Wydarzenia


Ekipa forum
Pub “Ostatnia kropla”
AutorWiadomość
Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]29.06.21 11:45
First topic message reminder :

Pub “Ostatnia kropla”

★★
Przybytek jest głośny, a alkohol obficie przelewa się między zadowolonymi twarzami – nie tylko marynarzy, nie tylko poczciwych mieszkańców Plymouth. Podobno to tutaj twórca słynnego lokalnego ginu wpadł na recepturę, która podbiła angielskie serca. Chociaż oślepiający świt powinien wyganiać przepitą klientelę, to dla niektórych wieczór nigdy się nie kończy, a żadna kropla nie jest tą ostatnią. Drewniane drzwi trzaskają, przepuszczając do zadymionego wnętrza kojące nadmorskie powietrze. Jest tu ciasna scena w kącie i całkiem pokaźny komin, brakuje tylko sakiewki bez dna, ale i bez niej łatwo tu zgubić samego siebie.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:28, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pub “Ostatnia kropla” - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]07.06.22 21:03
Wyjątkowo dobrze zapisywały się we wspomnieniach Elrica postaci nietuzinkowe, wybijające się przed szereg, odszczepieńcy, buntownicy, charakterne dusze. Choć sam nie był nigdy... cóż, nie ściągał na siebie przesadnej uwagi, zbyt zaaferowany szkołą, ciągłymi przeprowadzkami i pierwszymi przeklętymi snami o przyszłości, zwykle otaczał się ciekawymi ludźmi. Nawet wtedy, kiedy może przekraczali jakieś granice, umykali pod kulturowymi normami - cóż, dopóki mieli serce po właściwej stronie i nie ciągnęło ich do krzywdzenia innych, Elric, jak na Lovegooda przystało, widział to co najlepsze w tym co najdziwniejsze.
Lav była taka, zupełnie roztrzepana dziewczyna, ale za to jaka pełna życia! Może musiał przyznać, że w szkole czasami potrafiła go wkurzyć, przyczepić się, kiedy akurat próbował oczarować jakąś koleżankę przed weekendowymi wypadami do Hogsmeade, ale nigdy nie widział w niej niedogodności. Była po prostu sobą, cholernie sympatyczną kiedy tego chciała. I zupełnie szczerą w tym co mówi i robi.
Był ciekawy jak wiele z tego się zmieniło - ale patrząc na nią, odważną żeglarkę, trudno byłoby mniemać, że na przestrzeni lat stała się kimś innym, nawet mimo zmiany imienia. Zresztą, zasługiwała na to by zdefiniować się samodzielnie. Przecież wiedział jaka była jej historia; przynajmniej z grubsza.
Uśmiechnął się szeroko, gdy przyłapał ją na kołysaniu się na krześle - w Hogwarcie potrafiła za to zgarnąć naganę na lekcjach! - nie skomentował tego jednak, bo właściwie po co. Mu też się zdarzało jak się zamyślił.
Znowu nie zdążył się uchylić (może nie chciał?) gdy wcisnęła mu boleśnie palec między żebra, ale nie był jej dłużny i po bratersku poczochrał ją po włosach, zostawiając rude pukle w stanie przypominającym bocianie gniazdo.
- Mam taką nadzieję. Nie zabrałbym ci tej przyjemności upijania mnie najmocniejszym co mają w karcie. Bo właściwie co tutaj serwują? - zagadnął, siadając naprzeciw i opierając łokcie na blacie. To ona wybrała miejsce, więc pewnie wiedziała lepiej o tym jaka stołowała się tu klientela. - No to poczekaj chwilkę. - Ledwo usiadł, a już poderwał się na nogi, obierając na kurs szynkwas z cholernie niezachęcającym symbolem wisielczego sznura. Barman za to okazał się zaskakująco zadbany i uprzejmy, ale i tak coś w nim przyciągało ostrożne spojrzenia (może złoty ząb?).
Thalia nie musiała długo czekać, bo zaraz wrócił z dwoma pokaźnymi kuflami pitnego miodu, zalanymi tak do pełna, że część przelała się poza krawędź, gdy postawił je na stoliku.
- Czyli zaczynam? No tak, zapowiedziałem się przecież. - Zaśmiał się z lekkim zażenowaniem, przesuwając dłonią po zaroście, a potem upijając duży łyk na dobry początek. Koneserem picia nie był, ale przy Thalii nie było potrzeby się ograniczać. - Mam... problem. Chociaż nie, to złe słowo. Zagwozdkę, może tak. Z dwoma kobietami. I pomyślałem, że będziesz w stanie spojrzeć na to swoim.. no wiesz, kobiecym okiem. - Uśmiechnął się czarująco, bo choć wiedział, że Thalia może zaprotestować, nazywając siebie nietypową kobietą, tak naprawdę każda z kobiet, którymi się otaczał nie była, cóż... typowa. - Jakby w ogóle zacząć, bo to, cholera, trudny temat. No to, w ostatnim czasie przyszło mi doświadczyć paru niespodziewanych spotkań z dawnymi przyjaciółmi, w tym z tobą, rzecz jasna. - Uniósł dłoń. - Wśród nich była taka jedna, która kiedyś była mi bardzo bliska. Wiesz o co chodzi pewnie. Najbliższa przyjaciółka, ale powiedzmy z potencjałem. Wiele lat się nie widzieliśmy, a teraz, widzisz, spotkaliśmy się i okazuje się, że ona ma trzydzieści lat, ja mam trzydzieści lat i oboje jesteśmy samotni. Problem w tym, że ja nie wiem, czy to jest dobry moment. Wiesz, z wojną. Czy to nie sprzyja za bardzo pochopnym decyzjom? Co sądzisz?
Z zaskakującą swobodą przyszło mu powiedzieć to, czym wcześniej się stresował, wiedział jednak, że jeśli Thalia teraz wybuchnie śmiechem, to kopnie ją pod stołem w piszczel.



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]03.07.22 17:46
Lubiła, kiedy ludzie pozwalali sobie na jakieś…przyjęcie do siebie nietuzinkowości. Wiele osób, nawet po stronie promugolskiej uznawało się za sztywny przykład wielkiej zadecydowanej wartości tych czasów, aby potem okazało się, że gdzieś na boku mają gromadkę dzieci. Nie cierpiała, jak wtedy starali się chować brudne sekrety, później chełpiąc się z tego jak dobrzy byli jako przewodnicy moralni, wkopywali do szafy więcej i więcej trupów. Takich metaforycznych rzecz jasna, chociaż w tych czasach kto wie, ile takich prawdziwych trupów schowano po prawdziwych szafach. Co wcale nie było pozytywnym aspektem, dlatego wolała zwrócić uwagę na osobę małego życiowo odważnego Elryczka który wydawał się chcieć jej porady….nie miała pojęcia w czym, bo jeżeli nie chodziło o wiązanie węzłów to chyba niezbyt mogła pomóc. Albo o metamorfomagię, ale gdyby był jednym to by chyba zauważyła? Inaczej byłoby bardzo głupio.
Sama też była zainteresowana, co działo się u niego. Pamiętała okazje takie jak wtedy, kiedy niemal zaczynała płakać aby pokazał jej notatki (co cierpliwie robił nawet i bez tego), jak przeszkadzała kiedy bajerował jakąś pannę w szkole, bo chciała pokazać wyjątkowo ciekawy okaz gumochłona (co również cierpliwie znosił), i niezależnie od wszystkiego, miał dobre serce. Jak na niego wpłynęła wojna, która w życia ludzi wdarła się niczym Latający Holender w życie marynarzy? Czy mimo tego pozostał sobą. Parsknęła lekko kiedy jego dłoń przetarła jej włosy, nie przeszkadzając mu nawet kiedy to robił, czekając aż skończy…aby potem pstryknięciem palców (nie musiała tego robić, ale dawało to jakiś fajny efekt do działania) włosy po prostu wyprostować i skrócić.
- Tym razem wygrywam. – Wytknęła na szybko język, zaraz jednak uwagę zwracając na jego następne słowa. Oczywiście, mimo wszelkich zapewnień, nie zamierzała zostawić Lovegooda o suchym gardle albo bez postawienia mu przynajmniej jednej kolejki. Mimo wszystko wisiała mu nie tylko jakieś opowieści ale przynajmniej jedno piwo. Miód pitny. Alkohol rodzaju nie do końca określonego ze względu na obecnie panującą sytuację ekonomiczną. – No dobra, ale będę płakać jak mnie mój braciszek zostawi na zbyt długo. – Wydęła lekko policzki, wyśmiewając jeszcze to czochranie po głowie niczym uparte rodzeństwo, ale rzeczywiście pozostawało jej tylko czekać. Ale nie śpieszyło się jej, miała czas.
Jęknęła cicho z zawodem kiedy część miodu wylała się na stół, bardzo ostrożnie przysuwając sobie naczynie i spoglądając na Elrika który chyba właśnie postanowił zapytać ją o to, co mu chodziło po głowie. Nie przeszkadzało jej to, miała wtedy czas na picie i odpowiedzenie mu później. A zaczęło się, czego do końca nie spodziewała się usłyszeć, od kobiet. W zasadzie to całkiem urocze jakby nie patrzeć!
- Więc postanowiłeś zapytać najbardziej niezręczną w towarzystwie, pracującą w okrutnie męskim zawodzie i bardzo niekochaną kobietę o radę? O stary, musiały ci się mocno skończyć opcje. – Poklepała go nawet po ramieniu ze współczuciem. Spoważniała jednak, słuchając co ma do powiedzenia i nie kryjąc nawet szerokiego uśmiechu na twarzy który pojawiał się w miarę tego jak opowieść rozsnuwała się co raz bardziej. I był to uśmiech pełen ciepła i szczęścia. I nawet odsunęła się na chwilę od kufla.
- Elric… - nie wiedziała, jak zacząć i co mówić, ale chyba najlepiej było prosto z serca. – Wydaje nam się, że zawsze jest lepszy czas, zwłaszcza teraz. Ale jutra może nie być. Następnej godziny może nie być. Więc nie martw się tym, czy to dobra pora, dzień, czy może faza księżyca i idź przez życie tak, by żałować co się zrobiło niż czegoś się nie zrobiło. Idź za głosem serca i bądź szczęśliwy, bo nawet dla krótkich i pojedynczych chwil warto! I pamiętaj, zarezerwuj mi rolę dziewczynki sypiącej kwiatki na ślub. – Mrugnęła jeszcze, nie mogąc się oczywiście powstrzymać przed takim akcentem.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]18.07.22 21:39
Nie miał takich mocy jak przyjaciółka, nie był w stanie wstać rano z łóżka i pstryknięciem palców doprowadzić się do ładu, choć niejednokrotnie, w czasach, gdy spędzali razem dni na wygłupach, jej tego zazdrościł. Też posiadał tajemnice zapisane w genach, och tak, ale w jego przypadku nie postrzegał ich jako daru lecz jako przekleństwo. Nie było przejawem nieufności z jego strony, że nigdy Thalii nie opowiedział o swoich snach - ostatecznie, nie informował o nich prawie nikogo, była to jedna jedyna rzecz w jego życiu, której tematu nigdy nie poruszał, by móc oszukiwać się, że w ten sposób staje się ona mniej rzeczywista.
Z rozbawieniem pokiwał głową, gdy wywinęła się od jego drobnej, braterskiej złośliwości, a potem ruszył - jak kurtuazja nakazywała - by przynieść im do stołu napitek. Miód pitny nie należał co prawda do kategorii najmocniejszych alkoholi, ale jeśli chcieli porozmawiać, musieli utrzymać przytomność umysłu, nie było do tego znowu tak późno i upijać się przed wieczorem zwyczajnie nie wypadało. Chociaż kto tam wie jak wyglądało marynarskie życie - może któregoś dnia Thalia da się namówić, by ściągnąć go na swój statek? Chętnie by pomagał i pracował na pokładzie, byle przeżyć taką przygodę.
Widząc jej oburzony wzrok podążający za plamami rozlanego miodu, parsknął śmiechem i również pokazał jej język - nie rozlał go jednak specjalnie, nie jego wina, że barman nalał prawie po brzegi! Aż się człowiek zastanawiał z czego tak naprawdę robiono ten miód, że dało się go kupić za niewielką jak na ciężkie czasy cenę.
Spróbował odrobinę na wszelki wypadek, ale choć nie smakował tak dobrze jak miody, do jakich nawykł, nie wydawał się też trucizną.
Rozpoczynając temat, nie spodziewał się, że Thalia tak szybko sprowadzi go do parteru; pospieszył więc, by zaprotestować.
- Wcale nie jesteś niekochana, co ty wygadujesz! Poza tym jesteś moją przyjaciółką i ufam twojemu babskiemu osądowi właśnie dlatego, że nie jest oklepany i sztucznie wzniosły. Chcę usłyszeć twoje surowe zdanie, a wiem, że kto jak kto, ale ty walniesz prosto z mostu. - Przybił się z nią kuflem na potwierdzenie swoich słów, a potem dodał ciszej: - Poza tym moja L... kobieta, o której mówię, też nie jest wylęgarnią damskich stereotypów. - Nie była też jednak tak chłopska jak Thalia, to należało przyznać; lubił jednak przyjaciółkę taką, jaka jest, bo gdy chodzili do Hogwartu widział w niej niemal młodszą, irytującą siostrzyczkę.
Spłoszył się na widok jej uśmiechu, uparcie jednak zaciskał usta i poważnie marszczył brwi, by nie dać wychynąć na twarz rumieńcowi. Był gotowy na jakąś drobną uszczypliwość, ale Thalia wyglądała na naprawdę życzliwie zadowoloną. Poprawiło mu to humor.
- Jasne... jasne, tak będzie, tak zrobię... - wymamrotał trochę zbyt szybko, gdy wspomniała o ślubie, dziewczynkach i kwiatach, ale zaraz przesunął dłonią po brodzie i dodał coś sensowniejszego: - Właśnie nie chcę tego spartaczyć. Nie chcę, żeby wojna odebrała nam szansę, nie chcę potem całe życie się zastanawiać, czy trzeba było postąpić inaczej. Z drugiej strony nie chcę też na nią naciskać, żeby zrobiła coś, czego potem pożałuje, właśnie dlatego, że obawia się o kolejny dzień. Nie powiedziałem tego wcześniej, ale po prawdzie to pierwszy krok chyba mamy za sobą... - urwał z zażenowaniem, a potem się roześmiał; nie wierzył, że aż tak się krępował przed starą dobrą Thalią! - I teraz kluczowe jest co zrobimy dalej. - Upił kolejny, większy łyk miodu i uniósł zaczepnie brew: - Teraz ty coś mów, historia za historię. - Do Celine jeszcze dojdzie, choć na samą myśl robiło mu się ciężej na sercu.



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]22.07.22 15:07
Wydawało się, że metamorfomagia jest najcudowniejszym ze wszystkich genetycznych talentów, no może poza wyjątkiem którym byłyby geny wili, ale prawda była taka, że okłamywanie siebie i innych nie przywodziło na myśl nic ciepłego. Tak samo jak łamanie żeber przy próbie zmiany, albo ciągłe życie w strachu, jeżeli ktoś mógłby odkryć, kim naprawdę była. Jeżeli kiedykolwiek dowiedziałaby się o tym, jakie talenty posiada Elric, nawet nie umiałaby się na niego złościć. To był jego sekret, a jeżeli od niego cierpiał, miał pełne prawo aby go chować. I chyba za nic nie umiałaby go ocenić, nawet za bezczynność – czy też bezczynność którą on tak postrzegał. Ale jakby chciał, na pewno mógłby zrobić furorę jako przewidujący pogodę żeglarz.
Ostrożnie przysunęła w swoją stronę naczynie, wpatrując się przez chwilę tylko w alkohol. Typowe to dla marynarzy, usiąść i upić się, usnąć gdzieś, w wypadku mężczyzn w ramionach chętnej panny, w jej wypadku gdzieś gdzie było miejsce. Wciskała się czasem nawet na tyły, tam, gdzie mało kto zauważa, kładąc się spać gdzie mogła. Spojrzała jeszcze na Elrica, uśmiechając się jeszcze kiedy palcem przejechała po krawędzi, wydając ten ciekawy dźwięk, który zawsze wydawał zwilżony palec na krawędzi naczynka.
- Ah tak? Wymień trzy kochające mnie osoby? – Zadarła lekko podbródek, bardzo ciekawa, co mógłby powiedzieć jej na ten temat, rzucając mu wręcz wyzywające spojrzenie. Po chwili jednak jej rysy twarzy złagodniały, a ona sama uniosła kufel aby lekkim stuknięciem móc wnieść ten niemy toast albo potwierdzenie słów, jak kto wolał. – Aha, czyli ma imię na L? Coś masz z tymi kobietami na tę literę. – Parsknęła, myśląc o tym, jak znał ją jeszcze jako Lavinię. – Nie ma nic złego w damskich stereotypach. Matki i żony często potrafią radzić sobie lepiej w życiu niż niejeden mężczyzna. – Wyprostowała się lekko, uśmiechając się na wizję Yvette, która potrafiła zamachnąć się łyżką o wiele mocniej niż niektórzy mężczyźni pięścią.
- Awww, czy ty się rumienisz? Mały Elryczek dorasta~ - Wyciągnęła dłoń aby uszczypnąć go w policzek, zachwycona możliwością płatania mu takich figli. Nie chciała go jednak dalej żenować, przynajmniej nie o tej sytuacji, dlatego uśmiechnęła się mocno, pochylając się kiedy słuchała go dalej. – Mamy zawsze wątpliwości, bo wyboru nie są proste. Ale nie ma co się zastanawiać, tak by nie martwić się nad wyraz. Nie będziesz na nikogo naciskać wyznając komuś uczucia, zwłaszcza jak mówisz, że pierwszy krok za wami. – Uśmiechnęła się zawadiacko.
- Skoro mówisz, że jest równie nietypowa co ja, po prostu z nią porozmawiaj, bez ogródek i bez udawania. Zapytaj ją, jakie ma oczekiwania i jak możesz jej ułatwić to co jest teraz. I sam powiedz czego oczekujesz. Jak będziecie ze sobą szczerzy, na pewno pójdzie łatwiej. – Wiele niedopowiedzeń pozostawiało rysy na relacjach. Ale jeżeli to było coś specjalnego, tam było miejsce na szczerość.
- Nie wiem, co mam ci opowiedzieć. – Uśmiechnęła się smutno, wzruszając ramionami kiedy upiła łyk. – Byłam na wyprawie, znalazłam tam Rain i Vincenta, w moim domu mieszka niespodziewany dla mnie gość, a poza tym to moje życie towarzyskie i uczuciowe jest jak Ocean Atlantycki, nic i nic w promieniu wieeeeeeeeeeeeelu mil. Nie wiem, co chciałbyś usłyszeć? Potrzebuję przebywać na lądzie aby kwitnąć, ale za długo tutaj i więdnę.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]27.07.22 20:28
Bezczynność związana z tragediami, którym i tak nie mógłby zapobiec, była ciągle cierniem w jego boku - wstyd, jaki mimowolnie odczuwał mógł być więc jednym z czynników, który wpływał na to, że tak pieczołowicie utrzymywał tajemnicę.
Choć czuł wątpliwości, obserwował Thalię z sympatią, nawet wtedy, gdy wpatrzyła się w kufel swojego alkoholu i przez chwilę nie mówiła nic, najwyraźniej zagubiona w świecie własnych rozmyślań. Co w ostatnim czasie zajmowało jej wieczorne godziny, te, które spędza się w ciszy z własną jaźnią? Jaki ciężar nosiła na ramionach i od jak dawna musiała znosić go sama? Chciałby zapytać o to wszystko, bo na spotkaniu wcale nie zależało mu tylko i wyłącznie przez wzgląd na kobiece rady; naprawdę był ciekaw, co się w życiu Thalii działo i jak mógł jej pomóc, jeżeli pomocy potrzebowała.
- Ja, moja siostra... - Urwał, bo chciał dodać, że "tata też cię lubił", ale słowa cofnęły mu się w gardle razem z pogardą jaką odczuwał teraz wobec własnego ojca, nie mogąc mu przebaczyć sekretów, które wpłynęły na życie ich wszystkich. - I wielu innych ludzi, bez wątpienia. Nie orientuję się, z iloma starymi druhami utrzymujesz kontakt - wspomniał nieco pytająco, bo może dziewczyna rozwinie temat.
Zdradził się niestety z pierwszą literą imienia Lucy, a choć naprawdę ufał Thalii, i tak był z tego faktu niezadowolony. Wiedział, że ze względu na trudną sytuację Lucindy nie powinien nikomu o niej wspominać, nie zamierzał. Nie chciałaby tego. Póki jednak nie było wiadomo o kogo chodzi, rozmowa wydawała się bezpieczna i oczyszczająca. No bo komu miał się zwierzyć z wątpliwości?
- Kojarzą mi się z moim lelkiem wróżebnikiem - odgryzł się na żartobliwą uwagę dziewczyny o imionach, a potem spoważniał. - Masz rację, też myślę, że nic w nich złego. Tyle że ona jest... - zawahał się, zamknął usta, a Thalia wykorzystała to, żeby się z nim podroczyć.
Pozwolił się uszczypnąć w policzek, ale nie zmarnował okazji do tego, by zaserwować jej lekkiego kopniaka pod stołem, od którego zatrząsł się stół; na szczęście bez ofiar w miodzie, bo zdążyli spić z wierzchu.
- Wcale się nie rumienię, na dworze jest jeszcze chłodno - uciął, wywracając oczami, choć miał świadomość, że Thalia mogła mieć rację. Musiał się wziąć w garść. Rumieniący się facet, też coś. - Czyli dobrze myślałem... tak jak mówisz, że najlepiej by było zagrać w otwarte karty i po prostu pozwolić, by rzeczy działy się swoim rytmem, co? Chyba nie mam wyjścia i muszę się zdobyć na tę rozmowę. - Otrząsnął barki, jakby zrzucał z nich nieistniejący ciężar, a potem uniósł kielich do ust, wysłuchując przyjaciółki z uwagą. - Vincenta? Masz na myśli Rinehearta? Całe wieki go nie widziałem... wszystko u niego w porządku? - Nie znał Rain, choć mgliście kojarzył, że była Ślizgonką, nieco od niego młodszą. Krukoni nie nawykli do uczestniczenia w domowych wojnach, a jednak sam nigdy nie utrzymywał ze Ślizgonami bliższego kontaktu. Wyjątki były pojedyncze. - Na ciebie też przyjdzie pora, młoda. Kiedyś dorośniesz! - Poczochrał ją po głowie raz jeszcze, bo wcześniej podstępem udało jej się wymigać, wykorzystując w tym celu moc. Zanim jednak przejdzie do jeszcze trudniejszego tematu związanego z Celine i niespodziewanym rodzinnym skandalem, chciał usłyszeć coś jeszcze, coś, co pozwoliłoby mu lepiej zrozumieć obecną Thalię. - Co to za gość? Potrzebujecie jakiejś pomocy? - mówił poważnie, chętnie wspomógłby każdego, kogo Thalia uznała za dobrego człowieka.



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]31.07.22 1:31
Wydęła lekko policzki, spoglądając w zamyśleniu nad tym, co się działo. Chciałaby najchętniej podzielić się z Elrikiem wszystkim, o czym myślała, ale przez te wszystkie lata zawsze żyło w niej to przeświadczenie którego nie umiała w sobie zgasić. Wybudowana przez dni spędzone na morzu mentalność strachu, że wydanie jakiegokolwiek sekretu mogło ją zabić sprawiło, że o swoich problemach nie nauczyła się mówić. A teraz kiedy miała zacząć, czuła się jakby na barki Lovegooda zrzucać miała ogromny ciężar. A wojna już i tak przysparzała wszystkim zmartwień, żeby jeszcze dokładała kolejnych.
- Moja wina, postawiłam poprzeczkę zbyt nisko. – Cicho parsknęła, rozglądając się jeszcze po pomieszczeniu. Wydawało się, że mało kto zwracał na nich uwagę, ale wiadomo, że ostrożności nigdy nie było za wiele. – Sporo osób z czasów szkolnych. Niektórzy z nich są wyjątkowo fotogenni jeżeli chodzi o ozdabianie ścian. – Subtelnie wspomniała, co miała na myśli, nie wchodząc jednak w szczegóły. Tyle musiało mu wystarczyć, zwłaszcza, że mowa była też tutaj o bezpieczeństwie danych. I w tym wypadku też nie mógł wiedzieć kto dokładnie, ale jeżeli chciałby wyjść w tym momencie przez drzwi, to też nie mogła go winić.
- Lelek wróżebnik…- Uśmiech stał się smutny kiedy uniosła kufel, wpatrując się jeszcze gdzieś w przestrzeń ponad ramieniem Lovegooda. – W moim wypadku zgadzałoby się to z mało popularną opinią o tym, że zapowiadają śmierć. Zwłaszcza…po klątwie. – Zastukała palcami w stolik, gotowa na chwile niepewności i szoku, nawet odsunięcia się teraz. Miał ku temu okazję i była na to szansa. Chyba ponownie nie umiałaby go winić za to – nigdy w końcu na pierwszy rzut nie myślisz, co to za klątwa, tylko się martwisz tym, czy i na ciebie nie spadnie.
- Uhum, a ja tak naprawdę jestem mężczyzną, jasneeeee… - Wywróciła oczyma, spoglądając jeszcze na niego zanim nie odsunęła się, kiwając głową. – Nie musisz nagle robić nie wiadomo czego. Ale jeżeli traktujesz swoją przyjaciółkę jako poważną i równą sobie osobę, to zdecydowanie jest dla ciebie pora aby porozmawiać. I mam nadzieję, że ta rozmowa wyjdzie dobrze. – Odstawiła puste naczynie, odchylając się aby na niego wygodniej spojrzeć.
- Tak, Vincent. Kiedy go znalazłam nie było zbyt dobrze, ale na całe szczęście obecnie wszystko jest w porządku. – Odetchnęła głęboko, zaraz też nie powstrzymując kopnięcia kiedy na nowo poczochrał jej włosy. – Spadaj… - burknęła, niemal się chowając.
- Miałam nadzieję, że ty mi powiesz. Dzielicie nazwisko, chociaż ona ma na imię Celine i raczej nie jest smokologiem. – Nie wiedziała co się tu dzieje a nie cierpiała nie wiedzieć.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]10.08.22 22:16
Subtelna sugestia Thalii nie umknęła uwadze Elrica. W równym stopniu go to uspokoiło co zmartwiło. Z jednej strony miał pewność, że Thalia trzyma się wciąż samych dobrych ludzi, że nie wplątuje się w kolaboracje, które ciężko byłoby potem rozwiązać. Fakt, że ciągle utrzymywała z ich dawnymi znajomymi kontakt oznaczał również, że Ci żyją i mają się... dobrze to pewnie zbyt wiele powiedziane, ale funkcjonują dalej. Patrząc jednak obiektywnie, czy w ten sposób sama nie nadstawiała karku? Ukrywanie obecności poszukiwanych też było zbrodnią, tyle że rzecz jasna nie mógł jej tego wytknąć, bo raz że w zupełności ją rozumiał, a dwa byłby hipokrytą. Musiał wierzyć, że Thalia jest dość sprytna i silna, by radzić sobie z ryzykiem.
- Rozumiem. Ty też planujesz jakąś sesję fotograficzną? - spytał cicho, sącząc piwo i rozglądając się dyskretnie na ludzi ponad głową Thalii. - Taki piękny kolor włosów nie może się zmarnować - dodał już nieco głośniej, śmiejąc się lekko pod nosem, tak jakby od początku nie miał na myśli niczego innego niż nowoczesny sposób upamiętniania.
Był na tyle przyzwyczajony do nieustającej obecności Marleny, swojego lelka wróżebnika, że natychmiast poczuł impuls, by zaprotestować powszechnej plotce o ich złowieszczym śpiewie. Owszem, Marlena potrafiła zawodzić długo i rozdzierająco, ale tylko z powodu nadchodzącej złej pogody. Ten gatunek nierozerwalnie związany był z deszczem oraz następującymi przed deszczem skokami ciśnienia.
Przestał jednak formować monolog obronny, gdy dotarła do niego druga część zdania Thalii. Czy na pewno dobrze ją zrozumiał?
- Ciąży na tobie klątwa? - spytał cicho, ale nie odsunął się, nie wzdrygnął, bo i po co by miał; gdyby w jakiś sposób wpływała ona na towarzyszy Thalii, to miałaby mnóstwo okazji, by między nimi przeskoczyć. Nie sądził zresztą, by klątwy działały w taki sposób; choć znał się na nich słabo, wiedział, że ich nakładanie jest niezwykle skomplikowane. - Od dawna? Na czym polega? To jest... jeżeli nie jest ci trudno o tym mówić, bo oczywiście wcale nie musisz. - Spojrzał na przyjaciółkę ze szczerym zmartwieniem, czując ulgę jedynie o tyle, że nie widział w żadnym ze snów krwawej tragedii, która miałaby ją dotknąć w przyszłości.
Na samą myśl o tym, że mógłby to zobaczyć, czuł nadchodzącą bezsenność.
Starał się nie pokazywać ostentacyjnie swojego zmartwienia, dać Thalii wolną rękę w tym co i kiedy chciała mu zdradzić; sam za to dość swobodnie odpowiadał na pytania.
- Też mam taką nadzieję. Po czasie pewnie się dowiesz, jak już cię spytałem o radę, to trzeba, żebym pochwalił się też rezultatem. - Przetarł czoło i dopił swój miód do końca. Niedługi czas zajęło mu opróżnienie zamówionej porcji, ale miał wątpliwości, czy powinien zamawiać kolejną; do domu będzie się przecież teleportował. - Gdzie go znalazłaś? Vincenta, znaczy się. - Nie podobała mu się sugestia, że mogły to być niebezpieczne warunki i nie uspokoiło go w pełni nawet zapewnienie, że obecnie wszyscy byli już bezpieczni. Jeśli o bezpieczeństwie w ogóle dało się mówić.
Całe szczęście, że gdy temat zszedł na współlokatorkę Thalii, Elric nie miał już niczego w kielichu, bo gdyby akurat pił, z pewnością by się zakrztusił.
- Mieszkasz w Llyn Trawsfynydd? - spytał, z trudem wymawiając walijską nazwę. - Tak, znam Celine, nawet tam byłem ostatnio, ale cię nie spotkałem. Nie wiedziałam, że też mieszkasz z Yvette. Co za pech, że cię akurat nie było. Bo Celine to moja kuzynka... znaczy siostra. To skomplikowane - Przyłożył palce do nasady nosa, czując, że zaczyna boleć go głowa. Od czego właściwie miałby zacząć? Ten zbieg okoliczności aż prosił się o całą prawdę.



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]25.08.22 0:56
Bywały dni kiedy zastanawiała się nad tym wszystkim, lecz życie dla niej już i tak było niczym rzut monetą. Wypływając musiała się liczyć z tym, że nigdy może nie zejść na stały ląd, że następna wyprawa może ją całkowicie okaleczyć. Jeżeli musiała liczyć się z tym, że ta sama sytuacja spotkać może ją teraz, cóż…musiała patrzeć na to w sposób w który patrzyli też inni – ryzykowanie życie. A to przychodziło jej, niestety, naturalnie. Nie chciała umierać, nie lubiła robić z siebie męczennika, chociaż chyba jak każdy chciała mieć życie które zakończony będzie jakimś sensem, ale nie śpieszyło się do umierania. Lubiła życie i chyba tak jak wszyscy, chciałaby mieć kogoś obok siebie, z kim mogłaby iść przez życie i nie być aż tak samotna.
- Ja? Nie, absolutnie, nie wychodzę dobrze na zdjęciach. Za dużo się zmienia. – Oczywiście, ciężko było jej publicznie powiedzieć o co chodzi, ale uznawałaby to za jakąś porażkę gdyby jako metamorfomag dała się tak łatwo przyłapać na gorących uczynkach. I zdecydowanie o wiele bardziej marny byłby z niej przemytnik, skoro korzystała z wielu różnych przykrywek, różnych podejść, chowania się gdzieś w cieniach. A teraz, kiedy skomentował kolor jej włosów, wyciągnęła dłoń aby uszczypnąć go w ramię. – Mam ochotę zmienić go na jakikolwiek inny, tylko po to abyś teraz zobaczył, że to nieprawda.
Szybko jednak spoważniała, teraz wiedząc, że po prostu stresowała się przed mówieniem o tym. Nie dlatego, że nie ufała mu, wręcz przeciwnie, czując się w towarzystwie Lovegooda bardzo swobodnie, po prostu temat…przyuczona była, że każde ukazanie siebie w innym świetle, każde opowiedzenie swojego problemu, każde zaprezentowanie swojej wady oznaczało, że chętni do zrobienia jej krzywdy rzucą się od razu. Że będzie z tym sama i tylko jej krzywda się stanie to było zarówno pocieszenie jak i powód do niepokoju, ale wiedziała, że w takich wypadkach łatwo było się załamać. A nawet ona kiedyś miała pęknąć.
- Od prawie dwóch lat…- postukała palcami o krawędź naczynia. – Ja…widzę zmarłych. Wszędzie, zawsze, niezależnie od pory czy miejsca, w którym się znajduję. Chyba poza snem, ale spać nie da się wiecznie. – Westchnęła lekko, nie chcąc się umartwiać za bardzo. Ale wciąż czując niepokój, nie wiedząc nawet, co miała zrobić. Florean oferował pomoc, ale bała się, że nic nie wyjdzie i prawdziwie miała ochotę położyć się i zacząć płakać z tego powodu.
- Mam nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze. Zasługujesz na to. – Złagodniała na razie, posyłając mu ciepły uśmiech. Jeżeli chciał powiedzieć więcej, mógł, jeżeli wolał resztę rzeczy zostawić dla siebie, też nie zamierzała postrzegać go w gorszych kategoriach. Czasem trzeba było kierować się rozumem bardziej niż sercem jeżeli chciało się zwierzać.
- Na Islandii. Dość daleko, ale chyba cud, że w ogóle go znalazłam… - W końcu gdyby jej tam nie było, mogło okazać się, że nie ma go kto odwieźć, a nawet nie wiedziała, czy ktoś znalazłby ktoś go na tym chłodzie. Nie zamierzała przypisywać sobie zasług, ale cieszyła się, że była na miejscu. Zmarszczyła za to brwi na poruszony temat, wyglądając na rozgniewaną jego słowami, przynajmniej tymi pierwszymi.
- Tak, mieszkam we własnym domu, zaskakujące prawda. – Niemal warknęła, nieświadomie zresztą, że teraz podchodzi do tego emocjonalnie, złość kierując na biednego Elrika, który przecież niczym jej nie zawinił. Ale usłyszenie po raz drugi o tym, że ktoś nie wiedział nawet o jej obecności, albo o tym że mieszkała we własnym domu. Dwadzieścia dziewięć lat bezdomności, a ludzie dalej cię ignorowali.
- Ale tak, no, tak… - Skończyła niezgrabnie, czekając na dalsze informacje.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]04.09.22 15:09
Mimo wszystkich przygód, które miał okazję doświadczyć na przestrzeni lat, nie myślał dotąd o własnej śmierci. Często o niej śnił, to prawda, nie tylko znajomych, ale i tych, z którymi zaledwie raz się zobaczył. Był jednak tak zachłyśnięty światem i wszystkim co świat miał mu do zaoferowania, że dotąd nie zatrzymał się, by zastanowić nad tym, jaka śmierć byłaby najbardziej znośna, najbardziej godna. Ze starości? Chyba każdy na to liczył. Dopiero wybuch wojny zmuszał człowieka do zatrzymania się i wyobrażenia sobie innego scenariusza - ironiczne, bo przecież nawet pokój nie gwarantował bezpieczeństwa.
Westchnął z niekrytą ulgą na szybkie zaprzeczenie Thalii. Nie domyślał się jeszcze, że fakt, że dziewczyna nie zamierza dać się złapać, nie oznaczał jeszcze, że nie wkręciła się w walkę partyzancką. Może w głębi ducha to podejrzewał, ale nie uważał publicznego pubu za odpowiednie miejsce do rozmowy na ten temat, nawet w Devon. Ostatecznie, czy Thalię dało się powstrzymać od czynienia tego co sobie zamierzyła? Zwykle były to dobre i szlachetne rzeczy - dlatego tak ją lubił i dlatego była Gryfonką.
Parsknął cicho do swojego na wpół opróżnionego kufla, gdy usłyszał kolejne słowa.
- Lubię cię rudą, taką cię zapamiętałem ze szkoły. Ale nie wątpię w to, że twoja zdolność bardzo ci pomaga - Możliwość wtopienia się w tłum była na wagę złota, nawet w lepszych czasach.
Wieść o wyjątkowej klątwie, która spoczęła na barkach Thalii, jej przerażającym piętnie, tak podobnym do niektórych jego snów, wprawiła go w smutek, nie strach. Ta dziewczyna nie zasługiwała na to, by śmierć dręczyła ją w ten sposób.
- W formie duchów, czy...? Znaczy, jesteś w stanie ich odróżnić od żywych? - Nawet sobie nie wyobrażał jak mogła wyglądać taka klątwa w praktyce, miał jednak ochotę uściskać ją pocieszająco. Tyle że pewnie oberwałby za to kopniakiem więc tylko niezręcznie poklepał ją po dłoni. - Ja też miewam... nie, to nie ma znaczenia. Nie powinienem nawet tego porównywać, daj spokój. Przepraszam. - Zatkał sobie usta miodem, a kiedy znowu się odezwał, brzmiał na spokojniejszego. - Znam kogoś, kto bardzo dobrze rozumie klątwy, od lat zajmował się ich łamaniem. Jeśli chcesz, mogę o tym z nim porozmawiać, spróbować was skontaktować - zasugerował powoli.
Na razie nie wskazywał na to, że ów osoba jest tak naprawdę kobietą, na której zależało mu najbardziej. Nie wiedział jeszcze co Lucinda będzie sądzić na temat takiego zaaranżowanego spotkania, czy zaufa Thalii nawet przy fakcie, że była ona jego wieloletnią przyjaciółką. No i czy wiedziałaby w ogóle jak sobie radzić z tego typu klątwami. Sam nie znał się na nich, nie wiedział, czy jest ona rzadka, czy powszechna i jak została nałożona, więc nawet nie pytał.
Uniósł brwi, gdy usłyszał, gdzie Thalia natknęła się na Vincenta. Co on do cholery robił na Islandii? Czyżby też oddawał się podróżom? Nie rozmawiał z nim od tak dawna, aż dziw, że zaskoczyło go, jak mało wie na temat swojego byłego kolegi. Jak szybko rozmywały się szkolne znajomości... pomyśleć, że minęło już ponad dziesięć lat. Czas gnał zdecydowanie zbyt szybko.
- Hej, przepraszam, nie wiedziałem. - Uniósł ręce w obronnym geście, ale nie mógł powstrzymać lekkiego drżenia kącików ust, gdy starał się zamaskować uśmiech. Słynny charakterek Thalii był znany wszystkim na ich roku, a choć była teraz znacznie poważniejsza, odpowiedzialna i odważna, niektóre rzeczy się nie zmieniały. Niezmienny pozostawał też jednak fakt, że naprawdę nie chciał jej urazić. - Czyli to twój dom? Przyjęłaś małą? W takim razie powinienem ci podziękować już teraz. Płacę za wszystko i nawet nie próbuj się kłócić. - Kopnął ją leciutko pod stołem, przez słowa jednak przezierała szczerość. Był wdzięczny, bardziej niż był w stanie wyrazić, za czas, gdy sam nie był w stanie Celine pomóc. - Ech, z Celine to skomplikowana sprawa. Nie wiedziałem, że siedziała w więzieniu właściwie do chwili, gdy z niego wychodziła. Dowiedziałem się wielu rzeczy od ojca... tak jak tego, że jest mi siostrą, a nie kuzynką. Dziesięć lat młodszą, a wiesz dlaczego? Dlatego, że mój pieprzony tata przespał się z żoną swojego brata. Przed laty i ukrywał to tak długo, bo ciotka umarła przy porodzie. Wiesz jakie to kurewskie uczucie? Dowiedzieć się, że twój ojciec to kłamca i zdrajca? - Z głośnym brzękiem odstawił kufel, który przelałby się, gdyby nie fakt, że właśnie wypił ostatni, wielki łyk miodu. Dobrze było się komuś wygadać, nawet jeśli czuł lekkie poczucie winy, angażując w to Thalię, która nie miała rodziców i nie mogła ich nienawidzić. Wiedział jednak, że po tylu latach od odejścia ze sierocińca, Thalia nie powinna mieć mu tego za złe.



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]06.10.22 0:39
W przeciwieństwie do aurorów czy osób, które już wcześniej walczyły za „słuszną sprawę”, jej śmierć zawsze miała nie mieć sensu. Nie przez złośliwość albo przez brak chęci, po prostu śmierć podczas walki z czarnoksiężnikiem kiedy broniło się niewinnych zawsze miała lepsze brzmienie niż zmycie z pokładu przez sztorm. Z tego powodu tak prostego życia, często też porzucała jakieś nadzieje, które mogły wiązać się z rodziną czy lepszym statusem. Prawdę powiedziawszy, nic się nie opłacało dla niej równie mocno co praca na nielegalnej płaszczyźnie, a gdy spoglądała na Elrika, tym bardziej cieszyła się, że on jakąś przyszłość znalazł. Iskierka szczęścia w tym ponurym świecie potrafiła wydawać się żarem wobec niektórych ognisk domowych. I miała nadzieję, że ta iskierka, już sama w sobie piękna, rosnąć będzie do czegoś wielkiego.
Gdyby zapytał o to głośno, odpowiedziałaby, że mało kiedy dawało się ją powstrzymać i nie zawsze miała tutaj na myśli pokaz siły. Jeden kamień potrafił zmienić się w lawinę (a może, w tym wypadku, Lavinię), a ona raczej zaczynała to co kończyła. Czasem efekt był równie marny jak jedna kaczka puszczona na wodę, a czasem jednak robiło to jakąś różnicę. Ale siedzenie na miejscu i patrzenie na ślepo na to co się działo…po prostu nie mogła.
- Też lubiłam siebie rudą. – Kiedyś, jeszcze za dzieciństwa. A potem obserwowała kątem oka, jak jasnowłose dziewczyny, albo takie z mniej kręconymi włosami, albo w ogóle takie, które jakoś bardziej dbały o siebie…takie były zapraszane przez chłopców. Może gdyby była ładniejsza te paręnaście lat temu, dostałaby jakąś biurową pracę i wiodła zupełnie inne życie. – Ale specjalnie dla ciebie, na nasze wszystkie spotkania rudy będę nosić. – Pociągnęła się jeszcze za włosy, całkiem radosna dopóki temat nie zszedł na klątwy.
- Tak, wiem, że nie są…żywi. Ale tylko są. Za to są wszędzie. – Wyciągnęła na szybko dłoń, sięgając do jego nadgarstka który lekko ścisnęła, w gest przelewając swoją całą niepewność czy zmartwienie, szybko zabierając dłoń aby schować ją pod ramię, lekko się kuląc tak jakby samym tym gestem chroniła siebie przed dopuszczeniem prawdy. – Nie masz za co przepraszać. – Nie wiedziała, co chciał powiedzieć, ale miała nadzieję, że cokolwiek się dzieje, u niego było w porządku.
- Jeżeli zechcesz nas skontaktować… - głos jej się zaczął łamać, dlatego skończyła rozmawiać na ten temat, nie zamierzając nawet powiedzieć nic więcej. Chciałaby, ale już czuła się tak przytłoczona, czasem mając ochotę oślepić się zaklęciem, bo ciemność wydawała się jej bardziej pociągająca od tego widoku. Spuściła jeszcze głowę, spoglądając na miód, ciesząc się, że temat uciekł w inne rejony.
- Nie, teraz każde wejście musisz obkupić milionem prezentów dla mnie. – Dramatycznie niemal rozłożyła się na stole jakby niewiedza Elrika wbiła jej nóż prosto w serce, zaraz jednak prostując się aby poprawić roztrzepane kosmyki. – Nie, żadnych podziękowań. To Yvette pracuje na wszystko i to Yvette trzyma pieczę. Jakby nie patrzeć, ja mam taki wkład, że równie dobrze ja mogłabym być tam współlokatorem. Więc proszę, żadnych podziękowań, bo za nic mi się nie należą.
Słuchała jego historii ze współczuciem, wyciągając dłoń i klepiąc go lekko po ramieniu, wiedząc, że po odkryciu prawdy, ta zadra będzie z nim całe życie i nic już nie zmieni się w tym temacie. Zawsze będzie czuł żałość, zawsze będzie zły, na zawsze zmieni to oblicze rodziny.
- Nie martw się, wiem coś o chujowych rodzicach. Czy masz plany na to, co zrobić? W sensie no wiesz, dalej? Wydaje się…mało przystosowana do życia? – Nie wiedziała jak to określić, a to trochę brzmiało jak by oceniała kogoś jako osobę nierozwiniętą, bardziej chodziło jej jednak o to, że samotny Elric mógł mieć dobrą pensję dla siebie, ale utrzymywać kogoś było już wydatkiem w tych czasach. Celine zaś nie wydawała się mieć pracy albo się do takiej na ten moment jakkolwiek nadawać.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Pub “Ostatnia kropla” [odnośnik]11.10.22 19:39
Na rozmowę o niektórych problemach chyba jeszcze nie byli gotowi - a może tylko tłumaczył sobie w ten sposób własną powściągliwość w wyciąganiu z niej szczegółów jej nielegalnej działalności? To nie było właściwe miejsce, fakt, zbyt wiele uszu mogło ich podsłuchać, ale rozmawiali przecież szczerzej niż kiedykolwiek, pozwalając, by obmyły ich przy kuflach problemy ostatnich tygodni i lat. Zasługiwała na jego pełne wsparcie, dlaczego więc wolał przemilczeć wojnę? Bo wiedział, że w tej sytuacji będzie musiał ją zbesztać? Nie, na koniec dnia przecież podziwiał każdego kto ryzykował własną skórą dla bezpieczeństwa innych - ale plułby sobie potem w brodę, gdyby nie wyraził tego niepokoju, tych wątpliwości. Bo w wojnie zawsze traciło się cząstki własnej moralności.
Obserwując jej znajomą twarz okaleczoną ponurym spojrzeniem doszedł do wniosku, że nie, to zdecydowanie nie jest właściwy czas.
- Teraz już nie lubisz? - spytał o włosy, właściwie naprawdę zainteresowany. Ich ścieżki rozminęły się na tak długo, że sam już nie wiedział co lubiła, a co mogło ją irytować; poza tym, co pozostawało niezmienne przez lata, pogarda i niesprawiedliwość. - Hej... hej, Thalia. - Natychmiast stał się uważny, gdy w jej głosie rozbrzmiała chrapliwa nuta, a szybki oddech poprzedził nagłe urwanie tematu. - Postaram się was skontaktować tak szybko jak będę mógł. - Wahał się, czy powinien teraz wstać, otoczyć stolik i pochwycić ją w braterski uścisk; lubiła wszak swoją siłę i nie lubiła być traktowana jak delikatna panna. Co jednak było złego we współczuciu przyjaciela? Ostatecznie zdecydował się złapać mocno za jej mniejszą dłoń, uścisnąć i pociągnąć lekko, by musiała na niego spojrzeć. - Nie jesteś sama, okej? Wiem, że sam niewiele ci pomogę z taką sprawą, ale jeśli będziesz potrzebowała nawet pogadać, towarzystwa, cokolwiek... nie boję się ciebie i nie zacznę. - Bo chyba tego obawiała się najbardziej, a przynajmniej tyle mógł wywnioskować po jej zachowaniu i niedopowiedzeniach.
Istniały gorsze rzeczy niż klątwy, a Elric nie sądził, by zaczął jej unikać nawet gdyby dotknęła jej likantropia.
Temat jego rodziny i ostatnich rewelacji wydawał się przy tym wszystkim niemal lżejszy. Spiął się widocznie i odpowiadał wolniej, to fakt, ale nie dał po sobie poznać jak bardzo go ta cała sprawa trapi. Już i tak pozwolił sobie na zbyt wiele, gdy w miejscu publicznym głośno oczernił ojca.
- Wierzę, ale wciąż jestem wdzięczny. To wasz dom, w którym znaleźliście miejsce dla trzeciej osoby... na razie, bo chętnie bym ją wziął do siebie. Musiałem ci podziękować, wiesz dobrze, jaka ona jest krucha - Celine była dorosła, ale wciąż widział w niej nastolatkę świeżo powracającą ze szkoły, dziewczynę, która wymagała opieki i pokierowania. Thalia chyba też to widziała, ale dla pozorów Elric długo wpatrywał się w resztki miodu na dnie kufla nim odpowiedział: - Szczerze to sam już nie wiem. Powinienem powiedzieć matce i Magdzie, ale nie mogę się zebrać. Czemu to znowu mam być ja? Powinien mieć choć trochę honoru i się przed nimi przyznać - Zacisnął dłonie w pięści. - Celine na razie przygarnę do siebie, chciałbym jej trochę pomóc stanąć na własne nogi. To więzienie musiało ją poważnie złamać, ale nic dziwnego. W stolicy nie ma już żadnej praworządności, a ona jest... no właściwie jeszcze dzieckiem - Pokręcił głową, a potem spojrzał na zegarek. Robiło się coraz później i ciemniej, wielu gości zaczynało opuszczać stoliki, bo w czasie kryzysu pub zamykano wcześniej, dla bezpieczeństwa właścicieli. - Może cię odprowadzę, co? Chociaż kawałek. Skąd się teleportujesz? - Nie oferował przyjaciółce ramienia ani żadnej innej rzeczy, którą zrobiłby pewnie wobec mniej znajomej panny. Objął ją jednak na pożegnanie ramieniem jak brat objąłby siostrę i zapewnił, że teraz już nie pozwoli, by ich drogi rozeszły się na nowo.

/zt mompls



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Pub “Ostatnia kropla”
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach