Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Ogród
AutorWiadomość
Ogród [odnośnik]12.07.21 13:14
First topic message reminder :

Ogród


Za domem znajduje się działka przeznaczona na ogród, dość pokaźna i granicząca z lasem - dom jest w końcu na obrzeżach Doliny Godryka. Choć Cattermole nie zna się na ogrodnictwie, przestrzeń za domem była jednym z głównych powodów, dla których wybrał tą posiadłość - papa Cattermole zawsze pasjonował się ogrodnictwem, a teraz ogród będzie mogła zagospodarować przyszła pani Cattermole. Na razie teren jest raczej pusty i równy, a Steffen ma w planach urządzić tu pewną ważną uroczystość.


Zdradliwe Toujours Pur


Wino leżało w piwnicy kilka miesięcy, a Steffen (szczególnie ze swoim upodobaniem do transmutowania temperatury w całym domu) nie umie fachowo przechowywać tak wytrawnych trunków. Rozsmakowani w napoju goście mogą tej nocy poczuć się naprawdę wyjątkowo.

Jeśli choć spróbowałeś nalewki, rzuć kością k6 i sprawdź, co się wydarzy:


1 – Kręci ci się w głowie i masz wrażenie, że utopiony w butelce wąż syczy do ciebie jedną z twoich tajemnic lub spraw, o których wolałbyś, aby nikt wokół nie wiedział. Odnosisz chęć upewnienia się, czy inny gość wesela nic nie usłyszał.
2 – Robi ci się bardzo gorąco i odczuwasz pokusę pozbycia się okrycia wierzchniego. Jeśli to zrobisz, zyskasz dodatkowy bonus do kokieterii (+10), ale przez najbliższy fabularny tydzień będzie cię męczył magiczny katar.
3 – Odczuwasz pewną melancholię i dręczy cię poczucie, że węże to okropne i kłamliwe stworzenia. Z wrażenia odczuwasz opór przed mówieniem nieprawdy – twoja kolejna rozmowa podczas wydarzenia powinna być szczera (nie czujesz się przymuszony do mówienia prawdy, a jedynie niezdolny do kłamania bądź nieszczerej kokieterii)
4 – Nalewka uderza ci do głowy, stajesz się radosny i pobudzony. Z sympatią spoglądasz na kolejną napotkaną osobę i odczuwasz niepohamowane pragnienie, by powiedzieć jej coś miłego.
5 – Z pozoru nic się nie dzieje, ale kolejne wypowiedziane przez ciebie słowa będą bardzo przekonujące (jeśli w kolejnej rozmowie zdecydujesz się kogoś okłamać, skomplementować, lub użyć perswazji, towarzysz będzie skłonny uwierzyć w twoje słowa)
6 – Czujesz się niczym lew salonowy i wyobrażasz sobie, że jesteś na prawdziwym arystokratycznym balu – oczywiście lepszym, albowiem nie podzielasz poglądów szlachty, jedynie ich wyczucie stylu i mody. Nabierasz przekonania, że jesteś świetnym tancerzem, a nogi same cię niosą do wyjścia na parkiet. Nawet pomimo braku biegłości tańca balowego, odtańczysz dziś bezbłędnie wiedeńskiego walca!




Psoty w zimowym ogrodzie


Śnieżny ogród jest zaczarowany, wypełniony ciepłem, uśmiechem i wyjątkowymi dekoracjami. Nie wszędzie jednak magia działa tak, jak powinna. A może to po prostu zdradliwy los? Spacerujący między bałwanami goście mogą natrafić na dość niespodziewane przygody.

Gdy wątek odbywa się na zewnątrz (przed domem, na terenie ogrodu), jedna z postaci powinna rzucić kością k10. Jest możliwe wykonanie więcej niż jednego rzutu na ogrodowe psoty w wątku, ale należy uwzględnić skutki z poprzedniego rzutu.


1 – Natrafiasz na kilka szczurów. Jeden z gryzoni wczepia się w nogawkę twoich spodni lub pociąga za skrawek sukni, ewidentnie prosząc o coś do jedzenia. Reszta popiskuje w dziwacznym rytmie, który kojarzy się z Marszem Weselnym – ale może to Toujours Pur uderzyło ci do głowy? Szczury przecież nie śpiewają!
2 – Steffen niedokładnie wyciszył Dunę w swoim ogródku – nagle twoja lewa nowa grzęźnie w ruchomych piaskach! Z pomocą musi ci przyjść inny gracz. ST wyjścia uwolnienia nogi 60, dodaje się statystykę zwinności (własną) i sprawności (towarzysza).
3 – Ulepiony w ogródku bałwan ożywa i dopomina się o taniec! Jeśli odmówisz nieelegancko, w twoją stronę poleci śniegowa kulka. Jeśli nieobce są ci dobre maniery, bałwan nie będzie się już psocił.
4 – Nad ogrodem lśnią gwiazdy. Gdy unosisz wzrok, widzisz wśród nich spadającą gwiazdę! Możesz pomyśleć życzenie.
5 – Orientujesz się, że stoisz pod jemiołą. Roślina zakwita, gdy dołączy do ciebie towarzysz. Jeśli znana jest ci tradycja związana jemiołą, wiesz, co należy zrobić. W przypadku odmowy lub niewiedzy zielone gałązki nie opuszczą cię tak prędko!
6 – Tracisz równowagę na oszronionym gruncie! ST utrzymania się na nogach wynosi 50. Jeśli się nie uda, wpadasz w ramiona swojego towarzysza, a jeśli jesteś sam, nurkujesz w kupce śniegu, której chyba chwilę wcześniej tutaj nie było.
7 – Zaczyna padać śnieg! Płatki lśnią niczym brokat na twojej szacie i włosach, odczuwasz też chęć, aby rzucić w kogoś śnieżką.
8 – Potykasz się o coś – to zagrzebane w śniegu fajerwerki! Byłeś pewien, że para młoda nie planowała oficjalnego pokazu, ale nagle fajerwerki odpalają się i wybuchają na nocnym niebie, układając się w kształt twojego ulubionego zwierzęcia lub rośliny.
9 – Nagle robi ci się bardzo zimno. Odczuwasz niepohamowaną ochotę, by schować się w domu, lub sięgnąć po rozgrzewający kieliszek Toujours Pur. A może zapragniesz odnaleźć ciepło w czyichś ramionach?
10 – Orientujesz się, że magiczne lampiony są zrobione z archiwalnych numerów Czarownicy. Zanim oderwiesz od nich wzrok, w oko wpada ci jeden z listów do Wilhelminy, dający dziwnie trafną radę dotyczącą Twoich decyzji życiowych [gracz może wymyślić treść listu sam, lub przywołać Steffena na PW po mądrość życiową].


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 12.09.21 20:56, w całości zmieniany 2 razy
Steffen Cattermole
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczony
I like to go to places uninvited
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Powrót do góry Go down


Wiesz, co on oznacza? – Ten znak, który wyryto na obracanym między smukłymi palcami kamyku. Nigdy nie zagłębiła się w znaczenie run, może jednak powinna – chociażby po to, by zrozumieć, co symbolizował wyłowiony z misy podarunek. Dopiero po chwili przywołała na usta uśmiech, uprzejmy i stonowany, na moment odrywając wzrok od prostego, pulsującego jednak jakąś nienazwaną mocą wzoru i wznosząc go w górę, ku twarzy towarzysza. Nadal nie była pewna, co tu robi, czy nie dostała zaproszenia na ślub dwójki młodych czarodziejów jedynie przypadkiem – lecz przecież wykaligrafowana, wspominająca ją z imienia i nazwiska kartka rozwiewała wszelkie wątpliwości. Wśród gromadzących się w Jamie gości czuła się niepewnie, niemalże jak intruz, na uroczystość nie przybyła jednak sama; bliskie towarzystwo Foxa dodawało otuchy, ale też odzywało ściskiem w związanym na supeł żołądku. Błądziła gdzieś między zażyłością, a przyzwoitym, dyktowanym rozsądkiem dystansem, stale próbując odnaleźć złoty środek, nie chcąc ani przyciągać do siebie ciężkich, wprawiających w zakłopotanie spojrzeń otaczających ich zewsząd czarodziejów, ani też – zachowywać, jak gdyby zapomniała o tym wszystkim, co wyznawali sobie w zaciszu zaśnieżonego ogrodu Ostoi.
Z niemalże idealnym opanowaniem przyglądała się kroczącej w stronę Cattermole'a pannie młodej; olśniewającej nie tylko prostą, lecz ujmującą suknią, kaskadą złocistych włosów czy roziskrzonym spojrzeniem, ale przede wszystkim – bijącym od niej szczęściem. To był ich dzień, dzień, który już na zawsze zagości w pamięci nowożeńców, nie wyblaknie wraz z upływem lat. Wspomnienie, którym będą ogrzewać się zimą, a także dodawać sił w chwilach słabości; te przecież nadejdą, gdy tylko wojna znów o sobie przypomni, może jeszcze tego wieczoru, może dopiero za kilka dni. Im dłużej słuchała składanych przez młodych przysiąg, tym trudniej było skupić się tylko i wyłącznie na tu i teraz. Stale śledziła ich wzrokiem, podszyte czułością gesty, przepełnione miłością spojrzenia, lecz nie poświęcała im pełni swej uwagi; myślami uciekała gdzieś dalej, samolubnie zerkając ku Cattermole'om przez pryzmat siebie, swoich doświadczeń. Albo ich braku. Jeszcze do niedawna była niezachwianie pewna, że nigdy nie znajdzie się na miejscu Isabelli – odziana w biel, gotowa do złączenia swego losu z drugą osobą, przyjęcia symbolizującej jedność obrączki. Bo czy w ogóle by się do tego nadawała? Do bycia żoną? Matką? Jednak im większy chaos ich otaczał, im czarniejsze chmury zbierały się nad całą Anglią i im silniej jej świat drżał w posadach, tym wyraźniej zaczynała widzieć, co jest naprawdę ważne – i że przecież ostatnim, czego by chciała, to umrzeć samotnie. Że po długich latach stawania na pierwszym miejscu obowiązku względem Ministerstwa, swej kariery, zamykania się na wszystkich, na jej drodze nieoczekiwanie stanął ktoś, komu chciałaby spróbować zaufać. Dać się poznać, w pełni.
Zerknęła ku niemu tylko raz, badawczo i płochliwie, gdy usta państwa młodych złączyły się w niewinnym pocałunku, a ogród rozbrzmiał brawami zebranych wokół nich gości; przez większość czasu uparcie omijała go wzrokiem, zawstydzona swym ściśniętym gardłem i pobladłą twarzą, nie chcąc, by cokolwiek z niej teraz wyczytał. Nie śpieszyła się z zajęciem miejsca w kolejce, nie była pewna, jakimi słowami powinni przemówić, ani czy przyniesiony ze sobą prezent – bardziej symboliczny niż cokolwiek wart – nie miał zostać odebrany jako nietakt. Dopiero wtedy, para za parą zbliżając się ku promieniejących szczęściem młodych, zyskała lepszą okazję, by spojrzeć na czuwającego u boku Steffena Marceliusa. Nawet nie wiedziała, że są ze sobą tak blisko. Wiedziała za to, że będą musieli porozmawiać o innym jego przyjacielu, Thomasie, lecz nie dziś, nie teraz. – Steffenie, Isabello. Niezmiernie się cieszymy, że możemy wam towarzyszyć w tym ważnym dniu. – Mówiła w imieniu ich obojga, po raz pierwszy w tej roli, po raz pierwszy przyznając się do tego, co ich łączyło; kątem oka spojrzała ku Foxowi, gdyby przypadkiem chciał dodać coś od siebie, zabrać głos. – Życzymy wam, by to szczęście, ta beztroska, towarzyszyły wam możliwie jak najdłużej. Jak najczęściej. To niewiele, lecz przyjmijcie od nas ten podarek... – Ostrożnie wyciągnęła ku nim dopiero co wyjęty z torebki i przywrócony do normalnych rozmiarów album na zdjęcia; prostokątny, o twardej oprawie, z wykaligrafowanymi imionami nowożeńców. – Niech będzie świadkiem wszystkich dobrych chwil – dodała, uśmiechając się ciepło to do Belli, to do jej męża. Frederick znał ich lepiej, ją na pewno, w końcu jeszcze do dziś mieszkali pod jednym dachem; może powinna pozwolić mu mówić?
Zaraz jednak odeszli na bok, pozwalając kolejnym oczekującym na zagrabienie sobie chwili uwagi najważniejszych czarodziejów tego wieczoru. Nim jeszcze rozpoczęła się ceremonia, odstawiła na przyszykowany w tym celu stół miskę z sałatką śledziową z burakami; teraz tylko przemknęła wzrokiem po zebranych na nim potrawach. I... butelkach z wężami w środku? Toujours Pur. – Piłeś to kiedyś? Ta szlachta musi być niezwykle ekscentryczna, że zachwyca się takimi trunkami – zwróciła się do Fredericka konspiracyjnym szeptem, pozwalając sobie na tę zuchwałą zaczepkę; dla jej złagodzenia objęła go wdzięcznym, ufnym spojrzeniem zmrużonych nieznacznie oczu. Liczyła na to, że towarzysz weźmie ster w swoje ręce i pokieruje nimi w tę czy inną stronę; sama nie wiedziała, co powinni teraz zrobić, albo gdzie się udać.

| runa trochę działa


My name's a war song
I'll sing you a new one
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
but I'm more than just a little curious how you're planning to go about making your amends to the dead

OPCM : 23
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Powrót do góry Go down

in the end
we'll all become stories


Smukłe palce sunęły między jasnymi pasmami, upewniając się, iż bladość różu nie ostała się na blondzie kosmyków, a każdy pukiel ułożony był w sposób odpowiedni. Mała dłoń drżała lekko i musiała raz po raz napominać się, by nie przygryzać dolnej wargi pod czerwienią szminki skrytej. To było głupiutkie, wiedziała o tym, to denerwowanie się, to poczucie, że cokolwiek by nie uczyniła, tak nie będzie na miejscu. Nigdy nie była. A przecież uroczystość, w jakiej brała udział, wyprawiana była przez przyjaciół, znajome dusze, które tak jak im wszystkiego dobrego życzyła, tak i one jej. Ale nie oznaczało to, że ten strach przed wygłupieniem się zmalał, była tylko dziewczynką z cyrku, a czasy były ciężkie. Czy naprawdę miała prawo, do odrobiny próżności? Teraz kiedy niebo upadało całym swym ciężarem, codzienność w beznadziei pogrążając? A może właśnie dlatego powinna, śluby przecież nie zdarzają się często, nie takie, w których mogła uczestniczyć i ta radość, szczęście wobec złączonego losu było czymś, co warto świętować. Pojawiła się w pożyczonym od Leanne ciemnym płaszczyku, którego linię kołnierza obszywało czarne futro, w różowej sukience łydek sięgającej, nieco rozkloszowanej, z tiulową spódnicą oraz ramiączkami wywołującymi urzeczone łaskotanie, bo wyglądała w niej naprawdę ślicznie. I łapała się na tym, jak prędko popiół spojrzenia szklił się okrutnie, gdy muskała materiał delikatnie - Nora oraz inne garderobiane pomogły jej przerobić jeden ze starych kostiumów, czyniąc zeń coś...pięknego, dziewczęcego, poprawnego i chociaż po powrocie na nowo strój zostanie rozłożony na czynniki pierwsze, tak miała poczucie, że najdroższej Isabelli w żaden sposób wstydu nie przyniesie. I może, ale tylko może, jej starania zostaną choć trochę docenione. Przestań, syczy sama do siebie, rękę od włosów odejmując, poprawiając jeszcze czarny berecik figlarnie przekrzywiony na głowie. Do Szczurzej Jamy przybyła samotnie, czując się niepewnie, nie bardzo wiedząc, czy wypada po prostu tak być na gotowym, kiedy przygotowania od wielu dni trwać miały. Co prawda miała ze sobą wiklinowy koszyk z ciastem z melasy oraz pigw - po prawdzie więcej tam było melasy niż pigw - ale migdały chyba przełamywały...jakikolwiek smak ono sobą reprezentowało. Rozmyślanie, czy powinna pozostawić jakąś karteczkę z ostrzeżeniem, wyparowało w momencie, gdy dostrzegła postać Castora, zamyślone brwi niemal w strapieniu się łączące, zsuwające się z prostego nosa okulary, linię ust początkowo wykrzywiającą się w uśmiechu, który zamarł w połowie, kiedy antracytowe tęczówki wzniosły się na jej postać. I przez jedno uderzenie serca, miała ochotę się skulić, kucnąć oraz buzię w dłoniach skryć w zawstydzeniu, bo pewnie znowu skrewiła, jednak blondyn odezwał się i ta feeria emocji przeminęła, pozostawiając tylko ciepło pęczniejące w jej wnętrzu.
- A ty - oczy ślizgały się po materiale szaty, po szczupłych dłoniach, po policzkach niepokojąco zapadniętych - Wyjątkowo szarmancko - pochwaliła go, opuszki palców do warg wznosząc nim dygnęła wdzięcznie - Sir-e - rzekła z powagą, godną tej zasłyszanej przypadkiem na Sabacie, a następnie objęła oferowane ramię z czystą radością. Proste słowa plątały się na języku z lekkością, jak minęły mu ostatnie dni? Co ponownie intrygującego szeptały mu jego zbiory roślin? Czy sen nawiedza go niczym dobry przyjaciel, czy też zbywa go niczym uciążliwy sąsiad? To było nagle łatwiejsze, mówić o błahostkach, kiedy jedna z najwspanialszych par pod wszystkimi gwiazdami, miała złączyć się ze sobą wspólnym losem. Po odebraniu prezentów oraz odłożeniu na wydzielone miejsce poczęstunku, usiadła tuż obok swego towarzysza, pochylając się w jego stronę, wsłuchiwała się w drżenie głosu, w ciepły oddech łaskotaniem otulający płatek dziewczęcego ucha. Nie interesowały jej runy, nie czuła do nich pociągu na równi z tym, jak one do niej, ale kiedy oczy chłopca jaśniały skrą pasji, gdy opowiadał o swym podarku, a uśmiech nadał żywotności zmizerniałej twarzy, pomyślała, że mogłaby już słuchać o nich zawsze. Jeśli tylko mógłby być zamknięty w tej niewielkiej bańce szczęścia. Coś zakuło w jej wnętrzu, zaszeptało okrutnie, lecz Finnie pozostawała na to głucha, bo dziś liczyło się coś więcej niż własne rozterki. Mała dłoń sięgnęła większej, pozwalając palcom spleść się ze sobą - zazwyczaj nie inicjowała sama kontaktu fizycznego, jednak Sprout sprawiał, że i ona własne granice, chociaż odrobinę przesuwała. Wszystko ma swój czas i miejsce.
- Niezależnie od tego, co może się wydarzyć? - spytała miękko, nim wolną rękę swój pakunek odwinęła - Och, a moja co oznacza? - zapytała z ciekawością, bo może i na nią jakiś mądry przekaz czekał, taki dający nadzieję oraz siłę do wypatrywania kolejnych wschodów, oraz zachodów słońca. Czy dotyczyła ona przełamywania własnych słabości? A może nieskończoności rozwoju? Czymkolwiek by nie była, miała nadzieję, iż zwiastuje coś dobrego. Dotyk, jaki ich łączył, został zerwany, gdy ceremonia się rozpoczęła, a żołądek panny Jones ścisnął się niebezpiecznie, by mięśnie mogły rozluźnić się na widok państwa młodych. Steffen, który czasem wydawał się nieporadny, a zarazem tak pełen entuzjazmu wobec wszystkiego, co leżało w kręgu jego zainteresowań, teraz cechował się powagą, dumą i miłością, która gotowa była równie nieporadnie, co entuzjastycznie otulić sobą postać prawdziwie eterycznej blondynki. A Isabella, wyrwana jakby nie z tego świata, pani, która dotąd żyła na salonach, nie wydawała się bardziej realna, prawdziwsza niż w tej chwili. Uwolniona ze splotów powinności, brała swe przeznaczenie z pewnością, z tą naturalną słodyczą, przed której dobrocią nie można się było skryć nawet. Czy to zawsze tak wygląda? Zastanawiała się mimowolnie, czując, jak ściska się jej gardło. Czy naprawdę można patrzeć na siebie w ten sposób? Jakby nic nigdy nie istniało, dopóki w zasięgu wzroku nie pojawiła się dana osoba? Trochę drga, kiedy Castor szuka po omacku jej ręki, ale odpowiada mu uspokajającym przesunięciem kciuka po wierzchu dłoni, oferuje mu nawet chusteczkę w pewnym momencie, bo przecież to nie jest wstyd Cassie. Cieszyć się, radować się z ważnych chwil, tej niedostępnej już normalności. Finley nie płacze. Chyba nawet mgła łez nie zaburza oglądanego obrazu i to raczej nie jest dobre, powinna się wzruszyć, przejąć bardziej niż jest przejęta, ale zamiast tego pozwala nieść się wyobraźni, przemyśleniom, swoistej tęsknocie, która melancholią osiada na przestrzeni czerni źrenic i zanika, dopiero gdy przysięgi są wymienione, kiedy Castor chrząka nad nią, a ona odpowiada promiennym uśmiechem, jakby wcale nie była gdzieś daleko, jakby czyiś głos nie namawiał jej do pozostania pośród ziem pachnących wrzosami i siarką. Wspólnie zajęli miejsce w kolejce, a kiedy już stali twarzą w twarz, Finnie nie potrafiła powstrzymać się przed porwaniem kochanej Belli w ramiona.
- Jak mogłaś skraść całe piękno świata i osadzić je w sobie? - poskarżyła się, dolną wargę wydymając by zaraz mogła zachichotać wdzięcznie - Tak bardzo wam gratuluje, oby gwiazdy nad wami czuwały, a ich światło nie było dla was prawdą ostateczną, a ledwie wskazówką, bowiem to wy jesteście panami swego losu oraz wspaniałości, jakie na was czekają - nie wiedziała nigdy, czy życzenia, które składa, mają jakikolwiek sens, ale błogosławieństwo gwiazd było najcenniejszym, najszczerszym wyrazem pomyślności, jakie przekazywano w jej klanie - Steffenie, musisz koniecznie o nią dobrze zadbać, dobrze? - mówiła miękko, ramiona rozkładając, kiedy pan młody skończył ich chwalić. Objęła go krótko, na palce się wspinając, by ze słodyczą uśmiechu oraz z nieruchomymi popielatymi oczętami móc szepnąć - Nadal ci nie wybaczyłam - odsunęła się wyraźnie radosna, ręce ze sobą splatając w uciesze, gdy państwp Cattermole otrzymali prezent. Powinien im przynieść nieco spokoju ducha, przynajmniej do czasu, aż nie zemści się na panu Cattermole w sposób nader okrutny. Nie mogli jednak zawłaszczyć czasu całkowicie świeżo upieczonym małżonkom, toteż odsunęli się na bok, co pozwoliło tancerce rozejrzeć się w zaciekawieniu po zebranych. I wzrok zatrzymała na postaci konkretnej, w odruchu pierwszym chciała nawet podejść, powiedzieć coś, tylko język nagle stał się ciężki, a własne towarzystwo natrętne. Zresztą, nie powinna się martwić, nie był tutaj sam, dostrzegła, że ktoś już kierował się w jego stronę.
- Yhm, chodźmy - odpowiedziała Sproutowi, zerkając na niego wesoło. Na pewno w salonie znajdowało się coś, co wypełni ich odświętną atmosferą.

| runa działa z pełną mocą, co za piękny dzień na upokarzającą śmierć Smile
tutaj jest inspiracja sukienką oraz fryzurą


I'm living in an age
That calls darkness light
Finley Jones
Finley Jones
Zawód : Londyński duch
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

She hides away, like a ghost
Did she run away?

OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
 Just come home
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones

Powrót do góry Go down

Uroczystość toczyła się spokojnym tempem, zaskakiwali go kolejni goście; Thalia? Odczuwał brak bliskich, stał z boku, u boku Steffena, gotów pomóc mu z formalnościami, na tyle, na ile był w stanie pomimo kalectwa; kilka tygodni nie pozwoliło mu uporać się ze swoim stanem na tyle, by lekko podejść do codziennych czynności, które wciąż wydawały się nie do przejścia bez obu rąk. Smętny zabliźniony kikut przerażał, skryty pod płachtą dawał ułudę bezpieczeństwa i umożliwiał wyparcie, odczekał, aż wszyscy goście złożą swoje życzenia, w duchu mając nadzieję na to, że nikt nie skupi na niego dłuższej uwagi. Dostrzegł Maeve, nie sądził, że tu będzie, że znali się ze Steffenem tak dobrze, spłoszył się pod jej spojrzeniem, czując wstyd jeszcze większy niż wcześniej - co miałby powiedzieć jej? Że oto stał się bezużyteczny, że nic z ich umowy, że więcej jej nie pomoże. Nie miał ręki, jak miał żyć bez niej? Jak miał żyć dalej? Poczucie dojmującego wstydu wypierało wszelkie racjonalne podszepty, ból wciąż ściskał serce.
Bez słowa odebrał kieliszek wina od Thalii, spoglądając na nią pytająco, co ty tu robisz, chciałby spytać, ale nie zdążył, gdy znalazł się między nimi pan młody. Ciężko mu było dotrzymywać mu towarzystwa, nie chciał epatować na niego swoim nastrojem. Wymusił uśmiech, trochę sztuczny, kiedy zachęcił go do spróbowania alkoholu. Powinien chyba zaproponować, że jemu też naleje - ale i tego zrobić nie mógł. - Masz ochotę? - upewnił się w takim razie, oferując mu wpierw kieliszek, który sam dostał od Wellers. To był jego dzień. Nie powinien dzisiaj przejmować się cudzymi zmartwieniami. Nie chciał, żeby to robił. Muzyka już grała, zawsze był na parkiecie pierwszy. Ale nie dzisiaj.

Uroczystości w ogrodzie toczyły się łagodnie, wkrótce nieopodal zaczęła się pierwsza z zabaw, na którą wzywał jeden ze starszych czarodziejów - Marcel przyglądał się jej wraz z innymi, zapatrzony w kolejne lepione bałwany. W myślach zgadywał razem z innymi, choć nie wolno było mu wypowiadać imion na głos, beztroska pozwoliła mu skupić myśli na czymś innym; Keata zgadł od razu, był świetny, usta też drgnęły mu, gdy Finley i Castor kończyli lepić ostatniego z bałwanków. Naburmuszony wyraz twarzy był niepotrzebny, ale poza nim...
Poza nim rozległ się trzask łamanej gałęzi, który wywołał u Marcela silny pisk w uszach, serce przyśpieszyło mocniej, wzrok zatrzymał się na lepionym stworze i nie był w stanie go oderwać, a trzask gałęzi powtarzał się w jego głowie raz po razie, kilka razy z rzędu, zlewając się we wspomnieniach z trzaskiem gruchotanej kości. Z trzaskiem krat. Z krzykiem. Ze stukotem przesuwanego krzesła. Ze stukotem kroków, kiedy półprzytomnego wlekli go po schodach. Z trzaskiem medykamentów, kiedy obcy ludzie opatrywali łysy kikut, zachowując go - upokorzonego - przy życiu. Płaszczyk miał go ochronić, nie pozwolić nikomu rozpoznać, że był tylko okaleczonym za kradzież złodziejem. Złodziejem. Rzezimieszkiem. Tak innym, tak gorszym od wszystkich tu zebranych. Ilu z nich wiedziało, czym była prawdziwa bieda? Ilu z nich wiedziało, jak ciężko było żyć bez czarodziejskich rodziców? Ilu z nich... co próbował teraz robić, usprawiedliwiać się? Błękitne oczy zaszkliły się niepokojąco, kiedy dostrzegł radosny uśmiech na twarzy Finley, szelmowski uśmiech Castora. Naturalnie blada cera zdała się bledsza pomimo styczniowego mrozu, czy czuł się od niego lepszy? Bo nie musiał tego robić? Bo miał cholerne czystokrwiste nazwisko, porządny dom, rodzinę? Mimowolnie zacisnął pieść, jedną, choć usiłował dwoje - ciało wciąż odrzucało myśl, że naprawdę nie miał dłoni. Towarzyszący mu od początku wstyd zaognił się w sercu mocniej, czy teraz wszyscy mieli wiedzieć? Dowiedzieć się w ten sposób? Płaszczyk miał go przed tym ochronić, wiedzieli tylko oni - czy chcieli powiedzieć o tym wszystkim? Nie dostrzegł ułamanej ręki bałwanka, materiał ją zakrył, ale trzask echem wracał w myślach, raz po razie, brutalnie rozbudzając najtragiczniejsze makabryczne wspomnienia. Pozornie przyjemna zabawa, okraszona uśmiechami przyjaciół, w kontraście do jego kalectwa wydała mu się okrutna. Wzrok błądził po twarzy bałwanka, dostrzegał ten grymas, ułamana gałąź tak mocno zmieniała jego odbiór.
- Przepraszam - Uśmiechnął się nienaturalnie do Steffena, odkładając nienaruszony, mimo upływu czasu, kieliszek na jeden ze stołów. - Pójdę do łazienki - rzucił, znikając gdzieś między gośćmi.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

young, scrappy and hungry

OPCM : 6
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Powrót do góry Go down

Zaproszenie na wesele przyszło nieoczekiwanie, ale Herbert podejrzewał czyja to sprawka i to kto maczał palce w tym, żeby do niego dotarło. Nie znali się ze Steffenem ani tym bardziej z Isabellą aby dostał zaproszenie od tak, na pewno Florka o to poprosiła, a dla niego było oczywiste, że zjawi się na weselu w jej towarzystwie. Stojąc przed lustrem w domu dobierał odpowiednie elementy stroju, aby prezentować się należycie. Marudził tak długo z wyborem krawata i koszuli, że aż przyszła z pomocą Hattie i doradziła synowi co najlepiej ubrać, a skończyło się na muszce, białej koszuli, kamizelce i eleganckim garniturze. Wyglądał jak mugol, a nie czarodziej, co mu zupełnie nie przeszkadzało, był w połowie mugolem i moda, którą oni stworzyli bardziej mu pasowała niż nie jedna czarodziejska szata, choć ostatnio jeden z płaszczy z połami bardzo mu się spodobał. Jednak nie miał teraz środków na takie zbytki, musiały poczekać do zakończenia wojny.

Na miejscu stał z boku obserwując ceremonię, ale de facto co jakiś czas zerkając w stronę Florki, kiedy ta patrzyła na parę młodą z zachwytem, on zaś próbował sobie przypomnieć kiedy po raz ostatni był na weselu. U Macmillana, to chyba było to, zdawało się że wieki temu, w innym życiu i rzeczywistości tak odległej. Wojna jednak nie zatrzymywała ludzi, a ci pragnęli wierzyć, że ten horror kiedyś przeminie i wrócą do normalności; zupełnie odmiennej od tej, którą znali sprzed wojny. Przyszedł w końcu czas składania życzeń i prezentów młodej parze. Nie miał sam wiele, ale uznał, że dorzuci coś do siebie na stół państwa młodych, a Hattie nie puściłaby go z gołymi rękoma na tak ważną uroczystość, przy okazji napomknęła niby nieopatrznie, że sama nie może doczekać się wesela własnego syna. Udał taktownie, że tego nie słyszał. Sięgnął po jeden z prezentów dla gości i schował do kieszeni, bo Florka zaraz wskazała mu zabawę na śniegu więc nie miał wyjścia jak pójść za nią, by w niej uczestniczyć.


|Witam się grzecznie, żeby nie było, że wbiłem prosto na lepienie bałwanów. Przynoszę ze sobą tłuczone ziemniaki z zapiekaną wołowiną.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Ja również cieszę, że mogę świętować z wami ten szczególny dzień. Chciałbym móc przynieść przynieść coś więcej, wiesz jak jest — Przyznał ze szczerą radością i lekkim zakłopotaniem. Nie zależało to od niego. Wszak nie z własnej woli żył dosyć skromnie, mając bardzo ograniczony dostęp do wielu powszechnych towarów. — Będę, kuzynie! — Dodał po słowach krewniaka. Przyszedł co prawda sam, ale może znajdzie jakąś partnerkę do tańca. Póki co znalazł towarzyszkę do rozmowy.
Nie chciałem się narzucać. Powiedziałbym, że dobrze. Nie wszystko ułożyło się po mojej myśli, ale tak to już w życiu bywa. A u ciebie jak? Radzisz sobie? — Przyznał. Nie lubił komuś narzucać się. Nie był również chętny opowiadać o tym, co już należało do przeszłości. Chciał spoglądać w przyszłość, nawet jeśli ona jawiła się w czarnych barwach. Thalia mogła mieć coś ciekawego do powiedzenia. Wydawało mu się, że wiodła ciekawsze życie od niego przez swój związek z morzem. Wydawało mu się, że w każdej chwili mogłaby wejść na pokład łodzi i stąd odpłynąć. A to coś, czego w pewnym sensie można jej zazdrościć. Nie był to dobry czas na podróże.
Tak. Była to wspaniała ceremonia. Mój kuzyn i jego żona wyglądają na naprawdę szczęśliwych. Ja również powinienem iść w ślady Steffena i w końcu się ożenić. Nie znalazłem odpowiedniej kandydatki — Westchnął ciężko. Jako najstarszy z braci pierwszy opuścił dom rodzinny i wyruszył w świat. Znalazł przyzwoitą pracę i można powiedzieć że był w stanie utrzymać rodzinę. Wypadałoby ją wreszcie założyć, nawet pomimo wojny. Albo nawet zwłaszcza podczas wojny. Chciał mieć liczną rodzinę, bo sam w takowej dorastał.
Thalio, przedstawisz mnie swojemu przyjacielowi? — Zwrócił się do przyjaciółki, nie omieszkując spostrzec młodego chłopaka o zmęczonej twarzy, jednorękiego. Nie przyglądał się zbyt długo okaleczonej sylwetce znajomego Thalii. Nie było to grzeczne. Nie zamierzał dociekać. Skinął raz jeszcze głową Steffenowi, z uśmiechem, gdy ten przemknął tuż obok.
Volans Moore
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Tu coś będzie
OPCM : 18
UROKI : 17
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ogród - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Ogród

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach