Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cierniowy Zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cierniowy Zakątek   10.03.12 23:18

First topic message reminder :

Cierniowy Zakątek

Cierniowy Zakątek to jedno z tych miejsc, których nie odwiedza się zarówno samemu, jak i z towarzystwem. To obszar, który powinno się omijać w nocy, jak i za dnia. I to szerokim łukiem - zważywszy na jego specyfikę. Nikt już nie pamięta tych pięknych różanych rabatek oraz rzędów dyptamu, kwiecistych krzewów pnących się po białych płotkach. Nikt już niemal nie pamięta o tejże cudnej woni, kolorowych płatkach kwiatów mieniących się rosą każdego słonecznego poranka, gdy Dorian Morrigan przychodził tu ze swoim ojcem, z pasją próbując stworzyć najurokliwszy magiczny ogród na świecie. Ich marzenie ziszczało się każdego dnia, bujne krzewy rosły coraz piękniejsze, zieleń uderzała swym niespotykanym nigdzie dotąd kolorytem; nawet niebo wydawało się przybierać zupełnie inny odcień niż zazwyczaj - jakby specjalnie dla nich, w nagrodę. I żaden z nich chyba nigdy nie spodziewał się, że ich ukochany ogród przeistoczy się w tak przeraźliwe miejsce okryte złą sławą, przeklęte, diabelskie, niechciane. Gdy obaj odeszli z tego świata, miejsce popadło w zapomnienie, zarastając gęstymi zaroślami, cierniowymi krzakami i diabelskimi sidłami.
Podobno po dziś dzień oba duchy, syna i ojca, błąkają się po tym przeklętym zakątku, jęcząc i zawodząc przeraźliwie nad losem swego ogrodu, stając się zgubą dla wielu niepożądanych gości, którzy mieli czelność wstąpić na teren ich ukochanego małego raju. Mówi się też o różnorakich magicznych stworzeniach chroniących się w zaroślach przed światem, tak strasznych i koszmarnych, że można popaść w szaleństwo.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cierniowy Zakątek   07.08.17 19:15

Wciąż było wiele niewiadomych. Leżała na trawie, obok były zarośla. Nad głową widziała nocne niebo, na którym migotały kolejne błyski. Obok znajdował się Jayden, który dziwnym trafem był właśnie w tym samym miejscu, do którego rzuciła ją niekontrolowana teleportacja. Na ten moment trudno było określić, gdzie się znajdowali. Czy był to Londyn, błonia Hogwartu, Hogsmeade czy jeszcze jakieś inne miejsce. Mogli być dosłownie wszędzie. Tak czy inaczej – działo się coś bardzo dziwnego, a ona była ranna i osłabiona, przez co czuła się bezbronna. Nie była też pewna, czy poza poparzeniami nie dolega jej coś jeszcze. Czy nie rozszczepiła się podczas tej dziwnej aportacji. Próbowała niezdarnie poruszyć stawami kończyn, co wywołało nową falę bólu, ale chyba wszystko miała na swoim miejscu. Ale tak czy inaczej nie powinni teraz używać teleportacji, bo wtedy naprawdę mogliby się rozszczepić.
- Czy ty... Też zniknąłeś... tak nagle? – zapytała po chwili; skoro Jayden też nie wiedział, gdzie są, to nie wyglądało na to, że wyszedł na nocny spacer i ją znalazł. Może te błyskawice zabrały jego tak, jak i ją? – Widziałeś... błyskawice? Czy też jesteś... ranny? – zapytała, by się upewnić, czy nie miała jakichś omamów. Choć obolała i wystraszona, próbowała zrozumieć to, co się z nimi stało.
- Możemy... spróbować. Nie dam rady się teleportować... Ale powinniśmy spróbować... zobaczyć, gdzie jesteśmy – powiedziała, a jej głos wciąż trząsł się i urywał, musiała robić przerwy, by zaczerpnąć oddech. Była szansa, że eliksir pomoże jej na tyle, by dała radę przynajmniej się podnieść, zależy, jak duża była jego dawka. Pewnie nie dojdzie daleko, ale może wystarczająco, by mogli się zorientować w swoim położeniu i znaleźć pomoc. – Kominek... Powinniśmy znaleźć... dostęp do sieci Fiuu – powiedziała. Tym sposobem mogliby przenieść się do Munga bezpieczniej niż z użyciem teleportacji. Pytanie tylko, czy w pobliżu znajdowało się miejsce z działającym kominkiem... i czy znowu nie przydarzy się coś dziwnego?
W blasku światła, które wyczarował, mogła wyraźniej zobaczyć otoczenie. Widziała wyraźniej swoje sponiewierane ciało ze śladami poparzeń oraz sylwetkę Jaydena, dla którego ta noc również nie mogła być lekka. Wokół nich rosły zapuszczone zarośla, na których gałęziach straszyły ostre kolce. Wyglądało to na coś w rodzaju lasu lub od dawna opuszczonego ogrodu. Na pewno nie były to błonia Hogwartu; wątpiła, by przez dwa lata odkąd ukończyła szkołę zdążyły aż tak zarosnąć. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek była w tym miejscu; wszystko wokół wyglądało obco i niegościnnie.
Przekręciła głowę lekko na bok, próbując coś dostrzec.
- Ścieżka – szepnęła, zauważając, że kawałek od nich wiła się wąska dróżka prowadząca do prześwitu między ciemnymi, groźnie wyglądającymi drzewami o zwieszających się gałęziach. Może tą dróżką mogliby dojść do jakiegoś cywilizowanego miejsca? Oby tylko nie znajdowało się ono daleko.
Próbowała nieco niezdarnie podźwignąć się, choć musiała zacisnąć mocno usta, by nie krzyknąć z bólu, gdy poparzona skóra naciągnęła się. Ale nie mogli tu zostać, więc musiała znaleźć w sobie dość sił, by być w stanie się przemieszczać.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cierniowy Zakątek   08.08.17 14:28

Jay jednego mógł być pewien - to nie były okolice Hogwartu ani Hogsmeade, bo znał tamte lasy jak nikt inny i zapewne jedynie Eileen wyprzedzała go w znajomości każdego krzaczka i małego, rosnącego dopiero drzewka. On nie poznawał tych miejsc i wielką stratą dla ich dwójki był fakt, że nie teleportowali się gdzieś w znane mu puszcze z tego względu, że mógłby wezwać centaury do pomocy. Te majestatyczne magiczne istoty zawsze wiedziały, co się działo na ich terytorium i mogłyby ich odnaleźć dość szybko. Jay jednak nie wiedział, co to było za miejsce. Mogły tutaj znajdować się nie tylko wrogie i nieznane mu centaury, ale również inne dzikie stworzenia, których na pewno nie chcieli spotkać. Najgorszymi ze wszystkiego były jednak problemy Jaydena z koncentracją. Uciążliwe, psychiczne zmęczenie z każdą chwilą jedynie wzrastało, zamiast łagodnieć i bał się, że może to być przyczyną braku odpowiedniej reakcji. Nie martwił się, że coś mu się stanie. Bał się, że zawiedzie Joss, a zdecydowanie nie zamierzał znowu się poddawać i czuć niepotrzebnym. Lub wręcz przyczyną nieszczęść.
- Jeszcze przed chwilą byłem w Wieży Astronomicznej, a teraz... - zaczął, odpowiadając na urywane pytanie dziewczyny. Czyli miał rację. Czyli znaleźli się tutaj nie z jego winy, ale jednak coś musiało ich tutaj sprowadzić. Akurat tę dwójkę. Jak? I dlaczego? - Nie. Nie widziałem błyskawic - odparł krótko, chcąc uniknąć wspominania o wciąż odbijającym się obrazie masakry, który stanął mu przed oczami w trakcie dziwnej wizji. Zresztą nie było jej potrzebne, by wiedzieć, co zobaczył. Najwidoczniej na różnych czarodziejów to wydarzenie miało odmienne skutki. On nie był poparzony ani nie trafił go piorun, jednak posiadał inne, odmienne obrażenia. - Nic mi nie jest - odparł, naginając prawdę jak się dało. W porównaniu do niej można by powiedzieć, że nabawił się kilku sińców i bólu głowy. A nie to było najważniejsze w tym wszystkim. Teraz martwił się o kuzynkę. - Mam porcję, ale nie wiem jak ją dawkujecie - powiedział, po czym przyłożył do ust Jocelyn flakonik z płynem. Zaraz potem nad ich głowami rozjaśniał świecący obłok, a Jay mógł w końcu spojrzeć na dziewczynę. Odetchnął szybko i nerwowo, widząc jej oparzenia, ale powstrzymał się przed dalszymi reakcjami szoku i niedowierzania. I chociaż czuł, że łzy znowu cisnęły mu się do oczu, nie pozwolił im wypłynąć. Zaraz również dostrzegł ścieżkę, o której mówiła, ale powstrzymał ją, gdy chciała się podnieść. Nie powinna chodzić. - Czekaj. Nie ruszaj się. Pobiegnę po pomoc - rzucił, po czym zaczął się podnosić, by pobiec na tyle na ile starczyło mu sił wskazaną ścieżką. Mógł ją zanieść, ale bał się, że zrobi jej krzywdę.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cierniowy Zakątek   08.08.17 16:35

To było tym bardziej dziwne, że Jayden zniknął z Hogwartu, który, jak wiedziała, był chroniony bardzo potężną magią. W jego granicach nie można było się deportować ani aportować, wiedział o tym każdy uczeń. Co innego Londyn, gdzie znajdowała się Josie. W uliczce między kamienicami nic jej nie chroniło, więc była całkowicie podatna na atak dziwnej magii. Sprowadzonej przez czyjeś zaklęcie, a może... coś zupełnie innego? Może to ta sama siła, która rzuciła tu Jaydena. I może nie tylko oni padli jej ofiarą, choć wydawało się, że w pobliżu nie widzi i nie słyszy nikogo innego. Tylko głos Jaydena i monotonne szelesty gałęzi drzew. Cała ta sceneria w obecnej sytuacji trąciła wrażeniem grozy i oderwania od bezpiecznej, stabilnej rzeczywistości, którą znała. Rzeczywistości, w której żyła spokojnie według ustalonej rutyny, dzieląc czas między kształcenie na uzdrowiciela a inne obowiązki i przyjemności właściwe młodej dziewczynie.
I wtedy nagle uświadomiła sobie przerażającą prawdę – co, jeśli rzeczywiście nie tylko ona i Jayden padli ofiarą tej tajemniczej mocy?
- Iris... Rodzice... – wyszeptała, zdając sobie sprawę, że jej siostra i rodzice też mogli być w niebezpieczeństwie. Jej matka była chora, silny wstrząs mogła nawet przypłacić życiem. Josie zdenerwowała się, pragnęła wrócić do domu i upewnić się, że nie zastanie bliskich rannych albo... Nie, o tym nie chciała myśleć.
- Boję się – szepnęła, a jej oczy ponownie utkwiły się w niebie, które wciąż wyglądało niepokojąco. Młodziutka Jocelyn nigdy czegoś takiego nie widziała, ale zmusiła się, by ponownie przenieść wzrok na Jaydena. Na ile mogła to stwierdzić w blasku padającego na nich światła, nie wyglądał na poparzonego, ale kto wie, może doznał innych urazów, których nie widziała, leżąc na ziemi? Najwyraźniej miał dość sił, żeby się poruszać, podczas gdy dla Jocelyn nawet próba uniesienia się na łokciach i siadu okazała się trudna i bolesna, więc po chwili znowu opadła na ziemię, a na jej czole pojawiły się kropelki zimnego potu.
Ostrożnie uniosła dłoń, by zacisnąć drżące palce na chłodnym flakoniku. Dawka wyglądała na niewielką, mniejszą niż zwykle podawała pacjentom, ale wypiła ją, licząc na choć minimalny przypływ sił. Potrzebowała ich, bo była teraz tak osłabiona, że gdyby ktoś ją zaatakował, poradziłby sobie bardzo łatwo. Odruchowo sięgnęła drugą dłonią do kieszeni, gdzie zwykle trzymała różdżkę. Ku swojej uldze udało jej się wyczuć znajomy zarys drewna i choć wiedziała, że jest zbyt słaba na rzucanie wymagających zaklęć, przynajmniej nie była całkowicie bezbronna.
Jayden także zauważył ścieżkę, która wiła się nieopodal, i być może prowadziła do bardziej uczęszczanego miejsca. Miała taką nadzieję, że znajdowali się niedaleko ludzkich siedzib, że znajdą życzliwych czarodziejów, którzy pomogą im dostać się do Munga.
- Zostanę tu. Dam sobie radę – powiedziała cicho, patrząc na niego uważnie. – Spróbuj znaleźć kogoś, kto nam pomoże. I wróć... Proszę.
Kurczowo zacisnęła palce na drewienku różdżki. Musiała zachować przytomność i czuwać, w nadziei że Jayden szybko znajdzie pomoc i wróci po nią. Jeśli nie, jeśli okaże się, że się zgubił lub upragniona pomoc znajdowała się gdzieś daleko... Wtedy będzie musiała zaryzykować próbę samodzielnego wyleczenia części obrażeń i ruszyć jego śladem. Póki co musiała mu zaufać i mieć nadzieję, że nie znajdowali się daleko od zamieszkałego przez czarodziejów miejsca. Że za niedługą chwilę ten koszmar się skończy i dowiedzą się, co to wszystko znaczyło.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cierniowy Zakątek   08.08.17 20:43

Najwidoczniej magia, która go zabrała ze szkoły była tak potężna, że przebiła się przez zaklęcia ochraniające budynek i okolice. Oznaczało to więc ni mniej ni więcej, że jego uczniowie również byli narażeni na podobną sytuację. Gdy zdał sobie z tego sprawę, poczuł jeszcze większy niepokój. Już i tak stracił zbyt wielu i zbyt wielu poniosło tragiczne skutki związane ze szlachtowaniem mugolskich dzieci przez Ministerstwo Magii i Gellerta Grindelwalda. Nie mógł sobie pozwolić na utratę chociażby jednej małej duszy. Już i tak czuł się słaby, gdy patrzył na ciało Lewisa, które trzymał w ramionach. Ale nie zamierzał teraz nikogo zawodzić. Nie dzisiaj. Nie teraz. Podniósł spojrzenie na okolicę, by jeszcze raz spróbować coś dojrzeć, ale za parę chwil całe miejsce miało się rozjaśnić mocą rzuconego przez niego zaklęcia. Miało dodać im nieco otuchy, której potrzebował nie tylko on, ale również i Jocelyn. Co prawda cienie wyciągały ku nim swoje lepkie macki, ale zawsze przy nich było światło. Była nadzieja, która nigdy nie miała zgasnąć w sercu nauczyciela, chociaż w pewnym momencie wierzył, że naprawie tak się stało. Ale wtedy prawie się poddał. Ten kto się poddawał, był słaby i nie mógł bronić innych, a Jay chciał to robić. Za wszelką cenę, nawet swojego życia, gdyby mu przyszło.
- Na pewno wszystko w porządku. Nie martw się o nich. Wpierw musimy się tobą zająć - odparł, gdy dziewczyna wspomniała o swojej rodzinie. Coś mocno go ukuło głęboko w sercu. No, właśnie... Nie tylko uczniów mógł dopaść ten dziwaczny teleport, ale również jego rodzinę, bliskich, przyjaciół... Momentalnie stanęła mu przed oczami scena sprzed paru minut, gdy widział siebie w centrum rozczłonkowanych trupów ludzi, których znał. Wyglądało to jakby to była jego wina, że zginęli. Coś obcego, nieznanego mu dotąd próbowało wbić się w jego umysł, ale nie chciał na to pozwolić! Próbowało mu wmówić, że to on zabił - że to on był centrum eksplozji, w wyniku której miał krew bliskich na rękach. Otrząsnął się na siłę z tego dziwnego transu, gdy usłyszał dwa słowa. Boję się. Spojrzał już nieco trzeźwiej na kuzynkę i pochylił się, by spróbować wziąć jej twarz w dłonie, ale zaraz je cofnął, nie chcąc zadawać jej tym dotykiem bólu. - Nie bój się. Hej, hej. Jestem przecież z tobą - mówił spokojnie i uspokajająco, nie chcąc, żeby się zamartwiała. To na pewno nie miało pomóc w jej aktualnym stanie. Jayden nie miał już żadnej marynarki, ale może kamizelka miała jej pomóc? Nałożył ją na kuzynkę i podniósł się nie bez trudu. Mógł jednak ustać, chociaż ciało miał obolałe. - Zaraz wracam, Joss - powiedział nim ruszył ścieżką w głąb lasu. Czuł jak po twarzy szarpały go liczne, ostre gałązki, ale w końcu przedarł się przez tę zasłonę. Zostawił za sobą ciało, jednak wciąż tliła się nad nim jego wyczarowana kula jasności. Nie było jednak czasu - Jocelyn potrzebowała pomocy. I to teraz! Zmusił nogi do szybszego chodu, a później lekkiego truchtu. Z każdym krokiem bolało, ale również przynosiło pewną ulgę. Nie wiedział ile już tak szedł, gdy dostrzegł przed sobą światło. Migało, a po przejściu kolejnych metrów zrozumiał, że stał przy domku. Był tutaj... Podbiegł do drzwi i zaczął pukać w drzwi, a później w okna zamierzając zbudzić każdego kto znajdował się w lecznicy dla zwierząt. Wyszła jakaś młoda kobieta, która wyglądała na wystraszoną, ale gdy wsłuchała się w słowa wyraźnie podenerwowanego Jaydena, zawołała jakiegoś mężczyznę i wraz z nim astronom wrócił do kuzynki. Nie zapomniał zabrać czegoś na kształt noszy, których używali do przenoszenia zwierząt, ale JJ nie kręcił nosem. Trochę zajęło mu odszukanie drogi powrotnej, ale w końcu, dzięki gwiazdom, trafił i od razu podbiegł do stażystki. - Jestem! Znalazłem pomoc! Zaraz cię stąd zabierzemy, ale będzie trochę bolało. Odrobinę. Musimy cię przenieść. Słyszysz mnie? Joss, słyszysz?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Cierniowy Zakątek   08.08.17 21:28

Jocelyn nie miała pojęcia o tych nieszczęściach, o których wiedział Jayden, ale i bez tego mogła wyobrazić sobie, co by było, gdyby coś takiego, co spotkało ich, wydarzyło się na szerszą skalę i dotknęło także innych. Może właśnie w tej chwili gdzieś indziej leżały inne ofiary dziwnej mocy, może Mung już pękał w szwach? Widziała, co działo się rano, a to było zaledwie kilka ofiar czarnej magii po tajemniczym pożarze na Nokturnie. A teraz, zaledwie kilkanaście godzin później, działo się to.
Jak dotąd był to chyba najbardziej pokręcony dzień w życiu Josie, mimo że pewnego epizodu nie pamiętała. Ale musiała to przetrwać, a niepokój o bliskich i chęć jak najszybszego upewnienia się, czy byli bezpieczni, tchnął w nią więcej woli walki.
- Mam nadzieję – szepnęła. – Mam nadzieję, że nic dziwnego... im się nie przydarzyło.
Oby spali teraz spokojnie w swoich łóżkach. Na to liczyła, ale ciągle stawała jej przed oczami wizja rannej Iris, matki, która budzi się daleko od domu i dostaje ataku choroby, w którym nikt nie może jej pomóc, ojca...
Westchnęła cicho i lekko uniosła rękę, by musnąć dłoń Jaydena, zanim odsunął się i odszedł. Choć zdecydowanie nie życzyła mu tak nieprzyjemnych doznań, jego obecność w jakiś sposób ją uspokoiła i cieszyła się, że nie jest zupełnie sama. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu byli w tym razem, musiała mu zaufać i mieć nadzieję, że nic mu się nie stanie, gdy będzie szedł szukać kogoś, kto im pomoże. Miała nadzieję, że dziwne błyskawice ani inne niepokojące efekty nie dadzą znowu o sobie znać. Chyba oboje mieli wystarczająco wrażeń na dziś.
- Uważaj na siebie – powiedziała cicho, odprowadzając go wzrokiem, gdy oddalił się i ruszył ścieżką. Martwiła się o niego, ale miał rację, sam pewnie szybciej dotrze gdzieś, niż gdyby musiał jeszcze dźwigać jej osłabione, poparzone ciało. Nie wiadomo na ile wystarczyłoby jej sił, a nieudana próba użycia magii leczniczej mogłaby zaszkodzić jej zamiast pomóc, a wtedy oboje mieliby jeszcze większy kłopot niż teraz. Teraz przynajmniej była względnie przytomna i świadoma tego, co się wokół niej działo.
Gdy odszedł, pozostała w miejscu, drżąc lekko pod okryciem, którym ją przykrył przed odejściem. Jednocześnie było jej zimno i gorąco z powodu poparzeń, ale skóra była wyjątkowo nadwrażliwa, więc unikała gwałtownych ruchów, choć przez cały czas bezwiednie gładziła drewienko różdżki i starała się nasłuchiwać, mając nadzieję, że nie pojawi się tu jakieś groźne stworzenie lub czarodziej o złych zamiarach. Jej powieki co jakiś czas opadały, ale zmuszała się, by je unieść. Nie mogła zasnąć. Nie teraz. Musiała być przytomna i czekać na Jaydena, ale w końcu jej silna wola zaczęła się kończyć i powieki znowu zaczęły opadać.
Nie wiedziała, ile minęło czasy, kiedy przebudził ją szelest głośnych kroków przedzierających się przez zarośla. Otworzyła oczy i zamrugała nimi szybko; obok znowu był Jayden.
- Wróciłeś...? Wszystko w porządku? – zapytała cicho, czując ulgę, że wrócił i wyglądał na względnie całego. – WytrzymamPrzynajmniej się postaram, dodała w duchu, pozwalając, by mężczyzna przeniósł ją na prowizoryczne nosze. Musiała być teraz silna, tym bardziej, że pojawiła się szansa na ratunek. Trochę mu pomogła, unosząc się i niezdarnie przetaczając na płachtę sztywnego materiału, chociaż miała wrażenie, że skóra w niektórych miejscach dosłownie pęka. Jęknęła, zaciskając usta i powieki, ale po niedługiej chwili znajdowała się na noszach, oprócz Jaydena dostrzegając też jakąś inną sylwetkę. Spojrzała pytająco na swojego kuzyna, zastanawiając się, jak daleką drogę mieli do pokonania i czy wiedział już w przybliżeniu, gdzie się znajdowali i czy było to daleko od Londynu.
- Myślisz, że zaraz się stąd wydostaniemy? – zapytała go, pozwalając, by zaczęli ją nieść. Niebo przepływało nad jej głową, ale wciąż starała się utrzymywać kontakt z rzeczywistością i ignorować ból poparzonego ciała.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cierniowy Zakątek   10.08.17 12:48

Właśnie. Centrum Londynu również przeżywało swoje ciężkie chwile jak sytuacja na Nokturnie, o której dowiedział się od ojca. To musiało być straszne. Szczególnie że właśnie Joss zajmowała się ocalałymi, których obrażenia, według słów postronnych świadków, wykraczały poza granice wszelkich przypadków oparzeń. Teoretycznie byli żywymi trupami. Jednak nie był to początek ani koniec nieszczęść. Od chwili referendum wszystko zaczęło iść w zawrotnym tempie do przodu, a chaos który zapanował zaskakiwał wszystkich i to zdecydowanie nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Też chciał wierzyć w to, że cała reszta świata smacznie spała w swoich łóżkach i nie musiała się mierzyć z ciemnością, zdezorientowaniem, braku pomocy. To był jakiś cud, że jemu nic się wielkiego nie stało i mógł spróbować pomóc drugiej osobie. A co jeśli oboje nie mogli się poruszać? Nie, to nie mogło tak wyglądać. Zdecydowanie nie. Dlatego w pewnym sensie dziękował za swój stan.
- Na pewno są bezpieczni - powiedział, posyłając dziewczynie szybki uśmiech, nie chcąc marnować czasu na ociąganie się. Nie mógł zbyt długo siedzieć bezczynnie, szczególnie, że już dostrzegał drogę, która mogła go zaprowadzić do jedynego ratunku - cywilizacji. Jeśli dzięki Merlinowi znajdował się niedaleko jakiś domek należący do czarodziejów mogli skorzystać z ich kominka. Nawet jeśli Jay trafiłby na mugoli, nie musiałby się martwić o tłumaczenie im sytuacji. Poparzenia z tego co wiedział, występowały również w ich świecie. Na pewno by im pomogli w dostarczeniu dziewczyny i astronoma do wyznaczonego miejsca, gdzie zajęłyby się nimi odpowiednie służby. A przynajmniej Jocelyn, bo jemu była potrzebna pewnie tylko maść na stłuczenia i nic szczególnie poważniejszego. Nie miał pojęcia, że psychiczne obrażenia również nie prezentowały się najlepiej. Zadane przez czarną magię mogły zadać mu o wiele gorsze ciosy niż fizyczny ból. Poczuł dotyk obcej dłoni na swojej i po raz ostatni posłał jej blady uśmiech, zanim zniknął wśród drzew. Nie miał pojęcia jak długo zajmie mu to poszukiwanie pomocy, ale nie mógł się ociągać z tego powodu. Dlatego poczucie ulgi i pewnej dozy ciepła rozlało się po jego wnętrzu, gdy dostrzegł znajomy zarys budowli. Co dziwniejsze, lub może wcale nie, trafił na domek, który był częścią lecznicy dla magicznych zwierząt, w której pojawił się jakiś czas temu, szukając pomocy z rannym centaurem. Czy był to przypadek, że wyrzuciło ich właśnie w tym miejscu? Jayden podniósł głowę, stojąc przy drzwiach i waląc w nie pięścią. Dostrzegł niebo i świecące na nim gwiazdy, do których się uśmiechnął. Znowu go uratowały, chociaż wydawać by się mogło, że wszystko było stracone. Poczuł się pilnowany przez wszechświat jak zawsze, a gdy szedł z drugim mężczyzną nowa siła pozwoliła mu nie czuć bólu tak mocno jak wcześniej. Gdy zobaczył, że Josie wciąż była przytomna, odetchnął z ulgą. - Niedaleko jest lecznica dla zwierząt. Byłem tutaj kiedyś. To Londyn - odpowiedział, chcąc ją jakoś pokrzepić i siebie samego. Nie wiedział czy fakt, że znajdowali się w stolicy jakoś miało pomóc, ale przynajmniej byli bliżej Świętego Munga, gdzie musiała znaleźć się Jocelyn. Próbował nie patrzeć, gdy przenosili ją na nosze, słysząc jej syknięcia. Na pewno skóra w takim stanie pękała i zadawała jeszcze większy ból niż normalnie, ale nie dało się jej uratować bezboleśnie. Szli już jakiś kawałek, gdy usłyszał jej głos. - Tak - odpowiedział, uśmiechając się. W końcu dotarli do chatki, gdzie czekała już kobieta. Wypatrywała ich z różdżką i światłem na jej końcu. Gdy znaleźli się w środku, Jay opadł na drewnianą ławę przy kominku, starając się odpocząć. Dopiero teraz poczuł jak był wycieńczony. Nie było jednak czasu do stracenia, więc wstał z trudem, by wysłać do szpitala w pierwszej kolejności Joss. Spojrzał na kuzynkę i, nim zniknęła w zielonych płomieniach, powiedział:
- Będę zaraz za tobą.

|zt x2




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
 

Cierniowy Zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Rody Chorążych
» Cienisty Zakątek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18