Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dziedziniec   10.03.12 23:20

Dziedziniec

Dziedziniec w postaci placu z kamiennej klepki, będący ozdobą bocznego wyjścia z biblioteki, zbudowany jest na bazie całkiem sporego prostokąta. Utrzymany w jasnej kolorystyce, okolony z trzech stron kunsztownym murkiem z płaskorzeźbami, ozdobionymi szerokimi balkonami, pięknymi aniołkami i ornamentami roślinnymi. Na samym środku ustawiono kilka kamiennych ław, wygodnych i wysłużonych, które są niezwykle często odwiedzanym miejscem - zarówno z racji zarówno panującej tu atmosfery, jak i widoku na okazałą, bogatą, luksusową okolicę Royal Borough of Kensington and Chelsea. Czyż nie można wyobrazić sobie czegoś wspanialszego, niż lektura ulubionej książki w zacisznym, zielonym miejscu w samym centrum miasta?
Po lewej stronie placyku usytuowana jest prosta, ale przyjemna fontanna, pozwalająca ochłodzić się w lecie, zwyczajnie nacieszyć wzrok; studenci lubią przesiadywać na jej brzegu, powtarzając materiał, wiążąc buty. Po bokach ustawiono donice pełne przepięknych, bujnych roślinności wydzielających przyjemną dla nosa, balsamiczną woń.


Powrót do góry Go down
Daisy Warbeck
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1145-daisy-warbeck http://www.morsmordre.net/t1153-pokochaj-mnie-okej http://www.morsmordre.net/f138-willow-avenue-18-4
poetka
25
Półkrwi
Panna
Oh, I know the sun must set to rise.
3
5
4
5
4
0
0
2
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   11.09.15 20:06

przed spotkaniem z Crispinem

Londyn był olbrzymim, tętniącym życiem stworem, który każdego dnia zatruwał płuca milionów ludzi powietrzem przesyconym dymem i spalinami. Chociaż stolica stanowiła jej dom już od siedmiu lat, w oczach Daisy pnące się ku niebu budynki były marną imitacją dumnych klifów zdobiących jej prawdziwy dom - Dover. Dobrze pamiętała, jak wiele kosztowało ją zaczerpnięcie choć odrobiny londyńskiego powietrza, gdy tu zamieszkała. Jej płuca uparcie domagały się pachnącej solą i morzem bryzy, którą Daisy zaczęła w pełni doceniać dopiero wtedy, gdy bezpowrotnie ją utraciła. Czasami w jej pamięci coś drgało, a we wspomnieniach wiał upragniony, porywisty wiatr, niosąc ku niej splecione ze sobą krzyki mew i skał, o które rozbijały się fale. To była muzyka dla jej uszu, bezlitośnie pokaleczonych gwarem Londynu. Mimo to wieloletnia rozłąka z morzem stopniowo zacierała pobrzmiewające w jej pamięci dźwięki, ustępując miejsca odgłosom ulicy. Bywały dni, kiedy rozgrywająca się tuż pod jej oknem opera klaksonów aut i kłótni kierowców poważnie szkodziła pokładom cierpliwości Daisy, a ten dzień bez wątpienia do takich należał.
Drobna sylwetka panny Warbeck znikała i pojawiała się pomiędzy tłumem przechodniów śpieszących się do pracy, domu czy sklepu, a jednak Daisy brnęła przez morze londyńczyków z godną podziwu determinacją. Na jej bladej twarzy malowało się skupienie, a na zaciśniętych w wąską linię ustach od czasu do czasu igrał grymas irytacji. Ktokolwiek próbowałby ją teraz zatrzymać, bez wątpienia nie osiągnąłby nic ponad rozzłoszczone spojrzenie rzucone mu kątem oka. Tymczasem wzrok Daisy ześlizgiwał się po kolejnych budynkach w poszukiwaniu znajomej fasady. Przez moment była nawet pewna, że pomyliła ulice; choć podobne wyprawy urządzała kilka razy w tygodniu, musiała liczyć się z dwoma prawdami - wciąż zdarzało jej się błądzić, a fale przechodniów potrafiły skutecznie zepchnąć Daisy z kursu.
Serce zabiło jej więc nieco mocniej, gdy z gąszczu budynków wyłonił się w końcu gmach Londyńskiej Biblioteki.
Jak na skrzydłach przemknęła przez bramę, pokonała pierwsze drzwi, potem drugie i wypadła na dziedziniec, momentalnie rozkoszując się wypełniającą jej uszy ciszą, przerywaną tylko łagodnym szmerem fontanny.
Był to jeden z nielicznych (a może jedyny?) luksus, na jaki mogła sobie pozwolić. Traktowała dziedziniec Londyńskiej Biblioteki jak azyl, w którym mogła schronić się przed napierającymi na nią ze wszystkich stron odgłosami miasta. Przychodziła tu za każdym razem, gdy nie mogła już dłużej wytrzymać w swoim ciasnym, położonym w samym centrum mieszkaniu. Choć dziedziniec nie miał nic wspólnego z magią - co potwierdzała choćby obecność kilku pogrążonych w nauce mugolskich studentów - w oczach Daisy miejsce to niemal dorównywało ulicy Pokątnej. Mimo że znajdowało się w hałaśliwym centrum, panująca tu cisza zdawała się być co najmniej magiczna.
Westchnęła głęboko, ogarniając wzrokiem każdy cal dziedzińca, od pojedynczego listka na krzewie po krople wody rozbijające się o skraj fontanny, po czym usiadła na jednej z kamiennych ławek w cieniu drzew. Wyciągnęła z wysłużonej, skórzanej torby równie wysłużoną książkę, ukradkiem chowając swoją różdżkę jeszcze głębiej. Chorobliwie dbała o to, by żaden element jej wyglądu nie kłócił się z mugolskim światem; w czerwonej sukience w drobne kwiaty i z książką w ręku mogła przypominać zwyczajną studentkę, jednak mugolskie studentki bez wątpienia nie nosiły w torebkach kawałków drewna. Z kolei jej książka tylko z okładki przypominała jakiś tandetny romans - treść kryła w sobie kompendium wiedzy o występujących w Anglii ziołach leczniczych. Nie martwiła się zatem o to, czy wzbudzi czyjąś czujność.




when she was just a girl, she expected the world but it flew away from her reach, so she ran away in her sleep and dreamed of
paradise
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   14.09.15 2:39

W przeciwieństwie do Daisy Tristan zawsze miał problem z trafnym wpasowaniem się w mugolską tłuszczę, nie tylko modą, ale i zachowaniem. Wyglądał bez wątpienia staromodnie, z męskim fularem pod szyją, w czarnym płaszczu bardziej przypominając XIX-wiecznego dżentelmena aniżeli współczesnego studenta i prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że kraniec różdżki wystawał z jego kieszeni. Zachowywał się też nie lepiej, władczym krokiem i z dumnie zadartą głową niewątpliwie zwracając na siebie uwagę, epatując czymś, co wymuszało w myślach określenie aroganta. Tak naprawdę wcale nie lubił zapuszczać się między mugoli, zupełnie nie odnajdywał się w ich świecie. Może nie potrafił, a może nie chciał, nigdy nie próbując, czuł się w nim obco, czuł się w nim zagrożony, od dziecka wysłuchując mantr o ich niższości, konieczności podporządkowania oraz o tym, jak bardzo niebezpiecznym byłoby wpuszczenie ich do czarodziejskiego świata. Sam żywił względem mugoli głęboką urazę, uparcie wierząc, że wyłącznie przez nich smoków na świecie pozostało już tak niewiele.
Miejsca takie jak ta biblioteka budziły jego frustrację; było to bowiem miejsce niezwykle okazałe oraz, zapewne, niezwykle cenne. Przyrównać do niej bibliotekę z Beuxbatons to jak przyrównać kuca do słonia, dysproporcja była olbrzymia. Nie wiedział, czy gdzieś na świecie istniały podobne zbiory ksiąg czarodziejskich, równie olbrzymie, przepastne i kompletne, nie sądził. I nie wiedział, czy wynikało to z niechęci czarodziejów do uporządkowanego świata - wydawało się, że o wiele lepiej odnajdywali się w chaosie - czy może powód był bardziej prozaiczny i wiązał się w tym, że to mugole tłoczyli się kraju jak mrówki, podczas gdy czarodziejów było na świecie o wiele mniej. Zapewne odpowiedź była gdzieś pośrodku. Tristan lubił odwiedzać te zbiory, choć nie zapuszczał się do mugolskich części, nie rozumiejąc sposobu ich funkcjonowania, odwiedzał jedynie czarodziejskie działy i nie inaczej było tym razem; akurat wychodził z gmachu, trzymając pod ręką dwie pozycje, jedną, grubą, obitą twardą oprawą, o smoczych pasożytach. I drugą - szczuplejszą, mniejszą, tomik poezji Hanny Fawley wydany przez Scribbilusa. Biały kruk, dawno nigdzie nie widział na rynku tej pozycji do kupienia. Bo wolał książki kupować aniżeli wypożyczać. Musiał przyznać, że atmosfera dziedzińca, pomimo tego, że mugolski, nie była przykra; ostatnimi czasy Tristan miał na głowie wiele zmartwień, które dość łatwo ulatywały w azylach podobnych temu. Szmer fontanny zawsze przypominał mu dziecięcą beztroskę. Nie spodziewał się jednak, że to miejsce naprawdę przeniesie go w czasy dzieciństwa.
Nie od razu poznał Daisy, wydoroślała - ale niewiele się zmieniła. Wciąż wydawała się nieco nieobecna, a te oczy... zawsze wydawały się kryć jakąś mroczną tajemnicę, której Tristan nigdy nie poznał. Przystanął, jak skamieniały, wpatrując się w dziewczynę - nie, już kobietę - siedzącą na ławce, różdżka, która ukradkiem wysunęła się z jej torebki, wydała mu się niejako potwierdzeniem jego domysłów. Coś podobnego... czy to mogła być prawda? Zastanawiał się, gdzie podziała się Daisy, kiedy po raz pierwszy ujrzał jej wiersz w Proroku. Uciekła z jego życia jak tamten świat, jak Dover jego dziecięcych lat, jak Dover... sprzed wojny, jak jego zmarła siostra. Odjął od niej spojrzenie, pierwszym odruchu chciał odejść, zniknąć, nim go zobaczy, powrót do dzieciństwa wydawał mu się zbyt bolesny. Ale coś go powstrzymało. Przechodził obok niej, kierując się do wyjścia, gdy nagle przystanął i zwrócił się do niej, mówiąc szybciej niż myśląc.
- Panna Warbeck? - Jego głos był zdecydowany, maskował towarzyszące Tristanowi wahanie. Zawsze był dobrym kłamcą. - Proszę wybaczyć impertynencję, jeśli się mylę, lecz jest panna niezwykle podobna... - Urwał, dopiero teraz mogąc przyjrzeć się tym szmaragdowym tęczówkom. Nie... Nie mylił się. Umilkł, z niedowierzaniem przyglądając się dziewczynie.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   03.09.16 9:44

27 stycznia 1956

Kolejny mroźny poranek szczypał policzki Constance. Jeszcze przed pójściem do pracy musiała sprawdzić w bibliotece coś, co nie pozwalało jej spać. Czy rozpisana w szpitalu numerologia dla zaklęcia była poprawna? Wierzyła w swoje umiejętności, ale coś podpowiadało jej, że jak zajrzy do książek, to poczuje się pewniej. Wraz z grupą badawczą nie mieli czasu na błędy. Ślub z Arthurem mógł przekreślić wiele jej dróg oraz szeroko pojętą wolność. Nie wiedziała, jaki jest naprawdę, więc chciała wykorzystać ten czas jak najlepiej. Biblioteka jak zwykle powitała ją ciepło, a zmarznięta skóra poczuła ukojenie.
Poranna pora nie przyciągała do siebie wielu fanatyków czytania. Constance lubiła tu przychodzić tak wcześnie. Wydawało jej się, że bibliotekarka tylko czeka na jej pytania i nie jest jeszcze zmęczona całym dniem. Dzięki współpracy z nią wiele mogła osiągnąć. Nawet jak była w szpitalu i wysyłała zapytania bądź prośby o wypożyczenie książki, nie spotykała się z żadnym oporem. Dlatego teraz na jej biurku postawiła mały pakunek, w którym kryły się słodkości upieczone przez służbę. Ot takie podziękowanie, a jednocześnie osłodzenie dnia. Connie wiedziała, o jakich ludzi powinna dbać. Nie chciała jej przeszkadzać, więc szybko oddaliła się do działu z numerologią. Wypożyczyła książki, które wydawały jej się słuszne. Zaawansowana numerologia i jej spojrzenie na świat, tytuł niezbyt trafny, ale Constance nie narzekała jak zaczęła wczytywać się w zawartość. Narobiła kilka błędów, w końcu nie była mistrzem. Mróz na dziedzicu nie pozwalał jej myśleć, więc szybko wróciła do środka, a następnie znalazła miejsce na stoliku. Naprawiała błędy w swoich obliczeniach i rozpiskach, a za pomocą książki wszystko wydawało się takie trywialne! Żałowała, że jej nie kupiła do domu, ale może to biblioteka działa na nią tak inspirująco? Zapach książek, cichy szelest ich kartek był muzą dla każdego badacza. Musiała wyrwać kilka kartek ze swojego dziennika i opisać wszystko na nowo. Jakże mogła być tak nieuważna! Tłumaczyła sobie, że to na pewno przez szpitalne jedzenie, ale w całym podpunkcie zrobiła jeden wielki błąd. Dobrze, że tu przyszła. Dowiedziała się wielu rzeczy, lecz ile z tego zapamięta? Nowy rozpis numerologiczny zaklęcia prędko przepisała perfekcyjnie do swojego dziennika badawczego założonego na potrzeby Zwierciadła Przyszłości. Zerkając na zegar, wiedziała, że lada moment, a będzie spóźniona. Oddała książkę bibliotekarce i szybko się z nią pożegnała. Może tym razem Ramsey będzie zadowolony z jej numerologicznego bełkotu, a zaklęcie spełni wszystkie ich marzenia. Na szali stało wiele rzeczy, które z nich się spełnią?

zt




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   03.09.16 9:44

The member 'Constance Lestrange' has done the following action : rzut kością


'k100' : 38


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   15.01.17 20:48

24 kwietnia
Ludzie przesuwali się obok niego. Niektórzy rozmawiali, inni zafascynowani lekturą wypożyczoną z biblioteki, a jeszcze inni po prostu siedzieli zamyśleni. Tako właśnie był w tej chwili Londyn. Podzielony, chociaż równocześnie wszyscy mieszkańcy byli zaraz obok siebie. Ale nie zauważali się wzajemnie, tworząc pewien rodzaj ciemnej masy, mieszającej się w jeden kolorowy barłóg. Morgoth pojawił się w umówionym miejscu jak zawsze parę chwil przed czasem. Dlatego też miał czas na obserwację. Nie przeszkadzało mu to. Tak samo jak jego ojciec miał to w genach i skupiał się na zbieraniu informacji z własnych obserwacji. Nie na słowach czy opiniach innych ludzi. Nie można było ufać innym ludziom, a najlepsze zrozumienie ich gestów, często było drogą do zwycięstwa. Dlatego właśnie Leon Vasilas Yaxley potrafił tak szybko postawić sprawę swojego rodu w stosunku do mugoli, nie bojąc się konsekwencji. Jako nowy nestor był silną głową rodziny. Morgoth miał nadzieję, że kiedyś chociaż w najmniejszym procencie będzie taki jak on. Ale teraz miał inne sprawy na głowie, chociaż wcale nie tak oddalone od sprawy politycznej, która opanowała świat czarodziejów. Musiał przedyskutować parę spraw z lady Black. Wiedział, że jako stażystka departamentu w Ministerstwie Magii może nie mieć wielkich wpływów, ale nie po to tam był. Pragnął podstawowej wiedzy. To wszystko. Ktoś o tak dobrej renomie jak kobieta, na którą czekał, powinna znać odpowiedzi na jego pytania. Zresztą wolał nie wchodzić w żadne poważniejsze rozmowy z kimkolwiek na wyżej postawionych stopniach. Nie to go interesowało. Działał spokojnie. Wiedział, że należy budować sojusze właśnie na takich podłożach - pozornie niczym nie zobowiązujących, ale równocześnie niezwykle fundamentalnych. Nie oczekiwał żadnej przysługi od lady Black, chociaż wiedział, że jeśli będzie chciała, odezwie się we właściwym dla siebie czasie. Był otwarty na propozycje podziękowania za pomoc. Zresztą wiedział, że teraz gdy tak wielu wrogów czaiło się dookoła szlachty, pomoc sobie nawzajem była ponad wszystko. Stanowiła zapewne pewien wyznacznik, kto był wart szacunku, a kto nie. I chociaż do końca nie miało spełniać to żadnej roli. Gdy usłyszał czyjeś kroki, niedaleko odwrócił się w tamtą stronę, ale nie była to osoba, na którą czekał. Okręcając w palcach srebrną zapalniczkę, zastanawiał się nad tym co miało się wydarzyć za parę dni. A mogło się wydarzyć dosłownie wszystko.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   16.01.17 17:26

Kwiecień jak do tej pory był dla Libry pasmem nieprzewidzianych, nieprzyjemnych wydarzeń. Jej życie nigdy nie było usłane różami, chociaż i tak przez większość czasu była z niego dumna. Jednakże jeszcze miesiąc temu uważała się za osobę doświadczoną i odporną na wszystko. Jak bardzo niemądre to było. Obrzydliwa napaść, bo inaczej nie mogła tego nazwać, ze strony osoby, której miała być posłuszna oraz pierwsze w jej pamięci tak rzeczywiste otarcie się o śmierć przeżyła gorzej niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Ale wcale nie sprawiała takiego wrażenia. O nie. Libra był prawdopodobnie bardziej chłodna i zamknięta w sobie niż kiedykolwiek. Wciąż przywoływała na twarz oficjalne uśmiechy, wtedy gdy było trzeba, jednakże oczy trwały nieruchome i puste. Jej chęć udowodnienia swojej wytrzymałości zwyciężyła i zwykłe perfekcyjne zachowanie stało się niemalże napastliwe. Nie zamierzała się bać.
Prośbę Lorda Yaxleya przyjęła obojętnie, choć nie mogła zaprzeczyć, że była łagodnie zaciekawiona. Była to na pewno przyjemna przerwa od całego ostatniego zamętu. Spokojna rozmowa pod Biblioteką Londyńską z każdą minutą zbliżającą ją do godziny spotkania zdawała się jednak zamieniać w marzenie. Była za ten list niemalże wdzięczna. Chciała wreszcie przestać odczuwać tą porażającą słabość i wyjść gdzieś samodzielnie. Kojąca do tej pory samotność stawała się nie do zniesienia, gdy w jej żyłach wciąż grzmiała wola działania.
Gdy dotarła na miejsce i zauważyła Lorda Yaxleya ruszyła powoli jego stronę, zmuszając się do lekkiego uśmiechu. Zadbała o to, by wyglądać nienagannie, mimo niedawnego pobytu w szpitalu.
- Witaj, Lordzie Yaxley - przywitała go cicho, gdy tylko znalazła się wystarczająco blisko. - Dziękuję za to zaproszenie. To prawdziwy zaszczyt, że zwrócił się Lord właśnie do mnie - dodała jak nakazywały maniery.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   20.01.17 1:20

Poczuł na sobie czyjś wzrok, więc podniósł spojrzenie, by napotkać duże orzechowe oczy pewnej kobiety naprzeciwko. Musiał przyznać, że była bardzo piękna, ale nic więcej. Morgoth nie potrafił patrzeć na świat dookoła w ten sam sposób co inni ludzie. Analityczny do bólu, potrafił dostrzegać piękno, ale w zupełnie przeinaczonym, własnym kontekście. Tobie też ciężko dogodzić. Darcy Rosier miała rację, gdy wypowiedziała te słowa podczas spotkania na wrzosowiskach. Czy gdyby było łatwo go zadowolić, różniłby się czymkolwiek od pospólstwa, które wolało proste i niewymagające drogi? Yaxley nie był człowiekiem, który zabiegał o względy i to było mankamentem, który nie docierał do panny Rosier. Jak i do wielu ludzi z arystokratycznego kręgu. Ani on ani jego ojciec. Nikt z ich rodu nie poddawał się presji ani nie uginał się pod roszczeniami współczesnego świata czy większej grupy społeczeństwa, w którym się obracali. Chłodni, wycofani, małomówni. Analizujący, obserwujący. Tacy właśnie byli Yaxley'owie i Morgoth nie różnił się od nich niczym. Nigdy nie rozmawiał z lady Librą Black prócz kilku ogólnikowych słów. W końcu różnił ich w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie jedynie rok różnicy. Śmierciożerca jednak nigdy nie szukał towarzystwa, dlatego też z wieloma osobami w ogóle nie złapał kontaktu przebywając na zamku. Może zamienili kilka słów, nie należało to nic do czegoś konkretnego. Jak dzisiaj. Gdy ją zobaczył, wstał płynnie, by poprawić równocześnie płaszcz. W międzyczasie czarnowłosa podeszła do stolika, by przywitać się z nim cicho.
- Lady Black. Mam nadzieję, że korzyści popłyną w obie strony - odparł na jej kurtuazyjne powitanie, ale nie odezwał się już więcej, witając odpowiednio przybyłą kobietę. Już wkrótce miała zostać lady Avery, co oznaczało pewien dystans, który musiał zachować. Szczególnie że Libra miała zostać żoną Samaela, a po ostatnich wydarzeniach na spotkaniach Rycerzy Walpurgii i wyjawieniu jego sekretów, Yaxley podchodził do dawnego towarzysza w zbrodni praktycznie z pogardą. Nie wspomniał o pobycie kobiety w Mungu, wiedząc, że nie była typem, który chciał by wytykać jej słabość. I dobrze. - W tych czasach brakuje kompetentnych ludzi z odpowiednimi poglądami - zaczął od razu, gdy Blackówna zajęła miejsce, a on usiadł naprzeciwko niej. Nie zamierzał tracić ani jej, ani swojego czasu. - Jej departament zajmuje się koordynacją i kierownictwem nad niewłaściwym używaniem czarów. Jakie więc są konsekwencje za eksperymenty na żywych istotach? - Jego pytanie było niezwykle konkretne i chociaż mogła nie wiedzieć, ufał, że dobrze odpowie.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   21.01.17 17:29

Rozkoszowała się tą chwilą. Wszystko było niemalże jak dawniej, zanim ojciec poinformował ją o narzeczeństwie. Przybieranie roli porządnej arystokratki i sztuczne uprzejmości nigdy nie były tak przyjemne. Czuła się pewnie, elegancko, kiedy usiadła przy stoliku w milczeniu oczekując na pytanie. Zazwyczaj puste dni wypełniły się determinacją, która urzeczywistniała jej życie. Już nie czuła się jak lalka za szkłem, ale wciąż była damą, która nie pozwoli sobą pomiatać.
Skinęła lekko głową, rozszerzając oczy w zaciekawieniu, kiedy mężczyzna mówił. Ale każdy z tych gestów był wyuczony, automatyczny i powtarzalny. Przytaknęła cicho, składając ręce na kolanach, gdy Lord Yaxley wspomniał o niedogodnościach tych czasów, a potem wzięła głębszy oddech, kiedy usłyszała ostateczne pytanie.
Była nie tyle zaskoczona, co zaintrygowana, ale zadbała o to, by tego nie okazać. Zmrużyła lekko oczy w zastanowieniu, przyjmując, o ile to możliwe, jeszcze bardziej oficjalną postawę. Darowała sobie jakiekolwiek dodatkowe komentarze i od razu przeszła do odpowiedzi, przywołując w pamięci wszystko co wiedziała na ten temat. W departamencie była jedynie stażystką, jednakże wiele czasu poświęciła na samodzielną naukę i powinna potrafić odpowiedzieć na większość pytań dotyczących prawa.
- Wszystko zależy od rodzaju eksperymentu i od tego, co to za istota. Prawo zwraca też uwagę na to, czy osoba do której istota należy, jeżeli w ogóle jest ona czyjąś własnością, wyraziła na eksperyment zgodę. Jeśli mogłabym poprosić Lorda o więcej szczegółów - pochyliła nieznacznie głowę.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   21.01.17 18:06

Wszyscy ponosili jakieś konsekwencje życia na takim poziomie i w takim towarzystwie. Morgoth tracił rodzinę, chociaż właśnie za nią i dla niej robił właśnie to, co robił. Stracił bliską mu osobę, bo chciał ocalić drugą. Wydawać by się mogło, że nie da się go złamać lub w jakikolwiek sposób dotknąć - miał jednak przewagę, którą był dystans. Nie pozwalał nikomu obcemu się poznać i nawet bliscy członkowie rodu Yaxley'ów nie znali wszystkich jego sekretów. Lady Libra Black wydawała się równie idealną szlachcianką, której nie dało się zachwiać. Można było pomyśleć, że była zbyt wzorowa. Ludziom bez skazy trudno było powierzyć cokolwiek, skoro nie znali drugiej strony życia. Morgoth jednak nie powierzał jej niczego, czego nie mógłby przekazać komukolwiek innemu z większym doświadczeniem czy pochodzeniem. Ale wybrał ją i zamierzał się tego trzymać. Nikt nie musiał wiedzieć dlaczego ani czemu miało to służyć. Początkowo nic nie znaczące elementy układanki mogły się potem ułożyć w coś tak oczywistego, że aż umysł ludzki tego nie rejestrował. Zbyt banalne, zbyt przewidywalne. Ukryte na widoku. Dostrzegał jej subtelne ruchy. Znał je, bo jego samego szkolono od najmłodszych lat. Czy weszło jej to w krew, czy dalej robiła to, bo wypadało? Wpatrywał się w stolik między nimi, słuchając jej słów. Dyplomatycznie i adekwatnie do informacji, które posiadała. A on zamierzał dać jej ich trochę więcej.
- Trudno zranić gruboskórne zwierzę, a mimo to spotkałem się już z tym kilka razy w ciągu ostatnich paru miesięcy. Od grudnia zeszłego roku w rezerwacie Peak District doszło do dziwnych zdarzeń. Smoki zostają ranne bez powodu, chociaż ze sobą nie walczą, znikają smocze jaja, pazury, krew, łuski... To nie mogło być nic dopuszczalnego. Odpowiedzialnego za to człowieka trzeba osadzić.
W jego słowach nie było pytania, a jedynie szukanie potwierdzenia. Potwierdzenia tego, czego wszyscy się obawiali w rezerwacie, ale nikt nie śmiał powiedzieć tego głośno.
- Oczywiście nie muszę mówić, że jest to przeznaczone jedynie dla jej uszu - dodał, podnosząc spojrzenie na Librę.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   23.01.17 16:38

Uniosła lekko głowę, słuchając kolejnych słów Lorda Yaxleya. Kąciki jej ust opadły adekwatnie do sytuacji, ale tak naprawdę w ogóle się tą sprawą nie przejęła. Mimo wszystko powinna, jeszcze dwa miesiące temu taka informacja by ją oburzyła lub chociaż wywołała niesmak. Teraz miała zbyt wiele własnych problemów, by przejmować się smokami w Peak District. Miała nadzieję, że po ślubie powróci jej dawna postawa, bowiem jako pracownik ważnego departamentu musiała wyplenić z siebie ten rodzaj obojętności. Aktualnie mogła przynajmniej skorzystać ze swoich wyuczonych przez lata umiejętności i przyjąć machinalnie odpowiedni wyraz twarzy. Zdegustowany.
- Oczywiście, Lordzie Yaxley - odpowiedziała cicho i płynnie na jego ostatnie oświadczenie, które było dla niej jasne praktycznie od momentu w którym przeczytała list. Uniosła na niego swój nieco zamyślony wzrok. - Rzeczywiście, trudno zranić smoka... Wydaje mi się, powołując się na Lorda opis, że są to nie tyle eksperymenty na żywych istotach, co ataki o tle rabunkowym. Myślę, że w przypadku smoków zamieszkujących rezerwat jest to jak najbardziej karalne, ale wysokość kary powinna zależeć już od motywów, a przede wszystkim sposobu działania sprawcy. W tym przypadku od razu należy będzie zwrócić uwagę na to, jakiego rodzaju magii użyto do zranienia stworzenia tak potężnego jak smok - nie musiała precyzować. - Poza tym wspomniał Lord o smoczych jajach, których posiadanie jest nielegalne - skrzyżowała blade dłonie na stole przed sobą, oczekując na odpowiedź mężczyzny.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   30.01.17 13:00

Polityka. Wszędzie pojawiała się niezauważona, by wypłynąć zupełnie w niespodziewanym momencie. Niektórych zaskakiwała tym, że wszystko sprowadzało się właśnie do niej. Inni potrafili i zdawali sobie sprawę z jej istnienia. Że była wszędzie. Że nie dało się żyć bez niej. Oddychali nią, czuli wewnątrz, praktycznie ją zjadali. Morgoth doskonale wyczuwał ją w zachowaniu lady Black. Gdyby nie polityka, nie zostałaby w ten sposób wychowana. On nie byłby w ten sam sposób ukierunkowany. Ona ich kształtowała, temporyzowała, ukierunkowywała. Zupełnie jakby właśnie polityka była postrzegana nie tylko jako rodzaj sztuki rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. Przypominała raczej niematerialny byt, pod który trzeba było się dostosować. Który był obecny w życiu każdego człowieka i trzeba było go poznać, by umieć z nim współgrać. Niektórzy odrzucali podobne myślenie. Uważali, że brak zainteresowania działaniami polityków czy osób związanych z polityką sprawi, że ominie ich to szerokim łukiem. Jak bardzo się mylili. Jak bardzo nic nie wiedzieli. Wszyscy byli jej dziećmi, a to oznaczało, że do wszystkich miała swoje dojście. Prędzej czy później.
- Rozumiem - odparł jedynie, czując, że nie miał więcej pytań. Nie chciał zresztą zajmować kobiecie więcej czasu niż wymagała jego żądza wiedzy i odpowiedzi. Spojrzał na nią przez chwilę, zupełnie jakby chciał coś jeszcze powiedzieć lub odczytać z jej twarzy, ale nie odezwał się. Czas się kończył, a on powinien jeszcze coś załatwić. Coś jednak kazało mu się nie ruszać. Coś lub właściwie pewien drobiazg. - Chyba powinienem pogratulować na koniec zaręczyn, ma'am - dodał, chociaż nie zamierzał wspominać o mężczyźnie, którego upatrzył sobie ojciec Libry. Libertynizm był tutaj bardzo pobłażliwym pojęciem.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   30.01.17 19:15

Mężczyźnie trzeba było przyznać, że rzeczywiście się nie ociągał i nie zajął zbyt wiele jej czasu. Mimo wszystko Libra wolałaby gdyby spotkanie trwało jeszcze choć parę minut, bo w pewnym sensie dodawało jej pewności siebie, w którą krótkimi momentami wątpiła, gdy spędzała większość dnia we dworze. Jak księżniczka oczekująca księcia. Zacisnęła niezauważalnie zęby, ale chwilę później na jej twarzy znów malował się uprzejmy uśmiech. Sama, z szacunku, nie zamierzała Lorda zatrzymywać, ale już teraz wiedziała, że przed powrotem wstąpi jeszcze do Biblioteki. W końcu nie było lepszego towarzystwa niż stare, przepełnione wiedzą i magią woluminy.
Schyliła adekwatnie głowę słysząc gratulacje. Nie były pierwsze i prawdopodobnie nie ostatnie. Od wyjścia ze szpitala za każdym razem wywoływały w niej jednak pewne dziwne, bliżej nieokreślone uczucie. Parzące, choć powierzchownie pozostawała chłodna. Uniosła wzrok i spojrzała mężczyźnie w twarz, jej oczy wydawały się niezdrowo lśnić, choć może były to pozostałości po chorobie.
- Dziękuję, sir. To dla kobiety wielkie szczęście - dodała skromnie, tak jak powinna, choć poza twardym poczuciem wypełniania należnego obowiązku nie mogła nazwać się szczęśliwą.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   30.01.17 19:44

Morgoth szanował czas innych ludzi. Tego go nauczono, podobnie jak mówienia konkretnych rzeczy. Bez owijania w bawełnę krasomówstwa. Niektórzy tak właśnie działali, ale dla niego nie było to naturalne. Od zawsze zresztą miał tendencję do milczenia, a gdy się odzywał mówił mało, jednak zawsze uderzał w sedno. Jak teraz. Dowiedział się wszystkiego, czego chciał. Nie umknęło mu lekkie spięcie lady Black. Tego nie dało się ukryć, że cholernie dobrze odczytywał ludzi. Naturalny dar jak i rozwijanie tej umiejętności przez całe życie było niezwykle przydatne. Nie wiedział jak było z Librą, ale musiał przyznać, że imponowała mu swoim opanowaniem. Jak nikt inny potrafiła zostać nieprzenikniona i w pewien sposób działało to na jej korzyść. Byłaby to silna zaleta, gdyby była mężczyzną. Należała jednak do kobiecego świata, który opierał się na innych zasadach. Czy miała pozostać tak samo niezłomna po ślubie? Oby tak.
- Nie wątpię - dodał, przejeżdżając dłonią przez brodę. Wiedział, że będzie musiała to powiedzieć. Zresztą sam co do tego ją sprowokował. Sądził jednak może w jakimś podświadomy sposób, że wyczyta z jej twarzy zupełne przeciwieństwo tego, co mówiła. Samael Avery nie był dobrą partią. Nie mógł być. Morgoth odetchnął niezauważalnie, po czym wyciągnął papierośnicę z wnętrza rozpiętego płaszcza. Spytał wcześniej lady czy jej to nie przeszkadza. Przy okazji zostawił ją na stole w razie, gdyby sama zechciała sięgnąć po jednego z nich. Wydobył jeszcze zapalniczkę, przekrzywił charakterystycznie głowę i odpalił papierosa. Odchylił lekko głowę, by wypuścić dym. Żadne z nich się nie poruszyło, chociaż oficjalna część spotkania właśnie dobiegła końca. Co teraz? Yaxley'owi nie przeszkadzała cisza. Po prostu siedzieli naprzeciwko siebie.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   08.02.17 17:56

Na odpowiedź Lorda Yaxleya jedynie spuściła wzrok, wbijając go w leżącą na stole papierośnicę. Mimo iż propozycja była oczywista nie zamierzała po nią sięgać. Od tego typu przyjemności stroniła równie mocno co od alkoholu. Lekki uśmiech na jej ustach pozostał niezmienny, kiedy złożyła ręce na kolanach przed sobą. Siedzieli w ciszy, ale dla Libry nie był to żaden problem, bowiem kobieta lubiła spędzać w ten sposób czas. W bibliotece, w swojej sypialni, w ogrodach, gdzie jedyne dochodzące do niej dźwięki były ciche i miękkie, najczęściej wywołane przez naturę. Cieszyła się tym momentem, po raz pierwszy od dawna nie zaprzątając sobie głowy żadnymi sprawami. Jej postawa pozostawała jednak nadzwyczaj sztywna. Rozmowa mogła dobiec końca, ale Libra została nauczona, że kobieta w towarzystwie nigdy nie powinna rozluźnić ramion i przygarbić pleców. Uniosła wzrok i przez chwilę wpatrywała się w mężczyznę naprzeciwko, bez żadnego skrępowania obserwując jego twarz, oczy i dym wydobywający się z jego ust. Tutaj oddziaływała już duma.
Kiedy minęła stosowna ilość czasu kobieta poruszyła się lekko, jak posąg ożywiony zaklęciem i wstała, poprawiając płaszcz.
- Spotkanie z Lordem było zaszczytem, lecz niestety muszę już iść. Potrzebuję wstąpić jeszcze na chwilę do Biblioteki - powiedziała cicho i uniosła nieco brodę.

/zt x2


Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Biblioteka Londyńska-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18