Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Salon   06.08.15 9:53

First topic message reminder :


Ze smakiem urządzony pokój dzienny służący głównie do wypoczynku i przyjmowania gości. Mieszkanie umiejscowione jest na ostatnim piętrze kamienicy dzięki czemu z okien rozciąga się zjawiskowy widok na miasto.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   06.11.15 7:35

Dobrze wiedział, że później będzie żałował podjętej decyzji. Przeklinał będzie moment, w który pozwolił na ten jakże intensywny pocałunek, który mimo tego że tak przyjemny, skropiony taką dozą pożądania, skutkować będzie czymś bolesnym oraz uprzykrzającym się, najpewniej przez kilka, najbliższych dni. Usta ich połączyły się w kolejnym, dzikim tańcu, ale nawet najprzyjemniejszy z nich potrafi skończyć się bolesnymi odciskami. Oczywiście, mówię tu o czysto fizycznych skutkach. Skóra, która znajduje się dookoła warg, jak i one same, będą srogo przypominały o podjętej, niekoniecznie dobrej decyzji. Ale czy ta krótka chwila ekstazy nie jest warta grzechu? Czy takie problemy, jak podrażnione usta przez świeży zarost, można w ogóle przeciwstawiać tej rozkosznej chwili? Nie, raczej nie. Czym jest dzień lub dwa niewygody w porównaniu do tych kilkunastu minut błogiego uniesienia?
Sprawny język Sørena umocnił go jedynie w przekonaniu, iż podjął odpowiednią decyzję. On sam, nie mógł być gorszy. Przecież po prostu tak nie wypadało. Jak mógłby leżeć tam, niczym pusta lalka, która w żaden sposób nie reaguje na ukontentowanie, sprawione dzięki podjętym przez przyjaciela krokom. Chociaż to on tym razem był tą bierną stroną, która więcej przyjmuje, niż daje, to jednak starał się zaznaczyć, że starania jasnowłosego zostały odnotowane. Ciche jęknięcie, które wyrwało się z pułapki, jaką stanowiły połączone ich usta. Drobny dreszczyk przyjemności, który przebiegł po jego skórze, a w szczególności po biodrze.
Niespodziewana zmiana pozycji lekko go zaskoczyła, czyżby szykowało się coś nowego? Jego drażnienie miało się skończyć? Nagłe przerwanie pocałunku nie spodobało mu się i nie omieszkał uświadomić tego faktu Averemu. Krótki jęk niezadowolenia wyrwał się spomiędzy jego warg oraz spojrzał na niego z lekką naganą. Zobaczył, że przyjaciel wodzi oczami po nim, lecz usilnie unikał kontaktu wzrokowego. Czyżby się bał? Może to co planował miało się nie spodobać Księciu? Och, ciekawe, co to takiego w takim razie.
Delikatne, przypadkowe muśnięcia, towarzyszące przesuwaniu się ciała Sørena, oddziaływały na wyobraźnię Amosa. Kompletnie nie wiedział, czego powinien się spodziewać. Przez głowę przebiegła mu krótka myśli, która nie spodobała mu się. Czy on uciekał? Nie, jego przyjaciel nie był taki. Przecież nie zostawi go tylko dlatego, ponieważ Prince nie zaspokoił żądz, które targały jego ciałem. Krótkie zdanie, wypowiedziane przez zielonookiego, uspokoiło go. Jednocześnie, wręcz paradoksalnie, pobudziło jego ciekawość i irytację, związaną z niewiedzą. Krótkie spojrzenie nie załatwiło sprawy, dalej nie miał pojęcia, co się święci, co też ten Søren wykombinował, co mu się tam, pod tą złocistą czupryną, zrodziło.
Miał wielką ochotę, aby się zaśmiać, kiedy zobaczył różową malinkę, którą pozostawił mężczyzna na jego obojczyku. To o to chodziło? Taki był ten złowieszczy plan? Planował zemścić się za wcześniejsze krzywdy i oznaczyć ciało Księcia, tak jak ten oznaczył jego. Nie, szybko się przekonał, że nie jest to prawdą. Kolejne, drobne muśnięcia skóry nie zostawiały za sobą czerwonych śladów, a jedynie wilgotne odbicia ust.
Sapnął przeciągle, kiedy prawda dotarła do niego. Więc to było jego celem? Zerknął na przyjaciela z lekkim niedowierzaniem. Cóż, nie każdy zdawał sobie sprawę z tego, że zabawa wśród tamtych rejonów, potrafi być bardzo przyjemna, nie tylko dla kobiet. Amodeus należał do tej grupy, która potrafiła oszaleć, dzięki takim właśnie pieszczotą. Co za niemęskie upodobania. Nie mógł pozbyć się jednej, uciążliwej myśli, która nie dawała mu spokoju. To chyba nie on, będzie miał największą frajdę z tej zabawy.
- Nie drażnij się. - powiedział cicho, jakby się bał tego, że każdy głośniejszy dźwięk mógł złamać tą chwilę.
Wplótł dłoń w jego gęste włosy, jednocześnie posyłając mu intensywne spojrzenie. Chociaż sam, nie tak dawno temu, zabawiał się kosztem przyjaciela, doprowadzając jego intymne rejony do białej gorączki, to teraz oczekiwał czegoś zupełnie innego. Jakże samolubnie z jego strony. Ale co poradzisz, wbrew wszystkim pozorom, Amodeus także jest człowiekiem, a ludzkie słabości nie są mu obce.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...




Ostatnio zmieniony przez Amodeus Prince dnia 07.11.15 11:57, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   07.11.15 0:15

Słuch to niezwykle niedoceniany zmysł. Traktowany po mace szum, spychany na margines. Ludzie zwykli stawiać na piedestale wzrok, który stał się szybko wyznacznikiem istnienia. Niewidzialne nie istnieje. Słowo niezapisane nie ma takiej mocy jak to, które zostało na wieki wieków utrwalone atramentem na pergaminie. Za pomocą węchu czy smaku nie oceni się przecież wyglądu kandydatki na żonę ani nie przeczyta książki. Słuchanie zanika więc w szumie i gwarze gwałtownego Londynu, traktowane po macoszemu, jako dodatek do innych, o wiele bardziej atrakcyjnych zmysłów. Czyż nie jest to jawna niesprawiedliwość? Przecież uszu mam więcej niż ust czy nosa. Søren nie mógł tego zrozumieć. Zwłaszcza będąc w tej konkretnej sytuacji. Przecież ten jeden zmysł tak bardzo mu pomagał. W każdej sytuacji. To właśnie często dźwięk był jedynym sygnałem nadlatującego tłuczka. To charakterystyczny świst powietrza sygnalizował, że magiczna piłka ugięła się na podłóg jego woli i poleciała tam, gdzie sobie tego zażyczył. To każde westchnienie czy jęk Amodeusa upewniało go, że dobrze postępuję, że zna go na tym polu coraz lepiej. Wiedział przecież doskonale, że jest żółtodziobem w tej kwestii. Znał swojego przyjaciela tak dobrze, że nawet ten aspekt jego życia nie był dla niego tajemnicą, zresztą vice versa. Poruszał się więc na czuja. Stosował starą jak świat metodę prób i błędów pozwalając prowadzić się swojemu instynktowi. Chyba jak na razie szło mu całkiem nieźle, co wywnioskował po jęku, jaki wyrwał się Princeowi.
Z jego kolejnego dźwięku był jeszcze bardziej zadowolony. Dokładnie o to mu chodziło, w tę stronę zmierzał. Miał zamiar dokładnie pokazać przyjacielowi, co w praktyce oznacza przysłowie nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe. Dlaczego unikał spojrzenia mu w oczy? Bo doskonale wiedział, co w nich zobaczy. Książę zachowywał się czasem jak mała, rozkapryszona księżniczka, która chce dostać to, co chce natychmiast, bez słowa sprzeciwu. Przez te wszystkie lata nabrał odporności na ten urok i było to prawdziwe błogosławieństwo.
Początkowo chciał odgryźć się tą malinką. Odpłacić pięknym za nadobne, bo wiedział, że jego ciało zdobi już kilka takich śladów po zębach Amodeusa. Jednak ten pojedynczy zabieg sprawił, że uśpiony trybiki w jego umyśle obudziły się z cichym skrzypieniem. Dlaczego tak postąpił? Chodziło jedynie o przyjemność, jaka się pojawiała w trakcie jej powstawania? Czy może o oznaczenie, udowodnienie przez to czegoś? Przecież oboje wiedzą, że te drobne ślady nie schodzą aż tak szybko i przez pewien czas stanowią album żywych wspomnień o poprzednich wydarzeniach. Søren był bardziej niż ciekaw, jaka była motywacja przyjaciela, gdy je robił. Nie miał jednak zamiaru o to pytać, bo miał o wiele lepsze zajęcie na chwilę obecną.
Kolejny dźwięk, kolejny sygnał. Avery nie powstrzymał wygięcia kącików ust, gdy dotarło do niego to wiele mówiące sapnięcie. Widocznie odnalazł nowy słaby punkt Księcia, który testował powolnymi pociągnięciami języka. Nowe miejsce pieszczoty było fascynującym odkryciem, jakiemu poświęcił całą swoją uwagę. Zassał wargami wrażliwą skórę, gdy przebił się do niego głos przyjaciela. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy dobrze usłyszał jego słowa. Oderwał się od jego klatki piersiowej i uniósł głowę, chociaż palce wsunięte w jego włosy lekko utrudniały mu to zadanie. Rozbawiony uśmieszek przekształcił się w szeroki, cyniczny uśmiech. No doprawdy, Prince ma niezły tupet.
- Drażnić? Skąd bym śmiał – mruknął wyjątkowo niskim i ochrypłym głosem. Widocznie struny głosowe jeszcze nie powróciły do czasów swojej świetności. Amodeus właśnie popełnił kolejny błąd w bardzo krótkim odstępie czasowym. Czyżby jeszcze nie doszedł do siebie po wyczerpującej nocy? Nie wiedział, że ostatnią rzeczą, jaką może zrobić to powiedzieć mu, co ma robić? Przecież Søren był przeczulony na tym punkcie i postąpił jak typowe dziecko. Zrobił dokładnie odwrotnie.
Przesunął swoje usta na drugi sutek tym razem postępując o wiele mniej delikatnie i od razu zapraszając do zabawy zęby. Chciał sprawdzić, jakie teraz dźwięki wyda jego przyjaciel. Nie był to jednak koniec, bo plany wywołany tamtymi słowami dopiero formował się w jego głowie. Poluzował uścisk prawej dłoni i nacierając paznokciami na jego skórę zaczął przesuwać palce w dół. Powoli, ale nieubłaganie zbliżał się do strategicznego punktu. Przyjaciel jego przyjaciela widocznie już był na to gotowy. Już, już… i nagle taki zawód. Dłoń blondyna przesunęła się jeszcze niżej. Skoro Książę nie chciał mu pomóc to sam poradzi sobie z tym problemem. Zacisnął palce na swojej długości dopasowując tempo ruchów do pracy ust, które raz po raz smagały to językiem to zębami brodawkę. Cóż, na pewno zostanie tam ślad.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   07.11.15 12:40

Niecierpliwość potrafiła być bardzo niewygodną cechą, chociażby w tej chwili, Amodeus nie mógł się doczekać, aż Søren przestanie zabawiać się jego kosztem. Drażnienie skóry dookoła sutków zdecydowanie można było zaliczyć do tych przyjemnych doświadczeń. Niezależnie od tego, co je wywoływało. Czy to delikatne pocałunki, składane przez usta przyjaciela czy szorstki zarost, który zdążył wyrosnąć przez noc, a teraz brutalnie drapał i na przemian nieznośne łaskotał, wilgotne muśnięcia językiem, balansujące na granicy zmysłów czy wreszcie mocniejszy chwyt wargami, dający przedsmak tego, co mogłoby się wydarzyć.
Znów chciał cicho, lecz stanowczo zaprotestować, kiedy Avery oderwał się od niego. Dobrze wiedział, że był to efekt wypowiedzianego przez niego zdania, ale przecież nie musiał przerywać nawet tak nieznośnej, lecz jednocześnie pobudzającej, pieszczoty, jaką potraktował go przez chwilą. Cynizm malujący się na twarzy mężczyzny, jak i jego słowach był nieco niepokojący, ale w ten dziwny, podniecający sposób. Książę dobrze sobie zdawał sprawę z tego, że kusił los, drażnił bestię, która tylko czeka, aby na niego skoczyć i zaatakować. Niczym dziecko, zrobi dokładne przeciwieństwo tego, co nakazano mu. Kiedy zna się kogoś przez tak długi czas, pewne rzeczy po prostu wyczuwa się instynktownie, ale to co nastąpiło, nie przyszło nawet mu do głowy.
Nagły jęk wyrwał się spomiędzy ust Amodeusa. Czyżby przyjaciel zreflektował swoje postępowanie i jednak zastosował się do jego prośby? Czy jednak źle go zrozumiał, myśląc, że prosi go o coś zupełnie innego. Pozostaje jeszcze opcja, że to Mos zupełnie nieświadomie zmanipulował Sørena, który właśnie zrobił coś, czego ten tak pragnął. Tak, nie chodziło mu o przejście do dalszego etapu wędrówki ku dołowi, a o faktyczne, porządne zajęcie się jego nowo odkrytym, przynajmniej przez Averego, punktem rozkoszy. Nie chciał, żeby ten drażnił go, pozbawiając najlepszej zabawy. Coś, co jednemu mogło wydawać się mało delikatne, Księciu potrafiło przysporzyć ogromnej przyjemności. Jedno było pewne, dźwięki, które wyrywały się spomiędzy jego warg, nie był jękiem niezadowolenia, oburzenia czy po prostu bólu. Dominowało w nim jedno, przyjemność. Pamiętając reakcję jasnowłosego na jego odruch, który polegał na zasłonięciu ust, spróbował z nim walczyć, chwytając wolną dłonią oparcie sofy i wbijając w nie palce, niczym wilkołak szpony w swą ofiarę.
Jednocześnie wyczuł, że przyjaciel szykuje dla niego nową niespodziankę. Westchnął cicho, kiedy zdał sobie sprawę, gdzie jego dłoń zmierzała. Dlatego też od razu zauważył, że coś jest nie tak, jak powinno być. Zerknął ku dołowi, sprawdzając, gdzie podziała się zapowiedziane, kolejne źródło przyjemności. To co zobaczył, rozbawiło go, a śmiech, który wydobył się z jego nadwyrężonego gardła zmieszał się z jękiem rozkoszy. Aż tak mu to ciążyło? Pokręcił głową ze zrezygnowaniem, po czym niezbyt delikatnie szarpnął go za włosy, ku swojej rozpaczy przerywając swoją uciechę. Zaskoczony własną siłą, podskoczył na kolana zrównując się mniej więcej z Sørenem. Przestrzeń dzieląca ich nie była duża, wręcz porównywalna do tej, gdy przed chwilą leżeli przy sobie. Wolną ręką, która puściła oparcie, skierował na niecierpliwą dłoń, która zabawiała się z mosiowym towarzyszem zabaw. Bezceremonialnie strącił ją z niego, kierując narzędzie pracy Averego ku innej pałce. Skoro już byli razem, nie było potrzeby, aby zabawiali się sami, bo po co? Kierując się tą logiką, Prince chwycił jego męskość, jednocześnie posyłając mu bezczelny uśmieszek, który bardzo przypominał ten, którym nie tak dawno temu, sam został potraktowany. Nie przeciągając dłużej, zaczął wytyczać tempo ich nowej zabawy.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   08.11.15 23:15

Czyżby dał się nabrać? Dziecinnie nabić w butelkę? Zrobić na szaro? Przecież uważał się za kogoś inteligentnego, sprytnego. Osobę, która u mnie przewidzieć wszelkie konsekwencje swoich czynów. Wyszkoloną niczym rasowy piesek w sprytnej grze słowem i pozorem, niezbędnej do przetrwania na bezlitosnych salonach czystokrwistych. Być może właśnie to go zgubiło. Zbytnia pewność siebie, z góry założenie wygranej. Zapomniał, że poznanie Amodeusa na wylot działa także w drugą stronę. Tym bardziej, że to zawsze on był tym bardziej analitycznym ogniwem w ich przyjaźni. Nie sposób uniknąć stwierdzenia, że w pewnych kwestiach po prostu się uzupełniali. Avery całe dnie spędzał na miotle posyłając tłuczki w przeróżne cele, a jego przyjaciel zgłębiał tajniki magii spisane w opasłych tomiszczach porozkładanych w całej bibliotece. Być może gdyby nie jego wpływ to Søren zostałby typowy bezmózgi graczem Quidditcha, którego największym osiągnięciem było wypracowanie masy mięśniowej.
Porażka, czyli nieudane odegranie się, miała jednak słodki posmak. Odkrył wyraźny słaby punkt Księcia, który i tak dawał mu ogromną przewagę. W dodatku drażnienie się go bez krzty delikatności tylko budowało jego pozycję. Mógł przecież w każdej chwili przerwać i zostawić go tak pobudzonego dopóty dopóki nie uzna, że dostatecznie go ukarał. Dlatego docierające do niego jęki przyjaciela działały na niego satysfakcjonująco. Budowały jego pewność siebie w tym nowym dla niego układzie. Za nic w świecie przed nikim nie przyznałby, że czuł się wyjątkowo niepewnie w tym układnie. W podświadomości czaiły się podłe macki irracjonalne strachu, że zrobi coś nieodpowiedniego. Rzecz, po której Prince strzepnie go ze śmiechem jak paproch z rękawa marynarki. Tego przecież by nie zniósł. Przecież jego obecność w życiu Sørena była tak naturalna jak oddychanie, nie umiałby się bez niego obejść.
Być może był zbyt zaabsorbowany swoją gonitwą myśli i działaniem, żeby usłyszeć zachrypnięty śmiech Amodeusa. Nie przypuszczał też, czego zwiastunem może być. Nie działa teraz zbyt przyszłościowo, pochłonięty uderzającą do głowy i odurzającą teraźniejszością. Zaskoczyła go, więc nagła interakcja przyjaciela, której ani trochę się spodziewał. Tym bardziej, że sądził, iż w jego głowie też nie ma zbytnio racjonalnych myśli. Być może było to jego drugim z rzędu błędem tego poranka. Cóż chyba wychodziło na to, że mają remis. Brak jakiegokolwiek sprzeciwu widocznie ułatwiło Księciu zmianę ich pozycji z horyzontalnej na wertykalną. Chyba nieźle mu się spieszyło do celu, bo nie próżnował. Avery ze szczerym rozbawieniem przyglądał się jego działaniom i zadowolonej minie. Oh, nie mógł zaprzeczyć, że mu się nie podobało. Dotyk Księcia był mu o wiele przyjemniejszy. Miał przecież gładkie dłonie, nieskażone pracą fizyczną, podczas gdy jego pokrywały zgrubienia od długich lat spędzonych na trzymaniu pałki czy trzonka miotły. Nie można też było zignorować jego doświadczenia, pewności, z jaką potrafił poruszać ręką. Søren bezwiednie rozchylił usta nabierając więcej powietrza, gdy zaatakował go te wszystkie bodźce. Sam jednak nie miał zamiaru się spieszyć. Chciał wszystkiego skosztować. Dla odmiany jego dłoń poruszała się w powolnym, ale jednostajnym tempie. Dając tyle, aby pobudzić, ale niewystarczająco, żeby zaspokoić. Drugą rękę przesunął na plecy Princea przysuwając go jeszcze bliżej o ile w ogóle było to w tej pozycji możliwe. Błądził po gładkiej skórze badając opuszkami wszelkie krzywizny, raz po raz przesuwając się na tyle nisko, żeby przeciągnąć paznokciami po pośladkach. Nie był jednak na tyle cierpliwy, aby przedłużać to w nieskończoność. Budowało się w nim napięcie, którego wiedział, że nie będzie mógł okiełznać, którego nie chciał. Wpił się więc w jego usta, aby bez słów przekazać mu, co się zbliża. Wiedział, że zostanie zrozumiany.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   09.11.15 14:30

Z całą pewnością z tej dwójki to Amodeus był tym bystrzejszym przyjacielem. Oczywiście, nie oznaczało to tego, że Avery jest jakimś mało sprytnym osiłkiem, który miewa problemy z wiązaniem butów czy ochraniaczy przed meczem. Przecież gdyby tak było, to ich przyjaźń nie trwałaby aż do teraz. Co jak co, ale Książę, jak to na monarchę przystało, bywał wybredny, co do wybierania swoich towarzyszy zabaw i nie mam tu na myśli nocnych przygód. Zastanówcie się, czy Mos wytrzymałby trzynaście lat tego specyficznego związku, jakim jest przyjaźń, z tempom masą mięcha, która ogranicza się do odbijania tłuczka w jakiegoś nieszczęsnego zawodnika? Tak, odpowiedź była jasna, niczym nieznośne słońce, wróg numer jeden, który od lat poprzysiągł zagładę biednemu i jakże wrażliwemu czarodziejowi. Ile było udziału Amosa w wyedukowaniu Sørena? Pewnie sporo, lecz ciężko stwierdzić ile dokładnie. To że jasnowłosy szlachcic uwielbiał Quidditch było jasne, ale przecież nie od razu wskoczył na miotłę i rzucił się z pałką na przeciwników. W końcu miłość do eliksirów skądś się wzięła, lecz na pewno nie wypłynęła od Amodeusa, bo ten trzymał się z dala od kociołków, ba!, to właśnie dzięki przyjacielowi zakochanemu w parze i sali znajdującej się w lochach, Książę nie porzucił tego przedmiotu zaraz po zdanych SUMach. Zarówno to, jak i dziwna relacja na linii Prince-Slughorn, który przecież był ulubionym profesorem młodego Amosa, wpłynęły na obecny kształt poglądów tego czasami urokliwego czarodzieja. Podsumowując mój niejasny wywód, Sørena nie stał się typowym sportowcem, dzięki swojemu przyjacielowi, a Amodeus nie stał się zgorzkniały molem książkowym, który wysadza sam siebie w jakimś szalonym eksperymencie, również dzięki wpływowi przyjaciela. Same korzyści, patrzcie ich, jacy spryciarze. A to że jeden z nich przodował w wyćwiczeniu masy mięśniowej w głowie, a drugi na reszcie ciała, cóż, naturalna kolej rzeczy, że się tak wyrażę. Ciężko czytać opasłe tomiszcza, latając jednocześnie na miotle, prawda?
Chociaż zamyślona i wiecznie oschła mina przyjaciela posiadała ten swój dziwny, lekko onieśmielający urok, który potrafił sprawić, by nie jednej pannie nogi ugięły się w kolanach, to właśnie ten nieco niepoważny, rozbawiony wyraz twarzy, uderzał Amodeusa prosto w nieczułe serce i sprawiał, że miał ochotę zaczerwienić się, niczym niewinne dziewczę, które zostało dostrzeżona przez to swoje pierwsze zauroczenie. Szczególnie, iż niewielu ludzi miało szansę zobaczyć Averego w takim stanie, a na całe szczęście Książę zaliczał się do nich. Kiedy zielonooki rozchylił nieco swe wargi, co było niemym komplementem dla jego starań, Mos nie potrafił się powstrzymać, pocałował go. Nie był to ten typ, który już wcześniej praktykowali, dziki, gwałtowny, podyktowany krótką chwilą potrzeby odczucia bliskości. Tym razem był delikatny, świadom tego, co ma zamiar zrobić, dając jasno do zrozumienia Sørenowi, co się zbliża. Powolne muśnięcia, wręcz pieszczotliwe całusy, a nie namiętny taniec, wykonywany przez ich usta. Silny uścisk dłonią, jak i drugą ręką, wywoływał jedno, rozczulające poczucie bezpieczeństwa, Och, i drugie, zdecydowane podniecenie. Czyżby jednak nie zapomniał swojej drobnej wpadki i teraz chciał porządnie się z nim podroczyć? Zmysłowe błądzenie po plecach czy stanowcze przejechanie paznokciami po pośladkach pobudzały mosiową wyobraźnię. Rozumiał nieme przesłanie i gdyby nie jego słaba kondycja po minionej nocy, to jego ruch byłby stanowczo inny. Cieszył się, że nie był do niczego przymuszony, chociaż otrzymywał jasne znaki, na co miał ochotę jego partner. Jakby w nagrodę, zmienił nieco chwyt i przyspieszył ruchy ręką, jednocześnie poddając się temu, znów, dzikiemu pocałunkowi. Wplótł wolną dłoń w jasne włosy przyjaciela i przybliżył go do siebie, o ile to jeszcze było możliwe. Najwidoczniej sam był bliski spełnienia, bo nie mógł już wytrzymać i zaczął poruszać lędźwiami. Skoro on nie chciał mu dać tego ostatecznego zaspokojenia, to sam je sobie weźmie.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   10.11.15 21:29

Miejsce, z którego pochodzimy, ludzie, którzy nas otaczają, emocje, które są nam okazywane kształtują człowieka. Oczywiście, wewnętrzne uwarunkowania mają równie istotne znaczenie, ale otoczenie determinuje, czy te cechy będą wzniecane, czy tłamszone. Avery miał niejednoznaczną sytuację w domu rodzinnym. Można wręcz powiedzieć, że doświadczał skrajnie różnych podejść względem swojej osoby. Ignorancja ze strony matki, osoby, która naturalnie powinna obdarzać go całą swoją atencją wpłynęła na niego najmocniej. Od malutkiego ukształtowała w nim przekonanie, że bezsensem jest pozyskiwanie czyjejś atencji, zainteresowania. Wszak są one zbędne, jeśli ktoś naturalnie ich nie wykazuje. Ta lepsza część rodziny w postaci ojca i siostry zawsze poświęcała mu swoją uwagę. Wysnuwał się więc prosty wniosek, nie warto się starać. Tak samo było w przypadku Amodeusa. Kiedy spotkał go po raz pierwszy nie miał zamiaru zawierać jakiejś głębszej znajomości. W najśmielszych snach nie przypuszczał, że stanął wtedy twarzą w twarz ze swoim wkrótce najlepszym przyjacielem, który przyczyniał się do utrzymywania go przy zdrowych zmysłach. Nic więc dziwnego, że Prince dostąpił tego niesamowitego zwyczaju obserwowania go bez zwyczajowej maski. W jego towarzystwie zawsze miał wrażenie, że jest w centrum jego zainteresowania, nawet, jeśli ten udawał, że go ignoruje.
Delikatny dotyk ust przyjaciela był miłą odmianą przy całym tym intensywnym tempie, które narzucili sobie od rana. Był krótką chwilą oddechu w tym uderzającym niczym szampan do głowy szaleństwie i pozwolił na dostrzeżenie zupełnie innej strony ich relacji. Nie tej namiętnej, przepełnionej pęczniejącą żądzą. Raczej tej, której ukazywała zaangażowanie, którego nigdy w życiu nie potrafiliby wyrazić za pomocą słów. W końcu, jaki facet byłby w stanie wygłaszać takie farmazony? Górnolotne słowa pozostawiali kobietom, które umiłowały się w pięknie brzmiących frazesach, często niemających żadnego pokrycia w rzeczywistości. Tymczasem oni zdecydowanie woleli czyny. Przecież żaden z nich nigdy nie powiedział „od dziś jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi”. Tak po prostu stało się pewnego dnia i dziś doskonale o tym wiedzieli. Jeden powierzyłby drugiemu swoje życie.
Søren znów miał niejasne wrażenie, że przegrał. Albo przegapił jedną zwrotkę i to, co się teraz działo niezupełnie zgadzało mu się z poprzednimi. Został nagrodzony? Wszakże właśnie drażnił się z Księciem. Przeciągał, wręcz odbierał mu to, do czego obaj dążyli. Chciał żeby również pocierpiał. A tymczasem dostawał właśnie to, czego wcześniej mu odmawiał. Nowe tempo ruchów i zmieniony nacisk sprawiały, że świat lekko rozmywał mu się przed oczami. Powietrze wypadało z jego płuc z głuchym świstem, a z ust uciekały niekontrolowane mruknięcia przemieszane z jękami. Wiedział doskonale, co się do niego zbliża. Zdołał całkiem nieźle poznać to uczucie wciągu tej długiej nocy. Wpicie się więc w usta Amodeusa było czysto strategicznym zagraniem. Desperackim i niemogącym przynieść rezultatów, ale zawsze. Liczył, że uda mu się tym pocałunkiem jakoś wyhamować, zwolnić, przelać nadchodzącą żądzę na przyjaciela. Nie było jednak w tym większego sensu, bo jasnym było, że on też zbliża się do tego punktu. Jego dotychczasowy spokój zastąpiły niecierpliwe ruchy bioder, które mimo wszystko przyniosły Averemu nutę satysfakcji, że udało mu się doprowadzić bruneta do tego stanu. Nie był jednak tyranem, nie w jego naturze było czerpanie radości z czyjejś frustracji. Przesunął gwałtownie dłonią po całej długości, zahaczając kilkakrotnie kciukiem o jego główkę drażniąc wrażliwe ciało. Nie potrafił jednak skupić się długo na powtarzaniu tej czynności, bo pozwolenie sobie na puszczenie hamulca zaczęło zbierać swoje żniwo. Zdołał jedynie zabrać rękę z pleców Księcia i chwycić go za podbródek, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Zaraz potem poczuł jak przez całe jego ciało przetacza się dreszcz oznaczający, że zaczyna spadać ze szczytu, na który tak intensywnie się wspinali.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   13.11.15 22:50

Prawdą było, że ich niesamowita relacja dawno wykroczyła poza subtelną granicę zaspokajania swoich żądzy czy zwyczajnej ciekawości. Nie dało zrzucić się winy na młodzieńczy wiek, który zwykł towarzyszyć takim eksperymentom. Mieli już parę lat za dużo na karku, aby to zrobić. Fakt faktem, że ich pierwsza przygoda tego typu odbyła się w okresie, który jeszcze łapał się pod tą zasadę. To oraz dostateczna ilość alkoholu, długi czas rozłąki, popchnęły ich ku krokowi, o którym zwykli nie rozmawiać. Nie było wątpliwości, iż do czegoś doszło tamtej nocy. Pomimo tego całego odurzenia, czy to napojami wysoko procentowymi czy zdecydowanie intensywnymi emocjami, Amodeus dość dobrze pamiętał wydarzenia z tamtego czasu. Zarówno to, co zawładnęło jego ciałem, jak i powolną chorobę opanowująca jego umysł. O ile to pierwsze wrażenie dało się zastąpić obecnością innej osoby, o tyle drugie zjawisko nie przydarzyło się ani razu. Nie odnalazł go w objęciach innego kochanka, szorstkich pocałunkach czy miękkich piersiach kobiety, która miała zaszczyt bycia królikiem doświadczalnym jego teorii. Jako że nigdy nie udało mu się odnaleźć żadnego zadowalającego substytutu, Prince poradził sobie z nową przeszkodą w nieco mniej przyjemny sposób. Søren będący mistrzem w zduszaniu emocji oraz skrywaniu prawdziwych odczuć pod maską obojętnego chłodu, mógłby być dumny z przyjaciela. Wystarczyła zaledwie prosta fasada, upchnięcie kiełkującego problemu za szklaną ścianą, zza której mógł przyglądać się mu, lecz nie być przez niego dotknięty. Odwrócenie uwagi ku troską życia codziennego, zajęciu się pracą czy ekscytującym poszukiwaniom wiedzy. Frustrujące treningi animagii także odkrywały w tym swoją rolę. Wieczorne przewertowanie coraz to nowszych, odnajdowanych w różnych miejscach starych ksiąg. Skupienia myśli na nocnej przygodzie czy znieczulenia się odpowiednią ilością alkoholu. Pozostała jedynie nadzieja, że nagła chęć poczucia czegoś nie spowoduje nieodwracalnej szkody. Wystarczy delikatna rysa, aby skrzętnie budowana blokada runęła, uwalniając wszystko, co znajdowało się za nią. Powolne sączenie się niepożądanych myśli mogło mieć fatalne skutki. Dobrze wiedział, że ryzyko pojawiło się na jego własne życzenie. Przecież to on odgrzebał coś, co było dawno zakopane. Dał ponieść się chwili, rozpoczął to co jeszcze się nie zakończyło. Własnoręcznie wydrapał pierwszą szczelinę w pozornie gładkiej barierze, która do tej pory była niezawodna. Przynajmniej nie była to puszka Pandory. To miano nosiła inna tafla, skrywająca gorsze sekrety, brutalniejsze myśli oraz gwałtowniejsze uczucia. W końcu jakoś musiał poradzić sobie z zabiciem własnej, przeklętej matki, prawda? Więc czemu nie upchnąć tego w jednej szafie, zamknąć na klucz, a ten wyrzucić w głębokie odmęty własnej podświadomości. Tak, by nic nie mogło otworzyć jej ponownie, żeby Amodeus dalej mógł spojrzeć we własne odbicie, nie sprzeczając się z lichym sumieniem. Aby nigdy nie miał szansy pożałowania swej decyzji. Był to luksus, na który nie mógł sobie pozwolić.
Obserwowanie niemej przyjemności, którą przyjaciel wyrażał na tyle sposobów doprowadzała Księcia do granic wytrzymałości. Jego twarz była teraz niczym otwarta księga, chociaż miał ochotę podrażnić się z nim, przeciągając tę swoistą, niezwykła przyjemność, którą dostarczało mu oglądanie podniecenia, którego jego ciało nie potrafiło ukryć, pewnie nawet nie chciało. Dziwna melodia, na którą składały się przeciągłe jęki rozkoszy, głośne sapnięcia czy pomruki zadowolenia jedynie podgrzewał atmosferę. Pragnął kontynuować ten dziki pocałunek, jednocześnie ciesząc się, że właśnie się skończył. Gdyby tak nie było, to przecież tyle by przegapił, a raczej nie usłyszał. Nagła zmiana sposobu, jakim jasnowłosy zaspokajał jego potrzeby wytraciła go z pozornej równowagi. Dobrze wiedział, co zaraz nastąpi, że zarówno on, jak i jego partner zbliżali się do punktu, który tak wiele razy osiągali w ciągu ostatnich, minionych godzin. Wręcz wyzywającą wpatrywał się w jego zielonoszare oczy, które przecież nie znajdowały się tak daleko od jego. Skoro tego chciał, nie zamierzał odbierać mu tej przyjemności. Dłoń, która wcześniej wplątana była w jego blond czuprynę, skierował na ramię, jakby chciał powstrzymać się przed nagłym upadkiem. Mocno zacisną ją na nim, szykując się na to, co zbliżało się wielkimi krokami. Przyjemne dreszcze rozeszły się po jego ciele, mięśnie napięły się niemal w idealnym zgraniu z długim jękiem, który wyrwał się z jego ust. Zaledwie kilka sekund błogiego spełnienia sprawiło, że wszystkie siły, które zdążył odzyskać podczas krótkiego snu, opuściły jego organizm. Miał wrażenie, że zaraz padnie z wycieńczenia, przygniatając swoim ciężarem Søren.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   16.11.15 17:52

Po tylu latach powinno być łatwiej. Bezproblemowo, gładko. Powinno, ale nie było, nie było ani trochę. Utworzenie gładkiej maski na targanej emocjami twarzy zawsze było wysiłkiem. Może i mięśnie pamiętały, żeby zamiast ust unosić brwi, może i pewne rzeczy przychodziły wręcz automatycznie, ale we wnętrzu zawsze wrzało. Obojętnie za jak bardzo martwego emocjonalnie się uważał to nigdy nie było to prawdą. Serce, które pompowało krew w jego piersi wciąż było zdolne do wielkich uniesień, nawet, jeśli zaprzeczenie ich istnieniu stało się dla niego oczywiste i było mantrą jego życia. Przecież wciąż czuł. Za każdym razem, gdy spotykał się z siostrą odżywał. Sopel lodu, który w sobie pielęgnował topił się jak śnieg przy pierwszych wiosennych promieniach. Kiedy byli sami nagle okazywało się, że Søren nabył tę niesamowitą umiejętność uśmiechania się, a nawet, o zgrozo, śmiania. Natomiast w towarzystwie Amodeusa wydawało się, że naprawdę jest tylko dwudziestoczterolatkiem, a nie zgorzkniałym i postarzałym przez zmartwienia człowiekiem. Chociaż zgodnie z wszelkimi normami to on powinien pobudzać do życia mola książkowego to działo się dokładnie na odwrót. To jego przyjaciel miał widocznie większe doświadczenie w szeroko pojętym carpe diem . Przecież sam nigdy w życiu nie zdecydowałby się na taki krok, na zaciekawione spojrzenie w takim kierunku. Nie dlatego, że był pruderyjny i zdegustowany. Niczego nie osądzał z góry zanim tego nie spróbował, tak było także w tym przypadku. Jednak ta sfera intymności nigdy go nie pociągała, nie sądził, że jest mu zaproponować coś więcej niż ta, w której czuł się pewnie, bezpiecznie. Alkohol stłumił wszystkie te obawy kilka lat temu bez większych przeszkód wpychającego w ramiona przyjaciela. Potem sądził, że ten jeden eksperyment, chociaż satysfakcjonujący, wystarczy mu. Historia została zakopana, żaden z nich nie poruszał tego tematu. Avery nie mógł się jednak powstrzymać i wracał do tych wspomnień mimo, że nie były kompletne i rozmazywały się w niektórych miejscach. Sam nie wiedział, czego tam szukał.
Widocznie cokolwiek to było, nie znajdowało się tam. Dopiero teraz, gdy palce Księcia zaciskały się na jego ramieniu z niespotykaną siłą miał wrażenie, że coś do niego dotarło. Jak gdyby zagubiony element układanki, którą próbował ułożyć całą noc nagle wskoczył na swoje miejsce. Przeszedł go dreszcz, ale zupełnie niezwiązany z tym, co przed chwilą przeżył. To przeszyła go świadomość, że dawno nie przeżył czegoś tak satysfakcjonującego, szczerego, prawdziwego. Zgubił rezon, ale nie przestał patrzyć mu w oczy, chcąc zobaczyć wszystko. Wargi wykrzywił mu rozbawiony uśmieszek, gdy zobaczył zmęczenie na twarzy przyjaciela. Naprawdę, nie miał za grosz kondycji. Widocznie nie był przyzwyczajony do bezsennych nocy, które dla niego były przykrą codziennością. Nie miał jednak zamiaru się nad nim pastwić. Zwłaszcza, że owa błogość, której dowody brudziły to i owo, działała na niego łagodząco. Przesunął jedną rękę na plecy Prince’a, a drugą na jego ramię i położył ich na kanapie. Oddychał wciąż jeszcze trochę szybciej niż normalnie, ale poza tym czuł się przyjemnie zrelaksowany. W komfortowym milczeniu przyglądał się leżącemu na jego torsie Amodeusowi i rysował leniwe wzory opuszkami na jego plecach. Tykający gdzieś w oddali zegar przypominał mu o czasie, który bezlitośnie mijał i kazał wrócić im do rzeczywistości. Jednak każdy sposób, żeby do odwlec był dobry.
- Chodź się umyć – mruknął spoglądając znacząco na bałagan, który stworzyli.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince http://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 http://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived http://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   17.11.15 12:09

Postawa Amodeusa lekko zachwiała się u fundamentów, miał ochotę paść na łóżko i przespać cały, zbliżający się wielkimi krokami dzień. Czuł się niczym jakiś starzec, który nie potrafi ustać na nogach przez zaledwie jedną, ale jakże intensywnie spędzoną, bezsenną noc. Gdzie podziały się te czasy, kiedy potrafił nie spać przez cały tydzień, a energia rozpierała go niczym chochlika kornwalijskiego. Najwidoczniej te lata pozostawił dawno za sobą, gdzieś tam w Hogwarcie, kiedy to przed egzaminami spędzał każdą wolną minutę na nauce, nie mając czasu nawet na najmniejszą chwilę wytchnienia. Jakby na przekór temu wszystkiemu, serce księcia wydawało odgłosy przypominające tętent końskich kopyt, najpewniej całego stada.  
Normalnie, miałby ochotę zetrzeć ten złośliwy uśmieszek z twarzy przyjaciela, ale teraz? Niezbyt mu się spieszyło, aby to zrobić. Niech nacieszy się tym niewielkim momentem tryumfu, ponieważ ten nie często mu się przytrafiał. Oczywiście, odnosząc się do przyjacielskiej relacji, a nie powiedzmy meczy Quidditcha.
Z ulgą przyjął zmianę pozycji, nawet pozwolił sobie na krótkie westchnięcie, które to zasygnalizowało. Wtulił się, a raczej przykleił do niego, traktując ciało Sørena niczym najwygodniejszy z materacy. Nie miał ochoty nigdzie się ruszać, jak już wspomniałem, najchętniej to spędziłby tak cały dzień. Słowa wypowiedziane przez jasnowłosego mężczyznę były niespodziewane, przeszyły tą błogą i przyjemną ciszę, na kształt magicznego grotu zaklęcia mknącego przez powietrze. Leniwie otworzył jedno oko, po czym zerknął na niego, podążając za jego wzrokiem.
- Ech... - westchnął ciężko, kiedy rzeczywistość zderzyła się z marzeniami na wpół sennymi.
Niespodziewanie do jego umysłu wkradła się dziwna myśl, ale jakże kusząca. Gdyby nie obecny stan przyjaciela, to zapewne uległby temu iście książęcemu kaprysowi, lecz nie był aż tak wredny. Dobrze wiedział, że nie tylko on odczuwał zmęczenia, a akurat ta zachcianka wymagała niewielkich, ale jednak, pokładów energii.
- Nie chcę mi się. - jęknął przeciągle, jednocześnie, sam zaprzeczył swoim słowom i zaczął zwlekać się z tego jakże wygodnego oraz swoistego miejsca odpoczynku.
Powłóczystym krokiem ruszył ku łazience, nawet sobie nie zdając sprawy z tego, że dziwnym trafem, jego dłoń splotła się z dłonią Sørena i jakby od niechcenia, ciągła ją za sobą.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   17.11.15 17:00

Stał oparty plecami o ścianę i wpatrywał się w drzwi wejściowe. W kącikach jego ust pałętały się resztki gasnącego uśmiechu. Po raz pierwszy od dłuższego czasu został w końcu sam. Chociaż wrażenie było zniekształcone przez ślady obecności osoby, która dopiero co wyszła. Cichy trzask zamykanych drzwi wciąż wybrzmiewał w jego uszach, a charakterystyczny zapach Amodeusa wciąż unosił się w powietrzu tworząc jego metafizyczną kopię. Avery pokręcił głową rozbawiony swoimi własnymi myślami i przeczesał, dłonią mokre włosy chcąc je ujarzmić? Włosy czy myśli? Chyba to i to. Spojrzał w kierunku łazienki, z której jakiś czas temu się wydostali. Obaj. Cóż, sądził, że skoro byli zmęczeni i zaspokojeni to po prostu doprowadzą się tam do porządku. Przyjaciel, jak to miał już w zwyczaju, wyprowadził go z błędu. Marudzenie było tylko przykrywką, której zresztą używał równie często jak on swojej maski lodowatego spokoju. Może, gdy dotarli pod prysznic to zachowywali się jak po nocy ostrego picia, ale tylko na początku. Przypadkowo przekręcony kurek i piekielnie gorąca, a potem okropnie zimna woda zadziałały o wiele bardziej odżywczo niż jakakolwiek kawa na świecie czy ten słodki lep, który tak bardzo preferował jego przyjaciel. Dalej Søren odnotował już tylko w głowie, żeby w żadnym wypadku nie zabierać Prince'a do łazienki, jeśli ma zamiar tylko się umyć. Strumienie ciepłej wody, mydliny i muskające się śliskie ciała nigdy nie mogą wróżyć nic dobrego. Nie żeby narzekał. Może tylko na to, że szampon dostał mu się do oczu, a Książę zabrał największy ręcznik w łazience. Chociaż tyle dobrego, że nie rozchlapał wody po całym mieszkaniu.
Zmiana ubrań świeże i czyste była ostatnią rzeczą, jaka wprowadziła go w pełni w nowy dzień. Nawet pomimo zmęczenia oraz nieprzyjemnego uczucia w przeciążonych mięśniach ud czuł się lepiej niż zazwyczaj. Spał krótko, ale tak głęboko jak dawno mu się nie zdarzyło. Żadnych koszmarów, żadnych snów, czysty odpoczynek. Regeneracja, której potrzebował od dłuższego już czasu. W dodatku nie musiał upić się, żeby coś takiego osiągnąć, nie mogło być nic lepszego. Dlatego Avery uśmiechał się bezwiednie, gdy Amodeus zakładał wymięte ubranie, bo nie mogli znaleźć mu żadnych pasujących, czystych ubrań. Musiał wracać trochę wczorajszy i liczyć, że Neva nic nie zauważy.
Søren bezwiednie dotknął swoich opuchniętych ust przypominając sobie to ostatnie delikatne muśnięcie zanim wyszedł. Teraz był sam z gromadą swoich dzikich myśli. Nie chciał się z nimi mierzyć już teraz, miał na to za dobry dzień. Zamiast tego wrócił do salonu i zatrwożył się na widok swojej biednej kanapy.
- Naprawdę go wybatożę - mruknął sięgając po swoją różdżkę. Mimo wszystko wciąż uśmiechał się jak głupi do sera. Przecież nikt do nie zobaczy, maska króla śniegu pozostanie niezachwiana.

|zt x2




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   09.02.16 22:55

- Przesadzasz – powiedział kręcąc głową, a na jego ustach igrał grymas graniczący z uśmiechem. Był dosyć przewidujący i całkiem ostrożny, ale burza w postaci drobnej Allison otoczonej walizkami pośrodku jego salonu. W dodatku z tak błahego powodu. Ścierał się z Samaelem praktycznie odkąd nauczył się mówić i chodzić, a to, że tym razem doszło do rękoczynów w miejscu publicznym bynajmniej nie wprowadzało go w zdziwienie. Raczej dziwiło go, że nie wydarzyło się to dużo wcześniej. Mieli wiele pretekstów, które czekały aż zrobi się z nich użytek. Jak na przykład czarny dym, który niedawno znalazł się w jego płucach.
Obecność bliźniaczki w żadnym stopniu nie była mu przykra. Ba, cieszyło go, że w końcu postanowiła się odseparować od toksycznej części ich rodziny. Nie wiedział jak potrafiła tak długo wytrwać w domu, na którego samą myśl przewracała mu się treść żołądka. Nie podobał mu się jednak powód, dla którego to zrobiła. Martwiła się o niego. Znów zawracał jej głowę, podczas, gdy to przecież on powinien być dla niej solidnym oparciem. Zwłaszcza, gdy ostatnio na spróchniałej scenie ich mało stabilnego życia pojawił się nowy aktor w postaci pewnego młodego stażysty. Alexander Selwyn nie powinien mieszać się w sprawy pomiędzy nim a siostrą. Ten list wysłany do niej zdecydowanie nie był dobrym pomysłem ze strony chłopaka.
- Jestem już dużym chłopcem – dorzucił jeszcze obejmując ją na powitanie, bo dopiero teraz podszedł do tej szalonej wichury nagłych decyzji i prawie białych włosów. Nikogo nie kochał tak bezgranicznie, czysto i bezproblemowo jak jej. Tylko z nią nie miał oporów przed przywitaniem się obcesowym uściskiem. Bliskość Allie automatycznie uspokajała go, utwierdzała go w przekonaniu, że akurat w tej chwili jest bezpieczna. Te małe i ostatnio nieczęste momenty kolekcjonował w pamięci niczym najdroższe diamenty. Co raz częściej rozważał nawet kupno myślodsiewni, aby móc zanurzyć się w te wspomnienia w jeszcze mocniej. Bo ostatnio wydawało mu się, że tylko tyle mu wkrótce pozostanie. Na myśl o ślubie siostry po plecach przechodziły mu ciarki. – Nie martw się o mnie. – Mamrocze w jej włosy zakładając jedno blond pasmo za ucho. Czuł bezwiedną potrzebę kontaktu fizycznego, aby mieć pewność, że nie wyśnił jej sobie, a ten piękny nie przemieni się przez przypadek w kolejny koszmar.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   11.02.16 19:48

Czy aby na pewno przesadzam? Reakcja może nie należała do najbardziej przemyślanych; możesz śmiało zaliczyć ją do tych podjętych pod wpływem impulsu. Wystarczyła tylko chwila na tyle długa, by wydać odpowiednie polecenie skrzatowi domowemu i wejść w kominek, by po kilku obrotach charakterystycznych dla sieci fiuu pojawić się u ciebie. Zanim sowa przyniosła list, zdążyłeś już wrócić – i choć powinieneś odpocząć, nie daję ci na to szansy. Potrzebuję się nie tylko upewnić, czy z tobą już wszystko dobrze – zdaje się, że Alexander chyba dobrze zadbał o twoje zdrowie – ale także nacieszyć kolejną sposobnością na wspólne spędzenie czasu. Ostatnio nie mieliśmy go za wiele, jeśli już się spotykaliśmy to na chwile zbyt krótkie, by odpowiednio się sobą nacieszyć. Zawsze gdzieś na mieście, kolekcjonując wspomnienia wśród aromatu kawy i ciast w niewielkich kafejkach lub przy blasku świec w fantazyjnych restauracjach, czasami przy brzmieniach relaksacyjnej muzyki u ciebie w mieszkaniu, lecz nigdy wśród kamiennych ścian naszego rodzinnego dworu. Masz całkowitą rację, to nie jest dobre miejsce na spotkania. Dlatego się cieszę, nawet jeśli wyrywam sobie włosy z głowy, a informacje przekazane w wiadomości lorda Selwyna zmuszą mnie do przyjęcia większych dawek eliksirów. Już dawniej powinnam spakować swoje rzeczy i wprowadzić się do ciebie, w końcu rozmawialiśmy o tym, dlaczego więc teraz wydajesz się rozbawiony moją reakcją? Jeśli nie upilnujesz się sam, zrobię to za ciebie, nawet jeśli miałoby to oznaczać wcielenie się w rolę twojego drugiego cienia. Nikogo nie powinno to dziwić, w końcu od dzieciństwa jesteśmy nierozłączni. Świat stanął nam na głowie, wszystko co znane i bezpieczne pogrążyło się we wszechobecnym chaosie – czemu pozwalasz, bym dodatkowo zamartwiała się o twoje bezpieczeństwo? Wystarczy, że i bez takich prowokacji, moje myśli krążą gdzieś koło Samaela. Odsunął się od nas, lecz wciąż gdzieś funkcjonuje, jego płuca pobierają kolejne dawki powietrza, a serce uderza – może znalazł nowe ofiary, lecz to cisza przed burzą. Mówię ci, że to głupota, że to nieodpowiedzialne i kilka innych chaotycznych rzeczy, zanim się uspokajam, stając pomiędzy kanapą a rzeźbą. Nie waż się mnie wyganiać. Zresztą… rzeczy już są rozpakowane, moje wprowadzenie się nie podlega żadnej dyskusji.
- Nie powiedziałabym, że dorosłość ci sprzyja – mamroczę z naburmuszoną miną, przyglądając ci się uważnie jakbyś w ciągu tej sekundy, gdy spuszczę z ciebie wzrok, miał zemdleć albo co gorsza opieka lorda Selwyna miałaby okazać się niewystarczająca. Pomimo złości pozwalam ci podejść i otoczyć się ramionami, których tak bardzo potrzebuję – najprawdopodobniej sam nie jesteś świadom jak bardzo. Stanowisz dla mnie ostoję, świat bez ciebie… najzwyczajniej skończyłby się i dla mnie. - Dlaczego tam poszedłeś? – pytam szeptem po dłuższej chwili, gdy już trochę się rozluźniam, a napięcie opada, jednak ani myślę się od ciebie odsuwać. Jak możesz prosić, bym nie martwiła się o ciebie? Och, Sorenie, już dawno powinieneś wiedzieć, że to działa w dwie strony – gdy ty martwisz się o mnie, ja zamartwiam się o ciebie. To naturalne, to nieuniknione – związani szlacheckimi obowiązkami, akurat w tak odstręczającej rodzinie, w jakiej przyszło nam się urodzić, nie mamy wielkiego wpływu na to, co się wydarzy. Od zawsze, nawet przy odległości tysiąca kilometrów mieliśmy tylko siebie, dlatego proszę, obiecaj mi, że więcej nie sprowokujesz losu i tam nie wrócisz. Zbyt wiele wspólnych chwil nam odebrano, za niedługo spadną na mnie kolejne obowiązki, nie wpychaj mnie w ramiona bezsennych nocy, gdy z obawy o ciebie nie będę mogła zmrużyć oka. Otaczam cię jedną ręką, zaciskając palce z tyłu twojej koszulki, byś się nie wycofał przypadkiem; drugą natomiast czule odgarniam włosy z twojego czoła, jakby chcąc się upewnić, że jesteś cały. Trwamy ściśle przy sobie, w uścisku zarezerwowanym tylko dla bliźniąt, z policzkiem wspartym o twój bark mogę wciąż uważnie ci się przyglądać – powiedz, co tobą kierowało. Wytłumacz, bo nie rozumiem.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   18.02.16 21:59

Nie był stary. Wręcz przeciwnie, jak na przeciętne standardy życia zdrowego czarodzieja, który obdarzony został uważnie dobranymi szlacheckimi genami można było powiedzieć, że dopiero stoi u progu dorosłości. Przecież ma dopiero dwadzieścia cztery lat. Dopiero teraz powinien rozpoczynać smakowanie słodkich i gorzkich odcieni dorosłości. Zbierać rany i blizny, które później nazwie doświadczeniem, a kiedyś będzie dzielił się nimi z innymi, młodszymi. Jednak w życiu Averych, żadnego z ich przedstawicieli, nie istniało słowo przeciętność. Ich życie tak się nie toczyło. Po prostu nie. On sam doświadczył tego nadzwyczaj mocno. Los systematycznie, z wręcz zegarmistrzowską precyzją nacina jego umysł niczym kreski wyżłobione w więziennej ścianie. Drobne, niewidoczne dla nikogo blizny znaczą go rzeczami, jakimi nie powinna być oznaczona osoba w jego wieku. Wszystko to sprawiło, że pomimo wyglądu zgodnego z metryką to w środku czuje się o wiele starzej. Przygnieciony bagażem doświadczenia zachowywał się często niczym niejeden stary czarodziej, wszelka spontaniczność uleciała, a pozostała jedynie chłodna kalkulacja i jeszcze zimniejsza maska. Dlatego bezwiednie rozciąga wargi w lekkim szkielecie uśmiechu słysząc jej słowo. Z jednej strony Allison ma świętą rację, ale z drugiej tak cholernie się myli.
Nic jednak nie odpowiada. Pozwala im po prostu trwać w tej ciszy, w tym rzadkim dla nich spokoju, gdy przez krótką chwilę nic się nie wali, nic się nie pali. Świat jak gdyby ulitował się nad tymi umęczonymi bliźniakami i stanął na chwilę, aby mogli złapać jeden czy dwa uspokajające oddechy nim wszystko znów ruszy z kopyta. A rusza pobudzony delikatnym, rozdzierającym ciszę szeptem Allie, który sprawia, że serce Sørena gubi kilka uderzeń. Spodziewał się tego pytania, od kiedy tu weszła. Ba, sądził, że będą to jej pierwsze słowa, gdy się odezwie. Nie stało się tak jednak i słyszy je dopiero teraz, gdy już zdążył się oszukać, że one nie padną. Głupi był, zresztą nic nowego.
Milczy przez dłuższą chwilę, aby zebrać słowa. Jak wytłumaczyć, że szukał jej narzeczonego, a odnalazł skażoną latorośl ich drzewa genealogicznego? Chociaż akurat starszy brat wydawał się wyjątkowo nieistotny w tej historii. Chodziło tylko i wyłącznie o jego motywację. Przecież doskonale wiedziała, jaką niechęcią bliźniak darzy instytucję służby zdrowia, więc żadne łgarstwo nie przejdzie. Zresztą nigdy by jej nie okłamał. Tylko raz zataił prawdę, ale wyłącznie dlatego, że kosztowała ona jego życie i nie śmiał odbierać siebie Allison.
- Szukałem Selwyna – rzucił równie cicho co ona, a jego ton był pozbawiony wszelkich emocji. Wciąż w głowie odbijały się mu echem słowa, które od niego usłyszał. Dotychczasowa opinia, jaką wyrobił sobie o narzeczonym siostry prysła jak bańka mydlana i zostawiła go w konsternacji. Sam też do końca nie wiedział, jakie jest jej zdanie o tym człowieku, więc czuł się jakby stąpał po wyjątkowo kruchym lodzie. Oplótł ją mocniej ramionami z jednej strony, aby przysunąć się jeszcze bardziej, ale z drugiej chciał uniknąć spojrzenia jej w oczy, bo doskonale wiedział, że wyczyta z nich wszelkie dręczące go wątpliwości. Skubał palcami prawej dłoni końce jej włosów w napięciu oczekując jej odpowiedzi.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   22.02.16 18:04

Może czuję się odrobinę winna z tą nadmierną troskliwością, traktując cię jakbyś był pod moją opieką. Wszystkiemu winna ta niepewność dnia codziennego. Wiesz, że czasami chciałabym mieć takie zmartwienia, jakie posiadają inne rodziny? Przejmowałabym się tymi irracjonalnymi niepokojami, z powodu których drży większość rodzin o niższym statusie krwi. I może przejmowałabym się przypalonymi ziemniakami na obiad, w końcu bez skrzata domowego podstawowe czynności nie byłyby już takie proste. Lecz musisz przyznać, że to wszystko byłoby lepsze niżeli napięcie panujące wewnątrz rodziny. Ty też na pewno je odczuwasz, jest jak cisza przed burza – głucha i martwa. - Nie rób tego więcej – proszę cicho, nie chcąc drążyć tego tematu, co się stało, to się nie odstanie, lecz nie prowokuj losu, dobrze? Nie przeżyłabym, jeśli coś by ci się stało – zdaje się, że razem przyszliśmy na ten świat i jeden bez drugiego funkcjonować nie może… Dlatego nie ukracaj naszych żyć przedwcześnie, szczególnie, że tak naprawdę nie zaczerpnęliśmy z nich zasłużonego szczęścia. Samael zapłaci za te wszystkie krzywdy, jednak nie może to polegać na igraniu z ogniem, na wchodzeniu do paszczy lwa bez odpowiedniego przygotowania.
- To z nim chciałeś się pobić? – powstrzymuję odruch nakazujący mi odsunięcie się na tyle, żeby ująć twoją twarz w dłonie i przyjrzeć ci się dokładnie, wyczytać wszystko bez zbędnych słów z twoich oczu i mimiki. Może nawet żałuję, że na niego nie natrafiłeś - nie skończyłoby się to tak paskudnie jak w przypadku konfrontacji z Samaelem. Lekko się spinam, w oczekiwaniu na odpowiedź, jednak pozostaję w bezruchu, pozwalając ci na zabawę końcówkami moich włosów i swobodne zebranie myśli. Mam nadzieję, że rozwiniesz jakoś swoją wypowiedź - nigdy nie nadawałam się do ciągnięcia cię za język, jednak w tej sprawie nie zamierzam odpuścić. Zbyt dużo wisi między nami niedopowiedzeń, w wielu sprawach.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t796-sren-avery http://www.morsmordre.net/t859-stella http://www.morsmordre.net/t850-sren http://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 http://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Salon   27.02.16 20:02

Jest tak blisko, że bez żadnego problemu wyczuwa to delikatne spięcie jej ciała. Tę nagłą sztywność pleców, jakby szykowała się na przyjęcie ciosu, a nie jego słów. Ta reakcja wywołuje w nim uczucie, jak gdyby sam został potraktowany pięścią prosto w żołądek. Mniej więcej tak samo jak całkiem niedawno został potraktowany przez Samaela. Jednak tym razem to odczucie przetoczyło się po jego kręgosłupie, szybkim dreszczem powędrowało w górę, ku mózgowi, aby na koniec rozbić się z hukiem o czaszkę. Znów to zrobił. Miał tego bezwzględną, bolesną świadomość. Po raz kolejny przez niego cierpiała. Znów sprawił, że musiała się martwic. Dopiero teraz dotarło do niego z całą mocą, co zrobił. Wcale nie chodziło o niego, przeważnie nie był istotny, tutaj zawsze chodziło o nią. Allison była lustrem, w którym odbijało się wszystko, co robił i przeżywał. O ile on mógł długo przyjmować zadawane przez życie raz, tak ona była kruchą taflą pokrytą już delikatną siatką rys, gotową w każdej chwili robić się w drobny mak.
- Przepraszam - mówi cicho, a szczerość tego wyznania wibruje cicho w pustej przestrzeni salonu. Nie chciał jej zranić. Nigdy nie zraniłby jej umyślnie, bo byłoby to równe zwykłemu masochizmowi. Widocznie życie nie nauczyło go wystarczająco, że najpierw powinien myśleć, a nie robić. - Z nikim nie chciałem się bić - wzdycha, po czym zbiera w sobie całą odwagę i odsuwa się od niej o krok. Przypatruje się w milczeniu jej bliźniaczej twarzy. Znów wyszło inaczej niż miał w zamyśle. Chciał tylko odnaleźć Selwyna, który nieodwołalnie miał zostać wkrótce mężem jego siostry, aby wszystko wyjaśnić. Nie miał zamiaru przepraszać za swoje zachowanie podczas letniego festynu, ale mimo wszystko ta sprawa nie powinna zostać otwarta. Ostatnim czasy w jego życiu było zbyt wiele niedopowiedzeń, żeby potrzebował prowokować kolejne.
- Liczyłem na chwilę rozmowy z Selwynem, ale oczywiście Samael nie umiał mi po ludzku odpowiedzieć - burknął na wspomnienie tego niechcianego spotkania ze starszym bratem. Jeśli coś szło nie tak jak powinno to w jakichś siedemdziesięciu pięciu procentach była to właśnie jego wina. Niestety.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17