Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Miasteczko Yeovil
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Miasteczko Yeovil

Na początku dwudziestego wieku Yeovil zyskało renomę związaną z produkcją mugolskich maszyn wojennych. Fabryki rozwijały się prędko i prężnie, ludność była technicznie utalentowana, a to zwróciło uwagę wroga, więc podczas drugiej wojny światowej miasto zbombardowano. Nie zniszczyło to jednak ducha mieszkańców, którzy zabrali się za odbudowę utraconej architektury. Odpoczynku w Yeovil można zaznać przede wszystkim w wielkim parku, jakiego najznakomitszy element stanowi Ninesprings. Odnaleźć tam można rzeźby pochodzące z dawnych er, a także ośrodki lokalnej gastronomii, nauki i muzea, szczególnie traktujące o technologicznym rozwoju człowieka.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Yeovil - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Trixie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 94
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Yeovil - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Ech, gdyby wszystkie dzieci były takie, jak mały miłościk gwiazd... Castor uniknąłby wtedy losu poturbowanego młodego mężczyzny i mógłby przynajmniej udawać, że jest najtwardszą ze zgromadzonych w sali osób, dużych i małych. Będzie musiał jednak zapamiętać, by za tydzień zjawić się w tym miejscu ponownie. Nic przecież nie podłamywało dziecięcych nastrojów mocniej niż niespełnione obietnice. Kto wie, może w tym małym brzdącu drzemał duch człowieka, który zrewolucjonizuje astronomię? Albo przynajmniej jej rozumienie? Wszystkie te dzieci miały przed sobą długie życie i nielimitowany zasób szans. Trixie, Sheila i on mieli tylko podtrzymać ich w przekonaniu, że nawet coś, co czai się w ukryciu i wypełza w formie dziwnej magii zbudzającej ich ze snu, nie może stanąć im na przeszkodzie.
Bo przecież nawet siniaki nie będą dla niego wielkim wyzwaniem. Znał się trochę na magii leczniczej, ze zwykłymi wykwitami podskórnymi mógł sobie poradzić całkiem sprawnie. Ale jednak jakaś część jego dramatycznej duszy pragnęła przynajmniej trochę poobnosić się ze śladami zdobytymi na tym bardzo burzliwym i energetycznym froncie. Przynajmniej do wesela, jak to zasugerowała w myślach Trixie, bo i to zbliżało się wielkimi krokami. Aż dziw go brał gdy myślał, że pomimo wojny, pomimo ścisłego skupienia na zadaniu, którym wykazywali się wszyscy ludzie wspierający ich sprawę, życie obok toczyło się dalej. Dzieci się rodziły, starce umierali, ludzie zakochiwali się w sobie, brali śluby, potrafili się cieszyć. I choć stawali przed coraz to większymi wyzwaniami, nigdy nie przeszło im przez myśl, że to koniec.
Bo mieli się dla kogo starać. Jeżeli nie dla własnych rodzin, to dla tych dzieciaków, które właśnie przytulały się do niego i mamrotały nieskładne przeprosiny. Dla dziewczynki, która pragnęła zobaczyć kolorowe kunegundy, dla znikającego, ale choć trochę najedzonego pajdą chleba chłopca, dla przysypiających maluchów i czuwającą nad siostrami Sally.
Jeszcze kiedyś się zobaczymy, maluchy.
— Pokazaliście dziś wszyscy, jak bardzo odważni jesteście. Że potraficie się sobą zaopiekować i nawet gdy nie zgadzacie się ze sobą, potraficie się pogodzić — odezwał się wreszcie, gdy przytulający się chłopcy uspokoili się na tyle, aby wreszcie od niego odejść. Castor pozwolił sobie przesunąć powoli palcami po dole szczęki; skóra była rozgrzana, miejsce pulsowało coraz to słabiej, lecz tępy ból pozostanie z nim jeszcze trochę. — I tak jak żyję ponad sto lat, tak nigdy nie widziałem takich dzielnych dzieci. Moim zdaniem będziecie wspaniałymi leśnymi wojownikami.
Spojrzał w tamtym momencie na Sheilę, jednocześnie kiwając głową tak, by bez słów przekazać jej, że czuje się już dobrze. Ba, nawet udało mu się dźwignąć z ziemi, choć nogi miał raczej miękkie, a w głowie nieco zbyt lekko niż normalnie. Ale byli w środku bardzo ciężkiej nocy, wyczerpującej tak fizycznie, jak i psychicznie. Gdy dzieci złożą się do snu, ich opiekunowie będą mieli chwilę dla siebie.
Pomógł dziewczętom w rozdysponowaniu koców pomiędzy ich wychowanków. Na całe szczęście okazało się, że zabranych przez Trixie nakryć było więcej niż dzieci, dlatego też pozostałe zaczął zwijać w rulony, aby podłożyć je dzieciom pod głowy w formie poduszki. Po wszystkim zasiadł już naprawdę zmęczony, na środku sali, przyjmując na klatę ostatnie — miejmy nadzieję — wyzwanie tej nocy.
Czymże byłby sen bez bajki na dobranoc.
— Dawno, dawno temu, tak dawno, że nawet sam Merlin był jeszcze małym brzdącem, było sobie piękne miasteczko zamieszkane przez bardzo dzielnych ludzi. Słynęło ono z hodowli niesamowicie kolorowych kunegund, które przybierały wszystkie kolory tęczy i nie tylko! Zielone, niebieskie, czerwone, pomarańczowe, różowe i nawet żółte... W ciągu dnia zajmowali się nimi dorośli, lecz to po zmroku miasteczko było prawdziwie ciekawe — choć historia rozpoczął, mówiąc w swej standardowej głośności, z każdym słowem delikatnie się ściszał. Historia może nie znajdowała się w kanonie Baśni Barda Beedle'a, ale Castor naprawdę się starał. — Najgrzeczniejszym z dzieci zamieszkujących miasteczko pozwalano czasami podchodzić do lasu, w którym mieszkała piękna leśna nimfa. Dzieci wiedziały, że nimfa bardzo je kocha, dlatego gdy pewnego dnia zobaczyli ją smutną, od razu postanowiły, że muszą temu zaradzić. Nie wiedziały tylko jak. Wtem, jedna z dziewczynek zaproponowała, by udali się wszyscy do pewnego bardzo starego czarodzieja, który dzięki jedzeniu warzyw nie wyglądał wcale na tak starego, jakim jest. Był to człowiek bardzo dobry, dlatego też wiedział, jak pocieszyć smutną leśną nimfę.
Wyciągnął ręce do góry, wyciągając się. Jednocześnie próbował powstrzymać bardzo nachalną chęć ziewnięcia. Oraz ukryć fakt, że bardzo zgrabnie podarował sobie kilka komplementów.
— Dzieci musiały odnaleźć feniksa. Te niezwykłe ptaki są bowiem symbolami nadziei, które rozświetlą nawet mrok w najciemniejszej, najgęściej porośniętej części lasu. Jednakże feniksy nie dawały się odnaleźć byle komu. Stary czarodziej zapewniał jednak dzieci, że gdy będą bardzo chciały, na pewno uda im się go odnaleźć. Niestety, dzieci nie wiedziały gdzie szukać feniksa. Szukały cały dzień, od samego ranka aż po wieczór, aż wreszcie, gdy przyszedł zmierzch, ułożyły się grzecznie spać. Wszystko wskazywało na to, że będzie to noc jak każda inna, jednakże wszystkie dzieci śniły ten sam sen! W śnie mogły porozmawiać z bardzo miłą, młodą damą. Wyglądała jak prawdziwa księżniczka, w długiej, różowej sukience, którą sama uszyła. Dama ta oświadczyła im, że wszyscy śnią ten sam sen dzięki niej. Wyczuła bowiem, że dzieci potrzebują jej pomocy i to właśnie pragnienia czystych serc przywołały ją do nich tej nocy. Dzieci musiały tylko przysiąść, że naprawdę zależy im na szczęściu leśnej nimfy. Oczywiście wszystkie dzieci złożyły przysięgę, po której strażniczka snów — tym bowiem była tajemnicza dama — oznajmiła im, że zostali prawdziwymi leśnymi wojownikami.
Na rany Morgany, opowiadanie bajek było jednocześnie zaskakująco przyjemne, jak i pochłaniające. Oddałby dużo za możliwość zwilżenia czymś gardła, ale nie miał serca przerywać historii i robić rabanu. Przełknął więc ślinę, zawierzając ślepemu losowi to, na ile taka prymitywna forma zwilżenia aparatu mowy mu wystarczy.
— Następnego ranka leśni wojownicy wyruszyli na poszukiwania feniksa. Rodzice, chcąc chronić dzieci, bowiem bardzo je kochali, podarowali każdemu po jednej kunegundzie. I to właśnie z ich pomocą dzielni wojownicy przeczesywali las w poszukiwaniu ognistego ptaka. Gdy znów robiło się ciemno, a leśni wojownicy zaczynali być zmęczeni, zaczęli zbierać się do domu. Jednak jedna kunegunda, zielona w żółte kropki, pochwyciła trop i pobiegła wgłąb lasu. Niewiele myśląc, wojownicy ruszyli za nią. Biegli bardzo, bardzo długo, aż wpadli w sam środek ciemnego lasu. I wtedy poczuli dym. Niektórzy z leśnych bojowników przestraszyli się, że może w lesie panował pożar, lecz wciąż było bardzo ciemno, ledwo widać było kunegundy i czubki małych nosów. Wtem, jedna z kunegund poruszyła się prędko, ogonem wskazując na jedną, malutką iskierkę. Im bardziej wojownicy przyglądali się iskierce, tym bardziej ona rosła. Rosła, rosła, rosła, aż wreszcie z iskierki zmieniła się w płomyk, a z płomyka w prawdziwy, duży płomień. Wojownicy przyglądali się płomieniowi z zaciekawieniem, aż wyrosły mu skrzydła, głowa, ogon oraz spiczasty dziób. To feniks! Znaleźli go!
Zaczerwienione z emocji poliki świadczyły o tym, że chyba zbyt mocno wczuł się w tkaną przez siebie historię. Jednakże zauważył, że niektóre z dzieci już odpłynęły w krainę snów, co przyjął z niewymowną ulgą. Musiał jednak kontynuować dla tych ze swych słuchaczy, którzy mieli trudności z zaśnięciem.
— Leśni wojownicy pobiegli po piękną nimfę, która rozpromieniła się na widok feniksa. Widząc go podeszła do ptaka, wyciągając do niego ręce. Wojownicy przestraszyli się, że nimfa się sparzy, jednak gdy ta dotknęła ptaka, nagle w samym środku lasu zrobiło się równie jasno, co na głównym placu miasteczka w samo południe. "Dziękuję wam, leśni wojownicy", powiedziała nimfa, zaczynając swój leśny taniec. "Gdyby nie wasza wielka miłość i czyste serca, nigdy nie odnaleźlibyście feniksa, a las na zawsze byłby miejscem ciemnym i smutnym". Wszyscy usłyszeli za sobą cichy chichot, a gdy odwrócili się, zobaczyli starego czarodzieja oraz strażniczkę snów, przyglądających się im z daleka. "Brawo, leśni wojownicy" mówiła strażniczka snów z szerokim uśmiechem na ustach. "Właśnie poznaliście siłę nadziei i dobra". Stary czarodziej również przyglądał się leśnym wojownikom z bardzo dużą dumą. "Mówiłem, że sobie poradzą. Właśnie przeszliście pierwszą próbę. Teraz gdy nimfa jest bezpieczna, stoi przed wami jeszcze większe wyzwanie. Gdyby kiedyś znów zrobiło się ciemno i smutno, będziecie bronić się wzajemnie. Już wiecie, gdzie szukać feniksa. A jeżeli bardzo, bardzo będziecie tego chcieli, w snach odwiedzi was strażniczka, nimfa i ja. Kiedy tylko będziecie chcieli". Kunegundy zamachały wesoło ogonami, po czym przytuliły się do leśnych wojowników. Każdy z nich mógł zabrać jedną ze sobą do domu tak, by żaden z leśnych wojowników nigdy nie był sam, nawet gdy nie ma obok niego przyjaciół. A gdy przed zaśnięciem wojownicy zamykali okna w swych sypialni, zobaczyli malutki płomyk tańczący przed swoimi oknami. To feniks przyleciał do ich rodziców, aby i oni mogli mieć spokojne sny.


From my rotting body
flowers shall grow
and i am in them, and that is

eternity
Castor Sprout
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 23/24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
If there is a liberty in this clear blue sky
I won’t mind tearing up these wings of pride
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999

Powrót do góry Go down

Spoglądała na te wszystkie dzieci, tak pełne życia i jednocześnie niekoniecznie różniące się tak wiele od wszystkich dorosłych. Niektóre się bały, niektóre próbowały być odważnie, niektóre najpewniej po prostu chciały mieć spokój. Może i nie rozumiały sytuacji, nie odczuwały tego tak mocno, skoro niektóre z nich wychowały się bardziej w czasach wojny niż w czasach pokoju, ale teraz coś dotykało bezpośrednio nich. Mroczny znak nie musiał być wiadomym symbolem – wielka czaszka na niebie nie budziła pozytywnych skojarzeń. Może nie zapomną o tym, ale przynajmniej będą pamiętać dobroć, jaką ich dziś otoczono. I może jeszcze kiedyś będą chcieli tę dobroć kiedyś przekazać. I może kiedy wrócą do rodziców, będą się czuć spokojniej i ten spokój zaniosą dorosłym.
Cieszyło ją to, jak pozostali dawali sobie radę. Na pewno mieli równie wielkie problemy, ale mimo to poświęcili swój wieczór – czy też noc raczej, patrząc po okolicy – aby nieść pomoc obcym dzieciom. Nic więc dziwnego, że kiedy dzieci powoli wymieniały to, za co najbardziej lubią swoich kolegów, Sheila akurat pochyliła się w stronę Trixie, ostrożnie ściskając jej dłoń, kiedy pochyliła się w jej kierunku.
- Świetnie ci dziś poszło. – Taki komplement chciała też przekazać Castorowi, ale ten wydawał się póki co zajęty, a nie dało się nie poświęcić kolejnego uśmiechu, kiedy spoglądało się na to, jak obydwaj chłopcy wtulali się w młodego Sprouta. Miała wrażenie, że gdyby któreś z jej obecnych kolegów pozwoliło sobie na przyszłościowe zostanie rodzicem, zdecydowanie byliby w tym niesamowicie dobrzy. Mieli dużo miłości, cierpliwości i ciepła, które pozwoliło im uspokoić dzisiaj wszystkie dzieci, nawet przy wybuchach agresji czy magii dziecięcej.
Miała już gotową bajkę, ale wydawało się, że Castor potrafi już coś dodać od siebie – sama więc podniosła się, szykując każde miejsce jeszcze dla wszystkich, pomagając dziewczynkom w uporządkowaniu ich fryzur, gdzie niektóre z nich miały w swoich włosach zaplątane jeszcze pojedyncze spinki. Okrywając kocem każde z dzieci, ostrożnie zawijała je i uśmiechała się do nich, starając się powiedzieć im jeszcze coś miłego do snu. Wiedziała, że najpewniej się już nie spotkają, ale taki los leśnych nimf – ich światy nie były takie same i pewnie większość rodziców nie będzie chciała aby wokół ich dzieci kręciła się cyganka. Cóż, za złe im tego nie miała…miło było jednak spędzić dzień z tymi, którzy nie uważali jej za gorszą, niezależnie, czy byli to jej (prawie) rówieśnicy, czy może jednak małe dzieci.
Sama wsłuchiwała się w opowieści Castora, uśmiechając się lekko. Mimo wszystko, wiedziała kiedy powinna wracać i ten moment już nastał, dlatego kiedy w sali zapadła cisza, sama podniosła się ze swojego miejsca, pochylając się w stronę obecnych na miejscu.
- Powinnam już iść, i tak wyszłam na dłużej niż planowałam. Mam nadzieję, że dacie sobie radę. – Widziała, że i tak w stronę szkoły zmierza parę rodziców, dlatego wolała też wrócić póki jeszcze mogła. Odeszła kawałek, teleportując się – a niebawem potem do szkoły przyszli rodzice, odbierając swoje dzieci i pozwalając, aby Castor i Trixie mogli wrócić do siebie i odpocząć, z poczuciem, że dzięki nim dzieci spędziły o wiele spokojniejszy wieczór.

ztx3


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Miasteczko Yeovil

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach