Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 część pierwsza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: część pierwsza   04.08.15 19:42

First topic message reminder :

korytarz, salon, kuchnia


azyl Benjamina znajduje się na poddaszu jednej z kamienic śmiertelnego nokturnu, niewyróżniającej się z szarej ściany innych lokali o niskim standardzie mieszkalnym. spiralna klatka schodowa, trzeszczące stopnie, poobtłukiwane mury, wiecznie zepsute światło - typowy wstęp do meliny najwyższego (piąte piętro!) sortu, odgrodzonej od świata zewnętrznego wyjątkowo trwałymi drzwiami. bez żadnej tabliczki, za to z mnóstwem dziwnych zadrapań i dziur, jakby ktoś wielokrotnie po pijaku próbował dostać się do zamka, rysując kluczami po drewnie.
po przekroczeniu progu wcale nie jest sympatyczniej. mikroskopijny przedpokój zawalony jest jakimiś papierzyskami i pustymi butelkami. pod ścianą stoi wieszak z całą kolekcją ochronnych rękawic, poprzetykanych pomiętymi częściami garderoby. na szczęście po zrobieniu kolejnych dwóch kroków można uciec spod lawiny rzeczy, przechodząc do bardzo minimalistycznie urządzonego salonu. z ścian odpada tapeta (kiedyś krwistoczerwona ze złotym wzorem), dębowy parkiet przykryty jest zakurzonym dywanem a w pomieszczeniu znajduje się tylko wytarta kanapa, duży stół z czterema różnorodnymi stylistycznie krzesłami i kominek. na jego gzymsie poustawiano wszystkie pamiątki Bena, związane z karierą w Jastrzębiach; złote puchary, nagrody, odznaczenia, złote mikroskopijne miotełki i autentyczne tłuczki. w kącie salonu znajduj się aneks kuchenny - typowo kawalerski, bez zbędnych sprzętów. lodówka, kuchenka, jedna szafka, zlewozmywak. żadnej patery z owocami czy ozdóbek. tuż obok drewnianego kuchennego blatu wisi klubowy kalendarz Jastrzębi z 1950 roku.
pomieszczenie oświetla jedna chybocząca się u sufitu żarówka oraz staroświecka lampa, stojąca tuż obok poplamionej kanapy. okno, znajdujące się tuż za nią, wychodzi na ciemną ścianę sąsiedniej kamienicy. najczęściej jednak niezbyt czysta szyba zasłonięta jest intensywnie oranżową zasłoną w niebieskie ciapki, doskonale współgrającą z poszarzałą, odłażącą ze ścian tapetą.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Benjamin Wright dnia 02.12.16 11:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   24.03.17 12:27

Na bunt było już za późno. Brendan żachnął się z niesmakiem, kiedy nieznajomy napastnik wciąż ich ignorował i nawet nie mrugnął, kiedy Benjamin w oczywisty sposób zareagował na jego zachowanie. Tam, skąd pochodzi ten człowiek, najwyraźniej nie zwykli brać pogróżek poważnie. Ich błąd, przeciwnika nigdy nie należy lekceważyć. A Brendan nie wierzył, by ktokolwiek, kto dla własnej wygody sięga po czarną magię był w stanie myśleć o czymś większym niż on sam. Nie mieli czasu, był zmęczony, chciał wreszcie odpocząć i marzył o słodkim śnie.
- Rozmowa jednak nie jest jego mocną stroną - mruknął, kiedy jego nieprzytomne ciało osunęło się już na podłogę, obrócił w ręku różdżkę - z zastanowieniem, nim podniósł z kąta metalową maskę śmierciożercy, przyglądając się jej zdobieniom w milczeniu. Wyglądała złowieszczo i zapewne w równie złowieszczych celach została wykonana; człowiekowi, który z nimi tutaj przebywał, musiało zależeć na zachowaniu własnej twarzy, skoro uciekał się do krycia jej za maską. Kim więc mógł być? - Wezmę ją. Pokażmy ją Bathildzie - stwierdził bez przekonania, zastanawiając się nad tym, do czego właściwie zmierzał. Był aurorem - i po raz pierwszy odchodził od aurorskiego obowiązku, nie ufając już dłużej instytucji, jaką było Ministerstwo Magii. Nie po tym wszystkim. - Powinienem zabrać go do Tower, skąd przeniosą go do Azkabanu - westchnął, przenosząc wzrok na Benjamina. - Ale nie chcę tego robić. Był tak pewny siebie, jakby czuł się całkowicie bezkarny. To może mieć coś wspólnego z policją antymugolską. Albo arystokracją. Boję się, że po prostu go stamtąd wypuszczą, a on... jest cholernie niebezpieczny. - Jego wzrok prześlizgnął się na nieprzytomne ciało Burke'a, cóż więc pozostało? - Kwatera, Ben? Możemy go tam zamknąć? - W kwestii Zakonu - rządził Ben. Posiadali równy stopień gwardzisty, ale to Wright poświęcał się sprawie od znacznie dłuższego czasu, mając też w sposobie działania Zakonu znacznie większe rozeznanie niż Brendan.
- Spokojnie, Alan - mruknął. - Przyjdę - Nie tylko dlatego, że nigdy nie rzucał słów na wiatr ani nie miał zwyczaju mówić innych rzeczy niż myślał. Nie dbał o swoje ciało zanadto, to prawda, było wszak tylko nic nie znaczącą skorupą, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak istotne jest zdrowie i dobra kondycja - stary płaszcz należało załatać, stare buty podkuć - i nie inaczej było z ludzką skórą. Łypnął okiem na Benjamina, kiedy uzdrowiciel zatroszczył się również o niego; nie zapytał, czy nie miał kłopotów, kiedy próbował się do nich przedostać. Ulice Nokturnu nie należały do najbezpieczniejszych. Z zaskoczeniem spojrzał na Alana, więc mógł go bez trudu przetransportować? Wspaniale. - Więc kwestię transportu mamy rozwiązaną - stwierdził, nie pytając Alana, czy pomoże - wydało mu się to oczywiste, walczyli wszak o wspólną sprawę. - Pozostaje jeszcze kwestia patronusa, o którym wspomniał. Nie powinien tego pamiętać. - I choćby miał nad nim stać z różdżką całą noc, wypchnie mu to wspomnienie z głowy. Całego dzisiejszego dnia. - Obliviate - szepnął.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   24.03.17 12:27

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 79


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   24.03.17 17:25

Kiedy nieznajomy ponownie został wysłany do krainy przyjemnych snów, Benjamin powstał z podłogi, rozcierając odruchowo pięść. Chętnie przysoliłby mu raz jeszcze, tak dla pewności, ale rozsądek podpowiadał mu, że nie byłoby to najlepsze rozwiązanie i mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku. Potrzebowali przecież informacji, skrywanych pod rozczochraną kopułą buntowniczego jegomościa, a ich wydobycie nastręczałoby wiele trudności, gdyby ten doznał urazu mózgu lub zakrztusił się krwią. Co prawda Wright nie miał pojęcia, jak wyciągną z czarnoksiężnika informacje, skoro ten widocznie nie zamierza współpracować po dobroci - zero zdziwienia - ale był pewien, że Bathilda Bagshot znajdzie sposób. Znoszenie ścierwa, śmierdzącego na kilometr ohydną magią, do kwatery Zakonu nie podobało mu się za bardzo, ale sądził, że w tej sytuacji nie mieli innego wyjścia. Wright kopnął lekko nogę nieprzytomnego mężczyzny, upewniając się, że ten nie kontaktuje, po czym podniósł wzrok na Alana
- Ze mną wszystko w porządku - odparł rzeczowo i pewnie, po raz pierwszy od wielu tygodni prawdziwie. Chociaż rany po Próbie nie zagoiły się w pełni, to wewnętrznie czuł absolutny spokój, nadszarpnięty jedynie ostatnimi wydarzeniami. Ciągle nie mieścił mu się w głowie parszywy atak, ale jak na razie mieli sytuację pod kontrolą. Należało jednak się stąd zabrać. Kiwnął głową na sugestię Alana - teleportacja łączna była doskonałym pomysłem; dotrą wspólnie w okolice chaty a stamtąd już zdołają przeciągnąć Craiga na noszach do środka chaty - i podobnie zareagował na pytanie Brendana.
- Sądzę, że tak, chociaż ostateczna decyzja co z nim zrobić będzie należała do profesor Bagshot - powiedział, poprawiając rękawy przykrótkiej koszuli w bardzo rutynowym geście szykowania się do drogi. - To co, widzimy się na miejscu? - rzucił, zerkając pytająco na Brendana i Bennetta. Nie mógł sobie przypomnieć, czy Alan posiada wstęp do kwatery, ale nawet jeśli dostarczy nieprzytomnego fircyka blisko terenu zamkniętego Zaklęciem Fideliusa, byłoby to sporym ułatwieniem. Wright zerknął kontrolnie na Brendana, jakby zastanawiając się, czy ten da radę teleportować się po traumatycznym rozszczepieniu, ale umiejętna opieka Alana zdawała się doprowadzić go do dość dobrego stanu, pozwalającego mu na rzucenie udanego zaklęcia zapomnienia.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: część pierwsza   25.03.17 13:04

Niejako skrzywił się, słysząc charakterystyczny chrzęst. Prawdopodobnie ich niecodzienny towarzysz siedział tu nie tylko nieprzytomny, ale również ze złamanym nosem. Odruch typowo uzdrowicielski wręcz kazał mu podejść do niego i mu pomóc, naprawić to, uleczyć jego rany. Ale powstrzymywał go w ryzach, pamiętając z jak niebezpiecznym typem miał do czynienia. Znacznie lepiej było, gdy ten pozostawał nieprzytomny. Gdyby jakimś cudem potrafił jednak posługiwać się magią (najprawdopodobniej czarną magią) bez różdżki, Alan nie był pewien czy by sobie poradzili. Brendan był mocno osłabiony. Co prawda Benjamin zdawał się być w pełni sił, jednak nawet aurorzy mieli problem z zatrzymaniem tego mężczyzny, a sam Bennett mógłby być marną pomocą w obronie/próbach złapania go, gdyby ten miał więcej sił.
W ciszy słuchał ich rozmów, samemu mając niewiele do dodania. Nie jemu było decydować czy mężczyzna ten ma trafić do Tower, do Azkabanu, czy gdzie indziej. Prawdą jednak było, iż podskórnie wolał, aby właśnie w więzieniu strzeżonym przez dementorów zagrzał on miejsce. Nie potrafił sobie wyobrazić jak czarną magią musiał się on posługiwać, skoro nawet aurorzy byli tym zaniepokojeni. Nie chciał więc, by mężczyzna ten chodził po Londyńskich ulicach, stwarzając zagrożenie dla niego, dla jego bliskich, ale również dla innych, całkiem obcych mu ludzi.
- Dobrze. Więc na jutro przygotuję wszystko. - Kącik jego ust nieznacznie uśmiechnął się. Aurorskie zapewnienia często mijały się z prawdą, jednak wierzył, że Weasley dotrzyma słowa. - Oprócz tego musisz się oszczędzać. Dużo śpij, jedz i pij, ale również nie nadwyrężaj się i dopóki rana całkiem się nie zagoi - unikaj bardzo gorących kąpieli.
Przybył tutaj, by pomagać, by spełnić swój obowiązek magomedyka, prawda? Tak więc chciał dopiąć wszystko na ostatni guzik, skoro niedługo mieli się rozejść, a on miał wrócić do Szpitala Świętego Munga. Zainteresował się więc również Benjaminem. Doświadczone, bystre oko uzdrowiciela nie przegapiło pewnych rzeczy. Wbrew temu co twierdził Wright - coś mu jednak było i Alan dostrzegał to w małych znakach. I o ile mu się nie zdawało - dostrzegł również charakterystyczne, znane mu już rany. Nie pytał jednak o nic, nie nalegał. Jedynie kiwnął głową.
- W porządku.
Był po części zadowolony i po części zaniepokojony, gdy okazało się, że to on zajmie się transportem nieprzytomnego jegomościa. Poczucie lekkiej dumy z faktu, iż przyda się nie tylko jako medyk, nie wyszło na zewnątrz, ale również nie zostało stłumione przez niepokój. Niepokój, który skutecznie minimalizował fakt, iż Craig był nieprzytomny.
- Widzimy się na miejscu. - Kiwnął głową. Poczekał aż Brendan rzuci Obliviate, poczekał aż wyrażą swoją gotowość. A potem podszedł do nieprzytomnego mężczyzny, dotknął jego ramienia i już po chwili ich nie było. Nie minęło dużo czasu, gdy dołączyła do nich pozostała dwójka.

zt x 4





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
 

część pierwsza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

 Similar topics

-
» Siostrzana miłość - czyli która pierwsza rzuciła jedzeniem
» Pierwsza planeta
» Pierwsza Lekcja Latania

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Śmiertelny Nokturn 20/6-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17