Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Miasteczko Buxton
AutorWiadomość
Miasteczko Buxton [odnośnik]29.06.21 11:52
First topic message reminder :

Miasteczko Buxton

Buxton jest malowniczym, niewielkim miastem położonym blisko pięćdziesiąt kilometrów od Derby. Przed wojną jego ludność wahała się w granicach kilkunastu tysięcy mieszkańców, jednakże wyniszczone głodem i biedą znacznie straciło na populacji. To miasto kontrastów, gdzie zdewastowane, dotknięte zębem czasu budowle stykają się z bogatą florą, teraz dziko porastającą w zaniedbanych parkach i lesach na obrzeżach. Miasto wydało na świat wielu mugolskich celebrytów i zasłynęło z Buxton Opera House, rozchwytywanego ośrodka kultury w centrum Anglii. Pomimo znaczącego opustoszenia widowni, opera gra dalej.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Buxton - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]05.09.21 21:10
Wczorajszy rozwój wypadków zaburzył plan, którego się podjęli. Potrzeba interwencji, a może bardziej uratowania życia musiała odsunąć na chwilę rozniesienie pluskiew. Stevie nie powinien mieć im za złe - wątpiła, że będzie miał. Zdawał się być człowiekiem z sercem po odpowiedniej stronie. Nie potrzebował na swoich barkach wyrzutów sumienia, których można było uniknąć. Do podanego czasu nadawania audycji było jeszcze trochę czasu, więc i o to nie musieli zbytnio się przejmować.
Postawienie ponownej komunikacji i możliwości przekazywania informacji na długie dystanse było potrzebne, może nawet niezbędne. Liczyła, że radio pomoże im wszystkim - może właściwie miała nadzieję. Czasem miała wrażenie, że chwyta się tej najmniejszej, że dzięki niej jeszcze jest w stanie dalej działać. Czas nie był ich sprzymierzeńcem. Właściwie - mieli ich tak naprawdę niewielu. Trudno jednak było winić kogoś za obawę o własne życie. Oni świadomie wybrali własną ścieżkę i własną drogę. Wiedzieli od samego początku na co się piszą. Liczyli, że uda im się zrobić coś z plugastwem, które rozlewało się na ziemi. Ale zawiedli, ona zawiodła. Miała wrażenie, że zawodzi raz za razem. Do tego dochodził teraz brak całkowitej sprawności ciała. To nadal buntowało się w najmniej oczekiwanych momentach. Zwracała nadal pokarm, nie potrafiąc wyczuć, kiedy po raz kolejny zrobi jej się nie dobrze. Szczęśliwie dla siebie przytyła - a może bardziej dla Kerrie i Vincenta, którzy czasem pilnowali ją do ostatniego kęsa. Przynajmniej na samym początku kiedy w apatii nie myślała o niczym, zwłaszcza o jedzeniu.
Wędrowała w ciszy obok Keatona, zajęta swoimi własnymi myślami. Jasne tęczówki przesuwały się po otoczeniu lustrując okolicę i wszystko to, co dało się dostrzec na pierwszy rzut oka. Wypowiedziane słowa odciągnęły jej uwagę od punktu na horyzoncie i przeniosły ją na niego.
- Sens zawsze jest. Lepiej mieć pewność, niż tylko przypuszczenia. - orzekła ostatecznie, by zaraz skinąć krótko głową. - Możemy. - zgodziła się na przedstawiony przez niego plan.
Zdawało się, że zorientowali się w tym samym momencie sięgając po różdżkę. Niepotrzebnie, jednak zadowolił ją refleks Keatona. Widząc tor lotu pozostała na miejscu, zdając sobie sprawę z tego, że śnieżka jej nie zagrozi.
- Jesteś synem Jeffa? - zapytała zbliżając się w kierunku chłopaka, na powrót wciskając dłonie w kieszenie płaszcza.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Miasteczko Buxton - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]05.09.21 21:10
The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Miasteczko Buxton - Page 3 0OdgwXg
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Buxton - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]07.09.21 12:54
Kolana ugięły się szybko, a śnieżka, która miała trafić go prosto w głowę, przeleciała tuż nad nim; wtedy też oczy spotkały inną parę, wychylającą się zza płotu. Rozbawiona, pyzata twarz mogła należeć tylko do ich przewodnika.
Na pytanie Justine chłopiec zdążył jedynie skinąć energicznie głową, a potem zerwał się do biegu; na pokrytym lodem chodniku mknął szybko w ich stronę, jakby balansowanie w wyślizganych trzewikach nie sprawiało mu najmniejszego problemu - był już niemal tuż obok nich, kiedy uwagę wszystkich przykuł swąd. Wciąż pamiętał, jak spalenizna wdzierała się do nozdrzy, jak osiadała na skórze, jak przesiąkało nią całe ubranie - wtedy, w Stafford. Trudno było porównać to, co teraz poczuł, do tamtej woni, wielokrotnie intensywniejszej, lecz nawet sama namiastka owego wspomnienia wystarczyła, by go zaalarmować.
Cisza rezonowała niepokojem, gdy rozejrzawszy się uważnie dostrzegł w końcu strużkę dymu, sączącą się ze znajdującego się nieopodal domu. Niewielkiego, schowanego za bujnym żywopłotem - gdyby nie zapach i kopcąca się smuga, nic nie wskazywałoby na to, że stało się coś, co wymagało interwencji.
Jeszcze nie.
Ogień bez wątpienia wkrótce zajmie cały szkielet budynku, lecz teraz wciąż jeszcze skrywały go ściany budynku.
- Schowaj się tam, gdzie byłeś przed chwilą - rzucił pospiesznie, przez chwilę lustrując chłopca poważnym spojrzeniem - nie mógł mieć pewności, że ten go wysłucha, lecz może w skorym do zabawy nastolatku kryła się też doza instynktu samozachowawczego.
Nie ma w końcu dymu bez ognia, a tego - bez kogoś, kto go wzniecił. Przypadkiem - bądź nie.
Różdżka przywarła do skóry dłoni, oplatającej drewno ciasno, kiedy skierował swe kroki w stronę uchylonej bramy - z dali wyglądała jak zamknięta, dopiero z bliska widać było, że ktoś jej nie domknął.
To jednak było w tym momencie kwestią drugorzędną; inny widok zmroził go na kilka przeciągających się sekund; w pułapce pożaru tkwiły dwie osoby, rozpaczliwie uderzające rękami o szybę.
Próbowały się wydostać, lecz przerażenie na ich twarzy jasno wskazywało na to, iż próba uwolnienia się spełza na niczym. Ogień zdawał się rozrastać z każdą chwilą, pęczniał, nasyciwszy się tym, co znajdowało się na jego drodze.
Nie miał najmniejszego pojęcia, ile zostało im czasu.
Nie zastanawiał się nad tym, czy to najlepsze rozwiązanie; działał instynktownie, robiąc to, co pierwsze przyszło mu na myśl. Krzycząc, by się ukryli, jednocześnie gwałtownymi ruchami dłoni wskazał na dwójkę w potrzasku, a następnie pokazał, by odsunęli się na prawo i osłonili głowę.
Sam, natomiast, czekając tylko chwilę na ich reakcję, skierował różdżkę na lewo od okna; znajdował się już na tyle blisko, by widzieć, że w tej części pomieszczenia nikogo więcej nie ma.
- Deprimo - w rozemocjonowaniu popełnił błąd; zaraz potem ponowił więc inkantację, tym razem koncentrując się ze wszelkich sił na wymawianym zaklęciu i towarzyszącym mu ruchu dłonią. - Deprimo - powtórzył raz jeszcze.
Zgodnie z jego wolą potężny wiatr uderzył w ścianę budynku, tworząc w niej wyrwę na tyle dużą, by można się było przez nią przecisnąć. Pierwsza ze środka wydostała się kobieta, chowająca twarz w zgięciu łokcia, i zanosząc się suchym kaszlem. Zaraz za nią pojawiła się także sylwetka mężczyzny.
Podszedł do ich dwójki, pozwalając im oprzeć się na swoich ramionach.
Homenum, bezgłośnie wyszeptał, zahaczając spojrzeniem o Tonks, kiedy odprowadzał dwójkę kawałek dalej, na ławkę stojącą pod ogołoconą z liści gruszą. Jeśli ktokolwiek jeszcze został w środku, musieli działać teraz.
Na końcu trzeba będzie zająć się samym ogniem.

rzuty na deprimo - kolejno: nieudane i udane



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]08.09.21 22:50
Nawet drgnął jej kącik ust, kiedy obserwowała tego rodzaju zaczepkę. Uśmiech nie dosięgnął jednak oczu, te pozostały czujne i uważne. Obserwowała kątem oka otoczenie i zbliżającego się ku nim dzieciaka ku któremu wypowiedziała jedno krótkie pytanie i na które otrzymała różwnie oszczędną w szłowach odpowiedzieć. Ale innej nie potrzebowała. Już miała otwierać usta, żeby prowadził do ojca, wydać polecenie, chcąc rozpocząć sprawdzenie miejsc do których powędrowały pluskwy. Ale w tym samym momencie co do Keatona i do niej dotarł swąd dymu. Zatrzymała się wpół kroku, zaczynając rozglądać wokół. Kolejny pożar, na który trafiała. Trudno się było dziwić, że te kanalie pozostawały do zrobienia wszystko w rękach kogoś - albo czegoś - innego. Ogień był trudnym żywiołem, łatwo się rozprzestrzeniał i pochłaniał wszystko na swojej drodze.
- Już. - ponagliła chłopca, kiedy Keaton wydał mu polecenie, sama odwracając się za mężczyzną i ruszając za nim. Była wolniejsza, zrozumiała to od razu, ale zmusiła wszystkie mięśnie, żeby znaleźć się tam możliwie jak najszybciej - i tak chwilę po nim.
Kiedy dotarła, on już rozeznał się w sytuacji - ona dopiero ją poznawała. Zrozumiała ją, kiedy jego pierwsze deprimo nie doszło celu. Szczęśliwie i nie, bo w mgnieniu oka postanowiła, jak zadziałać w przypadku jego powodzenia. Całe szczęście, bo już kolejne zaklęcie potężny wiatr uderzał w ścianę budynku, żeby stworzyć w niej wyrwę. Ale jeszcze zanim w ogóle do niej dotarł, chwilę po padających z jego ust słowach wypowiedziała swoje.
- Nebula exstiguere! - zażądała od różdżki, mając praktycznie stuprocentową pewność, że zaklęcie się jej posłucha. Odsunięcie mgłą płomieni, miało pomóc w opuszczeniu budynku i nie pozwolić, żeby te buchnęły wraz z otrzymaniem większej ilości powietrza. Ogień zajął już dużą ilość budynku i kiedy Keaton poprowadził ludzi dalej, ona zajęła się gaszeniem pożaru. Z domu nie zostało wiele, zrozumiała to już po chwili, ogień zajął szybko budynek i niewiele miało przetrwać. W środku nie było więcej osób. Kiedy ogień zaczął dogasać odwróciła się, żeby powrócić do pozostałej trójki.
- Macie gdzie się zatrzymać? - zapytała ich spoglądając to na jednego, to na drugiego. Miała nadzieję, że tak, chociaż jeden problem mniej. Prawie odetchnęła z ulgą, kiedy potwierdzili. Widziała zawahanie na twarzy mężczyzny, a później słowa wydobywające się z ust kobiety, która poprosiła, żeby do nich zajrzeć z pomocą. Jasne tęczówki przesunęły się znów po nich, a później na chwilę skrzyżowały z tymi, należącymi do Keatona. W końcu skinęła lekko głową. - Jaki adres? Zostaliście ranni? - zadawała kolejne pytania, otrzymując kolejne odpowiedzi. Kornwalia - chociaż tyle dobrego, tam mieszkali rodzice mężczyzny. Przytaknęła krótko głową na wspomnienie adresu. A kiedy potwierdzili, że dzięki nim są calu potknęła raz jeszcze. - Ruszajcie od razu, ogień strawił prawie wszystko. A budowla jest niestabilna - nie wchodźcie do środka. - ostrzegła jeszcze, zamierzając dopilnować, żeby posłuchali jej słów. Spojrzeli po sobie, zmęczeni, ale nadal żywi - to było najistotniejsze. W końcu kiedy potwierdzili, że mają tutaj zaufaną osobę, która pomoże im w transporcie odpuściła. Liczyła, że poradzą sobie sami już dalej - a może zwyczajnie miała nadzieję. Jej dłoń mimowolnie uniosła się i dotknęła przez płaszcz brzucha, kiedy coś ją w nim ścisnęło. Odprowadzili dwójkę spojrzeniem.
- Wracajmy. - mruknęła do Keatona, opuszczając rękę i kierując kroki w stronę miejsca w którym znajdowali się wcześniej. - Swoją drogą, poznałam jakiś czas temu twoją siostrę. - dodała w sumie całkowicie poza tematem. Kiedy podeszli na wcześniejsze miejsce rozejrzała się wokół. - Młody, jesteś? - uniosła głos, żeby dać znać o ich powrocie na miejsce. Trochę czasu zajęła im pomoc ludziom i ugaszenie do końca pożaru. Miała jednak nadzieję, że mimo wszystko chłopak na nich zaczekał. Inaczej od razu mogli iść w kolejne miejsce.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Miasteczko Buxton - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]13.09.21 21:27
Znaleźli się na tyle daleko, że jedynie strzępki nebuli owijały się wokół ich kostek - po prawdzie nie był jednak wcale taki pewien, czy to wyczarowane przez Justine zaklęcie, czy może resztki płożącego się po śniegu, gryzącego dymu z dogaszanego pożaru. Bądź jedno i drugie, w gruncie rzeczy nie to miało największe znaczenie.
- Czy w środku nie utknął ktoś jeszcze? - powiódł wzrokiem od kobiety do mężczyzny - zgodnie zaprzeczyli; jeśli jednak istniała jakakolwiek szansa, że dostał się tam - do środka - ktoś jeszcze, chociażby próbując im pomóc, wolał to sprawdzić. - Homenum revelio - rzekł pewnie, doskonale znanym sobie ruchem zakreślając obszar wokół domu.
Żywej duszy tam nie było. Martwych, na szczęście, także nie - wydostali małżeństwo w porę, być może w ostatnim momencie dzielącym ich od utraty przytomności. O ile nie czegoś więcej.
- Proszę usiąść - zabrzmiało to niemal karcąco; kobieta jednak uparcie stała na nogach, choć te się pod nią uginały; nie mogła oderwać wzroku od swego domu - zza kurtyny łez, których bez wątpienia nie wycisnął jedynie dym, obserwowała, jak niszczeje wszystko, co do niej należało. Justine kończyła już gasić resztki tego, czym nie nakarmiły się płomienie - dorobek życia zwęglił się, samo życie jednak ocalało.
Gdy Tonks podeszła do ławki, dopytała o najważniejsze kwestie; Keat, natomiast, przez chwilę przyglądał się szkieletowi ścian, stworzonej przez siebie dziurze, w której ziała pustka.
- Odratujemy nasz dom - mocnym głosem zadeklarował mężczyzna - odwiedźcie nas, kędy w Kornwalii zawitacie, potym poprosimy was i tutej.
Burroughs skinął z lekka głową, obiecując, że gdy tylko będzie w okolicy, przyjdzie się choć przywitać; tymczasem pożegnali się z dwójką, która ruszyła do sąsiedzkiego domu - na tyle niedaleko, że Zakonnicy mogli obserwować, jak przejęcie rozprawiając o tym, co zaszło, znikają we framudze otwartych dla nich drzwi.
Byli już w dobrych rękach, u kogoś, kto bez wątpienia będzie potrafił im pomóc.
- Od dymu można dostać kurewskich mdłości - wtrącił ni to do niej, ni to do siebie, kiedy kątem oka dostrzegł, jak Just chwyta się za brzuch - pamiętał, jak czuł się w Stafford, a ona w końcu dość długo stała tuż przy źródle dymu.
- Hm? - w rozproszeniu z opóźnieniem zorientował się, że wspomniała coś o jego siostrze. - Którą? - i skąd wiedziała, że to jego siostra? Frances przedstawiała się już jako Wroński; Phillie, jeśli już musiała używać nazwiska, jako Moss - trzeciej z sióstr w ogóle nie było w Wielkiej Brytanii.
Pyzata buzia wychynęła zza poluzowanej deski płotu, gdy tylko Justine zawołała syna Jeffa.
- Jak cię zwą? - zagadnął Burroughs, jednocześnie dyskretnie rozglądając się wokół siebie - ktoś jeszcze na nich czekał?
- Jeremy, ale możecie mi mówić Jem, chodźcie - nie wdając się w zbędne dywagacje mały ruszył przed siebie, zgarniając z murku trochę śniegu, który w drodze znowu zaczął formować w kulkę. Tylko po to, żeby cisnąć nią w okno na poddaszu starej chatynki, stojącej nieco na uboczu.
Pocisk rozbił się o szkło, rozpryskując się na setki mniejszych części.
W oknie mignęła czyjaś głowa, o identycznym odcieniu włosów, jak te Jema.
Chwilę później dało się słyszeć szczęk zamka i tubalny głos, zapraszający ich do środka. Na poddaszu, w jednym z kątów, pośród chmary gratów, które najwidoczniej wykorzystywano jako rekwizyty w pobliskiej operze, znajdowało się także radio, nieszczególnie zwracając na siebie uwagę.
Jem zgarnął ze stołu jedno jabłko, zasalutował im i pospiesznie zbiegł po schodach, na dwór. Zostali już tylko z Jeffem - uderzające podobieństwo do chłopaka zdradziło łączące ich więzy.
- Dzień dobry - skinął mu głową, nie widział jednak potrzeby, by zdradzać swoje imię, ani tym bardziej, żeby przeciągać powitanie - wiem, że Raffey uprzedził pana, że się pojawimy, chcieliśmy tylko dowiedzieć się, czy nie było żadnych problemów z instalacją pluskwy - rozwinął, ruszając w stronę radia; na pierwszy rzut oka nie można było stwierdzić, czy wynalazek w ogóle znajduje się w środku.
- Żadnego, zagnieździła się w środku, sama, wystarczyło tylko poluzować obudowę radia. Testowałem też ustawianie odpowiedniej częstotliwości i po podaniu błędnego hasła pojawia się faktycznie audycja - skinięciem głowy zachęcił Zakonników do sięgnięcia po jabłko, sam również wziął sobie jedno, siadając na krześle; odgryzł kawałek, a sok osiadł na jasnej brodzie.
- Jeśli ma pan jakiekolwiek pytania, to to jest dobry moment, żeby je zadać - dodał, jednocześnie przecząco kręcąc głową w odpowiedzi na propozycję mężczyzny; nie chciał nadużywać jego gościnności.
- Właściwie mam, już odnośnie momentu, w którym ruszycie z radiem. Znam kogoś z opery, ze świetnym głosem i dykcją, kto mógłby pomóc w tworzeniu audycji, to zaufany człowiek... potrzebujecie kogoś takiego? - Jeff odłożył na stół ogryzek, z którego nie zostało niemalże nic poza pestkami i ogonkiem, a w tym czasie Keat zerknął kontrolnie na Justine - czy ona wiedziała na ten temat coś więcej?
- Myślę, że ktoś taki bardzo się przyda, ale dopytamy jeszcze organizatorów, jak dokładnie wygląda to na ten moment. To nie będzie problem, jeśli po uzyskaniu jakiejś konkretnej odpowiedzi, skontaktuję się bezpośrednio z panem? - do startu audycji była jeszcze chwila, niemal cały miesiąc - wystarczająco, by udało się to wszystko skoordynować.
Może z kwadrans porozmawiali już o samej pluskwie - i technikaliach, a potem pożegnali się i we dwójkę ruszyli schodami na dół.
- Gdzie teraz? Rozdzielamy się? I spotkamy się już przed rezerwatem? - dopytał, zerkając na gwardzistkę.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]19.09.21 23:51
Kolejny pożar. Jak wiele musieli jeszcze zniszczyć, żeby zadowolić się całkiem? Nie była pewna, czy pustkę, którą posiadali w sercach cokolwiek było w stanie wziąć i zapełnił. Szczerze wierzyła - że nie. To, czego szukali, było niematerialne, ziało w nich i pogłębiało jedynie. Byli już straceni - nie zamierzała mieć dla żadnego z nich litości. Dogaszała płomienie, które strawiły cały budynek, pozostawiając po nim jedynie zgliszcza. Przetarła dłonią policzek, rozcierając ciemną smugę sadzy. W końcu podeszła do trójki czarodziejów zatrzymując się. Słuchała słów wypowiadanych przez Keatona i tych, które wypowiadali ocaleni ludzie. Stała milcząco.
- Budynek może się w każdej chwili zawalić, uważajcie, jeśli będziecie do niego wracać. - ostrzegła ich ze spokojem w głosie. - Jeśli możecie, przynajmniej na razie zostańcie tam, gdzie jest bezpieczniej. - poradziła im jeszcze. Czując jak jej żołądek wywraca się, przynosząc mdłości. Przeniosła dłoń do brzucha, wypowiedziane przez mężczyznę słowa sprawiły, że jedynie skinęła głową, ale nie była w stanie nic odpowiedzieć. Odeszła kilka kroków na bok, czując jak jej żołądek zmusza ją do zwrócenia przyjętego wcześniej śniadania. Szlag. Zaklęła jedynie w myślach, krzywiąc się. W końcu się wyprostowała. Biorąc wdechy w płuca. Wróciła do niego, postanawiając zmienić temat.
- Masz więcej niż jedną? - zapytała unosząc jedną z brwi ku górze. - Trochę wyższa ode mnie, ciemniejsze włosy. Groziła mi… cóż, tobą, swoimi ludźmi i portem. - zastanowiła się na głos. - Jakiś czas temu weszłam na doki w twojej skórze. - wyznała ale nie widać było skruchy w jej postępowaniu. Ot stwierdziła po prostu fakt.
Gdy znaleźli się we wcześniejszym miejscu spotkania z chłopakiem zawołała go, licząc, że nadal znajduje się na miejscu. Byłoby problematyczne, gdyby okazało się że zniknął, poza nim, nie wiedzieli jak odnaleźć mężczyznę, który otrzymał pluskwę. Ruszyli za nim, po chwili docierając do miejsca, które musiało być właściwym. Chowała dłonie w kieszeniach, zaciskając rękę na różdżce.
- Mogę skorzystać z toalety? - zapytała, kiedy Keaton podjął się rozmowy. Po krótkim skinięciu głową przez mężczyznę i wskazania drogi oddaliła się. Mdłości trochę ustąpiły, ale musiała opróżnić pęcherz. Kiedy wróciła temat nadal oscylował w okolicy radia. Sięgnęła do stołu po jabłko, wgryzając się w nie i słuchając z uwagą. Kiedy Keatona na nią spojrzał skrzyżował z nim na krótką chwilę spojrzenie. Nie miała pojęcia. Ale jego odpowiedź zdawała się odpowiednia. To i tak musieli najpierw uzgodnić.
- To dobrze, że ludzie chcą działać. Damy znać. - powiedziała jeszcze na pożegnanie, chwilę przed tym, nim wyszli - bo to był dobry omen, ludzie nie stracili jeszcze woli walki i to było ważne.
- Rozdzielamy i spotkamy. - potwierdziła krótko, musieli się trochę sprężyć. - W razie niebezpieczeństwa, nie daj się zabić Burroughs. - powiedziała mu jeszcze na odchodne, nim teleportowała się w kolejne z wyznaczonych miejsc.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Miasteczko Buxton - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]15.11.21 23:36
Nie okadzał go dym zobojętnienia, lecz widział już tyle, iż każdy kolejny płomień wspinający się po dorobku czyjegoś życia - bądź czyimś życiu - nie wprowadzał w stan otumaniałego przerażenia. W chwilach takich, jak ta, pozwalał, by grzęznące gdzieś w sercu emocje, by myśli rwące się chaotycznymi strzępkami, snuły się w swoim rytmie - w czasie, gdy on po prostu działał; robiąc wszystko, co potrafił, z góry skazany na przegraną w walce z żywiołem. Z ogniem. Wojny.
Teraz dopiero, gdy dwójka zakleszczonych w pożarze uciekła, poczuł ciężar tych wszystkich myśli i emocji, zahaczając spojrzeniem o Justine; co dalej?
Zawahał się, zastygając w bezczynności na kilka głębszych oddechów.
Ona, przytomnie, zajęła się próbą ocalenia resztek należności, gdy on upewniał się, że nie ma tam nikogo więcej; choć jakiś martwy głos szeptał cicho, że nawet gdyby ktokolwiek więcej utknął za kurtyną żaru, z desek teatru popiołów ściągnąć dałoby się już tylko gorejące prochy.
Zaczerwienione od dymu zapiekły oczy, kiedy zamrugał pospiesznie, chcąc pozbyć się pozostałości drażniącej substancji; nie umknął mu moment, w którym zaczęła się uzewnętrzniać, ten posmak węgla wgryzał się i w jego krtań, drażniąc w podobny sposób - choć jeszcze nie aż tak bardzo, jak, najwidoczniej, ją.
- Justine? - zapytał, zahaczając wzrokiem o jej pobladłą twarz, by zaraz potem dać gwardzistce chwilę na uporanie się ze słabością. Chwilę, nim ruszyli dalej.
- Philippa poszczuła cię... mnie... niuchaczami? - nie miał najmniejszych wątpliwości, że zaserwowała Tonks powitanie, którego nie da się zapomnieć. - I jak czułaś się w mojej skórze? Odwzorowałaś każdy detal z odpowiednią starannością? - nie zapomniałaś o żadnym szczególe, Tonks? Marny uśmiech zakołysał się przez chwilę na jego ustach, posępna fala szybko jednak powróciła na swe miejsce. - To o niej była mowa na spotkaniu - dopowiedział po chwili; to jej przymioty - bądź ich brak - z taką żarliwością roztrząsano.
Już po rozmowie z Jeffem przyszło im się rozdzielić; była to oszczędność czasu, do której musieli dążyć. Pokrótce ustalili więc, które z pomniejszych miast i miasteczek odwiedzi każde z nich, by upewnić się, że pluskwy zostały umieszczone w radioodbiornikach we właściwy sposób. Każdemu z właścicieli radia przekazywał właściwie to samo. Wyuczoną mantrę. Ożywiał się dopiero, kiedy zadawano mu pytania - dbał, by wyrazić się precyzyjnie. I rozwiać wszelkie wątpliwości, jeśli te faktycznie się pojawiały.
Sprawę znacznie ułatwiło to, że Raff przekazał dostawcom wszystko, o co został poproszony.
Jednak żadna z pluskiew bez wątpienia nie dotarła jeszcze do rezerwatu. I tam właśnie mieli się z Tonks spotkać.

ztx2; przenosimy się do rezerwatu



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]28.12.21 3:38
20.02

Poprawił aparat fotograficzny na szyi i spojrzał na kompanów z łobuzerskim uśmieszkiem.
-Słyszałem te plotki od znajomego w Aldbourne, ma rodzinę w Herefordshire i podobno zaczęły się właśnie tam. - wyjaśnił, nie wchodząc w szczegóły swojej znajomości. W styczniu szczury opowiedziały mu o czarodzieju, który chronił mugoli w piwnicach muzeum, bez żadnego wsparcia. Udali się tam z Finley, by przekonać go do współpracy z Zakonem i zaoferować lepsze zabezpieczenia, urocza Jones zdołała nawet zdobyć zaufanie mugoli - i podziw jednego przystojniaka. Steffen od dawna już nie myślał o swataniu Finnie i Thomasa, początkowo ciesząc się szczęściem jej i Castora, a potem swatając ją w głowie z tamtym brunetem o łobuzerskim uśmiechu. Przede wszystkim myślał jednak o swoim znajomym z Gloucestershire, odwiedzając go czasem z zapasami i dobrym słowem i pilnując bezpieczeństwa nowej kryjówki Zakonu oraz domu samego Henry'ego. Podróże po hrabstwach Parkinsonów nie sprawiały mu problemów - miał zarejestrowaną różdżkę, preferował zresztą szczurzą postać. Słyszał wtedy różne ciekawe plotki - zarówno wśród szczurzych pisków (te dotyczyły głównie podejrzanych ludzkich siedzib, gdzie można było natrafić na resztki jedzenia), jak i gwaru ludzkich rozmów. Opowieść o fałszywym Ministrze Malfoyu powtarzała się na zachodzie kraju coraz częściej - najpierw Steffenowi streścił ją z niedowierzaniem sam Henry, potem usłyszał ją na targu (tak bardzo chciał kupić mięso, nie jadł go od dawna i na Półwyspie nie dało się już go zdobyć, inne hrabstwa zdawały się być lepiej zaopatrzone...) wśród akompaniamentu śmiechu, a potem w parku gdy jako szczur podsłuchiwał podpitą młodzież - nastolatkowie opowiadali sobie o smoczej grypie Ministra-uzurpatora z całkowitą powagą. Niewiarygodna z pozoru historia miała potencjał, ale na razie żyła jedynie w Herefordshire. Steffen chciał ją ponieść dalej, do promugolskich hrabstw, zwłaszcza tych bardziej chwiejnych niż stosunkowo wierny swoim lordom Półwysep Kornwalijski. Styczniowa rozmowa z lordem Isaiahem Greengrass dała mu sporo do myślenia - zgodnie ze słowami arystokraty, w Staffordshire kryli się zdrajcy, ludzie lojalni siłom Ministerstwa. Co, jeśli obywatele Derbyshire również chowają resztki sentymentu wobec samozwańczego Ministra, jeśli bardziej niż w protekcję swoich panów wierzą w autorytet Londynu? Nikt nie przyzna się tego jawnie, nie w hrabstwie o promugolskiej polityce, ale Cattermole zamierzał zagrzać serca czarodziejów lojalnym Greengrassom i postraszyć trochę tych, którzy w głębi duszy popierali konserwatywną politykę. Niech stracą wiarę w autorytet Malfoy'a, niech na ulicach rozbrzmią jawne kpiny, niech plotki poniosą się dalej. Tutaj będą skuteczniejsze niż na ziemiach Parkinsonów - bardziej potrzebne.
Ewidentną inspiracją do działania była londyńska inicjatywa Marcela. Skoro udało się oczernić Aquilę Black, zrobią to samo z Ministrem. Steffen pracował tam z Tomkiem i wiedział, że James pomagał Finnie. Wiedział, że sam nie wygląda na... człowieka ulicy, z nimi będzie bardziej wiarygodny. Chciał dziś dotrzeć do młodzieży, do lokalnych pijaczków, do ulicznych grajków. Do tych, co mają czas na gadanie.
-Wedle plotek, Minister Malfoy ma smoczą ospę, a w Londynie zastępuje go dubler. To Derbyshire, tu wszyscy lubią smoki, powinno się przyjąć, nie? Podobno ta choroba często prowadzi do śmierci, więc może zawsze będzie rządził sobowtór i nawet się nie zorientujemy. Możemy to jakoś ubarwić, niech ta historia zacznie żyć własnym życiem. - zaproponował, streszczając chłopakom całą historię. -Może jakaś szydercza przyśpiewka? Masz harmonijkę? - zapytał Thomasa. -Ja, poza gadaniem, umiem tylko robić zdjęcia, ale aparat przyda się jeśli wpadniemy na coś... podejrzanego. Zawsze mogę to wysłać... komuś wyżej postawionemu. - do Proroka albo do prasy. -Podobno na tych ziemiach wciąż są czarodzieje lojalni Ministerstwu - niech ich koledzy gliny usłyszą, że ich szef niedomaga, że to wszystko się wali. Niech ich zaboli. - syknął mściwie. Długo rozważał, kto mógłby najbardziej zaniepokoić się zniknięciem Malfoy'a i w końcu uznał, że pewnie ci, którym Ministerstwo płaci. Nienawidził szmalcowników i gliniarzy z pasją, wiedział, że koledzy też. Tower wciąż było niczym otwarta rana, o której starali się nie mówić, ale pamiętali. Widział to w ich oczach, pamiętał łzy Sheili, kikut Marcela.
Niech ich boli. Nie mogli odpłacić krwią za krew - choć wiedział już jak zabijać, nigdy nie wciągnąłby w niebezpieczeństwo Tomka i Jamesa, nie świadomie - ale słowa potrafiły ranić. Niech każdy, kto żywi sentyment do Ministra uzurpatora usłyszy, że ten leży na łożu śmierci. Niech spogląda podejrzliwie na sobowtóra, nie potrafiąc odróżnić prawdy od fałszu.
-Sphaecessatio. - zwrócił na siebie różdżkę. -Niech pamiętają nasze słowa, nie twarze. - uznał, wiedząc, że zaklęcie ma jeszcze jeden - nawet bardziej pożądany - skutek. Wyda się nieszkodliwy, a pragnął przecież wzbudzać zaufanie obcych.


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 25.02.22 19:22, w całości zmieniany 1 raz
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]28.12.21 3:38
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 66
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Buxton - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]08.01.22 9:48
Może i nie powinien się tutaj znajdywać, może i nie powinien tak do końca mieszać się w kolejną propagandę i kłamstwa, ale to była ta jedna rzecz, którą uwielbiał. Grać innym na nosie, wymyślać coraz to nowsze plotki i kłamstwa, przedstawiać je mniej czy bardziej naiwnym ludziom. Przecież w grudniu mieli doskonałą wizję tego jak działały podobne plotki! Jak można było zmanipulować tłum, bo chociaż ostatecznie ci którzy mieli zostać pojmani zostali pojmani - to Thomas Connaught Square traktował jak własne i osobiste zwycięstwo. Był to rodzaj wyzwania, coś czego nie mógł sobie odmówić. Uwielbiał kłamać, uwielbiał widzieć efekty swoich kłamstw.
Chociaż co do Derbyshire wciąż nie do końca był pewny... W końcu już dwa razy miał niezwykłe szczęście co do tego miejsca. Masakry styczniowe wciąż siedziały w jego głowie i miał szczerą nadzieję, że nie natrafią na nie znów - a szczególnie nie, kiedy byli tutaj wspólnie i z Jamesem, i ze Steffenem. Sam mógłby to znieść już, na pewno. Ale dlaczego jego bliscy mieliby na to wszystko patrzeć?
- Lubią je? A w sensie... bo ten rezerwat, nie? - rzucił spokojnie, na niepewne wspomnienie miejsca, do którego w zeszłym roku się zakradł. Cóż, nawet trochę się dowiedział odnośnie różnych magicznych stworzeń i w szczególności smoków... Ale stanowczo nie miał ochoty po raz kolejny się tam zjawiać. Nie po tym jak się zakręcił i zamotał we własnych kłamstwach.
- Zawsze - rzucił, wyciągając zaraz z kieszeni swój ulubiony instrument. Uśmiechnął się szeroko do Steffka i Jamesa. Może to nie były skrzypce brata czy harfa siostry, ale tym bardziej ten instrument powinien przemówić do prostych ludzi, może ich nieco rozbawić.
Dmuchnął raz w harmonijkę dla prostego dostrojenia, nie tak głośno, aby zwrócić na siebie uwagę. Może mogli znów ułożyć wierszyk... Albo jakąś zabawę? Tak jak z Aquilą w grudniu? Dzieci to przecież uwielbiały!
Zerknął zaraz na przyjaciół.
Humpty Dumpty usiadł na stołku,
Humpty Dumpty nie może wstać,
I wszyscy ludzie próbują go ściągnąć,
I w końcu wpadnie swym tyłkiem w piach

Wyrecytował, czekając na reakcję zwrotną. - No... jak? Jak wam brzmi? Skoro o Malfoyu... wiecie, tak trochę go poddenerwować. Pamiętasz Steff, tak jak z dzieciakami robiliśmy wtedy. Oh, czekaj, mówiłem ci? Wtedy na placu, one śpiewały tę rymowankę, którą im dajesz! - pochwalił przyjaciela, bo nie pamiętał, aby mieli okazję do rozmowy na ten temat. Czasem niektóre rzeczy im uciekały i ciężko było nad nimi nadążyć, o wszystkim opowiedzieć. Sylwester, Tower, później jeszcze wszystkie zamieszania z Tonksami, z Marcelem - często było mniej niż więcej czasu na cieszenie się tymi drobnymi sukcesami. Chociaż czy Cattermole w ogóle szukał kiedykolwiek poklasku u innych ludzi? Thomas tak, ale nie był pewny co do kolegi.
Zerknął jednak po chwili na brata, samemu również wyciągając różdżkę.
- Znasz to zaklęcie? Mam ci pomóc..? - zaproponował młodszemu, nie dlatego że w niego wątpił, a raczej żeby ten nie czuł krępacji, że nie byłby w stanie czegoś rzucić.
- Sphaecessatio - zainkantował, uznając że rzeczywiście lepiej było, aby nikt nie zapamiętał ich twarzy.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Buxton - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]08.01.22 9:48
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 80
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Buxton - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]19.01.22 0:02
Czy Thomas wiedział? Czy jego brat wiedział, co potrafił Steffen? Nigdy ie zagadnął, nigdy nie spróbował się dowiedzieć, ale kiedy Cattermole się odezwał przypomniało mu się. Spojrzał na brata powoli, nieco bez energii, którą wcześniej w takich chwilach tryskał. Wciąż czuł dziwną ciężkość na wątrobie, zupełnie tak, jakby od tygodni budził się z jednym i tym samym pieprzonym kacem, który nie pozwalał mu normalnie funkcjonować. Nie do końca wciąż był świadom tak całkowicie dokąd i po co naprawdę zmierzają, jakby to, czego się dowiedział, było zbyt grubymi nićmi szyte. Doszukiwał się tego wszędzie. We wszystkich. Był podejrzliwy. Spoglądając na Steffena zastanawiał się, czy on wiedział kim był Marcel. Czy znał prawdę? Czy może istniał cień szansy, że sam był w to wplątany — choć nie, niemożliwe. Pracował w banku Gringotta. Nie narażałby takiej fuchy dla rebelii.
— Może Malfoy od dawna nie żyje, tylko nie chcą dopuścić do przewrotu, więc podusunęli jakiegoś prymitywa — odpowiedział Steffenowi bez cienia uśmiechu na twarzy; ponuro i cicho, uniósłszy jedną brew wysoko. Nie miał zbyt dobrego zdania o ministrze. Właściwie ani o tym ani o poprzednim. Nie lubił tych ludzi — u szczytu władzy, wysoko postawionych, silnych, wypływowych. Ludzi, którzy jednym dekretem byli w stanie zamknąć hrabstwo albo oddać je pod panowanie psychopatów. — Cattermole, ale nie waż się robić nam zdjęć. Nas ma na tych fotografiach nie być, jasne? — spojrzał na nago śmiertelnie poważnie. Cokolwiek chciał zrobić, nie zamierzał zaistnieć w jakimkolwiek dowodzie. Cały ten pomysł coraz bardziej mu się nie podobał, ale Thomas wydawał się być nim zachwycony. Nie mógł się wyłamać.
Wysłuchał piosenki zaśpiewanej przez brata, pewien, że tekst inaczej leciał, ale podchwycił melodię i zanucił:
—Konus Cronus usiadł na stołku,
Konus Cronus nie może wstać,
Wierzy głupio, że ludzi w garści ma
Ale i kraj i rebelia na niego sra.

To samo robił wtedy z Finley. Śpiewał. Robił to, co umiał. Odkąd wrócił tylko kilka razy dotknął swoje skrzypce, ale za każdym razem, gdy próbował lewą dłonią przemknąć po gryfie poczuł niemoc i frustrację, zupełnie tak, jakby palce nie należały do niego, nie słuchały go, nie trzymały tempa. Były sztywne, obce, twarde. Nie myślała nawet o tym, by je brać. Popatrzył na harmonijkę brata i uśmiechnął się lekko na moment. Jeden po drugim rzucali zaklęcia. Nie był pewien, co czuł — czy cokolwiek. Obserwował przyjaciela, a później brata, świadom, że musiał zrobić to samo. Zacisnął palce na drewnie.
— Za kogo ty mnie masz — oburzył się, spoglądając na brata. Za jakiegoś niedołęgę, złamasa, kretyna? Co prawda nie pamiętał, co to zaklęcie miało właściwie robi, ale obserwował Steffena, kiedy je rzucił — jego ruch nadgarstkiem. Inkantacja zapadła mu w pamięci, nie mógł się pomylić. Wyciągnął różdżkę i szepnął: — Sphaecessatio


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]19.01.22 0:02
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 36
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Buxton - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]21.01.22 18:22
Przewrotnym zrządzeniem losu, o animagii Steffena wiedzieli jedynie członkowie Zakonu Feniksa (nawet sojusznikom zdradzał ten sekret niezwykle ostrożnie, a Castorowi dopiero po tym jak Harold Longbottom osobiście zaprosił Sprouta do Oazy), żona, oraz James Doe. Thomas pozostawał niewtajemniczony, mimo, że to on był przyjacielem bliższym Steffenowi wiekiem, usposobieniem, romantyzmem i podejściem do bezczeszczenia miejskich pomników. Wbrew pozorom, Cattermole był niezły w ukrywaniu własnych sekretów - szary obywatel, skromny pasjonat run, młodszy specjalista w banku... - a Marcel i James zostali wynagrodzeni przez los za sprytnie nałożoną pułapkę na szczury i gorliwą chęć obrony dziewczyn ze swojego dormitorium. Strategicznie wykorzystali swoją szansę, a Steffen odrobił za nich masę zadań domowych, poduczył Jamesa z transmutacji (nad Marcelem załamując ręce, ale ostatnio blondyn wreszcie poczynił postępy!) i pozostawił szczurze bobki na łóżku Connora Multona. Pragmatyczna chęć wykorzystania starszego kolegi i ochrony własnej tajemnicy szybko przerodziła się w szczerą przyjaźń, a Steff był młodszym Gryfonom dozgonnie wdzięczny za ich lojalność. W końcu przez lata tylko ich trójka wiedziała o szczurzym sekrecie, nawet Bertie Bott niczego się nie domyślił. Cattermole zastanawiał się czasem, czy James nadal wierzy w wąskie grono wtajemniczonych i odczuwał lekkie ukłucie winy, ale potem przypominał sobie, że Marcel pewnie niedługo opowie mu o Zakonie (nie wyobrażał sobie, żeby nie, byli przecież nierozłączni! Gdzie Marcel, tam James, prawda? Nie wyobrażał sobie też samemu się wychylać - nie, gdy to Marcel był dla młodszego Doe jak brat, a starszy Doe co rusz pakował się w tarapaty) i znikną wszystkie niedopowiedzenia.
-Tak, rezerwat! To dlatego Greengrassowie tak się nienawidzą z Rosierami, chyba rywalizują. Ej, a co jeśli oni naślą te smoki na siebie i będzie bitwa smoków? - wyobraził sobie nagle, bo choć wiedzę o magicznych stworzeniach i historii magii miał jedynie podstawową, to wyobraźnię - ogromną. -Ale chyba nie chcieliby spalić kraju. Przynajmniej Greengrassowie. - dodał, próbując uspokoić własne mroczne fantazje. Isaiah wydawał się zresztą bardzo rozsądny, ale nie opowie przecież kolegom w jakich okolicznościach się poznali. A tak bardzo go korciło! "Okradłem bank, w którym pracuję, widziałem jak feniks wskrzesza człowieka, widziałem jak przeklęty lord Prewett próbuje udusić żonę i prześwietlałem list od syna Ministra pod kątem klątw" - życie było takie pasjonujące, a tajemnice tak bardzo się mnożyły!
-Jasne. Bez urazy, ale jesteście mniej zajmujący dla kraju niż nie wiem, krzywda cywili. - odciął się, uśmiech zbladł, również był śmiertelnie poważny. Nie wiedział, że Thomas widział już trupy mugoli w Derbyshire, dwukrotnie, ale samemu był w Staffordshire tuż po styczniowych walkach. Albo raczej, styczniowej rzezi. Widział skutki Bezksiężycowej Nocy, w pośpiechu wyprowadzając się z Londynu, ale jego starsza sąsiadka wciąż nie wierzyła w skalę masakr. Robienie zdjęć czemuś takiemu byłoby okropne, ale otworzyłoby ludziom oczy - tak samo, jak artykuł o klątwach rzucanych przez lady Selwyn.
-Pamiętam! Słyszałem potem tą piosenkę w Londynie, przyjęła się. Jest ładny dzień, jak na zimę, dzieci powinny bawić się gdzieś w miasteczku. - rozpromienił się ponownie. Mróz zacinał, ale słońce stało wysoko na niebie i nie padał śnieg. Gdyby sam miał dziesięć lat, lepiłby dziś bałwana. -Możemy ulepić z nimi bałwana, jeśli jakieś znajdziemy. Albo leżącego bałwana, skoro Minister może nie żyć. - podchwycił spojrzenie Jamesa, ciesząc się, że ten podziela jego zdanie.
Roześmiał się szczerze, słysząc piosenkę Thoomasa i kreatywną przeróbkę Jamesa.
-Świetnie! Może dodajmy też coś o zwykłych obywatelach, nie tylko rebeliantach? - mieli zagrzać serca wszystkich i wzbudzić wątpliwości u ludzi rozchwianych. Nie znał ludowych przyśpiewek rak dobrze, jak koledzy, ale potrafił bawić się słowami. Zapamiętał melodię i spróbował, fałszując:
—Konus Cronus je czekoladę,
Codziennie pije lemoniadę,
Głód nas zabija, wichura gna,
Lecz Uzurpator w dupie nas ma.

Wziął głęboki oddech, kontrolnie zerkając na kolegów.
-Przydałaby się jeszcze jedna zwrotka i co? Idziemy z tym do ludzi? - uśmiechnął się, ale zaraz zmarszczył brwi, uważnie spoglądając na Jamesa. Twarz Tomka wydawała się dzięki zaklęciu zupełnie nijaka, ale rysy młodszego Doe wciąż wyraźnie przebijały się przez magię ochronnej iluzji.
-Hm, jeśli nie chcesz być rozpoznany przez nikogo to... Sphaecessatio. - poprawił ostrożnie, chcąc wzmocnić magię częściowo udanego zaklęcia.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Miasteczko Buxton [odnośnik]21.01.22 18:22
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 41
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Buxton - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Miasteczko Buxton
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach