Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pusta Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pusta Sala   02.08.15 18:05

First topic message reminder :

Pusta Sala

Restauracja wydaje się kuszącym miejscem do spacerowania - jej niezliczone magiczne przejścia oraz korytarzyki budzą ciekawość. Zapewne wytrwali w pewnym momencie natrafią na pustą nieumeblowaną salę pełną luster, obrazów, ze skrzypiącym zakurzonym parkietem, na którym często odbijają się urywane w połowie wędrówki odciski eleganckich butów. Panuje w niej grobowa niepokojąca cisza, zza drzwi nie wydobywają się żadne dźwięki dochodzące z zatłoczonych restauracyjnych pomieszczeń, pokój wygląda na zaklęty. Ale nie ma się czego obawiać - gdy naciśniesz klamkę, kiedy będziesz chciał wrócić z powrotem, najprawdopodobniej nie spotkasz żadnego oporu.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   23.08.15 2:15

Kiedy przyswoił już fakt, że na tym mugolsko wyglądającym obrazie dostrzegł znajome twarze dwóch profesorów nieboszczyków, którzy zginęli najpewniej z powodu tego samego czarodzieja (nie chciał snuć teorii spisowych, jednak śmierć Slughorna budziła w nim wielkie wątpliwości i umysł mimowolnie oskarżał o to niejakiego Grindelwalda), zwrócił wreszcie uwagę na Luna, który w pedantycznym odruchu postanowił poprawić ramę krzywo powieszonego obrazu. Gawain postąpił jednak, jak się okazało, rozważniej, zdejmując dzieło ze ściany, bo już chwilę potem Weasley dostrzegł coś na kształt wnęki. Ruszył z miejsca i mgnienie oka później stał już koło Longbottoma; zanim ten zdążył choćby zastanowić się chwilę nad znaleziskiem, Garrett pewnie trzymał już zawiniątko w dłoni.
- Przygotujcie różdżki - mruknął jeszcze, zanim schował własną i zdecydował się sprawdzić zawartość dziwnego pakunku; doskonale zdawał sobie sprawę, że może ono skrywać przedmiot o właściwościach czarnomagicznych, który opęta go, wrzuci w wir szaleństwa bądź pozbawi przytomności. W danej chwili nie myślał jednak o konsekwencjach zupełnie trzeźwo; nierozwiązane zagadki niemiłosiernie go drażniły, a wrodzona ciekawość niecierpliwie popychała do odsłonięcia materiału i rozszyfrowania tym samym okrutnej zagadki. Choć nie bał się, drżały mu ręce. Równie dobrze mógł zrobić z siebie kozła ofiarnego, aby w najgorszym wypadku poświęcić się dla dobra przyjaciół (a raczej jednego przyjaciela i jednego obcego człowieka, dla których nie miał w zwyczaju się poświęcać). Nie zwlekając już dłużej, rozchylił poły miękkiego materiału, mimowolnie modląc się w duchu, żeby zawartość skromnego zawiniątka nie postanowiła brutalnie oraz krwawo zakończyć jego dwudziestoośmioletniej egzystencji.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   23.08.15 2:35

Garrett, wykazując się odwagą, jako pierwszy dopadł zawiniątko - szybko wziął je do ręki i zdążył jeszcze wypowiedzieć ostrzeżenie, gdy nagle jego głos zabrzmiał jak z oddali; jakby jakaś siła wyrzuciła Garretta daleko, daleko stąd... Auror w jednej chwili, przy wtórze cichego trzasku, zniknął, a wełniane zawiniątko opadło na podłogę - była to szara męska skarpeta z grubej wełny. Dziurawa na palcu.

Garrett poczuł ostre szarpnięcie, zawirowało mu w głowie, nie słyszał nic i widział już tylko pustkę - nie wie, gdzie jest.

Garrett wypada z kolejki, Luno i Gawain piszą w dowolnej kolejności.


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   24.08.15 22:58

Przekonał się, ku swojej cichej satysfakcji, że ściągnięcie obrazu opłaciło się. Gdyby wizerunki panów profesorów były ożywione, może i zapałałyby w tamtym momencie świętym oburzeniem i Gawain zostałby zmuszony do żywej dyskusji ze Slughornem. Podejrzewał, że byłoby to dziwne odczucie - wykłócać się z kimś, kto tego samego dnia spoczął w ziemi i z powodu kogo zorganizowano stypę.
Nieważne. Obraz był nieożywiony. I tyle na ten temat.
Większe zainteresowanie budził powód dla którego w ogóle zdecydował się zdjąć ten obraz. W ciemnej wnęce jaką zobaczył w ścianie coś leżało. Jakaś paczka? Zawiniątko? Nie miał całkowitej pewności, gdyż przebijania się wzrokiem przez mrok nadal była poza jego możliwościami. Zawahał się przez sekundę, rozdarty pomiędzy rozsądną opcję w której wyciągnąłby różdżkę i wypowiedział zaklęcie rozjaśniające, a zrodzonym z ciekawości impulsem skłaniającym do wyciągnięcia przedmiotu z kryjówki. Co mu tam; bez ryzyka nie ma zabawy. Ta chwila wahania dała Garrettowi sposobność do uprzedzenia jego zamiarów i wystawienia się na ryzyko samemu.
Następnie ciąg wydarzeń potoczył się w zupełnie nieprzewidziany, w zupełnie zaskakujący sposób. Po tym jak przyjaciel sięgnął do wnęki i wyciągnął kawałek materiału, rozległ się trzask. I Garrett zniknął. Tak po prostu. Na podłogę opadło coś, co okazało się starą skarpetą.
Na jedno uderzenie serca czas stanął w miejscu. Przez jedno uderzenie serca Longbottom wpatrywał się  osłupieniu w tenże element garderoby. Co do diabła?! Jak ta głupia skarpeta śmiała zabrać mu Garretta? Za takie coś spali ją żywcem.
Moment osłupienia w końcu minął. A wraz z jego przeminięciem do aurora wróciła zdolność działania i racjonalnego myślenia. Odsunął się trochę od skarpety. Nie spali jej. Nie, nie. Co za pomysł go naszedł. Niszcząc ją zaprzepaściły jeszcze szanse Garretta na powrót. Mając w pamięci ostrzeżenie przyjaciela, wyszarpnął za pazuchy różdżkę; ostrym, gwałtownym ruchem. Trzeba było wyciągnąć ją już na samym początku. Teraz to wiedział.
Nie miał za to pojęcia czym była skarpeta. Jakie zaklęcie na nią rzucono. Gdyby znajdowali się bardziej swojskim otoczeniu, postawiłby na to, że zmieniono ją w świstoklika. Niby to przedmiot - świstoklik przenosił się do wyznaczonego miejsca wraz z czarodziejem, ale nigdy nie wiadomo, czy czar akurat nie został zmodyfikowany.
Jako, że nie znajdowali się w nazbyt przyjaznym otoczeniu, Gawain brał pod uwagę także inne rozwiązania. Co za tym idzie, nie mieli całkowitej pewności co do natury magii jaka otaczała ten przedmiot. Zanim zdecydują się na jakieś konkretniejsze działania, wypadało sprawdzić o co w tym wszystkim chodzi. Wycelował różdżkę w skarpetę.
- Specialis Revelio.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   24.08.15 22:58

The member 'Gawain Longbottom' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 96


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   24.08.15 23:16

Gawain rzucił swoje zaklęcie perfekcyjnie; mógł być pewien, że odczyta z przedmiotu wszystkie jego sekrety. Dowiedział się, że Portus, zaklęcie tworzące świstoklik, rzeczywiście nie było jedynym, jakie rzucono na starą skarpetę. Przedmiot z pewnością poparzy również każde niepowołane ręce, w które wpadnie.

Biło od niej coś jeszcze - bardzo potężna magia... zbyt potężna, by Gawain był w stanie ją rozpoznać, ale bijąca odeń aura nie przypominała czarnej magii, z którą w swojej niekrótkiej karierze aurorskiej miał już do czynienia. Było to coś innego. Coś dziwnego. Ale paradoksalnie - nie niepokojącego.

Garrett wciąż poza kolejką, Luno i Gawain piszą w dowolnej kolejności.


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   25.08.15 11:24

Stał nieruchomo z zamkniętymi oczami. Chłonął informacje jakie napływały do niego za pomocą zaklęcia ujawniającego.
- Tą starą skarpetę faktycznie zmieniono w świstoklika. Użyto na niej także zaklęcia ochronnego. Najzwyklejszy w świecie świstoklik nie parzy kiedy bierze się go w ręce dlatego mniemam, iż istotnie jest to zaklęcie ochronne - głośno myślał albo postanowił podzielić się odkrytymi rewelacjami z towarzyszem - Jest jeszcze coś...
Otworzył oczy. Milczał, zastanawiając się w jaki sposób określić to "coś". Dotąd nie spotkał się z tak potężną magią. Rozpościerała się przed nim niczym ocean. Głęboka i tajemnicza. Tak bardzo tajemnicza, że Gawain nie umiał rozpoznać jej sygnatury, charakteru. Możliwe, ze komuś znacznie od niego starszemu, bardziej doświadczonemu udałoby się czegoś o niej dowiedzieć. Niestety, nie zapowiadało się na to, że do sali wnet wejdzie jakiś starszy czarodziej. Pierwszą dobrą wiadomością tego dnia było to, że w skarpetę nie wpleciono żadnych zaklęć czarnomagicznych. I chociaż nadal nie znał intencji, jakie przyświecały temu kto zdecydował się stworzyć z części garderoby świstoklika i umieścić go za obrazem, przynajmniej dowiedział się, że nie zależało mu na wyrządzeniu szkód otoczeniu. Co nie znaczyło, iż uspokoił się, całkowicie zaufał autorowi tych przemyślanych sztuczek. Zastanawiał się dokąd wywiało Garretta. Podczas gdy oni siedzieli sobie tutaj w restauracji, przyjaciel mógł zmagać się z niebezpieczeństwami. Mogło mu grozić coś strasznego. Tych możliwości było wiele. Żadna z nich jednak nie wyobrażała przytulnego saloniku z kominkiem przy którym dało się usiąść w wygodnym fotelu oraz wypić filiżankę świeżo zaparzonej herbaty. Ktoś chciał żeby znaleźli skarpetę. Co więcej, użył podstępu by skłonić któregoś z nich do dotknięcia przedmiotu. Za tym wszystkim krył się jakiś plan. Niekoniecznie złowrogi plan, ale umyślne działanie pozostawało umyślnym działaniem.
Miał wielką ochotę wyrwać się z sali i tym razem naprawdę odszukać właściciela knajpy. Nieszczęsny obraz i świstoklik znajdowały się w jego przybytku. Istniało prawdopodobieństwo, że był w to zamieszany. Dopadnięcie go i zmuszenie do zakończenia tej farsy wydało się mu sensownym pomysłem. Sensownością ustępującym tylko pomysłowi na wezwanie posiłków z Ministerstwa. Ludzie bardziej obeznani z takimi przypadkami dotarliby do sedna sprawy ze skarpetą. Problem polegał na tym, że zawiadomienie kogo trzeba zajęłoby trochę czasu.
Czasu, którego Garrett mógł nie mieć.
- Panie Luno. Musi pan opuścić salę przez którejś z tych przejść. Jeśli powiedzie się panu, proszę aby poinformował pan o wszystkim Ministerstwo. Kwaterę Główną Aurorów, Patrol, Urząd Świstoklików i może Departament Tajemnic - chcąc, nie chcąc musiał zaufać Skeeterowi i uwierzyć że ten wywiąże się ze swojego zadania - Ja muszę pomóc przyjacielowi.
Zwalenie się do restauracji urzędników wszelkiej maści brutalnie zakłóci stypę. Urazi pogrążonych w żałobie członków rodziny Slughorna. Ale w grę wchodziło czyjeś życie. W takim przypadku nie bawiło się w subtelności.
Oby tylko nie skończyło się to tak, że tuż po pogrzebie pana profesora, odbędą się dwa następne. Pary aurorów, którzy wplątali się w coś, co ich przerosło. Perspektywa poparzenia dłoni także nie napawała go radością. To będzie bolało. Bardzo bolało. Merlin raczył wiedzieć, jakimi kryteriami osób, którym wolno dotknąć świstoklika, kierował się nieznany czarodziej podczas rzucania zaklęcia.
Kierowany czystą determinacją sięgnął po skarpetę. Rozsądek usiłował go jeszcze odwieść od ruszania przedmiotu, besztając go głosikiem dziwnie przypominającym głosik Elizabeth, że bezmyślnością, głupotą było przenoszenie się w niewiadomą lokację.
Spóźnił się trochę z ostrzeżeniami. Czy też Gawain zwyczajnie je zignorował. Gdyby towarzyszyła mu Elizabeth z krwi i kości, niewykluczone że wybiłaby mu z łba szalone pomysły. A tak; pozostało przygotować się - na ból albo na pójście w ślady Garretta.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Luno Skeeter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t756-luno-skeeter http://www.morsmordre.net/t765-luno http://www.morsmordre.net/f185-bishopsgate-13-7-poddasze
wiedźmia straż
23
Czysta
Kawaler
hell is empty and all the devils are here
17
4
0
1
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   25.08.15 14:42

Uniosłem lekko kącik ust do góry tuż po tym jak Garrett próbował wytłumaczyć swoje przyjście wypicie za dużej ilości ognistej. Nie odezwałem się ani słowem, że również i mi przytrafiła się zupełnie ta sama sytuacja – głosy, mamiące mnie do przyjścia za kotarę. Ulżyło mi jednak, kiedy dowiedziałam się o niepopadanie w obłęd lub chociaż tym razem tego nie doświadczyłem. Nasuwało mi się jedynie pytanie, kto mógł zadać sobie tyle trudu, aby zbawić nas do tego pomieszczenia oraz, co najważniejsze, jaki był jego cel. Z pewnością to wykwalifikowany czarodziej, wszakże pierwszy lepszy adept magii, nie potrafiłby wszczepić w umysł konkretnej jednostki właściwych rzeczy. Niegdyś frapowała mnie niemało legilimencja oraz oklumencja, lecz nigdy nie wierzyłem w siebie aż nadto, nie podjąwszy nauki żadnej z tym umiejętności.
Wpatrywałem się w symbol nieskończoności, widniejący na obrazie. Chciałem już wyciągnąć dłoń, aby zdjąć go ze ściany, jednak Gwain mnie uprzedził, więc tylko przypatrywałem się rozwojowi wydarzeń, a gdy usłyszałem słowa rudzielca, wyciągnąłem swoją różdżkę zza szaty. Dzierżąc ją w dłoni, wytrzeszczałem oczy, bo oto właśnie ów rudzielec, który jeszcze przed chwilą nakazywał mi wyciągnąć różdżkę, zniknął.
- Albo zrobimy po mojemu – zaśmiałem się śmiechem prawie szaleńca, chwyciłem za ramię swojego towarzysza i sięgnąłem po skarpetę. Jeśli się nie myliłem to z pewnością wszyscy słyszeliśmy głosy. Gwain, co prawda, nie potwierdził mojej teorii, ale Garrett sam przyznał, że je słyszał, ja również, tak więc istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że mnie coś poparzy. Jeśli Gwain ich nie słyszał to może wcale nie powinien znaleźć się wraz z nami w tymże pomieszczeniu w związku z czym był narażony na poparzenia? Miałem tylko nadzieję, iż dobrze wszystko wydedukowałem i nie trafimy w szpony śmierci. W końcu byłem tylko byłym ćpunek i alkoholikiem o czym mój towarzysz z pewnością nie wiedział. Mógł jedynie przypuszczać skąd ta lekkomyślność oraz narażanie własnego życia.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   26.08.15 1:53

Gawain i Luno dotknęli świstokliku; poczuli szarpnięcie i ujrzeli ciemność. Dojmującą, przytłaczającą ciemność, zawirowało im w głowach...

Znaleźli się na znajomych zamkowych korytarzach Hogwartu - choć unosząca się w okół nich mgła dodawała temu miejscu tajemnicy i podpowiadała, że nie był to do końca Hogwart. Ukończyli szkołę już lata temu, lecz pamiętali to miejsce... żadnych okien, ponuro tlące się pochodnie, niskie sklepienie i nieprzyjemna wilgoć bijąca od kamieni wykładających ściany. Tym korytarzem chodzili w dzieciństwie do klasy eliksirów. Mgła zaczynała gęstnieć i z wolna zaczęła ich od siebie rozdzielać. Nie zdążyli nic uczynić, a Luno ujrzał, jak Gawain roztapia się we mgle, a Gawain - jak roztapia się Luno. Znowu byli sami. Sami w ciemnych, zamkowych korytarzach, które tego dnia, rządzone przez Grindelwalda, nie wydawały się równie radosne, co dziesięć lat temu.

Gawainowi drogę zaszedł chłopiec. Znał tego chłopca, choć niekoniecznie pamiętał jego imię. Był Ślizgonem, dużo starszym, wokół którego gromadziła się lwia część kuzynów Gawaina. Nie tych, którzy pamiętali o szlacheckich wartościach i nie tych o walecznych sercach. Tych innych - Toujours Pur. Chłopiec spojrzał na Gawaina pogardliwie.
- Nie powinno cię tutaj być - powiedział krótko. - Jesteś ponadto, ciebie to nie dotyczy.
I ruszył dalej, kładąc dłoń na chłodnym kamieniu korytarza. Do ucha Gawaina dobiegł dziwny dźwięk; syk. Tak, wyraźnie słyszał syczenie... A chłopiec znikał już w czeluściach dalszych korytarzy, po chwili słychać już było stukot jego kroków po wysokich schodach. Gawain znał tę drogę, jedyne wyjście ze ślizgońskich lochów na piętro. Oprócz chłopca zamek wydawał się cichy i pusty, a mgła za jego plecami zdawała się odrzucać, nie pozostawiając mu wyboru - musiał iść do przodu.

Luno miał przed sobą głębie lochów. Nie znał jej dobrze, ale był pewien, że potężne, okute drzwi na końcu prowadzą do gabinetu profesora Slughorna - nie tylko opiekunów Ślizgonów, ale przede wszystkim mistrza eliksirów i prowodyra całego tego zajścia, wszak znaleźli się tutaj z winy jego stypy, choć wciąż tajemnicą pozostawało, od kogo otrzymali tajemnicze listy. Z wnętrza gabinetu wydobywały się niepokojące dźwięki. Świsnęło zaklęcie? Być może. Ktoś przebiegł kilka kroków, niewątpliwie. Ktoś krzyknął - co za znajomy głos... głos profesora Slughorna? Prócz tych dźwięków zamek wydawał się cichy i pusty, a mgła za jego plecami zdawała się odrzucać, nie pozostawiając mu wyboru - musiał iść do przodu.

Garrett wciąż nie wiedział, gdzie był, ale jego oczy wreszcie zaczęły przyzwyczajać się do ciemności. Znalazł się w miejscu całkowicie nieznajomym, obcym i nieprzyjaznym. Wszechobecna wilgoć, chłód oraz kurz podpowiadały, że była to... jaskinia? Wąski korytarz, w którym się znajdował, prowadził do ponurej groty, przez sklepienie której przebijało się blade światło słońca. Być może tamtędy dało się stąd wydostać?
Do jego uszu dobiegło ciche, wibrujące warczenie, tuż za jego plecami, lecz blisko ziemi...

Kolejka wciąż dowolna.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   26.08.15 2:52

Już sam nie był pewien, czy boli go głowa, czy to po prostu wytwór jego wyobraźni. W jednej chwili ściskał w dłoniach ciepły, gruby materiał szarej wełny, a sekundę potem świat zawirował jak na najpiękniejszej karuzeli w obleganym przez dzieci wesołym miasteczku, zachwiał się w posadach i wykonał kilka przewrotów w tył. Coś szarpnęło. Odrobinę za mocno, mocniej niż podczas standardowej podróży świstoklikiem. Zaczął żałować - najpierw tego, że wziął do ręki tę skarpetę, potem faktu, że dał się poprowadzić cichym, szalonym szeptom wiodącym na pokuszenie, że otrzymał tajemniczy list, że przybył na stypę, że Slughorn zginął, że on sam się narodził. Co, do cholery, strzeliło mu do głowy, żeby tak bezczelnie i kompletnie bezmyślnie chwycić w dłonie coś, co mogło być czarnomagicznym artefaktem? Przeklął w myślach wszystkie swoje przeczucia i instynkty, które kazały mu się nie bać.
Bo bał się. Okrutnie, przeraźliwie i doszczętnie. Dochodziło to do niego powoli, kiedy wzrok zaczął przyzwyczajać się do ciemności, a on sam poczuł wilgoć unoszącą się w powietrzu. Przeszył go niemal bolesny chłód. Mrok zdawał się rozświetlać delikatnie snop światła przeciskający się między skałami, nie był jednak na tyle silny, aby ostatecznie przeciąć ciemność. Garrett przeklinał w duszy raz po razie, coraz mocniej, bardziej niecenzuralnie i gorzko. Starał się zrozumieć. Kto uknuł ten bezlitosny spisek, chciał wpędzić ich w pułapkę, może nawet miał ochotę dokończyć ich żywota?
Głęboko wierzył, że Gawain i Luno nie okazali się głupcami i przywołali posiłki, aby większa grupa doświadczonych czarodziejów zajęła się tym świstoklikopodobnym przedmiotem, którego Garrett nie potrafił rozszyfrować.
A póki co musiał radzić sobie sam.
Słysząc niepokojące warczenie przeklął raz jeszcze, tym razem na głos i wyjątkowo brzydko. Wyjął różdżkę.
- Lumos - rzucił inkantację, różdżką wskazując kierunek, z którego dochodził go ten dziwny dźwięk.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   26.08.15 2:52

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 55


Powrót do góry Go down
Luno Skeeter
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t756-luno-skeeter http://www.morsmordre.net/t765-luno http://www.morsmordre.net/f185-bishopsgate-13-7-poddasze
wiedźmia straż
23
Czysta
Kawaler
hell is empty and all the devils are here
17
4
0
1
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   26.08.15 11:08

Przewidziałem fakt, że nic nas nie poparzy w momencie dotknięcia świstoklika, jednak nie przypuszczałem tak dziwnego obrotu spraw. Spodziewałem się dotrzeć bezpośrednio do nadawcy lub nadawców listów, chociaż ktoś, kto niewątpliwe nas znał lub obserwował przez dłuższy czas, widocznie preferował znacznie czasochłonną drogę do prawdy. Wciąż dzierżyłem różdżkę w dłoni, bowiem bywałem lekkomyślny, ale z pewnością niegłupi. W momencie zniknięcia Gwaina, kiwnąłem głową zdegustowany – jeśli rozdzieloną naszą trójkę to mogłem spodziewać się dodatkowych atrakcji. Pod wpływem silnej adrenaliny etanol wyparował z mojego organizmu. Poluźniłem kołnierzyk koszuli, idąc przed siebie, do źródła dźwięków. Głosy wydawały mi się znajome, a jeden w szczególności – profesor Slughorn? Inni zaś podobny był do tego, co słyszałem podczas znajdywania się w restauracji. To on mnie mamił, abym przeszedł przez kotarę. Intrygowało mnie tylko czy profesor Slughorn żyje czy to może specyficzny rodzaj pułapki? Tylko po co ktokolwiek chciałby zadać sobie tak wiele trudy, aby zabić dwóch aurorów i jednego kursanta? Może moi dwaj towarzysze posiadali ważne informacje, ale jedyne, co posiadam ja, to stos notatek z zajęć.
- Salvio Hexia – wypowiedziałem zaklęcie. Zaniepokojony tą całą sytuacją, otworzyłem z impetem drzwi, jeśli ujrzałem sielankę, znajome twarze, to z pewnością wyszedłem od razu z mojej bariery ochronnej.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   26.08.15 11:08

The member 'Luno Skeeter' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 11


Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   26.08.15 13:08

Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Zupełnie inaczej niż życzył sobie Gawain. Poprosił Luno aby ten sprowadził posiłki, ale jego kompan najwyraźniej uznał, że bardziej przyda się tam gdzie aktualnie przebywał Garrett. Chwycił skarpetę, uprzedzając go w tym zamiarze i zanim auror zdążył coś powiedzieć lub zaprotestować, szarpnęło nim mocno. Sala zawirowała, po czym zniknęła. Przez jedną okropną chwilę, Longbottom czuł się tak jakby odcięto go od zmysłu równowagi. Utracił orientację w przestrzeni. W ogóle miał wrażenie, iż przebywa w jakieś pustce. Na szczęście to odczucie wkrótce przeminęło. Otoczenie powróciło do normalności. O ile normalnym można miejsce w jakim wylądowali. Gawain rozejrzał się. Ani śladu Garretta. Tylko gęsta zalegająca na korytarzu. Nietypowa mgła. Luno nie tyle zniknął w jej odmętach, co został przez nią wchłonięty.
Poziom adrenaliny i podejrzliwości znowu podskoczył mu w górę. Mógł oficjalnie zmienić status sytuacji z kiepskiej na beznadziejną. Rozdzielenie ich doprowadziło do tego, że każdy z nich będzie zmuszony samotnie mierzyć się z zagrożeniami. Niewykluczone, że o to właśnie chodziło twórcy tejże pułapki.
Ruszył przed siebie. Stercząc w miejscu nic by nie zyskał. W takiej sytuacji mógł tylko próbować odnaleźć wyjście i jak szczerze wierzył - swoich towarzyszy niedoli. Byle zastać ich przy życiu oraz zdrowiu. Reszta straciła znaczenie. Przemierzając korytarz, zorientował się że posadzka, ściany, sklepienie wyglądają bardzo znajomo. Zwolnił kroku. Przecież to nie może być Hogwart. Ogłupiał, obca magia namieszała mu w głowie. Na pewno istniało racjonalne wytłumaczenie owego podobieństwa do szkolnego korytarza.
A jednak. Im dalej zagłębiał się w to miejsce, tym silniejsze stawało się przekonanie, że trafił do szkoły. Tlące się pochodnie i wszechobecna wilgoć uzmysłowiły mu, że znajduje się w drodze do lochów. Do klasy, w której odbywały się lekcje eliksirów. Dziwne. Zawsze sądził, że magiczne bariery otaczające Hogwart uniemożliwiają teleportację do zamku. Chyba, że teleportacja wywołana przez świstoklik była w stanie przebić się przez zaklęcia ochronne. Powinien odszukać obecnie urzędującego dyrektora i wyjaśnić swoją obecność zanim dyrektor odszuka jego i zażąda wyjaśnień. Słyszał, że Grindelwald nie lubił niespodzianek i psikusów w swojej szkole.
Tak przy okazji; zamek prezentował się nadzwyczaj przygnębiająco. Od ścian biło chłodem i przygnębieniem. Przytłaczającym poczuciem pustki, osamotnienia. Za jego czasów to miejsce było znacznie radośniejsze.
I jeszcze ta mgła wywołująca uczucie odrealnienia. Skąd zresztą mgła w budynku? Czyżby komuś nie wyszło zaklęcie?
Drogę zastąpił mu jakiś chłopak. Gawain uniósł wzrok i dostrzegł pogardę w oczach dzieciaka. Co do przebywania w Hogwarcie, to akurat miał rację. Absolwenci nie wolno szwendać się swobodnie po zamku. Tak samo uczniom podczas wakacji. Zamierzał spytać go skąd wziął się tutaj ze swoją bandą, kiedy powinien siedzieć w rodzinnych stronach i cieszyć lipcowym słońcem.
Uczeń nosił barwy Domu Węża. Przyjrzawszy się mu baczniej, Gawain przysiągłby, że skądś go zna. Imię skrywało się w pamięci; nie dawało wyciągnąć się na powierzchnię. Za to pewność pozostała niezachwiana. Gdzieś się już widzieli. Na szkolnych korytarzach?
Zerknął na tłumek dzieciaków i osłupiał. W młodziutkich twarzach dostrzegł osoby aż nazbyt znajome. Otto. Cordelia. Atticus. Samuel.
Jego krewniacy, kuzyni. Dalsza bądź bliższa rodzina. Tyle że to było niemożliwe. Każdy z nich zakończył edukację przed nim albo równolegle z nim. Zerknął na Atticusa. Do dzisiaj pamiętał jak starsi narzekali na kuzyna. Gdyby Atticus przywiązywał tak wielką wagę do nauki jak do idei czystości krwi, zostałby geniuszem. Głowa rodu zniecierpliwiona takim zachowaniem, zagroziła nawet Atticusowi że wyśle go daleko za granicę, jeśli nie weźmie się za siebie. Dlaczego kuzyn pojawił się w szkole, udając ucznia?
W nagłym przebłysku, Longbottom zrozumiał. To nie było prawdziwe. Znaczy; nie działo się w czasie teraźniejszym. Wpadł we fragment przeszłości. Wspomnienie. Iluzje. Tłumaczyłoby to mgłę i tą osobliwą atmosferę panującą w zamku.
Usłyszał syk. Dobiegający z nieokreślonej strony, budzący zimny dreszcz dźwięk. Prowokował do silniejszego zaciśnięcia palców na różdżce. Iluzja, nie iluzja. Dla własnego dobra lepiej zachować ostrożność.
Mgła za jego plecami gęstniała. Nie chciał znowu do niej trafić, więc wspiął się po schodach na górę. Dobiegał go gdzieś z przodu odgłos kroków znajomo wyglądającego chłopca.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   27.08.15 3:16

Luno
Zaklęcie, które próbowałeś rzucić, nie powiodło się. Nic się jednak nie stało i możesz być tego pewny, ba!, czujesz się nawet doskonale, gdy przekraczasz próg drzwi, bo nogi same Cię niosą. Witają Cię dyrektor Gellert Griderwald oraz profesor Slughorn – lecz gdy na niego spoglądasz i dostrzegasz w jego zazwyczaj ciepłych oczach strach, ogarnia cię irracjonalny niepokój. Dlatego zgoła prościej jest, łatwiej i przyjemniej skupić uwagę na Grinderwaldzie, który wita Cię słowami:
-Witaj drogi przyjacielu! - sytuacja wydaje ci się absurdalna, ale szybko o tym zapominasz, chociaż rozsądek podszeptuje Ci, że nie przemawia do Ciebie prawdziwy, ponury i zazwyczaj nie tak uprzejmy jak dziś dyrektor Hogwartu – Zastanawiałem się nad tym - kontynuuje wesoło – że będziemy musieli znaleźć nowego opiekuna ślizgonów, ponieważ Horacy – tutaj zerknął wymownie na profesora Slughorna – zdecydował się zrezygnować z posady nauczyciela.
Uczucie, które Ci towarzyszy, jest znajome. Wydawać by się mogło, że to kolejny narkotykowy trans, że znów znajdujesz się w bajkowym śnie, ponieważ sytuacja, której jesteś świadkiem, jest nierealna, wręcz komiczna, fantastyczna a jednocześnie odczuwasz bezpodstawny lęk. Zwłaszcza gdy myślisz o przestraszonym Horacym Slughornie spoglądającym na ciebie błagalnym wzrokiem.

Gawain
Wchodzisz po schodach za krokami, które niosą się po zimnych, nadzwyczaj pustych korytarzach Hogwartu. Nie przestajesz podążać za nieznajomym-znajomym chłopcem, ponieważ coś podpowiada Ci i skłania Cię uparcie, abyś nie zaprzestawał wędrówki. Towarzyszy Ci niepokój, a ciało zalewa paraliżujący strach, gdy dłoń obejmuje cudza: zimna, nieprzyjemna i mokra. Gdy odwracasz się w tamtym kierunku, dostrzegasz twarz ledwie piętnastoletniej dziewczyny, którą poznajesz jako starszą od Ciebie o dwa lata koleżankę z lat szkolnych. Czy to Marta? Ta która zginęła, kiedy Hagrid otworzył Komnatę Tajemnic i uwolnił zeń potwora?
-Gawain, proszę – odzywa się do ciebie cicho, błagalnie – nie pozwól mu, proszę – łka piskliwie, w jej przysłoniętych przez okrągłe szkła okularów oczach dostrzegasz łzy – nie pozwól mu mnie zabić, nie chcę znowu umierać.
Nagle okazuje się, że znajdujesz się na piętrze, a przed Tobą rozpościera się korytarz. Dostrzegasz jak znajoma sylwetka mężczyzny znika w drzwiach łazienki. Ciekawość nakazuje Ci ruszyć za nim, śledzić go. Marta, cała drżąca, także ciągnie Cię w tamtym kierunku.

Garrett
Gdy odwracasz się i oświetlasz nieznany obiekt, dostrzegasz zwiniętego i czającego się na Ciebie olbrzymiego węża, który lustruje Cię uważnymi i myślącymi ślepiami.
-Jestem taki głodny – słyszysz przeszywający, wdzierający się do twojego umysłu cichutki głosik, lecz nie dostrzegasz, aby to wąż mówił – wiesz co zjem? - pytanie odbija się po twojej głowie echem, jest drwiące – jajka feniksa, one są takie pyszne – wąż nadal na Ciebie spogląda – takie pyszne – powtarza głos w Twojej głowie i widzisz, jak purusza się niespokojnie, rozwija i pełznie w drugim kierunku, a gdy oświetlasz jego drogę, dostrzegasz splątaną w cierniu skalną ścianę, na której szczycie na wysokości piętnastu metrów znajduje się gniazdo – będę pierwszy, tam na górze – znów słyszysz i czujesz, jak ciernie się kołyszą, gdy wąż wślizguje się na nie. Jeśli je dotykasz, czujesz że są kujące i wspinaczka nie byłaby taka łatwa, lecz nie dostrzegasz innej drogi. A czas nagli – jestem taki głodny.

Kolejka wciąż dowolna.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   27.08.15 16:27

Na samym początku kursu aurorskiego ktoś powiedział mu, żeby nigdy nie podążać w stronę światła, że najprostsza z pozoru ścieżka nie zawsze jest najlepsza, a strome, ostre głazy mogły okazać się idealnym skrótem, który wymagał wyłącznie ofiary w postaci krwi, potu i słonych łez. Dlatego przełknął ochotę podążenia w stronę rozjaśnionej wątłym promieniem jaskini, będąc niemal pewnym, że cel jego podróży - uparcie wierzył, że jakiś istnieje - znajduje się zgoła gdzie indziej.
Bał się i miał wrażenie, że jego serce bije tuż obok, uwolnione z więzienia żeber. Światło wydobywające się z końca różdżki padło na obślizgłego, obrzydliwego węża - gardził nimi dla zasady, przypominały mu bowiem gadzie, świdrujące oczęta ślizgonów, pragnących przyjąć rolę okrutnego kata, egzekutora i spowiednika, który nie rozgrzeszy innych z bycia szlamą. Mimowolnie skrzywił się, czując głos wpełzający do jego umysłu; przez całą swoją karierę aurorską padł ofiarą legilimencji równo raz i tę wątpliwie przyjemną przygodę pragnął jak najszybciej wyprzeć z pamięci.
Uniósł wzrok w górę, dostrzegając skalną półkę ciągnącą się na około kilkanaście metrów. Starając się nie myśleć za wiele, pobiegł w tamtą stronę, popełniając pewnie jeden z największych błędów w swojej egzystencji. Wiedział, że jego szanse w pojedynku na prędkość z gadającym wężem - co to za absurd, nie był przecież wężousty i nigdy nie miał najmniejszej ochoty na pogawędki z gadami - ale mimo to złapał za ciernie, mając wrażenie, że przecinają one skórę na jego dłoniach, a fontanny krwi zalewają mu twarz. Rozpoczął wspinaczkę, starając się myśleć o czasach, kiedy, na przekór rodzicom, pokonywał kolejne drzewa z Tonym i Leo - chciał wyrzucić z pamięci ból, jaki zadawały kłujące ciernie, chłód jaskini, cichutki szept węża gdzieś z tyłu głowy.
Dławił go strach, ale przełknął go i wspinał się dalej.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Pusta Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Pusta Klasa
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Restauracja Le Revenant-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17