejny wesoły toast. – Nie mam teraz na to czasusiły. Nieruchome spojrzenie wciąż spoczywało na czarownicy, ciasno obejmowało jej osobę. Pod wpływem gorących oparów unoszących się znad buzującego kociołka zrobiło mu się duszno, choć równie dobrze mogła to być reakcja na dopiero co zasłyszane wyznanie. Chciał zostać sam ze swoimi myślami, potrzebował chwili by wszystko starannie uporządkować. Nie lubił działać pochopnie. Kręcąc głową sięgnął do kieszeni szaty i wyciągnął z niej różdżkę. – Pozwól, to powinno trochę pomóc. Convalesco – zaklęcie wspomagające powrót do zdrowia wydało mu się w tym momencie najwłaściwsze, choć nie wątpił w jakość pomocy udzielonej przez Cassandrę. Chowając różdżkę na powrót do kieszeni zagwizdał krótko, przywołując do siebie wozaka buszującego pomiędzy szpargałami Rity. – Wpadnę do ciebie wieczorem, wtedy porozmawiamy – potarł czoło palcami, wzdychając prawie bezdźwięcznie. – Odpocznij trochę, bo wyglądasz jakbyś zaraz miała wyzionąć ducha. A założę się, że nie jestem głównym spadkobiercą w twoim testamencie – nie mógł darować sobie podobnej uwagi, uśmiechając się kąśliwie na pożegnanie i zatrzaskując za sobą starannie drzwi pracowni.
 
/ztx2  


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia   28.05.16 17:46

Każdy z zakupionych składników był dokładnie zapakowany. Róg jednorożca owinięty w płótno, beozar szczelnie zamknięty w niedużym pudełeczku. Paczuszki i zawiniątka; wszystkie bezpiecznie spoczywały w jej torbie, gdy wracała do mieszkania. Była zadowolona z cen, które utargowała - bo przecież nie mogłaby tak po prostu wziąć tego co jej dają. Zanim sięgnęła do sakiewki po złoto musiała mieć pewność, że płaci za najwyższą jakość. I najlepiej jeśli ta jakość szła w parze z rozsądną ceną. Słyszała kiedyś, że w aptece na Pokątnej straszą nią nowych pracowników; że niby trzeba na nią uważać, bo gotowa ich wprowadzić w błąd i oszukać. Skwitowała to wtedy śmiechem i słuszną uwagą, że skoro nie znają się na sprzedawanym towarze powinni być gotowi na straty. Na Nokturnie nie było tego problemu, zawsze można się było pokłócić i potargować; tak się tutaj robiło interesy. I dlatego zwykle trzymała się swojej części magicznego Londynu. Na Pokątną wybierała się tylko w wyjątkowych wypadkach. Tak jak dziś, gdy musiała pilnie dostać dobrej jakości beozar. Wróciła do domu przemoczona późnojesiennym deszczem i zmarznięta na kość, ale w gruncie rzeczy usatysfakcjonowana wypadem. Gdy tylko zmieniła ubrania na suche, mogła zabrać się do pracy.
Rozpaliła ogień pod kociołkiem i wlała do niego odmierzoną ilość wody. Czekając, aż ta się zagotuje wrzuciła beozar do moździerza i utłukła go na połyskliwy pył. Kamień był całkiem duży, ale kruchy, więc zajęło jej to ledwie kilka chwil. Woda wciąż nie osiągnęła wymaganej temperatury. Wolny czas postanowiła spożytkować. Zerkając co jakiś czas w stronę miedzianego naczynia, zajęła się porządkowaniem półek. Ostrożnie rozkładała resztę zakupionych ingrediencji na miejsca, które były nań przeznaczone. Choć nie była szczególnie przywiązana do wizji wysprzątanego mieszkania (nigdy nie mogła znaleźć czasu na mycie okien i inne tego typu bzdety), to jej pracownia była miejscem doskonale uporządkowanym i sterylnie czystym. Bez wahania potrafiła wskazać położenie każdego posiadanego przedmiotu. Każdy fragment otaczającej ją przestrzeni był zaplanowany. Kiedy w grę wchodziła alchemia, nie pozwalała sobie na najmniejszy nawet błąd. I to nawet nie dlatego, że to potencjalna strata pieniędzy jeśli coś pójdzie nie tak. Znacznie bardziej bolało ją popełnianie błędów w sztuce. Jej duma cierpiała znacznie bardziej niż sakiewka.
Woda wreszcie zaczęła wrzeć. Rita domknęła szafkę na składniki i jednym ruchem różdżki zmniejszyła płomień pod kociołkiem. Ostrożnie zaczęła wsypywać pokruszony beozar do gotującej się wody. Powoli, powolutku... Nie można się spieszyć. Woda zasyczała satysfakcjonująco i kamień rozpuścił się dokładnie tak jak to winien uczynić. Rita uśmiechnęła się do kociołka z czułością, jakby był co najmniej żywym stworzeniem. Niewiele osób wiedziało, że potrafiła nadać swojej twarzy taki wyraz - wszak gdyby wiedzieli nie służyłoby to jej reputacji. Pośpiesznie wyczyściła moździerz z resztek beozaru i wrzuciła do środka zakupiony róg jednorożca. To było trudniejsze zadanie. Skruszenie go zawsze wymagało wysiłku. Tłukła jednak zapamiętale, zapewne irytując hałasem sąsiadów, którzy przez cienkie ściany słyszeli pewnie więcej niżby chcieli. Nie żeby ją to obchodziło.
Dodała róg jednorożca do bulgoczącego leniwie wywaru i czujnym spojrzeniem śledziła zmiany zachodzące na powierzchni. Kiedy ujrzała wymaganą białą barwę o perłowym połysku, wiedziała, że mikstura będzie jak należy. Jeszcze tylko kilka listków mięty, garść blekotu i kolejna godzina wolnego gotowania. Nucąc cicho pod nosem kręciła się jeszcze przez chwilę nad kociołkiem. Potem znów przygasiła ogień i sprawdzając czas zostawiła miksturę by dochodziła. Zaparzyła sobie herbaty, którą potem szczodrze zaprawiła rumem. Wprawdzie w pracowni było gorąco, ale miała wrażenie, że spacer po mieście w taką pogodę mógł jej trochę zaszkodzić. Przeziębienie paskuda sprawa, lepiej mu przeciwdziałać domowymi sposobami, prawda? Sącząc ową zaprawioną herbatę przewertowała kilka stron ostatnio zakupionej księgi i ani się obejrzała już trzeba było przelewać eliksir do butelki. Wybrała ją zawczasu - dokładnie wypolerowała i upewniła się, że jest szczelna. Zgasiła ogień pod kociołkiem, ostrożnie przelała eliksir i zakorkowała butelkę. Na sam koniec zapieczętowała ją gorącym woskiem. Jeszcze tylko zawiązać kokardkę i wsadzić w pudełko!
- Może wreszcie napijesz się ze mną herbaty, braciszku. - zaśmiała się pod nosem, obserwując migoczącą w świetle miksturę. Ukryła fiolkę w jednej ze swoich zmyślnie przygotowanych skrytek, opisując ją wcześniej jako Antidotum na niepowszechne trucizny. Poczeka sobie tutaj do świąt.

[zt]






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.



Ostatnio zmieniony przez Rita Sheridan dnia 28.05.16 18:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia   28.05.16 17:46

The member 'Rita Sheridan' has done the following action : rzut kością


'k100' : 85


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia   30.05.16 0:11

|początek grudnia

Po raz pierwszy od kilku tygodni niebo było prawie bezchmurne. Zimowe słońce chyliło się już ku zachodowi za nic mając fakt, że nie wybiła jeszcze piąta popołudniu. Przez nieco przybrudzone okna do wnętrza pracowni sączyło się więc ciepłe, złociste światło gasnącego słońca. Niebo zapewne lśniło przepiękną mieszanką barw, zachwycając swoim widokiem mieszkańców Londynu. Rita oczywiście nie zwróciłaby na to najmniejszej uwagi (nawet gdyby ów zjawiskowy zachód zapukał jej w szybę). Pochylona nad wczorajszym numerem Proroka Codziennego mrużyła oczy w słabnącym świetle i zaczytywała się w treści kolejnych kolumn. Działy się ostatnio dziwne rzeczy. Nielogiczne posunięcia Ministerstwa, swary między arystokratami; nawet spacerując po Pokątnej miała wrażenie, że ludzi jakoś częściej rozglądają się na boki. To wszystko budziło w niej całkiem uzasadniony niepokój oraz powodowało przesadną ostrożność. Dlatego postanowiła pozostać w półcieniach, w których kryła się nieprzerwanie od sierpnia. Nie ryzykowała niepotrzebnie, robiła interesy tylko ze sprawdzonymi klientami i starała się być porządną obywatelką. Na tyle na ile potrafiła, oczywiście.
Kiedy przestała już rozróżniać kolejne litery z westchnieniem uniosła głowę. Przeciągnęła się, rozciągając zesztywniałe ramiona i pocierając kark. Dość tego lenistwa. Trzeba się zabrać do jakiejś roboty. Podeszła do okna tylko po to, by upewnić się, że koc, który uszczelniał szparę przy parapecie wciąż leżał na swoim miejscu. Potem zaciągnęła grube zasłony, odcinając zupełnie dopływ światła z ulicy. Jednym ruchem różdżki zapaliła świece stojące w kilku kandelabrach rozstawionych po pomieszczeniu. Rozpaliła również ogień w palenisku, ale zamiast powiesić tam kociołek, nalała wody do czajnika - iście po angielsku herbatka o siedemnastej. Ojciec pewnie w grobie by się przewracał, gdyby tylko mógł. - pomyślała z przekąsem, trochę za bardzo rozbawiona tą myślą. Bo przecież udawanie angielki (choć była nią teoretycznie w połowie) nie było nawet w pierwszej dziesiątce najgorszych jej przewinień wobec irlandzkiej rodziny Sheridanów.
Zalała wrzątkiem herbatę i już miała brać się za szykowanie składników na eliksir, gdy usłyszała pukanie. Uniosła lekko brwi, zastanawiając się kogo to mogło przynieść w jej skromne progi. Uzbrojona w różdżkę (tak na wszelki wypadek!) pomaszerowała do drzwi wejściowych. Wystarczyło jednak jedno zerknięcie przez szparę na korytarz, by jej twarz rozjaśnił pogodny uśmiech.
- A to niespodzianka... - mruknęła otwierając drzwi przed Milburgą i gestem zapraszając ją do środka.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Milburga Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov http://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 http://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 http://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 http://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
30
Czysta
Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
1
10
0
0
1
16
0
4
Czarownica
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pracownia   30.05.16 17:07

Pierwszy śnieg, okrywał delikatną powłoką strzeliste dachy pobliskich kamieniczek. Niesprecyzowana pogoda, nie potrafiła dokładnie określić swych zamiarów. Błękitna tafla nieba, rozpościerała jaśniejące oblicze. Świetliste, oślepiające promienie odbijały się od pozostałości śnieżnobiałych zasp. Brukowa ulica, zmieniła się w błotniste pobojowisko. Wilgotny tor przeszkód, wymagał od zabieganych przechodniów nietuzinkowego refleksu. Niebagatelnego skupienia. Wiatr, mroził wystające członki, powodując niechciane, bolesne zaczerwienienia. Zima, powolnie dawała o sobie znać, zastępując najpiękniejszą, radującą serce jesień. Postanowiła jeszcze przez chwilę pokrzepić zamarznięte, pozbawione wigoru serce. Malowniczy, różnobarwny zachód, połyskiwał zza kamiennych szczytów, wnikając przez szklane szyby pobliskiego domostwa. Czyżby, okazał się zwiastunem czegoś naprawdę dobrego?

Ciężki, wyczerpujący powrót, nie pozwolił na całkowite rozeznanie w obecnym stanie rzeczy. Spontaniczna, nieplanowana podróż, pozostawiła za sobą szereg konsekwencji. Niedokończonych spraw, rozpoczętych interesów, zaniechanych projektów. Wymaganej przerwy w skomplikowanej pracy. Oddalenia od organizacji, dla której oddanie poświęcała większość wolnego czasu. Czy reszta popleczników, okaże zrozumienie? Przyjmą szereg wyjaśnień? Zechcą wysłuchać nowatorskich, przydatnych odkryć? Potrzebowali przemyślanej strategii, przed kolejnym wspólnym  zebraniem. Przenikliwy chłód, nie pozwalał na szybkie podniesienie z wygodnego łoża. Wszechobecny bałagan, przerażał, rozprzestrzeniał na wszelkie zakamarki niewielkiego mieszkania. Nierozpakowany kufer, porozrzucane ubrania. Nieuporządkowane papiery.Niepotrzebne bibeloty. Brak żywieniowych zapasów. Nieprzytomnie, podnosząc się z miękkiego materaca, zgarnęła z podłogi pozostałe okrycie wierzchnie. Długą, czarną sukienkę z długim rękawem, mającą ochronić przed przenikliwym, mrożącym zimnem. Przekradając się do ciasnej, zagraconej kuchni, odnalazła nieoczekiwane resztki słonych herbatników, które pochłonęła z widocznym niesmakiem. Założyła pelerynę, nasuwając ogromny kaptur na zmęczoną, bladą twarz. Wyrażała zniechęcenie, zrezygnowanie, zmartwienie?  Zimowa nostalgia, zaczyna pochłaniać nieświadomych mieszkańców? Z niewielkiej półki, niedaleko drzwi zabrała przywieziony pakunek, ukrywając w odmętach hebanowego materiału. Wyszła na świat, pozostawiając mieszkanie w stanie, pozbawionym wszelkiej krytyki.

Krążenie po magicznych ulicach Londynu, zajmowało wiele czasu. Przytłaczający ogrom spraw do załatwienia, męczył obolałe i przemarznięte ciało. Wkraczając w odmęty niebezpiecznej, szemranej  dzielnicy, postanowiła zaprezentować swoje zmarnowane oblicze, osobie, której ufała bezgranicznie. Delikatne wycofanie z magicznego półświatka, odbyło się w podobnym czasie. Wszelkie, istotne informacje, przekazywały sobie listownie. Na bieżąco. Panna Sheridan, dostarczała wiadomości, na temat sytuacji w kraju. Nie pomijając, w ramach możliwości najważniejszych szczegółów. Współpracowały na odległość. Przechodząc zapuszczonym korytarzem, starała się zrobić to bezszelestnie. Drewniana, spróchniała podłoga, uginała się pod kobiecym ciężarem, skrzypiąc nieznacznie. Charakterystyczny zapach, wdzierał się we wrażliwe nozdrza. Zatrzymując się przed drewnianymi drzwiami, zapukała delikatnie. Obcasy, pozostawiały za sobą mokre, zabłocone ślady. Sylwetka, drżała pod wpływem zimnych podmuchów. Brunetka, powstrzymywała siarczyste kichnięcie. Nie musiała długo czekać. Drzwi otworzyła, zaskoczona, ale rozradowana postać? Niezmienna, niebezpieczna, drapieżna. Łowczyni, kątem oka, dostrzegła ulokowaną w drobnej dłoni różdżkę. Spostrzegawczość i wyczulone zmysły, pozwalały na wyłapanie tak subtelnych szczegółów. - Komu tym razem, chciałaś rozpłatać gardło, poharatać kości, wypruć flaki? - zapytała podejrzliwie, przekraczając próg. Zsunęła z głowy masywny kaptur, strącając kilka roztopionych kropel. Wyminęła współtowarzyszkę, pospiesznie lokując się przy świeżo rozjuszonym kominku. Kobiety, nie potrzebowały ckliwych, sentymentalnych powitań. Wystarczyły krótkie, wymowne spojrzenia. Wyciągnęła przemarznięte dłonie, grzejąc nad pomarańczowym płomieniem. Westchnęła ciężko, co jakiś czas znacząco pociągając nosem. Pokręciła głową, próbując doprowadzić nieuporządkowaną fryzurę do oczekiwanego stanu. - Zmęczyłam się... - rzuciła, niecierpliwe pocierając dłonie. Rzuciła okiem na nastawiony czajnik, marszcząc brwi w niemym rozczarowaniu. - Masz coś mocniejszego, prawda? Moje zdrowie, zaczyna niedomagać. - w tym momencie, na potwierdzenie swojej tezy kicha okrutnie, o mały włos nie strącając niewielkiego przedmiotu, znajdującego się na brzegu kominka. - A nic nie działa lepiej, jak szklaneczka dobrego, rozgrzewającego alkoholu!




Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia   30.05.16 20:07

Różdżkę schowała z powrotem w kieszeni szaty, gdy tylko ujrzała jej twarz. Ułamek sekundy wystarczył jednak łowczyni na dostrzeżenie tego ruchu. Usta panny Sheridan rozciągnęły się w nieco szerszym uśmiechu. Cieszyła się, że Milburga nie traci zawodowej czujności. Na Nokturnie zdecydowanie nie można sobie na to pozwolić, stąd też różdżka w dłoni gospodyni nie powinna być niczym niezwykłym. Tutaj nigdy nie można być pewnym kto czai się za rogiem i jakie ma zamiary. Z tą myślą w głowie Rita zatrzasnęła drzwi i zaciągnęła rygle, które broniły domostwa przed nieproszonymi gośćmi.  
- Nie Tobie. - odparła krótko, zerkając na nią przez ramię, gdy prowadziła ją przez ciasny i ciemny przedpokój do swojej pracowni. W pomieszczeniu panowało przyjemne ciepło. Pachniało ziołami, których niezliczona ilość wisiała pod sufitem. Mięta, szałwia, jemioła, ruta. By leczyć lub zabijać. Ogień tańczył w palenisku i na knotach świec, wypełniając wnętrze chybotliwym i doskonale znajomym każdemu czarodziejowi światłem.
Rita przyglądała się przyjaciółce z lekko zmarszczonymi brwiami. Doszukiwała się zmian w jej wyglądzie, próbowała odgadnąć samopoczucie i nastrój. Kiedyś świetnie sobie z tym radziła. Straciła nieco wprawę przez lata, gdy ich kontakt się urwał, ale teraz znów potrafiła czytać z jej twarzy jak otwartej książki. Może dlatego, że Milburga nie czuła przy niej potrzeby, by przesadnie kryć się z prawdziwymi odczuciami? Sama Rita również czuła się swobodnie w towarzystwie Dolohov. Jej bliskość była czymś znajomym i naturalnym. A także czymś niezwykle rzadkim w życiu Rity. I nie potrzebowały rzucać się sobie w ramiona, by wiedzieć, że jedna za drugą tęskniła.
- Gardzisz moją herbatą, Dolohov? - prychnęła z żartobliwym oburzeniem, jednocześnie wyciągając z szafki dwie filiżanki ozdobione kwiecistym motywem. Zanim jednak sięgnęła do imbryka, w którym parzyła się wspomniana herbata, machnęła wyciągniętą z kieszeni różdżką. Z kuchni dało się usłyszeć ciche pobrzękiwanie szkła i zaraz do pracowni wleciała butelka rumu. Rita złapała ją zręcznie i bez chwili zwłoki rozlała alkohol do filiżanek. Jedną wypełniła po sam brzeg, drugą tylko w jednej trzeciej. Pełną ustawiła na spodeczku i ze śmiechem wręczyła Milburdze.
- Na zdrowie. - mruknęła, klepiąc ją poufale po ramieniu. Do swojej filiżanki dolała herbaty, bo naprawdę miała na nią ochotę. Upiła łyk, by zwilżyć gardło i upewnić się, że zachowała odpowiednią proporcję między alkoholem, a naparem z herbacianych liści. Póki co może być. - stwierdziła w myślach. Odstawiła filiżankę, by znów sięgnąć po różdżkę i przywołać z kuchni krzesła. Każde było inne, oba równie odrapane, ale lepsze to niż nic. Podstawiła jedno Milburdze pod kominek, a swoje ustawiła zaraz obok.
- Jak chcesz mogę Ci zrobić trochę eliksiru pieprzowego. - zaproponowała, wyraźnie odrobinę zmartwiona stanem towarzyszki. Przyglądała jej się badawczo znad brzegu swojej filiżanki, którą trzymała bardzo nieelegancko, bo nie za uszko. Milburga wydawała jej się taka... zmęczona. Ale podobne wrażenie odnosiła także czytając jej ostatnie listy z Islandii.
- Jak rozumiem ta łajza, Mulciber jeszcze nie wrócił? - zagadnęła, a w obeldze, którą rzucił w stronę nieobecnego pobrzmiewała cieplejsza nuta. To z pewnością była jakaś forma... pieszczotliwego ubliżania. - Jego pożal-się-Merlinie-żona wciąż kręci się w okolicy. - dodała, krzywiąc minimalnie usta.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Milburga Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov http://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 http://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 http://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 http://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
30
Czysta
Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
1
10
0
0
1
16
0
4
Czarownica
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pracownia   31.05.16 0:47

Nokturn, rządził się swoimi prawami. Nietypowe, niepodrabiane miejsce, zrzeszające różnobarwną, szemraną klientelę. Pośród, wąskich, zapuszczonych uliczek, ukrywał znamienite osobistości, mające na sumieniu nie jeden, zwyrodniały występek. Poruszanie, było utrudnione. Zbyt wyzywający, barwny strój. Nieodpowiednia postawa. Przestraszone oblicze, dyskwalifikowało zaciekawionego przechodnia. Prowokowało do skutecznego ataku, kradzieży, zatargu na kruche, ulotne życie. Czujność, skupienie, spostrzegawczość, cenione umiejętności. Szybkość reakcji, jak i bezbłędny refleks. Nieoczekiwany pojedynek? Wykonanie misji? Trzeba być przygotowanym na każdą, najgorszą ewentualność.

Wilgotna peleryna, dotykała odsłoniętych kończyn. Głowa pulsowała nieznacznie. Zwiastowała nadejście nieoczekiwanego, niechcianego, uziemiającego przeziębienia. Czyżby starość, dawała o sobie znać? Zastój w zawodowych treningach. Chwilowy brak adrenaliny, skumulowanej dawki energii, przytłoczył ciemnowłosą czarownicę. Potrzebowała nagłej, niespodziewanej misji w nieludzkich warunkach. Zagrożenia, gonitwy, rozlewu krwi. Świstających, morderczych zaklęć, utkwionych w ciele przeciwnika. Czujność współtowarzyszki, była zrozumiałym przedsięwzięciem. Zdawała sobie sprawę w jak niebezpiecznej okolicy, przyszło spędzić intensywny żywot. Wyobraziła sobie jak jaśniejący błysk, trafia przyczajonego delikwenta. Potrzebowała bodźca nawołującego do walki. Kto wie, co przyniesie wieczór? Podążała za rozkołysanym ciałem alchemiczki, prychając głośno w odpowiedzi na dość żartobliwe stwierdzenie. Ciemność, ogarniała wąskie otoczenie. Wiedziała dokąd zmierzały. Odurzający zapach mieszaniny dymu, świec, ziół, rotorów chemicznych, uderzył wrażliwe nozdrza. Wnikał w pojedyncze komórki ciała. Tworzył unikalną, przyjemną mieszankę. Przyciągające palenisko, ugościło rozgrzewającym ciepłem. Niewielkie pomieszczenie wyzwalało dozę swobody oraz komfortu. Obecność drogiej współtowarzyszki, koiła wszelkie rozterki zmrożonego serca. Dodawała otuchy, pewności siebie. Wzmagała chęć opowiedzenia wszelkich nagromadzonych doświadczeń, problemów, głębokich przemyśleń. Szczerych poglądów, które kobieta wysłucha z niezwykłą uwagą, skomentuje, skarci, pochwali w razie oczekiwanej potrzeby. Bezsłowne zrozumienie. - Ciemną, aromatyczną, długo parzoną herbatą? - cudownym trunkiem, kojarzącym się z odległymi, wschodnimi terenami. Parzony w rodzinnej rezydencji, jeszcze za czasów ukochanego dziadka. Intensywny zapach amortencji, wyzwalający kojące odczucia. - W tym momencie, wolę twój niezawodny rum. - rzuciła, podczas gdy towarzyszka niedoli, krzątała się po pomieszczeniu. Ciepłe płomienie, drażniły zziębniętą skórę. Kolejne, nieoczekiwane kichnięcie, wytrąciło z chwilowej nieuwagi. Malutka, kolorowa filiżanka, podsunięta pod zdezorientowane oblicze. Cierpki zapach alkoholu, uderzył komórki mózgowe. Rozszerzył źrenice, wprowadził na bladą twarz błogi, długo oczekiwany uśmiech, dopieszczony chrapliwym chichotem. Kobieta, pospiesznie zamoczyła spierzchnięte, spragnione usta, prawie zapominając o odpowiednim pozdrowieniu. Zachłannie przełykając rozgrzewającą gorycz, bełkocząc niewyraźnie odpowiedziała: Zdrowie gospodyni! - cudowny, jedyny w swoim rodzaju rytuał. Zasiadła wygodnie na obdrapanym siedlisku, odwracając się do sylwetki rozpromienionej kompanki. Zmarszczyła brwi w niezadowoleniu, na wzmiankę o jakimkolwiek eliksirze. Nienawidziła ich podejrzliwego, przedziwnego posmaku. Wszelkie specyfiki lecznicze, odstraszały od najmłodszych lat. - Nie ma takiej potrzeby. Najwyżej, wypiję... - przerwała, aby w tym samym momencie, stuknąć w bliźniaczą filiżankę. - Odrobinę więcej. - aż tak bardzo dostrzegalne, okazało się fizyczne, jak i psychiczne wyczerpanie? Czyżby potrzebowała doszczętnej regeneracji? Zostawmy takowe rozterki na później. Na kolejne słowa Sheridan, łowczyni przekręciła teatralnie oczami, wyrażając niedowierzanie i całkowitą bezradność. Lekkie, zdenerwowanie ogarnęło roztargnione wnętrze. Rysy twarzy również zmieniły swe oblicze. - Ta łajza – zawiesiła głos, zastanawiając się nad właściwym doborem słów jak i intonacji. - Postanowiła przedłużyć pobyt. Podobno wpadł na jakiś trop. - prychnęła z zażenowaniem, widoczną pretensją, wymownie przeciągając sylaby. Czyżby, miała żal, za ustalenie dotyczące powrotu i ogarnięcia wspólnych spraw? - Trop magicznego stworzenia, o którym PODOBNO nikt z nas nie ma zielonego pojęcia. - westchnęła. - Nigdy nie rozumiałam jego fascynacji. - spodziewała się wiadomości, informującej o rychłym powrocie. Wyczekiwała powrotu. Pomocy uporządkowania spraw, w których tkwią jednocześnie. Brunetka o mały włos, nie udławiła się intensywnym płynem. - Cornelia? - rzuciła złowrogo. - Gdzie ona jest? Bardzo chętnie, powitam to dziewuszysko siarczystym zaklęciem.




Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Pracownia   10.12.16 1:07

Pojawił się przed jej kamienicą, gdy rozciągający się na niebie fiolet zamieniał się w czerń, gdy kończył się zmierzch, robiło się całkiem ciemno. Całkiem prawdziwie. Wyłonił się w gęstej chmury, która jeszcze przez chwilę maskowała jego obecność, zlewając go z otaczającym go mrokiem. Tworzyli jedną masę, plamę rozlaną na całą ulicę, współgrając z zamierającym powoli na Nokturnie życiem. Póki nie uniósł wyżej głowy, a spod kaptura czarnej peleryny nie odznaczyła się jasna skóra, tworzył z nim jedność. I stojąc tak w bezruchu obserwował budynek i drzwi, obok których zaraz się pojawił, rozpływając w wąskiej szczelinie. Był podmuchem wiatru, ukrytym na klatce cieniem, prześlizgującym się do jej mieszkania, które zostawiła otwarte. Była w środku? Być może. Nie szukał jej. Sama go znajdzie, wyczuwając czyjąś obecność w swoim sanktuarium. Tak, jak wyczuwa się nieproszonych gości, intruzów. Trzymał w pogotowiu różdżkę, rozglądając się po pracowni, która tchnięta była duchem. Jej duchem, który ożywiał wszystko wokół. Zapomniał o tym specyficznym zapachu. Przystanął przy oknie, między palce złapał końce suszących się ziół, których intensywną woń nabrał w płuca. Nie powinien niczego dotykać, a jednak przechadzał się jakby był u siebie, odświeżając pamięć dzięki zapomnianym tytułom umieszczonych na półkach tomiszczy.
Jej list go zaskoczył. Już dawno sądził, że porzuciła wszystko na rzecz dziwnych wypraw u boku Grahama, który znikał raz po raz. Pogodził się z ubytkiem, który mu przez chwilę doskwierał, przystępując do próby mierzenia się najpierw z koszmarami, a później uciążliwą bezsennością. Miała na to receptę, znała na to dobry sposób, dając mu upragnione ukojenie, do którego za bardzo się przyzwyczaił. Brak leku na wszelakie niedogodności sprawiał, że każda wykonywana czynność pochłaniała więcej energii. A teraz wszystko wskazywało na to, że wróciła. Dopiero teraz, widząc odświeżone wnętrze, wyciągnięte flakony, fiolki, świeżo ukruszone zioła i ciepło niedawno opróżnionego kociołka miał świadomość, że jej wiadomość była prawdziwa. I miała dla niego coś, co wiązało się z jego rodziną. A wszystko, co dotyczyło jego krewnych miało dla niego wielką wartość. Nie urodził się Mulciberem. Wyszedł z niego z czasem.
— Długo to trwało — powiedział w końcu nieco ochrypłym głosem, wpatrując się w butelkę z płynem o bliżej nieokreślonym kolorze. Zamruczał przeciągle i dodał:— zanim zrozumiałaś, że masz gościa. A może wcale nie odczułaś czyjejś obecności i weszłaś tu przypadkiem? Czuł jej zapach, choć nie usłyszał jej wcale. Zsunął kaptur z głowy, prześlizgując się wzrokiem po opisanych fiolkach. Jakby szukał swojej własnej.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia   10.12.16 14:11

Nie wiedziała kiedy spodziewać się jego wizyty. List, który jej przysłał nie zawierał konkretnej daty, zresztą ona sama też żadnej nie zaproponowała. Wiedziała, że pojawi się raczej prędzej niż później, ale nie zamierzała czekać ze wstrzymanym oddechem. Powoli wracała do swojej codzienności, którą opuściła na ponad miesiąc wyruszając w tą nie całkiem zaplanowaną podróż. W mieszkaniu znów było ciepło. Powietrze pachniało ziołami, dymem z palonej szałwii i tytoniu oraz jej ciężkimi perfumami. W porywie entuzjazmu wysprzątała nawet zwykle zakurzone i zagracone półki w kuchni. Jak ptak, który po zimie powrócił do gniazda, przywracała swojemu mieszkaniu dawny klimat, odnajdując w tym zajęciu ukojenie dla swoich starganych nerwów. Dziś cały dzień spędziła w pracowni, z większą niż zwykle uwagą poświęcając się pracy nad eliksirami dla Ramseya. Zawsze starała się, by jej mikstury były perfekcyjne, ale nad tymi pochylała się z wyjątkowym uczuciem. Nieświadomie chciała mu w ten sposób wynagrodzić swoją nieobecność, która musiała zaowocować brakiem tak ważnych dla niego medykamentów. Eliksir wzmacniający i coś co miało pomóc mu spać - dwa komplety fiolek spoczywały już bezpiecznie w jednej z magicznie zabezpieczonych szafek, oczekując na przybycie Mulcibera.
Sama Rita od przeszło godziny leżała w wannie. Łazienkę wypełniały gęste chmury pary, która pokryła mgłą lustro i szklane słoiczki z jej upiększającymi mazidłami. Przy brzegu wanny stała popielniczka, w której tlił się leniwie papieros. Głowa czarownicy była teraz pod powierzchnią - zanurzyła się w gorącej wodzie z zamkniętymi oczyma i wstrzymując oddech wsłuchiwała się w szum własnej krwi. Mimo wszystkich tych kojących zabiegów, które praktykowała od przeszło tygodnia wciąż nie mogła pozbyć się uciążliwego ucisku w brzuchu. Niepokój, wyrzuty sumienia, ból. Wszystko to nieustannie kryło się w jej świadomości. Wiedziała, że kiedyś wreszcie jej przejdzie. Nic nie było wieczne, nawet żałoba. I tak pozwalała sobie na zbyt długie opłakiwanie utraconego przyjaciela. Wiedziała, że to musi się niebawem skończyć. Kogo jak kogo, ale jej nie było stać na luksus takich emocji.
Kiedy zabrakło jej powietrza, wynurzyła się z wody, ochlapując przy tym podłogę. Otarła oczy i zaczerpnęła głęboki oddech. Zamrugała strząsając z rzęs kropelki wody i natychmiast sięgnęła po papierosa. Zielony dym z tytoniu i szałwii zawirował nad jej głową, a potem rozpłynął się w chmurach pary. Nie było go nawet szczególnie czuć - w łazience dominował zapach hiacyntów, bo olejek z tych właśnie kwiatów wlała wcześniej do wody. Oparła się wygodnie o brzeg wanny i znów przymknęła powieki. Trudno powiedzieć co wzbudziło jej niepokój. Jakiś dźwięk, odległe echo kroków czy może to po prostu intuicja? Ledwie zamknęła oczy, zaraz znów je otwarła. Rozejrzała się czujnie, wypatrując zagrożenia, które jednak nie czaiło się w łazience. Natychmiast podniosła się z wody, pospiesznie osuszyła ciało oraz włosy i narzuciła na siebie czarny szlafrok. Porzuciła papierosa w popielniczce i uzbrojona w różdżkę, bezszelestnie ruszyła przed siebie. Intruz znajdował się w jej pracowni, to była w stanie stwierdzić niemal od razu - nie było to zbyt trudne, biorąc pod uwagę fakt, że jej mieszkanie należało do kategorii tych maleńkich. Podeszła do drzwi i nim zdołała unieść różdżkę, wiedziała już, że nie ma ku temu najmniejszej potrzeby. Westchnęła cicho, jednocześnie uszczęśliwiona jego widokiem i zirytowana całą sytuacją.
- Jaki tam z Ciebie gość, skoro wchodzisz jak do siebie? - zapytała z nutą rozdrażnienia w głosie. Nim schowała różdżkę, przywołała jeszcze z łazienki ręcznik, którym natychmiast zaczęła osuszać wciąż spływające wodą włosy. Złość szybko przeszła i na jej wargi zaraz wkradł się uśmiech. Nieduży, ale szczery. Taki, który niewielu miało okazję zobaczyć.
- Dobrze Cię widzieć, Ramsey. - dodała po chwili, gdy już skończyła suszyć włosy i odłożyła ręcznik na bok. Przez ułamek sekundy na jej twarzy błysnęła wahanie, gdy rozważała co dalej. Szybko jednak odzyskała kontrolę nad sytuacją i wciąż poruszając się bezszelestnie zbliżyła się do niego. Wspięła się na palce, by musnąć ustami jego policzek w jednym z jakże rzadkich przejawów czułości. - I o dziwo mówię to szczerze. - mruknęła, nie mogąc się powstrzymać od odrobiny sarkazmu. Po tych słowach cofnęła się i skierowała do wyjścia z pracowni. - Pójdę się ubrać. A skoro już się tak panoszysz to pewnie pamiętasz gdzie trzymam alkohol i możesz nam czegoś nalać. - rzuciła, nie patrząc nawet w jego stronę. Zniknęła w drugiej części mieszkania, gdzie miała zamiar jak najszybciej wymienić szlafrok na szatę. Zdążyła już zmarznąć.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Pracownia   11.12.16 0:06

Uśmiech wykrzywił mu usta, gdy wraz z jej słowami do jego uszu dotarło jej niezadowolenie. Spodziewał się tego, bo przecież nie tylko wtargnął do jej mieszkania bez zaproszenia, to jeszcze zajął jej sanktuarium, nie powstrzymując się od dotykania rzeczy, które należały wyłącznie do niej. Sam tego nie lubił. Cenił swoją prywatność, choć dom jako miejsce nigdy nie odgrywał dla niego większej roli. Z Ritą było inaczej. To tutaj toczyło się całe jej życie, jej dusza bulgotała w miedzianym kociołku, wypełniała flakony z każdą uwarzoną miksturą. Pogwałcił jej prywatną przestrzeń i wcale nie zamierzał za to przepraszać. Czuł się  z a p r o s z o n y w chwili, gdy otrzymał od niej list. Po prostu zapomniał, że zgodnie z dobrymi obyczajami, nim wejdzie do środka winien zapukać.
Obrócił się, napotykając jej spojrzenie.
— Lokatorem również nie jestem, nie sypiam tu — zauważył, przewracając oczami teatralnie. Po chwili przechylił nieco głowę, spoglądając na nią niewinnie, licząc na to, że jakoś wybaczy mu ten niecny występek. W końcu nie mogła się na niego gniewać.
Wyglądała inaczej. Zlustrował ją wzrokiem, zauważając, że swoim wtargnięciem przerwał jej niezwykle przyjemną czynność. Woda spływała jej po skroniach, wzdłuż szyi, po wystających obojczykach, wpadając w dekolt pod szlafrokiem. Dawno nie widział jej w tak niegotowej wersji. Jej włosy wydawały się jeszcze ciemniejsze, napęczniałe od wody, a jej skóra bledsza, niemalże połyskująca pod ciemnym materiałem.
— Ciebie w takim wydaniu również — odpowiedział jej, nie ruszając się z miejsca. Pozostał tam, gdzie stał, krótko obserwując jak próbuje wysuszyć włosy, choć pod nią i tak już na podłodze powstało kilka małych kałuży. Zwrócił uwagę na to, jak mokra była. Dało mu to pogląd na sytuację, której świadkiem nie był: czy w pośpiechu opuściła wannę i co mogła ewentualnie czuć. Wzbudził w niej niepokój? Ta myśl przyjemnie łaskotała w żołądku.
Był wrażliwy na zapachy, a ona pachniała hiacyntami. Intensywnie, świeżo, choć przysiągłby, że gdy zbliżyła się i wspięła na palce by go ucałować, odszukał w tej nucie również szałwię. Może to jej włosy pachniały szałwią. Jego cytrynowa landrynka prawie rozpuściła się już w ustach. Wszystko się zmieszało.
Uniósł dłonie i lekko przesunął palcami wzdłuż jej twarzy, ostatecznie ujmując ją przy linii żuchwy i uniósł wyżej, dokładnie jej się przyglądając. Z każdej strony. Wnikliwie, jakby szukał jakiegoś niepasującego elementu. Chciał upewnić się, że miał przy sobie prawdziwą Ritę, a nie oszusta pod wpływem eliksiru wielosokowego lub metamorfomaga, który używa na nim swoich sztuczek. Nie odnalazł jednak nic, co by go zaniepokoiło, więc uśmiechnął się lekko.
— Domyślam się, że tęskniłaś — mruknął w podobnym tonie, opuszczając dłonie — Jak dla mnie nie wcale nie musisz się ubierać. Dodał tak, by słyszała. Oczywiście, że pamiętał, gdzie trzymała alkohol. Miał dość dobrą pamięć, pełną wyselekcjonowanych wspomnień. Ruszył za nią, choć nie wybierał się do sypialni.
Sięgnął od razu do kuchennej szafki odnajdując butelkę. Była już wcześniej otwarta, niewiele z niej upito, przytkana korkiem, by alkohol nie wywietrzał, lecz poza nią nie dostrzegł niczego innego. Sięganie po przypadkowe napoje w domu alchemika wiązało się ze sporym ryzykiem, więc odkorkował ją i powąchał zawartość. Ufał zmysłowi powonienia jak żadnemu innemu. Szczęśliwie, pachniała jak rum. Dobry, stary rum. Może życie było mu jednak miłe i nie sięgał właśnie po najgorszą z możliwych trucizn? Różdżką przywołał do siebie szkło, które nie wymagało czyszczenia. Czyli sprzątała, pomyślał, choć to nie miało najmniejszego znaczenia.
Udał się do salonu, uznając, że tam będzie im wygodniej. Wypełnił szklanki do trzech czwartych wysokości, zdjął płaszcz który przewiesił przez oparcie sofy. Nie usiadł jednak, wzrokiem przeczesując pokój. Podobno coś dla niego miała.

| -> tu




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
 

Pracownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Pracownia alchemika
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Pracownia Laczka.
» Opuszczona pracownia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17