Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 część pierwsza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: część pierwsza   04.08.15 19:42

First topic message reminder :

korytarz, salon, kuchnia


azyl Benjamina znajduje się na poddaszu jednej z kamienic śmiertelnego nokturnu, niewyróżniającej się z szarej ściany innych lokali o niskim standardzie mieszkalnym. spiralna klatka schodowa, trzeszczące stopnie, poobtłukiwane mury, wiecznie zepsute światło - typowy wstęp do meliny najwyższego (piąte piętro!) sortu, odgrodzonej od świata zewnętrznego wyjątkowo trwałymi drzwiami. bez żadnej tabliczki, za to z mnóstwem dziwnych zadrapań i dziur, jakby ktoś wielokrotnie po pijaku próbował dostać się do zamka, rysując kluczami po drewnie.
po przekroczeniu progu wcale nie jest sympatyczniej. mikroskopijny przedpokój zawalony jest jakimiś papierzyskami i pustymi butelkami. pod ścianą stoi wieszak z całą kolekcją ochronnych rękawic, poprzetykanych pomiętymi częściami garderoby. na szczęście po zrobieniu kolejnych dwóch kroków można uciec spod lawiny rzeczy, przechodząc do bardzo minimalistycznie urządzonego salonu. z ścian odpada tapeta (kiedyś krwistoczerwona ze złotym wzorem), dębowy parkiet przykryty jest zakurzonym dywanem a w pomieszczeniu znajduje się tylko wytarta kanapa, duży stół z czterema różnorodnymi stylistycznie krzesłami i kominek. na jego gzymsie poustawiano wszystkie pamiątki Bena, związane z karierą w Jastrzębiach; złote puchary, nagrody, odznaczenia, złote mikroskopijne miotełki i autentyczne tłuczki. w kącie salonu znajduj się aneks kuchenny - typowo kawalerski, bez zbędnych sprzętów. lodówka, kuchenka, jedna szafka, zlewozmywak. żadnej patery z owocami czy ozdóbek. tuż obok drewnianego kuchennego blatu wisi klubowy kalendarz Jastrzębi z 1950 roku.
pomieszczenie oświetla jedna chybocząca się u sufitu żarówka oraz staroświecka lampa, stojąca tuż obok poplamionej kanapy. okno, znajdujące się tuż za nią, wychodzi na ciemną ścianę sąsiedniej kamienicy. najczęściej jednak niezbyt czysta szyba zasłonięta jest intensywnie oranżową zasłoną w niebieskie ciapki, doskonale współgrającą z poszarzałą, odłażącą ze ścian tapetą.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Benjamin Wright dnia 02.12.16 11:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   17.03.17 15:36

Reakcja, jak się można było tego spodziewać, była dość gwałtowna.
Do tej pory, Craig, dryfujący sobie w odmętach błogiej nieświadomości, nie musiał się niczym przejmować. Jego myśli nie krążyły wokół nieprzyjemnych faktów, nie były nękane przez obawy, nie przejmowały się niepowodzeniem ani nawet wciąż upływającą z jego ciała krwią. Była to kompletna pustka, pozbawiona nawet mar i koszmarów, które nie raz towarzyszyły mu w snach od chwili złożenia Czarnemu Panu przysięgi wieczystej. Miła to była odmiana, szkoda jednak że nie miał jak jej docenić.
Kiedy w twarz chlusnęła mu zimna woda, mężczyzna wierzgnął gwałtownie, otwierając w panice oczy i wydobywając z gardła krzyk - najpierw zaskoczenia, a później agonii. Kakofonia odczuć jaka w jednej chwili ogarnęła umysł Burke'a była doprawdy kolosalna. Przede wszystkim - ból. Ogromna fala cierpienia zaczęła dochodzić go niemal z każdego zakamarka jego ciała... a przynajmniej takie miał wrażenie. Najmocniej bolało ramię - piekielnie głęboka rana wciąż brodziła krwią, spływającą na podłogę. Łupała go także czaszka - a to niespodzianka! - po tym jak brutalnie kilka razy zetknęła się z brukiem brudnych ulic Nokturnu. Normalne dźwięki zdawały się przytłumione, a jednak raniły boleśnie uszy. Jego oczy również nie zostały potraktowane zbyt miło - nawet blade światło w brudnym pokoju zdawało się wbijać szpile w jego gałki oczne, nim zacisnął powieki. Zaczął też dygotać z zimna, woda przesiąknęła mu całę ubranie... Chciał objąć głowę ramionami, ale wtedy ból w ramieniu eksplodował ze zdwojoną siłą. Zamarł więc wyprostowany jak struna, jęcząc głośno i łapiąc łapczywie oddech.
Kiedy jednak w końcu odrobinę się uspokoił, rozum zaczął przejmować ponownie kontrolę i do Craiga wróciły wspomnienia. Rozkazy Czarnego Pana, ciemna uliczka, walka pomiędzy dwiema grupami czarodziejów, zdrada Crispina, przerwana teleportacja a potem... ciemność. W tej samej chwili na dno jego żołądka spadła ciężka, przeraźliwie zimna kula.
Został schwytany!
Mógł udawać i zamierzał rzecz jasna udawać, niemniej bał się. Nie miał zamiaru przyznać tego nawet przed samym sobą, ale strach chwycił go za gardło i nie zamierzał puścić. Czuł się niemal nagi, całkowicie bezbronny, tym bardziej że nad sobą zobaczył nie jedną, nawet nie dwie... a trzy postaci!
Zacisnął mocno szczękę, wbijając jasne jak lód tęczówki po kolei w każdego z napastników. Gdzie on do cholery był...? Przecież to nie było Tower...!




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   17.03.17 15:57

Obraz ostatnich kilkudziesięciu minut, wyłaniający się z dalszych szczegółów, serwowanych przez Brendana, coraz bardziej przypominał koszmar. Benjaminowi nie mieścił się w głowie straceńczy atak na aurorów, zakończony zdradą, ucieczką w postaci dziwnej chmury i w końcu schwytaniem jegomościa w dziwnej masce. Nie wątpił w umiejętności Weasleyów, lecz nawet oni w starciu z przeważającym liczebnie przeciwnikiem, do tego ukrywającym się w mroku i posiadającym zatrważającą wiedzę o czarnej magii, byliby w trudnej sytuacji. Do tego to felerne rozszczepienie. Bohaterski czyn Brendana zajął jego myśli na dłużej niż cała reszta wiadomości: Wright koncentrował się na pozytywach, mając nadzieję, że Garrett spędza teraz przyjemny wieczorek z owym Crispinem. Westchnął tylko ciężko w komentarzu na rewelacje, przyglądając się uważnie odsłoniętej twarzy mężczyzny. Maska, którą trzymał w dłoni, była lodowata, chłodna i niedorzecznie ciężka w swej wilgoci. Zdawało się, że drogocenny materiał pokryty jest liszajami, czymś brudnym i odstręczającym. Wright ufał swoim przeczuciom, dlatego odrzucił maskę w kąt aż zastukała cicho o brudną podłogę. Nie podobało mu się to przebranie, nie podobała mu się ta cała sytuacja i nie podobał mu się nowy kolega, brutalnie zbudzony wiadrem lodowatej wody. Zaklęcie Brendana ubiegło znacznie bardziej satysfakcjonującą pobudkę, jaką miał zagwarantować zbirowi, ale nie tracił nadziei, że jeszcze zdoła zaserwować czarnoksiężnikowi odpowiednio soczysty cios. Skrzywił się na widok budzącego się ciała, zdrętwiałego, drżącego; mężczyzna wyraźnie cierpiał, krew przesączała się przed naderwaną szatę. Wright zerknął na Alana - wypadałoby jeszcze raz spróbować zasklepić rany, w innym wypadku brunet może niedługo posłużyć co najwyżej za niezbyt wygodny przycisk do papieru a nie jako źródło informacji - i powrócił wzrokiem do przemoczonego, skutego zakapiora. Należało przejść do rzeczy.
Niezbyt delikatnie chwycił go za poły szaty i podniósł tak, że ten plecami opierał się o bok kanapy i przykucnął tuż przed zalanym jegomościem. Na wyciągnięcie ramienia, chciał trzymać rękę na pulsie i w razie potrzeby wykorzystać siłę swego intelektu (oraz mięśni), by zmusić go do mówienia.
- O czym chciałeś rozmawiać? - spytał konkretnie, chłodno, nie mogąc powstrzymać nieprzyjemnego warkotu, czającego się w każdej głosce, chociaż starał się przecież brzmieć rzeczowo. Cóż, na pewno nie znał się na formułach przesłuchań tak dobrze jak Brendan, dlatego ustępował Weasleyowi pola, łypiąc jednak niechętnie na wykrzywioną twarz mężczyzny. Groźnie. Sugestywnie. Jeden głupi ruch i Tiara Przydziału wyśle cię do domu trupów, gagatku.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   17.03.17 18:35

Wszystkie informacje zaniepokoiły Alana, choć był świadom wyjątkowości sytuacji oraz zagrożenia znacznie mniej niż Benjamin oraz Brendan. W takich momentach bardzo wyraźnie zaczynał zdawać sobie sprawę z tego jak spokojny i statyczny jest jego zawód; przypominały mu się wszystkie momenty gdy narzekał, zdenerwowany wizytą kolejnego, nadętego szlachcica, który mógł co najwyżej ofukać się, tupnąć nogą i wyjść z narzekaniami. Zdawał sobie sprawę z tego jak niewiele wiedział o tym, co działo się na ulicach Londynu (w tym Nokturnu), gdy on rzucał kolejne zaklęcia medyczne w bezpiecznych, ciepłych ścianach Munga. Trzecia moc - słowa te jeszcze długo, echem odbijały się w jego głowie. Poczuł jak przeszywa go zimny dreszcz, gęsią skórką pokrywając jego ręce. Kogo mieli przed sobą? Jak wyglądała ta organizacja, z czym walczyła, po co została utworzona i... czemu postanowiła doprowadzić do konfrontacji właśnie z nimi? Chodziło o aurorów? O Weasleyów? O ministerstwo? A może o - aż strach było pomyśleć - Zakon Feniksa? Nie wiedział czemu w jego głowie nagle zabrzmiały dwa imiona - Dorea oraz Charlus.
Nazwiska nic mu nie mówiły, nie mówiła mu nic również twarz obecnego, skryta pod maską, która została zdjęta. Tkwił więc w milczeniu, chwilowo zapominając o swoich magomedycznych obowiązkach. Czuł strach, obawy, które zdawały mu się irracjonalne, głupie i zawstydzające, choć wcale takie nie były. Miał prawo się bać, gdy stał się świadkiem czegoś, czego nie do końca rozumiał, ale co wydawało się być przesiąknięte złem. I być ostrzeżeniem. Czy on również powinien się obawiać? O siebie, swoich towarzyszy i swoich bliskich? Nie potrafił odpowiedzieć na te pytania.
Na ziemię wrócił gdy tylko Brendan podniósł się z miejsca. Początkowo planował zaoponować, zabronić mu, jednak wstrzymał się widząc, że ten całkiem nieźle sobie radził.
- Zaklęcie działa około piętnastu minut, więc zostało Ci niecałe dziesięć - mruknął w odpowiedzi, typowo lekarskim tonem. Później się Tobą zajmę i podleczę te rany - chciał powiedzieć, ale wstrzymał się, za pierwszorzędną sprawę uważając zasklepienie ran drugiego mężczyzny, z których ciągle wypływała krew. Zignorował Brendanowe ,,później", podchodząc bliżej Craiga. Ale zaklęcie nie wyszło. Zaklął siarczyście i spojrzał kątem oka na Brendana, który również zjawił się obok. Nim zdążył zorientować się o zamiarach aurora, woda chlusnęła na nieprzytomnego mężczyznę. Zastygł w bezruchu, porażony tak nagłym działaniem, z lekko otwartymi ustami, z których chciało wydobyć się ,,czekaj", ale nie zdążyło tego zrobić. Doprawdy, na brodę Merlina, dlaczego aurorzy byli zawsze tacy narwani?!
Spojrzał na budzącego się mężczyznę, widząc jak bardzo cierpi, jak bardzo go boli, jak bardzo jest osłabiony. Patrzył na niego i zupełnie nie kojarzył jego twarzy, ale nie było to dla niego ważne. Westchnął tylko i spojrzał to na Brendana, to na Benjamina.
- Wy róbcie swoje, ja będę robił swoje. Możecie z nim... rozmawiać, ale nie przeszkadzajcie mi w mojej pracy - rzucił dziwnie sucho, podchodząc o krok bliżej do Craiga. Spojrzał na niego z góry, ściągając brwi i przez chwilę w milczeniu przyglądając się jego twarzy. Ostatecznie skierował się w jego stronę różdżkę. - Rusz się chociaż o milimetr, a pokażę Ci, że zaklęcia z zakresu magii leczniczej potrafią nie tylko uzdrawiać - wysyczał. Słowa te były tak do niego niepodobne, tak obce. A jednak wydobyły się z jego gardła za sprawą obawy, niepewności i z wrażenia sytuacją, w której się znalazł.
- Fosilio. - Rzucił ponownie, mając nadzieję, że tym razem dłoń, która drżała nieco mniej niż poprzednio, nie przeszkodzi mu w starannym ruchu nadgarstka i poprawnym rzuceniu zaklęcia. Był magomedykiem z kilkuletnim doświadczeniem i tak właśnie chciał się prezentować. Choć magia była kapryśna i wszyscy o tym wiedzieli.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   17.03.17 18:35

The member 'Alan Bennett' has done the following action : rzut kością


'k100' : 67


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   19.03.17 0:43

Zmrużył gniewnie oczy, wciąż opierając się o ścianę dla odciążenia, kiedy Craig krzyknął: ciszej, gnoju, wrzask ci nic nie da. Założone na piersi ręce pomagały mu się skupić, zebrać myśli pomimo wszystkich ran, które porozcinały jego ciało. Perfekcyjne zaklęcie Alana trzymało go w formie, ale nie zapominał o tym, że to nie potrwa długo. Dźwięk odrzuconej w kąt maski przykuł jego spojrzenie, przyglądał się tajemniczemu przedmiotowi tak długo, aż ten przestał się poruszać. Brendan nie przejmował się za bardzo stanem Craiga, nie wspomniał ani słowem o tym, że przynajmniej kilka razy uderzył jego czaszką w bruk ulicy, że po rozszczepieniu jeszcze się trochę poprzepychali, bo przecież ostatecznie musiał jakoś pozbawić go przytomności. To wszystko to były tylko szczegóły, które nie grały najmniejszej roli. Zamiast tego przyglądał się - jego dygoczącemu ciału z czymś na wzór satysfakcji; z jakiegoś powodu podejrzewał, że nie do końca tak ten człowiek to sobie wyobrażał. Dobrze, że był tutaj Benjamin - miał dużo więcej sił od Brendana i najwyraźniej nie musiał się z nim porozumiewać co do preferowanej taktyki przesłuchania. Jak nie będzie gadać, to po prostu dajmy mu w mordę, Ben.
- "Rozmowa" - prychnął sarkastycznie, naśladując ostry głos Craiga w trakcie ich potyczki; wydał im wtedy rozkaz - polecenie, sądząc, że on i Garry usłuchają tego drania. Zastanawiał się, kim właściwie mógł być, że rościł sobie prawa do rozstawiania aurorów po kątach? Albo - skąd wzięło się w nim przeświadczenie, że mógł to robić. Być może spora w tym tkwiła wina Russella, który podążał za nim jak pies, by finalnie go zdradzić, a może przyczyny należało szukać w zupełnie innym miejscu. Przekleństwo, które ulotniło się z ust Alana zmusiło go, by uniósł dłonie w poddańczym geście, jakby chciał dać do zrozumienia, że to koniec wody na dzisiaj - kapitulując. Uzdrowiciele zawsze byli przewrażliwieni, przecież nic mu nie będzie. Kontaktował, wiedział, gdzie jest, a wrzask świadczył albo o tym, że nie stracił pamięci, albo o tym, że utracił rozum. Tak naprawdę obie opcje był całkiem w porządku, druga w jednej chwili załatwiłaby to, co Azkabanowi zajmowało czasem całe lata. Wciąż przyglądał się jego twarzy, otoczonej przez znajdujących się dużo bliżej niego Bena i Alana. Zastanawiał się - jak go podejść.
Póki co pałeczkę miał Craig, sztuka przesłuchiwania polegała również na umiejętności odpowiedniego milczenia.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.



Ostatnio zmieniony przez Brendan Weasley dnia 19.03.17 1:50, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   19.03.17 1:43

Wytężony wzrok śmierciożercy powoli zaczął wyławiać z ponurego pomieszczenia przedziwne szczegóły. Z pozoru nieistotne elementy otoczenia przez tych kilka sekund całkowicie pochłonęły jego uwagę - były wśród nich odłażąca ze ścian tapeta, duża plama na obiciu kanapy, książka porzucona byle jak w kącie podłogi, drzwi zamknięte na głucho, kominek... Ociężały i obolały umysł zdołał jakoś połączyć te odkrycia i dojść do konkluzji, że musi znajdować się w czyimś opuszczonym domu. A to już całkiem sporo mu mówiło.
Nie miał jednak zbyt wielkiej szansy na dalszą analizę swoich domysłów. Kiedy nagle został podźwignięty z podłogi i usadzony pod kanapą, wydał z siebie kolejny głuchy jęk. Krew chlusnęła nową falą, plamiąc te fragmenty szaty, które do tej pory jakimś cudem jeszcze nie spłynęły jego posoką. Padł gdzie go posadzono, głowa osunęła mu się na ramię. Miał się za kogoś, komu ból nie był straszny - choroba genetyczna na którą cierpiał już nie raz dała mu w kość (ha! dosłownie!) podczas swoich nawrotów. Ale jednak teraz każdy jego mięsień drżał i niemal wrzeszczał z bólu. I coraz ciężej było to znieść. Nie miał nawet dość siły by unieść głowę, powieki same mu opadały. Robiło się coraz zimniej...
Zmusił się jednak by patrzeć przed siebie. Nie uszło jego uwadze, że jeden z mężczyzn trzymał w rękach jego maskę. Ani to, że w chwilę potem odrzucił ją w kąt. Ech, lepiej obchodź się z nią ostrożnie, bohaterze. Materiał może i jest niezwykle pospolity, ale jak rzadko spotykany w użyciu! A robota? Przecież to dzieło mistrza, nie widzisz tego, ignorancie?
Przeniósł zaraz wzrok na drugiego mężczyznę, który zbliżył się do niego z różdżką. Och, uzdrowiciel? Jak miło. Miłosierny Zakon Feniksa postanowił zadbać o swojego więźnia. Bo tak, domyślał się, kogo ma przed sobą. Nie trzeba było być geniuszem by połączyć fakty. Gdyby Zakon nie był w to zamieszany, Craig już dawno gniłby w Tower. A nie w jakiejś norze, Gudrød jeden raczy wiedzieć gdzie!
Jęknął, czując efekty działania zaklęcia leczniczego. Och, spokojnie, panie nerwowy uzdrowicielu. Bo jeszcze sobie krzywdę zrobisz tą różdżką.
Zamknął oczy, z początku zupełnie ignorując słowa, które wypowiedziano w jego kierunku. Rozmowa, tak? Och, z pewnością sobie porozmawiają. Nie były to idealne warunki, niemniej Craig nie zamierzał przegapić okazji do tego, by wyciągnąć coś z zebranej tutaj trójki. Samemu jednak, rzecz jasna, nie miał zamiaru zdradzać niczego.
Otworzył ponownie oczy i odszukał spojrzeniem swojego przeciwnika z tego wieczoru. Może i nie był wyszkolony w przesłuchaniach tak jak aurorzy. Był jednak handlowcem, co więcej, handlował czarnomagicznym i nielegalnym towarem - a handlowcy również musieli potrafić wyłapywać z rozmowy drobne szczególiki, błahe z pozoru informacje - by po złożeniu ich razem dostać niezły konkret.
Uśmiechnął się gorzko.
- Naiwni głupcy... Pożałujecie, że podnieśliście na mnie rękę. - wycharczał.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   19.03.17 10:46

Poddenerwowanie Alana miało w sobie coś uroczego i Wright po części rozumiał jego suchy ton służbisty, z powołaniem wykonującego swoje obowiązki wobec rannego człowieka. Człowieka, nie bandyty, czarnoksiężnika, kogoś, kto miotał paskudnymi klątwami w stronę ich przyjaciół. W momencie, w którym brunet podniósł różdżkę na Weasleyów, w oczach Jaimie'go stracił prawo do profesjonalnej opieki medycznej oraz do radosnego pląsania na wolności. Owszem, w zaułku miał poważne wątpliwości, czy nie należy także i jemu udzielić pomocy medycznej, ale po zapoznaniu się ze szczegółami, zaserwowanymi przez Brendana, całkowicie zmienił zdanie. Na jedyne słuszne. Mieli do czynienia z kimś przeżartym do szpiku kości paskudną mocą, kto - całkiem możliwe i prawdopodobne w tych okolicznościach - mógł mieć coś wspólnego z trzecią siłą, przed którą zostali ostrzeżeni. Fakt, że trafił w ich ręce i nikomu przy tym nie stało się nic poważnego - powiedzmy - zakrawał na cud. Zakon miał szczęście, i jeśli Crispin faktycznie zdradził, to w tej chwili zapewne serwował Garrettowi przydatne informacje. O ile wszystko przebiegło zgodnie z planem i nie pęta go żadna paskudna klątwa, bowiem to także byłoby możliwe.
Twarz mężczyzny była spocona, zmęczona, wykrzywiona bólem i coraz silniejszą zawziętością. Wyglądał na upartego skurczybyka, ale nie z takimi osiołkami Benjamin radził sobie całkiem sprawnie. Westchnął, słysząc niezwykle buntownicze warknięcie. W momencie, w którym Craig stracił maskę, stał się jakoś mniej przerażający. Owszem, doceniał przeciwnika, lecz ten znajdywał się w niezbyt komfortowej sytuacji i więcej osiągnąłby przy kooperacji niż słownym wierzganiu. Obrzucił go nieprzychylnym spojrzeniem.
- Podnieśliśmy na ciebie rękę? - powtórzył, marszcząc brwi. - Nie przypominam sobie, ale mówisz: masz - westchnął, wcale nie teatralnie, prawdziwie; miał nadzieję, że do tego nie dojdzie, okładanie unieruchomionego rywala nie dawało mu żadnej przyjemności, ale jakoś musieli pokazać mu, że nie spotkali się tutaj na niezobowiązującej pogawędce, dającej nieznajomemu prawa do odmowy odpowiedzi na pytania. Sądził, że odpowiednio mocny cios uświadomi go o powadze sytuacji, w której się znalazł. Uniósł więc rękę i ignorując nieprzyjemny trzask w barku, skierował zaciśniętą pięść w nos Craiga, nie patyczkując się za bardzo w łagodzeniu uderzenia. - Radziłbym ci współpracować. Chęć rozmowy była aż tak silna, że zaatakowałeś aurorów na służbie, więc z pewnością masz nam dużo do powiedzenia - rzucił sucho, dalej pozostając w zasięgu dłoni Craiga, czujny i zirytowany buńczuczną postawą mężczyzny. Dorosłego, dojrzałego, nie jakiegoś idiotycznego chłystka. Musiał wiedzieć, czym grozi użycie paskudnych klątw na służbach prawa, ale...może nie bał się konsekwencji? Coś go chroniło? Ta czarna, ohydna moc? A może koneksje? Był szlachcicem? Wątpił, by którykolwiek ze zgromadzonych Zakonników mógł to potwierdzić.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   19.03.17 10:46

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 34


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   19.03.17 23:08

W pewien sposób Benjamin miał rację i Alan doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Już od momentu usłyszenia opowiadanej przez Brendana historii, zaczął odczuwać pewien wewnętrzny konflikt. Z jednej strony był magomedykiem z powołania - ratował ludzkie życia, odejmował ból i wszelkie inne, często bardzo utrudniające życie dolegliwości. Z drugiej natomiast nadal był członkiem Zakonu Feniksa - człowiekiem, który chciał zmienić świat, najlepiej oczyszczając go ze zła. A nie miał wątpliwości, że człowiek, którego chciał uleczyć, był zły. Zaatakował aurorów podczas pracy, zaatakował ich nie sam, a z dwiema innymi osobami - co sprawiało, że mieli przewagę liczebną. I, co najgorsze, a co zdziwiło nie tylko Alana, ale również Weasleya, posługiwał się magią tak czarną, że nawet auror na czynnej służbie nie widział czegoś takiego wcześniej. Teraz Bennett miał więc problem - z jednej strony życzył temu człowiekowi wszystkiego co najgorsze, z drugiej natomiast czuł, że musi mu pomóc. Przynajmniej z ranami, które odniósł.
Ku jego zdziwieniu - strach nieznacznie zmalał, zamiast się powiększyć, gdy tajemniczy, zamaskowany (a przynajmniej do tej pory) mężczyzna odzyskał przytomność. Z jakiegoś powodu na wierzch wyszła ta bardziej oschła, często skrzętnie ukrywana natura młodego magomedyka, która pozwoliła mu na lekkie groźby skierowane w kierunku wszystkich tu obecnych. Do tych, którzy mu przeszkadzali mu w pracy i do tego, który zdawał się wcale nie pasować do obecnego otoczenia. Jeden z kącików jego ust powędrował nieco w górę w niemej satysfakcji z tego, że tym razem zaklęcie zadziałało idealnie. Odsunął się i spojrzał na ożywionego nieco "pacjenta", który miał siłę pyskować; a potem na Bena. Westchnął widząc do czego zmierza rozmowa tej dwójki. W pewien sposób bijąc tego mężczyznę psuli jego pracę jako medyka. Z drugiej jednak strony znając szczegóły tej sytuacji był im chyba w stanie to wybaczyć. Zrobił więc pół kroku bliżej Craiga i nachylił się nad nim nieco.
- Nie czuj się zbyt pewnie dzięki obecności medyka. Nie lubię jak ktoś niszczy moją pracę, jednak wystarczy, że ten oto osiłek walnie Cię kilka razy zbyt mocno, a nie będę musiał już wykonywać żadnej. Rozumiesz chyba więc, że lepiej go do tego nie prowokować? - Jedna z jego brwi powędrowała do góry. Czy mówił prawdę? I tak i nie. Z jednej strony wierzył, że Wright potrafiłby go wykończyć kilkoma ciosami, w drugiej nie wiedział czy on sam rzeczywiście by na to pozwolił.
Wstał zatem i podszedł do Brendana. Pamiętając o tym, że auror wciąż miał jeszcze kilka minut działania zaklęcia, a także o tym, że nie musiał właściwie robić nic poza gadaniem, po prostu machnął na niego ręką.
- Odsuń materiał ubrania tak, bym widział rany. - Polecił mu, a gdy auror wykonał polecenie, jeszcze raz, nieco uważniej przypatrzył się zasklepionym już ranom. - Dobra robota. - Spojrzał przez ramię na Benjamina, podejrzewając, że to właśnie on rzucił Fosilio na rannego. - Podleczę Cię nieco, ale nadal będziesz musiał smarować to maściami. Przyjdź do szpitala jeśli dasz radę, a jak nie to ja Ci dostarczę te maści i eliksiry regenerujące. Vulnera Sanantur. - Wykonał staranny ruch nadgarstkiem, kierując koniec różdżki na nacięcia, które wkrótce, za pomocą zaklęcia, zaczęły nieco znikać. Nie znikły całkiem, jednak znacznie się nadgoiły, nie grożąc już utratą większej ilości krwi. Organizm jednak nadal był osłabiony i choć teraz na nogach trzymało go zaklęcie, te wkrótce miało przestać działać.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   20.03.17 11:44

Jego twarz nie drgnęła, wyrażając jedynie zniecierpliwienie. Zastanawiało go, jak długo ten człowiek miał jeszcze zamiar wygłaszać pogróżki bez pokrycia - zupełnie jakby nie wiedział, że one niszczą, nie budują autorytet - będąc w pozycji całkowicie przegranej. Znajdował się na ich łasce i niełasce, mogli zrobić z nim właściwie wszystko. Alan wierzył, że by na to nie pozwolił, Brendan nie wierzył, że uzdrowiciel miałby w tym przypadku siłę przebicia. On i Craig przeszli razem na tyle długą drogę, że widok jego rozkwaszonej gęby nie zasmuciłby go ani odrobinę. Nie był pewien, co próbował osiągnąć, być może nawet nie chciał zabić nikogo z nich, ani Brendana ani Garretta, ale cała ta trójka czegoś od nich chciała. Teraz - miał idealny moment do tego, by powiedzieć, czego. Ostatni moment. I będzie dobrym chłopcem, jeśli zacznie współpracować - bo jeśli liczył na litość dobrotliwych aurorów, to znacznie się przeliczy. Nie mógł wiedzieć, kim był Benjamin ani Alan. Nie znajdował się w Ministerstwie Magii, nikt nie zabrał go na przesłuchanie zgodne z prawem, ocucił się, przemoczony zimną wodą, z gębą właśnie obijaną przez Bena, Brendan nawet nie zmrużył oka słysząc gruchoczący odgłos, i nadal popisywał się czymś, co można by określić jako dużą dozę nieuzasadnionej pewności siebie. Przeciętny człowiek na jego miejscu wyglądałby śmierci zamiast rzucać pogróżkami - po raz kolejny zaniżając intelekt swojego oponenta i najwyraźniej sądząc, że z tej pozycji wciąż wzbudza strach.
- Mniej rozmowny się zrobiłeś, kolego - mruknął. I przymknął oczy, kiedy zarówno Ben, jak i Alan, próbowali mu przetłumaczyć, że rozpoczęcie rozmowy będzie ze strony Craiga jedynym rozsądnym możliwym zachowaniem. Wydawał się nie do końca pojmować grozę swojej sytuacji i trochę minie, zanim to się stanie, ile - godzinę, dzień, tydzień, a może miesiąc? Właściwie mógł tak leżeć, związany i rzucony w kąt, póki nie zacznie gadać. Brendan wciąż był cały we krwi i choć nie miał możliwości wymienienia swoich ubrań, mógłby wykorzystać ten czas i chociaż przemyć twarz. Stanie tutaj i patrzenie na oślizgłą gębę tego drania wydawało się stratą czasu, a Brendan był już wykończony; wiedział, że wzmacniające zaklęcie lada chwila przestanie działać. Z westchnieniem przyjął ponowne zainteresowanie sobą uzdrowiciela - wszystko jest w porządku, Alan - leniwie unosząc strzępy rozdartej na piersi koszuli, by ten mógł dokonać fachowej inspekcji. Skinął głową.
- Wpadnę jutro - odparł, i drgnął lekko, kiedy jego ranę połaskotało kolejne zaklęcie zlepiające; nie spojrzał nawet na skórę; to właśnie tam rozciągały się jego świeże wciąż blizny po próbie, którą przeszedł przed zaledwie trzema dniami. Podziękował skinięciem głowy, gdyby nie on - byłoby z nim krucho. Oni oboje. - Tracimy czas - zwrócił się do Craiga. - Albo zaczynasz mówić i powiesz wszystko to, co chciałeś powiedzieć w dokach, albo wracasz do krainy snów. - I my nie rzucamy gróźb na wiatr; Benjamin już ci to pokazał. Spojrzał na niego - nienawistnie i wrogo. - Teraz.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   20.03.17 22:51

Cios sięgnął celu, oczywiście. Niemal zerowa mobilność, brak sił i wciąż dręczący go ból sprawiły że Craig choćby chciał, nawet nie miał jak wykonać próby uniku. Impet uderzenia niemal przewalił go na podłogę, rozciął wargę, naderwał ochronną skorupę która obecnie chroniła go przed wykrwawieniem się, niemal wybił zęba. Mężczyzna zobaczył przed oczami mroczki, przez chwilę zaczęło mu dzwonić w uszach.
Cudowne metody przesłuchania, nie ma co. Craig potrzebował dłuższej chwili by dojść do siebie. I jak tu w takich warunkach rozmawiać? Zastanawiał się przez chwilę, jak wyglądają przesłuchania w Tower. Jeśli w podobny sposób, to więźniowie prawdopodobnie umierają, zanim nawet zdecydują się powiedzieć coś użytecznego. Genialne!
Tak swoją drogą, jego groźby wcale nie były słowami rzucanymi na wiatr. Przynajmniej nie w całości. Nie sądził, by śmierciożercy czuli pilną potrzebę pomszczenia jednego z ich szeregów. Jednakże na pewno nie zostanie im to wybaczone ani zapomniane. Że próbowali przeszkodzić w budowie nowego, lepszego świata. Że ośmielili się stanąć rycerzom na drodze. Czarny Pan zetrze ich w pył, tego Craig był pewny.
A tobie, tępy osiłku, obiecuję, że wkrótce tę rękę stracisz.
Zdecydowanie prościej byłoby po prostu stracić przytomność i nieco odpocząć. Niestety, nie mógł sobie pozwolić na taki luksus. Tak naprawdę nie miał nic do stracenia. A bardzo wiele do zyskania. Gdyby uciekł bez dowiedzenia się choćby skrawka informacji... To dopiero byłaby klęska. Na temat rycerzy natomiast miał zamiar milczeć jak grób. Nie mógł zdradzić Czarnego Pana, nawet gdyby chciał. Padłby trupem w zaledwie kilka sekund. Mroczny Znak przypominał mu o tym każdego dnia. Był jak obietnica, szeptana codziennie do ucha. Złowieszcza, śliska... i jednocześnie promieniująca ogromną potęgą. Czarną, mroczną mocą, której cząstkę już przecież posiadł.
Nabrał powietrza w płuca, próbując skupić myśli. Wściekłe i wrogie spojrzenie Brendana nie robiło na nim wrażenia. Ten, kto dostąpił zaszczytu oglądania oblicza Czarnego Pana, wiedział głęboko w sercu, czego tak naprawdę powinien się bać. Byle auror z zapędami masochistycznymi nie robił na nim wrażenia.
Musiał pomyśleć - spokojnie mógł założyć, że przetrzymujący go mężczyźni na pewno zdają sobie sprawę z kilku faktów. O tym, że istnieje grupa władająca czarną magią - wiedzieli. Pluł sobie w brodę za te teatralne okrzyki i groźby pod adresem Crispina. Bardziej oczywistego poinformowania przeciwników o fakcie samego istnienia takiego grona nie potrafił sobie wyobrazić. Ale to nic, nic. Teraz musiał być ostrożny. Co ojciec zawsze mu powtarzał?
Auribus frequenitius quam lingua utere
"Uszu używaj częściej niż języka"
- Twój kolega miał ciekawego patronusa... Myślisz że nauczyłby mnie takiego wyczarowywać? - bunt nadal gię go trzymał, widoczny był w lekko uniesionych kącikach ust i w oczach.
Bo kto powiedział, że musieli rozmawiać na poważne tematy, hm?




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   21.03.17 17:16

Przyglądanie się cierpiącemu mężczyźnie, który widocznie w krytycznych sytuacjach wspinał się na wyżyny poczucia humoru, zaczęło Benjamina irytować. Nie zamierzali przecież siedzieć tutaj całej nocy, naiwnie licząc na to, że zatrzymany łaskawie podzieli się z nimi czymś więcej od szczeniackich odzywek. Na jego miejscu wolałby współpracować lub chociaż pokazać się z nieco dojrzalszej strony, ale cóż robić, widocznie nieznajomy miał w jasnym poważaniu ich dobre i szczere rady. Powinien ich posłuchać, może Wright poczęstowałby go doskonałą, źródlaną wodą z kranu, zamiast miażdżyć z niemiłym zgrzytem prosty nos. Ręka nieco go zabolała a poraniona skóra napięła się, lecz lecznicze zaklęcia i bandaże nie pozwoliły na nadszarpnięcie ran. Brodacz nie okazał też w żaden sposób dyskomfortu, nie do takich nieprzyjemności przywykł i nie takie wytrzymywał: podobnie sprawa miała się z wątpliwie atrakcyjnym towarzystwem spętanego i osłabionego utratą krwi bruneta, ciągle opierającego się o kanapę i łypiącego na nich buntowniczo.
Ben ledwie powstrzymał się od wywrócenia oczami: zamiast tego nie odrywał wzroku od jego puchnącej szybko twarzy, słuchając najpierw gróźb - a raczej złotych rad - Alana, a potem rzeczowego żądania Bennetta. Miał nadzieję, że ta spokojna, stateczna postawa wpłynie jakoś na znajdującego się w sytuacji bez wyjścia jegomościa, ale ponownie się przeliczył. W jakiś pokrętny sposób rozumiał jego upartość, skoro zgadzał się na noszenie tej odrażającej maski, zapewne naprawdę zależało mu na idei, jaką prawdopodobnie wyznawał, co jednak nieco podważało sens zdrady Russella. Dlaczego to zrobił? Czym różnił się Crispin od zagorzałego bruneta, brudzącego mu podłogę przy wiekowej sofie? Oby Garrett wyciągnął z byłego-niedoszłego aurora jak najwięcej informacji, które ich przyjaciel być może potwierdzi. Benjamin nie zapędzał się myślami zbyt daleko, koncentrując się, jak zawsze, na najbliższej przyszłości. Skoro mroczny fircyk nie współpracował, widocznie uznając, że nie grożą mu na poważnie, należało go ponownie unieszkodliwić.
Wright w żaden sposób nie skomentował słabego, kpiącego uśmiechu ani żenującego popisu żartobliwości. Kątem oka zerknął na Brendana i nie widząc żadnego sprzeciwu ani chęci do kontynuowania rozmowy, uniósł gromowładną pięść, tym razem starając się mężczyznę nie połamać a skutecznie ogłuszyć i pozbawić przytomności.
- Co z nim robimy? Jak go przeniesiemy? - spytał rzeczowo, masując sobie nieco naruszoną pięść. - I co robimy z tym ustrojstwem? Zabieramy? - kiwnął głową w kierunku zakurzonego kąta, gdzie na podłodze błyszczała ohydna, lodowata w dotyku maska.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   21.03.17 17:16

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 12


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   21.03.17 22:01

Uderzenie w głowę to było zdecydowanie więcej niż poobijana głowa Craiga mogła znieść. Przed oczami zrobiło mu się ciemno i Burke stracił przytomność odcinając się od bólu i zmęczenia.

|Możecie kontynuować bez dalszej ingerencji Mistrza Gry. Jeśli MG uzna, że dalszy nadzór jest konieczny, nie będzie sobie żałował postów. Gdyby ktoś z was także nie chciał żałować Mistrzowi Gry, to może zwrócić się o arbitraż w prywatnej wiadomości do Herewarda bądź Vitalija.


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   21.03.17 22:32

On również miał cichą nadzieję na to, że jego słowa coś pomogą, że jakkolwiek wpłyną na obecnego tu mężczyznę, otworzą jego usta, zmuszą do myślenia. Nie miał doświadczenia w grożeniu, choć raczej świadczyło to o nim dobrze. Jako medyk, a przede wszystkim także człowiek prawy, nie lubiący przemocy, zła i nieczystych zagrywek, w swoim życiu miał niewiele możliwości do tego, by rzeczywiście komuś grozić. Sytuacja była wyjątkowa, niespotykana i zadziwiająca. Chciał pomóc, chciał dorzucić swoją cegiełkę, licząc na to, że pomoże ona przechylić szalę i wydobyć coś z tego człowieka. Nie pomogło. Westchnął więc, w zirytowaniu przewracając oczami. Jak często aurorzy spotykali się z ludźmi tego typu? Jak często musieli użerać się z nadętymi, denerwującymi typami, którzy jedynie utrudniali im pracę, przy tym okropnie irytując? Bennett ponownie docenił swoją bezpieczną, spokojną i szanującą jego komfort psychiczny (a przynajmniej kiedy było się odpornym na widoki nieraz bardziej niż zadziwiające czy szokujące) pracę.
Udał się więc od Brendana, to na nim ponownie skupiając swoją uwagę. Podleczył go, a także wytłumaczył co ma dalej robić, licząc na to, że auror rzeczywiście zastosuje się do jego zaleceń i niebawem zjawi się w szpitalu po eliksiry i maści. Znał aurorów oraz funkcjonariuszy policji. Lubili lekceważyć swoje dolegliwości, a co za tym idzie - lekarskie zalecenia. Dlatego spojrzał nieco sceptycznie na Weasleya.
- W takim razie dobrze. Ale wiedz, że jeżeli nie będziesz pić tych eliksirów, twoja rekonwalescencja wydłuży się dwu, albo i trzykrotnie. Ale skoro tak mówisz - mam nadzieję, że zobaczymy się jutro.
W międzyczasie przysłuchiwał się słowom, rzucanym zarówno przez Brendana, jak i Benjamina oraz Craiga. To nie był jego świat, to nie były jego kredki. Czuł jak bardzo nie pasował do tego krajobrazu, jak bardzo to wszystko było dla niego nowe. Skrzywił się z wyraźnie widocznym na jego twarzy niezadowoleniem i zniesmaczeniem, kiedy do jego uszu ponownie doszedł odgłos uderzenia. Nie musiał zgadywać, że ich przeciwnik stracił przytomność, byłby szczerze zdziwiony gdyby było inaczej.
- Chyba nic tu po mnie. Rozumiem, że tego tutaj mam nie leczyć bardziej, a wystarczy upewnienie się, że nie wykrwawi się na śmierć? - Wzrok przesunął po twarzach Benjamina oraz Brendana. Choć rzeczywiście wyglądało na to, że niewiele miał tu do roboty, w pewnym sensie nie chciał odchodzić. Ludzka ciekawość robiła swoje, chciał wiedzieć co się będzie działo dalej. I wtedy zdał sobie z czegoś sprawę, choć do tego nie przyczyniła się wspomniana ciekawość i chęć zostania tu nieco dłużej.
- A z Tobą wszystko w porządku? - Skierował wzrok na rosłego mężczyznę. Ubrania oraz umięśniona, sprawiająca wrażenie niezwykle silnej, a wręcz niezniszczalnej postura nie mogła go zmylić. Zdał sobie sprawę z tego, że w tym wszystkim to jego właśnie pomylił. A może też był ranny?
- Możecie użyć zaklęcia niewidzialnych noszy, czyli Lectica. - Zaproponował, słysząc ich dyskusję. Ale wtedy zdał sobie sprawę z minusów zaproponowanego przez niego rozwiązania. - Albo... ja posiadam licencję na teleportację łączną.
Spojrzał najpierw na Brendana, potem na Benjamina. Potrzebowali jeszcze jego pomocy, czy nie?





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
 

część pierwsza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Siostrzana miłość - czyli która pierwsza rzuciła jedzeniem
» Pierwsza planeta
» Pierwsza Lekcja Latania

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Śmiertelny Nokturn 20/6-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17