Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przedsionek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Przedsionek   05.08.15 16:06

First topic message reminder :

Przedsionek

Z zewnątrz budynek przypomina odrapaną starą chatę, wątłe drewniane drzwi niewątpliwie nie są skuteczną ochroną przed złodziejami - prowadzą do nich trzy lekko spróchniałe schodki. Przez otwarte okno wiatr wypycha pożółkłą firankę splecioną z bluszczem, a wokół roztacza się mało przyjemny zapach zgnilizny...

Wewnątrz przedsionka miejsca znajduje się niewiele  - a większość zajmuje miękkie legowisko trolla będącego strażnikiem tego miejsca.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber http://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 http://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche http://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 http://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
aktorka
30
Półkrwi
Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
8
7
0
0
1
0
Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Przedsionek   03.07.16 21:08

Westchnięcie.
Znów czuła dawne wrażenie karcenia - Cassandra zdawała się być zawsze osobą ustawioną poza jasnymi szczeblami hierarchii, nieuchwytną do końca w pojęcie koleżanki. Mimo różnicy wieku, działającej pozornie na korzyść Cornelii, uzdrowicielka zawsze sprawiała wrażenie dojrzalszej, bardziej doświadczonej przez życie, budzącej respekt. Ponurą, stateczną aurą obniżała temperaturę powietrza w pomieszczeniach z nią dzielonych, a samym spojrzeniem, niespecjalnie nawet przeznaczonym do zgromienia, potrafiła człowieka poskromić, zaburzając wszystkie wartości w które dotychczas wierzył. Niegdyś Cornelię chronił przed tym wrodzony optymizm - uważany za naiwny - oraz bezczelne przekonanie o własnych możliwościach, teraz zaś, gdy z obu tych zjawisk pozostały zaledwie ukrywające się na dnie smutnych oczu cienie, samo poczucie potwierdzonej empirycznie racji nie mogło rozwiać niespokojnej wątpliwości pojawiającej się ze słowami nokturnowej damy. Zagryzła więc zęby, czując przemożną znów przemożną chęć ucieczki. Nie chciała się z tym mierzyć, nie teraz, nie - wątpiąc wciąż we własne siły.
- Może innym razem - powiedziała zatem bezbarwnie, ratując resztki dawnej Cornelii prawie niewidocznym, lecz wciąż charakterystycznym wzruszeniem ramion. - Przyszłam właściwie z przeziębieniem - Trochę głupio, nieprawdaż? Teraz docierało do niej już całkowicie, że to nie był dobry pomysł. Wyjaśnienia były koniecznie i naiwnością (och, C o r n e l i o) było twierdzenie, że bez nich się obejdzie; że powrót nie wiąże się z rozdrapywaniem dawnych ran, które jeszcze niedawno uważała za blizny, zaś teraz okazywały się być świeżymi urazami.
Nie chciała rozmawiać. Nie chciała spowiadać się, tłumaczyć, obserwować reakcji, kpiących uśmiechów, wyższości, szczególnie jeśli miała to czynić osoba będąca po zupełnie innej stronie. Miała zupełnie inny, z góry skazany na porażkę plan.
Zapomnieć, wymazać, udawać.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   11.07.16 10:16

Przez moment patrzyła na nią z założonymi na piersi rękoma niewidzącym wzrokiem; nie rozumiała. Szukała w sobie odpowiedzi na pytanie czego Cornelia właściwie spodziewała się, przychodząc do niej w taki sposób, bez zapowiedzi, po latach, usiąść przy kawie i porozmawiać o pogodzie? Nie, Cassandra rozumiała chęć ucieczki lepiej niż ktokolwiek inny, wiedziała też, że ucieczka była możliwa, kiedy się jej naprawdę chciało. Ale Cornelia wciąż tu była, jej ucieczka była tylko ułudą, zmyłką, jakby trzymała ją niewidzialna smycz przywiązująca ją wciąż do płota, którym... którym było - co? Graham, wodzący za nos nie ją pierwszą i nie ją ostatnią? Miała ją za naiwną, zawsze, kiedy usiłowała tworzyć równie naiwną rodzinę, miała ją za jeszcze bardziej naiwną, kiedy próbowała tę rodzinę odnaleźć u niej i Vasyla, Vasyla, którego dziś Cassandra najchętniej zarżnęłaby tępym nożem. Nie pasowała do Nokturnu nie bez powodu, optymizm przysłaniał jej prawdę, która okrutnie wyglądała inaczej, niż w jej wyobrażeniach. Może teraz, po powrocie - spróbuje to zrozumieć? Mogą usiąść, porozmawiać. Mogą usiąść, ona nie będzie robiła jej wyrzutów po tym zniknięciu bez śladu, nie miała powodów. Mogłyby. Ale Cornelia tego nie chciała. Cassandra nie rozumiała, być może spodziewała się innego, cieplejszego powitania, być może spodziewała się ugoszczenia w ciepłym salonie, podania herbaty w filiżankach i poplotkowaniu o najnowszych trendach pokazanych w Czarownicy, udając, że jej dziecko wcale nie jest głodne, a powarkiwanie trolla z korytarza to tylko chrapanie. Na jej słowa opuściła wzrok, przez chwilę milcząc, nie rozumiała. I teraz poczuła żal, który zatlił się w niej cichym echem przeszłości.
- Idź do pana Mulpeppera - poprosiła cicho, opierając się bokiem o drewnianą ścianę skromnego przedsionka, dopiero teraz podnosząc wzrok na jej twarz. - Nie mam u siebie eliksirów dla tych, którzy chodzą o własnych siłach. Eliksir pieprzowy, pół łyżki przed snem wystarczy. - Tyle ci nie zaszkodzi, kiedy jesteś zdrowa, jak teraz. - Kup też mieszankę z gryfonii - dodała po dłuższej chwili milczenia, ta naprawdę mogła jej się przydać. Nie chciała używać bardziej oficjalnej nazwy - antydepresyjnej; przypuszczała, ze Cornelia zorientuje się najwcześniej w samej aptece, jeśli tylko zdecyduje się tam pójść. Spojrzenie Cassandry mówiło, że powinna. - Mały łyk każdego ranka, przez miesiąc. Twoje oczy mówią, że tego potrzebujesz. - To moja dobra wola, Cornelio i lepiej ją doceń, bo doświadcza jej niewielu.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber http://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 http://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche http://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 http://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
aktorka
30
Półkrwi
Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
8
7
0
0
1
0
Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Przedsionek   11.07.16 16:50

Nie powinna przychodzić, co do tego nie było najmniejszych wątpliwości. Ale okazywało się, że składało się na to o wiele więcej czynników, niż mogłaby się spodziewać - chodziło już nie tylko o samo zasypywanie ran solą czy poszukiwanie... czego, zrozumienia? w miejscu, w którym zawsze natrafiała prędzej na specyficzny rodzaj wyższości, na ciągłe negowanie optymizmu, który pomimo wszelkich przeszkód tlił się niegdyś w Cornelii?
Nawet teraz. Gdy wszystko waliło się znów, a kolejne ciosy już czaiły się nad jasną głową, kiedy najmniejsze okruchy nadziei powinny zostać zdeptane przez okrucieństwo życia - w oczach wciąż ukrywało się wspomnienie dawnego błysku, a w uśmiechu cień tamtej dziecięcej radości. Są takie światła, które można usiłować zdusić, skryć, ale one nigdy nie zgasną.
Wiesz, Cassandro, co mówią o różdżkach z łuską smoka. O czarodziejach, których wybiorą.
- Dziękuję - powiedziała wreszcie po chwili milczenia, nie ruszając się wciąż z miejsca, choć przecież powiedziała, że tylko po to przyszła. Po poradę zdrowotną. Nie wiadomo było, czy czeka może na wystawienie rachunku, przytulenie, czy policzek, grunt, że jeszcze moment stała w milczeniu, wbijając uparcie wzrok gdzieś w podłogę. Czego chciała? Nie miała pojęcia.
- Przyjdę jeszcze - obiecała nieśmiało, choć słowa przypominały bardziej prośbę o pozwolenie. Do kogo innego miała pójść? Do Zakonników? I powiedzieć; wiecie, chciałam z kimś porozmawiać o swojej przeszłości, ale w sumie to nie chce o niej gadać.
- Kiedyś - dodała jeszcze ciszej, rzucając Cassandrze na pożegnanie smutny uśmiech.

[zt]


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   09.08.16 18:14

Częściowo rozumiała. Częściowo, rozdarte emocje, strach, przymusową chęć powrotu do miejsca, gdzie to wszystko się zaczęło. Częściowo nie, jeśli naprawdę chciała uciec, mogła to zrobić w każdej chwili. Odsunąć się całkiem, zapomnieć... więcej nie wspominać Grahama. Był tylko mężczyzną - czy naprawdę jego postać mogła przysłonić Cornelii widok na wszystko inne? Tylko tyle wystarczy, żeby zniszczyć kobietę? Uczucie do mężczyzny, który nawet na nią nie zasłużył? Graham zawodził wiele kobiet, Cornelia była jedynie jedną z nich, a on... gdzie on się właściwie podziewał? Czy ktokolwiek to wiedział? Tutaj go nie było, Cornelio, tutaj jest tylko to, co pamiętasz, przygnębiający smutek, kurz i plamy krwi wsiąknięte w drewnianą podłogę. Tutaj jest tak jak było  - sentymentalnie, bezlitośnie i bezuczuciowo. Ponuro jak zawsze. Taki był Nokturn, pamiętasz? Światło szczęścia, które usiłowała roztaczać Cornelia, wydawało się ledwie przeciskać przed deski odgradzające tę część miasta od innych. Tutaj nikt nie chciał widzieć tego światła, życie płynęło innym torem.
- Tak będzie najlepiej, Cornelio - odparła cicho, zakładając ręce na piersi i opierając się bokiem i ścianę korytarza, tak będzie najlepiej. Odejdź teraz, przemyśl sobie to wszystko i wróć, kiedy będziesz już spokojniejsza. Drzwi tego miejsca pozostaną dla ciebie otwarte jeszcze długo.
Cassandra się nie poruszyła, ani po to, aby przytulić Cornelię, ani po to, by zabrać od niej zapłatę, nie chciała jej. Do zobaczenia, moja droga, jeszcze się spotkamy. Patrzyła, jak jej gość odchodzi w gęstniejącą mgłę krętych uliczek Śmiertelnego Nokturnu.

/zt




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   19.04.17 16:19

01.04

Krzyczał. Krzyczał tak głośno, że nie mogła przestać – odruchowo - unosić wzroku ku górze, gdzie na piętrze spała jej córka, a to niemożliwie rozpraszało ją od przeprowadzanych zabiegów, nawiasem mówiąc nienależących wcale do najłatwiejszych. W jej spojrzeniu jarzyła się niecierpliwość zmieszana ze złością; zgadzała się przyjmować pacjentów pod swój dach – z pewnością nie po to, żeby burzyli jej cały naturalny porządek świata. A to właśnie robił ten człowiek.
Najpierw, cudak, doczołgał się niemal pod sam próg jej lecznicy, zalany krwią i w poszarpanym ubraniu, z wyraźnymi śladami po czarnomagicznych klątwach – od momentu wprowadzenia policji antymugolskiej Cassandrze zdawało się, że czarodzieje doszczętnie utracili już przyzwoitość. Pozwalali sobie na o wiele więcej nawet na ulicach, choć nie była pewna, czy to rzeczywiście wiązało się z politycznymi zmianami – być może wiatr nadciągał z zupełnie innego kierunku, być może to przedsmak przyszłości – tego, co tyle razy widziała w snach. Nie lubiła klątw. Pozostawiały trwałe ślady, których próby zaleczenia pozostawały żmudną i ciężką pracą, często nie prowadzącą wcale do sukcesu. A dbając o reputację – która była w tym miejscu wyznacznikiem jej pozycji, a więc i kwintesencją przetrwania – nie mogła sobie pozwolić na porażkę.  
Po tym, jak przy pomocy magii przetransportowała go na pryczę wyścieloną szarym spranym prześcieradłem, wpierw zdjęła z niego ubranie: poszarpana koszula lepiła się do ciała, mokra od krwi, deszczu i czegoś, co cuchnęło jak szczyny, a co wiedźma dla własnej dobra wolała zignorować – lata praktyki i pracy z preparatami tworzonymi z ludzkich szczątków uodporniło ją na podobnie przykre zapachy. Nogawki spodni poszarpane od dołu wyglądały, jakby coś tego człowieka napadło i podgryzało, psy? Szczury? Magiczne stworzenia, których nie potrafiła wskazać? Nieistotne, musiała rozebrać go do naga – dopiero wtedy możliwe było przemycie jego ciała – oblepione skrzepami stanowiło marny materiał do diagnozy. Dopiero wówczas przywołała ku sobie wiadro zimnej wody i szmatę, którą jęła przemywać jego skórę. Za każdym razem, kiedy wykręcała materiał, woda barwiła się na coraz wyraźniejszy szkarłat – a jego ciało coraz mocniej jaśniało bladością. Stracił dzisiaj wiele krwi. Dopiero wtedy – mogła odnaleźć wszystkie rany znaczące ciało bezimiennego.
Długa, cięta, na klatce piersiowej; Vulnareiro? Na czarnej magii znała się tyle, na ile wystarczało jej to w uzdrowicielskim fachu, na tyle, by wiedziała, jak postępować z rannymi i co zrobić z zagrażającą życiu raną, ale praktyka na Nokturnie pozwalała jej wypatrzeć najczęściej zadawane obrażenia. Te brutalne były wynikiem potężnych, straszliwych klątw – ale na Nokturnie można było spotkać czarnoksiężników, którzy potrafili je rzucić. Kilka prób rzucenia podstawowego zaklęcia zasklepiającego wystarczyło, by potwierdzić jej przypuszczenia, rana goiła się trudno i nie chciała przyjąć pomocy. Z zastanowieniem  - w konsternacji - przyglądała się pozostałym zadrapaniom, ciągnącym się wzdłuż linii torsu i na ramionach, nie rozpoznając ich źródła ponadto, że niewątpliwie zostawiła je czarna magia. Kilka ruchów różdżką wystarczyło, by – przynajmniej póki co – zawiązać je bandażami i zatamować krwawienie, z niektórych wciąż lała się krew. Zewnętrzna strona lewego uda nosiła ślady pogryzień – dwa kły, węża? Obszar zaczynał już sinieć, przesunęła różdżką nad skórą w poszukiwaniu trucizny: coś sączyło się w jego krwi, ale nie potrafiła oszacować mocy jadu.
Zmrużyła niebezpiecznie oczy, obserwując, jak kolejny krzyk zatrzymywał się już w jego gardle, jak się nim krztusił, wybałuszając oczy – eliksir słodkiego snu zaczynał wreszcie działać, ten człowiek wkrótce uśnie i przestanie wzywać na pomoc Merlina. Powoli, zbyt wolno, czyżby odmierzyła mu zbyt małą dawkę? Możliwe, facet był jak dąb – tylko czołgając się przez przedsionek sprawiał wrażenie wychudzonej miernoty. Nie mogła już słuchać jego wrzasków, bolała ją od nich głowa. Nie miała zamiaru się z nim użerać, póki wył jak wilczyca w rui do srebrnego księżyca – musiał się wreszcie, na litość, zamknąć. Podwinęła rękawy białej, zakrwawionej już – utrapienie – koszuli po łokcie, zaplatając krucze włosy w gruby warkocz, kosmyk po kosmyku, na koniec przewiązując je czarnym rzemieniem, kiedy jej pacjent wciąż łapczywie próbował złapać oddech; przerzuciła szerokie poły czarnej spódnicy przez drewniany stołek, na którym przy nim siedziała.  Przecież wiedziała, że nic mu nie będzie – nie pod jej okiem.
Kciukiem wysunęła korek wetknięty w zielonkawą buteleczkę o jaskrawobłękitnej zawartości. Nie mając z nim żadnego kontaktu – kiedy był jeszcze przytomny potrafił tylko wyć - mogła jedynie próbować na ślepo sklasyfikować truciznę, która przez niego płynęła. Prawdopodobnie pochodziła od żywego stworzenia, nie będąc pochodną żadnego eliksiru. Prawdopodobnie, nie na pewno, ale jeśli nie założy żadnej hipotezy, mogła od razu rozkroić go na kości do Paliczków – patrzeniem w przestrzeń rozwiązania nie znajdzie. Spróbowała więc najpopularniejszego antidotum – będzie musiało wystarczyć, a w każdym razie istniała największa szansa, że właśnie ono mu nie zaszkodzi. Jeśli jad się nie zatrzyma, pomyśli nad czymś innym. Przytykając buteleczkę z antidotum do spierzchniętych ust czarownika, niedbale rozchylając palcami jego bezwładne usta i podając mu łyk więcej, niż powinna – zapobiegawczo, nie powinno mu zaszkodzić. Jej wzrok z butelki uciekł na jego ciało, wzdłuż którego wodziła badawczym spojrzeniem; skóra była blada jak papier. Przez zamknięte, uśpione powieki nie dostrzegała jego źrenic, więc uniosła jego powieki dłonią. Powiodła wzrokiem po orlim nosie, przez cienie pod oczami i zapadnięte policzki. Możliwe, że niektóre z ran były dawniejsze. Wzniosła spojrzenie na złote loki okalające jego twarz, zlepione krwią i błotem, z westchnieniem  razem z taboretem przesuwając się za jego głowę, żeby je obmyć. Krew zmieszana z wodą z głośnym pluskiem wracała do przywołanego magią wiadra. Instynkt słusznie jej podpowiadał, dopiero po pozbyciu się tego brudu dostrzegła ostatnią ranę – na czaszce – zaczynając zastanawiać się nad tym, jak to właściwie możliwe, że ten człowiek wciąż żył.  Głośno wypuściła nosem powietrze, oglądając na dogasający płomień świecy. Będzie musiała przynieść kolejną, to wszystko jeszcze zajmie… nieco czasu.

Dopalała się już druga świeca, kiedy pochylona nad ciałem Cassandra zatopiła w skórze rannego igłę z nicią – wolała robić to ręcznie, bardziej ufając sprawności swoich dłoni niż kapryśnej jak ona sama magii. Rana na piersi była zasklepiona, czysta i sprawiała wrażenie, jakby weszła na najlepszą drogę prowadzącą do zagojenia się. Zaczynały boleć ją plecy i kark, a zmarszczona brew jasno pokazywała, że Cassandra miała go już dosyć, ale nie przestawała czynić swojej powinności – zagryzła w zębach nić, przerywając pętlę.
- Kilka dni, może tygodni i będziesz jak nowy – mruknęła pod nosem, do niego, choć wiedziała, że nie usłyszy z tego ani słowa. Oczyszczone rany na ramionach wydawały się mniej poważne – wystarczyło zmienić opatrunek, Cassandra machnęła różdżką, raz, by usunąć ściskające go bandaże i drugi, kiedy otuliła bliźniacze kończyny mocnym, szarawym materiałem, który nie nasiąknął już krwią. Trucizna wyglądała na zneutralizowaną. Nic więcej zrobić nie mogła, zdmuchnęła dygoczący płomień świecy.

- Mówią na mnie Cassandra. Z pewnością o mnie słyszałeś, bo przyszedłeś tutaj sam. Nic nie pamiętasz?
Puste spojrzenie, powolne zaprzeczenie. Widziała to już tyle razy.
- Jak… dług…
- Trzy dni – przerwała mu w pół słowa, nie powinien ogniskować energii na mowie: wciąż potrzebował jej wiele, żeby dojść do siebie. – Byłeś zatruty. – Pozostałe rany sam znajdzie, ta drobna informacja mogła pomóc mu odnaleźć w zatęchniętej pamięci odpowiednie wspomnienie. Mogła, wcale nie musiała. – Pij – przytknęła do jego ust szklankę z wodą, przerywając jego zmagania z rzeczywistością – jeśli chciał nabrać sił, w pierwszej kolejności powinien uzupełnić płyny. Opróżnił szklankę do dna, Cassandra wycofała się, trzymając naczynie.
- Byłem sam?
- Sam. - Nie miała zwyczaju zadawać pytań swoim pacjentom. Większość z nich miała do ukrycia więcej sekretów, niż ona sama miała ochotę usłyszeć. Doskonale zdawała sobie również sprawę z tego, że wielu rzeczy wygodniej i rozsądniej jest nigdy nie usłyszeć. Nie inaczej było tym razem, choć przypuszczała, że nie martwił się, czy ktoś go śledził – w jego oczach pojawiło się przerażenie zmieszane ze smutkiem, goryczą zderzenia z rzeczywistością. Twarz Cassandry nie drgnęła.
- Marissa – szepnął drżącym głosem, z żalem wbijając tył głowy w materiał pod głową, wbił spojrzenie w sufit. Jego usta otworzyły się, choć nie wydobył się z nich żaden dźwięk, prawa dłoń zacisnęła się w pięść.
- Jesteś mi winien pół galeona – przerwała mu z nadzieją, że zdoła sprowadzić go na ziemię: napad rozpaczy, cokolwiek miało go wywołać, nie służył ani zdrowiu ani interesom. Nie skończyła z nim rozmawiać – nie mógł jeszcze odpłynąć. – Przyniesiesz je przed końcem tygodnia. – Wiedziała bowiem, że nie posiadał ich przy sobie; jego czyste już ubrania leżały na krześle obok. Nie miał przy sobie nic więcej. – Na razie powinieneś jeszcze odpocząć. Nie ustoisz na własnych nogach.
- Marissa…
- Powinieneś odpocząć.
- Mar… – Kątem oka dostrzegła zaciśniętą szczękę, nie mogła ryzykować; przytknęła kraniec różdżki do jego ciała i wyszeptała inkantację usypiającą. Dobranoc, słodki książę - jeszcze się zobaczymy.

/zt




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Samantha Weasley
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t1176-samantha-weasley#8370 http://www.morsmordre.net/t1933-poczta-samanthy#27277 http://www.morsmordre.net/t1191-waz-lis-wilkolak http://www.morsmordre.net/f144-smiertelny-nokturn-16a http://www.morsmordre.net/t1568-samantha-weasley#15344
pomocnica Borgina i Burke'a
24
Zdrajca
Panna
prawdziwy lis
7
6
3
0
0
9
0 (50)
3 (53)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przedsionek   28.04.17 23:59

Nie spała resztę nocy. Ból w odmrożonych miejscach tylko się nasilał, nie pozwalając jej spać. Zresztą nie zasnęłaby pewnie i tak. Ciągle miała przed oczami płonącą Wywernę, czuła jeszcze na sobie gniew Czarnego Pana, a dziwny stan, którego doświadczyła przed obliczem Riddle'a nadal był świeży. Była pewna tego, co powinna robić i dla kogo. Oddała się mu zupełnie.
Kiedy na ulicach zaczęło się przejaśniać, Samantha wyczołgała się spod dziurawego koca i przysiadła na brzegu kanapy. Czuła się okropnie. Wielkość obrażeń i brak odpoczynku wywołały silną gorączkę. Musiała szybko znaleźć lekarza, jeżeli miała w najbliższym czasie wrócić do gry. Nie mogła stracić ani chwili, przeciwnik już za wiele o nich wiedział. Za wiele wiedział o Niej. Na szczęście wśród uzdrowicieli chowało się paru godnych zaufania ludzi. Nigdy w nim co prawda nie była, ale słyszała o Lazarecie i jego właścicielce. Nie mogła ryzykować udaniem się do Munga, dlatego postanowiła skorzystać z pomocy osoby znanej jako Cassandra Vablatsky.
Ledwo trzymała się na nogach, można zaryzykować stwierdzenie, że doszła do lecznicy jedynie dzięki swojej sile woli. Nieprzyjemny zapach doszedł jej nosa... Momentalnie odczuła, że Lazaret to nie jest zwyczajna przychodnia. Nic dziwnego, w końcu odwiedzały ją jedynie nokturnowe szczury i glizdy, jak ona sama. Niepewnie uchyliła drzwi i wpełzła do środka odpychającego swoim wyglądem budynku. Nie myliła się - pierwsze co zwróciło jej uwagę to ogromny troll stojący w środku. Widocznie był jej własnością. Musiał robić za jej ochroniarza i strażnika tego miejsca.
Patrzyła chwilę na stwora z twarzą pozbawioną jakiejkolwiek emocji. Była zmęczona, ranna, chora i ta sytuacja lekko ją przerastała. Opadła bezsilnie na cokolwiek, coś na czym dało się siedzieć i miała nadzieję, że znana wśród Rycerzy Cassandra wkrótce się zjawi.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   03.05.17 23:23

Zaalarmował ją pomruk Umhry; wierny troll zawsze witał mniej lub bardziej proszonych gości jako pierwszy - w tej kwestii był niezastąpiony, mało kto miał odwagę przejść bez jego zgody. A stwór doskonale znał znajome twarze, którym Cassandra mogła zaufać - nieznajomych zatrzymując u progu. Nie inaczej było tym razem, z plączącą się między nogami powłóczystą spódnicą, czarną jak noc, stawiała bose stopy szybkim krokiem; kimkolwiek ta osoba była - milczała, a to nigdy nie było dobrym omenem.  I nie myliła się - ruda dziewczyna opadła na krzesło w przedsionku wydawała się być w naprawdę złym stanie. Utkwiła w niej spojrzenie zielonych, kocich tęczówek, początkowo w milczeniu, bez wyraźnego grymasu.
- Możesz mówić? - Nie mogła wiedzieć, co jej było, ani skąd się tu wzięła; prędzej czy później zdoła dociec tego pierwszego, znacznie ważniejszego z jej punktu widzenia, ale pomoc z jej strony byłaby mile widziana - i z pewnością przyśpieszyłaby jej pracę. Powitalne słowa wydały jej się zbędne, wątpiła zresztą, żeby w tym stanie dziewczyna miała ochotę na niezobowiązujące pogawędki. Podeszła bliżej niej, obrzucając jej sylwetkę spojrzeniem - poszukując śladów ran, wycieków krwi, oznak chorób, jakichkolwiek poszlak, które mogłyby rzucić światło na dolegliwości rudowłosej. Nie rozpoznawała jej  - była prawie pewna, że pojawiła się u jej progu po raz pierwszy. Bardzo możliwe, wydawała się przecież bardzo młoda  - a młode dziewczyny rzadko radziły sobie w tych stronach. Musiała mieć pewność, czy znała zasady rządzące jej królestwem: i to zanim zdąży kiwnąć przy niej palcem.  - I czy masz pieniądze? - Zadziwiająco często zdarzało się, że czarodziei dziwiło, gdy ktoś domagała się zapłaty za poświęcony im czas, zadziwiająco często też po zabiegach okazywało się, że monet zwyczajnie zapominali. Umhra bywał w podobnych sytuacjach bardzo pomocny, nie tylko zresztą on, jako uzdrowicielka stała jednak na stanowisku, że znacznie lepiej było zapobiegać niż leczyć.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Samantha Weasley
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t1176-samantha-weasley#8370 http://www.morsmordre.net/t1933-poczta-samanthy#27277 http://www.morsmordre.net/t1191-waz-lis-wilkolak http://www.morsmordre.net/f144-smiertelny-nokturn-16a http://www.morsmordre.net/t1568-samantha-weasley#15344
pomocnica Borgina i Burke'a
24
Zdrajca
Panna
prawdziwy lis
7
6
3
0
0
9
0 (50)
3 (53)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przedsionek   04.05.17 1:09

Jej uszu dobiegł głuchy dźwięk stawianych szybko kroków, bose stopy uzdrowicielki pędzące do przedsionka słychać było praktycznie od kiedy drzwi do środka zostały przez Samanthę zamknięte. To dobrze. Musiała być pierwszą osobą, która tego dnia przyszła prosić o pomoc i prawdopodobnie będzie pierwszą, która zostanie obsłużona.
Samantha oparła głowę o ścianę, tak, że jej twarz zwrócona była po skosie, ku sufitowi. Miała prawie nieobecne spojrzenie. Nie trzeba było być uzdrowicielem, by móc stwierdzić, że się męczyła i było z nią ciężko. Powoli zwróciła wzrok na lekarkę, gdy usłyszała jej pierwsze pytanie.
Mogę... pomyślała. Ale wypowiedzieć coś było jej już trudno. Teraz poczuła, że zaschło jej w gardle. Przez noc musiała pewnie wytracić z organizmu dużo wody. Serce przyspieszało bicie, ale za to całe ciało poruszało się dwa razy wolniej. Przymrużyła oczy i spróbowała zwilżyć wargi. Powoli znów rozsunęła powieki. Cassandra Vablatsky. Bardziej była zadbana. Zielone oczy, długie czarne włosy. Czarna spódnica. Komuś na Nokturnie jednak się powodzi. Chociaż, może to tylko wrażenie Samanthy, w końcu sama była niewiele bogatsza od ulicznego żebraka i niewiele lepiej od niego ubrana. Od razu do rzeczy... Cholera. Pieniądze...
Wykonała wędrówkę prawą ręką do kieszeni spodni. Wielka przygoda, przedarcie się przez lekko dziurawą kieszeń w poszukiwaniu jakichkolwiek monet. Nie pamiętała czy cokolwiek wzięła z domu. Czy w ogóle pomyślała o tym, że ktoś mógł chcieć zapłaty.
- Mogę. - powiedziała, gdy jej palce wyczuły lekki chłód pieniądza - Mówić.
Czuła, że nie było tego dużo. Zaledwie jeden sykl i dwa knuty. Nie była jednak pewna, więc pociągnęła leniwie, bo tylko tak pozwalał jej na to stan zdrowotny, ręką na zewnątrz kieszeni. Jeden knut wyleciał przez dziurę w kieszeni, połaskotał ją po nodze i wyturlał się spod nogawki ku stopie Cassandry. Weasley spoglądając na otwartą dłoń i wymalowany na niej obraz jej aktualnej sytuacji majątkowej, wykonała podobny zabieg "kopania złota" przeciwną ręką w drugiej kieszeni.
Wkrótce na złączonych przed uzdrowicielką dłoniach Samanthy spoczywały 2 sykle i 6 knutów. I jeden walał się obok jej stopy, o ile go jeszcze nie podniosła z podłogi.
Wargi rudowłosej znów się rozwarły, by coś powiedzieć:
- Mam. Jestem wydziedziczona... z Weasleyów. - na jej twarz wstąpił ledwo widoczny, krzywy uśmiech - Nie żądaj zbyt. Wiele.
Bąkała słowa, dukała je bardzo wolno, z przerwami. Umiała mówić, ale zabierało jej to trochę energii, więcej niż by chciała.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   06.05.17 12:33

Powiodła spojrzeniem za monetą z wolna pędzącą wprost ku jej stopy - zatrzymała ją, przysuwając stopą ku sobie, po czym uniosła, wyczekująco przyglądając się dziewczynie, kiedy ta szukała pieniędzy. Nie spodziewała się majątku, nie wyglądała na bogatą - jej goście zazwyczaj nie byli - ale Cassandra żyła z tego, co dostawała od nich: nie pracowała przecież charytatywnie. Wyjęła ze spódnicy - prostej, zwykłej, bynajmniej nie bogatej - różdżkę, ostrożnie chwytając ją w dłoń; fakt, że mogła mówić, nie znaczył jeszcze, że powinna - być może zadała to pytanie nieostrożnie, nie wiedząc nawet, czy jej stan był stabilny.
- Oszczędzaj siły - dodała więc zaraz, nieco ciszej, urywane słowa, mizerny głos, wycieńczone spojrzenie i głowa nieprzytomnie oparta o ścianę; była mocno osłabiona. - Ale... spróbuj mi powiedzieć, co się stało. - Będzie znacznie szybciej, niż jeśli zacznę cię rozbierać: pełna diagnoza zajmowała sporo czasu - nie była pewna, czy nieznajoma kobieta go miała. Przetaksowała uważnym spojrzeniem jej ubranie, nie dostrzegając na pierwszy rzut oka krwawych plam. W czasie, w którym jej pacjentka zajmowała się wygrzebywaniem monet spod połów płaszcza, Cassandra cofnęła się parę kroków i obejrzała przez ramię wgłąb pomieszczenia, w myślach oceniając sytuację - nie mogła przyjąć jej w lecznicy, wszystkie łóżka były zajęte. Musiała zatrzymać ją tutaj, nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że nie był to najlepszy pomysł.
- Wystarczy - przytaknęła, odbierając monety; wszystkie, z metalicznym brzdękiem, wrzuciła do kieszeni spódnicy. Nie znała się zbytnio na szlachetnych rodach, nie wiedziała, który miał w herbie lwa, a który ptaka, lecz o Weasleyach coś usłyszeć musiała:  na przykład, że zostać wydziedziczonym Weasleyem było bardzo trudno. - Musiałaś mocno narozrabiać - bardziej stwierdziła, niż zapytała, nie należała do ciekawskich ludzi - i nie miała zwyczaju zadawać pytań, których inni nie chcieli słyszeć. Nie oceniała jej, w głosie Cassandry nie pobrzmiewała ani kpina ani odraza ani nawet oburzenie, raczej subtelne rozbawienie. Czarownica była ruda - mogła domyśleć się wcześniej. - Jest mi potrzebny eliksir wzmacniający - W pierwszej chwili mogła nie zauważyć, że uzdrowicielka wcale nie mówiła do niej - nie musiała się oglądać, żeby wiedzieć, że za jej plecami skradała się mała Lysandra, jej córka, która dziecięcym truchtem pobiegła po właściwą fiolkę, znikając w cieniu dalszych pomieszczeń.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Samantha Weasley
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t1176-samantha-weasley#8370 http://www.morsmordre.net/t1933-poczta-samanthy#27277 http://www.morsmordre.net/t1191-waz-lis-wilkolak http://www.morsmordre.net/f144-smiertelny-nokturn-16a http://www.morsmordre.net/t1568-samantha-weasley#15344
pomocnica Borgina i Burke'a
24
Zdrajca
Panna
prawdziwy lis
7
6
3
0
0
9
0 (50)
3 (53)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przedsionek   08.05.17 23:49

Przełknęła ledwo wyczuwalny pokład śliny, jaki próbował chociaż trochę nawilżyć jej gardło. Cieszyła się, że już tu jest. Będzie już tylko lepiej. Musiało być. Zostało tylko powiedzieć, co się stało i wytrzymać kurację. To przecież nic takiego, chwila, którą nawet w tym stanie da radę przetrwać.
Nie wiedziała tak po prawdzie ile Cassandra wie o sprawach Rycerzy Walpurgii i Śmierciożercach i nawet ciężko chora myślała na tyle trzeźwo, by czasem nie wypuścić ze swoich ust kilku słów za dużo. Zdecydowała powiedzieć coś, o czym uzdrowicielka i tak dowiedziałaby się prędzej czy później.
Wzięła kilka długich, ciężkich oddechów.
- Dzisiaj. W nocy. Spłonęła Biała Wywerna. Musiała spłonąć. Na pewno... Na pewno spłonęła. Chwilę wcześniej... Dostałam zaklęciem. Zamrażającym. Szmata... Rzuciła bardzo... Dokładnie. Ledwo... - głęboki wdech, jeszcze tylko trochę - Ledwo udało mi się... Uwolnić, już musiałam... Uciekać przed płomieniami. Nie wiem jak... Się uwolniłam... Wszystko bardzo... Bardzo szybko się... - załamał jej się głos, zaschło jej znów w gardle.
Nie zamierzała kontynuować bez pytania. Powiedziała w końcu najważniejsze informacje.
Czuła, jak siły powoli ją opuszczały. Przymykała już oczy ze zmęczenia. Chciała spać, odpocząć.
- Nie spałam. - dodała jeszcze szeptem.
Wyglądała na pewno żałośnie. Czarny Pan był bardzo cierpliwy, pozwalając im zasilać szeregi swoich Rycerzy. Byli słabi, nie tylko Samantha. Oni wszyscy byli słabi, śmiertelni. To musiało się zmienić. Czuła się bezsilna i szczerze tego nienawidziła. Szybko wyzdrowieć i znów być przydatną...
Być przydatną...


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   19.05.17 0:27

Brzmiało poważnie. W swojej pamięci nie odnajdywała drugiej takiej sytuacji, katastrofy, w trakcie której potęga żywiołu zniszczyłaby miejsce tak ważne dla lokalnej nokturnowej społeczności, jak Biała Wywerna - to nie mógł być przypadek; żywioł nie wziął się znikąd, zwłaszcza jeśli poprzedził go pojedynek wynikający z jej relacji. Niedobrze, zaostrzające się nastroje najwidoczniej zaczęły wychylać się nawet na ciemne ulice Nokturnu, zdawałoby się, że wolne od wpływów kłamliwej polityki.
- Musiała spłonąć - powtórzyła za nią, nie udając, że ta wieść jej nie zaskoczyła, ani że była jej obojętna; wypowiedziane słowo wybrzmiało pytająco, choć Cassandra nie sformułowała pełnego pytania umyślnie. Była ciekawa wieści - wydawało się, że ważnych - jednocześnie nie chcąc wyciągać z niej więcej, niż mogłaby się spodziewać, że będzie skłonna powiedzieć. Nie chcąc - dociekać szczegółów, które z jakichkolwiek powodów jej pacjentka mogłaby uznać za sekretne, jej praca polegała również na tym, że nie zadawała pytań.
- Odmrożenia - mruknęła już bardziej do siebie, niż do niej, przykucając przy krześle, chwytając jej dłoń, by odgarnąć rękaw jej koszuli i przyjrzeć się, w jakim stanie znajdowała się jej skóra - krótka obserwacja wystarczyła, by stwierdzić, że w nienajlepszym. - I przemęczenie - dodała już półgębkiem, tego sprawdzać nie musiała. - Brak snu w podobnym stanie to skrajna nieodpowiedzialność, zdajesz sobie z tego sprawę? - Uniosła ku niej wzrok, poruszając jedynie oczami - domyślała się, że w śnie mogło jej coś przeszkodzić, ale nie miała zamiaru dłużej się nad tym rozckliwiać, spełniała swoją rolę uzdrowiciela. Obróciła w smukłych dłoniach różdżkę, prostą, wąską, elegancko prostą, nim podwinęła jej koszulę wyżej, odsłaniając skórę brzucha. - Wybacz, muszę to obejrzeć - mruknęła przepraszająco w tym samym czasie, nim z westchnieniem usiadła na zgiętych nogach przy krześle czarownicy. - Figidu Horribilis - szepnęła, koncentrując się na zaczerwienionej skórze; to pewnie trochę potrwa - potrzebowała dużo czasu, energii i skupienia, żeby poprawnie wykonać zabieg. - Powiedz - w jej głosie wciąż brzmiało coś na wzór prośby - o jakiej to się wydarzyło porze? - Czy mógł w tym czasie przebywać w Wywernie ktokolwiek, kogo znała... ?




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedsionek   19.05.17 0:27

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : rzut kością


'k100' : 26


Powrót do góry Go down
Samantha Weasley
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t1176-samantha-weasley#8370 http://www.morsmordre.net/t1933-poczta-samanthy#27277 http://www.morsmordre.net/t1191-waz-lis-wilkolak http://www.morsmordre.net/f144-smiertelny-nokturn-16a http://www.morsmordre.net/t1568-samantha-weasley#15344
pomocnica Borgina i Burke'a
24
Zdrajca
Panna
prawdziwy lis
7
6
3
0
0
9
0 (50)
3 (53)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przedsionek   24.05.17 15:24

Ta sytuacja męczyła ją jeszcze bardziej. To było oczywiste, że będzie musiała wiele opowiedzieć o tym, jak udało jej się doprowadzić swoje wychudzone ciało do takiego stanu, lecz Samantha nie zdawała sobie wcześniej sprawy, że będzie to dla niej takie trudne. Kolejne chwile, w których ciszę przerywały pomrukiwania i kolejne pytania uzdrowicielki rzucane w krótkich odstępach czasowych, zdawały się jakby szpilami, przygważdżającymi umęczoną czarownicę coraz mocniej w siedzenie, jakby z zamiarem zrzucenia jej na ziemię przy jednoczesnym złamaniu krzesła swoim ciężarem.
Ale nie mogła jeszcze odpłynąć. Nic nie wskazywało na to, by Vablatsky miała w bliskim czasie (jeżeli w ogóle) przenieść zainteresowaną w miejsce o lepszych warunkach, na co ona sama nie miała sił w jakikolwiek sposób zareagować. Próbowała tylko wyłapać z jej szemrań ważne pytania, do których odpowiedzi będą istotne dla procesu leczenia. Zignorowała zupełnie niepotrzebne, retoryczne pytanie à propos swojej nieodpowiedzialności. Nieodpowiedzialne było również przebywanie wśród złych ludzi, mawiali rudzi krewni. A potem przestali istnieć - albo w jej życiu, albo na świecie w ogóle.
Odczuła coś. Cassandra rzuciła zaklęcie. Samantha nie mogła stwierdzić czy to faktycznie cokolwiek pomogło, czy jedynie za pomocą efektu placebo tak sobie to wmawiała. Chyba po prostu chciała, żeby zadziałało.
- Nie wiem... Środek nocy? Pewnie... Koło pierwszej, drugiej... Nie było czasu... Na sprawdzanie godziny... - wysapała odpowiedź na jej następne pytanie i wróciła do stabilnego, acz ciężkiego oddechu.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   29.05.17 20:07

Przeklęła cicho pod nosem, nie zrażając się jej milczeniem; skoncentrowana na pracy obracała w rękach różdżkę, obserwując skutku rzuconego zaklęcia - błędne skutki, odmrożenia ledwie zostały draśnięte magią, rozległe czerwone ślady nie zelżały ani trochę. Doskonale widziała jej zły stan i wiedziała, że potrzebowała odpoczynku - ale jej lecznica była pełna, później przyniesie jej koc, żeby mogła się położyć tutaj; póki nie skończy leczenia i nie upewni się, że nie ma otwartych ran, nie mogła ryzykować położenia jej na drewnianej podłodze tak po prostu - była zbyt brudna. Lekko zmięła między dłońmi materię jej koszuli, koncentrując się na inkantacji- nie była pewna, co właściwie zrobiła źle - być może obrażenia była poważniejsze, niż początkowo sądziła i wymagały czulszej magii.
- Musisz wytrzymać jeszcze trochę - szepnęła cicho, przyjmując informacje, nie były jej potrzebne do przeprowadzenia leczenia. Pogłoski wkrótce obiegną cały Nokturn, i tak by się dowiedziała - ale Ramseya u niej nie było poprzedniej nocy. Nie chcąc zdradzać poruszenia, obróciła się lekko, kiedy tylko poczuła miękkie kroki, dziewczynka położyła odpowiedni eliksir tuż obok, w niewielkiej, zielonkawej butelce bez oznakowania; podziękowała jej krótkim skinięciem głowy. - Po wszystkim powinnaś zostać tutaj jakiś czas - ciągnęła, choć ta informacja nie miała żadnego znaczenia, Samantha najprawdopodobniej i tak nie miałaby sił stąd wyjść; Cassandra mówiła, bo chciała zachować z nią kontakt, który pomoże jej zachować przytomność umysłu, wzmocnić czujność, zmusić do interakcji - nieprzytomny pacjent zawsze był dwa razy większym problemem, trzeba było go nosić, przekładać i ubierać. - Wzmocnisz się i ogrzejesz - snuła więc dalej - dam ci coś na dobry sen. Zobaczymy, jak będziesz się czuła jutro. - Odmrożenia wcale nie leczyły się tak długo, choć te rzeczywiście wydawały się poważne. Szybka i fachowa pomoc powinna zniwelować pierwszy ból, choć opieszałość, z jaką jej pacjentka pojawiła się u uzdrowiciela, nie działała na jej korzyść.
- Figidu Horribilis - powtórzyła, mocniej, uważniej artykułując inkantację, uważniej stawiając akcentowane głoski; musiała wreszcie załagodzić te rany, nie mogły dłużej przeciągać ratunku.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedsionek   29.05.17 20:07

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : rzut kością


'k100' : 66


Powrót do góry Go down
 

Przedsionek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17