Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pusta Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pusta Sala   02.08.15 18:05

Pusta Sala

Restauracja wydaje się kuszącym miejscem do spacerowania - jej niezliczone magiczne przejścia oraz korytarzyki budzą ciekawość. Zapewne wytrwali w pewnym momencie natrafią na pustą nieumeblowaną salę pełną luster, obrazów, ze skrzypiącym zakurzonym parkietem, na którym często odbijają się urywane w połowie wędrówki odciski eleganckich butów. Panuje w niej grobowa niepokojąca cisza, zza drzwi nie wydobywają się żadne dźwięki dochodzące z zatłoczonych restauracyjnych pomieszczeń, pokój wygląda na zaklęty. Ale nie ma się czego obawiać - gdy naciśniesz klamkę, kiedy będziesz chciał wrócić z powrotem, najprawdopodobniej nie spotkasz żadnego oporu.  


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   09.08.15 0:31

Zgubił się co najmniej ośmiokrotnie, błądząc wśród zawiłych meandrów korytarzy, a przynajmniej tak mu się wydawało; głosy obijające się o jego czaszkę trwały przy stwierdzeniu, że jest coraz bliżej, że jeszcze tylko kilka par drzwi, trochę więcej starań, parę dodatkowych zrezygnowanych westchnień, odrobina prób powrotu do stolika. Walczył z myślami, raz po razie wyrzucając sobie, że zostawił młodszą, niedoświadczoną życiem siostrę w paszczy rekina; nikt nie powiedział jej, że obcym nie można ufać, że za każdym zakrętem czyha niebezpieczeństwo, ludzie, którzy życzą jej źle bądź chcą ją wykorzystać. Zawsze był nadopiekuńczy, nie pozwalał jej się sparzyć, nie chciał niszczyć jej świeżego, wciąż dziecięcego spojrzenia na świat; sam tęsknił za czasami, kiedy wszystko było wyłącznie czarne lub białe, a nie skąpane we wszystkich odcieniach szarości. Być może popełnił błąd - ba, z każdą chwilą coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że powinien kiedyś przebić bańkę jej nieświadomości, jednak z tęsknoty za naiwnością (której wciąż czasem pozwalał wodzić się za koniuszek pokrytego mapą piegów nosa) nie umiał się do tego posunąć, a przecięcie pozłacanymi nożyczkami nici, która łączyła jeszcze Lyrę z dzieciństwem wychodziła znacznie poza jego kompetencje.
Nacisnął jeszcze niezliczoną ilość klamek, przekręcił tuziny gałek, rozsunął niejedną kotarę, aż w końcu przekrzykujące się głosy w jego głowie po raz ostatni nakłoniły go do pokonania kolejnej framugi, a on nie miał siły (ani ochoty?) im się oprzeć. Wyjął różdżkę, pewnie chwytając ją w lewej dłoni i mocno zaciskając palce na uchwycie. Nie mógł powstrzymać uczucia niepokoju, więc zacisnął mocno usta, zupełnie jakby miał nadzieję, że ocali go to od ewentualnej zagłady.
Na jego twarz padły snopy delikatnego światła. Rozejrzał się; znajdował się w pustym pomieszczeniu, a tańczące w powietrzu drobinki kurzu wskazywały na to, że już dawno pozostało one zapomniane. Nienawidził takiej ciszy; jedynym dźwiękiem było serce kołaczące się rozpaczliwie w jego klatce piersiowej i płytkie oddechy, tylko pobieżnie zaspokajające potrzebę tlenu. Pomimo tego, że był sam, wyczuwał jakby jakąś obecność; nie umiał stwierdzić, czy powinien zafundować sobie tygodniowy pobyt w Mungu na oddziale psychiatrycznym, jakieś restauracyjne duchy, znudzone nieciekawym przebiegiem stypy, postanowiły sobie zaigrać z niewinnego rudzielca czy rzeczywiście będzie miał okazję być częścią czegoś wielkiego. Dość powolnym, niezdecydowanym krokiem wszedł w głąb pomieszczenia, ani na chwilę nie poluźniając palców zaciśniętych na różdżce. Skrzypnięcia towarzyszące prawie każdemu jego krokowi sprawiały, że tętnice coraz mocniej wybijały rytm słyszalny w uszach. Obejrzał uważnie lustra, wbił wzrok w zakurzony parkiet, czekając na to, aż wreszcie coś się stanie i nie śmiąc nawet przerwać tłoczącej się w sali ciszy.


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   09.08.15 12:11

/z tarasu/chyba nikt się nie pogniewa, że nie napisałam tam posta z wyjściem. Bo i nie było nic do napisania poza męczącym wodolejstwem.

Nie chwal dnia przed zachodem słońca, czy jak to szło. Słońce nie zdążyło skryć się za horyzontem, kiedy niebo pociemniało, zerwał się gwałtowny wiatr, a na ziemię spadły twarde kulki gradu. Niech to szlag. Strzepnął te które zaczepiły o materiał szaty i cofnął się w stronę przejścia. Pogoda uległa zmianie zbyt szybko żeby uznać to za coś naturalnego. Bez wątpienia podziałała magia wpleciona w budynek. Jakby nie można było wykorzystać jej zasobów do lepszych celów niż wywoływanie w okolicy gradobicia, piorunów, tudzież innych trąb powietrznych. Gawain z żalem pożegnał się z pięknym wieczorem i wszelkimi pomysłami na przechadzkę. Chcąc, nie chcąc wrócił do środka.
Tym razem powitała go kompletna cisza. Wystarczyło jedno spojrzenie by zorientował się, że trafił do opuszczonej, chyba od dawna niewykorzystywanej sali. Prawdopodobnie niewykorzystywanej. Na zakurzonym parkiecie dostrzegł odciski butów. Świeże, stare - któż to wie. Goście równie dobrze mogli przechadzać się, tańczyć na parkiecie przed tygodniem, jak i przed rokiem. Zastanawiające, że nikt nie pojawił się żeby posprzątać. Pościerać kurze. Doprowadzić salę do większej używalności. Nie stała tu nawet sofa na której zmęczeni tańcami czarodzieje mogli by przysiąść. Otrząsnął się. Tak właściwie to po co zawraca sobie głowę wystrojem i śladami w sali? I bez tego restauracja podpadała pod kategorię swoistej osobliwości.
Zacisnął szczęki. Siedzący w nim auror dopatrywał się śladów kryminalnej działalności w najmniej spodziewanym czasie oraz miejscu. Może intuicja miała coś z tym wspólnego i powinien jej posłuchać. A może za dużo pracował i popadał w jakąś paranoję. Wspaniałe. Do szczęścia brakowało mu tylko choroby umysłowej.
Dosyć. Nie wariuj. Nie wariuj. Zakurzona podłoga to jeszcze nie przestępstwo.
Odetchnął głęboko, rozluźniając się tak jak uczono go na szkoleniu. W tej martwej ciszy kroki rozbrzmiewały niewiarygodnie głośno. Dźwięk rozchodził się po całej sali, odbijał od ścian. Gawain zatrzymał się przed jednym z luster. Oczywiście luster było znacznie, znacznie więcej. Gdziekolwiek stanął, zewsząd widział swoje odbicie. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o przenikliwym, podszytym czujnością wzroku. Dodatkowo lustra wprawione w zdobione ramy koloru starego złota połyskiwały w świetle kandelabrów. Połyskiwały i mamiły, utrudniając rozróżnienie rzeczywistości od iluzji. W jednej chwili był pewien, że widzi wyłącznie swoje odbicie, w następnej odnosił wrażenie, iż za plecami tegoż odbicia, przemykają jakieś cienie. Obejrzał się parę razy za siebie, lecz nie czaił się za nim żaden cień.    Naprawdę dziwne. Gdyby był bardziej nerwowy, zapewne w mig opuściłby salę. Zbyt silnie wpływała na wyobraźnię. Chyba, że gdzieś tutaj ulokowały się duchy, którym zebrało się na strojenie sobie żartów z biednego aurora. W każdym bądź razie, odczucie że sala nie była wcale taka pusta na jaką wyglądała umacniało się.
Skrzypnęła podłoga i Longbottom szybko zwrócił się w stronę źródła dźwięku. Intuicja go nie myliła. Zresztą, rzadko zwodziła go na manowce. To on bywał nierozsądny. Irracjonalnie czepiał się zdrowego rozsądku i zagłuszał jej głosik - ostrzegający czy pomagający podjąć decyzję. Nie wiedzieć czemu oczekiwał że ujrzy właściciela cienia, który przemykał przez tafle zwierciadeł. Tak samo groteskowego i niezrozumiałego. Zamiast karykaturalnego stwora ujrzał przed sobą znajomą sylwetkę.  
- To ty.
Krótkie zdanie zawieszone pomiędzy twierdzeniem, a pytaniem. Rozpoznał Garretta, jednak nie miał pojęcia czemu jego przyjaciel pojawił się w tym miejscu. Tak nagle i zupełnie niespodziewanie. Przecież  stypa odbywała się w innej części restauracji. Gwoli ścisłości, żaden z nich nie miał powodu by odwiedzać to pomieszczenie; więc czemu?
Wyciągnięta różdżka odrobinę, odrobinkę podniosła u niego poziom adrenaliny. Nie wystarczająco wysoko aby sięgać zaraz za pazuchę, za to wystarczająco wysoko by pobudzić zmysły do pełnego działania.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   10.08.15 3:23

Kiedy ciszę brutalnie rozerwało krótkie brzmienie dwóch prostych słów, Garrett wpadł w stan będący brakującym ogniwem pomiędzy głębokim szokiem zdruzgotanego człowieka a stanem przedzawałowym; palce zacisnął na różdżce tak mocno, że przy odrobinę większej sile rozprószyłby ją na drobny pył i już układał usta do wyskandowania pierwszego lepszego zaklęcia o działaniu rozbrajającym - w ostatniej jednak chwili zawahał się, a jego spojrzenie padło na twarz, jak się okazało, znajomego mu czarodzieja, który wydawał się być skonfundowany tą sytuacją w równym stopniu co Weasley.
- Gawain - stwierdził oczywistość, pozwolił płucom zaczerpnąć głęboko powietrza i opuścił różdżkę. Nieznacznie. Zmierzył go wzrokiem, wciąż doszukując się jakiegoś podstępu. Co, jeśli to nie jego przyjaciel, tylko efekt wykwintnego działania eliksiru wielosokowego? - Co tutaj robisz? - spytał, nie mogąc powstrzymać nuty podejrzliwości tańczącej w tembrze jego głosu. Na chwilę oderwał wzrok od Longbottoma i przeniósł go na nieodległą, pokrytą warstwą szarzejącego kurzu taflę lustra, a w niej dostrzegł samego siebie; Garretta, który w rude kosmyki wplecioną miał niezdrową ostrożność i będącego gotowym do wycelowania nieprzyjemnym zaklęciem w swojego druha, jeśli ten wykona choć najmniejszy nieprawidłowy ruch. Wzdrygnął się na ten obraz, przez sekundę zastanawiając się w duchu, jak mógł dopuścić do tego, że wieczne dziecko żyjące do tej pory w jego umyśle zmieniało się powoli w starszą panią z chorobliwą powściągliwością obserwującą świat przez mały obiektyw zdobiącego drzwi judasza.
Trzydzieści srebrników, Garrett, za tak drastyczną nieufność wobec najbliższych. Opuścił różdżkę już ostatecznie, tak, aby spływała ona wzdłuż jego ciała; nie śmiał jednak rozluźnić zaciśniętych z całej siły palców.
- Czy ty też... - zaczął dość niepewnym głosem, nie wiedząc, jak ubrać w słowa swoje niecodzienne pytanie; Gawain, czy ciebie też sprowadziły tu chóry przodków wyśpiewujące w twojej głowie peany na cześć twej odwagi i męstwa? Czy ty też zostałeś zwabiony przez wizję ratowania świata przed złem? Czy ty też naiwnie dałeś się zaciągnąć siłom wyższym lub czarnoksięskim, które zebrały chmury piętrzące się na niebiańskim piedestale i czekały tylko, aż runie z nich deszcz i trzaśnie niszczycielski grom? - Czy ty też masz wrażenie, że... że ta restauracja chciała, żebyś tu przyszedł? - dokończył wymijająco i z dużą dozą ostrożności, nie chcąc, aby Longbottom stwierdził, że Garrett potrzebuje natychmiastowej wizyty u dobrego psychiatry oraz serii leczniczych elektrowstrząsów.


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   10.08.15 18:18

Powietrze stało się ciężkie i gęste. Wdychanie go w płuca przypominało wdychanie waty. Budziło obawę, że lada chwila udusi się.
Złudzenie, to tylko złudzenie. Wywołane napięciem wiszącym pomiędzy nim i  Garrettem. A może było to coś zupełnie odmiennego.
- Świetne pytanie - odparł, obserwując opuszczającą się różdżkę. Został rozpoznany albo obdarzony zaufaniem. W każdym razie różdżka celująca w podłogę nie szarpała tak bardzo nerwów jak różdżka celująca w niego - Zjawiłem się w tej knajpie, powspominać przy stole naszego dawnego nauczyciela. Nie zwiedzać kolejne sale. Może wiesz kto jest właścicielem restauracji? Zamieniłbym z nim słowo na temat funkcjonowania jego przybytku.
Przerwał tyradę nim całkiem nakręcił się nią. Zorientował się, że usiłuje paplaniną zakamuflować konsternację spowodowaną nagłym spotkaniem w tej przedziwnej sali. Takie metody zupełnie do niego nie pasowały. Wolał działać niż stać i gadać po próżnicy. W tym wypadku, najlepszym działaniem było opuszczenie pomieszczenia. Nie spędził w nim pięciu minut, a już stęsknił się za gwarem oraz ruchem panującym w pozostałych częściach Revenant. Wycofanie się stąd uwolniłoby go od niespokojnych myśli i skojarzeń. Odczucia, iż nie byli zupełnie sami. Wyobrażenia, że wali się na nich sufit. Lustra i parkiet znikają, pozostawiając ich na wieki w pustce. Sala naprawdę fatalnie oddziaływała na umysły. Nawet te trzeźwe, racjonalne.
Przyjaciel wcale nie pomagał.
- Restauracja chciała żebyś tu przyszedł? - powtórzył Gawain. Powtórzył i zadał pytanie jednocześnie, tak na dobrą sprawę. Bezwolnie pogładził ścianę. Pokrywała ją piękna tapeta ze staranie namalowanymi na niej listkami dębu, żołędziami, wiewiórkami, motylkami. Przyglądając się konturom motylków, analizował słowa Garretta. Należeli do magicznego świata. Od lat pracowali w Biurze Aurorów. Zaklęte pokoje, nadzwyczajne (głównie dla mugoli) zdarzenia nie powinny robić na nich większego wrażenia. W Hogwarcie ciekawscy uczniowie co rusz, trafiali do pozornie zwyczajnych, pozornie pustych klas. Łazili po zaczarowanych schodach i doświadczali magicznych zjawisk takich zmieniające się sklepienie w Wielkiej Sali. Zjawiska te wzbudzały rządzę przygód i ciekawość. Łatwo zapominało się o czujności. Czarodzieje tracący czujność zazwyczaj kończyli marnie.
Gawaina przeszył dreszcz. Nie był w stanie sprecyzować, co go wywołało. Przestroga wypowiedziana przed laty przez któregoś z profesorów czy powoli budząca się ciekawość i ekscytacja zagadkową restauracją.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   10.08.15 21:56

Fakt, Garrett był niespokojny; wskazywały na to oczy błądzące neurotycznie po tapetach rozklejających się skrupulatnie na złuszczonych ścianach - tylko po to, żeby znów wbić wzrok w twarz Gawaina. Tak dużo ostatnio się działo, lawina niechcianych sytuacji tłoczyła się kaskadami niczym puchowe chmury na tle ciemnego nieboskłonu tuż przed burzą, a on wpadał w kolejne stadium paranoi, wszędzie doszukując się podstępu i próby wywrócenia porządku na świecie. Zostawił siostrę - samą, otoczoną strzelającym testosteronem i niezrównoważonymi psychicznie delikwentami; nie posunąłby się do tego nigdy, gdyby w powietrzu dryfowały normalne okoliczności. Zarzekał się przed matką, że przejmie nad nią opiekę, że pod jego czujnym okiem nawet różnobarwny włos nie spadnie z głowy Lyry i zazwyczaj trwał przy postanowieniach, wiedząc, że to rodzina i najbliżsi są najważniejsi - wygrywali nawet w piramidzie priorytetów ze żrącą potrzebą wymierzania sprawiedliwości. To musiało być coś wielkiego, a on głęboko w rdzeniu kości wyczuł, że musi ją opuścić, (nie)bezpiecznie zostawić ją w tyle, skupić się na tym, co dopiero się stanie. Głosy w jego głowie opowiadały o burzy zbierającej się nad głowami czarodziejskiego świata; musiały mieć rację! Przecież i on wyczuwał ciągłe napięcie obciążające wdychane powietrze, to on budził się w nocy tylko po to, aby sprawdzić, czy z mieszkaniem i okolicą wszystko jest w porządku. Niczym nie zawinił. W końcu to okoliczności zmusiły go do zostawienia Lyry.
Odchrząknął, dając upust wątpliwościom i przerywając próby uciszenia śpiewającego chóru wyrzutów sumienia.
- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia - powiedział w końcu, ponownie rozglądając się po pomieszczeniu i wbijając wzrok w drobinki kurzu osiadające na brudnym parkiecie; tym razem jednak wyzbył się resztek niepoczytalności, wygłuszył własne wyrzuty, starając się podejść do tego racjonalnie. - Ale to nie zmienia faktu, że nie podoba mi się to miejsce. Od początku się nie podobało, a teraz, to już w ogóle - zawahał się, przyjrzał palcom zaciśniętym na różdżce tak mocno, że aż stały się trupioblade - Gawain, czy jestem paranoiczny?
Miał ochotę się zaśmiać, kiedy doszło do niego, jak jego zachowanie musiało wyglądać z perspektywy trzeciej osoby; to byłoby tak bardzo w stylu Garretta, żeby niepokój i niewątpliwe przerażenie - już nie aktualną sytuacją, tylko tym, co działo się w świecie czarodziejów, Grindelwaldem siejącym chaos, niszczącym Hogwart od środka - zbyć krótkim parsknięciem śmiechu, obrócić wszystko w żart. Ale nie potrafił. Nie teraz, kiedy z każdą chwilą uświadamiał sobie, jak bardzo drży o swoich bliskich i w jakim kierunku wszystko nieubłaganie zmierza.
- Racja, to nie zabrzmiało dobrze - uśmiechnął się blado, a coś w jego oczach delikatnie zalśniło, zupełnie, jakby po krótkim załamaniu wracał do życia. - Ale po prostu... uhm, nieważne, duchy w tej restauracji chciały pewnie ze mnie zażartować - zbył to krótko, z pozoru lekko, jednak gdzieś tam głęboko przekonany był, że sprawa nie wyglądała tak prosto. - Może rozejrzyjmy się, skoro już tu jesteśmy?
Palce zaciśnięte na uchwycie różdżki wciąż niemal lśniły alabastrem.


Powrót do góry Go down
Luno Skeeter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t756-luno-skeeter http://www.morsmordre.net/t765-luno http://www.morsmordre.net/f185-bishopsgate-13-7-poddasze
wiedźmia straż
23
Czysta
Kawaler
hell is empty and all the devils are here
17
4
0
1
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   12.08.15 21:21

Przeszedłszy przez kotarę znalazłem się w pomieszczeniu, które okazało się pomyłką – nie znalazłem w nic szczególnego toteż stwierdziłem, iż po prostu popadam w obłęd. Próbowałem powrócić do mojej słodkiej narzeczonej tą samą drogą jednak widocznie nie było dane mi być ponownie jej towarzyszem przy stoliku. Wiedziałem, że z pewnością zajmą się nią tam nad wyrazem dobrze i właśnie dlatego czułem się niepewnie, moje rozdrażnienia osiągało apogeum, a wyobraźnia, podsycana alkoholem, podsuwała mi wiele obrazów i jeszcze więcej szeptań do ucha. Nie myślałem wówczas o niczym innym niż o mojej słodkiej narzeczonej, więc przekląłem pod nosem w momencie, w którym zamiast przy stoliku znalazłem się w sali wraz z dwoma mężczyznami. Była całkowicie pusta, nie licząc dwóch postaci oraz luster. Wydawało mi się, iż jednego z nich kojarzę, ale w tamtym momencie, nie potrafiłem przypomnieć sobie skąd. Możliwe, że przewinął się w mojej krótkiej karierze w magicznej policji lub w momentach szalonych podróż.
- Nie wiecie jak mogę znaleźć się przy stolikach? – zapytałem z nieukrywaną nadzieją w głosie. Podszedłem do nieznanych mi person i wyciągnąłem dłoń do tego o płomiennorudych włosach. - Luno Skeeter – przedstawiam się, choć możliwe, że widziałem ich niegdyś przelotem. Drugiemu mężczyźnie również uścisnąłem rękę i pałałem nadzieją, iż może on zna odpowiedź na moje pytanie. W międzyczasie rozglądam się za kelnerem lub kimś, kto mógłby udzielić mi wskazówek, co do tajemniczych przejść w lokalu. Byłem tu raz jako nastolatek, ale wtedy wszystko wydawało się być prostsze. Może dlatego, że nie musiałem martwić się o to, gdzie trafię?


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   13.08.15 11:31

Garrett nie wiedział kto był właścicielem. Szkoda, ale trzeba próbować dalej. Z całą pewnością po tej knajpie chodził ktoś, kto znał nazwisko właściciela. Wystarczyło poszukać. Jeśli nie informatora, to plakietki. Broszury. Napisu na drzwiach. Czegokolwiek. Restauracja nie prowadziła się sama, do diaska!
Rozważał zupełnie na poważnie polowanie na restauratora. Łowcy opłacały się z takiego chociażby względu, że dowiedziałby się w jaki sposób działało Le Revenant. No, to była tajemnica godna rozwikłania.
W ostateczności jednak wzruszył ramionami i skupił na swojej obecnej sytuacji. Podobnie jak Garrett, przyszedł na stypę i na tej stypie powinien być. Poczucie przyzwoitości nakazywało odnaleźć salę z gośćmi, powspominać z nimi pana profesora oraz wypić za spokój jego duszy. Parę wspomnień i kieliszek czegoś mocniejszego zapewne wprawi go w rzewny nastrój. Tymczasowo zapomni o nieuchwytnym właścicielu, a także tej posępnej sali. Rozsądek dorzucił swoje, przypominając że nie był już szczeniakiem ze szkoły żeby myszkować po budynku i szukać przygód. Gawainowi zdarzało się lekceważyć głosik rozsądku, a jakże. Dlatego też tacy ludzie jak Elizabeth Fawley rościli sobie przywileje karcenia go tak jakby naprawdę był uczęszczającym do Hogwartu małolatem. Też coś. To, że zdarzało się mu odejmować ryzykowne decyzje, nie oznaczało w jego przypadku bycia bezmyślnym osobnikiem.
Garretta najwyraźniej trapiły zupełnie inne myśli. Pytanie, choć pobrzmiewały w nim poważne tony, wywołało na twarzy Gawaina cień uśmiechu. Paranoiczny? Paranoja mieściła się w podzbiorze zbioru nazywanego "z życia Biura Aurorów i jego Pracowników". U każdego z nich - wcześniej czy później - pojawiały się dylematy z paranoją. Taki charakter zawodu. Stały kontakt z czarnomagicznymi przedmiotami. Wojna z przestępczością. Robienie sobie na prawo i lewo wrogów. To wszystko odciskało się na psychice. Po miesiącach intensywnej pracy, niejeden auror zastanawiał się nad stanem swojego zdrowia psychicznego. Podejrzewał u siebie paranoję. Niewykluczone, że Garrett za dużo pracował. Potrzebował urlopu albo przeskoku na mniejsze obroty w pracy.
Oczywiście zdarzały się przypadki popadnięcia aurora w autentyczną paranoję. I chyba tego najbardziej obawiali się pracownicy Biura: że zacznie im odbijać. Częściowo nauczyli się radzić sobie z tym lękiem, tak jak radzono sobie z wieloma innymi lękami. Poprzez żarty. Z aurorem, który nie miał nic z paranoika, zdecydowanie było coś nie w porządku. Ha, ha, ha.  
- Nie bardziej niż zwykle.
Zażartował, lecz z jakiegoś powodu żart wyszedł blado, miernie wręcz. Ni stąd ni zowąd Gawaina coś tchnęło. Zlustrował wzrokiem przyjaciela. Od góry do dołu. Od dołu do góry.
- Źle się czujesz?
Jowialny nastrój uleciał szybciej niż poranna mgła. Odechciało mu się żartów.
Jakby nie znał Garretta od lat, zignorowałby je. Niewielkie aczkolwiek ważne elementy. Kurczowo ściskana różdżka, jakby rudzielec nadal oczekiwał nadejścia skądś ataku. Połyskujące, niekoniecznie zdrowym blaskiem oczy. I rozgorączkowanie. W istocie pasujące do napadu paranoicznych myśli.
Zmarszczył brwi, słuchając wyjaśnień Garretta. Duchy. Proste, jakże łatwe do zaakceptowania wytłumaczenie takiego zachowania. Duchy były mniej skomplikowanym problemem niż posiadająca własną wolę restauracja. Pomimo iż łatwe, proste odpowiedzi garnęły do niego, Longbottom wstrzymał się z ostatecznym werdyktem. Jego aurorska świadomość domagała się dowodów, że to duchy maczały w tym palce. Zaś Garrett padł ofiarą głupich żartów, a nie czegoś znacznie gorszego.
- Jeśli chcesz, możemy się rozejrzeć. Szukamy czegoś konkretnego? Ukrytego przejścia? Skrytki? Zakamuflowanych artefaktów?
Wspominki o Slughornie będą musiały poczekać.
Od początków rozmowy, sala nie zmieniła się nic, a nic. Przytłaczająca cisza panowała w niej tak jak panowała. Wciąż brakowało mebli. Zewsząd spoglądały na nich odbicia w zwierciadłach. Drobinki kurzu wzbijały się w powietrze przy każdym kroku. Gdyby coś ukryto w tym miejscu...
Odwrócił się błyskawicznie na odgłos szmeru dobiegającego za pleców. Rozmowa o złośliwych duchach i rzekomo myślącej knajpie, jednak zrobiła na nim jakieś wrażenie, bo jeszcze w trakcie odwracania się, sięgnął do wewnętrznej kieszeni w szacie. Sięgnął i zastygł w bezruchu. Tuż przed sobą ujrzał młodego mężczyznę. Żadnych potworów ani zjaw. Nie miał pojęcia skąd wziął się przybysz i jakie kierowały nim intencje. Nieśpiesznie oderwał palce od ukrytej w ubraniu różdżki. Poprawił mankiet. Różdżkę jeszcze zdąży wyjąć. O ile zajdzie prawdziwa potrzeba jej wyciągania.
- Panie Skeeter - odrzekł po uściśnięciu dłoni i krótkiej prezentacji - Sam z radością dowiedziałbym się, w jaki sposób trafić do stolików.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   13.08.15 13:34

I jego rozbawił nieco niewinny żart Gawaina, wytrącił z zawahania i pozwolił, żeby na usta Weasley'a wkradł się kolejny nieznaczny uśmiech. Kiedy obok stał Gawain, ktoś, kto nie traktował go jak kompletnego pomyleńca i paranoika, wszystko zdawało się prostsze, a karykaturalny strach odchodził dyskretnie na bok; nie przejął się nawet zanadto kolejnym, najpewniej zatroskanym pytaniem Gawaina.
- Nie, wszystko w porządku - odparł lekko, zmniejszając nacisk palców na różdżkę. Przez myśl przeszła mu nawet chęć ostatecznego schowania jej do wewnętrznej kieszeni marynarki, ale zwalczył ją, dochodząc do wniosku, że te resztki intuicji i zdrowego rozsądku nie mogły zwodzić go na manowce; uparcie wierzył, że rzeczywiście coś nieprzyjemnego wisi w powietrzu niczym zwiastun i cień przyszłych wydarzeń. - Hm, nie mam zielonego pojęcia, jakie sekrety może skrywać ta sala, ale jakieś na pewno. Bo czemu jesteśmy tu tylko my? Mam wrażenie, że reszta restauracji tonie w gwarze rozmów gości, a tutaj nie ma absolutnie nikogo - zauważył, ale w tym momencie - jakby wbrew jego słowom - rozchyliła się kotara i zanim zdążył nawet w bezwarunkowym odruchu unieść zapobiegawczo różdżkę, dostrzegł twarz dość niegroźnie wyglądającego mężczyzny, który w dodatku zdawał się być równie zagubiony i skonfundowany, jak oni.
Kiedy z ust nowo przybyłego czarodzieja padło pytanie, Gawain przejął obowiązek konwersacji, a Garrett tylko dla akompaniamentu pokręcił głową. Potem wyciągnął rękę do uścisku, przedstawił się z imienia i nazwiska (zupełnie, jakby było to potrzebne; zgadnięcie jego nazwiska rodowego najpewniej nie należało do najtrudniejszych zadań, zważywszy na to, że wyglądał jak najbardziej typowy z typowych Weasley'ów) i zastanowił się, czy kiedykolwiek wcześniej twarz Skeetera przemknęła mu wśród tłumu nieznajomych czarodziejów. A potem ponownie rozejrzał się po sali, przejeżdżając wzrokiem po taflach bijących chłodem luster i pokrytych kurzem panelach, na których doglądał zatarć, które wyglądały - mógłby przysiąc - niemal jak odciski ludzkich stóp, ale z jakiegoś powodu wydawało mu się to bezsensowne, więc szybko oderwał wzrok od podłogi, nie chcąc wpędzać się w kolejne teorie spiskowe na temat tego miejsca.
- Moglibyśmy spróbować stąd wyjść, ale kto wie, gdzie tym razem nas wyniesie - powiedział w końcu, ale tak naprawdę nie miał ochoty opuszczać tego miejsca, pragnąc poznać wszystkie jego tajemnice; bo kiedy kolejny raz odchyli zasłonę prowadzącą do pełnych zakrętów korytarzy, najpewniej już nigdy nie znajdzie okazji, aby tu wrócić.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   13.08.15 23:18

Garrett rozglądał się za zatarciami w kurzu, które wyglądały jak odciski ludzkich stóp i, przecież nie zwariował! dojrzał takie! Wyraźnie odbite podeszwy kłębiły się pod jedną ze ścian, jakby ktoś - a może coś? to były stopy kobiety, czy może stopy skrzata? drobne, niewielkie... chłopiec może? - dłuższy czas przy niej majstrował. Promień słońca padający przez okno wyraźnie wskazał na widzący ponad tymi śladami obraz, zapewne zwracając na niego uwagę całej trójki bohaterów.

Na obrazie zaś widniał malunek niecodzienny: profesor Slughorn, uśmiechnięty... objęty po przyjacielsku przez brodatego czarodzieja. Na pierwszy rzut oka trudno go było rozpoznać. Siwy, z włosami do ramion, przynajmniej głowę od Slughorna wyższy. Uśmiechał się również - jak to on, pobłażliwie, łagodnie. Ciepło. Twarz miał pomarszczoną, rumianą, za młodu musiał często się uśmiechać. Oczy jasne, przebijała się z nich dobroduszność. I majestat - godny wielkiego człowieka.

Pozłacana rama obrazu wydawała się lekko przekrzywiona.


Powrót do góry Go down
Luno Skeeter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t756-luno-skeeter http://www.morsmordre.net/t765-luno http://www.morsmordre.net/f185-bishopsgate-13-7-poddasze
wiedźmia straż
23
Czysta
Kawaler
hell is empty and all the devils are here
17
4
0
1
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   15.08.15 12:46

- Jak tu trafiliście? – zapytałem podejrzliwie, marszcząc lekko czoło. Wydawało mi się to zgoła podejrzane – początkowo usłyszałem głosy, szepczące mi o przejściu przez kotarę, następnie znalazłem się tu, a wy nie potrafiliście udzielić mi informacji jak się stąd wydostać. Skąd miałem wiedzieć, że to nie pułapka zastawiona przez was lub przez kogoś innego? W tamtym momencie nie umiałem wam zaufać ani nikomu innemu. Byłem przygotowany do tego, aby w razie nagłej potrzeby, sięgnąć po różdżkę, znajdującą się w jednej z kieszeni w szacie. Liczyłem również trochę na to, iż trafiliście tu w podobny sposób do mojego. Chciałem głęboko wierzyć w niepopadanie w obłęd.
Nie uśmiechało się mi tkwić tu nieokreśloną ilość czasu, zwłaszcza, że gdzieś za kotarą – przynajmniej taką żywiłem nadzieję – znajdywała się moja słodka narzeczona, otoczona przez grupę szlachetnie urodzonych młodzieńców. Może popadałem w paranoję, wciąż jednak nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, iż patrzą na nią jak na smakowity kąsek, który pod moją nieobecność można przeciągnąć na własną stronę. Ukrywanie naszego narzeczeństwa nieustannie mi ciążyło i żałowałem podjęcia tak lekkomyślnej decyzji. Miało to być największe szczęście w moim marnym bycie, a okazało się jedynie kolejnym kłopotem.
Nie odpowiedziałem nic swoim towarzyszom niedoli, choć moja facjata wyrażała konsternację – znalazłem się w miejscu, gdzie nie chciałem nawet przyjść, zwabiony głosami szepczącymi mi do ucha. Czy popadam w obłęd? Właśnie wtedy wciąż w niego chyba popadałem, widząc światło padające na ów ślady. Podniosłem swój wzrok do góry, ujrzawszy przekrzywiony obraz, przedstawiających dwóch mężczyzn. Nie myśląc za wiele, w końcu i tak mieliśmy spędzić tu nieokreśloną ilość czasu, chwyciłem ramę w dłonie, ustawiając ją pod kątem prostym.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   19.08.15 20:43

zmieniam nieco kolejkę, ale to uzgodnione z Gawainem, żeby nie wstrzymywać wątku!
Ponownie zmarszczył lekko brwi, zastanawiając się, czy odpowiedź na pytanie Skeetera również ukryć w cienko tkaną sieć niewinnych kłamstewek. Dezorientacja Luna zdawała się jednak przypominać niepewność jego samego; Garrett miał ochotę wyrzucić z siebie wyłącznie nie mam pojęcia, co tu robię, ratunku, panie Skeeter, ale powstrzymał się i ograniczył do chwili szczerości.
- Prawdę mówiąc - zaczął, mając nadzieję, że tym razem również nie wyjdzie na chorego umysłowo i słyszącego niepokojące głosy w głowie - mam wrażenie, że ściągnęły mnie tu jakieś... duchy? Głosy? - Zawahał się, kiedy dotarły do niego jego własne słowa. Zwariował, jak nic zwariował! - Może po prostu dzisiejsza Ognista była wyjątkowo mocna - domruczał wymijająco, chociaż wcale nie kręciło mu się w głowie, a on ledwo zdążył zamoczyć blade, spierzchnięte usta w złocistym alkoholu, zanim nikczemne szepty haniebnie zaczęły prowadzić go do tego podejrzanego pomieszczenia o ścianach pokrytych taflami luster.
Właśnie wtedy, na domiar złego, doszedł do wniosku, że ślady utarte w kłębiącym się kurzu nie były wyłącznie wytworem jego wyobraźni, co przyjął jednocześnie z wielką ulgą i rodzącym się poczuciem niepokoju. Wędrował wzrokiem śladem drobnych odcisków, aż wreszcie dotarł do rozświetlonego w snopie słonecznego światła obrazu, zupełnie, jakby miały go wskazywać jakieś siły wyższe. A potem ujrzał ich - zmarłego niedawno profesora Slughorna, który już doczekał się swojego obrazu, by spoglądać na bawiących się przednie gości na stypie - ale co to była za stypa!; gdyby tylko Garrett dowiedział się, co miało miejsce w przy innych stolikach, nie potrafiłby uwierzyć - oraz towarzyszącego mu brodatego mężczyznę, którego siwizna włosów zdawała się jakaś znajoma, tak samo jak poczciwa twarz wykrzywiona w ciepłym uśmiechu i te świdrujące na wylot, jasne tęczówki. Chwilę łączył fakty, starając się dopasować twarz do nazwiska, aż wreszcie wszystko stało się tak oczywiste - a w swojej oczywistości absurdalne - że otworzył z przejęciem szeroko oczy.
- Cholera - wypadło mu z ust, zanim zdążył je zamknąć.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   20.08.15 0:12

Luno poprawił krzywo widzący obraz - a zbliżywszy się do niego, dostrzegł ślady palców odbite w gęstym kurzu pokrywającym grubą ramę. Najwyraźniej ktoś niedawno ruszał obraz... Ciekawe w jakim celu?

U dołu ramy Luno dostrzegł grawer symbolu nieskończoności, ten sam, którym przypieczętowano list, jaki otrzymał wraz z tajemniczym zaproszeniem na stypę przez nieznajomą sowę.

Piszcie bez kolejki (to naprawdę nie jest trudna zagadka)!


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   20.08.15 22:24

Niepokój z powodu kondycji przyjaciela został przytłumiony tylko dzięki temu, że Garrett uspokoił się trochę, tak jakby wrócił do swojego normalnego stanu. Tak jakby. O ile tylko był zdolny do trzeźwego myślenia i racjonalnego działania, zakładał Gawain, można uznać iż Garrett panuje nad rozszalałymi w swoim umyśle myślami. Musiał nad nimi panować. Znaleźli się w dość kłopotliwej sytuacji i wzajemne nakręcanie się psychozą to ostatnia rzecz, jakiej potrzebowali. Gdyby byli w trakcie wykonywania służbowych obowiązków, takie coś uchodziłoby za absolutnie karygodne. Cokolwiek czuł pracownik Biura, jakiekolwiek refleksje go nawiedzały, na służbie podporządkowywał się żelaznej samodyscyplinie nabytej podczas wielomiesięcznego kursu oraz wzmacnianej podczas praktyki zawodowej. Miał nadzieję, że Garrett zdołał zatopić myśli w tym aurorskim nawyku zachowania dyscypliny w każdym podejrzanym miejscu.
Zgoda; niemalże podejrzanym. Był prawie pewien, że w owym miejscu nie doszło do przestępstwa. Niemniej kryło ono w sobie tajemnicę. Skłaniało do podjęcia śledztwa. Natomiast skupienie na śledztwie zazwyczaj zagłuszało niepowiązane z nim rozmyślania. I Jak się okazało, nie byli jednymi, którzy skłaniali się do rozwiązania zagadki.
- Przypuszczam, że trafiłem tutaj przypadkiem. Albo poprzez magię sprawiającą, że te przejścia pomiędzy salami działają tak jak działają - podzielił się swoimi spostrzeżeniami z Luno. Odniósł wrażenie, że ich nowy kompan nie do końca im ufał. Może i słusznie. Ciężko zaufać nieznajomym znajdując się w takim niejasnym położeniu. Z drugiej strony, brak zaufania w niejasnych sytuacji mógł przysporzyć im dodatkowych problemów. Auror uśmiechnął się przyjaźnie do policjanta. W sposób dający do zrozumienia, że nie stanowią zagrożenia. A czy Skeeter był zagrożeniem dla nich?
Duchy, bądź głosy, które podobno pokierowały Garrettem  nadal go martwiły. Co jeśli Luno również przyprowadziły do sali jakieś nieznane siły. Jeśli nagle zacząłby opowiadać o duchach i głosach, to okazałoby się, że Gawain jako jedyny nie padł ofiarą  bliżej nieokreślonych sił. Tudzież, był jedyną anomalią w tym towarzystwie. Zerknął na Garretta i postanowił, że później, kiedy już wydostaną się z sali, wrócą do dyskusji o głosach, duchach czy też rozumnej restauracji.
Za przykładem kompanów, skierował spojrzenie tam gdzie padało światło. Na obraz przedstawiający parę mężczyzn. Bez trudu rozpoznał profesora Slughorna. Namalowany na obrazie nauczyciel wyglądał na zrelaksowanego i czującego się swobodnie w towarzystwie drugiego mężczyzny. Ten drugi.... Budził jakieś mgliste, odległe wspomnienie z czasów szkolnych. Sięgnięcie do głębszych warstw pamięci, wypłoszyło z nich wspomnienie o lekcjach w Hogwarcie. Zdawało się, że starszy czarodziej o tych przenikliwych niebieskich oczach także był nauczycielem. Ale czy był nauczycielem, który uczył jego, Gawiana?
Ostrożnie, z nabożną czcią, której nie rozumiał ani potrafił określić powodów pojawienia się jej, podszedł do portretu. Chyba spodziewał się, że widniejący na nim czarodzieje poruszą się i przemówią, tak jak zdarzało się to postaciom z magicznych obrazów.
- W rzeczy samej - przytaknął Garrettowi.
Symbol widniejący na ramie wyglądał identycznie jak ten widniejący na pieczęci listu zawiadamiającego o pogrzebie Slughorna. Do tej pory Gawain był przekonany, że ktoś uformował ją na kształt symbolu nieskończoności ze zwykłego kaprysu. Widząc jednak symbol nieskończoności na ramie, zwątpił w to. Podobnie jak zwątpił w czyste przypadki. Portret oraz list były ze sobą powiązane. To by oznaczało.... Longbottom z namysłem przesunął palcami po symbolu, tak jakby chciał go dokładnie zapamiętać. Przekonajmy się.
Ściągnął przywrócony przez Luno do pierwotnej pozycji, obraz ze ściany, na wszelki wypadek sprawdził czy z tyłu nie przyklejono, bądź nie napisano czegoś ważnego po czym położył malowidlo na ziemi. Skoro przy nim majstrowano mogło to oznaczać, iż ściągano, przesuwano go już wcześniej. Co więcej, w ścianie zakrytej obrazem mogła znajdować się skrytka, dźwignia. Coś co chciano ukryć przed światem.

To chyba możliwe?




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   21.08.15 10:11

Wizerunki na portrecie trwały jednak niewzruszone, nie drgnęły, nie ruszyły się, słowem nie odezwały... jak postaci namalowane mugolskim sposobem. Gawain zdecydował się jednak ściągnąć obraz.

Za malunkiem znajdowała się wnęka, głęboka i ciemna, skrytka na cenne drobiazgi? A w tej wnęce - leżało jakieś zawiniątko z grubej szarej wełny...


Powrót do góry Go down
 

Pusta Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Pusta Klasa
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Restauracja Le Revenant-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17