Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przedsionek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Przedsionek   05.08.15 16:06

First topic message reminder :

Przedsionek

Z zewnątrz budynek przypomina odrapaną starą chatę, wątłe drewniane drzwi niewątpliwie nie są skuteczną ochroną przed złodziejami - prowadzą do nich trzy lekko spróchniałe schodki. Przez otwarte okno wiatr wypycha pożółkłą firankę splecioną z bluszczem, a wokół roztacza się mało przyjemny zapach zgnilizny...

Wewnątrz przedsionka miejsca znajduje się niewiele  - a większość zajmuje miękkie legowisko trolla będącego strażnikiem tego miejsca.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Samantha Weasley
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1176-samantha-weasley#8370 http://www.morsmordre.net/t1933-poczta-samanthy#27277 http://www.morsmordre.net/t1191-waz-lis-wilkolak http://www.morsmordre.net/f144-smiertelny-nokturn-16a http://www.morsmordre.net/t1568-samantha-weasley#15344
pomocnica Borgina i Burke'a
24
Zdrajca
Panna
prawdziwy lis
7
6
3
0
0
9
0 (50)
3 (53)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przedsionek   16.06.17 11:06

Nie usłyszała już żadnych pytań. Słyszała tylko głos kobiety. Słuchała jej, nie traciła z nią kontaktu. I było jej wygodniej, mówienie zabierało jej za dużo energii. I tak, miała jej o wiele za mało by w ogóle myśleć o ruszaniu się z tego miejsca dopóki nie wyzdrowieje. Dziwna rzecz, siła woli działa do momentu uzyskania poczucia bezpieczeństwa. Potem opuszcza człowieka, pozostawiając go w jeszcze gorszym stanie niż wcześniej. Na szczęście Samantha była teraz faktycznie w dobrych rękach, nie był to pozór, iluzja bezpieczeństwa. Cassandra raczej nie chciała, by jej pacjenci umierali jej w lecznicy, nie działa to zbyt pozytywnie na biznes.
Na wszystko co do niej mówiła Vablatsky, rudowłosa dziewczyna reagowała jedynie krótkimi, cichymi pomrukami i lekkim kiwaniem głowy. Na szczęście to wszystko miało się wkrótce skończyć. Lekkie potknięcie ze strony uzdrowicielki nie mogło się prędko powtórzyć, w końcu raczej znała się na rzeczy. Inaczej Weasleyówna nie trafiłaby do tego miejsca. To pogłoski, urywki rozmów innych Rycerzy ją tu przyprowadziły. Same dobre zdania. Dziwna sprawa. Musiała pewnie wiedzieć o ich organizacji więcej niż Sam się spodziewała.
Tym razem zaklęcie kobiety dało jakiś efekt. Ruda poczuła zmianę, nie miała jednak ani odwagi, ani siły spojrzeć na zabieg, który jest na jej ciele wykonywany. Skupiła się na oddechu. Wolnym, spokojnym, głębokim oddechu. Nie umiała myśleć, bolała ją głowa. Ledwo trzymała się jeszcze przy świadomości. Niech to się skończy, chciałaby już zasnąć i w spokoju odpoczywać, wracając do zdrowia.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   16.06.17 20:25

Nie odjęła od razu różdżki od jej ciała; przez chwilę przyglądała się skórze, z której zaczynało schodzić ciężkie odmrożenie - rany ustępowały. Przyłożyła wierzch dłoni do skóry brzucha Samanthy, choć ręka uzdrowicielki wciąż wydawała się dużo cieplejsza, to temperatura ciała jej pacjentki wyraźnie wybiła się w górę. Zbliżał się koniec tej męczarni - przynajmniej dla rudej. Wydziedziczonej Weasleyówny, niecodzienna osobliwość.
- Zaraz poczujesz ulgę - obiecała, cicho, chcąc uspokoić dziewczynę; ujęła w dłoń fiolkę z eliksirem wzmacniającym i odkorkowała buteleczkę, odczekawszy, aż aromat dotarł do jej nosa - chciała się upewnić, czy mikstura była świeża. I odpowiednia, doceniała pomoc Lysandry, ale siedmioletnia asystentka miała prawo popełniać błędy. Wszystko jednak wyglądało - i, przede wszystkim, pachniało - tak jak powinno. - Pij - bardziej poprosiła niż poleciła, przytykając rozgrzane w palcach szkło do jej spierzchniętych zmęczeniem ust. - A już za parę dni będziesz mogła się pochwalić, że przemarzłaś w trakcie pożaru. - To dość niecodzienne, prawda? Wspomnienie z gatunku tych, które zostają na całe życie, choć można odnieść wrażenie, że bez niego człowiek byłby równie szczęśliwy. Jak na taką katastrofę - Samantha miała dużo szczęścia. Wyglądało na to, że zdołała uciec zanim poddusiła się kłębiącym pożarem, uniknęła również obrażeń od ognia - jej przygoda minionej nocy mogła się skończyć dużo gorzej. A teraz - była już w dobrych rękach. Najlepszych, nieskromnie, ale zupełnie szczerze mówiąc. Uśmiechnęła się delikatnie od córki, która kolejny raz powróciła - niosąc ciężki, gruby koc.
- Położysz się tutaj, nie mam wolnej pryczy. Nie będzie najwygodniej, ale z pewnością ciepło - i będę mogła mieć na ciebie oko. - Przyglądała się jej uważnie, poszukując reakcji, nie dziwiła się jej pomrukom - była naprawdę wykończona. Objęła jej brzuch obiema dłońmi, biorąc różdżkę w zęby, doszukując się dalszych obrażeń - uniosła jej koszulę wyżej, ale krótkie oględziny nie odnalazły więcej przypadłości. Odmrożenia uporządkowała, teraz Weasleyówna - wydziedziczona Weasleyówna - potrzebowała już tylko czasu. Wstała z klęczek, odbierając od Lysandry koc i rozrzuciła go na drewnianej posadzce, na wyświechtanym prześcieradle, które leżało nieopodal, tuż obok krzesła, zerkając ponaglająco na córkę - przyda się jeszcze jeden, żeby utrzymać ciepło. - Daj mi rękę  - poprosiła, chcąc pomóc jej wstać - i przenieść się na podłogę.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Samantha Weasley
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1176-samantha-weasley#8370 http://www.morsmordre.net/t1933-poczta-samanthy#27277 http://www.morsmordre.net/t1191-waz-lis-wilkolak http://www.morsmordre.net/f144-smiertelny-nokturn-16a http://www.morsmordre.net/t1568-samantha-weasley#15344
pomocnica Borgina i Burke'a
24
Zdrajca
Panna
prawdziwy lis
7
6
3
0
0
9
0 (50)
3 (53)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przedsionek   29.06.17 0:11

To chyba pierwszy raz, kiedy czuła się bezpieczna, bo ktoś faktycznie się o nią troszczył. No, oczywiście to dlatego, bo sama zgłosiła się po pomoc, a owa osoba wykonywała po prostu swoją pracę, ale to poczucie nie traciło przez te okoliczności na sile. I było po prostu... Miłe, przyjemne - bo co może być przyjemniejsze od znikającego powoli ze wszystkich zajętych obrażeniami skrawków ciała ogromnego bólu? Chyba tylko sen.
Oddana całkowicie na łaskę Cassandry, włożyła najszczersze chęci i resztki sił, by pozwolić wlewanemu jej do ust płynowi szybko pokonać pierwsze odległości jej układu pokarmowego. Gdy tak się stało i fiolka opuściła już okolice jej warg, te rozszerzyły się nieco w błogim, słabym uśmiechu. Wzięła głęboki oddech. Tym razem brzmiał on lżej... Jak oddech wolności. Zapewniana była, że teraz wystarczy już tylko się położyć. To tyle.
Następnych swoich poczynań raczej nie będzie pamiętała. Działała raczej nieświadomie, kierowana poleceniami i pomocnymi rękami uzdrowicielki. Odpłynęła już prawie całkowicie. Podała rękę, jej mięśnie automatycznie poszły w ruch - ostatni, na więcej już nie było stać jej organizmu - i przy pomocy swojej ratowniczki trafiła na rozłożony na podłodze koc. Nie było jej niewygodnie, nie było jej zimno. Nie było jej już w ogóle.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   04.07.17 22:41

Traciła z nią kontakt, dostrzegała to - mętne spojrzenie, niezborne, słabe ruchy mięśni; ale to nic. Teraz już nie szkodzi. Teraz już mogła - odmrożenia wydawały się zabezpieczone, stan generalnie ustabilizowany - sen nie był już dla niej zagrożeniem, a mógł być jedynie - wybawieniem. Potrzebowała regeneracji, w jej rękach szybko dojdzie do siebie. Ujęła jej dłonie mocno, by w razie potrzeby mogła się na niej uwiesić i prędko pomogła położyć jej się na ułożonych kocach. Kontrolnie przetarła podłogę dłonią, po czym - po chwili zawahania - wysunęła różdżkę i ostrożnie, wyważonym ruchem stuknęła nią o drewniane panele. Już za chwilę poczuła, że podniosły swoją temperaturę - lekko, wydawały się nieznacznie cieplejsze od jej ciała - ale jednak, Samantha potrzebowała teraz przede wszystkim ciepła. Przykucnęła przy niej, już nieprzytomnej, osuwając jej spodnie, by sprawdzić jeszcze dolne partie ciała - lecz nogi wydawały się być w dobrym stanie. Ubierając ją z powrotem, zadbała, by zakryć każdy kawałek jej nagiego ciała. Śpij dobrze - lisico, która zdradziła. Siedząc,  z podwiniętą spódnicą, na własnych nogach tuż obok i odgarniając rude włosy z jej bladej twarzy zastanawiała się nad jej historią, wiedząc, że nigdy nie będzie miała odwagi o nią zapytać. Obdarzyła subtelnym uśmiechem córkę, odbierając od niej jeszcze jeden koc - nieco już wyświechtany, nieco załatany; tłok w lecznicy sprawiał, że środki Cassandry stawały się mocno ograniczone. Złożyła go w pół i okryła nim Samanthę szczelnie, jeszcze przez chwilę pozostając przy niej - rzucając nad nią zaklęcia diagnostyczne, żeby upewnić się, czy nie pominęła żadnych urazów, niewidocznych na pierwszy rzut oka, a może nawet nieuświadomionych sobie przez samą pacjentkę. Nie wykrywszy jednak żadnych nieprawidłowości więcej, w końcu wstała, odsyłając córkę do lecznicy - gdzie i sama powinna wrócić, zająć się pacjentami. Po drodze odnalazła jeszcze mosiężny termofor, który sam magicznie rozgrzewał znajdującą się w środku wodę i zachowywał ciepłą temperaturę tak długo, jak długo było to konieczne - i wypełniwszy go po brzegi, a następnie szczelnie traktując zamknięciem, wsunęła pod koce, na których leżała panna Weasley.
Jeszcze dzień, może dwa i dojdziesz do siebie - albo nie nazywam się Cassandra Vablatsky.

/zt x2? Pwease




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
17
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedsionek   16.07.17 18:45

|30 kwietnia
Było ciemno i zimno. Edgar teleportował się w dobrze znane progi rodzinnego sklepu, od razu odnajdując drogę do drewnianego krzesła, na które ciężko opadł. Oddychał głęboko, próbując ułożyć sobie w głowie wszystkie wydarzenia, które przemykały mu przed oczami z prędkością światła. Nie dochodziła do niego prawda o Quentinie, zbyt bolesna, żeby teraz oddać się rozpaczy i żałobie. Adrenalina wciąż krążyła w jego żyłach, niwelując na moment ból poparzonych rąk i nóg, lecz w końcu do jego nozdrzy dotarł nieprzyjemny swąd spalonej skóry. To kazało mu wrócić na ziemię i zbadać swoje obrażenia. Spuszczenie wzroku sprawiło, że poparzona skóra nagle zaczęła go przeraźliwie piec, jakby to oczy były odpowiedzialne za odczuwanie bólu. Szata była w wielu miejscach przedarta i nadpalona, ułatwiając mu odnalezienie większości obrażeń, które choć nie prezentowały się najprzyjemniej, były niczym w porównaniu z tym co spotkało jego brata. Wciąż nie dopuszczał do siebie wiadomości o jego śmierci; tylko nieliczne myśli uderzały w niego jak fala tsunami. Uświadomił sobie, że wciąż ściska palce na różdżce, aż zbielały mu knykcie. Wycelował nią w rany, wypowiadając zachrypniętym głosem odpowiednią inkantację, ale nic nie uległo poprawie. Czy to przez drżącą dłoń, przez zmęczenie czy też zbytnie rozkojarzenie - nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Oparł się o niewygodne oparcie krzesła i przymknął oczy, nie wiedząc co ze sobą teraz zrobić. Ostatnio czuł się podobnie po śmierci Wilforda i naiwnie żywił nadzieję, że nigdy nie będzie zmuszony przeżywać tego ponownie. A jednak stało się i to z jego winy, jego nieuwagi i egoizmu. Nie był w stanie wrócić do Durham tak jak nie był w stanie opowiedzieć co się stało. Nie potrafiłby teraz niczego wytłumaczyć, wstydziłby się samego siebie i samego siebie miałby dość. Ból poparzonych kończyn jednak dawał o sobie coraz dotkliwiej znać, więc Edgar chcąc nie chcąc otworzył oczy i, patrząc na oparzenia, zastanawiał się do kogo pójść po pomoc. Nigdy o nią nie prosił; z tego też względu nauczył się podstaw magii leczniczej, by w podobnych sytuacjach móc poradzić sobie samemu. Jednak nie miał zamiaru siebie oszukiwać, nie w tej kwestii, nie był w stanie się wyleczyć. Wtedy pomyślał o sławetnej Cassandrze i jej lecznicy dla oprychów; jeszcze tam nie był i wcale nie miał zamiaru tego zmieniać, ale teraz nie widział lepszego rozwiązania. Wstał, a po jego ciele rozeszła się fala bólu, lecz zignorował ją i ruszył w kierunku lecznicy. Edgar Burke, podpierający się laską, brudny od sadzy, w porwanej i nadpalonej szacie. Prawdziwy lord. Choć wciąż starał się kroczyć z resztką dumy, a jego niebieskie oczy nie straciły chłodnej powagi. Stanął przed drewnianymi drzwiami, lustrując pobieżnie cały budynek. Sprawiał wrażenie jakby w każdej chwili mógł się zawalić; zapewne pomoc medyczna będzie odpowiadała standardom, ale w tym momencie nieszczególnie się tym przejmował. Uchylił delikatnie drzwi, rozejrzał się dookoła ulicy i wszedł do środka. Jego oczom od razu ukazał się troll, więc stanął nieopodal zamiast iść wgłąb mieszkania. Cassandra z pewnością już wie o jego obecności.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   19.07.17 13:46

Skrzypiące drzwi zwróciły jej uwagę, akurat siedziała na jednej z pryczy, zmieniając opatrunek pacjentowi zbiegłemu z Wywerny - od czasu pożaru jej lecznica pękała w szwach. Pozwoliła sobie zakończyć tę czynność, obwiązując ramię mężczyzny, którego nie znała, czystym białym materiałem; odkąd żyje nie pamiętała drugiej takiej tragedii. Nie dowiedziała się - jeszcze - co właściwie wydarzyło się w pubie, ale nie miała czasu nawet o tym pomyśleć - ranni nie przestawali napływać, a ona nie miała ich już gdzie przechowywać. Edgar mógł to zauważyć - ledwie stanął w przedsionku, mógł dostrzec Samanthę Weasley otuloną kocami, śpiącą na podłodze w przejściu. Po niedługim czasie Cassandra wyłoniła się z ciemnego korytarza, przecierając ubrudzone cudzą krwią dłonie w czerwoną już szmatę, białą koszulę, rozpiętą pod szyją, przyozdabiały krwiste smugi, a czarna spódnica szeleściła przy stawianych krokach. Rozpoznała go - nie mogłoby być inaczej, Burke'owie cieszyli się w tych stronach szczególnym szacunkiem i nawet ona nie mogła tego lekceważyć.
- Lord Edgar Burke - przedstawiła go więc sobie na głos, nie bez zaskoczenia, lekko przekrzywiając głowę - i oddając szmatkę, którą oczyściła dłonie, na tacę z ułożonymi posiłkami, którą właśnie przenosiła obok mała, niezwykle podobna do niej samej dziewczynka - znikając  w pomieszczeniach w głębi. Przy takim gwarze jej pomoc pozostawała nieoceniona. - Najstarszy z braci Burke - dodała tonem uzupełnienia, podkreślając wagę jego osoby, nieczęsto gościła u siebie podobne persony. Ostrożnie skinęła głową  - z czymś, co można by odczytać jako oznakę szacunku. Nadpalona szata i sadza, jaką ta była upstrzona, nie odejmowała mu prezencji, znajdował się w miejscu, w którym ludzie zwykle wyglądali dużo gorzej - szybko jednak naprowadziły myśli Cassandry na najbardziej oczywisty tor. Pożar wciąż zbierał swoje żniwa, powinien był pojawić się tutaj wcześniej. - Zwłoka nie sprzyja oparzeniom, pozostawione samym sobie zwykle tylko się zaogniają - pozwoliła sobie zauważyć, unosząc wzrok ku jego źrenicom; szukała w nich potwierdzenia lub zaprzeczenia jej domysłów. Przeniosła wzrok na trolla, który widocznie zatrzymał arystokratę w przejściu. - Spokojnie, Umhra - szepnęła cicho; stworzenie wydało z siebie ostry warkot, nim ułożyło głowę na zgiętym ramieniu i wróciło do snu. Złożyła dłonie razem, z przodu, oczekując przedstawienia sprawy.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
 

Przedsionek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17