Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth
AutorWiadomość
Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]29.06.21 11:45

Pub “Ostatnia kropla”

★★
Przybytek jest głośny, a alkohol obficie przelewa się między zadowolonymi twarzami – nie tylko marynarzy, nie tylko poczciwych mieszkańców Plymouth. Podobno to tutaj twórca słynnego lokalnego ginu wpadł na recepturę, która podbiła angielskie serca. Chociaż oślepiający świt powinien wyganiać przepitą klientelę, to dla niektórych wieczór nigdy się nie kończy, a żadna kropla nie jest tą ostatnią. Drewniane drzwi trzaskają, przepuszczając do zadymionego wnętrza kojące nadmorskie powietrze. Jest tu ciasna scena w kącie i całkiem pokaźny komin, brakuje tylko sakiewki bez dna, ale i bez niej łatwo tu zgubić samego siebie.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:28, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]02.08.21 14:58
27 grudnia

Wszystko było już ustalone, miał tylko sfinalizować sprawę. Może powinien był odwiedzić ją w domu, w Ottery, ale niezręcznie mu było zjawiać się w progu. Miał jeszcze parę rzeczy do załatwienia po drodze, wierzył, że nie będzie dla niej problemem spotkać się z dala od tego całego Uriena i jego oskarżycielskiego wzroku; że nie dowie się o tym spotkaniu żaden Walter i nikt nie postanowi przypadkiem i niepotrzebnie bronić honoru pięknej damy nawiedzanej przez pół cygana.
Wolał się też spotkać z nią sam na sam, bez żadnych niepotrzebnych świadków, chociaż nie miał tak naprawdę pojęcia, czy jako młoda dama mogła sobie na to w ogóle pozwolić — liczył na to, że skoro raz wymknęła się na potańcówkę, drugi raz nie będzie stanowił dla niej wielkiego wyzwania.
Czekał na nią, zgodnie z zapowiedzią, przed pubem, który przez wzgląd na wczesną porę był całkowicie pusty, ledwie otwarty. Nikt podejrzany nie kręcił się jeszcze po okolicy, dochodziło południe, a w środku pojawiły się czarownice, które miały przygotować się do otwarcia. Poranek był dość mroźny, więc w oczekiwaniu na rudowłosą dziewczynę trzymał ręce w kieszeni kurtki, bawiąc się w nich palcami. Oderwał się od zimnego muru, kiedy ją zobaczył, prostując instynktownie i wychodząc jej naprzeciw. Wyciągnął ręce z kieszeni i potarł je o siebie.
— Cześć. Cieszę się, że jesteś. Znaczy, że zgodziłaś się na spotkanie, tak jak powiedziałem, nie zajmę ci wiele czasu. Zresztą, wiesz o co chodzi. Chyba, że chcesz wejść do środka na coś ciepłego?— zaproponował, ale nie zamierzał naciskać. Pozostawił jej wybór, ale nie chciał jej zatrzymywać. Mało bywał w domu w ostatnich dniach, znikał od rana do wieczora, sporo trzeba było ogarnąć, pracy chwytał się każdej, byle tylko udało mu się zebrać przed Nowym Rokiem jak najwięcej oszczędności. — Mam nadzieję, że miło spędziłaś święta.— Dla niego to były pierwsze od dwóch lat święta w gronie rodziny, najbliższych. Mimo to były inne od wszyskich, do tej pory, ale przecież życie z dnia na dzień zaskakiwało, a nic dwa razy zdarzyć się nie mogło.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]03.08.21 2:25
O wszystkim dowiedziałam się oczywiście od Sheili. Akurat dobrze się składało, nie miałam pojęcia, czy była to kwestia przypadku czy tego okrutnego felernego przeznaczenia, które całkowicie i na poważnie się na mnie uwzięło. Może jednak ktoś rzucił na mnie jakąś klątwę i nie miałam tego świadomości. Chyba powinna tak na wszelki wypadek poprosić Melody, coby sprawdziła, czy wszystko w porządku jest. Sprawa wyglądała tak, że akurat miałam być tam gdzie napisał. Zobaczyć nowy dom Uriena, o którym mi wspomniał. Okropnie się cieszyłam, że postanowił ten Londyn wziąć i opuścić. A już fakt, że do Devon postanowił wrócić, było pełnią szczęścia, którego się w ogóle nie spodziewałam. Będąc już właściwie na miejscu, pojawienie się o wyznaczonej godzinie trudne nie było wcale. Chwilowe rozluźnienie przed nowym rokiem powoli dobiegało końca - przynajmiej dla mnie. Po głowie chodził mi pewien plan. Zamierzałam wykorzystać umiejętności, które posiadali bliscy mi ludzie, ale najpierw chciałam rozmówić się z Livią, byłam pewna, że będzie w stanie mi pomóc.
Z domu Uriena do samego Plymouth podjechałam na koniu. Bibi tym razem. Zsunęłam się z niej trochę wcześniej, kiedy uliczki w mieście zwęziły się. W prawej kieszeni miałam różdżkę i nauczona już odrobinę słowami pana Dee, co jakiś czas sprawdzałam jednak, czy nadal tam jest.
Dostrzegłam go już z pewnej odległości i kiedy tylko to się stało zatrzymała się na chwilę, wspięłam na palce i uniosłam rękę, żeby pomachać nią kilka razy. Zaraz potem przyspieszyłam, rozciągając wargi w uśmiechu, jednak nie tak szerokim, bo w sumie sama nie wiedziałam, jak szeroki powinnam prezentować.
- Cześć. - odpowiedziała. Unosząc rękę, żeby poprawić rude włosy skryte pod zielonym, wełnianym beretem. Zerknęłam na szyld pubu, uciekając wzrokiem, którym zaraz wróciłam do niego, kiedy nos zmarszczył mi się mimowolnie na to całego cieszenie się że byłam. Brew zaraz drgnęła. No tak, że się zgodziłam, nie że byłam. Skinęłam krótko głową. - Oh. I tak miałam być w okolicy. Urien kupił dom niedaleko. Poza tym, póki w głowie mam pewne myśli, do realizacji chce przejść od razu. - pokiwałam głową, podchodząc do juków Bibi z którego wyciągnęłam niewielką bawełnianą torbę, którą podałam Jamesowi. - Trzymaj. Spakowałam też trochę placka z wiśniami. I mieszankę, jak ją wyciągniecie z papieru to będzie pachnieć. I to o czym mówiła She. - wyjaśniłam wzruszając lekko ramionami. - Jakbyście potrzebowali pomocy to dasz znać? - upewniłam się zawieszając na nim jasne tęczówki. Kiedy zaproponował wejście do środka zerknęłam raz jeszcze na szyld, by zaraz pokręcić głową. - Mam kilka pytań więc chcę udać się do portu, licząc na to, że złapie kogoś kto mi pomoże. Powiedziałam, że za dwie godziny będę z powrotem. - sięgnęła do lewej kieszeni wyciągając zegarek na który zerknęłam, Zamknęłam go i schowałam. - Możemy pójść razem. Znaczy jeśli idziesz w tamtą stronę? - szedł, czy może zostawał na dłużej. Zawahałam się w pół kroku, w końcu nie ruszając dalej. Usta rozciągnęły mi się w uśmiechu. - Dziękuję, były… udane. - spokojnie w sumie, chociaż w jakiś sposób towarzyszyło mi niespełnione oczekiwanie. - U was musiało być pięknie. - rozmarzyłam się na chwilę. - Sheila mówiła, że też potrafisz grać. - dodałam zamyślając się. - No i… byliście w końcu razem. - słowa te poczułam jak oblekłam czymś w rodzaju jednoczesnej radości - bo cieszyłam się szczęściem przyjaciółki, ale i nostalgii - bo wspomnienie świat z mamą i Brendanem, nadal żywo rozgrywało mi w głowie zwłaszcza w tym okresie i smutkiem, bo do tej pory nie przyszły żadne wieści od Brendana. Splotłam dłonie przed sobą, przesunęłam ciężar ciała z pięt na palce i z powrotem. Zwróciłam spojrzenie na Bibi, która prychnęła, jakby poganiając mnie do drogi - przynajmniej tak to odebrałam. Uniosłam rękę, żeby ją pogłaskać.



She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]30.08.21 12:36
Kiedy podeszła bliżej uśmiechnął się do niej, krótką chwilę tylko mierząc ją wzrokiem, by przenieść go zaraz na konia, którego prowadziła. Zdążyli się już poznać, śmiało więc wyciągnął do konia rękę, robiąc krok do przodu, zupełnie bez przekonania, że może nie powinien. Koń nie był jego, mimo to podsunął mu dłoń pod chrapy, a potem pogładził go dłonią, przeciągając ją na czoło i głaszcząc Bibi delikatnie po głowie. Nie mógł się z nią nie przywitać. Może była tylko koniem, ale jej także należało się trochę przyzwoitej czułości. Na wspomnienie o Urienie, uniósł brew i zerknął na nią, odsuwając się w końcu i wsuwając dłonie do kieszeni kurtki.
— Co za nieprawdopodobny zbieg okoliczności. W okolicy — mruknął, tracąc entuzjazm, uparcie utrzymując jednak kąciki ust nieco w górze. Instynktownie rozejrzał się dookoła, jakby przeczuwał, że oboje mogą być obserwowani. Nie było w tym nic złego, nie robili niczego niewłaściwego, a jednak ta myśl wpływała na niego drażniąco. Odebrał od niej placek z wiśniami z pewnym zaskoczeniem. — To dla mnie? Dla nas?— poprawił się szybko, zaglądając do środka. Nawet nie przyszło mu myśleć o podobnych rarytasach, a sam zapach placka, pomimo niskiej temperatury na dworze i z pewnością nieco stwardniałego przez nią ciasta sprawił, że zaburczało mu w brzuchu. — Dziękuję. Nie musiałaś — przyznał, unosząc na nią spojrzenie. Otworzył usta, a potem je zamknął, by w końcu lekko posiać głową i przyznać: — To bardzo miłe z twojej strony. Ja... uwielbiam wiśnie. — Fakt, że wiśnie były jego ulubionymi owcami jednak przemilczał. Przygryzł policzek od środka z uśmiechem. Przeznaczenie rzeczywiście sobie z nich drwiło. Zastanowił się chwilę, obejmując paczkę z plackiem delikatnie. — Pomoc się przyda. Nie mamy jeszcze miejsca wybranego. Londyn nie jest bezpieczny, ale z zakładam, że będziemy musieli zmobilizować wszystkie siły, by stworzyć odpowiednie miejsce. Steffen zna się na zabezpieczeniach, pomoże nam na pewno zadbać o mieszkanie. Albo dom. Tak, żeby wszyscy czuli się bezpiecznie. Pracuje w banku — dodał po chwili, spoglądając znów na Nealę, jakby chciał ją zapewnić, że przez wzgląd na nazwisko nie będzie miała się czego obawiać. — Steffen Cattermole, znasz go może? — Nie miał nawet pojęcia, że mieli wspólnych znajomych.
Kiedy wspomniała o porcie, obrócił głowę w drugą stronę, marszcząc na chwilę brwi.
— Sama?— Port bywał niebezpieczny, przypływali do niego różni czarodzieje, wśród nich bywały także męty, którym nie powinna ufać, nawet jeśli to wszystko miało miejsce w Devon. — Pewnie okażę się wścibski, ale z czym potrzebujesz pomocy w porcie? Jeśli nie masz nic przeciwko, chętnie ci potowarzyszę. — Może nie wyglądał na szczególnie skuteczną ochronę, ale zawsze był mężczyzną, który potrafił odpowiednio zareagować. A ona? Młoda, niewinna i bezbronna. A do tego zupełnie pozbawiona opieki.
Jeszcze nie czekając na jej odpowiedź ruszył powoli ulicą w dół, w kierunku, w którym zmierzała.
— Tak. Byliśmy razem. Wszyscy — przyznał, a na twarzy mimochodem pojawił się pogodny, delikatny uśmiech. — Trochę to dziwne, wiesz, po takim czasie być znów razem. Minęły przeszło dwa lata, to mnóstwo czasu.— Zmarnowanego, straconego bezpowrotnie. Nigdy nie uda im się go odzyskać.— Jednocześnie chyba nie mogłoby być lepiej. — Pomimo tej wojny, pomimo dramatów, które rozgrywały się wokół. Ich mały świat znów był kompletny, a najważniejsze elementy układanki na swoim miejscu.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]13.09.21 20:49
Trzymałam za wodze Bibi, podążając tęczówkami za ruchem Jamesa. Milczałam, kiedy witał się z Bib bo właściwie nie było sensu ciszy bezsensownie wypychać słowami. Jasne spojrzenie przesunęło się po dłoniach, które znajdowały się na czole Bibi, a później przesunęły na twarz, żeby obserwować na niej zmiany. Prawie drgnęłam, kiedy nagle na mnie spojrzał nagle na wspomnienie Uriena brew unosząc do góry. Prawie, Bo jednak nie. Przekrzywiłam odrobinę głowę w bok na padające z jego ust słowa.
- Masz dziwną zdolność, Jamesie Doe. – powiedziałam unosząc kącik ust ku górze. Od pierwszego spotkania, bo każde kolejne coś zawsze było zdumiewające. Pojawiający się znikąd, albo wskazujący miejscu w którego okolicy przebywałam choć nie mógł mieć tego świadomości. Znajdujący mnie w najwstydliwszej sytuacji życia i okazujący się bratem bliskiej mi duszy. Los już wielokrotnie z nas sobie kpił. Przytaknęłam głową a potem wywróciłam łagodnie oczami. – Oczywiście, że nie musiałam. – wzruszyłam ramionami. Zaraz jednak uśmiech rozciągnął moje wargi. – Ale o ile przyjemniej jest robić coś z potrzeby serca. - orzekłam unosząc ku górze wargi. Kiedy skomentował owoc, który zawierał w sobie placek uniosłam najpierw brwi w lekkim zdumieniu, by zaraz przekrzywić też trochę głowę wydymając usta. Nie skomentowałam jednak tego uwielbienia do wiśni, kwitując ja krótkim uśmiechem i odwróceniem spojrzenia od jego twarzy. Na krótką chwilę zajęłam się Bibi, przesuwając dłonią bo boku jej pyska, później na szyję, tak żeby nie poczuła się pominięta. Kiedy zaczął mówić jedynie przytaknęłam z początku krótko głową. Jak się przyda, to będę. Jedna z brwi drgnęła mi dopiero na pojawiające się imię Steffena.
- Steffen Isabelli Steffen? - zapytałam opuszczając dłonie, uniosłam rękę, żeby przesunąć dłonią po rudych włosach. - Wychodzi na to, że znam. - orzekłam marszcząc trochę brwi. Ktoś jeszcze znał nas ale nie wiedzieliśmy, że znamy się? Ostatnio wychodziło że tak.
- Z Bibi? - zaryzykowałam odpowiedzą w podobnym geście marszcząc brwi. Zaraz przekrzywiłam głowę w bok na kolejne słowa. - Trochę. - przyznałam szczerze, zmrużyłam oczy, mierząc go uważnym spojrzeniem, jakby zastanawiając się, czy powinnam zdradzać powód swojej podróży, czy zachować też do siebie. - Wuja załatwił mi spotkanie z zarządcą, chcę go zapytać o kilka aspektów transportu morskiego. Możliwe, że będę potrzebować tych informacji… później. - przyznałam w końcu prostując głowę i wyjawiając cel mojej wizyty. Nagłe ruszenie trochę mnie zaskoczyło. Zamrugałam kilka razu zdumiona i w kilku szybszych krokach ciągnąc za sobą Bibi zrównałam z nim krok, odnajdując się po jego prawej stronie. Powinnam jeszcze przyznać, że nie mam nic przeciwko, czy uznać, że uznał że nie mam - jak nie miałam, skoro w drogę dalej już ruszył? Nie byłam pewna. Dlatego przez chwilę milczałam, stawiając kolejne kroki, przygryzając nieświadomie dolną wargę. Zerknęłam w bok, na jego profil, kiedy skręciliśmy na temat świąt. - Chyba wiem. A może bardziej wyobrazić sobie potrafię. - przyznałam po krótkiej chwili milczenia. Uciekając spojrzeniem przed siebie. - Mam brata starszego o dekadę. Ale nie wiem gdzie teraz jest. Już sporo go nie ma. Dlatego nie zostałam na Chancery Lane. Jest aurorem… znaczy był. - zastanowiłam się na głos. Na chwilę trochę mina mi zmizerniała, ale zaraz wzięłam wdech by wziąć się w garść i uśmiech na usta ubrać na powrót. - Oh! - przypomniałam sobie nagle, a dłoń mimowolnie przesunęła się w podekscytowaniu mając zacisnąć się na jego ramieniu, ale kiedy otarła się o tą należącą od niego olśniło mnie, że nie znamy się na tyle, ze łapać go tak jak dusza zapragnie. Opuściłam ją więc, zaciskając w pięść na chwilę i rozprostowując palce. - Będę mieć nowego towarzysza niedługo. - przypomniałam sobie list od pana - znaczy nie pana - Percivala, bo właściwie to nie mogłam się już doczekać aż smoczognik zjawi się w Ottery. - Ale nie zdradzę na razie nic więcej. - będzie musiał znów przypadkiem mnie znaleźć. Choć to żadne wyzwanie nie było już teraz, skoro wiedział gdzie mieszkam.


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]14.09.21 12:33
Pochylił głowę do przodu z fałszywą skromnością. Zdradził go cwany uśmiech, który poszerzył się wyraźnie na jej słowa. Poklepał Bibi po szyi, unosząc zaraz na nią spojrzenie, płynnie zerkając też na jego właścicielkę stojącą obok, na tyle blisko, trzymającą w dłoniach wodze, by nie musiał zbytnio podnosić głosu.
— Zdradzę ci sekret. Moja babka była wróżką — odpowiedział jej, patrząc prosto w oczy. Spoważniał na chwilę, rysy twarzy wygładziły się, po chwili pochylił też ku niej bliżej. Ta część tajemnicy musiała trafić tylko i wyłącznie do niej, nie mógł pozwolić sobie, by ktokolwiek go podsłuchał.— Nauczyła mnie zmieniać nieprawdopodobne zbiegi okoliczności w przeznaczenie.— Wyprostował się i wzruszył ramionami, bez trudu utrzymując wziąć tą samą, nieprzemijającą powagę na twarzy. Nie mówił prawdy, nie licząc słów o samej babce. Czy była jasnowidzem, nie wiedział, ale potrafiła spoglądać w karty. Jemu jednemu nigdy nie chciała zdradzić tego, jaką wiadomość niosły dla niego. — A więc twoje serce ma potrzebę pozbywania się jedzenia...— Poprawił uchwyt placka, nie chcąc by stała mu się najmniejsza krzywda. Zamierzał aż do samego powrotu do Londynu traktować go z największą troską. O ile zdąży przetrwać, coraz częściej myślał o tym, że lada moment po prostu go zje. — Myślę, że jestem świetny w spełnianiu takich potrzeb. Wiesz, jakbyś miała więcej placków na zbyciu.. Daj znać.— Uśmiechnął się przyglądając przez chwilę jej dziewczęcej, młodziutkiej twarzy. Jaśniejącej przy tej pogodzie twarzy, cerze bladej jak mleko, obsypanej rdzawymi kropkami. — Tak! To znaczy, nie znam Isabelli, wciąż się zastanawiam, czy jest prawdziwa, ale tak. O niego chodzi — potwierdził. — Przyjaźni się z Thomasem.— Fakt, że był starszy nie poprawiał jego sytuacji w oczach Jamesa, zbyt dużo o nim wiedział — ale zakładał, że Neala nie była zaznajomiona ze wszystkimi szczegółami z jego życia. — I ze mną. I Marcelem. — dodał pośpiesznie, przewracając lekko oczami. Utkwił w niej wzrok, kiedy zdecydowała się zdradzić, przynajmniej pobieżnie, swój plan na wycieczkę do portu. To mu wystarczyło, nie chciał wiedzieć więcej. Pokiwał głową. Zdawało mu się, że towarzyszenie jej przynamniej przez chwilę było nie tylko odpowiednim pomysłem, ale wyrazem przyzwoitości. Nie mógł jej pozwolić iść tam samej. W porcie roiło się od ludzi, którzy nie tylko wykorzystywali naiwność ludzi, ale przede wszystkim byli gotowi wykorzystać niewinność i bezbronność kobiet, nie wspominając już tak delikatnych i drobnych jak ona. Ledwie odrastała od ziemi, prowadząc wielokrotnie większe od siebie zwierze, które — mimo swych gabarytów— nie było w stanie uchronić jej przed złymi zamiarami. Patrzył przed siebie, w stronę powoli wyłaniających się portowych budynków. Rozmowa na temat świąt wprawiła go w lekka zadumę. Ten czas był niezwykły i był szczęśliwy. Na tyle, że zaczął się zastanawiać, kiedy wszystko runie; musiało. Dostęp do tak nieograniczonego szczęścia nie był mu przeznaczony. Kiedy wspomniała o bracie, spojrzał na nią, zawieszając — tym razem on— spojrzenie na jej profilu. — Przykro mi — powiedział cicho, wiedząc, że nie było nic, co mógłby jej powiedzieć w tej chwili i przy podobnym wyznaniu. Nie był w to dobry, pocieszanie ludzi było trudne, szczególnie jeśli wierzył, że takim wymuszonym optymizmem karmiło się naiwnych by napełnić ich serca wiara, a potem wyrwać dłonią z piersi bez mrugnięcia okiem. Ona też musiała zdawać sobie sprawę, że jej brat... mógł już nigdy nie wrócić. — Uważaj, jest ślisko— przestrzegł ją cicho, zerkając na kocie łby pod nogami. Brew mu drgnęła, gdy znowu to zrobiła. Tak nagle i niespodziewanie — choć pewnie powinien był już przywyknąć, poczuł jej dłoń. Uśmiechnął się powoli, nigdy nie do końca wiedząc, skąd się to brało i co oznaczało. Ta bezpośredniość czynów, brak barier, które widział u dziewczyn z dobrego domu. Patrzył na nią chwilę, może chwilę za długo, jakby próbował z jej twarzy odczytać prawdę o zamiarach, ale wyglądała tak, jakby sama tego nie zauważyła. Nic nie powiedział , spojrzał w dół, na jej dłoń, kiedy zaciskała palce i rozluźniała. — Nowego towarzysza... Brzmi dość tajemniczo.— Zmrużył oczy, zerkając na nią, nie zwalniając też tempa. Szedł i tak dość powoli, biorąc pod uwagę jej drobne kroki. — Co? Nie można tak!— oburzył się, zatrzymując w końcu. — Zaczynać temat, a potem twierdzić, że to tajemnica. To jest... — zastanowił się chwilę, błądząc spojrzeniem po jej twarzy, szukając odpowiedniego argumentu, który mógłby do niej trafić. — Bardzo, bardzo nieeleganckie.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]29.10.21 11:44
Brew mimowolnie uniosła mi się ku górze na słowa, które wypowiedział i kiedy do przodu wziął i się przechylił a uśmiech na jego ustach już wiedziałam jaki był. Znaczy zdawało mi się że był. Skrzyżowałam z nim tęczówki z tą samą miną. Trochę zaciekawiona i trochę poddając pod wątpliwość słowa, które wypowiadał. Zaskoczył mnie, kiedy zbliżył się bardziej, ale nogi pozostały na miejscu. Patrzyłam w tęczówkach dostrzegając tą samą korę i bursztyn, co u Sheila. Czemu wcześniej nic mi się nie skojarzyło. Coś uderzyło mi mocniej w piersi nie wiedząc co właściwie dalej? A kiedy słowa znów wysunęły się z jego ust w pierwszej chwili na mojej twarzy pojawiło się zdumienie, żebym zaraz przypomniała sobie. - Przeznaczenie. - mruknęłam, wykrzywiając usta i wywracając oczami. Tak, nadal byłam z nim na ścieżce wojennej. Kogoś kto je przyciągał i zmieniał w ogóle nie potrzebowałam.
W pierwszej chwili brwi uniosły mi się w zaskoczeniu na te całe słowa o potrzebie pozbywania się jedzenia. Zaraz jednak zmarszczyłam brwi krzyżując z nim jasne tęczówki. Kącik ust powoli unosił mi się ku górze, rozciągając wargi w uśmiechu.
- Będę pamiętać. - obiecałam unosząc rękę, żeby odgarnąć kilka rudych kosmyków z ramienia na włosy. Przesunęłam po nich palcami opuszczając dłoń i słuchając wypowiadanych słów. Zaśmiałam się na wypowiedziane słowa i pokręciłam krótko głową.
- Prawdziwa, zaręczam. - podsumowałam, nie wiedząc, jak można było uznać jej byt za niezbyt bliski realności. - I piękna, jak wiosna, która dopiero co za rozkwit życia się bierze. Odważna też. - przyznałam ze spokojem. - Oh. - wypadało z moich ust, ale nos mimowolnie mi się zmarszczył mimo że próbowałam to ukryć a w słowach nie dało się znaleźć nawet kawałka entuzjazmu. Thomas, nadal miałam mu za złe. A może bardziej sobie, że tak się omamić dałam kilkoma ładnymi słówkami. Że niby ładna, że też uwierzyć w to zechciałam. Musiałam wyciągnąć lekcję z tego spotkania. Nie wierzyć w komplementy mężczyzn, jest tak jak Sheila mówiła - mają tylko w głowie mi mącić i nic dobrego nie przynieść. Nawet prawdą mogły nie być. - Długo się znacie? - zapytałam więc zamiast tego, wracając do tematu Steffena. Cóż z pewnością lepszy był niż Thomas.
- Dlaczego? - zapytałam nie zwracając jednak ku niemu tęczówek. Wzruszyłam ramionami a później westchnęłam. - Wiedziałam, że Brendan będzie walczył i walczy nadal, jeśli… - urwałam unosząc rękę, żeby na chwilę przesunąć ją pod wargi. - Dlatego ja też zamierzam. Ale mierząc siły własne na zamiary. - zapowiedziałam mu a na twarzy widać było pewność i postanowienie, nie dodałam jednak nic więcej.
- Rzeczywiście trochę jest. - zgodziłam się, co do tej sliskości, czując, że muszę napinać mięśnie w nogach, żeby pionu w miarę pilnować. Cóż, przecież to nie tak, że zaraz wezmę i równowagę stracę chodzić przecież umiałam. Moje wargi rozciągnęły się w równie tajemniczym uśmiechu. A chwilę później, kiedy oburzenie objawiło się w słowach i głosie uśmiechnęłam się pokazując rząd białych zębów. - Oczywiście, że można. - odcięłam się wywracając krótko oczami. Nie było żadnego prawa, co to zabraniało czy coś. Tęczówki zawieszając na jego twarzy, czekając na określenie jakie to było. A kiedy to już padło jedna z moich brwi uniosła się ku górze. Nieeleganckie? Drugi z jasnych brwi dołączyła do pierwszej w chwilowym zdaniu, po którym parsknęłam śmiechem. - Cóż za niefart. - odezwałam się po chwili, wychodząc na prowadzenie i na chwilę odwracając się plecami w kierunku w którym szłam. - Ze mało we mnie elegancji. - podsumowałam nadal z uśmiechem. - Ale mogę ci go przedstawić, jeśli zechcesz. - obiecałam, odwracając się znów na pięć.
Za szybko. Zdecydowanie za szybko.

em, no to lecę, poślizgnęłam się, ST utrzymania na nogach :think: 70? (bo zima i ślisko?)


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]29.10.21 11:44
The member 'Neala Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]09.12.21 9:42
Zauważył jej minę — dziwnie niezadowoloną, drwiącą i zdradzającą coś, czego bez jej pomocy nie był w stanie zrozumieć. Przechylił głowę, przyglądając jej się czujniej, a kąciki ust drgnęły w lekkim, tajemniczym uśmiechu.
— Nie wierzysz w przeznaczenie?— Znał wiele takich osób i może gdyby nie przeświadczenie we własne fatum ciążące nad nim i zdolności do czytania kart przez babkę, także z jej powodu i tego, co pewnie czyniła niektórym klientom uznałby to za błazenadę. Ale to była prawda. Przeznaczenie istniało, wszystko, co robili zapisane było w gwiazdach. A jemu nie dane było poznać swój los. I już nigdy nie będzie miał okazji dowiedzieć się, co ujrzała wtedy w kartach.
Przeszli kilka kroków, podkowy Bibi stukały po bruku. Zerknął na nią ponownie, kiedy spytała o Steffena.
— Trochę. Parę lat — odpowiedział nieprecyzyjnie. — Chodziliśmy razem do szkoły, mój brat był z nim w dormitorium — dodał zaraz, nie mając pojęcia, że to właśnie od jego tematu próbuje w ten sposób uciec. Wzruszył ramionami, ostrożnie nie wdając się głębiej w to. O tym, kim był Steffen i co potrafił chyba nie wiedziało zbyt wielu, nie chciał przypadkiem, podczas opowiadania jednej z wielu śmiesznych historii zdradzić jego tajemnicy.
Zamilkł na chwilę. Kiedy obrócił głowę, by na nią spojrzeć na jego własnej twarzy wymalowało się zdziwienie. Przyjęła to tak spokojnie, tak zwyczajnie, jakby naprawdę była na to przygotowana. Ale jak można było przygotować się na śmierć własnego brata, nawet jeśli jego codzienne życie obfitowało w niebezpieczeństwa. Jak można było przejść do porządku dziennego z jego zaginięciem? Nie miał złudzeń, było już pewne, że jeśli nie daje wciąż żadnego znaku — był od dawna martwy, ale nie był w stanie jej tego głośno wytknąć. Powiedzieć. Była silna — lub próbowała. Może przelała już za nim zbyt wiele łez, może była w stanie przemówić do własnego rozumu. Nie wiedział. Ale ta niepewność sprawiła, że patrzył na nią chwilę w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie umiał skomentować jej słów na jego temat, więc podjął drugi:
— Jak zamierzasz walczyć? — spytał rozbawiony, ale zaraz potem z niepokojem i troską znów jej się przyjrzał. — Nie chciałbym cię zniechęcać, ale twoje szanse w walce…— zaczął, ale nie skończył, szukając właściwych sformułowań. Nie chciał jej urazić, ale wiedział, że to, co powiedział mogło już wystarczyć. — Mam na myśli to, że… lady Weasley — mruknął, przypomniawszy sobie o tytule. — Jesteś… kompaktowych rozmiarów… Co zamierzasz robić właściwie? — Chyba nie stanąć na froncie, nie o takiej walce mówiła, prawda? Nie wiedział, co innego mogłaby robić. Jak to sobie wyobrażała. Znał inną walkę. Ludzie walczyli każdego dnia o życie, o zdrowie, o dostęp do jedzenia, ciepła i bezpieczeństwa. Ale na walce, o jakiej mówiła nie znał się wcale i był pewien, że nigdy nie weźmie w niej udział.
Otworzył usta, kiedy wyśmiała jego próbę wyłudzenia od niego informacji. Zmarszczył jeszcze brwi z niezadowoleniem. Czy ona się z niego naśmiewała?
— Nie kpij ze mnie — burknął, ale w głosie zatańczyło rozbawienie. — Jesteś damą, jak możesz być nieelegancka? — zdziwił się szczerze, mierząc ją wzrokiem, kiedy szła tyłem.— Jak to w ogóle możliwe? Jesteś tak… oryginalna… — nie umiał na szybko znaleźć bardziej adekwatnego słowa. Zbyt podobna do damy, by przypominać ludzi takich, jak on, a jednocześnie za mało podobna do dam z arystokracji? Gdzie właściwie się mieściła? Czy w ogóle ograniczały ja jakiekolwiek normy? Rodzina? Zaintrygowany pokręcił głową. — Oczywiście, że chcę. O ile nie jest to żaden Walter Drugi— prychnął. Zachwiała się, odruchowo więc wyciągnął ku niej ręce, żeby jej nie powalić upaść. Złapał ją za dłonie mocno, ale zaraz puścił, gdy okazało się, że udało jej się udać i bez jego pomocy. — Przepraszam, myślałem, że…— Nie dokończył. Obrócił głowę w kierunku, w którym szli.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]22.12.21 1:45
-Oh, nie. - zaprzeczyłam zaprzeczeniu. - Nie, nie, nie, drogi panie. - mówiłam dalej marszcząc niezmiennie nos i brwi. Przekręciłam głowę w bok, uniosłam wolną rękę i palec wskazujący wbiłam lekko w jego pierś. - Wierzę całkowicie. - przyznałam w końcu potwierdzając to, co prawdą samą w sobie było. Zaraz po tym krótki prychnięcie wypuściłam z ust widocznie złością obleczne. - Tylko szczerze go nie znoszę. - wytłumaczyłam się krótko spoglądając z zawziętą miną przed siebie. Przeznaczenie, razem z losem i wszechświatem, one wszystkie - byłam o tym całkowicie przekonana - uwzięły się na mnie okrutnie, w moich rozterkach dostrzegając z pewnością wybitną rozrywkę. Już widziałam, jak spotykają się cyklicznie, żeby przy ciepłej ziołowej herbacie debatować nad tym, jak tym razem wziąć i tak mi ścieżki ułożyć, żebym nie marzyła o niczym więcej, jak po raz kolejny nad rozstąpieniem się ziemi pode mną.
- To sporo. - podsumowałam, kiedy temat na Steffena się przesunął. Nos zmarszczył mi się znów na chwilę, kiedy brat wypadł z jego ust. Powstrzymałam wywrócenie oczami. Ale kolejny temat wcale nie był lepszy. Jeszcze wierzyłam, że Brendan nie dał się tak łatwo. Ale z każdym mijającym dniem i każdą ciszą trudno było nadal wlewać w serce nadzieje. Ale nie mogłam się jeszcze poddać. A może nie chciałam. Bo przyjęcie do wiadomości, że jego nie było, sprawiało, że musiałabym stanąć przed jednym smutnym wnioskiem. Okrutnym. Trudnym. Niesprawiedliwym. Takim, że zostałam sama. Miałam co prawda Wujaszka i Cioteczkę, ale… trudno było mówić, że to to samo. Kochałam ich, ale zawsze tęskniłam za tym, czego tak szybko mi zabrakło.
Uniosłam trochę brodę, kiedy zobaczyłam rozbawienie, kiedy o walce wspomniałam swojej własnej. Odwróciłam urażona głowę w bok spoglądając na wędrującego obok konia. Milczałam, kiedy dalej te swoje słowa mówił, kiedy to kompaktowe padło przekręcając gwałtownie moją głowę, unosząc w ruchu do góry rudę włosy. Ukazując zmarszczone w złości brwi.
- Walczyć można na wiele sposobów, jeśli już musi pan wiedzieć, panie Doe. - odpowiedziałam, zadzierając nos. - Wojna to nie tylko walka na froncie. - dodałam marszcząc nos. - Poza tym… - dodałam jeszcze odwracając roziskrzone spojrzenie przed siebie, do kompletu marszcząc brwi. - Potrafię niezgorzej czarować. - byłam pilną uczennicą, a kuzyn Garrett zaczął uczyć mnie zaklęcia patronusa - gdyby nie wierzył, że jestem w stanie rzucić tego zaklęcia, czy kłopotał się podjęciem stawiania fundamentów pod nie? - A magia nie zależy od rozmiarów, jakbyś nie wiedział. - mruknęłam jeszcze widocznie niezadowolona tą własną kompaktownością czy jak to tam powinno się odmienić.
Wzruszyłam ponownie ramionami, kiedy pytanie wypadło z jego ust. Brakowało mi zdecydowanie i gracji i elegancji. Pragnęłam ich, ale ciężko było posiadać grację jak się rude włosy miało i twarz pełną piegów - moim zdaniem oczywiście. Kilka kroków pokonałam w milczeniu wychodząc na przód i odwracając się tyłem do drogi, stawiając kroki za siebie.
- Nigdy nie twierdziłam, że jestem. - wypowiedziałam marszcząc lekko nos. - Damą. - dodałam jeszcze precyzując to, do czego się odnoszę. Czy byłam oryginalna? Może. Tylko czy to właściwie było coś dobrego? -  Kiedyś, przed wojną, tą mugolską… - zaczęłam odwracając w jego stronę głowę. - ... w Ottery stała rodowa rezydencja. Ale zniszczono ją podczas wojny. Cały majątek rozdaliśmy tym, którzy tego potrzebowali. - właściwie to nie ja, ale mówiłam o nas, bo jednoczyła nas ta sama krew. Czy było mi szkoda? Murów i pieniędzy? Nie, bo żadne z nich nie potrafiło dać prawdziwego szczęścia. - Widziałeś jak żyję. - przypomniałam opuszczając w końcu głowę. - Nie mamy jedwabi i ananasów. - dodałam w krótkim żarcie milknąc, żeby za chwilę znów podjąć. - Zastanawiam się czasem… - zaczęłam, zawieszając na kilka sekund głos. - ...czemu ci, co swoim szlachectwem się szczycą, tak niewiele jego samego w sobie nieść potrafią. - zapytałam w końcu opuszczając głowę na dół. Odwracając spojrzenie. Usta rozciągnęły mi się w uśmiechu na kolejne słowa, a w oczach rozjaśnił blask. - Nie jest. Ale jest fe-no-me-nal-ny. - obiecałam znów zerkając ku niemu, jednocześnie mniej uważnie zamierzając odwrócić się w odpowiednim kierunku. I to był błąd. A jakże. Poczułam to od razu. Tak samo jak dłonie, które złapały moje. Były ciepłe, mimo mrozu. Spojrzałam na nie, by unieść wzrok ale nie napotkać spojrzenia które wpatrywało się w drogę przed nami. - Ekhm… - odchrząknęłam prostując się i stając pewniej na nogach. - To nic. Dziękuję. - odpowiedziałam czując jak piec mnie zaczynają policzki. Kolejny dobry moment na rozstąpienie się ziemi, który jak zwykle nie nastąpił. - Już prawie jesteśmy. - rzuciłam jakby na wytłumaczenie siebie samej nie robiąc jednak kolejnego kroku dalej. Dlaczego?


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]18.01.22 23:25
Uniósł brwi, starając się, naprawdę, za wszelką cenę opanować narastające rozbawienie, ale to było silniejsze od niego. Ciemne leki przykryły jedną zdumioną brew, a usta zacisnęły się mocno. Pokiwał głową na znak zrozumienia, ale wszystkie te elementy stworzyły jedną, komiczną całość, zamiast pełnej powagi, której od niego oczekiwała.
— Co ci zrobiło? Nadepnęło na odcisk? — spytał w końcu, odchrząknąwszy w zaciśniętą pięść nutę rozbawienia i z całych sił zerknął na nią z kamienną twarzą kogoś, czyj poziom empatii był tak wielki, że był w stanie pojąć jej ból i żal względem kapryśnego losu. Wiele razy go przeklinał i wygrażał się, jakby jego zemsta miała jakiekolwiek prawo bytu — tylko, na kim miałby się zemścić, jeśli nie na sobie samym w tym przypadku? Spojrzał przed siebie, zbliżali się do celu, a przynajmniej tam, gdzie cel miał istnieć według rudowłosej panienki. Zerknął na nią, aby upewnić się, że nie pomyślała, jako chciał się wyzłośliwiać. Była dumna, nawet bardzo. Ale nie było w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Zazdrościł jej tego trochę. Tak silnych przekonań, trudnych do nagięcia, podważenia. Sam był bardziej elastyczny. Musiał być, by przeżyć poza cygańskimi obozami.
— Więc jak chcesz walczyć, panno Weasley? — spytał, ale zaraz potem zerknął na nią. — Lady Weasley... — poprawił się, zaciskając palce na wiśniowym cieście. W brzuchu mu zaburczało, ale nie wypadało, by zabrał się za jedzenie już teraz. Jak by to wyglądało? Pokiwał głowa z pewną pokorą, nie zamierzając się z nią kłócić, ani prowokować jej do udowodnienia czego potrafi. Nie był nigdy zbyt pilnym uczniem, ledwie zdawał z roku na rok, będąc w tyle za średniakami ze swojego własnego rocznika. — A to nie to samo? No wiesz, lady to bycie damą? — Zmarszczył brwi. Zawsze wydawało mu się tym samym, całe to arystokratyczne nazwisko do czegoś zobowiązywało.
Wysłuchał jej słów, jej historii, opowieści o rodzinie w milczeniu i zadumie.
— To bardzo szlachetne z waszej strony — przyznał, ale w jego głosie nie było ani fałszu ani obojętności. Rozbrzmiewało w nim szczere, dogłębne zdumienie. — Trudno jest pozbawić się wygód i możliwości, oddać to, co zapewnia komfort i poczucie bezpieczeństwa. Po prostu... oddać... — mruknął, unosząc brew. Kradł od małego, kradł czasem dla zabawy, czasem po to by udowodnić coś bratu, może samemu sobie, ale przyszedł czas, że kradł bo musiał, by przeżyć, zapewnić byt sobie i swojej rodzinie. Czy Neala wiedziała? Nie, niemożliwe. Jeśli Sheila się domyślała nigdy nie puściłaby pary z ust, nawet przyjaciółce. Co by o nim pomyślała, gdyby znała prawdę? Nie zrozumiałaby, był pewien. Dbali o swoich. Dbali o siebie wzajemne, ale o obcych? Czy rodzina Neali postrzegała tych potrzebujących tak, jak oni postrzegali resztę taboru? Czy to w ogóle było możliwe w takiej skali?
— Myślisz, że rozpoznałbym jedwab od bawełny? — spytał zaczepnie, spoglądając na nią. Zaraz potem spoważniał, a spojrzenie pomknęło przed siebie. — Nie wiem, jak żyją inni arystokraci. Czym są ich luksusy. Dla mnie to jak żyjesz jest najprawdziwszym luksusem. Masz stały kąt, dach nad głową. Budynek składający się z wielu pokoi, każdy może mieć własny. Kuchnia, pełna spiżarnia, konie. Konie, które nie służą wyłącznie do pracy, do zarabiania. Piękne, zdrowe konie — przyznał szczerze, choć cicho, z jakimś trudnym do opanowania wstydem w głosie. Wiedział, ile kosztowało utrzymanie tych zwierząt, jeśli nie miały na siebie same zapracować. — Niezliczoną pewnie ilość sukienek. Moja siostra ma... nie wiem. Może trzy — nie wiedział, ale obserwował ją, jak szyła zacięcie i tworzyła coś, drobne ozdoby które mogły zmienić cały wygląd. Materiały były drogie, a ich nie było na nie stać. Spojrzał pod nogi. Przyznać się do biedy, nawet jeśli była widoczna gołym okiem, jeszcze przed taką panną jak ona nie było łatwo. — Tak czy siak, ananasy są ohydne — dodał szybko żartem, chcąc odpędzić temat i ciążący z nim ponury nastrój. Zaraz potem wszystko się zmieniło, dopadło go wiercące uczucie zażenowania. Czuł, że się wygłupił, świetnie radziła sobie sama. Zachował się natarczywie. Zacisnął palce na cieście, które o mało nie wylądowało na bruku. Stał, parząc przez chwilę we własne, brudne i nadszarpnie czasem buty.
— Ta... Poradzisz sobie dalej, tak? — Chyba nie potrzebowała dłużej jego pomocy. Uniósł na nią powoli spojrzenie. — To był bardzo miły spacer. Dziękuję — Uśmiechnął się lekko, szukając jej spojrzenia. — Jeśli ci się na nic nie przydam wrócę do domu. Myślę, że Sheila się martwi — skłamał, próbując jakoś zręcznie wysupłać się z tej niezręcznej sytuacji, która zdarzyła się pod koniec. Zmarszczył brwi na chwilę, szukając odpowiednich słów i plując sobie w brodę, że nie wiedział, jak powinien się teraz zachować, by nie wyjść na gbura. — To... do zobaczenia? Na imprezie?


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]22.01.22 17:57
Byłam całkowicie poważna. Tak poważna, jak tylko się dało. Wredne przeznaczenie, a razem z nim los, który wierutnie wzięli i uwzięli się na mnie. Byłam o tym całkowicie przekonana. Nie miałam co do tego żadnych - najmniejszych - wątpliwości. W swoim chwilowym oburzeniu właściwie nie zwróciłam uwagi na rozbawienie mojego towarzysza.
- Żeby to raz! - odpowiedziała wyrzucając trochę dłonie na boki w tym samym oburzeniu marszcząc jeszcze brwi do kompletu. Wrednie podtyka mi kamienie pod nogi, albo brał i drogi ślizganie robił. Zawsze działał mi na złość i nikt nie był w stanie zmienić mojego zdania, że coś dobrego dla mnie chciał.
- Nadzieją. - odpowiedziałam po chwili odrobinę martwiąc się, że za zabawne to uzna. - I organizacją. - dodałam jeszcze bo nie po nadzieję przyszłam do portu. - Ludzie nie mogą przestać wierzyć, że lepsze dni są przed nimi. A są. - zapewniłam z pewnością, nie wątpiąc w to ani razu. Dopiero teraz zerkając w jego kierunku. - Przyjaciele mojego brata nad tym pracują i wierzę, że im się uda. - Zakon Feniksa o którym mówił, nie miał poddać się tak łatwo. Nawet jeśli… nawet jeśli… nie chciałam kończyć tej myśli. Zostawiłam ją na boku. - Musimy się zjednoczyć, bo gdzie zgoda tam zwycięstwo. - powtórzyłam jeszcze znajomą maksymę. Dlatego szłam do zarządcy portu chciałam się dowiedzieć więcej o transporcie wodnym. Jak dużo kosztował, jak wiele był w stanie przewieźć. Może kiedyś później, albo nawet teraz to wiedza mogła pomóc nam opracować jakiś plan. Pewnych rzeczy mogło gdzieś brakować. Jeśli dało się je bezpiecznie dostarczyć, wtedy… wtedy mogło to choć trochę pomóc.
Wzruszyłam ramionami na kolejne pytanie. Dama to nie lady? Była różnica, czy może nie do końca. Jedno wychodziło z drugiego, czy niekoniecznie.
- Myślę, że lady jest tytułem który otrzymujesz, a bycie damą to czasem oddzielna kwestia. - zawyrokowałam. - Możesz być damą, ale niekoniecznie mieć nazwisko szlachetne prawda? - zapytałam marszcząc trochę brwi, spoglądając znów przed siebie.
Odpowiedziałam krótkim spojrzeniem i uniesioną brwią, na to rozróżnianie jedwabiu i bawełny, unosząc łagodnie kącik ust ku górze. Kiedy mówił dalej odwróciłam spojrzenie poważniej. Przejeżdżając dłonią po szyi Bibi.
- Mam sporo. - zgodziłam się z nim patrząc na konia. - Ale straciłam też już wiele. - nigdy nie poznałam swojego ojca, zmarł, zanim się urodziłam. Mama odeszła po moich dziesiątych urodzinach. Pewnie uporem przekonałam Brendana, żeby pozwolił mi ze sobą zamieszkać. A teraz… Teraz obawiałam się, że zostałam sama. Miała jeszcze wujostwo i byłam wdzięczna za nich. Ale też, tęskniłam za tym, co utracone. - Sukienek nie jest AŻ tak dużo. Zapewniam cię, że wystarczy ci palców, by je zliczyć. - ale nie kłóciłam się, nie próbowałam przekonać, że mam gorzej czy źle. Zdawałam sobie sprawę, że w tych czasach, miałam względnie dobrze. Uniosłam łagodnie wargi na wspomnienie ananasów. - Z pewnością. - zgodziłam się i zaśmiałam krótko. Kiwnęłam głową, nie wracając już do tych tematów. Zostawiając je, takimi jakimi zostały.
- Poradzę. - zapewniłam, kiedy pewnie stałam już na nogach. Krzyżując z nim swoje spojrzenie. Odpowiedziałam uśmiechem na uśmiech i krótkim skinieniem głowy. Poza tym, że znów chciałam się zapaść pod ziemię, to rzeczywiście był miły spacer. - Wracaj. - pozwoliłam z odrobiną żalu ale nie chciałam, żeby Sheila się martwiła. Martwiła się zdecydowanie za dużo. - Do zobaczenia, Jimmy. - pożegnałam się, po raz pierwszy trochę z przejęciem trochę na próbę używając zdrobnienia jego imienia. Sprawdzając jak smakowało w moich ustach. - Na imprezie. - potwierdziłam jeszcze chwilę stojąc wpatrując się w niego dłużej chyba niż powinnam zanim uświadomiłam sobie, że to pożegnanie i iść należało już. Uniosłam wargi jakby w przepraszającym geście i pociągnęłam za sobą Bibi dalej w kierunku budynku zarządcy portu. Kilka kroków dalej, odwracając głowę w nieokreślonej potrzebie. A może sama nie umiałam jej po prostu odpowiednio nazwać, jeszcze.

| zt


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]15.05.22 23:29
Tu będzie data
Łatwo ją było zainteresować – usadzenie jej na miejscu wcale nie wydawało się takie trudne, jak mogłoby się wydawać, ale mimo wszystko prędzej czy później ciągnęło ją. Stagnacja przypominała jej o ciasnych pomieszczeniach w których nie było nic do robienia, o drapiącym w gardło zapachu pleśni, który wydawał się wypełniać powietrze za każdym wciągnięciem go do płuc. O drobinkach kurzu, które liczyła jedne po drugim, nie umiejąc skupić się na czymkolwiek innym poza chęcią wyjścia i bycia tam, a tam było wszędzie gdzie nie było tu. Dlatego enigmatyczny list Elrica zwrócił jej uwagę już od razu, dlatego nie mogła doczekać się, aż spotkają się i pozna, o co chodziło, niezależnie od wyniku rozmowy nie skupiając się na negatywach. A przynajmniej tak jej się wydawało, by życie w czasach, kiedy każdy był ostrożnie nie obfitowało w wielkie rozrywki. Trzeba było szukać ich samemu, a ta przychodziła do niej, tak jakby liczyć się miało życie.
Wsunęła się do środka, sprawdzając podejrzliwie otoczenie, ale nikt nie zwracał na nią uwagi, co było jak raz pozytywnym aspektem. Poruszyła się sprawnie, rozglądając się po okolicy gdy wyłuskała z zatłoczonej sali wolny stolik i przepchnęła się do siebie, tak jakby najważniejsze było dla niej znalezienie wolnego miejsca. W razie czego mogli usiąść też przy barze, ale wydawało jej się, że mając ochotę na miód pitny i potem jeszcze jedną kolejkę, nie skończy się tylko na kilku z nich. Spoglądała więc pewnie na perspektywę wygodniejszego miejsca, a chociaż takie znalazła na środku, nie spodziewała się, aby kto miałby się na nich skupiać. Na półwyspie ludzie mieli lepsze rzeczy do robienia. Chociaż, oczywiście, każdy mógł być potencjalnym zagrożeniem.
Płaszcz niedbale przerzuciła na kolana, podwijając rękawy kiedy rozglądała się po tłumie, widać jednak było za wcześnie. Wyłuskała z kieszeni papierosa – nie zastanawiała się nawet, jakim cudem zdobyła tytoń, ale o takie rzeczy przemytników się nie pytało – odpalając go jak raz zapalniczką z wyrytymi inicjałami. Czy też raczej wydrapanymi. I to nie jej własnymi, na dodatek. Pozostawało jej czekać, wyjmując jeszcze drobną paczuszkę zanim nie skierowała spojrzenia w stronę wejścia, spodziewając się że dzielny smokolok wejdzie lada chwila.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]17.05.22 21:07
14.04?

But whose heart would not take flight?
Betray the moon as acolyte
On first and fierce affirming sight
Of sunlight, sunlight, sunlight


Ostatnie parę miesięcy było dla Elrica czasem powrotów, wspomnień migających znienacka i zsyłających nostalgię za czasami, które dawno minęły. Człowiek nigdy do końca nie spodziewa się, kogo przyjdzie mu znów spotkać po latach, Elricowi jednak dopisało szczęście, bo trafiał wyłącznie na tych, za którymi mniej lub bardziej tęsknił - których chętnie przyjąłby z powrotem w granice swojego życia. Lavinia, choć obecnie powinien i zamierzał nazywać ją Thalią, była jedną z takich osób, które pojawiły się znów z przytupem i zasiały w nim ziarno nadziei, że nie znikną od razu. Nigdy nie łączyło ich nic co choć trochę przypominałoby romans, zawsze widział w niej kogoś na wzór siostry, trochę roztrzepanej, trochę wkurzającej, ale w najcieplejszy sposób. Magdalene, starsza i rozważna, zawsze była dla niego najważniejszą siostrą, ale to nie znaczyło, że nie mógł w Hogwarcie natknąć się na jeszcze parę duszyczek zasługujących na to miano.
Nie wiedział, czy ona wspomina go tak samo dobrze, ale po ostatnim spotkaniu nad stawem pełnym druzgotków nic nie wskazywało na to, by było inaczej. Poza tym - przyjęła jego zaproszenie! To był jakiś początek, a naprawdę chciał usłyszeć o jej przygodach na morzu, o tym co udało jej się osiągnąć, marzeniach, które spełniła. Z perspektywy czasu dobrze było spojrzeć tak na swoje życie. Sam gdzieś tam zaszedł, coś tam zrobił, raczej był ze swojej historii zadowolony, choć do zrobienia wciąż było bardzo wiele.
W ostatnim czasie myślał też przecież o zaczęciu jednej z takich nowych... przygód. Przygody, która mogła okazać się najważniejszą i najtrudniejszą i choć rozmawiał już o tym z Jaydenem, potrzebował jeszcze jednego spojrzenia. Thalia była im bliższa wiekiem niż Magdalene, poza tym Magdalene miała na głowie swoje dzieci. Nie chciał zawracać jej głowy teraz, gdy miała tyle własnych zmartwień.
Nie żeby Thalia nie miała.
Ale Magdalene nie dałaby się wyciągnąć na kielich miodu, a z Thalią jakoś łatwiej było porozmawiać o tym, o czym chciał z nią porozmawiać.
Kiedy dotarł do Plymouth, przyjaciółka zdążyła już zająć miejsce i zaraz też do niej dołączył, zachodząc ją od tyłu i żartobliwie klepiąc po ramieniu, wyskakując od razu po przeciwnej stronie.
- No cześć. Mam nadzieję, że cię nie przestraszyłem. - Może jego swoboda i chęć utrzymania dobrej atmosfery nie były na miejscu w czasie wojny? Cholera, czasem o tym nie myślał, a powinien. - Cieszę się, że przyjęłaś zaproszenie. - Strząsnął płaszcz z ramion i zawiesił na oparciu krzesła. - To co? Zamawiałaś już coś? Bo jak nie, to chyba ja płacę, co? Tak wypada - uśmiechnął się zaczepnie, bo domyślał się jej reakcji na tę jakże szarmancką propozycję.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth [odnośnik]19.05.22 15:31
Dni w jej wypadku pędziły jak szalone, nie oglądając się za siebie i nie dając jej zbytnio szansy na poprawę. Wybuchowy temperament nie pomagał, problem z usiedzeniem w jednym miejscu również nie. Ani tym bardziej otaczające ją cienie, których zaczynała mieć dość, ale przełykała to do momentu kiedy Florean i jego…towarzystwo nie będą gotowe. Być może długo to jeszcze potrwa, a być może nie, szansy aby się dowiedzieć też nie miała, dlatego jeżeli miała się na czymś skupić, to nie na mrzonkach i obietnicach. Chyba dlatego tak przyjemnie zaskoczył ją list Elrika. Większość nie znajdywała dla niej czasu, zrozumiale zajęta w czasach wojny czy po prostu niechętna na jakiekolwiek próby socjalizacji, odbijała się więc czasami od spotkań i jakichkolwiek relacji.
Zaciekawiona była spotkaniem, bo mimo wszystko, od czasów szkolnych zmieniło się wiele. A pamiętała, że nie była najprostszym towarzystwem, ani też takim nad którym łatwo było zapanować. Elric w szkole miał więc pod opieką, jak to lubiła często myśleć Yv, dzikiego dachowca, a ten był jeszcze skory do walki, nadpobudliwy i wyjątkowo często wpadał w tarapaty i czepiał się Lovegooda momentami jak rzep psiego ogona, łażąc za nim aby złapać odrobinę informacji do zmyślenia na sprawdzianie. Miło było jej jednak, że przy spotkaniu nad jeziorem nie oceniał jej ani nie spoglądał na nią gorzej i dostała to nieme zapewnienie, że dalej wspomina ją ciepło.
Usiadła więc nieco pokracznie na krześle, jedną nogę przysuwając do siebie i ramię kładąc na oparciu krzesła, w rozbawieniu odchylając się na chwilę na krześle aby zaraz potem opaść na ziemię, parskając w chwili gdy klepnięcie zza jej pleców wybudziło ją z lekkiego zamyślenia. Zdążyła wyciągnąć dłoń aby szturchnąć Elrika, z satysfakcją i nieco złośliwym uśmiechem wciskając mu palec między żebra, zanim nie wróciła na swoje miejsce, przechylając lekko głowę.
- Pozostawiłam honory wydawania swojej gotówki na twoich barkach, ale nie martw się, zdobędę się wielkodusznie na jakąś kolejkę. – Nie musiała się martwić aż tak o pieniądze, a przynajmniej w porównaniu do innych. Wbrew pozorom, nie klepała tak bardzo biedy – życie marynarza nie było bogate, ale życie przemytnika wcale nie pozostawiało z dziurami w kieszeniach. Wiedziała też jak zarabiać i bez pracy, inwestując w różnych miejscach i zajmując się finansami w rozmaitej formie.
- Zamów coś dla mnie, jestem ciekawa co tam wybierzesz. A jak wrócisz to możesz mi opowiedzieć co tam w końcu masz dla mnie temat do rozmowy, jestem ciekawa. – Gdyby mogła, wyciągnęłaby z niego wszystko już i teraz, los jednak wydawał się nie być aż tak łaskawy.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Pub “Ostatnia kropla”, Plymouth
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach