Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Miasteczko Yeovil
AutorWiadomość
Miasteczko Yeovil [odnośnik]09.06.21 9:55
First topic message reminder :

Miasteczko Yeovil

Na początku dwudziestego wieku Yeovil zyskało renomę związaną z produkcją mugolskich maszyn wojennych. Fabryki rozwijały się prędko i prężnie, ludność była technicznie utalentowana, a to zwróciło uwagę wroga, więc podczas drugiej wojny światowej miasto zbombardowano. Nie zniszczyło to jednak ducha mieszkańców, którzy zabrali się za odbudowę utraconej architektury. Odpoczynku w Yeovil można zaznać przede wszystkim w wielkim parku, jakiego najznakomitszy element stanowi Ninesprings. Odnaleźć tam można rzeźby pochodzące z dawnych er, a także ośrodki lokalnej gastronomii, nauki i muzea, szczególnie traktujące o technologicznym rozwoju człowieka.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Yeovil - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Miasteczko Yeovil [odnośnik]14.10.21 19:40
The member 'Trixie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 94
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Yeovil - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Yeovil [odnośnik]15.10.21 19:05
Ech, gdyby wszystkie dzieci były takie, jak mały miłościk gwiazd... Castor uniknąłby wtedy losu poturbowanego młodego mężczyzny i mógłby przynajmniej udawać, że jest najtwardszą ze zgromadzonych w sali osób, dużych i małych. Będzie musiał jednak zapamiętać, by za tydzień zjawić się w tym miejscu ponownie. Nic przecież nie podłamywało dziecięcych nastrojów mocniej niż niespełnione obietnice. Kto wie, może w tym małym brzdącu drzemał duch człowieka, który zrewolucjonizuje astronomię? Albo przynajmniej jej rozumienie? Wszystkie te dzieci miały przed sobą długie życie i nielimitowany zasób szans. Trixie, Sheila i on mieli tylko podtrzymać ich w przekonaniu, że nawet coś, co czai się w ukryciu i wypełza w formie dziwnej magii zbudzającej ich ze snu, nie może stanąć im na przeszkodzie.
Bo przecież nawet siniaki nie będą dla niego wielkim wyzwaniem. Znał się trochę na magii leczniczej, ze zwykłymi wykwitami podskórnymi mógł sobie poradzić całkiem sprawnie. Ale jednak jakaś część jego dramatycznej duszy pragnęła przynajmniej trochę poobnosić się ze śladami zdobytymi na tym bardzo burzliwym i energetycznym froncie. Przynajmniej do wesela, jak to zasugerowała w myślach Trixie, bo i to zbliżało się wielkimi krokami. Aż dziw go brał gdy myślał, że pomimo wojny, pomimo ścisłego skupienia na zadaniu, którym wykazywali się wszyscy ludzie wspierający ich sprawę, życie obok toczyło się dalej. Dzieci się rodziły, starce umierali, ludzie zakochiwali się w sobie, brali śluby, potrafili się cieszyć. I choć stawali przed coraz to większymi wyzwaniami, nigdy nie przeszło im przez myśl, że to koniec.
Bo mieli się dla kogo starać. Jeżeli nie dla własnych rodzin, to dla tych dzieciaków, które właśnie przytulały się do niego i mamrotały nieskładne przeprosiny. Dla dziewczynki, która pragnęła zobaczyć kolorowe kunegundy, dla znikającego, ale choć trochę najedzonego pajdą chleba chłopca, dla przysypiających maluchów i czuwającą nad siostrami Sally.
Jeszcze kiedyś się zobaczymy, maluchy.
— Pokazaliście dziś wszyscy, jak bardzo odważni jesteście. Że potraficie się sobą zaopiekować i nawet gdy nie zgadzacie się ze sobą, potraficie się pogodzić — odezwał się wreszcie, gdy przytulający się chłopcy uspokoili się na tyle, aby wreszcie od niego odejść. Castor pozwolił sobie przesunąć powoli palcami po dole szczęki; skóra była rozgrzana, miejsce pulsowało coraz to słabiej, lecz tępy ból pozostanie z nim jeszcze trochę. — I tak jak żyję ponad sto lat, tak nigdy nie widziałem takich dzielnych dzieci. Moim zdaniem będziecie wspaniałymi leśnymi wojownikami.
Spojrzał w tamtym momencie na Sheilę, jednocześnie kiwając głową tak, by bez słów przekazać jej, że czuje się już dobrze. Ba, nawet udało mu się dźwignąć z ziemi, choć nogi miał raczej miękkie, a w głowie nieco zbyt lekko niż normalnie. Ale byli w środku bardzo ciężkiej nocy, wyczerpującej tak fizycznie, jak i psychicznie. Gdy dzieci złożą się do snu, ich opiekunowie będą mieli chwilę dla siebie.
Pomógł dziewczętom w rozdysponowaniu koców pomiędzy ich wychowanków. Na całe szczęście okazało się, że zabranych przez Trixie nakryć było więcej niż dzieci, dlatego też pozostałe zaczął zwijać w rulony, aby podłożyć je dzieciom pod głowy w formie poduszki. Po wszystkim zasiadł już naprawdę zmęczony, na środku sali, przyjmując na klatę ostatnie — miejmy nadzieję — wyzwanie tej nocy.
Czymże byłby sen bez bajki na dobranoc.
— Dawno, dawno temu, tak dawno, że nawet sam Merlin był jeszcze małym brzdącem, było sobie piękne miasteczko zamieszkane przez bardzo dzielnych ludzi. Słynęło ono z hodowli niesamowicie kolorowych kunegund, które przybierały wszystkie kolory tęczy i nie tylko! Zielone, niebieskie, czerwone, pomarańczowe, różowe i nawet żółte... W ciągu dnia zajmowali się nimi dorośli, lecz to po zmroku miasteczko było prawdziwie ciekawe — choć historia rozpoczął, mówiąc w swej standardowej głośności, z każdym słowem delikatnie się ściszał. Historia może nie znajdowała się w kanonie Baśni Barda Beedle'a, ale Castor naprawdę się starał. — Najgrzeczniejszym z dzieci zamieszkujących miasteczko pozwalano czasami podchodzić do lasu, w którym mieszkała piękna leśna nimfa. Dzieci wiedziały, że nimfa bardzo je kocha, dlatego gdy pewnego dnia zobaczyli ją smutną, od razu postanowiły, że muszą temu zaradzić. Nie wiedziały tylko jak. Wtem, jedna z dziewczynek zaproponowała, by udali się wszyscy do pewnego bardzo starego czarodzieja, który dzięki jedzeniu warzyw nie wyglądał wcale na tak starego, jakim jest. Był to człowiek bardzo dobry, dlatego też wiedział, jak pocieszyć smutną leśną nimfę.
Wyciągnął ręce do góry, wyciągając się. Jednocześnie próbował powstrzymać bardzo nachalną chęć ziewnięcia. Oraz ukryć fakt, że bardzo zgrabnie podarował sobie kilka komplementów.
— Dzieci musiały odnaleźć feniksa. Te niezwykłe ptaki są bowiem symbolami nadziei, które rozświetlą nawet mrok w najciemniejszej, najgęściej porośniętej części lasu. Jednakże feniksy nie dawały się odnaleźć byle komu. Stary czarodziej zapewniał jednak dzieci, że gdy będą bardzo chciały, na pewno uda im się go odnaleźć. Niestety, dzieci nie wiedziały gdzie szukać feniksa. Szukały cały dzień, od samego ranka aż po wieczór, aż wreszcie, gdy przyszedł zmierzch, ułożyły się grzecznie spać. Wszystko wskazywało na to, że będzie to noc jak każda inna, jednakże wszystkie dzieci śniły ten sam sen! W śnie mogły porozmawiać z bardzo miłą, młodą damą. Wyglądała jak prawdziwa księżniczka, w długiej, różowej sukience, którą sama uszyła. Dama ta oświadczyła im, że wszyscy śnią ten sam sen dzięki niej. Wyczuła bowiem, że dzieci potrzebują jej pomocy i to właśnie pragnienia czystych serc przywołały ją do nich tej nocy. Dzieci musiały tylko przysiąść, że naprawdę zależy im na szczęściu leśnej nimfy. Oczywiście wszystkie dzieci złożyły przysięgę, po której strażniczka snów — tym bowiem była tajemnicza dama — oznajmiła im, że zostali prawdziwymi leśnymi wojownikami.
Na rany Morgany, opowiadanie bajek było jednocześnie zaskakująco przyjemne, jak i pochłaniające. Oddałby dużo za możliwość zwilżenia czymś gardła, ale nie miał serca przerywać historii i robić rabanu. Przełknął więc ślinę, zawierzając ślepemu losowi to, na ile taka prymitywna forma zwilżenia aparatu mowy mu wystarczy.
— Następnego ranka leśni wojownicy wyruszyli na poszukiwania feniksa. Rodzice, chcąc chronić dzieci, bowiem bardzo je kochali, podarowali każdemu po jednej kunegundzie. I to właśnie z ich pomocą dzielni wojownicy przeczesywali las w poszukiwaniu ognistego ptaka. Gdy znów robiło się ciemno, a leśni wojownicy zaczynali być zmęczeni, zaczęli zbierać się do domu. Jednak jedna kunegunda, zielona w żółte kropki, pochwyciła trop i pobiegła wgłąb lasu. Niewiele myśląc, wojownicy ruszyli za nią. Biegli bardzo, bardzo długo, aż wpadli w sam środek ciemnego lasu. I wtedy poczuli dym. Niektórzy z leśnych bojowników przestraszyli się, że może w lesie panował pożar, lecz wciąż było bardzo ciemno, ledwo widać było kunegundy i czubki małych nosów. Wtem, jedna z kunegund poruszyła się prędko, ogonem wskazując na jedną, malutką iskierkę. Im bardziej wojownicy przyglądali się iskierce, tym bardziej ona rosła. Rosła, rosła, rosła, aż wreszcie z iskierki zmieniła się w płomyk, a z płomyka w prawdziwy, duży płomień. Wojownicy przyglądali się płomieniowi z zaciekawieniem, aż wyrosły mu skrzydła, głowa, ogon oraz spiczasty dziób. To feniks! Znaleźli go!
Zaczerwienione z emocji poliki świadczyły o tym, że chyba zbyt mocno wczuł się w tkaną przez siebie historię. Jednakże zauważył, że niektóre z dzieci już odpłynęły w krainę snów, co przyjął z niewymowną ulgą. Musiał jednak kontynuować dla tych ze swych słuchaczy, którzy mieli trudności z zaśnięciem.
— Leśni wojownicy pobiegli po piękną nimfę, która rozpromieniła się na widok feniksa. Widząc go podeszła do ptaka, wyciągając do niego ręce. Wojownicy przestraszyli się, że nimfa się sparzy, jednak gdy ta dotknęła ptaka, nagle w samym środku lasu zrobiło się równie jasno, co na głównym placu miasteczka w samo południe. "Dziękuję wam, leśni wojownicy", powiedziała nimfa, zaczynając swój leśny taniec. "Gdyby nie wasza wielka miłość i czyste serca, nigdy nie odnaleźlibyście feniksa, a las na zawsze byłby miejscem ciemnym i smutnym". Wszyscy usłyszeli za sobą cichy chichot, a gdy odwrócili się, zobaczyli starego czarodzieja oraz strażniczkę snów, przyglądających się im z daleka. "Brawo, leśni wojownicy" mówiła strażniczka snów z szerokim uśmiechem na ustach. "Właśnie poznaliście siłę nadziei i dobra". Stary czarodziej również przyglądał się leśnym wojownikom z bardzo dużą dumą. "Mówiłem, że sobie poradzą. Właśnie przeszliście pierwszą próbę. Teraz gdy nimfa jest bezpieczna, stoi przed wami jeszcze większe wyzwanie. Gdyby kiedyś znów zrobiło się ciemno i smutno, będziecie bronić się wzajemnie. Już wiecie, gdzie szukać feniksa. A jeżeli bardzo, bardzo będziecie tego chcieli, w snach odwiedzi was strażniczka, nimfa i ja. Kiedy tylko będziecie chcieli". Kunegundy zamachały wesoło ogonami, po czym przytuliły się do leśnych wojowników. Każdy z nich mógł zabrać jedną ze sobą do domu tak, by żaden z leśnych wojowników nigdy nie był sam, nawet gdy nie ma obok niego przyjaciół. A gdy przed zaśnięciem wojownicy zamykali okna w swych sypialni, zobaczyli malutki płomyk tańczący przed swoimi oknami. To feniks przyleciał do ich rodziców, aby i oni mogli mieć spokojne sny.


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Miasteczko Yeovil [odnośnik]16.10.21 15:41
Spoglądała na te wszystkie dzieci, tak pełne życia i jednocześnie niekoniecznie różniące się tak wiele od wszystkich dorosłych. Niektóre się bały, niektóre próbowały być odważnie, niektóre najpewniej po prostu chciały mieć spokój. Może i nie rozumiały sytuacji, nie odczuwały tego tak mocno, skoro niektóre z nich wychowały się bardziej w czasach wojny niż w czasach pokoju, ale teraz coś dotykało bezpośrednio nich. Mroczny znak nie musiał być wiadomym symbolem – wielka czaszka na niebie nie budziła pozytywnych skojarzeń. Może nie zapomną o tym, ale przynajmniej będą pamiętać dobroć, jaką ich dziś otoczono. I może jeszcze kiedyś będą chcieli tę dobroć kiedyś przekazać. I może kiedy wrócą do rodziców, będą się czuć spokojniej i ten spokój zaniosą dorosłym.
Cieszyło ją to, jak pozostali dawali sobie radę. Na pewno mieli równie wielkie problemy, ale mimo to poświęcili swój wieczór – czy też noc raczej, patrząc po okolicy – aby nieść pomoc obcym dzieciom. Nic więc dziwnego, że kiedy dzieci powoli wymieniały to, za co najbardziej lubią swoich kolegów, Sheila akurat pochyliła się w stronę Trixie, ostrożnie ściskając jej dłoń, kiedy pochyliła się w jej kierunku.
- Świetnie ci dziś poszło. – Taki komplement chciała też przekazać Castorowi, ale ten wydawał się póki co zajęty, a nie dało się nie poświęcić kolejnego uśmiechu, kiedy spoglądało się na to, jak obydwaj chłopcy wtulali się w młodego Sprouta. Miała wrażenie, że gdyby któreś z jej obecnych kolegów pozwoliło sobie na przyszłościowe zostanie rodzicem, zdecydowanie byliby w tym niesamowicie dobrzy. Mieli dużo miłości, cierpliwości i ciepła, które pozwoliło im uspokoić dzisiaj wszystkie dzieci, nawet przy wybuchach agresji czy magii dziecięcej.
Miała już gotową bajkę, ale wydawało się, że Castor potrafi już coś dodać od siebie – sama więc podniosła się, szykując każde miejsce jeszcze dla wszystkich, pomagając dziewczynkom w uporządkowaniu ich fryzur, gdzie niektóre z nich miały w swoich włosach zaplątane jeszcze pojedyncze spinki. Okrywając kocem każde z dzieci, ostrożnie zawijała je i uśmiechała się do nich, starając się powiedzieć im jeszcze coś miłego do snu. Wiedziała, że najpewniej się już nie spotkają, ale taki los leśnych nimf – ich światy nie były takie same i pewnie większość rodziców nie będzie chciała aby wokół ich dzieci kręciła się cyganka. Cóż, za złe im tego nie miała…miło było jednak spędzić dzień z tymi, którzy nie uważali jej za gorszą, niezależnie, czy byli to jej (prawie) rówieśnicy, czy może jednak małe dzieci.
Sama wsłuchiwała się w opowieści Castora, uśmiechając się lekko. Mimo wszystko, wiedziała kiedy powinna wracać i ten moment już nastał, dlatego kiedy w sali zapadła cisza, sama podniosła się ze swojego miejsca, pochylając się w stronę obecnych na miejscu.
- Powinnam już iść, i tak wyszłam na dłużej niż planowałam. Mam nadzieję, że dacie sobie radę. – Widziała, że i tak w stronę szkoły zmierza parę rodziców, dlatego wolała też wrócić póki jeszcze mogła. Odeszła kawałek, teleportując się – a niebawem potem do szkoły przyszli rodzice, odbierając swoje dzieci i pozwalając, aby Castor i Trixie mogli wrócić do siebie i odpocząć, z poczuciem, że dzięki nim dzieci spędziły o wiele spokojniejszy wieczór.

ztx3


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Miasteczko Yeovil [odnośnik]25.03.22 18:19
26.03.1958, wieczór

Hep!
Jeszcze przed chwilą Deimos wpatrywał się w bardzo miłą panią, która pachniała trochę jak mama, co było dziwne, bo tylko mama pachniała jak mama, ale teraz był gdzieś… w czymś…
To było bardzo dziwne. Wszystko trzęsło się, warczało jak prawie całe stado wściekłych bestii, a za szybami… oknami przesuwał się krajobraz.
Fancourt chyba kiedyś miał taki sen. W tym śnie zjadł go smok, ale ten smok nie wiedział, że chłopiec był dzielny i dokładnie wiedział, co w takich sytuacjach robić. No więc poszedł po jego gardzieli wprost do głowy i tam było takie wilki mięsne coś, i jak to się naciskało, to smok zrobił dokładnie to, co Deimos chciał - latał wysoko-wysoko albo ział ogniem i palił wszystkie miasta oraz wsie, jakie stanęły mu na przeszkodzie. Ale nie to było najciekawsze! W tym śnie młody Fancourt mógł patrzeć na świat oczami smoka! I wszystko było takie malutkie! A on taaaki wielki!
Także wszystko to, co doświadczał obecnie, bardzo mocno przypominało tamten sen. Tylko nie znajdował się jakoś bardzo wysoko. I nie było takiego ciekawego mięsnego czegoś do naciskania, tylko jakieś kółko, które trzymał w dłoniach jakiś mężczyzna. Ale nie tylko koło było ciekawe. W… czymkolwiek się znajdował, przed nim, tuż pod dużym oknem były jakieś guziki, pstryczki, wajchy. To wszystko wyglądało trochę jak element Kolejki Goblinów, na którą bardzo chciał iść, ale ani ojciec, ani dziadkowie z niewiadomego powodu nie chcieli go tam puścić.
Oczywiście. Jak zawsze. Wszystko, co najciekawsze, najszybsze i najszaleńsze było mu zakazywane...
Ale teraz… no teraz nie było nikogo obok. No prawie. A jeśli to jest jak Kolejka Goblinów… to może też potrafi być szybkie?
Tylko co robić z tym kimś, kto trzyma kółko? I po co ono jest?
-Przepraszam, czy to jest wagonik z Kolejki Goblinów? - zapytał wprost. Był już prawie dorosły, wybrał się w ogromną podróż, więc będzie zachowywać się, jak na mężczyznę przystało i postawi sprawę jasno.
-Bo jeśli tak, to czy mógłbym to sobie zatrzymać? Albo kupić?
Szybki wagonik na własność! To ci dopiero będzie!
Deimos Fancourt
Zawód : wirtuoz gry na nerwach dorosłych
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I have never tried that before, so I think I should definitely be able to do that.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10877-deimos-vale#331434 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10923-deimos-vale https://www.morsmordre.net/t10924-deimos-o-vale#332809
Re: Miasteczko Yeovil [odnośnik]08.05.22 1:08
Nie umiał już nawet stwierdzić, czy ostatnimi dniami wszystko pędziło czy jednak wlekło się jak tylko mogło. Miał wrażenie, że cała radość którą jeszcze miał z pobytu w Dolinie po prostu dramatycznie rosła, a on z niepokojem obserwował jak kolejni sąsiedzi wynoszą się za granicę, nie chcąc mieć nic wspólnego z wojną. Wiedział o tym problemie, sugerując w listach do rodziny aby zrobili to samo, udając się gdzieś gdzie obecna sytuacja nie miała na nich wpływu. Sam myślał o tym, ostatecznie jednak nigdy nie wykonując czegokolwiek w tym kierunku. Jedną wojnę przeżył i wiedział, jak wpływała na ludzi, dlatego starał się jak mógł zachowywać spokój i być tutaj, pomagać jak dawał radę. Mało który czarodziej bez odpowiednich „korzeni” wiedział jak zarządzać sprawą, starał się więc być rozjemcą problemów, tłumaczyć mugolskie zagadnienia, czy po prostu być jeżeli ktoś (zwłaszcza Louis) tego potrzebował.
Dziś musiał wybrać się do innego miasta, gotowy na odebranie towaru dla miejscowego sklepu. Nawet jeżeli czarodzieje starali się wytyczać jakieś szlaki, wciąż ciężko było załatwiać sprawy w różnych miejscach kraju jednocześnie, dlatego jeżeli mógł się przydać, robić to jak tylko mógł. Póki co kierował się bocznymi drogami, nie czując potrzeby unikania korków a raczej potencjalnego zagrożenia. Musiał zdecydowanie kupić swoje własne auto (póki jedynie użyczając go od dobrych ludzi którzy korzystali z jego pomocy dzięki temu), a jeszcze bardziej potrzebował kupić swoją własną broń. Niby nic, ale lepsze to niż rzucanie się z pięściami.
Silnik mruczał cicho kiedy on sam wpatrywał się w mapę, próbując na ten moment zaobserwować najłatwiejszą i najbardziej efektywną trasę, ruszając po tym jak złożył mapę przez co nie usłyszał tego charakterystycznego trzaśnięcia, skupiony na trudnym zakręcie…chyba dlatego tak mocno wcisnął hamulce gdy obok niego odezwał się jakiś głos. Ciśnienie natychmiast mu skoczyło, kiedy niemal rozsmarował się na szybie, spoglądając na to, kto siedzi obok niego.
Dziecko. Skąd, na boga, nagle w jego aucie pojawiło się dziecko. Żadnego nie miał (tego akurat był pewien) a na pewno nie wsiadł. Ze zdenerwowania przeczesał włosy dłonią, oddychając ciężko zanim nie spojrzał na niego jeszcze raz, chrząkając cicho.
- Nie, to…to auto. Kim jesteś i jak się tu wziąłeś, i gdzie twoi rodzice, to najważniejsze.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Miasteczko Yeovil [odnośnik]27.05.22 2:08
Zanim Deimos zdążył powiedzieć coś więcej, całą wielką metalową maszyną szarpnęło, a on z głośnym “ueeee” uderzył w przód pojazdu, po czym zsunął się w przestrzeń przed siedzeniem, gdzie jeszcze przed chwilą trzymał nogi.
Maszyna była dziwna, jakby ulepiona z najróżniejszych, niepasujących do siebie elementów - tu zimny metal i szkło, tu miękkie i poprzecierane siedzenia, a tam, w miejscu, w które uderzył głową, podczas nagłego hamowania - jakieś drewno i inne bliżej nieokreślone rzeczy.
Tak, tylko gobliny mogły stworzyć coś równie pokręconego - tego Deimos był pewien.
Zanim zdecydował się na odpowiedzenie na którekolwiek z zadanych przez mężczyznę pytań, wygramolił się z wnęki, po czym ponownie zajął miejsce na siedzeniu.
-Au-to? - powtórzył powoli. Faktycznie pojazd miał w sobie coś z “au”, biorąc pod uwagę, jak mocno chłopiec uderzył w twardy element przed nim. Nawet odruchowo potarł czoło, na którym powoli pojawiał się guz. Ale na młodym Fancourcie tego typu urazy w ogóle nie robiły wrażenia, ponieważ ten non stop chodził posiniaczony - efekt uboczny łażenia po drzewach i zbyt szybkich lotów na miotle.
-Czyli to nie wagonik? Jaka szkoda… - chłopiec westchnął głośno. - Ale jedzie szybko? Bo jeśli tak, to ja i tak bym go chciał.
Wolał zaznaczyć, że jego oferta nadal jest aktualna. Dorośli jak zwykle zajmują się tylko jakimiś niepotrzebnymi rzeczami. A gdzie twoi rodzice? A co tu robisz? Deimos był pewien, że gdyby dawali mu knuta za każde takie pytanie, to już teraz stałby się bardzo bogaty i nie musiałby nawet chodzić do pracy, jak już dorośnie.
-Nazywam się Deimos Fancourt. - wyciągnął do mężczyzny rękę na powitanie. - I pojawiłem się tu, bo chciałem się znaleźć w klawym miejscu.
Mógł po raz kolejny opowiedzieć historię o złym ojcu, ale obawiał się, że to kłamstwo może zostać odebrane w niewłaściwy sposób. Pewnie, jeśli to powie, to mężczyzna zabierze go do jakichś służb i te będą chciały dowiedzieć się więcej… a Deimos wolał jechać! Jechać szybko tą dziwną maszyną. Tym Au-Tem!
-Jestem sierotą, proszę Pana, i nie mam nikogo na tym świecie. - pomysł na kłamstwo przyszedł sam. - A jak działa to coś?
Z tymi słowami chłopiec szarpnął za bardzo śmieszny drążek z gałką, który wystawał spomiędzy siedzeń.
Deimos Fancourt
Zawód : wirtuoz gry na nerwach dorosłych
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I have never tried that before, so I think I should definitely be able to do that.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10877-deimos-vale#331434 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10923-deimos-vale https://www.morsmordre.net/t10924-deimos-o-vale#332809
Re: Miasteczko Yeovil [odnośnik]03.07.22 21:08
Krzyknął jeszcze cicho kiedy dostrzegł jak dziecko wpada pomiędzy przestrzenie – samochód na szczęście stał, nie musiał więc uważać na drogę aby pochylić się i pomóc mu wygramolić się z przestrzeni. Naprawdę, bardzo nie chciał aby dzieciak, nawet jeżeli nagle wpadł sobie nagle do auta, czego Richard jeszcze w ogóle nie przebolał, zrobił sobie cokolwiek, zwłaszcza kiedy on prowadził. Wyciągnął dzieciaka na nowo na fotel, ostrożnie przyglądając się mu kiedy szukał na jego skórze jakiś zranień albo siniaków. Poza guzem wydawało się jednak, że wszystko jest w porządku.
- Auto. Taki…pojazd, dzięki któremu można szybciej się przemieścić. – Delikatnie odgarnął włosy z jego czoła, zaraz też wyciągając z kieszeni materiałową chusteczkę. Przy okazji znalazł jeszcze nieco wody, którą miał ze sobą w butelce, aby zaraz też ostrożnie nalać wody do na chustkę i przyłożyć ją do jego czoła. – Wiem, że nie do końca to pomoże, ale może weź to i trzymaj? Na pewno to nie pogorszy sytuacji.
Nie byli tu jednak sami – obudzony i śpiący na ten moment Precel stwierdził, że cokolwiek się dzieje, nie może dziać się bez niego, bo najpierw wyłoniły się jego uszy, a zaraz potem nos, a zaraz potem rozległo się drobne szczeknięcie i można było usłyszeć puszysty ogon uderzający to o jedno miejsce to o drugie. Richard za to westchnął, lekko pacając psa po nosie aby ten za bardzo nie interesował się i nie zajmował ich nowym gościem. Wiedział, że psy często potrafiły straszyć ludzi swoją obecnością.
- Precel, proszę nie straszyć nam gościa. – Westchnął cicho, spoglądając jeszcze to na dziecko, to na psa. – Jakby co, to proszę, nie martw się, on ci nic nie zrobi. Powiedz mi, gdzie chciałbyś pojechać? Bo wiesz, raczej nie powinieneś tutaj ze mną być… - Bolało go to, że właśnie miał kontakt z kimś, kto stracił rodziców, ale to nie tak że nagle mógł sobie zabrać dziecko z magicznej leśnej drogi. Już nie mówiąc o tym, że na pewno był ktoś, kto się interesował zniknięciem, czy to w przytułku, czy to u rodzin zastępczej, bo wyglądał na czystego i zadbanego mimo wszystko.
- Potrafi jechać całkiem prędko ale to niebezpieczne na drodze w lesie. I miło mi cię poznać Deimosie, ja jestem Richard, ale obawiam się, że muszę się teraz dowiedzieć, gdzie mogę cię dowieźć. A jak powiesz mi gdzie... - ostrożnie złapał dłoń chłopca aby powstrzymać dalsze majstrowanie przy aucie - ...to opowiem ci jak to działa, zgoda?
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Miasteczko Yeovil
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach