Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Gospoda "Złoty Dąb"
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Gospoda "Złoty Dąb"

Niegdyś miejsce bardzo głośne i skupiające liczną klientelę. Tawerna znajduje się na skraju niewielkiego miasteczka Borwick, będącego często odwiedzanym miejscem podczas podróży przez północne Lancashire. Przestronne wnętrze zaprasza do odpoczynku, drewniane ławy i lekko chybotliwe stoliki nie są może najwygodniejsze, ale z pewnością dodają miejscu swoistego uroku. W przeszłości długi, dębowy bar gęsto okupowany był przez stałych bywalców. Z powodu pogarszającej się sytuacji w kraju, dziś nie jest to już lokal tak wesoły. Ilość klientów spadła znacząco, ale właściciel, stary Jeffrey, uparł się, by nadal prowadzić biznes odziedziczony po ojcu. Dzięki jego staraniom Złoty Dąb wciąż przyjmuje pod swoim dachem każdego gościa, chcącego wypić szklanicę cienkiego ale.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gospoda "Złoty Dąb" - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


W końcu zaczął śpiewać niczym ptaszek. Mała sikoreczka, która całą zimę czekała, aby wydać z siebie pierwsze dźwięki ptasiej muzyki. Lubiłam ten stan, gdy przesłuchiwany poddawał się, powoli uwalniał skrywane pod grubymi warstwami ułudy i honoru emocje, wypowiadał tajemnice i sekrety, zdradzał przyjaciół i wrogów. Na dźwięk mojego imienia zrobiłam dwa kroki w przód, podchodząc co kobiety jeszcze bliżej, a różdżką celując pomiędzy jej oczy. Mężczyzna widział to, a jeśli była dla niego ważna, zapewne taki obrazek, nie mógł przejść przez jego psychikę zupełnie obojętnie. Już ustawiałam usta, aby wypowiedzieć inkantację. Już różdżka mi drgała, kumulując w sobie moc, już byłam blisko od torturowania jej odrętwiałego ciała, gdy to usłyszałam jak zwabiony przeze mnie właściciel tego miejsca, śpiewa. Przyznał się gdzie, skazał na śmierć ludzi, którzy byli tak niedaleko. Instynktownie spojrzałam na dach, wiedząc, że Burke nigdy nie pozwoli im zwyczajnie przeżyć. Zadawał kolejne pytania, a barman kolejny raz odpowiadał, rezygnując ze wszystkiego, w co wierzył, na rzecz ochrony swojego życia i życia tej starej kobiety. Po kolei wydawał każdy sekret, aż zatrzymał się na jednym. Nazwiska. Gdy w grę wchodziło wydanie przyjaciół, nie tylko obcych ludzi, ofiar tej wojny, tam głos uwiązł mu w gardle i trzeba było wydobywać go siłą. Oczywiście, mogłam chwycić się jego mózgu i legilimentować go, ale przecież tak było ciekawiej. Patrzeć jak sam znajduje w sobie odpowiednie słowa, przekonany moimi działaniami. Na dźwięk swojego imienia wzdrygnęłam się lekko, nie lubiłam używania go przy ofiarach, nawet jeśli miały zakończyć żywota, to zawsze mogło pójść coś nie tak. No cóż, nie mogli przeżyć. Kiwnęłam głową. - Z przyjemnością - ile w nas kultury. Nie znałam się na tych wszystkich eleganckich widelczykach i tańcach balowych, ale od razu człowiekowi robiło się milej, gdy nie musiał obcować z Nokturnową i portową hołotą chowającą się w najbardziej obskurnych barach. Kto wie, może w poprzednim wcieleniu byłam damą i piłam z tych malutkich filiżaneczek czarną herbatę? - Lancea - wypowiedziałam czar tuż nad jej piersią, tak aby wbiła się w nią świetlista włócznia. Cóż, nie było to zaklęcie, które, by ją połaskotało, ale nie stanowiło poważnego zagrożenia dla starego ciała, nie powinno jej zabić. Zresztą, nie o zabicie przecież chodziło, a o informacje, które mógł nam wydać jej drogi synalek. Wsłuchiwałam się w ciche pojękiwanie, ale znów nie powiedział nic. Włócznia nie wystrzeliła z mojej różdżki, nie wydobył się żaden dźwięk, ale blef był ważniejszy niż rzeczywiste akcje, zwłaszcza że kobieta mogla się zaraz wybudzić. - Mogę poderżnąć jej gardło - powiedziałam spokojnie, a dłoń przesunęłam na wewnętrzną kieszeń mojej szaty, udając, że za chwilę wyciągnę z niej nóż. - Dobrze! Już dobrze, tylko zostawcie ja... - zaczął, gotowy podać nazwiska. Nie widziałam jego twarzy, przyglądałam się kobiecie, gotowa zareagować, gdy tylko się wybudzi. Co dziś było nie tak z moją magią? - Był... Był Watts, Joseph Watts... Andrew i Lola Ferguson - słyszałam jak drży, jak nie chce tego robić, jak myśli, że może się ocalić. - Ostatnie nazwisko wyślę listem, gdy stąd odejdziecie - powiedział nagle nieco butniej, pragnąć, zdobyć asa w rękawie.


Lekcja różnic: nie jesteśmy równi. Ignoruję Twój życiowy cynizm, po co ludzie przy nas i my przy nich? Kto z kim trzyma, kogo możesz mieć przy sobie?
Jakie to uczucie
gdy zawodzi człowiek?
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Ile warta jest twa głowa?
OPCM : 16
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

No i pięknie, osiągnęli to, czego pragnęli. Burke nawet zdobył się na uniesienie ręki i poklepanie gospodarza po plecach w nieco ironicznym, pobłażliwym geście - I co, nie było to takie trudne, co? - przekrzywił lekko głowę. Mimo wszystko czuł się odrobinę rozbawiony. Bo to było jak piękna sztuka. Jak perfekcyjna scena, do której dobrano beznadziejnych aktorów. Strach o bliską osobę zawsze wygrywał, szczególnie gdy przeciwnik od razu pokazał ci, że jest bezlitosny i nie zamierza się patyczkować. A więc mieli nazwiska, osiągnęli swój cel. Burke pokiwał głową, zadowolony. Czy zamierzał przystać na żądania mężczyzny? Ostatnie nazwisko w liście, kiedy już stąd odejdą? To brzmiało jak mało śmieszny żart, ale nie było już ważne. - Myślę, że te trzy nam wystarczą - odpowiedział nagle mężczyźnie. W jego oczach dostrzegł po raz kolejny zalążki paniki. Tamta trójka zapewne znała ostatniego osobnika, który pomagał szlamom uciekać przez tę gospodę. Dostanie się do nich, dostanie się także i do ostatniej z osób. A potem nadejdzie czas na zapłatę za pomoc przebrzydłym, obrzydliwym szlamom.
Oznaczało to także, że pomoc mężczyzny nie była im już potrzebna. Craig pociągnął różdżkę, zmuszając jednocześnie gospodarza, aby ten za nim podążył. Gospodarz szedł chwiejnie, był obolały, po ramionach ściekała mu krew i ropa. W końcu jednak doszli - do drzwi stodoły. Im bliżej byli, bym bardziej błagalny i przerażony wydawał się więzień. Burke kazał mu otworzyć jedno ze skrzydeł. Wystarczyło je pchnąć - nie były najwyraźniej zabezpieczone w żaden sposób. To była w końcu stodoła, przejezdni mogli tu zostawić swoje dorożki i dać spocząć koniom. Gdy znaleźli się w środku, Burke rozejrzał się uważnie. Spojrzał także ku górze, ku wyższym kondygnacjom, gdzie zwykle przechowywało się siano. Nie zauważył nic nieoczekiwanego - tylko kilka niewielkich bel sprasowanej słomy. Bardzo możliwe, że zaklęcia maskujące i ochronne były nałożone tylko na to piętro. Ale to nie było ważne, nie zamierzał tak wchodzić i sprawdzać. Zamiast tego skupił się oczywiście na swoim więźniu. Mężczyzna wyglądał na wykończonego - ból oraz karuzela emocji, którą przeżył, najwyraźniej wyssała z niego znaczącą ilość sił. Wyglądał, jakby miał się doszczętnie rozpłakać. Byli w miejscu, gdzie ukrywali się ci, którzy zawierzyli mu swoje życie. On doprowadził tutaj śmierciożercę. To nie mogło wróżyć niczego dobrego.
Czarnomagiczny bat w końcu się poluźnił. Gospodarz był tak zdziwiony, że nie zarejestrował tego w pierwszej chwili. W drugiej z resztą też nie, bo zaraz też Craig dał mu kolejny powód do zmartwień. Strzelił z bicza - tym razem trafiając mężczyznę w twarz. Ranny krzyknął osłabionym głosem, padając na ziemię i wijąc się z bólu. Burke skrzywił się lekko, czując odpływ sił, ale nie marnował czasu. Podszedł szybkim krokiem do wyjścia, w międzyczasie sięgając do jednej z kieszeni płaszcza. Noszenie przy sobie tego typu eliksirów było ryzykowne, ale dziś obyło się bez przykrych niespodzianek. Stojąc już w drzwiach, Craig zerknął jeszcze raz do wnętrza stodoły. Mikstura buchorożca zalśniła lekko w jego ręce. Chwycił ją pewniej, po czym cisnął daleko do wnętrza budynku - nie patrzył jak się rozbija i wybucha. Natychmiast zamknął wrota, mamrocząc "Colloportus"". Nie udało się za pierwszym razem, ale za drugim owszem. Wewnątrz rozszalała się istna pożoga, tymczasem na zewnątrz beztrosko zaczął padać lekki śnieżek.
- Chodź - Burke dołączył do Rity, którą zostawił razem z odrętwiałą matką gospodarza. Mieli to, po co przyszli, a ponadto zniszczyli miejscówkę przerzutową. Szlak przerzutowy był spalony - dosłownie i w przenośni. Nawet stojąc tutaj, kawałek od stodoły, dało się słyszeć wrzaski uwięzionych wewnątrz ludzi. Z gospody w końcu zaczęli wysypywać się ludzie - tych kilku klientów, gromadzących się wokół kominka. Nie zwrócili jednak większej uwagi na dwie zakapturzone postaci, od razu wszyscy pognali ratować szlamy uwięzione w stodole. Płomień rozszalał się jednak na dobre - jeśli ktokolwiek przeżył taki wybuch, ludzie powinni okazać litość i podobijać ofiary pożaru. Nikt nie miał szans wyjść z tego cało. Burke jeszcze raz skinął głową Runcorn i razem prędko oddalili się w mrok nocy.

zt x2


I give up
All I want is to feel a bit
We could fall in love
you could slit my wrist
I could tell you that they both 'gonn feel
the same
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

| 10 stycznia '58

Podróż była wyczerpująca. Krążyła od miasta do miasta szukając dla siebie jakiegoś miejsca. Jeszcze na początku swojej wyprawy mniej więcej wiedziała jaki ma cel. Niestety teraz już on gdzieś zniknął w horyzontu. Rozmył się w myślach i wspomnieniach dawnych czasów. Gdy port w Londynie był jej domem. Ostatnio przestała się czuć tam jak u siebie. Coś się zmieniło, dopasować się było trudno gdy nie wiedziało się po której stronie barykady stanąć. Dlatego zniknęła. Posłuchała słów najbliższych i zniknęła. Może nie w porę? Kto wie? Bo ona nie.
Pub na horyzoncie był jak prezent pod choinką. Gospoda zachęcała do wejścia do środka, chociaż równie dobrze to Huxley mogła być po prostu tak spragniona dobrego alkoholu. A przynajmniej miała nadzieję, że alkohol będzie chociaż trochę tak dobry jak w Parszywym. Chociaż czy cokolwiek może być tak dobre jak piwo nalane spod lady przez Philippę? Zacisnęła usta otwierając drzwi.
Spodziewała się większych tłumów. W nich zawsze łatwiej stopić się z otoczeniem, kolejna osoba wchodząca do pomieszczenia nie robi wtedy takiego „zamieszania”. Niestety ludzi nie było zbyt wiele, może przestraszyła ich kiepska pogoda? Albo nastroje w miasteczku nie były za dobre? Cokolwiek spowodowało małą ilość klientów w gospodzie Rain nie było to na rękę. Wszystkie głowy skierowały się w jej stronę i zamiast ujrzeć znajomego, który zawsze z nimi o tej porze pije ciemne piwo, zobaczyli kobietę i czarnych lokach, czarnych oczach i w czarnej pelerynie, dmuchająca w zmarznięte dłonie. Wzbudziła zainteresowanie.
Skoro już tu weszła, to nie miała zamiaru wychodzić. Przecież nie przestraszy się paru głów zwróconych w jej stronę. Pub był jej życiem, w Parszywym spędziła swoje najlepsze lata. Wiedziała jak zabawić klientów, może nawet i tutaj uda jej się kogoś zaciągnąć w ustronne miejsce? Kończyły jej się środki do życia, musiała co nieco zarobić, żeby mieć chociażby za co wrócić do stolicy.
Podeszła do baru i zamówiła kufel piwa. Gdy go dostała wzięła go w dłoń i swoje kroki skierowała to jednego z pustych stolików pod ścianą. Chyba ci ludzie, którzy tu żyli, rzadko spotykali obcych, bo Huxley miała wrażenie, jakby żadna z tych głów nawet na chwilę się nie odwróciła. Nie chciała być w centrum uwagi, nie teraz. Przyjęła więc taktykę nie zwracania na nich uwagi. Upiła łyk piwa.
W Parszywym było lepsze. Zdecydowanie. To było… kiepskie. Zwyczajne. Raczyła się lepszymi alkoholami, jak na jej standardy życia nie mogła na to narzekać. Ale tym piwem, które stało przed nią, nie wzgardziła. Chciało jej się pić, pragnienie ugasi. A potem może zagada do barmana, aby wlał jej coś lepszej jakości. Przysługa za przysługę.
Odetchnęła z ulgą, gdy powoli przestawała być w centrum uwagi. Ludzie chyba zauważyli, że nie robi nic nadzwyczajnego, nie zachowuje się dziwnie. Siedzi sama, pije piwo i być może kogoś oczekuje? Huxley dla nich była w tym momencie tak samo nudna i nieciekawa jak ich wczorajszy obiad, więc nic dziwnego, że szybko stracili nią zainteresowanie. A jej tylko było to na rękę. I żeby to uczcić upiła kolejny łyk piwa mimowolnie krzywiąc się przy tym lekko.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774

Powrót do góry Go down

Tęskniła czasem z Londynem. Za znajomymi uliczkami, knajpkami, gdzie serwowaniu najlepszą kawę, barami, w których tak łatwo było zdobyć potrzebne informacje, za swoim mieszkaniem i łóżkiem, które było najwygodniejsze pod słońcem. Nie mogła jednak tam wrócić. Było to zbyt niebezpieczne, gdy listy gończe wskazywały dość dokładnie, ile można było dostać za jej głowę. Ba, jeden nawet wisiał tu, przed gospodą, jakiś dobry człowiek jednak niemal zdarł go, pozostawiając jedynie strzępki, ledwo trzymające się drewnianej powierzchni. Lancashire miała więcej zwolenników mugoli, niż przeciwników. Tyle dobrego.
Zanim jednak weszła do “Złotego Dębu” wolała się choć trochę przygotować. Po okolicy krążyli różni ludzie. Nie zawsze mieli dobre intencje. Tak jak ona często przychodziła szukać tu informacji, tak i ci z przeciwnej strony mogli zawieruszyć się przy kontuarze z całkiem dobą przykrywką. I dowiedzieć się tego, czego nie powinni.
- Sphaecessatio - powiedziała dość cicho, rzucając zaklęcie, które miało pomóc jej zniknąć wśród gości gospody. Przynajmniej tyle mogła zrobić. Dopiero wtedy zbliżyła się do wejścia, które otworzyło się chwilę po tem, wpuszczając razem z nią zimne, styczniowe powietrze. Choć wielu gości odwróciło się wtedy w jej stronę, szybko stracili nią zainteresowanie. Z dwóch powodów. Zaklęcia i tego, że czarną, spraną szatę Jackie widzieli już nie raz, zaczynając traktować zakapturzoną kobietę jako typowy element wnętrza.
Zwykle przychodziła tu po informacje. Nadal pracowała w Wiedźmiej Straży, co prawda dla innego człowieka, niż ta oficjalna jednostka z Londynu. Dlatego ciągle potrzebowała kolejnych wieści, szczególnie tych z drugiej strony barykady. Nie było o nie łatwo. Ale każda wydawała się cenniejsza nisz złoto.
Dziś jednak informacje były drugorzędną kwestią. Po długiej podróży na miotle chciała się gdzieś zatrzymać i ogrzać, zanim ruszy w dalszą trasę. Wcześniejsze tereny wydawały się zbyt niebezpieczne, w domu zaś nadal musiała rozpalić w piecu, by nagrzać mieszkanie. Tu ciepło było już teraz. Czekało też na nią piwo. Zdecydowanie przyjemniejsze miejsce do odpoczynku po robocie.
Zamówiła piwo przy barze i przeniosła się do najmniej zaludnionego stolika, przy którym siedziała jakaś ciemnowłosa kobieta. Wolała ją, niż jednego z ewentualnych oblechów, którzy potrafili czatować w takich miejscach na dziewczętach. Jej zaklęcie robiące z niej niewiniątko miało się skończyć, gdyby zaczęła typowi wykręcać rękę.
- Mogę się dosiąść? - zapytała, zanim jednak posadziła swoje cztery litery. Spojrzała z uśmiechem na kobietę, jej oczy jednak szybko rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy dostrzegła, z kim ma do czynienia. - Huxley, na gacie Merlina, co ty tu robisz? - zapytała, nie spodziewając się w tych stronach spotkać starej znajomej z Londynu. - Nie mów, że interes przestał się kręcić? - usiadła, wiedząc, że przed nią i tak się nie ukryje. Najwyżej będzie musiała przestać przychodzić do tego baru. Jej miejsce pobytu było w końcu cenną informacją. A Rain nimi handlowała.
Jackie Rineheart
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Nie spodziewała się, że spotka tutaj kogokolwiek znajomego. Przez większość czasu wszystkie twarze jakie mijała, jakie pojawiały się na jej drodze, były jej obce. Czuła się bezpieczniej, gdy nikt jej nie znał. Przecież co tacy prości czarodzieje robili by w spelunie w Londynie? Dobrze czuła się obserwując otoczenie, rozpoznając nastroje społeczności, słuchając tego co mówią i po której stronie stają. Ludzie starali się prowadzić życie dalej, nie było już tak jak kiedyś, ale gęby te same mieli do wykarmienia więc trzeba było żyć. Tylko Rain zwiała. Tak jej mówili, w końcu tak też zrobiła zostawiając za sobą taki burdel, że bała się do niego wrócić. Nie wiedziała za co się zabrać, żeby to wszystko posprzątać. Dosłownie i w przenośni. Pijąc piwo wracała myślami do Parszywego, zastanawiając się czy ktoś tam działa i naprawia to co uległo zepsuciu. Skrzywiła się. Powinna tam być. Ale czy nie jest już za późno? Była daleko, z pieniędzmi bida. Westchnęła cicho.
Z rozmyślań wyrwał ją głos kobiety. Na początku nie skojarzyła, uniosła głowę chcąc jej odmówić, bo nie specjalnie zależało jej na dzisiejszym towarzystwie kogokolwiek. A jeśli już, to jakiegoś mężczyzny, który zreperuje dziurę w jej budżecie. Ale gdy spojrzała na twarz kobiety zaraz przypomniało się jej imię.
- Jackie Rineheart, no proszę kogo ja widzę – odpowiedziała nie mniej zdziwiona.
Już jej przeszło odmawianie towarzystwa. Wręcz przeciwnie, gdyby kobieta nie usiadła naprzeciwko niej, prawdopodobnie sama by jej to zaproponowała. Utkwiła w niej swoje spojrzenie, w kobiecie, która na pierwszy rzut oka nie wyróżniała się niczym szczególnym. Brązowe oczy i włosy, twarz może trochę mało standardowa, ale nie odbiegała od żadnych norm. Jedna z wielu, którą kiedyś można było spotkać na ulicach Londynu. Huxley wiele osób poznała właśnie w taki sposób – na ulicy. Jackie nie była wyjątkiem. Gdy jest się kimś takim jak Rain, to pracuje się na wielu frontach, na przykład ze strażnikami. Informacja za informację albo za pieniądze… ewentualnie jeszcze po prostu za święty spokój. Ile Rain zyskała dowiadując się o planowanych kontrolach w Parszywym albo gdzie nie łazić bo Ministerialne urzędasy planują swoje działania – nie dało się zliczyć.
- To zależy o który interes pytasz – wzruszyła lekko ramionami. – Jeden z nich może kręcić się nawet i tutaj, drugi natomiast, jakby to ująć, współpraca nie gwarantuje już bezpieczeństwa.
Nie miała co ukrywać, Rineheart na pewno orientowała się jak jest. W końcu to był jej świat, który znała i który rozumiała. Sama zresztą domyślała się, że coś jest nie tak widząc Huxley tutaj, a nie tam. Przecież Rain nigdy nie opuszczała portu.
- A ty? Dawno nie odwiedzałaś mnie w porcie – zauważyła. – Ktoś mi zrobił konkurencję? Jak to się mówi... Merlin nie przyszedł do góry, to góra przyszła do Merlina. Czy jakoś tak...
Uśmiechnęła się lekko na samą myśl, że gdzieś w porcie może być jakiś inny informator, który przejmuje teraz jej wszystkich klientów. Może jednak powinna tam wrócić i zrobić z tym wszystkim porządek? Nie może przecież tak po prostu wyjechać na stałe. Wyprowadzić się i zostawić port za sobą. Już czuła się jakby nie była sobą. Myśli o pozostawieniu Londynu i znalezienia domu w innym miejscu – przerażała ją.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774

Powrót do góry Go down

Jackie także myślała, że do tej gospody nie zawita żadna znajoma twarz, w końcu gospoda pośrodku niczego nie zapewniała teraz ani bezpieczeństwa, ani w sumie niczego innego. Ot, może poza kuflem piwa, które smakowało inaczej, niż te otworzone w domowym zaciszu. Zresztą, sama nie wiedziała, czy wolała spotkać w takim miejscu kogoś znajomego, czy wręcz przeciwnie. Wszystko zależało, czy ów osoba, która też ją kojarzyła, była godna zaufania, czy nie. Jeśli nie to cóż, pojawiał się problem, przez który Jackie musiała stać się kilka razy bardziej czujna, niż zwykle. Nadal trudno było powiedzieć, kto, dla jakiej strony pracował. I kogo skusi te kilka galeonów, które okażą się ważniejsze niż lata znajomości.
Nawet w tym wypadku Jackie nie wiedziała, czy Rain zaraz po wyjściu z gospody nie pobiegnie do kogoś z Ministerstwa i nie sprzeda im informacji, gdzie jedna z poszukiwanych popija alkohol. Była w tym wszystkim brutalna, musiała jednak wątpić w każdego, jeśli chciała przeżyć. Nawet jeśli mogło to kogoś zaboleć.
Dlatego po tym, jak Huxley wypowiedziała jej imię, rozejrzała się ukradkiem, czy przypadkiem nikt na nie nie zareagował. Bar wydawał się spokojny, nieprzyjemny dreszcz przebiegł jednak po plecach Jackie, wraz z nagłym uczuciem zimna w całym ciele.
Siadła jednak całkowicie spokojna, maskując wszystko, co działo się w jej głowie za pomocą gry, którą szlifowała od dłuższego czasu. Nie chciała pokazywać tego, co mogłoby zostać wykorzystane przeciwko niej. Na pewno nie Rain, która znała ją jako Wiedźmią Strażniczkę, która zawsze, za jakieś miłe informacje, potrafiła powiedzieć, kiedy w Parszywym należało stać się ostrożniejszym, niż zwykle. Trochę tęskniła za czasami, gdy robota była trochę łatwiejsza. Miało się stałe kontakty, wiedziało się co i jak, teraz musieli zaczynać od nowa, z jeszcze większą ostrożnością dobierając tych, z którymi podejmowali współpracę.
Skinęła na wieści o niebezpieczeństwie, które wzrosło w Londynie. Nikt nie musiał jej tego tłumaczyć, w końcu sama unikała tego miasta, wiedząc, że jeśli postawi tam stopę, może szybko zginąć, albo skończyć torturowana w Tower. Niezbyt miła opcja.
- Cóż, widać wszędzie jest ciężko, chciałabym powiedzieć, że nawet zwykłym ludziom, ale może powinnam, że to właśnie im w szczególności - wetchnęła, biorąc łyk piwa, które było bardziej gorzkie, niż zazwyczaj. - Gdzie teraz zmierzasz? - ot, zwykłe pytanie. Nie liczyła na konkretną odpowiedź, ale cóż, może doprowadzi ją do czegoś ciekawego?
Zdziwiła się lekko na pytanie Huxley. Nie zdążyła nawet opanować brwi, które uniosły się wysoko, gdy patrzyła na Rain, która jak myślała, musiała sobie z niej żartować. Odstawiła piwo, nachylając się lekko do niej, tak, by szept, którym mówiła, docierał tylko do niej.
- Nie mów, że w porcie nie ma plakatów z moją twarzą, pod którą podana jest cena za moją głowę, bo się zdziwię, miałam wrażenie, że oblepiono nią każdy kawałek Londynu, do tego podają je jako dodatek do gazet. Wiesz, z taką reklamą ciężko dostać się do portu, inaczej chętnie bym do ciebie przychodziła z zapytaniem, czy nie masz jakiś ciekawych informacji o niektórych osóbkach. Londyn jest dla mnie zamknięty, miło było więc wiedzieć co się tam dzieje - uśmiechnęła się uroczo, w jej oczach zaś pojawiły się dziwne iskierki, kiedy lekko się wyprostowała, znów sięgając po swoje piwo.
Jackie Rineheart
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Gospoda "Złoty Dąb"

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach