Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 część pierwsza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: część pierwsza   04.08.15 19:42

First topic message reminder :

korytarz, salon, kuchnia


azyl Benjamina znajduje się na poddaszu jednej z kamienic śmiertelnego nokturnu, niewyróżniającej się z szarej ściany innych lokali o niskim standardzie mieszkalnym. spiralna klatka schodowa, trzeszczące stopnie, poobtłukiwane mury, wiecznie zepsute światło - typowy wstęp do meliny najwyższego (piąte piętro!) sortu, odgrodzonej od świata zewnętrznego wyjątkowo trwałymi drzwiami. bez żadnej tabliczki, za to z mnóstwem dziwnych zadrapań i dziur, jakby ktoś wielokrotnie po pijaku próbował dostać się do zamka, rysując kluczami po drewnie.
po przekroczeniu progu wcale nie jest sympatyczniej. mikroskopijny przedpokój zawalony jest jakimiś papierzyskami i pustymi butelkami. pod ścianą stoi wieszak z całą kolekcją ochronnych rękawic, poprzetykanych pomiętymi częściami garderoby. na szczęście po zrobieniu kolejnych dwóch kroków można uciec spod lawiny rzeczy, przechodząc do bardzo minimalistycznie urządzonego salonu. z ścian odpada tapeta (kiedyś krwistoczerwona ze złotym wzorem), dębowy parkiet przykryty jest zakurzonym dywanem a w pomieszczeniu znajduje się tylko wytarta kanapa, duży stół z czterema różnorodnymi stylistycznie krzesłami i kominek. na jego gzymsie poustawiano wszystkie pamiątki Bena, związane z karierą w Jastrzębiach; złote puchary, nagrody, odznaczenia, złote mikroskopijne miotełki i autentyczne tłuczki. w kącie salonu znajduj się aneks kuchenny - typowo kawalerski, bez zbędnych sprzętów. lodówka, kuchenka, jedna szafka, zlewozmywak. żadnej patery z owocami czy ozdóbek. tuż obok drewnianego kuchennego blatu wisi klubowy kalendarz Jastrzębi z 1950 roku.
pomieszczenie oświetla jedna chybocząca się u sufitu żarówka oraz staroświecka lampa, stojąca tuż obok poplamionej kanapy. okno, znajdujące się tuż za nią, wychodzi na ciemną ścianę sąsiedniej kamienicy. najczęściej jednak niezbyt czysta szyba zasłonięta jest intensywnie oranżową zasłoną w niebieskie ciapki, doskonale współgrającą z poszarzałą, odłażącą ze ścian tapetą.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Benjamin Wright dnia 02.12.16 11:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   23.02.17 9:39

Targanie ze sobą rosłego, umięśnionego aurora, zapewne skończyłoby się tragiczną wywrotką prosto w czeluści nokturnowego rynsztoku - na szczęście Benjamin nie tracił miotlarskiej siły, radząc sobie z dodatkowym obciążeniem całkiem nieźle. Może i nie poruszali się szybko i zgrabnie, ale w tej sytuacji chwiejne człapanie musiało wystarczyć. Ważne, że po stosunkowo niedługim czasie - który w półmroku szepczącej, niespokojnej ulicy zdawał się wiecznością - udało im się wejść w obskurną bramę, a potem na rozpadającą się klatkę schodową. Ramieniem wyczuł spięcie Brendana, widocznie niezbyt zachwyconego wędrówką na ostatnie piętro. Wright przez chwilę rozważał, czy nie poinformować go, że czeka ich wędrówka tylko po jednym, spiralnym zagięciu schodów, ale w końcu powstrzymał kłamstwo, wzdychając ciężko. Jemu samemu wspinaczka nie sprawiła kłopotu: cały ciężar Weasleya opierał na zdrowym barku, unikając tym samym podrażnienia niedawnego złamania i poharatanych przedramion. Nie było tak źle. Spocił się, zagrzał, i nie miał siły myśleć o tym, co, na gacie Merlina, przydarzyło się Brendanowi, co nieco uspokoiło głośne kołatanie serca.
W końcu dotarli na górę. Ostrożnie odłożył rudzielca, upewnił się, że Craig dalej jest nieprzytomny, po czym wykonał różdżką kilka skomplikowanych ruchów, otwierając drzwi. Najpierw przeniósł przez nie nieznajomego: nosze lewitowały tuż nad podłogą, a następnie wrócił po Brendana. Wciągnął go do mieszkania, zaryglował drzwi i powrócił do salonu, gdzie mężczyzna zdołał się już rozgościć.
- No, to witaj na Nokturnie - mruknął, dając sobie sekundę na uspokojenie oddechu i ogarnięcie sytuacji. Miał w mieszkaniu dość poważnie rannego aurora. Miał w mieszkaniu nieznajomego, zamaskowanego człowieka, w równie nieciekawym stanie. Miał jakieś tam umiejętności medyczne, ale sensownie oceniając, nie nadawały się one do przywrócenia mężczyzn do stanu używalności. Należało wezwać pomoc. W pierwszej chwili pomyślał o Margaux, lecz z jakiegoś powodu - było zbyt niebezpiecznie? kto wie, czy koleżki zamaskowanego zbira nie wpadną tu za chwilę z pretensjami? a może po prostu nie chciał, by Vance widziała, w jakim stanie mieszkał od kilku lat? - odrzucił od siebie wizję wezwania blondynki.
Wykorzystał chwilę rozmyślań, by podbiec do kuchni po niezbyt czystą szklankę, do której nalał zaskakująco czystej wody. Wyłowił z niej jakiegoś małego robaczka i powrócił do kanapy, pomagając Brendanowi się napić. - Proponuję zawołać Bennetta, sam nie dam rady was ogarnąć - mruknął, zerkając na ciągle lewitującego mężczyznę. Podszedł i do niego. Coś wyrywało się w sercu, by zasklepić rany, ale najpierw wolał upewnić się, że człowiek nie ruszy się z miejsca. - Esposas - spróbował wypowiedzieć inkantację, podpatrzoną u magicznych policjantów, często zbierających zawadiaków z okolic zaułków tuż przy Pokątnej. Potem wyśle Patronusa do Alana, a jeszcze później...sprawdzi, kto kryje się za tą odrażającą maską, przypominającą trupią czaszkę.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   23.02.17 9:39

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 60


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   01.03.17 2:48

Zanurzył dłonie w poklejonych krwią włosach, masując skronie; zmarszczył brew na powitanie Bena, unosząc ku niemu wciąż mglisty wzrok - po spacerze po wysokich schodach był wykończony.
- Gdzie... - zaczął ze zrezygnowaniem, ale odpuścił; tak naprawdę nie miało to większego znaczenia. W mieszkaniu Benjamina, prawdopodobnie, wszyscy troje byli bezpieczni, a fakt, że nie napotkali po drodze nikogo, kto próbowałby zamordować Brendana rozpoznając w nim aurora odkładał na poczet szczęścia, które wybitnie mu dzisiaj dopisywało, całkowicie nienaturalnie przedłużając linię jego życia. Powinien zginąć już przy rozszczepieniu. Był zbyt zamroczony, by dostrzec działania Benjamina i wyjętego ze szklanki robaka, zamiast tego ujął szkło i wolnymi łykami zaczął przyjmować wodę. Ciężko było mu przełknąć cokolwiek - zasklepione rany bolały, a ściśnięte gardło potrzebowało odpoczynku; pomoc Bena okazała się bezcenna. Opadł plecami na oparcie kanapy, zamykając powieki, zbierając myśli, kiedy głos gospodarza przeciął powietrze. Bennett był zaufanym człowiekiem, członkiem Zakonu Feniksa. Nie ufaj nikomu, tylko sobie. Tylko Zakonowi. Tutaj musiało chodzić o coś więcej.
- Tak - przytaknął, choć pierwsza pomoc udzielona mu przez Benjamina znacznie poprawiła jego stan, to wiedział, że potrzebował fachowego oka, żeby stanąć na nogi i wydobrzeć. Zbir go nie interesował, im bardziej pokiereszowany - tym chętniejszy będzie do rozmowy. Błysk zaklęcia dotarł do niego przez zamknięte powieki, szczęknięcie zakładanych kajdan. Niezbędne i konieczne środki ostrożności. Odnalazł palcami różdżkę, zaciskając je na jej rękojeści, powinien być w stanie wypowiedzieć jeszcze jedno zaklęcie. Skup się, Weasley; smak gorzkiej herbaty, mieniące się iskry pióra feniksa.
- Expecto patronum - spróbował, za radą Benjamina mając zamierzenie posłać go do Alana Bennetta. Nie było chwili do stracenia, a skoro Wright zajmował się zamaskowanym bandytą - musiał wziąć na siebie łatwiejszą część i spróbować pomóc. Nawet wykończony - nie znosił siedzieć bezczynnie. - Te kajdany... to może nic nie dać, Ben - dodał zachrypnięty, jako przestrogę, czy nie powinni unieruchomić go... mocniej? Widział na własne oczy, co potrafił: rozmyć się w powietrzu jak mgła, posługując się najmroczniejszą ze sztuk magicznych. Czy potrzebował do tego różdżki? Nie wiedział, własnej nie powinien mieć przy sobie - została przy Garrecie. Garrett. Musiał zawiadomić też Garretta. - Szlag, naprawdę nie mogłeś zająć mieszkania na parterze? - wymamrotał jeszcze, różdżka właściwie sama wysunęła mu się z dłoni, opadając na kanapę, obok.
Śpiesz się, Bennett.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   01.03.17 2:48

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 95


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   01.03.17 20:50

Nawet gdy złote kajdany zacisnęły się na kończynach nieznajomego z cichym trzaśnięciem, Wright nie spuszczał nieznajomego z oczu. Najpierw ze względu na pewne zahipnotyzowanie ohydną maską i w ogóle posturą poranionego jegomościa, potem z powodu wyrzutów sumienia - naprawdę powinien go opatrzyć - a finalnie: biorąc pod uwagę sugestię Brendana. Tajemniczą i dającą wiele do myślenia, a także podkładającą kolejne drewienka pod ognisko niepokoju, płonące już w duszy Benjamina coraz mocniej. Miał na końcu języka setki pytań, lecz nawet on pojmował, że zasypywanie nimi Brendana nie przyniesie zbyt wiele pożytku a jedynie zmęczy wycieńczonego mężczyznę. Łypał więc to na rudzielca, to na spętanego - i leżącego już na podłodze, bez noszy - nieprzyjaciela, starając się unormować oddech.
Dopiero niezwykle jasny, niemalże materialny patronus, przebiegający przez pokój, skłonił Wrighta do uznania Brendana za posiadającego choć odrobinę sił, a co za tym idzie: gotowego do opowiedzenia historii dzisiejszego wieczoru.
- Kto to właściwie jest? I co się stało? - spytał cicho, upewniwszy się uprzednio, że Craig pozostaje nieprzytomny. Przykucnął przy nim i z bliska przyjrzał się masce, lśniącej nieprzyjemnie nawet w słabym świetle świec. - Incarcerare - mruknął po chwili, próbując w jeszcze jeden sposób zabezpieczyć pomieszczenie przed ewentualną ucieczką...animaga? Tylko to przychodziło mu do głowy; mógłby wymknąć się z obręczy jako szczur albo inna dżdżownica. Nie miał pojęcia, co spotkało Brendana, z kim tam był i czego byli świadkami, wyczuwał jednak, że sytuacja jest poważna. W innym wypadku nie zostałby wezwany i nie zerkałby teraz niecierpliwie w stronę kominka, wyczekując pojawienia się uzdrowiciela.
Nawet na retoryczne pytanie Weasleya odpowiedział tylko krótkim parsknięciem, kręcąc powoli głową. - Na parter często podrzucają przez okno zwłoki. No i rynsztok nagminnie wylewa - podzielił się niezobowiązującą informacją o radościach mieszkania na Nokturnie, powracając uważnym wzrokiem do półleżącego na kanapie Brendana. - Dlaczego w ogóle przywlokłeś się aż tutaj? - spytał znów, nie mogąc pojąć powodu wizyty aurora na Śmiertelnym, gdzie auror raczej nie powinien się zapędzać. Nie sam. Nie w nocy. To zbyt niebezpieczne, nawet jeśli chciał poskromić zamaskowanego koleżkę.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   01.03.17 20:50

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 47


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   02.03.17 14:51

Zjawienie się Patronusa tuż przed nim zaskoczyło go. Głos, który już po chwili zaczął temu towarzyszyć zaskoczył go jeszcze bardziej. Potrzebował chwili, by dopasować go do posiadacza, a jeszcze dłuższej chwili, by zrozumieć powagę sytuacji. Albo raczej poczuć, że sytuacja poważna była. Minęło ledwie kilka chwil, gdy złapał swoją różdżkę i już po chwili stał w kominku, by posłużyć się siecią Fiuu.
Charakterystyczne trzaśnięcie rozległo się po mieszkaniu Wrighta, a gdy oczy obecnych (tych przytomnych) zwróciły się w kierunku kominka - sylwetka Bennetta już tam była. Nerwowym, szybkim gestem strzepnął z siebie popiół i pył, by zrobić pierwsze kroki i wyjść z kominka. W pierwszym, dość ludzkim odruchu, rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie zawieszał jednak wzroku na żadnym z elementów, raczej potrzebował tego do oceny sytuacji oraz zgodności z tym, co zostało mu przekazane przez Patronusa. Jego wzrok bardzo szybko spoczął na leżącym na kanapie Brendanie, by już po chwili prześlizgnąć się w stronę nieprzytomnego mężczyzny w masce lewitującego na magicznych noszach, z którego co jakiś czas kapała krew. Zmrużył oczy. Nie rozumiał co się właściwie wydarzyło, ale to wszystko co zobaczył było jedynie potwierdzeniem na to, że sytuacja rzeczywiście należała do poważnych.
Kiwnął głową w stronę Benjamina (o którego "odejściu" z Zakonu nie miał pojęcia, a którego pamiętał z poprzednich spotkań), a następnie zerknął na Brendana, by zaraz potem zerknąć także na nieprzytomnego mężczyznę i ponowie na Ben'a.
- Którym najpierw mam się zająć? - Ściągnął brwi. W końcu podszedł do Brendana. Członek Zakonu Feniksa, w dodatku auror, budził w nim pewien respekt, niczym nieoficjalny zastępca dowódcy w tej armii tych, którzy chcieli ratować świat i sprawić, by ten był lepszy. - Co się tak mniej więcej stało? - Zapytał. Nie chodziło tu o ciekawość, jednak opis wydarzeń mógł mu pomóc w dobraniu odpowiednich czarów oraz w zdecydowaniu o kolejności działania. Nie miał pojęcia, że Wright na dobrą sprawę wiedział tyle samo, co on. Delikatnie odsunął materiał postrzępionego, zakrwawionego ubrania, odsłaniając nieprzyjemne, ale zasklepione wielkimi strupami rany na jego ciele. Zmrużył oczy, to wyglądało jak rozszczepienie. Odwrócił się i zerknął na drugiego z rannych. Czy tamten miał takie same rany?
- Dobra. Najpierw Cię wzmocnimy - mruknął bardziej do siebie niż do nich, wyciągając różdżkę. Udawał, że nie widzi własnych, trzęsących się dłoni, w duchu przeklinając to, że pozwolił nerwom ujrzeć światło dzienne. W pracy wielokrotnie spotykał się z ciężkimi przypadkami, jednak fakt, że chodziło o Zakon i fakt, że ciągle pamiętał o śmierci Dorei oraz Charlusa, sprawiały, że nie chciał pozwolić na śmierć kolejnych towarzyszy. To z kolei powodowało naturalne przejęcie i zdenerwowanie. Miał nadzieję, że nie wpłynie to na jego zaklęcia.
- Iuventio - skierował różdżkę w stronę Brendana. Miał nadzieję, że lata w pracy nie zostaną zniwelowane przez nerwy, na które nie powinien sobie pozwolić.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   02.03.17 14:51

The member 'Alan Bennett' has done the following action : rzut kością


'k100' : 74


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   10.03.17 18:23

Kto to jest i co się właściwie stało: rzeczowe pytania Benjamina wzbudziły u Brendana konsternację; na tyle silną, że myślami jął odchodzić od boleści, Nokturnu, i zmęczenia, a wracać do minionej walki. Trudnej, wyczerpującej, wciąż niezrozumiałej. Patrzył na złapanego mężczyznę, którego oplatały właśnie ciasne sznury zaklęcia Benjamina; skrzywił się lekko na wzmiankę o parterze - Nokturn był parszywym miejscem, a on sam nie rozumiał, dlaczego ktokolwiek miałby chcieć tutaj mieszkać. Pokręcił głową z roztargnieniem, kiedy jego patronus zniknął już za brudnym oknem mieszkania Bena.
- Nie przywlokłem, ja... - zaczął wciąż nieskładnie, słabo, niepotrzebnie: Alan zareagował błyskawicznie i nie minęła chwila, kiedy w kominku błysnął ogień - uzdrowiciel pojawił się na miejscu, przerywając ich rozmowę. W samą porę: wciąż udzielające mu się zamroczenie nie mogło go teraz zmóc. Choć znajdował się w bezpiecznym miejscu i pod opieką ludzi, którym ufał, choć zdążył przestrzec Benjamina, że nieznany napastnik może łatwo stąd uciec, wciąż miał informacje, którymi powinien się z nimi podzielić przed podjęciem jakichkolwiek czynności. Nim zdążył otworzyć usta i odpowiedzieć na którekolwiek z jego pytań, otulił go ciepły promień zaklęcia; skuteczne zaklęcie dodało mu sił. Na tyle, że podniósł się powoli do pozycji pionowej, mocno opadając plecami o oparcie kanapy, wciąż brudną od krwi dłonią przetarł pulsującą skroń. Mętny wzrok nie pozwolił mu dostrzec skołatanych nerwów Alana, trzęsącej się dłoni; szczegóły mu umykały.
- Byliśmy na patrolu - zaczął mówić dopiero po dłuższej chwili, kiedy zastrzyk energii perfekcyjnie rzuconego przez Alana zaklęcia dotarł na krańce jego kończyn i otulił spokojnie bijące serce. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że mówił w liczbie mnogiej - i że wciąż nie wiedział, gdzie był jego kuzyn. - Garrett i ja - sprecyzował, z westchnieniem odchylając głowę do tyłu, by oswobodzić spojrzenie od opadających na oczy mokrych czerwienią kosmyków rudych włosów.  - Zaatakowali nas, ale sposób, w jaki walczyli, nie przypominał niczego, co dotąd widziałem. - A przecież widział dużo. Był aurorem. - W pewnym momencie... po prostu rozpłynęli się w czarnej mgle, jak powietrze. Jak baśniowe wampiry. Było ich trzech. Jedna uciekła, druga ich zdradziła i jest z Garrettem, to auror. Trzecia to on, wyglądał jak ktoś w rodzaju przywódcy  - tylko on miał... tę dziwną maskę na twarzy. Zgubiła go pycha, wrócił się, żeby ukarać zdrajcę. Nie chcąc dać mu uciec, zakłóciłem jego teleportację - nie patrz tak na mnie, Alan, wiem, co masz na ten temat do powiedzenia jako uzdrowiciel; sytuacja naprawdę tego wymagała. Zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele miał szczęścia - że w ogóle to przeżył. - Rozszczepiliśmy się. Nie wiem, czy Nokturn był miejscem, w które chciał się teleportować, czy trafiliśmy tu tylko przypadkiem. Czaili się w cieniu, a ten tutaj... koniecznie chciał rozmawiać  - mruknął, unosząc wzrok na leżącego w kącie mężczyznę.
No to sobie porozmawiamy. Ale na innych warunkach, niż to sobie wyobrażałeś.
- Tu może chodzić o coś więcej - dodał bez przekonania. - Coraz trudniej przychodzi mi zaufanie do Ministerstwa, a te moce, którymi się popisali... - Szukamy trzeciej siły, tak? Potężnego, kiełkującego ziarna zła? - Zakon powinien się o tym wszystkim dowiedzieć, powinien zobaczyć tę maskę - dodał, wciąż bez przekonania; mógł się mylić, oczywiście - ale wiedział, że Bathilda Bagshot się nie pomyli. Spojrzał na Benjamina, marszcząc brew; czy to już czas na rozmowę?
- Jest niebezpieczny i splugawiony czarna magią - przestrzegł jeszcze raz obojga. - Póki osłabiają go rany, mamy pewność, że nie ruszy się z miejsca. Upewnij się tylko, że żyje - zwrócił się już do uzdrowiciela. - Więcej niż oddech i siły na wyduszenie kilku słów nie będą mu potrzebne.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   11.03.17 11:59

Oczekiwał odpowiedzi Brendana z rosnącą niecierpliwością. W głowie ułożył już sobie, co prawda, własną wersję szalonej historii, sprowadzającej go na Nokturn, jednak potrafił już racjonalnie oddzielić swoje przygodowe mrzonki od rzeczywistości, która ostatnio stawała się coraz bardziej nieprzewidywalna. Milczał jednak spokojnie, nie popędzając Weasleya - widział, w jak marnym znajdował się stanie, i tym częściej zerkał na płonący w kominku ogień, chcąc, by Alan wypadł z niego na brudną podłogę jak najszybciej. Przywołująca mantra okazała się nadzwyczaj skuteczna i po krótkiej chwili znajdowali się już w niezbyt czystym pomieszczeniu we czwórkę. Obskurny salon jeszcze nigdy nie gościł tylu osób a już z pewnością nie obejmował nieco sypiącymi się ścianami zamaskowanego szaleńca, szanowanego aurora i doświadczonego uzdrowiciela. Poziom godności i intelektu w tej części Nokturnu wzrósł gwałtownie i Ben na irracjonalną sekundę zafrasował się niemożnością przyjęcia w odpowiedni sposób niezapowiedzianych odwiedzających. Mieli jednak ważniejsze sprawy do załatwienia niż niezobowiązująca pogawędka przy filiżankach herbaty i kruchych ciasteczkach, dlatego poczuł się całkowicie usprawiedliwiony.
- Dobrze cię widzieć, Bennett - mruknął w ramach powitania, wskazując ręką na Brendana, chociaż uzdrowiciel i tak instynktownie wybrał priorytetową opcję udzielania uzdrowicielskiej pomocy. Skuteczniejszej od jego partyzanckich prób postawienia Weasleya na nogi: zaklęcie Alana zadziałało bezbłędnie i widocznie poprawiło stan rudzielca, pozwalając mu udzielić wyczerpującej odpowiedzi na poprzednio zadane pytania. Ben oparł się wygodniej o gzyms kominka, ciągle ściskając w ręku różdżkę, i słuchał uważnie niepokojącej opowieści z nocnego patrolu. Spojrzenie utkwił nie w przemawiającym Brenie, a w leżącym mężczyźnie, nie chcąc spuszczać go z oczu. To, czego dowiedział się właśnie od Weasleya, wzmogło stan gotowości i poruszenia. Atak na aurorów podczas służby? Nieznana forma walki? Zniknięcie w powietrzu, ucieczka pod postacią czarnej mgły, rozproszenie w mrokach nocy? W świetle kolejnych faktów maska, ukrywająca twarz nieznajomego, nabierała jeszcze ohydniejszych rysów, sprawiając, że Jaimie'go całkowicie opuściła jakakolwiek troska o zdrowie drugiej ofiary...rozszczepienia? Dopiero słysząc o bohaterskim - kto jak kto, ale Ben nawet przez sekundę nie pomyślał, że było to też skrajnie głupie - czynie Brendana, zerknął na aurora z wyraźnym uznaniem, umykającym jednak szybko w kolejnych poważnych rozmyślaniach. Trójka zamaskowanych osobników zaatakowała aurorów na służbie, jeden zdołał uciec, jeden zdradził, jeden dopełniał dekoracji poszarpanego dywanu tuż przed nimi, brudząc zakurzone włókna krwią. Cała sytuacja zdawała się niedorzeczna i Wright przez dłuższą chwilę nie mówił nic; jedynie jego twarz pociemniała.
- Chcieli rozmawiać, więc nie była to rutynowa napaść nokturnowych zbirów na aurorów - podzielił się w końcu swoim niezbyt bystrym spostrzeżeniem. - Nie widziałem też nikogo, kto dematerializowałby się we mgle...ani nosił coś takiego na twarzy. Jakiś nowy kult? - kontynuował niepewnie, również zahaczając myślami o ową tajemniczą trzecią siłę. Jeśli to z jej przedstawicielem mieli do czynienia, to tym bardziej powinni mieć się na baczności.
- Jeden z tych atakujących...zdradził? Auror? Wiesz, kto to jest? Garrett...powinien wiedzieć, że jesteś cały - dodał, z trudem próbując pojąć to, co wydarzyło się na patrolu. Wiedział jedynie, że tajemniczy sprzymierzeniec - czy na pewno? - znajdował się teraz z Garrettem...który zapewne nie wiedział, co stało się po zniknięciu Brendana. Rozszczepienie rzadko kończyło się tak łagodnie. Poczuł się w obowiązku poinformowania Garry'ego o tym, że Brendan jest względnie cały i względnie zdrowy, oraz że sytuacja także wydaje się być pod ich względną kontrolą. Oby kuratela dalej przebiegała bez większych problemów: należało nieco ocucić nieznajomego i sprawdzić, jak wiele wie. I o czym tak pilnie chciał porozmawiać.
- Expecto Patronum - powiedział cicho, próbując wyczarować patronusa, by posłać Garrettowi wiadomość, po czy odsunął się od gzymsu kominka, podchodząc ponownie do bezwładnego mężczyzny. Kucnął przy nim i szarpnął za brzeg maski, chcąc w końcu odsłonić twarz. Zerknął pytająco przez ramię na Brendana i Alana - czy zakrwawiony brunet wyglądał dla nich znajomo? I czy można było rozpocząć proces niezbyt przyjemnego doprowadzania delikwenta do stanu towarzyskiej używalności?




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   11.03.17 11:59

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 83


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   14.03.17 18:43

Sposób, w jaki go wezwano, był dla niego wystarczającym dowodem na to, iż sprawa była pilna i nie cierpiąca zwłoki. Na co dzień, gdy był potrzebny do nagłego wypadku - otrzymywał sowę. Patronus od razu skojarzył mu się z Zakonem Feniksa, zaś wiedza o tym z jaką prędkością potrafi on przybyć do swojego celu mówiła mu, iż musiał się spieszyć. W Nokturnowym domku znalazł się więc dość prędko, szybko dostrzegając znajome twarze. Powitany przez Benjamina, skinął głową, a jego kąciki warg jedynie drgnęły lekko w czymś na rodzaj nikłego uśmiechu. Nie było mu jednak do śmiechu; nie teraz i nie, kiedy widział w jakim stanie była dwójka z obecnych.
- Was również, ale wolałbym was widzieć w lepszym stanie - rzucił sucho, od razu zabierając się do roboty. Choć w pierwszym odruchu miał zamiar zająć się najpierw tym, który wyraźnie krwawił, szybko porzucił ten pomysł, zachowując się nieco nieuzdrowicielsko. Jego wygląd jednak, a zwłaszcza tajemnicza maska, która ciągle tkwiła na twarzy, sprawiały, że czuł pewną dozę niepewności i braku zaufania do tego człowieka. Instynktownie więc podszedł do Brendana, rzucając udane (pomimo nerwów nim targających) zaklęcie, które nie tylko postawiło aurora nieco na nogi, ale również pozwoliło mu na wyjaśnienie im sytuacji. Tak, to było rozsądne. Im więcej osób wiedziało o tym, co się stało, tym większe były szanse na to, że jeżeli coś złego by się wydarzyło, informacja ta nie zostanie zakopana wraz z wszystkimi, którzy zdążyli ją posiąść. Początkowo nie zwrócił uwagi na wzmiankę o przemienieniu się w mgłę, uznając, że jako uzdrowiciel miał dużo mniejszą wiedzę na temat zdolności czarnomagicznych, niż auror. Gdy jednak zrozumiał, że nawet dla aurora było to coś niespotykanego, wyraźnie zmienił swoje podejście do tej sprawy. Poczuł coś niemiłego w okolicach żołądka. Czyżby właśnie wrogą siłę, o której wcześniej nie wiedzieli?
Oczywistym było, że jego twarz wyraźnie stężała wykrzywiona w grymasie niezadowolenia, gdy usłyszał o jakże głupim (według niego) zachowaniu Brendana. Przerwanie teleportacji było bowiem niezwykle niebezpieczne, zwłaszcza jeżeli osobnik ją wykonujący, nie potrafił używać teleportacji łącznej. Dopiero teraz Bennett potrafił docenić stan, w jakim znajdowali się jego pacjenci. Merlin musiał nad nimi czuwać, skoro skończyło się tylko na tych ranach, które mieli. Nie powiedział jednak nic, poniekąd rozumiejąc. W zawód aurora od samego początku wpisane było olbrzymie ryzyko. I choć sam nie do końca rozumiał tę potrzebę, chęć, a wręcz mus zatrzymania zbiega, zacisnął jedynie pięść i nie odezwał się na ten temat ani słowem, miast tego spoglądając z niepokojem w kierunku nieprzytomnego mężczyzny - jak się okazało - ich wroga.
- Powiadomimy także resztę? - rzucił w końcu, spoglądając na Brendana wyczekująco. Miał na myśli członków Zakonu Feniksa. Niech wiedzą, że jakieś złe siły zaczęły się formować. Nie chciał, by z powodu niewiedzy, wkrótce musiał być obecny na kolejnym pogrzebie.
Również on poczuł rosnące napięcie, które potęgował niepokój w nim kiełkujący. Całkiem odruchowo raz po razie zerkał w stronę zamaskowanego mężczyzny, jakby obawiając się, że ten za chwilę wstanie i rozpocznie walkę, do której Alan nie był wyszkolony. W przeciwieństwie do Brendana - będącego aurorem, oraz Benjamina - mieszkającego na Nokturnie i szczycącego się dość potężną posturą, on byłby łatwym celem. Mimo tego podszedł w końcu do Craiga, zerkając przez ramię na Brendana.
- Zatamuję tylko krew. Skoro chcemy dowiedzieć się, co się stało, nie może nam się wykrwawić. I tak będzie osłabiony - wyjaśnił, odsłaniając materiał, który przez krew kleił się do ciała nieprzytomnego mężczyzny. Tak jak sądził - rana na jego ciele była głęboka, okropna, ciągle krwawiąca i niemalże identyczna jak ta, którą miał Brendan. - Fosilio! - starannie wyrecytował inkantację, starając się nie zauważać faktu, że jego dłoń drżała jeszcze mocniej. Czy to nie było normalne, że w jakiś sposób obawiał się mężczyzny, któremu udzielał pomocy, skoro nawet aurorom sprawił on tak wiele kłopotów?





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope


Ostatnio zmieniony przez Alan Bennett dnia 14.03.17 18:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   14.03.17 18:43

The member 'Alan Bennett' has done the following action : rzut kością


'k100' : 20


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   17.03.17 13:53

Pokręcił głową przecząco, potwierdzając słowa Benjamina. Nie, to nie byli zwykli bandyci. Skradali się, wędrowali z cieniem, chcieli ich podejść, licząc na to, że zmuszą ich do rozmowy jako pierwsi; przeliczyli się, nieostrożnie licząc własne siły. A może: nieostrożnie ufając Russellowi, jak skończyłaby się ta walka, gdyby ten nie zdradził? Nie wiedział, ale nie chciał mu niczego zawdzięczać, ktoś, kto zdradził raz, nawet niewłaściwą stronę, nie będzie miał przecież oporów, by zdradzić po raz drugi. Zaufanie mu po tym wszystkim byłoby najgłupszą rzeczą, jaką mogliby zrobić. Zdrajca stał tylko po własnej stronie.
- Może - kult, sekta, jak zwał tak zwał - są dobrze zorganizowani, mają swoją hierarchię - co wystarczało, by stwierdzić, że nie można było tego lekceważyć. - I korzystają z magii tak czarnej, że nigdy dotąd nie widziałem podobnej - Spojrzał na Benjamina znacząco. Jak to szło? Świat zapłonie. Płomień był blisko, Ben. I pochłonie nas wszystkich. - Przestrzegano nas przed trzecią mocą, która zakwitnie złem. Nie możemy tego zignorować. - Wiedzieli o tym przecież wszyscy troje. Trzecia, tajemnicza siła - czy wreszcie ją mieli?
Pokręcił głową na brzmienie nazwisko Russella, wspominając swoją ostatnią wizytę w Ministerstwie Magii; z Foxem i Pomoną, gdzie szukali dowodów na tego drania. Gdyby im się wtedy powiodło, to wszystko dałoby się powstrzymać wcześniej.
- Auror - przytaknął z rezygnacją wywołaną pęczniejącym w nim poczuciem porażki. Byli tak blisko - i tak daleko zarazem. - Szemranej reputacji - dodał oględnie, wspominając słowa Fredericka. - Crispin Russell - Tak wiele poszlak, tak wiele podpowiedzi, jak mogli być przez cały czas tak ślepi? Pomyłka ta tylko utwierdzała go w przekonaniu, że Ministerstwo stało się instytucją, której nie mogli już ufać. Co Crispin w ogóle robił w tym biurze? Miał plecy, które wciąż pozwalały mu pracować? A może macki tego zła, które siedziało z nimi w tej małej klitce, sięgały aż tam, mogły przestawiać pionki na politycznej szachownicy? Zbyt wiele pytań, zbyt wiele wątpliwości, na które jeszcze długo mieli nie poznać odpowiedzi. Wsparł głowę na łokciach, chowając twarz, chwilowe dodanie mu sił nie będzie trwało wiecznie, wiedział o tym. Będzie potrzebował odpoczynku, prędzej czy później. Podziękował Benowi skinięciem głową, Garrett powinien wiedzieć. Nie opuszczał go cień zmartwienia, nie ufał Crispinowi - a jego kuzyn prawdopodobnie znajdował się z nim teraz sam na sam. On również mógł władać tymi potężnymi mocami - poczułby się lepiej, gdyby wiedział, że i z nim wszystko w porządku. Myśl o tym, że Garrett najprawdopodobniej znał Russella lepiej niż Brendan, wcale go nie pocieszała. Tacy - wbijają sztylet najgłębiej. Powiódł wzrokiem za błyszczącym śnieżną bielą rumakiem, powoli wstając na nogi, spode łba zerkając na Alana.
- Ile mam czasu? - mruknął, rozpoznawał inkantację, którą na niego rzucono, ale przecież nie znał się na uzdrowicielskich mocach. Zwykle po tym zaklęciu ocucenie przychodziło tylko na chwilę. Podszedł bliżej Benjamina, w czasie, w którym ten ściągał z napastnika maskę, dłuższą chwilę przyglądając się jego twarzy. Coś w jego rysach było znajomego, ale nie potrafił stwierdzić, co dokładnie; byli sobie obcy. Oparł się o bokiem o ścianę, nie chcąc niepotrzebnie marnować tymczasowych sił. - Później - odparł Alanowi, nie ściągając wzroku z twarzy napastnika, zupełnie jakby wierzył, że im dłużej będzie się mu przyglądał, tym więcej zrozumie; nic bardziej mylnego, jego twarz była dla niego tak samo obca teraz, jak i wcześniej. Póki co nie wiedzieli nawet o czym powiadamiać, a kawalerka Benjamina była zdecydowanie zbyt mała, żeby w przesłuchiwaniu tego człowieka wziął udział cały Zakon Feniksa. Bathilda Bagshot podejmie kluczowe decyzje, teraz powinni skupić się na tym, co działo się tutaj. Przytaknął uzdrowicielowi, nie patrząc mu na ręce; i tak nie potrafiłby rozpoznać, czy jego zaklęcia zadziałały tak, jak powinny, czy nie.
- Balneo - mruknął, niedbale podnosząc różdżkę; chciał ocucić drania chlustem zimnej wody - nie zamierzając przy tym ochlapać Bennetta - i na wszelki wypadek nie patrząc na reakcję uzdrowiciela.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   17.03.17 13:53

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 58


Powrót do góry Go down
 

część pierwsza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Siostrzana miłość - czyli która pierwsza rzuciła jedzeniem
» Pierwsza planeta
» Pierwsza Lekcja Latania

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Śmiertelny Nokturn 20/6-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17