Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Beachy Head
AutorWiadomość
Beachy Head [odnośnik]23.07.21 11:31

Beachy Head

Surowe wybrzeże i ściany białych klifów zapierają dech w piersiach majestatem natury. Klify są wysokie i niebezpieczne, pokryte trawą i nielicznymi kwiatami; pod nimi rozciąga się kilkusetmetrowa plaża, ginąca cyklicznie pod wodami przypływu. O każdej porze dnia i nocy wieje tu intensywny wiatr podszyty słonym zapachem oceanu. Jeżeli staniesz na krawędzi klifu w nocy, być może zdołasz zobaczyć połyskujące nad taflą ogony trytonów.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Beachy Head Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Beachy Head [odnośnik]04.11.21 18:16
|10.02.1958


Wychodząc z Durham Castle naciągała na dłonie skórzane rękawiczki, różdżkę miała schowaną w kieszeni płaszcza, tak samo notatnik z rytuałami i runami, szyję opatulał kołnierz z czarnego lisa. Poinformowała Edgara gdzie się wybiera, a ten jedynie skinął głową siostrze i życzył jej powodzenia. Sam wprowadził ją w szeregi Rycerzy Walpurgi i było do przewidzenia, że prędzej czy później ci zaczną się zwracać do lady Burke nie tylko po talizmany; zwłaszcza, że kobieta swoimi działaniami pokazała, że nie tylko obserwuje ale również podejmuje czynności. Wyszła poza bezpieczną strefę, którą zawsze utrzymywali Burkowie. Trwała jednak wojna, a w czasie wojny podejmowane są różne decyzje.
Wiedząc, że udają się do kopalni nie nakładała sukni ani spódnicy, nałożyła wełniane spodnie, wpuszczone w wysokie buty wiązane do połowy łydki, na płaskim obcasie. Płaszcz, sięgał do połowy ud, aby również nie przeszkadzał w przemieszczaniu się, choć uszyty z najlepszej jakości materiałów i podbity futrem, zapewniał kobiecie ciepło oraz nie przepuszczał zimnych wiatrów zimy.
Pannę Multon miała okazję poznać w sklepie, gdzie ta była klientką, a Primrose wytwórcą, teraz miały się spotkać na zupełnie innej stopie, do której sama lady Burke nie wiedziała jak się odnieść więc uznała, że zachowa stosowny dystans ale jednocześnie porzuci salonowe zachowanie, które nie pasuje do sytuacji w jakiej się znalazły. Nim przybyła na umówione miejsce, wcześniej zebrała stosowny wywiad by dowiedzieć się czegoś więcej. Ludzie przeważnie byli przerażeni i mówili bez ładu i składu. Jedni twierdzi, że widzieli potwora wewnątrz kopalni, który patrzył na nich czerwonymi ślepiami i warczał z głębi trzewi złowrogo, a jego paszcza pełna była kłów ostrych jak brzytwa. Inni wspominali o przerażeniu i uczuciu chłodu; wszyscy jednak byli zgodni, że coś się zalęgło w kopalni co uniemożliwiało pracę górnikom. Tak samo pisała panna Multon w swoim liście, który parę dni temu otrzymała. Z Edgarem spędziła wiele godzin ucząc się o klątwach, możliwościach run zależnie od ich położenia, poza tym sama miała już dość sporą wiedzę na ten temat, a teraz miała wykorzystać ją w praktyce. Wychodziła poza mury pracowni by pomóc społeczności czarodziejskiej, a przecież o to właśnie chodziło w tym wszystkim. Stworzyć kraj bezpieczny i przyjazny czarodziejom.
Nie dość, że panowała zima, to jeszcze było dość wietrznie, ale lady Burke nie miała zamiaru z tego powodu marudzić ani narzekać. Nie raz cięższą pogodę miewali w Durham, a jego mieszkańcy byli uodpornieni na srogi klimat. Zorientowała się, że z drugiej strony nadchodzi panna Multon, a kiedy była bliżej Primrose skinęła jej głową na powitanie, nie chcąc przekrzykiwać wyjącego wiatru.
-Czy mieszkańcy mówili coś więcej na temat tego miejsca? - Zapytała od razu kobietę przechodząc do rzeczy, jak to miała w zwyczaju kiedy miała zająć się pracą, a nie pogaduszkami o niczym. -Do mnie doszły same sprzeczne informacje.
Być może Elvira posiadała dodatkowe dane dotyczące kopalni, które pomogą im w działaniu nim wejdą do środka.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Beachy Head E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Beachy Head [odnośnik]07.11.21 15:57
Making waves in pitch black sand
Feel the salt dance on my hands
Raw and charcoal coloured thighs

Jaskinia, o której w ostatnim czasie zrobiło się w Sussex tak głośno, a która wzbudzała w Elvirze wiele zainteresowania przez wzgląd na swoją historię, przeznaczenie i niesławną czającą się w niej grozę, mieściła się w ścianie jednego z imponujących klifów nad kanałem La Manche. Beachy Head, Głowa plaż, Oblicze Morza; osobiście preferowała góry, nie mogła jednak zaprzeczyć, że było coś majestatycznego w białych ścianach wznoszących się nad krótkimi pasami szarego piachu smaganego falami. O tej porze roku było tu wyjątkowo zimno, wilgoć osiadała na ubraniu kryształkami lodu, wiatr wpychał do oczu powietrze wystarczająco chłodne, by wywołać zapalenie spojówek. Prawie liczyła na to, że Burke pojawi się przed czasem i udadzą się już do wąskich ścieżek prowadzących przez skalną ścianę, a potem wgłąb ziemi. Nawet ten mrok, nieznane zagrożenie, nabierał pociągających aspektów, gdy porównało się go z obrzydliwą pogodą początków lutego.
Jak domyślała się po ich dotychczasowych spotkaniach, na Primrose można było liczyć. Pojawiła się nadzwyczaj punktualnie, świetnie przygotowana - nieczęsto miała okazję widywać szlachcianki w spodniach, ciężko było wyobrazić sobie, aby pozwalano im zakładać je do czegokolwiek innego niż... jazda konna? Primrose jednak nie była zwykłą damą, była Burkiem, uzdolnioną twórczynią talizmanów, czarownicą w pełni oddaną czarnej magii - tak przynajmniej chciała o niej sądzić.
- Ciebie również miło widzieć... lady - powiedziała z nieznacznie uniesioną brwią na to bezprecedensowe powitanie; przejście do sedna było warte uznania, Elvira chciała się jedynie przez sekundę podroczyć. Szybko jednak spoważniała. - Głównie narzekali na to jak okropnie wpłynęło na ich finanse przymusowe zamknięcie kopalni... utrzymywali się z surowców wykorzystywanych przez alchemików i mistrzów rzemiosła. Byli nie tylko ważnymi dostawcami, ale też w pełni zależni od rynku... popadają teraz w ubóstwo dotkliwsze nawet niż to, na jakie natknąć można się w pozostałych częściach kraju. - Naciągnęła na głowę czarny kaptur z futrzanym obszyciem, który uparcie próbował ściągnąć wiatr.
Ruszyły powoli w kierunku jaskini, uprzednio zaznaczonej na jednej z przekazanej im map. Dziś trudno byłoby rozróżnić Primrose i Elvirę po statusie i rodowodzie; wyglądały jak wiedźmie siostry, ubrane w identyczne niemal pary spodni, wysokie buty i ciepłe okrycia.
- Słyszałam teorie o potworach i dementorach, nie sądzę jednak, by miały wiele pokrycia... jeśli mają, obejmę pierwszy szereg walki. - Nie zamierzała narażać towarzyszki bez powodu, nie tyle ze względu na jej nazwisko, co zwykły szacunek. - Sądzę jednak, że rozwiązanie kryje się gdzie indziej i że to tobie będzie łatwiej je odkryć... Primrose? - Lekka nuta pytania wskazywała na to, że nie jest pewna, czy kobieta chciała już teraz przechodzić "na ty". - Zainteresowały mnie doniesienia o setkach pajęczych sieci, małych akromantulach... nieszczęśnikach, którzy zaszli zbyt daleko i zostali obdarci ze skóry przez nieznane moce. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale dla mnie brzmi to na klątwy. - Były już na tyle niedaleko, że widziały dobrze ciemną jamę oznakowaną dziesiątkami tablic, z których niektóre, starsze, traktowały o prowadzonych tu wykopaliskach, a inne ostrzegały przed wchodzeniem do środka. - Biorąc pod uwagę istotność tego punktu dla lokalnej społeczności wcale by mnie to nie zdziwiło.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Beachy Head [odnośnik]08.11.21 13:17
Na pewne rzeczy nie zwracała uwagi, nie było to warte jej czasu ani zbytniej uwagi. Była damą i nie musiała nikomu tego udowadniać, poza tym damie wszystko było wolno dopóki robiła to z gracją i wdziękiem. I chociaż lady Burke do chodzących piękności nie należała to obycia i swego rodzaju gracji nie można jej było odmówić. Nie była baletnicą, ale nauki prawidłowej postawy wpajane przez matkę oraz sztab guwernantek zrobił swoje, a kobieta zachowywała odpowiednią postawę nawet w przestrzeni gdzie wiatr targał nimi bezlitośnie.
-Każda taka działalność jest trybikiem w gospodarce. Jeden zacznie się psuć, za chwilę poczuje to reszta maszyny. - Zwróciła się do Elviry kiedy wspomniała o narzekających robotnikach, którym się nie dziwiła. Praca, wykonywana rzetelnie i z oddaniem dawała poczucie wartości, w niektórych kręgach określała człowieka i dodawała prestiżu. Dzięki pracy czuli się potrzebni, jej brak powodował frustrację. Ostatnie miesiące ją wiele nauczyły, a wsparcie Xaviera i Cygnusa sprawiało, że coraz lepiej rozumiała mechanizm jakim była gospodarka kraju, szeroko pojęta ekonomia zaś pomagała oszacować lepiej wszystkie szanse i straty. Nie działająca kopalnia była ogromną stratą, na którą nie mogli sobie pozwolić.
Ruszyła wraz z blondwłosą czarownicą w stronę kopalni, tuż przed wejściem wyciągnęła różdżkę. -Lumos. - Mruknęła pod nosem, a światło rozświetliło jej drogę. Uważnie przy tym słuchała słów Elviry na temat tego co działo się w samej kopalni. -Pokrywałoby się to z tym, co sama słyszałam, choć niektórzy bardziej ubarwiali swoje odczucia czy to co widzieli. - Szła ostrożnie i powoli przed siebie rozglądając się na boki. Szukała na ścianach jakichkolwiek znaków, że była tu ingerencja magiczna. Napisane runy powinny być bardzo dobrym tropem, ale nie podejrzewała, że jakieś będą postawione w bardzo widocznym miejscu. Przejście na “ty” trochę ją zaskoczyło, ale nie skomentowała tego zachowania, wiedziała, że brat i kuzyni również w ten sposób się zwracają do siebie i będzie musiała do tego przywyknąć. -Pajęcza sieć… i Tellusa? - Tego ostatniego nie była pewna, ale tak skojarzyła kiedy usłyszała o obdarciu ze skóry. Zwolniła kroku, ponieważ zdawało się jej, że widzi runę, która migocze na ścianie kopalni, ale okazało się to zwykłym omamem wzrokowym. -Jeżeli moje podejrzenia są prawidłowe, to… - Wyciągnęła swój notatnik i przewertowała dokładnie. -Pajęcza Sieć przywołuje wrażenie, że na nogach i rękach masz wiele małych pająków. Ich tam nie ma, ale wrażenie pozostaje. Walka z nimi tylko wszystko pogarsza. - Łatwo jej było mówić w teorii, ale prawda była taka, że ona sama też miałaby problem się skupić gdyby zobaczyła, że łażą po niej pająki. -Co zaś do Tellusa to same możemy doznać obrażeń, dlatego musimy wypatrywać run, które na pewno zostało wypisane na ścianach. Muszą gdzieś tu być, i to właśnie tutaj zaraz przy wejściu aby po przekroczeniu mogły zacząć działać… - Spojrzała na drugą stronę, dokładnie analizując każdy kawałek ściany, który był w zasięgu jej wzroku. Musiały gdzieś tu być, inaczej to nie miało sensu. Magia, zwłaszcza taka zawsze zostawiała ślady, nawet najmniejsze, należało je wyczuć lub wypatrzeć. -Powinny lekko się mienić, jarzyć niczym mały świetlik…

|Spostrzegawczość I



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Beachy Head E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Beachy Head [odnośnik]04.12.21 15:11
Elvirze daleko było do wydawania eksperckich opinii w tematach związanych z ekonomią i gospodarką; uważała się za mistrza medycyny, dążyła do wysokich zdolności w ciemnych mocach - inne dziedziny uznawała za przyziemne, tylko i wyłącznie dlatego, że sama się nimi nie interesowała. Wiedziała, że kopalnie są istotne i dla mieszkających tu ludzi i dla całego kraju, a zastanawianie się nad tym, jakie dokładnie stały za tym mechanizmy zbyła jako zbędne. Satysfakcjonujące było jednak dostrzec, że najwyraźniej uzupełniły się z Primrose, reprezentując różne podejścia i przemyślenia.
- Interesujesz się tym? Ekonomią? - zapytała pozornym mimochodem, odgarniając z czoła luźne kosmyki blond włosów, które zimny wiatr uparcie zawiewał jej na oczy.
Nie czekała na odpowiedź, podążając wybrzeżem, blisko podnóża klifów, aby nie marnować czasu i jak najszybciej opuścić przeraźliwie chłodny teren. Kątem oka dostrzegła jarzące się na krańcu różdżki Primrose światło. Elvira zrezygnowała z Lumos. Jedno zaklęcie wystarczało dla nich dwóch, a sama wolała mieć różdżkę w pogotowiu do innego rodzaju czarów.
- Starałam się wyłuskiwać z ich gadania informacje, które się powtarzały, miały najwięcej szczegółów i brzmiały wiarygodnie - mruknęła, przystając przy jamie i spoglądając w mrok. W myślach rozbiła się jej krótka myśl; gdy spoglądasz w otchłań, ona spogląda na ciebie. Gdzie to usłyszała? Od kogo? Nie mogła sobie już przypomnieć. - Patrz pod nogi. - Jeżeli brzmiała zbyt pragmatycznie, jeśli zbyt mało okazywała szacunku, nie miała teraz czasu się tym przejmować. Współpraca na rzecz Rycerzy Walpurgii oraz porządku w Anglii wymagała zwrócenia spojrzenia dalej niż tylko na tytuły, zwłaszcza w sytuacjach takich jak obecna.
Obie przyglądały się wilgotnym ścianom. Wewnątrz kompleksu tuneli powietrze było zastygłe, chłodne, pachniało stęchlizną i solą morską. Uniosła brew, zerkając na Primrose z ukosa, gdy wspomniała Tellusę, która niewiele Elvirze mówiła. Nie spodziewała się, że lady zaopatrzy się na misję w notatnik, ale jeśli nie miała wszystkich klątw w pamięci (a w to wątpiła, nie sądziła bowiem by miała takie doświadczenie jak Drew) był to ruch rozsądny.
- Jeżeli tak mówisz, uznam to za prawdę. Czy te runy pokażą się nam same z siebie, czy będą wymagać jakiegoś zaklęcia? - Rozejrzała się niepewnie, przystając. Coraz bardziej oddalały się od wejścia do jam, wkrótce być może natkną się na rozwidlenie. - Mało znam się na runach... - wymamrotała pod nosem, mimowolnie zaciskając palce na różdżce. Przez opis miała wrażenie, że co rusz dostrzega na ścianach połyskujące ślady, ale były to jedynie odbicia światła na wilgotnym kamieniu, mieniące się w oczach, drażniące. Nic dziwnego, że żaden z robotników do tej pory nie zdążył wypatrzeć run, zwłaszcza nie mając pojęcia o ich istnieniu. - Carpienie nie zadziała, prawda? z Hexa Revelio nigdy nie szło mi dobrze - przyznała niechętnie. Nie chciała jednak przypadkiem wpakować je prosto w środek klątwy.

Tu jestem spostrzegawcza jak kret


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Beachy Head [odnośnik]08.12.21 19:38
-Jako lady Burke mam obowiązek dbać o ludzi, którzy zamieszkują ziemie Durham. W moim interesie jest aby hrabstwo prosperowało. - Odpowiedziała na pytanie Elviry. Ekonomia była jej obca dopóki nie uświadomiła sobie, że doraźnym działaniem i piękną propagandą daleko nie zajdą. Rozmowa zaś z Lennoxem, choć do łatwych nie należała dała jej sporo do myślenia i w ten sposób powstał plan pożyczek na rozwój lokalnych biznesów. Wojna miała wiele ciemnych stron, ale jedno było pewne - napędzała rozwój i nowe pomysły. Była potrzeba, znajdowało się rozwiązanie. Nie zawsze idealne, nie zawsze zadowalające wszystkie strony, ale dające wyjście z, wydawałoby się, patowej sytuacji.
Jaskinia była chłodna i zimna oraz niebezpieczna. Nikłe światło nie dawało zbyt wiele i podobnie jak Elvira niewiele widziała, ale wiedziała czego szukać, a to mocno pomagało. Starała się nie patrzeć na swoje dłonie czy nogi obawiając się, że zobaczy pająki. Mimo wszystko jednak zerknęła w dół i dostrzegła poruszenie wokół jej nóg. Oby to była gra świateł a nie omamy. Nie potknąć się, świetna rada kiedy szukasz run na skalnych i wilgotnych ścianach. Zmarszczyła lekko brwi stawiając kolejne kroki, coś chrupnęło pod stopą i odruchowo spojrzała w dół. Dostrzegła długie, włochate odnóża wspinające się po jej nodze, a zaraz za nimi kolejne i kolejne. Przełknęła ślinę czując jak brakuje jej oddechu. To tylko omamy. To tylko omamy. Ich tam nie ma. Znasz tą klątwę Prim. - Powtarzała w myślach, ale nie ruszyła się z miejsca. Jej wzrok podążał na odnóżami, a ona sama walczyła z ochotą krzyczenia i strzepywania z siebie nieistniejących pająków. -Przekroczyłyśmy… - Powiedziała głucho podnosząc wzrok na Elvirę, choć z wielkim trudem.-Muszą gdzieś tu być… - Czy czuła właśnie włochate nóżki na dłoni, którą miała obleczoną skórzaną rękawiczką? Przecież nie ma ich pod materiałem! Na Merlina musiała szybko je zlokalizować, bo popadnie w obłęd i panikę, na nic się zdając Elvirze. Zaciskając dłoń na różdżce wykonała ruch jakby chciała zrzucić z siebie coś niewidzialnego. Przymknęła oczy chcąc się uspokoić, była Burke żadne pająki jej nie straszne. Kiedy na powrót je otworzyła dostrzegła runy niemal natychmiast. - Tam są! - Zawołała uradowana niczym małe dziecko. Pająki były wszędzie. Jakiś ściekał jej na ramieniu i smyrał włochatą nóżka w policzek. Otrząsnęła się z obrzydzeniem. Runa Ingwaz mieniła się srebrem i złotem wyraźnie, jakby wołała do siebie poszukujące ją kobiety. Pająków było coraz więcej. -Muszę działać szybko nim oszaleję… - Mruknęła do siebie i podeszła do ściany. Runa była nad ich głowami, rozejrzała się więc dookoła i dostrzegła wystające kamienie, na których mogła postawić stopę. Ktoś zadał sobie sporo trudu aby postawić tę klątwę, to co będzie z inną? Jak pomyślała tak też zrobiła. Chwytając się wystającej skalnej półki, położyła stopę, na kamieniach aby wspiąć się wyżej i mieć łatwiejszy dostęp do runy. Wycelowała różdżkę w runę i skupiła swoje myśli na tym aby zdjąć klątwę. Pająki wciąż gromadziły się na jej nogach, pięły się wyżej i wyżej! Nie mogła zwlekać! -Finite Incantatem! - Przez chwilę wydawało się, że udało się jej zdjąć klątwę, ale nic się nie stało, zamiast tego mogła przysiąc, że zabrakło jej powietrza. Uderzyły w nią zawroty głowy, uchwyt na półce zelżał i kobieta osunęła się po ścianie, a świat wirował bardzo szybko przed oczami. Wręcz czuła jak cofa się jej jedzenie jakie spożyła tego dnia. Z nosa popłynęła gęsta, czerwona krew zabarwiając jasną skórę lady Burke. Ta otworzyła szeroko oczy bowiem mogła przysiąc, że widziała piętrzące się stosy trupów przed sobą, widziała jak wybucha ściana skalna i ulatuje z niej inferius. Opadła bezsilnie na ziemię. -Muszę jeszcze raz… - Powiedziała cicho starając się wstać.

|Rzut na spostrzegawczość, rzut na zdjęcie klątwy, dorzut k10 w związku z karą za nieudane ściągnięcie klątwy.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Beachy Head E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Beachy Head [odnośnik]10.12.21 17:42
Rzadko rozważała szlachectwo kobiet w granicach obowiązków wskazanych przez Primrose, choć przecież nie raz słyszała coś podobnego, gdy pracowała w Essex rządzonym przez Morganę. Nawet Odetta lubiła przypominać o swojej ważnej roli w podtrzymywaniu społecznych nastrojów na dobrym poziomie, a jednak z ust kuzynki nie brzmiało to tak poważnie i dumnie. Może jej nie doceniała. Może nawet nie doceniała Primrose - bo gdzieś pod tym całym wzrastającym szacunkiem i akceptacją czaiła się wciąż dziewczynka wściekła i tupiąca nóżkami z powodu braku korony, chwały, sławy, zamku. Myślałby kto, że powinna zostawić ją w przeszłości już dziesięć lat temu. Chciała tego, ale zbyt długo tłumione negatywne odczucia lubiły powracać do niej w najmniej odpowiednich momentach. Tylko, czy czymś - poza pieniędzmi - jeszcze się od nich różniła? Była ważna, była potężna, dość potężna, by zapraszano ją na Sabat. Była na nim właściwie gościem honorowym, kimś, kto wkupił się na salony własną pracą i umiejętnościami, a nie nazwiskiem. To dodawało pewności siebie.
- Jeśli będziesz miała kiedyś chęć opowiedzieć mi o tym więcej, chętnie spotkam się z tobą przy zwykłej rozmowie - powiedziała uprzejmie, szczerze zainteresowana tym, co Primrose robiła na co dzień poza talizmanami, przyglądając się też kobiecie ostrożnie, aby wyłapać reakcję na propozycję spotkania jak równy z równym. Bo były sobie równe.
Dziś na tego typu rozmowy nie było miejsca, miały do zrobienia zbyt wiele. Ciemna, wilgotna jaskinia wołała setkami koszmarów, powietrze dławiło lepką stęchlizną. Choć dokładnie wypatrywała run w niebieskawym świetle Lumos, nigdzie ich nie dostrzegła. Ze skupienia wyrwał ją cichy głos Primrose, zmieniony, wypruty z emocji na tyle, że nie dało się nie rozpoznać, że coś się zmieniło.
- Przekroczyłyśmy...? - spytała z uniesioną brwią, a potem spojrzała w dół, podążając za wzrokiem towarzyszki.
Pająki, setki włochatych, rozbieganych stworzonek, którymi podłoga i ściany jaskini usiane były tak gęsto, że wydawały się tworzyć czarne woale. Jak teraz miały dostrzec te pierdolone runy? Elvira strzepnęła nogi raz i drugi, ale na nic się to zdało, pająki wpełzały pod nogawki jej spodni i łaskotały bladą skórę. Wygięła usta w wyraz odrazy i syknęła przez zęby. Nie miała arachnofobii, widziała w życiu wiele obrzydliwszych rzeczy, ale gardło i tak ścisnęło jej się, kolana zadygotały. Poruszyła się kilka kroków bliżej miejsca, z którego dopiero co przyszły - ale wejścia do jaskini nie było już widać, a pająki zdawały się przybierać na wielkości, przypominając teraz maleńkie akromantule.
- Widzisz ją? Gdzie? Albo nie mów, tylko rób, co potrafisz najlepiej. - Przygryzła się w język, żeby w towarzystwie damy nie dodać paru bezwstydnych przekleństw. - Nie oszalejesz, to tylko pająki! - powiedziała surowo, surowiej niż zamierzała, przełykając cierpką ślinę i ocierając z ust nieistniejącą pajęczynę. Chociaż wszystkie mięśnie krzyczały, by uciekała w górę tunelu, uparcie podreptała za Primrose, wysoko stawiając podeszwy butów. Kobieta w tym czasie dzielnie wdrapywała się na półkę skalną, więc Elvira zamierzała stanąć blisko i asekurować ją na wypadek upadku. - Weź się w garść! Musisz sobie poradzić. Ja jestem cały czas za tobą. - powtarzała, choć jej własny głos wydał się osłabiony.
Co chwilę wzdrygała się i przecierała rękami szatę, strzepywała rękawy i nogawki. Niechże ona się pospieszy.
Czego się nie spodziewała, to że Primrose nagle osunie się po ścianie, zrzucając po drodze gro większych pająków uczepiających się jej włosów. Najpierw pomyślała, że powinęła jej się stopa, więc instynktownie rzuciła się do przodu i złapała czarownicę pod ramiona, wolno opuszczając ją w dół - nie na zimną podłogę, dywan z czarnych pajęczaków, ale na własne kolana.
Powiększone źrenice, szkliste oczy, krew, jasnoczerwona, spływająca na rozchylone wargi.
- Musisz jeszcze raz - potwierdziła bez litości, chociaż w klatce piersiowej ścisnął Elvirę strach. A jeżeli przeceniła możliwości tej kobiety? Jeśli wyniesie stąd na rękach na wpół nieżywą szlachciankę? Dmuchnęła, by strzepnąć z oczu kosmyk blond włosów, a potem oparła dłoń na spoconym czole Primrose. Ciekawe, czy Burke czuła jak drżą jej łaskotane insektami nogi. - Paxo Maxima - wycedziła, przykładając różdżkę do skroni czarownicy. Stres miast szkodzić wzmocnił jedynie siłę zaklęcia i, miała nadzieję, zaraz postawi Primrose na nogi. - Próbuj jeszcze raz. Jestem tu. - Własnym rękawem otarła Burke krew spod nosa.

191/221 (-30 psychiczne)


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Beachy Head [odnośnik]10.12.21 21:20
-Jeżeli rzeczywiście chcesz o tym rozmawiać. - Odpowiedziała spokojnie wodząc wzrokiem po ścianie. Nie oczekiwała od czarownicy spotkań po pracy, pogaduszek przy herbacie. Ona sama zaś nie była przecież duszą towarzystwa i wątpiła aby znalazła wspólny język z panną Multon. Pochodziły z różnych światów i jakkolwiek Primrose potrafiła znaleźć wspólne tematy do rozmów praktycznie z każdym, to nie znajdowała zawsze przyjemności w ich prowadzeniu. Należała do arystokracji i choć nazwisko wiele ułatwiało tak również płaciła za niego ogromną cenę, a z każdym rokiem stawiano jej coraz większe wymagania przez socjetę. Wymagania zarówno społeczne jak i rodzinne. Panna Multon mogło osiągnąć wiele, mogła się wyróżnić na tle innych walczących po stronie Czarnego Pana, ba! Mogła być mistrzynią w swoim fachu, ale nigdy nie będą sobie równe. Nigdy nie będą na tym samym poziomie. Tak był skonstruowany ten świat, należało się w nim odnaleźć albo spadało się równią pochyłą w dół. Tak jak ona teraz leciała po ścianie.

Spadała, bardzo długo, za długo, a może się jej zdawało? Może to wszystko było tylko koszmarnym snem. Głos Elviry przedzierał się przez zamglony umysł, udręczony obrazami piętrzących się ciał na ziemi, wojną, której przecież na własne oczy nie widziała. Dostrzegała jedynie jej odbicie w oczach głodnych ludzi i błagających o pomoc. W niemym wołaniu o wybawienie z okowów śmierci, w opuszczonych budynkach, w wybitych oknach w czasie zamieszek. Wcześniej ten sam głos zapewniał ją, że nie ma powodów do obaw, że jest bezpieczna. Leżała, ale nie na ziemi. Otworzyła szaro zielone oczy by dostrzec twarz blondwłosej czarownicy, która trzymała ją na własnych kolanach. Nad jej głową unosiły się pająki na swoich pajęczynach, spuszczając się coraz niżej by włochatymi odnóżami dotykać jej głowy. Primrose przełknęła ślinę przymykając oczy. Delikatny gest ocierania krwi, którego się nie spodziewała kiedy wcześniej słyszała prawie żołnierskie rozkazy. Tego chciałaś. Wiedziałaś na co się godzisz. Wstała powoli z ziemi starając się ignorować pająki, które były niemalże wszędzie. Właziły na ręce, nogi, na głowę, biegały po ścianach, zaczynały rosnąć w oczach, uderzały szczypcami tuż przed jej twarzą. Zdawało się, że z głębin jaskini nadchodzą coraz większe gotowe je zniszczyć, przerobić na drugie śniadanie. Umysł zaczęła ogarniać panika nakazująca ucieczkę, ale czarna ściana pająków skutecznie blokowała wyjście. Były więźniami własnego umysłu. Zaciskając mocniej dłoń na różdżce podeszła znów do ściany aby się po niej wesprzeć. Zgniotła butem jednego pająka, a potem kolejnego, nieprzyjemny chrzęst docierał do jej uszu. Nie patrzyła, skupiła się na runie, która błyszczała na ścianie jakby wyśmiewała starania młodej łamaczki klątw. Była wytwórcą, talizmany i artefakty były jej żywiołem, czyżby chęć dorównania bratu zapędziłą ją w kozi róg? -Finite Incantatem - Różdżka zawibrowała, ale nic poza tym. Oczekiwała znów uderzenia bólu, obrazów, które zostaną z nią na długo, jeszcze przez jakiś czas niczym koszmar senny przeżyty na jawie. Zacisnęła usta w wąską kreskę z determinacją wypisaną w oczach. -Finite Incantatem! - Powiedziała mocnym i stanowczym głosem starając się nie stracić równowagi kiedy wielki pająk wchodził po jej plecach, a dźwięk jego szczypiec słyszała tuż przy uchu. Umysł krzyczał “uciekaj!”, ale wtedy magia zadziałała. Zawibrowała wokół niej, ciepło rozlało się po dłoni, a runa zaczęła blednąć a wraz z nią pająki. Niczym gumką wycierane były z ich przestrzeni, znikały powoli, omamy słuchowe i czuciowe również. Kobieta odsunęła się od ściany i dopiero wtedy spojrzała na pannę Multon.
-Dziękuję. - Skinęła głową w stronę kobiety wyrażając tym samym wdzięczność, którą dało się wyczytać z dotychczas spokojnej i chłodnej twarzy szlachcianki. Złapała oddech, czuła zmęczenie, osłabienie tym co się wydarzyło. Nie spodziewała się, że aż tak mocno w nią klątwa uderzy, a jednak. Wyprostowała się jednak dumnie i spojrzała w głąb jaskini wiedząc, że przyjdzie się jej zmierzyć z jeszcze jednym koszmarem. -Pajęcza Sieć za nami. Klątwa Tellusa przed nami. - Nie miała czasu zastanawiać się nad sobą. Miały zadanie do wykonania i miała zamiar wypełnić je do końca. Nawet kosztem własnego zdrowia. Wyciągnęła notatnik i pokazała Elvirze runę Thurisaz. -Tego szukamy. Ostrożnie, po przekroczeniu miejsca, w którym klątwa została postawiona skóra zacznie barwić się na czarno. Potem łuszczyć i odpadać płatami. - Ruszyła przodem szukając znów run na ścianach, ziemi czy suficie. Mogła być wszędzie, dobrze ukryta lub niedbale narysowana przez kogoś kto uważał, że pająki już wystarczająco odstraszą.

| Pierwsze Finite, karne k10 bez efektu, Drugie Finite - udane



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Beachy Head E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Beachy Head [odnośnik]07.01.22 22:55
Byłaby naiwna, gdyby oczekiwała, że Primrose któregoś dnia przychyli się do tego, by uznać czystość krwi i magiczne kompetencje kobiet za coś więcej, coś ważniejszego od rodowodów i szlacheckich pałaców. Pewnie gdyby Elvira miała na podorędziu te same wygody i możliwości, trzymałaby się ich wszystkimi kończynami, zapierała szponami, by ich nie utracić. Tliła się w niej jednak nadzieja, że Primrose nie jest zadufana w sobie, że byłyby w stanie porozmawiać jak równy z równym. Na tematy, w których jedna z nich może nie dościgać drugiej wiedzą - ucząc się od siebie.
Nie była szczególnie towarzyskim typem. Od najmłodszych lat odznaczała się ekscentryzmem - coś jednak przyciągało ją do Burke, pewne podświadome zrozumienie, które kazało troskliwie złapać ją, oprzeć o własną szatę, odebrać ból bez zawahania sprawnym ruchem różdżki. Łatwo było przekonać samą siebie, że robi to tylko wyłącznie z potrzeby doprowadzenia zadania do końca i nie zostania oskarżoną o narażenie arystokratki na trwały uszczerbek - zwłaszcza w perspektywie rodziny tejże działającej w szeregach Rycerzy Walpurgii.
Gdyby tylko pozwoliła sobie na otwarcie puszki Pandory sprzecznych emocji, pewnie zrozumiałaby, że uczyniłaby to wszystko i więcej nawet, gdyby nie była zobowiązana żadnymi obietnicami.
Wzdrygnęła się mocno, gdy Primrose odepchnęła się od ziemi i stanęła na nogi. Miejsce na kolanach Elviry, dopiero co zajęte przez głowę półprzytomnej kobiety, natychmiast zostało zajęte przez dziesiątki włochatych odnóży. Zerwała się, otrzepała szatę, podwijając ją niemal nad kolana, a potem rzuciła runie ostre spojrzenie. Zaklęcia odbijały się echem od ścian.
Kiedy zaczną działać? Czy będzie je czekał odwrót?
- Primrose? - zapytała nieco ochryple, a potem odchrząknęła. Coś się zmieniło, powietrze wydało się cieplejsze o kilka stopni, zniknęło poczucie łaskotania i podgryzania. Elvira bezwiednie podrapała się po ramieniu, zastanawiając się, czy to możliwe, że widmowe pająki zostawiły ślady. - Dobrze sobie poradziłaś - przyznała cicho, nie zamierzając wytykać kobiecie wpadki. Może zrobiłaby to, gdyby wybrały się tutaj rok temu. Gdy była dziecinniejsza. Mniej obyta.
Zerknęła do zaoferowanego notatnika, zapisując sobie runę w pamięci. Thurisaz. Oby odnalazły ją szybko, klątwa brzmiała znacznie gorzej od pierwszej.
- Jeżeli coś się stanie, będę w stanie pomóc. - Po chwili milczenia, w trakcie której pokonały kolejne wąskie korytarze, dodała poważnie: - Umiejętność radzenia sobie z bólem jest istotna. Nie dawaj sobie nigdy wmówić, że jesteś zbyt słaba czy chorowita na ból. - Westchnęła, wahając się przed wypowiedzeniem czegoś tak osobistego. - Jesteśmy silne, silniejsze nawet od mężczyzn. Ból nas kształtuje, wzmacnia. We wrześniu straciłam lewe przedramię, całe, aż do łokcia. - Zmarszczyła nos. - Nie życzę ci, abyś kiedykolwiek zetknęła się z czymś tak ekstremalnym, ale ja... gdyby ktoś powiedział mi o tym godzinę wcześniej, pewnie uznałabym, że w ten sposób zginę. Ale nie zginęłam. Mam teraz obie ręce, mam swój rozum. I pewność swojej siły, która jest nie do odebrania.
Choć mówiła więcej niż przez cały dotychczasowy czas, ciągle uważnie rozglądała się za runą, oznakami niebezpieczeństwa. I wreszcie coś błysnęło, coś obcego na granicy spojrzenia.
- Spójrz. Czyżby znajdowała się tutaj? - Powoli zbliżyła się do ściany, aby lepiej przyjrzeć się zarysowi runy.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Beachy Head [odnośnik]10.01.22 16:58
Świat nie był sprawiedliwy i głupcem ten kto sądził, że jest inaczej. Rządziły nim mechanizmy, które były niezniszczalne. I choć lady Primrose Burke walczyła z ich elementami, zdawała sobie sprawę, że innych nie zmieni. Ponadto, części nie chciała uważając, że są potrzebne i koniecznie by jakoś żyć i funkcjonować w tym świecie. Doceniała kobiety silne, niezależne i świadome, jednocześnie wiedząc, że na salonach nigdy nie będą sobie równe. Zawsze kwestia urodzenia będzie wypływać. Co można było zrobić w takiej sytuacji to odpowiednio wykorzystać owe kwestie.
Gdyby miała wejść do tej jaskini sama, zapewne żywa by już nie wyszła. Dzięki temu, że była tutaj panna Multon miała szansę na przetrwanie. Ledwo skończyła z jedną klątwą i wiedziała, że właśnie zaciągnęła dług wdzięczności. Otrzepała ubranie czując jak strach miesza się z adrenaliną w żyłach, jak szumi w uszach i napędza ją do dalszego działania. Były w połowie drogi, przed sobą miały o wiele cięższą i bardziej zdradliwą klątwę, która mogła je sporo kosztować. Skinęła jedynie głową w podzięce, nie będąc zbyt wylewną osobą, która starała się trzymać nerwy na wodzy i nie okazywać emocji. Miała nadzieję, że nie posypią się jak parę dni wcześniej przed lordem Shafiq, który zobaczył ją w stanie całkowitego rozpadu, umazaną krwią i błotem. Koszmarne obrazy z tamtego dnia jeszcze wracały.
Kiedy wiedziały już czego szukaja skupiła się na wypatrywaniu runy. Szła zdecydowanie wolniej i ostrożniej, gdyż przekroczenie linii, na której runa została wyryta mogło skończyć się jednym: aktywowaniem klątwy. Nie spodziewała się tego, że panna Multon wypowie tak wiele słów na raz. Raczej wydawała się osobą oszczędną w słowach. Nie mogła się jednak nie zgodzić z tym co mówiła. Kobiety zawsze były silniejsze, choć próbowano wmówić im coś całkowicie innego. Często siłę rozpatrywano jedynie w czystej fizyczności, jaką określano podnoszenie ciężarów czy teoretycznie większą wytrzymałość, ale ból… to właśnie ból znosiły o wiele lepiej. Ból który odbierał innym oddech, możliwość odbierania innych bodźców, przez kobiety był odczuwany zupełnie inaczej. Były silne i czasami wydawało się jej, że tego właśnie mężczyźni się bali.
Na słowa Elviry kiwnęła głową.
-To samo powtarzano każdej kobiecie w mojej rodzinie. - Skomentowała krótko ale bez zbędnej wyniosłości. Ot, stwierdzenie faktu i tego, że w pełni rozumie słowa jakie wypowiadała czarownica. Wtedy też towarzyszka dostrzegła coś na ścianie. -Ostrożnie. - Powiedziała od razu. -Uważaj aby nie wyjść poza linię runy.
Nie mogły dopuścić do tego aby klątwa dotknęła którąkolwiek z nich. Podeszła powoli do ściany jaskini i uważnie się przyjrzała runie. -Tak.. to ta. - Powiedziała cicho pod nosem wyciągając różdżkę i mierząc nią w stronę runy. Gdyby coś poszło nie tak musiała przygotować się uderzenie bólu, które mogłoby ją obezwładnić. -Finite Incantatem.
Czuła jak magia zbiera się wokół różdżki, jak zaczyna oddziaływać na runę, jednak po chwili coś zaczęło być nie tak. Drewno różdżkowe powoli parzyło, czuła to przez skórę rękawiczek. A po chwili zobaczyła jak przedziwna, czarna maź występuję na jej dłoń, ból jaki nastąpił zaraz po tym wyrwał z jej gardła zduszony krzyk, a różdżka upadła na ziemię. Kobieta zasyczała zaciskając zęby i czują jak pod powiekami pieką łzy bólu. Zdawało się nawet, że zaklęła pod nosem starając się zdjąć rękawiczkę.

|Nieudany rzut na Finite Incantatem, oraz karny rzut na efekt uboczny



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Beachy Head E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Beachy Head [odnośnik]20.02.22 20:44
Nie spodziewała się wylewnej odpowiedzi; w obecnych warunkach byłaby może ona nawet niemile widziana. To że ona pozwoliła sobie, by na kilka chwil objąć rolę moralizatora (choć właściwie jakie miała ku temu prawo? Ile dokładnie Primrose miała lat?) nie oznaczało, że niebezpieczna misja zmieniła się w spacer po jaskiniach. Wysiliła się, otworzyła - nie robiła tego dla każdego. Lady Burke wydawała jej się jednakże panną z potencjałem, kimś, kto pewnego dnia mógł bardzo ładnie rozkwitnąć pod starannym przewodnictwem Rycerzy Walpurgii. Osobiście uważała, że potrzebują takich kobiet, choćby po to, by jej samej łatwiej było piąć się po szczeblach potęgi.
- To godne uznania. I zastanawiające - odparła w krótkim pomruku, pochmurniejąc na moment. Czy możliwe, żeby w rodzie szlacheckim ktoś poważył się na przekazywanie podobnych wartości? Nie podejrzewała tego, nie lubiła dowiadywać się, że jej założenia były błędne. Przede wszystkim, myślała, że Primrose rozwinie się lepiej pod jej pieczą, choć, nie ukrywając, zapewne miało to sens. Ziarno musiało gdzieś zostać zasiane. - Oczywiście. Działaj. - Skinęła głową, jej ton nie był władczy.
Nie musiał być, współpracowały, a Primrose wydawała się na tyle pewna siebie i tego, co leży w jej kompetencji, że obnoszenie się władzą byłoby podłe. I zniechęcające.
Widziała jak Primrose unosi różdżkę, usłyszała inkantację, ale coś poszło nie tak. Obserwując kobietę uważnie, zauważyła to jeszcze zanim dłoń arystokratki spowiła lepka maź będąca materialnym przejawem mrocznych mocy. Zbliżyła się powoli, uważnie stawiając kroki, by nie nastąpić na linię runy. Czy to co syczała pod nosem Primrose było wulgarne? Uśmiechnęłaby się, gdyby sytuacja nie była tak poważna.
- Spokojnie. Pokaż mi rękę. - Schyliła się po różdżkę czarownicy i wręczyła jej ją do lewej dłoni. Rękawiczka lepiła się, ale pewnym ruchem zdarła ją; lepiej raz a dobrze niż powoli i w męczarniach. - Osz, kurwa. No tak. - Zachowała spokój i pozorne przekonanie, choć w rzeczywistości nigdy nie widziała takiego efektu klątwy. Czy Drew coś kiedyś o tym mówił? - Niepotrzebnie wspominałam o straconych rękach - rzuciła, przygryzając wargę i rozplotła szalik z szyi. Wykorzystała go do starcia mazi a potem bez żalu cisnęła nim w kąt jaskini. Nie miała czasu przejmować się kawałkiem ciucha, gdyż skóra na przedramieniu i dłoni Primrose wyglądała tragicznie, lśniąca, czerwona i pełna pęcherzy. - Trochę zapiecze, ale nie bardziej niż teraz, może też swędzieć, łaskotać lub boleć, to silne zaklęcie. Cauma Sanavi Horribilis - Przesunięcie różdżką śladem granic oparzenia a potem niżej, szerokim zygzakiem, jakby wymazywała rozpaloną tkankę, zapewniło skórze powrót do względnej normy. Po kilku minutach zostały po oparzeniu już tylko chropowate, blade blizny. - Zejdą za tydzień lub dwa, jeżeli będziesz je smarować czymś łagodzącym, może być aloes, może być nagietek. - Wzruszyła ramieniem i z zaciśniętymi wargami wsunęła różdżkę z powrotem do kieszeni. - Ale tej rękawiczki już bym nie wkładała. Teraz pooddychaj chwilę i spróbuj jeszcze raz. Wiem, że to trudne, ale to już prawie koniec. Nie wygląda na to, by w tej jaskini czaiło się coś poza klątwami - Przy ich głośnych rozmowach i wielokrotnie rzucanych zaklęciach dawno by wyszło. - Poradzisz sobie. Jestem obok, nie pozwolę ci umrzeć - zapewniła szorstko, bo właściwie wszystko sprowadzało się do tego, dlaczego miałaby to ubierać w ładniejsze słowa?


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Beachy Head [odnośnik]22.02.22 23:34
Bardziej przejmowała się tym, że zaklęcie nie wyszło niż tym, że właśnie prawie skóra jej schodzi z dłoni. Jednak pieczenie i ból sprawiały, że zagryzła mocniej zęby aby nie syczeć z bólu. Nie mogła okazać słabości. Była Burke i do tego była kobietą, jeżeli rozniesie się wieść, że “delikatna lady” prawie się popłakała w trakcie misji to cały szacunek jaki sobie wypracowała pryśnie jak bańka mydlana. Zdarcie rękawiczki spowodował jednak cichy okrzyk bólu i kolejne zmielone przekleństwo pod nosem. Nie zwracała jednak na to uwagi, a zresztą jej babka dawno mówiła, że dama pije, pali i przeklina ale robi to z wielką klasą jakiej pozazdrościć mogą jej inni. Teraz bardzo mocno trzymała się tej teorii pozwalając Elvirze działać. W momencie gdy szalik poszedł w kąt zanotowała w pamięci aby odwdzięczyć się kobiecie i dopilnować aby otrzymała nowy szalik.
-Na Salazara! - Zawołała kiedy zaklęcie dosięgnęło dłoni, a na skórze poczuła na przemian pieczenie, swędzenie, które sprawiało, że chciała rozdrapać dłoń do kości, a następnie szczypanie. Zacisnęła mocniej zęby nie chcąc się wiercić jak małe dziecko. Następnie przyszedł ból, krótki, mocny powoli przechodząc w przyjemny chłód. Nim się spostrzegła na dłoni pozostały jedynie blizny. Poruszyła palcami i ujęła znów różdżkę w dłoń. Spojrzała na Elvirę i nawet chciała skomentować jej słowa, ale ugryzła się w język. Kobieta ją wspierała, chciała dodać otuchy, a Primrose czuła, że zawodzi na każdym kroku.
Podeszła znów do runy, która iskrzyła się jakby naśmiewała się z naiwności lady, że ta jest w stanie ją pokonać i zdjąć klątwę nałożoną na to miejsce.
-Finite Incantatem. - Powiedziała mocnym głosem celując różdżką w runę. Magia zawibrowała, ale tylko przez chwilę i znów opadła. Kobieta poczuła jak przedziwne zimno obejmuje dłoń, która ledwo przed chwilą została uleczona. Dostrzegła jak powoli smukłe palce sinieją i na krótki moment stają niczym zlodowacone. -Cholera… - Wyrwało się czarownicy, która odstąpiła na chwilę od ściany marszcząc brwi. Sinica. Tak dobrze znana jej choroba i właśnie jej objawy miała przed sobą. Teraz nie dość, że maść z nagietka czy aloesu to jeszcze dodatkowe na sinicę. Wiedziała, że Cassandra miała ponoć rzeczoną w swoim asortymencie. -Jeszcze raz. - Nie miała zamiaru odpuszczać choć wzbierał w niej niepokój, że nie podoła misji, że polegnie i się ośmiesza. Jak ma budować swoją opinię jak ledwo byle jaka klątwa ją pokonuje. -Finite Incantatem! - Czuła jak magia przepływa przez różdżkę, jak kumuluje się wokół runy, a ta zaczęła migotać mocno świadcząc o tym, że właśnie słabnie. Prawie się udało! Radość jednak była przedwczesna, bo magia osłabła, a runa nadal świeciła na ścianie. -Jaja sobie ze mnie robicie?! - Zapytała wściekła na samą siebie ale też na całą sytuację. Sama już słabła, przecież magia wymagała zapłaty. Tym razem nic się nie stało, a to oznaczało, że wystarczająco mocno naruszyła już strukturę. Teraz liczyło się jej skupienie aby ostatecznie zdjąć klątwę. Z mocno ściągniętymi brwiami i chłodnym spojrzeniem znów wycelowała różdżkę w runę. -Finite Incantatem. - Tym razem wszystko poszło nie tak, od razu to wiedziała, nie musiała długo czekać, jak ta sama galaretowata maź objęła tą samą dłoń, w dokładnie tych samych miejscach gdzie były jeszcze świeże blizny. Łzy wściekłości stanęły w oczach lady Burke. -Kurwa! - Zakrzyknęła odskakując od ściany. Nie zważała już na język, ani na obecność Elviry obok niej.
Czyżby porwała się z motyką na słońce? A może to oznaczało, że powinna przysiąść do nauki obrony przed czarną magią, a nie tylko do czarnej magii samej w sobie. -Potrzebuję pomocy. - Zwróciła się do Elviry, ale patrzyła na runę, która stała się teraz jej największym wrogiem.

|1.Nieudane Finite (44, st.55) + rzut karny
2.Nieudane Finite (54, st.55) + rzut karny bez konsekwencji
3.Nieudane Finite (2, st.55) + rzut karny



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Beachy Head E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Beachy Head [odnośnik]27.02.22 21:29
Obserwowanie stopniowego rozpadu dystyngowanego spokoju szlachetnej panny nie drażniło Elviry, przeciwnie, budziło specyficznego rodzaju fascynację. Choć więcej niż żywo była sobie w stanie wyobrazić rozstrajające właściwości bólu, nie pozwoliła by na jej twarzy pojawiła się choć krztyna współczucia. Współczuciem nie wygrywało się wojny, empatia nie odnosiła sukcesu, a dobrymi chęciami było piekło wybrukowane. Primrose mogła do woli testować granice swojej wytrzymałości, pozorować spokój, choć widać było i czuć w drżeniu poparzonej dłoni, że porażka przenika ją do głębi, może nawet głębiej niż cierpienie.
Utrzymała się jednak na nogach i nie zrezygnowała, to było warte uznania. Gdyby teraz straciła pewność siebie na tyle, by się rozkleić, uzdrowicielka określiłaby jasno, że jest to ostatnia misja, na którą poszły we dwie. Dotychczasowy podziw do lady łatwo byłoby spłycić do wyłącznego uznania umiejętności rzemieślniczych, bez nadziei na to, że z Burke będzie kiedykolwiek coś więcej. Czekała na to, by to powiedzieć, słowa prawie formowały się na języku.
Ale Primrose przeklęła tylko pod nosem, rozruszała pełną blizn dłoń, wzięła się w garść. Nie odpowiadając na słowa Elviry, skupiła się znów na runie i tylko z tego powodu Elvira zaoferowała jej milczący szacunek, stojąc obok ze skrzyżowanymi ramionami i nie komentując kolejnych nieudanych prób. Klątwy były skomplikowane i niebezpieczne, ciemna magia łatwo chwytała łamacza w swe sidła i wyduszała z niego życie.
Zasinienie koniuszków palców Primrose nie umknęło uwadze uzdrowicielki, tak samo jak jej postępujące osłabienie. Sinica? Cassandra radziła sobie z nią doskonale.
Na dźwięk wykrzyczanych w eter słów Elvira uniosła z powątpiewaniem brwi. Z niewielką może, tylko niewielką, nutą sympatii. Bo czy ta uzasadniona wściekłość z własnej niemocy nie była jej dobrze znana?
Uśmiechnęła się ostro i krzywo, gdy szlachcianka pozwoliła sobie na wulgarność, a potem przechyliła głowę. Cicha, ale pełna godności prośba o pomoc była jej okazją do działania.
- Uspokój się. Burke, uspokój się, do cholery. - Elvira znalazła się nagle obok niej i w zimną dłoń mocno schwyciła jej brodę, ciągnąc ją w swoją stronę, zmuszając do zetknięcia się spojrzeń. W oczach Primrose czaiły się niewylane łzy, tęczówki Elviry były zimne, błękitne, nieustępliwe. - Powiedziałam, że sobie poradzisz, ale nie zrobisz tego pozwalając na to, by panowała nad tobą złość. - Miała coś do powiedzenia i poparzona ręka mogła poczekać, do bólu dało się przywyknąć. - Mogłabym ci powiedzieć, że nie zamierzam ryzykować, że coś spieprzysz i wysłać cię do domu albo lepiej, do lecznicy. - Nie puszczała brody Primrose i ciągnęła ją w górę, nie było to trudne, Burke była od niej rozkosznie niższa. - Tak jakby to był egzamin do zaliczenia. Ale jak wiesz to nie jest egzamin, to zadanie, które musi zostać wykonane i do którego wybrałam ciebie, bo uznałam, że jesteś wystarczająco zdolna, by sobie z nim poradzić. Może się to więc skończyć tylko na dwa sposoby. - Drapieżnie obnażyła zęby w uśmiechu. - Albo je wykonasz albo poddasz się sama. Wtedy będę zawiedziona, ale zabiorę cię stąd, bo nie sprowadziłam cię tu wyciskać z ciebie kobiety, którą nie jesteś. A zadanie zostanie wykonane przez kogoś innego. - Poluźniła uścisk palców i uniosła brew. - Jeśli jednak jesteś tym, kim myślę, że jesteś, to zrobisz co trzeba. Nic cię przed tym nie powstrzymuje poza twoją własną złością, poza płaczem i strachem przed bólem, który wraca do ciebie jak wilk po zwietrzeniu krwi - Zsunęła palce po jej policzku, szyi, ramieniu, aż do łokcia stanowiącego granicę spaczonej, pulsującej skóry. Schwyciła ją za ten staw i uniosła wyżej. Szalik znikł już w ciemnościach, teraz więc w ramach przygotowania przed zaklęciem zużyła drugą rękawiczkę Primrose. - Cauma Sanavi Maxima. - Użycie słabszej wersji zaklęcia leczącego, które pozostawiło blizny głębszymi, brzydszymi, nie było z jej strony zabiegiem przypadkowym. Poza wyraźniejszym echem bólu nie zmieniało zresztą nic, odpowiednia pielęgnacja pozbędzie się ich za tydzień lub dwa. - Myślisz, że ja ich nie znam? - Szeptała gorączkowo, obserwując jak czerwona skóra staje się bledsza i zdrowsza. - Gniewu, nienawiści, frustracji? Porażki? - Niedelikatnie wepchnęła Primrose w dłoń jej własną różdżkę. Pot przykleił Elvirze jasne włosy do czoła, niecierpliwość nadała oczom chorobliwego blasku. - Widzę je wszędzie, są moim cieniem. Ogarniają wszystko i niszczą to, co mogłoby się udać. - Zacisnęła zęby i spojrzała ponad ramieniem Primrose na połyskującą runę. Znajomy widok wzbudził żal, a żal ten zapiekł ją za mostkiem mocno aż ją sama naszła ochota zakląć. - Nie pozbędziesz się ich nigdy, ale możesz obrócić w broń. Jeśli tylko dasz im ujście w różdżce, a nie w głowie. - Spojrzała kobiecie w oczy tak jakby chciała dodać coś jeszcze, lecz zawahała się i westchnęła. - Zdecyduj się. Zrób, co masz zrobić albo odwróć się i odejdź. Nikt poza tobą nie ma prawa do tego wyboru.
[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Beachy Head [odnośnik]01.03.22 21:31
Spojrzała bykiem na Elvire kiedy ta zaczęła mówić jej aby się uspokoiła. Już miała się odgryźć ale ta pozwoliła sobie na gest i dotyk, na który lady Burke nie zezwoliła. Mogły być na misji, mimo wszystko to zbytnie spoufalanie się. Panna Multon uznała, że może przekroczyć pewną granicę. Primrose zacisnęła usta w wąską kreskę i odsunęła się krok w tył budując dystans i tym samej łapiąc oddech kiedy złość zaczynała opadać. Jednak to właśnie ona teraz ją napędzała do działania, to ona sprawiała, że miała ochotę wydrapać runę gołymi rękoma z kamiennej ściany. Z ust Elviry leciał potok słów, jakby sama potrzebowała z siebie coś wyrzucić i pokazać, że jest silna i nic jej nie straszne. Brak okazywania strachu nie był czymś z czego należało być dumnym.
Zakładała jednak, że to rzeczywistość musiała w pewien sposób zahartować pannę Multon i ukształtować to kim jest. Choć bezczelność i pogarda potrafiły bić mocno z jej słów i postawy jaką sobą reprezentowała.
Dlaczego zawsze wszyscy wykorzystywali jej niewielką posturę aby budować siebie samego. Od kiedy pamiętała stawali bliżej aby stać się jeszcze większymi, zasłaniali światło by rzucać niepokojący cień na drobną kobietę. Unosili jej brodę do góry gestem nie dość, że władczym to upokarzającym.
Świdrowała jedynie Elvirę szaro -zielonym spojrzeniem, w którym nie było nic poza lodem i resztkami łez spowodowanymi złością i gniewem na swoją bezsilność. Nie było w tych oczach niczego łagodnego, czysty chłód, a na twarzy powaga typowa dla rodu Burke.
-Moja ręka. - Odpowiedziała jedynie wskazując na dłoń, która piekła jak cholera i miała ochotę krzyczeć z bólu, ale nie chciała kolejnego wywodu i pogardliwego spojrzenia. Nie mogła powiedzieć nic więcej, bo wtedy na pewno głos by ją zdradził. Poczuła przyjemny chłód kiedy na dłoni pogłębiły się blizny. Ponownie rozruszała palce nim została jej wepchnięta różdżka w dłoń. Tak jak wtedy kiedy trenowała szermierkę w ogrodach Durham. Gniew i złość miała przelać na narzędzie, którym się posługiwała i to nim zadać odpowiedni cios. Kolejne słowa Elviry były już spokojniejsze i bardziej do niej przemawiały. Dostawała kolejną szansę i nie mogła jej zaprzepaścić. Ranna dłoń zacisnęła się mocno na różanym drewnie, a lady Burke podeszła do runy celując w nią różdżką.
-Finite Incantatem! - Głos miała czysty, mocny i pewny. Nie zawahała się, a magia zawibrowała wokół niej i spłynęły po drewnie kumulując się kula na samym końcu różdżki. Zaklęcie było silne i mocne, wręcz oczyszczające kiedy runa nagle została starta z powierzchni kamiennej; nie został po niej najmniejszy ślad.
Lady Burke opuściła w dół różdżkę łapiąc mocniej oddech. Czuła jak wiele energii kosztowało ją to zaklęcie, utrzymanie go i wytrzymanie do samego końca kiedy zdawało się, że drewno w jej dłoni wręcz płonie. -Koniec. - Oznajmiła spoglądając na Elvirę przez ramię. -Potrzebuję powietrza. - Z tymi słowami skierowała się w stronę wyjścia z jaskini. Uderzenie świeżego powietrza w twarz przywróciło zmysły oraz spokój i pozwoliło zebrać myśli. Dłoń drażniła, blizny były świeże, a wraz z sinymi końcówkami palców były dowodem jej porażek. Zacisnęła dłoń w pięść wiedząc, że więcej do takiej sytuacji nie może dopuścić.
Gdy Elvira do niej dołączyła jeszcze przez dłuższą chwilę milczała pozwalając aby wiatr śpiewał między kamieniami.
-Dziękuję. - Odezwała się patrząc na kobietę i wyciągnęła w jej stronę dłoń do uścisku.

|Udany rzut



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Beachy Head E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Beachy Head [odnośnik]07.03.22 11:45
Uparte spojrzenie Primrose nie robiło na niej wrażenia, nie wycofała się, choć wiedziała jak wiele frustracji budzą w Burke jej śmiałe słowa, bezlitośnie stawiane wyzwania oraz spojrzenie miażdżące z góry. Domyślała się jak wiele złości może budzić niska postura, sama jednak od dzieciństwa była wyższa niż jej kobiece rówieśniczki i egoistycznie nie chciała rezygnować z poczucia siły jaką dawał wzrost. Czasami była to jedyna szansa na to by nie czuć się niżej niż otaczający ją zewsząd mężczyźni. Primrose musiała samodzielnie poradzić sobie z fizjonomią tak jak Elvira radziła sobie przez ponad miesiąc ze sztuczną, upokarzającą ręką. Przełknie to tak jak i Elvira przełykała własne trudności. A że w międzyczasie uzdrowicielka mogła czerpać z tego satysfakcję, to tylko udowadniało jej paskudną, paskudną naturę.
- Cierpliwości - zwróciła uwagę cicho, już łagodniej, nie biorąc do siebie surowego tonu kobiety. Człowiek w cierpieniu zmieniał się, mógł albo rozpaść się na kawałki albo wyostrzyć, usztywnić. Lady Burke była teraz jedną wielką bryłą lodu połyskującą od wrzącej pod powierzchnią wściekłości. To było lepsze od łez, lepsze od strachu. Niech czerpie z tej furii siłę, niech da jej upust. Wiedźma musiała mieć w sobie trochę z szaleństwa. - Już po wszystkim. Pamiętaj o bliznach, przy właściwej pielęgnacji znikną zupełnie. - Mogła jedynie mniemać, że dla kogoś o takiej pozycji nienaruszona skóra była atutem.
Na pewno natomiast wiedziała jak długo musiała przyzwyczajać się do własnej, niemożliwej już do zaleczenia blizny na plecach. Mogłaby skrywać ją pod czarami maskującymi, ale nie chciała. Teraz nie. Była piętnem i symbolem, wspomnieniem najtrudniejszej ze wszystkich prób.
Słowa nie poszły na marne, magia Primrose w końcu usłuchała jej tak jak powinna usłuchać, runa pękła, zamigotała i zgasła. Na próbę wystawiła stopę za granicę klątwy, ale nic się nie stało. W jaskini było cicho, jeśli nie liczyć rozbijających się o kamienie kropel słonej wody. Udało im się. Udało się Primrose - bo była to przede wszystkim jej zasługa, Elvira nie zamierzała jej sobie zawłaszczać.
- Gratuluję. Dokonałaś wyboru - powiedziała cicho. Pokątny uśmiech sugerował bez słów; właściwego wyboru.
Ruszyła za czarodziejką, pozwalając jej iść przodem i odetchnąć chłodnym powietrzem, morską bryzą rozbijającą się o twarze wraz z wiatrem znad lądu. Dopiero w jaskrawym świetle dnia mogła naprawdę przyjrzeć się dłoniom Primrose, brzydkim bliznom i zasinieniu paznokci oraz czubków palców.
- Dziękuję także tobie. Bez ciebie misja by się nie powiodła - rzekła oszczędnie, również wyciągając dłoń do uścisku, i to był koniec pochwał; zwycięstwo stanowiło pochwałę samą w sobie. - Powinnaś udać się do Cassandry najszybciej jak to możliwe. Im dłużej osłabia sinica, tym dłużej potem dochodzi się do siebie. - Puściła chłodne palce Primrose i uśmiechnęła się do nieba. - Poinformuję mieszkańców o tym, że kopalnia może na nowo podjąć pracę. Będą nam wdzięczni, a źródło minerałów zasili pracownie tutejszych alchemików.

/zt x2 <3


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Beachy Head
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach