Wydarzenia


Ekipa forum
Plymbridge Woods
AutorWiadomość
Plymbridge Woods [odnośnik]29.06.21 11:45
First topic message reminder :

Plymbridge Woods

Obfite, zachwycające rozmaitą roślinnością lasy znajdujące się w Plympton, dzielnicy miasta Plymouth to azyl dla wszystkich poszukujących wytchnienia, tęskniących za głęboką naturą, nieco oddaloną od morskich fal i pokrzykiwania mew. Chociaż w rozległych lasach nie brakuje zwierzyny, klimat wydaje się nieco inny. Przez te tereny przepływa rzeka Plym, a jednym z charakterystycznych przejść przez nią jest słynny, średniowieczny most Plymbridge, istotny punkt na trasie każdej wędrówki.
W okolicy rzeki można odnaleźć wiele cennych gatunków roślin, wonne zioła i bujne paprocie, ale obeznani z tym teren wędrowcy wiedzą, że należy zachować najwyższą ostrożność podczas zbiorów, albowiem wokół mostu kręci się nieszczególnie przyjazny, stary wolny skrzat, wyjątkowo drażliwy na hałasy i dokuczliwe zapachy. Ów skrzat jest mocno związany z terenem wokół mostu. Jego paskudne zachowanie poznało już kilku beztroskich spacerowiczów. Istnienie stworzenia bywa kwestionowane, albowiem potrafi ono przez długie miesiące nie wychylać się z dobrze ukrytej nory, ale jego obecność potwierdza kilku świadków. W trosce o wielowiekową konstrukcję mostu podejmowano próby schwytania dokuczliwego skrzata, niestety bezskuteczne. Zaleca się zatem spokojne spacery, pozbawione dziecięcych krzyków. Plymbridge Woods oferuje jednak wiele innych, niesamowitych zakątków, ukrytych w gęstwienie drzew, polan i pagórków pozbawionych kapryśnego towarzystwa. Jeśli znalazłeś się koło mostu, rzuć kością k6.

k1 - to twój nieszczęśliwy dzień, nadepnąłeś na ulubiony kamień skrzata, za karę masz nogi z galarety (ST utrzymania się na nogach = 60)
k2 - ktoś postanowił zrobić ci psikusa, teraz co słowo chichoczesz jak dziewczynka (trwa 2 tury)
k3 - fortuna ci sprzyja, skrzat chyba poszedł na drzemkę
k4 - fortuna ci sprzyja, skrzat chyba poszedł na drzemkę
k5 - fortuna ci sprzyja, skrzat chyba poszedł na drzemkę
k6 - dziwnym trafem w okolicy nie dostrzegasz skrzata, ale czujesz, jakby Twój wzrok wyostrzył się, czyżby maczał w tym palce? (ST na zbieractwo zmniejsza się o 10)

Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plymbridge Woods - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Plymbridge Woods [odnośnik]06.09.22 12:08
The member 'Celine Lovegood' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 9

--------------------------------

#2 'k20' : 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plymbridge Woods - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plymbridge Woods [odnośnik]09.09.22 1:21
Była piękna. Ale nie tak zwyczajnie. Normalnie. Zachwycała ponad miarę sprawiając, że wewnątrz mnie roznosiło się pragnienie, by choć raz móc też być taką. Zapierającą dech w piersiach, odbierając słowa, możliwe, że trzeźwość umysłu nawet, choć mnie nadal myślało się całkiem trzeźwo. Ale złudzeń nie miałam - nie dla mnie były zachwyty od innych słyszane. Mnie pozostawało słyszeć o tym, że byłam troskliwą, mądrą czasem.  W tą ładność swoją nie wierzyłam wcale. Gdybym taka była, ktoś zainteresowałby się mną naprawdę - prawda? Celina była ładna, piękniejsza niż wiosna cała, a kiedy przybrała taneczną pozę zdawała się rozkwitnąć niczym najpiękniejszy kwiat. Zmarszczyłam lekko brwi.
- Chcesz go? - zapytałam brwi mi się trochę poruszyły w krótkim zmarszczeniu. Odpoczynku o którym wspominała. Powinna tańczyć, jej dusza do tego rwała. Widać to nawet było w jednym, krótkim ułamku sekundy.
- Puentach. - powtórzyłam żeby zaraz zaśmiać się okropnie bo przed moimi oczami w wyobraźni wyrósł Brendan w nich właśnie. Aż łza mi pociekła. Uniosłam rękę żeby ją zetrzeć i pokręciłam głową. - Wyglądałby okropnie. - nie zgodziłam się, wycierając policzek pod okiem. Ściągając łzę. Przesuwając się dalej, rozglądając za poziomkami, których tak niewiele do tej pory znalazłam. Nie za dobrze to wróżyło tym babeczkom, ale niech tylko James narzekać spróbuje to na jego oczach sama sobie wszystkie do ust włożę i zostawię go tak bez spróbowania nawet jednej. Postanowiłam - tak właśnie będzie. Przesunęłam spojrzeniem przy ziemi, licząc na to, że znajdę coś jeszcze zanim dojdziemy do domu.
- Oh, tak. - potwierdziłam do tego potakując głową. - Nasi ojcowie byli braćmi. - dodałam jeszcze splatając dłonie na koszyczku który ulokowałam przed sobą. Bosymi stopami błądząc w trawie. Potaknęłam radośnie głową. - Wspaniałym artystą! - wypowiedziałam widocznie pewna tego co mówię. Widziałam kiedyś to ocenić byłam w stanie przecież. Słuchałam kolejnych słów Celine unosząc trochę zaskoczona brwi z początku by później je zmarszczyć zastanawiając się nad tym pomysłem. Kiedy ostatnio próbowałam czegoś uczyć wyszło to średnio raczej. - Rozumiem cię doskonale! To takie niepocieszające, gdy coś wychodzi nie takie jak je widzisz w umyśle. - westchnęłam lekko. - Ja wszystkie mam w dzienniku moim. Co do tej nauki, to rozsądniej, żeby on pokazał nam obu - na pewno się zgodzi. - zapewniłam ją, zerkając na piękna twarz rozciągając usta w uśmiechu. - Ja na nauczyciela średnio się nadaje, a Garfie z pewnością nam podpowie co i jak robić. - zaproponowałam, bo to się jakieś rozsądniejsze zdawało niż ja potrafiąc niewiele żebym próbowała tłumaczyć coś co całkiem dla mnie jeszcze nie było jasne.
- Zostawimy ich trochę w domu. Tyle wystarczy. - zapewniłam jeszcze spokojnie bo trochę mleka, cukru i oleju to nie był aż taki problem, żeby Celine przejmowała się aż tak bardzo. Ale odwróciłam spojrzenie, przypominając sobie jak Marcel darł się na mnie o tym dżemie. Dla mnie - dla mnie to nie był problem. Dla innych może sprawy inaczej się miały. Spojrzałam przed siebie, a potem wzrok na niebo uniosłam. Całe dziś było pogodne.
Wiedziałam, że coś popsuję. Zawsze coś psułam, jakbym w całości czegoś od razu dobrego nie umiała stworzyć tylko musiała najpierw rozbijać żeby potem wziąć i złożyć. Mówiłam - a jak już mówiłam, to przeważnie dużo - ale też nie tak, że nie myśląc całkiem. No, może, czasem. Pozwalałam, żeby dusza mówiła za mnie, ale ona słowa nie raz ubrała niedokładnie i potem pojawiały się nieporozumienia. I płakałam na wszystko już chyba i przestać nie zamierzałam. Ani płakać, ani mówić. Zrobiłam to, co nauczyła mnie mama. Zawsze mówiła, że nawet najsilniejszy człowiek czasem potrzebuje kogoś, na kim będzie mógł się oprzeć. A ja byłam na tyle mała, że chyba opierało się na mnie wygodnie. Nic przeciw nie miałam, dlatego rozłożyła dłonie, czekając, pozwalając by zadecydowała sama czy tego chce i czy potrzebuje. Nie wiedząc, czemu w przypadku Jamesa postąpiłam odwrotnie. Może on wyglądał jakby potrzebował ale coś mi podpowiadało po tamtej rozmowie, że jeśli nie zrobię kroku na przód, on się cofnie postanawiając iść dalej sam. Szedł trochę nadal, ale miałam nadzieję, że może trochę mniej. Celine też zdawała się potrzebować na kimś oprzeć. Ale w jej gestach, sarnim zlęknieniu było coś, co mówiło, że tak bezpośredni atak mógłby nie wypaść za dobrze.
Odetchnęłam, wypuszczając kolejne łzy jednocześnie jakby prawie się śmiejąc płacząc z ulgi, ale i z nagromadzonych emocji. Niech wyjdą, wylecą, oczyszczą mnie łzy które leciały po policzkach. Łzy też bywały dobre. Uwalniały serce, pozwalały czasem odetchnąć. Parsknęłam przez łzy na tą niemądrą i mądrą jednocześnie, zakleszczając dłonie na jej plecach, pozwalając by przylgnęła do mnie całkiem. - Jestem. - zgodziłam się płacząc nadal. - Jestem. - potwierdziłam raz jeszcze. Bo byłam. Niemądra strasznie, jak mogłam mądra jakoś mocno być jak ledwie kilkanaście wiosen miałam. Czy ponad wiek mądra bywałam ciężko powiedzieć mi było. Byłam jaka byłam. A to co wiedziałam usłyszałam gdzie indziej. Miałam szczęście dużo dostając wiele cennych lekcji, zanim w ogóle przyszło mi je wykorzystać. Zanim moje dorosłe życie się zaczęło. Może mama wiedziała już wcześniej, że będą mi potrzebne. - Głośno. - mruknęłam jej w ucho a łzy powoli przestawały cieknąć. Ale nie puszczałam jej, jeszcze nie. - Może... - zapytałam spoglądając w niebo. - Może dlatego… - zaczęłam, przyjmując gest, ściskające się mocniej ręce, milknąc na chwilę. Pozwalając jej pozbyć się tego wszystko co ją trapiło. Nie byłam w stanie jej zrozumieć. Nie wiedziałam ile przeszła, jak i dlaczego. Ale to nie miało znaczenia. Nie zapytałam i nie zamierzałam zapytać. Postanowiłam zaufać. Zaufać, że jeśli będzie chciała kiedyś mi powie. Zaufać, że jeśli nie będzie umiała, chociaż da radę pójść dalej. Nie rozumiałam dokładnie. Wiedziałam, że z czymś walczy i chciała jej pomóc, chociaż nie wiedziałam jak i czy byłam wstanie. - …dlatego że ja tylko to umiem. Ty jesteś artystką. Tancerką, prawda? - mówiłam cicho. Może powinnam pozwolić by to wszystko z niej tak wypłynęło. W sposób w który jej dusza kumulowała i wypuszczała emocje. Artyści gdy cierpieli swoje cierpienie zmieniali w sztukę. Ja żadnym nie byłam, na niczym nie grałam, tańczyłam przeciętnie, śpiewałam nijako. Byłam szara. Dlatego krzyczałam. Pokręciłam lekko głową na jej kolejne słowa o oddawaniu rodziców. - Jeśli po śmierci jest coś dalej, żadne nie dałoby się wrócić. Nie bez powodu zapieram się jak wariatka, po którymś to mam. Albo po obojgu. - mruknęłam starając się brzmieć lekko, próbując rozbawiać ją. I może zadziałało nawet, kiedy zdławiony śmiech wydobył się z jej gardła. Nie pomyślałam nawet, że to co innego niż ja. Kiedy zadała kolejne pytanie odchyliłam się trochę, żeby unieść ręce i wytrzeć jej policzki. - Trudno powiedzieć. - przyznałam spokojnie. - Ale moja mama powiedziałaby, że los sprzyja śmiałym. - przesunęłam rękę na jej brodę i uniosłam ją trochę. - Więc odważnie i pewnie. Niestrudzenie. - dodałam zaraz. - Z wdzięcznością. Ale i nadzieją. - wymieniałam dalej. - Nigdy nie wiesz, czy jutro nadejdzie. - szepnęłam, czując jak brwi unoszą mi się a oczy zachodzą łzami znowu. - Najlepiej tak, by nie pielęgnować w sobie żalu. Ale wierzyć, że przyszłość skrywa coś dobrego. Bo… - odsunęłam trochę spojrzenie. - … przeczytałam kiedyś, że jutro jest zawsze nowe. - zmarszczyłam trochę brwi łagodnie. - I jest w tym coś strasznie pokrzepiającego. - przyznałam, wracając do niej wzrokiem. - A ty w kłopocie, możesz zawsze zwrócić się do mnie. - obiecałam jej przenosząc ręce na jej dłonie. - Dobrze? - zapytałam jeszcze uginając trochę kolana i przesuwając się jakby chcąc w ten sposób złapać jej spojrzenie w swoje. - Pomogę jak ważne czy nie by to nie było. - zapewniłam ją ponownie rozciągając na zaczerwienionej twarzy uśmiech który miał to potwierdzać.  - Chodźmy. - poprosiłam ją, kiedy las wypuścił nas na ścieżkę prowadzącą do domu.

ztx2

| szukam leśnych owoców (ST 60), zielarstwo I (+0), szczęście III (+15 do rzutu)
i od razu na ilość


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.


Ostatnio zmieniony przez Neala Weasley dnia 12.09.22 19:15, w całości zmieniany 1 raz
Brenyn
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
courage is not the absence of fear it is acting in spite of it
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
into the woods
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Plymbridge Woods [odnośnik]09.09.22 1:29
The member 'Neala Weasley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 15

--------------------------------

#2 'k20' : 6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plymbridge Woods - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Plymbridge Woods
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach