Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Most Westminster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Most Westminster   10.03.12 22:14

First topic message reminder :

Most Westminster

Ten najsłynniejszy angielski most ulokowany tuż obok Pałacu Westminsterskiego łączy ze sobą kluczowe londyńskie dzielnice: Lambeth i Westminster. Tak jak większość mostów przewieszonych nad rzeką Tamizą, tak i ten służy zarówno do przemieszczania się nim pieszo, jak i obsługuje ruch samochodowy, stąd w każdej chwili panuje na nim gwar i tłok. Najstarszy w Londynie, posiadający ponad stuletnią historię pamięta kadencje kilku mugolskich premierów Anglii, a także i Ministrów Magii, wielokrotnie zresztą próbujących zatuszować przed niemagiczną społecznością wojenne zniszczenia tudzież skutki mniej lub bardziej zmyślnych zaklęć. Zbudowany ze stalowej konstrukcji z siedmioma łukami pomalowany został na zielono, tak jak pomalowane są siedzenia w Izbie Gmin, która umiejscowiona jest w samym Pałacu Westminster. Nie brak tu jednak również odwołania do Ministerstwa Magii - na niektórych z łuków umiejscowiono fioletowe pasy, tym razem nawiązujące do kolorów szat członków Wizengamotu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Most Westminster   17.07.16 14:31

| 04.01.1956r


Nowy rok rozpoczął się pełną parą, a szyby Zwierzyńca Pani Pickle zasłonięte zostały w olbrzymiej części ogłoszeniami o zaginionych zwierzętach, które przerażone sylwestrowymi wybuchami poszły w długą i do tej pory nie wróciły. Ponadto do sklepu wciąż jeszcze wchodzą ludzie obdarowani w święta wszelkiego rodzaju zwierzętami - po informacje, poradniki, wszelkie potrzebne drobiazgi. Jednym słowem - jest co robić. Na szczęście właścicielka sklepu wróciła do pracy, jej migreny w magiczny wręcz sposób ustąpiły, kiedy tylko klient wpadł po zamówionego wozaka - trzy dni po umówionym terminie, kiedy już sama Charlie była pewna, że zna wszystkie przekleństwa tego świata i zaczęła w miarę dogadywać się ze zwierzęciem, które w swojej irytującej i drapieżnej postawie miało czasem nawet coś zabawnego.
Wracając jednak do obecnej chwili - Lotta postanowiła przejść się po pracy przyzwyczajona już trochę bardziej do zimowego mrozu, telepiąc się z zimna obserwowała mugolską część Londynu, tłumy turystów, omijając tych, którzy musieli oczywiście robić sobie zdjęcia z widokiem na Tamizę, Big Bena, czy sam pałac.
Kiedy dotarła do mostu, wokół stłuczki zgromadził się już niezły tłum i ona także pchana ciekawością zaczęła wyglądać, co mogło się stać. Z jej perspektywy całkowicie nic nie było widać, jednak dość łatwo można było podejrzewać stłuczkę, albo inny wypadek. Może ktoś kogoś potrącił? W tym momencie jednak jakaś szybko przebiegająca osoba odwróciła jej uwagę, upuszczając przy niej szal. Kiedy tylko Lotta wyszła z lekkiego osłupienia i, zanim doszło do niej, że to złodziej, chciała zawołać za biegnącym szaleńcem, że zgubił szal - w tej chwili jednak stanął przed nią sam okradziony, dość szybko rozjaśniając jej całą zastaną sytuację.
I rzecz jasna uznając ją za złodziejkę. I zachowując się w sposób, którego nienawidziła najmocniej na świecie. Tu jednak niczego jej nie zrobi. [/i]Nie daj mu poznać, skąd jesteś.[/i] - tyle przyszło jej do głowy. Jeśli czarodziej złapie za różdżkę, Lotta jest skończona. Nie może tego jednak zrobić w tym tłumie, ani nigdzie indziej w stosunku do niej myśląc, że Char jest kompletną mugolką, mugolskiego pochodzenia.
- Lepiej pilnuj swoich rzeczy. - odpowiedziała uznając, że może sobie pozwolić na to, by dać upust irytacji związanej z uznaniem jej za złodziejkę. Rozumiała tok rozumowania tego człowieka, ale jego słowa i postawa podnosiły jej ciśnienie.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   21.07.16 2:02

Mała miała charakter, nie każdy odpowiedziałby mu podobnie, odważnie i buntowniczo; w pewien sposób być może nawet mu zaimponowała, lecz w żaden sposób nie dało się tego po nim rozpoznać. Jego ciemne oczy wpatrywały się w jej upstrzoną ciemnymi piegami zbyt młodą twarz, jego brew marszczyła się w zniecierpliwieniu, a usta trwały w nieprzychylnym grymasie; był zły. Nie tylko z powodu samego faktu kradzieży - która jako czyn impertynencki zasługiwała w istocie na odcięcie ręki - ale i postawy dziewczyny. Ot, zwykła mugolka, stawiająca mu się jak równemu sobie - czy to nie śmieszne? Znał magię, miał w ręku potęgę, moc, zgłębił tajniki najmroczniejszych ze sztuk, tych, które mogły powalić ją tutaj, tu i teraz, w ledwie chwilę, rozbłyskiem zielonego światła. A jej się zdawało, że może mówić do niego w taki sposób. Zachowywać się w taki sposób. Igrała ze śmiercią - jak bardzo mogła zdawać sobie sprawę z tego, z kim rozmawiała? Jak wielcy ignoranci mogli być z mugoli? Właściwie, żadni, ignorancja wymagania myślenia, a szlam z definicji nie myśli.
- Podnieś to - wycedził przez zęby ponownie, nie odejmując spojrzenia od jej niebieskich tęczówek. Mugolami nikt się nie przejmował. Nikt się za nimi nie wstawiał, niech będzie - nikt ważny. - A potem razem spokojnie zejdziemy z mostu - zapowiedział, cichym, spokojnym głosem, wyraźnie akcentując słowo "razem", wierząc, że przeciętnie rozgarnięty człowiek  - a nie był pewien, czy takimi byle mugole - zrozumiałby, że to nie jest prośba. Jego miękki fular moknął, w błocie zmieszanym ze starym śniegiem, zapewne dobry już tylko do wyrzucenia - lub porzucenia tutaj, na ulicy - ale nie chodziło o skrawek ubrania niezależnie od jego ceny, chodziło o pewne zasady. Ważne zasady - jak te, że lepszym od siebie schodzi się z drogi i nie pyskuje. - Zaczniesz też pilnować języka - Nie prosił, właściwie nawet nie rozkazywał - zawiadamiał, z jakiegoś powodu sądząc, że miał do tego prawo. Nie miał.
Obejrzał się przez ramię na samochodową kraksę, nie rozumiejąc, co właściwie wydarzyło się na tej drodze, czym były te olbrzymie pojazdy ani o co rozgorzała tutaj kłótnia. Jedyne, o czym wiedział, to to, że ta mała potrzebowała nauczki, a on - odpoczynku we własnym domu... do którego dotarcie  okazało się nieco problematyczne.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Most Westminster   21.07.16 2:28

Ależ, Charlotte też była w posiadaniu czegoś, co mogło w chwilę odebrać życie rozmówcy. Niestety jednak nóż schowany w jej torbie, prowadzony przez jej dłoń był bronią absolutnie śmiercionośną w tej sytuacji tylko w jej fantazjach - które przez krótką chwilę można było niemal dostrzec w jej spojrzeniu. Jak bardzo chciałaby być większa, silniejsza, sprawniejsza. Nigdy więcej nie pozwolić sobą nikomu pomiatać. Nie bała się bólu, najbardziej przerażała ją myśl, że ktoś mógłby ją do czegoś zmusić. Czegokolwiek.
W rzeczywistości wiedziała jednak, że zanim ona sięgnie po swój nóż, ten człowiek jej przyłoży i zszarpie z mostu gdzieś w odludzie, gdzie nawet bez użycia magii i łamania kodeksu będzie mógł jej zrobić dużą krzywdę i sprawić, że na chwilę jeszcze silniej pogłębi niechęć dziewczyny do jej własnej słabości, w szczególności jej charłactwa.
- Spróbuj mnie zmusić. Ciekawe, jak zareaguje ten tłum na fakt, że stary facet ciągnie dziecko stawiające opór w odludne miejsce. - nie mogła powstrzymać odrobinę wrednego, wyzywającego uśmiechu. Choć jeden raz jej absolutna słabość obróciła się w zaletę. Tak, tłum działał zdecydowanie na jej korzyść. On nie może się tu teleportować, tym bardziej z nią. Mógłby użyć siły - w każdej chwili może ją złapać i pociągnąć i nie ma opcji, że mała, chuda Charlotte stawi mu opór (no, chyba, że dokopie się do przeklętego noża. Na Nokturnie zawsze nosi go w kieszeni, ale tu?!) - ale ludzie zareagują, dopatrując się w jego czynach bardzo złych intencji. Nie wierzyła, że nikt by nie zareagował. Przynajmniej nie na tyle, by nie zdołała dzięki tej osobie uciec.
Patrzyła prosto w oczy mężczyzny wręcz wyzywająco. Po raz kolejny jej duma i upór wychodziły przed rozsądek, który sugerował, żeby w tej chwili odwrócić się i dać w długą. Ludzie dookoła dawali jej pewne poczucie bezpieczeństwa. Może po części korzystała z faktu, że może odegrać się na ogóle ludzi napuszonych, mających ją za nic, czy stosujących wobec niej groźby, siłę czy obelgi? Możliwe. A może po prostu za bardzo lubiła te nieliczne chwile, kiedy w jakiś sposób widziała siebie na wygranej pozycji.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   30.07.16 1:21

Podstawową cechą ludzi aroganckich była ignorancja, Tristan nie wierzył, by mugol, charłaczka tudzież właściwie czarodziej noszący się po mugolsku - cóż taki mógł być wart? - byłby w stanie mu zagrozić. Odczuwał pewien respekt wobec magii, to naturalne, wiedział jednak, że byle kto nie potrafiłby sięgnąć po coś równie brutalnego, po co w podobnych sytuacjach sięgał on sam. Zresztą, mała była jeszcze dzieckiem - niech będzie, podlotkiem - całkiem ładnym do tego, i w miarę sprytnym, aż uśmiechnął się pod nosem, uśmiechem paskudnym, usłyszawszy jej groźbę. Bawiła go, owszem. Wystraszyłby się, gdyby opinia mugoli go interesowała - ale Tristan miał ją w głębokim poważaniu, a szczerze wątpił, by wśród zgromadzonych tutaj znalazł się choć jeden magiczny osobnik. Czasem zdawało mu się, że byłoby lepiej, gdyby tacy jak ona pozostawali jednak świadomi istnienia magicznego świata. Wiedzieliby, komu pyskować, a komu okazać należny szacunek, szacunek za potęgę i siłą, jaką niewątpliwie dysponowali tacy jak on. Jego dłoń, wciąż skryta w kieszeni, zacisnęła się mocniej na drewnie z inkrustacją dumnej róży Rosierów; wyjął ją dyskretnie, niewerbalnie usiłując rzucić zaklęcie Confundus. Nie chciał niepotrzebnie zwracać na siebie uwagi tłumu - każdy idiota poznałby, czym jest różdżka - i choć nie miał pojęcia, jak mugole na taką mogą zareagować, nie chciał zbyt mocno pogwałcić zasad Kodeksu Tajności. Korzystając z magii niewerbalnej ryzykował nieudane zaklęcie - ale nie własną dyskrecję, a szczerze wątpił, żeby ta mała była w stanie się połapać, co próbował zrobić. Nie wypowiedział przy tym ani słowa, chcąc dać jej nacieszyć się tym krótkim momentem wyimaginowanego zwycięstwa, które tak łatwo wyczytał z jej twarzy, ze mną się nie wygrywa, mała. Ani nie pogrywa w taki sposób - fular przemókł już w błocie, nasiąkł roztopionym śniegiem i zdecydowanie nadawał się już jedynie do wyrzucenia.
- Wedle życzenia - szepnął jedynie, wypatrując oczu małolaty.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   30.07.16 1:21

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : rzut kością


'k100' : 59


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Most Westminster   31.07.16 22:34

Była pewna, że wygrała. Że już po wszystkim, ot - czarodziej po prostu pójdzie w swoją stroną, ona w swoją. Cenny zapewne materiał pozostanie na ziemi, bo żadne z nich przecież się po niego nie schyli. Ona - bo nie należy do niej, on - bo to godziłoby w jego dumę.
Cieszyła się jak to dziecko - a tym bardziej jak to człowiek, którego największym kompleksem jest słabość i brak magii. Dla kogoś takiego każde, choćby i niewielkie zwycięstwo jest powodem do lepszego humoru.


W jednej chwili w jej głowie pojawiła się jakby czarna plama. Aż się zachwiała, nie mogąc zrozumieć, w jaki sposób znalazła się na tym moście i, co właściwie się dzieje. Nie powinna być jeszcze w pracy? Ktoś się z nią przeniósł? Przez chwilę na jej twarzy wyraźnie było widać zdezorientowanie i trochę strach - lęk przed nieznanym, przed nietypową sytuacją i  trochę przed magią. Tym bardziej, kiedy zauważyła, że tuż przed nią stoi czarodziej.
- Co się stało? - spytała niepewnie, z góry zakładając, że ten człowiek na pewno wie o wszystkim. - Nie powinnam opuszczać sklepu. Pan mnie z niego przeniósł? - zmarszczyła brwi. Jeśli by się myliła, jej słowa dla całkowicie obcego czarodzieja byłyby kompletnie niezrozumiałe. Nie wiedziała też, że ten człowiek absolutnie nie powinien wiedzieć, że ona sama cokolwiek o magii wie. Była całkowicie zdezorientowana, a fakt, że nagle znajdowała się w całkowicie innym miejscu niż powinna i kompletnie nie pamiętała, co działo się od momentu, kiedy zamierzała powoli kończyć pracę wcale nie pomagał.
Przetarła oczy milknąc i usiłując się skupić na tym, co pamiętała. Wyszedł ze sklepu niski, dość gruby facet, który chciał nakleić ogłoszenie o poszukiwaniu zaginionego w Sylwestra kotka.
Dalej ciemność. Została sama? Widocznie nie... ale czego ktokolwiek mógł od niej chcieć? Może to jakiś durny znajomy Steve'a robi sobie głupie żarty?
- Jeśli to jakiś idiotyczny pomysł mojego brata, obaj pożałujecie. - dodała, choć raczej niepewnie. Steve nie był na tyle wyrafinowany, by jakkolwiek kombinować. Chcąc jej uprzykrzyć życie, uderzyłby ją albo narobił wstydu przed ludźmi. Najgorsze, co mógłby zrobić to wejść do sklepu i coś w nim zepsuć. Na pewno nie wymyśliłby zabrania jej w taki sposób ze sklepu. Z resztą po co?
Tylko co innego mogło się stać?




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   02.08.16 13:51

Bez mrugnięcia okiem patrzył, jak ta dziewczyna z wolna opada  w niepamięć i skonfundowanie; subtelnie schował różdżkę, bo mimo wszystko wciąż znajdował się pomiędzy mugolami, niedbale opierając się dłonią o balustradę mostu w oczekiwaniu na ostateczny efekt zaklęcia, było udane. Dziewczę wydało się zagubione, Tristan przemilczał chwilę, żeby dać jej czas na odnalezienie się w nowej rzeczywistości, usilnie wpatrując się w jej twarz ciemnymi tęczówkami oczu, w których odbijało się już zniecierpliwienie. Zaklęcie było proste i w gruncie rzeczy nieszkodliwe, mógł potraktować ją o wiele gorzej. Być może charakterek, który pokazała wcześniej, a który teraz jedynie podkreśliła, sprawił, że poczuł do niej absurdalną sympatię, nieco pobłażliwą - jak do zadziornego zwierzęcia - była wszak tylko mugolką. Ale czy na pewno? Zmarszczył brwi w zastanowieniu, z wciąż kpiącym uśmiechem wymalowanym na ustach, kiedy zaczęła mówić o sklepie i przenosinach, które w pierwszym odruchu skojarzyły mu się z teleportacją. Czy mugole potrafili przenosić się w inny sposób? Nie wiedział. Ale był prawie pewien, że złodzieje nie mają zwyczaju prowadzić uczciwego życia, pracując w jakichkolwiek sklepach. Oparł się więc wygodniej o balustradę, wciąż uważnie lustrując twarz nieoczekiwanej zadziornej towarzyszki, prawie przejęty jej groźbą. Nie lubiła swojego brata? Tak naprawdę nie chciał skrzywdzić tej dziewczyny, zaimponowała mu temperamentem i była zbyt młoda, by mógł się z nią mierzyć. Ale - nie mógł jej wypuścić bez żadnej nauczki. Jeśli to nie ona ukradła jego garderobę, przyda jej się prewencyjna nauka dobrych manier i szacunku wobec starszych i silniejszych, z naciskiem na to drugie.
- Twój brat chciał cię zaskoczyć - rzucił beznamiętnie, kątem oka dostrzegając swój fular tonący w śnieżnej brei, jego materiał zdecydowanie nie nadawał się już do niczego, był pomięty, brudny i zdecydowanie zbyt zniszczony, żeby założyć go na siebie ponownie. - To tylko chwilowy przystanek, czekamy na kogoś. Zaraz znowu o wszystkim zapomnisz i wyruszymy poza miasto. - Jego dłoń drgnęła, ponownie chwytając różdżkę; nie miał pojęcia, na ile jego blef mógł pokryć się z rzeczywistością tej małej, ale obiecał jej nauczkę  - przed sobą samym - a danego słowa miał zwyczaj, zwykle, dotrzymywać. - Nie martw się... być może kiedyś jeszcze tu wrócisz. - Słowa wypowiadał swobodnie, choć były oczywistą groźbą, a Tristan miał nadzieję, że nie pamiętała ostatnich chwil wystarczająco mocno, by mu uwierzyć.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Most Westminster   03.08.16 0:53

Gdyby Tristian choć odrobinę znał Charlie, wiedziałby jak faktycznie przerażające były jego słowa. Steve był jedną z nielicznych osób, których Charlie tak po prostu się bała mimo pogardy jaką w swoim dumnym, dziecięcym umyśle usiłowała zasłonić lęk. Absolutnie nie obchodziło jej na kogo tu czekają, ani dokąd ten przystanek. Ostatnia, jawna groźna miała w tej chwili najmniejsze znaczenie. Skoro porwali ją ze sklepu i wykombinowali jakąś dziwną trasę, nie może to oznaczać nic dobrego.
Dobrze jednak, że jej nie znał, bo dzięki temu dał jej jasny znak - trzeba uciekać. Jak najszybciej.
- Nie zrobisz mi nic między mugolami. - syknęła, cofając się w jednej chwili i rozglądając dookoła za kimkolwiek, kto mógłby jej pomóc. Jak na złość - żadnych mundurowych. Ale to nie ważne. Póki co cofnęła się kilka kroków - na tyle, żeby nieznajomy na pewno nie zdołał jej złapać i gdziekolwiek się przenieść. Gdyby wiedziała, że dopiero co oberwała już jednym zaklęciem niewerbalnym, pewnie byłaby ostrożniejsza - w obecnej sytuacji jednak nie przyszło jej do głowy, że rozmówca swoją różdżkę po prostu ukrywa i wcale nie musi niczego na głos mówić.
Jak w ogóle pieprzony Steve Moore zakumplował się z jakimś szlachcicem? Bo wystarczy na ubrania spojrzeć, żeby wiedzieć, że to ważniak. A może mu zapłacił? Albo mają jakiś wspólny plan? Tylko co ona ma z tym wspólnego? Była pewna, że gdyby brat chciał ją skrzywdzić, zrobiłby to osobiście. To za wiele kombinowania...
Nie zamierzała jednak za długo się nad tym zastanawiać, jedną rękę wsunęła do torby usiłując wydobyć z niej nóż (bardziej w celach poprawienia pewności siebie, ze świadomością, że ma jakąkolwiek broń w ręce, powinna poczuć się lepiej), więcej uwagi skupiając jednak na wmieszaniu się w tłum i zwykłej mugolskiej ucieczce. Uznała, że jedyną jej nadzieją jest właśnie tłum, liczyła, że ten człowiek nie będzie chciał jej gonić i szarpać się, kiedy dookoła jest masa mugoli, z których pewnie ktoś zareagowałby na taki widok.
Oby. Czuła, jak mocno bije jej serce - tym bardziej cała sytuacja ją przerażała, im mocniej nie mogła jej pojąć. Dość szybko przyspieszyła i rzuciła się biegiem, kierując się w największy tłum.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   03.08.16 2:36

Jej syk i nerwowe - zwierzęce niemal! - wycofanie się jedynie rozbawiły Tristana, kącik jego ust uniósł się nieco wyżej, a dłoń mocniej zacisnęła się na zdobionej w różane wzory różdżce.
- Tak sądzisz? - zapytał bez cienia groźby, ironii czy rozbawienia, jego twarz pozostawała nieprzenikniona, pozbawiona większych emocji, czy obchodzili go mugole? Nieszczególnie, gęstość ich nagromadzenia rzeczywiście mogła być problematyczna, tylko dlatego, że Ministerstwo mimo wszystko wciąż czuwało; ich samych się nie lękał. Wiedział, że kilka prostych zaklęć wystarczyłoby, żeby unieszkodliwić ich wszystkich. Ale tak naprawdę - nie chciał tego. Pragnął w tym dziecku wzbudzić lęk, ale nie ból. Nie ruszył za nią, jedynie drgnął nadgarstkiem, wypowiadając jeszcze jedno niewerbalne zaklęcie - równie niegroźne, ale nie mniej dokuczliwe, powinna zapamiętać ten dzień.
Furnunculus, rozbrzmiało w jego myślach, choć efektów zaklęcia nie mógł już dostrzec - dziewczyna wbiegła w tłum, usiłując się ukryć. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że użyła słowa mugol, mała nie była mugolką. Ale, jednocześnie, nie nosiła przy sobie różdżki - i bała się. Gdyby była czarownicą, przebywałaby o tej porze roku w Hogwarcie. Ale była tutaj, w Londynie, na tym moście. I choć rozbudziła jego ciekawość, dziewczyna niknęła już powoli gdzieś między stłoczonymi ludźmi w rozsądnej ucieczce. Mała była mądra - ucieczka to najrozsądniejsze, co mogła teraz zrobić, przed takimi jak on warto odczuwać strach. Albo chociaż respekt.
Skrzyżował ręce na piersi, wciąż opierając się o barierkę mostu, przez moment obserwując tłum, wypatrując gdzieś w nim rudej czupryny dziewczyny, dopiero po dłuższej chwili, kiedy na moście było już mniej ludzi, leniwie odchodząc od barierki i, przydeptując zatopiony już fular, leniwym krokiem ruszył ku zejściu. Nie gonił jej, nie miał zwyczaju brudzić sobie rąk w taki sposób. Być może - jeszcze kiedyś będą mieli okazję się spotkać. Zapamięta, żeby powołać się na jej brata, kimkolwiek ten człowiek był.
Dopiero w drodze powrotnej parsknął śmiechem.

| zt




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   03.08.16 2:36

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : rzut kością


'k100' : 81


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Westminster   04.09.16 21:14

/data się znajdzie

Czym jest lęk? Ja wiem. Niejedną książkę w życiu czytałam, nie jedno zapamiętałam. Więc też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że lęk jest po prostu stanem emocjonalnym, takim w którym przewidujemy nadchodzące niebezpieczeństwo – wewnętrzne, lub zewnętrzne. Przynosi ze sobą niepokój, krępowanie i uczucie zagrożenia. Nie jest strachem, coby ktoś nie pomylił tak dodam. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że lęk nie wiąże się bezpośrednio z prawdziwym zagrożeniem, czy widmem bólu – jest irracjonalny. Tak jak ja.
Bo wiedziałam, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że moje lęki nie są żadnym zagrożeniem. Że nic mi się nie stanie, gdy wejdę po kolana do oceanu. Tak samo jak wiedziałam, że piorun podczas burzy nie pieprznie prosto we mnie, bo się uwziął i próbuje trafić od momentu mojego pojawienia się na świecie. I tak samo też, zdawałam sobie sprawę, że ludzkość nie budowała mostów by uczynić moje życie nieznośnym, budowała je, by można było przejść gdzieś nad rzeką, nie musząc przepływać jej wpław. A jednak. Jednak za każdym razem to irracjonalne uczucie paraliżowało nie na tyle, że uniemożliwiało normalnie zachowanie (jakbym kiedykolwiek normalnie się zachowywała, ale… to nie temat na teraźniejsze rozważania).
Postanowiłam, że czas z tym skończyć. Ze wszystkim można było walczyć. A ja od zawsze walczyłam sama ze sobą. Widocznie nie wystarczająco się starałam. Więc oczywiście, że przylazłam na most – bo gdzieś by indziej? Nad ocean miałam za daleko. Burzy na zawołanie też nie umiałam sobie sprawić.
Dotarłam na miejsce szybko, teleportując się niedaleko. Stanęłam na samym jego początku, czując, jak robi mi się niedobrze, choć tylko kątem oka dostrzegałam rozlewającą się po bokach Tamizę. Pewnie też zzieleniałam, albo zbladłam – tak, o, żeby urozmaić wyraz mojej twarzy. Wzięłam głęboki wdech. Później kolejny. Potem stwierdziłam, ze jeszcze trzy wezmę, a po drugim opieprzyłam się za to, że odwlekam sprawę.
Zrobiłam krok. Kroczek bardziej. A nawet kroczusieniusiek. Tak mały był. Dostawiłam drugą nogę. Jakaś pani minęła mnie, częstując spojrzeniem z uniesioną brwią. Nie bardzo wiedziałam, czy to w podzięce za mój performens, czy też włosy przybrały mi niezdrowego – zielono niebieskiego odcieniu, podobnego do tego, którym matka natura naznaczyła wodę rzeki.
Dalej Zołzo rusz się, dalej. – mruknęłam do siebie zła. Na serio próbowałam oderwać stopę od podłoża, ale miałam wrażenie, że wręcz stałam się jednością z powierzchnią, na której stałam. Schyliłam się więc i złapałam za swoje udo, próbując je oderwać od gruntu. O dziwo – udało się.
Ha! Mama cię bezkresie, jak cię nie widzę więcej mogę. -myślę do siebie z przeświadczeniem, że to prawda. Gdy skupiam spojrzenie na nodze, mogę trochę więcej. Nadal czuję się, jakby coś mnie uwierało. Ale już nie na tyle, by całkowicie mnie paraliżować. Więc robię tak kilka kroków. Tak z jedna trzecia mostu już spokojnie za mną. Raz po raz, łapiąc to lewe udo, to prawe i przestawiając się w ten sposób.
I nagle podnoszę głowę.
Idiotka – leci mi przez głowę, zanim kolejny atak irracjonalnych myśli mnie atakuje. Już widzę, jak ginę. Ale w sumie przecież i tak nic nie znaczę. Marnym pyłem w tym wielkim bezkresnym świecie tylko jestem.
Zamykam oczy. Oddech mi się rwie. Łapię go łapczywie. Lewą dłoń wyciągam w bok, bo pamiętam, że jakąś barierkę ten most miał. Zachciało mi się na wojnę z lękami wybierać. Wzdycham ciężko. Tak bardzo ciężko, jakbym cały ciężar świata na ramionach niosła – a nie niosę. Kilka lęków tam mam i o dziwo dzisiaj cichą Nits. Trafiam na barierkę w końcu. Zaciskam na niej dłoń mocno. Zakleszczam tak, że pewnie odciąć mi ją będą musieli, bo sama jej nie puszczę tak szybko. Zachciało mi się. Znów wzdycham, bo nic innego nad tym mądrym pomysłem już zrobić nie mogę. W końcu odwracam głowę w prawo, przykładam sobie dłoń nad oczami – tak, jakbym przed słońcem chciała je schronić – a głowę pochylam, by wzrok trafił tylko na podłoże. Uchylam jedno oko na próbę. Dziwnie powyginana stoję, ale udało mi się zapobiec szansie, że bezkres znów ujrzę. Idę znów parę kroków. I gdzieś po drodze dochodzę do wniosku, że to już musi być połowa mostu. Sprawdzić chcę.
I standardowo błędem to jest. Teraz już jestem prawdziwie przerażona. Łapię więc drugą dłonią za barierkę. Zaciskam ją równie mocno jak pierwszą. Przez głowę myśl mi przechodzi, że za ten głupi pomysł to powinnam rzucić się z tego mostu, a nie próbować go przejść. Oczy znów zamykam, ale dziwna świadomość pokonania połowy odcinaka zamiast dodać mi skrzydeł bardziej mnie z nich obdziera. Taka mądra byłam. Taka waleczna. A teraz właściwie pewna już jestem, że do śmierci tu stać będę. Bo ani nie skoczę, ani mostu nie przejdę, ani się nie wrócę.  Następnym razem, jak wpadnę na jakiś genialny pomysł to usiądę sobie pod stołem w kuchni i będę tam siedzieć, aż myśli o tym nie zastąpi jakiś inny wątek.
Już lepiej pod stołem siedzieć niż na moście sczeznąć.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Most Westminster   27.10.16 18:19

29 marca

Strach, fobie, lęki. Każdy miał swoje, każdy zmagał się ze swoimi indywidualnymi demonami. Co dzień stawał nad przepaścią, patrząc w dół i walcząc z irracjonalnym poczuciem zagrożenia. Jedni na dnie widzieli pustkę, inni śmierć, nędzę. Dla jednych problemem była wysokość, dla drugich niczemu winny pająk w narożniku, lub zbyt mało przestrzeni na klatce schodowej. Otaczali go ludzie, których obawy wydawały mu się śmieszne, ale nigdy ich nie lekceważył. To była przyzwoita pożywka dla kogoś takiego jak on. Kogoś kto nie pamiętał czym jest strach i ból i rozpacz.
Było ciepło, więc szedł w rozpiętym płaszczu z rękami włożonymi w kieszenie. Nastała już wiosna. Jej zapach unosił się w powietrzu, powinien napawać optymizmem, wyzwalać energię. A on czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż w lutym. Czuł jak powietrze z niego uchodziło, gdzieś uciekało. Coś wysysało z niego siły, a on jak na złość pracował dużo i poświęcał każdą wolną chwilę walcząc z bezczynnością. Nie był jednak w stanie być wszędzie i robić wszystkiego, choć potrzebował i chciał wciąż więcej. Był niezaspokojony. Niezaspakajanie najbardziej podstawowych potrzeb jak jedzenie czy sen było niskim kosztem, gdy tkwił przed nim sukces badań. Ale wciąż nie mógł się zatrzymać.
Pogrążony w myślach wracał do domu. Nagle w zasięgu wzroku znalazła się kolorowowłosa. Nie znał zbyt wielu takich, może nawet była w jakiś sposób wyjątkowa. Tęcza na jej głowie nie raz wywołała oburzenie, nie raz wzbudziła zaciekawienie, czy stała się przedmiotem rozmów — tych, w których uczestniczył, pełnych drwiny. Dzieliła ich przepaść. Dzieliło ich wszystko co znał i czym się kierował. Marny skutek uboczny czarodziejskiego świata, jedna z tych pomyłek, które chodziły po ziemi, uczestniczyły w świecie pełnym magii, choć nie powinny. Żyjąc na granicy dwóch światów, tacy jak ona pluli w pysk czystokrwistym czarodziejom, dbającym o porządek tego świata. Rebelia, plugawe pomioty, które odrzucały hołdowane przez wieki wartości i zasady. On sam nie wyznawał zbyt wiele. Gotów przełamywać granice i przenikać przez bariery, nigdy nie spoufaliłby się z krainą zwykłych ludzi, którzy byli po prostu gorsi, niegodni magii.
Odruchowo się rozejrzał dookoła. Nikt nie zwracał na nią uwagi? Nikt jej się nie przyglądał, jak komuś, kto nie tyle wyłamywał się ze schematu, co najnormalniej w świecie nie pasował do reszty swojego społeczeństwa? Wciąż tym samym, wolnym krokiem podszedł do niej, dostrzegając jak nerwowo zaciska palce na barierce. Drobne dłonie ściskały zimny metal tak mocno, że pod cienką skórą uwypukliły się ścięgna. Cienkie jak struny, które lada chwila rozetną delikatne kobiece ciało. Stanął tuż obok, wychylając się i spoglądając w dół. Było wysoko.
— To dobry dzień, by nauczyć się latać.
Mruknął od niechcenia, wyczuwając jej paraliżujący lęk. Bała się wysokości? Wody? Gwaru i hałasu, który za nimi panował? Mógłby ją wypchnąć, gdyby nikt nie patrzył. A zamiast sięgnął po czarodziejskie papierosy, po chwili odpalając jednego z nich, gdy zatrzymał go między wargami.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Westminster   28.10.16 0:36

Nie wiem ile stałam na moście. Minute, dzień, godzinę, dwie? Pojęcie czasu całkowicie rozpłynęło się pod falą zalewających mnie, irracjonalnych myśli. Stałam więc zaciskając obie dłonie na barierce ograniczającej dostęp do zlecenia prosto w odmęty Tamizy płynącej pod moimi stopami. Od niej dzieliła mnie tylko betonowa płyta która stanowiła podstawę mostu i świadomość tego napawała mnie jeszcze większym strachem.
Czułam jak zimny metal pod moimi palcami zaczyna przejmować ciepło moich dłoni. Uczucie to było nieprzyjemne a nawet drażniące. Miałam zielonkawą twarz jakby zrobiła się chora ze strachu a moje włosy całkowicie straciły kolory. Na całej długości ścieliła je jasna biel. Kto by pomyślał że właśnie ten kolor wyrażać będzie najgłębsze odmęty mojego strachu.
-Musisz się obudzić. – słyszę obok siebie od razu rozpoznając głos. Nits, moja marna – była ostatnią rzeczą na jaką miałam w tej chwili ochotę. Tym bardziej że ostatnio przybrała na sile. Zaczęła przyjmować materialną postać i dręczyć mnie jeszcze bardziej niż wtedy gdy siedziała tylko w mojej głowie. Na jej słowa, które jak zwykle rozbrzmiały tylko w mojej głowie pokręciłam niemrawo czupryną zdziwiona, że jednak jestem w stanie wykonać jakikolwiek ruch.
-Nie śpię. – mruczę jej przez zęby w odpowiedzi pewna swoich słów. Żyłam, wszystko co działo się na około było realne. Nic nie było snem, marą, urojeniem – poza nią. A jednak nie przestawała powtarzać ostatnio tego jednego zdania jakby uznając że powtórzone określoną ilość razy przyniesie oczekiwanie przez nią skutki.
Poprawiam lewą dłoń na barierce, a potem odklejam drugą i przesuwam ją powoli w prawą stronę. Odległość która dzieli dłoń od barierki nie ma więcej niż centymetr, wszystko dzieje się wolno wręcz w ślimaczym tempie jakbym bała się że jeden fałszywy ruch jest w stanie zakończyć mój nędzny żywot. Potem odklejam prawą piętę od podłoża i nadal trzymając palce stóp na ziemi ruszam nią w tym samym kierunku. Całość zabiera dużo energii, jeszcze więcej czasu, a ja finalnie ruszam się o kilka centymetrów w stronę z której przyszłam nawet na chwilę nie otwierając oczu. Wzdycham
I wtedy słyszę głos. Przecina mnie i przeszywa jak strzała na chwilę sprawiając że całe moje ciało spina się mocniej – o ile jeszcze bardziej w ogóle jestem w stanie spiąć jakikolwiek mięsień. Wiem kim jest jego właściciel. Za dobrze go pamiętam by, wśród upływu lat i czasu, pamięć o nim wyparowała tak jak to czasem się zdarzało. A może za wiele pamiętam by tak łatwo odpuścić to w niepamięć. Nawet inaczej chcę pamiętać ten głos. Nie dlatego że niesie że sobą wspomnienie twarzy za którą tęsknię. Spora część mnie chętnie wrzuciłaby go w odmęt zapomnienia. Ale nie mogę bo właścicielem głosu jest jednostka stojąca w opozycji do wszystkiego w co wierzę. Ramsey Mulciber. Oprawca. Człowiek bez skrupuł. Idealny przykład nienawiści rasowej. Nie przeraża mnie, choć powinien. Głupią sam siebie nazwać powinnam nie słuchając swojego pierwszego odruchu którzy każe mi uciekać. Nigdy nie uciekłam. Nawet gdy nie paraliżował mnie przejmujący ciało strach - zostawałam. Mimo że wiedziałam, że nie mam szans.
Przekora wobec niego, wszystkie co reprezentuje wzmaga we mnie złość, który miesza się ze strachem nadal hulającym po zakamarkach całej mojej postaci. Dziwna to mieszanka, ale jednak znana mi już. Biorę wdech. A potem wypuszczam powietrzę które przed chwilą więziłam w płucach. A potem kieruję głowę w stronę głosu wiedząc że jeśli nie chcę kompletnie się rozpaść po uchyleniu powiek muszę zogniskować na czym spojrzeniem – nawet jeśli to co coś jest diabłem w ludzkiej postaci.
-Nie zwlekaj więc Ramsey. – odpowiadam i choć głos mi przenika drżenie bo świadomość otaczającego mnie bezkresu nadal mnie przytłacza a twarz ciągle pozostaje niezdrowo zielonkawa to spojrzenie mam harde i bez oporów zawieszam je wprost na jego twarzy. Uderza mnie to jak zwyczajna się zdaje. Jak nie pokazuje tego jak zepsute jest wnętrze człowieka który skrywa się pod tą maską. – Leć. – dodaję - w akcie  głupoty chyba – puszczając prawą dłonią barierkę i machając nią lekceważąco. Zaraz jednak potem na nowo zakleszczam ją na zimnym metalu. Nie spuszczam spojrzenia z jego twarzy. Nie dlatego że nie chcę. Bardziej dlatego że nie mogę. I przeklinam się za to bo czasu Hogwartu mieliśmy już dawno za sobą. Na moście zaś nie było nikogo w kogo obronie należało stanąć. Gdyby nie paraliżujący mnie strach odeszłabym nie reagując na zaczepkę – wyrosłam z nich. Moja fobia postawia ze mnie każąc zmierzyć się z jednym ze strachów z przeszłości, tak mętnej, że zdawałoby się że zdarzyło się to w innym życiu.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Most Westminster   29.10.16 11:54

Raz, dwa, cichy szum fal. Lekki wiatr zerwał się, przeganiając po niebie chmury. Poruszył mocniej Tamizą, która przelewała się po zimie na boki. Wiosenne powietrze pachniało świeżością, budzącym się życiem. Pachniało młodością, głupotą. I to właśnie za jej sprawką stała tu blada jak ściana o włosach białych jak śnieg. Papieros się zapalił, a on mógł w akompaniamencie cichego tlenia się bibułki patrzeć na gnijące miasto, zupełnie tak jakby jego dźwięki za mulciberowymi plecami w ogóle do niego nie docierały. Słyszał tylko swój oddech, palący się tytoń, głośne bicie jej serca i krew, która przetaczała się w jej żyłach. Zaciągnął się więc mocno, a po chwili jego płuca wypełnił dym, zagnieżdżając się w najgłębszych zakamarkach jego ciała.
Zaciągnął jedną ręką kaptur na głowę, oparł się dłonią o barierkę, równolegle do jej dłoni, ale w przeciwieństwie do niej wcale na nią nie patrzył. Rozkoszował się widokiem przed sobą, paląc leniwie papierosa i milcząc chwilę, jakby potrzebował ciszy dla siebie, karmiąc Tonks bezsensowną zwłoką i oczekiwaniem na to, co zrobi — lub czego nie zrobi. Mógłby tak stać całą wieczność, jeśli to uprzykrzyłoby jej moment samotności, w której pragnęła wznieść się na wyżyny własnej odwagi lub głupoty. Mógłby stracić chwilę czasu, aby ją zirytować i przypomnieć jej kim jest i co może, potrafi. Gdzie było jej miejsce — nie tutaj. W ciemnej sali w Hogwarcie, na czwartym piętrze, gdzie butnie próbowała mu się postawić. Nieważne, że ledwie odrastała od ziemi, była połowę mniejsza od niego choć raczej zawsze był dość wychudzony w porównaniu do rówieśników. Mała jak mucha, równie upierdliwa, gdy stawała w obronie innych. Ale ile można było znosić wściekłego ujadania małego kundla? W koncu musiała za to zapłacić, nauczyć się czego jej wolno, zrozumieć, że winna trzymać język za zębami i schodzić takim jak on z drogi. Niemalże pamiętał zapach powietrza tamtej sali, starych pergaminów i atramentu, który rozlał się na biurku w jednej chwili, pod wpływem uderzenia. Smak łez i brzmienie złości w jej głosie. Pamiętał kolorowe włosy, które rozwiały się w ruchu, jak ich kolor się gwałtownie zmieniał, choć przed oczami miał spowolniony obraz, pozwalający wychwycić wszystkie niuanse.
Wypuścił w końcu powietrze, a wraz z nim tamto wspomnienie w kłębie białego dymu, a kąciki ust drgnęły mu w kpiącym wyrazie.
— Ona też chce żebym poleciał? — spytał nagle, strzepując popiół nad rzekę. — Wiem, że wolałaby żebym został. — Obrócił lekko głowę w jej stronę i pochylił się, by wesprzeć się łokciem o barierkę. Dzięki temu był niżej, widział ją z podobnego poziomu, może nieco niżej niż ona. Ale z tej perspektywy wyglądała tak samo — blada i przerażona, chociaż jej wzrok mógłby go spalić. Ale to, co w ogniu zrodzone nie może w nim zginąć. — Jest tu teraz? — szepnął konspiracyjnie ze śmiertelną powagą i wzrokiem przemknął po jej sylwetce, jakby tuż za nią kogoś szukał. — Boisz się? Oczywiście, że się boisz. Nigdy byś nie skoczyła. Jesteś tchórzem— zawyrokował lekceważąco i ponownie zwrócił twarz przed siebie.
Nic się nie zmieniła. Wciąż była tak samo drobna i krucha, a jej spojrzenie posłane w jego kierunku nienawistne, jakby uczynił jej jakąś krzywdę. Tak było? Nawet jej nie tknął przecież. Może w innym życiu pomyślałby, że jest ładna pomimo koszmarnego koloru włosów. Może chciałoby mu się udowodnić jej, że stoi po złej stronie barierki. Powinna umieć latać i nie bać się niczego. Ale na takich ludzi jak ona spoglądał wewnętrznym okiem z pogardą i niechęcią, nawet jeśli jego stalowoszare tęczówki nie wyrażały takich — żadnych — emocji. Była marnością, która obróci się w popiół, zapamiętaną jedynie z krnąbrnej głupoty i frustrującej odwagi.
Czy nie mniej ludzi było na tym moście nim wtedy, gdy sam zmierzał na jego drugą stronę? I mniej samochodów. Ruch się zmieniał, zdawało się, że wszyscy uciekali do swoich domów, choć minęło ledwie kilkanaście minut, odkąd postawił stopę na Westminister. I pewnie za kolejne naście minut będzie o połowę mniej świadków tej rozmowy, jej szaleństwa, obłędu. A on wmówi jej, że ta sytuacja nigdy się nie wydarzyła i nigdy się tu nie spotkali. Była szalona.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Westminster   29.10.16 19:35

Wiosna była czasem zmian. Przynosiła ze sobą ciepło, życie, radość. Powietrze zmieniało się z nieczułego i bezwonnego na pachnące świeżą trawą i młodością. A jednak w tym momencie nie widziałam jej tak jak zawsze. Bardziej przypominała mi brutalną zimę. Słyszałam jak fale z cichym pluskiem obijały się o brzegi. Jak wiatr gwizdał złowrogo jakby chcąc nadać całej sytuacji więcej cech z poetyckiego koszmaru. Nie patrzyłam jednak na wodę. Nie mogłam. Nie chciałam.
Wszystko jakby ucichło gdy się odezwał. Nie słyszałam już odgłosów kroków innych ludzi, ani głosów rozważających nad jakimiś trywialnymi sprawami w ten czas zajmując sobie czas upływający na wędrówce. W uszach tępo czułam każde bicie mojego serca, czułam jak krew krąży szybciej w moich żyłach napędzana adrenaliną powodowaną strachem. Słyszałam też jak spala się bibułka papierosa którego trzymał w ustach, choć wcześniej nie zwracałam na to uwagi. W końcu najwyraźniej słyszałam jego. Każde słowo wbijało się we mnie bezlitośnie, okrutnie uderzając we mnie ze zdwojoną siłą.
Odpowiadam mu. A on milczy. Jakby na złość mnie. Dokładnie tak jakby wiedział że w tej konkretnej chwili, w momencie paraliżującego mnie strachu, rozmowa z kimkolwiek, nawet z nim, pomaga mi choć odrobinę wyciągnąć się z więzienia lęków w których siedzę. Nie znoszę go. A nawet obawiam się tego, do czego jest zdolny gdy zechce kolejny raz pokazać mi co o mnie sądzi.
W jego oczach byłam robalem, niesubordynowanym osobnikiem któremu nie dało w tłuc się do głowy gdzie jest jego miejsce. Wspomnienie ciemnej sali z czwartego piętra nadal tkwiło w mojej głowie odmawiając solennie usunięcia się w niepamięć. Ale nie byliśmy już w Hogwarcie. Oboje dorośliśmy. Jednak czy którekolwiek z nas w ogóle się zmieniło?
I w końcu odzywa się. Ponownie czuję jak każda zgłoska którą wypowiada przynosi mi dreszcz nieprzyjemnie rozchodzący się po plecach. Ale zaraz zamieram, gdy sens jego słów dociera do mnie. Przez całe moje dorosłe życie pilnowałam by nikt nie dowiedział się o demonie który noszę na ramieniu. Nie wspominałam o nim, nie mówiłam, udawałam że nie istnieje.
Marszczę brwi w niezrozumieniu. Spojrzenie przenika mi zagubieniem które atakuje mnie od środka, ale jednocześnie jakby niechęć do stojącego naprzeciw mnie osobnika tylko wzrasta. Nie wiedział. Nie mógł. Byłam tego pewna. Poza mną nie istniała na świecie osoba która mogłaby mu o niej powiedzieć. A jednak coś natrętnie uwierało mnie myślą że nie żartuje. Jego kolejne słowa wprawiają mnie w jeszcze większe zagubienie. I mimo że strach nadal trzyma moje wodze to wyprowadzona z równowagi zapominam że nadal się boję. Cofam się o krok. Co wygląda dziwnie, bo dłońmi nadal kurczowo trzymam się barierki. Nie mogę go znieść. Tego nonszalanckiego spokoju który towarzyszy mu w każdym zachowaniu. Igra ze mną. A bardziej bawi się mną dla swojej własnej rozrywki. A najgorszym w tym wszystkim jest to, że panuje nad sobą lepiej niż ja. Czasem wręcz zdaje mi się że nie ma nad czym panować bowiem nie posiada w sobie żadnych uczuć czy emocji.
-Nie wiem o kim mówisz. – kłamię perfidnie, ale cały wszechświat wie, że nie potrafię kłamać. Choć nie potrafię czemu więc tak doskonale udaje mi się skrywać uczucie przez tyle lat? Nie wiem dokładnie co mnie zdradza, ale wiem że widać że nie mówię prawdy. Krzywię twarz gdy do moich uszu dociera pisk radości wydobywający się w ust Nist.
-W końcu – krzyczy pełnym radości głosem nadal się śmiejąc. Ale ten śmiech jest zły. Podły wręcz. Drażni mnie. Radość jest w nim inna. Dziwna. Zepsuta. Pierwszy raz go słyszę w takim wydaniu. Tak mocnym, tak pełnym, tak prawdziwym. Pewnie dlatego że słyszę go tuż obok. – Zostańmy z nim na zawsze. – słyszę jak mówi i mam ochotę dokonać mordu. Na niej, a potem na nim. Jak to się mogło dziać? Musiałam śnić największy z możliwych koszmarów. Chcę się uszczypnąć, ale nie mogę puścić barierki. Zamiast tego Nits robi kilka kroków i opiera się tyłkiem o barierkę za nim. Potem w jakimś dziwnym – niezrozumiałym dla mnie geście klepie go po plecach. Nie może tego poczuć, wiem, że nie. A jednak mam ochotę im obu powiedzieć że nie pragnę niczego więcej bardziej jak tego, by oboje odeszli. Albo najlepiej sami rzucili się z tego mostu.
Wszystko rejestruje tylko kątem oka nadal uparcie wpatrując się w jego profil. Dopiero gdy pyta o jej obecność zdradzam się. Wiem, że nie powinnam, a jednak unoszę wzrok kawałek wyżej na stojącą za nim marę. To krótkie spojrzenie, ale mówiące dostatecznie wiele. Chcę się obudzić. Zamykam oczy marząc by zobaczyć inną scenę gdy na powrót je otworzę.
Ten zabieg nie działa, świadczą o tym kolejne słowa które docierają do mnie. Jestem tchórzem? Mam ochotę się roześmiać. Gorzko i szczerze. Bo chciałabym powiedzieć, że nie. Ale dobrze wiem że właśnie nim jestem – tchórzem. A jednak wiem że czasem się to opłaca. W tej konkretnej chwili tęsknie jednak za odwagą która pozwoliłaby mi się ruszyć, odejść stąd tak daleko jak się da – ale nie mogę.
-Ma rację Tonks. – wtóruje mu mój demon, a ja nie mogę na nich patrzeć. Na żadnego z nich. Tęsknie za widokiem twarzy dobrych, serdecznych, tych, które wlewają w moje serce radość i spokój. Więc robię coś głupiego. Odwracam głowę i spoglądam w stronę horyzontu. Nic gorszego i tak się dzisiaj nie może stać. Ten widok mnie paraliżuje ponownie, ale przynajmniej nie patrzę na moje nemesis. Choć i tak mam świadomość tego, ze stoi obok mnie. – Nigdy nie skoczysz. A powinnaś. – dodaje jeszcze Nits. Mimo że na nią nie patrzę jej głos dociera do mnie. Uparcie wpatruję się w horyzont który roztacza się przede mną i paraliżuje całe moje ciało. A jednak wolę patrzeć tam niż na dwa demony stojące obok.
-Nigdy nie chciałam skoczyć. – informuję ich obu jednocześnie zastanawiając się dlaczego im tak na tym zależy. Wiem czemu zależy na tym Nits, ale jaką korzyść mógłby odnaleźć w tym Ramsey nie wiem. I chyba nawet nie chcę tego wiedzieć. Chcę wrócić do domu. Chcę by ten cholerny dzień już się skończył.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
 

Most Westminster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Błędny Rycerz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17