Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Most Westminster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Most Westminster   10.03.12 22:14

First topic message reminder :

Most Westminster

Ten najsłynniejszy angielski most ulokowany tuż obok Pałacu Westminsterskiego łączy ze sobą kluczowe londyńskie dzielnice: Lambeth i Westminster. Tak jak większość mostów przewieszonych nad rzeką Tamizą, tak i ten służy zarówno do przemieszczania się nim pieszo, jak i obsługuje ruch samochodowy, stąd w każdej chwili panuje na nim gwar i tłok. Najstarszy w Londynie, posiadający ponad stuletnią historię pamięta kadencje kilku mugolskich premierów Anglii, a także i Ministrów Magii, wielokrotnie zresztą próbujących zatuszować przed niemagiczną społecznością wojenne zniszczenia tudzież skutki mniej lub bardziej zmyślnych zaklęć. Zbudowany ze stalowej konstrukcji z siedmioma łukami pomalowany został na zielono, tak jak pomalowane są siedzenia w Izbie Gmin, która umiejscowiona jest w samym Pałacu Westminster. Nie brak tu jednak również odwołania do Ministerstwa Magii - na niektórych z łuków umiejscowiono fioletowe pasy, tym razem nawiązujące do kolorów szat członków Wizengamotu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Most Westminster   30.10.16 18:46

|spejcalnie dla ciebie Tonks

Przymknął oczy na chwilę. Już nie stał nad brzegiem Tamizy, nie opierał się o metalową barierkę, kobiecy głos nie docierał do niego z lewej strony. Głośny szum fal rozbijał się o wystające z wody skały. Wyglądały złowieszczo i niebezpiecznie, a ostatnim o czym w tej chwili marzył było znalezienie się pomiędzy nimi. Czuł wtedy strach tak wielki, że trudno mu było do czegoś przyrównać, a przecież nie lękał się zazwyczaj. Patrzył w dół jak pionowa ściana klifu kończy się w białych bałwanach, jak piana z ogromną siłą się bije, a każde uderzenie niosło ze sobą odgłos dalekiego grzmotu. Nadchodziła burza.
Burza w jego głowie.
Nie był sam. Towarzyszyło mu dziewczę o oczach w kolorze jasnego błękitu. Przypominała mu dawną znajomą, której emocje ujawniały się na głowie, nim jeszcze zdążyły wymalować się na jej twarzy. Stała tuż obok i szeptała mu do ucha niezrozumiałe rzeczy, ale nie pytał ją o nic, nie znał nawet jej imienia. Wpatrywał się w dół, w przepaść, w którą miał skoczyć według jego zamierzeń. Nie pojmował, czemu wciąż słuchał jej głosu, zawierzał jej słowom, kiedy intuicja kazała mu zrobić coś odwrotnego.
Nie był sobą.
Nie mógł być samobójcą. Nie dlatego, że nad wszystko kochał życie i cenił je jak największy skarb. Jego bezkrytyczna osobowość nie pozwoliłaby mu na taką hańbę. Egoizm działał jak poduszka ratunkowa — zawsze i wszędzie chronił jego tyłek przed obicim. A teraz wykonywał krok za krokiem w stronę przepaści, mając świadomość, że musi skoczyć. I w końcu za jej namowami zrobił to, choć nie wiedział dlaczego.
Lot był długi...
To nie był sen, ale też nie była to prawda. Ocknął się na ławce, a dziewczyna o intensywnie czerwonym kolorze włosów zniknęła mu z oczu. Już wiedział kogo dotyczyła wizja i skąd wzięło się skojarzenie, lecz nie miał — i nie zamierzał — jej odszukiwać. Jeśli skoczy, mógł jedynie mieć nadzieję, że tego nie przeżyje.
Teraz jednak stała tuż obok niego, więc otworzył oczy i ponownie zaciągnął się papierosem. Tytoniowy dym wypełnił jego płuca.
— Ta pogoda...— mruknął pod nosem i rozejrzał się dookoła, wypuszczając dym. Spojrzał na nią z nieco weselszym wyrazem twarzy, po czym wyrzucił niedopałek jednym pstryknieciem do Tamizy. Nie patrzył jak spada i rozbija się o taflę wody.
— Nie przejmuj się mną, Tonks. Tak naprawdę to wcale nie chcę byś skoczyła — przyznał i wyprostował się. Znów był wyższy i stał do niej przodem, patrząc z góry na jej małe ciałko przyspawane do barierki. Z pewnością gdyby chciał ją stąd zabrać musiałby razem z kawałkiem metalu, którego nie puściłaby za żadne skarby. — Jeśli skoczysz to wszystko zniknie, a tak... mam niepowtarzalną okazję zrujnować twój dzień, twoją noc, tydzień, miesiąc... Aż się nie obudzisz z tego snu.
Minął ją wolnym krokiem i stanął po drugiej stronie, bliżej niż wcześniej, na wypadek, gdyby chciała się cofnąć. Sam jednak chwycił się barierki, zakleszczając na niej swoje palce. Zbliżył się, wychylił na drugą stronę i spojrzał w dół.
To byłby długi lot...
— Mnie też tu wcale nie ma, tak naprawdę. I jej też nie. Nie ma tu nawet Ciebie...— dodał ciszej i uśmiechnął się pod nosem. Obejrzał się na nią i zmarszczył brwi z zaciekawieniem. — Sądzisz, że gdyby to działo się naprawdę... traciłbym swój cenny czas na to, by z tobą rozmawiać?
Obdarzył ją wzrokiem pełnym politowania. Zafałszowanie obrazu jej rzeczywistości mogło być niezłą zabawą, jeśli właśnie w tej chwili graniczyła z szaleństwem. Może i rozbawiłaby go, sprawiła, że ten dzień stanie się jakimś cudem ciekawszy. Czekał na jej reakcję, był ciekaw, czy mu uwierzy, czy nie i jakie działania zastosuje. Ocena zachowań innych oczeń potrafiła być nauką, która wiele mu dawała, nawet jeśli analizował coś tak marnego. I ona była tu gdzieś obok. Obok niego, a teraz może obok niej. Może zupełnie różnymi metodami doprowadzą ją do tego samego. Chciał widzieć ją na barierce. Wahającą się, niezdecydowaną, ogłupiałą. Mógłby przyczynić się do jej szaleństwa i wspomóc wyimaginowaną przyjaciółkę. W końcu zależało im pewnie na tym samym.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Westminster   03.11.16 14:51

Woda była potężniejsza od skały. Choć wcale na pierwszy rzut oka na to nie wyglądało. Ale płynna siła posiadła też cierpliwość i sumienność. Cierpliwie, kropla po kropli nacierała na skałę, by w końcu wydrążyć z niej dziurę. Nits była wodą i choć przede wszystkim chciałam wierzyć że jestem ogniem, który potrafi się jej przeciw stawić w rzeczywistości nie byłam chyba niczym więcej jak skałą i to jedną z najmniejszych jaki świat widział.
Spokojnie, cierpliwie z swoistego rodzaju przekorą i sumiennością podchodziła mnie od różnych stron sprawiając że w końcu, później lub szybciej, nakłaniała do swojego zdania. Byłam słaba. Byłam głupia. Byłam samotna. A przede wszystkim byłam chora. Krzyczałam wewnątrz, podczas gdy światu przedstawiałam twarz skąpaną w uśmiechu.
Ponownie przymykam powieki, tym razem pod ciężarem widoku horyzontu, który niesie ze sobą świadomość otaczającego mnie bezkresu. Ale zamknięcie powiek nie odbiera mi z ramion ciężaru fobii który noszę. Zamiast ciemności widzę przebłysk wspomnienia które zakopało się głęboko na dnie mojej podświadomości. Pamiętam szum fal rozbijających się o skały, widzę je nawet w tym ułamku sekundy gdy wspomnienie niemrawo ukazuje się przed moimi oczami, jednak potem nastaje ciemność. Nie pamiętam. Nie umiem. Nie chcę.
A jednak wiem, czuję bardziej, że za zagubionym wspomnieniem znajduje się rozwiązanie zagadki.
Kolejne słowa mężczyzny docierają do mnie. Atakuje mnie niezrozumienie, dziwne wrażenie sprzeczności jego słów. Otwieram oczy by zawiesić je na nim – na powrót górującym nade mną. Mówi dalej nie poprzestając na jednym zdaniu. Mówi dalej wprowadzając mnie w kompletne osłupienie.
Sen. To wszystko to sen.
-Mówiłam. – dopowiada Nits w międzyczasie – nawet nie zaszczycam jej spojrzeniem nadal wpatrując się w stojącą naprzeciw mnie sylwetkę. Nic nie jest prawdziwe. Nie dzieje się. Wszystko wymyśliłam. Muszę się obudzić.
Wzrok podąża za Ramseyem. Okręcam głowę gdy staje z mojej drugiej strony. Z jednej strony mam jego, z drugiej – nadal cierpliwie – stoi Nits.
Nie ma mnie – usta drgają mi lekko, gdy jego słowa echem obijają się boleśnie o moją czaszkę. Przemierzają drogę od końca do początku by odbić się i pokonać kolejny odcinek powtarzając te same słowa.
Ale coś mi nie pasuje. Coś nie daje mi spokoju. Skoro śnię, czemu wszystko jest tak realne? Czemu czuję? Dlaczego przeżywam? Czy można być uwięzionym w śnie przez tyle lat? Przecież pamiętam Hogwart – wspomnienie o nim jest wyblaknięte i niewyraźne, jednak wciąż żywe w mojej pamięci. Pamiętam staż w Mungu i moją pierwszą przyjaciółkę. Pamiętam pierwszy poważny związek. Pamiętam twarz którą kocham od dziesięciu lat. Pamiętam pierwsze wezwanie i pierwszą nieudaną pomoc. Widzę twarze które kocham i które dobrocią i uśmiechem wypełniają mi dzień.
To nie może być sen.
Bronię się przed atakami mojej własnej chorej głowy. Dzisiaj jestem pod ostrzałem krzyżowym. Prawie im wierzę. Czuję, że tak jest. Mimo ciepłych wspomnień, które noszę w sercu. Ale coś mocno nie składała się w całość. Nie mogę tego jeszcze znaleźć. Dlatego pozwalam by rozum sam poszukiwał odpowiedzi – możliwie najszybciej jak potrafi. Może łaskawie podzieli się rozwiązaniem i ze mną.
Patrzę na Ramseya. Jego też tu nie ma. Nikogo nie ma, bo przecież wszystko wymyśliłam – wierząc ich słowom. Dlaczego więc od tylu lat towarzyszy mi tylko Nits? Dlaczego on pojawia się dopiero dziś? Czy gdy obudzę się czeka na mnie lepsze życie? Czy może wymyśliłam sobie to, bo tamto było nieznośne? Skąd o niej wie, skoro nikt inny jej nie widzie?
Trybiki zaskakują. Ostatnia deska ratunku. Imię
-Jak ma na imię? – wyrzucam ciche pytanie. Przyznaję się do niej. Pierwszy raz nie ukrywam, że mam towarzysza. A jednak tylko w tych czterech słowach widzę wyjście. Możliwość. Zapewnienie mnie, że nie śnie. Że nie zmyśliłam niczego. Że wszystko dzieje się naprawdę. Przez myśl przebiega mi twarz Samuela która częstuje mnie uśmiechem, który tylko ja dostaję – rozbawionym, opiekuńczym, pełnym troski. Przecież nie byłabym w stanie go wymyślić. Zamieram. Czekam na odpowiedź. I tylko hulający pośród nas wiatr odzywa się świszcząc i poruszając moimi białymi do strachu włosami. Czekam na zdanie, które może być ostatnim w tym śnie. Czekam, bo nic innego zrobić nie mogę. Czekam, bo nie umiem odejść.
Jestem słaba. Jestem nikim. Nic nie znaczę, nic nie osiągnęłam. A jednak odmawiam możliwości obudzenia się. Możliwości przejścia do innego życia, ponoć lepszego. Kurczowo trzymam się tego życia - tak mocno jak barierki, tak mocno, że aż bieleją mi knykcie. Nie chcę się budzić. Chcę dalej śnić. Chcę dalej kochać. Chcę dalej śmiać się. Chcę dalej żyć.
Nawet jeśli to życie sobie zmyśliłam.
Więc czekam na odpowiedź. Która może rozbić mnie na milion kawałków. Roztrzaskać tak już lustro gdy rzuci się w nie kamieniem. Ale może mi też pomóc. Dać siłę by dalej śnić.
Gdzie zaprowadzi mnie jego odpowiedź.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Most Westminster   12.12.16 21:36

Przyglądał jej się przez chwilę cierpliwie, ze spokojem. Zupełnie tak, jakby spotkali się po raz pierwszy na ulicy, a on wskazywał jej kierunek, w którym powinna podążać, by dojść do celu. Beznamiętnie, nie poświęcając więcej uwagi niż jest to konieczne w danej sytuacji. A jednak wnikliwie wyłapywał wszystkie niuanse na jej dziewczęcej twarzy. Była całkiem ładna. Taka, że gdyby pod tą buzią kryło się coś więcej mógłby traktować ją na poważnie. Jak wiedźmę, jak kobietę. Patrzył na nią i widział jak cały ten brud w niej pulsuje, jak robactwo pełza pod skórą, próbując się wydostać. Widział, jak toksyny zarażają jej umysł, a ona zaraża nią innych. Wszystkich tych, którzy tkwią blisko niej. Lecz był odporny. Bo widział więcej, dostrzegał to, co należało unicestwić.
Teraz był śmierciożercą, a od ostatniego spotkania w Wywernie śmierciożerców mierzyła jedynie efektywność. Zwinność i spryt w zabijaniu robaków. Ci, którzy zabijają ich najwięcej  rosną w siłę, żyją jak najdłużej. Ci nieefektowni myślą, że ktoś będzie chciał im pomóc. Aż w końcu wyginą.
Doskonale pamiętał dzień, w którym sięgnął po różdżkę i skierował ją w stronę dziewczyny, wypowiadając słowa zaklęcia, którego nigdy wcześniej nie praktykował. To wiara w słuszność swoich decyzji i poglądów nim kierowała. Nie rozpatrywał tego jako dobre i złe. Nie, nigdy. Widział jedynie słuszne i to, co wzbudza w innych strach. On się tego podjął, wypowiadając tajemnicze słowa, nie wiedząc tak naprawdę jakie to przyniesie ze sobą skutki. Miał nadzieję, że te, których oczekiwał.
Nie sprawdziły się. Stała obok niego, zaciskając mocno ręce na barierce, bardziej realna niż kiedykolwiek. Klątwa nie zadziałała? Sądził, że nie żyła od dawna. Powinna umrzeć w męczarniach, by zrównoważyć zaciągnięty w świecie czarodziejów dług. Nie była godna tej magii, nie była godna by żyć wśród nich i mieć świadomość kim tak naprawdę się urodziła.
Jej przyjaciółka mogła nie istnieć, ale wierzył, że wciąż przy niej trwała. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Przyglądając jej się dostrzegał obłęd w jej oczach, pojedyncze błyski w tęczówkach, odbicie kogoś, kto wcale z nimi nie stał. Była tu. Dla niej zupełnie prawdziwa, szepcząca jej różności na ucho. Może i on winien zrobić to samo?
Pochylił się w jej stronę, pozostając częściowo ukryty przed wzrokiem innych w czarnej pelerynie.
— Tylko ty wiesz, jak ma na imię — szepnął cicho i delikatnym ruchem dłoni zaczesał jej kosmyki włosów za ucho. — To twoja przyjaciółka, nie moja.  To twój duch, Tonks. Może to ty w innym życiu? — Spojrzał na jej profil i uśmiechnął się szelmowsko i wygiął kręgosłup, by podciągnąć się na barierce. Stanął nieco wyżej, prostując ręce w łokciach i patrząc z góry na odległe odmęty Tamizy. To musiało boleć. To spadanie z samego nieba. Już niedługo.
Kąciki ust uniosły się nieznacznie.
— Skoczę za ciebie. Obudzę się — mruknął, nie odrywając wzroku od tafli. Ona tu zostanie, umrze, poszukując wyjścia, poszukując prawdy o świecie, w którym ktoś zamknął ją dawno temu. — Będzie ci powtarzać byś skoczyła, bo to wtedy się skończy. Twój sen dobiegnie końca — mówił cicho, mając pojęcie o tym, co ja tak naprawdę nękało. — To prawda. Ale jeśli skoczysz... Już tu nie wrócisz. Nie rób tego, Tonks. — Spojrzał na nią przekornie, ściągając na nią swój wzrok. Chwilę to trwało, lecz nie mogła na niego nie spojrzeć. To była chwila. Jeden moment, w którym cień zasłonił jego jasną twarz. Rozmył się w czarnej mgle, jakby ktoś zbyt gwałtownie wybudzał ją ze snu.
Zbudź się— szeptał na ucho. A on przestał być ciałem. Zmienił się w smolisty obłok, który pociągnął ją za sobą. Szarpnął nią, mając jeszcze przez chwilę dłonie, wyciągnięte w jej kierunku ręce, które złapały ją za przeguby i pokierowały w swoją stronę. Nieznana jej siła przeciągała ją poza barierę. Stawiała ją twarzą w twarz z przepaścią, wypełniającym pomiędzy nią, a wodą powietrzem.

| rzut na wypchnięcie Tonks




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more



Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 12.12.16 21:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   12.12.16 21:36

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : rzut kością


'k100' : 22


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Westminster   15.12.16 20:01

Stałam skamieniała. Tylko moje włosy powiewały na wietrze, gdy ja przestałam już drgać z niedowierzenia mieszających się z przerażeniem. Teraz tylko stałam. Byłam jak ludzki posąg stworzony przez wzrok Meduzy. Moją Meduzą była Tamiza. Jedną przynajmniej, drugą był stojący obok mężczyzna. Choć pewna byłam że gdyby nie obezwładniające, paraliżujące moje ciało odczucie już dawno opuściłabym jego towarzystwo.
Pod kopułą, maską którą nosił z taką wprawą od lat skrywał swoją prawdziwą osobowość. Nie znałam go prawie wcale. A jednak aura która mu towarzyszyła sprawiała że miałam aż ochotę się wzdrygnąć by strząsnąć z ramion dziwnie wrażenie, że zaraz stanie się coś złego.
Nawet nie wiedziałam ile w tym wrażeniu było prawdy. Stałam wszak przed własnym katem. Kimś, kto już raz, klątwą zmusił mnie bym targnęła się na swoje życie. Tą samą klątwę która i teraz na nowo atakowała mnie przez nieuważne podniesienie srebrnego pierścienia z ulicy. Co zaś najgorsze nie sądziłam że moja przypadłość to klątwa. Sądziłam że powoduje ją zepsucie jakim obarczona jest moje jednostka. Że jestem wadliwym egzemplarzem. I że może powinnam posłuchać Nits i obudzić się . Z tego snu w który ponoć tkwiłam od lat.
A jednak nie chciałam się budzić. Autodestrukcyjna strona mojej jednostki nadal chwiała się nad przepaścią z jednej strony pragnąc sprawdzić co zobaczę po przebudzeniu, z drugiej nie chciała zostawiać tego wszystkiego i wszystkich na którym mi zależało.
Drgnęłam, ale dreszcz który przetoczył się po moim ciele nie był przyjemny. Dotyk Ramsya był zimny, dziwnie brudny – mimo że to ja byłam szlamą – niesmacznie obślizgły. Przetaczał się przez moje ciało powolnie, jakby czerpiąc radość z każdej sekundy tortur którą mi serwował. Czułam się skażona. A przede wszystkim byłam przerażona.
Kontrolnie nie spuszczam z niego spojrzenia. Choć teraz nie jestem już pewna, czy nie wolałabym patrzeć się w odmęty Tamizy. Dziwne przekonanie, że nasze spotkanie zmierza do kulminacyjnego momentu nie chciało mnie opuścić. Czuję w bielejących knykciach że coś się stanie. Może była to kobieca intuicja, a może po prostu w tym przypadku zakładałam, że tak po prostu nie pozwoli mi odejść. Czy może bardziej sam nie odejdzie, bo ja nadal nie byłam w stanie się ruszać. On mówił, a ja pozwalałam by każde jego słowo tańczyło wokół we mnie wraz z wiatrem wlewając we mnie nowe wątpliwości i pokłady strachu – nie sądziłam, że aż tyle go w sobie jestem w stanie zmieścić.
Niebo było pochmurne, a ludzi jakby ubyło. Trudno było mi powiedzieć ile czasu minęło od kiedy weszłam na most, ale zdawać by się mogło że czas stanął w miejscu, zamarł. Scalił się z mostem tak samo jak ja. Moje ruchy też zwolniły tak więc nie dziwnym był fakt, że moment w którym poczułam szarpnięcie zaskoczył mnie mocno.
-Nie. – wykrzyknęłam w między czasie gdy ciemna chmura zjawiła się przede mną. A może zdawało mi się, że właśnie to słowo krzyczę. Może był to nieartykułowany zbiór sylab. Oszalałam. Nie miałam innego wytłumaczenia. Okrutny, drażniący śmiech Nits wbijał się w moje uszy powodując niewygodne uczucie. A może bardziej bolesne. Zacisnęłam dłonie na barierce, tak bardzo jak bardzo chciałam uczepić się życia. Tego życia. Niezależnie od tego jak mocno było one wymyślone. Było moje. Nie chciałam z niego rezygnować dla głosów z mojej głowy.

| rzucam na to, żeby mnie nie wypchnięto




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   15.12.16 20:01

The member 'Justine Tonks' has done the following action : rzut kością


'k100' : 48


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Most Westminster   15.12.16 20:29

To było zabawne. To było śmieszne. Płynne. Lekkie. Jej "nie" brzmiało jak protest, który od siebie odbił, nie pozwalając jej na żadną inną reakcję. Była zwykłym robactwem, kukłą, którą wystarczyło popchnąć, by się rozpadła. Była prawie tylko człowiekiem, prawie mugolem, istotą niewartą tego, by dzierżyć w dłoni różdżkę. Miała ją w ogóle? Używała magii, czy tylko stała, sparaliżowana śmiertelnym lękiem przez wodą? Brzydził się takimi jak ona. Czuł wobec nich odrazę, niechęć. Widział niesprawiedliwość w szczęściu, które jej dopisywało — mówiono, że posiadają je tylko głupcy. Ale to właśnie ono ratowało jej tego dnia tyłek.
Jej zapach wdarł mu się do nosa, gdy szeptał jej zdradzieckie słowa do ucha. A gdy tylko stał się niematerialnym tworem jej włosy rozwiały się. Zmieniły kolor? Nie zauważył. Patrzył tylko, czy leci jak bezwolna kukła, gdy ją pociągnął za sobą. Trzymała się jednak mocno — mocniej niż przypuszczał. Zakleszczała dłonie na barierkach przerażona, niezdolna do wykonania kroku, a nawet poddania się jego sile. Strach przed wodą opanował ja na tyle, że stał się wybawicielem w tej paskudnej sytuacji.
Przeklęty los.
Wzbił się w górę, ale musiał wrócić. Sparaliżowana wciąż stała, choć zawisła między dwoma światami. Może wystarczyło ją pociągnąć za nogi, pchnąć jeszcze raz? Lekko trącić w odpowiednią stronę? Opadł w dół, niemalże bezwładnie, stawiając stopy na ziemi. Był po drugiej stronie, za jej plecami, niemożliwy do uchwycenia. Sięgnął po różdżkę i wycelował jej w plecy, jak podczas niehonorowego pojedynku, ale to nie miało dla niego żadnego znaczenia. Nawet gdyby chciał — nie była w stanie się do niego zwrócić.
— Serpensortia— wypowiedział cicho, celując w jej kierunku różdżką, tuż pod jej nogi. I w chwili, w której w tamtą stronę pomknęła wiązka światła znów stał się ciemnym, gęstym i smolistym obłokiem. Poderwał się w górę i pomknął w chmury, zostawiając ją samą, bo przecież ulica zdążyła opustoszeć. Jeśli ktokolwiek tam był, nie był zbyt blisko, dzięki czemu nie był w stanie dostrzec jego twarzy, ani zrozumieć, czym się stał.
Niech wąż, który się pojawi zrobi z nią to, co trzeba. Niech wypchnie ją za barierki, niech ukąsi, niech oplecie się wokół szyi i odbierze jej ostatni oddech. Niech zrani ją tak mocno, że wykrwawi się na miejscu. Niech wyssie z niej życie.

| zt Ramzi




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   15.12.16 20:29

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : rzut kością


'k100' : 74


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   04.01.17 15:30

To nie był dobry dzień. Problemy w Peak District piętrzyły się nadspodziewanie szybko. Początek marca należał wręcz do leniwych z racji uspokojenia się nastrojów w rezerwacie. Niestety pod koniec miesiąca wszystko się rozsypało. Travis pracował za dwóch, jak tylko się dało. Spał niewiele. Ze znajomymi nie spotykał się w ogóle. Czuł ciążącą na nim odpowiedzialność za wydarzenia mające miejsce wśród jego podopiecznych. Był Greengrassem, kto jak nie on miał czuwać nad rodzinną spuścizną? Łowca miał wiele wad, to prawda - lecz obowiązkowości nie można mu było odmówić. Dwoił się i troił pomagając kuzynowi, ojcu oraz dziadkowi wypełniając ich wolę najlepiej jak potrafił. To mocno kolidowało z jego związkiem z Majesty. Zapomniał o jej listach! Później spotkali się na ślubie Rosierów, kataklizm murowany. Myślał na zmianę to o niej, to o pracy, nie mogąc pozbyć się z głowy chaosu natrętnych myśli. Postępował bardzo źle, lekkomyślnie wręcz. Zdarzało mu się nawet pomylić z powodu przesadnego zamyślenia - potrzebował urlopu. Koniecznie.
Centrum Londynu było zatłoczone, pełne mugoli oraz ich cudacznych pojazdów. To nie było dobre miejsce na spacery, lecz czy aby na pewno? Wsiąkając w różnokolorowy, anonimowy tłum w większości pozbawiony czarodziei pozwolił Travisowi nabrać oddechu. Oraz dystansu do wszystkich spraw tlących się na dalszym planie. Wcisnął dłonie w kieszenie grubego płaszcza, chodził po brukowanych ulicach oraz chodnikach z pochyloną głową - byleby tylko nie ujrzeć nikogo znajomego. Czasem liczył wszystkie płyty chcąc oddelegować niesforne myśli w jak najdalszy kąt, zająć się czymś nie wymagającym intelektualizmu. Niekiedy kontemplował własne buty, innym razem spoglądał w kierunku Tamizy dając oczom odpocząć. Falujące myśli powoli się uspokajały odnajdując bezpieczny nurt. Nim się obejrzał, a tłum się przerzedził. Spojrzał w bok - dostrzegłszy uczepioną muru kobietę oraz kąsającego ją węża wprawił go w szczere zdumienie. Nie patrząc na nic szybko wyciągnął odrobinę różdżkę.
- Finite incantantem - powiedział, dość cicho, lecz zdecydowanie. Gad obrócił ku niemu swój łeb, chwilę później rozpływając się w powietrzu. Nie zastanawiając się ani chwili podbiegł do nieznajomej, po drodze chowając różdżkę z powrotem. Chwycił ciało dziewczyny tak, żeby uchronić ją przed ewentualnym upadkiem, zupełnie nie rozumiejąc co się tutaj właśnie wydarzyło. Najgorsze, że nie mógł obrócić wzroku sprawdzając, czy ktoś ich przypadkiem nie widział. Obawa szybko go sparaliżowała.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Westminster   06.01.17 4:00

jak ktoś lubi z czymś w tle to polecam

Chciałam żyć. Mocno, aż do bólu, którego teraz byłam świadkiem. Czy nawet ofiarą bardziej. Czyż nie te momenty, pełne cierpienia które w miejscach w których złapał za moje nadgarstki aż paliło od podrażnionej skóry, sprawiały, że rozumieliśmy że żyjemy? A może uroiłam sobie te doznania. Wymyśliłam je tak, jak wszystko inne. Jak uśmiech Margo kiedy witała mnie rano przy herbacie w naszej wspólnej kuchni, jak rodziców. Jak siostre i braci – w tym Michaela, który martwił się o mnie za każdym razem czasem nawet nie mając ku temu powodów. I w końcu jak Samuela, któremu oddałam swoje serce. Któremu powierzałam swoje myśli. Ku któremu biegłam w czasie wolnych przechadzek w mojej głowie i nocą w snach za każdym razem?
Nie. Nie wymyśliłam tego. Nie mogłam. Nie byłam aż tak twórcza. To co czułam było prawdziwe. Miłość, którą odczuwałam rozlewała się w mojej jednostce od stóp aż po sam czubek głowy. Wypełniała mnie, dawała siłę do życia. Chęć by podjąć walkę z demonami, które mówiły inaczej. Które atakowały w momentach w których najłatwiej było do mnie dotrzeć. W momentach takich jak ten. W których wychodziłam na walkę z samą sobą by stać się najlepszą wersją samą siebie.
Skoczenie, czy nawet pozwolenie by nieokreślona mara siłą wypchnęła mnie za barierkę było poddaniem się. Odpuszczeniem. Zostawieniem wszystkiego na czym mi zależało. Wszystkiego, dla czego biło moje serce.
Zaparłam się. Postawiłam na życie w tym świecie. Niezależnie od tego czy było ono tylko sumą moich wyobrażeń, wątkami ułożonymi w mojej głowie. Realnymi marami. Uczepiłam się barierki. Wygrałam? Zapytałam siebie, gdy czarna mara rozwiała się znikając. Sparaliżowana strachem nadal nie mogłam się ruszyć. Spazmatycznie łapałam powietrze w płuca czując jak boleśnie wkrada się ono do wewnątrz mnie. Żyłam, ból mi o tym przypominał. Bolały mnie knykcie, na nadgarstkach miałam czerwone pręgi, w środku powietrze przyprawiało o ból. W tej chwili – słodki ból istnienia. Przymknęłam powieki opuszczając głowę. Musiałam zebrać się. Przegrupować. Ułożyć i zejść z tego cholernego mostu na którym życie przewinęło mi się przed oczami. Na którym zostałam wystawiona na próbę większą, niż się spodziewałam. Jeden wdech. Żyję. Zdawało się krzyczeć moje ciało w pełni euforii nieświadome faktu, że mój koszmar jeszcze się nie rozmył w świetle dnia. Nieświadome, głuche na zaklęcie które padało za moimi plecami.
Cienkie, ostre niczym skalpel, kły magicznego stworzenia wgryzły się w moje ciało. Krzyknęłam. A może tylko otworzyłam usta w oznace agonii niezdolna by się bronić. By mówić. By ruszyć się. Plecy wygięły się w łuk ciągnięte zębami, które wynurzyły się z mojego ciało by zebrać się do ponownego ataku.
Tutaj umrę – pomyślałam i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to śmierć najbardziej bzdurna ze wszystkich. Poszłam walczyć ze sobą. Ze swoimi demonami. Własnymi lękami. Ironicznie, kuriozalnie wręcz właśnie przez nie za chwilę miałam opuścić ten świat. Pożegnać to życie, którego tak rozpaczliwie chwytałam się trzymając barierki z całych sił by ciemna chmara nie pociągnęła mnie w odmęty Tamizy. Zachwiałam się czując niemoc w kolanach. Nie chciałam się poddawać. Nie mogłam. Jeszcze nie teraz. Nie, kiedy znalazłam cel. Nie, kiedy wiedziałam że są ludzie którzy chcą walczyć, tak jak i walczyć chciałam ja. Ale słabłam z każdą chwilą. Dłonie zaciśnięte na barierce też zaczynały słabiej ją trzymać.
Kolejne ostre uczucie rozlewające się po całym moim ciele. Byłam w piekle. W piekle na ziemi. Czułam jak przez kręgosłup, bok i łopatkę przechodzi mi spazm bólu. Już nie wiedziałam czy krzyczę, czy tylko otwieram usta w niemym cierpieniu. Zdawałam się ogłuchnąć na własne słowa. Napinając mięśnie w oczekiwaniu na kolejny atak. Odnajdując w sobie słabość. Nits śmiała się szaleńczo, złowrogo, okropnie. Jej śmiech odbijał się echem w mojej czaszce. Tchórz w moim wnętrzu, który powoli, cichutkim głosem zaczynał domagać się by to wszystko już się skończyły. By to, co atakuje mnie od tyłu skończyło. Zadało ostateczny cios. Przyniosło ulgę cierpieniu, które falami ogarniało moją jednostkę. Chciałam przestać cierpieć.
Cisza. Wszystko zamarło wokół. Czy ja też razem z resztą? W dalekich odmętach resztek świadomości poczułam ramiona w które bezmyślnie wpadłam. Czy tak właśnie witają cię w zaświatach w których wcale nie chciałam być? Chciałam być w domu. W domu, który pachniał malinami od herbaty którą piła moja przyjaciółka. W domu, który był nasz. Trzęsłam się z bólu i wycieńczenia. Uniosłam powieki, lekko, prawie wcale. Ale na tyle, by pozwoliły mi dotrzeć fakt, że nadal jestem w tym samym miejscu. Niebo nadal było pochmurnie ciężkie. Szare wręcz. W oddali skrzeczały kruki. Tamiza pod nami nadal cicho szumiała obijając się o brzegi. Wszystko zdawało się być takie jak przed chwilą. Ślepe na to, co właśnie się zdarzyło.
- St. James's Street 13/8- wychrypiałam błagalnie. Nie chciałam trafić do Munga. Nie mogłam. Zeznania, pytania, chorobliwie białe ściany dobijałby mnie tylko bardziej. Chciałam znaleźć się w domu. W miejscu w którym nic mi nie groziło. Jednocześnie też w miejscu w którym mogłam otrzymać pomoc. Vance na pewno już była. Na pewno piła teraz herbatę zaczytując się w książce.
Na pewno


| rzucam na to, jak mocno pożarł mnie ten gad




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?



Ostatnio zmieniony przez Justine Tonks dnia 17.01.17 19:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   06.01.17 4:00

The member 'Justine Tonks' has done the following action : rzut kością


'k100' : 96


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 http://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 http://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 http://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 http://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
opiekun i łowca smoków w Peak District
26
Szlachetna
Kawaler
Never laugh at live dragons.
9
16
0
0
0
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   11.01.17 13:31

Masowa produkcja bezsensownych bohaterów. Dlaczego tak naprawdę skierował się w stronę nieznanej mu dziewczyny atakowanej przez magicznego węża? Mógł odwrócić wzrok, udać, że tego nie widzi. To nie była jego sprawa. Jednak jego gryfońskie odruchy okazywały się być silniejsze niż zdrowy rozsądek. Czy ktokolwiek go kiedyś rozgrzeszy za te wszystkie dobre uczynki? Pomoc słabszym, potrzebującym? Czy jemu ktokolwiek by pomógł w trudnej sytuacji? Lub czy sam nie wpadnie przez ten cholerny altruizm we własną pułapkę? Wiele pytań rozbrzmiewało w jego głowie, a żadne nie niosło znamion odpowiedzi. Wyjaśnienia. Poruszał się pewnie na nieznanym sobie terenie, wśród nieznanych ludzi o bliżej nieokreślonej porze - dość późnej zważywszy na znacząco przerzedzony ruch. Miał nadzieję, że nikt nie dostrzegł jego niewinnego czaru, lecz skoro nikt nie zobaczył pełzającego oraz kąsającego gada, to uroku prawdopodobnie nie też nie widział. Tyle dobrze, chociaż to nie zmieniło pozycji Travisa.
Trzymającego nieznaną kobietę w swoich ramionach tuż przy barierce. Oddychał ciężko czując, że sytuacja wymyka mu się spod kontroli. Liczne rany na odsłoniętych partiach ciała nie wyglądały dobrze. Greengrass lustrował je swoim spojrzeniem zastanawiając się co zrobić. Nie znał się na magii leczniczej - wolał jej nie używać względem osoby wyglądającej na ledwie żywą. Co się robi w takich sytuacjach? Myśl.
Łowca wziął ją na ręce, szukając wzrokiem odpowiednio ustronnego miejsca na wezwanie magicznego pogotowia ratunkowego. O ironio, nie wiedząc nawet, że właśnie trzyma jedną z jego pracownic. Wiatr zadął mocniej; wtedy usłyszał wypowiedziane szeptem słowa. Zanotował sobie w myślach adres, kierując się w stronę mniej uczęszczaną. Nie był natomiast pewien czy kobietę należało tak po prostu odstawić do domu. Nie umiał teleportacji łącznej, musiałby zawołać Rycerza… czy zdążyłby? Przyspieszył kroku oglądając się za siebie oraz po bokach. Niektórzy mijający ich sporadycznie przechodnie patrzyli na nich z przerażeniem w oczach.
- Może lepiej wezwę pogotowie? Zabiorą cię do szpitala - dodał. Nie znał tej ulicy, nie wiedział tak naprawdę, czy kobieta nie jest mugolką zaatakowaną przez czarodzieja. On, pomagający niemagicznej - czy spodziewał się kiedykolwiek takiego obrotu spraw? Wywrócił oczami sam do siebie, kpiąc tym samym z własnych myśli. Trzeba było być gorzej niż podłym zwierzęciem atakując innych, a co dopiero nie pomagając ofiarom takich typków. Travis stanowił członka arystokratycznej społeczności - nie mógł sobie pozwolić na zhańbienie siebie podobnymi określeniami. Najdziwniejszym jednak było to, że pytał się prawie nieprzytomnej kobiety o zdanie… - Wierzysz w magię? - spytał nagle, mając nadzieję, że ta naprowadzi go na ślad dotyczący jej tożsamości. Jeśli faktycznie jest mugolką, to zwyczajnie weźmie go za wariata, jeśli nie, to przynajmniej będzie wiedział, że może wezwać czarodziejskie pogotowie. Właściwie jak się wzywa to mugolskie?




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Westminster   19.01.17 0:19

Widziałam ludzi pogrążonych w bólu. Jednostki, których twarzy wykrzywiał agonalny grymas. I choć nie było to łatwe przyzwyczaiłam w końcu swój umysł i ciało, by w automatycznym odruchu nie chciało zwrócić zawartości żołądka. Znałam ten wyraz. Nawet myślałam kiedyś, że wiem co czują. Skąd mogłam wiedzieć, skoro byłam tylko postronnym obserwatorem ich cierpienia?
Dzisiaj dopiero zrozumiałam co znaczy cierpieć, tak prawdziwie, naprawdę, aż do ostatniej komórki. Trzęsłam się, byłam blada, a może zielona? Nie wiedziałam. Byłam jednak pewna, że żaden zdrowy kolor nie zdobi mojej twarzy. Moje włosy przybrały białą barwę już jakiś czas temu i pozostawały w tym kolorze tylko co jakiś czas ledwie widocznie błyskając na przemian czerwienią, lub czernią. Trucizna wpuszczona w me ciało przez kły magicznego stworzenia piekła i paliła. Czułam jak rozprzestrzenia się powoli w krwioobiegu.
Zdawało mi się, że tracę kontakt z rzeczywistością. Na chwilę tylko, by po chwili powrócić do w pełni świadomego cierpienia. Byłam w czyichś ramionach, rozpoznawałam to tylko po miarowym unoszeniu się w górę i w dół. Schodziłam z mostu, jednak nie o własnych siłach. Schodziłam z mostu, jednak nie jako królowa własnych lęków.  Zwlekali mnie z niego ledwie żywą, niczym największego przegrana losu. W końcu się zatrzymaliśmy – ja i nieznajomy, którego twarzy nadal nie byłam w stanie dostrzec. Co chwilę moje ciało napinał skurcz, który wraz z bólem promieniował przez całe moje ciało. Chciałam pozwolić by moja świadomość odpłynęła w odmęty nieświadomości. Ale wiedziałam że nie mogę. Nie wolno mi do czasu, aż nie znajdę się w domu. Do momentu, aż znajome dłonie nie zajmą się ranami. Wiedziałam, czułam w środku jak i moja dusza ostatkami sił walczy o życie.
Słowa przedarły się do mnie zza zasłony otumanienia. Nie wszystkie zrozumiałam. Ale jedno na tyle wyraźnie, by na nie zareagować. Zacisnęłam dłoń na przedramieniu mojego wybawcy. Chciałam lekko, ale wraz z spazmem bólu, który przetoczył się przez moje ciało bezwiednie ścisnęłam je najmocniej jak potrafiłam.
-Nie… - wychrypiałam cicho, głos rzęźił mi w krtani. Nie byłam nawet pewna, czy to co mówię ma jakikolwiek sens. Słowa zdawały się przestać je posiadać. A może mój rozszalały z cierpienia umysł przestał odpowiednio dopasowywać słowa do ich znaczenia? – Mung, nie. – zdawało mi się, że nie potrafię już składać całych zdań, tak, jakby wraz z utraconym znaczeniem zabrakło mi tej umiejętności. Wyrzucałam z siebie słowa kalecząc język, miałam jednak nadzieję, że przekazuję odpowiednio myśli, które w szaleńczym pędzie kołatały mi się w głowie na przemian z prośbą, by ból ustał. Znów moje ciało przeszedł silny dreszcz. Gdzieś na krańcach jaźni zanotowała fakt, że pojawiają się one coraz częściej – kończył mi się czas. Zebrałam się w sobie. Na jeden, ostatni gest. Machnęłam na Błędnego Rycerza. Mając nadzieję, że w obecnym stanie robię to dobrze. I zanim pozwoliłam by ciemność pochłonęła mnie na krótką chwilę zanim znów wraz z świadomością przyjdzie ból ponownie wychrypiałam. - St. James's Street 13/8 – z pewnością, która miała świadczyć o tym, że dokładnie wiem po co tam zmierzam.

| zt x 2 do siup!

| przepraszam że tyle mi zeszło i że to taka klucha, piszemy na balknie, ale nie na nim you know <3  
hug




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Beteween the idea
And the reality
Between the motion
And the act
Falls the Shadow
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Westminster   27.05.17 10:33

Zmierzchało. Kędzierzawe chmury o ognistych pasmach lekkich kosmyków przedzierały spokojne niebo, ciemniejące intensywnie nad Londynem, jakby okrywało miasto mrocznym, aksamitnym całunem. Rozbłyski słońca delikatnie zacierały granicę tego niespokojnego - już mógł to stwierdzić - burzowego wieczoru, intensyfikując swoją magię rozświetlania najczarniejszych dni. Zapierający dech w piersiach spektakl zachwycał, rzucając ciężką zasłonę na brzydkie, piętrzące się wysoko budynki. Mugolska architektura kalała cały artystyczny zamysł Magnusa, lecz szczęściem pozostawała wyłącznie niewidzialnym tłem. Udane starania czyniły je niewidocznymi, a cały kąt ostrego widzenia padał tylko na towarzyszkę Rowle'a, stąpającą tuż obok niego z nadzwyczajną lekkością. Urzekło go to baletowe zacięcie: twardość i pewność zestawiona z delikatnością, z jaką płynęła niedaleko. Powiększyli dystans teatralnych siedzeń: czerwone, aksamitne obicia prawie wsunęły ich w swoje objęcia, chociaż Magnus nie odrywał wzroku od sceny, na której działy się jego ulubione sceny, porywające go bardziej aniżeli nawet najpiękniejsze oblicze młodziutkiej panienki. Zarezerwował swój czas, by nie musieli poświęcać antraktu na pośpieszną wymianę zdań (i czułości?), aby mógł w świetle dziennych reflektorów zerknąć na Yvette. Za pierwszym razem - skąpana w księżycowej poświacie i zielonym półmroku, później - w czerwonym świetle horrendalnie drogiej balkonowej loży - i nareszcie - na tętniącej życiem ulicy, pospolitej, pokrytej kurzem, pachnącej metalicznym zapachem rzeki płynącej pod stopami. O dziwo, prezentowała się najlepiej, niezwykle wśród gęstniejącego tłumu, a jednocześnie dziewczęco swobodnie, jakby nie robiła nic innego, jak tylko umykała przed czujnym wzrokiem w gąszcz przypadkowych przechodniów. Rowle delektował się tym, że jest z nią, samym faktem obecności Yvette, satysfakcjonującej równie mocno, jak nieformalna poufałość, jaką przyjmował z samczym zadowoleniem. Towarzystwo ludzi beztroskich i szczęśliwych szczerze go męczyło, więc iskrząca się intelektem, acz nie do końca odkryta przez niego panienka stawała się przyjemną odmianą, zagadką frapującą Magnusa i zajmującego jego myśli całkowicie. Całe istnienie tonęło w sinym migocie jej oczu; muskała nim jego twarz, odwzajemniając uważne, badawcze spojrzenia. W wydaniu Magnusa: zachłanne, łapczywe, chwiejące się na granicy przyzwoitości, chociaż w centrum zainteresowania mężczyzny pozostawała tylko drobna twarzyczka, z dziewczęco rozchylonymi ustami. Mógł wyczytać z niej wiele, lecz odcinał się od domysłów, subtelnie nakłaniając Yvette do podzielenia się z nim swymi pytaniami. Niekoniecznie tyczącymi się sztuki, aczkolwiek Rowle wychodził z teatru żywo rozemocjonowany, drżący z podniecającego finału, tak bardzo w stylu Shakespeare'a, że bardziej się nie dało. Na Jago padła kara ta z rodzaju najcięższych, gorsza od posłania w piekielne odmęty, zwłaszcza w szekspirowskim światku, gdzie to słowa nosiły królewską purpurę. Czuł przez to niesamowitą więź z konceptem Otella, rozczulony ostatecznym, okrutnym naznaczeniem łotra. Zachował dla siebie spostrzeżenie, że los Jago przypadł wszystkim zaobrączkowanym kobietom w ich świecie, lecz wyjątkowo nie wypowiadał go na głos, przeciwny tej praktyce tłamszenia polotu.
-Dla Shakespeare'a nie istniało nic gorszego od milczenia - wytłumaczył asekuracyjnie, nie mienił się specjalistą, acz ten smaczek wyraźnie utkwił mu w pamięci, niby doskwierający kolec, wciąż i wciąż dający o sobie znać. Podobnie do Yvette, z którą wymienione listy nie przyniosły Magnusowi ulgi, nastręczając lepkiego niepokoju, z którym gorączkowo powracał do iluzorycznej rozmowy, dla nich obojga będącej jedynie ucieczką - świat budowany ze słów nie może znieść ciszy - zauważył, krocząc swobodnie tuż przy barierce mostu, oddzielającą go jednym krokiem od przepastnej toni stalowoszarej Tamizy - możesz zatem uczynić z nich odpowiedni użytek - zachęcił, wyczekująco obracając się ku Yvette, bezpośrednio domagając się, by zdrapała łuszczącą się niepewność.


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Most Westminster   16.07.17 21:08

16 kwietnia
Była spokojna, bardziej niż w swoich wyobrażeniach, lecz paradoksalnie właśnie to stało się powodem delikatnego niepokoju, rozchodzącego się po ciele pod wpływem zdrowego rozsądku. Łapała myśli na niepożądanych powrotach w cichy zakątek wystawnych ogrodów, w szum fontanny, subtelnie drażniącą nozdrza woń tytoniu skomponowaną z lawendą, aż w końcu w brzmienie słów kamiennej rzeźby. Pamięć kurczowo trzymała skrawki, które powinna puścić wolno tuż po spotkaniu, odsyłając lorda Rowle w tłum innych lordów, z którymi miała przyjemność (bądź nie) rozmawiać. Ów rozsądek kazał ustawić go w szeregu, klnąc się na niepowodzenia przecinające drogę między nimi, zupełnie jak korzenie, przebijające się przez leśne ścieżki i parkowe alejki. Cóż jednak miała począć, gdy sercem wciąż była primabaleriną - zgrabnie i zwiewnie, czasem bezszelestnie, innym razem w pełnej krasie umiejętności potrafiła wyminąć przeszkody, wykorzystując je do własnych celów. Niepokoiła się zaś powagą, z jaką przychodziło jej traktować spotkanie, niepokoiła się własnym rozumem, uwikłanym w próby tłumaczenia sobie dlaczego, po co i z jakiej racji godzi się na wyjście. Jak podrzędna podlotka zmagała się z idiotycznymi dylematami. Najgorsza ze wszystkiego była bezsilność, a raczej rosnąca chęć poddania się tej dziwnej fali, mimo świadomości przyszłej porażki. Większość wątpliwości rozpłynęła się momentalnie, za sprawą zwykłego spojrzenia, w którym czytała głębiej, niż by chciała. Subtelny i powściągliwy uśmiech, podkreślony nienachalnie szminką, wygrywał podobne do tęczówek nuty - charakterne, silne, aczkolwiek stłumione szczyptą tajemnicy. Nie przybierała upozorowanych masek, wypracowanych już w służbowych kontaktach. W przedziwny sposób czuła wolność i mały triumf, choć jeszcze bez pewności, czy ma do takiego powody. To swoboda usunęła resztę przeszkód albo zwyczajnie ukryła je na chwilę, pozwalając cieszyć się chwilą bez nadmiernego udziału rozsądku. Podejrzliwość chwiała się niebezpiecznie w posadach na argument, że czuła się dobrze. W prostej sukience, podążającą raczej za modą współczesną, a nie tą obecną na salonach, z delikatną biżuterią matki - co oznaczało zero szafirów - i włosami upiętymi w ciasny kok - przyzwyczajenie - prezentowała się wystarczająco wystawnie, jak i skromnie, lecz nie obawiała się, że szlachetne towarzyszki lordów będą przyćmiewać jej urodę. Z przyjemnością dała się prowadzić na miejsce, wybrane idealnie, aż do rozpoczęcia dramatu nieświadoma jego tytułu. Odczucia odbijały się nieznacznie na jej twarzy, to ciosając ją zmarszczką niezadowolenia, to zanurzając się w spokoju, zaraz przeskakującym w oburzenie, satysfakcję, lub podejrzliwe zmrużenie powiek - stonowana, ale nie niewzruszona przyjmowała spryt Jago, największą więź czując z jego żoną. Ze skupieniem i melancholią obserwowała finał, milcząc jeszcze kilka dobrych chwil, zbierając w sobie przemyślenia. Częściowo oderwała się od nich na widok nieba i poszarpanych chmur, pomarańczowego odbicia słońca w Tamizie, a przede wszystkim na słowa Magnusa. Uśmiechnęła się, bardziej do siebie, bez cienia zuchwałości, a jednak z niewytłumaczalnym sprytem.
- Zależy czyj świat ma się na myśli - oznajmiła, nie sugerując nic konkretnego, poza przemyceniem informacji o subiektywnych ocenach rzeczywistości. - Słowa Jago bez wątpienia budowały świat, którego Otello wolałby uniknąć - była cierpliwa, zaskakująco nawet dla siebie. Cierpliwie odkładała pytania, których obawiała się zadać, na które teoretycznie było za wcześnie, lecz niedługo mogło być za późno. Czas był specyficznym wymysłem, jego postrzeganie było zaś tak subiektywne, jak opinie.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
 

Most Westminster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Błędny Rycerz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17