Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wejście   02.08.15 18:43

First topic message reminder :

Wejście

Le Revenant to urokliwa, zaczarowana restauracja. Składa się z wielu identycznych, bliźniaczych pomieszczeń - choć zdarzają się wyjątki od tej reguły. Oddzielone są one od siebie zaklętymi kotarami lub drzwiami, co sprawia, że trudno się w niej odnaleźć. Gdy przekraczasz bowiem jedno z tych przejść, wchodzisz do wylosowanej sali restauracyjnej, lecz gdy chcesz wrócić - nie masz pewności, że natrafisz na swoją salę. Niebezpiecznie jest więc opuszczać swój stolik i spacerować po krętym wnętrzu lokalu, ponieważ istnieje możliwość, że samodzielnie nie dasz rady do niego wrócić, a obsługa wydaje się niezwykle niechętna do rozmowy i jakiejkolwiek pomocy.

UWAGA Aby przemieścić się po pomieszczeniach wewnątrz restauracji, należy rzucić kością opisaną jej nazwą.

1 - postać przechodzi do stolika nr 1
2 - stolik nr 2
3 - stolik nr 3
4 - wejście
5 - bar
6 - fontanna
7 - taras
8 - korytarz

Wartość zdublowana (np. wyrzucenie czwórki, podczas gdy postać znajduje się przy wejściu) upoważnia do dowolnego przemieszczenia się po wyżej wymienionych pomieszczeniach. Pierwszy post powinien zostać umieszczony przy wejściu.

W przypadku, gdy postać zgodnie z wyrzuconym rzutem powinna przenieść się do wątku, w którym znajduje się inna postać należąca do tej samej osoby (multikonto) do rzutu należy dodać jedno oczko, a następnie podążyć za powyższymi wskazówkami.  


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 03.08.15 1:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Dorothy Bones
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t644-dorothy-bones#3526 http://www.morsmordre.net/t824-poczta-dorothy#3468 http://www.morsmordre.net/t823-forget-me-not#3460 http://img15.hostingpics.net/pics/429753tumblrlzx6bcPO4J1qgcm8ko1500.gif
Amnezjator
35 lat
Półkrwi
Zamężna
I just want to stay, I just want to keep this dream in me.

You're losing your memory now.
7
15
0
5
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   03.08.15 22:22

A przecież miała iść tylko na pogrzeb, darować sobie stypę i wrócić do stęsknionego Francisa. Dzisiejszego dnia nie okłamała go tak znowu okrutnie – wspomniała o dawnym nauczycielu, który odszedł niedawno, po prostu Eliksiry zamieniła na chemię, a jej sumienie pozostało względnie nienaruszone. Skoro już i tak chwiało się w posadach, musiała nauczyć się z tym żyć.
Po ceremonii usłyszała uprzejme zaproszenie od jednego z krewnych profesora Slughorna i nogi same poniosły ją do restauracji, o której nie słyszała nigdy wcześniej. Nic dziwnego, bo wnętrze było co najmniej dziwaczne i nie przypominało żadnego z lokali, w jakich Dorothy bywała do tej pory.
Nigdy nie była ulubienicą profesora, raz zaprosił ją na podwieczorek, a stało się to wtedy, gdy dowiedział się, że jej kuzynka jako pierwsza czarownica przeleciała nad Atlantykiem na miotle. Niewiele mogła mu o Jocundzie opowiedzieć i w późniejszych miesiącach nie dostąpiła już zaszczytu skosztowania kandyzowanych ananasów. Slughorn miał swoje przywary, ale zawsze pozostawał też życzliwy wobec Krukonki, której Eliksiry nie były najmocniejszą stroną. Oddała mu cześć na cmentarzu i postanowiła, że wzniesie toast za dawnego nauczyciela, po czym uda się do domu.
Jednak dostanie się do baru było problematycznie – w ogóle odnalezienie dla siebie miejsca okazało się nie lada wyzwaniem, ale dorosła kobieta nie mogła przecież w nieskończoność spoglądać nieufnie na te przedziwne kotary. Upewniła się, że różdżka znajduje się w pogotowiu, na wypadek natknięcia się na bandę Ślizgonów, którzy dokuczali jej w szkole (ach, z pewnych przyzwyczajeń nigdy się nie wyrasta), a potem bez większego zastanowienia obrała swój kierunek.




Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   03.08.15 22:22

The member 'Dorothy Bones' has done the following action : Rzut kością

'Le Revenant' : 8


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   03.08.15 23:15

Po Tristanie śmierć Horacego Slughorna łatwo spłynęła. Nie chodził do Hogwartu, Slughorn go nie uczył, a nawet gdyby uczył - eliksiry nigdy nie były jego ulubionym przedmiotem. Nieco bardziej martwiła go kwestia zamordowania członka znamienitego rodu, wątpliwości jednak kłębiły się jedna po drugiej i najbardziej ciekaw był, co do powiedzenia w tej kwestii miał Tom. Pozwolił skrzywdzić arystokratę? Przeczekał pogrzeb, nieszczególnie wsłuchując się w kolejne przemowy, zachowując jednak pełnię kultury i stosowną prezencję. Był tutaj, bo musiał i dlatego, że tak wypadało uczynić. Revenant nie należało do jego ulubionych restauracji. Od dłuższego czasu nie lubił niespodzianek, a klimat restauracji kojarzył mu się z wyjątkowo makabrycznym cyrkiem - być może odpowiednim na stypę po starym klaunie.
Przyszedł sam, właściwie prosto z rezerwatu, zdążył tylko wrócić do domu, wziąć prysznic i przebrać się w stosowniejsze do okazji eleganckie czarne jak smoła szaty. Od wejścia, nim poszedł dalej, rozglądał się za znajomymi twarzami - dostrzegając drogą kuzynkę Rosalie. Spojrzał w jej stronę, choć jego twarz pozostała kamienna, a usta nie wygięły się w uśmiechu; doskonale wyćwiczony w etykiecie Tristan nie pozwolił sobie na jej przełamanie poprzez wyrażenie radości podczas stypy po człowieku, który ponoć wielkim był. Skrzywił się jednak, lekko, dostrzegając jej towarzystwo. Caesar - i Evandra, która jeszcze nie wiedziała, że jej los zostanie związany z jego. Caesar zapewne też nie, jak sądził.
Poczynił w ich kierunku kilka szybkich kroków, po czem zrównał się z Caesarem i, bez powitania, zwrócił się wpierw wprost do niego.
- Pilnuj siostry, Caesar - rzekł, cicho. Byli bliscy sobie wzrostem, toteż mógł sobie pozwolić, by wszechobecny hałas zagłuszył jego słowa dla stojących w pobliżu dziewcząt, zarówno Evandry, jak i Rosalie oraz jej towarzyszki. - Zanim znowu ją zgubisz. - Miał nadzieję, że od kiedy została odnaleziona, rodzina pilnowała jej nieco lepiej, niż wcześniej.
- Evandro - powitał wpierw dziewczynę, teraz już głośniej, po raz pierwszy, od kiedy wiedzieli się u Fortinbrasa. Zbliżył się do niej, by ująć jej kruchą bladą dłoń i, uchyliwszy się, nienachalnie musnął jej dłoń ustami na powitanie. - Cieszę się, że widzę cię w dobrym zdrowiu pomimo dramatycznych okoliczności tego spotkania. Witaj, Rosalie - zwrócił się ku kuzynki, chyląc głowę, i ku niej wyciągając rękę, by ująć jej dłoń do ucałowania. - Obawiam się, że nie miałem przyjemności poznać twojej towarzyszki. Przedstawisz nas sobie? - dodał, spozierając ciemnym okiem na towarzyszącą jej Linette, był pewien, że kojarzył jej twarz z Sabatów.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange http://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 http://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 http://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 http://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wejście   03.08.15 23:52

Nie mogło zabraknąć jej na pogrzebie Horacego Slughorna - tego, który zaszczepił w niej miłość do wymagającej sztuki warzenia eliksirów. Choć dostrzegała w nim wiele wad i z pobłażaniem obserwowała kolekcjonowanie kolejnych dobrze zapowiadających się studentów w Klubie Ślimaka, na uroczystość przybyła nie tylko z obowiązku. Śmierć byłego wykładowcy była dlań niemiłym zaskoczeniem; przypomniała również, że czasy nadal nie należą do najspokojniejszych, że należy się bać.
Wyjście z domu nie należało do najłatwiejszych, wszak dopiero co do niego wróciła - czy raczej została do niego zwrócona - i nie opuszczał jej irracjonalny lęk przed kolejnym porwaniem. Na szczęście miała przy sobie Ceasara, który obiecał strzec jej niczym oka w głowie, który nie odstępował jej na krok i roztaczał nad nią troskliwą opiekę. Tłumy napawały ją przerażeniem, lecz próbowała robić dobrą minę do złej gry, sprawiać wrażenie równie wyniosłej i dumnej co zawsze; czarny aksamit tylko potęgował chorobliwą bladość jej skóry, lecz przecież nie każdy musiał wiedzieć o jej nieszczęściu, nie każdy zdawał sobie sprawę z przeżywanych przez nią katuszy...
Posłusznie przystanęła, gdy tylko brat mocniej ścisnął jej ramię; bliżej przylgnęła do jego boku, obdarzając napotkane panienki niewielkim uśmiechem. Rose, półwila... Dlaczego to nie ona została porwana? Dlaczego musiała spotykać ją teraz, w tym stanie?
Skamieniała, gdy nagle dostrzegła kolejną znajomą osobę - Tristana. Łudziła się, że po ich ostatnim spotkaniu, w trakcie którego żałośnie wypłakiwała mu się w ramię, zdoła unikać go dłużej. Wszak co musiał o niej teraz myśleć, nie powinna okazywać przy nim słabości, obdarzać go takim zaufaniem...
- Tristanie - odpowiedziała cicho, słabo, zgodnie z etykietą posłusznie podając mu dłoń. Miała nadzieję, że mężczyzna nie zwróci uwagi na lekkie drżenie, które wywołał jego dotyk. Przedstawiciele płci przeciwnej wzbudzali w niej mimowolny strach. - Dziękuję za troskę, lecz niewątpliwie wolałabym uniknąć tego spotkania, gdyby tylko profesor Slughorn mógł dzięki temu nadal przebywać w naszym gronie. - Posłała mu krzywy uśmiech, sprawiając wrażenie nieco wycofanej, lecz równie złośliwej co zazwyczaj.


Powrót do góry Go down
Linette Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t671-linette-greengrass http://www.morsmordre.net/t890-moka http://www.morsmordre.net/t734-unknown-pleasures#2559 http://www.morsmordre.net/f125-wollongong-7-9 http://www.morsmordre.net/t1596-linette-greengrass
kelnerka w imbryku
21
Szlachetna
Zaręczona
then love, love will tear us apart again
2
1
12
5
1
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 0:53

Udaję, że mnie niemało fascynują te twoje jednorożki, co widzą je tylko dziewice (czyli nie Wenus na pewno!), ale myślami błądzę w krainach odległych, w których nawet tych twoich jednorożków nie ma, taka to kraina większych cudów. Może to i dobrze, że zaraz pojawia się twój tata, któremu skinęłam głową, a później kolejnych twarze tysiące przeszło koło mnie, abym w końcu zobaczyła inną, dobrze mi znaną.
- Och, hobbistycznie ratujesz damy z opresji? – uśmiecham się niby uśmiechem, a w myślach zabijam ciebie tysięczny raz. Nie wiń mnie jednak za swą przeszłość lub też naszą, jeśli w ogóle coś tak nietrwałego i tak ulotnego można nazwać naszą wspólną przeszłością. Może też po prostu mam ten niby uśmiech, bo wpadasz na mnie, ratujesz mnie od zguby i czuję się przez to jak dziewczę nieporadne i płochliwie. Powinnam się teraz zarumienić pod twoim spojrzeniem, a swoje oczy spuścić, podziwiać podłoże przez dłuższą chwilę, aby kokieteryjnie spojrzeć na twą facjatę. Za dużo by jednak było tych uśmiechów, uśmiechów szczerych, na które nie stać mnie dziś było, bo dziś wypowiadam słów masę, co sensu dla mnie nie mają większego, takie ładne są, acz nie znaczące nic, ani troszeczkę. Z Franzem mówimy słowa inne, masę słów innych, one mają większy sens i inaczej brzmią. Nie ukrywamy się z nim za kurtyną ładnych zdań i zbędnych uprzejmości. Chyba on mnie wychował na zupełnie nowo – teraz potrafię mówić słowa inne, zgoła odmienne od tych waszych i tego Tristana, co zgubił swą Izoldę, ale i tak tylko czekam aż Rosalie przedstawi nas sobie. W międzyczasie uśmiecham się tak jak Venus się uśmiecha do tych wszystkich młodzieńców na salonach. Może spędzam z nią za dużo czasu i mi się to po prostu nieświadomie udziela.


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 11:01

Nim Linette zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, przy naszym boku pojawił się jakże przystojny mężczyzna. Cesar Lestrange wyrósł z pod ziemi jak na zawołanie. Chciały panny mężczyzny, to dostały. Uśmiechnęłam się do niego zalotnie, już ciesząc się na jego towarzystwo.
- Pan Lestrange, jak miło znowu Pana spotkać - odpowiedziałam mu ze szczerością. - Szkoda jednak, że w tak nieprzyjemnym momencie.
Stałam dumnie, z wysoko uniesioną brodą czarując Cesara swoim wdziękiem. Był on naprawdę przystojnym mężczyzną i nawet jego pochodzenie w tym wypadku zbytnio mi nie przeszkadzało. Starałam się jednak nie wychodzić po za ramy czystej grzeczności i dobrego wychowania, chociaż czas razem z nim upływał mi nad wyraz przyjemnie. Żałowałam, że mój ojciec prawdopodobnie miałby duże ale do tej znajomości, przecież Pan Lestrange, to niezwykły arystokrata. Tuż obok niego natomiast stała kobieta, Evandra Lestrange, którą lepiej znałam jeszcze ze szkoły.
- Evandro, miło cię widzieć - przywitałam ją uprzejmie.
Zanim jednak nasza konwersacja się rozwinęła, tuż obok nas pojawił się kolejny mężczyzna, mój ukochany kuzyn Tristian. Przywitał się on najpierw z Evandrą, a następnie zwrócił w moją stronę. Z lekkim drżeniem ręki oraz przyśpieszonym biciem serca podałam mu dłoń, dygając delikatnie na przywitanie.
- Witaj, Tristianie - powitałam go uśmiechem. Na każde jego spojrzenie, miałam wrażenie, że nogi uginają się pode mną. Zebrałam się jednak w sobie i zamiast odlatywać gdzieś myślami, tak jak poprosił przedstawiłam go swojej koleżance. - Linette Greengrass.
Poczekałam, aż się ze sobą przywitają, a następnie znów zwróciłam się w stronę swojego kuzyna.
- Tristianie, czy widziałeś może swoją siostrę Darcy? Bardzo liczyłam na jej przybycie - powiedziałam.
Cała nasza grupka nada stała w wejściu, wypadałoby się przenieść gdzieś wspólnie w bardziej ustronne miejsce, aby móc sobie w spokoju i ciszy porozmawiać. Powspominać nauczyciela i wypić na cześć jego pamięci. Ogarnęłam więc wszystkich swoim wzrokiem i z delikatnym uśmiechem oraz trochę niepewnie zapytałam.
- Powinniśmy przenieść się do jakiegoś pomieszczenia, przecież nie będziemy stali w holu. Przejdziemy przez któreś drzwi? - w moim głosie czuć było ekscytację.
Nagle złapał mnie kaszel, zasłoniłam więc usta dłonią i odwróciłam się od zebranych, chcąc ich od razu przeprosić za swoje zachowanie, gdy tylko będę mogła złapać większy wdech.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 16:47

Lubił siostrę Amodeusa, jej towarzystwo było naturalne, nie wymagało skupiania się na sztywnej etykiecie i poruszania odpowiednich tematów. Nie musiał przy niej ubierać maski przykładnego arystokraty, bo dziewczyna często towarzyszyła bratu i Sørenowi, więc znała go całkiem nieźle. Niestety byli na przyjęciu, a on wciśnięty w czarny wyjściowy garnitur musiał udawać, że czuje się jak ryba w wodzie. Owszem, był przyzwyczajony do spędów arystokratów, wychował się wśród takich przyjęć, ale nie oznaczało to, że polubił je chociaż trochę. Dlatego spotkanie Nevarel było dla niego niemałą ulgą. Uśmiechnął się do niej i sięgnął po kieliszek wina od przechodzącego kelnera. Sam przesunął się, aby uniknąć potrącania przez całkiem gwarny tłum, co zupełnie nie pasowało do charakteru spotkania. Ale stypy wysoko postawionych czarodziejów zawsze takie były.
- Jak na okoliczności to całkiem nieźle – odparł, gdy zajął bezpieczne miejsce, z dala od łokci przemieszczających się gości. Stojąc u lewego boku dziewczyny miał dobry widok na całe wejście. Szybko wyłowił w tłumie blond czuprynę, tak podobną do swojej, że nie mógł jej pomylić z nikim innym. Uspokoiło go to, gdy widział, że znika za jedną z kotar. Wypił łyk wina i już chciał się odezwać do swojej towarzyszki, ale osoba, którą zobaczył sprawiła, że prawie się zadławił. Uderzył się otwartą dłonią w klatkę piersiową i tylko mógł się przyglądać, jak Samael znika w miejscu, gdzie przed chwilą weszła jego siostra. Wiedział, że to niegrzeczne zostawiać Nevarel samą, ale nie potrafił ustać w miejscu ani minutę dłużej.
- Przepraszam, chyba widziałem kogoś znajomego. Mam nadzieję, że spotkamy się później. – Uścisnął jej ramię w przepraszającym geście i ruszył w kierunku niezliczonych drzwi, przeklinając pod nosem, na czym świat stoi. Widocznie los postanowił poigrać z nim po raz kolejny.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 16:47

The member 'Søren Avery' has done the following action : Rzut kością

'Le Revenant' : 4


Powrót do góry Go down
Corinne Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t776-corinne-greengrass#3228 http://www.morsmordre.net/t795-corinne#3263
sprzedaję zioła na pokątnej
22
Szlachetna
Panna
I've been feeling old, I've been feeling cold
4
7
10
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 17:10

Jestem dziś dziwnie milcząca, patrzę przed siebie, ale nie dostrzegam szczegółów. Znów łapie mnie bezdech, trwa tylko chwilę, ale boleśnie odbija się nie moich płucach. Niewiele pamiętam z pogrzebu, prawie tak jakby mnie tam nie było - choć poszłam i stałam gdzieś na uboczu, pewnie zjawiłam się tam zbyt późno. Nie lubię się spóźniać, nie wiem co mnie zatrzymało. Pewnie rozsypałam znów woreczki z szałwią, a różdżka nie chciała się mnie słuchać.
Musiałam się pojawić na pogrzebie, w końcu żegnałam nie tylko nauczyciela, ale też członka swojej rodziny (dalekiej, ale zawsze). To była ładna uroczystość, podniosła i zapewne Slughorne zasłużył na taką. A nawet jeśli nie, to o zmarłych źle się nie mówi.
Boli mnie głowa, ale wiem, że gdy uprzejmi panowie poczęstują mnie pod stołem czymś mocniejszym wszystko wróci do normy, znów będzie ciemno i cicho. Dlatego razem z innymi przenoszę się do restauracji, widząc szyld już wiem, że się zgubię, wrócę do domu późno, dzień będzie odległym wspomnieniem, a po drodze spotka mnie deszcz. On nigdy nie chce się ze mną umówić, zawsze przychodzi niespodziewanie.
Wchodzę i natychmiast chcę uciec. To nie jest najlepszy dzień na jakiekolwiek świętowanie - złego czy dobrego. Ale zaciskam zęby, przyjmuję dumną postawę i  przywołuję ten uprzejmy wyraz twarzy, którego wymaga się od każdej damy i idę składać wyrazy współczucia. Szczere, choć słowa nie chcą układać się w mojej głowie, są nieposłuszne jak dzieci.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 17:10

The member 'Corinne Greengrass' has done the following action : Rzut kością

'Le Revenant' : 4


Powrót do góry Go down
Padraig Fitzgerald
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t599-padraig-fitzgerald http://www.morsmordre.net/t698-c-mon-baby-light-my-fire http://www.morsmordre.net/f106-doki-queenhithe-street-12-3 http://www.morsmordre.net/t1029-pat-i-kot
kelner, wolny strzelec
25
Półkrwi
Kawaler
Kobieto! Puchu marny! ty wietrzna istoto!
Postaci Twojej zazdroszczą anieli,
A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!...
Przebóg! tak ciebie oślepiło złoto!
I honorów świecąca bańka, wewnątrz pusta!
6
10
0
0
0
8
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 17:57

Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś, że nic nie trwa wiecznie.
Mylił się.
Paddy doszedł do tych wniosków w okolicznościach zgoła niesprzyjających, a przez to skuteczniej utwierdzających go w jego racji. Pogrzeb Slughorna powinien raczej obudzić w nim melancholię, pogrążyć go w nostalgii czy skłonić do refleksji na temat przemijania. Był to w końcu dzień, w którym wspominali człowieka, jaki dotąd wydawał się nieśmiertelny. Profesor sprawujący pieczę nad kolejnymi pokoleniami uczniów odszedł zdecydowanie przedwcześnie – Pat doskonale pamiętał tego jowialnego mężczyznę, namiętnie zajadającego się kandyzowanymi ananasami i z zbierającego utalentowanych studentów z równym zapałem, z jakim inni kolekcjonowali znaczki pocztowe. Fiztgerald nie wątpił, że śmierć Slughorna została pieczołowicie zaplanowana. Nauczył się już, iż w świecie czarodziejskim nic nie dzieje się przypadkowo, a najdziwniejszy i najbardziej nieprawdopodobny zbieg okoliczności można logicznie wytłumaczyć. Padraig mimo wad Slughorna, dostrzegał w nim zdolnego oraz wpływowego czarodzieja. Poczciwy staruszek był naprawdę potężnym magiem – niewygodnym przeciwnikiem?
Jedynie ślepiec nie zauważyłby związku między zgonem Horacego, a działaniami Grindelwalda, który od lat powoli podporządkowywał sobie Hogwart. Utrata nauczyciela eliksirów stanowiła niebagatelny cios, zwłaszcza że Horacy był silnie związany ze szkołą i… może starał się chronić swoich uczniów? Redakcja Proroka (jak zwykle w takich wypadkach) nabrała wody w usta i całe zajście zostało skomentowane niezwykle lakonicznie. Paddy doskonale zdawał sobie sprawę z nacisków ministerstwa na gazetę – wyłącznie Walczący Mag mógł pozwolić sobie na swobodę druku oraz brak cenzury.
Zastanawiając się nad sprawami błahymi, ponieważ niedotyczącymi go bezpośrednio, blondyn wraz z czeladzią gości znalazł się w restauracji, gdzie zorganizowano poczęstunek dla tych, którzy towarzyszyli Slughornowi w ostatniej drodze. Wchodząc do środka, Pat wilkiem spojrzał na zbitych w ciasne grupki arystokratów – nawet w takim momencie kojarzyli mu się z sępami, czekającymi na żer. Czerń ich szat potęgowała to niemiłe wrażenie, więc blondyn wzdrygnął się demonstracyjnie i poszedł w głąb lokalu, z nadzieją na spotkanie kogoś znajomego.
Właśnie wtedy zobaczył j ą .
Żołądek Paddy’ego zwinął się w ciasny supeł i nagle zaczęło brakować mu powietrza. Stał w odległości zaledwie kilkunastu stóp od kobiety, która zawładnęła jego sercem i w jednej chwili pojął całą istotę życia.
Śmierć, głupstwo.
Czymże jest koniec w obliczu nieodwzajemnionej miłości?
Był doprawdy najtragiczniejszym bohaterem dzisiejszego wieczora i nawet zmarły Horacy Slughorn nie mógł mu odebrać tego zaszczytnego tytułu. Cierpiał, jak przystało na prawdziwego romantyka, rozrywany sprzecznymi uczuciami. Powinien trzymać się z daleka i jedynie sycić oczy widokiem Evandry, pięknej, bezpiecznej u boku swego brata. Nie mógł wszakże lekceważyć porywów serca, które kazało mu wybiec na spotkanie swej lubej i obdarowanie jej płomiennym wyznaniem wierności aż po grób.
Dla nie gotów był skonać, gotów był sczeznąć…
… już dwanaście lat temu zdobyłby się na takie poświęcenie.
Dlatego chwiejnym krokiem ruszył w kierunku Lestrange’ów, Tristana oraz dwóch urodziwych panien, usiłując ukryć swoje rozgorączkowanie. Uśmiechnął się krzywo do Rosiera (miał na sobie jego starą szatę wyjściową, brunet musiał ją poznać), po czym skłonił się dwornie przed Evandrą, nie pomijając także jej towarzyszek. Żywił nadzieję, że ukłon wydał się naturalny, a nie tylko śmieszny, kiedy nieśmiało podniósł wzrok na pannę Lestrange, modląc się, by nie został przez nią odprawiony. Skinął głową Caesarowi i otworzył usta, jakby zamierzał coś powiedzieć, lecz szybko z tego zrezygnował. Nie wiedział, czy etykieta zezwala mu na rozpoczęcie konwersacji, a nie chciał wyjść na ordynarnego prostaka, który nie potrafi odpowiednio zachować się w towarzystwie.




Padraig Fitzgerald
Pewnego wieczoru wziąłem na kolana Piękno. I przekonałem się, że jest gorzkie.
Powrót do góry Go down
Gawain Longbottom
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t624-gawain-longbottom http://www.morsmordre.net/t741-odyseusz# http://www.morsmordre.net/t743-gawain#2696 http://www.morsmordre.net/f135-shaftesbury-avenue-50-7 http://www.morsmordre.net/t966-gawain-longbottom#5228
Auror
25 lat
Szlachetna
Kawaler
Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich
10
8
2
0
5
0
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 19:25

Wieść o nagłej śmierci Horacego Slughorna obiegła czarodziejskie społeczeństwo lotem błyskawicy. Taki wspaniały czarodziej. Nadzwyczaj utalentowany. Niezłomny poszukiwacz wiedzy. Zarażał swoją pasją do nauki oraz ciekawością świata kolejne pokolenia uczniów Hogwartu. Ukształtował wiele wybitnych umysłów. Bez względu czy byli to wspinający się po szczeblach kariery pracownicy Ministerstwa czy zdobywający laury gracze guidditcha, każdy z nich zawdzięczał coś Horacemu Slughornowi. Jego przedwczesny zgon był niepodważalną stratą dla całej społeczności. Kto wie, czym jeszcze zadziwiłby ludzi. Ile jeszcze zdołałby osiągnąć. Kondolencje złożone z tychże zwrotów powtarzały się niczym refren piosenki. Gawain bezgłośnie westchnął. Przedstawiciele szlacheckich rodzin podchodzili do Slughornów i zapewniali o swoim smutku i żalu z powodu utraty cudownego nauczyciela, wyjątkowego człowieka. Następnie dołączali do tłumu żałobników. W tłumie łatwiej skomentować strój głowy rodu Slughornów w jakim pojawił się na pogrzebowych uroczystościach albo kwaśnej miny dalekiego kuzyna Horacego. Część zebranych wyglądała na głęboko pogrążoną w myślach. Nie wiadomo czy rozmyślała nad kruchością życia czy tylko odliczała minuty do zakończenia pogrzebu. Inni nie próbowali nawet udawać, że śmierć profesora w jakiś sposób ich dotknęła. Pojawili się z obowiązku, przymusu narzuconego im przez krewnych. Jedynie dzieciaki, jeszcze nie tak dawno temu uczniowie Slughorna, zdawały się być tym wszystkim poruszone. Starsze stały sztywno, bez ruchu, z malującą się na twarzach powagą. Młodsze nie zdołały powagą zamaskować nerwowości i zakłopotania. Uczuć, jakie wywoływała w nich panująca na cmentarzu atmosfera. Chłopiec o ciemnych włosach, niby tak od niechcenia, rozcierał trawę czubkiem buta. Jego sąsiad co rusz drapał się w ucho.
Na tyłach oraz po bokach zgromadzenia ustawili się policjanci i aurorzy. Ostrożności nigdy za wiele.
Gawain przybył na pogrzeb jako prywatna osoba. Po części prywatna osoba. W przypadku wybuchu zamieszek miał polecenie wesprzeć kolegów. Póki co, nie zapowiadała się żadna grubsza awantura. . Przepuścił przodem starszą czarownicę i przesunął się w lewo, tam gdzie umiejscowili się Bulstrodowie. Żaden z nich nie zwrócił na niego uwagi. Żaden, prócz młodej Bulstrodówny, która nagle odwróciła się w jego stronę i obdarowała go enigmatycznym uśmiechem. Tak jakby dawała do zrozumienia, że nikt z tu zebranych nie wie tego, co ona wie. Było to dziwne i w pewien sposób drażniące.
Ci Bulstrodowie, zgrywają wszechwiedzących, a w rzeczywistości wiedzą tyle samo co dziennikarskie hieny pisujące do gazet. Idę o zakład, że tak to u nich wygląda przypomniało mu się zwyczajowe gderanie szefa. Kiedy ponownie zerknął w stronę panny Bulstrode, ta z obojętną miną wpatrywała się przed siebie.    
Pogrzeb profesora Slughorna przebiegł bez zakłóceń. Niech mu ziemia lekką będzie. Gawain nie darzył wielką sympatią swojego nauczyciela eliksirów. Był świadom, że i profesor nie zaliczał go do grona ulubionych uczniów. Slughorn miewał swoje dziwactwa. Otwarcie faworyzował wybranych przez siebie wychowanków. Dało się rzec, że miał wiele przywar, niemniej potrafił wbić podstawy ważenia eliksirów w najbardziej oporne łby. W przypływach lepszego humoru, zdarzało się mu pożartować z całą klasą.
Staruszek mógłby pożyć nieco dłużej. Ta myśl towarzyszyła Longbottomowi aż do La Revenant.
W restauracji zastał sporą gromadkę gości. W powietrzu rozbrzmiewały pozdrowienia. Obcasy stukały o podłogę. Szeleścił materiał ubrania. Ktoś z kimś rozmawiał przyciszonym głosem.
Gawain rozejrzał się dookoła. Konwersacje trwały w najlepsze, ale goście, systematycznie jeden po drugim przechodzili do pozostałych sal. Nie było co dłużej zwlekać, tylko zrobić to samo. Po drodze skłonił się lekko przed damami oraz starszym mężczyzną, bo tak wypadało zrobić, po czym zniknął w przejściu.




Give up your way, you could be anything
Give up my way, and lose myself, not today.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 19:25

The member 'Gawain Longbottom' has done the following action : Rzut kością

'Le Revenant' : 7


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 22:58

Hereward miał okazję poznać Horacego dość blisko. Otwarty, miły człowiek poświęcony swojej pasji - eliksirom i nauczaniu. Doskonale się rozumieli. Barty poznał go najpierw jako uczeń. Zdarzyło im się potem wspominać jego nieudolne próby warzenia eliksirów. Potem widzieli się na pogrzebie Dumbledore'a i z grzeczności zamienili kilka słów. By ponownie spotkać się w Hogwarcie, gdzie przez rok wspólnie uczyli młodych czarodziejów przekazując im swoją wiedzę i dzieląc się zapałem. Nieraz siedzieli u Horacego w gabinecie wspominając stare czasy, popijając ognistą i obgadując studentów. Podczas jednego z wieczorów Slughorn wyznał, że niezaproszenie Herewarda do klubu Ślimaka było błędem. Odbyli wtedy dość szczerą rozmowę o zmarłym Albusie, o obecnym dyrektorze szkoły, o swoich sekretach i pasjach. To było wspomnienie, z którym na pogrzeb, ze ściśniętym gardłem przybył Barty. Żałował, że tak krótko byli kolegami z pracy. A oprócz tego czuł nieprzyjemne zimno rozchodzące się falami od kręgosłupa. Doskonale znał to uczucie.
Nikt nie mówił tego na głos, ale wszyscy o tym myśleli. Był ktoś, kto mógłby zabić poczciwego, sympatycznego profesora. Był ktoś, kto z pewnością poradziłby sobie w walce z doświadczonym i zdolnym czarodziejem, jakim był Horacy. Był ktoś, kto był gotów pozbyć się każdego przejawu sprzeciwu. Ale nikt nie chciał mówić tego na głos. Barty też jedynie o nim myślał. A im dłużej myślał, tym bardziej się bał. I choć powiedzenie tego na głos przyniosłoby ulgę, on uparcie milczał. Bo spośród tych wszystkich zebranych w restauracji on był w najgorszej sytuacji. Mógł być następny. Tak jak każdy nauczyciel. Morderca był jego przełożonym. Człowiek, który zabił Albusa Dumbleodre'a miał się w najlepsze i rządził szkołą bezpieczny za murami Hogwartu. Głupi jednak ten, kto myśli, że poza szkołą nic mu nie grozi. Gellert Grindelwald nie miał skrupułów, nie akceptował sprzeciwu i nie znosił ograniczeń.
Hereward przemknął nie patrząc na to, co dzieje się wokół. Minął kogoś, chyba potrącił ramieniem. Szedł zamyślony, gdzie tylko niosły go nogi. Uciekał, jak zwykle. Próbował zostawić strach daleko za sobą. Strach nie tylko o siebie, ale też o siostrę, ale on uparcie towarzyszył mu na każdym kroku, z dnia na dzień coraz mocniej. Śmierć Horacego wcale mu nie pomogła.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście   04.08.15 23:18

The member 'Hereward Bartius' has done the following action : Rzut kością

'Le Revenant' : 3


Powrót do góry Go down
 

Wejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Wejście do podziemi
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Brama wejściowa
» Główne wejście do parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Restauracja Le Revenant-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17