Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stolik nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stolik nr 3   02.08.15 19:02

First topic message reminder :

Stolik nr 3

Podczas pobytu w tej sali goście nie mogą się czuć do końca samotni… i to nie ze względu na ciekawskie obrazy, które bardzo chętnie słuchają wszystkich nowości ze świata zewnętrznego i bez najmniejszych ogródek je komentują. Wszyscy czarodzieje powinni być przygotowani na zimny dreszcz lub nowego kompana przy stoliku. Duchy zamieszkałe w tej restauracji obrały sobie ją jako punkt swoich depresyjnych spacerów, przenikając przez przybrudzone ściany bez żadnego wstydu. Bardziej spostrzegawczy mogą dostrzec, ze światło świec nie jest tutaj tak jasne jak w innych częściach restauracji… czyżby to właśnie to miejsce było dopełnieniem cichej legendy o dodatkowych, niekoniecznie pożądanych, składnikach w pieczeni? Czy może wydarzyło się tutaj zupełnie coś innego?

UWAGA Aby przemieścić się po pomieszczeniach wewnątrz restauracji, należy rzucić kością opisaną jej nazwą.

1 - postać przechodzi do stolika nr 1
2 - stolik nr 2
3 - stolik nr 3
4 - wejście
5 - bar
6 - fontanna
7 - taras
8 - korytarz

Wartość zdublowana (np. wyrzucenie czwórki, podczas gdy postać znajduje się przy wejściu) upoważnia do dowolnego przemieszczenia się po wyżej wymienionych pomieszczeniach. Pierwszy post powinien zostać umieszczony przy wejściu.

W przypadku, gdy postać zgodnie z wyrzuconym rzutem powinna przenieść się do wątku, w którym znajduje się inna postać należąca do tej samej osoby (multikonto) do rzutu należy dodać jedno oczko, a następnie podążyć za powyższymi wskazówkami.


Pierwszy post na stypie Barry'ego Weasleya: LINK


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Marianne Burroughs
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t885-marianne-burroughs http://www.morsmordre.net/t912-poczta-marie#4451 http://www.morsmordre.net/t899-marie#4223
auror
27 lat
Mugolska
Panna
watch me rise!
12
11
0
0
0
0
0
4
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   10.08.15 16:09

Całe szczęście, że miała takiego Gray’a, którego mogła zaciągnąć na pogrzeb. Spodziewała się, że gośćmi głównie będą przedstawiciele szlachetnych rodów, w dodatku byli członkowie Slytherinu i nie chciała być samotnie wystawiona na ostrzał ich niechętnych i pewnie nierzadko pełnych pogardy spojrzeń. Nie żeby jakoś specjalnie jej to przeszkadzało, ale mimo wszystko Marie wolałaby mieć kogoś przychylnego wśród takiej ilości arystokracji. Kogoś, kto samą swoją obecnością poprawi jej humor i przywoła uśmiech na twarz.
Stawiam na to drugie – mruknęła, rozglądając się, czy nikt przypadkiem nie podsłuchuje ich rozmowy. – Iść na czyjś pogrzeb, bo tak wypada – westchnęła, kręcąc głową, jakby wręcz głęboko współczuła wszystkim, którzy zostali zmuszeni do wzięcia udziału w uroczystościach pogrzebowych. Dla Marie, która nie obraca się w towarzystwie, było to całkowicie niezrozumiałe, a nawet godne pożałowania. Pogrzeb to mimo wszystko ostatnie pożegnanie, to bardziej obowiązek złożenia hołdu niż okazja do spotkania towarzyskiego. Westchnęła raz jeszcze, kręcąc głową, ale nic więcej nie powiedziała.
Ach, Diana. Jasne, poczekajmy – powiedziała, usuwając się nieco na bok, by nie stać w przejściu i nie blokować drogi. Nie miała absolutnie nic przeciwko towarzystwu Rowston, nawet się cieszyła, zawsze to jedna osoba do porozmawiania więcej. Ścigająca Harpii bardzo przypominała Marie ją samą i może dlatego Burroughs darzyła ją taką sympatią, pomimo że tak naprawdę nie miały okazji spędzić ze sobą dużo czasu – pojedyncze spotkania w kawiarni za każdym razem wydawały się zbyt krótkie. Dlatego przywitała się z Dianą szerokim uśmiechem.
Staliśmy w dość gęstym tłumie – wyjaśniła, zanim przeszły przez kotarę.
Po wejściu do pomieszczenia ze stolikiem pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, był duch z pochyloną pokornie głową. Pochyloną przed Samaelem Avery’m. Marie westchnęło cicho, z wyraźną niechęcią, ale ostatecznie zachowując neutralny wyraz twarzy. Reszty osób zgromadzonych przy stoliku nie znała, ale sama obecność Samaela sprawiła, że jeśli w ogóle miałaby ich poznać, to zdecydowanie nie jest to dobry moment.
Nie tutaj – powiedziała cicho, biorąc Gray’a oraz Dianę pod ramię i znów przechodząc przez kotarę.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   10.08.15 16:09

The member 'Marianne Burroughs' has done the following action : Rzut kością

'Le Revenant' : 4


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   11.08.15 9:38

Pisane z komórki, nie bijcie. .-.

Amodeus uśmiechnął się nieznacznie, gdy usłyszał odpowiedź mężczyzny. Szkoda, liczył, że jego bratnia dusza pojawi się niespodziewanie i uwolni go od tego strasznie niewygodnego brzemienia. W końcu co z niego byłby za przyjaciel, gdyby zostawi ukochaną siostrzyczkę Sørena. Nie, nie mógł tego zrobić, ku swojej rozpaczy. Jedyną rozrywkę, jaką zazna przez następnych parę chwil, odnajdzie w irytowaniu Samaela. To nie tak, że miał powód, aby za nim nie przepadać, po prostu nie mogło być inaczej. Nazwijmy to solidarnością. Ale to czy posiadał uzasadnienie dla swej niechęci czy też nie, nie miało znaczenia. Liczyło się to, że Amoś czerpał przyjemność z denerwowania go. Oczywiście, mężczyzna nie okazywał tego, co jedynie skutkowało tym, iż Prince jeszcze bardziej się nakręcał, a najcichszy zgrzyt zębów, traktował niczym ogromny triumf.
- Nie będziecie mieli chyba nic przeciwko, jak poczekam na niego tutaj... - mógłbym przysiąc, że przez chwilę uśmiechał się szelmowsko, a skierowane to było do męskiego przedstawiciela Averych w towarzystwie. - Tak, ciężko się przyzwyczaić. - odpowiedział Allison, za bardzo nie skupiając na niej swojej uwagi.
Bo ta była zupełnie gdzie indziej, a konkretnie przy osobie, jeśli można tak to określić, nowo przybyłego ducha. I ten jej prowokujący wzrok, pewnie gdyby była żywa, okazałaby się lepszym towarzystwem, niż to którym teraz był otoczony. Upił niewielki łyk płynu ze swojego kieliszka i zerknął rozbawiony na Allison. Czyżby chciała rozzłościć swego brata? Szczerze, to Amodeus chętnie się temu poprzygląda.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   11.08.15 21:47

Czwórka ludzi przy stole zdawała się prowadzić pasjonującą konwersację. Cudownie było oglądać ich z  pewnej odległości. Te wszystkie gesty, bardzo oszczędne mimo wszystko wyrazy sympatii, które należy schować pod konwenansami. I tak nieco naciągniętymi. Kobiety trzymały się za rękę odrobinę za długo. Szeptały do siebie w sposób, który nie był dopuszczalny. A jednak zachowywały pewną zimną elegancję, obycie na salonach, po którym rozpoznać można arystokratę. Tak, nie było wątpliwości, że dwie młode dziewczyny wywodziły się z któregoś z czystokrwistych rodów. Hereward lubił obserwować arystokratów, gdy musieli trzymać się sztywnych norm konwenansów. Uważał za mistrzowskie ich docinki wypowiadane miłym głosem. Często tak, że o tym, iż kogoś obrażono wiedziała bardzo mała grupa osób. Z uśmiechem na ustach, z pełną galanterią potrafią mieszać się wzajemnie z błotem. Są mistrzami pojedynków na słowa, na salonach nie mają sobie równych. Hereward zapoznał się z ta sztuką we Francji i musiał przyznać, że urzekły go te szpilki wbijane za pomocą miłych dla ucha komplementów. Lubił obserwować arystokrację podczas tych rozmów. Nie podsłuchiwał. Odgadywanie tematu ich konwersacji było znacznie ciekawsze. Wkładanie w ich usta słowa pasujące do ich reakcji. Odtwarzanie przebiegu słownych zmagań tylko na postawie uniesienia brwi, lekkiego grymasu, drobnego uśmiechu. Czy ci mężczyźni byli mężami? Przyjaciółmi dla kobiet? Rodziną? Ciężko było orzec. Z pewnością jednak wydawali się mniej spoufaleni. Może nawet niechętni? A może znacznie bardziej przykładający uwagę do norm.
Ponownie z fascynujących rozmyślań, którym nie zdążył się nawet porządnie oddać, Hereward wyrwany został przez ducha. Zimne dłonie na ramionach wywołały nieprzyjemne dreszcze, które przebiegły wzdłuż kręgosłupa. Barty poczuł jakby po plecach spłynęły mu kostki lodu. Kobieca zjawa przepłynęła przez pokój do rozmawiającej czwórki, którą z taką przyjemnością obserwował rudzielec. Kokieteryjne spojrzenia, ukłony. I jedzenie. Barty poczuł jak zaburczało mu w brzuchu. Na szczęście nikt nie mógł tego usłyszeć. Rzucił tęskne spojrzenie na ciastko z obrazu. Cóż, jabłka też są smaczne. Podszedł do stolika. I dopiero wtedy rozpoznał jednego z mężczyzn. Jego usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu, kiedy skłonił lekko głowę. W porównaniu do kelnerki-ducha wyglądał jakby ledwo nią ruszył. Ciekawa obsługa, swoją drogą.
- Pan Avery, dzień dobry, Miło pana spotkać, nawet w tak smutnych okolicznościach.
Obdarzył spojrzeniem swoich szarych oczu pozostałych towarzyszy uzdrowiciela.
- Śliczne panie, szanowny panie, chyba nie mieliśmy okazji... Hereward Bartius, profesor transmutacji w Hogwarcie.
Delikatny uśmiech nie opuścił jego twarzy. Nikt nie pomyślałby nawet, że zaledwie parę minut wcześniej po jego głowie krążyły myśli bardzo niewesołe.
- Czy dużym nietaktem będzie, jeśli poczęstuję się jednym jabłkiem? Nie za bardzo, muszę przyznać, rozumiem działanie tutejszej obsługi. Wolałbym nie liczyć na ich hm... usługi.
W prawdzie Samaelowi Avery'emu wysłał więcej koszy z Miodowego Królestwa niż jakiemukolwiek przyjacielowi, nie łączyły ich jednak bliższe relacje. Przedziwny zbieg okoliczności, że się tutaj spotkali. Chociaż z drugiej strony, Samael prawdopodobnie załapał się do elitarnego grona Klubu Ślimaka. Wypadało mu przyjść na pogrzeb starego Horacego. Ciekawe jednak, kim są jego towarzysze?




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   12.08.15 2:20

Na życzenie Samaela zjawa wzniosła ku niemu spojrzenie, przez zbyt długą chwilę wpatrując się w jego twarz - pustym spojrzeniem. Jej usta nie wyraziły żadnego grymasu, lecz wyraźnie nimi poruszyła, po czym złożyła dłonie razem jakby do klaśnięcia. W pomieszczeniu rozległa się cicha melodia Sarabandy niewątpliwie w kompozycji Haendela. Po czym nachyliła się znów, w służalczym i przepełnionym posłuszeństwem ukłonie, unosząc głowę dopiero wówczas, gdy odezwała się Allison. Zjawa spojrzała w jej stronę - marszcząc w złości delikatną brew.

Wciąż milcząc uniosła prawą dłoń ku szyi, dopiero teraz widoczne stały się jej nienaturalnie długie paznokcie. Opuściwszy powieki przesunęła palcem wskazującym wzdłuż łabędziej szyi, po czym jej głowa ociężale opadła w przód, a niematerialna dłoń po tym geście zastygła w powietrzu. Minęła dłuższa chwila, nim Allison poczuła, jak wielki trud sprawia jej uniesienie ręki, a na obraz przed jej oczyma jęła opadać czarna kotara ciemności. Znała to uczucie nazbyt dobrze, zwabił je zew traumy krwi... Gdzieś na nodze, może pod kolanem, poczuła chłód. Z bezbolesnej rany, której najwyraźniej nawet nie zauważyła, prawdopodobnie sączyła się krew.

Duch pogłębił ukłon, obracając się w stronę mężczyzn, nie drgnąwszy nawet na pytanie Herewarda.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   12.08.15 14:35

Wolałby znaleźć się z Allison sam na sam, lecz teraz również mógł delektować się przebywaniem z nią w jednym pomieszczeniu i szczuciem ją samą swoją obecnością. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż nikt, nawet Constance, chlubiąca się mianem przyjaciółki jego siostry, nie miał pojęcia o rozgrywającym się tutaj dramacie. Avery perfekcyjnie wczuwał się w rolę zarówno stęsknionego brata, jak i stonowanego arystokraty, pełnego bólu po śmierci niegdysiejszego opiekuna oraz mentora. Prawie zapomniał, że są na stypie, bawił się przecież przednie, korzystając z uroków panien, napawając się widokiem pięknych sukien oraz wyszukanych, nieco frywolnych fryzur. Wolałby wprawdzie oglądać je wszystkie nago, lecz zabrakło didaskaliów, a jako istoty z natury mało rozumne, bez podpowiedzi i prowadzenia ze strony mężczyzny, kobiety błądziły niczym ślepcy we mgle. Jedynie Allison znała doskonale jego miłostki oraz dewiacje , które przed nią osłonił dokładnie dziesięć lat temu. Wtedy jeszcze mógł darować jej bunt przeciwko niemu, występował w roli adwokata diabła, broniąc ją przed swoim własnym gniewem. Była przecież zaledwie dzieckiem, więc należało jej się odrobinę wyrozumiałości. Teraz jednak stała się dorosłą kobietą, elegancką, piękną, pobudzającą jego zmysły i wyzwalającą niegasnące pożądanie. Nie mogła już liczyć na pobłażliwość, skoro umyślnie z nim igrała, doprowadzając go do białej gorączki. Znała swoje miejsce, lecz próbowała się stawiać, nie zdając sobie sprawy z powrozu coraz ciaśniej zaciskającego się na jej łabędziej szyi. Bez żadnych skrupułów powiesiłby ją na starej lipie pod swymi oknami i obserwował, jak kruki wydziobują oczy z truchła, które niegdyś było jego ukochaną siostrą. Niepotrafiącą docenić tej miłości, odrzucającej go wielokrotnie, niepojmującej, iż każda odmowa zwiększa przepaść między nimi. Może zrozumie swoje błędy, gdy będzie chwiać się nad przepaścią, mając do wyboru oddać się w jego chciwe dłonie bądź skoczyć w otchłań, specjalnie dlań przygotowaną. Allie nie czekała wieczność na Polach Elizejskich, lecz tułacza wędrówka z wyklętymi, za najgorszy grzech, sprzeniewierzenie się własnemu bratu i wyrzeknięcie się rodziny.
- Nie śmiałbym wypowiadać się za siostrę, ale sądzę, że z przyjemnością przyjmie twą propozycję, Constance – rzekł spokojnie, ponownie wyginając usta w wyuczonym uśmiechu – Korzystając z tak wyśmienitej okazji, pragnąłbym również nadmienić, iż byłbym się zaszczycony, gdybyś wkrótce uraczyła moją drogą narzeczoną oraz mnie swym towarzystwem. Judith nie zna panien z naszego zacnego grona, a nie chciałbym żeby na naszym weselu czuła się osamotniona – dodał zupełnie szczerze, patrząc prosto w oczy dziewczęcia. Dzień ślubu miał być najpiękniejszym dniem w życiu przyszłej pani Avery, a Samael postanowił, iż osobiście tego dopilnuje. Connie wydawała mu się osóbką niegroźną, a przy tym łatwowierną, zapewne tym wybiegiem zmydli jej oczy i przekona, że nie taki diabeł straszny, jakim go malują.
Skinął głową swej siostrze, jakby winszując jej tak celnej riposty. Oczywiście wychwycił w jej głosie niemalże namacalną drwinę, lecz teraz nie miało to żadnego znaczenia. W przeciwieństwie do Allison posiadał dość taktu (oraz rozumu), aby nie afiszować się prywatnymi problemami oraz rodzinnymi niesnaskami w towarzystwie. Gdyby posiadał pełną swobodę działania, jego siostra już dawno wypluwałaby wnętrzności, krztusząc się od braku oddechu. Niestety, spełnienie fantazji musiało poczekać, gdyż pierwej w hierarchii stały obowiązki.
- Nie zna mnie zatem równie dobrze, jak ty, najsłodsza siostro. Ty zawsze odgadywałaś, czego najbardziej mi potrzeba – powiedział, a żaden mięsień jego twarzy nawet nie zadrgał. Już wkrótce przyjdzie czas zapłaty za tę wiedzę, a wtedy z Allie nie pozostanie już nic prócz pustej skorupy bezużytecznego ciała…
Zignorował Amoduesa, zerkając na wchodzących do pomieszczenia czarodziejów. Wśród nich rozpoznał jedynie wścibską Burroughs, lecz grupa szybko się wycofała, nie zmuszając go do konfrontacji z aurorką. Samael ponownie zwrócił się w stronę towarzyszących mu panien, lecz nim zdążył poczynić kolejną o tyleż niezobowiązującą, co znaczącą (dla Allison) uwagę, padł na nich cień rudowłosego mężczyzny, którego w pierwszej chwili nie rozpoznał. Kto by pomyślał, że w tak ponurych okolicznościach spotka człowieka, jaki chyba miał niecny zamiar uczynienia z niego amatora słodyczy?
- Nawzajem, Herewardzie – odparł, ściskając mu dłoń i zapraszając do stolika – przybyłeś tu z delegacją z Hogwartu? Nie zauważyłem pośród gości żadnej twarzy znajomej z kadry profesorskiej – rzekł, choć niewiele go to obchodziło – pozwól, że ci przedstawię – dodał, wskazując na siedzące przy nim kobiety – panna Constance Yaxley oraz moja droga siostra, Allison – dokonał krótkiej prezentacji, o Amodeusu jakby zupełnie zapominając – Oczywiście, częstuj się do woli – przyzwolił, rozporządzając darami ducha wedle własnych upodobań. Widmo naprawdę starało się go zadowolić; w pomieszczeniu rozbrzmiały tony wzniosłej muzyki Händla, pieszczące jego uszy, a Samael był wręcz zachwycony tymi posługami. Przynajmniej do momentu, kiedy duch ośmielił się skrzywdzić jego siostrę. Allison mogła cierpieć tylko z jego powodu, krwawić wyłącznie z jego ręki, więc Avery zerwał się z miejsca gorejący gniewem.
- Precz – warknął do zjawy, natychmiast nachylając się nad swą siostrą, cudownie bezbronną, lecz niestety również nieprzydatną, nie w tym momencie.
- Fosilio! – zawołał, celując różdżką w uszkodzoną nogę blondynki. Musiał natychmiast zatamować krwotok, dla Allie każde, nawet najdrobniejsze zranienie mogło okazać się tragiczne w skutkach. Avery nie chciał, aby odchodziła przedwcześnie, nie, przed tym, nim uczyni ją prawdziwą kobietą.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   12.08.15 14:35

The member 'Samael Avery' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Constance Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t583-constance-yaxley http://www.morsmordre.net/t603-hortensja http://www.morsmordre.net/t606-koligacje-blys-kotki#1663 http://www.morsmordre.net/
-
20
Szlachetna
Panna
-
1
7
3
4
0
1
0
10
Półwila

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   13.08.15 14:32

Poważne rozmowy w równie poważnym miejscu- to chłodne pomieszczenie kojarzyło się Constance z okropnymi lochami Hogwartu, gdzie cierpiała piekielne męki na eliksirach - naprawdę ją męczyły. Oczywiście przywykła do przebywania w towarzystwie możnych tego świata, rozmawiających o Bardzo Nudnych Ale Ważnych Sprawach. Uśmiechała się wtedy pięknie, kiwała głową i milczała. A wszystko to z wielkim szacunkiem do kwestii, o których nie miała zielonego pojęcia. Nawet nie chciała mieć. W zupełności wystarczały jej własne problemy dotyczące wyboru sukienki, natrętnych adoratorów czy też towarzyskich niesnasek. Te dwa światy przenikały się bez problemu: Connie była zachwycającym dodatkiem do sztywnych konwersacji, a owe sztywne konwersacje gwarantowały blondynce bezpieczeństwo. Kiedy inni martwili się wojnami i kryzysem, Constance wnosiła do tego smutnego świata mnóstwo beztroskiej radości. Naiwnej też, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało.
Także teraz po prostu uśmiechała się uprzejmie do każdego mężczyzny przy stoliku. Powstrzymując niezbyt przyjemne komentarze, zwłaszcza kiedy Samael nawiązał do Judith.
Oczywiście, że wiedziała o tym potwornym mezaliansie - wszelkie plotki trafiały do Connie niezwykle szybko - ale niezbyt wyobrażała sobie arystokratycznego Avery'ego z jakąś koniarą. Kiwnęła więc tylko zgodnie głową, pogłębiając rozbrajający uśmiech. Lata praktyki, dzięki którym uniesione kąciki ust nie drżały jej ze zmęczenia. Mogła się tak uśmiechać cały wieczór, całą noc, cały poranek.
- Z pewnością zaopiekuję się zarówno Allison jak i przepiękną Judith. Judy to moja droga przyjaciółka z Hufflepuffu. Wspaniała istota - skomentowała tylko z całą dozą uprzejmości, na jaką było ją stać, ściskając jednocześnie dłoń Ally. W końcu ciepłą. Nie mogła ciągle wpatrywać się w przyjaciółkę, ciągle jednak czuła ją obok siebie i z każdą sekunda upewniała się w tym błogim spokoju. Była tutaj. Nie zniknie. Spotkają się jutro, pojutrze, za tydzień i miesiąc. Poważnie porozmawiają o niepokojącym liście, o głupiej narzeczonej Samaela, o durnej Venus i o wszystkich prawdziwych problemach świata. Równie istotnych, co nieodrobione zadania z transmutacji, o których przypomniała sobie w chwili pojawienia się przy ich stoliku rudowłosego czarodzieja.
Kojarzyła go. Chyba. Nigdy nie przyglądała się nauczycielom, na lekcjach raczej nudząc się niemiłosiernie i plotąc sobie warkocze. Ponownie kiwnęła Bartiusowi głową, w dalszym ciągu cała w uśmiechach. Ktoś mógłby pomyśleć, że Constance nigdy nie znajdywała się w bardziej szczęśliwej sytuacji. Radosna stypa; już chciała skomentować pojawienie się Herewarda, gdy wydarzenia potoczyły się w mniej wesołym kierunku. Zanim zdążyła się zorientować albo zareagować w jakikolwiek sposób, Samael znalazł się tuż przy Ally, wyraźnie wzburzony idiotycznym zachowaniem ducha.
Connie zmarszczyła brwi, zastanawiając się, co się właściwie stało. Nie zaglądała pod stolik, nie czuła żadnego zagrożenia i dopiero czerwona krew, spływająca po kostce Allison, pozwoliła jej połączyć kropki. O dojrzałości relacji, jaka łączyła ją z panną Avery, świadczył fakt, że w pierwszej kolejności pomyślała o jej bezpieczeństwie, a dopiero później o tym, że obydwie pobrudzą sobie sukienki. W tej chwili mogła tylko patrzeć szeroko otwartymi oczami na urocze rodzeństwo, zastanawiając się, czy można udusić ducha. Albo chociaż obciąć mu włosy w ramach zemsty?


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   13.08.15 21:58

- Z niewyrażoną przyjemnością poznam Judith, skoro panna Yaxley ma tak dobrą opinię. Zresztą bracie... Na pewno musiałeś wybrać idealnie. Za niedługo będzie mi jak siostra, której nigdy nie miałam – zapewniam po słowach Constance, wcale nie jestem nieszczera, nie dosłyszysz w moim tonie kpiny. Twoja wybranka, kochany bracie, jest moją jedyną szansą na szczęśliwą przyszłość. Póki co być może ją czarujesz, z wprawą najlepszych, londyńskich aktorów udajesz zakochanego po uszy romantyka, a gdy przyjdzie odpowiednia pora… Zamienisz się w bezdusznego potwora, nie pozostawiając w słodkiej Jud nic ludzkiego. Z czasem przeistoczy się w pustą skorupę, nieczułą na wszystkie bodźce zewnętrzne, podległą twej woli, całkowicie zaszczutą… Będzie tylko cieniem człowieka, na którym skupisz całkowitą uwagę, zapominając o moim istnieniu. Tak, owszem, będę kochać twoją wybrankę bardziej niż się tego spodziewasz, włożę całe serce w pielęgnację narastającej w niej niepewności oraz bezwzględnego oddania, które umocni się wraz z każdym ciosem, jaki jej wymierzysz. Nazwij mnie egocentrycznym potworem – czym innym być mogę, mając ciebie za brata? – lecz zwierzę prowadzące na rzeź nie kieruje się sumieniem. Ten jeden jedyny raz będę twoim partnerem w zbrodni. Będę szeptać jej wprost do ucha słodkie kłamstwa, zgrabnie manipulując jej psychiką i działaniami, gdy zaczniesz się nią nudzić. Raz skupię się na podburzaniu, innym razem wmówię, że oszalała, zaś… Zrobię wszystko co potrzeba. Będę jej pocieszycielką, powierniczką najskrytszych marzeń i potrzeb… Jej bezwzględną, lecz jedyną przyjaciółką.
Co też wywołało cichą wściekłość u ducha? Czyżby za życia ktoś pozbawił go języka? Wszak w średniowieczu było o to łatwo. Powinnam odpuścić kpienie sobie z brata, a także śmiałość otworzenia do niego ust bez pytania, kiedy zjawa wydała się być wpatrzona w niego niczym w obrazek. Spogląda na mnie wściekłością niepozorną, której początkowo nie rozumiem. Unoszę pytająco brew, spodziewając się latających sztućców, wbijających się w moją krtań. Przejeżdżam palcem po szyi, jakby chcąc sprawdzić, czy na pewno nie krwawię. Kiedy spoglądam na opuszki są idealnie czyste, bez ani jednej czerwonej kropli. Co więc oznaczał ten gest? Po chwili ciszy, jakby pełnej niepewność czy zaraz nie padnę tutaj trupem, chce sięgnąć po kielich pełen wina nalanego wcześniej przez Samaela, by wznieść toast za pomyślne pożycie potwora, którego nazywam bratem. Dopiero wtedy orientuję się z powagi sytuacji – moje ramię ciąży mi niczym pokryte grubą warstwą ołowiu, czoło oblewa zimny pot, pojawienie się kolejnych osób przy stoliku jakimś magicznym sposobem mi umknęło. Rozmawiacie teraz o czymś? Ten szum wszystko zagłusza. Z przerażeniem wymieszanym z rozpaczliwym błaganiem spoglądam w miejsce, gdzie powinien siedzieć jedyny Avery na sali – mój wzrok zakrywają mroczki krążące w szaleńczym tempie, czyniąc osoby rozmazanymi sylwetkami. Rozpoznasz co się dzieje, w końcu jesteś uzdrowicielem, nie przegapiłbyś objawów mojej choroby, gdy skądś ubywa mi krwi. Cóż to za niezwykle subtelna ironia losu, że właśnie ty jesteś jedyną osobą, która teraz może służyć mi pomocą. Miarowe pulsowanie w moich skroniach nie pozwala mi usłyszeć zaklęć, które próbujesz na mnie rzucić.


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   13.08.15 23:40

Spodziewał się lepszej rozrywki, niż nużących, całkowicie pozbawionych, jakichkolwiek zabawnych elementów rozmów szlachciców. Nie to miał nadzieję zobaczyć na stypie Starego Ślimaka. Żadnych fajerwerków Prewettów, nic? Nawet najmniejszych, kolorowych motylków, co to wybuchają z hukiem, wcześniej uganiając się za ludźmi. Szkoda. Zero trucizny czy eliksiru miłosnego w podawanych trunkach? Z dwojga złego, to to drugie byłoby chyba bardziej w stylu Slughorna. A tak? Nic, zero rozrywki. Ten interesujący duch, co to się pojawił nie tak dawno, wydaje się dużo ciekawszy, niż temat rozmowy prowadzony przez jego towarzyszy.
Amodeus wgapił się w przestrzeń, niby przysłuchując się towarzyskiemu paplaniu, które roztaczało się dookoła niego. Tak naprawdę zawędrował w swych myślach na brudnego Nokturna, a dokładniej do obskurnego sklepu, w którym pracował. Dalej nie mógł zrozumieć, po co im te całe pajęczyny i kurz. Serio, klimat klimatem, ale zakaz zabijania pająków? Fakt, Prince potrafił docenić tego typu walory estetyczne, przyzwyczaił się do nich w Dziale Ksiąg Zakazanych, ale sklep? Przecież on tam zabiera drugie śniadanie i obiad, i kolację, a jeszcze czasami następne śniadanie, na kolejny dzień, na wypadek gdyby zatracił się aż tak w pracy, co czasami mu się zdarzało.
Wydawałoby się, że wszystkie informacje zasłyszane przez czas tych rozmyślań wpadały przez jedno ucho, po czym od razu wylatywały drugim. Jednak nie, coś było w stanie wyrwać go z tego niby letargu. Nazwisko. Leniwym ruchem zerknął na nowo przybyłego mężczyznę, o marchwiowo rudych włosach, od razu przynoszących skojarzenie o rodzinie Weasleyów. Na szczęście jego nazwisko brzmiało inaczej. Znał je, nie właściciela. Nawet się nie zdziwił, kiedy Samael pominął go przy przedstawianiu. W końcu porządny Avery nie powinien się zniżać do tego poziomy, aby wspominać o czarodzieju pół krwi, gdzieżby to, tak nie wypada. Ach, ile by Amodeus dał, aby utrzeć mu nosa i żeby ten poznał prawdę. Fakt, pewnie by się tym nie przejął, starszy brat jego przyjaciela wydawał się... dziwnym, bardzo specyficznym człowiekiem.
- Amodeus Prince. - dodał po chwili, kiedy inni, czytaj Samael, skończył wstępną gadaninę. - Fan pańskiej książki. - uśmiechnął się wesoło.
O dziwo nie skłamał, aż tak bardzo. Czytał dzieło Bartiusa, ale jakoś go nie porwało. Wilkołaki nie należą do ulubionej tematyki Amosa. Miła niespodzianka, kiedy okazało się, że autor jest całkiem przyjemny dla oka, a nie to co niektórzy pisarze, coś a'la znajomi Starego Ślimaka, podstarzałe śliwki.
Udawał przez jakiś czas, że muzyka, która zaczęła trafiać do jego uszu nie sprawia mu... nieprzyjemnych doznań. Nie, ten książę nie lubił grajków i ich brzdąkania. A jedyna myśl, jaka pojawiła się w jego głowie, kiedy usłyszał drażniące dźwięki, dotyczyła tego, jak to możliwe? Nigdzie przecież nie było instrumentów, więc skąd te okropne tortury się brały? Przyglądał się zjawie z nieskrywanym zaciekawieniem. Chyba on jako pierwszy zauważył nienaturalne szpony, które posiadała kobieta widmo. Dosłownie syknął na ich widok, ale nie zwrócił tym uwagi swoich towarzyszy. I ten gest, po którym przebiegły mu ciarki po plecach, ale nic więcej. Przynajmniej przez dłuższą chwilę. Allison zasłabła, akurat ze wszystkich na tej sali, musiało paść na nią. Søren chyba by go zabił, gdyby dowiedział się, że jego ukochanej siostrzyce stało się coś w obecności Amosa. Zerknął na zdenerwowanego Samaela, który rzucił się z pomocą siostrze. Jakoś nie za bardzo ufał mu, przynajmniej nie jego intencjom, bo o umiejętnościach nie miał pojęcia. Postanowił sam działać. Szybkim ruchem wyciągnął różdżkę z wewnętrznej kieszeni szaty. Zamachnął nią w powietrzu, celując w ducha. Nie mógł uleczyć blondynki, więc chociaż pozbędzie się jej oprawcy albo przynajmniej spróbuje.
-Servio. - ruszył ustami, wypowiadając inkantację.
Nie chciał wypowiadać czarno magicznej formuły wśród tylu ludzi, ale zrobił to. Nie żeby mogłoby to zaszkodzić jego reputacji, w końcu nie miał żadnej. Dodatkowo, nawet jakby jakąś posiadał, to praca w sklepie o takim asortymencie raczej nie pomagała. Nie będąc pewnym czy zaklęcie zadziałało na ducha, dodał już na głos.
- Wynoś się stąd! - powiedział to o dziwo spokojnym głosem, jakby przed chwilą nic się nie stało.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   13.08.15 23:40

The member 'Amodeus Prince' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 68


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   15.08.15 1:20

Duch pogłębił ukłon, kiedy Samael przepędził go precz, lecz nie drgnął nawet, by opuścić stolik. Trwał niewzruszenie, jak kamienny posąg urodziwej niewiasty.

Samael, dostrzegłszy plamę krwi, najwyraźniej zdecydował się odsłonić nogę Allison spod żałobnego materiału sukni. Zaklęcie magomedyka nie zadziałało jednak skutecznie; w reakcji z nieudanym czarem strużka zaczęła płynąć większym strumieniem. Być może to kwestia nerwów wywołanych słabszym stanem zdrowia siostry, a może Samael nie poświęcił wystarczająco dużo czasu na obejrzenie rany, celując w nogę na ślepo - a może jedno wynikało z drugiego.

Allison poczuła szarpnięcie w kolanie; upływ krwi, zamiast się zatamować, jedynie przybrał na sile. Wciąż słyszała głosy przy stoliku, były one jednak dalekie, obce, a czarny obraz przed oczyma odebrał jej już widoczność całkowicie. Nawet, jeśli kałuża krwi była zbyt mała, by dostrzegli ją wszyscy zgromadzeni w okół stolika, to Allison musiała zwrócić na siebie uwagę licem pobielałym jak kreda. Rozwarcie ust sprawia jej problemy, prawdopodobnie nie jest w stanie już wykrztusić z siebie żadnego słowa. Jeśli szybko nie otrzyma pomocy, straci przytomność.

Po rzuceniu zaklęcia duch uniósł pusty wzrok na Allison i już jął ponownie unosić dłonie, gdy trafiła go smuga czarnej magii zaklęcia Amodeusa. Klątwa opętała ducha; w jego oczach zapłonęła jeszcze głębsza pustka, a na polecenie czarnoksiężnika - srebrzysta zjawa rozpłynęła się w powietrzu. Każdy siedzący przy stoliku wyraźnie słyszał inkantację wypowiedzianą przez czarnoksiężnika. Trudno orzec, czy miał szczęście, że w pomieszczeniu nie znajdował się już nikt więcej - czy ufał wystarczająco każdemu ze zgromadzonych tutaj czarodziejów? Czy wierzył, że nikt nie zwróci uwagi na korzystanie z plugawej i nielegalnej czarnej magii? Ryzykował wiele - kary za podobne praktyki były niezwykle wysokie. Czy na pewno byli tutaj całkiem sami?

Po duchu pozostały jedynie jego dary - kosz czerwonych jabłek, misa winogron oraz dzban białego wina. Muzyka ucichła.

Przez kotarę przeszła kobieta odziana w czarną suknię, o twarzy zakrytej przejrzystym woalem eleganckiego kapelusza. Minęła stolik i zatrzymała się przy Herewardzie, zajmując go na moment grzecznościową rozmową.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   16.08.15 18:27

Jako psychiatra, Avery posiadał wiedzę niezbędną, aby zrozumieć działanie umysłów ludzi z rożnych grup społecznych. Oczywiście wierutną bzdurą było hasło propagowane przez szlamolubnych rewolucjonistów, które głosiło równość i nawoływało do utopijnego zjednoczenia. Zupełnie inaczej funkcjonowali arystokraci i prostaczkowie z dna przewodu pokarmowego, tak samo jak znacząco różniła się psychika męska od kobiecej. Ta druga była w paradoksalnym - bo uporządkowanym - chaosie. Banalna i prosta do przejrzenia, a jednocześnie skomplikowana i zagmatwana. Najprawdopodobniej dlatego kobiet miały takie problemy z racjonalnym podejmowaniem decyzji. Samael wolałby sczeznąć, niż pozwolić jakiejś przedstawiciele płci żeńskiej zabrać głos - głownie dlatego, iż uważał je za mocno niezrównoważone.
Oprócz szaleństwa na wszystkich ciążyła jakaś przypadłość, czyniąca je po prostu istotami nieznośnymi. Prócz chwiejności (kolejna cecha właściwa kobietom) były okropnie niewdzięczne; sekutnice i megiery, kłamliwe, zdradliwe i podłe. Avery obcując (niestety nie dosłownie) ze swoją siostrą od najmłodszych lat, miał okazję przekonać się o jej przywarach. Prócz piersi i kobiecości była w zasadzie jedną, wielką, chodzącą wadą - i chyba nawet te atuty nie mogły zdobyć jej odkupienia. Nie uwierzył w ani jedno słowo Allie - tej mógł bezkarnie, głęboko wedrzeć się do umysłu (fisting dla legilimentów), co przyprawiło go niemal o ekstazę wsród tych wszystkich robaczków, nie rozumiejących subtelnej (przynajmniej w jego wydaniu) gry pozorów. Chyba po raz pierwszy jednak był z niej naprawdę dumny. Zdumiała go nagromadzona w niej żółć oraz nienawiści - nie mylił się, określając ją harpią, czyhającą na padlinę. Tak postrzegała jego przyszłą narzeczoną? Avery postanowił, że zadba, aby gorzko się przeliczyła.
- Byłbym wobec tego wdzięczny, gdybście zaznajomiły ją z zasadami etykiety - odparł, skłaniając głowę najpierw w stronę Constance, potem wykonując go w mocno okrojonej formie w kierunku siostry. Niemalże dławił się tym gestem zobowiązania i poddania, lecz Samael wiedział, kiedy należało przełknąć gorzką dumę. Zdarzało się to nieczęsto, lecz w przypadku, gdy Allie z trudem podejmowała walkę o oddech - nie miał wyboru. Cenił jej życie ogromnie: nikt nie dostał prawa porywać się na jego własność. Swoje nieposłuszne zwierzątko chronił teraz własną piersią, niemalże rwąc sobie włosy z głowy i złorzecząc z rozpaczy. Trauma Krwi posiadała zbyt charakterystyczne objawy, aby mógł je pomylić lub przeoczyć. Otępiały przez moment przyglądał się jej lekko rozchylonym wargom - dopiero natarcie Amodeusa na widmo kobiety zafundowało mu otrzeźwienie. Nie umknęła jego uwadze czarnomagicznych formuła, uniósł lekko brew, lecz nie skomentował tego ni słowem. Był zbyt zaabsorbowany słabnącą siostrą, która w dalszym ciągu okropnie krwawiła - postanowił jednak pamietać o tym i w stosownym momencie podziękować Prince'owi.
- Fosilio! / spróbował raz jeszcze rzucić zaklęcie, jego głos zadrżał z obawy o życie Allie - już nie zauważał niczego poza nią. Przez przypadek strącił ze stołu misę z owocami przyniesioną przez ducha; żadna strata, Avery gotów był się założyć iż Hereward pogrążony w rozmowie z jakąś niewiastą, zdążył już stracić apetyt.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   16.08.15 18:27

The member 'Samael Avery' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 35


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   18.08.15 20:12

| Connie się wakacuje, więc lecimy dalej!

To miała być jedna z wielu styp, poprawnych aż do obrzydzenia. W momencie, gdy poczułam na  swojej tali obrzydłe łapska Samaela, powinnam wiedzieć, że coś pójdzie źle. Przebywanie w jego pobliżu, dłużej niż kilka minut, zawsze prowadzi do jakiegoś nieszczęścia – choćby utraty przytomności, nadszarpanej psychiki lub innych urazów, które wymagają interwencji uzdrowicielskiej. Pomocy, którą powinnam natychmiast otrzymać od swojego brata, który zareagował wyraźną złością – tylko na pokaz? – na niewielkie, lecz zgubne w skutkach skaleczenie zadane przez zjawę. Nie wiem, czy to wrażenie jest potęgowane przez ogarniający mnie lęk, lecz czuję się coraz gorzej, jakby pomoc miała nie nadejść. Wszystko wiruje, ciemność uparcie nie chce nadejść – a wszystko byłoby lepsze niż parszywe uczucie spadania, utraty kontroli nad własnym ciałem. Ostatnimi myśli, którymi łapię się świadomości, są lekko paranoiczne. To było jakieś zagranie, a może osobista zemsta? A może tylko wina jakiegoś narkotyku, który znalazł się w moim winie, wobec czego zjawa i utrata krwi to tylko wytwór mojej wyobraźni? Jeśli nie… Najprawdopodobniej Samael z wyrazem satysfakcji napawa się widokiem krwi uciekającej z mojego ciała, jestem w stanie zrozumieć brak reakcji z jego strony, lecz dlaczego nikt na sali nie reaguje, choćby wzywając magiczne pogotowie? Ktokolwiek?!
Klnę na siebie, że ostatnią porcję maści tamującej krwotoki, zwykle umieszczonej w medalionie, z którym się nie rozstaję, zużyłam przed tygodniem, kiedy nieuważnie, w nadmiernej złości rozbiłam kryształowy puchar. Szum w uszach przyjmuje formę szybkiego, niemiarowego łomotania, gdy serce próbuje pompować krew, której wciąż i wciąż ubywa z mojego ciała.  Walczę sama ze sobą, by nie zamknąć oczu, choć może – wieczna - ciemność byłaby lepsza, niż to co przygotował dla mnie Sam?


Powrót do góry Go down
 

Stolik nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Drewniany stolik
» Narożny stolik
» Stolik przy oknie
» Stolik nr 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Restauracja Le Revenant-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17