Wydarzenia


Ekipa forum
Stare szklarnie
AutorWiadomość
Stare szklarnie [odnośnik]17.06.21 18:46
First topic message reminder :

Stare szklarnie

Kiedyś musiał być to naprawdę imponujący ogród botaniczny, lecz po śmierci właściciela i jedynego spadkobiercy ziemia ta pozostała właściwie nieruszona i zapomniana. Pod szklanymi kopułami przyroda odzyskała swoje rządy i rozrosła się wolno, wedle własnych wytycznych; szyby w ścianach popękały gdzieniegdzie, a przez ułamane szkło plotą się niestrzyżone od lat bluszcze. Jeśli ma się w życiu naprawdę sporego pecha, czasem można natrafić tu na zgraję chochlików kornwalijskich wylegujących się pośród liści, a te rzadko kiedy bywają gościnne.
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stare szklarnie - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stare szklarnie [odnośnik]15.07.21 0:49
Nie chciała wywołać smutku, ale nie wiedziała, czemu temat mógł być drażliwy. Zamilkła więc, bo i tak zaraz przerwano im rozmowę. Nie biła się jednak z podobnymi problemami co Tonks, więc mogła tylko rzucać czczymi frazesami i pustymi zapewnieniami. Nie znało się w pełni koszmarów drugiego człowieka, zwłaszcza jak nie przeżywało się tego samego.
Swoimi umiejętnościami nie chwaliła się dokładnie – w końcu wiele jej działalności zakrawało o nie do końca legalne interesy. Niektóre branże wolały nie zwracać na siebie uwagi, zwłaszcza służ specjalnych, więc im lepiej trzymało się buzię na kłódkę tym lepiej. Pozostawła więc już w milczeniu, dając Tonksowi przestrzeń do wyżycia się na Wilkesie, gotowa jednak powstrzymać go gdyby chciał przekroczyć granicę. Rzucając mu ostre spojrzenie, kiedy jego groźba to zrobiła.
Nie skomentowała więcej, unosząc brwi z szarmanckim uśmiechem, zaraz też zrzucając z siebie płaszcz. Miała rację – materiał koszuli i spodni poszedł na tyle, że albo będzie musiała to później oddać komuś do załatania, albo przerobić to potem na jakieś szmatki. Wróci w ubraniach Wilkesa, jemu już raczej nie będą potrzebne.
- Nie ucz ojca dzieci robić – wywróciła lekko oczyma, rzucając jeszcze w Michaela swoimi starymi ubraniami, mając nadzieję, że jego refleks raczej sprawi, że wychwyci wszystko. Zabawne, jak zacierały się wszelkie granice – za czasów szkolnych nawet miałaby więcej skromności, próbując chociaż poprosić Tonksa o odwrócenie się. Okazało się jednak, że kiedy ściskasz na małej powierzchni paręnaście osób, to nagle wszelkie granice przestają mieć znaczenie i nie ma na to żadnych możliwości prywatności. No chyba, że zostałaby kimś wyżej, ale wszelkie szanse awansu zniknęły gdy tylko ujawniła się jako kobieta. Szuje.
Mimo to nawet nie drgnęła kiedy w ramionach Tonksa wylądowało wszystko, nawet jej bielizna. W ostatnim geście podała mu naszyjnik i nóż, przedmioty te podając mu z o wiele większym namaszczeniem i spoglądając o wiele ostrzej na niego teraz. Jeżeli zobaczy na tym chociaż jedno uszkodzenie…nie wiedziała, co jeszcze mu zrobi, ale coś zrobi. Po prostu wena na to musiałaby jeszcze przyjść. – Weź to przytrzymaj, nie będę tam do nich z tym wchodzić.
Ubierając strój Hectora w milczeniu przypatrywała się skupieniu Michaela – tym, jak jego brwi ściągają się lekko, a spojrzenie ucieka, tak jakby szukał czegoś poza tym światem. Czy to pomagało? Nie miała pojęcia, ale przeszkadzać też nie zamierzała. Zresztą…w sumie co ona mogłaby przywołać za wspomnienia, które jakoś dałyby jej szczęście? Od razu przychodził jej na myśli ciepły uśmiech Hansa, jego ciężka dłoń na ramieniu, spokojne wręczenie drewnianego pudełka i słowa. Te słowa. „Jestem z ciebie naprawdę dumny”.
Zadrżała lekko, a przez krótką chwilę zarost zmienił się z szarociemnego na brązowy. Opanowała się szybko, tak aby nie było można zwątpić w jej podejście,  przymykając jeszcze oczy by zaraz wzrokiem odprowadzić jasnego wilka.
Nie możesz być. Nikt nigdy nie był.
Poczuła chłód ciemnej mary, stojącej tuż za nią.
- Kiedyś, za pięć lat przy dobrych wiatrach – parsknęła, dopełniając wyglądu poprzez odebranie od Michaela różdżki Wilkesa i oddając mu swoją. Ufała, że nie upuści jej gdzieś po drodze. Niby było ciemno i niby nikt nie zwróci na nią uwagi…ale jeżeli miała już udawać cudzego człowieka, wolała już to robić w pełni, a nie bawić się w półśrodki. Zmarszczyła lekko brwi, kiedy wyczuła coś dziwnego, wsadzając nos w kołnierz płaszcza. Na litość! Wolała spodziewać się po każdym coś innego, więc nawet jeżeli narzekała na mężczyzn, tak naprawdę było to w żartach i wolała ich nie generalizować…ale czy to był jakiś rok pod wezwaniem i patronatem braku higieny osobistej? Albo był jakiś konkurs o którym nigdy jej nie powiedziano?
Spojrzała, jak Tonks czyści pamięć Wilkesowi. Dobrze, nie będą musieli skupić się na tym, co zapamiętał, za to skoro miało nadejść wsparcie, to nie będą musieli się nim zajmować. Nie trzeba było mieć wielkiej spostrzegawczości aby zorientować się, że Mike najchętniej człowiekowi skręciłby kark…chociaż może wolałby go zabić nieco wolniej, dla własnej satysfakcji? Naprawdę wyglądał, jakby chciał mu się wgryźć teraz w szyje. Miała ochotę powiedzieć mu coś na ten temat, ale znów musiała sobie przypomnieć sobie, że to nie czas i miejsce na to.
- Nie zmieniłam się w niego tak dla własnej osobistej satysfakcji. Oczywiście, że mogę go udawać. Tylko mi o nim trochę opowiedz. Tak z zachowania, czy się rządzi, czy raczej w grupie się wycofuje? Dużo przeklina? Jeżeli zaczną coś podejrzewać zbyt szybko…czekaj, przywal mi w twarz. Najlepiej tak, aby podbić mi oko. – Gdyby weszła, bez towaru, przeklinając na czym to świat stoi, mogłaby się wymówić jakiś menelem który zawędrował w te okolice, nie ujawniając, że menel akurat zawitał do ich miejsca.
Nie odpowiedziała nic na pojawienie się aurorów, kiwając im jedynie głową na powitanie, ciesząc się, że Michael nie do końca ją przedstawił. Tu miał akurat rację – część jej pracy wymagała kontaktów i chowania się po kontach, a zawierane znajomości w portach na całym świecie odbywały się najczęściej pod pseudonimami i innymi wyglądami. W jakiś sposób wciąż ją to bawiło, ale jednocześnie wiedziała, że wymaga to jeszcze większego niż normalnie skupienia. Co przypomniało jej jedną rzecz – zdążyła pochwycić Michaela za ramię zanim wyruszyli.
- Magazyny portowe często mają dodatkowy poziom, do którego można się dostać od boku albo od tyłu budynku. Wejście jest również wewnątrz, ale podejrzewam, że przy tak szybkiej operacji mogli skupić się jedynie na obszarze przy drzwiach, zwłaszcza jeżeli sygnałem ma być stukanie, więc pewnie nie korzystają z całej przestrzeni, więc mogli pominąć zabezpieczenie jej porządnie. – Nie wiedziała, czy tak naprawdę było, ale sugerować zawsze mogła. Jeżeli nie skorzystają, była ich czwórka, więc na pewno dadzą sobie radę. Podejrzewała, że lepiej niż ona. Chociaż trójka, skoro jeden miał się zająć eskortą człowieka, którego skórę sobie pożyczyła.
Kiedy już mniej więcej dowiedziała się od Michaela, jak działał Wilkes, skierowała się w stronę w którą poinformował człowiek. Dojście do miasta nie było takie trudne, w końcu nie było ono tak daleko, więc nawet po ciemku dawało się dostrzec miasta. Gotowa była w trasie nawet sama się uderzyć gdyby wcześniej ktoś miał jakąś obiekcję – wolała być przekonującym aktorem.
Znalazła magazyn bez problemu – mimo późnej pory nie dziwiła jej obecność marynarzy w pubie niedaleko. Zbliżając się do magazynu, zastukała wedle poleceń, łapiąc się za oko i sycząc cicho, pochylając się do przodu, jakby właśnie doświadczyła bójki.
- Vanse, otwieraj, cholera! – Nie czekała długo zanim nie ujrzała kolejnej twarzy przez szparę, przymykając lekko oczy aby widoczna tęczówka nie zwróciła tak uwagi. Wepchała się do pomieszczenia, zataczając się lekko tak jakby ból przejmował jej całe ciało.
Spektakl ten dedykuję wam, szanowne szumowiny.
- Jak wyście sprawdzali tę szklarnię ostatnio?! Prawie odebrałem tę ostatnią dostawę, ale nagle jakiś skurwiel wyskoczył z ciemności i mnie zdzielił. Frajer wyrwał mi różdżkę, musiałem go skopać. Co wy do kurwy nędzy robicie, wsadźcie se w dupy te różdżki jak nie umiecie poprawnie miejsca zabezpieczyć! – Syczała cicho, szczęśliwa, że jej głos nabrał głębszej, męskiej barwy. Odwrócona tyłem, słyszała szuranie stóp kiedy niepokojąco przechodzili z miejsca na miejsce – jeden z nich chyba zbliżył się do drzwi, podczas gdy Vanse – tak podejrzewała, bo wydawał się starszy od innych – podszedł do niej, ostrożnie unosząc dłoń.
- Wilkes… - chciał zacząć, ale nie chciała dać mu skończyć. Jeżeli zaczną zadawać pytania, to będzie musiała już zmyślać, a kłamstwo w tych sytuacjach było bardzo kruche. Każdy z nich był nerwowy w akcji, a przez to bardziej czujniejszy. Podejrzliwość i stres robiły swoje.
- Nie mamy czasu! Dawaj co mamy, niech zdychają szlamy! – Niemal parsknęła wewnętrznie na swoje rymy, ale nie mogła przerwać swojej roli. Vanse westchnął cicho, odwracając się od postaci którą uważał za Wilkesa, nie uszedł zbyt daleko kiedy jednak padł na ziemię. Młodsi z policjantów od razu wyszarpnęli różdżki, ale Thalia nie obserwowała tego pasjonującego starcia – od razu skoczyła za skrzynie, kuląc się aby w ciemnościach stanowić jak najmniejszy cel.
Kiedy zaklęcia śmigały gdzieś po prawo, delikatnie uniosła wieko pobliskiej skrzyni. Silny zapach doszedł ją na tyle, że od razu odchyliła głowę, rękawem płaszcza ostrożnie badając substancję.  Dopiero kiedy wszystko ucichło, a różdżki w ciemnościach oświetliły postacie mężczyzn, Thalia uniosła rękę. Pozwalając im się zająć nieprzytomnymi, sama odetchnęła głęboko, powoli oddychając. Włosy zyskiwały ponownie płomienną barwę i gęstość, kości policzkowe podnosiły się a sylwetka malała, pozostawiając ją w niemal groteskowo zbyt wielkim stroju Wilkesa. Blizny zabłysły w ciemności jako ostatnie.
- Trutka na szczury. A przynajmniej tak pachnie – rzuciła jeszcze w stronę Michaela, oddając mu różdżkę Wilkesa i odbierając własne rzeczy. Dalsze działania zostawiała w ich rękach, bo dziś nie mogli już kontynuować tematu w ramach którego się tutaj zebrali. Tonks i inni mieli robotę do wykonania, ale nie dała jeszcze odejść Michaelowi zanim nie zatrzymała go, spoglądając na niego z powagą. Może nie była kobietą a po prostu sztormem w ludzkiej skórze?
- Mamy sobie wiele do wyjaśnienia – zaczęła, nie ostro ale też bez większej łagodności. – Ale nie dziś. Dostajesz dyspensę, ale nawet nie próbuj tego spychać na listy. Mamy rozmawiać o tym twarzą w twarz. – Czy i ona zdradzi swój sekret? Nie wiedziała jeszcze. Przez chwilę zawahała się, zastanawiając się, czy powinna zdradzać takie szczegóły, ale zainteresowanie mogła wybadać. – Znam kogoś, starszego od ciebie, z tym samym problemem. Powinniście porozmawiać.
Jakoś nie spotkała nigdy z tą klątwą co ona i chociaż nie życzyła tego, wiedziała, że to byłoby łatwiejsze. Ktoś by zrozumiał.
Opuszczając rękę odsunęła się, cofając się coraz bardziej, tak jakby chciała zlać się z ciemnością. Musieli rozstać się na ten moment, a w pożegnaniach nigdy nie była dobra.
- Nie chcesz pewnie litości, więc nie będę ci jej dawać. Ale obiecuję ci Michael, że ci pomogę. – Czemu? Czemu obiecywała? Nigdy tego nie robiła. Sama drgnęła na chwilę, ale odwróciła się tyłem, na moment obracając się jeszcze przez ramię.
- Do zobaczenia, Michaelu Tonksie. Niech wiatr ci sprzyja.

kłamstwo II



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Stare szklarnie [odnośnik]15.07.21 23:06
Nie miał zamiaru przekraczać dziś granicy, nie przy Thalii - Wilkes był powiązany z Ministerstwem, trzeba było wyciągnąć z niego jak najwięcej. Byli na ziemiach Longbottoma, pod bezpośrednią jurysdykcją jego rodu, to oni zdecydują co zrobić z jeńcem. Może sprowadzą legilimentę. A może trzeba będzie użyć odpowiedniej perswazji.
Tyle, że gdyby chciał granicę przekroczyć - wątpił, że Wellers by go powstrzymała.
Omal nie zabił przecież człowieka na oczach własnej magipsychiatry.
Na szczęście, dziś nie musieli się tym przejmować.
Odwrócił skromnie wzrok, gdy się rozbierała - choć korciło go zerknąć. Sprawdzić, czy nie dorobiła się poważniejszych blizn. Z czystej ciekawości ujrzeć jak kobiece ciało zmienia się w męskie. Justine rzadko bywała chłopakiem, przynajmniej przy nim - a w wykorzystaniu daru metamorfomagii do de facto zmiany płci (w szczegóły wolał się nie zagłębiać) było coś bardzo fascynującego.
W końcu i tak zobaczył, bo wcisnęła mu w ręce swoje rzeczy. Złapał ubrania, delikatnie odebrał naszyjnik, ze zrozumieniem spojrzał na nóż. Też miał rzeczy, które były dla niego cenne.
-O nie, młoda damo. Skoro jesteś już częściej na lądzie, to od treningów się nie wymigasz. - wojna utrudniała długie rejsy, Thalia zaangażowała się w pomoc Zakonowi, Mike spodziewał się - miał nadzieję? - że zostanie w Anglii na dłużej i będą mieli więcej okazji do spotkań na żywo. Listy i pamiątki były miłe, ale nie zastąpią sparingów.
-Jest dość wulgarny, a przy osobach którymi dyryguje nie będzie gryzł się w język. Uwielbia rządzić, próbował się szarogęsić nawet współpracując z aurorami. - szeptał, tak aby Wilkes już tego nie słyszał. -Arogancki i zadufany w sobie despota, na swoich ludziach używa pewnie drwin i krzyków zamiast autorytetu. Choć, co dziwne, wygląda na to, że mu na nich trochę zależy. Mogę być uprzedzony, od zawsze nie znosiłem gnoja. Ale wtedy intuicja mnie nie myliła, bo teraz ma krew niewinnych na rękach. - wykrzywił usta z pogardą. Fakt, że ponad rok temu nie pomylił się w ocenie charakteru Wilkesa, wcale nie niósł mu gorzkiej satysfakcji. Wojna bolała, ale fakt, że dawni współpracownicy (choćby okazjonalni) byli po przeciwnej stronie, bolał jeszcze bardziej.
-...serio? Oko? - westchnął ciężko i spojrzał na Th...
...na bliźniaka Hectora Wilkesa. Nie patrzył jej w oczy, bo jedynie one pozostały takie same jak zwykle.
-Skoro chcesz. - wymierzył lekki cios w jej oczodół. Znał się na anatomii na tyle, by wiedzieć z jaką siłę uderzyć by nie uszkodzić samego oka, ale i tak miał trochę skrupułów. Pewnie nie zdobyłby się na cios, gdyby zachowała własny wygląd, Wilkesa łatwiej bić. Thalia naprawdę była twarda.
Słuchał jej planu i zmienionego głosu (dziwne uczucie), a w oczach błysnęło zrozumienie.
-Dobrze, że tu jesteś. - uśmiechnął się lekko. Dzisiejszy dzień miał wyglądać inaczej, ale Thalia okazała się idealną osobą do udaremnienia planów Wilkesa podczas jego niespodziewanej wizyty.
Mieli dzisiaj szczęście - a najwięcej mieli go mugole.

Opowiedział aurorom o planie i ruszył za Thalią wraz z dwójką swoich ludzi. Młody Moody, wyrażnie niezadowolony z tego, że omija pojedynek, został pilnować Wilkesa. Gdy Wellers wywabiła z kryjówki policjantów-morderców dzięki przekonującemu teatrowi, Michael uniósł różdżkę i niewerbalnie posłał Petryficus Totalus w jednego z mężczyzn. Promień zaalarmował typa, ale za późno - padł na ziemię, ugodzony zaklęciem. Dwaj pozostali aurorzy już się nie kryli - zainktanowali zaklęcie paraliżujące werbalnie, Michael znów uniósł różdżkę by zaatakować i w powietrzu zaczęły śmigać zaklęcia.
Zaskoczeni mordercy mugoli - z których nie wszyscy byli nawet policjantami, dwóch młodszych dołączyło do oddziału Wilkesa bez gruntownego przeszkolenia - nie mieli w ostatecznym rozrachunku szans z trzema przygotowanymi aurorami.
Aurorzy zaczęli krępować powalonych ludzi, a Mike już miał do nich dołączyć, gdy Thalia chwyciła go za ramię.
-Szczury, mówisz? To cenna informacja, to znaczy, że nie mieli dostępu do eliksirów... albo nie chcieli ich marnować. - zmarszczył lekko brwi. -Dziękuję za pomoc. - pewnie poradziłby sobie z Wilkesem i zasadzką i bez niej, ale sprytna metamorfomag znacząco ułatwiła i przyśpieszyła całą akcję. Naprawdę mu dzisiaj zaimponowała. Uśmiechnął się i...
...uśmiech na moment spełzł mu z ust, gdy poruszyła t a m t e n temat.
-Ja... - dopiero teraz przypomniał sobie, co wyrwało mu się przy Thalii. Wcześniej był w ferworze zastraszania, gniewu, adrenaliny, walki. Skrzywił się lekko, wyraźnie posmutniawszy. -Ja tylko tak mu mówiłem, wiesz? Żeby go zastraszyć. - spojrzał na rudowłosą dziwnie lękliwie, jakby nie był już rządzącym się aurorem, a przestraszonym uczniakiem. -To nieprawda, co mówią o wilkołakach. - dodał ledwo słyszalnie.
Tego, że był wilkołakiem, nie było sensu się wypierać.
Uniósł na Thalię zaskoczone spojrzenie, gdy przyznała, że zna innego.
-Skontaktuj nas ze sobą, proszę. Najlepiej jak najszybciej. - uśmiechnął się blado. Nie będzie jej jeszcze mówił, że wilkołaki współpracują teraz z Zakonem - ale musiał poznać jak najwięcej likantropów, osobiście.
Obietnica nieco go zaskoczyła - mało powiedziane, że nieco. W gardle uwiązła gula wzruszenia, ramiona opadły z ulgą.
Mogła zareagować gorzej, o wiele gorzej. Nie lubił pogardy, nie znosił litości, ale nade wszystko bał się cudzego strachu.
Na szczęście nic nie było straszne Thalii Wellers.
-Do zobaczenia, mewo. Niech wiatr cię niesie.

rzuty (cios & pierwsze Petryficusy)

/zt x 2 :pwease:


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 43 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Stare szklarnie - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Stare szklarnie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach