Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lazaret

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Lazaret   05.08.15 16:59

Lazaret

Odrapane ściany i drewniana posadzka odbarwiona krwią nie budzą zaufania, sala, w której Cassandra przyjmuje chorych, niczym nie przypomina sal w Mungu. Kilka podpróchniałych szafek zajmują głównie stare prześcieradła służące do odrywania opatrunków i, najpewniej, chowania zwłok tych, których nie dało się już odratować. Stare okna chronione są solidnymi okiennicami, dobrze chroniącymi pomieszczenie przed światłem. Wzdłuż ściany ustawiono trzy łóżka, na przeciw których znajduje się również prowizoryczny siennik, na parapetach lśnią fiolki i gliniane miseczki wypełnione różnobarwnymi maziami, których pochodzenia ani przeznaczenia lepiej jest się nie domyślać.


Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lazaret   27.11.15 16:23

Gdzieś między wyjściem na ulicę, a stukaniem do drzwi Cassandry musiała odpłynąć. Głowa opadła jej bezwładnie na ramię Anthony'ego, ale dłonie wciąż kurczowo obejmowały jego kark. Ile im to zajęło? Minutę czy wieczność? Nie pamiętała spaceru w półmroku Nokturnowych kamienic. Kiedy znów uniosła powieki, byli już pod lecznicą, a ból przypomniał jej o tym, że powinna zachować świadomość. Najpierw upewni się, że z Cass i Lisą wszystko w porządku, a potem niech już się dzieje co chce!
- Zawsze mam rację, skarbie. - szepnęła, znów krzywiąc się w niezgrabnym uśmiechu. Nawet w tym stanie kłamała jak z nut i kpiła z powagi sytuacji, prawda? Najwyraźniej mimo niemal trzydziestu lat na karku, wciąż niczego się nie nauczyła - nic nie jest wieczne. Żadna przyjaźń, żadna miłość. A zaufanie to najprostszy sposób, by dać się zabić. Kolejny raz los dawał jej bolesną lekcję życia. Zagryzła usta niemal do krwi, gdy tłumiła jękniecie. Gwałtowne ruchy przemieszczały mniejsze i większe kawałki szkła tkwiące w jej skórze. Udało im się jednak dostać do przedsionka, co zgadłaby nawet z zamkniętymi oczyma: troll przywitał ich groźnym pomrukiem i przykrym zapachem. Rita znów zaczęła kaszleć.
- Cicho, cicho Gustus. - wyrzęziła z trudem między jednym kaszlnięciem, a drugim, odganiając go niemrawym ruchem dłoni. - To tylko ja. - nie wiedziała czy rozpoznał jej zapach, sylwetkę czy głos, ale cofnął się posłusznie do swojego legowiska. Głowa Rity znów opadła ciężko na ramie mężczyzny, gdy z trudem odzyskiwała oddech. Na całe szczęście na schodach szybko pojawiła się postać Cassandry. Wyglądała na całą i zdrową, choć zdecydowanie zszokowaną stanem alchemiczki. Gorzki śmiech zamarł jej w gardle. Sama wciąż nie wierzyła, że dała się tak sponiewierać. Ona! Niekoronowana królowa Nokturnu, skopana przez kundla.
Nie pozwoliła by ją położyli. Po części dlatego, że w jakiejkolwiek pozycji by się nie znalazła, byłaby ona dla niej bolesna. Plecy miała poranione, brzuch cały w siniakach. Poza tym nie chciała zupełnie odpłynąć. Musiała najpierw porozmawiać z Cassandrą! Ostrzec ją. Z pomocą Tony'ego przysiadła więc na brzegu najbliższego łóżka. Chcąc nie chcąc, musiał pozostać przy jej boku, by jeszcze przez chwilę asekurować ją przed zsunięciem się na podłogę. Kurczowo zaciskała dłoń na jego nadgarstku, jednocześnie wspierając się niemal całym ciężarem ciała o jego bok.  
- Cassandro... - wolną dłoń wyciągnęła w stronę przyjaciółki, usiłując złapać jej palce. - Lisa. Musimy pilnować Lisy. - szeptała, z wysiłkiem przeciskając słowa przez ściśnięte gardło. Jeśli coś mogło zdobyć dla niej pełną uwagę Vablatsky, było to właśnie imię jej córeczki. - On nie może się do niej zbliżyć. Pieprzony psychopata. - skrzywiła się boleśnie i pozwoliła opaść dłoni na kolana. Przekazała ostrzeżenie i była pewna, że Cass je zrozumie, bo przecież ona zawsze wszystko rozumie. Spełniwszy to zadanie mogła się wreszcie rozluźnić. Jęknęła cicho i po raz kolejny znalazła oparcie dla swojej ciężkiej głowy na ramieniu Tony'ego.
- Zabije, tego skurwiela jeśli się tutaj zbliży. - mruczała już bardziej do siebie niż do nich, odpływając coraz dalej w swoich majaczeniach. Była tak strasznie zmęczona...






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Lazaret   02.03.16 2:31

Widok Rity w podobnym stanie naprawdę zmartwił Cassandrę; ta czarownica często wydawała się jej istotą najbliższą jej sercu, obserwowała ją w wielu sytuacjach - u niej w lecznicy w bardziej błahych okolicznościach, w Białej Wywernie królującą z talią kart w ręku, u niej w pracowni, mamroczącą mroczne inkantacje w oparach trującego dymu unoszącego się nad jej miedzianym kociołkiem. Zawsze biła od niej siła - ten upór, dzięki któremu znalazła się tu, gdzie była dzisiaj, to coś, za sprawą czego sama tytułowała siebie królową, to coś, co nadawało jej w istocie pewnej wyższości nad szarą gęstwinę mniej lub bardziej znajomych twarzy ludzi Nokturnu. Kto śmiał urządzić w ten sposób Ritę Sheridan? Jej cierpienie również Cassandrze sprawiało ból, ból dotkliwy i przenikliwy, pełen obaw, współczucia, którego, wiedziała o tym, Rita wcale nie chciała. I właśnie dlatego go nie pokazała, a jedynie drgnęła, kiedy przyjaciółka uchwyciła jej dłoń i z obawą ostrożnie wzniosła spojrzenie wprost ku jej przekrwionym oczom. Zaniemówiła.
Jej palce zacisnęły się mocniej na dłoni Rity, nie będąc pewną, czy chcąc dodać otuchy samej Ricie, czy był to jedynie niekontrolowany gest bezradności. Nie musiała mówić więcej, sen Lisy wreszcie stał się dla Cassandry jasny - choć to wydarzyć się nie mogło, bo ten bandyta gnił właśnie w podziemiach więzienia w Tower of London, to uzdrowicielka w mig pojęła. Rita nie mogła mówić o nikim innym, Vasyl Mulciber złożył jej wizytę. Nikt inny nie groziłby małej Lisie. Nikt inny...
W jednej chwili poczuła, jak świat nagle wali jej się na głowę. Serce zabiło mocniej, a oko poczerwieniało, kiedy próbowała powstrzymać powiekę przed uwolnieniem łzy; bała się tego człowieka i bała się jego zemsty. Bała się, że zwariował - bo czy nie musiał stracić rozumu, by atakować Ritę, do której zawsze odnosił się przyjaźnie?
- Wyjdź - powiedziała tylko, nie zabierając spojrzenia z twarzy trucicielki, kierując swoje słowa do wciąż stojącego przy niej Anthony'ego, nie był im przecież w niczym potrzebny. A Cassandra - Cassandra pragnęła intymności. Ciszy. Spokoju. Spokoju dzielonego z kimś takim jak Rita, kiedy tylko czarownica wróci wreszcie do zdrowia. - Nie lubię, kiedy patrzy mi się na ręce - warknęła jeszcze, choć wcale nie musiała, Anthony w krótkim czasie opuścił jej lazaret. Przejęła jego rolę, delikatnie wspierając głowę Rity, czule muskając dłonią jej zdrowy policzek. Jak ten skurwiel śmiał ci to zrobić?
- Dlaczego... - szepnęła tylko, choć nie spodziewała się odpowiedzi. - Porozmawiamy później, kochana - dodała stanowczo. - Teraz powinnaś oszczędzać siły. Wypij to. - Sięgnęła wolną ręką na szafkę za siebie, by chwycić jedna z fiolek; potrząsnęła jej zawartością, przyglądając się jej krytycznie, po czym przytknęła ją do ust Rity. Eliksir słodkiego snu winien zadziałać prędko, dzięki niemu nie będzie już czuła bólu ani walczyła ze zmęczeniem. Musiała przecież odpocząć...
- Ciii... - szeptała nad jej uchem, tak, kochana, zabijemy go. Zatłuczemy jak psa zanim zdąży się obejrzeć, śnij ten piękny sen, a wkrótce stanie się rzeczywistością.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lazaret   02.03.16 14:42

Stary i wytarty frazes mówi, że przyjaciele to rodzina, którą się wybiera. Rita oczywiście o tym nie wiedziała. Przez lata koncept rodziny budził w niej niechęć zamiast przywiązania. Nie wyniosła z domu żadnych dobrych wspomnień; z osobą przyrodniego brata wiązał ją raczej obowiązek niż faktyczne uczucie. Przez większość swojego życia była sama. Oczywiście byli Ci nieliczni przyjaciele, a może raczej współtowarzysze. Partnerzy różnorakich zbrodni, ludzie zaufani, ale jednak zawsze mniej istotni niż ona sama. Dbała o nich, bo byli jej potrzebni do szczęścia. W razie potrzeby zawsze mogła odejść, odebrać im to kruche i ograniczone zaufanie, którym z jakiegoś powodu ich obdarzyła. Ale potem pojawiła się Cassandra. I Morgano miej litość! Vablatsky osiągnęła to co nikomu wcześniej się nie udało. Oswoiła Ritę. Sprawiła, że bezduszna i egoistyczna alchemiczka, postrach Nokturnowych zaułków, była gotowa zrobić dla niej wszystko. Teraz po latach od pierwszego spotkania, wypełnionego wzajemną nieufnością i niepokojem, nie umiała wyobrazić sobie życia bez uzdrowicielki i jej małej córeczki. Choć nigdy nie powiedziała tego głośno (mimo wszystko nigdy nie była dobra w deklaracjach i wielkich słowach) dwie panny Vablatsky były jej rodziną. Własny ból i upokorzenie, którego doświadczyła były niczym w porównaniu ze strachem o ich bezpieczeństwo. Dlatego wciąż wpatrywała się w Cass, z każdą chwilą coraz spokojniejsza. Wiedziała, że to co stało się dziś to dopiero początek ich kłopotów z Mulciberem, ale mogła się tym pomartwić... później. Kiedy oddech przestanie być udręką, a krew przestanie sączyć się przez materiał szaty.
Oderwała wzrok od twarzy przyjaciółki tylko na moment, gdy Burke opuszczał lazaret. Wpatrywała się intensywnie w jego plecy, myśląc niewyraźnie o tym, że powinna pewnie podziękować, ale ból w płucach uniemożliwiał jej ubranie wdzięczności w słowa. To również może zaczekać.
Oparła głowę na ramieniu uzdrowicielki, z cichym westchnieniem, w którym ulga mieszała się z bólem. Jej dotyk, jej znajomy zapach - to wszystko sprawiło, że zadrżała, bo przestała bronić się przed tym wszystkim co dotąd spychała na granice świadomości. Pozwoliła więc sobie na strach, na bezradność i cierpienie. Przed kim jeśli nie przed nią miała się odsłonić? Przecież nikomu innemu nie ufała tak bardzo. Zduszony szloch wstrząsnął jej ramionami, kilka łez stoczyło się po brudnych policzkach.
- Nie pozwolę mu jej skrzywdzić. - obiecała schrypniętym szeptem, szukając dłoni Cassandy, by uścisnąć ją kurczowo w niemym geście podkreślającym szczerość jej słów. - Nie pozwolę mu jej tknąć. - szeptała dalej, zaciskając powieki. Zagryzła drżące usta, by powstrzymać szloch, a może kolejny atak kaszlu. Potem posłusznie przełknęła podsunięty jej eliksir, nie wahając się nawet przed moment (choć przecież każdej innej osobie patrzyłaby uważnie na ręce nim wypiłaby cokolwiek). Rozpoznała smak i zapach. Eliksir słodkiego snu - podpowiadał jej oszołomiony mózg, który nawet w tej chwili sięgał po alchemiczną wiedzę.
- Spać? - zadziwiła się uprzejmie, czując jak błyskawicznie zaczyna ogarniać ją senność. Czy nie powinna zostać świadoma, czy nie powinna czuwać nad nimi? Wszelkie rozważania rozpłynęły się w kojącym działaniu mikstury. Cassandra wie co robi. Oczywiście, że wie. - Spać. - powtórzyła teraz twierdząco, niemal pogodnie i poddała się kuszącej ciemności, w której nie ma bólu ani strachu.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Lazaret   11.03.16 21:05

Tylko łagodnie skinęła głową, kiedy Rita dopytywała o sen, nie miała wątpliwości co do tego, czy czarownica jej zaufa; zawsze jej ufała, a Cassandra musiałaby stracić rozum, żeby chcieć skrzywdzić najdroższa sercu przyjaciółkę. Obserwowała jej powoli opadające powieki, mocniej podtrzymując jej ramię, czując, jak nagle zaczyna opadać bezwładnie, bez sił - oddając się w słodkie ramiona snu. Trzymała ją przy sobie w ten sposób jeszcze moment, upewniając się, czy czarownica zasnęła głębokim snem. Nie chciała robić nic, póki Rita mogła poczuć cokolwiek.
- Nie pozwolisz - szepnęła, kiedy alchemiczka usypiała, nieco uspokajająco, a nieco w zamyśleniu. Lisa była dobrze strzeżona, przez nią, przez Ritę, przez jej przyjaciół, jej trolla... ale czy kogoś, kto w ten sposób urządził jej przyjaciółkę, cokolwiek mogło powstrzymać? Nie wiedziała, kłębiące się w jej głowie myśli nie pozwalały jej spojrzeć na sprawę trzeźwo, bała się. Bała się jak diabli. Dlatego, teraz, kiedy była sama, kiedy mała Lisa spała w swoim pokoju piętro wyżej, a w ramionach trzymała jedynie Ritę, Ritę, przed którą nawet przytomną mogła się otworzyć, nie powstrzymała łez, jakimi nasiąkły jej przekrwione oczy i spłynęły po twarzy wraz z czarnym tuszem rzęs i węgielkiem powiek, Cassandra załkała, kołysząc nieprzytomną już alchemiczkę w ramionach. On nie może się tutaj zjawić. On nie może na nowo rozpocząć tego koszmaru...  Sama nie wiedziała, ile czasu tak spędziła, nim wzięła się do pracy - na szczęście mogła mieć absolutną pewność, że eliksir słodkiego snu był najwyższej jakości, w końcu uwarzyła go jej aktualna pacjentka.
Ze zmarszczką zmartwienia przecinającą czoło, z załzawionymi oczyma i ustami drżącymi od powstrzymywanego płaczu ostrożnie rozebrała przyjaciółkę, kładąc ją na brzuchu na jednej z prycz i pieczołowicie zajęła się jej ranami. Własnymi rękoma wyjmowała co bardziej niebezpieczne kawałki szkła z jej pleców, każden jeden, kilkakrotnie raniąc samą siebie potłuczonym szkłem, nie przejmowała się jednak krwią spływającą po palcach - nie ona była tutaj teraz najważniejsza. Cassandra naprawdę rzadko delikatnie obchodziło się ze swoimi pacjentami - ale zawsze z Ritą. Ritą i Lisą. Naprawdę były jak rodzina.
Zanurzyła dłonie w przygotowanym wiadrze wody, była już zimna, jej krew spłynęła z dłoni; zanurzyła w nim ręcznik, by zmyć krew z pleców Rity. Popieprzony popaprańcu, jak mogłeś jej to zrobić? A co najważniejsze - dlaczego? Po co? Wiedziała, że był nieobliczalny, ale nie sądziła, że aż tak - może więzienie do reszty poprzewracało mu w głowie? Szmata chlusnęła, wrzucona do wiadra, którego woda coraz soczyściej zabarwiała się czerwienią. Cassandra chwyciła jedno z puzderek otrzymanych od Rity, traktując jej rany maścią na przyśpieszenie gojenia, każdą z osobna, każdą z precyzją. Na koniec - eliksir znieczulający. Niewielka dawka, czasowe działanie... ale powinno złagodzić ból choć trochę. I czuwała przy niej. Czuwała, może godzinę, może dwie, może trzy, spoglądając za brudną szybę okna na brudną ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Po dłuższym czasie owinęła jej tułów bandażem - wierzcie lub nie, ale najczystszym, najmniej dziurawym i najdelikatniejszym, jaki znalazła w swojej lecznicy. Do zasinień na szyi jedynie przyłożyła okłady, zejdą same, a nie chciała jednego dnia obrzucać Ritę zbyt dużą ilością magicznych specyfików - mogłyby jej zaszkodzić.
I czuwała, czuwała do rana... zbyt mocno wzburzona emocjami, i tak by nie usnęła. A gdyby Rita przebudziła się wcześniej? Z pewnością będzie spragniona...




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lazaret   30.03.16 2:11

Ciemność objęła ją niemal tak troskliwie jak Cassandra i uwolniła od wszystkiego co doskwierało jej nim zamknęła zmęczone oczy. Na kilka godzin zapomniała o bólu potłuczonego i poranionego ciała (który to ból przewyższyć mogło jedynie roztrzaskanie na kawałki jej poczucia własnej wartości). Przez moment nie musiała się też martwić tym kundlem, który spowodował to wszystko. W ciemności sprowadzonej przez eliksir słodkiego snu - najlepszy na Nokturnie, przecież znała się na swojej pracy! - było jej tak dobrze, że gdyby mogła pewnie już nigdy by się już nie obudziła. Ale mówiąc banalnie: nic co piękne nie trwa wiecznie. Ten kojący sen też musiał dobiec końca, gdy eliksir przestał działać, a ona powoli zaczęła odzyskiwać świadomość. Jej twarz wykrzywił grymas bólu, nad którym nie mogła zapanować majacząc wciąż na granicy jawy i snu. Najgorszy był ból w płucach, który odzywał się przy każdym oddechu. Miała wrażenie, że się topi, że te klujące igiełki, które wypełniają jej klatkę piersiową to woda, którą wciągnęła zamiast życiodajnego powietrza. Pamiętała to uczucie, przecież topiła się raz. Na wakacjach w Dover. Wiatr był mocny, wysoka fala wciągnęła ją pod powierzchnię i przetoczyła boleśnie po dnie. Zachłysnęła się wodą i byłaby utonęła, gdyby nie ojciec, który wyciągnął ją na powierzchnie. Ale teraz to ojciec się dusi, krztusi pianą, która zebrała mu się w ustach. W jego zielonych oczach widać wyrzut i strach, i przez jedną krótką chwilę Rita czuje się winna, że podała mu to zatrute wino. Serce zaciska jej się boleśnie i zastanawia się czy zdąży podać mu beozar, bo on przecież nie zasłużył na śmieć tak bardzo jak ta suka, jej matka. Ale jest za późno i zielone oczy ojca wpatrują się w nią martwo...
Rita obudziła się z czymś pomiędzy jękiem, a krzykiem na ustach. Otwarła szeroko oczy i rozejrzała się wokół z lękiem. Zamiast ujrzanego w majakach ojca, dostrzegła jednak Cassandrę i ten widok przyniósł jej niewysławioną ulga. Kochana, wspaniała Cassandra. - pomyślała, pozwalając by gwałtownie poderwana głowa znów opadła na poduszkę. Oddychała ciężko, świszcząco. Zaschło jej w ustach, a w kącikach oczu czuła łzy, choć nie umiała już stwierdzić czy to z bólu czy z całkiem innego powodu. Wciąż widziała w myślach oczy ojca - oczy Octaviusa. Czuła się jednak nieporównywalnie lepiej. Wprawne ręce uzdrowicielki opatrzyły jej rany, przynosząc tym samy ulgę. Znów udało mi się spaść na cztery łapy. Przekręciła się na bok, ułożyła wygodniej i wbiła spojrzenie ciemnych oczu w przyjaciółkę. Nie wiedziała od czego powinna zacząć, ba! Nie była nawet pewna czy zdoła coś powiedzieć, skoro oddech był formą tortury.
- Pieprzony kundel. - zdołała wychrypieć, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. W myślach przysięgała mu śmierć w najgorszych torturach, bo przecież nikt kto podniósł na nią rękę nie mógł ujść z tego cało. Zaraz jednak jej oblicze się wygładziło, a na wargi wpełzł blady półuśmiech. - Dziękuję. - szepnęła, przesuwając po łóżku rękę, by dłoń wyciągnąć w jej stronę.
- Bez Ciebie byłabym już pewnie martwa. - westchnęła, odnosząc się jednak do czegoś znacznie większego niż dzisiejsze opatrzenie ran. Nie był to przecież pierwszy (ani zapewne ostatni!) raz, gdy Cassandra ją łatała.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Lazaret   02.06.16 19:20

Czuwała przy niej całą noc, siedząc na dziecięcym taborecie przy łóżku Rity. Rzadko to robiła, Cassandra naprawdę nie należała do uzdrowicieli szczególnie emocjonalnie podchodzących do pacjentów, ale Rita nie była byle kim. Alchemiczka miała silny organizm, wiedziała o tym nie od dzisiaj, nie pierwszy raz szyjąc jej rany, a że zawsze obchodziła się z nią ze szczególną troską - nie miała najmniejszych wątpliwości co do tego, że Rita wyjdzie ze swoich obrażeń. Ale chciałaby, żeby pannie Sheridan groziło przy tym jak najmniej bólu - bo jakże mogła patrzeć na jej cierpienie? Siedziała tuż obok - gotowa, by móc się nią zająć, jeśli tylko nieoczekiwanie zbudzi się w środku nocy. Jak ktoś mógł w ogóle podnieść na nią różdżkę? Jak mógł mieć odwagę? Troska o Ritę trzymała ją pobudzoną, nawet nie czuła zmęczenia. Ani nie była śpiąca.
- Cii - szepnęła, kiedy wreszcie doczekała się przebudzenia Rity. Troskliwie przyjrzała się jej twarzy, na dłużej zatrzymując spojrzenie na białkach jej oczu, poszukując objawów przekrwienia. - Oszczędzaj siły - powtórzyła jak mantrę te same słowa, którymi ją pożegnała. Przekleństwa były jak najbardziej na miejscu i niewątpliwie zasłużone wobec tajemniczego napastnika, bez wątpienia również zasłużone. Ale zemsta musiała poczekać, a Rita - odpocząć. Nawet takie jak one potrzebowały czasu, żeby zregenerować siły. Dostrzegła jej gest, czule chwytając dłoń alchemiczki i ściskając ją delikatnie, z jednej strony pragnąc dodać jej otuchy, z drugiej - zapewnić ją, że wciąż tutaj jest. I donikąd się nie wybiera. Nie zareagowała w żaden sposób na jej podziękowania, Rita przecież dobrze wiedziała, że były zbędne, zwyczajnie niepotrzebne, bo Rita zrobiłaby dla Cassandry dokładnie to samo, gdyby tylko miała okazję. Albo i zrobiła, przyczyna ataku z mętnych słów alchemiczki rozbudzała niepokój, a troska o małą Lisę przejmowała ster nad nimi obydwiema. Z cichym westchnieniem wsparła się łokciem o pryczę, na której Anthony położył jej przyjaciółkę.
- Uważaj na plecy, wyglądały okropnie - poprosiła, bo niepewna była, czy przeciwbólowe eliksiry wciąż na nią działały; gdyby zapomniała o ranach i położyła się na plecach, mogłaby je podrażnić. - Jak się czujesz? Podać ci coś na wzmocnienie? - Bacznie raz jeszcze powiodła spojrzeniem po jej twarzy, trzymanej dłoni, przyglądając się kolorytowi skóry. Otrzymała szybką i staranną pomoc, nie utraciła tak dużo krwi.
- A ze mną to on będzie martwy - obiecała, ściszając głos do szeptu, nie tylko obiecując zemstę, która w tym momencie wydawała jej się raczej drugoplanowa - ale i, albo nawet przede wszystkim, chcąc ją zapewnić, że ta przysługa, nie pierwsza i z całą pewnością nie ostatnia, nie była niczym, co winno jej spędzać sen z powiek. Dla Rity, gdyby zaszła potrzeba, Cassandra mogłaby rzucić wszystkie swoje zobowiązania, a nawet zostawić na śmierć innych pacjentów. Ale nie pytała o więcej, na więcej czas przyjdzie później - nie teraz, kiedy Rita potrzebowała przede wszystkim odpoczynku. - Powinnaś u mnie dzisiaj zostać, Lisa się ucieszy. A ja... będę spokojniejsza.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lazaret   18.06.16 0:52

Z każdą kolejną sekundą oczy miała coraz bardziej wilgotne. Pod powiekami czaiły się łzy, nad którymi nie próbowała nawet panować. Zdawało jej się, że to wysiłek z góry skazany na porażkę. Czuła się... rozbita. W każdym możliwym znaczeniu tego słowa: fizycznie, emocjonalnie, psychicznie. Jakby była kolejnym szklanym słoikiem zrzuconym z półki w pracowni. W przeciągu kilku chwil zmieniła się w kupkę połyskującego, szklanego pyłu i nie była pewna kiedy zdoła się z tego pozbierać. Myśl, że mogłoby jej się to nie udać wcale tylko nakręcała jej lęki. Zawsze tak strasznie brzydziła się własną słabością. Zacisnęła mocno powieki, jakby próbowała w ten sposób zdusić rosnącą w piersi panikę. Jednocześnie zacisnęła też palce, którymi obejmowała dłoń Cassandry. Jej uchwyt był żałośnie słaby, co tylko podkreślało rozpaczliwość tego gestu. Usta zadrżały jej płaczliwie, gdy z głośnym świstem wciągnęła powietrze usiłując zapanować nad wyrywającym się z gardła szlochem. Poległa jednak sromotnie, gdy usłyszała cichy głos przyjaciółki, który z łatwością przebił się przez resztki jej samokontroli i okazał się kroplą, która przelała czarę. Wcześniej trzymała się w kupie, bo nakręcały ją adrenalina i strach. Teraz była już bezpieczna, częściowo znieczulona i w pełni świadoma tego co faktycznie zaszło. Było jej z tym okropnie.
Zduszony szloch wstrząsał jej ciałem przez krótką chwilę. Świszczała przy tym w naprawdę przeraźliwy sposób - z wyraźnym trudem łapiąc kolejne płytkie, zabarwione histerią oddechy. Nawet na moment nie puściła dłoni swojej uzdrowicielki. Wręcz przeciwnie trzymała się jej jak tonący brzytwy. Nikomu innemu nie mogłaby pokazać w ten sposób swojej słabości. Nikt inny przecież nie mógłby zrozumieć - któż poza Cassandrą dostrzegłby w niej zwykłą istotę ludzką? Taką, która krwawi, boi się i pociąga nosem w bardzo nieelegancki sposób?
Chwila słabości odeszła równie szybko jak przyszła. Rita umilkła. Wtuliła mokrą twarz w poduszkę, próbując ją w ten sposób niezdarnie osuszyć.
- Szkocka pewnie nie wchodzi w grę, co? - spytała retorycznie, gdy znów odważyła się spojrzeć na Vablatsky. - Jeśli będziesz tak dobra i podasz mi wody... - podjęła zaraz i w jej cichym tonie było coś jakby zawstydzenie. Takie wybuchy były dla niej rzeczą rzadką i zdecydowanie klasyfikowały się jako powód do wstydu. Wreszcie uwolniła rękę Cassandry. Przycisnęła obie dłonie do twarzy, ścierając z niej resztki wilgoci i niechcianych emocji.
- Wybacz. - szepnęła nim zdołała ugryźć się w język, a potem spróbowała nieco unieść się do góry, by przynajmniej udawać, że jest zdolna do prowadzenia jakiejkolwiek cywilizowanej wymiany zdań. - Zostanę. Nawet, gdybym chciała wracać do siebie, to póki co panuje tam zbyt wielki bałagan. - nie wspominając już o tym jak wielki bałagan miała w głowie! Myśl o opuszczeniu lecznicy napawała ją lękiem. Jednak samo wspomnienie Lisy wystarczyło, by jej usta rozciągnęły się w łagodnym uśmiechu. - Dla niej zostanę nawet na zawsze i zamieszkam obok trolla. - szepnęła, wyraźnie siląc się na żart.

|nie jestem pewna dlaczego takie rzeczy się tu podziały






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Lazaret   06.07.16 17:43

Cassandra przyglądała się jej z wyrazem, który niewiele zdradzał; była zmartwiona, zatroskana, zamyślona - kto miał odwagę tak potraktować drogą jej sercu Ritę? Gdyby była jej bliska, zapewne powinna udawać, że nie widzi tych ciężkich zmagań alchemiczki z rzeczywistością; gdyby, ale Cassandra czuła, że Rita była jej nie tylko bliska, była czymś więcej - i dlatego mogła sobie na ten gest pozwolić, i dlatego nie odwracała wzroku i dlatego wspierała ją mocniejszym uściśnięciem dłoni. Spokojnie, zemsta nadejdzie wkrótce. I będzie okrutna. Sposób, w jaki Rita pokazała przed nią słabość zmartwił ją jeszcze bardziej - znały się przecież bardzo dobrze, wiedziała, jak wiele trzeba było, żeby złamać tak silną czarownicę. Bo czy znała kogoś silniejszego od Rity?
Na jej pytanie uzdrowicielka jedynie uśmiechnęła się ciepło, alchemiczka doskonale znała odpowiedź. Cassandra miała pod tym względem bezwzględne zakazy: żadnego alkoholu w trakcie rekonwalescencji. Żadnego. Były od tej reguły wyjątki, oczywiście, zwłaszcza wtedy, kiedy na łóżku leżał pijak, oni bez ognistej umierali, albo kiedy wiedziała, że choć żyw, pacjent i tak będzie na dniach trupem. O Ritę jednak dbała, pieczołowicie szyła każdą ranę, dokładając do jej ciała takiej staranności, jaką przejawiała chyba tylko względem małej Lisy. Nie pozwoliłaby jej ryzykować, za nic w świecie. Bez słowa wstała, zgodnie z jej życzeniem podchodząc do jednej z szafek, gdzie, wciąż w niemym zamyśleniu, wypełniła jedną ze szklaneczek wodą zaklętą w szmaragdowej butelczynie stojącej na jednej z półek; po drodze w drugą dłoń uchwyciła czystą białą szmatkę służącą za bandaż, którą wręczyła Ricie - łatwiej było osuszyć łzy w ten sposób.
- Zimna, powinna przynieść ci ulgę - szepnęła z westchnieniem, ponownie przysiadając przy jej pryczy. Jej łagodne spojrzenie mówiło, że nie ma ją po co prosić o wybaczenie. Czym była jej reakcja, jeśli nie tylko ludzką emocją? Emocją, którą musiała wyrazić, płacz, kochanie. Płacz nawet na głos, Lisa cię nie usłyszy, jeszcze śpi. Płacz i łkaj, aż się zmęczysz i uśniesz, a sen wreszcie będzie spokojny. - Szkło - zauważyła na głos, kiwając ze zrozumieniem głową na nieporządek w domu Rity. Jej plecy wyglądały okropnie, mogła sobie tylko wyobrażać, na ile jej mieszkanie zostało zdemolowane. - Zajrzymy do ciebie, jak dojdziesz do siebie i pomogę ci to doprowadzić do lepszego stanu - obiecała, nie pytając o zgodę. Gdyby Rita miała zamiar odmówić, Cassandrze pozostawało się wprosić i zrobić to za nią na siłę, alchemiczka powinna teraz przede wszystkim odpoczywać.
- Nie zawiedziesz się nim - odpowiedziała żartem, uśmiechając się w szczerszym rozbawieniu, zawsze wszak miała zwyczaj powtarzania, że jej troll to jedyny prawdziwy mężczyzna, którego dane jej było poznać. Ale dość żartów, musiała się zaopiekować swoją przyjaciółką - by wieczorem mogły porozmawiać o wszystkim co zaszło i zaplanować zemstę godną poniesionych ran. Och, Rito, gdybyś tylko wiedziała, jak martwiłam się całą tę noc.
- Przyniosę ci śniadanie - szepnęła już tylko, wstając z pryczy; po chwili zniknęła w drzwiach lazaretu, a kiedy tylko odwróciła się twarzą do korytarza, jej uśmiech zbladł, kiedy próbowała sobie ułożyć te wszystkie wydarzenia w głowie. Rita nie mówiła wprost, mówiła bardzo oględnie; ale z tej oględności Cassandra mogła wyciągnąć wystarczająco dużo wniosków, by rozpoznać tożsamość oprawcy. Nikomu nie da jej przecież skrzywdzić. Nigdy. Jak on mógł być tak głupi?

[zt obie Pwease ]




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Alisa Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t4076-alisa-mulciber-budowa http://www.morsmordre.net/t4091-ech-znowu-ty#79931 http://www.morsmordre.net/t4338-alisa-mulciber#92588
n/d
22
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
1
10
0
0
0
21
1
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lazaret   30.03.17 0:54

Zadanie zostało wykonane. Co prawda nie obyło się bez komplikacji. Te okazały się być jednak poważniejsze niż to Alisa okazywała. Bruzdy po gryfich szponach znaczy jej skórę. Najdłuższa znaczyła krwawym korytem jej skórę od zagłębienia szyi, wzdłuż prawej łopatki, a następnie zmyślnym, już płytszym łukiem schylała się ku żebrom. Dwie kolejne w sposób mniej efektowny układały się do niej równolegle. Pomimo bólu jaki sprawiała jej rana, Alisa siłą woli zmuszała się do nie okazania słabości oraz ignorowania nieprzyjemnego uczucia lepkości. Lekkomyślnie prezentowała więc swobodę przy Yaxleyu, zupełnie jak gdyby nic się nie wydarzyło. A przecież nie było to prawdą.
Gdy się z nim rozmówiła, słońce już zdążyło wznieść się śmielej ponad horyzont. To jednak wcale nie oznaczało dla niej odpoczynku. Nie powstrzymywała jednak już nierównego oddechu, kiedy to wybijała cichy rytm na Nokturnowych ulicach niskimi obcasami swoich trzewików. Czujnym okiem obiegała te węższe w które dzienne światło jeszcze nie zdążyło zajrzeć, a następnie gdy uznała je za odpowiednie zatapiała się w nie w myślach odliczając już dzielące ją od Cassandry metry. Przy przedostatnim zakręcie zacisnęła swoją dłoń z siłą na prawym ramieniu w momencie w którym obraz zakołysał jej się nieprzyjemnie przed oczami, a jej krok stracił rytm. Ból który sobie sprawiła, był łagodniejszy niż miał być w zamierzeniu, lecz dostateczny by utrzymać organizm w ryzach. Była blisko.
Do środka weszła z pozowaną swobodą i lekkością, zupełnie jakby ciało jej nie ciążyło, a ruch nie był boleścią, lecz zaraz po znalezieniu się po drugiej stronie, upewnieniu się, e żadne obce oczy jej nie widzą...z ciężarem i ulgą zaparła się na drzwiach lewym barkiem wypluwając spektakularną kombinację rosyjskich bluźnierstw.
- Cass... - zawołała, zdejmując z bladej od upustu krwi twarzy kaptur. Kosmyki niesfornych włosów poprzylepiały się jej do lekko spotniałego od tego całego wysiłku czoła - Cass...? - Powtórzyła, rozglądając się po wnętrzu i szukając w tym wypełnionym szarością poranka pomieszczeniu znanej sobie sylwetki.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Lazaret   30.03.17 14:24

O przybyciu gościa zaalarmował ją ostrzegawczy pomruk trolla - Umhry - który rozpoznając w czarownicy Alisę, zapewne obrócił się na drugi bok na swoim posłaniu w przedsionku; ponurą szarzyznę wczesnych poranków miał zwyczaj przesypiać. Inaczej niż Cassandra, której ostatnie wydarzenia spędzał sen z powiek - i która ostatnio nie spała właściwie wcale. Pod jej oczyma odznaczył się cienie, a zmęczona cera jeszcze mocniej odznaczała się niezdrową bladością. Krzątała się właśnie  w kuchni, kończąc śniadanie dla Lysandry, która nie wstała jeszcze z łóżka, kiedy do jej uszu dotarła wiązanka rosyjskich przekleństw  - słyszała je z ust Mulciberówny wystarczająco wiele razy, żeby domyśleć się, że w istocie przekleństwami były; pewności mieć nie mogła. Cassandra uśmiechnęła się ciepło pod nosem, nim pośpiesznym krokiem ruszyła powitać gościa. Granatowa spódnica plątała się między jej bosymi stopami, a białą koszulę otulała czarna, haftowana ciemną, szmaragdową nicią chusta przydająca ciepła.
- Alis... Alisa? - Ledwie wyjrzała zza rogu, dostrzegając jej wspartą barkiem o drzwi sylwetę; przyjrzała się jej uważnie - od głowy, po same stopy - wypatrując krwistych śladów skrytych pod ciężkim płaszczem. Pot na jej czole nie umknął uwadze uzdrowicielki - podobnież jak jej wiele zdradzający grymas. - Na słodką Morganę, jesteś cała? Wyglądasz jak siedem nieszczęść.  - Bez zawahania podeszła bliżej czarownicy, delikatnie kładąc wąską dłoń na jej ramieniu, chcąc przejąć na siebie jej ciężar, który podtrzymywały ściany i pomóc przejść jej do odpowiedniego pomieszczenia. - Co się stało? - Napadł cię ktoś w pobliżu? Tutaj? Ciebie? Nie, niemożliwe, w grę musiało wchodzić coś znacznie poważniejszego. Ostatnie wizje, wypełnione cierpieniem i złowrogim obrazem zakapturzonych czarodziejów zbierających się w Wywernie, zniknięcia, tak wielu bliskich, wszystko jedynie utwierdzało ją w przekonaniu, że groza wreszcie nadeszła, że wojna powróciła. - Chodź, przejdziemy do lecznicy. Muszę cię obejrzeć - Delikatnie, nienachalnie, pociągnęła ją ku sobie, z zamiarem wsparcia jej w tej krótkiej wędrówce na prowizoryczną pryczę wewnątrz obok izby obok ciemnego korytarza.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Alisa Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t4076-alisa-mulciber-budowa http://www.morsmordre.net/t4091-ech-znowu-ty#79931 http://www.morsmordre.net/t4338-alisa-mulciber#92588
n/d
22
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
1
10
0
0
0
21
1
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lazaret   30.03.17 21:11

Nie zaniepokoił jej ponury, gardłowy pomruk, któremu towarzyszyło leniwe poruszenie wielkiej masy sygnalizujące brak zainteresowania jej osobą. Nie żeby jej to uwłaszczało bądź przeszkadzało - wręcz przeciwnie. Bardzo na rękę była jej ta wyuczona za sprawą Cass tolerancja między tym dwojgiem. Mulciberowa odpowiedziała więc podobną postawą po dostrzeżeniu ciemnej masy. Skoro bowiem on tu był, to i ona być powinna.
Przygryzła wargę wyczekująco, gdy po pierwszym zawołaniu odpowiedziała jej cisza. Nie chciała być przesadnie głośna, więc w momencie przeciągania się tej chwili sięgnęła bezwiednie dłonią w stronę brożki spinającej pod szyją gruby materiał peleryny, której kaptur obszyty był zwierzęcym futrem. Zatrzymała na niej dłoń w momencie w którym zawołała po raz drugi i tym razem otrzymała odzew w postaci wyklepywanych na schodach dźwięków bosych stóp.
Ranna uśmiechnęła się szeroko, ukazując przy tym swoje ząbki i wypełniając pomieszczenie krótkim śmiechem. Przyłożyła wierzch dłoni przyłożyła do ust chcąc poskromić swoją naturę, lecz oczy zdradzały rozbawienie komicznością sytuacji.
- Chyba jeszcze nie widziałaś się dziś w lustrze, Cass. Wyglądasz jakbyś smarowała się pod oczami węglem lub smarem. Jakaś nowa moda? - podpytała żartobliwie, uszczypliwie  zaraz się jednak skrzywiła. Zupełnie jakby ktoś poczęstował ją kwaśnym cukierkiem.
- Hipogryf okazał się niefortunnie w pewnym momencie zwinniejszy - wywróciła oczami skarżąc się, choć najwięcej wyrzutów miała nie do zwierzęcia, a do siebie, że dopuściła do takiej sytuacji swoją niekompetencją. Bolało ją to bardziej niż sącząca się rana nie wstydziła się jednak nie skrywać tego przy Cass bo w końcu to była...Cass. Ufała jej.
Nie unosząc się więc swoją pozą nie odtrąciła oferowanej jej pomocy. Wsparła się na kobiecie podążając wgłąb pomieszczenia, a potem pryczy. Przystanęła przy niej w końcu pozbywając się przeklętej brożki i zrzucając na ziemię balast peleryny. Stała teraz w prostej, codziennej sukni w odcieniach zieleni. Z frontu prezentowała się normalnie, lecz z tyłu była już poszarpana i ziały przez rozdarty materiał otwarte rany. Alisa zgarnęła kępkę włosów z karku zerkając przez ramię na Cass z lekkim zakłopotaniem wymalowanym nieśmiałym różem na licu. Nie krępowała jej wizja paradowania w negliżu przed przyjaciółkę, lecz ubliżające było to, że nie była obecnie w stanie wygiąć się na tyle by samodzielnie pozbawić się niepotrzebnych warstw zbędnego materiału.
- Przepraszam - obarczanie innych swą słabością było dla niej czymś magicznie intymnym, głupim - czymś czego robić nie powinna, a jednak nieraz musiała. Ciążyło jej to zawsze i prawdopodobnie ciążyć już zawsze będzie.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Lazaret   05.04.17 12:20

- Stara jak świat, cierpiętnicza - westchnęła, dostrzegłszy rozbawienie Alisy. - Źle sypiam, a ty jesteś za wcześnie - dodała z cichym pomrukiem, mniej się uskarżając, a bardziej podchwytując pogawędkę; zły sen w jej przypadku nie był niczym nadzwyczajnym - jako wróżbitka, którą gnębią koszmary, zmagała się z tym wszak niejeden raz. Wystarczyłby jej kwadrans więcej, by zdążyć doprowadzić się do porannego porządku, naprawdę nie lubiła źle wyglądać. - Zawsze możesz poczekać, aż zrobię sobie makijaż, ale ostrzegam - to potrwa - a nie wydaje mi się, żebyś miała na to czas. - Założyła ręce na piersi, nim uchwyciła spojrzeniem grymas, który nagle wpełzł na jej twarz; nim pomogła jej się na sobie wesprzeć i nim odprowadziła ją do właściwego pomieszczenia, wysłuchawszy tłumaczeń. Hipogryf, naprawdę?
- Przerzuciłaś swoje zainteresowania naukowe z zaklęć na magiczne stworzenia? Nie słyszałam nic o tym, żeby loty hipogryfów zaczęły przecinać niebo nad Londynem... ale być może w obecnych czasach już nic nie powinno mnie dziwić. - Nie była pewna, czy właściwie kiedykolwiek widziała hipogryfa z bliska, jeśli ich temat został poruszony na zajęciach z opieki nad magicznymi stworzeniami ze jej szkolnych czasów, zapewne akurat je ominęła. Nie pytała wprost, gdzie Alisa wpadła na tę bestię - były przyjaciółkami, ale kiedy pojawiała się taka potrzeba, Cassandra potrafiła uszanować jej sekrety - miała wiele przywar, ale nadmierna ciekawość nie była jedną z nich. - Zaskakujące - dodała bez cienia ironii, przynajmniej w głosie. Jako uzdrowicielka stąpała mocno po ziemi - i nie lubiła brawury. Jak świat światem, człowiek od hipogryfa szybszy nigdy nie będzie. Nie czuła się na siłach wojować z jej urażoną dumą - jeśli chciała się ścigać z wiatrem, nie mogła jej tego zabronić. - Słyszałam, że hipogryfy cenią sobie dobre maniery - dodała z tańczącym w rozbawieniu kącikiem ust. Obeszła ją wolnym krokiem, chcąc przyjrzeć się zadrapaniu - i skrzywiła się lekko, rana wyglądała naprawdę paskudnie.
- Daj spokój - szepnęła uspokajająco. Przecież nikt jej nie widział - tylko ona sama. Uniosła smukłe palce ku guziczkom spinającym tył jej szmaragdowej sukni, odpinając jeden po drugim. Nieśpiesznie, nagły ruch dłoni mógłby niechcący podrażnić rany. Dopiero, kiedy górna część sukni opadła, Cassandra położyła dłoń na jej talii i równie delikatnie pchnęła ją na znajdującą się nieopodal nich pryczę. - Połóż się - poprosiła; cofając się pół kroku, by wydobyć z sakiewki upiętej do spódnicy różdżkę, którą machnęła kilka razy - przywołując wiadro z wodą, które stuknęło tuż obok jej stopy i opatrunki, które złapała prosto w bladą dłoń.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Alisa Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t4076-alisa-mulciber-budowa http://www.morsmordre.net/t4091-ech-znowu-ty#79931 http://www.morsmordre.net/t4338-alisa-mulciber#92588
n/d
22
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
1
10
0
0
0
21
1
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lazaret   08.05.17 22:53

Pomimo złego samopoczucia i zdecydowanie mało sprzyjającej celebrowaniu odwiedzin sytuacji Alisę przepełnił dobry humor. Mięśnie jej twarzy po raz pierwszy od wielu dni złagodniały, pozwalając odpocząć ustom od typowego dla niej grymasu niezadowolenia, któremu sprzyjało pasmo przeżywanych ostatnio prywatnych porażek. Przy Cass potrafiła się rozluźnić, być bardziej sobą - w końcu była do niej przyzwyczajona, ufał. Dlatego właśnie widząc jej zaspaną twarz pozwoliła sobie na podjęcie rozmowy w taki, a nie inny sposób. Mimo wszystko bawił  ją ten obraz, który mogła obserwować tylko i wyłącznie tutaj. Nie miała w końcu za wiele znajomych które by mogłaby odwiedzać w podobny sposób i które odpowiadałyby jej wyrafinowanym przekąsem ze swobodą podobną do tej jaką prezentowała Cassandra.
- Och...ale ja wcale nie powiedziałam, że ci nie twarzowo, Cass - zmieniła ton na bardziej niewinny nie tracąc na rezonie, a przynajmniej dopóki się nie poruszyła, a ból przypomniał jej o nieprzyjemnej przygodzie. Słowa Cass stały się zaś nieprzyjemną solą. Alissa cmoknęła bezgłośnie powietrze, tak jak to miała w zwyczaju robić, gdy coś jej się nie podobało co zdarzało się często.
- Co za czasy....to nie to samo co pół tysiąc lecia temu, prawda? - mruknęła ironicznie, oschle, chcąc zamanifestować starej, jak świat cierpiętniczce, że to wcale nie takie zabawne. Nie było tajemnicą, że Alisa potrafiła się zachowywać momentami niczym urażona pięciolatka. Tym bardziej gdy była zmęczona i nic nie szło po jej myśli. Równie szybko takie drobne urazy odrzucała w zapomnienie. Nie należało więc się przejmować jej chwilami naburmuszenia, które przemijały równie szybko, jak się pojawiały.
Pomimo więc, iż prychnęła wzgardliwie na pomysł słabości hipogryfów do "dobrych manier", to zaraz podjęła ze spokojem wątek czując potrzebę naprostowania podobnej bredni.
- Człowiek od którego to słyszałaś musiał mieć hipogryfa. Tak mówią bowiem tylko ich właściciele. Swoją drogą jeśli znasz jakiegoś to nie zadawaj się z nim. To często ludzie bez godności... - mówiła, patrząc się w jedną ze ścian, kiedy to kolejne guziki sukienki ulegały pod chudymi palcami uzdrowicielki -  Hipogryfy lubią jak im się podlizujesz. Na początku musisz im oczywiście udowodnić, że jako przedstawiciel swojej rasy nie jesteś osobą słabą i bojaźliwą, a potem  niczym wesal kłaniasz się swojemu pierzastemu władcy by ten wiedział, że choć przepełnia cie odwaga to on jest wciąż ponad ciebie - opowiadała, drgając nieznacznie gdy materiał ubioru przestał oddzielać ją od chłodnego powietrza. Przerwała na chwilę by posłusznie ułożyć się zgodnie z sugestią. Splotła ramiona tak, że podparła na nich głowę. Krzywiąc się i tracąc wątek, gdy nieprzyjemny zapach materiału pryczy sięgnął jej nosa.
- Śmierdzi... - musiała to zakomunikować. Robiła to za każdym razem, jak gdyby coś przy następnej wizycie miało się pod tym względem zmienić. To już była swego rodzaju tradycja.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Lazaret   19.05.17 1:34

- Och - przyznała, bo w swoim zaspaniu rzeczywiście nie zwróciła uwagi na to, że Alisa, w swojej łaskawości, nie użyła żadnego pejoratywnego określenia. Nie musiała, Cassandra lubiła wyglądać dobrze - i tym razem nie wyglądała. - może więc powinnam pomyśleć o dostosowaniu swoich nawyków tak, by utrzymać ten świeży - w znaczeniu: nowy, bo na pewno nie młody - wygląd - nawet przez chwilę udała zastanowienie; krótką chwilę - naprawdę lubiła wyglądać dobrze. - Gdyby garborożka nie skakała... - zarzuciła przysłowiem, które często powtarzała córce, widząc grymas na jej twarzy: karma za tę drobną złośliwość najwyraźniej do niej powróciła. Nie, naturalnie, że nie miała jej tego za złe, droczyła się z nią podobnie, jak Alisa z nią samą, doskonale odnajdując się w swobodzie relacji. - Prawda - zgodziła się z nią bez namysłu, udając, że nie widzi w tym wcale aluzji do swojego wieku. - Pół tysiąca lat temu magiczne stworzenia miały więcej miejsca do życia. Rozumiesz, odludnych obszarów było nieco więcej, a mugoli znacznie mniej. Były wtedy znacznie silniejsze, więc zostałaby z ciebie jedynie mokra miazga - Walka z hipogryfem to nie przelewki, a Alisie najwyraźniej wydawało się, że owszem - miała powody sądzić, że jej uzdrowicielskim obowiązkiem było odwieść ją od pewnych przekonań, dla jej własnego dobra. - Pamiętam z dzieciństwa - zapewniła z powagą. - To był bardzo młody osobnik czy bardzo chory? - zagaiła jeszcze niemal od niechcenia, zakasując rękawy własnej koszuli.
- Daj spokój, gdzie o tym przeczytałaś - w Czarownicy? - Właściwie żałowała, że nie miała przed sobą jej twarzy; posądzenie Alisy o czytanie szmatławca dla pań domowych mogło wywołać na jej twarzy ciekawe z anatomicznego punktu widzenia ruchy i grymasy. - Nie znam nikogo, kto posiada hipogryfa - sprostowała - tak sądzę, ale z pewnością bym poznała. Jestem przekonana, że hipogryf zostawia jeszcze więcej piór niż sowa, a odkąd mam własną, całe moje mieszkanie jest ubrudzone pierzem - Skrzywiła się lekko, znaczna hiperbola dosadnie wyrażała jej pedantyczne odczucia względem nowego pupila. - Moja sowa! - przypomniała sobie. - Wspominałam ci, że wreszcie zdecydowałam się na zakup? Jest jednak znacznie poręczniejsza niż ciągłe odwiedziny na poczcie na Pokątnej, pokażę ci ją, kiedy skończymy. - Rozchyliła materiał sukni, pozwalając mu opaść, kiedy tylko rozpięła ostatni guzik. - Nie polubiliście się, co? - mruknęła retorycznie, krytycznie przyglądając się ranom na jej plecach, po wysłuchaniu opowieści o dumie tych stworzeń. Pierzasty władca - dość trafne określenie. - Wiesz, jakbym była przerośniętą kurą, pewnie też miałabym zaniżoną samoocenę i podwyższałabym ją sobie, znęcając się nad słabszym ewolucyjnie gatunkiem - stwierdziła  w końcu ze stanowczością w głosie, bo w gruncie rzeczy wydawało się to mieć sens. - Wybacz - prawie nie dało się wyczuć ironii - zaraz ci podam chustę nasyconą lawendą, złagodzi nieprzyjemny zapach poprzedniego pacjenta. A może wolisz olejek sandałowy? - A potem nakroję ci marcepanu ze śliwkami?
- Curatio Vulnera Horribilis - wyrecytowała ze zdecydowaniem, przesuwając różdżką wzdłuż cięć na plecach Alisy.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
 

Lazaret

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17