Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Tristan Rosier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Tristan Rosier   11.08.15 2:25


kolorze pożądania, kolorze płaczących powiek
róża cię woła


Wartość żywotności postaci: 220

żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5178-198
71-80%brak-10156-177
61-70%zaklęcia z st > 90; potężne ciosy w walce wręcz-15134-155
51-60%silne ciosy w walce wręcz-20112-133
41-50%blokowanie ciosów w walce wręcz i kontratak-3090-111
31-40%metamorfomagia, animagia-4068-89
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 70-5046-67
11-20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, odskoki w walce wręcz-6026-45
1-10%Postać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-702-23
0Utrata przytomności
[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 11:47, w całości zmieniany 25 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   14.08.15 2:37

Sny i retrospekcjeDawniej
Roześmiał się, słysząc jej oburzenie; Tristan rzecz jasna żartował, nie zwykł domagać się od dziewcząt, by to one musiały starać się o niego, a w każdym razie nie od dziewcząt takich jak Selina. Doskonale znał również grację, z którą potrafiła tańczyć, tą samą, którą mógł podziwiać u niej na boisku, kiedy wsiadała na miotłę. Paradoksalnie, bo całkowicie sprzecznie ze swoim charakterem, Selina była wręcz uosobieniem gracji; rzeczywiście - trochę jak kotka, drapiąca w tę i nazad, samodzielna indywidualistka, a jednocześnie - pełna gracji. Tristan jednak nie miał zamiaru mówić o tym na głos, garść komplementów mogłaby sprawić, ze Selina zaryłaby nosem o sufit, a tego żadne z nich nie chciało.

Dziewczyna przebiła się przez tańczące pary i odeszła - zniknęła, jak ulotny sen, niespełnione marzenie o doskonałości. Jak zjawa, zbyt piękna, by mogła być realna. Zbyt krucha, zbyt delikatna, by móc ją przyrównać do innych kobiet. I wreszcie zbyt mądra, by pozostała tutaj przy nim. Czuł się jak dziecko, któremu odebrano zabawkę, jak zwierzę nęcone przynętą ku wnykom. Była inna niż wszystkie kobiety, jakie poznał. Nie tylko od nich piękniejsza, pełniejsza kociej gracji i łabędziego wdzięku, nie tylko utalentowana... była dla niego kimś więcej. Znali się przecież tak krótko, zaledwie ten jeden wieczór, lecz jak wiele ich tego dnia połączyło? Poezja, muzyka, piękno krajobrazu? Płynęli przez świat na jednej fali, byli sobie przeznaczeni. Tristan nigdy wcześniej nie był zakochany - i nie był pewien, czy to dobrze, czy źle.

Sny
- Mądra - poprawił ją, bo po cóż poznać rozsądek drapieżnika, jeśli nie po tym, że jest w stanie racjonalnie ocenić zagrożenie; Deirdre oszczędziłaby sobie długich dni upokorzeń, gdyby uległa mu wcześniej  - zaciekle wierzyła, że miała siły, że była w stanie ustać i nie pokłonić się przed nim, naiwnie, głupio, nierozsądnie, co gorsza, nie przestawała się buntować. Erynia, którą spotkał, pewnie była słabsza od Deirdre - na pewno, wszystkie były - nie zamierzał jednak przyznać tego na głos, zbyt urzeczony jej słodkim cierpieniem. Czuł, że oto przyszła jedyna i ostatnia szansa na pokutę dla niej, kiedy sięgała wreszcie materiału, którym otulony były jego biodra - ostatnia szansa, którą równie głupio zmarnowała, powiódł wzrokiem za jej nogą, smukłą, błyszczącą oliwką, długą, chłonąc jej nagość spojrzeniem, nim zacisnął - co sił  - rękę na jej ramieniu, przyciągając ją z powrotem do siebie; naprawdę sądziła, że ma prawo stawiać warunki herosowi?

Wyciągnął przed siebie lewą dłoń - ostrożnie, z lękiem - przyglądając się jej wierzchowi, choć to nie tam widniał symbol, którego szukał. Dopiero po chwili - równie powoli - odwrócił ją, odnajdując na przedramieniu mroczny znak, będący jego ochroną, siłą i źródłem potęgi jednocześnie. Będący stabilnością. Wiedział, że nigdy nie sprzeciwiłby się rozkazowi Czarnego Pana, wiedział też, że dałby mu wszystko, czego pragnął. Zacisnął pięść, uwypuklając żyły, przez które płynęła jego błękitna krew, uwypuklając mięśnie, które mimo bólu szarpiącego jego ciałem nie zostały mu odjęte. Nie opuszczając lewego ramienia. Nagle - gwałtownie - odwrócił twarz w bok, niepotrzebnie, różdżka wciąż tam leżała.


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 10.11.17 17:47, w całości zmieniany 19 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   28.11.15 13:35

Klub pojedynków
STYCZEŃ
001: [P] Luna Spencer-Moon
002: [P] Ramsey Mulciber

LUTY
003: [W] Quentin Burke
004: [W] Samael Avery
005: [D] Travis Greengrass

MARZEC
006:  [W] Marianna Goshawk

KWIECIEŃ
007: [P] Frederick Fox
008: [W] Travis Greengrass

MAJ
009: [W] Ramsey Mulciber
010: [W] Liliana Yaxley
[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 11:05, w całości zmieniany 13 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   08.01.16 3:10

1955
Lipiec
4, wieczór | Benjamin | Londyn
Na słowa o nieodpowiedniej profesji Benjamin tylko zacmokał z wyraźnym zdegustowaniem i teatralnością starej fanki opery, słuchającej jakichś nowoczesnych arii. Gdyby kiedykolwiek, chociaż przez sekundę żałował swojego bękarciego pochodzenia, z pewnością rzewny smutek za czystą krwią zostałby pokonany po jednym wieczorze opowieści Rosiera o życiu prawdziwego panicza. Zero wolności, narzucone małżeństwa, konwenanse sztywne jak wykrochmalone kołnierzyki. Prawdziwa mordęga. Właściwie z każdym poznanym arystokratą, uwięzionym w złotej klatce własnych genów, Jaimie coraz bardziej cenił swoją szaloną matkę za jej odwagę. Zostawiła za sobą fortunę, pozycje w społeczeństwie, świetlaną przyszłość. Wszystko dla miłości. Skończyła oczywiście marnie - tak przynajmniej słyszał od ojca; sam nie pałał chęcią zobaczenia nadopiekuńczej mamusi - ale tym przekreśleniem swojego pochodzenia dla byle mugola naprawdę Benowi zaimponowała. Rzecz jasna nie wpoiła mu nienawiści do czystej krwi. Tak jak niektórzy przedstawiciele arystokracji łaskawie ignorowali szlamowatość rozmówcy, tak i Wright z równą empatią pozwalał sobie na kontakt z błękitną krwią. Obustronne zaślepienie na genetyczne kwestie wychodziło wszystkim na dobre. Mógł przecież teraz upijać się do nieprzytomności z najlepszym kompanem, który nawet w stanie lekkiego rauszu potrafił bronić honoru siostry.

5, południe | Paddy | Upper Rd 13 I, II
Na ustach Padraiga zaigrał łobuzerski uśmiech, doskonale znał ten lokal. Czy raczej szemraną knajpę, skupiającą podejrzane typy i towarzystwo zgoła nieodpowiednie dla arystokraty. Blondyn wiedział o nielegalnych interesach prowadzonych w Wywernie, lecz nie przeszkadzało mu to w zupełności w odwiedzaniu tego przybytku - podobnie jak umiejscowienie baru na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Nie miał prawa osądzać Rosiera, nie był hipokrytą, donosicielem, ani tym bardziej głupcem… Gdyby eskapady Tristana wyszły na jaw, Pat stanowiłby pierwszy obiekt jego podejrzeń, a nie chciał robić sobie wroga ze szlachcica o wyjątkowo pozytywnym nastawieniu.

10, wieczór | Pogrzeb Slughorna | Londyn
Zdenerwowany już Tristan nie zdołał wyczarować chmury, która mogłaby ugasić ten przerażający, buchający pod samo sklepienie ogień; musiał rozumieć, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest prędka ucieczka ze spisanego już na straty baru, wszak każda kolejna chwila zwłoki mogła okazać się brzemienna w skutkach. Mimo pokrywającego posadzkę lodu - choć topniejącego z wolna wraz ze wzrostem temperatury powietrza - udało mu się przedostać do Fitzgeralda i panny Greengrass, a następnie we trójkę, pokasłując i mrużąc oczy od gryzącego dymu, dostali się do wyjścia, zostawiając za sobą nieszczęsnych napastników i zmarłego tragicznie barmana.

14, popołudnie | Lyra | Londyn
Na twarz Tristana powoli wpełzł uśmiech, który być może przeraziłby kogoś, kto znał Tristana lepiej; wobec Lyry nie przestawał wykazywać się szarmancką elegancją, grzecznością oraz dżentelmeńskim taktem. Bynajmniej nie miał zamiaru dawać jej do zrozumienia, że była tą gorszą – choć w mniemaniu Tristana naturalnie była. Musiałby być głupi, by nie zdawać sobie sprawy z trudnej sytuacji materialnej, w jakiej znajdowałą się rodzina rudowłosej dziewczyny. Być może Weasleyowie odzyskają kiedyś dawną świetność – być może, choć było to wątpliwe ze względu na sposób prowadzenia się ichniejszej młodzieży. Bracia Lyry dawali tego solidny przykład, nie pokazując się na przyjęciach, a sama Lyra – cóż, mogła najwyżej pomóc przedłużyć żywotność innego rodu. Była tylko córką, jakkolwiek boleśnie to nie brzmiało. Zgadzając się na jego propozycję ze zdawałoby się pewnością pobrzmiewającą w głosie mała Lyra mu zaimponowała. Musiała przecież być świadoma, z  czym się to wiązało, z jak wielką szansą i jak wielkim ryzykiem. A kto nie ryzykował, ten nigdy nie zostanie wielkim artystą. O ryzyku wiedział więcej, niż o sztuce.

17, wieczór |  Quidditch | Moczary Queerditch
Tristan spozierał za odchodzącą Venus z wyraźnym niezadowoleniem - mimo wszystko nie bez powodu ofiarował jej tryumfalnego znicza; niewątpliwie liczył na to, że spędzą razem resztę dnia i przynajmniej część nocy, lecz Druella skutecznie ją przepłoszyła. Westchnął, mógł chociaż zatrzymać sobie tego znicza. Nie odjął od niej spojrzenia, póki nie zniknęła we mgle nad terenem boiska.

18, południe | Evandra |  Plaża I, II
Gdyby mogła, zamordowałaby go wzrokiem, przy okazji drżąc z przestrachu przed jego zemstą; co on powiedział, żeby milczała? Jeszcze nigdy nie poczuła do niego takiego żalu, jak w tej chwili, gdy zrównał się z poziomem arystokratycznego męża z jej koszmarów – próbował zastraszyć, zmusić siłą, by dawała się obmacywać dalej, do tego zakazać mówić, zakazać myśleć, zakazać mieć swoje zdanie. Pierś zafalowała mocniej od dojmującej słabości; miała ochotę płakać, płakać ze wściekłości, z bezsilności, ze strachu przed przyszłością.

23, południe | Paddy | Londyn
Przez moment zamyślił się nad zapewnieniem, które złożył Padraigowi. Czy aby na pewno mógł mu to powiedzieć z tak głębokim przekonaniem? Jego wuj bywał nieobliczalny i często niewiele robił sobie ze swoich długów oraz zapewnień. Musiał jednak wierzyć, że nie wykaże się skrajną głupotą i nie zmusi Tristana, by w tej kwestii przycisnął go do muru; tajemnice, które dzielili, zdecydowanie winny pozostać tajemnicami dla dobra wszystkich. Wytrącony z zamyślenia, skinął głową jeszcze raz, tak, wiedział, że Padraig nie obijał się w pracy; wielokrotnie był tego świadkiem. Cokolwiek robił dla niego - również zawsze robił to dobrze, nawet, jeśli ostatnimi czasy wydawał się nieco zbyt pyskaty. Wciąż jednak martwił się, że pogodzenie pracy w Wenus z hodowlą jego wuja będzie musiało odbić się kosztem zdrowia Fitzgeralda, nie było na to rady.

24, wieczór | Pająk | Londyn
Odrzucił z czoła przemoknięte włosy, orzeźwiony wodą chwiejnym, niepewnym krokiem znikając za zakrętem. Mocno otulił się płaszczem, kryjąc koszulę, która przemoknięta krwią wciąż kleiła się do jego ciała. Zszedł do portu, gdzieś tam powinna być tawerna dla czarodziejów z kominkiem podłączonym do sieci Fiuu, powinni tam mieć również grog, a pora była dość późna, by nierządne kobiety zaczęły wdzięczyć się do zmęczonych korsarzy. Wciąż kręciło mu się w głowie, a przed oczyma pełzały czarne mroczki – lecz nie potrzebował uzdrowiciela, a przynajmniej tak uważał; będzie musiał odczekać kilka godzin, nim wróci do domu.

25, noc | Evandra | Chateau Rose I, II
Królewskim gestem zrzuciła płaszcz, radząc sobie bez jego pomocy i uparcie obstając przy swoim, pod materiałem krył się jak zawsze perfekcyjny strój. Delikatna suknia podkreślała eteryczną urodę jego pięknej nimfy, jak zwykł ją nazywać od pamiętnego spaceru na weselu Marianne – czy dalsze oponowanie miało jakikolwiek sens? Nie chciała słyszeć sprzeciwu, a przecież nie mógł jej też stąd wyrzucić siłą. Był pijany, a serce rozdarte miał na pół. Uchwycił rzucony przez nią płaszcz, nim ten ześlizgnął się za sprawą szlachetnych jedwabnych nici na drewnianą posadzkę, nie patrząc wcale na pelerynę, a na sylwetkę kobiety skąpaną w bladym świetle tańczących płomieni świec. Jego królowa, przyszła lady Rosier – dziś silniejsza od niego, czy mógł upokorzyć się przed nią jeszcze bardziej? W milczeniu odwiesił jej nakrycie, ze zrezygnowaniem dając za wygraną.


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 5:43, w całości zmieniany 32 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   02.04.16 13:03

1955Sierpień
2, południe | Evandra | Weymouth
Przeszli razem wiele, razem i osobno, nie był pewien, czy spotkanie jej i Benjamina było najlepszym, co zdarzyło się w życiu obojga - ale przecież żadne z nich nie potrafiło cofnąć czasu. Ich przyjaźń, nawet już ta dojrzalsza, niewątpliwie bywała wystawiona na ciężkie próby zwłaszcza w dniach, tygodniach - miesiącach? - po śmierci Marianne, kiedy Tristan nie chciał widzieć niczego, co mogło mu o niej przypomnieć. Łączyła ich wyjątkowa więź, której Harriett - będąca tak blisko z nimi obojgiem - była świadoma zapewne mocniej, niż ktokolwiek inny spoza domu Rosierów, zapewne dlatego nigdy na poważnie nie rozmawiali o jej śmierci, porzucając wciąż iskrzący w nim temat jej nieudanego małżeństwa. Tristan zawsze wolał milczeć, niż mówić otwarcie o tym, co czuł; o tym Harriett również wiedziała lepiej, niż ktokolwiek inny, gdy przy niej - inaczej niż przy jakiejkolwiek innej dziewczynie z Beuxbatons - czasem naprawdę brakowało mu słów. Nic jednak nie trwa wiecznie, o tym również wiedzieli obydwoje. Lubił jej towarzystwo, miało w sobie nutkę sentymentu i powiew szczęścia, którego smaku już dzisiaj nie pamiętał; beztroskie obrazy dzieciństwa uciekały pod naporem ciężaru dorosłego życia. Harriett obok Inary, którą magicznie ostatnimi czasy mijał przypadkowo zbyt często, by nie uznać tego za umyślne zrządzenie losu, była ostatnim, co pozostało mu z tamtego okresu. Otoczenie jej troską wobec ataku wścieklej dziennikarzyny było naturalnym odruchem i moralnym obowiązkiem Tristana, zwłaszcza, kiedy Harriett pojawiła się na konkursie całkiem sama - i nie dbał o konwenanse, był wszak pewien, że uczestnicy konkursu wciąż opędzali się z gratulującego im tłumu.

2, wieczór | Inara | Weymouth
Uśmiechnął się - krótko, nieszczerze; już od dawna w to nie wierzył. Nie potrafił odnaleźć dawnego siebie - tego, którego znała, tego, którym był jako dziecko - i mimo najszczerszych starań nie potrafił ku sobie przywołać jego myśli, uczuć i wewnętrznych rozterek; zanim zmarła Marianne, zanim poznano go z Tomem Riddle, zanim zanurzył się w bezkresach najmroczniejszej ze sztuk, zanim z rozpaczy za siostrą sięgnął po straszliwą czarną magię. I choć kolejne przykłady wypowiadane przez Inarę miały sens i brzmiały przekonująco, to Tristan nie potrafił przekonać samego siebie, że naprawdę je czuł - bo nie czuł. Czuł się zagubiony. Zatopiony.

3, wieczór | Czarna Orchidea | Wenus
Tristan zdawał sobie sprawę z tego, że Miu była wyjątkowa - inna od jakiejkolwiek kurtyzany, z którą miał w życiu do czynienia i silniejsza od większości kobiet, które znał. Jedyna w swoim rodzaju, w Wenus była elementem nadzwyczajnym; z jednej strony - była cesarzową tej krainy rozpusty, najwspanialszą ze wspaniałych, kapłanką rozkoszy, wyróżniającą się swoimi umiejętnościami wysoko ponad kobiety - nie tylko prostytutki - które miał dotychczas przyjemność poznać, a których wcale nie było w jego życiu mało. Z drugiej jednak strony była również egzotycznym elementem, który nie pasował do tej układanki. Miała w sobie potencjał, jakim nie mogła szczycić się żadna z pracujących tutaj dziewcząt, miała wewnętrzną siłę, intelekt i była niezwykle bystra. Alkohol pulsujący w tętnicach, smoczy pazur rozlewający się wraz z krwią przez całe ciało; z każdą kolejną chwilą dostrzegał coraz mniej - a zarazem postrzegał coraz więcej. Jego mętny wzrok zachłannie wpatrywał się w jej skośne oczy, a trzymane dotąd w ryzach pożądanie wymknęło się spod kontroli, gdy Miu przemówiła - wprost w jego usta, tak blisko i tak daleko. Potrafiła doprowadzać go do obłędu, by przywrócić go do porządku ledwie chwilę później, balansowała pomiędzy płomieniem a pasją z gracją lubieżnej baletnicy; pragnął jej - tu i teraz.

4, wieczór | Evandra | Weymouth I,
II
Udało mu się pozostać niewzruszonym, kiedy wspomniała o nocy spadających gwiazd, zastanawiało go tylko - jak długo zdoła uchować ten sekret dla siebie? Powierzanie go Evandrze mogło sprowadzić na nią niebezpieczeństwo, a na to pozwolić sobie ani nie mógł ani nie chciał. Uciekał od przyszłości, nie chcąc rysować przed nimi tej w czarnych barwach, uciekał od odpowiedzialności, uciekał od sekretów. Moja dusza należy do pewnego czarnokiężnika, Evandro, więc teraz muszę być na każde jego skinienie - jak to brzmi?

5, popołudnie | Gonitwa | Weymouth
Tam Tristan musiał pozostawić ją samą, bo oto właśnie nadszedł moment wręczenia nagród, następujący po przemówieniu Adriena Carrowa. Panienka Rosier pospieszała uwijającą się dookoła niej pomoc, chciała bowiem nagrodzić brata oklaskami, a przy okazji dać znać reszcie zebranych, że pomimo upadku i przegranej, wciąż jest w stanie przechadzać się pomiędzy nimi z podniesioną głową. Gdy magia lecznicza dała już swoje efekty, ciemnowłosa powędrowała czym prędzej w stronę podium i zdążyła dołączyć do oklasków na cześć Tristana, przy okazji starając się wyłapać jego spojrzenie, by dać mu znać, że wszystko z nią już w porządku. Czarna perła była tylko minimum, na jakie zasługiwał.

5, wieczór | Rycerze Walpurgii | Biała Wywerna
Obracał w palcach kieliszek wina, krwiste jak płatek róży wino odbijało blask świec, których płomienie tańczyły na wysoko upiętych kandelabrach. Nie widział już nikogo. Nie słyszał już nikogo. A może - nikt już go nie interesował. Wino drżało w kieliszku, poruszane wiatrem przemykającym się przez otwarte okna.

13, popołudnie | Klub Pojedynków | Inverness I, II
- Relashio - wydobyło się jego z ust dźwięcznie i płynnie, niemal melodyjnie; Tristan odnalazł się już na arenie, nabrał pewności siebie - i z pewnością poczuł nad przeciwnikiem przewagę. Kierował zaklęcie w dłoń Neleusa, chcąc ją poparzyć i zmusić do upuszczenia broni.

23, wieczór | Daphne | Zamek Beeston
Miał nadzieję, że będzie mógł na nią liczyć - Daphne była zdolna, miała obszerną wiedzę i co najważniejsze nie należała do elity plotkarskiej wyższych sfer - pomimo tego, że z łatwością domyśliła się, dlaczego Tristan dopytywał ją o serpentynę - zbieżność w tym wypadku byłaby zbyt dziwaczna - ufał, że sekret pozostanie u niej bezpieczny. Jej uśmiech poniekąd był jednak krzepiący - czy obiecywałaby, że zrobi cokolwiek, gdyby nie miała choćby cienia nadziei na sukces? Wątpliwe, była kobietą pewną siebie, zdolną i - przede wszystkim - dbającą o swoją reputację rzetelnego naukowca. Miał nadzieję, że jej zamiłowanie alchemią przyniesie efekty warte zachodu. Słysząc o obiekcie badań jedynie kiwnął głową. To nie będzie łatwe, oboje o tym wiedzieli, ale nie będzie to również niemożliwe. Słusznie przyznała jednak, że nie była to już rozmowa na dzisiejszy wieczór. Zasiedział się u niej zbyt długo.

28, popołudnie | Matka | Czerwony Imbryk
Posłusznie odebrał zwinięty pergamin, wrzucając go do głębokiej kieszeni eleganckiej szaty. Ta umowa była dziś dla niego cenniejsza od największego klejnotu z rodowego skarbca, od największego posiadanego przez Rosierów rubinu - bo tylko ona dawała mu pewność, że Evandra odda mu się w wyznaczonym terminie. Od ich ostatniego spotkania w oczach półwili wciąż widział jedynie pogardę - ale wiedział, że przez tę pogardę musiało przenikać coś więcej. A może - tylko się łudził tą myślą?


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 5:34, w całości zmieniany 28 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   01.06.16 1:04

1955Wrzesień
3, świt | Evandra | Rezerwat I, II
Nie mogła wypowiadać swych myśli na głos - i bez nich Tristan był bezbrzeżnie przygnębiony i rozgoryczony swą niemocą. Pokiwała krótko głową, przyjmując jego słowa w milczeniu, gorączkowo poszukując w swej pamięci kogokolwiek, kto mógłby okazać się przydatny, lecz na próżno. Nie znała wielu magizoologów, tym bardziej specjalizujących się w anatomii tych majestatycznych jaszczurów, a już na pewno żadnego, który postanowiłby poświęcić życie badaniom szczególnych im schorzeń.

13, popołudnie | Ślub Deimosa i Megary | York
Jej serdeczny śmiech przyjął z uśmiechem. Nie kłamał, Laidan Avery była damą wyjątkową, a pojawiwszy się na balu kradła więcej uwagi, niż niejedna o wiele młodsza od niej kobieta. Biło od niej coś - może to ta pewność siebie dojrzałej kobiety - co wabiło męskie oko jak umyślnie rzucona przynęta. Nie tylko jej uroda, w rzeczy samej zjawiskowa, ale i sposób poruszania się - ten odważny - spojrzenie, przepełnione w istocie królewską, pogardliwą wyższością i ta czerwona szminka nienachalnie podkreślająca usta pogodzone ze swoim wiekiem. I choć nie mógł mieć pewności jak zareaguje na jego komplement, porównanie z przyszłą synową, przyszłą żoną jej syna, zdał się na instynkt łowcy, który kolejnymi salonowymi podbojami pielęgnował już dekady. Nie zawiódł go.

15, wieczór | Leandra | Londyn
Postronnemu obserwatorowi powierzchownie musieli przypominać żywe przeciwieństwa, pozornie zupełnie nieprzystające do swego towarzystwa - on wysoki, dobrze zbudowany wszak lata zmagań ze smokami miały swe odzwierciedlenia w jego sylwetce, z męską twarzą okraszoną ciemnymi lokami; ona zaś zupełnie filigranowa, niziutka, ginąca u jego boku i urzekająca dziewczęcą świeżością, której nie zdążyło jeszcze odebrać jej życie żony. A jednak choć dzieli ich cały świat, wparuje się w niego sarnimi oczętami, zafascynowana opowieściami, które wypływają z jego ust. Bez wątpienia mogłaby słuchać tego niskiego głosu aż do nie nadchodzącego znudzenia, pozwolić mu godzinami mówić o smokach, ich zwyczajach, a nawet - choć zwykle w tym momencie ogarniał ją naturalny niepokój - zagrożeniami, jakie czyhały na nie na Wyspach.

Listopad
2, popołudnie | Calanthe | Londyn
Rosyjska uroda, mógł dostrzec wcześniej, tylko częściowa, Calanthe miała wszak nienaganny brytyjski akcent. Dziewczyna naprawdę wydawała mu się ciekawa - żałował, że spotkali się w podobnych okolicznościach i w podobnym miejscu, a także ze zbyt dokuczliwym oddechem pośpiechu na karku. Zapamięta ją jednak jako tą, która go obsługiwała - bez wątpienia, mimo młodego wieku, a co za tym idzie zapewne niezbyt długiego doświadczenia, wykazała się kompetencją godną przyszłej lady Flint. A przynajmniej taką miał nadzieję - w gruncie rzeczy ostateczne zweryfikuje to dopiero przywiezione zamówienie. Oby kompletne i zgodne z życzeniem, inaczej wuj naprawdę go zlinczuje. Skinął głową w podzięce, przyjmując pokwitowanie, kiedy usłyszał trzask drzwi zza pleców. Do sklepu wszedł kolejny klient, nie chciał więc dłużej zawracać jej głowy - może spotkany się jeszcze w bardziej sprzyjających okolicznościach, panno Sprout, z pewnością będzie ku temu jeszcze niejedna okazja.

10, popołudnie | Glaucus | Londyn
Wciąż nie wiedział o niej nic, wciąż nie miał okazji zadać najprostszych pytań: ani gdzie się podziewała przez te wszystkie lata, ani czym się zajmowała, ani jak się przez ten długi czas czuła. Miał nadzieję, że dobrze - przecież wciąż pozostała sobą. Doroślejszą, jeszcze piękniejszą i jeszcze bystrzejszą, ale wciąż - po prostu sobą. I za taką nią tęsknił, do niedawna sądząc, że utracił ją bezpowrotnie. Czy mijał się z prawdą, kiedy po raz kolejny spotykali się w tak dziwacznych okolicznościach?

20, dzień | Poszukiwania | Lasy Waltham
I, wreszcie, znaleźli się na zewnątrz - pod otwartym niebem, na świeżym powietrzu, mógł odetchnąć głęboko. Całą drogę trzymał się za pozostałą trójką - nieco z tyłu, nie chcąc zwracać na siebie ich uwagi. Wpatrywał się w kulę mętnym spojrzeniem. Nie wiedział, czym była, ani nie wiedział, jak wielka mogła drzemać w niej potęga - i bał się jej. Każdy rozsądny człowiek bał się nieznanego.

20, noc | Rosalie | Yaxley's Hall
Nie może, powtórzył jeszcze raz w myślach, przecież nie chodziło tutaj o jego pośpiech, niecierpliwość, chodziło o bezpieczeństwo, teraz już nie jego, a Liliany oraz Rosalie. Bezpieczeństwo tego domu, domu, w którym był przecież gościem, do którego nie mógł ani nie chciał sprawdzić niebezpieczeństwa. Nie potrafił odjąć spojrzenia od kuli wciąż złowieszczo leżącej naprzeciw nich, rzucającej cień blasku księżyca na elegancką posadzkę nieużywanej sali balowej Yaxleyów. Przymknął powieki, kątem oka dostrzegając uśmiech Rose. Był kojący. Jej towarzystwo, jej pomoc, ciepły głos; choć nie potrafił zapomnieć o tym, co się wydarzyło, ani tymbardziej - Merlinie - o tym, co przyniósł pod jej dach, napięcie związane z całą historią powoli zaczynało z niego schodzić.

30, noc | Diana | Chateau Rose
Ale nie odezwał się ani słowem, pozwalając swoim myślom płynąć w swobodnym, zbyt głośnym chaosie. I, wciąż w milczeniu, patrzył na nią, stojącą nad tym, co zostało z Diany, uparcie uciekając wzrokiem od jej zwłok, uparcie wypierając z głowy kłopotliwy fakt jej rozwleczenia na tej podłodze. To był impuls, krótki impuls, który wystarczył, żeby poprosił o pomoc akurat ją, czy zrobił dobrze? Czy mógł jej ufać aż tak? A jaki miał wybór... ? Był jej wdzięczny, nie musiała przecież tego robić i w duchu poprzysiągł sobie, że w jakiś sposób wynagrodzi jej taplanie się we krwi jego ofiary.

31, noc | Noc duchów | Sropshire
A gdy ją odnalazł, czule otoczył ramieniem, początkowo bez słowa, milcząc w podłym zamyśleniu; miał ochotę zapytać ją o sprawy, o jakie w towarzystwie pytać nie powinien - drażniło go nieznośne napięcie, nie bez powodu czuł się przecież współwinny. Milczał jednak, mając nadzieję, że znalazł się przy niej wystarczająco szybko, by ten incydent został przez otoczenie uznany za naturalną zmianę towarzystwa. Stracił ich z oczu podczas tańca, nie miał pojęcia, co mogło się wydarzyć; pozostawały mu tylko ponure domysły. - Wracamy? - Bardziej stwierdził, niż zapytał, choć ton jego głosu pozostawał troskliwy. Skierował ku niej spojrzenie - pytające - czy wszystko w porządku? I z wolna jął prowadzić siostrę z powrotem ku Rosalie, w kierunku wyjścia. Przy okazji jej zapyta, dlaczego Lorne tak się śpieszył.


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 5:33, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   03.08.16 2:47

1955Listopad
3, popołudnie | Polowanie | Szkocja
W rankingu nie plasował się na imponującym miejscu, ale mimo wszystko był z siebie zadowolony. Upolował dorodnego dzika - i już zastanawiał się nad odpowiednim miejscem na jego skórę. Zeskoczył z siodła, znalazły się nieopodal ogniska, oddając rumaka organizatorom i pomagając zsiąść Darcy. Na chwilę zostawił ją samą, błądząc wśród znajomych, gratulujący zdobyczy, na dłużej zatrzymując się przy Benjaminie, na którego szczęście niewątpliwie spłynęło z jego sprzętu.

3, wieczór | Rodzina | Chateau Rose
Spojrzał na matkę, ale jej nie odpowiedział. Miała rację, każdy z nich to wiedział. Byli jak jeden krzew róży - którego każdy kwiat cierpiał, rozwijał się i rósł w siłę w tym samym momencie, byli jednym rodem, jedną gałęzią - wartą przynajmniej we własnym mniemaniu więcej niż wszystkie inne szlachetne gałęzie świata razem wzięte. Mogli ufać sobie, ale tacy jak oni mieli dużo wrogów, wrogów, którzy mogli zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. I od najmniej oczekiwanej strony - jak Crouchowie. Plusk wody, nie podniósł wzroku, słyszał, jak matka zrywa medalion z szyi. Zastanawiało go, czy swoją młodość oddała Crouchom równie wiernie, co późniejsze lata - im, Rosierom? Jak trudne było dla niej wyzbycie się sentymentu do rodziny pochodzenia? Nie bez powodu nosiła ten medalion aż do dzisiaj.

7, wieczór | Ramsey | Londyn
Mógł się wydać rozdrażniony  - cóż, był - kiedy ponuro przeniósł wzrok przed siebie, wypatrując wyjścia z tunelu. Darcy mu nie odpowiedziała, przerzucając tę odpowiedzialność na Ramseya - z którego słów wywnioskował tyle, co nic. Tych dwoje naprawdę świetnie poradziłoby sobie na tej łodzi bez niego - może z tą różnicą, że wiosłowałoby się nieco trudniej. Był zły - bo się martwił, był zły - bo nie rozumiał, co musiało się stać, żeby ktoś wpadł na idiotyczny pomysł aresztowania jego siostry. A porozmawiamy w domu nie wypowiedział na głos.

8, popołudnie | Wernisaż | Londyn
Złość zmieszana z zawstydzeniem młodziutkiej narzeczonej Tristana zdawała się go bawić; nie dzieliła ich wielka różnica wieku, ale z pewnością rozciągała się między nimi olbrzymia wręcz przepaść obyczajowa. Emocje widoczne na jej delikatnej, ślicznej półwilej buzi zachwycały go w swojej skromności, a niewinny kontekst sprawił, że Tristan nie skojarzył sytuacyjnie swoich prowokacyjnych gestów z niedawną raną Evandry. Nie zraził go jad w głosie narzeczonej, nie zraziła go wrogość ani zacięty upór, ujął ją subtelnie pod ramię, zbliżając usta ku jej twarzy i ściszając głos do szeptu tak, by tylko ona mogła dosłyszeć jego słowa.

15, wieczór | Ceasar | Chateau Rose
Nie usłyszał skrzypnięcia drzwi, skrzatka była dobrze wychowana - zawsze wiedziała, gdzie jej miejsce i zawsze zachowywała się na tyle cicho, by nikt jej nie zauważył. Rzadko też odzywała się niepytana, a już w ogóle rzadko odzywała się przy obcych przy rozmowach tak poważnych, dlatego Tristan obrócił ku niej głowę z krytycznym grymasem i wyrazem, który powinna rozpoznać - ponaglającym i pełnym złości, bo jeżeli już przyszła tutaj przeszkadzać, to mogłaby się spiąć i wydusić z siebie to, co miała od powiedzenia, szybciej niż próbowała to zrobić. Co? Co - co?

17, wieczór | Gaspard | Londyn
Nareszcie. Nie miał pojęcia, co odciągało właściciela od codziennych obowiązków, ale z pewnością było to coś, przez co ucierpi renoma tego miejsca; ranny arystokrata pod dachem Magicznej Menażerii, tego już za wiele, arystokrata zaatakowany przez węża przy nieuwadze i ignorancji pracowników, to coś, na co nie powinien pozwolić sobie żaden przedsiębiorca. Wspierając się jedną ręką o ladę Tristan spoglądał, jak właściciel w końcu interesuje się sytuacją w swoim sklepie. Wąż mógł umrzeć, jego zaklęcie cisnęło nim kilka metrów; żal stworzenia, ale w obliczu życia nieporadnego Gasparda nie znaczyło to nic. Uniósł lekko brew, kiedy usłyszał jego przeprosiny, nie podejmując jednak rozmowy, póki mężczyzna nie posprzątał do końca - nie chcąc go rozpraszać, Merlin jeden wie, co mogłoby się jeszcze stać.

20, popołudnie | Druella | Chateau Rose
Wspomnienia powróciły przywołując na ich twarze uśmiechy. Ten stukot obcasów w martwej ciszy, która zapadła po jej krótkim i dosadnym nie wciąż brzmiało w jej uszach. Przerażone, zdumione, oburzone spojrzenia. One wszystkie odprowadzały ją, gdy z wściekłością opuszczała salę balową po feralnych oświadczynach. Ni, wtedy nie było jej do śmiechu, nikomu nie było. Teraz, po latach podobne opowieści budziły tylko rozbawienie. Chociaż... Nie, nie tylko. Klęczał wtedy przed nią Anthony, ich kuzyn. Crouch. Człowiek, który mógł być jej mężem pochodził z tego samego rodu, co morderca Marianne. Druella odpędziła od siebie tę myśl. Nie chciała tego roztrząsać znowu. To nie doszło do skutku, jakaś niewidzialna siła powstrzymała ją od tego, co zdawało się być oczywiste. Nie zgodziła się, jak postąpiłaby większość kobiet na jej miejscu. Dzięki, Merlinie, że do tego nie doszło.

20, wieczór | Cassius | Londyn
Zastanawiał się, na ile mądrze było ją lekceważyć. To oczywiste, zachowywała się jak wariatka i tydzień po tygodniu jej szaleństwo zdawało się jedynie pogłębiać, czego dowód dawała przedstawiając do ogłoszenia coraz to idiotyczniejsze dekrety. Dekrety, które były jednak nie tylko głupie, ale które jasno i otwarcie dążyły do przejęcia kontroli nad czarodziejskim społeczeństwem. Czy wariatka zrobiłaby to sama? Nie, miała albo doradców o wężowych językach albo wysokie i silne plecy, które dążyły do konkretnego celu. Plecy lub doradców, co do których nie mogli wiedzieć, jak potężni oni byli. Nie sądził, naturalnie, by byli potężniejsi od tego, o którym rozmawiali, ale mogli być przeciwnikami, których warto odnotować. Mogli. Nie musieli.

26, wieczór | Benjamin | Cliodna
A jednak, wspomnienia istniały. I okrutnie dawały o sobie znać również w głowie Tristana: jak ten dzień, w którym idąc za jego naukami po raz pierwszy olśniła nauczycieli swoim śpiewem. A mógł już wtedy poderżnąć jej gardło - kiedy byli sam na sam po raz pierwszy. Mógł... mógł zrobić wiele rzeczy, których nie zrobił, nie miał mocy cofania czasu. Tutaj słowa Bena trafiły na właściwy grunt, znał wszak Tristana nie od dziś, ale poczucie winy nie zejdzie z niego nigdy. Mógł zrobić coś wcześniej - od zadźgania Diany jako dziecka, przez zdemaskowanie jej sekretu, na zabraniu Marie z wyspy skończywszy.

27, południe | Harriett | Rezerwat
Nie lubił niedokończonych spraw - a taka właśnie była sprawa z Harriett. Kochał się w niej jako chłopiec, jako mężczyzna - posiadł ją - od początku pałając względem niej nieznośną fascynacją, uczuciem niezrozumiałym, a jednocześnie jasno ukierunkowanym - pragnął jej. I, co wciąż było dla niego nieznośne, niewiele się pod tym względem zmieniło. Miał już swój świat, świat zamknięty dla Harriett, od kiedy półwila stała się wdową po kolorowym człowieku, samotną matką z dzieckiem, które również powinno być kolorowe, a po którym coraz wyraźniej było widać dominujące geny jego pięknej półwilej matki. Rzeczywistość była jasna, lecz ułuda jawiła się piękniej, pozwalając Tristanowi śnić sny o kobietach, które nigdy nie powinny być traktowane w sposób, jakiego pragnął. Wiedział, że jego Harriett nie mogła połączyć już trwała i stabilna przyszłość, ale jednocześnie wiedział, czego pragnął. A pragnął jej słodkich jak miód ust, które wygięły się właśnie w subtelnym, pięknym uśmiechu. Rumienisz się, Harriett? Po tylu latach? Nie powstrzymał dłoni, która niemal bezwiednie sięgnęła jej twarzy, by odsunąć kosmyki złotych włosów, jakie wymknęły się z jej upięcia i zasłaniały przed nim jej zaczerwienione policzki. Nie dostrzegł nawet, że dłoń ta zsunęła się wzdłuż jej szyi, zatrzymując się dopiero wsparta o obojczyk, zaciśnięta w półpięści.

30, południe | Persephone | Rezerwat
Gdy już dotarła na szczyt spowitych mchem schodków, poczyniła jeszcze kilka kroków naprzód i stanęła jak gdyby nigdy nic przed wrotami wejściowymi. Doskonale wiedziała, że się przed nią nie otworzą, bowiem tamten rezerwat miał prawie identyczne. Różnica polegała na tym, iż wtedy nikt nie kazał jej wchodzić frontowymi drzwiami, a teraz mogła spokojnie zaczekać, aż Rosier łaskawie wpuści ją do środka. Nie ma jednak co ukrywać, lepiej, jeśli nie kazałby jeszcze pełnej entuzjazmu Calliope bez sensu marznąć.


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 5:32, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   02.11.16 17:09

1955Grudzień
1, popołudnie | Inara | Londyn
Był...odważny, do granic możliwości lojalny, odznaczając się siłą, którą podziwiała. I może dlatego pozwalał na jej obecność, na nieustanne sięganie rany, o której alchemiczka wiedziała, że istniała. Gdzieś, ukryta, ale nadal nie widziała jej rozmiarów, ani ilości rozlewającego się bólu. Patrzyła w ciemne źrenice, przysłonięte maską obojętności, od czasu do czasu tworząc cienki szpaler, w który zaglądała.

2, poranek | Constance | Rezerwat
Komplementy nigdy nie były zachowaniem w złym guście. Chociaż Constance była zdecydowanie za młoda i jej kariera badawcza dopiero zaczynała raczkować, chciała otaczać się ludźmi, którzy mieli większą wiedzę od niej. Oczywiście nie wyobrażała sobie rozpoczęcie nie wiadomo jakiej przyjaźni z wujem Tristana, ale chętnie umówiłaby się z nim na konsultacje. Nie w sprawie pytań czy zabezpieczenia okien, lecz ogólnie, aby poopowiadał, czym dla niego są zaklęcia. To zaskakujące, że każdy pasjonat definiował je inaczej. Według Constance żądza wiedzy nie była niczym złym. Ucząc się od najlepszych, poszerzamy również własne umiejętności. A Constance chciała wiedzieć, i to wiedzieć jak najwięcej. Może to była cecha rodowa , a może ta, która rozróżniła Evandrę oraz Connie od innych kobiet? Droga kuzynka była prawdziwym kamieniem szlachetnym. Mogła czasami się zastanawiać, czy naprawdę na nią zasługiwał. Tristan zapewne nazwałby Evandrę rubinem, Constance natomiast szafirem. Nie warto było się kłócić, który z kamieni jest lepszy. Evandra była wyjątkowa i obydwoje o tym wiedzieli.

5, popołudnie | Rycerze Walpurgii | Dover
Wtem, doszedł do niego blask słońca - czy to nie świeższe powietrze? Odwrócił się w kierunku korytarza, postawił w nim pierwsze kroki - i ruszył ku jasności, świeżości, ku wyjściu z tych przeklętych lochów. Nic więcej nie mógł już zrobić. Kiedy wyszedł na zewnątrz, przez moment wpatrywał się w symbol fal wyryty w jaskini, po czym przeniósł wzrok ku mętnym morskim falom zalewającym piaszczysty oszroniony brzeg. I odszedł plażą w kierunku dworzyszcza Rosierów, plaży ufał mocniej niż nieznajomemu świstoklikowi.

8, popołudnie | Mastrangelo | Dover
Z uznaniem skinął również głową, kiedy przyznał, że lubi pracę siłową - przynajmniej z takim uznaniem, na jakie było go stać, dobrze wychowany młody człowiek niekoniecznie przejmuje się kwestiami tak prozaicznymi jak praca, a co dopiero wysiłek fizyczny. Poniekąd jednak rozumiał, sam potrafił się odprężyć jedynie w rezerwacie, wbrew pozorom nie wylegiwał się od rana do nocy na ścielanej atłasem kanapie. Podobały mu się również słowa, które wypowiedział; słowa być może straszne, ale też strasznie prawdziwe - zaklęcia nie zawsze były w stanie zatrzymać wilkołaka, tutaj trzeba było brutalności, nieposkromionej siły, która odetnie te parszywe pyski od grubych cielsk raz na zawsze. Nie miał litości dla takich jak one. Nie po tym, co zrobiła Diana. Ale to nie był czas ani miejsce na podobne rozmowy.

13, wieczór | Glaucus | Londyn
Tristan nigdy nie lekceważył potęgi żywiołu, ale widział w nim prawdziwe piękno - gromy ciskane z czarnych chmur nad przepastnym oceanem, które ujrzał oczyma wyobraźni, malowniczo zarysowane przez Glaucusa, wydały mu się zachwycające. Zachwycające - jak smoczy ogień rozdzierający nocne niebo na pół, jak smoczy ryk dziejący się echem wzdłuż klifów, jak potęga czegoś, co było daleko ponad nimi. Chciałby kiedyś poczuć, jak to jest - poskromić błyskawicę, zmusić do posłuszeństwa burzę, czyż magia na to nie pozwala? Pozwala, naturalnie - ale magia bardzo potężna, potężniejsza od nich obu. Chciałby kiedyś poczuć, jak to jest - wygrać z przeznaczeniem jak Glaucus, przeżyć podróż tak dramatyczną w skutkach, żywy, dziś cudownie odnaleziony. Zapatrzył się w mętną wodę ognistej wewnątrz swojego naczynia, jakby widząc w trunku spokojną morską taflę, nieprzewidywalną - niebezpieczną, nawet dla korsarza tak doświadczonego, jak sam Travers. Glaucus wszakże po mieczu na oceanie nie miał sobie równych, ani to w nawigacji, ani w wyczuciu, ani w skórze - która nie mogła się dać zedrzeć czemuś tak błahemu jak sztorm stulecia. Tristan rozumiał ekscytację, z jaką Glaucus o tym mówił, nie dziwił go brak strachu w głosie doświadczonego wilka morskiego. Nie był Traversem ten, kto nie widział na własne oczy gniewu oceanu - jego babka zawsze to powtarzała.

22, popołudnie | Evandra | Dover
Przeciągnął spojrzeniem ku jej dłoni, gdy gestem znów się mu przychyliła, z zacięciem broniąc Devaughna. Ogień i woda – w jej oczach łzy mieszały się z rozpalonymi iskrami. To był ich smok i ich wyzwanie. Jego próba… a może ich próba? Wierzył, że sytuacja z Devaughnem rozwieje jakiekolwiek wątpliwości u jego wuja – jeśli takowe miał – ale czy nie okazywała się również próbą dla nich? Dziwiło go, że Evandra zgodziła się wejść na tę wspólną ścieżkę razem z nim, jeszcze bardziej – szła po niej tak chętnie. Ale Evandra dziwiła go niezmiennie…

26, wieczór | Wigilia | Chateau Rose
- Najdroższa - Opuściwszy dziewczęta, zbliżył się na powrót ku niej, subtelnie otaczając jej krzesło ramieniem. - Powinnaś zażyć świeżego powietrza przed snem, pozwól, pokażę ci ogrody. - Chyba wciąż pamiętasz, jak wyglądają? W istocie, w pomieszczeniu znajdowało się dużo osób, powietrze mogło stać się zbyt gęste. Wierzył, że spokojny spacer otrzeźwi ją ze złego samopoczucia, doda sił i rumieńca przed chłodną nocą w obcym wciąż miejscu. Ujął jej dłoń, pragnąc pomóc jej powstać. Później odprowadzi ją prosto do jej komnat - ale zachłannie nie chciał tracić ją z oczu przedwcześnie. Darcy pewnie jeszcze nie spała, po drodze poprosi ją, by odprawiła Evandrę - nie wypadało mu wchodzić do jej gościnnej sypialni.

29, wieczór | Katya | Londyn
Katya zaś mówiła dalej – o tajemnicach, które w sobie skrywała, a których on nie znał, zastanawiając się nad samolubnością tej dziewczyny. Ściągnęła go tutaj, by mówić o sobie, chcąc, by zdradził przyjaciela dla niej, koncentrując się przez cały czas na sobie samej. Może – jednak miała więcej wspólnego z arystokratkami, niż dotychczas mu się wydawało. Jedyne jednak słowo, jakim byłby w stanie ją określić w tym momencie, to pusta. Tristana wszak nie obchodziło, na ile Mulciber zaskarbił sobie ją sympatię, przypuszczał, że samego Mulcibera wcale nie obchodziło to bardziej niż jego – dlatego też tym mniej zrozumiałe wydały mu się jej słowa. Nie rozumiał, co próbowała osiągnąć, najpierw pytając go o drogę ucieczki – potem zapewniając, że przyszły małżonek skradł jej serce. Ale nie wnikał, jedynie skinął głową ugodowo, na znak, że przyjmuje, rozumie, a subtelny uśmiech miał pokazać, że dodatkowo cieszy się jej szczęściem. Tristan miał grubą maskę – mało kto wiedział, co tak naprawdę za nią siedziało. Lady Ollivander, najwyraźniej, nawet się nie domyślała.

31, wieczór | Sabat | Hampton Court I, II, III
Czując jej uścisk na swoim ramieniu Tristan odgrodził ją od makabrycznego widowiska samym sobą, odwrócił się plecami do stosu ciał, przyciągając dziewczynę ku piersi, biorąc ją w ramiona. Odczuwał jej słabość, półwila była chorowitą, wrażliwą i bardzo młodą niewiastą, a widok tak potężnych pomordowanych czarodziejów nawet jego przyprawiał o zawrót głowy. Obejrzał się przez ramię na powiększającą się kałużę krwi, lady Nott zalaną łzami - przed nimi czarodzieje przelewali się przez wrota sali balowej, opuszczając w popłochu dramatyczną scenę. Nigdzie nie widział Druelli, nigdzie nie widział swojej matki, gdzie one mogły być? Usłyszał jej ciche łkanie, musnął dłonią kraniec jej lica, ocierając pierwszą łzę. Subtelnie przytulił do siebie jej twarz, tylko tam nie patrz, najdroższa. Na białe ciała, ich puste, wciąż otwarte oczy, na ten potok krwi, który już prawie dotarł do naszych stóp. Tylko tam nie patrz, nie pozwolę ci patrzeć. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno wyrzucić podobny obraz z pamięci.



[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 02.11.17 0:50, w całości zmieniany 12 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   30.12.16 22:05

1956Styczeń
4, poranek | Charlotte | Londyn
Skrzyżował ręce na piersi, wciąż opierając się o barierkę mostu, przez moment obserwując tłum, wypatrując gdzieś w nim rudej czupryny dziewczyny, dopiero po dłuższej chwili, kiedy na moście było już mniej ludzi, leniwie odchodząc od barierki i, przydeptując zatopiony już fular, leniwym krokiem ruszył ku zejściu. Nie gonił jej, nie miał zwyczaju brudzić sobie rąk w taki sposób. Być może - jeszcze kiedyś będą mieli okazję się spotkać. Zapamięta, żeby powołać się na jej brata, kimkolwiek ten człowiek był.

6, przedpołudnie | Artis | Londyn
I z pewnością nie przypuszczałby, że Artis pracuje. Arystokratkom nie przystawały wszak przyziemne obowiązki, a obowiązki aurorów już w ogóle, Tristan ogółem nie traktował kobiet poważnie - każdy pełnił swoją rolę, a przeznaczeniem kobiet było zostać żoną, matką i opiekunką domowego ogniska. Dlatego też jej słowa wziął jedynie za grzeczną wymówkę, nie mając przy tym zamiaru naciskać. Nie przywykł, by kobiety mu odmawiały - zwykle się mu to nie przytrafiało, toteż bardziej niż zawód odczuł zaskoczenie. I ukłucie żalu, bo mimo wszystko lady Macmillan zdała mu się intrygującą młodą damą.

7, południe | Darcy | Rezerwat
Rozszarpie, zgniecie, zmiażdży, zagryzie. Zniszczy, zdepcze, powyrywa ręce. Głowę odetnie. Ale najpierw wybije zęby i wgniecie oczy. I język, gołą ręką go wyrwie - żeby nie jęczał, ostatnio za często boli go głowa. Palec po palcu pozbawi go czucia, rozszarpie, rozerwie na strzępy jak drogą kuzynkę, jak pies spuszczony z łańcucha - wściekły, wygłodniały i rozdrażniony jak nigdy. Bo stracił Marie. I nigdy nie da skrzywdzić Darcy. Dlatego o nią pytałaś, siostrzyczko?

15, popołudnie | Russell | Rezerwat
Od zawsze szanuję zwierzęta, po prostu. Możliwe, że przyczynił się do tego dziwny dar, z którym przyszło mi żyć, ale w dużej mierze była to wina mojej dziwnej moralności. Wszelkie stworzenia uważam po prostu za lepsze od ludzi, pozbawione tych wszystkich obrzydliwych pierwiastków, jakie potrafią z łatwością czynić z ludźmi bezlitosne, ułomne czy głupie istoty. Sam jednak nie wiem jaki stosunek mam do węży czy wszelkich gadów. Uratowałem jajo, to prawda. Tylko moim pierwszym skojarzeniem był przecież ptak. Nie miałem jednak zamiaru porzucać tego, cokolwiek mieszkało pod tą skorupą. Stałem się za nie odpowiedzialny.

15, wieczór | Cassius | Lasy Caringorms
Dostrzegł w ciemnościach iskry - elektryczne błyski, usłyszał wizg błyskawic; porażony zbieg raczej nie byłby już w stanie uciec. Omdlał? W ciemnościach nie mógł dostrzec, ale usłyszał tylko jęk, a potem już ciszę. Cassius rzucił zaklęcie, które miało wyciągnąć go z tego dołu - ale celować w ciemność nie było łatwo. Ciało czarodzieja poderwało się do góry, ale zamiast wylecieć do góry - grzmotnęło o jedną ze ścian głębokiego dołu. Tristan przeklął, słysząc dźwięk upadającego ciała - a mogło pójść tak łatwo. Przez moment stał nad nim w milczeniu, nasłuchując - nie usłyszał jednak nic, zbieg milczał zawzięcie, prawdopodobnie nie z własnej woli. Musiał być nieprzytomny.

Luty
18, południe | Gonitwa | Lasy Sherwood
Konie popędziły jeszcze kawałek, aż wreszcie zatrzymały się i rozpierzchły po niewielkiej polanie, by ostatecznie móc zaznać odpoczynku. Nawet gwizdnięcie wzmocnione zaklęciem nie oderwało ich od podjętego zamiaru, choć zdołało skupić uwagę uczestników wyścigu.

18, wieczór | Harriet | Cliodna
Od zawsze idealizowała go w swoich oczach, trzymała wiecznie otwarty kredyt dobrej wiary i walczyła jak lwica, ilekroć spotykała się ze zdaniem innym od jej własnego. Jej lojalność nie znała granic, nie potrafiła spojrzeć na niego w sposób inny niż wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy, będąc zaledwie dziećmi. Ograniczoną tolerancję wyjaśniała konserwatywnym wychowaniem, atak braku zaufania tłumaczyła ubodzoną wrażliwą naturą, otaczające go rzesze fanek składała na karb charyzmy, która przyciągała niczym światło ćmy. W jej świecie, w którym wszystko miało sens i w którym nigdy nie mówiła twoja wina - ciekawe w jaki sposób umotywowałaby trawiące Tristana nienawistne idee i jak wiele byłaby w stanie zrobić, by nagiąć nowe okoliczności do swojego światopoglądu, według którego serce Rosiera było złote, a nie czarne.

20, południe | Wynonna | Highlands
Nie oczekiwał wdzięczności; wiedział, że dostanie ją od jej rodziny -  i mimo wszystko cieszył się, że się tutaj znalazł, że odgrodził jej drogę i zabrał z zasięgu śmiercionośnego płomienia ognia, jakim w każdej chwili mógł chuchnąć smok. Lubił ją - lubił jej ostry charakter, jeszcze nie utemperowany, bawił go jej dramatyzm i jeszcze mocniej bawiła go jej złość. Twarz też miała przyjemną - dla oka. Na pożegnanie więc kornie ukłonił się dworsko, nie przejmując się szczególnie tym, czy lady Burke jeszcze ten ukłon widziała, czy już nie, znikając w trakcie teleportacji. Dobrze - będzie bezpieczna.

27, wieczór | Rycerze Walpurgii | Biała Wywerna I, II
Wstał od stołu, nie unosząc głowy i nie patrząc już na czarnoksiężnika. Nie patrzył również na Samaela. Skinął krótko głową Deirdre w ponaglającym geście, wraz z nią opuszczając cuchnącą krwią i rozkładem komnatę, czas się przewietrzyć. Był dumny ze swojej podopiecznej, zachowała się dokładnie tak, jak było trzeba - bez zbędnej buty, bez idiotycznej bezczelności jak ta, na którą odważył się Avery. Nauki nie poszły w las, dobra robota, Orchideo.


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 5:31, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   07.08.17 16:28

1956Marzec
7, wieczór | Morgoth | Weymouth
Wziął księgę pod pachę i razem opuścili, wpierw piętro, schodząc po długich, krętych schodach, później zdemolowany przez szamoczącego się wilkołaka korytarz prowadzący ku drzwiom. Po drodze, z jednej z półek wziął świecę - mógł odpuścić sromotną porażkę, jaką ponieśli w walce z bestią, tylko i wyłącznie dzięki szalonemu szczęściu pozostając przy życiu, ale nie mógł odpuścić mu życia. Nienawidził wilkołaków - bardziej niż szlamu. Nim minęli próg zaczarowanej chatki, Tristan rzucił palącą się świecę pod jedną z drewnianych szafek. Ogień- ogień powinien zająć się resztą, nawet jeśli niewinną ofiarą padnie również - prawdopodobnie - imponująca biblioteka starego capa. Nie wiedział, ile wilkołak pamiętał po powrocie do ludzkiej postaci, zdawało mu się, że wszystko - bezpieczniej było więc również pozbyć się jedynego świadka ich przykrego najścia.

12, popołudnie | Rosalie | Chateau Rose
Patrząc w oczy kuzyna - wystraszyłam się. Widziałam w nich ostrość, złość, zwężone źrenice, przymrużone oczy. Coś planował, a ja dla własnego bezpieczeństwa wolałam niedopytywać. Jak to się mówi, im kobieta mniej wie, tym lepiej śpi. Czy jakoś tak. Uśmiechnęłam się jednak nie spuszczając wzroku.

18, wieczór | Czarna Orchidea | Doki
Jej myśli uciekły ponownie w stronę obcego Tristana; w jakiejś pięknej wizji, w której prowadził Isolde w tańcu, troskliwie otaczając ją ramieniem. Chciała przesunąć ten wzór na niedaleką przyszłość, sprawdzić, czy w jego ciemnych oczach błyśnie chociaż odrobina uczuć - żalu? pogardy? zawodu? smutku? - gdy będzie obserwował cierpiącą Bulstrode. Lub kogokolwiek innego, kto zawiedzie Czarnego Pana, a kto był mu kiedyś bliski. Co, gdyby była to Evandra? Lub jedna z jego sióstr? Ta niedorzeczna - czymże mogły zawinić? - myśl przemknęła szybko przez jej głowę, wywołując krótki, obrzydliwy dreszcz jednoczesnego podekscytowania i strachu: zadziwiające, po jak brudnych ekstremach się poruszali.

19, południe | Evelyn | Rezerwat
Evelyn wiedziała, że Tristan potrafił wiele, chociaż sporo aspektów jego życia było owianych tajemnicą. Ale jednak zwykle wolała nie myśleć o tym, do czego dokładnie wykorzystywał swoje bardziej niepokojące umiejętności, bo tak było łatwiej. Często łatwiej było po prostu nie wiedzieć o pewnych rzeczach, albo udawać, że się nie wie, nawet przed samą sobą, szczególnie, gdy w grę wchodzili bliscy. Ważni dla niej bez względu na to, co robili.

19, wieczór | Czarna Orchidea | Londyn
Miała apetyt na więcej. Pierwsza satysfakcja, obłaskawiająca niecierpliwość pilnej uczennicy, powoli się wypalała i choć radość płynąca z udanych Niewybaczalnych wypełniała ją szczelnie, wróżąc długie tygodnie czystego szczęścia, to i tak jakaś część Deirdre pulsowała pragnieniem. Czyżby miała zostać tak wygłodniała na zawsze, ciągle łaknąc nowych bodźców, doznań, doświadczeń? Perspektywa przerażająca i jednocześnie czyniąca ją najbardziej oddaną sprawie. Jemu. Magii. I komuś, kto doprowadził ją tak daleko, karmiąc coraz doskonalszymi możliwościami.

21, wieczór | Quidditch | Puddlemere
Stało się - szlama złapała znicz. Ostatnim razem, kiedy brał udział w podobnym przedsięwzięciu, grał z ludźmi, którym nie wstydził się podać ręki - zupełnie nie rozumiał, co się stało, że tym razem u jego boku na miotle leciała kolorowa jak papuga szlama. Zawdzięczał jej wygraną swojej drużyny, po raz kolejny pod komendami Seliny Lovegood, ale wcale nie czuł smaku zwycięstwa.

22, wieczór | Quentin | Chateau Rose
Maska. Nieprzenikniona kamienna twarz, przez którą nie mógł, nie potrafił się przedrzeć. A chciał: chciał dociec do sedna, do jego myśli, dotrzeć do wszystkiego, co skrywało się pod grubą warstwą tej introwertycznej zasłony. Na słowo - nie zaufałby nikomu nawet w najbłahszej sprawie, a ta przecież urosła do rangi kwestii najwyższej. Marie została źle wydana za mąż, skrzywdzono ją. Darcy skrzywdzono już raz, można ją było skrzywdzić drugi raz. Róże Rosierów niszczone były wiatrem, a mimo to rosły, wciąż piękne, o płatkach czerwieniejących się krwią i kolcach ostrych jak ostrze miecza. Nikt nie mógł przewidzieć przyszłości, można było jedynie zaryzykować - czy Quentin potrafił pielęgnować różę pośród maków? Patrzył w jego oczy, wciąż łudząc się, że odczyta z nich cokolwiek, lecz jego czarne jak węgiel tęczówki cały czas pozostawały dla niego nieprzeniknione. Za słabo go znał, zbyt mało o nim wiedział i zbyt wiele ich dzieliło w tym, jak jednocześnie wiele ich łączyło. Jednak grymas jego twarzy na wypowiedziane przez niego słowa był już wyraźny.

25, wieczór | Ślub | Chateau Rose I, II
Jesteś moja, już zawsze będziesz, czekałem na to całe lata, Evandro. Wiem, że się boisz, ale musisz być silna; będzie bolało. Tylko dzisiaj, tylko dziś przeleje się twoja krew - która przypieczętuje nasz związek. Od dzisiaj już na zawsze, aż po kres samego świata, na dłużej niż na zawsze, na dłużej niż żyć będziemy my sami. Bo zostanie po nas dziedzictwo, trwalsze niż ze spiżu, rodzinny honor, historia domu Rosier. Tworzymy historię, najdroższa. Uchylę ci nieba, niech tylko ktoś strzeże cię przede mną samym, zbyt mocno skąpanym w ciemności.

27, wieczór | Śmierciożercy | Biała Wywerna
Pił, choć nie wiedział co robił, pił, czując po kościach, że z tej drogi nie będzie już odwrotu. Pił - substancję, która boleśnie wdarła się w jego wnętrzności, rozlała się pomiędzy nimi płynnym ogniem i wypaliła bolesne rany; z ostatnią kroplą kielich wypadł z jego ręki, z brzdękiem uderzając o posadzkę i potoczył się poza zasięg jego i tak mętnego już wzroku. Zgiął się - z bólu - zaciskając zęby i dłonie na krańcu bliskiego stołu, zgiął się, jakby od tego ból miał zelżeć. Nawet się nie zorientował, kiedy zamiast na dłoniach, wspierał się na łokciach. Osunięty rękaw czarodziejskiej szaty dał mu widok na tę potworną metamorfozę, kiedy z przerażeniem śledził czarną krew płynącą pod jego skórą. Zacisnął zęby mocniej, zacisnął też powieki, kiedy przeszywający ból uderzył w przedramię, instynktownie rozejrzał się wokół, poszukując wzrokiem pozostałych rycerzy - poszukując u nich tych samych oznak skutku wypicia mikstury. Odezwały się w nim obawy - że coś poszło nie tak, że okazał się zbyt słaby, by przyjąć łaskę Czarnego Pana. Ale już ich nie widział, mglista zasłona odgrodziła go od rzeczywistości, a serce biło szaleńczo spłoszonym tempem. Opadł całkiem na łokcie, pochylając między nimi głowę z wykrzywionym, przepełnionym bólem grymasem.


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 5:31, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   01.10.17 10:43

1956Kwiecień
1, południe | Evandra | La Fantasmagorie
Kiedy dosłyszała słowa przeprosin, próbowała uciszyć go kładąc na jego ustach kilka palców. Prędko jednak rezygnowała z tego pomysłu, dłonią skłaniając go, by pochylił się w jej kierunku, by w spokoju mogła odnaleźć jego usta swymi. Pocałowała go czule, tęsknie, ze smutkiem. Lecz kolejny pocałunek był już mocniejszy, odważniejszy i bardziej pożądliwy.

2, poranek | Daphne | Chateau Rose
Zamilkła. Nie prosił ją o małżeńskie rady, owszem. Nie miała ani kompetencji, ani doświadczenia, aby ich udzielać, to też było prawdą. Nowa lady Rosier zdawała się być inna, niż inne bezwolne gęsi, miała więc nadzieję... Właściwie na co? Na to, by Tristan Rosier popuścił jej okowy małżeństwa i pozwalał na wszystko? Dopóki on nie miał zamiaru nawracać ją na ścieżkę posłusznej żony, Daphne powściągała język na temat traktowania żon przez mężczyzn. Odwróciła spojrzenie i nie wypowiedziała się więcej w tym temacie.

2, popołudnie | Estelle | Rezerwat
Dwa smoczęta wykluły się z jaj, które zostały znalezione dłuższy czas temu; nawet nie przez nich - przez Ministerstwo, które oddało je do rezerwatu. Nie wiedzieli, skąd się wzięły, być może zostały złożone przez zabłąkaną smoczycę, a może - były po prostu łupem kłusowników. Nieistotne, teraz małe smoki znajdowały się tutaj: w niewielkim szklanym terrarium znajdującym się na podwyższeniu, oba małe gady były najwyżej wielkości męskiej dłoni.

3, wieczór | Melisande | Chateau Rose
Zatrzymała dłoń w połowie gestu gdy jej odpowiedział. Zawisła nad baletkami z lekko przyśpieszonym oddechem, automatycznie wykonując polecenie. Wcale nie dlatego, że musiała. Nie też dlatego, że głos nosił w sobie ślad nakazu. Bardziej pobrzmiewała w nim prośba, które usłuchała. Wyprostowała się spoglądając przed siebie, dłonie układając na kolanach. Milczała, nie potrafiąc odnaleźć odpowiednich słów. I znów, Tristan doskonale wiedział jak zagrać, nie tylko zmuszając białe klawisze fortepianu, do poddania mu się, ale i znajdując odpowiednie słowa.

7, wieczór | Ślub Inary i Percivala | York
Błyszcząca w świetle lampionów woda jeziora - poruszała się nieznacznie, gdy szereg jeźdźców balansował na grzbietach swoich aetonatów. Skrzydła pięknych, magicznych rumaków muskały wodną toń, dodatkowo burząc jej taflę. Wszystko po to, by zdobyć upatrzony biały kwiat. Najpiękniejsze trzy okazy bardzo szybko znalazły swoich właścicieli, trafiając do Wynony, Tristana i Darcy oraz Majesty. I nie trudno było zgadnąć, kto z wymienionej trójki wykazał się największą gracją i zwinnością, zdobywając największą ilość kwiatów. Lord Rosier wraz z siostrą pokonali przeciwników, by ostatecznie uplasować się na pierwszej pozycji wyścigu. Tuż za nimi znajdowała się lady Burke, a trzecią pozycję osiągnął Adrien Carrow.

9, wieczór | Harriett | Galeria sztuki
Nie potrafiła zrozumieć jego nieprzystępnej postawy i nacechowanego wrogością nastawienia. Naturalnie, nie pomogła atmosferze tego spotkania wcześniejszym korespondencyjnym uprzedzaniem faktów i wyjawianiem dalekiego od miłego celu spotkania, lecz wciąż - w jej głowie echem odbijały się kolejne linijki kreślone zgrabnym pismem Tristana, znając na pamięć bogatą barwę jego głosu niemalże słyszała, jak wypowiada kolejne słowa, akcentując dobitnie co ważniejszy zlepek zgłosek zamykających w skondensowanej formie jego charyzmę - i nie rozumiała co się stało, co się zmieniło, skoro zaledwie w przeddzień wyrażał troskę wywołaną jej zagubieniem i zamierzał pomóc jej się odnaleźć. Dobre chęci wyparowały bezpowrotnie, a tory toczonej przez nich konwersacji odbiegały o całe mile od wyznaczonych epistolarnie planów. Nagła zmiana zbijała ją z tropu.

10, południe | Mała Marie | Chateau Rose
Kiwnęła głową. Wiele razy słyszała, że wyrośnie na wspaniałą szlachciankę, a ilość zainteresowań zjednywała jej niejednego rozmówcę, każdy wróżył jej szczęście w dziedzinie, jaka była mu bliska. Jedno było pewne - była stworzona do osiągnięcia rzeczy pięknych, echem rozchodzących się po kościach odbiorców, niezależnie od dziedziny. Pragnęła wstrząsnąć światem, choć jeszcze nie zdawała sobie sprawy z istoty tego pragnienia. W milczeniu, zachwycie i przerażeniu obserwowała potężne cielsko smoczycy, które z taką łatwością zburzyło wodę. Dwa lata? Zerknęła zadziwiona na wujka.

10, wieczór | Mugol | Metro
Świsnął różdżką, szybko, gwałtownie, ze zdecydowaniem, choć drżąco - adrenalina pchała go do działania, ale i rozpraszała uwagę, odejmując od gestów dokładności. Stwór znajdował się coraz bliżej, a ułamki sekund dłużyły się jak leniwe godziny; nie zwlekając już ni chwili dłużej, rozmył się w czarnej, smolistej mgle - w powietrzu - i wydostał się z podziemi, sunąc za światłem ulicznych latarni. Nawet się nie oglądał, receptory nie zanotowały obrazu znajdującego się za nimi - ten szlam go nie obchodził, zostawił go na śmierć z paszczy stalowego węża.

11, wieczór | Craig | Biała Wywerna
Lekko zmrużył ślepia, przyglądając się Craigowi podejrzliwie; sojusz z Burke'ami będzie cienki i kruchy, jeśli wzajemnie nie uszanują swoich wartości. Rosierowie mieli swoją dumę - i trzymali się jej mocno - tym mocniej nie podobało mu się podejście Craiga; proponował przecież rozwiązanie, które zadowoli obie strony. Nie wierzył, by mieli do załatwienia jakiekolwiek smocze interesy, których nie mogli by załatwić z nim. I z rezerwatem należącym do jego familii. Nie odezwał się jednak słowem, nad butelką dostrzegając promień zaklęcia, które przeważyło o zwycięstwie w tych zawodach Craiga. Westchnął, upijając większy łyk wina - alkohol będzie mu potrzebny.

14, wieczór | Ramsey | Biała Wywerna
Zamilkł na dłużej, znacznie dłużej niż zdawał sobie z tego sprawę i niż początkowo zamierzał, poddając się dziwnej atmosferze tajemnicy, którą podjął Tristan. Nie wiedząc do czego zmierza przyglądał mu się uważnie, mrugając stosunkowo często, wygodnie wsparty rękami o blat stołu, który robił się coraz bardziej mokry od rozlanej whisky, ale także wody, która skapywała ze zmrożonej butelki ognistej. Po kilku słowach nastąpił koniec, szybciej niż się spodziewał. Oczekiwał po tym intrygującym wstępie jakiejś mrożącej krew w żyłach historii o nieustraszonym Tristanie, nawet jeśli miała wiązać się z pierwszym przypadkowym alkoholowym upojeniem w stajni pełnej gigantycznych koni. Nie mógł się powstrzymać. Po krótkiej chwili, w której całkiem nieświadomie zdołał przybrać bardzo poważną minę, wybuchnął śmiechem.

15, wieczór | Czarna Orchidea | Horizont Alley
Wpierw nie dowierzał - stał już w samotności, wpatrując się we własną dłoń, która dopiero po chwili zacisnęła się w grzmiącą pięść. Cała gama emocji, jaka przeszła przez niego tego wieczoru, zakończyła się na złości. Na niedowierzaniu. Na wściekłości. Jak mogłaś, moja słodka orchideo? Zacisnął pięść mocniej, czując własna paznokcie wbijające się w skórę aż do krwi: nim skierował różdżkę na zwłoki, które nie przypominały już Isoldy.

25, popołudnie | Evelyn | Rezerwat
To mogłoby być nawet wyzwaniem: zbudzić w niej instynkty przynależne jej rodzinie, wzniecić dumę z własnego nazwiska i herbu, który nosiła. Sprawić, że troski staną się nierealne, a wątpliwości odnośnie utrzymania błękitnej krwi bezzasadne - tak jak sam tych zagrożeń nie dostrzegał, tak jak sam nie wątpił, tak jak nie poddawał wątpliwościom prawd niezmiennych i stałych. A jednak: coś podpowiadało mu, że Evelyn nie była na to gotowa.

26, popołudnie | Halucynacje | Baśń I,II, III
Pochwycony pantofelek na szczęście nie przeniósł jej od razu do głębszego kręgu baśniowego piekła, pozostając zwykłym przedmiotem, aż do czasu, gdy słowa Tristana, układające się w rymowaną przypowieść, nie zadziałały na ukrytą w czerwonym buciku magię. Deirdre początkowo z powątpiewaniem przyglądała się niskiemu obcasowi i rozciągającemu się nad całą ich nieszczęsną czwórką cieniowi, lecz nie zdążyła podzielić się z innymi odruchową podejrzliwością, bowiem sekundę później poczuła mocne szarpnięcie w dole brzucha i świat wokół niej zawirował a potem zniknął, pozostawiając po sobie nagłą pustkę. Zniknęło długie, martwe cielsko bazyliszka, zniknęły zielone kępki trawy, wyrastające spod topniejącego czernią lodu, zniknął wiosenny wiatr rozganiający ciemne chmury. Zostawili za sobą świat baśni, lądując z powrotem w rzeczywistości.

29, wieczór | Śmierciożercy | Biała Wywerna
Nie powiedział nic więcej. Nie szedł za myślą Giovanny, choć Tristan poczuł na sobie jego lodowaty wzrok; korzył się wciąż - nie unosząc głowy, nie rzucając wyzwania, nie broniąc czegoś, czego nie miał zamiaru dokonać. Brak emocji na jego twarzy budziły jedynie obawy; nie potrafił odgadnąć jego myśli - ani co gorsza zamiarów. Wizja, jakoby miał zostać obarczony odpowiedzialnością, była absurdalna - ale napawała go przerażeniem, które nieprzyjaznym chłodem otulało całe jego ciało. Ani Samantha ani Giovanna nie podniosły już głosu, oni wszyscy - oczekiwali na jego decyzję.

30, świt | Daphne | Zamek Beeston
Skinął głową, być może miała rację. Być może o to w tym wszystkim chodziło, nie o próbę wierności - i siły - tych, którzy nie dostąpili próby. Kilka osób zgromadzonych w tamtej komnacie bez wątpienia było w stanie zmienić losy pojedynczej bitwy diametralnie. Nawet pojedyncze osoby. Byli wszak tymi, którzy sięgnęli po potęgę. Daphne nie miała skrupułów, była wilczycą, która potrafiła atakować wściekle i zajadle, mądrą, wykształconą czarownicą, przed której wiedzą wielu mogło chylić czoła - również on. Ale była alchemiczką, trucicielką, jej potencjał na otwartym polu walki nie miał szans zostać wykorzystany w pełni. Była jak żmija, która najskuteczniej atakuje z zaskoczenia. Wtedy, w Wywernie, to ich zaskoczono. Rycerzy - atakiem, śmierciożerców - nożem wbitym prosto w plecy, i to nie ich, a w plecy Czarnego Pana. Czy można było dokonać zbrodni okrutniejszej?


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 01.11.17 5:31, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   01.11.17 0:51

1956Maj
1, noc | Aithne | Londyn
Szczęka poderwała się do góry, ciałem szarpnęło, jakby było wyrywane z samymi korzeniami. Ból znów ją sparaliżował. Ciemne, przydymione plany owionęła całkowita czerń. Ostatnim bodźcem, który dotarł do jej głowy i został odebrany, był ciepły płyn oblewający jej twarz. Oblepił usta.

1, świt | Siostry | Chateau Rose
Ojciec był martwy. Brzmiało jak zły sen, usłyszał właściwie tylko tyle - dalsze słowa zostały stłumione falą żalu i goryczy, palącego przerażenia, które nagle nim zawładnęło. Wicher, nawałnica, burza; był chory, nie mógł tego wytrzymać. Jego dłonie odnalazły boczne oparcia krzesła, pochylił lekko głowę, usiłując uzmysłowić sobie - co to właściwie oznacza? Stracili ojca, lorda, opiekuna; stracili jedyną osobę, która trzymała to wszystko silną ręką - stracili ojca, kogoś, w kim obie jego siostry miały oparcie, nawet jeśli nie zawsze zdawały sobie z tego sprawę i wreszcie jedyną osobę, którą mógł nazwać autorytetem. Usunięcie ojca z przestrzeni tej rodziny, tego domu, tego dworu, wydawało tak nieprawdopodobne, że jeszcze nie do końca do niego docierało; przygotowywał go do przejęcia jego obowiązków, opieki nad siostrami, matką, pojęcia rodowych powinności, ale to wszystko pozostawało pustą abstrakcją - tak długo, jak długo był tutaj on. Czy był na to gotów? Mniej od żalu - czuł lęk, strach, że nie podoba, przerażenie nową rzeczywistością i wreszcie złość, że zostawił go z tym samego, najstarszego, pierworodnego.

7, wieczór | Śmierciożercy | La Fantasmagorie
Przywykła do przemocy, do traktowania kobiecego ciała niczym własności, na której można wyładować złość i namiętność, ale nie sądziła, że Rosier kiedykolwiek podniesie na nią rękę. Paraliżujący gniew tylko na sekundę zabarwił się niedowierzaniem i cierpieniem zupełnie innego, nieokreślonego rodzaju: była przerażona odruchem, który nakazywał jej przeprosiny, uznanie swych błędów, ukorzenie się. To właśnie przed tym uciekała i tą zależność zamierzała zdusić w zarodku, niezależnie od ceny, jaką przyjdzie jej za to zapłacić.

8, południe | Cleese | Rezerwat
Chwilę po tym, jak Tristan wypowiedział formułę zaklęcia, które miało poświęcić jego siły i oddać je Arnoldowi, obraz przed oczami Rosiera zaczął się rozmywać - opanował go ból, narastająca bezsilność, ogólne osłabienie ciała. Zanim opadł bezwiednie na posadzkę, dostrzegł jeszcze kątem oka, jak Cleese się podnosi - najpewniej powróciły mu siły.

10, popołudnie | Bott, Ogden | Rezerwat
Nie byłem tego do końca świadomy, lecz robiłem minę wyrażającą intensywne myślenie. Co jak co rzadko mi się to zdarzało. Do tego pełna micha - to bardziej niż dla mnie było korzystniejsze na pewno dla Oliego i jego trzech krowich żołądków. No ale nie można było uznać tego, za jakiś gest.

10, wieczór | Deirdre | Wenus
Już nie należała do tego dusznego, dławiącego ją świata. Przechodziła gdzieś dalej, w nieznane, lecz jeśli mogła zaufać komukolwiek, oddając przyszłość w obce ręce, to mogła poddać się wyłącznie mężczyźnie, który pozwolił jej odkryć prawdziwą siebie, gwarantując równie rzeczywistą potęgę. Reszta – jej słabość, strach, skrajne uczucia - nie miała już znaczenia.

11, wieczór | Deirdre | Biała Willa
Gorąca posoka spłynęła w dół gardła, pociekła z kącików ust - oderwała się dopiero po ciągnącej się w nieskończoność chwili, uprzednio pogłębiając ranę, oznaczając go krwawą pieczęcią, poszarpanym odbiciem równych zębów. Smakował rdzą, triumfem i spełnieniem.

12, świt | Deirdre | Biała Willa
Coś jednak sprawiało, że wizja spędzenia pierwszego słonecznego dnia bez niego nie była aż tak cudowna, jak mogłaby się wydawać: zapewne ta sama mityczna niewiadoma, która nakazywała jej wynurzyć się tuż obok Tristana, wybijając go z pływackiego rytmu przelotnym dotykiem, przesuwając paznokciami po jego karku.

12, wieczór | Deirdre | Londyn
Spoglądał na nią drapieżnie, spokojnie i przeszywająco zarazem; przydługie włosy opadły mu na twarz, ozdobioną kroplami krwi, wąskie usta nieco drżały, wyraźnie zbladł; wystarczyłby ostry wzrok, wilczy i złowieszczy, lecz mówił dalej, dotykając ją mocno, głęboko, do żywego, umiejętnie wciskając mocne palce pomiędzy żebra, miażdżąc kości, chwytając trzepoczące nerwowo serce. Wyraźnie zbladła, uśmiech spłynął z jej pełnych ust i na nieznośnie długą sekundę, być może niemożliwą do wychwycenia, być może wyraźną jak krew spływająca po białej koszuli Alana - jej aura zmieniła się z gniewnej i triumfującej na przerażoną. Wiedział.

13, południe | Półwila | Londyn
Zjawił się krótko po czasie, kobiety lubią się spóźniać, a w tej zależności - nie miał zamiaru na nią czekać. Czarna staromodna szata zwracała na niego uwagę mugoli, ale nie wyglądał, jakby się tym przejmował; pod szyją uwiązany miał czarny fular, a brak rodowych ozdób pozostawał wynikiem noszonej żałoby. Nie kamuflował się w żaden sposób - bo tez nie potrafił, stroje mugoli były mu tak dalece obce, jak tylko obce być mogły. Obleczone w rękawice ze smoczej skóry dłonie obracały w rękach różdżkę częściowo skrytą wewnątrz rękawa, nie chciał niepotrzebnie budzić paniki, a w każdym razie - nie przed czasem.

15, popołudnie | Deirdre | Biała Willa
Nie chciała napotykać w Azkabanie żadnych innych stworzeń - ale jej obawy nie były istotne ani ważne; za rozkazem Czarnego Pana poszłaby prosto w płomienie, na pewną śmierć, czym więc była perspektywa utraty duszy? Istniała przecież szansa na powodzenie, pracowali nad tym, starając się spełnić powierzone im zadanie - a przy okazji wyczołgać się z najpilniej strzeżonego więzienia cało.

19, popołudnie | Fantine | Chateau Rose
Czuła się jak w bardzo złym śnie. W najgorszym z koszmarów - a przyczyna tkwiła w tej skośnookiej suce, której jeszcze przed kwadransem po prostu nie lubiła, a teraz pałała do niej tak silną nienawiścią, jaką czuła nader rzadko. Tylko ostrzegawcza nuta w głosie brata, drapieżny błysk w oku, przez który skuliła się w sobie, nie pozwoliły jej syknąć, że otruje Deirdre przy najbliższej, możliwej okazji.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
 

Tristan Rosier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Tristan Rosier
» Tristan Rosier
» Darcy Rosier
» Cedrina Rosier
» Rosier

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Woreczki z wsiąkiewki-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17