Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kwatera główna aurorów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kwatera główna aurorów   17.03.12 14:23

Kwatera główna aurorów

"Winda ponownie ruszyła i po chwili drzwi się otworzyły, a głos oznajmił:
- Drugie piętro, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów z Urzędem Niewłaściwego Użycia Czarów, Kwaterą Główną Aurorów i Służbami Administracyjnymi Wizengamotu.
Minęli róg korytarza, przeszli przez podwójne, ciężkie dębowe drzwi i znaleźli się w obszernym pomieszczeniu podzielonym na boksy, z których dochodziły szmery i rozmowy. Zaczarowane samolociki śmigały jak miniaturowe rakiety, a koślawa tabliczka na najbliższym boksie głosiła: KWATERA GŁÓWNA AURORÓW.
Aurorzy pokryli ściany portretami poszukiwanych czarodziejów, fotografiami swoich rodzin, plakatami ulubionych drużyn quidditcha i artykułami wyciętymi z „Proroka Codziennego”. Jedyną wolną przestrzeń zajmowała mapa świata upstrzona małymi czerwonymi pinezkami, jarzącymi się jak rubiny."


Powrót do góry Go down
Hazel Sackville
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t759-hazel-sackville http://www.morsmordre.net/t806-bogart#3388 http://www.morsmordre.net/t790-hazia#3165 http://www.morsmordre.net/f111-pokatna-21-10 http://www.morsmordre.net/t1505-hazel-sackville#13705
Auror
27
Mugolska
Panna
To those who'd ground me, take a message back from me.
Tell them how I am defying gravity and you can't pull me down!
7
7
4
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   10.08.15 22:37

Nie licz baranów. Nie powtarzaj alfabetu. Nie myśl o ciepłym mleku. Tak właśnie mówię do siebie, napełniając kolejny kubek ciemną jak ma dusza kawą. Nie pytaj mnie, która to dzisiaj, nie sugeruj, że me oczy nie zamykają się jedynie dlatego, iż podpierają je jakieś niewidzialne zapałki. Nie posłucham. Jestem zmęczona, wiemy to oboje, ale nie chcę spać. Nie chcę się budzić i odkrywać, że jego nie ma przy mnie. Cztery lata, tyle minęło. Nadal się uśmiecham. Nadal wbijam kciuki w Twoje boki i zanoszę się śmiechem. Nadal podkładam prukającą poduszkę naszemu przełożonemu i robię minę niewiniątka. Nadal jestem Hazel. Wiem, że wiesz. Wiedzą wszyscy, smutku nie potrafię ukrywać tak dobrze, jak bym chciała, ale pozwól mi zachować choć tę odrobinę iluzji. Że wszystko jest w porządku. Że zapomniałam. Że ułożyłam sobie życie.
Lubię swoją pracę, może nawet zbyt mocno. Cztery razy dwanaście, czterdzieści osiem - tyle miesięcy tytuł biorącego najwięcej nadgodzin należy do mnie. Choć szef nie pieje już tak mocno, nad mymi wynikami, teraz i on się martwi, na urlop wysłać mnie próbuje. Na urlop, rozumiesz? I co zrobię? Położę się sama w wielkim łóżku i patrzeć będę na sufit? Mój boks jest moim domem, pogódźcie się z tym wszyscy. Wracam do niego, siadam na krześle i pochylam się nad papierami ze sprawą związanymi. Popijam kawę, staram się nie zasnąć. Czy to ten moment, gdy spróbujesz doprowadzić mnie do porządku?


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   13.08.15 20:10

/Przed 10 lipca?/


Gawain stłumił ziewnięcie. To był długi i szalony dzień. Każdy kto pracował w Biurze doskonale rozumiał zwrot długi i szalony dzień. Wbrew wyobrażeniom cywilów, notabene ociekającym stereotypami, długi, szalony dzień nie oznaczał, że Kwaterę zaatakowało stado rządnych krwi czarnoksiężników. Nic nie wybuchło i nie rozniosło na strzępy całego Departamentu. W Kwaterze Głównej do uznania dnia za dzień szalony wystarczył zwołujący naradę szef. Z samiuteńkiego rana. Bezlitośnik.
Naradę zdominowało marudzenie odnośnie planu pracy na resztę obecnego i być może przyszłego roku. Przełożony bowiem pokładał wielkie nadzieje w kończących edukację kursantów. Jego zdaniem zapowiadali się bardzo obiecująco. Wkrótce przybędzie im nowych, zdolnych aurorów. To powinno zainspirować starą gwardię i skłonić ją do ukazania się nowicjuszom z jak najlepszej strony. Mówiąc krótko, przydałoby się im więcej testów sprawnościowych oraz magicznych, zaś on, jako ich przełożony osobiście dopilnuje żeby do tych testów przystąpili. Oświadczenie wywołało ostrą reakcję wśród wieloletnich pracowników Biura. Prawdziwych weteranów. Starszy auror, nie zważając iż nie świeci przykładem siedzącym obok kolegom, poderwał się z krzesła, po czym wypalił, że kiedy rozpoczynał tę robotę, Kwatera działała sprawniej niż armia pruska. Nikomu do szczęścia nie były potrzebne żadne dodatkowe testy.
Podczas gdy szef i weteran przerzucali się argumentami, Gawain zastanawiał się, co to za armia pruska. Nazwa kojarzyła się z czymś obcym. Mugolskim. Biorąc pod uwagę, że tamten wychowywał się wśród mugoli, określenie rzeczywiście mogło pochodzić z niemagicznej części świata. Ale co ono oznaczało? Nie zdążył o nie zapytać.
Kłótnia dobiegła końca, zaraz po kłótni zakończyła się narada i wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Szefowi udało się złapać Gawaina i zaciągnąć go za sobą do Służby Administracyjnej Wizengamotu, po odbiór nadzwyczaj ważnych papierów podpisanych przez sędziego. Im szybciej tym lepiej. Takie sprawy, o dziwo, zawsze przyśpieszały w obecność młodego aurora, towarzyszącego szefowi Biura. Panienki zasiadające w Administracji z młodym, czarującym panem aurorem pogawędziły, pouśmiechały się, porumieniły i ani się obejrzeć, dokumenty w mig leżały na stole. Tym razem miało być podobnie. Przekraczając progi pokoju, w którym urzędowały panny, Gawain przygotował się mentalnie na pogawędkę oraz odpowiadaniem setką uśmiechów na setkę uśmiechów. Po co dodatkowo denerwować szefa, odmawiając współpracy przy załatwianiu ważnego interesu.
Żadnych uśmiechów i szczebiotania nie było. Po przekroczeniu progów pokoju, zastali w nim katastrofę. Okazało się, że wiekowa szafa, w jakiej trzymano mnóstwo ważnych papierzysk, rozpadła się w zupełnie niepojętych okolicznościach. Rozhisteryzowane panienki miotały się pośród stosów dokumentów to próbując je uporządkować, to przerzucając się teoriami o szkodnikach, sabotażu, włamywaczach.
Nie dość, że nie dostali szybko potrzebnego papierka (urzędniczkom chyba z nerwów nie chciało wyjść nawet zaklęcie accio), to musieli zostać i pomóc nieco ogarnąć bałagan. Upragniony dokument odnalazł się dopiero w porze lunchu. Tak, odnalazł się. Tyle że sędzia nie zdążył go podpisać. Z całą pewnością podpisze go jutro, więc Administracja zaprasza panów aurorów po odbiór jutro. Szef wściekł się nie na żarty, wyleciał z pokoju i klnąc malowniczo na biurokrację, skierował się do Kwatery. Gawain oczywiście poszedł za nim.
Ledwo wrócili do swojego biura, pojawiło się zawiadomienie o niepokojąco wyglądającej księdze, którą porzucono na schodach opuszczonego budynku na obrzeżach miasta. Ludzie, którzy przypadkiem na nią trafili, zarzekali się, że emanuje ona czymś niedobrym. Należało się więc przyjrzeć temu bliżej. Wysłany z dwójką kolegów Gawain księgę znalazł, tam gdzie miała być. Tyle że nie była ona żadnym paskudnym wytworem czarnej magii. Jak się okazało, pochodziła ze sklepu Zonka w Hogsmeade. Widać straszenie społeczeństwa czarnomagicznymi przedmiotami - fałszywkami wydawało się właścicielowi niezwykle zabawne, skoro sprzedawał takie buble. Może i poniektórych łobuzów również to śmieszyło i dlatego je kupowali. Jednak aurorzy nie dysponowali wyrafinowanym poczuciem humoru i jednomyślnie zgodzili się, że Zonk zasłużył na obicie gęby za ten pomysł z książką.
Po fałszywym alarmie, w Kwaterze panował spokój. Gdzieś tak przez godzinę. Panowanie spokoju przerwały dobiegające z korytarza wrzaski, odgłosy uderzania czegoś ciężkiego o ziemię. Para krzepkich czarodziejów posprzeczała się o coś. Szybko przeszli od słów do czynów. Pojedynkowali się między sobą w miarę umiejętnie, jednak w starciu z połową Biura Aurorów nie mieli już żadnych szans. Błyskawicznie ich zneutralizowano, następnie odesłano do Przełożonego nad Departamentem, aby skarcił ich za urządzanie bijatyk pod samym nosem władzy.
Ku uldze poniektórych, dzień wreszcie zbliżył się ku końcowi. Podobnie jak normalne godziny pracy Biura. Pracownicy przeciągali się, porządkowali swoje biurka i przymierzali się do opuszczenia Kwatery. Ktoś opowiadał jak zamierza spędzić resztę wieczoru. Ktoś proponował wypad do pobliskiego baru na kieliszek ognistej. Atmosfera rozleniwienia ogarnęła niemal wszystkich. Niemal. W rozleniwienie nie wliczali się funkcjonariusze, którym dzisiaj przyszło pełnić dyżur.
Gawain nie miał wielkich planów na wieczór. Zamierzał po wrócić do domu i wcześniej położyć się do łóżka. Znużenie sprawiało, iż łóżko wydawało się najlepszą opcją, jaka mogła w tym momencie zaistnieć. Łóżko i nic więcej. Mijając puste przegrody, dostrzegł w jednej z nich samotną sylwetkę. Znajomą sylwetkę.
- Nie wracasz do domu? - zdziwił się uprzejmie, przystając przy miejscu pracy tejże znajomej osoby. Hazel lubiła swoją pracę. Wiedział, że ją lubiła. A może zwyczajnie lubiła dużo pracować? W każdym razie, zrobiło się późno.
Akurat nie miał pod ręką zegarka, ale tak na jego wyczucie, było coś koło ósmej. Ślęczenie nad papierzyskami o takiej porze nie służyło ani jej ani Biuru. Z prostego powodu. Im dłużej przesiedzi w robocie, tym bardziej będzie zmęczona nazajutrz. Szef nienawidził, kiedy podwładni przychodzili do pracy zmęczeni i rozkojarzeni. W tym fachu zbyt wiele zależało od pełnej sprawności umysłowej oraz fizycznej. Tak mawiał. I miał rację.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Hazel Sackville
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t759-hazel-sackville http://www.morsmordre.net/t806-bogart#3388 http://www.morsmordre.net/t790-hazia#3165 http://www.morsmordre.net/f111-pokatna-21-10 http://www.morsmordre.net/t1505-hazel-sackville#13705
Auror
27
Mugolska
Panna
To those who'd ground me, take a message back from me.
Tell them how I am defying gravity and you can't pull me down!
7
7
4
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   24.08.15 18:52

Jest dziewiąta trzydzieści, Gawain. To i tak całkiem wcześnie, zważywszy na to, że wczoraj wyszłam z Biura za piętnaście trzecia, kiedy woźny już nie wytrzymał i kazał mi opuścić Ministerstwo, by móc posprzątać we wszystkich boksach. Wróciłam do pustego mieszkania, wzięłam prysznic i położyłam się do pustego łóżka. Rano wstałam, wypiłam kawę, znowu zapomniałam o śniadaniu i od tamtej pory nie ruszam się z Kwatery Głównej. Nie chcę Cię oszukiwać, uwierz mi, że nie mam takich intencji. Dzisiaj zapewne znowu spróbuję pobić swój rekord, nadszarpnę cierpliwość woźnego jeszcze mocniej, a wszystko po to, by przypodobać się przełożonemu. Widzę jak patrzy na fioletowe sińce pod moimi oczami, widzę też, że sznuruje usta, gdy tylko mija mój boks. Ale to wszystko mija, gdy na jego biurku lądują raporty, wszystko doprowadzone do perfekcji. Powiesz mi, że powinnam wracać do domu, ale nic tam na mnie nie czeka. Czasami Potter stanowczo zamknie mi przed nosem wszystko, zabierze do siebie, a następnego ranka będziemy udawać, że wcale nie spędziliśmy tej nocy razem. Czasami Lupin pojawi się tutaj zniesmaczony, oznajmiając, że przygotował dla nas kolację, a ja znowu każę mu czekać. Potem przez kilka dni na mojej karcie widnieć będzie słuszna godzina zakończenia pracy, aż do momentu, gdy znowu wymknie mi się przy nim imię Octaviusa i wszystko zacznie się od początku. Sam widzisz, moje życie to nie bajka, a pasmo nieporozumień. Nie wiem sama, dlaczego budzę się każdego ranka i dlaczego oddycham. Daj mi nacieszyć się tym jednym, co sprawia mi radość. Pozwól pracować.
Odwracam się na krześle, uśmiecham do Ciebie. Na chwilę odrywam się od tego, co arcyważne, zakładam nogę na nogę i kosmyk włosów za ucho.
- Nie, pokłóciłam się z Nelem. Im później wrócę do domu, tym lepiej. Z resztą, nie wiem nawet czy już się rozstaliśmy, czy nie, więc... - wzruszam tylko ramionami, jak sam widzisz nie przykładam zbyt wielkiej wagi do swojego związku. Może to dlatego, że odkąd zeszliśmy się po śmierci jego brata, nieustannie zrywamy ze sobą i schodzimy się na nowo? Nikt nie traktuje nas na poważnie, chyba nawet my sami mamy z tym problem, ale cóż poradzić na to, gdy zaczyna się spotykać z bliźniakiem swego zmarłego narzeczonego?


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   19.09.15 22:04

/ po spotkaniu z Garrettem
Spacerując po najdziwniejszych zakątkach Londynu Hereward trafił na dość niepokojące zjawisko. Jeszcze nie zdążył wyleczyć się z traumy po czarnomagicznych winogronach, a nabawił się nowej. Podczas przechadzki, gdy pozwolił swoim nogom iść tam, gdzie im się podoba, a myślami odbiegał do odbytej wcześniej rozmowy. I tak wiedziony ciekawością swych kończyn dotarł w miejsce bardzo nieprzyjemne. Uroku nie dodawał mu wcale fakt, że na środku zakątka leżały zwłoki. Mężczyzny? Kobiety? Ciało nosiło ślady użycia na nim zaklęć czarnomagicznych. A przynajmniej tak wydało się profesorowi transmutacji, który swoje wykształcenie w nielegalnej dziedzinie czarów pobierał przez rok w Durmstrangu. Osoba ta z pewnością była przed śmiercią torturowana. W dodatku ktoś nieudolnie usiłował ją w coś przemienić. Prawdopodobnie już po śmierci. Hereward, jak na dobrego obywatela przystało, postanowił sprawę natychmiast zgłosić. A że znał, i to całkiem nieźle, pewnego aurora natychmiast udał się do biura, w którym powinien go zostać. Ale nigdzie go nie widział. Kręciło się wokół sporo ludzi, żadna jednak nie miała rudej fryzury, która pozwoliłaby przypuszczać, że jednak odnalazł Garretta.
- Przepraszam, - zwrócił się do najbliższego z aurorów - czy zastałem Garretta Weasley'a? Myślę, że natknąłem się na coś, czym powinien się zainteresować auror.
Wolałby załatwić sprawę z przyjacielem. Ostatnio obawiał się o swoje zdrowe zmysły, zwłaszcza, gdy co noc budził się z koszmaru o winogronach. Miał wrażenie, że widzi je wszędzie. Może czas na wizytę u lekarza zanim zacznie się rok szkolny?




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Iwan Dobrev
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t785-iwan-dobrev http://www.morsmordre.net/t793-pillow-sowa-iwana#3183 http://www.morsmordre.net/t792-iwan-dobrev
Auror - Brygada Uderzeniowa
25
Półkrwi
Kawaler
I could drag you from the ocean
I could pull you from the fire
And I could give you my devotion
Until the end of time
5
10
0
0
0
10
0
4
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   21.09.15 13:09

Iwan po nieszczęsnej akcji w Śmiertelnym Nokturnie, gdzie niemalże obaj wraz z Weasleyem stracili życie… dostał karę od swojego przełożonego,  szefa brygady uderzeniowej,  w postaci przekopywania mnóstwa papierów i segregowania ich. W biurze aurorów panował niesamowity nieporządek, szczególnie, że wiele spraw wciąż było otwartych, a częste morderstwa i jakieś złe uczynki wciąż napływały, nie dając nawet chwili wytchnienia. On tego dnia siedział w gabinecie, przy swoim biurku, zakopany po uszy w stosie papierów różnej maści. Niesubordynacja i jawne narażanie osób na niebezpieczeństwo musiała mieć jakieś konsekwencje. Uratował go tylko fakt, że udało im się ocalić osobę, która została ofiarą zatrucia przez podejrzanego typa. Niestety, zbrodniarz uciekł, pozostawiając w Iwanie nieopisane uczucie złości na samego siebie. Musiał się bardziej opanować i postarać, jeśli chciał złapać tego, kto zwiał mu sprzed nosa. Denerwował go sam fakt, że nawalił. Miał być profesjonalistą, a okazał się nie do końca tak dobry, jak wymagał od niego fach.
Odłożył na brzeg biurka, skąpanego w papierach, kubek w połowie wypitą mocną kawą z jakimiś podejrzanymi ziołami w niej zanurzonymi. Westchnął ciężko, przecierając twarz dłońmi i kręcąc głową. Jego myśli wciąż błądziły wokół podejrzanego, którego chciał niesamowicie złapać, zdemaskować. I niestety, nie chodziło tutaj o zemstę, że chciał zamordować wątpliwie niewinnego człowieka. Chodziło bardziej o dumę Iwana, a to już trochę poważniejsza sprawa. Tamten dzień był jednym, wielkim pasmem nieprzyjemnych niespodzianek, z którymi trzeba było się jakoś zmierzyć. Niestety, problem polegał na tym, że siedział w tym cholernym biurze, przy biurku i bawił się w pierwszego lepszego urzędasa. I jak tutaj spokojnie pracować, kiedy nie było obok żadnego pachołka, któremu można było coś nie coś podrzucić, a później zająć się poważniejszymi sprawami, takimi jak ratowanie życia.
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi i kroki, które z każdą sekundą stawały się głośniejsze. Podniósł głowę znad jakiegoś przestarzałego powiadomienia o rabunku na Pokątnej i spojrzał na gościa. Burza rudych włosów sprawiła, że pierwsze co przyszło mu na myśl to to, że miał przed sobą kogoś z rodziny Weasleya. Może chciał mu przyłożyć za to, na co nieświadomie naraził Garretta? Oby nie. Dopiero gdy się odezwał, poczuł jak krew odpływa mu z głowy i robi mu się zimno.
- Nie ma go tutaj, ale jestem ja, jeśli to nie przeszkadza – powiedział, po czym podniósł się z krzesła, poprawił odruchowo czarną marynarkę szybkim ruchem i wyciągnął dłoń w kierunku mężczyzny.
- Iwan Dobrev, Auror w Brygadzie Uderzeniowej. W czym mógłbym panu pomóc? Chyba, że konieczna jest interwencja Weasleya, to mogę napisać do niego szybką sowę, lecz nie gwarantuję, że zjawi się odpowiednio prędko.
No cóż, nikogo nie powinno było dziwić, że gdyby Weasley dostał kolejną sowę od Iwana z propozycją „rozerwania się”, przyjęta by była nie do końca pozytywnie. Ostatnio, kiedy uznał, że szykowało się coś ciekawego, to obaj ledwo uszli z życiem.





There’s no love, no light, no end in sight
And I’m looking for a miracle
But I hope, I pray and I will fight
Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   22.09.15 21:42

Hereward, od ostatniego snu o winogronach, po którym przez godzinę nie zbliżał się do kubka z kawą, bo był pewien, że zaatakują go, tym razem na jawie, powoli tracił pewność czy to, co widzi jest prawdą, czy zwyczajną ułudą. Dlatego, kiedy widział coś niepokojącego wolał upewnić się, że wcale nie majaczy. Gdy podczas spaceru znalazł ciało, które od pasa w dół nieudolnie zostało przetransmutowane w... W coś, zdecydowanie preferował udanie się na miejsce z kimś, kogo dobrze zna, kto nie posądzi go o próbę przeszkodzenia w pracy aurorom. Bartius zdecydowanie potrzebował snu, doskonale o tym wiedział, ostatnio stało się jednak tyle rzeczy, że ciężko mu było zmrużyć oko. Stąd pojawiały się przywidzenia. Garretta jednak nie było. Na miejscu, zawalony papierami siedział za to młody mężczyzna, z pewnością auror, który po zadanym pytaniu dziwnie zbladł. Czyżby z Weasle'em coś się stało?
- Nie, to nie musi być Garrett, po prostu jego tutaj znam - spróbował uśmiechnąć się beztrosko, co przy nieco ziemistej cerze i worach pod oczami, których ostatnio się dorobił sprawiało dość makabryczne wrażenie. - Mam nadzieję, że wszytko u niego w porządku?
Przecież nie tak dawno się z nim widział i nie licząc szeregu trosk, jakie zwaliły się na biedną, rudą głowę, nic mu nie było. Czyżby w związku z...? Nie, na pewno nie, pewnie chodzi o coś znacznie bardziej prozaicznego.
- Przepraszam, nie przedstawiłem się, Hereward Bartius. Przychodzę w dość nietypowej sprawie. Zdaje mi się, że znalazłem na spacerze ludzkie ciało ze śladami użycia na nim czarnej magii i próby zamaskowania tego zupełnie nieudolną transmutacją. Zaprawdę, godne pożałowania umiejętności transformacji, mam nadzieję, że to nie mój uczeń, bo byłoby mi wstyd - tak, wydawało mu się to zabawne tylko i wyłącznie dlatego że od tygodnia nie spał. Na dobrą sprawę po części przekonany był, że wszystko, co się wokół niego ostatnio dzieje jest jednym, idiotycznym snem. Dlatego też niespecjalnie przejmował się znalezionym, skądinąd martwym, człowiekiem. Miał niemalże stuprocentową pewność, że gdy tylko dotrą na miejsce ciała jednak tam nie będzie, a on za to będzie się musiał gęsto tłumaczyć, kajać, przepraszać i wyjaśniać, że wcale nie zrobił tego specjalnie i że tak, pójdzie do psychiatry, żeby sprawdził czy z nim wszystko w porządku. Tak czy inaczej, czas chyba zaopatrzyć się w jakiś specyfik, który pomoże mu zasnąć.
- Reasumując, chyba dobrze by było, gdyby zobaczył to auror.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Iwan Dobrev
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t785-iwan-dobrev http://www.morsmordre.net/t793-pillow-sowa-iwana#3183 http://www.morsmordre.net/t792-iwan-dobrev
Auror - Brygada Uderzeniowa
25
Półkrwi
Kawaler
I could drag you from the ocean
I could pull you from the fire
And I could give you my devotion
Until the end of time
5
10
0
0
0
10
0
4
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   25.09.15 17:58

Iwan miał nadzieję, że nikt nie będzie przychodził do niego aby się mścić za to, co spotkało ich obu podczas ostatniej misji, za którą surowo został ukarany – papierami. Tak, Iwan nie znosił siedzenia i nic nie robienia. Uważał wtedy, że cały jego potencjał wyparowywał, a tego przecież nie chciał. Nie chciał też dostać przysłowiowo „w mordę” za narażanie Weasleya, bo z pewnością Rudzielec w przeciwieństwie do Bułgara miał wielu znajomych, którzy stanęliby za nim murem. Iwan, jako że był cudzoziemcem, do którego nikt nie pałał zbytnio zaufaniem, cóż, był zdany sam na siebie. Odetchnął cicho, gdy rudy mężczyzna nie przyszedł wcale złoić mu skóry, tylko z jakąś sprawą. Cudownie, będzie fajnie w końcu rozprostować nogi po całym dniu siedzenia przy papierach, prawie w nich tonąc. Kiwnął więc głową, po czym podał mu dłoń, jako, że sam się przedstawił. A skoro znali już swoje dane personalne, można było w jakiś sposób rozmawiać.
- U Garretta powinno być w porządku. Żył, kiedy ostatnio go widziałem – powiedział, oczywiście nie mijając się z żadną prawdą, a to, że nie mówił wszystkiego, to przecież nie grzech? Póki nikt nie wypytywał o to w sposób wręcz upierdliwy, można było z tym żyć. Ostatnio nawet napisał sowę do Weasleya z zaproszeniem na ciastko. Przyjął je, więc chyba między nimi też było dobrze, oby.
Słuchał dalszej części wywodu na temat tego, co Bartius znalazł podczas spaceru. Zależy też gdzie dokładnie to znalezisko leżało. Coś mu się jednak zdawało, że nie musiał jakoś długo zgadywać, skoro Śmiertelny Nokturn sam nasuwał mu się na myśl. Kiwał głową, po czym wyjął samopiszące pióro z szafki przy biurku i zaczął notować dokładnie to, co mówił mężczyzna.
- Sprawdzał pan, czy ofiara żyje czy też jest martwa? To ważne – spytał, po czym przechylił głowę lekko w bok, nie przestając obserwować rudzielca. Ważne też było, czy szli na miejsce morderstwa, czy też nie. Chodziło o to, czy potrzebne było sprowadzenie magomedyków jak najszybciej, czy było to zbędne.
- Z resztą, proszę prowadzić. Obadamy sprawę na miejscu – dodał, odruchowo sprawdzając, czy wziął wszystko, co było mu potrzebne; mianowicie różdżka.





There’s no love, no light, no end in sight
And I’m looking for a miracle
But I hope, I pray and I will fight
Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   07.10.15 16:17

Im dłużej rozmawiał z mężczyzną, tym mniej pewny był tego, co wydawało mu się, że zobaczył na spacerze. Coraz bardziej żałował, że nie trafił na Garretta. Czuł się jak idiota, ale niewiele mógł poradzić na słowa wylewające się z jego ust strumieniem. To trochę tak, gdy nasze ciało jest bardziej pijane od mózgu i zaczyna się przeciw niemu buntować, robić rzeczy, których robić nie mamy ochoty. I tylko przyglądamy się bezradnie naszym coraz bardziej rozpaczliwym próbom ratowania sytuacji. Uśmiechnął się zakłopotany. Jakby spojrzeniem próbował wytłumaczyć się za niezbyt rozgarniętego towarzysza.
- Nie sprawdziłem - przyznał. - Szczerze powiedziawszy, nie do końca chciało mi się wierzyć, że leży tam ktoś martwy. To jednak niecodzienny widok.
Czy jego tłumaczenia brzmiały jakby pogrążał się coraz bardziej, czy tylko mu się wydawało?
- Nie sypiam ostatnio najlepiej - mruknął i nie zabrzmiało to zbyt dobrze. Nie do końca tak to sobie wyobrażał, w myślach jakoś brzmiało dziwnie lepiej.
- Tak, proszę za mną. Chyba będzie dobrze, jeśli wyjdziemy z Ministerstwa i się po prostu na miejsce teleportujemy - zaproponował, choć perspektywa wycieczki z obcym mężczyzną wcale nie wydawała się kusząca. Ivan Dobrev mógł go wziąć za wariata jak i za kogoś, kto usiłuje zastawić pułapkę na aurora, jeżeli ciała jednak na miejscu nie będzie. Żadna perspektywa nie wydawała się specjalnie kusząca. Chociaż w Mungu przynajmniej miałby blisko do siostry. Przy odrobinie szczęścia dzieliłaby ich jedna ściana!




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   07.10.15 19:38

Iwan podczas swojej pracy nie mógł zignorować nawet najdziwniejszego zgłoszenia, szczególnie, że trup znaleziony przez Herewarda wydawał się na swój sposób wyjątkowy. Kto bowiem próbuje przetransmutować ciało, by pozbyć się dowodów? Co jeśli zniekształconego trupa odnajdą przypadkowi mugole? Należało się śpieszyć, by jak najszybciej zabezpieczyć teren.
Po wyjechaniu windą do atrium, mężczyźni wyszli przed budynek Ministerstwa, by tam teleportować się w miejsce, gdzie rzekomo znajdowały się zwłoki.


| zt. Zapraszam tutaj.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   20.02.16 15:44

| sam początek listopada?

Niebosiężny stos dokumentów z charakterystycznym plaskiem opadł na posadzkę.
Przeklął; zaraz jednak schylił się, by zgarnąć wszystkie papiery bez pomocy magii (przecież - zanim się bezczelnie rozsypały - były ułożone chronologicznie; może jeszcze uda mu się odzyskać dawną kolejność spisanych gęsim piórem raportów?), a potem położył je na blacie biurka raz jeszcze, ostrożniej, dokładniej.
Precyzyjniej.
Teoretycznie powinien uzupełnić zaległy meldunek z zeszłego miesiąca, a potem przespacerować się na czwarte piętro do Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Zwierzętami (gdzie, niestety, pracowało więcej nieprzychylnych mu osób, niż mógłby sobie tego życzyć), ale lista priorytetów uległa nagłej zmianie w momencie, w którym otrzymał niespodziewany list. Katya na nowo zawitała do Londynu - o zgrozo, mogli porozmawiać wyłącznie wśród zawiłych meandrów ministerialnych korytarzyków. Nie tak wyobrażał sobie ich ponowne spotkanie; nie tak oficjalnie, nie tak krótko, nie tak publicznie. Teraz miały ich śledzić oczy wszystkich aurorów zgromadzonych na tym samym piętrze - w takich warunkach ciężko poruszać tematy, które powinny pozostać nieznane dla kręcących się w pobliżu pracowników.
Westchnął. Wyrównał gruby plik dokumentów, przesunął opasły tom traktujący o prawie czarodziejów i przez chwilę po prostu patrzył na drewnianą powierzchnię biurka. Myśląc. Ktoś, kto przechodził obok, przyjacielsko szturchnął go ramieniem i Garrett usłyszał cichy śmiech przecinający ciężkie powietrze - a może tylko jemu się takim zdawało? Odwzajemnił uśmiech, w duszy jednak wciąż bił się z własnymi troskami. Nieustannie.
Zaraz wyszedł z własnego boksu, kierując kroki tam, gdzie jeszcze niedawno znajdowało się stanowisko panny Ollivander. Jak to możliwe, że znów wyjeżdża, chociaż ledwo co wróciła do Londynu, do domu? Z drugiej strony - może tak będzie dla niej łatwiej, może uniknie konfrontacji z burzowymi chmurami, które tak licznie gromadziły się nad wiecznie deszczową Anglią, może ucieknie przed kolejną wojną, jaka od dłuższego czasu wisiała na włosku. Przed strachem o jutro, przed zobowiązaniami, przed oczekiwaniami i rozczarowaniami.
Może też powinien uciec.
- Katya - rzucił z lekkim uśmiechem wpływającym na twarz, gdy nieopodal mignęły mu znajome, rudawe włosy. Przez chwilę zdawało mu się, że nic się nie zmieniło - że zaraz dziewczyna odwróci się i wybuchnie radosnym śmiechem, że zapomną, ile czasu się nie widzieli, że wszystko szybko wróci do normy.
Pobożne życzenia.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   20.02.16 17:56

Tak, początek; przed wernisażem

Katya była... Samotna. I nie chodziło o ten rodzaj samotności, w którym to ludzie nie mieli drugiej połówki, bo jej na tym nie zależało. Nie potrzebowała mężczyzny i jego silnych ramion, a świadomości, że ma dom, choć jak na tak wysoko postawioną szlachciankę w świecie czarodziejskim, to nie powinna mieć z tym problemów, prawda? Była jednak zagubiona, bo ojciec przez lata wpajał jej poczucie niezbyt dobrej na to, co dla niej zaplanował. I im dłużej to trwało, tym ona bardziej traciła grunt pod nogami i nie była świadoma tego, co działo się dookoła, bo dążyła do perfekcji, której pragnął Malakai, a nie ona. Garrick zdążył jednak zaszczepić w niej potrzebę bycia dobrą w różdżkarstwie i kiedy tylko miłość została odwzajemniona, to właśnie przy nich odczuwała największy spokój i to do sklepu wuja uciekała wtedy, gdy wiatr wiał jej w oczy.
A dzisiaj? Dzisiaj miała urwanie głowy i zapomniała, że Garrett obiecał na nią wpaść, gdzie z pewnością byłaby bardziej zorganizowana, a i zapewne przygotowałaby dla niego kawę albo herbatę, bądź cokolwiek co wywołałoby na jego twarzy uśmiech, który tak lubiła. Zdawała się być zatem wyjęta z rzeczywistości, która ją otaczała, bo w natłoku licznych problemów, a także zmartwień, odpychała je na bok. Poddawała się chwili, która płynęła i chciała żyć tak, jak nigdy wcześniej nie mogła. Zachowywała zdrowy rozsądek, a także swoją szlachecką aurę, która otaczała każdego, a im dłużej to trwało, tym ona bardziej zapominała o przeszłości, którą spisała na kartach. Z zamyślenia wybił ją głos.
Znajomy głos.
-Garrett! - zakrzyknęła radośnie i nawet nie przejmowała się tym, że są tutaj ludzie, którym może nie odpowiadać jej entuzjazm, ale ona przecież nie miała nic złego na celu. Chciała zapewnić siebie i Weasley'a, że wszystko jest w porządku, tak jak niegdyś. Dokumenty wypadły jej z rąk, bo już wisiała na jego szyi nie zważając na zasady, nakazy i całą resztę kodeksu, który winna mieć w małym palcu. Uśmiechnęła się jeszcze przekornie, gdy odsunęła się na krok i wbiła w niego ciekawskie spojrzenie, taksując Aurora z góry na dół, jakby szukając potwierdzenia, że nic go nie trapi. -Tęskniłam za tobą, naprawdę! - powiedziała już nieco spokojniej pomimo, że tęczówki błyszczały i śmiały się do mężczyzny, którego potrzebowała zobaczyć, bo to on mógł rozwiać wszelkie jej wątpliwości. -Wszystko w porządku? Jak się czujesz? Mam nadzieję, że ci nie przeszkadza moje biurko tak blisko twojego, prawda? To niezwykłe, że możemy znowu razem pracować! - mówiła i trajkotała, ale kobiety ponoć takie były, czyż nie?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   21.02.16 0:26

Może jednak iluzja radości potrwa chwilę dłużej - uśmiechnął się szerzej i objął Katyę, najpewniej łamiąc tym samym wszystkie konwenanse (doprawdy, w jego przypadku nic nowego); zaraz jednak odsunął się, by na nią spojrzeć, jakby chcąc raz jeszcze upewnić się, czy dziewczyna jest tu naprawdę. - Też tęskniłem - przyznał cicho, a w kącikach jego oczu uwydatniły się lekkie, pierwsze zmarszczki, dość widoczne na tle bladej jak papier cerze usianej złotymi piegami. Starał się ukryć wszystkie troski i zmartwienia, ale jak zawsze mu to nie wychodziło: przez całe życie łudził się, że pod maską uśmiechu doskonale skrywał wszystkie niepewności, ale zdradzały go drobne szczegóły. Ciemne cienie pod oczami, łamiące się paznokcie, oczy, które nie umiały już całkiem wypełnić się beztroską.
Bo cieszył się na jej widok. Bardzo się cieszył, znów słysząc jej głos, mogąc wreszcie wymienić z nią choć kilka słów, ale radosny śmiech nie chciał przecisnąć mu się przez gardło. Po głowie obijało się wyłącznie jedno imię, to, które jeszcze niedawno pojawiało się w codziennych myślach Garretta znacznie rzadziej, niż powinno.
Diano, dokąd uciekłaś, dlaczego zniknęłaś?
Być może przerażała ją wizja spadku z wierzchu śmietanki towarzyskiej i szczytu drabiny hierarchii szlacheckiej na samo dno: nazwisko Weasley już wkrótce zaczęłoby ją gryźć, a brak luksusów, których nigdy nie byłby w stanie jej zagwarantować - przytłaczać. Im dłużej o tym myślał, tym więcej nabierało to sensu. Ale dlaczego nie mogła po prostu mu powiedzieć? Przecież zrozumiałby; jeszcze niedawno zdawało mu się, że przez te kilka miesięcy (odgórnie narzuconego) narzeczeństwa zdążyli wypracować między sobą choćby cieniutką nić zrozumienia.
Cóż, najwidoczniej się mylił. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
- U mnie wszystko po staremu - skłamał gładko, jak za każdym razem dziwiąc się, że dopiero stosunkowo niedawno posiadł sztukę naginania prawdy, żeby... żeby zapewnić komfort psychiczny najbliższym? A może też samemu sobie? - Lepiej ty opowiadaj, w końcu nie wszystkich spotykają takie przyjemności jak zwiedzanie świata i podróże do Norwegii - ale nagle zamarł, bo dopiero po chwili doszedł do niego sens jej słów. - Chwila - i kolejna przerwa - czy oznacza to, że jednak zostajesz w Londynie?
Przecież w niedawno otrzymanym przez niego liście twierdziła zgoła inaczej.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   21.02.16 23:38

Cieszyła się na to spotkanie, bo przecież Garrett był dla niej niezwykle ważny i sprawiał, że potrafiła czuć się dobrze; tak, po prostu. Może dlatego zanegowała w ułamku sekundy wszystkie możliwe zasady? Nie obchodziło ją to, co pomyślą ludzie. Weasley był jej przyjacielem, którego ceniła - dokładnie tak samo, jak Percivala, a przecież był najbardziej istotną osobą w życiu młodej dziewczyny, która coraz częściej gubiła świadomość swojego miejsca w świecie.
-Gdybyś nie tęsknił, to zapewne spaliłabym twoje wszystkie raporty, nad którymi męczyłeś się kilka ostatnich dni - powiedziała spokojnie, z niezwykle naturalną nutą ciepła w głosie. Potrafiła zamaskować swoje smutki, bo czarne oczy zakrywały wszystkie emocje i za to dziękowała pokrętnemu losowi, że bez wpajania przez lata sztuki aktorstwa, stała się prawdziwą divą teatralną.
Zmrużyła lekko powieki, bo znała na tyle Garrett'a, że doskonale dostrzegła nostalgię w jego pięknych tęczówkach i od razu wyciągnęła dłoń, której opuszki smagnęły delikatnie policzek mężczyzny. Liczyła, że może być dla niego wsparciem, ale po spotkaniu z Barrym, cóż - powoli zaczynała wątpić, że dla kogokolwiek znaczy to, co przed wyjazdem. Nie miała jednak wyboru, wszak pobudki, które nią kierowały znał tylko kuzyn Nott, a raczej - przyjaciel i najwierniejszy kochanek - o, ironio - w zbrodni tajemnic, które nękały splamioną duszę.
-Kłamiesz - rzuciła nagle i uniosła wymownie brew, bo przecież nie musiał jej zbywać pięknymi frazami. Często bywała w Londynie, a może tylko jej się tak wydawało? Pokręciła z przekorą głową, jakby dając mu jasno do zrozumienia, że nie odpuści, choć gdyby tylko tego chciał, to z pewnością zrobiłaby to, co do niej należało. Przestała naciskać i zamknęła się w swoim kokonie bezpieczeństwa, który zapewniał swobodne funkcjonowanie w społeczeństwie. -Widzę, że coś cię trapi i jest mi przykro, że nie mogę zobaczyć tego twojego przekornego i nieco złośliwego uśmiechu... - mruknęła pod nosem i zrobiła krok w przód, by móc przyjrzeć mu się jeszcze uważniej. -A może przede wszystkim szczerego? Wiesz, że moim obowiązkiem jest dbanie o ciebie i twoje rodzeństwo, a co za tym idzie - chciałabym poznać przyczynę smutków, które spowiły twoje oczy, choć jeśli to zbyt śmiała prośba - zrozumiem. Niemniej jednak, kiedyś zabiorę cię do Norwegii; jest tam niezwykle pięknie - niemal po mistrzowsku przeszła z jednego tematu w drugi. Wierzyła, że Garrett wychwyci aluzje, a także będzie świadomy, że nie odpuści pomimo, że subtelności było w tym niewiele. -Głównie pracowałam, ale starałam się też nie zaniedbywać kontaktów towarzyskich, które i tak uległy drobnym dewastacjom. Twój brat ma do mnie żal.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kwatera główna aurorów   26.02.16 20:31

- O nie - mruknął z widocznym niezadowoleniem, choć nawet na chwilę nie ściągał z ust lekkiego uśmiechu. - Na tę kupkę zalegającą na biurku poświęciłem cały weekend, nie pozwolę ci tego tak po prostu zbezcześcić. - I uśmiech znów zamienił się w szerszy, chociaż Garrett nie wiedział, czy tak zupełnie żartował; gdyby jego długotrwała, męcząca i wyjątkowo drażniąca praca (w trakcie której standardowo pił kawę z prędkością filiżanka na godzinę, omal nie skruszył porcelany w palcach i rozważał rzucenie jakiegoś zaklęcia na własne powieki, aby przestały się co chwilę zamykać) nagle przepadła, popadłby w apatię. I natychmiastowo poszedłby zapić ją do najbliższego baru, uprzednio posyłając patronusa do kogokolwiek, który przeniósłby wiadomość o skromnej treści: chodź się ze mną upić.
To była jedyna ucieczka, na jaką ostatnio mógł sobie pozwolić. Więc uciekał, na zmianę tęskniąc za beztroskim stanem upojenia i wyklinając się w duchu za własną nieodpowiedzialność i bezmyślność.
W końcu zaśmiał się. Pogodnie? Radośnie? Lekko?
- Faktycznie, nie jest w porządku - rzucił kapitulacyjnie, nie odwracając rozbawionego spojrzenia od Katyi. - Nie pamiętam, kiedy ostatnio przespałem jednej nocy więcej niż cztery godziny, wkrótce zamienię się w inferiusa - dodał zaraz z lekkim przekąsem; ostatnio wpadał w pułapkę przykrej rutyny. Ledwo zwlekał się w łóżka, by doczołgać się do kominka i przenieść wprost do Ministerstwa, gdzie próbował nie usnąć przez pierwsze dwie godziny nad piętrzącymi się stosami dokumentacji. Zazwyczaj jeszcze przed południem pojawiało się pierwsze zgłoszenie - kogoś przyłapano na handlu podejrzanymi przedmiotami, na które nałożono klątwę, ktoś inny miotał czarnomagicznymi zaklęciami w miejscu publicznym. Norma. A potem, kiedy cudem wypadał z pracy po kilkunastogodzinnych męczarniach, okazywało się, że w domu oczekiwała na niego cała kolekcja komplikacji rodzinno-społeczno-zakonowych; zupełnie, jakby tych wszystkich trosk nie było mu wystarczająco.
Przeklęte zrządzenia losu.
- Hm, w Norwegii jeszcze nigdy mnie nie było - palnął, choć wiedział, że i tak nie mogliby się tam wspólnie wybrać; nie byli rodziną, nie byli narzeczeństwem, a szlachecki półświatek zapewne zgromiłby ich za sam taki pomysł. Zresztą, nie mógł opuszczać Anglii. Nie teraz, kiedy nieprzerwanie musiał trzymać rękę na pulsie. - I trzymam cię za słowo - nawet jeśli dotrzymanie obietnicy nie będzie możliwe.
Po chwili uśmiechnął się krzywo.
- Mój brat ma teraz wiele żalu do różnych osób, nie przejmuj się. - Ale czy on sam potrafił się tym nie przejmować?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Kwatera główna aurorów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Kwatera Główna Aurorów
» Kwatera główna aurorów
» Kwatera Amelii
» Gabinet Szefa Biura Aurorów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17