Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Miasto Lancaster
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Miasto Lancaster

Historyczna stolica hrabstwa Lancashire położona nad rzeką Lune, nad którą pieczę sprawuje także rodowa siedziba Ollivanderów, zamek Lancaster Castle. Dziś Lancaster słynie głównie z przemysłu bazującego na tekstyliach, chemikaliach, zwierzętach gospodarczych i produktach ich pochodzenia, maszynach rolniczych i wytwórstwie papieru, w tym także pergaminu w głównej mierze przeznaczonego na użytek czarodziejów. Pomiędzy uliczkami i urzekającymi parkami chowa się wiele imponujących architektonicznie konstrukcji, jak Klasztor Lancaster (który w tajemnicy w czasie wojny czarodziejów przeciw mugolom oferuje schronienie niemagicznym uchodźcom), Katedra Lancaster i Ashton Memorial, czyli ekstrawagancka konstrukcja wzniesioną przez bogacza w dowodzie miłości dla jego żony.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasto Lancaster - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Jackie Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Miasto Lancaster - Page 2 HKr1sh8
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasto Lancaster - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Obie umiały kłamać, udawać, grać – co w tej sytuacji stanowiło niewątpliwy atut. Jackie nie została obdarzona tym samym darem, co i ona, nauczyła się jednak zmieniać swój wygląd w inny sposób, prostymi, lecz skutecznymi środkami; domyślała się, że między innymi właśnie dzięki temu wciąż cieszyła się wolnością. Były umówione, wyczekiwała jej, lecz gdyby nie to, gdyby nie fakt, że od samego początku lustrowała ją uważnym, podejrzliwym wzrokiem, pewnie nie zrozumiałaby, a przynajmniej nie tak szybko, że pod męskim strojem, sadzą, starannie rozmieszczonym brudem, skrywa się poszukiwana listem gończym zbrodniarka. Skinęła krótko głową, nie pozwalając, by przyklejony do ust uśmiech zbladł. – Odmraża sobie stopy – odparła z lekkim przekąsem, w pewnym stopniu rozbawiona tym powitaniem, nie potrafiąc jednak wykrzesać z siebie czegoś milszego, szczerszej oznaki sympatii; niesiony na barkach ciężar wyrzutów sumienia utrudniał, cóż, wszystko. – Wspaniale. W takim razie możemy iść na spacer – dodała, gdy ustaliły, że nikt nie podążał ich śladem, po czym zajęła miejsce u boku towarzyszki, posłusznie korzystając z wyciągniętego ku niej ramienia. Podchwyciła niemą sugestię drugiej strażniczki, zamierzając dodać przybranym na tę okazję maskom dodatkowej szczypty wiarygodności; mąż i żona, kawaler i panna, posłuszni i przeciętni, powolnym krokiem przemierzający wciąż śpiące miasto, niemalże odruchowo kierujący się ku swemu lokum. Czy taka bajeczka mogłaby pomóc w przypadku spotkania z policją? – Jeden z naszych informatorów – naszych, bo ministerialnych, ale i naszych, bo zakonnych – przestał odpowiadać na jakiekolwiek próby kontaktu. Pisałam listy, jednak sowa raz po raz wracała do mnie z wciąż zapieczętowanymi wiadomościami. Wygląda więc na to, że albo nasz drogi Edwards nie chce nam już pomagać, albo z jakiegoś powodu nie był w stanie odbierać wiadomości – wyjaśniła konwersacyjnym tonem, przelotnie podchwytując przy tym wzrok idącej tuż obok kobiety. Wierzyła, że i bez nazywania rzeczy po imieniu towarzyszka zrozumie. Musiały przekonać się, co kierowało Edwardsem – i czy ten wciąż znajdował się w Lancaster. Istniała w końcu szansa, że spakował manatki i wyjechał, byle dalej, kierując złudną nadzieją na ucieczkę przed obiema stronami konfliktu. Ale równie dobrze mógł już być martwy, paść ofiarą wierzycieli, narazić komuś, komu nie powinien. – Nie możemy być pewne, co tam zastaniemy, dlatego wolałam poprosić cię o pomoc – dodała jeszcze, niejako po to, by się wytłumaczyć, by uprzedzić jakiekolwiek pytania. Nawet w duchu z trudem przyznawała się do słabości; nie ufała sobie, swemu rozsądkowi, obawiając szukających ujścia emocji. Potrzebowała kogoś, kogoś takiego jak Rineheart, by nie wypaść z roli i nie zapomnieć, po co tu przyszła.
Skręciły za róg pobliskiej kamienicy, z każdą chwilą zbliżając się do ulicy, przy której mieszkał Edwards – gdy stanęły oko w oko z ewidentną komplikacją. – Tylko tego nam brakowało – dodała z tym samym uśmiechem, uprzejmym, miękkim, nie przystając w miejscu, choć przed nimi zamajaczyła w oddali jakaś sylwetka, najpewniej należąca do kobiety. Kobiety, która zdzierała ze ściany jeden z tych odrażających listów gończych, kto wie, może z twarzą samej Jackie, może lorda Longbottoma, a może Foxa. Bez znaczenia. Nie miałaby nic na przeciw, gdyby nie fakt, że z naprzeciwka nadchodzili kolejni, powoli wyłaniający się z porannej mgły ludzie; nie musiała się im zbyt długo przyglądać, by rozpoznać w ich odzieniu, w noszonych nakryciach głowy, stroje psów Malfoya. Nieznajoma zdawała się ich nie dostrzegać, zbyt zajęta dewastowaniem odrażającego plakatu. Jeszcze chwila, dwie, i mężczyźni ją zauważą, była tego pewna. – Musimy ją jakoś ostrzec – mruknęła do ucha Jackie, sięgając po trzymaną w kieszeni różdżkę; krzyki tylko sprowadziłyby na ich głowy kłopoty. Nie mogły ryzykować, że policjanci przeprowadzą kontrolę, zaczną się im zbyt podejrzliwie przyglądać. Ani pozwolić, by zatrzymali nieświadomą nadciągającego, dyszącego w kark zagrożenia czarownicę. – Periculum – wypowiedziała niemalże szeptem, próbując wyczarować prosty sygnał ostrzegawczy tak, by był widoczny tylko i wyłącznie dla stojącej bliżej, oddzielającej je od mundurowych rebeliantki. Gdyby zrozumiała, co się dzieje, wciąż miałaby czas na zmniejszenie i ukrycie wciąż trzymanego w dłoni listu. A przynajmniej taką Maeve miała nadzieję, gdy między nimi a nieznajomą pojawił się snop czerwonych iskier.

| tutaj rzut


My name's a war song
I'll sing you a new one
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
but I'm more than just a little curious how you're planning to go about making your amends to the dead

OPCM : 23
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Powrót do góry Go down

Jackie zapewne bardzo by się ucieszyła, gdyby ktoś jej powiedział, że jej przykrywka była przekonująca, bo sama dość mocno zastanawiała się, czy to zda egzamin, starała się jednak naprawdę wczuwać w swoją nową rolę, przenosząc swoje umiejętności kłamstwa na nowy, niemalże artystyczny poziom. W sumie nawet jej się to podobało. Było niczym zabawa, z odrobiną dreszczyku, bo jeden zły krok i mogła skończyć nie najlepiej.
Zaśmiała się lekko na odpowiedź Maeve na jej zaczepkę. Cóż, ciepło nie było, to prawda, Jackie jednak mróz aż tak mocno nie przeszkadzał, choć może dlatego, że ciągle się ruszała i nie musiała tu stać tych kilku minut.
- W takim razie nie mogę pozwolić mojej drogiej towarzyszce marznąć - szybko dodała, zanim nie ruszyły na ich spacer. Uśmiechała się, prowadząc Clearwater, wysłuchujące tego, co tamta miała jej przekazać. Nie rozglądała się podejrzliwie, jaj wzrok naturalnie skupił się na rozmówczyni. Czasami zbytnia ostrożność mogła zwrócić większą uwagę niż kompletne poddanie się chwili, szczególnie gdy nie chciało się przyciągać wzroku przechodniów.
Informatorzy. Byli tak naprawdę najważniejszym narzędziem pracy takich jak ona i Maeve. Strata nawet jednego w wojennej zawierusze oznaczała ogromny cios dla ich sił Wiedźmiej Straży. Szczególnie jeśli informator zdradził ploteczki o Zakonie wrogowi. Nie każdy był w stanie znieść ból, który inni potrafili zadać. Nie każdy potrafił żyć jako przeciwnik tych, którzy obecnie mieli przewagę.
- Pieczęć na wiadomościach nie wyglądała w żaden sposób na naruszoną? Dziwne, że nikt nie próbował ich przejąć - chyba, że Edwards naprawdę po prostu się wystraszył. Albo ktoś go sprzątnął i nie przejmowała się tym, co może na tym potem ugrać. Wtedy oznacza to amatorką robotę. Lub pułapkę. Sporo opcji, dlatego Jackie rozumiała przejęcie Maeve. Mogły zastać tam naprawdę wszystko, od trupa po uzbrojonych w różdżki śmierciożerców. Zależy, jak bardzo cenny był według nich informator. I czego mógł się dowiedzieć. Jej umysł szybko wkroczył na ścieżkę, którą podejmował w jej pracy. Dlatego zaczęła nieświadomie bardziej zwracać uwagę na otoczenie, a także reagować szybciej.
Z Maeve pod ręką obserwowała niezbyt miłą sytuację, która mogła wydarzyć się przed ich oczami. Aresztowanie kogokolwiek to zawsze przegrana dla ich strony, dlatego wiedziała, że muszą zareagować.
- Jak widać mamy dodatkowy punkt naszej wycieczki - sama nadal zachowywała się, jak gdyby nic dziwnego się nie działo. Nie wiele co prawda pewnie mogło to zdziałać - swoją twarz widziała już tyle razy, inni zapewne też, że jeden plakat mniej dużo nie mógł zmienić. Ale nie życzyła osobie na tle odważnej, że chciała zrobić z tym cokolwiek, zgnicia w więzieniu.
Kiwnęła głową, gdy Clearwater postanowiła zrobić pierwszy krok, samej idąc razem z nią jak gdyby nigdy nic, zbliżając się do zagrożonej dziewczyny. Dalej się uśmiechała, czekając na moment, gdy nieznajoma zauważy iskry. Dopiero wtedy jej twarz stała się jeszcze radośniejsza. Miała nadzieję, że Maeve podłapie, co miała zamiar zrobić i zacznie reagować razem z nią. I że dziewczę będzie na tyle rozważne, by też się przyłączyć i od nich nie uciec.
Dopiero gdy znalazła się wystarczająco blisko, niemal przy zagrożonej kobiecie, wypowiedziała cicho zaklęcie.
- Sphaecessatio - jej różdżka ledwo co wychyliła się z kieszeni, gdy celowała w samą siebie, zasłaniając dziewczynę w niebezpieczeństwie swoim ciałem. - Dzień dobry, długo na nas czekałaś? - zapytała trochę głośniej, starając się zachowywać jak najbardziej życzliwie i uprzejmie, zgrywając pozory, że cała trójka była umówiona w tym miejscu. - Schowaj plakat - szepnęła, gdyby ratowana wcześniej tego nie zrobiła.

|rzut
Jackie Rineheart
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Nie pozwoliliby, by jakikolwiek informator wszedł w posiadanie informacji o Zakonie – a przynajmniej tych, których w jego posiadaniu nie chcieli. Wszak żaden z nich nie musiał wiedzieć, komu służyła przekazywana wiedza; wystarczyło, by wywiązywali się ze swoich obowiązków, świadomie lub nie. Względem niektórych nie miała najmniejszych wątpliwości, że stali po właściwej stronie barykady, inni zaś byli jak chorągiewki na wietrze, sprzedawali swe informacje temu, kto był gotów zapłacić za nie więcej lub z biegiem czasu zostali niewolnikami różnych stron konfliktu, nie tylko ich, ale i pracującej dla nowej władzy Wiedźmiej Straży – dlatego właśnie ostrożność była koniecznością, nie jedynie zaleceniem. Niezależnie od tego, do której z tych kategorii zaliczał się Edwards, jego milczenie nie działało na ich korzyść, wprost przeciwnie. – Może próbował przejąć, a nie podołał. A może zwyczajnie nie wiedział, że korespondencja naszego drogiego Edwardsa jest cokolwiek warta. – Wzruszyła ramionami, spoglądając gdzieś przed siebie, upewniając się, że wciąż podążają właściwą drogą. Jeśli adresat ich wiadomości wyjechał lub nie mógł odbierać listów z jakiejkolwiek innej przyczyny, nie musiało to oznaczać, że ktokolwiek czaił się na jego pocztę. Możliwości było wiele, zbyt wiele, by móc się na którąkolwiek zdecydować bez złożenia mu wizyty.
Nie potrzebowały policji; choć zawsze istniała szansa, że natkną się na patrol, aż do tej pory próbowała zaklinać rzeczywistość – najwidoczniej jednak zdało się to na nic. Szybko stało się jasne, że jeśli nie ostrzegą zaaferowanej plakatem nieznajomej, ta niechybnie padnie ofiarą inspekcji. Cóż oficjele mieli zrobić ze zdzierającą listy gończe kobietą, nie chciała nawet o tym myśleć. Wciąż pamiętała okropności Tower, nabite na palce głowy więźniów, huk wybuchu, i nie zamierzała pozwolić, by ktokolwiek jeszcze skończył w ten sposób. Wybrane zaklęcie było proste, podołała mu bez żadnego problemu, mając nadzieję, że zwróci nim tylko uwagę stojącej im na drodze czarownicy, nie zaś majaczących w oddali policjantów. A kiedy już brezylkowe drewienko przestało sypać iskrami, prędko schowała je do kieszeni płaszcza, nie pozwalając, by wyginający usta uśmiech zbladł. Czy przywdziane na tę okazję przebranie Rineheart miało wystarczyć? Czy może raczej powinny szykować się do walki...? Nie przestały skracać odległości, która dzieliła ich od rebeliantki; ta zauważyła już znak ostrzegawczy, szeroko otwartymi oczami spoglądając to w jedną, to w drugą stronę, jak spłoszone, gotowe do ucieczki zwierzę. Wtedy jednak znalazły się na tyle blisko, by móc do niej przemówić bez podnoszenia głosu; wybrany przez Jackie czar powinien zapewnić im spokój, taką przynajmniej miała nadzieję, gdy obdarzała kobietę przychylnym uśmiechem. – Mam nadzieję, że nie – odpowiedziała na słowa, które padły z ust drugiej strażniczki, chcąc zagłuszyć jej głos, nie pozwolić, by przechodzący obok mundurowi zaczęli cokolwiek podejrzewać. Lepiej, by skupili się na niej. – To byłoby okropne, tak wystawać na mrozie! – Mowa nijak nie współgrała z tym, co próbowała przekazać jej wzrokiem. Dopiero wtedy obejrzała się przez ramię, w naturalnym, pełnym szacunku geście skinąwszy mijającym je mężczyznom głową. Niedbale poprawiła założony na głowę beret, a później pasek torby, by rozproszyć ich kolejnymi ruchami, dać towarzyszce czas na skrycie listu gończego przez wzrokiem pozostałych. Serce przyśpieszyło swój bieg, adrenalina robiła swoje, gdyby musiały stoczyć pojedynek, pewnie nawet wyszłyby z niego zwycięsko – wyglądało jednak na to, że przemarznięci, zirytowani tym porannym patrolem policjanci nie zwrócili na nie większej uwagi.
Kiedy zniknęli za rogiem, klnąc pod nosem na coraz niższe temperatury, rozmówiły się z pobladłą, wystraszoną czarownicą. Nie mogła tak robić, nie mogła ryzykować, że zostanie złapana, byle tylko zedrzeć jeden czy dwa plakaty. Gra nie była warta świeczki. Młódka, ewidentnie wdzięczna za ratunek, zaoferowała się pomóc, jeśli tylko będzie mogła się odwdzięczyć. Kto wie, może w ten sposób zyskały kolejną informatorkę...?
Chodź, to już niedaleko – mruknęła w stronę Rineheart, którą znów ujęła pod ramię, gdy zostały już same. W myślach powtarzała personalia dopiero co poznanej dziewczyny, by utkwiły jej w pamięci na dłużej. – Carpiene. Carpiene – powtórzyła z naciskiem; przystanęły opodal stromych, wąskich schodów, które prowadziły w dół, do sutenery zamieszkiwanej przed Edwardsta. Dopiero za drugim razem magia odpowiedziała na wezwanie i pozwoliła jej dojrzeć nałożone na klitkę zabezpieczenia. – Cave Inimicum, Mała twierdza. Nic bardzo skomplikowanego. Czy mogłabyś sprawdzić, czy w środku jest pusto? – zapytała, unosząc wyżej brwi. Homenum Revelio powinno załatwić sprawę.

| pierwszy rzut, drugi rzut


My name's a war song
I'll sing you a new one
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
but I'm more than just a little curious how you're planning to go about making your amends to the dead

OPCM : 23
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Powrót do góry Go down

Lubiła myśleć nad sprawą, przewidywać, zgadywać, nie koniecznie na głos. Nie lubiła siedzieć bezczynnie, czasami jednak musiała przystopować, pozwolić na powolny przebieg zdarzeń, zachować ostrożność - a kiedy ciało musiało zostać ograniczone, dawała upust swojej energii właśnie przez bieg myśli. Czasem okazywało się, był nawet przydatny, czasem był zupełnie zbędny, nie potrafiła jednak inaczej funkcjonować. Była człowiekiem czynów. Może i niegłupim i zdolnym w większości te czyny przemyśleć, nie zmieniało to jednak faktu, że konieczność pohamowania się nie była dla niej uciążliwa.
- Może, ocenimy, jak w końcu sprawdzimy, o co chodzi i wtedy ocenimy jak posprzątać ewentualny bajzel - stwierdziła, widząc, że Maeve raczej nie potrzebowała przemyślenia sytuacji i wolała zacząć myśleć, gdy dotrą na miejsce. Jackie więc pozostałe przemyślenia pozostawiła dla siebie.
Sytuacja z dziewczyną trochę ją ożywiła. Dała możliwość działania. Wprowadziła odrobinę strachu, który pobudził jej każdą komórkę i pozwolił krwi szybciej płynąć w żyłach. Nie była w końcu pewna, czy to, co z Clearwater wymyśliły, było wystarczające. Policja jednak ominęła ich i choć ich spojrzenia zlustrowały sylwetki, które mijali, to widać nie zauważyli niczego podejrzanego. Jeden z mundurowych odkiwnął Maeve, widać wiedziony jakimiś wyuczonymi manierami. Jackie nie odważyła się nawet spróbować pokazać swojej twarzy, przebranie mogło nie zadziałać przy bliższym spotkaniu. Jednak nadal czujna, nie wychodziła z gry, przynajmniej do momentu, aż policjanci nie zniknęli za jednym z zakrętów kompletnie niewzruszeni trójką osób.
Milczała podczas reprymendy, którą udzielała druga strażniczka. Patrzyła jednak dość groźnie na młodą dziewczynę, która chyba nie zdawała sobie z tego, jak mogło się dla niej skończyć całe to cholernie nieprzemyślane działanie. Nie była całkiem przeciwna jej zachowaniu, podobne akcje wymagały jednak większej ostrożności i przygotowania, a nie działania pod wpływem impulsu. Dlatego na odchodne mrugnęła do niej, łagodząc spojrzenie i rzuciła ciche “następnym razem bądź ostrożna i pilnuj patroli” zanim nie ruszyła z Maeve do domu Edwardsa. W końcu każdy chętny mógł znaleźć zajęcie dla siebie gdy chodziło o ruch oporu, musiał jednak robić to z głową.
Nie, żeby mówiła w swoim imieniu, bo w tej chwili każde jej działanie trochę odbiegało od definicji “robienia czegoś rozsądnie”, inaczej siedziałaby w jakiejś norze i się nie wychylała. Mało jednak miała tak naprawdę do stracenia, skoro i tak jej szukali.
Pod domem informatora dała Clearwater działać jako pierwszej, skoro to ona znała Edwardsa i mogła mieć więcej informacji o tym, czego mogły się spodziewać.
Skinęła Maeve i starała się rzucić zaklęcie, które miałoby im pomóc.
- Homenum Revelio - powiedziała, widać nie dość przekonująco, bo zaraz próbowała znów, gdy nic się nie wydarzyło - Homenum Revelio! - rzuciła trochę głośniej. Zmarszczyła brwi, gdy znów jej nie wyszło, patrząc na swoją zdradziecką różdżkę. - Rzesz w rzyć Merlina, co jest? Homenum Revelio! - spróbowała po raz ostatni, jednak znów nic się nie stało. Spojrzała z irytacją na towarzyszkę i uniosła ręce do góry w geście poddania się, czując przy tym lekkie zażenowanie. Trzy próby, każda nieudana, byle by później szło jej lepiej.

| rzuty [1], [2], [3]

Jackie Rineheart
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Miasto Lancaster

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach