Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stolik nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stolik nr 3   02.08.15 19:02

First topic message reminder :

Stolik nr 3

Podczas pobytu w tej sali goście nie mogą się czuć do końca samotni… i to nie ze względu na ciekawskie obrazy, które bardzo chętnie słuchają wszystkich nowości ze świata zewnętrznego i bez najmniejszych ogródek je komentują. Wszyscy czarodzieje powinni być przygotowani na zimny dreszcz lub nowego kompana przy stoliku. Duchy zamieszkałe w tej restauracji obrały sobie ją jako punkt swoich depresyjnych spacerów, przenikając przez przybrudzone ściany bez żadnego wstydu. Bardziej spostrzegawczy mogą dostrzec, ze światło świec nie jest tutaj tak jasne jak w innych częściach restauracji… czyżby to właśnie to miejsce było dopełnieniem cichej legendy o dodatkowych, niekoniecznie pożądanych, składnikach w pieczeni? Czy może wydarzyło się tutaj zupełnie coś innego?

UWAGA Aby przemieścić się po pomieszczeniach wewnątrz restauracji, należy rzucić kością opisaną jej nazwą.

1 - postać przechodzi do stolika nr 1
2 - stolik nr 2
3 - stolik nr 3
4 - wejście
5 - bar
6 - fontanna
7 - taras
8 - korytarz

Wartość zdublowana (np. wyrzucenie czwórki, podczas gdy postać znajduje się przy wejściu) upoważnia do dowolnego przemieszczenia się po wyżej wymienionych pomieszczeniach. Pierwszy post powinien zostać umieszczony przy wejściu.

W przypadku, gdy postać zgodnie z wyrzuconym rzutem powinna przenieść się do wątku, w którym znajduje się inna postać należąca do tej samej osoby (multikonto) do rzutu należy dodać jedno oczko, a następnie podążyć za powyższymi wskazówkami.


Pierwszy post na stypie Barry'ego Weasleya: LINK


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   28.08.15 10:15

The member 'Samael Avery' has done the following action : Rzut kością

#1 'k100' : 13

--------------------------------

#2 'k100' : 4


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   28.08.15 13:56

Dzięki pomocy udzielonej w mugolski sposób zaczynam czuć się praktycznie lepiej, czerń przed oczami stopniowo ustępuje. Kto by pomyślał, że magia okaże się zbędna, gdy zawiodą stalowe nerwy. Lecz w czym mogą pomóc te działania, gdy za pomocą magii otwiera się u mnie kolejna żyła; tym razem ta na ręce, a krew wypływa kaskadami.
Umieranie przez wykrwawienie na pewno nie jest jedną z gorszych śmierci. O wiele nieprzyjemniejsze byłoby uduszenie, spalenie żywcem czy śmierć poprzedzona wielogodzinną agonią powodowaną mało wyrafinowanymi torturami. Moje kostucha jest łagodna, podobna do zaaplikowania eliksirów nasennych, z którymi walka jest bezcelowa – jako alchemik wiem doskonale, że wszelkie opieranie się ich działaniu tylko potęguje efekt. Senność jest obezwładniająca. Zanim zalewa mnie błyskawicznie narastająca ciemność, jeszcze jestem w stanie zarejestrować co mnie zabija – nadmierna chęć pomocy. Czyż to nie zabawne? Zawsze myślałeś, że śpieszysz mi na ratunek, lecz każdą próbą niesienia pomocy, tylko mnie niszczyłeś, w sposób niezwykle powolny i boleśnie odczuwany przez długie lata. W końcu przerzuciłeś się na fizyczne ciosy – jak czujesz się z rubinowoczerwoną cieczą na rękach, wypływającą z mojego kruchego ciała? Z każdą kroplą upływa także życie, którego tak nienawidzisz.
Śmierć jest śmieszna, irracjonalna w swoim bycie – kończy to co uważamy za pewne, otwiera oczy na własną kruchość, a zamiast wspomnień ze swojej egzystencji mój mózg zajmuje się rzeczami drugorzędnymi, o których normalnie nawet bym nie pomyślała. Dopiero teraz dociera do mnie, że Constance zniknęła, jakby wyparowała, a przy stoliku nie ma ani jednej przychylnej mi osoby – może to i lepiej – nie chciałabym zbrudzić jej żałobnej sukni. Zapewne w najbliższym czasie będzie miała okazję ją wykorzystać.
Wraz z opadnięciem powiek, wszystkie hałasy znikają.


Powrót do góry Go down
James William Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t748-james-william-crouch#2758
auror
35 lat
Szlachetna
Kawaler
Świat wyszedł z formy -i mnież to trzeba wracać go do normy!
8
8
3
0
3
4
0
3
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   01.09.15 0:32

Zakrztusił się czarnoksięskim dymem, odruchowo cofając się i osłaniając twarz ręką. Czy dobrze zrozumiał krzyki tamtego mężczyzny? W owocach kryła się zaraza? Tym szybciej należało się stąd wynosić.
Niepowodzenia swego zaklęcia nie skomentował w żaden sposób, nie klął ani nie zastanawiał się nad miejscem, w którym popełnił błąd. Była to żelazna zasada strzelectwa, wpojona mu lata temu przez pewnego leciwego sierżanta. Każdy chybia. Kto nazbyt zdenerwuje się pudłem, chybi po raz kolejny. I znów, i znów, z każdym następnym razem jest gorzej -to samonakręcająca się spirala, z której za wszelką cenę trzeba się wyrwać... Wydaje się to proste, kiedy strzelasz do butelek, albo tarczy na strzelnicy. Chybiasz, oddychasz głęboko, uspokajasz tętno... Kiedy jednak kule świstają nad głową, a z każdym pudłem szarżujący wróg jest coraz bliżej i bliżej, strzela coraz celniej i celniej, karabin zaczyna nagle ciążyć jak ołów, oczy zachodzą mgłą, koniec lufy drży a muszka wprawdzie przechodzi przez sylwetkę celu, ale nie chce się nań zatrzymać...
Dlatego też, oczyściwszy nieco płuca i zebrawszy myśli, James uniósł różdżkę po raz kolejny.
-Nie próbujcie przechodzić przez drzwi! -rzekł spokojnie, ale tonem nie znoszącym sprzeciwu. -Inne części restauracji również mogły zostać zaatakowane, a ostatnie, czego nam trzeba, to uciekać stąd w jeszcze gorsze niebezpieczeństwo. Albo -tu spojrzał na półprzytomną Allison -zabierać tam ranną.
To rzekłszy, obrócił się do nich plecami. Jeśli dobrze rozumiał, w La Revenant to drzwi były magiczne -i teleportowały przechodzących do innych, losowo wybranych, o podobnym działaniu. Pomieszczenia winny jednak normalnie graniczyć ze sobą przez ściany -na tym założeniu zasadzał się jego plan.
-Porta Creare -wypowiedział inkantację, licząc, że utoruje sobie i innym drogę do holu wejściowego.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   01.09.15 0:32

The member 'James William Crouch' has done the following action : Rzut kostkami

#1 'k100' : 20

--------------------------------

#2 'k100' : 50


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   02.09.15 19:12

Zaklęcie się udało, co nie było niczym dziwnym. Efekt, och ten śliczny, całkowicie bezużyteczny promień. Cóż, spodziewał się takiego obrotu spraw. Czyli te dziwne kulki, które do złudzenia przypominały winogrona, zapewne nie były zaklęciem. Amodeus miał wielką ochotę, aby pochwycić kilka i zabrać je ze sobą do domu. Tak, tak bardzo kusząca myśl, ale nie! Musiał się opamiętać, nie może marnować czasu, cholera, na zbieranie obiektów doświadczalnych! Søren by go najpewniej zabił, gdyby pozwolił jego ukochanej bliźniaczce zginać. Taki dylemat! Śmierć z ręki przyjaciela nie byłaby najgorszym możliwym scenariuszem. Zawsze mógł pozbyć się go ze swego życia, a powolne umieranie, w rozpaczy, zdając sobie sprawę z zawodu, jaki przyniósł swemu najwierniejszemu towarzyszowi.
Nawet nie zauważył, kiedy jego różdżka potrąciła jeden z latających niby-owoców. Efektu też nie wyczuł, niewypał? Chyba miał nieco więcej szczęścia, niż skradający się typek, który zakrztusił się dymem. Sprytna zjawa, czyżby nie wszystkie winogrona były zatrute, a może to które potrącił odniosło jakiś efekt, ale po prostu jeszcze go nie odczuł? Mniejsza. Jego uwaga skupiła się na fontannie krwi, która wydobyła się z nadgarstków rodzeństwa Averych.
- Lul Gijak-Ishi! - zaklął paskudnie, wcale nie siląc się na dyskrecję. Nie żeby zakładał, że ktoś to i tak zrozumie. Znajomość goblińskiego nie była powszechną umiejętnością.
Nie przejął się za bardzo tą całą gadką o groszopryszczce. No sami pomyślcie. Czy z tej nazwy można wywnioskować, że zaraz wszyscy tu padną trupem? Nie? Właśnie. Amodeus uniósł więc różdżkę, nie siląc się nawet na unikanie latających winogron. Dawno już nie używał tego zaklęcia. Gdyby nie ten głupi uzdrowiciel, to nie musiałby się do tego posuwać. Ech, pokonani przez ducha.
- Medico. - wypowiedział inkantację spokojny głosem, jak to zwykł już robić.
Nawet nie spojrzał na mężczyznę, który śmiał mówić mu, co ma robić. Phi, jakby coś takiego, mogło im zagrażać. W tej sytuacji, jedynym niebezpieczeństwem były nieudane zaklęcia Samaela, czarodziej od siedmiu boleści. Widać dobra krew to nie wszystko, a zadzieranie nosa, jakby było się następnym Merlinem nie zawsze popłaca. Im wyżej się wzbijesz, tym boleśniejszy będzie upadek. Ciekawe, czy jego ojciec też był tak nadętym bufonem...





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   02.09.15 19:12

The member 'Amodeus Prince' has done the following action : Rzut kostkami

'k100' : 69


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   03.09.15 0:45

- Panie Avery, zabije ją pan, proszę się uspokoić, opatrzyć własne rany! Nie, nie. Niee! Proszę już nie rzucać żadnych zak... Jasna cholera.
Zaklęcia Samaela doprowadzały jego i siostrę do coraz bardziej opłakanego stanu. Najnowszy wymysł uzdrowiciela pozostawił jego i Allison z rozerwanymi żyłami, z których krew ochlapała również Herewarda. Pięknie, cudownie. Jego szata wyjściowa nigdy więcej nie będzie się nadawała na żadną uroczystość. Jeszcze te winogrona. Wydawało mu się, że to najbliżej niego wybuchło, ale nie miał pewności. Trzeba wezwać medyków. Bartius jednak nie mógł tego zrobić. Zajęty był osłanianiem się od krwi, krwiożerczych winogron i ogarniętego amokiem Samaela, któremu próbował przeszkodzić w rzuceniu kolejnego zaklęcia, które mogłoby doprowadzić kogoś do śmierci. Dodatkowo trzymał nogę Allison, która zaczynała mu pomału ciążyć, a po chwili drugą ręką, zwinnie chowając różdżkę, pochwycił dłoń kobiety. Nie miał czasu na opatrunki. Co ważniejsze, nie miał wolnych kończyn, które nadawałyby się do wykonywania takich skomplikowanych operacji. Chwycił więc ramię omdlałej niewiasty i spróbował zatamować jej krew poprzez uciśnięcie żyły nad rozcięciem. Nawet nie wyobrażał sobie jak musiało to boleć. Rękę również podniósł, by krew nie dochodziła do niej zbyt szybko, by nie wypływała strumieniami. I tak stał trzymając ręce nad głową, pokrwawiony, z pryszczami na twarzy, których nie mógł zobaczyć. Na szczęście winogrona się odsunęły. Niech tylko medycy tu przyjdą.
Ktoś coś mówił. Nie idźcie tamtędy, chodźmy tędy. Nie ruszajcie się. Barty nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Gdzie miał iść? Jak miał iść? Nie znajdując odpowiedzi na pytania po prostu został na miejscu. Próbując przeszkodzić Allison w wykrwawieniu się starał się ją zasłonić przed zaklęciami Samaela, które z niewiadomych przyczyn bardzo mu dziś nie wychodziły. Rana, której się nabawił z pewnością mu nie pomagała. Trzeba wezwać medyków! Ale Hereward nie miał jak. Różdżka spoczywała gdzieś w kieszeni. Na szczęście nie on jeden na to wpadł. Amodeus skorzystał z faktu, że przejście było odgrodzone, winogrona nie stanowiły większego zagrożenia. Zaraz... Czy on wcześniej miał tę wysypkę? Nie, Bartiusowi pewnie się przewidziało. Ta krew pewnie pochlapała również jego. No szybciej, zabierzcie nas stąd.
Powstały chaos i zamieszanie miały jedną pozytywną stronę, nikt nie usłyszał jak Herewardowi zaburczało w brzuchu.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   08.09.15 13:14

Samael nakazał sprowadzić uzdrowicieli, samemu dobijając Allison; krew po raz wtóry bryznęła grząskim strumieniem, przebijając się przez prowizoryczny opatrunek, pomimo nogi uniesionej ku górze, choć trwało to tylko chwilę - miała w sobie coraz mniej krwi. Przez bladość skóry dziewczęcia przebijał się błękit coraz słabiej pulsujących żył. Hereward usiłował ściskać jej ramię; nie znał się na tym, nie potrafił więc orzec, czy węższa strużka krwi wynikała z jego pomocy, czy może z tego, że Allison nie miała już czym krwawić.
Rzucenie zaklęcia wymagało od Samaela wysiłku, jego rozerwana żyła rozszarpała się mocniej pod wpływem szaleńczo pulsującej pod wpływem gwałtownych emocji krwi, a strumień przybrał na sile. Czuł upływ krwi, zawróciło mu się w głowie, a ściskanie różdżki wydawało mu się coraz trudniejsze... Pod nogami rodzeństwa zgromadziła się już głęboka kałuża bliźniaczej krwi.

James rzucił zaklęcie, lecz nie było już potrzebne, Hereward odesłał winogrona z przejścia, torując drogą od stolika do wyjścia. Jeśli tylko będą uważali, owoce nie będą stanowiły już dla nikogo zagrożenia.

Medycy przywołani przez Amodeusa zjawili się niemal natychmiast. Dwóch rosłych mężczyzn z pomocą Herewarda przetransportowali Allison do zaczarowanego pojazdu, którym przybyli; filigranowa blondynka w tym czasie zasklepiła na szybko ranę Samaela, przyjrzawszy się jednak uważnie pozostałej czwórce, oświadczyła, że musicie udać się wraz z nią do szpitala. Nie chciała słyszeć sprzeciwu i nie mieliście wielkiego wyjścia: wszyscy musieliście opuścić restaurację i udać się do Munga. Zostaliście rozdzieleni z Allison, którą zajęto się od razu na odpowiednim oddziale.

Wszyscy opuścili temat. Punkty za wzięcie udziału w evencie otrzymacie przy okazji ogólnego podsumowania wydarzenia.


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   14.08.17 15:08

W końcu trumna zatonęła w ziemi, ucichły łkania, kwiaty zostały złożone na grobie i żałobnicy zaczęli opuszczać położony w Devon, stary cmentarz - uroczystość pogrzebowa dobiegła końca. Najbliższa rodzina Barry'ego uprzedzona listowną informacją zebrała się w jednym miejscu, by za pomocą świstoklika przeteleportować się do restauracji Le Revenant - lokalu, w którym miało odbyć się nieco mniej uroczyste pożegnanie członka ich rodziny przy wspólnym obiedzie.

Wszyscy goście zostali zaproszeni do stolika nr 3 - stali bywalcy restauracji mogli dostrzec, że na potrzeby spotkania znacznie powiększono znajdujący się w tym zakątku stół. Postaci uwięzione w ramach obrazów uważnie obserwowały zbierających się oraz zasiadających do stołu gości, choć nie komentowały tego nawet słowem. Duchy, które często miały w zwyczaju pojawiać się przy tym stoliku,  także nie zaszczycały żałobników swoją obecnością - zupełnie jakby obsługa restauracji w jakiś sposób zdołała przekonać je do współpracy.

Państwo Weasley - rodzice Barry'ego - nie zagościli na stypie zbyt długo. Oczy pani Weasley zapuchnięte były od łez, a twarz jej męża była blada i biła od niej nieudolnie skrywana rozpacz. Z bardzo smutnymi uśmiechami przyjęli kondolencje; przypominali bardziej duchy niż prawdziwych ludzi. Po krótkim czasie liche zdrowie pana Weasleya posłużyło im za wymówkę i czarodzieje powrócili do domu, pozostawiając żałobników samym sobie - nietrudno było się jednak domyślić, że prawdziwą przyczyną był żal, który rozrywał im serce: w końcu przyszło im pochować syna.

Stół miał kształt przypominający literę L - dzięki temu mogło toczyć się przy nim równolegle kilka różnych rozmów, a jednocześnie każdy z gości mógł słyszeć wszystkie słowa, jakie padały. Ciotka Morgan, starsza pani przy kości o zaskakująco uprzejmym wyrazie twarzy, zajęła strategiczne miejsce przy stole - takie, które pozwalało jej na obserwowanie wszystkiego, co dzieje się wśród gości. Przez większość czasu milczała, zajęta jedzeniem, ewentualnie prowadziła krótkie, przyjemne dyskusje z otaczającymi ją osobami, choć nigdy sama ich nie inicjowała; za to z dużą uwagą przyglądała się wszystkiemu, co działo się wokół, jakby szukając sensacji. Jedno mogło być pewne - jeśli któraś rozmowa przykuje jej uwagę, z pewnością wtrąci swoje trzy knuty.

Gdy wszyscy zasiedli już do stołu, uprzednio wybrawszy sobie miejsce, goście mogli wybrać jedną z dwóch potraw przygotowanych przez kucharzy; niewylewni kelnerzy nazwali je specjalnością lokalu i, jak zwykle preferując milczenie, nie odpowiadali na żadne pytania gości, nawet jeśli ci chcieliby dowiedzieć się, co dokładnie zamawiają. Obie potrawy wydawały się umagicznioną wariacją opartą na standardowych angielskich daniach: pierwsza z nich przypominała pieróg kornwalijski, choć została przygotowana w niespodziewanie wykwintny sposób - pieróg podano jednak w bardzo małej porcji, która smakowała wyśmienicie, ale głodny czarodziej nie zdołałby się tym najeść. Drugą było beef Wellington, wołowina w cieście francuskim z dodatkiem grzybów - to danie również smakowało wspaniale, jednak odgadnięcie, jakich grzybów użył do tego szef kuchni, byłoby niemożliwe - miały smak jakby nieco inny niż zwykle.

Za każdym razem, jak któryś z gości zapragnąłby zamówić coś jeszcze - czy to napój (nawet alkoholowy - kelnerzy wspomnieli coś ukradkiem o znakomitym skrzacim winie, w posiadanie którego weszło niedawno Le Reventant), czy deser - to enigmatyczni kelnerzy zjawiali się jak na zawołanie. Oferowali jeden z trzech deserów - tradycyjne apple pie, crumble z owoców leśnych (w którym dało się wyczuć lekką, uszlachetniającą nutę słodkiego alkoholu) bądź truskawkowe trifle.

Zajmowanie miejsc przy stoleZgodnie z zasadą "kto pierwszy, ten lepszy" zaznaczajcie w swoich postach, które miejsca zajmujecie przy stole - poniższa wizualizacja stolika będzie uzupełniana na bieżąco.



Przemieszczanie się między tematamiObsługa Le Revenant obiecała, że - pomimo charakteru lokalu - umożliwi gościom swobodne przemieszczanie się pomiędzy pomieszczeniami. Zazwyczaj goście restauracji nie mają kontroli nad tym, dokąd trafią, przechodząc przez drzwi. Teraz miało ulec to zmianie - coś jednak poszło nie tak.

W trakcie stypy nie obowiązuje losowanie lokacji, do której się trafi, opisane w pierwszym poście tego tematu; w związku z tym, że do dyspozycji gości zostały oddane tylko trzy pomieszczenia, losowanie odbędzie się wyłącznie w ich obrębie.

Opuszczając temat należy wykonać rzut kością k3 na to, do którego tematu się trafi. Jeżeli wypadnie liczba wskazująca na temat, w którym postać znajduje się już teraz, do wyniku należy dodać 1.

1 - stolik nr 3
2 - taras od frontu
3 - bar


Dodatkowe atrakcjeJak zostało wspomniane to w poście, milcząca ciotka Morgan uważnie słucha przeprowadzanych rozmów - a jeśli któraś przykuje jej uwagę, z pewnością zainterweniuje. Starajcie się też dość dokładnie opisywać, co i w jakich ilościach je - oraz pije - Wasza postać; Le Revenant słynie z niespodziewanych, magicznych atrakcji. Ale nie bójcie się: nie jest powiedziane, że będą one nieprzyjemne.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

bo tyle we mnie szkła
tyle d r z a z g

9
4
7
3
14
0
1 (28)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   18.08.17 20:15

To był ważny dzień dla jej rodziny – ważny, ale obarczony ciężarem żalu i smutku po stracie ważnego jej członka. Eileen, od czasu, gdy do jej uszu dotarły te okropne wieści, wyrzucała sobie, że ostatecznie przed śmiercią Barry’ego nie mieli wcale kontaktu. Właściwie ten kontakt urwał się po tym, jak przyszła do Weasleyów, by oddać w ich dłonie świadomość posiadania w jej osobie kuzynki. Było ciasto marchewkowe, szok, łzy i proszek buchający z nieoczekiwanego listu. I to tyle. Nie zdążyła go zbyt dobrze poznać, nie wymienili ze sobą nawet kilku listów. Zadawała więc sobie pytanie, czy powinna go żałować tak, jak reszta rodziny. Nie czuła się źle, słysząc owe pytanie tylko w swojej głowie. Trudno jej było udawać, więc postanowiła, że po prostu nie będzie się udzielała. Przekaże tylko słowa współczucia rodzinie i… i będzie miała nadzieję, że nikt nie oskarży jej o bycie osobą małostkową czy odznaczając a się ignorancją w stosunku do tak ważnego wydarzenia.
Pogrzeb się skończył, a ona zostawiła drobny bukiecik konwalii przy grobie Barry’ego, patrząc na kamień, na którym wypisane było krótkie epitafium, z pewną tęsknotą, może żalem, ale tylko do samej siebie. Ludzie tak szybko odchodzili. Wystarczyło nie patrzeć w ich kierunku zaledwie przez chwilę, a już znikali, ciągnąc za sobą sznur wspomnień i sentymentów.
Wzdychała ciężko, gdy szła obok swojej matki, ściskając ją mocno za dłoń i zerkając w stronę tych, którzy byli tak bliscy jej sercu, którzy jeszcze żyli. W stronę Barty’ego, w stronę Just i Garretta. Pomony, Samuela, całej reszty. Przeszło wam przez głowy myśl, że niedługo my możemy skończyć tak samo? Ile jeszcze śmierci przyjdzie nam przeżyć?
Takie ponure uroczystości zmuszały do pochylenia się nad kwestią życia i śmierci.
Podróż świstoklikiem zakończyła się na szczęście bezpiecznie, chociaż przez ten jeden moment, gdy trwali w nieznanej przestrzeni, bała się, że majowa magia wibrująca w powietrzu wyrzuci ich na sam środek pustkowia. Szybko odnalazła matkę i rozejrzała się wśród tych, którzy przybyli zaraz za nią, żeby odnaleźć ojca. Wiedziała, jak ciężko mu było. Jak ciężko im wszystkim było.
Został ze swoim bratem? – zadała jej ciche pytanie, nie do końca potrafiąc nadać mu miano swojego wujka. Weasleyowie, choć balansowali na tej cienkiej linie, wciąż uznawani byli za szlachtę i jakoś nie potrafiła nadać sobie pełnych praw do wcielenia się w tę rodzinę tak… do końca. Dotknęła dłonią jej ramienia, drugą poprawiając lekko kłujący w szyję biały kołnierzyk prostej, czarnej sukienki do kolan, której rękawy sięgały samych nadgarstków. Rude włosy leniwie wymykały się spod wsuwek wplecionych między wianuszek upleciony z warkoczy. Teraz naprawdę do nich pasowała – do Weasleyów. A to wszystko przez felerną pomyłkę przy tworzeniu eliksiru na porost włosów. Rozglądała się chwilę za poszczególnymi osobami. Chciała złapać Garretta, Lyrę, zamienić z nimi słowo czy dwa. Przeniosła jednak wzrok z powrotem na matkę. Nie wyglądała dobrze. Eileen uparła się jednak przy tym, że wyjście do innych czarodziejów dobrze jej zrobi. Nawet jeśli był to pogrzeb. – Podejdziesz ze mną do Garretta?
Kątem oka uchwyciła jego sylwetkę. Stał wyprostowany, ale wiedziała, że wiele kosztowało go zatuszowanie ciężaru spoczywającego na własnych barkach. Posłała mu krótki, przytłumiony uśmiech i wsunęła dłoń pod ramię mamy.




Już od jakiegoś czasu czuję zapach kwiatów
choć nie ma żadnych wokół


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   19.08.17 23:03

Śmierć była tak zadziwiająco realna. Chyba to uderzyło Julię najbardziej. Kiedy była młodsza, trudno było jej uwierzyć, że człowiek może tak po prostu przestać istnieć, że to co najcenniejszego znajduje się gdzieś w naszych ciałach może wyparować, ulotnić się i... i co dalej? Świadomość, że pomiędzy rodzeństwem Prewettów powinien być jeszcze jeden, najstarszy syn tkwiła gdzieś z tyłu jej głowy, podtrzymywana opowieściami o nim, czy pewnym smutkiem w spojrzeniu matki czy ojca w dni będące rocznicami jego narodzin, śmierci, czy inne chwile kiedy znów wspomnienie utraconego dziecka powróci do ich myśli. To jednak stało się w czasach których nie mogła pamiętać, była zbyt mała.
Później śmierć oczywiście znów się zjawiała, zabierała osoby starsze, czasem schorowane, nigdy dotąd jednak nie dopadła spomiędzy bliskich jej osób kogoś młodego i zdrowego, pełnego życia. W dodatku w tak brutalny sposób. Julia miała dreszcze, gdy spoglądała na rodziców Barry'ego. Co czuje rodzic, który chowa własne dziecko? Co czuje brat chowający młodsze rodzeństwo? Chyba to przerażało ją najbardziej. Mocniej, niż temu kto stracił życie współczuła osobom, które żyją dalej, obciążone żalem po utracie kogoś, kto był im bardzo bliski.
Ona sama czuła się dziwnie.
I zbyt realnie. W ostatnim czasie potwornie dużo się działo, dużo w większości złych rzeczy i, choć wydaje się, że póki co jest trochę lepiej, oczywistym było, że to jeszcze nie koniec.
Podeszła do rodziców Barry'ego, by złożyć im kondolencje, jednak jakiekolwiek słowa wydawały się jej bezsensowne. Nie znała ich bólu. Nie mogła go rozumieć. A nic, co mogłaby powiedzieć by im nie pomogło. Po chwili krępującego milczenia, wydusiła z siebie przykro mi, uściskała panią Weasley, podała dłoń jej ojcu czując się rozdygotana już po tych kilku chwilach. Wróciła do Lorraine, której trzymała się także na pogrzebie.
Wzrokiem wyszukiwała także Garrett'a czy Lyry. Jak się czują? A Brendan, Neala? Nie byli rodzeństwem Barry'ego, jednak wciąż tą najbliższą rodziną. Jakiekolwiek różnice przestawały mieć w takich chwilach znaczenie. Chciała do nich podejść, jednak jeszcze nie teraz, w pierwszym chaosie przenoszenia się tu z samego pogrzebu.
Zerknęła na bratową, czując się przy tym dziwnie nie na miejscu, nie widząc co powiedzieć, kiedy do głowy przychodziły jej jedynie oczywistości których nie chciała werbalizować. Widziała, jak rodzice Barry'ego odchodzą, odprowadziła ich spojrzeniem. Nikt tutaj nie mógł ich pocieszyć. Siadła w końcu przy stole (11) obok Lorraine (10)*, niczego jednak póki co nie zamawiając.


*o ile mogę posadzić inną postać, ustalone z Lorką




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Yesterday at 20:50

Ich obecność nie była niepożądana, tak naprawdę była całkiem na miejscu. Zawsze wierzyła, że na pogrzebach największym oparciem są ludzie prawdziwie żałujący straty, nie ci bliscy, którzy zjawiali się tam z powinności, a w rodzinie nigdy takich nie brakowało. Stali w pierwszych rzędach kreując się na największe ofiary, a w myślach odliczali czas do zakończenia ceremonii. Podłe sępy.
Szła obok Eileen, pragnąc być dla niej wsparciem na jakie zasłużyła, ściskając ją za rękę trzymać ją w ryzach i budować w niej siłę, której tego dnia potrzebowała. Wierzyła, że będąc tuż obok pomoże jej przebrnąć przez smutek jaki czuła — zbyt wiele pogrzebów ostatnio miało miejsce. Powinno być odwrotnie, powinni spotykać się na ślubach i cieszyć z poszerzającego grona. Podróż świstoklikiem szybko minęła, nie odczuła jej zbytnio. Kiedy tylko znalazła się we właściwym miejscu, panicznym, nieco histerycznym spojrzeniem poszukała Eileen. Po ostatnich wydarzeniach, choć nie była wcale ich częścią, czuła paniczny strach. Widziała blizny na jej plecach, wiedziała przez co przeszła i za każdym razem coś potwornie ściskało jej serce. Nie mogła sobie wybaczyć jako matka, że nie była w stanie uchronić ją przed takim cierpieniem. Nie udało jej się z Rossą, nie mogła pozwolić, aby to samo przydarzyło się jej drugiej córce. Kiedy ją ujrzała, włożyła cały wysiłek w to, by nie dać po sobie poznać, jak bardzo się zleknęła, że na chwilę straciła ją z oczu. Nie mogąc jednak pohamować głupiego odruchu objęła ją mocno i ciasno, zatapiając twarz w jej włosach. Na krótko, szybko zdała sobie sprawę jak mogło to wyglądać, więc uśmiechnęła się pokrzepiająco, gdy ich spojrzenie się spotkało. Była już dorosłą kobietą, nie mogłą o tym zapomnieć, lecz każda taka chwila przypominała jej o bolesnej stracie, której nie chciała przeżywac po raz kolejny.
— Tak, zaraz do nas wróci, Skarbie — odpowiedziała i wyciągnęła rękę, by poprawić jej włosy. Były gładkie i lśniące, jak zwykle piękne, upięte w wymyśle warkocze. Chwyciła pojedynczy kosmyk, który wypadał z jej splotów i okręciła wokół palca, by nadać mu harmonijnego kształtu, a po tym posłałą jej ciepły, pełen wsparcia uśmiech. Zawsze uważała, że pięknie jej w warkoczach. Podkreślały jej dziewczęcą urodę, krągłą buzię, słodkie rumieńce i błyszczące oczy. Była piękna, nawet dziś, kiedy na jej twarzy malowało się delikatne zmęczenie.
— Oczywiście, kochanie — odparła, próbując podążyć spojrzeniem za jej wzrokiem, wypatrując rudego młodzieńca. Szybko go dostrzegła, trudno go było przeoczyć. — To on, prawda?— spytała, przyglądając mu się przez chwilę. Młody, przystojny, o chłodnym spojrzeniu. Chciała powiedzieć, jaka to wielka strata, żegnać ukochanego brata, ale szybko uświadomiła sobie, że jej córka była w tej samej sytuacji nie tak dawno temu. Powróciła do niej wzrokiem, by pogładzić ją czule po policzku. Moja mała. — Chodźmy. Na pewno poczuje się lepiej, kiedy się przywitasz — zachęciła ją, a następnie chwyciła mocno za rękę i pociągnęła w kierunku mężczyzny.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Today at 0:12

To smutne. Jak bardzo nie potrafimy już żyć. Nie ma sposobu na pogodzenie się żalem, który pojawia się w naszym sercu i w naszej duszy gdy kogoś tracimy. Każdy skupia się na tym jak będzie wyglądało jego życie pomijając to jaka może być śmierć. Czujemy ciężar problemów, przeżywamy każdy dzień planując kolejny jakby był pewnością, pozwalamy by lenistwo, niechęć i złość pchało nas ku przyszłości nie zastanawiając się czy ta w ogóle może nadejść. Nie wierzymy w śmierć póki ta nie zapuka do drzwi naszych bliskich bądź nas samych, a przecież ona jest przy nas każdego dnia. To ta niepewność, którą skrywamy w sobie. Czasem jest powolna; pojedyncza zmarszczka na uśmiechniętej twarzy matki, obolałe plecy dziadka, który pół życia spędził na ciężkiej pracy fizycznej, pierwszy siwy włos na naszej głowie. Czasem jednak jest gwałtowna, zbyt wczesna, rozrywająca serca. Lorraine bała się przyjść na pogrzeb. Oczywiście wiedziała, że musi to zrobić dla Garretta, Lyry i… samego Barrego. Byli rodziną, a rodzina to nie tylko te wszystkie dobre chwile spędzone w salonie ich posiadłości czy też w czterech ścianach zakonowej chaty. To nie śmiech i wymieniane przyjacielskie złośliwości. To też łzy, ból, strata i smutek. To wspólne trwanie przy sobie we wszystkich momentach. Jednak bała się tutaj przyjść. Przez długi czas trzymała w sobie to co czuje. Wierzyła, że wychodząc z domu by dzierżyć różdżkę w dłoni są chronieni. Bo przecież są czarodziejami, bo przecież chcą czegoś dobrego dla tego świata i nie zasługują by tak szybko z niego odejść. Choć była pewna tego co robią to takie dni jak ten przywoływały w niej niekontrolowane myśli. Czy coś się zmieni kiedy odejdzie? Czy świat na chwile zatrzyma się w ciągłej walce by zrozumieć to jak bardzo walczyła? Czy zegar w salonie ich posiadłości zapomni o wybiciu godziny na jej popołudniową herbatę? Czy dzieci wyryją sobie w pamięci jej uśmiech by móc go sobie odtwarzać co noc? Wszystko przeminie. Najpierw będzie smutek, żal, przerażenie prędką śmiercią, ale potem wróci życie i śmierć znowu zejdzie na drugi plan by przypomnieć o sobie kolejną pustką w sercu, kolejnym zimnym grobem. Pogrzeb był smutny, ale przecież wszystkie takie są. Ten był jednak szczególnie smutny, a zwieńczeniem wszystkiego była cisza. Taka, której nikt nie chciał przerwać choćby głębszym oddechem. Razem z Julią weszły do Le Revenant chcąc po prostu być. Doskonale wiedziała, że nie istnieją słowa, które można w tym momencie powiedzieć. Nic nie zagoi rany, która tworzy się po stracie dziecka, nic nie wyrzuci z głowy obrazu martwego brata. To jedyne co mogły zrobić. Lorraine podeszła by złożyć krótkie kondolencje rodzicom Barrego, a następnie odwróciła się w poszukiwaniu Garretta i Lyry. Widząc ich ciągle pogrążonych w rozmowie postanowiła usiąść i poczekać. - Czas nie czeka na nikogo. - mruknęła cicho spoglądając na Prewettównę. Dziś dało się to odczuć w szczególności.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
 

Stolik nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Drewniany stolik
» Narożny stolik
» Stolik przy oknie
» Stolik nr 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Restauracja Le Revenant-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17