Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wojna sprawiedliwa

Go down 
AutorWiadomość
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 18
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wojna sprawiedliwa SZkQsQ6

Wojna sprawiedliwa Empty
PisanieTemat: Wojna sprawiedliwa   Wojna sprawiedliwa I_icon_minitime07.09.19 20:44

27 X 1921, Hogwart

W akompaniamencie śmiechów przebył ostatnie stopnie do Wieży Gryffindoru. Po podaniu hasła Grubej Damie mógł przejść z kolegami do pokoju wspólnego. Brown dalej żartował z dziewczyn, parodiując ich miny, kiedy pomiędzy ich grupę wpadła kula światła wyczarowana przez Ignis fatuus. To była dziecinna zagrywka, ale i Kieran uśmiechnął się pod nosem, kiedy Spinnet podskoczyła nagle z piskiem, a potem spojrzała z wyrzutem właśnie na niego, by po chwili zalać się rumieńcem. Już nie liczył ile razy słyszał od kolegów, że ta skrycie się w nim podkochuje. Była bardzo miła i uczynna, ale jakoś nie czuł tego samego, co ona. Zajęty był nauką, szykując się do rozpoczęcia w przyszłości kursu aurorskiego. Nie w głowie były mu dziewczyny, a dobrych Gryfonów przecież wcale nie brakowało. Przed udaniem się do dormitorium zerknął jeszcze na tablicę ogłoszeń, ciekaw tego, czy pojawiło się na niej coś nowego. Abbott z drugiego roku dalej szukał swojego podręcznika od transmutacji, a ktoś anonimowy z czwartego rodu proponował zapłatę za napisanie za niego pracy semestralnej z eliksirów. Rineheart zdążył już wyrazić głośno swoje zdanie w pokoju wspólnym na temat takiego przejawu lenistwa i zaoferował, że sam pomoże, ale musi mieć pewność, że zdesperowany uczeń wyciągnie z tego jakąś naukę. Nikt się do niego jednak nie zgłosił.
W końcu do jego uszu przez gwarny szum dotarł niepokojący odgłos. Podniósł wzrok, aby rozejrzeć się uważnie po całym pomieszczeniu i wtedy zauważył chłopca. Siedział w kącie przy kominku, a jego ramiona drżały nieustannie, gdy próbował tłumić swój szloch, choć dość nieudolnie mu to szło. Co chwila pociągał nosem i wycierał nos o rękaw swetra, a drobne ciało jedenastolatka z dużym uporem pozostawało wbite w oparcie fotela, jakby ten stanowił jedyną fortecę, w którą dzieciak chciał całkowicie wniknąć. Dość smutny to był widok i nikt dziwnym trafem nie próbował na niego wpłynąć, aby smutny obraz zastąpić weselszym. Odnalazł dziwne ślady znieczulicy w pokoju wspólnym. To chyba przez to, że wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, iż pierwsze tygodnie w Hogwarcie nigdy nie są łatwe dla nowych uczniów, którzy muszą nauczyć się funkcjonować z dala od rodziny i to w całkowicie nowym środowisku. Najtrudniej miały dzieci z mugolskich rodzin, bo czuły się tak, jakby wyciągnięto ich z jednego świata, aby wepchnąć do innego, całkowicie odmiennego. Na dodatek pierwszoroczniaki niekoniecznie były subtelne, brakowało im wyczucia i empatii, nie rozumiały, że magia niektórych może przytłoczyć. Poza murami szkoły rozgrywały się też inne dramaty, problemy rodzinne też dawały o sobie znać.
Dlaczego ten mały płacze? – spytał głośno, chcąc, żeby usłyszeli go wszyscy. Szybko ściągnął na siebie wszystkie spojrzenia, wyraźnie zaciekawione jego pytaniem oraz stanowczą postawą.
Nie pytaliśmy – ktoś rzucił w odpowiedzi, na co Kieran zmarszczył ze złości brwi.
Nie pytaliście – powtórzył po nich jawnie oburzony. – Jesteśmy w jednym domu, a wy nawet nie spytaliście? – spojrzał po wszystkich krytycznych spojrzeniem i zaraz ruszył do chłopaka, który chyba z szoku przestał płakać w kącie i spojrzał na niego wciąż przestraszony. – Stanowimy jeden dom i nie dajemy krzywdzić jego członków – oznajmił z dumą, próbując jednak zachowywać się już nieco łagodniej. – Coś kojarzę, że jesteś z pierwszego roku, prawda? Jak się nazywasz?
Robert Morisson – wyrzucił z siebie cicho, jakby nieśmiało.
Co się stało? Ktoś ci dokuczył? Mi możesz powiedzieć.
Chłopiec wyraźnie się wahał, a po chwili zacisnął dłonie na kolanach i przegryzł dolną wargę, jakby próbował stłumić kolejna falę szlochu. To Spinnet podeszła nagle i położyła swoją delikatną dłoń na ramieniu pierwszoroczniaka.
Naprawdę możesz nam powiedzieć. Dom to nie tylko ten sam sztandar czy barwy – zaczęła mu tłumaczyć łagodnie. – Jesteśmy rodziną.
To Ślizgoni – wyznał szeptem. – Dużo starsi. Wcześniej tylko mnie wyzywali, ale dziś byli tacy… - i rzeczywiście nadeszła kontynuacja płaczu.
Wiesz może którzy dokładnie?
Kilku – wybełkotał pomiędzy kolejnymi łzami. – Nott, taki jeden brunet i blondyn… Mulci…
Mulciber – dokończył za niego, a ten przytaknął, chowając zapłakane oczy w swetrze. Rineheart poderwał się na równe nogi i rozejrzał po zebranych Gryfonach. – Szósty rok ze Slytherinu ma jeszcze zajęcia?
Pewnie tak, ale każdy jest teraz na wybranych do Owutemów przedmiotach.
Ruszył zaraz w stronę wyjścia, chcąc jak najszybciej dopaść winnych choćby w drodze do lochów. Ktoś jednak spróbował go zatrzymać na miejscu.
Kieran, odpuść. Nie angażuj się sam, tylko pójdź z tym do nauczycieli.
I jak zwykle się wykręcą, co? – odpowiedział z nieskrywaną złością i zaraz wyszarpał ramię z uścisku przyjacielskiej dłoni. To nie tak, że nie wierzył w kompetencje kadry pedagogicznej, ale te szelmy, zwłaszcza te noszące szlacheckie nazwiska, potrafiły zawsze odepchnąć od siebie każdy zarzut. A przecież ten dzieciak nie płakał bez powodu, naprawdę był przestraszony, a właściwie to przerażony.
Opuścił Wieżę Gryffindoru i ruchomymi schodami skierował się do lochów. Kilka osób ruszyło za nim, jednak wolniejszym krokiem, bo mniej zaangażowanym. W końcu dotarł do celu i rzeczywiście ujrzał kilkoro Ślizgonów, w tym jednego winnego.
Mulciber! – zawołał za nim, kierując się żywym krokiem w jego stronę, trzymając w pogotowiu swoją różdżkę, bo po tym draniu mógł przecież spodziewać się wszystkiego. Nie mógł zostać zignorowany, kiedy jego donośny głos odbijał się z siłą o zamkowe mury. – Skoro nie boisz się straszyć pierwszaków, to może zmierzysz się ze mną, co? – od razu przeszedł do oskarżeń, nie mając nawet grama szacunku do ucznia, który wykorzystywał swoją przewagę, a nawet działał w grupie, aby osaczyć jednostkę.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
Ignotus Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

Wojna sprawiedliwa Empty
PisanieTemat: Re: Wojna sprawiedliwa   Wojna sprawiedliwa I_icon_minitime08.09.19 0:55

Zostały mi już tylko dwa lata Hogwartu, by opuścić mury zamku. Nie żebym się jakoś zanadto do tego spieszył. Lubiłem przyjeżdżać do szkoły po wakacyjnej przerwie, spotykać się ze znajomymi, z którymi do późna okupowaliśmy wygodne kanapy w pokoju wspólnym nadrabiając stracony czas. To zdecydowanie było moje ulubione miejsce w całym zamku - szmaragdowa, nieco wytarta kanapa, która zapadała się po lewej stronie tworząc bardzo wygodne siedzisko. Właśnie do niego zmierzałem, by odpocząć trochę po wyczerpującej lekcji zaklęć, którą przed chwilą skończyłem. Owutemy nie były zabawą, o czym miałem okazję się przekonać na własnej skórze. Ale nic nie stało na przeszkodzie, by były nią popołudnia wolne od zajęć. Wyszliśmy z Vausem z klasy, z torbami przerzuconymi beztrosko przez nasze ramiona, luzując krawaty, rozmawiając o niczym konkretnym.
- Szklarnie w drugą stronę, Cedric! - Krzyknąłem przez cały korytarz na widok znajomej, dużej sylwetki w zielonej szacie. Nott odwrócił się w naszym kierunku z krzywym uśmiechem. Nie było żadną tajemnicą, że nie cierpiał zajęć z zielarstwa.
- Skończyliście już swoje mugolozanwstwo? - Odgryzł się zatrzymując się na środku, czekając aż do niego dołączymy.
- Ło, hola, mnie w to nie mieszajcie - Vause podniósł dłonie w obronnym geście. -Jak życie, Nott? Binns nie umarł w trakcie swojego wykładu?
- Może gdybyście się trochę doedukowali w historii, nauczylibyście się omijać szlabany - faktem niewątpliwie było, że Caleb Vause wciąż notował na swoim koncie kolejne szlabany za dokuczanie młodym Gryfonom. Zwykle do spółki z Mulpepperem. To jednak nie dotyczyło mnie, a przynajmniej nie zawsze.
- Co jest, Cedric? Zacowujesz się jakby cię bahanki pokąsały - skręciliśmy wreszcie z korytarza schodząc na główne schody, przed którymi zgromadził się niemały tłum. Wyglądało na to, że jakiś Puchon pojechał nie na to piętro, na które chciał. Jak zwykle na początku roku. Westchnąłem siadając na barierce, patrząc na swoich towarzyszy z góry.
- Jakichś dwóch Gryfońskich osiłków postanowiło nastraszyć nasze świeżynki. Cholera wie, o co im chodziło, dzieciaki podobno się z jakiegoś Puchona wyśmiewały. Jakieś gówno w każdym razie. Więc Mulpepper postanowił się odpłacić, wziął ze sobą twojego brata, Iggy*, Rookwooda i Blishwick z Selwyn i poszli robić większe gówno. Dumbledore złapał ich przy trzecim płaczącym lwiątku. Nie dość, że nasza szukająca i pałkarz przegapią pierwszy mecz z Krukonami, to jeszcze jesteśmy dwieście punktów w dupę przez tych debili - Nott wylewał swoje frustracje w czasie gdy schody wreszcie dojechały na nasze trzecie piętro i mogliśmy nimi zejść do holu. Cała podróż zajęła nam zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale wreszcie wyrwaliśmy się z tłumów podążających na błonia i skręciliśmy w kierunku lochów. Już tak niewiele dzieliło mnie i kanapę, której jeszcze nikt nie powinien zająć.
- Daj spokój, Cedric, nadrobimy to, zawsze tak jest. Jesteś prefektem, złap kilku Gryfonów na obrzucaniu się łajnobombami i już - odparłem na żale przyjaciela. Odkąd został prefektem wszystko zaczął brać za bardzo do siebie. Miałem nadzieję, że niebawem mu przejdzie. Nott zwykle był nieznośny i słuchał jedynie Corentina, który potrafił posadzić go na tyłku jednym słowem. Jak każdego. Ale w ostatnim czasie Cedric przechodził sam siebie.
- Co nadrobimy? - Kobiecy głos niewątpliwie należał do Ruth Blishwick, naszej nowej szukającej, która wyrosła jak spod ziemi tuż za naszymi plecami. Jej uśmiech wyraźnie wskazywał, że doskonale wiedziała, o czym mówił Nott. Sam nie mogłem go nie odwzajemnić, kiedy zobaczyłem czerwoną z wściekłości twarz Cedrica.
- Już, już, chodźmy do wspólnego wreszcie - złapałem dziewczynę w pas, przepychając się tak, by być pomiędzy nią a gotującym się ze złości prefektem, w tym czasie Vause zarzucił swoje ramię na szyję Notta, by uspokoić go zanim zacznie się wydzierać. I właśnie postawiłem stopę na pierwszym stopniu wiodącym do lochów, kiedy usłyszałem moje nazwisko. Przewróciłem jedynie oczami. Jeszcze zanim usłyszałem oskarżenia. Owszem, zdarzało mi się wraz z innymi Ślizgonami dręczyć małych Gryfonów. Ale akurat nie tym razem i niezbyt często od ostatnich trzech lat, bo zupełnie przestało mnie to bawić. Dopóki sami nie pchali mi się pod nogi, szczęśliwie udawałem, że nie istnieją. W tej chwili bardzo chciałbym udawać, że i Kieran nie istnieje. Niestety musiał się pojawić i rozwiać tę wspaniałą ułudę. Westchnąłem, wyplątując się z rąk Ruth i rzucając uspokajające spojrzenie Cedricowi. Mógł być prefektem, ile chciał, ale wciąż był jedynie na piątym roku.
- Rineheart, przeszkadzasz - warknąłem odwracając się. Ze zdumieniem dostrzegłem wycelowaną we mnie różdżkę, szybko więc sięgnąłem po swoją, oddając torbę stojącemu obok Vause'owi. Postawione zarzuty wcale mnie nie zdziwiły.
- Jak zwykle tropisz winnych, jak zwykle nieudolnie! Mam nadzieję, że nie zostaniesz aurorem, bo za bycie czarnoksiężnikiem wsadzisz do Azkabanu naszą pielęgniarkę i jej sowę - postąpiłem jeden krok, żeby znowu znaleźć się na szczycie schodów. Moja kanapa musiała poczekać. Niech szlag trafi głupiego Gryfona, który poleciał na skargę, Kierana, który musiał wyciągnąć oczywiście błędne wnioski i Mulpeppera, który znowu sprawiał więcej problemów niż był tego warty.
- Idź się mierzyć z bijącą wierzbą, ja nie walczę na pięści - powszechnie znanym faktem było wszak, że Gryfoni różdżką drapią się po dupie, bo są zbyt głupi, żeby umieć jej poprawnie użyć. Tak twierdzili Ślizgoni przynajmniej, o czym wiedziała cała szkoła, o czym też wiedział Kieran, bo zwykle korzystałem z podobnych przytyków, by uniknąć wdawania się z nim w pojedynki. Nie lubiliśmy się, ale przekonałem się już, że świetnie radził sobie w podobnych potyczkach. I to nawet nie tylko ze względu na roczną przewagę, był po prostu dobry. A ja nie lubiłem przegrywać. I nie chciałem też za bardzo pojedynkować się akurat teraz. Duma jednak nie pozwalała mi się do tego przyznać i odejść. Poza tym, nie wydam przecież przyjaciół i własnego brata temu półmózgiemu osiłkowi.

*pieszczotliwe zdrobnienie imienia Ignotus, z którego korzystali jego znajomi ze szkoły




And I find it kinda funny, I find it kinda sad
The dreams in which I'm dying
are the best I've ever had
Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 18
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wojna sprawiedliwa SZkQsQ6

Wojna sprawiedliwa Empty
PisanieTemat: Re: Wojna sprawiedliwa   Wojna sprawiedliwa I_icon_minitime20.09.19 20:27

Każdy kolejny stawiany przez niego krok był jeszcze bardziej popędliwy. Ani razu nie obejrzał się za siebie, święcie przekonany o słuszności podjętej decyzji. Gdy odzywała się w nim jego nadgorliwość, nie słuchał już nikogo, nawet mądre rady odrzucając z konsekwentnym uporem, który wydawał się być wpisany w jego naturę – walkę ze złem miał we krwi. Na schodach koledzy podejmowali jeszcze próby, aby go zawrócić z bezmyślnej drogi, lecz Kieran nie zamierzał ustąpić. Sam chciał wyrównać rachunki z podłymi Ślizgonami, coraz bardziej tracąc wiarę w to, że wymierzona przez nauczycieli kara będzie wystarczającą nauczką dla żyjących swoimi uprzedzeniami uczniów. Życie w Hogwarcie pomagało niektórym wyrosnąć z wyniesionych z domu czystokrwistych przekonań, lecz to były incydentalne przypadki. Najgorsi radykałowie i tak lądowali w Slytherinie, który pozostawał jedynym domem, co bronił się zaciekle przed traktowaniem na równi wszystkich czarodziejów, a właściwie to wszystkich ludzi. Przebiegłość rzeczywiście cechowała niektórych wychowanków Domu Węża, ponieważ nie każdy głośno wypowiadał nienawistne myśli, ale za to wyniosła postawa zdradzała bez wyjątku każdego obleczonego w uczniowską szatę z zielonymi akcentami.
Po donośnym zawołaniu było już za późno na wycofanie się. Nigdy by jednak nie uczynił czegoś podobnego, tchórzostwo uznając za jeden z największych grzechów, prawo do niego oddając tylko i wyłącznie dzieciom, które mogły obawiać się wielu rzeczy przez swą nieświadomość. Rozumiał strach obecny u pierwszorocznego Gryfona, za to nijak nie potrafił pojąć znieczulicy uczniów ze starszych roczników. Czasem trzeba wziąć sprawy we własne ręce, zamiast czekać na reakcję innych osób. Tylko że mało kto chciał na siebie brać odpowiedzialność poprzez podniesienie się z inicjatywą. Spychanie na innych tej sprawy było obrzydliwe. Zdecydował się działać. Wiedział, że pojedynkowanie się poza lekcjami było niedopuszczalne, jednak z pewnością nie będzie pierwszym ani ostatnim, który dobył różdżki na szkolnym korytarzu. Mulciber szybko chwycił za swoją. Kieranowi przeszła przez głowę myśl, że mógł przecież posłać mu pierwsze zaklęcie w plecy. Atakowanie od tyłu nie było jednak godne szacunku. Dopiero po latach przyjdzie mu zrozumieć, że nieważny jest sposób unieszkodliwienia przeciwnika, byleby tylko osiągnąć cel.
Mocniej ścisnął różdżkę, gdy usłyszał przytyk kierowany w jego stronę. Wszyscy wiedzieli, że ma zamiar po ukończeniu szkoły dostać się na kurs aurorski. Nie żeby wielce się tym chwalił, ale też tego nie krył i całkiem chętnie dyskutował z innymi chłopakami, którzy mieli podobne plany. Także wybór przedmiotów, jakiego dokonał po piątym roku nauki, pozwalał nabrać odpowiednich podejrzeń odnośnie tego, gdzie widzi swoją przyszłość. Przez ostatnie lata nie zmienił zdania odnośnie tego, kim będzie w przyszłości. Szkoda tylko, że również taki Mulciber mógł jego pomysł na życie śmiało komentować. Rineheart spojrzał na niego z jeszcze większą wrogością, widząc w nim uosobienie tego, co raziło go najbardziej.
Tak ochoczo wspominasz Azkaban, bo już się do niego szykujesz ze swoimi koleżkami? – również potrafił rzucać ironicznymi uwagami, a jakże! – A może to z braciszkiem chcesz stworzyć wspaniały duet w jednej z cel? – nie bał się słownych potyczek, wszak jego umysł pozostawał dostatecznie bystry, aby pokusić się o stworzenie celnej riposty, choć nigdy nie widział siebie w roli wybitnego uczonego. O wiele bardziej od słów cenił czyny, bo to one miały prawdziwą wartość. Wciąż jednak to słowa pozostawały bronią Ślizgonów, co Ignotus zamierzał chyba dobitnie udowodnić kolejnym zuchwalstwem, co opuściło jego usta.
Coś ty powiedział, oślizgły draniu? – rzucił stojący kilka kroków za Kieranem Septimus Weasley i naprawdę nie widział potrzeby, żeby na niego spojrzeć, aby przekonać się, że ten jest cały czerwony na obsypanej piegami twarzy. Oczywście gniewny rumieniec wywołał komentarz dotyczący rudej czupryny młodego czarodzieja. Margaret Dunbar z kolei wyrzuciła z siebie apel o uspokojenie emocji, jednak jej słowa nie padły na podatny grunt. Po obu stronach pojawiały się głosy niezadowolenia, napięcie rosło coraz bardziej.
Na pięści nie miałbyś żadnych szans, ty gumochłonie niemyty – sam po chwili odwarknął ze złością, doskonale wiedząc, do czego ten nawiązuje swoją wypowiedzią. Wszyscy zgromadzeni wiedzieli i naprawdę nie mogli puścić tej zniewagi płazem. Stronił od wyzwisk, jednak tym razem nie wytrzymał i również zaatakował przeciwnika słowem, chcąc wytracić go z równowagi. Ale to nie było wystarczające, musiał zrobić coś jeszcze, udowodnić sobie samemu i tej podłej kreaturze, co zmierzała do zatęchłych lochów, że nie należy go lekceważyć. – Przyznaj się, co zrobiłeś i przeproś – zażądał od niego stanowczo, dając mu ostatnią szansę na wyjawienie win i złożenie należnych przeprosin. Choć lekceważąca postawa Mulcibera jasno sugerowała, że ten nie ma zamiaru wyrazić skruchy, z kolei Kieran cały czas nie opuścił różdżki, czekając na atak znienacka.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
 

Wojna sprawiedliwa

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19