Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hol

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Hol   30.07.15 19:17

Hol

Hol wejściowy prowadzący do pozostałych pomieszczeń na parterze, utrzymany w kolorystyce charakterystycznej dla rodu. Marmurowe schody wiodą do prywatnych skrzydeł członków rodziny. Na niewielkim, okrągłym stoliku zawsze stoi wiekowa rzeźba, realistyczna podobizna kobiety. Dwa misternie ciosane krzesła z czerwonym obiciem, służą dla spoczynku przychodzących gości, którzy czasami muszą poczekać na gospodarza. W rogu stoi czarny fortepian, czasami, w zależności od okazji, instrument zaczarowywano, by sam wypełniał dom muzyką.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   11.08.15 17:37

| Po wyjściu z Munga

Wielkie obrażanie się na cały świat ma swoje minusy. Choćby z potrzeb czysto fizjologicznych nie można trwać bezczynnie zamkniętym w pokoju… Przynajmniej nie w nieskończoność. Ojciec zakazał skrzatom przynoszenia posiłków, tak więc gdy tylko mieszkańcy opuszczają posiadłość, wykradam się do kuchni po cokolwiek – najlepiej ciepłego – do spożycia. Tak było i tym razem, po długiej relaksującej kąpieli i wysłaniu sowy do swojego bliźniaka, odziana tylko w koszulę nocną i zwiewny czarny szlafrok, zbiegam do kuchni, gdzie przerywam strajk głodowy. Wychodząc, podkradam także całą tarte dyniową i zastawę do kawy. Ten dzień nie skończy się tragicznie i samotnie – drżę z niecierpliwości przed przybyciem swojego bliźniaka. Nie widzieliśmy się ostatnie sześć lat. To zbyt długo… O całe dwa tysiące sto trzydzieści sześć dni. Pierwszy raz boję się naszego spotkania, nie wiem czego się spodziewać, jak bardzo się zmienił, co jeśli nie odnajdziemy wspólnego języka – czy w ogóle jest to możliwe wśród wspólnie narodzonych dzieci? Przesiadując w opustoszałej rezydencji, zdaję sobie sprawę, ile rzeczy zmieniło się bezpowrotnie. Pogrążam się we własnych przemyśleniach przepełnionych stresującą niepewnością. Nie dociera do mnie upływ minut, które uciekają z zastraszającą szybkością, przez palce przepływa mi czas, który powinnam poświęcić na odpowiednie przygotowanie się na przyjęcie swojego bliźniaka – wysychające, nieułożone włosy i szlafrok na pewno nie dorównują wytwornej sukni. Dopiero dźwięk otwieranych drzwi wejściowych i cicha teleportacja skrzata, by natychmiast usłużyć nowo przybyłemu, wyrywają mnie z pułapki własnych myśli.
- Soren…? – podrywam się z zajmowanej sofy i bezmyślnie biegnę w kierunku holu - nie patrząc na to, że szlachcianka nie powinna poruszać się w taki sposób. Czyżby nasza ściśle połączona jaźń zadziałała i tym razem? Mój bliźniak wyczuł, że go potrzebuję w momencie, gdy pisałam list i przyszedł szybciej, niżeli ptaszysko pokonuje drogę do jego mieszkania? Widok osoby, która przekroczyła próg posiadłości, wyrywa mnie ze wspaniałych wyobrażeń postaci Sorena i sprawia, że zamieram w pół kroku. - Oh. To ty – odzywam się po chwili wspólnego taksowania cię rozczarowanym wzrokiem, a w moim głosie nie słychać nic innego niż lodowatą nienawiść. - Czego tutaj chcesz? Twoja dziwka wyszła darmo trawić rodowe fundusze – zakładam ręce na piersi, tym samym bardziej zakrywając się zwiewnym szlafrokiem. Po raz kolejny sprawiam, że Samael nie może mnie poznać – pokazuję mu jak bardzo się zmieniłam, całkowicie zapominając, że jesteśmy sami w ogromnym domu.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Hol   12.08.15 5:03

/ Po evencie, więc proszę nie wyrywać kończyn

Pomijając matkę, najważniejszą osobę w życiu Avery'ego, tylko ona potrafiła wytrącić go z równowagi równie skutecznie. Myśli Sameala uciekały w bezkres pełen rozpustnych planów, jakie wkrótce zamierzał uczynić rzeczywistością. Ich wspólną, bowiem nie wyobrażał sobie przekraczanie bram rozkoszy z kimkolwiek innym. Kobiety (było ich wiele) nie potrafiły rozpalić w nim ognia pożądania, prawdopodobnie dlatego doprowadzały go do zimnej furii i skłaniały do niemal bezmyślnej agresji. Nie lubił siebie owładniętego gniewem, gdyż wówczas nazbyt się upadabniał do ordynarnych troglodytów, nie posiadających za grosz wyrafinowania. Był mężczyzną z krwi i kości, potrzebował manifestowania swej dominacji, lecz pragnął też uniesień, jakich nigdy nie zapewniłaby mu żadna londyńska dzi(e)wka. Popęd ten był jak najbardziej naturalny, normalny i moralny - wszak Freud udowodnił, iż pożądanie przez więzy krwi potępia się zupełnie niesłusznie. Losy Edypa stały się przeszłością, bajką na dobranoc dla niegrzecznych dzieci. Avery drwił z antycznego Fatum, plując na czekające go (rzekomo) okropieństwa, delektując się słodkim smakiem życia. W którym zanurzał się bez reszty, zewsząd czerpiąc przyjemności (nie tylko cielesne) i uważając się za równego Bogu. Odważył się przecież wytknąć mu błąd: kobietę. Stworzoną na podobieństwo i obraz mężczyzny, lecz przy tym nieskończenie ociemniałą, niezdolną do samodzielnego funkcjonowania. Cała płeć żeńska stanowiła pomyłkę, porażkę Najwyższego, a Samael nie obawiał się bluźnierstwa, gdyż stawiał się już ponad Nim. Potrafił bowiem poskromić niewiasty, doskonale zdając sobie sprawę, iż chłosta prócz śladów na ciele, zostawia po sobie jeszcze inne, niewidoczne, szkalujące je jako wieczne niewolnice, poddane woli swego pana.
Nudziły go jednak zabawy z czeladzią; prowincjuszki nie rozumiały jego potrzeb i doprowadzały go do szału. Sadystyczne skłonności błyskawicznie ulatniały się z niego wtedy w mgnieniu oka, a Avery pozostawał niespełniony i tęskniący za poczuciem bicia swego serca. Wcześniej bowiem tylko je słyszał, a głuchy łomot dobywający się z piersi podpowiadał mu, iż naprawdę żyje.
Naturalnie rwał się do sprawdzenia tego stanu, a potwierdzenie chciał otrzymać od najbliższej mu osoby, która wyszła z łona tej samej matki. Nie miał na myśli brata-zdrajcy, który już dawno spoczywał na cmentarzysku nienawiści, lecz jego bliźniaczą siostrę, spędzającą mu sen z powiek. Panicznie bał się o Allie, o jej kruchutkie zdrowie i wątłą psychikę - strzaskaną dziesięć lat temu, gdy próbował uczynić ją kobietą. Martwił się, choć tego nie okazywał, reagując nadzwyczaj impulsywnie, kiedy postanowił złożyć jej wizytę.
Doskonale wiedząc, iż będą wówczas sami.
Dotychczas nie zdołał przywitać Allison z prawdziwymi honorami, więc pragnął nadrobić zaległości i celebrować odzyskanie siostry tylko i wyłącznie w jej towarzystwie.
Zjawił się bez zapowiedzi, to był przecież jego dom, a w przyszłości (po śmierci Reagana, w którego męskość wątpił, nawet mimo dowodu w postaci bliźniaków), to on miał przejąć posiadłość - w pakiecie z uległą krewniaczką?
Bez słowa wręczył skrzatu butelkę wina (dla niego, nie będzie rozpijał swej małej siostrzyczki) i z rozkoszą przyglądał się rozczarowaniu widocznemu na twarzy Allie, kiedy dotarło do niej, iż to nie Søren przybył, aby ją odwiedzić. Avery milczał, mierząc ją uważnym spojrzeniem, skupiając się na detalach, jakie wcześniej pominął. Okutana w długą suknię robiła dużo gorsze wrażenie, teraz znać było, iż ma przed sobą prawdziwą kobietę. Testosteron z wolna zaczynał krążyć w żyłach, a Samael nadal napawał się widokiem utraconej siostry. Nieprzyzwoitej, kiedy poły jej szlafroka nieznacznie się rozchyliły, mężczyzna poczuł pragnienie objęcia ją we właściwe posiadanie na tym samym stole, na którym kochał się z matką. Doprawdy, był niepoprawnie sentymentalny, ale miał słabość do podobnych wspominek. Ciekawe, czy Allie pamiętała, czy też lata za granicą wyczyściły jej pamięć...
Najwyraźniej, ponieważ odzywała się do niego co najmniej pogardliwie - już nie wiedziała, czym to grozi?
- Powściągnij język, droga siostro - syknął, podchodząc bliżej. Choć zachowywał spokój i opanowanie, w jego oczach błyszczał gniew - znam dla niego lepsze zastosowanie - rzekł aksamitnym tonem, pociągając za sznurek niedorzecznego szlafroka, za którym kryło się ciało należące do niego - Uklęknij - zasugerował, nie zmuszając jej wszakże do niczego. Miała wybór między upokorzeniem a śmiercią za życia, a Samael po raz pierwszy nie zamierzał ingerować w jej decyzję.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   13.08.15 15:58

Drżę pod twym lubieżnym spojrzeniem, gdy skupiasz się na partiach ciała świadczących o mej kobiecości. Zmieniłam się nie tylko charakternie – z dorastającego, ledwo co pełnoletniego kaczątka, przemieniłam się w łabędzia, z łatwością zbierającego zachwyty od mężczyzn, z którymi mam do czynienia. Pewnie popadłbyś w białą gorączkę, gdybyś wiedział ile adoratorów próbowało skraść moją rękę przez te kilka lat; wszystkich odrzucałam wiedząc, że za kobietami o aryjskich rysach wprost szaleją. A może byłam zbyt zajęta samorozwojem, by myśleć o zamążpójściu? Ojciec przecież nie odmówiłby mojej ręki, gdybym odnalazła tego jedynego, oczywiście szlachcica. Nawet ja, twoja butna siostra, wiem, że rozcieńczanie krwi pasuje do zwykłego pospólstwa. Teraz, gdy patrzę na ciebie mrożącym spojrzeniem, czuję gęsią skórkę na ramionach okrytych tylko szyfonowym materiałem wykończonym piórami marabuta, utwierdzam się w świadomości, że mój własny upór wprowadził mnie jedną nogą do grobu. Przyjęcie propozycji jednego z bogatych, aczkolwiek podstarzałych już mężczyzn pozwoliłoby mi na pozostanie w Gizie już na zawsze. Co prawda wiązałoby się to z nieprzyjemnościami i dziesiątkami wyrzeczeń, porzuceniem przyjaźni, które i tak wystawiłam na działanie próby czasu. Jednak może chociaż najdroższa mojemu sercu osoba – ukochany bliźniak, zgodziłby się przenieść za granicę, by schwytać szczęście za nogi z dala od brata-potwora? Znów moglibyśmy być tak samo beztroscy jak za dziecięcych lat. Lecz teraz już za późno na ganienie samej siebie, czas znaleźć inną drogę, która da mi szczęście - tutaj w Anglii, z przyjaciółmi i swym bratem... Jedyną opcją jest pozbycie się Samaela – zawieszenie nad nim sprawiedliwej Temidy, posługującej się mymi rękoma. Cel uświęca środki, których przecież mam wcale niemało - może nie są to złowieszcze zaklęcia, spektakularne wybuchy, tylko... Niepozorne fiolki, w których potrafię zakląć śmierć i wieki cierpienia.  
A co jeśli masz rację? Jeśli to wszystko moja wina? W pewnym momencie należy spojrzeć na siebie krytycznym okiem, skonfrontować się z własnymi błędami i z pokorą błagać o przebaczenie, jak i pokutną chłostę. Klękam na jedno kolano, następnie upadam na drugie. Pochylam głowę w pokorze, dokładnie tak jak chciałbyś mnie widzieć. W milczeniu czekam na dalsze polecenia, pogodzona ze swoim losem.
Na moich ustach wykwita litościwy uśmieszek, gdy wracam do rzeczywistości. Nie uklęknęłam, nie dam się tobie styranizować, nawet gdyby kurczowe trzymanie się własnej wolności i godności równało się śmierci. Którą przecież i tak chcesz mi zapewnić. Cóż to za różnica, czy utrudnię ci to działanie, a może uda mi się samej wtrącić cię w otchłań Tartaru? Czuję twoją nienawiść, tak jak ty możesz odczuwać moją, i wcale nie potrzebujesz do tego swoich wyjątkowych zdolności.
- Klękać będę tylko i wyłącznie przed swoim własnym mężem – prycham w odpowiedzi na twoją propozycję, kręcąc współczująco głową. Wiem, że wchodzę na tematy, na które nie wypada rozmawiać damie, także moje słowa nie pasują do języka salonów. Może to niedawne bliskie otarcie się o śmierć nadaje mi odwagi godnej głupców? Wiesz, mam nadzieję, że kiedyś uświadczysz łaski współczesnego uzdrowicielstwa i ktoś zajmie się chorobą pożerającą cię od środka od młodzieńczych lat. Jednak wątpię czy nie jest już za późno na pomoc... Lecz przecież znacie inne sposoby leczenia, nie koniecznie bezpieczne, aczkolwiek celu uświęca środki, nieprawdaż, braciszku? – Nie jestem twoją własnością. Nie jestem, nigdy nie byłam i nie będę. Zapamiętaj to sobie, kochany bracie, gdy po raz kolejny spróbujesz mnie uciemiężyć – odpowiadam ze spokojem, jakby ze zrozumieniem godnym miłosiernego samarytanina. Przecież jesteś chory, to nie twoja winna, że taki się stałeś. Może powodów należy się w nadmiernej miłości, którą obdarzała cię rodzicielka, gdy mnie z Sorenem traktowała niczym przekleństwo? Wystarczy tylko skonfrontować ze sobą nasze osoby, by dojrzeć rażące różnice. To co z tobą robiła, stałeś się jej pieskiem, nałożnikiem, z którego usług mogła korzystać dowolnie, mamiąc ci w głowie, sprawiając, że myślałeś, że jesteś dla niej najważniejszy. Ponownie zawiązuję sznurek szlafroka, który rozplątałeś lekkim szarpnięciem. Źle czuje się zbytnio roznegliżowana przed tobą i nie ma to nic wspólnego ze wpojonymi szlacheckimi manierami.
- A teraz wybacz, ale pójdę zmienić strój przed przybyciem Sorena – Informuję cię z zamiarem odejścia.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Hol   13.08.15 22:21

Odczuwał silne przyciąganie, jakby dusza i ciało Allison wabiły go iście syrenim śpiewem. Aby wkrótce potem roztrzaskał się o nagie skały lub nadział na pal, skazując na samotną śmierć z dala od tej, której tak pożądał. Chciał ją posiąść dla własnego kaprysu oraz zachcianki, jaka od dekady burzyła w nim krew i powodowała, iż widząc w bezrozumnym tłumie jasne, niemalże białe włosy i filigranową sylwetkę, wyobrażał sobie Allie. Przygryzał wówczas wargi do nieprzytomności, aż zaczynała sączyć się z nich krew, gdyż tylko drobne ukłucia bólu mogły go otrzeźwić przed dokonaniem gwałtu na kimś innym od swej siostry. Pragnął jej wstydu na równi z jej ciałem, wciąż nie potrafiąc się pogodzić, iż śmie wyłamywać się z rodzinnych tradycji i posuwać się do czynów niemal tak haniebnych, jak zdrada własnego rodu.
Jeszcze do tego nie doszło; jeszcze do tego nie dopuścił. Wiedział jednak, że nie może jej ufać ani traktować prawdziwie po bratersku. Odkąd mimowolnie wkroczyła w mroczny krąg ich rodzinnych tajemnic, coraz bardziej upodabniała się do osaczonego szczura. Wściekłego, gryzącego, groźnego - Samael nie wątpił, iż z rozkoszą wbiłaby mu nóż w plecy pozbawiając życia. Dopiero wówczas tak naprawdę uzyskałaby wolność - wraz z jego ostatnim tchnieniem, ona mogłaby wydobyć z siebie pierwszy oddech całkowitej niezależności.
Zapewne łudziła się, że już zaniechał kontroli, iż porzucił obsesję na jej punkcie. Może myślała, że znalazł sobie inne ofiary, że przestanie interesować się nią ze względu na młodą narzeczoną. Marzenia ściętej głowy; kwestia Judith miała rozstrzygnąć się dopiero po ślubie, obecnie stanowiła dla Avery'ego takie samo źródło rozrywki i rozkoszy jak sklepowy manekin. Nieprzerwanie ostrzył katowski topór i nastwał na życie swej słodkiej siostrzyczki, tak niebacznie rzucającej mu wyzwanie. Czyżby naprawdę była tak samo głupia, jak pierwsza lepsza dziewka z ulicy i nie zauważyła huśtającego się tuż nad jej głową miecza Damoklesa w Jednej osobie jej wspaniałego brata? Najwidoczniej Samael musiał uświadomić ją bardziej dosadnie, choć nie chciał uciekać się do przemocy. Nie teraz; agresja była metodą, nie celem samym w sobie. Allie prowokowała go jednak bezczelnie, najprawdopodobniej pragnąc tej konfrontacji. Czyżby tęskniła za jego mocnymi dłońmi, silnym uściskiem zostawiającym siniaki na udach, ciepłym oddechem łaskoczącym kark? Zapewne była to miła odmiana po wdychaniu cuchnących wyziewów plugawych czarodziejów z drugiego końca świata. Avery nie podejrzewał swej siostry o zbytnią pruderyjność, zawsze była wyuzdana i nawet odzienie, w jakim go podjęła, jasno świadczyło o jej intencjach.
- Rad byłbym to zobaczyć - odparł swobodnie, lustrując ją uważnie i schodząc wzrokiem w dół, gdzie akurat rozchylały się poły szlafroka, odsłaniając nieco chorobliwie bladego ciała. Czuł głód tych małych piersi i nienaruszonej kobiecości, którą mógł wziąć już szmat czasu temu. Teraz z pewnością nie popełni tego samego błędu i okradnie Allie z jej największego atutu - myślę jednak, że będzie mi wdzięczny, za przyuczenie cię do właściwych reakcji - dodał równie niefrasobliwie, policzkując kobietę i przypierając ją do ściany. Dyszał ciężko z ledwo hamowanej złości, powstrzymując ciężką rękę od wymierzenia Allison znacznie dotkliwszych razów. Mógł szarpnąć ją za włosy i zmusić ją do spełnienia jego woli - chciał jednak, aby ostatecznie ona go o to prosiła, dokonując w ten upadlający (dla kobiet naturalny) sposób przebłagania Avery'ego.
- Pończochy i pejcze? - spytał drwiącym tonem, muskając palcami jej chłodną skórę. Schwycił ją mocno za nadgarstki (czy w dzieciństwie już ich jej nie połamał?) i boleśnie wykręcił ręce, zmuszając, by stanęła na palcach, patrząc mu w twarz - Zrobiło ci się żal niewydarzonego Sørena i zapragnęłaś uczynić go mężczyzną? - warknął, napierając na nim swoim ciałem. Pobudzonym i gotowym na nadchodzący triumf.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   15.08.15 12:57

W mojej jaźni gnieżdżą się ponure cienie, pełne nienawiści i chęci mordu – czystej formy gwałtu na naturze. Wraz z uderzeniem, które otrzymuję, rozpoczynają one dziki taniec widoczny w mym spojrzeniu. Początkowo jestem w zbytnim szoku, by zareagować, kiedy przyciskasz mnie swoim ciałem do ściany, uniemożliwiając wyrwanie się z twoich ramion. Wszystkiemu winne to spoliczkowanie. A więc to stanie się tutaj? Twój triumf nade mną? Nie chce być sterroryzowanym szczeniakiem – podejmuję jakiekolwiek próby wyszarpania się z twojego uścisku; walczę jak lwica o swoją niezależność, choć wiem, że to bój z góry skazany na porażkę. Z pomiędzy zaciśniętych ust ulatuje cichy jęk bólu, gdy brutalnie wykręcasz, a następnie unosisz moje ręce do góry.
- Tylko po to tutaj przyszedłeś, cholerny gwałcicielu? – charczę, patrząc na ciebie z całą nienawiścią. Nie czuję już swoich dłoni, trzymasz mnie w zbyt mocnym uścisku. - Idź całować dementory! – kolejne szarpniecie, które nic nie daje. Kolejne cierpkie słowa, które tylko cię bawią. Z każdą chwilą dotkliwie zdaje sobie sprawę niezwykle nienaturalnej pozycji, która uwłaszcza mojemu poczuciu, jako wolnego człowieka. Zresztą dla ciebie nigdy nim nie byłam, twoje postrzeganie kobiet jako stworzeń gorszych, na to nie pozwala. Otumaniona po ciosie otrzymanym od zjawy, przez kilka krótkich chwil uroiłam sobie, że ci zależy, że to ja jestem potworem, ofiarą jakiejś dziwacznej schizofrenii, która odbiera mi jasność patrzenia na sytuacje. Lecz to nie ja mam urojenia, nie jesteś troskliwym bratem… Jesteś monstrum, na którego wypadałoby wysłać odpowiednią brygadę. Podświadomie zaciskam uda, byle jakkolwiek zablokować ci dostęp do partii mojego ciała, których łakniesz od przeszło dekady. Daję się ogarną panice, którą lekceważysz, tym samym mój stan zdrowia. Oddech, z każdą chwilą, gdy na mnie napierasz staje się coraz to płytszy i urywany. Przerażenie osiąga punkt kulminacyjny – już nad tym nie panuję.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Hol   15.08.15 18:43

Niepokój. Lepki jak miód, ale zdecydowanie gorzki w smaku. Obejmuje swoimi mackami, drwi z człowieka podsyłając jego umysłowi różnorakie obrazy. Nieznośny jak pulsując ból głowy, słaby, ale nieustępliwy. W pewnej mierze też całkiem uzasadniony.
Właśnie to uczucie towarzyszyło S renowi, od kiedy stawił się na popołudniowym treningu. Pojawiło się znikąd, ale nie było podstaw, aby wątpić w jego prawdziwość. Jeśli jakaś katastrofa miała odwiedzić Averyego to zazwyczaj się anonsowała. Dlatego też początkowo zrzucił ją na karb zbliżającego się spotkania z siostrą. Nie widział jej tyle czasu, że sprawiało mu to niemal fizyczny ból. Już z jej listów wiedział, że się zmieniła, dojrzała i rozkwitła dzięki zdjęciu jarzma strachu. W głębi jakiejś mrocznej części umysłu bał się, że zmienił się też jej stosunek do niego. Serce jednak beształo go bezlitośnie za wymyślanie takich bzdur.
Jednak niepokój nie malał. Wręcz przeciwnie, ogarniał go coraz to nowymi falami, za każdym razem kąsając dotkliwiej i wytrącając z równowagi. Na takie uczucia nie było miejsca na treningu. Musiał tutaj poświęcać całą swoją uwagę i skupienie, aby bezbłędnie posłać tuczek do celu oraz nie spaść z miotły. Zazwyczaj tak właśnie było, Søren w ćwiczenia wkładał całe swoje serce i pozbywał się wszystkich niepotrzebnych myśli. Gra zsyłała w ramach nagrody potrzebne oczyszczenie i wyciszenie. Ale nie dziś.
Tłumiony niepokój wydawał się karmić jego poirytowaniem, bo rósł w siłę. Avery był na tyle rozkojarzony, że nawet trener zauważył jego rozchwianie. Tym bardziej więc nie oponował, gdy zawodnik poprosił o wcześniejsze zwolnienie z treningu. Wciąż uważał, że emocje kotłują się w nim na myśl o spotkaniu, po którym nie wie, czego się spodziewać.
Dopiero lodowata woda z prysznica w szatni pobudziła jego szare komórki do myślenia. Zazwyczaj nie bał się o siebie, zazwyczaj miał wszystko pod kontrolą. Istniała tylko jedna osoba, nad którą trząsł się jak matka kwoka nad jajkiem. Już dawno nauczył się nie ignorować sygnałów, jakie podsyłała mu bliźniacza więź, którą odkrył jeszcze w dzieciństwie. Gdyby ktoś spytał się go, co to jest, nie umiałby ubrać tego w słowa. Po prostu czuł pewne rzeczy pod skórą, miał silne przeczucia, taki szósty zmysł. Na przykład wtedy, gdy Allison wpadła w śpiączkę. Wyobraźnia dosadnie sugerowała mu, jaki czynnik mógł wywołać tak gwałtowną reakcję, ale uparcie ją ignorował. Nie chciał, żeby taka była prawda, a jednak. Nie pomylił się w swoich domysłach.
Wyskoczył spod prysznica jak oparzony. Puzzle w jego głowie wskoczyły na właściwe miejsce, myśl się skrystalizowała. Niepokój wcale nie dotyczył jego, od początku chodziło o Allie. Przeklinając się w myślach pospiesznie wycierał ciało i przebierał w czyste ubranie. Mógł odpuścić sobie ten trening, i tak nie zrobił dziś nic produktywnego, a zdołałby uniknąć... Tego właśnie nie wiedział, a ta niewiedza zabijała go jak trucizna krążąca w żyłach z każdym nieporadnie zapinanym przez drżące palce guzikiem. Wiedział, że nie daruje sobie tego, jeśli jej się coś stanie. W końcu ubrał się do końca, zarzucił na ramię sportową torbę i ściskając w dłoni różdżkę, na wszelki wypadek, teleportował się.
Powiedzieć, że nie lubi tego miejsca byłoby eufemizmem. Rodowa rezydencja napawała go duszącym obrzydzeniem, zepsucie sączyło się z niej jak ropa z brzydkiej rany. Dom z jego koszmarów napawał go wstrętem i żałował, że nie zaproponował bliźniaczce spotkania u siebie. Nie był tutaj od kiedy się wyprowadził, nawet ojca widywał wszędzie, byle nie tu. Jednak, gdy stanął przed drzwiami nie zastanawiał się jak czuje się z tym wszystkim dzisiaj. Pchnął ciężkie skrzydło bez pukania, za co pewnie zrugają go skrzaty, ale miał to aktualnie gdzieś. Wszedł do środka pewnym krokiem, a widok, jaki napotkał, sprawił, że imię siostry zamarło mu na ustach.
Jeśli jest rzecz, której Søren nienawidzi od domu swojego dzieciństwa to jest nią jego starszy brat. Psychicznie skrzywiony, zgnity od środka i obrzydliwe zdegenerowany. Nic nie napawało go tak wielką żądzą mordu jak widok jego twarzy. To, że znajdował się tak blisko Allison działało na niego jak płachta na byka. Powinien być ostrożny, działać bardziej przemyślanie, ale czuł jak mrowi go skóra i musiał zrobić coś teraz.
- Everte Stati! – powiedział ostrym tonem, postępując kilka kroków w przód. Miał nadzieję, że zaklęcie się powiedzie, a ten sukinsyn uderzy w coś głową po drodze. Mocno.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   15.08.15 18:43

The member 'Søren Avery' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 15


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Hol   15.08.15 22:49

Avery nigdy nie zastanawiał się nad pochodzeniem swego pożądania. Według Freuda było ono czymś naturalnym i niesłusznie tłumionym, wypieranym przez ludzką psychikę. Samaela zatem można zwać bohaterem - przyznawał się bowiem do swej żądzy bez ogródek, otwierając przed swą siostrą podwoje piekła, gdzie oboje doznaliby spełnienia. Allie doprowadzała go do szału swym zacięciem. Upór doprawdy godny podziwu, lecz zgubny w skutkach - ponieważ on wcale nie chciał, aby jego siostra cierpiała. Cóż to było za marnotrastwo, przelewanie krwi z jego krwi! To Allie uczyniła ich relację tak paskudnie toksyczną, odmawiając mu tego, co z prawa boskiego i naturalnego słusznie mu się należało. Dziesięć lat temu Avery pragnął puścić w zapomnienie to, co niegdyś ich poróżniło i spróbować pokochać Allison. Skończyło się na banicji oraz powrocie do domu siostry marnotrawnej, jeszcze bardziej zajadłej, zaciekłej i uprzedzonej względem niego. Samael zastanawiał się, czy inspiracja starożytnymi nie byłaby w tym wypadku stosowniejsza od odegrania wyświechtanej roli miłosiernego Samarytanina. Powinien wziąć ją siłą, a potem wyciąć język, skazując na wieczność wypełnioną milczeniem i echem dawnych słów odbijających się w głowie. Skoro i tak nie mógł liczyć na giętkość Allie, pozbawienie jej tego mięśnia wyszłoby jedynie na dobre. Nie musiałby znosić irytującego głosu swej siostrzyczki, a jej brawurowe wręcz pyskówki stałyby się odległą przeszłością. Do której powracałby z rozkoszą, potęgując jej ból za wszystkim, co utraciła. Zaśmiał się pogardliwie, wpatrując dię w Allie wzrokiem pociemniałym z gniewu oraz głodu jej białego ciała. Musiał bardzo się natężyć, by nie zedrzeć z niej tego irracjonalnego szlafroka i nie wbić się w nią już w tym momencie - nie przyszedł tutaj, aby odebrać jej dziewictwo - przynajmniej nie osobiście.
- Rozdziewiczenie cię, zostawię Selwynowi. To przed nim będziesz klękać, cieszysz się? - spytał, przekazując Allie informację o zawartej transakcji w sposób jak najbardziej brutalny. Wciąż jednak nie wypuścił jej ze swojego stalowego uścisku. Złożył na czole Allie chłodny pocałunek, świdrując ją niebezpiecznym spojrzeniem i zachłannie chłonąc wszystkie myśli. Sprawiało mu to perwersyjną niemal przyjemność; świadomość, iż jego siostra uważa go za potwora, rozpalała go do czerwoności. Mógł pójść na łatwiznę, dopiąć swego i zniszczyć ją ostatecznie, lecz...
Przeszkodził mu w tym jego znienawidzony brat, najgorsze co kiedykolwiek zrodziła ziemia. Skrzypnięcie ciężkich drzwi oraz zatroskany (żałośnie piskliwy) głos Sørena zdołał go uprzedzić. Avery puścił siostrę tak, że osunęła się po ścianie i wyjął różdżkę, gotowy na należyte przyjęcie brata.
- Plumosa - krzyknął, gdy tylko zobaczył go wchodzącego do pomieszczenia. Søren rownież celował w niego różdżką, ale Samael nie słyszał słów, jakie tamten wypowiedział. Może jedynie modlił się do Salazara o łaskę dla Allie i laskę dla siebie?






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   15.08.15 22:49

The member 'Samael Avery' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 82


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   16.08.15 18:39

Początkowo nie wierzę w twoje słowa, to tylko taka zagrywka, chęć dopieczenia mi za wszystkie mściwe słowa. Lecz kiedy natrafiam na twoje pełne satysfakcji spojrzenie, wiem, że coś jest nie tak. Może nawet nie kłamiesz, po raz kolejny wymyśliłeś coś, by dopiąć swego. Widzę nieme potwierdzenie w twoich oczach pełnych obrzydliwej satysfakcji. Stworzyłeś plan, który zrani mnie w jeden z okrutnych sposobów podobnych tobie. A teraz, wykonałeś pierwszy krok do celu – napawasz się moim przerażeniem, gdy uświadamiam sobie, w jak beznadziejnym położeniu się znajduję. Przez mój sparaliżowany umysł przebiega tysiące myśli, z których początkowo nie zdaję sobie sprawy. Już nie liczy się, że pozycja w jakiej mnie podtrzymujesz jest niewygodna i bolesna. Cała chęć do walki gdzieś znika – jestem niczym szmaciana lalka w twoich ramionach; lalka o przerażonym, spłoszonym spojrzeniu, gdy tylko dociera do mnie co właśnie mi zakomunikowałeś. To dlatego byłeś taki zadowolony? Od początku miałeś taki plan? Ukartowałeś związek, byś mógł go kontrolować w każdym jego aspekcie? A ten Selwyn to kto? Twój nowy przydupas, a może zastraszony szczurek, który zbyt blisko ciebie się zakręcił? Co czyni go tak wyjątkowym, że postanawiasz mu dobrodusznie oddać mnie, twoją siostrzyczkę, którą przecież chciałeś uczynić swoją? Lecz, wiesz co? Nie masz prawa! Nie masz prawa decydować o moim życiu.
- Ojciec nigdy ci na to nie pozwoli – warczę, czując się niczym mała dziewczynka powołująca się na status rodziców. Czy to nie mam racji? To w jego gestii należy wybór mojego przyszłego męża! Lecz pewnie i o tym pomyślałeś, prawda? Karty zostały rozdane.
Wszystko komplikuje się, gdy w pomieszczeniu pojawia się Soren. Stawił się w odpowiedzi na mój list zbyt szybko - przecież popołudniami zamęcza się podczas treningów, więc co on tutaj już robi? Kiedy Samael mnie puszcza, nie odzyskuję sprawności w mięśniach i osuwam się na podłogę, bardziej zaszokowana tym, co właśnie się dzieje - wściekłym starszym bratem i różdżką w jego dłoni. Wolałabym wszystko, już nawet znaleźć się pod nim, czego tak pragnie, niżeli z biernym przerażeniem przyglądać się jak Soren, moja bratnia dusza, moja wrażliwsza połowa serca niż to znajdujące się w mojej klatce piersiowej, z coraz to większym trudem łapie oddech. Z narastającą paniką przeszukuję szlafrok, by w bocznej kieszeni znaleźć różdżkę. Jasne drewno - prawie tak jasne jak moja skóra, przez co wydaje się być przedłużeniem dłoni, gdyby nie wyraźne grawery wokół rączki. Ten niepozorny przedmiot może sprawić, że będziesz cierpieć. Już nigdy nie podniesiesz na niego różdżki. Pomimo całej ogarniającej mnie furii, czuję się niepewnie wdając się w walkę. Dlaczego mi to robią? Dlaczego? Nigdy nie byłam mistrzem z zaklęciach. W głowie czuję pustkę, tylko inkantacje, których nauczyłam się w Gizie tłuką się po mojej pustej czaszce, gdzie powinnam mieć mózg. Wymyślić coś genialnego, a nie panikować, co jeśli mi się uda? Samael potraktuje Sorena, a następnie mnie czymś gorszym - wtedy oboje skonamy na tej podłodze. Początkowo celuję w swego bliźniaka chcąc rzucić Finite, lecz w ostatniej chwili zmieniam zdanie, przenosząc różdżkę w kierunku twojej ciemnowłosej czupryny.
- Crepito – szepczę, błagając, by zadziałało. To byłby efektowny widok - wspomnieniem twojego bólu napawałabym się przez kilka kolejnych miesięcy. Chcę byś cierpiał, byś w taki sam sposób, w jaki ja odczuwam ból mojego bliźniaka. W tym momencie osobista zemsta schodzi na drugi plan -  obecnie niczego innego nie pragnę, jak tylko unieszkodliwienia ciebi, by mu pomóc. Później będę mogła myśleć o napawaniu się tym drobnym sukcesem lub martwić się konsekwencjami własnych czynów.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   16.08.15 18:39

The member 'Allison Avery' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 36


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   19.08.15 14:33

Bracia rzucili zaklęcia w swoim kierunku niemal w tym samym czasie, lecz z różdżki Sorena uleciały jedynie pojedyncze iskry. Ugodzony zaklęciem brata począł się dusić, gdy magicznie przywołany dym wypełnił mu płuca. Może więc Allison powinna była skupić się na ratowaniu młodszego Avery'ego niż na próbie okaleczenia Samaela? Najprawdopodobniej przez stres lub obolałe od upadku kolana rzucone przez nią zaklęcie nie powiodło się, a jej najukochańszy brat nadal nie mógł zaczerpnąć powietrza.

Samaelu, na przyszłość prosiłabym, abyś nie ingerował w cudze postaci i nie rozstrzygał, czy puszczona przez ciebie postać faktycznie upadła, ponieważ kwestię, czy faktycznie tak było, rozstrzyga MG. Z racji tego, że Allison zareagowała na tę akcję pomyślnie i ją zaakceptowała, nie będziemy jej cofać.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Hol   21.08.15 16:39

Spójrz jak on to robi.
Bierz z niego przykład.
Ucz się od lepszych od siebie.
Brawo, Avery, możesz osiągnąć to, co brat.
Pozdrów brata, młody.
Masz potencjał, może osiągniesz to, co on.
Nie jesteś dziedzicem, nie musisz być doskonały.
I tak się nie liczysz, daruj sobie.
Nigdy nie przerośniesz Samaela.

Różdżki wystrzeliły w tym samym momencie, a ich głosy zmieszały się i odbiły echem od gładkich ścian holu. W ułamku sekund wszystko zwolniło. Søren mógł spokojnie przyglądać się jak z jego różdżki wylatują tylko pojedyncze iskry, zbyt słabe by zdziałać cokolwiek. Całą wieczność zajęło za nim zaklęcie, które uszło z różdżki brata trafia go z mocą, ku jego glorii i chwale. Dobrze znał to zaklęcie, a mimo to nie był w stanie psychicznie przygotować się na jego następstwa. Czas zaczął płynąć w normalnym tempie, a on osunął się na kolana. Odetchnął ostatni raz powietrzem, płytko, po czym zaczął się dusić. Dosłownie widział oczyma wyobraźni jak jego płuca zalewa gęsty, czarny dym. Oparł dłonie na zimnej posadzce, w prawej wciąż ściskając różdżkę i walczył o oddech. Charczał i kaszlał pragnąć wyłapać, chociaż pojedyncze cząstki tlenu, aby się nie udusić. Co za podła śmierć, zapewne roześmiałby się, gdyby mógł. Chciałby wstać i pogratulować Samaelowi, w końcu mu się udało. Udowodnił, że zawsze był tym lepszy, tym, do którego zawsze bezwzględnie porównywano. Nie poddał się jednak, to nie było wpisane w jego naturę. Wciąż walczył o oddech, chociaż cały czas przegrywał z kretesem. Rzucone przez Allie zaklęcie dotarło do niego jakby był pod powierzchnią wody. Nic jednak nie zmieniło, jego położenie wciąż był opłakane. Pozostawał na łasce starszego brata, a w dodatku jego bliźniaczka pozostawała bez ochrony. Zdołał unieść załzawione spojrzenie na rozgrywającą się scenę, łapiąc się za koszulę w geście desperacji. Próbował wycharczeć cokolwiek, ale nawet sylaba nie chciała przejść przez jego zadymioną krtań, a co dopiero zaklęcie. Gratulacje, bracie. Obyś skonał w piekle.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Hol   21.08.15 21:13

Drwiący śmiech rozbrzmiał w murach ich domostwa – dla Avery’ego ciepłego i pełnego rodzinnej miłości, zaś dla Allie i Sorena zamczyska rodem z horroru, z którego nie mogli się wybudzić. Czy tego chcieli czy nie, należeli do rodu, a brudne tajemnice miały krążyć w ich żyłach wspólnie z krwią, którą mógł tego dnia swobodnie upuścić i przetoczyć wedle własnego uznania. Czy powinien połączyć się ze swą siostrą, aby udowodnić jej, że nie powinna z nim walczyć a pokornie przyjąć jego miłość? Wzgardziła nim już nie raz i dotąd wykazywał anielską wprost cierpliwość, lecz teraz nie przewidywał aktu ułaskawienia. Wyczerpały się w nim pokłady miłosierdzia, teraz istniała w nim jedynie chłodna i wyważona nienawiść, pulsująca w jego ciele i gorejąca bardziej od miłości. Nie musiał okazywać swej siły; tą mógł jedynie zdobyć władzę, aby ją utrzymać potrzebował czegoś więcej. Wiedział, że Allie nigdy nie okaże dobrej woli, od maleńkości źle ją wychowano, a teraz on musiał drogo płacić za te błędy. Kiedy winna lizać jego buty, próbowała kąsać, nie pojmując, że sięga po rękę, która ją karmi.
Może nie zdawała sobie z tego sprawy, ale Avery nadawał jej sens życia. Już dawno zaprzepaściła i zgubiła siebie w destrukcyjnym pragnieniu zemsty. To chore rojenie opętało ją doszczętnie, teraz istniał dla niej jedynie on – w postaci ponurego Władcy, którego należy obalić. Gdzie podziała się dawna, radosna Allie? Umarła dziesięć lat temu, a zastąpił ją marny cień, egzystujący tylko dla Samaela, swego własnego oprawcy.
- Ojciec sam poprosił mnie, abym wybrał odpowiedniego kandydata – wysyczał z płonącą satysfakcją w oczach. Nadeszła pora na święcenie triumfu i przyuczenie Allie do małżeńskiego obowiązku – lecz miast tego, mieli okazję do podziwiania katuszy Sorena, niewydarzonego braciszka, który próbował bawić się w bohatera. Na próżno, nie zdołał zbawić świata, ani uratować swej bliźniaczki. Był żałosny w swej głupocie i Avery wcale nie odczuwał wyrzutów sumienia, kiedy biernie obserwował, jak dusi się swym męstwem i brawurą. Zignorował rzężącą postać, klęczącą tak, jak winna czynić to przed nim Allison, po czym przeniósł na nią rozognione spojrzenie i uśmiechnął się niemalże pogodnie.
- Zaimponowałaś mi, droga siostro – rzekł łagodnie, głaszcząc pieszczotliwie jej policzek, nie bacząc na różdżkę, wymierzoną w jego pierś – jesteś do mnie bardziej podobna, niż mogłaś przypuszczać. Twój egoizm, Soren może przypłacić życiem… Tego właśnie chcesz? – spytał, delektując się groźbą i władzą, jaką w tej chwili dzierżył w swych dłoniach. Ponownie wybuchnął śmiechem i wolnym krokiem podszedł do kulącego się na podłodze brata.
- Wolała mnie od ciebie. Zawsze – wyszeptał, ponieważ nie obchodziły go zgoła uczucia kierujące Allie. Dzięki okrutnym wyborom ukochanej bliźniaczki, Sorena czekał marny koniec…
Chyba że siostra oprzytomnieje i zdecyduje się upaść mu do stóp i błagać o wybaczenie.
Avery nachylił się i zacisnął dłoń na różdżce marnej marionetki uczuć Allison. Postanowił wyrwać mu ją, jako… gwarant nietykalności?






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
 

Hol

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17