Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Miasto St Albans
AutorWiadomość
Miasto St Albans [odnośnik]22.07.21 7:50

Miasto St Albans

W zachodniej części hrabstwa Hertfordshire, w dolinie rzeki Ver, będącej dorzeczem Tamizy, znajduje się St Albans, miasto o wyjątkowo bogatej historii. To właśnie tu znajdują się ruiny Verulamium, największego po Londinium ośrodka, stanowiącego niegdyś serce rzymskiej Brytanii ze względu na strategiczne położenie na przecięciu głównych dróg, a jeszcze przed podbojami Rzymian - głównym ośrodkiem plemienia Catuvellauni. Osada została zrabowana i spalona w trakcie celtyckiej rebelii, którą wznieciła Boudicea, królowa Icenów zamieszkujących wschodnią kraju, wykorzystując nieobecność rzymskiego namiestnika Brytanii, Swetoniusza Paulinusa, który w tym czasie oblegał twierdzę druidów Mona na wyspie Anglesey, przy północnym wybrzeżu Walii. Według legend, po przegranej bitwie z powracającymi legionami rzymskimi, Boudicea i jej córki wypiły truciznę, nie godząc się na pełne terroru i upokorzeń życie w niewoli. Odbudowana osada zachwycała swą wspaniałością, lecz podupadła po wycofaniu się najeźdźców z Wysp Brytyjskich, a materiał budowlany ze zniszczonych budynków rzymskich wykorzystano do rozbudowy między innymi targu miejskiego, który przyciągał rolników, handlarzy i rzemieślników ze wszystkich stron.
Koniec czasów rzymskich nie był jednak końcem brutalnych dziejów Hertfordshire - w St Albans aż dwukrotnie ścierały się siły Yorków i Lancasterów, a druga z bitew zapisała się w annałach jako najkrwawsza i zarazem decydująca w Wojnie Dwóch Róż. Jeśli wierzyć podaniom, gęstą mgłę, przez którą żołnierze Lancasterów mylili sprzymierzeńców z wrogami, przywołały trzy wiedźmy zamieszkujące mokradła na nabrzeżu Ver; ich chatka przetrwała do dziś, a jej ściany naznaczone są tajemniczą magią przyciągającą badaczy. Znawcy historii i naukowcy chętnie odwiedzają te strony, by studiować nie tylko pozostałości z okresu świetności Verulamium, ale również ruiny klasztoru Sopwell, w którym przed ślubem z Henrykiem VIII przebywała Anna Boleyn.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasto St Albans Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasto St Albans [odnośnik]22.10.21 17:44
11 stycznia 1958

Nie miałam kogo pilnować, więc nie odeszłam z miejsca, przyzwyczajona do tego, że obserwacja to przede wszystkim cierpliwość, która czasem procentuje nie po czasie. Byłam gotowa spędzić tam dobę, w końcu to była moja praca i była na tyle dobra, żeby być w nią odpowiednio zaangażowana. Stałam więc na mrozie z różdżką w rękawie mojego ulubionego brązowo-czarnego płaszcza w kratę. Mijały godziny, sekundy, minuty, a ja wciąż trwała w jednym punkcie, aż w końcu człowiek z najwyższego okna brudnej kamienicy dał mi sygnał, zasłaniając zasłonę. Wtedy też podeszłam do bramy i wślizgnęłam się przez na wpół uchylone drzwi, tak aby nie zaskrzypiały. Po schodach szłam wyjątkowo cicho, różdżkę już trzymałam w dłoni, gotowa na obronienie się. Cztery piętra wysokich schodów w górę nie wywołały we mnie przesadnej zadyszki, chociaż przyznaję, że nie było to najwygodniejsze. Adrenalina jednak była wyższa i to jej zamierzałam się dzisiaj słuchać. Zapukałam do drzwi. Cztery razy, potem chwila przerwy i następnie trzy razy w odstępach dwusekundowych. Wszystko było jasne tylko dla osób, które znały ten symbol, a jedna z nich właśnie otworzyła mi drzwi, wpuszczając do środka. Czekało nas przesłuchanie pod przykrywką, w którego trakcie ja miałam przeszukać dom.
- Amelio, kochana jak dobrze cię widzieć. Wszystkie dzieci są zdrowe? Brrr! Strasznie zimno na dworze, potwornie wręcz - wyśpiewałam do Wiedźmiej Strażniczki, z którą współpracowałam umówioną śpiewkę, a ta wprowadziła mnie w stronę salonu, gdzie na krześle siedział on. Człowiek, którym mieliśmy się zająć. Amelia od prawie pół roku grała zakochaną w nim pisarkę, a on, jako wróg ministra Malfoya, dał się zrobić niczym dziecko. Nie dziwiło mnie to nawet, musiał być skończonym idiotą, szlamolubem, śmieciem.
- Panie Jackson, miło poznać - wyciągnęłam ku niemu dłoń, aby się przywitać, a ten szarmancko chwycił ją i złożył na niej pocałunek.
- Pani Tramein, Amelia wspominała mi o pani bratu - zaczął ciepłym tonem wskazując mi krzesło, na którym miałam usiąść. Przyszłam tu pod przykrywką zrozpaczonej panny, której zabrali brata do Tower. Wyglądałam stosunkowo młodo, to też mogłam robić za pannę, ale na wszelki wypadek na palcu miałam obrączkę, aby móc udawać wdowę. - Proszę mówić, o co chodzi - łyknął haczyk, tak więc rozpoczęłam swój wywód.
- Więc wszystko zaczęło się pół roku temu. Złapali go w porcie w Londynie... Na początku Marcus handlował owocami, wie pan... Sprowadzał je z zagranicy, miał jakieś układy z marynarzami... Nie mówię, że do końca legalnie - sztuczne łzy powoli zaczęły spływać z moich oczu w dół, czyniąc mnie żałosną i smętną. - Ale pracował uczciwie, zawsze grał czysto, nigdy nikogo nie pobił, nie szmuglował. Naprawdę! No i... No i raz. Eh... Jeden durny raz powiedział o słowo za dużo do jakiegoś klienta, a nagle ten pac i pokazuje mu odznakę i różdżkę. No i zamknęli Marcusa w więzieniu... To było w sierpniu. Do tej pory nie mamy z nim kontaktu, oh ja nawet nie wiem, czy on żyje! Mamcia już przelała wszystkie łzy, boję się, że zaraz padnie na serce. Tata już nie żyje, ale stryj zawsze nam pomaga, ale on też nie wie co robić... No i Amelia powiedziała, że pan może... - przerwał mi gestem dłoni, a potem spojrzał na moją koleżankę i odesłał ją do pokoju obok. Widać mieliśmy zostać sami. Na wszelki wypadek różdżka w moim płaszczu zjechała mi niżej do dłoni, tak abym mogła szybko ją chwycić i zaatakować, albo się bronić. On swoją trzymał na stole, miałam na nią dobry widok.
A potem... Potem zaczął mówić. Opowiadał mi najpierw o tym, w jaki sposób wejdzie do Tower, że brama zdrajców jest pęknięta, że tamtędy uda się przedostać. Potem twierdził, że wyśle ludzi w głąb korytarzy, że ma tam zaufanego strażnika. Na to hasło obruszyłam się i napięłam lekko palce. Nie było szans wydostać je od niego, pomimo tego, że dużo mówił, to notabene nie przekazywał mi cennych informacji. Zdradził jednak sposób i na razie to musiało wystarczyć. Amelii misja nie była skończona.
- Poradzi sobie pani, obiecuję - skończył swój wywód, gdy ja byłam już cała zapłakana, a potem chwycił mnie za dłoń i uśmiechnął się ciepło, niczym taki dobry wujek. Był starszy ode mnie może 10, może 15 lat, ale na pewno myślał, że więcej. I ja uśmiechnęłam się do niego.
- Pójdę do toalety, dobrze? - śmiałam się przez łzy, widocznie uspokojona jego słowami, a gdy ten kiwnął głową, ja minęłam Amelię w korytarzu, dając jej znać, że zaczynamy zabawę. Miałam jakieś dwie, może trzy minuty i dobry powód, aby spędzić czas w łazience. Nie zamknęłam za sobą drzwi, poczekałam, aż Amelia wróci do mężczyzny, aby zająć go rozmową, a następnie prześlizgnęłam się do jego gabinetu. Byłam cicha, nie mógł mnie słyszeć. Zaczęłam przeszukiwać szafki w poszukiwaniu dokumentów, nazwisk, czegokolwiek co dałoby mi znać, z jakimi ludźmi ma on do czynienia. Znalazłam dosłownie dwa papiery, które szybko przeczytałam, wyłapując odpowiednie nazwiska, które mieliśmy pogrążyć. Potem sięgnęłam do regału, a tam z kolei znalazłam mapę jakiegoś fragmentu Tower. Nie do końca go kojarzyłam, ale byłam pewna, że to więzienie pod Londynem. Zresztą, koleś był specjalistą od tego, aby wyciągać stamtąd więźniów. Nie był najlepszy, ale wiedzieliśmy, że współpracuje z kimś w środku. Teraz priorytetem było to, aby odnaleźć zdrajców, którzy wciąż byli w środku. W końcu jest. Znalazłam nazwisko starszego inspektora, strażnika, do którego Ministerstwo miało mieć pełne zaufanie. A to dupek... Nim minęły trzy minuty, ulotniłam się z pokoju, a potem na palcach wbiegłam właściwie do łazienki, lecz dalej wystarczająco cicho. Oczy przemyłam wodą, zmywając resztki tuszu, ale zostawiając na policzkach kilka drobinek, aby wyglądało, że nie jestem w tym dokładna, a następnie wróciłam do pokoju, w którym przebywali. Amelia tym razem nie została oddelegowana, widać nie chciał się dzielić szczegółami z nią, ale doskonale zdawała sobie sprawę z jego profesji. Szczegóły mieliśmy uzgodnione, a ja wyglądałam teraz jak biedna dziewczynka, która miała mu zaufać. Opuszczając mieszkanie, dygotało mi serce z adrenaliny i poczucia sukcesu. Za zakrętem wsiadłam jeszcze na miotłę i poleciałam od razu do Ministerstwa Magii, chociaż pizgało tragicznie. Lubiłam jednak latać nawet w takim zimnie, gdy to mróz dostawał się do mojego nosa. Na szczęście nie padał ani deszcz, ani śnieg, tak więc droga minęła mi stosunkowo spokojnie.
Zjawiłam się w pokoju wiedźmie straży u mojego szefa niedługo potem, jeszcze wyziębiona. Nie zaoferował mi kubka herbaty, chciał, abym jak najszybciej powiedziała to co mam do powiedzenia. Spokojnie więc wskazałam trzy nazwiska z Tower, które współpracowały z tym człowiekiem. Opowiedziałam dokładnie o kawałku mapy, zdałam pełen raport, jakiego ode mnie oczekiwał, a następnie, gdy już to zrobiłam, usiadłam spokojnie przy jego biurku, uśmiechając się pod lekko nosem, ledwie kącikiem ust. Widziałam dumę w jego oczach, a ja chyba potrzebowałam podobnych zapewnień, nawet jeśli nie był wpuszczony głębiej do mojego życia. Stwierdził, że dobrze się spisałam. To miłe z jego strony... Na sam koniec opowiedziałam mu jeszcze o tym człowieku oraz o jego cechach charakteru, które tam zauważyłam. Było jasne, że Amelia dalej będzie pracować nad sprawą, ja byłam ledwie pomocą, ale ona nie mogła się kontaktować, przynajmniej nie na razie. Czasem marzyłam o podobnej pracy na dłużej niż dzień, niż dwa, może na miesiąc, albo na rok. Odciąć się i zacząć żyć cudzym życiem. Ale wiedziałam, że czeka mnie jeszcze dużo nauki, zanim będę w stanie się tego podjąć. Byłam na dobrej drodze. Chyba.

zt


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Miasto St Albans
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach