Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Swanbourne Lake
AutorWiadomość
Swanbourne Lake [odnośnik]23.07.21 11:36

Swanbourne Lake

Swanbourne Lake słynie przede wszystkim z licznie zamieszkujących je białych łabędzi; rodziny z całego hrabstwa zjeżdżają tu w lecie, by rozłożyć koce piknikowe i oglądać z bezpiecznej odległości piękne zwierzęta łączące się w niepowtarzalne pary. Każdy czarodziej i mugol wie jednak, że w Swanbourne Lake nie należy się kąpać, a to za sprawą bytujących w jeziorze druzgotków. Złośliwe stworzenia podgryzają stopy i dotkliwie ranią ostrymi pazurami. Mugole uznają je za agresywne skorupiaki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Swanbourne Lake Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]02.12.21 12:04
4 lutego 1958 roku
Tereny Sussex były przez Evandrę rzadko odwiedzane z powodu rodowych niesnasek między Shackleboltami a Lestrange’ami. Rody te nie pałały do siebie zbyt wielką sympatią, dlatego też naturalnym było, iż się zwyczajnie unikali. Teraz sytuacja wyglądała zgoła inaczej, na teren hrabstwa nie przybywała już tylko jako lady Hampshire i Wight, a jej cel był szczytny, mający poprawić byt czarodziejskiej ludności Anglii. Planowanej od miesięcy wizyty miało stać się zadość z początkiem lutego, kiedy to wraz z lady Primrose Burke i lady Melisande Travers zjawiły się na tych ziemiach. Wyjazd poprzedzony był spotkaniem w Kent, gdzie późnym rankiem w saloniku na piętrze ustalały ostatnie szczegóły przy filiżance różanej herbaty.
- Jeszcze raz dziękuję, że zdecydowałyście się dołączyć do tego przedsięwzięcia - zwróciła się do nich, kiedy siedząc w powozie docierały już do miejsca docelowego. Choć czarownice brały czynny udział w pracach organizacyjnych, Evandra czuła się w obowiązku, by wyrazić swoją wdzięczność. Działania na rzecz mieszkańców Anglii były dla niej szczególnie istotne, nie tylko ze względu na szlachecką powinność, ale i potrzebę stworzenia bezpiecznego domu dla swoich najbliższych. - Chciałabym, by ten dzień szczególnie zapadł w pamięć mieszkańcom Arundel, niosąc się echem po całym Sussex. Lord nestor Shacklebolt udzielił nam swego wsparcia, wszystko powinno przebiec sprawnie. - Zwróciła spojrzenie błękitnych oczu na swoją szwagierkę, której przyjęte nazwisko także nie było mile widziane na tych ziemiach, lecz za sprawą wzmocnienia sojuszu miało się to już wkrótce zmienić. Z pewnością słyszała także o zamieszkach wywołanych na Connaught Square w Londynie podczas wydawania pożywienia, sytuacja została szybko opanowana, lecz nienawykła do podobnych wrażeń Melisande mogła mieć wątpliwości. - Może wybierzemy się później do zamku Arundel? Słyszałam wiele pozytywnych opinii o jego niezwykłych ogrodach i wielokolorowych tulipanach.
Ratusz w Arundel był już gotów na ich przybycie. Turystyczne miasteczko nie żyło sennymi marzeniami, a cieniem sensacji, jakiej zebranych przy wejściu kilku pismaków uzbrojonych w notesy i aparaty doszukiwało się w dzisiejszym wydarzeniu. Siedząca najbliżej drzwi powozu Evandra pozwoliła sobie wysiąść pierwsza, korzystając z uprzejmości podającego jej dłoń mężczyzny. Nawet ubierając się skromnie olśniewała swoją urodą. Długie włosy upięte w niski, elegancki kok skryte były jeszcze pod kapeluszem z krótkim rondem, spod granatowego, zapinanego rzędem złotych, misternie zdobionych guzików wyłaniał się brzeg spódnicy sukni w kolorze burgunda. Zwyczajowym dla siebie życzliwym uśmiechem przywitała zebranych na placu, czekając aż wysiądzie reszta pań.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]02.12.21 22:16
Zaangażowała się w działalność charytatywną, nawet nie wiedziała kiedy tak bardzo ją to pochłonęło. Zwykła myśleć, że to domena Evandry kiedy jej miejsce było w pracowni, pochylona nad traktatami magicznymi, starając się zgłębić znaczenie symboli. Wydarzenia jakie miały miejsce wokół nich zmuszały do działania i nawet Prim nienawykłą do uśmiechania się i bywania wyciągnęło z murów Durham aby pomóc przyjaciółce w jej przedsięwzięciu. Nie potrafiła jej odmówi wiedząc, że ta wspierała wszelkie działania lady Burke. Przybyła zatem do Kent tak jak wcześniej planowały uzbrojona w słowa pociechy, wdzięczności za odwagę i poświęcenie.
-To nic takiego. To nasz obowiązek. - Zapewniła przyjaciółkę odwracając wzrok od widoków za oknem, uśmiechnęła się przy tym delikatnie. Miały do spełnienia ważne zadanie, ponieważ ludzi należało utwierdzić w tym, że wojna która się toczy jest słuszna i działa na ich korzyść, a w tym mogli im pomóc weterani wojny. Nie tylko tej, ale też innych starć, w których bronili świata magicznego i wykazywali się patriotyczną postawą. Właśnie trwała walka o umysły i serca mieszkańców Sussex. Ich zadanie było kluczowe, choć mogło zdawać się śmieszne. Znalezienie jednak poety, który stworzyłby odpowiedni wiersz było nie lada wyzwaniem. Poezja miała być zrozumiała i łatwa do zaadaptowania w pieśń, taką, którą mogą na ustach nieść cywile, którą mogą nucić w swoich domach, gwizdać pod nosem. Sama jego treść też musiała być chwytliwa i prosta do zapamiętania, taka która utkwi w umyśle słuchających ludzi.
-Zdaje się, że wybrałyśmy grupę, która jest darzona szacunkiem. Okazanie im uznania, docenienie ich wkładu może okazać się dobrym działaniem. Przede wszystkim skutecznym. - Zdecydowanie mieszkańcy hrabstwa mieli zapamiętać to wydarzenie, opowiadać sobie o nim, ale przede wszystkim miało zaszczepić ideę. Po to tam jechały a Prim nie miała zamiaru siebie oszukiwać, że jest inaczej. -Jeżeli tylko starczy nam czasu. - Zgodziła się z lady Rosier na propozycję odwiedzenia zamku.
Powóz zatrzymał się i mimowolnie poprawiła materiał płaszcza na kolanach. Wysiadła zaraz za lady Travers jako ostatnia zamykając ich pochód. Ubrana w szary płaszcz prezentowała się nienagannie i elegancko. Kiedy Evandra olśniewała, Prim zachowywała surowość. Ciemne włosy upięte w misterny kok za pomocą ozdobnej spinki wyłoniły się pod toczka jaki miała na głowie, a spod płaszcza dało się zobaczyć rąbek czarnego materiału sukni.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Swanbourne Lake E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]04.12.21 13:19
Wojna wyciągała ramiona daleko, sięgała nawet tam, gdzie powinna chronić ich ochronna tarcza szlacheckiej krwi. Któż śmiałby sięgnąć po najczystsze kwiaty rodów? Nie zmieniało to faktu, że Melisande nie lubiła być bezczynna. Przyglądanie się z daleka wydarzeniom dawało bezpieczeństwo, ale nie chciała należeć do tych płochych, naiwnych dam, nieświadomych wielkości działań i zagrożenia, które wciąż trzęsło posadami magicznego świata. Ale jej decyzja udziału w przedsięwzięciu, które kierowała jej szwagierka nie miało wyłącznie podstaw ideowych. Jeśli mogła - wybywała z chłodnego zamku Traversów i zwyczajnie, brakowało jej towarzystwa Evandry. Możliwość połączenia wszystkich źródeł jej dzisiejszej obecności w Sussex sprawiało, że angażowała się mocniej - Zgadzam się - potwierdziła lakonicznie słowa Lady Burke, ale na dłużej zatrzymując wzrok na jasnowłosej czarownicy i dopiero potem pochylając się nad czytaną raz jeszcze, końcówką listu, który delikatnie zwinęła w palcach. Z satysfakcją - Mamy także wsparcie na łamach prasy - zaczęła, gdy obleczona w cienkie, skórzane rękawiczki dłonie splotła ze sobą. Odsłoniła rękawy prostej, plecionej ciemnym błękitem sukni, który krył się w długim, lśniącym czernią płaszczu z kapturem, który tymczasowo zsunęła na ramiona. Włosy, pozostawiła rozpuszczone, tylko delikatnie zebrane cienkimi warkoczami i spięte u gry różaną szpilą - mamy pierwszeństwo w przedstawieniu relacji z wydarzenia. Jeszcze dziś, po spotkaniu podejmę się napisania stosownego listu - dodała, przypominając sobie, jak dziwne wizje czasem roiły się w głowach pismaków, którzy niegodnie przekręcali cel oraz intencję, jaka świeciła podobnych działaniom.
Była ciekawa samych postaci weteranów. Mężczyźni, którzy walczyli w służbie idei czystości krwi. W służbie świata pozbawionego przekleństwa, jakie niósł mugolski szlam. Ktoś, kto wytrwał na wojnie tyle czasu, kto przeżył starcia z tak chorym od niemagii światem, musiał być kimś wyjątkowym.  I sama lady Travers głęboko wierzyła, że ich obecność miała stać na straży nie tylko hołubionym wartościom, ale inspiracją i wyraźnym znakiem, jak ważnym była dalsza walka. A oni, noblici, pamiętali o poświęceniu, jakie weterani złożyli z siebie - Ogrody? - blady uśmiech uniósł kąciki ust Melisande, a jasny błysk przecknął przez ciemne źrenice - Być może znajdziemy coś, co zachwyci równie mocno, co rodowe zbiory - zakończyła, rozplatając dłonie i zwracając uwagę, że znaleźli się na miejscu, a stukot kopyt odbija się echem o brukowane ulice okolic ratuszu.
Z powozu wysiadła tuż za Evandrą, przyjmując wsparcie męskiej dłoni, gdy pokonywała stopień. Tuż przed wyjściem, kaptur płaszcza znalazł się na głowie, w jakiejś cichej dumie wyobrażając sobie, że oto jest Mahaut. Potężna czarownica, która idzie ku walce na zupełnie innym, bo misternym w przekonania, wpływy i manipulacje - froncie.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]10.12.21 19:13
Nie mogła sobie wybrać lepszego towarzystwa na ten dzień, niż tych dwóch czarownic. Obu im zależało na dzisiejszym sukcesie, co mogła dostrzec łatwo na ich twarzach. Spojrzenie Evandry uciekło na moment na zwijany kawałek pergaminu w dłoniach szwagierki, lecz nie skomentowała tego słowem. Uśmiechnęła się szerzej, powracając wzrokiem do jej oczu.
- Świetnie, cieszę się, że się tym zajmujesz. - Lady Rosier nie czuła się dobrze w układaniu słów na papierze. Preferowała bezpośrednią rozmowę, możliwość przyjrzenia się rozmówcy i wybadania jego nastawienia. Kiedy drzwi do powozu zatrzasnęły się za nimi, jako pierwsza ruszyła wąskim przejściem dzielącym powóz od budynku ratusza.
Przestronna sala pomieścić mogła do stu osób, drewniane krzesła ustawiono w kilku rzędach, pozostawiając pustą przestrzeń dla osób przemawiających z przodu pomieszczenia. Kilka miejsc było już zajętych przez osoby w różnym wieku, które wyciągały szyje w zaciekawieniu, kiedy w przejściu rozległy się nadchodzące kroki. Pod ścianą obok okna stało wysłużone, lakierowane na ciemny brąz pianino, przy którym zasiadała już solistka, próbując się z instrumentem. Osoby odpowiedzialne za przygotowanie sali wywiązały się ze swoich obowiązków, choć czujne oko Evandry dostrzegło pewne niedociągnięcia. Pragnęła, aby rozstawione w wazonach kwiaty miały ciekawą, inspirującą kompozycję, będąc złożonymi z barw nasuwających pozytywne, jak i nostalgiczne wrażenia. Zamiast tego sięgnięto po wiązanki piękne, ale wedle oceny lady Rosier, nudne.
Damy zostały poprowadzone do pierwszego rzędu, gdzie po zajęciu miejsc oczekiwały kilka minut na uzupełnienie reszty sali. Wtedy to na środek wyszedł niski mężczyzna ubrany strojnie, choć nieco niemodnie. Badford Wallace, burmistrz miasta, odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę, a gdy towarzystwo ucichło, uniósł ręce w geście powitania.
- Witam wszystkich bardzo serdecznie - odezwał się tubalnym głosem, uśmiechając szeroko. - Dzisiejszy dzień jest ważnym dla naszego miasteczka. Mamy tu wielu, znamienitych gości, ale najważniejsi są ci, którzy zasłużyli się społeczności magicznej w czasach niepokoju. To dla nich się tu zbieramy. - Rozejrzał się czujnie po sali. - Powitajmy brawami prowodyrki dzisiejszego wydarzenia - lady Evandrę Rosier, lady Melisande Travers i lady Primrose Burke! - Sam rozpoczął owacje, najwidoczniej szczerze zadowolony w tak nadobnych gości, odsuwając się na bok, by zrobić czarownicom miejsce.
Na dźwięk braw Evandra bez wahania podniosła się z krzesła, którego wygoda pozostawiała wiele do życzenia, i stanęła na środku, unosząc spojrzenie na zebranych, rozpoczynając roztaczanie swego niezwykłego czaru.
- Drodzy mieszkańcy Arundel. Jest nam bardzo miło, że zgodziliście się nas gościć w swym pięknym miasteczku - zaczęła z uśmiechem, przejmując pałeczkę od burmistrza. - Jak burmistrz Wallace powiedział, spotykamy się dziś, by uczcić odwagę zaangażowanych w walkę o dobro i lepszą przyszłość naszej czarodziejskiej społeczności. Ich męstwo i niezłomność charakteru, oddanie najważniejszym ideom.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]16.12.21 16:22
Wkroczyła jako ostatnia za kobietami do środka. Mogły się lubić czy nawet przyjaźnić, ale pewne zasady w ich środowisku obowiązywały. Jednym z nich było to, że niezamężna kobieta szła na samym końcu. Melisadne była świeżo wydana za Traversa więc podążała tuż za Evandra. Potoczyła wzrokiem po otoczeniu ale ukradkiem i nie nachalnie tak aby nikt nie poczuł się urażony czy oceniany. Było czysto, schludnie i skromnie, ale widziała chęci i ciężką w pracę w tym co przygotowywano. Nie przykładała takiej wagi do detali jak lady Rosier, która swoim wprawnym okiem zdążyła już wyłapać pewne niedociągnięcia.
Usiadła na przygotowanym wcześniej dla nich miejscu i dostrzegła jak mieszkańcy zaczynają się zbierać. Zaraz za nimi i pod drugiej stronie usiedli ludzie dojrzali wiekiem, część z nich na piersi nosiła dumnie odznaczenia wojenne. Główni bohaterowie tego wydarzenia właśnie się zjawili i byli wielce ciekawi tego co się właśnie wydarzy. Pianistka dała znać, że jego gotowa do działania. Po słowach Evandry znów rozniosły się oklaski i odprowadziły ją do siedzenia kiedy na scenę wyszedł niewysoki mężczyzna, w eleganckiej szacie i uduchowieniem wymalowanym na twarzy. Skinął pianistce i pierwsze nuty spokojnej melodii uniosły się nad salą, która wypełniona była po brzegi. Ciężko było stwierdzić czy wszyscy przyszli dla weteranów czy może chcieli choć przez chwilę zobaczyć arystokratki, by następnie udać się do swoich domów i ocenić ich wygląd. Mogły mieć pewność, że każda z nich zostanie poddana bardzo surowej opinii mieszkańców Arundel.

Bry­ła ciem­na, gdzie dymy bure,
po­czer­nia­łe twa­rze po­ko­leń,
nie do­tknię­te mi­ło­ści chmu­ry,
prze­ora­ne cier­pie­nia role.


Mocny głos recytatora dołączył do melodii, wkomponowując się w nią idealnie. Wszystkie szmery ucichły jak ręką odjął.

Mia­sto groź­ne jak ob­ryw trum­ny.
Cza­sem głu­chym jak burz
ma­czu­gą za­wa­lo­ne w prze­paść
i dum­ne jak lew czar­ny, co kona dłu­go.
Wpar­ło łapy ludz­kich ro­jo­wisk
w głu­chych ulic rowy wy­ga­słe,
war­cząc cze­ka i wę­szy gro­by
w no­cach krwa­wych i gro­mach ja­snych.


Mężczyzna na scenie unosił w górę oczy i ręce jakby widział przed sobą rzeczone miasto. Zdawało się, że widzi płonący Londyn, cały w ogniu walki kiedy trwała największa do tej pory bitwa, kiedy chodniki spłynęły krwią zdrajców i mugoli oraz szlam. Muzyka nabrała tempa i mocy wzbudzając lekki niepokój ale zaraz gdy znów odezwał się poeta jakby chciał nieść nadzieję słuchaczom.


Jesz­cze przez nie na­jeźdź­ców lawa
jako dym się dusz­ny po­wle­cze,
ze­tnie gło­wy, po­sie­je tra­wy na mi­ło­ści, krzyw­dzie czło­wie­czej.
Jesz­cze z wie­ku w wiek tak się spie­ni krew z ciem­no­ścią,
a ciem­ność z bru­kiem, że od­ro­śnie jak grom od zie­mi
i ro­ze­wrze nie­bio­sa z hu­kiem.

Mężczyzna stanął na krawędzi sceny i z pełną pasją deklamował dalej, nie widząc widowni, tylko sobie znane obrazy.

Bry­ła ciem­na, mia­sto po­żar­ne,
jak lew sta­ry, co kona dłu­go,
po­sąg roz­wia­ny w dymy czar­ne,
roz­trza­ska­ny cza­sów ma­czu­gą.
I znów ująć dłu­to i ry­del,
ciąć w prze­strze­ni i w zie­mi szu­kać,
wzno­sić wie­ki i pną­cze żywe na pi­la­strach,
for­mach i łu­kach.
I w sztan­da­ry dąć, i bić w ka­mień,
aż się lew spod dło­ni wy­ku­je,
aż wy­krze­sze znu­żo­ne ra­mię taki głaz,
co jak ser­ce czu­je.


Ukłonił się głęboko i zastygł na chwilę w takiej pozie. Primrose wraz z innymi zaczęła klaskać i zerknęła na towarzyszące jej kobiety zainteresowana jakie na nich wywarł wrażenie rzeczony wiersz, który przed chwilą usłyszały.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Swanbourne Lake E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]02.01.22 17:16
Nie była tak czuła na otroczenie piękna rzeczy, jak jej szlachetne przyjaciółki. Uwielbiała świadomość, że stąpa po przestrzeni wypełnionej jej - piękna - znamionami, ale to, co kusiło uwagą, były same twarze zebranych najpierw przy wejściu, potem w pomieszczeniu twarzy. Być może nie była nigdy specjalistką w czytaniu emocji, ale emanacja, jaką wychwytywała wokół była aż nadto rozpoznawalna. Nie tak częstą okazją była obecność nobilów pośród społeczności mniej obeznanej w znamienitościach arystokracji. A wydarzenie miało uświetnić i podkreślić znaczenie wartości, jakie szerzył nowy porządek czystości.
Melisande pozwoliła sobie na uchwycenie kilku bardziej przenikliwych spojrzeń, które ich wędrówkę z powozu. I chociaż ni razu nie wygięła ust w uśmiechu, potrafiła wychwycić podziw. Żadna z arystokratek nie była młódką, płocha pod męskim wzrokiem, a tych, na miejscu było zdecydowanie w większości. Burmistrz miasta sprawił się doskonale, a sala ratusza wypełniała się coraz pełniej,
Usiadła z towarzyszkami, słuchając niosącego się głosu burmistrza, by na koniec dystyngowanym gestem dołączając do braw tym żywszym, gdy Evandra podniosła się z miejsca. Wiedziała, jakie wrażenie musiała roztaczać na zebranych, podnosząc znaczenie ich obecności. Słuchali jej wszyscy i tylko nieliczne szepty z tyły, zostały uciszone niskim głosem niosącym ze sobą posłuch. Tylko kątem oka złapała męski profil jednego z weteranów, który zdawał się mieć wystarczający autorytet, by ogarnąć niefrasobliwych gości.
Pokaz, śpiew i wierszowana historia musiała wywołać wystarczająco wiele wspomnień, by sale wypełnił ulotny szept westchnień. Nie łudziła się, że zaprawieni w walce w pełni docenią kunszt przedstawienia, ale treść była sugestywna, dobrana specjalnie pod tak wysublimowanych widzów. Sama Melisande przymknęła powieki, gdy dźwięczna melodia głosu kołysała wojenną opowieść o zwycięstwie do przodu. Być może nawet wprawiając w ruch wyobraźnię obecnych. Szum braw, które roznosiły się na koniec, wyrwały czarownicę z uniesienia. Dołączyła do wrzawy, pozwalając sobie samej wstać z miejsca. Zsunęła cień kaptura na ramiona, odsłaniając oblicze i dłonią jeszcze raz zapraszając do uznania dla artystów - Opowieść, jaką mieliśmy okazję usłyszeć, była zaledwie fragmentem historii, jaką wielu z was, zacni mieszkańcy Arundel doświadczaliście. Możemy być dumni, że wśród nas jest tyle mężnych serc, gotowych do niesienia światła w czarodziejskim świecie kiedyś i dziś - głos miała dźwięczny, świadomie, chwytając w źrenice poszczególne spojrzenia. Szukała tego jednego, zobligowanego do zabrania głosu. I chociaż tożsamość znała tylko z kreślonych liter imienia i nazwiska, niemal intuicyjnie zatrzymała się na sylwetce pogrążonej nieco cieniu pod ścianą, do tej pory, jakby drzemiącej - Jest z nami ktoś wielce zasłużony, bohater, któremu głos chciałabym dziś oddać - Gerard Russell - nie powstrzymała się od uśmiechu, gdy postać pod ścianą drgnęła, po czym podniosła się. Bez problemu, mimo zacnej postury, przechodząc na środek. Mężczyzna wyglądał rzeczywiście jak wojownik - niemal wyciągnięty z opowieści jakie słuchała i czytała. Słusznej budowy, z przetkaną bielą, spiętych częściowo na karku włosów. Z bliznami na czole i policzku i ślepiami tak zielonymi, jakby patrzył na nią kot. Wyglądał i zachowywał się jak rycerz. I nawet fakt, że był posunięty w wieku nie ujmował świadomości, jak przystojnym mężczyzną był. Robił wrażenie nie tylko na niej. Miał w sobie coś, co było w stanie pociągnąć za sobą tłumy. Kimś, kto krzyczał na bitwie "Za mną", samemu ruszając w wir walki. I była też pewna, że jego obecność była - zaraz za arystokratkami - niezaprzeczalnym atutem wydarzenia. Odetchnęła, gdy wysunął dłoń, by z uprzejmością, krótkim gestem odprowadzić ją na miejsce. Nie wiedziała kim dokładnie był, ale zdecydowanie obeznany ze etykietą. I z historią, którą pociągnął zebranych, żywo angażując idee, jakie współcześnie miał hołdować czarodziejski świat. Idealnie wypełniał dzisiejsze plany. Oraz idee.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]22.01.22 14:41
Wśród gromkich braw wróciła na swoje miejsce, ustępując artystom. Rozległo się brzmienie pianina, niskie tony niosły się po sali, a postawiony na środku mężczyzna zdawał się już odpłynąć duchem do mrocznych chwil, o których traktował deklamowany przezeń utwór. Evandra utkwiła w nim spojrzenie, przywodząc na twarz uśmiech. Zawsze była pod wrażeniem artystycznych umiejętności innych ludzi, zwłaszcza kiedy potrafili mówić o niej z tak wielką pasją. Mniej istotny był dlań wtedy poruszany temat, to wyrażanie emocje, zaciskane mięśnie, tembr głosu oraz przepełnione gorliwym zapałem spojrzenie najmocniej trafiały w gusta doyenne.
Dołączyła do oklasków, kiedy kłaniający się czarodziej dziękował za możliwość prezentacji swego dzieła i odsunął się na bok. Zaszeleściła suknia lady Travers i to na niej Evandra skupiła swój wzrok. Po raz pierwszy słyszała jak Melisande przemawiała do tłumu, bez oznak wstydu czy onieśmielenia. Zarówno siła, jak i charyzma były cechami rodu, z jakiego się wywodziła, nic więc dziwnego, że z taką łatwością przychodziło jej utrzymanie zawieszonych nań spojrzeń.
Do półwilich uszu dotarły ciche westchnienia z tyłu sali na widok wychodzącego na środek sali weterana. Evandra powstrzymała się przed zerknięciem przez ramię, teraz z większym zainteresowaniem przyglądając się rosłemu czarodziejowi, który przyprawił dziewczęce serca o przyspieszone bicie.
- Przysięgałem wiernie służyć naszemu krajowi, strzec honoru, stać na straży prawości i tradycji - zaczął tubalnym głosem, o jakiego posiadanie nikt przez moment nie zwątpił. Wydzierająca się z męskiej piersi moc przemawiała do wszystkich zebranych. - Oddaję dziś hołd moim przyjaciołom, wiernym kompanom, których nie ma już wśród nas, a którzy oddali swe życie za wyznawane wartości. Kłaniam się ku bliskim, naszym rodzinom, bez których wsparcia oraz wiary w powodzenie, nie stałbym tu dzisiaj, by dawać świadectwo męstwu, braterstwu i oddaniu bohaterów. - Skłonił się lekko, gestem dodatkowo podkreślając swoje zobowiązanie względem zebranych w ratuszu. - Tylko dzięki wspólnocie i jedności jesteśmy w stanie wywalczyć sobie upragnioną przyszłość. Spokojną i bezpieczną. - Posągowa, naznaczona zmarszczkami twarz do końca pozostała poważna, nawet wtedy, kiedy rozległy się kolejne brawa i czarodziej zszedł ze środka sceny, wracając na swoje miejsce.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]23.01.22 12:30
Nie należała do wielkich znawców sztuki. Nie była jej obca, sama Primrose grała na skrzypcach i ceniła sobie czas spędzony w galeriach i na wernisażach. Jednak jej domeną była nauka, kiedy to Evandra najlepiej rozumiała delikatność sztuki i potrafiła docenić niebywały kunszt. Dlatego też była ciekawa tego co sądzi o poecie, który właśnie zszedł ze sceny. Kątem oka widziała z jaką intensywnością wpatruje się w czarodzieja, jak wyłapuje każde jego słowo, gest i drganie mięśni na twarzy.
Słyszała za sobą ciche szepty i szelesty świadczące o tym, że wystąpienie poruszyło zebranych ludzi, wzbudziło emocje, a przecież na tym im zależało. Na wspomnieniu jakie pozostawi po sobie to wydarzenie. Coraz lepiej odnajdywała się w takich sytuacjach choć nadal nie czuła się komfortowo. Jej kraina była ukryta w pracowniach gdzie unosił się zapach starych ksiąg zmieszany z aromatem odczynników i wibracją magii od artefaktów magicznych. Jednak to nie była jej jedyna praca i musiała skupić się też na tej, którą wykonywała wraz z lady Travers i lady Rosier.
Wraz z innymi zaczęła klaskać i nagradzać poetę kłaniającego się w pas na scenie. Zaraz jego miejsce zajęła Melisande więc to na niej skupiła całą swoją uwagę i drgnęła kiedy ta przedstawiła weterana wojennego, a ten podszedł: wysoki, rosły i wcale nie wyglądał na zmęczonego życiem starca. Lady Burke nie była wstanie oderwać od jego jadowicie zielonych oczu spojrzenia. Mówił prostym językiem, ale czuła w jego słowach siłę i chęć walki. To był przywódca, lider, który porywał w boju za sobą ludzi. Nie dziwiła się bliznom i odznaczeniom jakie nosił na swojej piersi.
Aplauz był bardzo głośny i porywał serca oraz ciała. Parę osób wstało kiedy mężczyzna przechodził obok nich, widać, że darzyli go sporym szacunkiem w miasteczku. Burmistrz z szerokim uśmiechem wszedł na środek ponownie, wielce zadowolony z tego jak przebiega ta skromna ceremonia.
-Wspaniałe słowa lady Rosier i lady Travers. Będziemy o nich pamiętać i zawsze będziemy wdzięczni walczącym, że poświęcają swoje życie aby chronić nasze. - Kropelka potu ściekała mu po skroni. Wziął głębszy oddech i wskazał na skromny poczęstunek. -Zapraszam do skosztowania wyrobów naszych wspaniałych mieszkanek w akompaniamencie muzyki granej przez naszą lokalną artystkę i posłuchania opowieści weteranów. - Mężczyzna szybko zszedł z podium aby podejść do lady Rosier i służyć jej swoim ramieniem. Podobnie było z lady Travers kiedy młodzieniec zaoferował jej swoją pomoc. Primrose ruszyła za nimi już bez asysty i na samym końcu kierując się w stronę skromnego bufetu. Za nim stała młoda dziewczyna, nie starsza niż piętnaście lat i uśmiechnęła się szeroko do trzech arystokratek.
-Co mogę panią podać? - Zapytała niezrażona ich pozycją oraz upominawczym spojrzeniem matki, które mówiło, że nie tak powinna się zwracać do kobiet.
-Poproszę kawałek ciemnego ciasta. - Odezwała się Primrose, a dziewczyna z ochotą podała rzeczony kawałek na małym talerzu z łyżeczką. Gwar w pomieszczeniu narastał na sile, ludzie czekali aż goście honorowi zostaną obsłużeni.
-To miłe, że lady tu przyjechały. - Odezwała się do nich starsza kobiecina. -Nic się tutaj ekscytującego nie dzieje, pań przyjazd to wielkie wydarzenie.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Swanbourne Lake E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]01.03.22 23:22
Nie lubiła płonnych pochwał. Ani tych przyjmowanych, ani oferowanych. Bolał ją wręcz język, gdy kurtuazja wymagała podzielenia się opinią, z którą przynajmniej się nie zgadzała. Stąd przyjęło się jej milczenie, przez co - wielu wydawała się cicha. Charakteru jednak stępić się nie dało, chociaż ze zdziwieniem musiała przyznać, że pasję, z jaką wypowiadała wiele z dyskusji, najbardziej było widać w zderzeniu z jej mężem. Tu jednak, w małym miasteczku, z misją i przekonaniem, nie miała problemu w składaniu rzeczywistego podziwu, czy choćby uprzejmej aprobaty. Z upodobaniem za to przyglądała się szwagierce, lekkości z jaką posługiwała się konwenansami i pięknem, by osiągnąć cel. Lady Burke, nie znała tak dobrze, by móc wysunąć szybkie wnioski, nie chciała pośpiechu w tym, ale sam fakt, że znajdowała się w ich towarzystwie, z przesłaniem i wsparciem idei - mówiło wiele. Była tajemnicą, ale - takie cechy w szlachciankach lubiła. Żadna z nich nie znikała na piedestale arystokratycznej krwi, czasem, wśród tych młodszych, miałkich. Dziś - były prowodyrkami. Niosły światło, niosły przypomnienie, że nowy, wspaniały świat nie zapomina o poświeceniu, jakie ofiarowano na wojnę kiedyś. I nie zapomni tego dziś. Tu, w Ratuszu przyciągały symbole do głosu. Te miały pociągnąć za sobą innych.
Drgnęła uprzejmie, gdy zajęła miejsce, mimowolnie nie odejmując wzroku od sylwetki czarodzieja. Nie mówił długo, nie mówił wzniośle, ale tembr niskiego tonu niósł się po sali, niby echo odbijające się od zebranych. To był dobry wybór, ktoś, kto w taki sposób reprezentował weteranów był kluczem do sukcesu. Gdy miejsce rycerza zajął burmistrz, rozluźniła się, skupiając wzrok na mówcy, ignorując chęć podążenia wzrokiem za czarodziejem. Była na to zbyt różą, by ponieść się płytkiej emocji.
Dygnęła lekko na podziękowania, a na zakończenie z wdziękiem przyjęła oferowane ramię młodzieńca, który odprowadził ją do bufetu - Też zostanę rycerzem - lekko odwróciła głowę, skupiając uwagę na młodzieńcu - jak mój ojciec - glos miał przepełniony dumą - to wiele dla niego znaczyło, że tak... szlachetni goście chcą i pamiętają o historii, jaką on i mu podobni przeszli - mówił z przejęciem, bardzo szybko. Dopiero wtedy Melisande mocniej skupiła uwagę na czarodzieju, który wciąż powstrzymywał jej dłoń. Oczy miał tak samo zielone, jak weteran siwowłosy weteran. Zatrzymali się przy bufecie - To nasz szlachecki obowiązek i przywilej. Nie ma nic dziwnego ani w naszej obecności, ani w pamięci, panie..? - zaczęła dźwięcznie, zatrzymując na młodzieńcu swoje spojrzenie. Tuż obok, jego towarzyszki także zostały zajęte rozmową z pospólstwem - wy-wybacz mi Pani, jestem Damien Russell - zgiął się w nieco niezgrabnie, ale czarownica nie przejęła się, posyłając mu delikatny uśmiech. Wartości, które wyznawano i właściwie przekazywano młodszemu pokolenia - procentowało. Tak mawiano jej wielokrotnie, chociaż nie zawsze miała okazję widzieć tego tak wyraziste odzwierciedlenie.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]05.03.22 19:02
Rozlegające się w sali gromkie brawa wypełniły ją po brzegi, układając w sercach radość oraz wiarę. Ciężar ten był jednak lekki, wznosił ich ku niebu, dodając otuchy i napełniając przekonaniem o umocnionej jedności. Evandra dołączyła do owacji, przyjmując na twarz łagodny uśmiech, a jej wzrok przesuwał się już po osobach, które Gerard Russell mijał schodząc ze sceny, a które spoglądały na bohatera wzrokiem przepełnionym wdzięcznością. Sama słuchała go pilnie, chcąc dobrze zapamiętać na co zwraca uwagę, co najbardziej trafia do zebranej tu czarodziejskiej społeczności. A oni? Czy znali go już wcześniej, czy mogli poświadczyć o jego prawdomówności? A może widzieli go po raz pierwszy, bijąc brawo tylko dlatego, że ich umysły były puste, a serca stęsknione za symbolem, za którym mogliby podążać, nadając swojemu życiu sens? Rozważania półwili zostały naraz przerwane, gdy na środek ponownie wyszedł burmistrz miasta, chcąc zgrabną klamrą zamknąć część oficjalną spotkania i poprowadzić wszystkich ku poczęstunkowi, do rozmów w kuluarach, gdzie mogliby poczuć się choć nieco swobodniej, nie będąc już wystawionym na najwyższym świeczniku.
Lady Rosier podniosła się z miejsca, nie pozwalając burmistrzowi zbyt długo czekać. Badford Wallace był niewiele wyższy od niej, gdy usłużył ramieniem, z łatwością mogła dostrzec pojedyncze krople potu, jaki gromadził się w bruzdach na czole. Mimo przedstawionej przez siebie na scenie brawury, przed nią samą uciekał wzrokiem, próbując ukryć swoje skrępowanie. Evandra tylko pozornie nie zwracała na to uwagi, wyłapywała każdy, najdrobniejszy nawet szczegół, choć nie ze złośliwości, a czystej, niegasnącej fascynacji, jak to męska część społeczeństwa zwykła na nią reagować. Odznaczając się niezwykłym taktem oraz manierami, nie skomentowała tego słowem, neutralnie kierując swoje kroki do przygotowanego bufetu.
Skromny poczęstunek został podany na prostej, acz eleganckiej zastawie, co nie uszło uwadze doyenne. Tylko przez moment żałowała, że nie zaangażowała się w to wydarzenie bardziej, dopinając warunki przyjęcia na ostatni guzik. Zaraz jednak uświadomiła sobie, że tutejsi mieszkańcy mogliby poczuć się zagubieni wśród licznych, prawidłowych zasad, więc ogólne uproszczenie zdawało egzamin. Rozłożone na porcelanowych paterach pieczone ciasta, puddingi oraz lukrowane cukrem ciasteczka wyglądały zachęcająco, nawet jeśli nie sięgały standardów arystokratycznych salonów. Gospodynie Arundel za same starania zyskały przychylność lady Rosier.
Przystanęła nieopodal zastawionego stołu, uraczywszy się wręczoną drobną przekąską. Mimo panującego na sali rozluźnienia, spojrzenie Evandry wciąż pozostawało czujne. Spotkanie nie dobiegło jeszcze końca, należało brylować w towarzystwie do ostatniego momentu. Widząc jak Primrose podjęła się rozmowy z gospodyniami, a Melisande z młodzieńcem, deklarującym chęć zostania rycerzem, jasnowłosa zwróciła się do burmistrza:
- Wspaniałe wydarzenie, panie Wallace. Serce rośnie, widząc jak czarodziejska społeczność mówi wspólnym głosem. Mieszkańcy Sussex stają pod jednym sztandarem, będąc przykładem dla reszty naszego kraju - mówiła nieco głośniejszym tonem, chcąc by jej głos został usłyszany w tłoku.
- To zaszczyt, lady Rosier - przytaknął od razu burmistrz, odruchowo wypinając pierś. - Zaangażowanie w sprawę jest naszym obowiązkiem. Wszyscy mieszkańcy Arundel są oddani walce o wolność. Tutaj nikt nie zapomina o poświęceniu, wszystkie pokolenia gotowe są do udzielenia wsparcia, będąc dumnymi z tego, co dla nas robią - mówił mężczyzna, czując na sobie wyczekujące spojrzenia stojących nieopodal pismaków. W jego głosie słychać było dumę z możliwości pokazania się z jak najlepszej strony.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]07.03.22 22:42
Primrose w pierwszym odruchu chciała zwrócić uwagę na to, że to nie ich przyjazd powinien być ekscytacją a samo wydarzenie. Zdążyła się jednak ugryźć w język nim palnęła co ślina przyniosła. Jeszcze nim wybuchła wojna może by się nie powstrzymywała, ale wydarzenia jakie ostatnio miały miejsce w jej życiu uzmysłowiły jej, że powinna inaczej podejść do pewnych spraw. Zmienić swoje podejście bo bycie dzikim dzieckiem Durham należało zostawić za sobą i berło tego tytułu oddać młodszy Burke, które mogą sobie jeszcze na to pozwolić.
-Mam jedynie nadzieję, że nasze pojawienie się zapewni wszystkich mieszkańców, że są pod dobrą opieką i wsparciem Rycerzy Walpurgii oraz Ministerstwa. - Odpowiedziała zgrabnie nie chcąc aby mieszkanki straciły z oczu główny cel ich przybycia. Starsza kobiecina zaśmiała się skrzekliwie.
-Ależ oczywiście droga lady. To wielkie wydarzenie i być może uświadomi młodszym co się dzieje. Wie lady, ja to już swoje przeżyłam i widziałam. Nic mi nie straszne! - Wojowniczość starszej pani trochę rozbawiła Primrose i jednocześnie spojrzała na nią cieplej. Kobiecina otrzymała swój kawałek ciasta i udała się na bok. Podobnie uczyniła sama lady Burke nie chcąc zajmować miejsca przy poczęstunku. Wtedy dostrzegła pana Russella i powoli do niego podeszła. Stał oparty o jeden filar i zielonymi oczami obserwował tłum przy ciastkach.
-Porwał pan wszystkich dzisiaj. - Odezwała się do niego, a weteran skłoniwszy się kobiecie w pas wrócił do poprzedniej pozycji.
-Tyle mogłem zrobić, lady. - Odezwał się mocnym barytonem i zerknął na młodą kobietę.
-Zrobił pan znacznie więcej. - Wskazała na ludzi. -Doświadczają już wojny, w mniejszym stopniu, ale ona przyjdzie do nich. Prędzej czy później.
-Lady wybaczy, ale wojna to nie jest… jak ten wiersz. To brud, cierpienie i agonia. Nie ma w tym nic lirycznego.
-Wiem. - Odparła ale widziała powątpiewające spojrzenie mężczyzny. -Widziałam w szpitalu polowym rannych. Widok oderwanych kończyn, rozerwanych ciał i kałuż krwi wciąż jest żywy przed moimi oczami. To co pan robi ma wielkie znaczenie.
-Lady Burke. - Mężczyzna skinął głową przyjmując do wiadomości to co powiedziała. Czy jej uwierzył? Tego nie mogła z pewnością stwierdzić. Nie chciała aby postrzegał ją w kategoriach naiwnej panny, która o wojnie wie tyle co przeczyta w gazecie. Była też gotowa pomagać w szpitalach polowych gdyby zaszła taka potrzeba.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Swanbourne Lake E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]10.03.22 22:23
Słuchała. Pozornie skupiona tylko na młodzieńcu, który zaaferowany odsłaniał ideowe plany. Przypuszczała, że wydarzenie było okazją nie tylko dla niego, by utrwalić, przypomnieć i upewnić się w słuszności działań jakie były i są prowadzone. Melisande musiała tez przyznać, ze było coś ujmującego w zaangażowaniu, pasji, jaka biła z jasnych oczu. Nie było mowy o zwykłej kurtuazji czy próbie zaskarbienia sobie przychylności. Całość była po prostu żywa, chociaż widziała wiele mniej lub bardziej obojętnych na tematykę spojrzeń, bardziej zainteresowanych "atrakcjami". Tych jednak omijała, skupiając się na celu, jaki przyświecał jej i towarzyszącym arystokratkom.
Dyskretnie rozejrzała się, odnajdując najpierw Evandrę, która zajmowała uprzejmą rozmową burmistrza, potem chwytając w objęcia wzroku lady Burke, która znalazła się przy weteranie i ojcu młodzieńca, który opowiadał właśnie o swoich planach. Także tych wojennych. Nie mogła się nawet dziwić. Jeśli wzorem miał być ktoś taki jak Russell. W duchu Melisande przypuszczała, że w w odległej alternatywie, ona sama stanęłaby do podobnego wyzwania. Nie sądziła, aby w jakimkolwiek wcieleniu - jak głoszą niektóre wierzenia - zabrakło jej dumy, charyzmy i mocy, by podążyć za słusznymi wartościami otwarcie.
Dziś jednak stała na stopniu zupełnie innej walki, na pozór niewidocznej, daleko poza główna linią wojennego frontu. Nie mogłaby być naiwną, nie - będąc Różą. Nie nosząc na barkach zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności - Dostrzegam niezwykłe pokłady pasji - chwyciła męski wzrok na sekundę dłużej, mając wrażenie, że Damien na moment wstrzymał oddech. Był od niej młodszy, ale była pewna, że prezencją, zwracał uwagę - pozwolę sobie zapytać, czy zgłosił się pan na pobór magowojskowy? - odezwała się miękko, w pewien sposób słodko, wplatając kokieteryjną nutę dumy - Oczywiście! I nie tylko ja - młodzieniec odzywał się szybko, prostując sylwetkę, wyraźnie zainteresowany kolejno padającymi słowami. Jeśli arystokratka kilkoma subtelnymi zachętami mogła upewnić młodzieńca w słuszności decyzji - robiła to bez wahania - to godne podziwu, szlachetne i nie będzie zapomniane - Wierzyła, że zaowocuje to nie tylko jednostkowo. Spotkanie, które miało podkreślić rolę, jaka odegrali weterani, mogła przynieść więcej korzyści. Młodsze pokolenie powinno równie silnie przesiąkać podobnymi postawami. Wiedzieć, że warto angażować się w działania, które kierują ich ku lepszej przyszłości. Pozbawionej mugolskiego szlamu.
Westchnęła lekko, spoglądając nieco w bok, na pozostałych zebranych, pogrążonych w mniej lub bardziej angażującej rozmowie. Jedni, wracali do wierszowej deklamacji, inni podejmowali historie, szczególnie, wśród starszego pokolenia, którzy musieli odnajdować w tym pewna przyjemność - mieli bowiem słuchaczy, którzy rzeczywiście podejmowali trud poznania ich historii - Czy pozwoli Lady, że odprowadzę do bufetu? - wydawało się, że jej  towarzysz spoważniał, prawdopodobnie skontrowany czujnym spojrzeniem ojca - Będę zobowiązana - w ciemnych źrenicach błysnęła mniej pokorna iskra, ale nic nie zdradzało myśli szlachcianki. Z wdziękiem ujęła męskie przedramię, pozwalając się poprowadzić bliżej szwagierki, której posłała krótkie spojrzenie i krótki uśmiech.


Ostatnio zmieniony przez Melisande Travers dnia 13.03.22 20:55, w całości zmieniany 1 raz
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]11.03.22 9:53
Lady doyenne wyłapała subtelne spojrzenie Melisande, kiedy prowadzona przez młodzieńca znalazła się bliżej niej. Była ciekawa historii, jakimi mieszkańcy Sussex uraczyli szlachcianki, a także tymi, których nie mieli jeszcze okazji opowiedzieć, skrywając je w głębi umysłów, nierzadko wstydząc się i bojąc wyciągać je na światło dzienne w obawie przed tym, że wypowiedziane na głos na nowo zyskają ciało, staną się realną rzeczywistością, a nie już tylko wspomnieniem. Przesuwając wzrokiem po zebranych w sali osobach, ubolewała wyłącznie nad myślą, że nie będzie w stanie wysłuchać ich wszystkich.
Dostrzegła za to jak kilkoro dzieci w wieku nieupoważniającym ich jeszcze do pójścia do Hogwartu przeniknęło przez najgęstszy tłum, prowadzone przez kobietę w prostym surowym stroju. Skierowali się do weteranów, którzy ustawieni nieopodal bufetów w milczeniu żuli otrzymane kawałki ciast. Chłopcy i dziewczęta z bijącą odeń nieśmiałością wyciągnęli ręce, wręczając przygotowane przez siebie wcześniej podarki, kartki z wymalowanymi życzeniami oraz drobne, papierowe ozdoby. Na jednej z męskich twarzy dostrzegła błyszczącą, spływającą po policzku łzę wzruszenia. Prezenty te nie były wpisane w główny plan dzisiejszego wydarzenia, lecz ich wdzięczność nie chciała czekać na inną okazję. Półwila przywołała przed sobą wspomnienie sprzed zaledwie kilku tygodni, kiedy to wraz z Fantine odwiedziły sierociniec w Reculver. Pozwoliła sobie wtedy na chwilę słabości i empatyzowała z najmłodszymi, czując w sercu palący ból. Widok obecnych w ratuszu dzieci uświadomił tylko, że ofiar jest o wiele więcej, niż niektórzy zakładają, a całą tę wojnę należało jak najprędzej popchnąć ku końcowi.
- Przed nami jeszcze wiele pracy, panie Wallace. - Jasne, łagodne lico Evandry pozostało uśmiechnięte i ciepłe. Wystarczyło jedno spojrzenie w jej kierunku, by opiewający ją spokój zagarnął coraz więcej przestrzeni, otulając każdego, kto tylko się do niej zbliżył. Doyenne zdawała sobie z tego sprawę, dlatego też bez skrupułów ciągnęła temat, dla którego się tu dziś zebrali. Burmistrz odwrócił się nieco, zainteresowany dalszym ciągiem rozmowy, najwidoczniej nie spodziewawszy się, iż lady będzie mówić coś ponad wyuczone formułki uprzejmości. - Zagrożenie ze strony mugoli jest realne. Sycą się czystą nienawiścią, chcą naszego upadku. Należy zachować nieustanną czujność oraz wzmóc w mieszkańcach świadomość oraz odpowiedzialność za siebie nawzajem.
- Ależ naturalnie, dokładamy wszelkich starań, by każdy czuł się pewnie - przytaknął czarodziej ze skinieniem głowy, starając się brzmieć tak, jakby własnym przykładem dawał świadectwo swoim słowom.
- Proszę się nie wahać, panie Wallace - zaznaczyła zdecydowanym tonem, przenosząc łagodne spojrzenie na burmistrza, nie rezygnując z uśmiechu. - Jeśli tylko czuje pan, że bezpieczeństwo Arundel jest zagrożone, należy je niezwłocznie zapewnić. Prężnie działające Ministerstwo Magii pod przywództwem lorda Cronusa Malfoya przyniesie długo wyczekiwany spokój. Każdy, kto dopuścił się prześladowań i ataków na czarodziejską społeczność, poniesie zasłużone konsekwencje.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Swanbourne Lake [odnośnik]11.03.22 21:09
Obserwowała spokojnie jak ludzie podchodzą i odchodzą od stołu ze smakołykami jakie przygotowały lokalne gospodynie. Czarodzieje rozmawiali głośniej, ciszej, wesołym błyskiem w oku i z cieniem smutku za dzielnymi minami. Talerz z ciastem ciążył w dłoni, a kęs nie chciał przejść przez gardło. Czuła, że tak niewiele robi, a jednocześnie zdawała sobie sprawę, że pewnych rzeczy zrobić nie może.
To spotkanie, choć bez wielkiej akcji, było potrzebne ich celowi. Społeczeństwo magiczne musiało czuć, że nie są sami, że ktoś nad nimi czuwa i przybędzie z pomocą gdy zajdzie taka potrzeba.
-Niech lady tyle nie myśli. - Usłyszała znów głos weterana nad sobą. Górował nad nią swoją posturą, a jadowicie zielone oczy wpatrywały się w jej osobę.
-Ciężkie zadanie do wykonania.
-Czy niewykonalne?
-Tak. - Patrzyła jak Melisande rozmawia z młodzieńcem pełnym werwy i siły, tak podobny do swojego ojca, który stał obok niej. Evandra roztaczała swój czar sprawiając, że przy każdym ruchu przykuwała spojrzenia innych. -Wróci pan na front?
-Tak. - Tym razem on odpowiedział krótko i treściwie patrząc dokładnie w tym samym kierunku co ona.
W tym momencie zegar na wieży wybił kolejną godzinę, a tym samym koniec ich wizyty. Nie mogły się tutaj zasiedzieć. Nie taki był plan. Burmistrz towarzyszący lady doyenne Rosier też o tym doskonale wiedział, bo nakazał przynieść dla szlachetnych dam ich wierzchnie okrycia i bardzo wylewnie dziękował za przybycie. Ukłon, uśmiech, wdzięczność. Radość i łzy w oczach starszych, niezrozumienie w tych o wiele młodszych, ogień w tych młodzieńczych, zainspirowanych.
Powinna czuć się dumna, a czuła… pustkę. Wojnę należało jak najszybciej skończyć, a nie do niej zachęcać. Ginęli niewinni ludzi. Znów czarodzieje ginęli, bo ten większy świat nie potrafił i nie chciał zrozumieć magii. Jak mugole mogli sądzić, że są im równi? Jak mogli uważać, że są lepsi skoro palili na stosach innych. Nietolerancyjni, zakłamani i udający, że rozumieją świat, który ich otacza.
Podziękowała Russellowi za towarzystwo i udała się do powozu zaraz za Evandrą i Melisande. Opadła ciężko na siedzenie wypuszczając głośno powietrze z płuc.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Swanbourne Lake E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Swanbourne Lake
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach