Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchniosalon
AutorWiadomość
Kuchniosalon [odnośnik]22.07.21 20:35
First topic message reminder :

Kuchniosalon

-
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Re: Kuchniosalon [odnośnik]07.03.22 22:44
Taka biedna nie byłam, wiedziałam to. W sumie w jakiś sposób zrozumiałam jeszcze bardziej wtedy podczas rozmowy z Jamesem. Miałam sporo, miałam tyle, że mi starczało. Miałam coś, czego w tych czasach nie miał już każdy i nie powinnam o tym zapominać. Miałam lepiej niż niektórzy i miałam całkiem sporo. Miałam też wokół siebie ludzi, którzy gotowi byli mi zawsze pomóc i mnie poprowadzić. Uniosłam tęczówki na Mare unosząc łagodnie kącik ust do góry, jej obecność była uspokajająca.
- Pamiętam. - potwierdziłam, kiwnęłam krótko głową. - Jeden list. - potwierdziłam jeszcze krótko, bo nie było zbyt wiele czasu. W sensie czasu było dużo ale później, teraz trzeba było wziąć i się zająć tymi którzy mieli go mniej niż my i których wzięło i nieszczęście takie spotkało.
Zacisnęłam rękę na dłonie pani Jonesa, lekko, nie chcąc mu krzywdy zrobić przypadkiem. Pamiętałam, że wtedy jak leczyliśmy Uriena, znaczy głównie Bella, to mówiła, że rozmowa czasem pomaga. Uspokaja skołatane serce i myśli.
- Naprawdę? - zapytałam unosząc brwi i rozkładając na chwilę wargi. - Wstyd się przyznać panie Teodeorze, ale nigdy nie myślałam nad tym, jak papier w ogóle się robi. A to nierozważne dość, prawda, skoro tak wiele się z niego korzysta? Właściwie niegrzeczne nawet dla wszystkich co - jak pan - dbają o to, żebyśmy takie papier mieć mogli. Czy długo to zajmuje? - zapytałam więc, szczerze i żywo zainteresowana tym, o czym mówił. - Lubię i pisać i rysować. - odpowiedziałam unosząc wzrok zastanawiając się nad tym chwilę. - Chociaż to rysowanie, panie Teodorze, to jeszcze nie takie jest jakbym chciała, żeby było. A pana córka, rysuje? Zawsze podziwiałam ludzi z talentami. - dodałam, bo ja to niezbyt wiele ich miałam. Tak pięknie grać na harfie jak Sheila, albo chociaż nie fałszować śpiewając to już by coś było. Rysować tak zachwycająco. - Dokładnie tak, wszystko załatwią. - zapewniłam go jeszcze, zaciskając po raz ostatni raz dłoń na jego dłoni i zbierając się, żeby przekazać Urienowi co trzeba. Cóż takiej wizyty u nich to się nie spodziewałam, trzeba to było oddać. Ale nie miało się na to wpływu.
Zostawiłam pana Teodora tą herbatę odbierając i upijając z niej a kiedy już wszystkie informacje zebrałam zaniosłam
- Lis i lew? Wiedzą panowie, że trochę z jednym i drugim mam wspólnego? Nie dosłownie rzecz jasna. - zapytałam, chcąc jakoś ich też rozmową zająć kiedy przekazałam już co trzeba było kuzynowi a ci ruszyli w drogę. Stanęłam przed pierwszym z mężczyzn, unosząc dłoń, żeby położyć ją na jego czole na kilka chwil łapiąc spojrzenie. Przełożyłam jej wierzch na policzek. - Zdaje mi się, że temperaturę pan odzyskuje. - przesunęłam się dalej, kominek, herbata i koce pomagały. - Czy coś panów jeszcze może boli? - zapytałam przesuwając po nich spojrzeniami. Obecność zarówno Mare jak i pana Greya pomogła mi trochę w sobie jakoś wziąć i się zebrać.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchniosalon [odnośnik]08.03.22 19:45
Uśmiechnęła się szerzej, gdy Neala powtórzyła jej słowa. To jej samej dawało pewne poczucie bezpieczeństwa, że nie ważne, co by się działo, ta mała wzrostem, ale wielka charakterem dama nie pozostanie sama na tym świecie. Mare wiedziała, że Neala miała szczęście mieć wokół siebie niezwykle empatyczne i opiekuńcze wujostwo, może zmartwiłaby się tylko, wiedząc, w jakim towarzystwie się ostatnio poruszała (i może wymsknęłoby się jej, że cyganie to niezbyt odpowiedni towarzysze dla dam, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal). Całą trójką — dwie rudowłose kobiety i pan Grey — miały jednak ważne zadanie do wykonania i to na nim powinny się skupić.
Pan Jones naprawdę wydawał się uradowany odnalezieniem wspólnego tematu z Nealą. Widać było, że rozmowa, pomimo wciąż toczącego go bólu, sprawia mu przyjemność, dlatego też rozgadał się, nieco wbrew swej woli.
— Pa—apier, droga panie—e—enko, to taki nie—niewidzialny przyjaciel. Któryś z naszych chło—opców nam tak powiedział, m—m—może sam majster — powoli, bowiem palce wciąż miał zgrabiałe, odpowiedział na uścisk panny Weasley samemu próbując ścisnąć jej dłoń. Nie za mocno, ale tak, by wiedziała, że wciąż jej słucha. — Wi—więc nie dziwi mnie to, że niewie—ele osób o o o tym my—yśli. A pa—apier robi się do—o—ość długo, w zależności od gru—ubości musi dłużej schnąć, może—emy przy—przypadkiem podrzeć płaty, a wtedy musimy mo—mo—moczyć na nowo i układać pu—ulpę, cała praca od nowa... Ale to też do—obra praca, panienko. Można dużo—o myśleć przy nie—ej i odpocząć od zmartwień.
Klatka piersiowa mężczyzny poruszała się już spokojniej, co pomogło Mare poprawić także swój nastrój. Theodore natomiast kontynuował.
— Rysu—uje, rysuje. Tak jak jej ma—atka, moja żona. Ja to tyle z papierem działa—am, że już b—bym chyba nie potrafił nic kreślić, a one cały czas... Zdradz—dzę jednak panience pewien sekret — że ja od począ—ątku też nie potrafiłem papieru robić, a ciężką pracą i ćwiczenia—ami się wyrobiłem. I to samo panience radzę, nie zarzucać marzeń — człowiek ten coraz bardziej panował nad szczękaniem swoich zębów, co zwiastowało powolny powrót do normalnej temperatury. Idealnie.
Gdy Herbert podał Mare kolejny, tym razem nieco wystudzony napar, dama podziękowała mu skinieniem głowy i serdecznym uśmiechem — na więcej przyjdzie czas później, bowiem odebrany kubek postawiła na ziemi niedaleko pana Theodore'a. Sama wsunęła rękę pod jego plecy, wcześniej informując go, że będą musieli się podnieść. Mężczyzna jęknął głucho, każde poruszenie się dalej sprawiało mu wysiłek, lecz lady Greengrass nie zamierzała ryzykować zachłyśnięcia. Skupiła się na pojeniu mężczyzny herbatą, gdy w tym samym czasie, pod kominkiem, rozległy się kolejne głosy.

— Ja się nazywam Pascal Bell. U nas w papierni to zostało pięciu naszych. Grunt, Morty, Dirk, Dustin i Benedict. To ich trzeba ratować, jak najprędzej. Myśmy sami ledwo z życiem uszli, jakbyśmy tam zostali, to kto wie, czy... — wraz z zawieszonym głosem przemawiający mężczyzna opuścił nieco głowę, nabierając kolejny łyk ciepłego naparu. Chwilę trwał w milczeniu, jakby analizował swoje słowa, po czym podniósł głowę raz jeszcze, zaglądając prosto w oczy Herberta. — Dziękuję. Ja... rozumiem, że myśmy się praktycznie tu włamali. Ale my naprawdę nie mieliśmy innego wyjścia, sam pan rozumie. Proszę tylko spojrzeć na niego — wzrok mężczyzny powędrował do pojonego przez Mare pana Jones, po czym wrócił do Herberta, przyglądając mu się wyczekująco. Widać było, że jest mu wyjątkowo niezręcznie wobec sytuacji, jakiej się znalazł i wolałby nie podejmować wyboru pomiędzy większym i mniejszym złem.

Jeden z mężczyzn pragnął przeciągnąć się w miejscu, korzystając z możliwości ogrzania zziębniętego ciała herbatą i przy kominku. Gdy to jednak zrobił, syknął głośno i nagle z bólu, samemu wydając się zaskoczonym taką intensywnością wrażeń. Zareagował się od razu na pytanie Neali, podnosząc lekko drżącą, lewą rękę, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
— Coś mnie ta ręka boli... — burknął, niekoniecznie przyzwyczajony do opisywania symptomów, lecz znajdująca się jako pierwsza na miejscu Neala mogła chyba pamiętać, że był to jeden z ludzi, na których najmocniej wisiał pan Theodore. Musiał po prostu przeciążyć sobie rękę, którą trzeba było zaleczyć.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Kuchniosalon [odnośnik]10.03.22 20:02
Czy kiedyś poniosą konsekwencje ci, którzy ciągnęli ten kraj ku upadkowi. Z pieśnią na ustach o wolności i lepszym jutrze rujnowali życia, nieśli śmierć i zniszczenie zostawiając za sobą krwawy ślad, nazywając swoich wrogów krwawymi. Cóż za ironia i samouwielbienie, które doprowadziło do destrukcji. Czyżby chcieli rządzić spopielonymi polami, pustymi domami kiedy nie zostanie kamień na kamieniu, a wszyscy prawi i honorowi dawno opuszczą ziemie jałowe i udadzą się do lepszego miejsca.
Nie wiedział jak długo jeszcze wytrzymają, nie wiedział ile lat przyjdzie im walczyć, bo nawet jak bezpośrednie starcia ustaną to ta wojna tak szybko się nie skończy. Najgorsza z możliwych, wojna poglądów i tego kto ma rację.
Spojrzał na Pascala.
-Grey. - Przedstawił się krótko, bo ciężko się rozmawia z anonimową osobą. Zwłaszcza w takiej sytuacji jaka teraz panowała. -Już delegowaliśmy dwie osoby. Zajmą się czym trzeba. - Zapewnił mężczyznę. -Tylko co wami? Pomożemy jak potrafimy najlepiej, ale sami też musicie zacząć się bronić. - Czy namawiał ich do walki? Nie bezpośrednio, ale miał nadzieję, że mugole otrząsną się w końcu z szoku i wykorzystają siłę jaką mają. Gdyby tylko się zebrali, to czarodzieje nie stanowiliby dla nich większej przeszkody. Okrutna to była myśl, ale jednocześnie prawdziwa. Czarodzieje stanowili jedynie procent mieszkańców całych Wysp, a byli w stanie sterroryzować praktycznie cały kraj. -Takie czasy, to normalne, że szukaliście schronienia. - Zapewnił Pascala tym samym dając do zrozumienia, że najście nikt nie ma pretensji. Nie byli jednak na to przygotowani więc pomoc jaką uzyskali nie była tak dobrze przygotowana jak zapewne by chciał sam Grey. Porwał z domu to co miał i zwyczajnie przyszedł. Nie mógł już siedzieć z założonymi rękoma patrząc jedynie na to co się dzieje. Nie dało się być już neutralnym, każdy z kimś sympatyzował, tylko nieliczni jeszcze mówili głośno, że nie wybierają żadnej ze stron. Typowi oportuniści, którzy obserwowali sytuację i przystawali z tym, z kim było im bardziej po drodze. Gardził takimi osobami bardziej niż zwolennikami Samozwańczego Lorda. Tamci przynajmniej mieli jakieś poglądy i stanowisko. Choć nie rozumiał ich systemu wartości i pobudek jakimi się kierowali to chociaż w nie wierzyli, a ci co stali po środku mieli w ręku narzędzie do przechylenia szali na czyjąś korzyść, wybierali obojętność.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Kuchniosalon [odnośnik]11.03.22 21:21
Byłam zdecydowanie inaczej wychowania niż Mare, czy Leon, czy Virginia, czy Livia. Może dlatego nie widziałam nic złego w swojej znajomości z Sheilą. Bo nauczono mnie, że nie wygląd a serce jest ważne. Odzwajemniłam jeszcze gesty Mare, ciesząc się, że mam wokół ludzi, którym mogłam ufać tak dogłębnie i dokładnie. Pan Jones mówił i to było ważne, bo to oznaczało też, że czuł się lepiej chociaż trochę.
- Oh, ale to ładnie i poetycko powiedziane. - zgodziłam się z nim, pozostając na razie obok. Prawda to była jednak, że nauczyć się można było czegoś nowego z każdą mijającą chwilą. - A satysfakcjonujące? Wyobrażam sobie, że jak się rozumie jaką wartość ma papier, to też może przynieść satysfakcję. W końcu ludzie na nim powierzają swoje myśli, marzenia, plany. Oh, na nich toczą się sekretne romantyczne relacje. - rozmarzyłam się trochę bo papier, jednak był ważną rzeczą, niedrogą, ale jednocześnie tak cenną, kiedy w odpowiednie słowa spisane tuszem ubranym.
- Z pana słowem tym bardziej teraz ich nie zarzucę, panie Theodorze, obiecuję na wszystkie skowronki. - przyrzekłam, na chwilę kończąc rozmowę, pozwalając, żeby Mare zajęła się leczeniem dalej, w międzyczasie łapiąc herbatę i zanosząc odpowiednie słowa Urienowi i tej jego pannie. Poczekałam aż nie wyjdą i wróciłam podchodząc do pozostałych mężczyzn. Układając rękę na czole jednego z nich i przechodząc dalej. Zdawali się wszyscy powoli ogrzewać i to było najważniejsze. Milczałam, słuchając jak mówią kolejne słowa, ale nie wtrącałam się w kolejną wymianę zdań. Wierzyłam że Urien załatwi co trzeba. My musieliśmy spisać się tutaj możliwie jak najlepiej. Innej rady nie było.
- Z panem Theodorem wszystko w porządku będzie. - zapewniłam tylko, unosząc kącik ust ku górze. - Opowiedział mi, jak powstaje papier. W imieniu swoim własnym i każdego, kto piszę- choć to może chwila mało właściwia - chciałam podziękować, za pracę, którą nie każdy rozumie i dostrzega. Sama jeszcze dziś rano byłam ślepa. - zapewniłam z emocją, zaraz przenosząc tęczówki na mężczyznę, który się odezwał. Stanęłam obok, wyciągając różdżkę z kieszeni. - Młoda jestem, ale obiecuję, że to pomoże i wiem co zrobić trzeba. Do obaw powodów nie ma. - zapewniłam go jeszcze spoglądając mu w oczy najpierw żeby zobaczyć w tych oczach wyrażenie zgody. A gdy skinął mi głową trochę niepewnie, uniosłam kąciki ust ku górze przytykając różdżkę do miejsca które wskazał i o którym mówił. Pamiętałam, że to on pomagał panu Theodorowi, więc za ból musiało odpowiadać przeciążenie. - Arcorecte.- wybrałam więc zaklęcie wypowiadając formułę dokładnie. Nie chciałam być nie słowa i nie musiałam, bo rozjaśniona końcówka zaklęciem znaczyła o powodzeniu. - Już powinno być lepiej, proszę spróbować. - powiedziałam do mężczyzny, cofając się o krok i zaplatając przed sobą ręce.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchniosalon [odnośnik]12.03.22 17:18
— Nie wie na—awet panienka, jak bardzo — odpowiedział Neali Theodore, powoli poruszając palcami rąk. Mare przyglądała się tym próbom ruchu z mieszanką ciekawości, troski i radości. Jeżeli człowiek ten znajdował w sobie siłę nawet na takie drobne gesty, oznaczało to, że był o wiele silniejszy, niż początkowo zakładały. Rokował naprawdę dobrze i to trzeba było mu przyznać.
— Proszę się nie przemęczać, panie Jones — wtrąciła cicho, a zabraną z parapetu czystą ściereczką zaczęła ocierać czoło mężczyzny, na którym skraplał się pokrywający wcześniej skórę szron. Starała się być przy tym równie delikatna, jak za każdym razem, gdy podobne gesty oddawała swej córce, wciąż jeszcze malutkiej Saoirse. Pan Jones był jednak naprawdę zachwycony towarzystwem Neali, przez co nieco zbyt gwałtownie, jak na założenia Mare, obrócił głowę w kierunku małej damy, posyłając jej kolejny, szczery uśmiech.
— Och... na wszy—ystkie skowro— — zdanie przerwał mu nagły atak kaszlu, który wstrząsnął całym jego ciałem. Mężczyzna jednak zdołał także unieść rękę do góry, dając sygnał już sięgającej po różdżkę Mare, by nie kłopotała się, że sam sobie poradzi. Kaszel stłumiony został przez podsunięcie pod usta zagłębienia w zgięciu łokcia, a gdy wreszcie ustał, człowiek ten uśmiechnął się przepraszająco. — Panienka wybaczy. Na wszy—ystkie skowronki to bardzo duża o—o—obietnica. A wygląda panie—enka na osobę, która poważnie traktuje dane słowo — oraz własne obowiązki. To między innymi dzięki zaangażowaniu Neali w rozmowę Theodore uspokoił się znacząco, a w następnym czasie pozwalał Mare na reagowanie na każdy niepokojący impuls wychodzący ze swojego organizmu. Na całe szczęście dał już dowód, że był człowiekiem nie tylko o dobrym charakterze, ale i zdrowiu. Mare nie musiała więc szczególnie się natrudzić, a w pewnym momencie nawet prowadziła z mężczyzną ściszone rozmowy na temat specyfiki funkcjonowania papierni i czym taka różniła się od fabryki.

— Co z nami? — powtórzył pytanie Herberta Pascal, uśmiechając się przy tym smutno. Wydobył z siebie także wystarczająco dużo energii, by wzruszyć ramionami z rozbrajającą szczerością tego gestu. — Jak wydobrzeje — tutaj wskazał brodą na leżącego kawałek dalej Theodore — To pójdziemy do Exmouth, tam, gdzie mieliśmy. Spotkamy nasze żony i dzieciaki i wtedy, wspólnie, będziemy dumać co dalej, panie Grey.
Ludzie, którzy dopiero co zdawali sobie sprawę, z jak dużego niebezpieczeństwa udało im się uciec, nie mieli wielkich marzeń. Przede wszystkim skupiały się one, jak to marzenia mężczyzn z rodzinnymi zobowiązaniami, na ochronie i dobru tych, których kochali: żon, dzieci, rodzeństwa, rodziców.
— Ale na pewno nie zapomnimy tego, kto udzielił nam pomocy. Jesteśmy niemagiczni, panie Grey. I każdy z nas tutaj widział, co robią ci, którzy magię mają, jak łatwo potrafią po prostu wszystko zniszczyć. Gdyby nie wy i wasza pomoc stracilibyśmy, a ja na pewno, wiarę w to, że ktokolwiek z was mógłby spojrzeć na nas z szacunkiem i nie chcieć zaszlach— — mówiący z serca Pascal zatrzymał się w połowie słowa, przypominając sobie o niedalekiej obecności Neali. Przy tak młodych dziewczęciach może lepiej nie wspominać o zaszlachtowaniu jak świnie. — Zrobić nam krzywdy. Zresztą, wie pan pewnie, jak to jest. Może wojna się skończyła prawie piętnaście lat temu, ale co to zmienia? Dla nas wszystkich, co na froncie byli, broń dalej kojarzy się z tym okrucieństwem, do którego zostaliśmy zmuszeni. Po tym wszystkim obiecałem sobie, że będę dobrym człowiekiem i nikomu krzywdy nie zrobię i co mi zostało po tym? Że uciekać muszę jak szczur, by dotrzymać złożonej przed Bogiem obietnicy — bo to nie tylko niewielka możliwość zdobycia mugolskiego uzbrojenia stała tym ludziom na drodze do aktywnej walki o swoje. To jeszcze strach przed odebraniem istnienia żywej jednostce, nawet wrogo nastawionej. To niezgoda na splamienie własnego sumienia i zostanie wciągniętym w konflikt w świecie, który dla nich do tej pory praktycznie nie istniał.

Tymczasem z drugiego krańca kominka na Neali skupiło się dwoje par oczu. Mężczyźni, którzy przypatrywali jej się w trakcie dziękczynnej przemowy, na moment wymienili się spojrzeniami. Jeden, ten, który nie skarżył się na ból ręki, przytknął sobie nawet dłoń do policzka, zupełnie chyba takim okazem wdzięczności rozczulony.
— Rzadko kiedy kto nam dziękuje — zauważył, a dłoń z policzka przesunął na własną, długą brodę, którą zaczął skubać, wyraźnie szukając jakiegoś zajęcia, które pomogłoby mu rozładować własne zakłopotanie. Na całe szczęście dla niego i z okazji nieszczęścia jego druha, Nela zajęła się jednak prędko bolącą ręką towarzysza.
— Po tym, co się dzisiaj stało, to się nie ma czego bać — powiedział, zapewniając o swoim zaufaniu, które składał w ręce Neali. Ta oczywiście go nie zawiodła. Zaklęcie zadziałało zgodnie ze sztuką uzdrowicielską, a mężczyzna, któremu pomogła Weasley aż podniósł się z miejsca, by skłonić się przed nią dziękczynnie. Energicznie i szczerze, ale można było popracować nad formą i posturą. — To my dziękujemy. Za... Za to wszystko. Za dobroć, za uratowanie życia naszemu przyjacielowi. Są państwo... Wszyscy, całą piątką... Naprawdę dobrymi ludźmi.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Kuchniosalon [odnośnik]13.03.22 10:38
Słuchając słów Pascala, słyszał słowa własnego ojca, który bronił zaciekle rodziny w czasie wojny. Grey miał ledwo czternaście lat i choć wiedział co się dzieje to do końca nie rozumiał mechanizmów jakie o wszystkim decydowały.
-Jest w dobrych rękach. - Zerknął na Theodore i dołożył drewna do kominka, by zapewnić ciepło uciekającym. Ci się już uspokajali, zbierali myśli, planowali co dalej. To był dobry znak, dawał im szansę na przeżycie. -Mój ojciec był mugolem. - Odezwał się w końcu. -Urzędnikiem, który wiódł spokojne życie póki nie spotkał mojej matki na swojej drodze. - Powrócił wzrokiem do Pascala i zauważył, że reszta mężczyzn spojrzała na niego z zainteresowaniem. -Mówił, że Hattie zawładnęła jego sercem w dniu, w którym ją zobaczył. Ona spacerowała w lesie, a on pomagał znajomemu leśnikowi w budowaniu pasiek dla zwierząt. - Zderzenie dwóch światów sprawiło, że wraz z bratem znaleźli się na tym świecie. -By móc stworzyć z nią rodzinę porzucił bycie urzędnikiem, zmienił pracę, wybudował dom. Stworzył miejsce gdzie mogliśmy żyć. - Spojrzał na Pascala. -Niemagiczni mogą żyć z magicznymi. Tylko trzeba patrzeć szerzej. - Grey łączył w sobie dwa światy, nie było to proste, ale dawało wiele satysfakcji. Widział podobieństwa i różnice, miał świadomość jak magia uzupełnia się ze światem nie magicznym, ale komuś to przeszkadzało. -Mój ojciec też mówił, że nigdy więcej nie dotknie broni. Nie wystąpi przeciwko drugiemu człowiekowi. - Zmarszczył brwi. -Mamy wojnę. - Okrutne i chłodne słowa, ale nie mogli chować się już za stwierdzeniem, że to rewolucja, że to czystki ze strony opętanych chorą wizją czarodziejów. Trwała otwarta wojna, w której ginęli cywile. I nie mogli się poddać. -Nie życzę wam abyście byli postawieni przed sytuacją, w której nie ma innego wyjścia jak strzelanie do wroga.
Obawiał się, że taka sytuacja nadjedzie i to prędzej niż Pascal myślał. Czas wyboru pomiędzy tym co słuszne a co łatwe już minął. Decyzja została podjęta, teraz należało się liczyć z jej konsekwencjami.

|zt x 3


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Kuchniosalon [odnośnik]19.03.22 14:42
Czasami niewiele było trzeba, żeby pomóc - kilka koców, ciepły posiłek, miejsce przy kominku i życzliwe słowa potrafiły na nowo rozpalić nadzieję w sercach tych, którzy zdawali się jej już nie mieć, w desperackim odruchu próbując włamać się do domu obcych czarodziejów. Poszukujący schronienia mężczyźni, dzięki wsparciu otrzymanemu ze strony Mare, Neali i Herberta, mogli dojść do siebie i wyruszyć w dalszą drogę - do miejsca, w którym mieli zjednoczyć się z oczekującymi ich przybycia rodzinami. Chociaż nie było wiadomo, co stało się z pozostałymi pracownikami papierni - tymi, którym udało się pozostać przy życiu - to mogliście mieć poczucie, że uratowaliście przynajmniej kilka istnień.

Po powrocie do zdrowia mężczyźni opuścili Krecią Norę, zabierając ze sobą przekonanie, że nie wszystko, co myśleli na temat czarodziejów, było prawdą. Wieść o otrzymanej pomocy ponieśli ze sobą dalej, roznosząc ją wśród innych mugoli.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchniosalon - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Kuchniosalon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach