Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchniosalon
AutorWiadomość
Kuchniosalon [odnośnik]22.07.21 20:35

Kuchniosalon

-
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Kuchniosalon [odnośnik]22.07.21 21:06
| 21 grudnia '57 |



Sytuacja wcale nie ulegała poprawie. Uzdrowicielka mówiła swoje, rudowłosy wiedział swoje, głód alkoholowy robił swoje. Wciąż nie potrafił zrozumieć, dlaczego Philippa wciąż z nim wytrzymywała, bo przecież kiedy przychodziły do niego te chwile refleksji, łapał się na tym, jak wielkim idiotom, okazywał się w sytuacjach podbramkowych. Nie pozwalał sobie pomóc. Chciał, cały czas zapierając się rękoma przed prawdą w postaci faktu, że odzyska wzrok. Teraz już nawet nie do końca był pewien czy w ogóle ma na to ochotę.
Wyposażony w samopiszące pióro, z którym musiał spędzić długo czasu, aby faktycznie zrozumieć jego funkcjonowanie i intuicyjność, zabrał się za wszystkie listy. Początkowo skupił się na rodzinie, która otrzymała informacje w momencie, gdy odczekał najgorsze z koszmarów, choć te wydawały się jego zmorą już od pierwszego dnia. Nie miał już w sobie siły na dalszą walkę. Jedyne co zmuszało go do wstania z łóżka to fakt, że Philippa wciąż gdzieś tam była. Potrzebowała go, niezależnie jak bardzo był bezużyteczny i słaby, a może to właśnie on potrzebował jej?
Pierwszy raz, kiedy zniknęła na kilka godzin, próbował znaleźć alkohol pochowany po kątach, a raczej tam, gdzie go zostawił. Mały składzik był dość niepozorny, ale i tak dowiedziała się, co w rzeczywistości piszczy w trawie. Nienawidził jej jeszcze bardziej. Skręt wszystkich organów wewnętrznych na brak rytualnego napitku do rozluźnienia sprawiał, że cały czas chodził zły. Był wściekły na siebie, na nią, na cały pieprzony świat, który postanowił zrobić z niego miazgę, choć w tym wszystkim tak naprawdę czaiła się bezsilność. Teraz wypruty z emocji próbował skleić te kilka zdań pozwalających wszystkim myśleć, że było w porządku. Tak chyba należało, prawda?
Początkowo rozsądnym wydawało się zapewnić Trixie i Wuja o braku obecności, a szkoda, chciał przecież przedstawić im swoją... partnerkę? Opiekunkę? Towarzyszkę niedoli? To ostatnie wydawało się najbardziej adekwatnym, ale przecież rudzielec nigdy nie był melodramatyczny, starał się. Wszystkie zakupione jeszcze jakiś czas temu czekoladowe żaby trzymał w torbie z daleka od wzroku Philippy, choć pewnie i tam wściubiła swój nos. Po co zabrała te flaszki? Przywołał Wywłokę gestem dłoni. Moss potrafiła nauczyć ją dziwacznych rzeczy, a może sowie zwyczajnie zrobiło się żal, że ktoś nie mógł zobaczyć w ogóle, co w porównaniu z jej zezem było faktycznie niczym?
Pierwsza sowa z dwoma zarówno czekoladowymi żabami, jak i listami wyleciała do Doliny. Czekało go jeszcze dużo pisania mówienia.
Kolejni byli Abbottowie. Livia również zasługiwała na mały upominek w postaci czekoladowej żabki, a Wujek Lord? Z ciężarem na piersi i wyczuwalnym mętlikiem w głowie starał się być poprawnym. Brak słodkości już chyba mówił, jak bardzo mu zależało na tym, żeby Wujek Lord Romulus nie uznał go za idiotę, choć na to i tak było już za późno. Faktycznie zasługiwał na każde prawdziwe słowo, które przypominało mu, jak bardzo jest mały i niegodny zaufania. Zdradził samego siebie. Nie z własnej woli, ale akurat to nie miało szczególnego znaczenia, po prostu zdradził...
Pozostała jeszcze Thalia, która również otrzymała czekoladową żabę dla osłody mrocznych dni, jak i Melody, która pewnie już usłyszała o jego przypadku, choć czy ktokolwiek chciałby się chwalić, że jego syn jest ślepą niedorajdą? Faktycznie był chodzącym niepowodzeniem. Pomiędzy osobami, którym skrobnął jeszcze kilka słów, była jeszcze Neala, choć jej również zafundował przyjemność w postaci czekoladowej żaby. Bardzo pragnął, aby wymazała z pamięci sytuację z lecznicy, ale teraz już było za późno. Na wszystko było za późno.
Słysząc ciężki oddech Wywłoki, pogrupował listy na dwa dni do doręczenia. Teraz mógł polegać na wszystkich zmysłach poza wzrokiem, a słuchania chyba uczył się całkiem od nowa. Chyba słyszał kroki. Philippa wróciła.

| Przekazuję po jednej czekoladowej żabie: Trixie, Steviemu, Livii, Thalii, Melody i Neali; skrytka; zt.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Kuchniosalon [odnośnik]26.07.21 0:34
Styczeń nie był łaskaw dla mieszkańców Devon i nie zapowiadało się, aby luty miał być inny. Mrozy sięgały kilkunastu kresek poniżej zera, śnieg zalegał na bocznych drogach, bruk w Plymouth pokrywał lód, który mieszkańcy skuwali co kilka dni, by uniknąć niepotrzebnych wypadków. Nie spodziewałeś się gości, gdy nocą usłyszałeś ciche chrobotanie i skrzypienie. Nim dotarłeś do drzwi, wdepnąłeś w kałużę, a dźwięki całkowicie ucichły. Mógłbyś iść po mokrych śladach, lecz te nie prowadziły wcale daleko. Wystarczyło dobrze się rozejrzeć, by zobaczyć kulących się pod ścianą w salonie ludzi. Co najmniej pięciu, ukrytych w ciemnościach mugoli wlepiało w ciebie przerażone oczy, ale ich dłonie drżały z narzędziami, które mieli ze sobą — te były proste, między innymi byłeś w stanie dostrzec kawałek deski z jakiegoś płotu, metalowy pręt, młotek.
— Nie szuk-k-kamy kł-ło-opotów — zadzwonił zębami jeden z nich, ten, który stał najbliżej ciebie. Przyzwyczajone oczy do ciemności pozwoliły ci dojrzeć, że nie mieli okryć wierzchnich, jakby opuścili jakieś miejsce tak, jak stali. Materiał już na pierwszy rzut oka wydawał się sztywny, i skostniały, a ciała pod nimi wychudzone. —Nie-e w-wiedzieliśmy, że kt-toś tu mieszka — powiedział, spuszczając wzrok na ziemię na moment, czym udowodnił tylko własne kłamstwo. Jego głos wydawał się jednak pełen trwogi i wątpliwości.
— Chcieliśmy się og-g-grzać...— Wyjaśnił drugi, niższy i wyraźnie dygocący z zimna. — B-b-bert potrzeb-b-buje po-omocy.— Wyszedł odważnie krok do przodu, pociągając ze sobą wraz z towarzyszem słaniającego się na nogach człowieka. Wydawał się wpół przytomny. Jego twarz była bordowa i cała popękana, broda pokryta szronem i drobinkami lodu, oczy bezwładnie się przymykały i otwierały, jakby walczył ze snem. Żaden z mugoli nie zdecydował się odłożyć narzędzi na ziemię, ale nie wykonał także pierwszego ruchu.

Rozmowa z mugolami wyjawiła, że byli pracownikami papierni, ale ta została spalona przed kilkoma dniami przez czarodziejów. Szukali ratunku. Nie mieli pojęcia, że kierują się do Plymouth, zabłądzili. Sroga zima nie była wcale łaskawsza od wojny, przed którą próbowali umknąć świadomie nie stając do walki. Wszyscy byli w fatalnym stanie i chociaż nie umiałeś ocenić fachowo ich stanu, nie trudno było podejrzewać, że jeśli wyrzucisz ich za drzwi nie dożyją rana, a jeśli Bert nie otrzyma fachowej pomocy, nie przeżyje kolejnej godziny. Jego obrażenia były bardzo rozległe, głębokie. Ciało skostniałe na kamień. Mugole byli wyczerpani, głodni i zmarznięci. Każdy z nich pragnął przeżyć, ale także wrócić do domu. Prawie każdy z nich miał rodzinę, którą pozostawił — zdaną zupełnie na siebie przez ostatnie mroźne dni. I wyraźnie zamierzali prosić cię o pomoc.

| Do sytuacji może odnieść się dowolna postać lub postacie, które na co dzień mieszkają bądź też przebywają w Oazie, każda z nich może też zaangażować w pomoc inne, wybrane przez siebie osoby. Sytuacja ma miejsce na przełomie stycznia i lutego, konkretną datę wybiera pierwsza postać, która podejmie temat.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki, ale jeśli w jej ramach zostanie rozpoczęty jakikolwiek wątek, proszę o informacyjne przesłanie linku do odpowiedniego tematu drogą prywatnej wiadomości do Ramseya.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchniosalon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchniosalon [odnośnik]17.09.21 4:39
| początek lutego '58 (będzie dookreślone po fabule) |

Był to jeden z dni, kiedy to zdołali we dwoje wyjść gdzieś poza swoje cztery ściany. Zabierając Nochala na spacer, nie spodziewali się żadnych odstępstw od normy. Zanim jeszcze zdołali zbliżyć się do domu, usłyszał niecodzienne szmery. Neala przyszła przed czasem? Z samej przezorności i zdecydowanie większej zdolności wykorzystywania innych zmysłów poza wzrokiem zdołał wyłapać pewną nieprawidłowość, głosów było kilka. Zwyczajnym, impulsywnym gestem ścisnął mniejszą dłoń Moss, która szła z nim ramię w ramię. Wdepnął w kałużę i nagle ucichło. Czas, gdy brakowało mu wzroku, wynagrodził w zdolności skupienia się na innych zmysłach, które teraz ostrzegały o nieproszonych gościach. Przyszli po nich? Jak ich znaleźli? Wypuścił jej dłoń, zaraz dobywając różdżki. Nie było mowy o przypadku, już nie. Przebijające się światło księżyca pozwalało na miejscowe dojrzenie mokrych śladów stóp przy drzwiach. Ktoś miał czelność wejść do środka. Rudzielec momentalnie ściągnął brwi, krótko rzucając wzrok Philippie, aby zachowywała się z należytą ostrożnością przy stawianych krokach, tak jak ją uczył. Nie mogli pokazać, że byli na werandzie, choć domyślał się, że ci w środku już wiedzieli. Szmery przecież ucichły…
Otworzył drzwi, celując drewnem w ciemność. Psidwak niemalże od razu stanął tuż przy jego boku, obszczekując nieoczekiwanych gości. Zrobili krzywdę niuchaczom? Dlaczego żadne zaklęcie nie leciało w ich stronę? Nie oświetlając sobie drogi, wyłapał cienie postaci skulonych przy ścianie. Coś zdecydowanie nie było w porządku. Niedługo trzeba było czekać, aż przestąpi próg, zbliżając się do nieznajomych z wolną, zaciśniętą pięścią, w której trzymał smycz. Nochal zwęszył szwindel, dokładnie tak samo, jak on. Dotarłszy do nieznajomych, którzy okazali się mugolami, musiał wyglądać co najmniej głupio. Wyciągnięty drewniany patyk nawet nie rozjaśniał mu drogi. Wraz z całą przestrogą ze strony Michaela trzymał się jakiegoś dziwacznego przeświadczenia, że wraz z Philippą nie powinni używać czarów w najbliższej okolicy chatki. Uspokoił zwierzaka, wysłuchując kulawych tłumaczeń ze strony nieznajomych. Krótkie spojrzenie na cienie i już wiedział, że nie należało się martwić, przynajmniej nie tak mocno, jak się obawiał. Oni mieli wyrwane deski z płotów, młotek i metalowy pręt, a on zwyczajną różdżkę, psidwaka i Philippę za plecami. Uspokoiwszy ich co do własnej osoby i braku zamiarów skrzywdzenia nieznajomych, zapalił zaraz mugolską lampę, rozjaśniając pomieszczenie. Byli w opłakanym stanie, nie musiał nawet być biegłym w anatomii, by móc stwierdzić pewne oczywistości.
Po położeniu Berta na kanapie z pomocą dwóch mężczyzn zdołali wraz z Philippą dowiedzieć się co nieco z historii nieznajomych. Cholera, a mieli przecież mieć przyjazną kolację z kuzynką... pierwsze spotkanie, a tu taka niespodzianka.
Sprowadzę osobę, która pomoże waszemu towarzyszowi… – zdecydował w końcu, nie będąc pewnym w rzeczywistości, kto odbierze list w Leśnej Lecznicy. Ktoś z pewnością powinien być na dyżurze. Zostawiając mężczyzn przy kanapie i fotelach podszedł no Moss’ówny. Nie potrzebował się do niej nachylać, żeby powiedzieć kilka zdecydowanie niecodziennych słów. Sam wciąż nie do końca ufał samemu sobie w tych sprawach. – Daj im jakiegoś alkoholu… – szepnął w jej stronę, zaraz samemu biorąc do ręki pióro i kawałek papieru. Niedługo trzeba było czekać, aż atrament zaczął tworzyć zdania, w których zawierała się prośba o pomoc kogoś wykwalifikowanego w dziedzinie medycznej. Najgorszym z tego wszystkiego był fakt, że Neala była z pewnością już niedaleko ich chatki, jednakże nie było mowy o wyprowadzeniu mugoli na zimę. Dopiero teraz poczuł różnicę pomiędzy wnętrzem pomieszczenia a dworem. Nie zdążyli jeszcze nawet rozpalić paleniska, ale pozostawianie mężczyzn z Philippą sam na sam nie wchodziło w grę. – Zaraz rozpalimy w kominku, na razie się ogrzejcie. – zwrócił się do nich zaraz po spisaniu kilku najważniejszych informacji w liście. Sowa wyleciała, a on wraz z trzema kocami wrócił do nieznajomych, rozdając je potrzebującym. Powinni się nimi porządnie zająć. Gdzieś w międzyczasie złapał wzrok Philippy, pozwalając jej na dojrzenie niewypowiedzianego pytania.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Kuchniosalon [odnośnik]23.09.21 21:24
Życie w lesie, kawałek od miasteczka różniło się od tego, co znałam. Życie z jednym mężczyzną u boku także wciąż wydawało mi się nieprawdopodobne. A jednak tę dłoń przez cały czas czułam. Chociaż czasem dławiła mnie ciemność i niepewność tych drzew, chociaż wciąż jeszcze zdarzało mi się tęsknić za londyńskim syfem, to tutaj postawiliśmy dom Urien i ja. Zamknięci w ciasnej klitce nad jeziorem. Dłuższy spacer dzielił nas od Plymouth. Przetrwaliśmy pieprzone tygodnie w jego ciemności, oślepłej histerii, którą zatruła go tamta lafirynda. Byliśmy silniejsi. Starałam się odnaleźć tutaj, oznaczyć te kąty sobą, nauczyć się posiadania swojego ogrodu i swojego przeklętego chłodu o każdej porze dnia. Gdy nie widział, nabrałam wprawy w wielu obcych mi dotąd zajęciach, a gdy powrócił, poczułam spokój. Już teraz naprawdę mogliśmy pójść razem, poczuć się tu prawdziwie. Odebrano nam pierwsze dni w nowym domu, spowito je mrokiem. Obydwoje jednak byliśmy zahartowani przez los. Nie dałam mu się łamać, a sama nie łamałam się, bo miałam jego. Oddałam mu się, pozwalałam, by pokazywał mi świat. Razem zdzieraliśmy z siebie resztki tajemnicy, ostatnie łzy, smutki, a potem te ciuchy. No i była jeszcze sierść, mnóstwo sierści. Na zimę psidwak i niuchacze stały się bardziej puszyste niż zwykle, ale i tak miałam wrażenie, że kłaki wyciągam z nosa. Gdy szliśmy, przyglądałam się tej szacie. Odruchowo moja dłoń zawędrowała do jego pasa, na chwilę ledwie wyplątując się z uścisku. Wyglądał tak dobrze. Nie powstrzymałam zagryzienia wargi, nie odjęłam bezczelnego spojrzenia – nawet na tej nudnej, zimowej ścieżce. Skoro zaczynałam rozpoznawać pobliskie drzewa, zbliżaliśmy się do domu. Nochal pognał pierwszy. Ja jeszcze raz zacisnęłam palce na jego. Gdy byliśmy blisko, coś się stało. Bezgłośnie ułożyłam usta w jego imię. Odruchowo poszukałam własnej różdżki. Miodowe oczy mówiły mi, by być cicho, ostrożnie. Ktoś tam był? Na śniegu odznaczały się ślady. Nochal był nerwowy. Mieliśmy gości, kurwa.
Ruszyłam zaraz za nim. Może ktoś bardzo chciał poczuć w zadku moje niewybaczalne lamino. Psie poszczekiwanie było jasnym sygnałem, że byli tam obcy. Nie byłam pewna, czy Urien powinien iść dalej. Może należało już teraz puścić światło pod sufit i podstawić sprawę jasno. Zakradaliśmy się do własnego salonu. Tak to miało wyglądać? Jakiś żart. W środku odnaleźliśmy grupkę roztrzęsionych mugoli. Uniosłam wysoko brwi, oceniając prędko ich wiarygodność. Choć Weasley opuścił różdżkę, ja wciąż miałam ją przy sobie. Nie takie już były tu numery, prawda? Zgraja niewinnych cwaniaczków trzęsła się, ale jakoś nie mieli oporów, by zagnieździć się w naszej chałupie. By się włamać. Podrzuciłam rudemu nieco wątpiące spojrzenie. Był ich pewien? Posłuchałam uważnie tego, co mieli do powiedzenia. Nie mogłam dłużej się oszukiwać, tych kilku nędzników nieźle musiało pogruchotać życie. Byli jak my. Tylko bez magii. – No dobra – mruknęłam zrezygnowana, a oni rozpoczęli swoją opowieść. Byli ofiarami ataków czarodziejów. Pewnie chodziło o tych samych, którzy wywalili z Londynu mugolaków. To jedna i ta sama trująca myśl. Dotarła aż tutaj. Bert wyraźnie potrzebował pomocy.
– Dam im herbaty – odpowiedziałam, prawie wchodząc mu w słowo. Ostre spojrzenie powinien pojąć, zanim zdołał chwycić za pióro. – W naszym domu nie ma alkoholu – podpowiedziałam mu jeszcze, zmieniając rozmowę z szeptów na nieco bardziej… słyszalną. Wszystko, co tylko mieliśmy, lądowało w ogródku, albo frunęło sową do przyjaciół. Nic nie zatrzymywałam. Od dawna nie czułam na ustach smaku rumu. Od dawna – jak na mnie. Zapomniał o tym? – O ile mamy herbatę… - zanuciłam, odprowadzając samą siebie do kąta kuchennego. Może były jakieś resztki, albo kilka zwietrzałych ziółek, z których dało się cokolwiek zaparzyć. Miałam też trochę eliksirów leczniczych, ale stan tego całego Berta ewidentnie wołał o prawdziwego medyka. – Po kogo posłałeś? – zapytałam, powracając z parującym dzbankiem i kilkoma różnymi kubkami. Prawdziwa barmanka, a jakże.  Ręka mi nawet nie drgnęła. Nie musiałam nawet patrzeć, kiedy przelewałam płyn. Dla każdego. Dla Uriena również, bo przecież miał za sobą wędrówkę w mrozie. I na pewno miał zimne uszy. Owinięci w koce nieznajomi grzali się już. Bert wyglądał koszmarnie, ale ciepło na pewno przyniesie pociechę. Jakąkolwiek. Zbliżyłam się do rudego, łapiąc jego spojrzenie. No właśnie. Co teraz? – Niech zostaną do rana – szepnęłam mu do ucha, dobrze wiedząc, że nie było innego wyjścia. Wstrętna zima zamieniłaby ich w bryły lodu, zanim dotarliby do miasta. Do rana. Do rana, kiedy żadne z nich nie zmruży oczu.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Kuchniosalon [odnośnik]06.02.22 19:27
25 stycznia

Dziwne to było doświadczenie. Odnaleźć, a może zobaczyć nowy dom Uriena, który przecież pokój swój nadal miał w Ottry. Miał, ale nie korzystał. Zmarszczyłam brwi. Cóż, może nie chciał. Ale bardziej w głowie mi się nie mieściło to, że mieszkał z kimś bez ślubu. I choć próbowała, to jakoś nie mogłam się całkiem przemóc, żeby to wziąć i zaakceptować tak po prostu. Tak się nie powinno dziać i tak się nie powinno robić. Ale wiedziałam, że na akceptacji mu zależy. Więc milczałam, zgodziłam się też zostać na noc tak jak chciał. W pokoju na górze. Spałam już, kiedy obudziły mnie głos dochodzące z dołu. Założyłam na siebie szybko ubrania i jeszcze przecierając oczy zeszłam na dół zatrzymując się na schodach.
- Co się dzieje? - zapytałam przesuwając spojrzeniem od Philippy do Reggiego, by później przesunąć spojrzeniem po wszystkich mężczyznach, którzy znajdowali się w salonie. Cóż za dziwne zbiegowisko. Wyglądali na zmarzniętych. Zeszłam niżej. Słuchając kolejnych słów. Kolejnych zdań i tłumaczeń, które dochodziły do mnie i marszczyły mi lekko brwi.
- Po Mare prawda? - upewniłam się, spoglądając na Reggiego. Mare się znała na leczeniu lepiej niż ja. Ale coś już umiałam, do jej przybycia byłam w stanie pomóc. Jakoś zaradzić. Choć sądziłam, że mam na tyle umiejętności by całkowicie zażegnać kryzys. - Tak, tak, napalcie. - powiedziałam do nich i do mężczyzn wyciągając różdżkę. - I tak, herbata też będzie odpowiednia. - zgodziłam się z Philipą. - Połóżcie go na kanapie. - powiedziałam do mężczyzn. - I usiądźcie na Merlina. - dodałam jeszcze bo wszyscy stali tak nie wiedząc co ze sobą zrobić. Sama stanęłam nad Bertem zajmując się rozpoznaniem. - Reggie, jak Mare przybędzie, może udacie się do rodzin panów żeby zapewnić że nic im nie jest? - zaproponowałam, bo ich rodziny z pewnością musiały się martwić. - Jesteśmy czarodziejami, ale nie bójcie się. - zapewniłam jeszcze wiedząc już, od czaso należało zacząć w przypadku Berta. Od odmrożeń. - Figidu Maxima. - wypowiedziałam przytykając różdżkę do dłoni. - Figidu Maxima. - wybierając drugą. - Figidu Maxima. - kolejne newralgiczne miejsce. Oby nie było jeszcze za późno. Zerknęłam na zegar. Mając nadzieję, że kuzyneczka nie będzie zwlekać.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.


Ostatnio zmieniony przez Neala Weasley dnia 14.03.22 19:27, w całości zmieniany 1 raz
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchniosalon [odnośnik]10.02.22 18:23
Pracował dla rodziny Greengrass jako ogrodnik przy ich rezerwacie. Nim jeszcze nastała sroga zima otrzymał zlecenie na stworzenie przestrzeni zielonej dla pracowników, którzy tam pracowali i potrzebowali swojej przestrzeni do odpoczynku.
Stworzył cały plan ogrodów, wraz z tworzeniem prawdziwej zielonej enklawy dla złapania oddechu i ukojenia nerwów. Przygotował nawet sadzonki, które teraz dojrzewały i rosły w szklarni, choć nie wiedział czy w związku z wojną będzie miał szansę kontynuować powierzone mu zlecenie.
Po pierwsze były ważniejsze sprawy, po drugie mógł z którejś misji nie wrócić. Oczywiście tego ostatniego zupełnie nie planował, ale nie mógł wszystkiego wykluczyć.
Wobec powyższego kiedy lady Mare się z nim skontaktowała przedstawiając w krótkim liście gdzie potrzebuje jego pomocy ruszył natychmiast. Nie miał w domu zbyt wiele, ale parę kocy jeszcze się ostało więc spakował je do torby i dorzucił jeszcze dwie butelki mleka. Tyle mógł wspomóc potrzebujących, kiedy sam zjadł na śniadanie ziemniaki z twarogiem. O mąkę było ciężko więc Hattie gotowała dokładnie to samo co w czasie działań wojennych w trakcie wojny mugolskiej w latach czterdziestych. Nadal się dziwił, że czarodzieje, którzy chcieli uchodzić za lepszych od mugoli powielali dokładnie ich błędy, podążali tą samą ścieżką co dyktatorzy sprzed dziewiętnastu lat. Voldemort nie różnił się niczym innym od nich. Tylko zamiast broni miał różdżkę. Nic poza tym.
Dotarł w miarę sprawnie do Devon i skierował się w stronę Kreciej Nory, zgodnie z wytycznymi od Mare. Bezceremonialnie wszedł do środka, nie oczekując, że na pukanie ktoś odpowie.
-Halo! - Wszedł do pomieszczenia gdzie trwało największe zbiegowisko odsłaniając twarz, którą chronił szalik w kolorach domu Hufflepuff. Miał do niego słabość i nosił dość często. Przeczesał dłonią ciemną czuprynę włosów i przystanął w progu. -Przysłała mnie lady Mare Greengrass. - Powiedział od progu i uniesioną dłonią pozdrowił Reggiego. Zdjął torbę wyciągając z niej koce i butelki mleka. -Tyle mogłem przynieść naprędce.- Wyjaśnił podjąć rzeczone rzeczy. Podszedł do kominka, w którym już znalazło się drewno na opał. Wyciągnął różdżkę i wycelował ją w szczapy. -Lacarnum Inflamare - Magia zadziała od razu, a płomienie strzeliły radośnie w kominku dając o wiele więcej ciepła zmarzniętym do szpiku kości mężczyznom. -Herbert Grey. - Przedstawił się jeszcze bo przecież nie wszyscy go znali, a to też przełamywało pierwsze lody i obawy drugiej strony.

|Rzut na Lacarnum Inflamare


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Kuchniosalon [odnośnik]13.02.22 15:48
— Wszyscy jesteście, całe szczęście — głos Mare rozległ się w tym naprawdę specyficznym pomieszczeniu, którego przeznaczenie na pierwszy rzut oka ciężko było wskazać. Na całe szczęście te krótkie, bądź co bądź, oględziny, pozwoliły jej na ocenę sytuacji, gdy ściągała z głowy przyprószony śniegiem kaptur zimowej peleryny, a niedługo potem różdżką poprowadziła przywiezione z Derby jedzenie. Trafiła na miejsce ostatnia, bo i najdłuższą drogę musiała przebyć posłana do niej sowa, lecz miała nadzieję, że nie przybyła za późno.
— Urienie, Nealo, panie Grey, miło was widzieć, wybaczcie za opóźnienie — powiedziała, a spojrzenie zielonych oczu zawiesiła na chwilę na postaci Moss. Kimże była ta kobieta? Również posłana przez Uriena do pomocy? Roznosiła herbatę, wszystko dobrze, może zajmie się też przywiezionym przez nią posiłkiem? — Lady Mare Greengrass, miło mi panią poznać. W tym zawiniątku przywiozłam ze sobą potrawkę z wieprzowiny i warzyw, jakby była pani na tyle uprzejma... — nie mieli czasu do stracenia, w szczególności sądząc po tym, jak wyglądał leżący na kanapie człowiek. Na całe szczęście Neala panowała nad sytuacją, pomimo młodego wieku opanowała już podstawy zarządzania ludźmi i czasem.
— Panie Grey, mogłabym prosić, by udzielił pan pomocy panom? — spojrzenie zsunęło się na moment na mężczyzn, którzy nie potrzebowali natychmiastowej pomocy. Nie oznaczało to jednak, że poradzą sobie zupełnie bez niej, co to to nie. Poprosiła również o wprowadzenie jej w sytuacje, a gdy to się stało, znalazła się tuż obok Neali.
Odmrożenia, pierwsza dolegliwość, która rzuciła się w oczy.
— Dobrze ci idzie. Rzucaj zaklęcie dalej, na wszystkie miejsca, które są oblodzone i tam, skąd umyka ciepło. Jakbyś nie była pewna, od razu pytaj, dobrze? — Neala była mądrą dziewczyną, znała się na wielu rzeczach, a one niestety nie miały zbyt wiele czasu. Różdżka z eukaliptusowego drewna przystawiona została do klatki piersiowej Berta. Alti calor przyjemne mrowienie magii przeszło przez rękę damy, aż zaklęcie zwiększające temperaturę ciała trafiło w cel. Odmrożenia tego człowieka były poważne, na tyle poważne, że Mare obawiała się, że bez wspomagania organizmu nieco mniej wymagającymi zaklęciami mogą sobie po prostu nie poradzić. Konieczne było pobudzenie krążenia krwi, rozgrzanie organizmu od środka.
— Musimy też zadbać o to, by temperatura powracała do normy w samym organizmie. Figidu Maxima to dobre zaklęcie, a te pomoże wzmocnić jego efekt wewnątrz. Sango circum ta wiedza prawdopodobnie przyda się Neali na przyszłość. Oby nie najbliższą, oby stanowiła wyłącznie plan "b", do którego nigdy nie będzie musiała sięgać. Wreszcie jednak, gdy upewniła się, że oba rzucone dotychczas zaklęcia odnoszą pożądany skutek, przeszła do kolejnych działań. Kupiły sobie trochę czasu, ale to nie koniec starań, jeszcze nie.
Figidu Maximaprzyłożyła różdżkę do jednego z policzków, po czym sama zwróciła się do leżącego przed nimi mężczyzny. Musiały utrzymać go przy świadomości, sen mógł okazać się śmiertelny. — Dzień dobry, proszę pana. Może pan mówić? Jak się pan nazywa? — pytała, a w jej głosie, jakby pod wpływem zaklęcia, nie było ani krzty wcześniejszej nerwowości. Głos miała miły dla ucha, ściszony przez niewielką odległość, która między nimi panowała, ale zachęcający do zabrania głosu i mówienia. Musiały zająć go jakąkolwiek rozrywką, sprawdzić, czy był w stanie ocenić sytuację, w której się znalazł.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Kuchniosalon [odnośnik]15.02.22 21:56
Denerwowałam się. Bo to nie było takie pierwsze lepsze. Nie było nikogo obok, kto by wiedział. Byłam tylko ja Urien i ta jego panna. Przerażenie mnie wzięło i ścisnęło ogromne - co, jeśli tak naprawdę nic nie umiałam. Nie tyle, żeby być w stanie komuś rzeczywiście pomóc? Serce zabiło mi mocniej, okropnie, chociaż starałam się tego nie pokazać. Chciałam, żeby ci panowie do domu mogli wrócić. Z oczu im się dobrze patrzyło. Zerknęłam na zegar co jakiś czas, czekając na pojawianie się kuzynki. Potrzebowałam jej, bo ona wiedziała i ona mogła pomóc. Ciocia i wujek byli poza Devon, nie wiedziałam nawet gdzie dokładnie. Mieli wrócić dopiero jutro.
Podskoczyłam zaskoczona, kiedy ktoś nagle pojawił się w środku zaprzestając rzucania zaklęcia. Uniosłam spojrzenie na nieznajomą twarz. Niepewna, ale powoływał się na kuzyneczkę a Urien zdawał się znać. Skinęłam krótko głową. - Proszę je wziąć. - powiedziałam do tych panów odnośnie tych koców, żeby wzięli i sobie nimi dostarczyli ciepła tyle ile tylko się dało. - Neala, Neala Weasley. - przedstawiłam się też mężczyznom i wszystkim innym, którzy znajdowali się w pokoju. Unosząc jasne tęczówki na niego. Podskakując drugi raz, kiedy rozległy się kolejne kroki. - Oh, Mare. - odetchnęłam z ulgą, podbiegając do niej. Zarzuciłam jej dłonie na ramiona. Widocznie trochę spanikowana, trochę próbująca wcale nie panikować. Wcale a wcale. Ale serce mi ściskało, nie za dobrze nadal jednak było. Ze mną samą. Ale powtarzałam sobie, że panikować teraz to nic lepiej nie zrobi i nie będzie. Trzeba było działać. Innej opcji zwyczajnie nie było przecież nie? Całe szczęście Mare zajęła się od razu koordynacją. Wróciłam do wcześniejszego mężczyzny zostawiając im wszystko.
- D-dobrze. - odpowiedziałam jej z przejęciem spoglądając znów na ciało w poszukiwaniu znaków. Zmarszczyłam trochę rude brwi. - Mare, myślisz, że poradzimy sobie? W sensie może Urien i Philippa ruszyliby w drogę, żeby zanieść wieści rodzinom że wszystko w porządku będzie? - zapytałam, unosząc na nie jasne spojrzenie. Sowa mogła ich przestraszyć przecież. - Figidu Maxima. - powtórzyłam zaklęcie. Nie zawsze jakieś mi wychodziło. Ale miałam w tym względzie szczęście, jeśli nie działało to nie psuło nic więcej na przykład. - Pokażesz ten gest, raz jeszcze? - poprosiłam jej, bo nie do końca go uchwyciłam, a chciałam to wiedzieć. Na przyszłość, gdyby było potrzebne.
- Theodore Jonas. - wychrypiał mężczyzna przymykając powieki. Widocznie walcząc. Nie było najlepiej.
- Panie Jonas, ja Neala jestem. To Mare i pan Herbert pomożemy, przekażemy wieści rodzinom. Ma pan jakąś? - zapytałam, skupiając na nim spojrzenie. Rozmowa pomagała czasem. Częściej niż czasem nawet.

| Figidu Maxima


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchniosalon [odnośnik]15.02.22 21:56
The member 'Neala Weasley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 18

--------------------------------

#2 'k8' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchniosalon Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchniosalon [odnośnik]26.02.22 16:11
Reakcja Neli wystarczyła, by podejrzewać, że sytuacja jest naprawdę poważna. Czasami łatwo było zapomnieć, że za zasłoną jej dziewczęcej energii i niezłomnego hartu ducha Weasleyów, wciąż była przecież tylko dziewczynką. Pozostawioną — pewnie nieumyślnie, Mare bardzo chciała wierzyć w to, że Urien po prostu był nierozsądny — trochę samą sobie w środku niezwykle wręcz trudnego zadania. Lady Greengrass objęła więc kuzynkę w pasie, mocno i pewnie. Gdy tylko odsunęły się od siebie na krok, przesunęła dłonią po rudych włosach Neali, uspokajająco i z czułością. Nie martw się, Nela, mówiły jej gesty i iskierki w zielonych oczach, gdy wpatrywała się w te niebieskie, swej młodszej kuzynki. Razem damy sobie radę. Zahartowana przez wczesnostyczniowe wydarzenia ze Staffordshire Mare czuła się w obowiązku zadbania o Nelę. Była już wystarczająco dzielna, teraz należało tylko upewnić ją w słuszności podejmowanych kroków i poćwiczyć opanowanie. Na to będzie miała jeszcze sporo, sporo czasu.
Pytanie Neli rozbrzmiało pośród rzucanych pospiesznie, lecz z uwagą zaklęć, zmuszając Mare do krótkiej przerwy na udzielenie odpowiedzi.
— Poradzimy — odpowiedziała pewnie, siląc się na lekki, reasekuracyjny uśmiech. Musiały sobie poradzić, nie miały innego wyjścia. — Urien i... panna Philippa powinni udać się w drogę, masz rację. My razem z panem Grey zajmiemy się panami na miejscu, a gdy wrócą, będziemy mogli dumać, co dalej, dobrze? — plan i struktura zawsze pomagały odnaleźć się wśród chaosu wydarzeń, dlatego też Mare pozwoliła sobie na krótki monolog, przerywany tylko dwoma próbami rzucenia Figidu Maxima, niestety — zapewne przez wzgląd na rozproszenie — nieudanych. Niemniej jednak robiła wszystko, by nie dać po sobie poznać, że nieperfekcyjnie rzucone zaklęcia miały wpływ na jej morale. Co to, to nie.
Jednakże gdy Neala prosiła o zademonstrowanie poprawnie rzuconego zaklęcia, Mare uśmiechnęła się do niej zachęcająco, zwracając różdżkę ku nosowi mężczyzny.
— Obserwuj uważnie — poprosiła cicho, po czym powoli, ostrożnie i z największym skupieniem wykonała kołowy ruch ręką. Najpierw od łokcia, później nadgarstkiem, aż wreszcie różdżka wykonała półtora obrotu w lewo, a gdy tylko z ust Mare wydostała się inkantacja zaklęcia — Figidu Maxima — z końca różdżki wydostała się znana im obu poświata magii, która stopiła szron zalegający na czubku nosa mężczyzny, a skóra, choć w dalszym ciągu pozostawała czerwona, nie wyglądała tak, jakby miała za chwilę pęknąć. Całe szczęście, że zaklęcia medyczne rzucane na mugoli, podobnie medycynie, działały na nich w mocniejszy sposób. Anatomiczne różnice wreszcie działały na ich korzyść.
Theodore dawał temu najlepszy przykład. Był okropnie wymęczony i utrzymanie powiek w górze stanowiło dla niego ogromny wysiłek, lecz gdy tylko kobiety zadały mu pytania, a on sam poczuł, że rzucane przez nie zaklęcia miast robić mu krzywdę, pomagają, spróbował się powoli uśmiechnąć. Naciągnięta skóra na obu polikach i wargach nie ułatwiała mu jednak tego gestu, syknął więc gdzieś na początku próby zebrania myśli o wiadomości, którą miał przekazać.
Oddychał płytko, lecz wolno, to nie był dobry znak, musiały zadbać o stabilizację temperatury, choć ostrożnie. Zbyt prędki jej wzrost mógłby dodatkowo obciążyć i tak nadwyrężone organy.
— T—tak... — odezwał się wreszcie, szczękając zębami podobnie jak jego towarzysze, którymi zajmował się Herbert. — M—my uciekliśmy... z pożaru... Czarodzieje spalili pa—pa—papie—ernię... Ale n—n—nie wszy—yscy chł—o—opcy uciekli... Mieli—iśmy iść d—do E—exmouth, tam podobno jest be—ezpiecznie... I ta—am czekają nasi... Nie—ech ktoś po—owie rodzi—inom... Że chło—opcy poma—arli, że my jak ty—ylko będzie bezpie—ecznie to tam wróci—imy, zabierze—emy ich, aleśmy po—po—obłądzili...
Im dłużej mówił, tym bardziej serce Mare ściskało się w trwodze. Wolną dłonią odnalazła najpierw rękę Neali, którą ścisnęła asekuracyjnie, na kilka sekund. Po tym odgarnęła włosy z czoła mężczyzny, chcąc sprawdzić dłonią, czy powraca mu odpowiednia temperatura.
— Proszę się nie martwić, panie Jones. Wszystkim się zajmiemy. Nela, przekażesz wieści Urienowi? Powinni już ruszać, Exmouth jest kawałek drogi stąd... — właściwie bliżej Ottery St. Catchpole, chciała dodać, lecz w tym samym czasie Theodore rozkasłał się na dobre i nie był to zbyt przyjemny dla ucha dźwięk. Wydawało się, jakby ta informacja wyjątkowo go zdziwiła.
— D—dale—eko? — dopytał, choć oczy miał zamknięte — T—to gdzie my jeste—eśmy?

| rzuty


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Kuchniosalon [odnośnik]26.02.22 23:11
Zderzenie się z ludzką tragedią zawsze bolało. Nie pierwszy raz widział rannych i poszkodowanych, ostatnio wiele czasu spędzał z nimi pomagając w różnych okolicznościach. Ludzie ci bronili się jak potrafili, wynosili broń, nieraz narzędzia gospodarskie byle móc chronić siebie i swoich najbliższych. Rozumiał to i wiedział, że należy ich wspierać.
Medykiem nie był, ale mógł pomóc tym, którzy leczyli by mieli przestrzeń i możliwości.
-Kto nie ma większych obrażeń, zapraszam przed kominek! - Zaczął dyrygować przybyszami i wskazywał miejsca, na których mają usiąść. Następnie wciskał im w dłonie gorące kubki, a na plecy narzucał koce i kapy łóżkowe. Taki drobny gest potrafił podnieść morale i na chwilę ukoić skołatane nerwy.
Innych, którzy nosili wyraźne ślady poparzeń czy ran kierował w miejsce gdzie krzątała się Mare. Sam wyciągał opatrunki i pomagał złagodzić pieczenie ran. -Za chwilę podejdzie do pana jedna z uzdrowicielek i pomoże. To aby uśmierzyć ból. - Obcowanie z naturą sprawiało, że nie musiał niczego mówić ani tłumaczyć. Widząc te puste, smutne i przerażone spojrzenia wiedział, że zbytnie milczenie może zostać odebrane negatywnie. Ci ludzie potrzebowali zapewnienia, że nic im już więcej nie grozi, że znaleźli azyl. -Ferula. - Przykładając różdżkę do dłoni kolejnej poszkodowanej osoby zobaczył jak bandaże miękko otulają je przynosząc tym samym ulgę.
-Gdzie jesteśmy dokładnie? - Zapytał go ktoś inny, a Grey przystanął na chwilę wahając się nad odpowiedzią.
-Devon. Nic tu wam nie grozi. - Zapewnił po chwili. -Pij, pomoże. - Zachęcił widząc, że napój nie został przez mężczyznę ruszony.
-Co my teraz zrobimy?
-Na razie skupcie się na swoim zdrowiu. - Odpowiedział, może zbyt oschle i stanowczo, ale nie było czasu rozczulania się nad nimi. Musieli działać. Poszedł po więcej drewna, które dorzucił do kominka. Widząc jak lady Greengrass i Nela uwijają się wokół rannych poszedł do części kuchennej aby zabrać dwa kubki dla nich. Podszedł do Mare prawie wciskając w jej dłonie naczynie.
-Też musisz się napić. - Zalecił z miną najbardziej doświadczonego uzdrowiciela w św. Mungu. Zatrzymał Nelę nim pobiegła do Uriena aby przekazać mu wytyczne. -Ty też. - Podał jej kubek i upewnił się, że dziewczyna wzięła parę łyków. Zmęczony medyk na nic się zda rannym kiedy będzie popełniał kluczowe błędy. Widział w jakim są stresie i jak starają się pochylić nad każdym. Musiały dbać również o siebie. Grey miał zamiar tego dopilnować.

|Rzut


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Kuchniosalon [odnośnik]28.02.22 23:11
Starałam się jak mogłam - jakoś to wszystko zagospodarować. Ale przeważnie, to ktoś mi mówił co robić i ja to po prostu najzwyczajniej w świecie robiłam. Teraz trochę inaczej to było, dlatego pojawienie się Mare sprawiło, że trochę odetchnęłam. Ona zawsze zdawała się wiedzieć co robić. Przytuliłam się do niej, unosząc na nią jasne tęczówki przymykając ja na chwilę i unosząc wargi, kiedy przesunęłam ręką po jej włosach. Zaraz jednak sobie przypomniałam, cofnęłam się i kiwnęłam głową, do pracy czas było wrócić.
- Poradzimy. - potwierdziłam jeszcze, chcąc wziąć i to zakląć tak, żeby prawdy nabrało. Będzie dobrze, oczywiście że będzie kiedy była tu obok - ona i pan Herbert. Bo Pan Herbert też już za te lejce wziął i złapał a ja mogłam znaleźć się tam, gdzie powinnam przy najtrudniejszych przypadkach - z boku, jako pomoc. Coś tam wiedziałam, możliwie że więcej, niż ktoś w moim wieku, ale mniej, niż kto już dawno wszedł w dorosłość. Takie sytuacje, choć nie były przyjemne, były niejako codziennością. Anglia była przecież w stanie wojny. A ja, musiałam nauczyć się jak nie dać się strachowi, jak działać mimo niego i dowiedzieć ile mogłam, wyciągnąć ile byłam w stanie. Wiedziałam, że właśnie tak powinnam, ale czasem… czasem po prostu się obawiałam. Nie wiedziałam do końca skąd brać odwagę.
Dlatego starałam się skupić, mimo strachu, mimo tego wszystkiego i jednocześnie nauczyć więcej. Wiedzieć lepiej, bardziej. Nie bałam się poprosić o radę, tak jak teraz. Dlatego skupiłam się uważnie na tym, żeby dokładnie obserwować ruch cały jaki robi Mare. Wpatrywałam się w pana Theodora starając się, żeby na te wieści nic nie drgnęło na mojej twarzy. Ale wiedziałam, że wyszło mi to marnie. Smutek na niej zagościł. Położyłam dłoń na jego ręce.
- Opowie mi pan o niej? - zapytałam, chcąc odciągnąć jego myśli od tych straszności, przez które przejść im przyszło. Czasem było lepiej - a nawet często - pomyśleć o czymś miłym dla siebie i dobrym. Ja na przykład myślałam o Brendanie, albo o mamie. Wyobrażałam sobie jaki był tata składając go z zasłyszanych historii. A kiedy nie wiedziałam co zrobić, zastanawiałam się co właśnie Brendan by zrobił, bo on w moich oczach zawsze wiedział.
- Tak, tak, oczywiście, przekażę. - zgodziłam się od razu na słowa Mare, kiedy zwróciła się do mnie, zaciskając lekko dłoń na ręce pana Theodora. Lekko, żeby mu nie zrobić krzywdy. Ruszyłam w stronę Urien i Philippy którzy zdążyli się już ubrać. Zatrzymałam się jednak kiedy przede mną wyrósł pan Herbert. Zaskoczona zdarłam brodę spoglądając na niego, a później na kubek, który odebrałam. Zaraz jednak się uśmiechnęłam.
- Jest pan dobrym człowiekiem, panie Herbercie. - powiedziałam, kiedy nie puściłam mnie zanim się nie napiłam i nie zwolniłam trochę. Wzięłam wdech i napiłam się jeszcze trochę. - Pana spokój udziela się i mnie nawet trochę. - dodałam, tym razem ruszając już do Uriena i Philippy, żeby przekazać im dokąd mają się udać i co przekazać. Poczekałam aż nie wyjdą i kazałam uważać na siebie po drodze. Zaraz potem stanęłam obok Mare, ale że ona zdawała sobie radzić podeszłam do reszty mężczyzn. - Kuzynka Mare zajmie się panem Theodorem, panowie pozwolą, że ja wezmę się za panów. Proszę mówić, co nie tak jest i pomogę. - obiecałam, rozciągając usta w uśmiechu. Biorąc ostatni łyk herbaty i odkładając kubek na bok.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchniosalon [odnośnik]01.03.22 19:00
Biedna, mała Neala... Oczywiście, że Mare nie zamierzała powiedzieć tego na głos, nie chciała, aby słowa współczucia odniosły odwrotny skutek — sama pamiętała lata nastoletnie swe i kochanej Procelli, która na podobne stwierdzenie reagowała wyłącznie burzą, zgodnie ze swym imieniem. Jednakże widząc ją w takiej sytuacji, potrzebującą wsparcia, pokierowania i przede wszystkim utwierdzenia w tym, że to co robi, jest dobre i radzi sobie naprawdę dobrze, sama wybiegła myślami w kierunku Brendana. Och, jak długo nie napisał do niej choćby listu! Ale rozumiała, że był przecież zajętym człowiekiem, aurorem, bohaterem, a tacy ludzie nie mają szczególnie dużo czasu wolnego. Na jego miejscu pewnie też wolałaby wtedy odpocząć, nie odpisywać na multum spływających doń listów. Miała tylko nadzieję, że opiekował się Nealą i mogła liczyć na jego pomoc w krytycznych momentach.
— Pamiętaj tylko — szepnęła z szerokim, ciepłym uśmiechem nim odsunęły się od siebie — Że zawsze możesz na mnie liczyć, dobrze? Jeden list. Tyle wystarczy.
Uśmiech na wargach Mare poszerzył się tylko, gdy usłyszała głos pana Greya komandującego resztą mugolskiego towarzystwa. Było w tym człowieku coś niezwykle ciepłego i dobrodusznego, a do takich osób lady Greengrass miała nie tylko nosa, ale również delikatną słabość. Obróciła na moment głowę, by spojrzeć przez ramię w kierunku kominka. Herbert radził sobie naprawdę całkiem nieźle, a co więcej, zgodnie ze sztuką. Przynajmniej tak mogła określić to Mare, co prawda bez dyplomu uzdrowicielskiego, lecz z szeroką wiedzą teoretyczną popartą wieloma godzinami rozmów ze specjalistami z dziedziny uzdrawiania.
Tymczasem pan Jones raz jeszcze próbował uśmiechnąć się do Neali, gdy ta złapała go za rękę. Ostrzegawcze syknięcie nakazało Mare odwrócić się i dojrzeć, że napięta skóra wokół ust przerwała się, przez co wystąpił drobny krwotok.
Curatio Vulneraszepnęła, nakierowując różdżkę na nacięcie. Magia wydawała się wreszcie współpracować, siła zaklęcia też była większa, niż się spodziewała. Chyba większa, niż spodziewał się sam pan Jones, bowiem nabrał on większego oddechu, który pozwolił mu również na zebranie myśli.
— W naszej papie—ernia działała przy rze—ece Walkham, a my wszy—yscy prawie jeste—eśmy z Horrabridge, to koło Ta—avistock. I... droga pa—anienko, pa—apiernie zawsze się buduje przy rze—ekach, bo włókna się przez wo—odę spliśnia na si—icie i tak się robi może znany pa—anience papier czerpa—any... — chyba możliwość porozmawiania o czymś miłym naprawdę pomogła panu Theodorowi. Przypatrywał się on Neali z prawdziwą wdzięcznością za to, że chciała go wysłuchać. — Mo—oja córka jest w panie—enki wieku, czasa—ami przynoszę jej trochę pa—apieru, takie porawane fra—fragmenty pozwalają mi przynosić. Lubi panie—enka pisać albo rysować? — dopytał, korzystając z okazji na rozmowę. Może jego córka przejawiała właśnie takie talenta?
Tymczasem Mare wzniosła się do pionu. Sytuacja z panem Jones była ciężka, ale na całe szczęście opanowana. Mogła więc przestąpić kilka kroków, by dotrzeć do Herberta i upewnić się, czy u niego wszystko w porządku. Nim jednak zdążyła zadać pytanie, w jej dłoniach pojawił się ciepły kubek.
— Och? — zapytała, spoglądając pytająco to na mężczyznę, to na zawartość kubka. Nie spodziewała się takiego wyrazu dobroci, ale chyba jeszcze mocniej zaskoczyła ją bezpośredniość Greya. — Bardzo panu dziękuję — uśmiechnęła się jednak, wznosząc kubek do ust, by upić z niego jeden łyk. Ostatecznie liczyły się intencje, nad manierami zawsze można było popracować. Zresztą, wydawało się, że Herbert radził sobie dzielnie bez jej pomocy, dlatego gdy tylko zauważyła, że Nela kończy rozmowę z panem Theodore, zjawiła się przy nich, chcąc przejąć dalsze czynności w doprowadzaniu go do zdrowia.
— Szczerze powiedziawszy, panie Jones, pobłądzili panowie i to dość srogo. Jesteśmy teraz niedaleko Plymouth, więc obrali panowie kurs zgoła przeciwny... — postanowiła przekazać mu tę informację. Może nie trafili tam, gdzie mieli, jednak wciąż mieli tyle szczęścia, że trafili w bezpieczne miejsce. — Ale niech się pan nie martwi, to bezpieczne miejsce. Kuzyn Urien i jego towarzyszka ruszają właśnie do panów rodzin, przekażą, co trzeba, a gdy będą panowie w stanie, ruszymy w drogę do Exmouth.
Oczywiście, że nie mogli ich z tym zostawić! Krótka przeprawa do Plymouth skończyła się niemalże tragicznie, Exmouth było jeszcze dalej!
Paxo Maximaczłowiek ten nie potrzebował dodatkowych stresów. Wyglądało, że powoli zaczynał powracać do prawidłowych odruchów, lecz Mare wiedziała, że potrzebował jeszcze przynajmniej godziny, by mogli ostatecznie ocenić jego stan. Wyziębienie miało to do siebie, że lubiło oszukiwać uzdrawiającego, jak i pacjenta. Nagłe poprawienie stanu prędko przechodziło w zapaść, należało go monitorować, ale jednocześnie uspokajać tak mocno, jak tylko się dało. — Teraz rzucę na pana zaklęcie, które będzie niwelowało pana ból. Proszę mówić, gdy tylko będzie czuł się pan gorzej, zaraz coś na to poradzimy, dobrze? — uśmiechnęła się szerzej, po czym wypowiedziała inkantację zaklęcia. Subsisto Dolorem Maxima.
Jej dłoń odruchowo sięgnęła ku kubkowi z herbatą, jednakże pan Jones nie mógł sobie pozwolić na taki luksus. Mare wiedziała, że nie mogli podać mu równie gorącego napoju, musiał dostać coś chłodniejszego.
— Panie Grey! Czy miałby pan pod ręką letnią herbatę? — spytała głośniej, odwracając się w kierunku Herberta i Neali, po czym niemal natychmiast swą uwagę przeniosła na powrót na pana Jones — Pomogę panu się napić, proszę się nie przejmować.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Kuchniosalon [odnośnik]03.03.22 18:14
W nawale pracy zapominał o tym, że ma do czynienia ze szlachetnie urodzonymi osobami, które mogą odebrać jego zachowanie jako zbyt… bezpośrednie. I chociaż daleko mu było do gbura i prostaka, nie rozeznawał się w całej etykiecie i odpowiednich zachowaniach. To co traktował jako normalne zachowanie, gdzieś indziej mogło ujść za dużą wtopę.
Trwała wojna, więc nie przejmował się kurtuazją, mieli ważniejsze rzeczy do zrobienia. Kiedy upewnił się, że Mare oraz Neala napiły się ciepłej herbaty wrócił do poszkodowanych.
-Proszę powiedzieć jak się pan nazywa i kogo zostawiliście. Przekażemy te informacje dalej i wasi bliscy oraz przyjaciele zostaną odnalezieni. - Zapewnił podchodząc do tych, którzy siedzieli przy kominku. Otwierali się bardzo powoli i z lekką obawą. Doznali traumy i szoku, nad ich głowami rozpętało się piekło. Nie trudno mu było zauważyć, że nie rozumieją do końca dlaczego to wszystko miało miejsce. Grey sam miał problem ze zrozumieniem takiego okrucieństwa i bestialstwa.
Podniósł głowę kiedy usłyszał słowa Mare, skinął głową, że zrozumiał i kładąc dłoń na ramieniu mężczyzny, z którym rozmawiał odszedł w stronę kuchni aby przygotować letni napar. Poruszał się w pomieszczeniu jakby był u siebie, zresztą nie trudno było się rozeznać w tym gdzie co się znajduje i przygotować herbatę. Niedługo później wrócił z kubkiem o odpowiedniej temperaturze i podał go Mare. -Proszę. - Następnie odwrócił się i skupił ponownie swoją uwagę, na tych którzy potrzebowali zwyczajnie pomocy. Jedni mówili i wciąż przeżywali ostatnie wydarzenia, zadawali pytania, na które Grey nie znał odpowiedzi. Inni milczeli i wpatrywali się pustym wzrokiem w płomienie. Wiedział jak radzić sobie z gniewem, ze złością i furią. Nie miał pojęcia jak działać przy milczącej bezsilności, smutku i niezrozumieniu.
Dla niego zaś było ogromnym zdziwieniem, że świat mugoli nie odpowiedział jeszcze bronią. Po wojnie posiadali czołgi, samoloty, ale to nie była wojna poza granicami kraju, to była wojna domowa  i zapewne nie chcieli strzelać do niewinnych osób. Zapewne jeszcze nie wiedzieli jak rozpoznać mugola od czarodzieja. To nie była wojna, na którą byli gotowi i mogli przewidzieć ruchy wroga. Liczył jednak na to, że wojsko w końcu się ruszy. Zaczną się bronić i stawiać opór. Zakon tego potrzebował i choć nie miał pojęcia jakie plany ma Longbottom to połączenie sił z armią mugolską mogłoby przynieść bardzo dobry efekt w tej wojnie.
-Dlaczego? - Usłyszał ciche pytanie, które padło z ust starszego mężczyzny o mądrym spojrzeniu. Zapewne wielokrotnie szukał odpowiedzi i znajdował je, ale żadna nie była wystarczająca.
-Nie wiem. - Odpowiedział Grey. -Kiedyś wydawało mi się, że znam odpowiedź na to pytanie. Im dłużej jednak ona trwa, tym bardziej się przekonuję, że nie ma jednej ani słusznej odpowiedzi.
-Musicie bowiem wiedzieć, że dwa są sposoby prowadzenia walki trzeba przeto być lisem i lwem.
-Machiavelli -Na te słowa mężczyzna spojrzał bystro i z lekkim zaskoczeniem na Greya. Kiwnął jedynie głową i tak przez chwilę prowadzili niemą rozmowę.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Kuchniosalon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach