Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Salon   06.08.15 9:53

First topic message reminder :


Ze smakiem urządzony pokój dzienny służący głównie do wypoczynku i przyjmowania gości. Mieszkanie umiejscowione jest na ostatnim piętrze kamienicy dzięki czemu z okien rozciąga się zjawiskowy widok na miasto.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   10.10.15 23:09

Każdy potrzebuje bliskości, nawet, jeśli tak jak Avery głośno temu zaprzecza. Wszyscy od czasu do czasu muszą poczuć jak zamykają się wokół nich czyjeś ciepłe ramiona albo jak chłodne palce muskają policzek w czułym dotyku. Od dziecka żałowano mu tych prostych kontaktów. Ojciec raczej nieporadnie okazywał swoje uczucia, a Allie chociaż bardzo się starała nie mogła zastąpić mu matki, za którą tęsknił, jako mały chłopiec. Zamknął się więc na te emocje, których mu poskąpiono, ale nie był w stanie całkowicie wyciszyć tego pragnienia, które zawsze tliło się gdzieś powierzchnią świadomości, czekając na odpowiedni moment. Więc kiedy wszystko się posypało, kiedy jego życie zmieniło się w grząskie pobojowisko zaczął szukać pocieszenia w niedotykanej dotychczas strefie. Kobiety sprawiały, że zamarznięte serce nie zamrażało też ciała. Chwilowa, ulotna przyjemność, krótki kontakt fizyczny pozwalały mu jakoś trwać, przesuwać się do przodu, a nie cofać. Jednak wszystkie te zabiegi były niczym picie, co jakiś czas małych łyczków wody będąc cały czas dławionym okrutnym pragnieniem. Fatamorganą, do której dążył przez pustynię swojego pustego życia, aby rozczarować się okrutnie, że życiodajna oaza to tylko kolejna piaszczysta wydma. Frustracja narastała, chociaż uparcie ją ignorował i udawał, że wszystko jest w najlepszym porządku. Uciekał i chował się w bezpiecznym otępieniu alkoholu, bojąc się momentu, w którym przeleje się ta czara goryczy.
Być może właśnie dlatego było mu teraz tak dobrze. Bo Amodeus nie był ulotną twarzą, której imienia zapomni po przebudzeniu. Ich losy były ze sobą od dawna połączone w nierozerwalny sposób. Nie wyobrażał sobie, że może go pewnego dnia zabraknąć w jego życiu, nie dopuszczał do siebie nawet takiej myśli. Już raz doświadczył palącego braku jego osoby w swoim życiu i nie chciał tego po raz drugi. Miał tak mało bliskich osób, potrzebował ich tutaj, blisko, przy sobie. Więc może właśnie dotyk, za którym stała pewność, bezpieczeństwo i zaufanie był lepszy, pełniejszy. Dawał większą satysfakcję i rozpalał większą żądzę. Wiedział, że przyjaciel go nie wystawi i nie zrobi czegoś nieodpowiedniego. Przecież wszystko co robili od początku było instynktowne, wręcz naturalne. Dlatego ponownie zmienił ich pozycję i bez większego zastanowienia przywarł do grdyki Princa. Nie zastanawiał się specjalnie nad żadną z tych czynności. Po prostu pchnięty myślą robił to, co sądził, że sprawi mu przyjemność. Widocznie tym razem się nie pomylił, bo z ust mężczyzny wydobyła się kanonada jęków obrazujących jego zadowolenie, które znalazły odbicie w podnieceniu Sørena. Chociaż niedawno zaspokoił tę przyziemną potrzebę to znów był gotowy, co zapewne skupiłoby jego uwagę, gdyby nie pochłaniały jej pewne smakowite, pełne usta. Przecież zazwyczaj nikt nie wzbudzał w nim aż takich emocji, nie przywracał go do gotowości w takim tempie. Tym bardziej, że był zmęczony po treningu. Jeszcze przed chwilą jego mięśnie ostro protestowały, a teraz w ogóle nie interesował go ten fizyczny mankament. Zapewne jutro będzie o tym boleśnie pamiętał, ale teraz nie miało to znacznego znaczenia.
Był bowiem teraz jednym wielkim odczuciem, chłonął jak gąbka wszystkie wrażenia. Paznokcie orzące gładką powierzchnię pleców odebrał jeszcze gwałtowniej i sam nie potrafił powstrzymać gardłowego pomruku. Tak samo jak niezadowolonego jęku, gdy ich usta się rozłączyły. Chciał już cofnąć niezłomnie pracującą rękę, gdy poczuł ciepłe wargi na swoim uchu. Widocznie Książę też potrafił grać nieczysto, tylko chciał. Wywołało to szeroki uśmiech na twarzy Averyego, który wydawał mu się tak bardzo nie na miejscu, że jedynie wzmagało jego rozbawienie. Tylko on mógł wywołać w nim takie uczucia w takiej sytuacji. Nie sądził, aby przy kimkolwiek mógłby czuć się tak swobodnie w momencie totalnego obnażenia. Nie tylko fizycznego, ale też duchowego.
Słowa, które usłyszał momentalnie podgrzały krew w jego żyłach. Wiedział, że do tego dążą, ich gra w kotka i myszkę nie mogła trwać w nieskończoność. Nie miał najmniejszego zamiaru się wycofywać, zresztą sam niedbały rady odejść od pokusy, która była na wyciągnięcie dłoni. Chciał wszystkiego, co mógł otrzymać i nawet jego irracjonalna potrzeba dawania nie miała tu nic do gadania. Pośpiech był jednak złym doradcą, a przypadkowe zranienie przyjaciela było ostatnią rzecz, jaką teraz potrzebował. Poza tym strasznie nie lubił, gdy ktoś dyktował mu, co ma robić. Tutaj jednak zasady już dawno uległy zmianą, a Søren miał już dość czekania. Skrzyżował swoje spojrzenie z jego oczami, gdy odsunął od niego rękę. Zamarł na chwilę, pozwalając uspokoić kołaczącemu z podniecenia serca. Nie miał zamiaru ośmieszyć się nadmierną egzaltacją godną młodzika.
Pomógł sobie dłonią nakierować swoją męskość i po prostu pchnął biodrami zatapiając się w niego spokojnie, centymetr po centymetrze. Ani razu nie zbłądził spojrzeniem, utrzymując z nim kontakt wzrokowy w tym najbardziej intymnym momencie tego aktu. Teraz nie dzieliło ich już nic i Avery nie wiedział, co zrobić z tą świadomością. Zamarł na chwilę, aby Amodeus mógł oswoić się z zaistniałą sytuacją. Wykorzystał ten moment, aby opuścić głowę i wyznaczyć językiem ścieżkę od podstawy jego szyi do linii szczęki. Nie mógł jednak dłużej czekać biernie, czuł się przytłoczony przez doznania, miał wrażenie, że zaraz nie wytrzyma tego napięcia. Zaparł się mocno kolanami o kanapę, schował twarz w zgięciu szyi Księcia, po czym cofnął powoli biodra. Wysunął się prawie cały zanim znów raptownie pchnął do przodu. Cała delikatność wyparowała z niego, zastąpiona wręcz zwierzęcą potrzebą. Wiedział jednak, że nie może zranić najbliższej mój osoby, więc całą jego uwagę skupiały reakcje ciała Amodeusa, który nie wydawał się narzekać, a raczej zbliżać do końca.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   14.10.15 17:25

Niecierpliwość, och, jakże irytująca cecha. Chcąc nie chcąc, Amodeus nie potrafił uwolnić się od tej nieznośnej klątwy. Nigdy nie potrafił oprzeć się pokusie sięgnięcia po nową książkę i wczytania się w nią, jak najszybciej się dało. Zawsze łaknął czegoś nowego, nie ważne co to było. Czy to nowe, ciekawe dzieło, spisane na rozsypujących się stronicach, którego jeszcze nie miał okazji czytać czy zdobycz, wypatrzona w jakimś barze, znajdującym się gdzieś w zamarzniętej Rosji. Nigdy nie potrafił powstrzymać się przed pragnieniem czegoś, co nie było przeznaczone dla niego czy chociażby dobre. Zaczęło się od zawartości Działu Ksiąg Zakazanych, a skończyło na nielegalnym polowaniu na smoki, aby później dopaść innych kłusowników, którzy zajmowali się tym samym. Ostatecznie lądując z jakimś przypadkowym współpracownikiem w łóżku i szybką ewakuacją tuż nad ranem, przeklinając przy tym swoją słabość do mocnych trunków, które tak przyjemnie pieściły jego gardło, pozwalając przy tym zapomnieć o trudach życia codziennego. Ach, i jeszcze o tej całej krwi, która znalazła się na jego zgrabnych dłoniach.
Ta chwila nie pozostawała wyjątkiem od reguły. Niby taka inna, niby taka niezwykła, a jednak. Niecierpliwość, niczym jakaś złośliwa choroba, pożerała go od środka. Miał ochotę krzyczeć i to nie tak, jak przed chwilą, nie z rozkoszy, która ogarniała jego całe ciało. Normalnie nie czekałby. Zrobiłby to, na co miał ochotę od dłuższej chwili, nawet jeśli nazajutrz miałby tego żałować, a nieprzyjemny ból przypominałby mu o fatalności swych decyzji, tempo wytykając mu jego zbyteczny brak opanowania. Jak już wspomniałem, teraz było jednakże inaczej. Wewnętrzne krzyki stłumione były, quasi bestia uwięziona w stalowej klatce, która powstrzymuje ją przed uwolnieniem się na wolność. Gwałtowny temperament, ta cała gorączkowość, została okiełznana przez przeszywającą zieleń oczu Averego. Przygryzł nieznacznie dolną wargę, utrzymując kontakt wzrokowy z partnerem. Nie miał pojęcia, czy spełni jego prośbę, bo niby skąd miał to wiedzieć? Spiął się nieco, jakby zwierz, gotowy do ucieczki, kiedy tylko zobaczyłby jeden, niewielki, fałszywy ruch ze strony mężczyzny.
Niejako sparaliżowany, z początku nie dotarło do niego to, co właśnie się stało. Jego ciało zareagowało wręcz instynktownie, rozluźniając odpowiednie mięśnie. Zadarł nieznacznie głowę ku górze, jednak nie przerywając przy tym tego intensywnego tańca spojrzeń. Pomimo tego całego przytrzymywania zębami wargi, spomiędzy nich wyrwał się przeciągłe westchnienie, zawiadamiające Sørena o tym, jaki jego działania miały wpływ na Mosa. Gdyby miał czas, to pewnie zastanowiłby się nad nagłą delikatnością mężczyzny, który obchodził się z nim jak z jajkiem. Jednak teraz nie miał takiej możliwości. Książę nie potrafił powstrzymać się od uśmiechu. Sposób jakim rozpoczął się ten nowy wątek w ich przygodzie, należał do zdecydowanie przyjemnych. Jakoś nie mógł zatrzymać radości. Panowie zazwyczaj zapominali się w takich chwilach, szarżując do przodu, dbając jedynie o siebie. Ale nie, nie tym razem. Wplątał palce w jasną czuprynę chłopaka, kiedy ten zbliżył się ku niemu. Zamruczał cicho, gdy język partnera przebiegł po jego rozgrzanym ciele.
Niespodziewany i jakże intensywny ruch zaskoczył Amodeusa. Zdążył jedynie wciągnąć powietrze do swych płuc, a już było po wszystkim. Mocne pchnięcie zburzyło całą równowagę, to swoistą harmonię, która udało mu się osiągnąć. Gorąca fala przebiegła po jego ciele, które w tej chwili wyprężyło się. Gwałtowna rozkosz rozlała się po jego ciele, aż zastanawiające jest to, gdzie do tej pory się chowała. Spomiędzy jego słodkich ust wyrwał się przeciągły jęk rozkoszy. Dłoń, która do tej pory delikatnie muskała jasne włosy, zacisnęła się na nich mocna, można by rzec, że nawet brutalnie. Może to z szoku albo z czegoś innego, ale szare oczy Amosa dalej pozostawały wpatrzone w tą hipnotyzującą zieleń. Chwilę zajęło mu ogarnięcie myślami tego, co właśnie miało miejsce. Kto by się spodziewał, że ktoś taki jak Prince, osiągnie spełnienie po tak niewielkim popisie ruchów.
Kiedy odzyskał rezon, przyciągnął głowę Sørena ku swojej, chwytając jego usta swoimi. Czując nowy przypływ sił, otoczył go swoimi nogami, szczelnie zamykając go w ich uścisku. Nie, stanowczo nie cierpiał, ale znów był niecierpliwy. Przecież nie skończą zaledwie na tej drobnej namiastce, prawda? Mimo że puchar przed chwilą się przelał, to znowu może zostać napełniony. Cóż, noc jest jeszcze młoda, a młodzieńczy, męski wigor na pewno szybko się nie wyczerpie, tak jak zapasy czegoś innego, nieco bardziej namacalnego... i lepkiego.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   17.10.15 17:19

Początki są najgorsze.
To momenty pełne okropnej niepewności. Czas, kiedy więcej jest niewiadomych od faktów. Człowiek na ślepo brnie do przodu, niczym ślepiec torując sobie drogę za pomocą dłoni. Nie raz potykamy się boleśnie, a cała sztuka polega na otrzepaniu się z ulicznego pyłu i pójściu dalej. Jednak nie od dziś wiadomo, że wyjątkowi potwierdzają regułę. Życie zazwyczaj bolesne, lubiące dźgać Sørena między żebra, dziś okazało się dla niego łaskawe. Wstęp przyszedł do niego, do nich zupełnie naturalnie. Nie było żadnej kłopotliwej ciszy, krzątaniny pełnej niepewności. Wszystko potoczyło się po prostu, jakby to było jakieś przedstawienie przećwiczone wiele razy, jak gdyby robili to wiele razy i nie potrzebowali do tego słów.
Zgubił gdzieś całą niepewność i niepokój, które przecież powinny być. Jednak w otoczeniu swoich czterech ścian czuł się bezpieczny, czuł się potrzebny. Dotyk ciepłych dłoni Amodeusa na jego skórze wygłuszał wszystkie niepotrzebne myśli. Jedyne, co przebijało się przez ten kokon to głód. Nienasycone uczucie uderzające w niego nową falą, silniejsze, karmiące się każdym uderzającym w niego bodźcem. Już dawno przestał mieć znaczenie fakt, że niedawno zaspokoił swoje żądze. To była zaledwie przystawka, a teraz nadeszła pora na dnie główne.
Moment, w którym zawisł w niepewności zapatrzony w oczy Księcia nie był początkiem. To było już rozwinięcie tej historii, nie mógłby i nie chciał przerwać w tym momencie. Wiedział, że mógłby go w ten sposób zranić. To było wypisane w jego niebiesko szarych oczach, które wpatrywały się w niego z.. Z czym? Potrzebą? Uwagą? Pożądaniem? Wszystkim na raz? Cokolwiek to było Avery wiedział, że na jego barkach spoczęła teraz ogromna władza. Zupełnie inna niż podczas przygodnego seksu na jeden wieczór. Łączyło ich zbyt wiele, żeby podejść do tego tak powierzchownie. Nie wiedział za bardzo jak rozumieć ten ciężar, jak go rozgryźć i miał świadomość, że nie zniknie on po tym wszystkim. Jednak ignorancja to bardzo dobra taktyka, zwłaszcza w sytuacji, gdy można zająć się czymś o wiele ciekawszym.
Nie pomylił się w swoich szacunkach. Nagła zmiana tempa wysłała Amodeusa do miejsca, które niedawno sam dzięki niemu odwiedził. Uśmiechnął się z czysto męską satysfakcją, gdy jego palce zacisnęły się na blond włosach unosząc mu głowę z jego szyi. Zdawała mu się, że ten moment, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały trwał godziny, a nie zaledwie kilka minut. Dopiero, gdy wyrwał się z tego marazmu zmarł na chwilę i przyglądał się dochodzącemu do siebie Prince’owi. Przeciągnął dłonią po jego napiętym torsie w kierunku południowym nie odrywając od niego wzroku. Nie zwrócił uwagę na wyraźną fakturę blizny pod palcami, o wiele bardziej zainteresowany swoim celem, czyli przyjacielem jego przyjaciela. Miał nadzieję, że żaden z nich nie sądził iż to koniec. Przecież wieczór dopiero się zaczął, dosłownie i w przenośni.
Nie zdążył nic zrobić, bo Książę momentalnie zniwelował tę minimalną przestrzeń, jaka między nimi powstała. Nie miał nic przeciwko temu, bo sam czuł, że jego ciało wyraźnie protestuje przeciwko przerwanej zabawie. Nie mógł się jednak powstrzymać i przeciągnął językiem po swojej dłoni, którą wyciągnął spomiędzy nich. Sam nie wiedział, czemu chciał to zrobić? Czyżby wet za wet? Amodeus wziął od niego wszystkiego i on też czegoś chciał. Zaraz potem pozwolił mu się przyciągnąć, pocałować i wszystko pozostało bez znaczenia. Zlało się w jedną smugę, bieg za spełnieniem, za nieustającą potrzebą. Podobno powinni się gdzieś zatrzymać, poczuć pełną satysfakcję, ale tym razem apetyt rósł w miarę jedzenia. Jakby za długo zwlekali i głód był tak wielki, że prawie niemożliwy do zaspokojenia. Dopiero światło przebijające się przez przypadkiem zasłonięte okna dało im znać jak bardzo stracili poczucie czasu. Pozwoliło im też dostrzec jak wielki bałagan zdołali zrobić w salonie. Karafka z ognistą spadła ze stolika opróżniając swoją zawartość na puszysty dywan, krzesła przed kominkiem leżały poprzewracane. W Sørenie zapewne obudziłby się zagniewany perfekcjonista, który skrzyczałby przyjaciela, ale był na to zbyt zmęczony. Cała noc spędzona w nader aktywny sposób boleśnie przypominała mu, że wczoraj przeforsował się na treningu. W dodatku pulsowanie na twarzy powróciło, a zajęcie maskujące pewnie już dawno znikło. Chciał coś powiedzieć, ale przez ochrypłe gardło przeszło jedynie charknięcie. Odłożył więc zwymyślanie go na później, rugając go jedynie w myślach. Odnalazł leżący za kanapą koc, legł na kanapie obok Amodeusa i zasnął.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   19.10.15 9:58

Jego zmysły szalały, niczym dzika bestia, która została zamknięta w za ciasnej klatce. Nie potrafiły dojść do ładu, nie było żadnego porządku. Błogie spełnienie, które przed chwilą osiągnął częściowo wyparowało. Teraz pozostała jeno namiastka tego, całkowite resztki. Pragnął więcej. Chciał przeżyć coś takiego jeszcze raz. Był niczym uzależniony, który nie ma jakiejkolwiek ochoty na terapię odwykową. W tej chwili miał ochotę rzucić się na Sørena i wykorzystać go na wszelkie, możliwe sposoby. Jednak obecny stan rzeczy był równie kuszący. Możliwość całkowitego oddania się mu, poddania się jego woli. Niby już wcześniej zrezygnował z przewodzenia temu spotkaniowi, to nie on miał być samcem alfa w tej sytuacji, przynajmniej nie dzisiaj. Dopiero teraz, tak naprawdę, poddał się całkowicie woli jasnowłosego mężczyzny. Ukryta siła, która mogła posłużyć do wzniecenia buntu przeciwko przyjacielowi, ostatecznie wyparowała. Teraz pragnął jedynie, aby ten znalazł się blisko niego, by mógł poczuć ciepło jego ciała tuż przy swojej skórze.
Wzdrygnął się, kiedy wyczuł dłoń Averego na swojej wycieńczonej męskości. Było to dziwne uczucie, nie do końca przyjemne, jednakże nie sprawiało mu też bólu czy zbytniego dyskomfortu. To, co zrobił następnie jego przyjaciel, wprowadziło go w osłupienie, tym razem nie dosłowne, bo jeszcze to wcześniejsze nie zdążyło się skończyć. Nie był pewien, co powinien myśleć o tym ruchu, więc po prostu tego nie zrobił. Nie doszukiwał się drugiego czy trzeciego dna. Jeśli nie zapomni, to zapyta, a jak jednak nie będzie pamiętał to cóż, mówi się trudno.
To co nastąpiło później, było niczym sen na jawie. Amodeus miał trudności z rozróżnieniem jego fragmentów, jak to z nocnymi projekcjami bywa. Całkowicie pozwolił, aby rozkosz przejęła nad nim kontrolę. W szalonym, nieprzerwanym uścisku, przy niekończącej się serii pchnięć, westchnień i pocałunków ich noc dobiegła końca. Dopiero pierwsze promienie słońca, zmusiły ich niejako do zaprzestania tego szalonego tańca. Skończyli, och, nie jeden raz, tam gdzie to wszystko się zaczęło, czyli na sofie. Nie jeden raz uciekali z niej, ale najwidoczniej ta okazała się najodpowiedniejszym miejscem na zakończenie nocnych ekscesów. Książę był wyczerpany, o czym ciągle przypominały mu bóle mięśni, o których istnieniu do tej pory nawet nie wiedział. Na skraju krainy Morfeusza wyczuł, jak ciepło ciała Sørena się do niego zbliża, poczuł coś delikatnego i miękkiego na swoim ciele. Niemal odruchowo wtulił się w niego, mimo całonocnych szaleństw, dalej łaknął bliskości z nim.
Obudził go pojedynczy promień, który bezczelnie przedarł się przez ciemne zasłony. Natręt drażnił jego wrażliwe oczy, do tego stopnia, iż Prince postanowił opuścić objęcia przyjaciela. Szybko tego pożałował. Zwykła zmiana pozycji na półsiedzącą spowodowała falę bólu, a szczególnie odznaczał się jeden rejon, na którym akurat miał nieprzyjemność siedzieć. Z jego ust wyrwał się krótkie charknięcie niezadowolenia. Najwidoczniej całonocne jęki nie za dobrze wpływają na kondycję strun głosowych. Mimochodem rozejrzał się po pokoju, dostrzegając poważne zakłócenia w starannie utrzymywanym porządku, jaki do tej pory panował w salonie szlachcica. Kiedy ujrzał poprzewracane krzesła oraz to, że jedno z nich było połamane, uniósł nieco brew. Jaka to była pozycja? Aż dziw bierze, że ludzkie ciało, ba!, jego ciało, potrafiło wyginać się w taki sposób. Z lekkim niedowierzaniem zerknął pod koc, jakby sprawdzając, czy wszystkie jego członki pozostały na miejscu. Kiedy upewnił się, że niczego nie zgubił, spojrzał na jasnowłosego mężczyznę, który leżał obok niego. Mimochodem uśmiechnął się, na widok jego zaspanej twarzy. Prawą dłonią pogłaskał go po twarzy, zahaczając o spękane usta, od których jeszcze kilka godzin temu nie potrafił się oderwać. Ciekaw był, czy jego wyglądają tak samo. Suche, niczym u wędrowca na pustyni. Właściwie, to by się nawet zgadzało, bo miał wrażenie, że jego gardło nie widziało wody od długich tygodni.
Miał ochotę wtulić się w jego szeroką klatkę piersiową i spędzić w jego objęciach następne miesiące. Jednakże zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma na to szans. I tak już był pewnie spóźniony. Do tego miał inne obowiązki. Ciekawe, jak zareaguje Nev, kiedy wróci do domu, po tak długiej nieobecności. Z cichym postękiwaniem przedostał się nad nim, tak aby go nie zbudzić. Z wielką trudnością odszukał różdżkę, która zaginęła w tym całym chaosie, który spowodowali swoimi igraszkami. Cóż, nie pozostało mu nic innego, jak zabranie się do roboty, prawda? Długi, zamaszystym ruchem przeciągnął różdżką nad całym pomieszczeniem. Od razu wiedział, że zaklęcie udało się. Wszystko zaczęło wracać na swoje miejsca czy do poprzedniego stanu, niczym na filmie, który został po prostu przewinięty do tyłu. Zadowolony ze swego dzieła, pokiwał głową i ruszył ku kuchni, aby zaspokoić swoje pragnienie.
Po salonie roznosił się przyjemny zapach kawy, mieszający się z wonią smażonego jajka oraz masła. Na stoliku, który nie tak dawno temu był podrapany, a jedna z jego nóg chwiała się niebezpiecznie na boki, znajdowała się tacka z zawartością, która powodowała ten cały zapachowy raban. Amodeus miał ogromną ochotę wylać na Sørena szklankę zimnej wody, ale powstrzymał się, tylko z tego powodu, że musiałby to posprzątać. Postanowił obudzić go w nieco mniej drastyczny sposób. Ot, delikatny pocałunek w usta, mając nadzieję, że nie będzie musiał przechodzić do bardziej drastycznych środków, bo kto chciałby obudzić się skąpany lodowatą wodą, hm?





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   20.10.15 15:33

Noc już od dawna nie kojarzyła mu się z odpoczynkiem. Każda z nich była wielką niewiadomą, niosącą każdego dnia jarzmo trudnych pytań. Czy tym razem znów dotknie go koszmar? Czy po raz kolejny kraina Morfeusza okaże się być małym piekłem? Może tylko skazany zostanie na bezsenność, kolejne ciemne godziny rzucania się w pościeli z boku na bok w nadziei zaznania chwili oddechu? Noce, w których nawiedzał go prosty, zdrowy sen mógł policzyć na palcach jednej ręki. Los nie był dla niego łaskawy czy sprawiedliwy, ale już się do tego przyzwyczaił. Próbował więc własnymi siłami walczyć z tą nocną bezradnością. Po każdym koszmarze wyładowywał się na treningu, a jeśli nie miał takowego w grafiku to biegał. Wycieczenie fizyczne często przynosiło ulgę. A kiedy czuł, że noc będzie koszmarna sięgał po butelkę. Zalewanie się w trupa było bardzo skuteczne, chociaż pobudki z kacem nie można nazwać wymarzonym porankiem.
Dziś też zasnął zmęczony fizycznie, intensywny trening nie pozwalał mu o tym zapomnieć. Zwłaszcza, że po powrocie do domu nie leżał do góry brzuchem. Jednak ten sen był inny. Przepełniony spokojem, którego nie doświadczał tak dawno. Jak gdyby ktoś zdjął na chwilę z jego pleców ciężar, który, na co dzień musiał z trudem dźwigać. Zwłaszcza obciążenie dane mu przez tajemnicę, której wydanie miało kosztować go życie. Tym razem wszystko było po prostu dobrze. Po prostu się wyspał.
Dlatego nie był szczególnie zadowolony, gdy coś zakłóciło ten wymarzony spoczynek. Miał bowiem ochotę zabawić się w śpiącą królewnę i nie budzić się przez najbliższe sto lat, a nawet dłużej. Kanapa nigdy wcześniej nie była taka wygodna. Chociaż nie, wróć, to było kłamstwo. Wszystko to miało jednego winowajcę, który właśnie opuścił miejsce zbrodni. To właśnie brak jego ciepła obudziło Sørena z delikatnego snu. Rozchylił powieki w idealnym momencie. Amodeus pochylał się po swoją różdżkę takim stanie, w jakim przyszedł na świat. Widok, zwłaszcza w świetle wschodzącego słońca, był bardzo przyjemny i wart kontemplacji. Jednak zaraz inna myśl przysłoniła możliwość rozkoszowania się tym obrazem. Jego przyjaciel wstał nie chcąc go budzić, czyżby chciał wyjść bez słowa? Coś w środku zakuło go nieprzyjemnie i nie miało to nic wspólnego z głodem. Wiedział, że nie powinien tak reagować, ale nie potrafił nad tym zapanować. Czuł nieprzyjemny chłód przestrachu, że Prince zachowa się jak zawsze z każdym innym kochankiem czy kochanką. Avery przyglądał mu się spod wpół uchylonych powiek, a ciężar niepewności stopniowo go opuszczał. Mężczyzna nie szukał bowiem swoich porozrzucanych ubrań, aby ubrać się w pośpiechu i wyjść. Robił coś zgoła innego, niemniej niespodziewanego – sprzątał. Amodeus Prince naprawdę ogarniał bałagan, jaki zostawili po wspólnej nocy. Nieistotne, że używał do tego magii, ale sam fakt był niezwykle zadziwiający. Søren był pewien, że będzie musiał sam to zrobić albo ładnie poprosić go o pomoc. Chciało mu się śmiać, ale powstrzymał się, aby jeszcze nie zdradzać swojego rozbudzenia i zobaczyć, co stanie się dalej.
Wyszedł, ale nie tymi drzwiami, które początkowo zakładał, że wyjdzie. Książe poszedł do kuchni, pozwalając mu chłonąć widok jego smukły pleców, które znaczyły teraz niewyraźne różowe linie. Oraz także innej, równie intrygującej części ciała. Słysząc dźwięki roznoszące się z pomieszczenia nie mógł powstrzymać uśmiechu. Czyżby zasłużył na śniadanie? Zadowolony przekręcił się na plecy, poprawił koc i czekał.
Musiał przysnąć na tę krótką chwilę, bo nie zauważył jego powrotu. Natomiast nie przeoczył miękkich ust przysuniętych do swoich. Fenomenalny budzik, Prince nieźle sobie dziś punktował. Bezwiednie musnął palcami jego policzek, po czym odsunął się, aby usiąść. Jego próba spełzła jednak na niczym. Opadł z powrotem na sofę tak szybko jak uniósł z niej plecy. Mięśnie wyraźnie protestowały, przemęczone całym tym wysiłkiem, który im wczoraj zafundował. Nie żeby żałował. Wiedział jednak, że leżenie jak księżniczka niewiele zmieni, a najlepszym lekarstwem na zakwasy jest ruch. Podniósł się w końcu i usiadł z jękiem opadając na oparcie. Spojrzał na przyjaciela i poklepał miejsce obok siebie.
- Chodź – zdołał powiedzieć, a właściwie mruknąć, bo odkrył, że jego gardło też nie jest w zbyt dobrej kondycji. Widocznie wcale nie był taki cichy, jak mu się wydawało. A może po prostu Amodeus go zagłuszał? Uśmiechnął się pod nosem i sięgnął po stojący na stoliku kubek, aby zwalczyć nieprzyjemną suchość w ustach.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   20.10.15 22:49

Nie musiał długo czekać, aby przyjaciel zareagował na ten niecodzienny sposób obudzenia go. Aż można by pomyśleć, że przez cały ten czas wcale nie spał. Kto normalny budzi się, po tak delikatnym pocałunku? Chociaż, możliwe jest też to, że po prostu usta Mosa były tak cudowne i zaczarowane, że jasnowłosy książę nie mógł się oprzeć ich mocy. Och, cóż za dylemat, którą opcję wybrać? Ja wiem, która bardziej przypadłaby do gustu szarookiemu, ale czy była to prawda, kto wie. Chyba naprawdę Amos zacznie rozważać perspektywę rozpoczęcia nauki legilimencji. Jego życie uczuciowe stałoby się wtedy dużo łatwiejsze. Ile nieporozumień dałoby się uniknąć. Ileż czasu zostałoby zaoszczędzonego. Lecz nie! Ktoś tu się uparł na zostanie animagiem, ponieważ to taka interesując oraz wyjątkowa zdolność, do tego jakże przydatna! Kto nie chciałby mieć szansy zamiany w dajmy na to jeża? Właśnie. Jednakże, jak się Prince na coś uprze, to nie ma zmiłuj, dotrze do swego celu, choćby i po trupach, a co! Wbrew słowom głoszonym przez Rosierów, życie nie było usłane różami, nie ma co się oszukiwać. A ci nieszczęśliwi ludzie powinni być wdzięczni za to, że mogli zostać wykorzystani w osiągnięciu tak szczytnego celu, jakim był rozwój Amodeusa. Nie, oczywiście to hiperbola. Amos nie potrzebował pomocy przy samo rozwijaniu się, bo po co? Sam to potrafił osiągnąć, ot.
Nagłe wycofanie się Averego przestraszyło go. Z początku nie mógł zdecydować się, jak powinien to interpretować. Bał się, że nocny czar prysł, ale czy wtedy nie dostałby po prostu po pysku? Znając barbarzyńskie, czasami, usposobienie jego przyjaciela, to była całkiem prawdopodobna opcja. Postanowił nie martwić się na zapas, przynajmniej nie bardziej, niż już to zrobił. Z twarzy jasnowłosego nie potrafił wyczytać żadnych, negatywnych odczuć. Może to tylko jego wyobraźnia, a nagły brak czułości wynikał ze zwyczajnego zmęczenia. Przecież sam ledwo się ruszał, chociaż czuł się zdecydowanie lepiej, niż po niedawnej pobudce.
Zerknął niepewnie na stękającego Sørena, najwidoczniej jego przypuszczenia były bliskie prawdy. Uniósł nieco brwi, kiedy zobaczył zachęcający gest, do posadzenia swojej obolałej części ciała. Raptem, niczym grom z jasnego nieba, w jego głowie zaświtała myśl. Uśmiechnął się zadziornie, odzyskując dobry humor, pozostawiając rozterki oraz niemądre dywagacje na później. Postanowił skorzystać z zaproszenia, lecz nie do końca tak, jak sobie życzył tego jego przyjaciel. Fakt, usiadł, ale na jego kolanach. Siedział, niczym na damskim siodle, opierając się na podłokietniku, tak aby ciężar jego ciała w całości nie spoczywał na mężczyźnie. Nie miał oporów przed wtuleniem się w niego, jednocześnie uważając, aby nie stać się przypadkową ofiarą, na którą zostanie rozlana ciepła zawartość kubka. Musnął swoimi ustami nagą szyję Averego i parsknął cicho.
- Znów śmierdzisz... - zaśmiał się cicho, bardziej skupiając się na pozostawieniu wilgotnej malinki na obojczyku mężczyzny.
Dobrze wiedział, że zaraz będą musieli się rozstać, więc pragnął nacieszyć się tymi ostatnimi chwilami spędzonymi w błogiej nieświadomości, napawając się tą intymną bliskością. W końcu ich życia na nich czekają, nie mogą spędzić całego dnia na leżeniu na kanapie, przyodziani jedynie w strój Adama, delektując się kawą i ciepłem swych ciał. Niestety, nie dało się tak.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   22.10.15 17:22

Mógł zaprzeczać, ale nie miał tego w zwyczaju. To i tak nic nie dawało. Prawda zawsze wychodzi na jaw, a negowanie jej nic nie zmieni. Po co opóźniać nieuniknione? Ta noc coś zmieniła, to był fakt. Søren po prostu to czuł. Od momentu, gdy się obudził, bo zabrakło mu jego ciepła. Dawało mu to jasno do zrozumienia strach, który poczuł, gdy zobaczył jak odchodzi, a on nie wiedział gdzie. Owszem, Amodeus zawsze był dla niego ważne, stanowił jeden z nielicznych fundamentów jego życia, ale to było coś innego. Nienamacalnego, czego nie mógł jeszcze pochwycić rozumem. Kuło go jednak w pierś, gdy odsunął swoje usta od jego. Alarmowało go, że nie może go stracić. Przecież to śmieszne, nie miał zamiaru go zostawić, w końcu się przyjaźnili, prawda?
Cokolwiek niespodziewanie zaczęło drażnić jego umysł równie szybko znikło, gdy sięgnął po kawę. Nie bez powodu nazwano ją napojem bogów. Koiła jego podrażnione gardło i spierzchnięte, opuchnięte usta. Nie mógł opanować uśmiechu na myśl, co doprowadziło je do takiego stanu, a raczej, kto. Ta sama osoba, która potrafiła zrobić mu perfekcyjną kawę bez pytania po raz wtóry, jaką lubi pić. Łyżeczka kawy, łyżeczka cukru, mało mleka. Jednak o mało nie zachłysnął się swoim ulubionym płynem, gdy Książę postanowił w końcu usiąść. Nie mógł przecież zrobić tego, jak go o to prosił, w życiu. W końcu kolana są o wiele wygodniejsze niż jakaś tam droga, robiona na zamówienie sofa.
Søren ucieszył się, że zaraz po przebudzeniu nie odrzucił koca na bok. Było to bowiem teraz jedyna bariera, bo przecież żaden z nich nie wpadł na wspaniały pomysł ubrania się. Dotyk skóry o skórę mógłby przynieść niepożądane skutki, których raczej nie zdołałby ukryć . A tego Prince by mu już nie darował. W świetle dnia wszystko było nad wyraz wyraźne, miękkie kontury delikatnej atmosfery wyostrzyły się tak samo jak humor. Otrzymał zresztą tego próbkę, gdy usta przyjaciela musnęły jego obojczyk. Naprawdę? Kolejna? Nie starczało mu, że prawie całe ciało miał poznaczone wcale nie tak drobnymi różowymi śladami? Od kiedy był taki terytorialny?
- Obawiam się, że ty teraz też – odparł rozbawiony, starając się odwrócić myśli od momentów, kiedy te usta drażniły inne części jego ciała. Siedzący w ten sposób Amodeus musiałby wyczuć jego rosnące zadowolenie, a nie chciał tego teraz. Zamiast tego ponownie napił się z kubka i niby od niechcenia przesunął wolną rękę na nagie plecy przyjaciela. Ciepłe śniadanie kusiło, aby po nie sięgnął, ale było mu tak wygodnie. Chociaż już dawno mógł zrzucić go na ziemię wymawiając się zmęczeniem i zakwasami w nogach. Nabawił się ich na treningu, a aktywna noc tylko dolała oliwy do ognia. Uwielbiał żartować z nim oraz z niego, ale tym razem po prostu chciał siedzieć i chłonąć. Wiedział bowiem, że nie mogą pozostać w bańce, którą sobie stworzyli. Poza murami jego mieszkanie życie cały czas toczyło się dalej i wkrótce oni także będą musieli do niego dołączyć. Søren nie wiedział, co wtedy się stanie. Znów po prostu wrócą do porządku dziennego jak gdyby nic się nie stało? Nie rozmawiali o tym, gdy pierwszy raz się w sobie zatracili. Teraz będzie tak samo? Nie chciał o tym myśleć, nie interesowało go to. Przyszłość zazwyczaj nie była dla niego łaskawa, więc chciał czerpać z teraźniejszości ile mógł. Pchnięty nagłym impulsem pochylił się w stronę przyjaciela i przywarł do niego ustami. Delikatnie, nie chcąc po raz kolejny zderzyć się z nim zębami. Po prostu potrzebował go tak blisko. Odsuwając się zahaczył zębami o jego dolną wargę.
- Jedzmy, głodny jestem – mruknął, klepiąc się po brzuchu, który w ramach potwierdzenia cicho zaburczał.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   24.10.15 13:51

Rozbawiła go reakcja Sørena, spodziewał się popisu barbarzyńskich upodobań przyjaciela. Mentalnie był gotowy na podniebne, podsufitne, podróże oraz nieprzyjemne lądowanie, obijając sobie przy tym obolały tyłek. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Czyżby ktoś stracił za dużo energii, podczas ich nocnych igraszek?
Nagość, och, faktycznie. Amodeus nawet nie pomyślał o tym, żeby chociaż zakryć swe wdzięki kocem czy bielizną. W jakim celu? Nie miał nic do ukrycia, a w ciągu ostatnich godzin, Avery dokładnie zwiedził jego ciało. Nie musiał się też wstydzić, bo przecież nie miał czego, prawda? Oczywiście, można by stwierdzić, że przyzwoitość tego wymaga. W końcu nie wypada hasać po domu przyjaciela w całkowitym negliżu. Tak samo powinno unikać się dziki przygód trwających całą noc, ale jak zdążyliśmy się przekonać, Amos miał głęboko gdzieś takie zasady.
- Ciekawe, czyja to wina. - obdarzył go szelmowskim uśmieszkiem.
Zadrżał lekko, kiedy wyczuł dłoń na swych plecach. Dobrze wiedział, do czego ta potrafiła być zdolna. Z jaką siłą mogła zacisnąć się na drewnianej pałce i nie tylko na niej, aby następnie posłać z ogromną siłą tłuczek. Widok zarówno piękny, jak i przerażający. Przez krótką chwilę, nie mógł pozbyć się myśli, dotyczącej zetknięcia się z podłogą. Czyżby jednak nagła bliskość zmęczyła jego przyjaciela? Nie, chyba nie. Nic takiego się nie zdarzyło. Trwali jedynie w takiej pozycji, ciesząc się nawzajem swą bliskością. Nagły, chociaż zdecydowanie nie gwałtowny pocałunek, całkowicie zbił go z tropu. Nieco pikantny, za sprawą krótkiej zabawy z wargą. Serce Mosia zabiło szybciej, a po jego nagim ciele przebiegła fala ciepła, ku ironii towarzyszyła jej gęsia skórka. Tym razem to nie on wymusił kontakt, jakoś nie mógł się powstrzymać przed radosnym uśmiechnięciem się.
Prince nie byłby sobą, gdyby nie zauważał pewnych spraw. Szczególnie zaliczających się do jednego z jego ulubionych zainteresowań. Fakt, wpływało też na to to, że tamte rejony w obecnej chwili były wrażliwsze. Zadziorny wyraz twarzy znów zagościł na jego twarzy, dając jasnowłosemu znak, iż jego sekret nie był już dłużej tajemnicą. Jakby tego było mało lub umysł Averego był zbyt mocno zamroczony, aby domyślić się o co chodzi, Amos postanowił pomóc mu w dostrzeżeniu problemu, który budził się właśnie do życia. Niby po to, żeby umożliwić mu zabranie się za pałaszowanie śniadania, postanowił uwolnić jego kolana od książęcego ciężaru. Niezdecydowany, powiercił się przez chwilę, zastanawiając się, po której stronie powinien usiąść. Rzecz jasna, cały czas dalej siedział na kolanach przyjaciel. W końcu, z dużym oporem, zsunął się z niego i zajął miejsce na sofie, która nie była tak wygodna jak jego przyjaciel. Ciekawe, o którym przyjacielu teraz pomyślałeś, co?
- Czekasz na pozwolenie czy mam cie nakarmić? - rzucił rozbawiony, jakby wydarzenia sprzed chwili nie miały w ogóle miejsca.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   25.10.15 2:13

Bez przesady. Nie był przecież nieokrzesanym neandertalczykiem, który wszystko załatwia siłą. Owszem, nie należał do drobniutkich mężczyzn, ale nie wykorzystywał swojej budowy przy każdej okazji. Nie odczuwał potrzeby manifestacji swojej tężyzny fizycznej, aby zbudować autorytet. Nie był też podlotkiem, który dopiero niedawno raptownie urósł i nie potrafił odpowiednio koordynować swoim ciałem. Wręcz przeciwnie, czuł się wyśmienicie w swojej skórze. Co z tego, że od czasu do czasu poszturchał Amodeusa? Wyrażał przecież tym swoją sympatię. Z nikim innym nie pozwoliłby sobie na takie zagrania, bo pewni delikwent śmiertelnie by się obraził. Od tego był najlepszy przyjaciel, aby się z niego ponabijać, pożartować, a czasem trochę poturbować, ale cały czas kochać go w środku. Dlatego nie zdziwiła go odpowiedź, którą usłyszał. I nie, tym razem też nie uciekł się do przemocy fizycznej.
- Twoja, skoro instytucja prysznica jest ci obca - odparł z rozbawieniem. Demonstracja siły była tu zbędna skoro miała w ręku zgoła lepszą broń. Coś, czym mógł zaskoczyć. Rozpoczął palcami powolną, delikatną wędrówkę po jego plecach. Mozolnie, jakby chciał odkryć każdy ich fragment przesuwał opuszkami po miękkiej skórze. Rysował niewidzialne wzory jak gdyby nigdy nic. Przyglądał mu się w tym czasie z nieukrywaną ciekawością. Może odkryje jakieś drażliwe miejsce i okaże się, że Prince ma łaskotki nawet przy takiej pieszczocie. Siłą woli powstrzymał się przed odstawieniem kubka i połaskotanie tak, jak zasłużył za te swoje odzywki od wczoraj do teraz włącznie.
Ten pocałunek był o wiele lepszym wyjściem. Zwłaszcza, gdy poczuł gęsią skórkę na jego plecach. Uśmiechnął się bezwiednie, ale zaraz mina mu zrzedła. Wiedział, że Książę był dobrym obserwatorem, ale żeby aż tak? Nie spodziewał się tego, co nastąpiło. Zadziorny błysk w jego oczach był jednym ostrzeżeniem przed raptownym ruchem. Widocznie Prince nie był aż tak obolały skoro teraz kręcił biodrami jak zawodowa tancerka brzucha. W dodatku siedział wyjątkowo precyzyjnie, uciskając tam gdzie uciskać nie powinien. Søren nie powstrzymał bezwiednego westchnięcia na te zabiegi. Tę bitwę zwyciężył on, nie mógł mu tego odmówić. Kiedy chciał potrafił zadać cios poniżej pasa. Odetchnął w duchu, gdy w końcu ukrócił jego męki i usiadł na sofie. Avery nawet nie chciał spoglądać na swój biedny mebel, bo wiedział, że odnajdzie go w opłakanym stanie. Musi kupić jakiś porządny pasek do spodni, żeby pokazać przyjacielowi, że dotrzymuje danego słowa.
- Ja cię zaraz nakarmię – burknął w odpowiedzi odstawiając pusty kubek po kawie. Zresztą teraz był już dostatecznie pobudzony, że kawa wydawała się niepotrzebna. Zamiast tego sięgnął po tacę, na której parowało jedzenie. Nie ma co, to mu się udało. Odsunął się jednak na drugi koniec kanapy, nie mając specjalnego zamiaru dzielić się zdobyczą. Nie zasłużył sobie.
- Możesz co najwyżej popatrzyć albo zjeść, co sam narobiłeś – rzucił przeciągając po nim spojrzeniem dłużej niż to było konieczne. Zaraz potem całego jego zainteresowanie skupił tost, który właśnie wpakował sobie do ust.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   27.10.15 7:57

Twarz Księcia była niczym mozaika, składająca się z wielu min, z których każda przedstawiała zupełnie różne reakcje na pieszczotliwe zabiegi, jakim poddawane były jego gołe plecy. Od błogiego spokoju, po zadowolenie, aż do rozbawienia poplątanego z wesołością, kończąc na niespodziewanej, ledwo widocznej irytacji, która pojawiała się, gdy przyjaciel zapuszczał się w rewiry, które słynęły ze swojej wrażliwości, szczególnie na dotyk ludzki. Tak, Amo miał łaskotki, lecz ze wszystkich sił starał się nie ujawnić, które miejsca były najbardziej podatne na ten specyficzny i wyrafinowany rodzaj tortur. Nie, nie odczuwał ochoty, aby wyjawić ten swój niewielki, ale jakże ważny sekret, nawet swojemu najlepszemu przyjacielowi. Starszy już, że Søren potrafi wpłynąć na decyzję i jego zachowanie, dzięki innym, niemniej przyjemnym metodom. Co za dużo, to nie zdrowo, drogi panie Avery. Od tego dobrobytu, nie jeden straciłby głowę.
Pocałunek, oprócz niespodziewanej gęsiej skórki oraz fali błogiej przyjemności, przyniósł chwilę wytchnienia od wewnętrznego sporu. W końcu dostał chwilę wytchnienia od ukradkowego zaciskania zębów czy powstrzymywania chichotu.
Cieszyła go reakcja jasnowłosego na jego zabiegi. Nie spodziewał się niczego innego. Chociaż, gdzieś tam głęboko, pod tymi wszystkimi, poplątanymi myślami, kłębiła się obawa, iż po tak intensywnej nocy, Søren odgrodzi się od tego. Umieści te chwile za żelaznymi kratami obojętności, jak to miał w nawyku czynić. Lecz tak się nie stało, zareagował na niego w bardzo ożywiony sposób. Wpierw pocałunek, tym razem nie zainicjowany przez Amodeusa, a teraz otrzymał twarde, niezbite dowody na to, że... Co właściwie? Nigdy nie słyszał, aby jego przyjaciel chwalił się takimi przygodami. Fakt, słyszał o jego kochankach, pomimo tego że Avery nie był typem chwalipięty, ale wszystkie z nich to były kobiety. Uprzykrzająca, niedająca o sobie zapomnieć myśl, wdarła się do głowy Prince. Czy on był jego pierwszym? Nie brał pod uwagę tego, iż nie był to pojedynczy wybryk, przecież kilka lat temu, po roku rozłąki oraz tęsknoty, zakrapianej alkoholem, doszło do bardzo, ale to bardzo podobnej sytuacji. Tym razem jednak byli kompletnie trzeźwi, a podjętej przez nich decyzji nie można było zgonić na ogrom przeżyć, jaki wiążę się z rozdzieleniem dwójki przyjaciół, którzy do tej pory nie potrafili wytrzymać dwumiesięcznych wakacji bez siebie. Więc tu rodził się problem, który nie dawał mu spokoju. Czy Søren zareagowałby tak na innego mężczyznę? Wiadome jest, że nie na każdego. W końcu wszyscy mamy jakiś tam swój, indywidualny gust. Ale czy Amo był osamotnionym rodzynkiem w gąszczu dziołch, które starały się o względy jego przyjaciela. Czy był jedynym panem, który potrafił wzbudzić w nim takie reakcje. Czy był ktoś inny?
Przytłoczony nawałem myśli, Amodeus siedział, z podkulonymi nogami, wciskając się w róg, stworzony przez podłokietnik oraz oparcie sofy. Powoli sączył kawę, która była zdecydowanie słodsza i dużo bardziej mleczna, niż to co wypił przed chwilą zielonooki. Z kącika przemyśleń wyrwało go to jedno zdanie, które aż uciekało podtekstem. Nie potrafił się powstrzymać przed reakcją. Ciekaw był, czy ów niespodzianka znalazła się tam celowo czy wtargnęła tam przez niezamierzony przypadek. Zaśmiał się cicho. Swój niewinny uśmieszek zakrył rozgrzanym kubkiem, delektując się ty nie do końca czarnym nektarem, tylko ambrozji mu brakowało. Nie potrafił całkowicie zapomnieć o swoich niedawno wywołanych rozterkach. Ach, czasami żałował, że nie był nieco głupszy, tak, aby nie musiał aż tyle myśleć. Tak, to z pewnością sprawiłoby, że stałby się zdecydowanie szczęśliwszy, nie musząc analizować oraz przemyśliwać wszystkiego, co dzieje się dookoła niego.
- Cóż za propozycja. - zaczął niepewnie, jakby dalej się zastanawiając nad tym, jaką decyzję powinien podjąć, jak należało zrozumieć propozycję wysuniętą przez jego przyjaciela. - Może najpierw powinieneś skończyć jedzenie? - rzucił w końcu. - Chyba nie chcemy, aby z wrażenia coś utknęło ci w gardle. - uśmiechnął się w bardzo niewinny sposób.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   28.10.15 22:33

Zaskoczyła go ta reakcja. Nie spodziewał się, że przyjaciel odskoczy w kąt kanapy i nie podejmie chociażby słownej walki. Coś musiało się dziać w jego głowie. Avery praktycznie widział przeskakujące w jego umyśle trybiki, gdy ten siedział nad swoim kubkiem słodkiej kawy. Doskonale znał ten wyraz twarzy. W szkole widywał go zbyt często, gdy uczyli się wspólnie w bibliotece albo chłonęli wiedzę z niezbyt dozwolonej dla nich dziedziny. To niezwykłe skupienie wkradało się w oczy Amodeusa, gdy intensywnie rozmyślał nad jakimś skomplikowanym zagadnieniem. Praktycznie za każdym razem osiągał sukces i udawało mu się rozwikłać dany problem. Może i Søren był dobry w eliksirach, a szybkość rzucania zaklęć nie sprawiał mu problemu, ale zdawał sobie sprawę, że przyjaciel posiada o wiele większe zasoby wiedzy. Kiedy on spędzał każdą wolną chwilę na miotle, jego widział na trybunach szkolnego stadionu, ale z nosem w książce. Jeśli chodziło o wypracowania to o wiele częściej wolał wesprzeć się na jego merytorycznej wiedzy niż z mozołem wertować kolejne księgi.
Teraz czuł się niepewnie. Nie wiedział, jaką sprawę rozpatruje i do jakich wniosków może dojść. Przecież go niczym, do cholery, nie uraził. Prawda? No, bo czym, przecież praktycznie od zawsze ścierają się na polu słownym. Nie, na pewno nie chodziło o to. Przyglądał się Prince’owi w milczeniu i po raz pierwszy czuł się z tym niekomfortowo. Cała władza, jaką do tej pory dzierżył w ich relacjach okazała się czysto fizyczna, aspekt metafizyczny w całości kontrolował ciemnowłosy. Przeraziła go ta myśl. Do tej pory siły był rozłożone równomiernie i tak układ całkowicie mu odpowiadał. Tymczasem teraz wszystkie jego emocje były w ręku drugiej osoby. Mógł go zniszczyć w niesamowicie prosty sposób, a całkiem prawdopodobne było, że nawet o tym nie wiedział.
Śmiech Księcia był miodem na jego napięte jak postronki nerwy. Niesamowite jak jeden dźwięk potrafił na niego wpłynąć i wymazać całe te bzdurne knowania, jakie roiły mu się w głowie. Momentalnie powrócił do niego wzrokiem, po czym pożałował, na pewno nie pierwszy raz w życiu, że jadł w jego towarzystwie. O mało się nie zadławił tostem słysząc jego słowa. Przyglądał się chwilę jak oniemiały temu sielskiemu obrazkowi. Delikatnej urody Amodeus, któremu niewinnego uśmiechu pozazdrościłby nie jeden cherubinek, który sugerował takie brudne rzeczy. Søren bezwiednie przygryzł wargę nie wiedząc, bo powiedzieć, żeby nie wpaść w tę skrzętnie zastawioną na siebie pułapkę. Chociaż prawdę mówiąc oszukiwał sam siebie myśląc w ten sposób. Przecież już dawno wpadł w te sidła, a teraz po prostu starał się nie zaplątać w nie bardziej.
Skoro nie wiedział, co powiedzieć to po prostu tego nie zrobił. W końcu czy to nie słowa są największym i najczęstszym źródłem nieporozumień? Zamiast tego przeszedł do czynów. Nie mógł już znieść tej odległości, która wciąż podświadomie kojarzyła mu się z niepewnością. Odstawił prawie pustą już tacę na stolik i przesunął się po siedzeniu w kierunku przyjaciela. Odrzucił na bok krępujący ruchy koc, aby móc wcisnąć się na miejsce obok niego, tak, że koniec końców oboje opierali się o podłokietnik.
- Nie wiem jak możesz to pić – wskazał z obrzydzeniem na trzymany przez niego kubek. Nie mając za wiele miejsca w tej małej przestrzeni położył prawą rękę na jego ramieniu i rozprostował nogi. – Zostawiłem ci tost, więc nikt nie powinien się już zadławić – zakpił.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   30.10.15 7:37

Jego brwi uniosły się nieznacznie, kiedy zobaczył reakcję swojego przyjaciela na wychwycenie tego niezbyt skrzętnie ukrytego podtekstu. Czyżby jednak nie zdawał sobie sprawy, co wplątało się podstępnie do jego wcześniejszej wypowiedzi? Możliwe, że umysł przyzwyczajony do pojedynków toczonych na śmierć i życie, lecz przy użyciu sprawnego języka oraz gier słownych, a nie ostrych szpad, czy bardziej prawdopodobne - świszczących różdżek oraz przeszywających powietrze, złożonych z czystej, magicznej energii grotów. Ktoś tu chyba wpadł we własne sidła i dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. Z nieco rozbawioną miną oraz poprawionym humorem, przyglądał się zmaganiom, jakie toczyły się w wewnątrz umysły jasnowłosego przyjaciela, a raczej temu, co było widoczne gołym okiem. W końcu myśli nie potrafił odczytać, niestety. Ciekawe, czy zdawał sobie sprawę z tego, ile potrafił uczynić tak drobny gest, jakim jest przygryzienie wargi? Niby nic wielkiego, ot, zwyczajny odruch, ale Amodeusowi od razu na myśl przyszło multum sytuacji z ubiegłej nocy oraz wieczora, kiedy te zęby zaczepiały się o coś innego. Cóż, zrobiło mu się trochę cieplej, a na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec. Może pomyśli, iż to efekt rozgrzania przez kawę?
Nie miał nic przeciwko temu, aby Søren zmniejszył dystans dzielący ich w tym momencie. Ba! Nawet pragnął tego. Nie skomentował tego, że oczywiście przez przypadek, bo jakżeby inaczej, zielonooki zgubił po drodze to liche okrycie, jakie zapewniał koc, który wcześniej, chronił ich przed chłodem nocy. Przecież nie będzie narzekał czy ukrywał faktu, że podobały mu się obecne widoki. Tylko, nie wspomni o tym na głos, nie chciał, aby jego przyjaciel popadł w samozachwyt. Starczy, że jakieś rozkrzyczane fanki podkręcają jego ego.
- Skądś muszę czerpać siłę, aby przetrwać kolejną noc. - wystawił mu język, odpowiadając na zaczepkę dotyczące kawy, a raczej dodatków i ilości w jakich zostały dodane.
Chociaż miał ochotę na resztę zawartości tego kubka, bo przecież nie wypił nawet połowy z niego, to odstawił go na stolik. Przy czym muszę wspomnieć, że musiał się trochę nagimnastykować, w końcu między nim, a upragnionym meblem znajdowała się wolna przestrzeń oraz nagi Avery. Ciekawe czemu, ale jakoś nie miał z tym problemów. Przez chwilę pozostał w takiej pozycji, ni to w przestrzeni, ni to na sofie, zastanawiając się nad swoim śniadaniem. Jeszcze nic nie zjadł, lecz pomimo to nie odczuwał głodu. Och, co tam, najwyżej później zemdleje, na przykład będąc w drodze powrotnej do domu. Wrócił na swoje miejsce, jednakże tym razem przyjął inną pozycję. Skorzystał z okazji, wtulając się w rozgrzane ciało Sørena, pozwalając mu na otoczenie siebie ramieniem. Teraz jego głowa znajdowała się na wysokości obojczyka szlachcica. Powolnym, leniwym ruchem kręcił kółka na jego nieprzysłoniętej niczym klatce piersiowej. Dziwnym zbiegiem okoliczności, jedna z jego nóg znalazła się na ich wspólnym przyjacielu, który ostatnio był pełen energii, dobrze że nią nie tryskał. Zerknął ku górze, ku jego twarzy, a na swoją przywołał niewinny uśmieszek. Mimowolnie, wręcz w odruchu oblizał wargi, wpatrując się jednocześnie w zielonoszare oczy. Powoli, nigdzie się nie spiesząc, koła zjeżdżały coraz niżej, a on nie przerywał kontaktu wzrokowego. Była to zaledwie propedeutyka przed prawdziwą zabawą, ale ile radości potrafi wytworzyć. Och, i napięcia.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   01.11.15 20:48

Nie był typem emocjonalnym. Nie szukał wzruszeń w swoim życiu, nie lubował się w melancholii czy nostalgii. Porywy serca nigdy go nie interesowały. Cała ta romantyczność i metafizyczność przechodziła bardziej obok niż przez niego, zostawiając go w spokojnym stoicyzmie, którego trzymał się jak koła ratunkowego. Nie potrzebował problemów związanych z życiem sercowym skoro innych miał na pęczki. Lubował się więc w otaczającej go ciszy, braku gwałtownych doznań. Być może czyniło go to nieczułym i mniej wrażliwym na piękno, ale zdecydowanie bardziej bezpiecznym. Kobiety chyba wyczuwały tę skazę, to zepsucie. Jemu było jednak z tym dobrze, nie postrzegał przecież tego za wadę. Nie czuł potrzeby zmian. Otwierał się tylko przed naprawdę bliskimi. Tylko oni mogli dostrzec, że też ma słabości, wrażliwość, uczucia.
Nigdy nie miał problemu z uzewnętrznianiem się przed Amodeusem. Zazwyczaj nie musiał się zbytnio wysilać, przyjaciel często po prostu rozumiał go bez słów. Teraz było inaczej. Czuł coś innego, coś, czym nie chciał się dzielić, bo sam tego nie rozumiał. Był skołowany, ale nie chciał teraz o tym myśleć. Przyjaciel bezbłędnie wyczułby, że boryka się z jakimś problemem. Jeśli istnieją osoby, przed którymi nie chciał, ba, nie umiał kłamać to Książę był właśnie nią był.  Wiedział, że te rozważania prędzej czy później do niego wrócą niczym niestrudzony bumerang, ale liczył, że będzie przynajmniej wtedy sam. W tym momencie jego uwagę skupił delikatny rumieniec, który wykwitły na twarzy bruneta pod jego spojrzeniem. Nie mógł uwierzyć, że po tym wszystkim, co zrobili i po słowach, które padły odmalowała się na jego twarzy taka reakcja. Wywołało to szeroki uśmiech na twarzy Averyego, kiedy zmieniał miejsce na kanapie.
- W nocy się śpi – rzucił w odpowiedzi lekkim tonem. Nie wiedział, co rozumieć przez te słowa. Czyżby Prince miał plany na nadchodzącą noc? Jakie w takim razie? I kogo one uwzględniały? Ugryzł się w ostatniej chwili w język, aby uniknąć zadawania pytań. Przecież to nie było w jego stylu. Sam nie wiedział, co w niego wstąpiło.
Wstrzymał powietrze, gdy Amodeus zamiast podać mu kubek postanowił sam poradzić sobie z niepotrzebnym naczyniem. Nagła bliskość jego ciała wywołała w nim nagły wzrost ciśnienia. Nie podobały mu się te zdradliwe reakcje. Aby uniknąć kolejnej takiej interakcji przesunął się po kanapie, aż tym razem jego plecy znajdowały się na oparciu. Tak mu się przynajmniej wydawało, dopóki Książę nie wrócił i nie zebrało mu się na czułości. Nie miał nic przeciwko bliskości, przecież sam ją zainicjował, nie sądził jednak, że przerodzi się ona w coś więcej. Tym bardziej, że nie chroniła ich już eteryczna osłona nocy i wszystko było do bólu rzeczywiste. Jednak jego oczy były skupione na jego szaroniebieskim spojrzeniu. Bezwiednie położył dłoń na jego kolanie, jak gdyby chciał go przytrzymać. Nic więcej nie mógł zrobić, cała kontrola po raz kolejny wypadła mu z rąk na korzyść Księcia, który widocznie miał już cały plan. Był go ciekawe na tyle, że pozwolił mu działać dalej. Ale nie potrafił utrzymać totalnej bierności, więc przeniósł rękę z jego ramienia na włosy, aby móc wpleść w nie palce i przyciągnąć jego usta do swoich.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   02.11.15 14:53

Po raz kolejny przydarza się sytuacja, gdy Amodeus mógłby żałować, że nie posiadł umiejętności legilimencja. Ile radości by mu to przysporzyło, ile wątpliwości by rozwiało. Gdyby tylko wiedział, o czym jego przyjaciel teraz myślał, to najpewniej by go wyśmiał. Cóż to za paranoja, panie Avery, a może coś zgoła innego, lecz jednocześnie trochę podobnego? Kończmy dygresję, bo noc nie była już młoda, a właściwie to niedawno się nawet skończyła.
- Tak? - udał wielce zaskoczonego, ale na jego lico szybko wtargnął dwuznaczny uśmieszek, sugerujący tematykę następnej wypowiedzi. - Z tego co pamiętam, to podczas ostatniej nocy niewiele miałem czasu na sen... - zatoczył koło swymi prawie szarymi oczami, a z spomiędzy jego warg wyrwało się westchnienie.
Nie omieszkał nie zauważyć reakcji, jaką wywołało jego nagłe przemieszczenie się. Amos rumienił się, a Søren zapowietrzał, ot, dziwna rozrywka. Czyżby blade światło dnia, aż tak dziwnie na nich oddziaływało? Jakże niewiele trzeba, żeby dwójka dorosłych mężczyzn zamieniła się w skrępowanych nastolatków.
Jednakże Książę nie byłby sobą, gdyby pozwolił takiej sytuacji utrzymać się za długo. Bądź co bądź dawno już pozostawił za sobą lata niewinności i skrępowania. Właściwie to nie często spotykał się z momentami takimi jak ten. Noce spędzone na rozpuście oraz oddawaniu się rozkoszy, a i owszem, lecz wspólne śniadanie, popijanie kawki w słonecznym świetle to kompletnie nie była jego bajka. Zazwyczaj to uciekłby, nim pierwsze promienie spotkałyby jego bladą skórę, a partner, czy też partnerka, nie zdążyłby chociaż przewrócić się na drugi bok lub słodko zachrapać. A teraz? Och, proszę, jaka niespotykana odmiana.
Nie skomentował zmiany układu. Nie chciał doszukiwać się czegoś, czego zapewne tam nie było. Pozwolił, by jego dłoń prowadził odruch. Aby powolnie błądziła sobie, zataczając nieprzerwanie koła w strategicznych okolicach jasnowłosego. Intensywnie wpatrywał się w jego zielone oczy, ciesząc się w duchu, że tym razem nie uciekł przed nim. Jednocześnie będąc nieco zawiedzionym. Nie wiedział czemu, ale Søren znów oddał pełnię władzy w jego sprawne dłonie. Może instynktownie wyczuwał fakt, iż Amodeus górował nad nim doświadczeniem, zarówno praktycznym jak i teoretycznym. Nie, nie chciał tego. Pragnął chwilowego zatracenia, fragmentu skopiowanego z poprzedniej zabawy, gdzie w końcu Avery pokazał, że jednak jest mężczyzną, a nie rozmiękłą kluchą, która rozpływa się pod każdym, nawet najmniejszym dotykiem ze strony Księcia. Chciał wyzwania, chciał utrudniać mu zadanie, doprowadzać go do szewskiej pasji, białej gorączki, a nie modelować go niczym glinę. Nie chciał pustej skorupy, zimnego posągu o wyglądzie jego przyjaciela, który grzecznie wykona jego polecania, chociażby te niewypowiedziane, bez słowa protestu, bez cienia zawahania. Był spragniony tej bestii, która obudziła się w nim poprzednio, przez którą padł z wycieńczenia.
Zainicjowany pocałunek był krokiem ku dobremu kierunkowi, ale to z zupełnością nie wystarczy. Chociaż nie wyszedł z jego inicjatywy, to był zaledwie namiastką tego, co otrzymał już wcześniej. Zdecydowanym, mocnym ruchem wbił palce w udo przyjaciela, żałując, że nie ma długich i ostrych paznokci. Nie, tym razem nie ulegnie niemym błaganiom. Jeśli miał wykonać ruch, to na pewno nie z własnej woli. Przecież nie tylko on tego pragnął, prawda?





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   04.11.15 17:29

Można było pomyśleć, że wszystko już zostało powiedziane. Noc się skończyła, a to, co się wydarzało pozostanie tylko wspomnieniem, które w dodatku nie będzie już przywracane do żywych. Byli przyjaciółmi, rozumieli się bez słów, więc przecież nie musieli tego wszystkiego kończyć jakimś banałami, prawda? Milczenie byłoby zrozumiałe i wymowne. Nic jednak nie stało się tak jak mogło się z góry wydawać. Poranek zastał ich obu nadal razem. Nie było między nimi żadnych konfliktów, ale też przemilczeń, noc wciąż wybrzmiewała, wypełniając swoim echem pierwsze godziny słodkiej jutrzenki. Søren wiedział, że nie ma prawa do żadnych roszczeń wobec przyjaciela i nie miał zamiaru ich dobiegać, ale mimo wszystko coś czuł. Nieuzasadniona obawa przyspieszyła oddech i bicie serca, gdy zobaczył oddalając się bez słowa sylwetkę Prince’a. Nie wiedział dlaczego, nie zastanawiał się też nad tym dziwnym uczuciem, które poczuł, gdy tamten powrócił. Nie zdefiniował tego, jako ulgi. W ogóle większość jego myśli pierzchła przy Amodeusie jak myszy na widok kocura. Jak gdyby nie były zupełnie potrzebne, bo wszystkie tak oczywiste. Albo może zastępowała je cielesność? Przecież, od kiedy pojawili się w dniu wczorajszym w salonie niemal cały czas się dotykali. Przelotnie, przypadkowo, rozbawione szturchnięcia, intensywny kontakt cielesny.
Być może właśnie dlatego teraz znów siedzieli tak blisko, że nagie ciała się stykały. Ale to było za mało. Pozwolił Amodusowi na swobodę mimo wszystko, mimo sobie. Sądził, że powinien oddać mu trochę ster, którzy dzierżył całą noc, wyrównać lekko zachwianą równowagę. Chciał pokazać mu jak daleko sięga jego zaufanie poprzez danie mu wolnej ręki. Nie potrafił jednak pozostać całkowicie bierny, potrzebował aktywnej interakcji, ruchu. To od zawsze dawało mu spokój. Poza tym chciał ponownie go posmakować. Co z tego, że wargi nadal miał opuchnięte, a w głowie dokładnie mógł to sobie odtworzyć. Czemu miał sobie tego żałować skoro dostał nieograniczony dostęp? Uczucie miękkości jego ust na swoich ciężko było mu przyrównać do czegokolwiek, co doznał wcześniej. Przyjemność potęgował posmak kawy zmieszany z jednym w swoim rodzaju, niepodrabialnym smakiem Księcia. Bezwiednie wysunął język, aby zagarnąć jeszcze więcej, aby być jeszcze bliżej. Nawet kiedy przyciągał do siebie jego głowę wydawało mu się, że odległość jest zbyt duża. Nie chciał, żeby cokolwiek ich dzieliło, chciał znów stopić się z nim w jedno.
Widocznie Prince nie miał nic przeciwko. Zaciskająca się na udzie Averyego była jednak wyraźnym sygnałem. Drażnił się z nim, bo wciąż nie dotarł do ewidentnego celu. Nie podobało mu się to. Amodeus nie powinien mylić jego pobłażliwości z uległością, a widocznie ten błąd popełniał. Pozwolił wziąć się na smycz, ale właśnie przestało mu się to podobać i postanowił zmienić obowiązujące zasady gry.
Wolną dotychczas rękę przesunął na jego biodro, po czym pchnął go zdecydowanym ruchem na kanapę. Doprawdy biedny z nimi ten mebel, ale jakże użyteczny! Odsunął usta na niewielką odległość i z uwagą przyjrzał się jego twarzy starannie omijając oczy. Przesunął swoje dłonie na jego ramiona, aby przyszpilić mu ręce przy ciele, a następnie przesunął się trochę niżej dbając o to, żeby przyjaciel poczuł każdy niuans tego ruchu.
- Zobaczymy, kto teraz się będzie dobrze bawił – mruknął spoglądając na niego przelotnie, po czym przechylił głowę. Musnął wargami obojczyki, zostawiając na jednym z nich bliźniaczą do swojej malinkę. Nie zatrzymał się tam jednak na dłużej, bo wiedział o istnieniu innej, lepszej strefy, które pozwoli mu na danie Księciu nauczki. Drobnymi pocałunkami dotarł niżej i musnął językiem tarczę lewego sutka. Cóż, podobno zabawa miała już się kończy, a tu taka niespodzianka.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17