Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wnętrze mieszkania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wnętrze mieszkania    18.07.15 14:49

First topic message reminder :

Wnętrze mieszkania

Duże pomieszczenie łączące kuchnie, salon i jadalnię (a z uwagi na obecność szafy - również garderobę). Urządzone skromnie i praktycznie, nie jest szczególnie istotne, gdyż Rita dzieli swój czas gównie między pracownię i sypialnię (do której to można wspiąć się po drabince znajdującej się tuż obok wspomnianej już szafy).


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Evandra Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    27.09.15 2:19

Nim się obejrzała, już stała przy niej Rita, w chwilę później dołączyła do niej Cassandra. Młódka czuła się w ich towarzystwie lepiej, lecz jednocześnie podskórnie znów zaczęła odczuwać niepokój, który nawiedził ją po raz pierwszy na myśl, że wróci na Nokturn, do tego gniazda żmij. Była tu, tym razem bezpieczna, w mieszkaniu przyjaciółki, lecz kto wie, co działo się w tej chwili na ulicy? Kogo porywano tym razem? Kogo krzywdzono...?
Wzniosła na alchemiczkę spojrzenie zapuchniętych, zaczerwienionych od płaczu oczu i spróbowała odpowiedzieć podobnym - mizernym, bladym - uśmiechem, choć efekt pozostawiał wiele do życzenia; jej usta wygięły się krzywo, kiedy kobiety odprowadzały ją w stronę fotela. Lestrange nie miała nawet siły, by odezwać się słowem, tym bardziej, by stawiać opór czy udawać, że jest silniejsza niż wygląda - mdłości nadal nie minęły, świat nie powrócił do normalnego stanu. Dopiero gdy usiadła, była w stanie powitać się z gospodynią i towarzyszącą jej Cassandrą; przytuliła je czule, pewnie dłużej, niż się spodziewały, lecz przecież były jej jedynym ratunkiem, jedynym wsparciem w tych trudnych chwilach - nawet jeśli jeszcze o tym nie wiedziały. Serce zabiło jej mocniej, pierś zafalowała widoczniej, zaś oczy znów zaszły jej łzami; nie, nie, dziecino, nie płacz, nie marnuj waszego wspólnego czasu.
- Tak dawno was nie widziałam - mruknęła cicho, słabo, nie do końca ufając swemu głosowi; przecież to była jej wina, jej porwania i izolowania się na wyspie. - Przepraszam za tę ciszę - dodała. Choć zdarzało im się nie widywać tydzień, dwa, to dopiero teraz miała wyrzuty sumienia; co innego w normalnych okolicznościach, co innego teraz, kiedy ta zwłoka była dlań jak długie miesiące, w trakcie których zmieniło się tak wiele, w trakcie których mogła po prostu zginąć. Już nie była tą samą Evandrą, choć nie wiedziała jeszcze, co to oznacza.
Próbowała zdobyć się na kolejny uśmiech, gdy Vablatsky podjęła próbę wybadania jej pulsu; musiała je nastraszyć, niepotrzebnie, choć czuła się jak sama śmierć.
- Nic mi nie jest, Cassandro. - Przeniosła wzrok na nokturnową medyczkę, w ciszy doceniając jej troskę. Złością reagowała na kolejne kontrole uzdrowicieli z Munga, lecz to było coś innego, zgoła innego. - Wzięłam leki, zaraz zrobi mi się lepiej. Podróż siecią Fiuu nigdy mi nie służy. - Próbowała je uspokoić, odegnać niespokojne myśli, lecz trudno byłoby jej tego dokonać, biorąc pod uwagę fakt widoczne oznaki zmęczenia, które szpeciły jej lico. I tak cieszyła się, że krwawy kaszel ustąpił; Rita i Cassandra nie musiały oglądać jej w takim stanie, jeszcze bardziej bezbronnej, bezsilnej, chorej. Wszak one takie nie były; radziły sobie tutaj, na Nokturnie, mimo wszelkich przeciwności losu, mimo kolejnych kłód rzucanych pod nogi. Dlaczego ona nie mogła być taką?
- Mam wam tyle do powiedzenia - dodała po chwili, wodząc wzrokiem to od jednej, to do drugiej, zastanawiając się nad tym, jak ugryźć ten temat, ten problem. Może jednak odwlec trudne zwierzenia? Może pozwolić im mówić pierwszym? Wszak nie widziała ich tyle czasu, co z małą Lisą, co z interesem Rity... - Usiądźcie, proszę. - Nagle poczuła się nieswojo, przytłoczona myślą, że zaraz powróci do tych niewesołych wspomnień, że znów znajdzie się w zamknięciu, w niewoli. Czy na pewno da radę? Czy nie stchórzy w ostatniej chwili?

| Przepraszam :c


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    02.10.15 0:32

Ciemne oczy Rity niespokojnie krążyły między dwiema kobietami. Ręce skrzyżowała na piersi, a w jej barkach wyraźne widoczne było napięcie. Szukała na twarzy Cassandry jakiegoś zapewnienia, że jest w porządku, że biedna Evandra nie zejdzie im tu zaraz z wyczerpania (Cholernie trudno byłoby się wytłumaczyć z tego przed Caezarem - zakpił jakiś głosik z tyłu jej głowy). Jasnowłosa zdawała jej się teraz jeszcze bardziej delikatna i krucha, niż przed miesiącem. A przecież zawsze nazywała ją w myślach porcelanową laleczką! W tej chwili, rzeczywiście bliżej jej było do ducha. Wymizerniała, blada i zapłakana. Rita nieświadomie skopiowała minę Cassandry, zaciskając usta w wąską kreskę. Nie spodziewała się, że pojawienie się młodej arystokratki obudzi w niej aż takie pokłady niepokoju... i jednocześnie poruszy głęboko ukrytą opiekuńczość. Z trudem powstrzymywała się przed sięgnięciem w kierunku jej jasnych włosów. Miała ochotę pogładzić uspokajająco tę srebrzystą czuprynę albo zrobić cokolwiek innego, co doda Evandrze otuchy. Stała jednak grzecznie z boku, póki nie uznała, że Cass zakończyła swoje uzdrowicielskie oględziny. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na powitalny uścisk, z przerażeniem odkrywając, że z łatwością może wyczuć pod materiałem szaty drobne kości swojej małej alchemiczki.
- Nie przepraszaj za nic. - mruknęła do niej, nim wypuściła ją ze swoich objęć. Obdarzyła dziewczynę kolejnym bladym uśmiechem, a potem wyprostowała się i pomaszerowała w kierunku kuchennej części pomieszczenia. Miała na wyposażeniu całe dwa krzesła, które to zabrała teraz od stołu i postawiła obok fotela, szykując miejsce dla siebie i Cassandry. Nie spoczęła jednak obok towarzyszek, znów zawracając do kuchennych szafek. Ktoś kto znał ją dłużej z łatwością mógł dostrzec, że w jej zwykle pełnych gracji i spokoju ruchach, teraz wyraźnie widać zdenerwowanie. Postukała trochę szkłem, wyciągając trzy szklanki (każdą inną, a jakże!) i obiecaną Evandrze w liście butelkę Ognistej. Nim jednak do nich wróciła, nalała sobie szczodrą kolejkę i wypiła ją jednym haustem. Otarła usta wierzchem dłoni i westchnęła ciężko.
- Intuicja mi podpowiada, że na trzeźwo to ja tego nie zdzierżę. - wytłumaczyła się, wracając do nich. Butelkę postawiła na podłodze, a im wręczyła po czystej szklance. Nim podała szkło Evandrze, jej wzrok na sekundę uciekł w kierunku Cassandry, jakby pytała ją o zdanie w tej sprawie. Czy alkohol nie zaszkodzi łabędzicy? Ricie zawsze pomagał, ale co ona - upadła kobieta z Nokturnu - miała wspólnego z takimi pięknymi i niezwykłymi stworzeniami jak panienka Lestrange? Sekunda minęła, a Sheridan uznała, że w razie potrzeby uzdrowicielka będzie reagować.
Kiedy już usadowiła się wygodnie i napełniła im szklanki; utkwiła spojrzenie czarnych oczu w arystokratce. Kiwnęła lekko głową i uśmiechnęła się tak typowym dla siebie drapieżnym półuśmiechem, którym z takim umiłowaniem maskowała zawsze wszystkie niechciane emocje.
- Mów, maleńka. - zachęciła, salutując jej szklanką.  
Powiedz kto Ci to zrobił, bym mogła mu odpowiednio odpłacić.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    04.10.15 16:26

Skinęła głową na słowa Rity, przytakująco, Evandra nie miała za co przepraszać - przerzucie podpowiadało, że miała naprawdę poważny powód, aby milczeć tyle czasu. Wyglądała jak duch, cień dawnej siebie, ponure widmo zwykle uderzającej majestatem półwili, zaczerwienione oczy, sińce pod nimi, blada cera - oby naprawdę pamiętała o lekach, Serpentyna tylko potęgowała zmartwienia. A wizja Lisy przedstawiająca łabędzice w potrzasku jedynie dodawały jej zmartwień; niby mała była tylko dzieckiem, jeszcze nie do końca potrafiła rozpoznać sen od wizji... ale miała talent, przecież już dawno to zauważyła. Miała talent i myliła się coraz rzadziej. Cassandra w milczeniu przejęła od Rity podane jej krzesło i przysiadła przy fotelu, noga na nogę, kładąc smukłą dłoń na oparciu fotela; jakby chcąc w ten sposób okazać Evandrze wsparcie. Podkreślone węglem oczy uciekały jednak od jej twarzy, właściwie uzdrowicielka nie była przekonana, czy chciała słyszeć tę opowieść.
Uniosła zaniepokojony spojrzenie znów ku Ricie, rozumiejąc jej porozumiewawcze spojrzenie - i subtelnie, oszczędnie skinęła głową, nie otwierając ust. Evandra wyglądała na słabą, ale alkohol nie powinien jej dziś zaszkodzić; być może poprawi krążenie... i odpręży, wyglądała dziś na pełną zmartwień. W jej oczach tlił się niepokój, zagubienie, tlił się również smutek, którego Cassandra nie potrafiła dziś, jak nigdy, rozczytać. Nie była pewna, czego spodziewała się po tej historii - ale w powietrzu wyraźnie wyczuwała grozę przepowiedzianą przez jej córkę.
W wolną dłoń uchwyciła szklankę, po chwili zawahania - drugą, złożoną na oparciu fotela, uchwyciła również szklankę półwili; jej ręce mogły zadrżeć, a chciała ułatwić gospodyni napełnienie naczyń. Dopiero później oddała pełną już szklaneczkę Evandrze, samej, bez uśmiechu, unosząc własną w niemym toaście; przechyliła, upijając z niej nieduży łyk.
Mów, kochana, powtórzyła w myślach za Ritą, przenosząc ku arystokratce świdrujące, wyczekujące spojrzenie.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    18.10.15 20:06

Z wdzięcznością przyjęła trzymaną przez Cassandrę szklaneczkę wypełnioną bursztynowym płynem, wpatrując się w alkohol w zamyśleniu, w widocznym napięciu. W końcu czuła, że jest ktoś, kto chce - i ma ku temu predyspozycje - porozmawiać z nią o tym nieszczęsnym porwaniu. Rita i Cassandra znały Nokturn na wylot i wiedziały, jak często zdarzają się wśród jego budynków podobne wypadki, również tylko one miały świadomość tego, że bywała na nim zdecydowanie zbyt często, zbyt często kusiła los, wystawiając swe wile geny na pokaz...
Ręka zadrżała jej lekko, gdy unosiła naczynie do ust, by szybko - nie mogła się przecież rozmyślić, nie teraz! - upić spory łyk jego zawartości. Nie nawykła do cierpkiego, gorzkiego i palącego w przełyku smaku whisky, dlatego jej delikatne, dziewczęce lico wykrzywiło się szpetnie, gdy po raz pierwszy w życiu kosztowała tego uwielbianego przez wielu trunku. Zakaszlała krótko, zdając sobie sprawę, że podeszła do tego zbyt łapczywie, zbyt nierozważnie, lecz przecież nie chodziło jej o delektowanie się, a o efekt, który alkohol miał jej przynieść - rozwiązać język, nakłonić do szczerych wyznań.
Powiodła wzrokiem wzdłuż siedzących tuż obok niej przyjaciółek, próbując usadowić się lepiej w zaoferowanym jej fotelu, próbując zatopić się w jego siedzisku i znaleźć słowa do opowiedzenia swej historii.
- Pamiętasz, Cassandro, jak wyszłam od ciebie ostatnim razem...? - zaczęła cicho, słabym głosem, lecz nadal nad nim panowała, toteż poczytywała to sobie za niemały sukces. - Nie wróciłam wtedy do domu. Nie zdołałam.
Bała się na nie spojrzeć, bała się, że może dostrzec na ich twarzach coś, co powstrzyma ją przed kontynuowaniem. A jeśli uznają, że to jej wina? Że była zbyt nierozważna, że sama prosiła się o takie traktowanie...?
- Napadli mnie - podjęła po chwili, z wyczuwalnym rozgoryczeniem i złością; gdyby mogła, rozszarpałaby ich na strzępy, za to wszystko, co jej zrobili, za to, że już nigdy nie miała być sobą. Zagubiona, zlękniona, schorowana, z przyszłością postawioną pod znakiem zapytania. I dlaczego? Bo chcieli na niej zarobić? Chcieli ją zniszczyć...? - Nie wiem, gdzie byłam później. Gdzieś tutaj. Niedaleko. Jako atrakcja jednego z lokali...
Jak całkiem trafnie przewidywała, nie potrafiła znieść tego na trzeźwo. Głos grzązł jej w gardle, zaś ciałem wstrząsały kolejne fale obrzydzenia; pyski swych oprawców będzie chyba pamiętać do końca życia i o jeden dzień dłużej, tych zwierząt, tych bydlaków... Drżącą dłonią znów uniosła do ust ofiarowaną przez gospodynię szklankę, na kolejny łyk Ognistej reagując już nieco mniej widowiskowo - choć alkohol nadal nieprzyjemnie drapał w gardło.


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    18.10.15 21:48

Twarz Rity pozostawała nieodgadniona. Beznamiętna, skupiona, nie zdradzająca targających nią emocji. Słuchała w milczeniu, nieomal spijając słowa z pełnych warg swego jasnowłosego gościa. Jednak z każdym kolejnym zdaniem jej oczy lśniły coraz intensywniej. Furia. Wściekłość rozlewała się po jej ciele gorącą falą, wprawiając dłonie w lekkie drżenie. Coraz mocniej zaciskała palce na szklance. Wiedziała, że powinna unieść ją do góry, by spłukać z ust gorzki posmak obrzydzenia, ale nie mogła się ruszyć. Zamarła w bezruchu, porażona tym jak trafne były jej najczarniejsze przewidywania. Evandra nie musiała nawet kończyć swojej opowieści, Rita doskonale wiedziała już co ją spotkało.
Nokturn był śmiertelnie niebezpieczny, o czym sama Sheridan czasem zapominała. Zapewne dlatego, że to ona stanowiła tutaj pewne zagrożenie. W półświatku była kimś z kim należało się liczyć. Miała szerokie kontakty, dziesiątki nieodebranych długów i przysług. Jej wrogowie konali w męczarniach, więc na ulicy niewielu miało odwagę ją zaczepić. Broniła się wszak w jedyny słuszny sposób - atakując, raniąc do krwi, pozbawiając życia. Zanim jednak dotarła do tego momentu w swoim życiu niejednokrotnie pluła krwią, obita jak pies w mroku pustego zaułka. Wciąż była podatna na zranienia, wciąż czyhano na jej życie. Pół roku temu dopełzła przecież do lecznicy z głęboką raną kłutą, którą zarobiła zbierając długi.  
Brała jednak ludzi pod swoje skrzydła! Jak przed wielu laty Cassandrę, gdy przygnał ją tu jej ponury los. Teraz jej przyjaciółka z powodzeniem radziła sobie sama, ale Rita wciąż zerkała groźnie na każdego kto się do niej zbliżał. Broniła swoich bliskich zaciekle jak kotka chroniąca młode. Czy gdyby ludzie wiedzieli o tym, że Evandra jest jej droga, uniknęłaby tego losu? Pewnie kiedyś Sheridan zada sobie to pytanie i przeklnie pod nosem, że nie dopilnowała tej sprawy. Teraz jednak jedyne o czym mogła myśleć to wściekłość. I strach. Paraliżujące przerażenie, bo choć wiele razy ją skrzywdzono, nigdy nie uczyniono tego w ten sposób. Nie odebrano jej godności, nie czyhano na jej ciało, by zbezcześcić je w najokrutniejszy z możliwych sposobów. Nieprzyjemny dreszcz prześlizgnął się po jej ciele, uwalniając ją z bezruchu. Uniosła szklankę i znów wypiła całość jednym haustem. To wciąż była zbyt mała ilość alkoholu, by ją uspokoić. Choć z drugiej strony zaczynała wątpić, by taka ilość faktycznie istniała.
- Gnidy. - syknęła pod nosem. Wściekłość wypełniała każdą sylabę, każdą nutę w jej głosie. Potrząsnęła głową, a jej bladą twarz wykrzywił grymas rozżalenia. Dlaczego kobiety musiały cierpieć w ten sposób? Nie była w stanie wykrztusić z siebie nic więcej.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    22.10.15 23:53

Zamaskowała uśmiech, kiedy Evandra, zapewne po raz pierwszy w życiu, skosztowała tak mocnego alkoholu, uśmiech ten jednak zszedł z jej twarzy niezwykle szybko. Kiedy wyszłam od ciebie ostatnim razem... o czym myślała, wypuszczając tę kruchą i jakże kuszącą półwilę samą na świat, który nie był jej światem? Cassandra wiedziała, że Evandra potrafiła wtopić się w tłum i nie zwracać na siebie uwagi, robiła to już przecież niejeden raz; nic się nie stanie, sądziła, trafi do domu jak zawsze, powtarzała sobie wtedy w myślach... i gdzie miała rozum? Cassandro, gdzie twoje czujne trzecie oko? Zamarła, jak sparaliżowana, boleśnie pochylając się nad własną szklaneczką whisky, w zażenowaniu unikając kontaktu wzrokowego zarówno z Evandrą, jak i z Ritą. Wtem przytłoczył ją wyrzut sumienia, ciężki jak bezskrzydły rogogon. Przeczuwała tragedię, ba, mogła być jej pewna po przepowiedni małej Lisy... ale w najokrutniejszych snach nie mogła przeczuć, że miała w tej tragedii swój własny udział.
Atrakcja jednego z lokali, jakie to obrzydliwe; powracały wspomnienia, upokorzenia, wstręt, pogarda ukształtowane w majak dawno niewidzianej twarzy Vasylego, twarzy, której, była pewna, długo jeszcze nie zobaczy. Ile lat musi jeszcze minąć, by mężczyźni zrozumieli, że kobiety nie chodzą po tym świecie tylko po to, aby ich zadowalać? Czy dało się bardziej upokorzyć tę słodką kruszynę, niż... na Merlina, to dziewczę było zbyt niewinne, by potraktować je w taki sposób! Wstała z krzesła, wolnym krokiem przemieszczając za plecy Rity, podłoga zdawała się jej skrzypieć nieznośnie głośno, nie chciała zwracać na siebie uwagi. Jęła wpatrywać się w jedną ze ścian jej mieszkania - nieświadomie pragnąc skryć się przed towarzyszkami, lękając się osądu w ich oczach, choćby i ten lęk był całkowicie irracjonalny - ani Rita, ani Evandra, zapewne nie miały do niej pretensji.
Gnidy, odbiło jej się w głowie głuchym echem. Tak, gnidy. Okrutne, bestialskie gnidy, które zasługiwały wyłącznie na śmierć. Borgin, Burke, ona, Rita, ile dźwigni mogły poruszyć? Konszachty Cassandry nie były dziś skromniejsze; żyła na mrocznym Nokturnie już kilka długich lat, dość długich, by się wygodnie rozgościć, a jej umiejętności dość prędko wyniosły ją do rangi jednego z silniejszych graczy. Co drugi zbój na tej ulicy miał wobec niej niemały dług wdzięczności, niejeden zawdzięczał jej życie, a i większość wiedziała, że w razie czego to Cassandra będzie im jedynym ratunkiem. Zadzieranie z nią było wątpliwie rozsądnym pomysłem, jednak - jak pokazuje ta historia - nawet one musiały liczyć się z porażką... lub zdradą, odrzuceniem niepisanych zasad tego niebezpiecznego miejsca. Cassandra nie wierzyła, że oprawcy Evandry nie widzieli, skąd dziewczę wychodzi. Musieli przecież widzieć ją bez kaptura, być może nawet u niej w lecznicy... wzdrygnęła się z obrzydzeniem.
- Być może powinnam cię obejrzeć - odezwała się w końcu cicho, miało być obojętnie, lecz głos jej zadrżał - trudno było jej przyznać się do błędu. Evandra zapewne miała najlepszą opiekę zapewnioną jej przez niewyobrażalnie bogatą familię, ale Cassandra nikomu nie ufała równie mocno, co sobie samej. Być może raczej powinna przeprosić, zadbać o jej samopoczucie, ale w tym momencie nie potrafiła. Nie wysłała jej nawet sowy, czekała na jakikolwiek znak od niej biernie, jak na boskie objawienie, przekonana, że wszystko jest w porządku, że w końcu się odezwie...  a gdyby nie Rita - kto wie, czy w ogóle by się dowiedziała? gdyby nie Lisa... Uzdrowicielka płonęła wstydem zmieszanym ze złością.
- Uciekłaś? - Dopiero teraz na nią spojrzała, przerażona finałem tej opowieści. Skrzywdzili ją? Z pewnością, nie oszczędziliby tak młodego i tak pięknego ciała. Szczury, nie ludzie. Psy. Okrutne myśli uderzały do jej głowy jedna po drugiej, przelotnie spojrzała na Ritę; oby żaden eliksir poronny nie był tutaj potrzebny...




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    31.10.15 23:22

Emocje dźwięczące w głosach przyjaciółek wzruszyły pannę Lestrange, dodając jej odrobinę otuchy - nie była z tym sama, już nie. Caesar był dlań niemałym wsparciem, lecz czy mogła być z nim całkowicie szczera? Czy mogła otwarcie mówić mu o Nokturnie, czy chciała zdradzać się z lękiem o naruszenie swej czystości...? Pewnie i tak wiedział, pewnie i tak się domyślał.
Wlepiała wzrok w trzymaną przez siebie szklaneczkę, gdy Cassandra powstała z miejsca i powolnym krokiem przeszła za plecy Rity; czuła się dziwnie, kiedy musiała o tym mówić, i dziwnie było tu najdelikatniejszym z możliwych określeń. Skrępowanie, wstyd, złość, ba, bezsilna wściekłość... Czy czegoś brakowało? Chciała zwinąć się w kłębek, chciała też mordować gołymi rękoma, za każdą sekundę, w której musiała się bać, za każdą sekundę, w której była wystawiona na pokaz.
W oczach Evandry znajomość z Cassandrą i Ritą była dlań swego rodzaju tarczą, gwarantem zwiększonego bezpieczeństwa - jednak nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni doświadczyła na swej skórze, jak bardzo potrafiła być nadal naiwna. Bezpieczeństwo, tutaj, na Nokturnie? Czy ktokolwiek mógł czuć się na nim bezpieczny? Nawet one, żyjące tu od wielu długich lat, znające wielu wpływowych, pozornie ustawionych czarnoksiężników, nawet one nie powinny pozwalać sobie na choćby chwilę nieuwagi. Młódka miała tylko nadzieję, że pamiętają o tym dniem i nocą, a samą naukę wyciągnęły z mniej dramatycznych wydarzeń.
- Nic mi nie jest, Cassandro. - Próbowała brzmieć pewnie, przemówić doń uspokajającym tonem głosu, ba, nawet złożyć usta w niewielkim, bladym uśmiechu, lecz czy potrafiła kogokolwiek oszukać? Czuła się fatalnie, lecz nie zmieniało to faktu, że w przeciągu ostatniego tygodnia obejrzało ją co najmniej dziesięciu różnych uzdrowicieli, zaś jasnowidzka nie powinna obwiniać się za porwanie i jego następstwa choćby w najmniejszym stopniu, nie musiała jej również badać, obawiać się ataku Serpentyny...
- Lecz jeśli tylko chcesz mnie przebadać, nie będę stawiać oporu - dodała cicho, z rezygnacją, biorąc, jak gdyby na odwagę, kolejny łyk alkoholu; nadal jej nie smakował, ba, palił gardło jak diablo, lecz przecież nie o to chodziło, a o ciepło rozpływające się po całym ciele, o przyjemne otępienie, o powoli rozplątujący się język. Gdy dosłyszała jej pytanie, poruszyła niemo ustami, by nie przerywać ciszy jeszcze przez chwilę, dwie. Zwróciła wzrok na siedzącą obok Ritę, tak emanującą wściekłością, palącą chęcią zemsty; co myślałaby panna Sheridan, gdyby Fortinbras nie zwrócił jej na łono rodziny? Co myślałyby obie, gdyby po prostu, z dnia na dzień, zerwała z nimi kontakt i zniknęła? Czy kiedykolwiek dowiedziałyby się, jak wyglądała prawda...?
A czy ona sama wiedziała, jak wygląda prawda?
Nadal nie rozumiała, dlaczego pan Yaxley nie odwiózł jej na wyspę wcześniej, dlaczego nie odpowiadał na jej rozpaczliwe pytania, dlaczego kazał temu przerażającemu stworzeniu jej pilnować... Lecz czy nie zawdzięczała mu ratunku? Czy nie powinna być po prostu, bezwarunkowo wdzięczna?
- Nie, nie uciekłam. - Ton jej głosu był pusty, głuchy; co by się z nią stało, gdyby nie to zrządzenie losu? - Kupił mnie pewien arystokrata... Tak sądzę. Ocknęłam się dopiero w jego domu, musiałam zemdleć w trakcie... ubijania targu. Kilka dni później zwrócił mnie rodzinie. - Tłumiła, czy raczej próbowała tłumić, wszelkie towarzyszące tym wspomnieniom emocje, lecz im bardziej beznamiętna i otępiała się robiła, tym tragiczniejsze sprawiała wrażenie. Spojrzała na swą szklaneczkę po raz kolejny i, najwidoczniej szybko coś sobie przekalkulowując, wypiła resztę znajdującego się w niej alkoholu. Czy naprawdę pomoże jej odpłynąć, zapomnieć? Czy mówili prawdę...?


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    11.11.15 13:28

Oderwała wzrok od Evandry tylko na moment, by niespokojnym spojrzeniem podążyć za wstającą z krzesła Cassandrą. Rita nie posiadała wprawdzie daru jasnowidzenia, ale była kobietą sprytną i obdarzoną silną intuicją. Umiała odgadywać ludzkie nastroje i teraz bez trudu rozszyfrowała myśli przyjaciółki. Znała przecież znaczenie każdego jej gestu i skrzywienia ust, przez kilka ostatnich lat miała dość czasu, by dokładnie je poznać. Stłumiła w sobie odruch podążenia za uzdrowicielką, nie chcąc opuszczać boku tak kruchej w jej oczach Evandry, nawet na krótki moment. Jej wściekłość przygasła, przytłumiona niepokojem. O każdą z nich z osobna i o wszystkie razem wzięte. Chciała ułożyć dłoń na szczupłym ramieniu towarzyszki swojej Nokturnowej niedoli, by okazać jej tym swoje wsparcie. Sama doskonale wiedziała jak gorzki smak ma wstyd i nikomu go nie życzyła. Oczywiście nawet przez myśl nie przeszło jej by o cokolwiek obwiniać Cassandrę! Wątpiła też, by coś takiego mogło przemknąć przez głowę ich małej arystokratki. Winić można było tylko sprawców tego podłego czynu i - bogowie jej świadkiem! - miała zamiar jakoś do nich dotrzeć. Poczęstować najsłodszą ze swoich trucizn i znaleźć ukojenie dla swojej bezsilnej wściekłości w ich cierpieniu. Ale to jeszcze nie teraz. Teraz liczyły się tylko one.
- Cass... - nie powiedziała nic więcej, nie wiedząc jak dokładnie ubrać swoje uczucia w słowa. Spojrzała jednak wymownie, bezgłośnie obiecując, że wróci jeszcze do tego tematu i wybije jej takie niemądre myśli z głowy. Westchnęła cicho i odwróciła głowę do panny Lestrange, która znów brała nieśmiały łyk Ognistej. Tak często Rita namawiała ją do spróbowania tego trunku, że stało się to niemal ich prywatnym żartem. Teraz patrząc na blade usteczka przytknięte do kryształowej szklaneczki pomyślała, że wolałaby nigdy nie musieć tego oglądać. W milczeniu słuchała ich wymiany zdań o badaniach i w to akurat nie miała zamiaru się wtrącać, bo przecież nie znała się na tym ani trochę. Jeśli zechcą, udzieli im przestrzeni, ale nie miała zamiaru uczestniczyć. Wolała nie wiedzieć.
Dolała alkoholu do swojej szklanki i znów wypiła ją jednym łykiem. Zastanawiała się intensywnie na tym u kogo zacząć szukać poszlak i pomocy, by dotrzeć do porywaczy Evandry. Nie miała zamiaru zostawić tego bez odzewu, nie było nawet takiej opcji. Nie jeśli gdzieś na Nokturnie kręciła się banda porywczy, którzy krzywdzili kobiety. Przecież to mogło zdarzyć się znowu, a wtedy nie mogłaby sobie wybaczyć braku reakcji.
Prychnęła cicho pod nosem, jak rozjuszona kocica słysząc o tym, że Evandrę ktoś kupił. Obrzydzenie znów wykrzywiło jej wargi w grymasie pełnym złości.
- Mężczyźni, zakała gatunku. - wymruczała w szklankę, nie mogąc się powstrzymać. Sączyła kolejną kolejkę, znacznie je już wyprzedzając i dopiero teraz pomyślała, że może wypadałoby dolać alkoholu również im.
- Kto to był? - zapytała cicho, dolewając odrobinę złocistego trunku do jej szklanki. Miała nadzieję, że nazwisko coś jej powie i okaże się pierwszym tropem. Może to ktoś kogo będzie dało się pociągnąć za język?






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    19.11.15 1:54

Nie patrzyła na Evandrę, toteż nie dostrzegła jej nieszczerze kojącego uśmiechu, nic mi nie jest? Dobre sobie, spójrz na siebie, dziewczyno. Jeszcze przed momentem martwiły się, czy Evandra w ogóle dojdzie do fotela - i nic jej nie jest? Łabędzica została mocno zraniona. I była w tym wina Cassandry. Była, wiedziała o tym, nawet mimo Rity szepczącej cicho jej imię, uzdrowicielka wiedziała, co towarzyszki chciały jej przekazać. Wiedziała, że żadna z nich nie oskarżyłaby jej o niefrasobliwość lub - co gorsza! - celowe wystawienie Evandry na niebezpieczeństwo... ale jednocześnie wiedziała, wiedziała do diabła aż za dobrze, że była winna. Sama wydała na siebie wyrok.
Powoli skinęła głową, kiedy Evandra zgodziła się na badanie, zrobi to, ale niekoniecznie tu i teraz - potrzebowała kilku przedmiotów, które zostawiła w swojej lecznicy - następnym razem. Będzie musiała sprawdzić zasinienia, a gdy więcej wypije - może również podpytać o cześć, która dla arystokratki częstokroć znaczyła więcej niż życie. Wpatrywała się w Ognistą marszczącą się w trzymanej przez czarownicę szklaneczce pod wpływem delikatnego ruchu, wyrzucając sobie w głowie wyrzut za wyrzutem. Tyle lat. Tyle cholernie długich lat na parszywych ulicach śmiertelnego nokturnu - i wciąż się nie nauczyła, że tutaj zawsze należy pozostawać ostrożnym. Tyle cholernie długich lat... i póki nie nadszedł sen Lisy, Cassandrze przez myśl nie przeszło, by odezwać się do Evandry. Jak mogła być tak głupia?
Nachyliła się nad alkoholem, w milczeniu wysłuchując dalszej części ponurej opowieści półwili. Targ. Targowisko żywych ciał, targowisko kobiecych ciał; czasem była wdzięczna w duchu Morganie za to, że nie urodziła się tak piękną, jak Evandra - czy roztaczając w okół siebie tak doskonały urok przetrwałaby w tej dzielnicy dłużej niż miesiąc? Świat był tak okrutnie niesprawiedliwy. Po ulicach nietknięte chodziły gnoje, szubrawcy i bandyci, tymczasem los wolał pokarać tak niewinną i czystą istotkę jak ich szlachecka przyjaciółka. Cassandra pokręciła głową, przenosząc spojrzenie na Ritę, kiedy alchemiczka zabrała głos, dopiero teraz upijając kolejny łyk Ognistej. Trzymana przez uzdrowicielkę szklaneczka była prawie pełna.
Cassandra czuła się jak potrącona przez pędzący pociąg, nie potrafiła zebrać myśli i skupić się na teraźniejszości, zbyt mocno odpływając wyrzutami w przeszłość. Nie potrafiła uwolnić się od tej potwornej, ciężkiej jak stary smk mary. Na szczęście, Rita  pozostawała dużo przytomniejsza od Cassandry - i miała rację. Zamiast się nad sobą użalać, trzeba było zacząć działać. Szlacheckie nazwisko może im coś powie - a może nie - ale przynajmniej będą wiedziały, na czym stoją. Od czegoś trzeba było przecież zacząć... i upewnić się, że ci ludzie otrzymają odpowiednią nauczkę.
- I dlaczego zwrócił cię dopiero po kilku dniach? - zapytała, ledwie ucichł głos Rity, uważnie przyglądając się twarzy Evandry. Skrzywdził ją?




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    29.02.16 17:17

| 3 listopad?

Hector już prawie miesiąc siedział w Londynie. Niewiarygodne jak ten czas szybko leciał. Jeszcze niedawno z niezbyt zadowoloną miną pakował swoje manatki z uroczej szkockiej wioski. Nie lubił wracać do Londynu. Może dlatego, że nic go tutaj nie trzymało? Bo kto miał go trzymać? Siostrę i siostrzenicę odwiedzał regularnie i tylko one mu pozostały. O ojczymie nie chciał słyszeć. W ogóle starał się go wyprzeć z pamięci. Teraz? Hector czuł się wolnym strzelcem. Pojawiał się kiedy chciał i kiedy chciał znikał. Czasem z polecenia banku Gringotta, ale bywały takie czasu, kiedy przepadał na jakiś czas nikt nie wiedział gdzie jest i co się z nim dzieje. Może wylądował na statku? A może w jakiejś odległej krainie w Azji? Wszystko było możliwe. Zawsze jednak wracał. Chociaż rękami i nogami zapiera się, że Londyn to jego, delikatnie mówiąc, najmniej lubiane miejsce na ziemi, to i tak wracał do zalanych deszczem ulic, do parasoli. Wszystko to było nudne, ale znajome. Może to namiastka stałości w jego życiu, której powinien chcieć jako trzydziestotrzyletni mężczyzna. Teraz coś sprawiło, że postanowił zostać w kraju na dłużej niż trochę. Chociaż z pewnością nie na stałe. Czy on mógłby zostać gdzieś na stałe? Do końca swoich dni? Z pewnością nie. Dzisiaj nie chciał wracać do pustego mieszkania, do którego musiał się wnieść po tym jak Meadow kategorycznie wywaliła go z mieszkania. Szedł wolnym krokiem wzdłuż Śmiertelnego Nokturnu. Tu spotykał się margines społeczny, bądź na tyle odważni, którzy pałali się czarnym rynkiem. Czasem przygnało tu kogoś, kto nie chciał płacić za wiele za mieszkanie, ale z doświadczenia wiedział, że tacy zbyt długo tutaj nie wytrzymywali. Ubrany był jak zwykle w bardzo ciemnych kolorach. Płachty czarnego płaszcza furkotały na wietrze. Zaczynało się robić coraz zimniej. Listopadowa pogoda dawała się we znaki, mimo iż miesiąc dopiero się zaczął. Jego usta wykrzywione w lekkim uśmiechu, który trudno było zauważyć zapewne przez tego brodę. Włosy w nieładzie tańczyły z wiatrem, roztrzepując się jeszcze bardziej. Na wszystkich patrzył spod tej czupryny, zupełnie jakby samym wzrokiem chciał dać do zrozumienia, że lepiej do niego podchodzić. Nie miał ochoty na użeranie się z ludźmi, którzy przez to, że im w życiu nie wyszło uprzykrzali życie innym, na przykład takim ludziom jak McLaggen. Odetchnął z ulgą, kiedy pojawił się pod drzwiami pewnej dobrej znajomej. Rita Sheridan jedna z najbardziej inteligentnych i niezależnych kobiet, która miała czelność stanąć na jego drodze. Zapukał dwukrotnie w drzwi. Tu pozwolę sobie uznać, że Rita mu otworzyła. W każdym razie wszedł do środka. Na widok znajomej twarzy uśmiechnął się szeroko.
-Rita, trzeba przyznać, że czas nie jest twoim wrogiem.-powiedział na powitanie. Jakaś słaba bajera musiała polecieć na początek. Bez tego by się nie obyło.


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    01.03.16 15:10

|3 listopada

Ostatnie miesiące były dla niej ciężkie. Los odwrócił się od królowej Nokturnu stopniowo odbierając wszystko co było bliskie jej sercu. Złą passę zapoczątkowała oczywiście sierpniowa wizyta młodszego Mulcibera. I choć blizny po szkle, którym się poraniła już dawno się wygoiły, to zdradzone zaufanie wciąż bolało. Odzyskała jednak równowagę, którą wtedy utraciła. Przestała wietrzyć spiski wśród wszystkich swoich bliskich i nerwowo zerkać przez ramię, gdy przechodziła przez Nokturn. Znów miała kontrolę nad swoim życiem. I nieustannie śniła o zemście - to były jednak plany niezwykle odległe. Rita nie była przecież w gorącej wodzie kąpana. Potrafiła długimi latami wyczekiwać swojej okazji - jak mówi stare powiedzenie: zemsta najlepiej smakuje na zimno. Ona była jej prawdziwą koneserką.
Ostatnimi tygodniami było o niej ciszej. Zniknęła z podejrzanych spelunek, w których zwykle z taką radością marnowała czas na grze w karty i wydawaniu złota. Czasy były ciężkie. Naprawienie wszystkiego co w pracowni zniszczył Vasyl pochłonęło wiele środków, praktycznie wszystko co miała odłożone na czarną godzinę. Pracowała więc intensywniej niż zwykle, skwapliwie odkładając kolejne galeony. Codziennie z uchylonego okna jej mieszkania unosiły się gęste kłęby dymu - przyjmowała każde zamówienie, które jej się nawinęło, a prócz tego uzupełniała zniszczone zapasy trucizn. Kiedy nie stała akurat nad kociołkiem zbierała długi. Pukała do drzwi wszystkich tych, którzy byli jej coś winni i wyciągała ręce po to co jej się należało. Złoto, księgi, biżuteria. Nie gardziła niczym co mogło się okazać cenne.
W intensywnej pracy, starała się znaleźć również ukojenie dla swojego obolałego serca. Zbyt wielu ludzi ostatnio zniknęło z jej życia, by mogła udawać, że nic się nie stało. Tego roku, listopadowy Nokturn spowity w mgły i deszcze wydawał jej się nawet bardziej ponury niż zazwyczaj. Może dlatego słysząc pukanie do drzwi poczuła coś na wzór ekscytacji? Pierwsza jej myśl uciekła w kierunku Cassandry, której widok był jej przecież zawsze tak miły. W natłoku zajęć miała ostatnio mniej czasu na odwiedzanie uzdrowicielki i jej małej córeczki, ale wciąż pozostawały jednym z nielicznych stałych punktów w jej życiu. Przygaszając ogień pod kociołkiem odgoniła od siebie tą myśl; to raczej nie była Cass ona nie pukała, tylko wpuszczała się do środka. Może jakiś klient? - zastanawiała się dalej, zamykając za sobą pracownię i podchodząc do drzwi wejściowych. Z różdżką w dłoni (bezpieczeństwo przede wszystkim!) uchyliła delikatnie drzwi i zerknęła przez szparę na klatkę. Na widok Hectora jej brwi uniosły się do góry, zdradzając zaskoczenie. Był ostatnią osobą, którą spodziewała się ujrzeć na swoim progu! Uśmiechnęła się jednak, tym swoim specyficznym, dziwnie drapieżnym uśmieszkiem, szerzej otwarła drzwi i zaprosiła go gestem do środka.
- Proszę, proszę... Cóż to kot przyniósł? - mruknęła ze szczerym rozbawieniem, zamykając drzwi i prowadząc go przez ciasny, zacieniony przedpokój do głównej części mieszkania. W jej ruchy natychmiast wkradła się ta specyficzna lekkość, którą zawsze zyskiwała w towarzystwie mężczyzn. Szczególnie tych, którzy byli jej w jakiś sposób bliscy. A przecież McLaggen zawsze miał szczególne miejsce w jej sercu, zawsze chętnie gościła go, gdy pojawiał się w Londynie. Zerkała na niego kątem oka, szukając zmian, które zaszły w nim od ostatniego spotkania. Jej usta rozciągnęły się w kolejnym uśmiechu.
- Ty też trzymasz się całkiem nieźle, staruszku. - odparła całkiem pogodnym tonem, jednocześnie wyciągając z kuchennych szafek dwie szklanki i butelkę rumu. Nie zamierzała pytać "czy się napije?", bo nie lubiła tracić czasu na pytania retoryczne. Zresztą to przez niego z takim umiłowaniem od lat pijała rum, marynarski trunek. - Nie wiedziałam, że jesteś w Londynie. - zagadnęła, szczodrze rozlewając trunek. Odstawiła butelkę i wbiła w niego uważne spojrzenie ciemnych oczu. Włosy miała spięte w luźny warkocz, bo przecież jeszcze chwilę temu pochylała się nad kociołkiem (wciąż jakaś część jej myśli pozostawała w pracowni, świadoma, że niebawem musi tam wrócić i dokończyć eliksir). Rękawy czarnej sukni miała podwinięte do łokci, a na przedramionach kilka różnokolorowych smug, których nabawiła się przy krojeniu składników. Uniosła szklankę w niemym toaście i upiła łyk. Zastanawiała się po co przyszedł.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    02.03.16 22:42

Jakby się nad tym zastanowić to los nigdy nie był sprzymierzeńcem Hectora. W zasadzie McLaggen przez całe swoje trzydziestotrzyletnie istnienie toczył ciężką batalię z tym co zgotuje mu los. Nie był osobą, która lubiła użalać się nad sobą, o nie. Zdecydowanie wolał chwytać wiatry w żagle i wyjść życiu naprzeciw, śmiejąc mu się prosto w twarz. Chociaż tak naprawdę zawsze uciekał. Londyn kojarzył mu się z przeszłością, do której nie chciał wracać, ale wracał, bo to jego dom. Czasem sam nie wiedział czego chce. Podróżował, często stawał na krawędzi życia i śmierci, bezmyślnie pochylając się nad przepaścią. Chociażby wtedy, gdy jego statek, na którego pokładzie był także Glaucus, rozbił się u wybrzeży Ameryki. Niezbyt przyjemna sytuacja w Szkocji, podczas której wyszedł z oparzeniami po spotkaniu ze smokiem, a jego dobra znajoma została obciążona klątwą. Zupełnie jakby ten mężczyzna przyciągał tylko same problemy.
Z pewnością McLaggen nie był zbyt rozpoznawalną personą w półświatku nokturnowym. Był tym facetem, który pojawiał się w jednej z miejscowych spelun, gdzieś w kącie. Miał na sobie ciemny płaszcz i w miarę zasłoniętą twarz kapturem. Pojawiał się dosłownie na chwilę z dobrym interesem, ale gdy chciałbyś go złapać po raz drugi, nie ma szans. Człowiek widmo, pojawiał się kiedy chciał, a nie kiedy ktoś od niego tego wymagał. Było jednak kilka osób, dla których byłby w stanie w środku nocy zawitać w błahej sprawie, albo w mgnieniu oka pojawić się w Londynie prosto z Egiptu. Jedną z takich osób była Rita. Uwielbiał jej towarzystwo i nie tylko dlatego, że była przedstawicielką płci pięknej, ale także dlatego, że nigdy nie musiał bać się tego, że będzie przez nią oceniany. W ogóle ich znajomość była bardzo ciekawa. Hector cenił sobie pannę Sheridan, chociaż nigdy nie powiedziałby tego na głos, aby ciemnowłosa piękność nie obrosła w piórka. Nie mniej byłby gotów wparować do mieszkania każdego, kto w jakiś sposób skrzywdziłby Ritę. Chyba można uznać, że w jakimś sensie mu na niej zależało. Skoro był zdolny do poświęceń dla niej? A Hector w większości żył według powiedzenie : Umiesz liczyć? Liczy na siebie. Tego nauczyło go życie. On sam sobie tego nie wybrał. No może zawód wybrał sam, a większość tego co działo się w jego życiu było konsekwencją profesji, nie mniej jednak wielu sytuacji mógł uniknąć. Chodzący magnez na kłopoty.
Stanął przed jej drzwiami, ramieniem opierając się o ścianę. Drzwi się otworzyły, a gdy ujrzał w nich Ritę z wyraźnym zaskoczeniem wymalowanym na jej twarzy, na jego twarzy pojawił się zadowolony uśmiech.
-Też się cieszę, że cię widzę.-odparł, odrywając się ciężko od ściany, wszedł do środka. Dawno tu nie był. Rozglądał się dookoła, nieśpiesznie idąc za gospodynią. Generalnie nie był zwolennikiem tej całej etykiety, ale jedna zasada całkiem mu się podobała. Puszczanie kobiet przodem, szczególnie po schodach. Niewątpliwie było na co popatrzeć. Oczywiście nie zachowywał się jak ostatni, niewyżyty prostak i nie gapił się ostentacyjnie na jej tyłek. Robił to nieco bardziej dyskretnie. W końcu komu jak komu, ale nie chciałby jej się narażać. Może dlatego, że zdawał sobie sprawę z jej umiejętności? W końcu dowlókł się do salonu, gdzie nie czekając na zezwolenie kobiety, zajął miejsce na kanapie. Na jej jak mniemał komplement, pogładził się po swojej brodzie, a jego usta znowu wygięły się w uśmiechu, w którym niezależnie od sytuacji zawsze kryła się nutka tajemniczości.
-Staruszku? Czyżbyś wypominała mi cztery lata różnicy?-rzucił ze śmiechem. Oczywiście nie był typem człowieka, który obrażał się o takie rzeczy, ale również nie uważał, aby wspominanie o tym, że Rita jest młodsza jedynie o cztery lata było jakimś wielkim nietaktem z jego strony. Jak to się mówi kobieta jest jak wino im starsza tym lepsza. Cieszyło go to, że nie bawiła się w formułki grzecznościowe, których tak nienawidził u zadzierających nosa arystokratów. Wziął do ręki szklankę z rumem i upił łyk, zupełnie jakby była to woda. W końcu nie raz, nie dwa lądował na pokładzie jakiegoś statku gdzie ten napój był traktowany jak woda pitna.
-Wróciłem niecały miesiąc temu, tym razem mam zostać na dłużej, a Gringotta miał jeszcze trochę roboty na miejscu.-wyjaśnił. Jasne, że mógł wcześniej przyjść, ale z drugiej strony to byłoby dziwne, gdyby zaraz cały Nokturn by wiedział, że w mieszkaniu McLaggena znowu ktoś zamieszkał, a konkretniej właściciel mieszkania. Uparł się wygodnie, przenosząc spojrzenie na Ritę.
-Interes się kręci? Dużo mnie ominęło?-standardowe pytania. Zapewne dużo go ominęło.


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    03.03.16 11:08

Jeśli w czasie tego krótkiego spaceru od drzwi do saloniku poczuła na sobie jego spojrzenie, nie dała tego po sobie poznać w żaden sposób. Nie była przecież pensjonarką, która oblewała się rumieńcem, gdy ktoś poczyni jej niedwuznaczną propozycję lub zerknie pożądliwie w kierunku jej ciała. Prawdę powiedziawszy było dokładnie na odwrót - była kobietą upadłą w dosłownym znaczeniu tego słowa. Ze swoimi wdziękami obnosiła się z dumą i pewnością. Kiedy ktoś zwracał uwagę na jej atuty czuła się mile połechtana. Uznawała to za komplement i czerpała z tego satysfakcję.  
W towarzystwie Hectora zawsze czuła się wyjątkowo swobodnie. Nie musiała zgrywać przed nim wielkiej damy ani silić się na wymuszoną elegancję. Nawet jeśli nie widzieli się przez długi okres czasu, szybko wracali na utarte szlaki stosunkowo przyjacielskiej relacji. To było dość niezwykłe w jej przypadku, zwykle wszak trzymała ludzi na dystans. Składała to jednak na karb wielu sprzyjających im czynników. Nie wchodzili sobie w drogę w interesach, co już na wstępie eliminowało wiele napięć. Ich znajomość choć obfitująca w pewien rodzaj bliskości, była wolna od zaborczości. McLaggen zawsze szanował wyznaczone przez nią granice, nie prosząc o rzeczy, których nie mogłaby mu dać. W zamian otrzymywał jej wyjątkowo szczere uśmiechy, pomocną dłoń w ciemnych zaułkach Nokturnu i szklankę pełną rumu w dni takie jak ten. Niewielu mogło liczyć na taką hojność panny Rity.
Oparła się nonszalancko o stół, kryjąc za brzegiem szklanki pełen rozbawienia uśmieszek. Łatwość z jaką przychodziło mu poruszanie się po jej mieszaniu, nieustannie ją rozbrajała. Nawet nie trzeba go było prosić żeby się rozgościł! Różnica była wyjątkowo rażąca, gdy przypominała sobie swoje zawstydzone klientki i zahukanych dłużników. Oni drżeli przed spotkaniem z nią, on nie. No tak, ale on nie miał powodów, by się bać. Póki co. - szepnął zdradliwy głosik w jej głowie, bo przecież wiedziała, że żadnemu mężczyźnie nie można ufać w pełni.
- Wytykać Ci wiek? - oburzyła się teatralnie, jedną dłoń przykładając do serca. Drwinę łatwo było dostrzec w jej uśmiechu, jak i usłyszeć w tonie. - Jakże bym śmiała! Jeśli miałabym Ci coś wypominać to tylko fakt, że jesteś w mieście od miesiąca, a przychodzisz dopiero teraz. I to jeszcze bez kwiatów i całowania po rączkach!- westchnęła, potrząsając lekko głową. Miała o sobie na tyle wysokie mniemanie, by zignorować wszelkie uwagi na temat swojego wieku, które innym kobietom mogłyby już zjeżyć włos na karku. Nie mogła sobie jednak darować drobnych złośliwości. Swoją drogą, gdyby dostała od kogoś kwiaty nawet nie miałaby wazonu, w który mogłaby je wsadzić...
- Zawsze dużo się dzieje, przecież wiesz. - odpowiedziała, wyraźnie poważniejąc. Może nawet nieco markotniejąc? Uśmiech zniknął z jej ust zastąpiony ponurym grymasem. Znów skryła się za szklanką, pociągając długi łyk alkoholu. Potem odstawiła naczynie na stół i przyciągnęła do siebie popielniczkę. Wyciągnęła papierośnicę z małej kieszonki w sukni. Lada moment otoczyła ją chmurka szaro-niebieskiego dymu z mieszaniny tytoniu i szałwii. Zaciągnęła się głęboko dwa razy, strzepnęła popiół niedbałym ruchem i dopiero wtedy znów na niego spojrzała.
- Lepiej opowiedz gdzie Cię nosiło. - zaproponowała, znów przywołując na usta drapieżny uśmieszek.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    05.03.16 18:50

Cóż tu ukrywać. Hector uwielbiał towarzystwo pięknych kobiet, takich jak Rita. Gdyby chociaż na chwilę wila mogła przestać używać swego urok, który zwodził mężczyzn, to z pewnością McLaggen nie wybrałby tego typu urody. Miał ogromną słabość do brunetek, a Rita była zdecydowanie w jego typie. Bo on nie był rycerzem na białym koniu, więc też nie przepadał za damami w opresji. Nie lubił zgrywać dżentelmena, bo nigdy nim nie był. Nie dla niego były wyjściowe szaty, garnitury i etykieta to nie jego świat. Wolał wrzucić na grzbiet wytarty i wysłużony już płaszcz i iść przed siebie, nie zwracając uwagi na to co myślą o nim ludzie. Nigdy nie przejmował się opinią publiczną. W zasadzie to opinia bardzo niewielu ludzi potrafiłaby go dotknąć. Jedną z takich osób, których opinia miałaby dla niego znaczenie jest Rita. Cenił ją za to do czego doszła. Może niektórzy pomyśleliby, że jak można cenić królową Nokturnu, która miała pewnie trochę na sumieniu. A kto nie ma? Jeżeli ktoś ma czyste sumienia to znaczy, że nigdy nie było używane.
Ich relacja była dosyć specyficzna. Chyba obydwoje potrzebowali takiej relacji. Obydwoje trzymali ludzi na dystans, ale nawet ktoś taki jak oni potrzebował osoby, do której może przyjść na szklankę rumu. Podobał mu się ten brak zaborczości i w sumie zobowiązań. Nie krępował się w jej towarzystwie. Poruszał się swobodnie po jej mieszkaniu, bo zawsze czuł się tutaj jak u siebie. Może to było mało eleganckie, ale tutaj znowu kłaniało się jego podejście do życia. Czasem zachowywał się wręcz prostacko w mniemaniu wyższej klasy. Dotykał czasem tego, czego nie powinien. Chociaż w mieszkaniu Rity doskonale wiedział na co może sobie pozwolić, a na co nie. Nie chciał ściągnąć na siebie jej gniewu. Chyba za dobrze znał jej możliwości. Wolał mieć ją po swojej stronie, a nie w przeciwnej drużynie. Zaśmiał się jedynie, a jego śmiech nie był przyjemny dla ucha. Cóż, nie był kobietą, aby z jego gardła zamiast dudnienia wydobywał się melodyjny dźwięk. Tym bardziej, że sam głos Hectora był dosyć niski.
-Kwiaty i całowanie po rączkach? Rito, zaskakujesz mnie. Obiecuję, jutro przyjdę z najlepszym bukietem i największą bombonierką, jaką znajdę w sklepie.-obiecał, teatralnie bijąc się przy tym w pierś. Oczywiście obydwoje wiedzieli, że jeżeli jutro ujrzy go przed swoimi drzwiami to na pewno nie z bukietem róż i słodkościami. Gdyby tak się stało, to Rita mogłaby sobie pomyśleć, że coś z nim nie tak i ktoś albo rzucił na niego imperiusa, albo oberwał jakąś klątwą i całkiem zwariował. Lubił Sheridan, ale raczej nie tego typu prezentu jej przywoził. Czasem, podczas swoich podróży znalazł coś interesującego, co jemu niekoniecznie mogło się przydać, a dla kobiety mogło mieć jakieś tam znaczenie. Lubił zbierać, może to głupie, ale sama myśl, że ktoś być może mniej albo bardziej kompetentny mógłby położyć na tym łapska sprawiał, że ów przedmiot po dokładnym zbadaniu pod kątem klątw lądował w jego torbie. Widział jak zmarkotniała, kiedy tylko wspomniał o interesie. Zmarszczył czoło. Pochylił się trochę do przodu, jakby bardziej w jej stronę. Oparł łokcie o kolana.
-Wiesz, że jak coś się dzieje, to możesz mi powiedzieć.- rzucił krótko, nie chcąc drążyć tematu. Gdyby potrzebowała pomocy zapewne otrzymałaby ją w mgnieniu oka. Upił kolejny łyk rumu. Nie musiała go specjalnie zachęcać do mówienia. Chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie było go w Londynie już dosyć długo. Zdążył zwiedzić Egipt, wrócić zaledwie na tydzień, aby wsiąść na statek i znowu zniknąć.
-Wiesz, po powrocie z Egiptu zaraz zaciągnąłem się na statek Glaucusa Traversa. Żeglowaliśmy po Atlantyku. Wszystko było w porządku, dopóki nie rozbiliśmy się u wybrzeży Ameryki Północnej. Z całej załogi przeżyliśmy tylko ja i pan kapitan Glaucus. Muszę ci powiedzieć, że Amerykanki są całkiem przyjazne. W każdym razie spędziłem tam trochę czasu. Zostawiłem Traversa wsiadając na pierwszy statek do Wielkiej Brytanii. Wracając zahaczyłem o Szkocję, gdzie można było znaleźć coś interesującego, ale obłożonego klątwą. Dostałem wiadomość od znajomego. Przy całej sprawie poznałem kuzynkę dziewczyny, która pomogła mi i Traversowi w Ameryce. Nie wgłębiając się w szczegóły, dziewczyna skończyła z klątwą, a ja w szpitalu z poparzeniami z powodu spotkania ze smokiem, a pewien kretyn uciekł z moim skarbem.-opowieść bardzo skrócił, ale na samą myśl o Vasylu, który przez Maisie dostał się do niego, a potem wystawił ich oboje sprawiała, że miał ochotę znaleźć tego człowieka i roznieść w drobny pył. Co zresztą było widać po jego spojrzeniu, braku uśmiechu na jego twarzy czy po tym, że duszkiem dopił zawartość szklanki i odstawił ją zbyt energicznie.


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze mieszkania    11.12.16 14:45

Bardzo nie lubiła, gdy ktoś naruszał spokój jej pracowni. To było jej małe królestwo; doskonale zaplanowane, wypieszczone i zadbane. Zawsze panował tam doskonały porządek. Wszystkie przedmioty miały swoje miejsce, a na półkach trudno było uświadczyć choćby gram kurzu. Żadna inna część mieszkania nie cieszyła się takimi względami, co dość jasno mówiło o jej życiowych priorytetach. Dyskomfort związany z jego wtargnięciem był jednak dzisiaj podwójnie duży. Przed oczyma natychmiast stanęło jej wspomnienie innego Mulcibera, który naruszył pokój jej azylu. Ach, Vasyl. - przemknęło jej przez głowę, gdy wpatrywała się w plecy Ramseya z irytacją. Przybrany brat stojącego przed nią mężczyzny zniknął jej z oczu wiele tygodni temu. Miała nadzieję, że kundel jeszcze życie - wszak chciała osobiście pozbawić go ostatniego tchu w zemście za to co jej wtedy zrobił. Na szczęście głos Ramseya przywołał ją do rzeczywistości i wspomnienia z tamtego sierpniowego dnia rozmyły się błyskawicznie, pozostawiając jedynie nieprzyjemny dyskomfort w kilku bliznach na plecach, które pozostały po tamtym spotkaniu. Irytacja ustąpiła równie szybko, szczególnie, że wedle jej obserwacji nawet jeśli Mulciber czegoś dotykał to skwapliwie odłożył to na miejsce i porządek jej pracowni nie został naruszony bardziej niż się obawiała.
- W takim razie najlepsze jeszcze przed Tobą. - oświadczyła bez większego zastanowienia, odrzucając jednocześnie na plecy wciąż wilgotne włosy. Uśmiechnęła się zaczepnie, doskonale świadoma, że wielu zabiłoby, by zobaczyć ją w takim wydaniu. Skromność nie była najlepiej rozwiniętą cechą jej charakteru; można nawet dość bezpiecznie założyć, że nie miała jej wcale. Jedynym problemem jaki miała z staniem przed nim niemal w negliżu, był fakt, że było jej cholernie zimno. Gdyby pora roku była inna, zapewne nie kłopotałaby się ubieraniem i ze złośliwą satysfakcją próbowałaby go zbić z tropu odsłoniętą tu czy tam skórą. Byłoby to o tyle zabawne, że Ramsey należał w jej oczach do ludzi wyjątkowo skupionych i zdeterminowanych. Pozbawienie go koncentracji było nie lada wyzwaniem i stąd też uznałaby to za uroczą rozrywkę. Na jego szczęście (lub nieszczęście?) marzła. Woda ściekała jej wzdłuż kręgosłupa i doprowadzało ją to niemal do szaleństwa. W złym znaczeniu tego słowa. Dlatego jego uwagę przyjęła z krzywym uśmiechem, traktując ją być może słusznie jako komplement.
Przyglądała mu się z uwagą; szeroko otwartymi oczyma śledząc znajome rysy twarzy i analizując ich mimikę. Nie wątpiła w jego prawdziwość. Poszukiwała za to oznak zmęczenia, nowych blizn albo siwych włosów w ciemnej czuprynie. Nie było jej tylko miesiąc, ale czuła się jakby minęła cała wieczność. Ramsey jednak nie zmienił się niemal wcale. Wciąż tak samo nieufny i intensywny w odbiorze. Jeden kącik jej ust uniósł się nieco wyżej, gdy poczuła na swojej skórze jego dotyk. Lubiła sobie powtarzać, że na przestrzeni wielu lat ich znajomości uodporniła się już na jego urok, ale w chwilach takich jak ta zupełnie wypadało jej to z głowy. Szczególnie, że była doskonale świadoma tego jak blisko siebie się znajdują i jak niewiele dzieli ich materiału. Jego oddech pachniał słodko... i cytrynowo? Zmarszczyła lekko nos i parsknęła cicho.
- Chciałbyś. - sarknęła, tuż przed tym jak usunęła się poza zasięg jego rąk. Oczy błyszczały jej intensywnie, jakimś trudnym do nazwania uczuciem, ale nie było dane zbyt długo mu tego oglądać, bo Rita szybko zniknęła w ciemnym przedpokoju. Usłyszała co mówił, gdy odchodziła, ale nie odpowiedziała głośno. Aż tak Cię nie lubię żeby marznąć.
Nim do niej dołączył zdążyła już wybrać z szafy czystą - oczywiście c z a r n ą - szatę oraz resztę niezbędnych elementów ubioru. Skryta za parawanem błyskawicznie wsunęła na nogi pończochy, zaraz potem założyła resztę bielizny i szatę. Włosy przeczesała palcami i pozostawiła luźno rozpuszczone do wyschnięcia. Nie zamierzała kłopotać się makijażem ani żadnymi innymi zabiegami upiększającymi. Po prostu dołączyła do Ramseya, który kręcił się już po pomieszczeniu. Cokolwiek tliło się wcześniej w jej oczach zdążyło już zniknąć. Czarne tęczówki były znów spokojne, choć pozbawione zwyczajowego chłodu. Naprawdę cieszyła się jego obecnością.
- Dokumenty. - powiedziała, trochę bardziej do siebie, niż do niego i obróciła się wokół własnej osi, próbując przypomnieć sobie gdzie postawiła nieszczęsne zapiski. Szybko je znalazła: ozdobna skrzynka, w której je schowała po powrocie stała obok kominka niby przypomnienie jej listownej groźby o zrobieniu z nich opału. Przeniosła drewniany pojemnik na stół i otwarła małym kluczykiem, który zdjęła z najbliższej półeczki. W środku spoczywał gruby plik zapisanych cyrylicą pergaminów, z których Rita nie rozumiała absolutnie nic.
- Wiem tylko tyle, że Graham ściągnął je z zagranicy. Były opłacone, wszystko co zrobiłam to odebranie ich zgodnie z jego prośbą. Z oczywistych powodów nie mogę mu ich przekazać, ale może Tobie się do czegoś przydadzą. - wyjaśniła z nieco ponurą miną i gestem zaprosiła go do przejrzenia zawartości skrzynki. Sama w tym czasie znalazła dla siebie szklankę i nalała sobie szczodrze rumu. Słodkawy alkohol pomógł jej spłukać z ust smak żalu, którego zaczynała mieć już naprawdę dość. W milczeniu przyglądała się działaniem Mulcibera. Trochę miała nadzieję, że powie jej co tam się kryje na tych kartkach. Oby nie okazało się, że tachała to wszystko na darmo!






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
 

Wnętrze mieszkania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Serce zakazanego lasu
» Korytarz na II piętrze
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament na dziewiątym piętrze
» Apartament na ósmym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17