Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stacja kolejowa
AutorWiadomość
Stacja kolejowa [odnośnik]23.07.21 11:51
First topic message reminder :

Stacja kolejowa

Stacja kolejowa w Harpenden na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym od pozostałych. Mieści się w niej poczekalnia, kasy biletowe oraz zatęchły bar, w którym można kupić marnej jakości lunch. Stacja posiada dwa oficjalne tory kolejowe oraz jeden dodatkowy, magiczny, który wymaga stuknięcia różdżką w ścianę na lewo od czarno-białego plakatu blondwłosej aktorki i wypowiedzenia hasła "Zielony kamień". W ten sposób otwiera się przejście na tor trzeci, na którym można wsiąść do dowolnego pociągu, bez biletu i bagażu, mając na uwadze, że nigdy nie jest się całkowicie pewnym, w jakim miejscu się wysiądzie.

Rzut kością k6 na wejście do pociągu byle jakiego
1. podróż
2. podróż
3. podróż
4. podróż
5. podróż
6. podróż


Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stacja kolejowa - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stacja kolejowa [odnośnik]27.02.22 23:22
Ostatnie, co pamięta wyraźnie, zanim zamiera czas - to smak ust Marcela.
Zostaje z nią na kilka następnych oddechów, zastyga na wargach w słodkiej ułudzie nadziei, że może to jeszcze nie koniec, że może odwrócą się fale oceanu rwącego ją na dno niewzruszonego błaganiem wiru, ale wtedy gdzieś z tyłu wybrzmiewają nazwy zaklęć. Są wściekłe, przypominają szczeknięcia psów gończych puszczonych w pościg za ofiarą. Może na to zasłużyła, ona, przecież nie oni. Leonie, dziewczyna ze złotym warkoczem, jest smutna i niewinna. Marcel, bohater dziewczęcych serc i uciśnionych istnień, jest odważny i niewinny. Celine, winna. Ostatnie kilka miesięcy wypaliło to przeświadczenie na jej ciele i w jej umyśle, kogoś, kto nie dopuścił się grzechu nie trzymano by przecież pośród zimnych ścian celi kurczącej się wokół niej na wzór dłoni zaciskanych na gardle, nie musiałaby cierpieć i karmić się obłędem, gdyby Lovegoodowie pozostali nieskalani. Ojciec najwyraźniej stał się aż nazbyt prawy, słuszny, obyczajny; przekroczył granicę dobroci i za to został stracony jak zwykły szubrawiec, których w Tower nie brakowało. Ona? Może zrobiła to samo, a może jednak zawiniła wobec Corneliusa Sallowa, ach, to teraz bez znaczenia, świat zatrzymuje się nagle, zanim myśl przecina mózg, by odwrócić się w kierunku oprawców i spojrzeć na ich twarze. Zresztą nie ma na to siły, poświęciła ją w imię ostatniego pocałunku, gotowa własnymi plecami bronić chłopca pojawiającego się znikąd, ze zmęczonych snów, z marzeń, z lepkiej otchłani tego, co miało nigdy nie powrócić, a powróciło.
Bez jego podpory nie jest w stanie wytrzymać na równych nogach, podczas gdy Marcel koncentruje się na pomocy Leonie, Celine czuje jak jej ciało poddaje się niewidzialnej presji. Ściskające kostki kajdany uniemożliwiają zachowanie równowagi. Przechyla się - najpierw do przodu, mocniej, coraz mocniej, kolana uginają się pod nią tuż przed tym, jak błyszcząca wiązka czaru sięga jej płaszcza. Nieomal styka się z tkaniną. Przez kręgosłup przebiega dreszcz magicznej wibracji, jest tak blisko, półwila przymyka więc oczy, pogodzona ze swoim losem, pewna, że to już jej koniec, chociaż nie pamięta nawet inkantacji ani tego, po co wsiadła do przeklętego pociągu. Nie miałam wyjścia.
Powietrze jest zimne, powinno otrzeźwiać, ale Celine jest zbyt wycieńczona, żeby docenić jego pomoc. Jak wspaniale byłoby teraz zanurzyć się w jeziorze i powoli dryfować w nieznane, gdziekolwiek, byle tylko płynąć, dać porwać się czemuś silniejszemu... A Merlin słucha. Wszystko spowalnia. Piasek w klepsydrze przestaje przesypywać się do dolnej komory szkła. Łabędź zastyga w locie nad taflą przeklętej wody. Klątwa czarnoksiężnika nie wyrywa z piersi Odetty strugi krwi strzałą jej królewicza. Zatrzymuje się świat, a z nim również i ona, porwana w ramiona Marcela, który ciągnie ją za sobą do okna, podsadza, wybija się, tworzy mistyczną akrobację ciskającą ich w objęcia przestrzeni poza pociągiem; dryfują razem, choć nie jest tego świadoma, pozostawiwszy za sobą zaklęcia i zbirów życzących im bólu; mroźne krople deszczu nie dotykają jej jeszcze, nawet jeśli zapewne już niedługo przesiąkną przez materiał płaszcza okrywającego wychudzone ciało opadające z Carringtonem na pokrytem śniegiem ziemię. Będzie bolało? Cieszy się, że tego nie wie, oderwana od świadomości tego, co dzieje się wokół niej. Od pół roku boli przecież wszystko.
A jednak to - nie. Kiedy los zwraca jej przytomność, czuje chłód bijący od śniegu, emanuje ze zziębniętej marcowej ziemi i otula ją z niespodziewaną delikatnością, na powrót poddając poczytalność Celine w wątpliwość. Chwilkę temu znajdowała się w przedziale pociągu. Teraz - jest gdzieś indziej, z trudem podciąga się na zgięte łokcie, jej mięśnie drżą, jej włosy szamoczą się w tańcu z wiatrem kiedy obraca głowę i odnajduje spojrzeniem Marcela podtrzymującego Leonie; za nimi nie ma już potężnej maszyny dudniącej po torach, odjechała dalej, nie ma twarzy dwóch złowrogich czarodziejów, pozostają za to sami na skraju urwiska. Jak to? Jak to, dlaczego? Skąd - ta pomoc? Od kogo pochodzi?
Jest tylko jedno wytłumaczenie. Kłamstwo. Choroba.
Śmiech, pusty śmiech.
Półwila odkrywa, że może zrobić niewiele. Nie dlatego, że jej kończyny wciąż podtrzymują wyczarowane więzy, a dlatego, że gardło ściska się mocno na własnych mięśniach, a spojrzenie kieruje ku niebu, którego szary blask wciąż drażni nieprzyzwyczajone do światła tęczówki. Płacze. Nie wie kiedy z kącika oka spływa pierwsza łza, ale za nią podążają kolejne w gorącej kaskadzie; ktoś mógłby pomyśleć, że to oznaka ulgi, lecz ona drży jak osika, przeczy oczekiwaniom, pobudzona w nagłym przerażeniu na tyle, że świat wolności wokół niej znów zaczyna się rozmywać, to nie tak, nie tak powinno być.
- Przep... Przepra-aszam, prze-epraszam, więce-ej tego nie zro-bbię, przeprasza-m... - z palącego bólem gardła ulatują rachityczne jęknięcia. Wychudzona twarz znika za dłońmi, którymi osłania się jak tarczą, jakby przed uderzeniem, choć przecież ono też nie nadejdzie, nie nadchodziło wtedy, w Tower, ku chwale - urody - wszystkiego, co pozostało, tym bardziej nie nadejdzie tutaj, teraz, poza pociągiem, z którego jeszcze kilka minut temu pragnęła uciec. Znowu zawiniła, rozdrażniła wszechrzecz swoją naiwnością, to jedyna logiczna konkluzja; jak inaczej doszłoby do takiego cudu?
- Przepr-aszam, przepraszamprzepraszamprzepra... - to nie ich się boi, nie przed nimi kuli, dławiąca swoim płaczem. Próbuje odpełznąć - gdzieś dalej, w ucieczce bliżej krawędzi klifu, przed czym? Słonym smakiem łez błaga Merlina, żeby ten nie odebrał jej tego obrazu. Przeprasza za wszystko, za co powinna przeprosić. Przeprasza nawet za więcej. I prosi, zaklina gorączkę, wierzy, że to znowu jej zguba mająca zniknąć wraz z eliksirem wlewanym między spierzchnięte wargi; truchleje w tym strachu, nie może tam wrócić, do celi, do więzienia obmytego krwią jej tatka, nie chce znów budzić się w koszmarze po tym, jak tym razem zaoferowano jej tak namacalną słodycz. Nie wytrzyma tego, znowu. Nie jest w stanie zaspokoić londyńskiego zła echem na nowo złamanego serca. Ubrania miękną w śniegu, przyciśnięte do dłoni usta wylewają z siebie potok już nieskładnego szlochu, być może coś mówi, ale jeśli tak, słowa nie mają już składnego sensu.


there's a part of me that's desperate for changes, tired of being treated like a pawn. but there's a part of me that stares back from inside the mirror, part of me that's scared I might be wrong, that I can't be strong...
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Stacja kolejowa [odnośnik]28.02.22 3:35
Pociąg ruszył przerażającym łoskotem, ale nie mógł już zagrozić nikomu pośród nich, łoskot znikającej maszyny świadczył wyłącznie o znikającym zagrożeniu. Wiatr dął, ciągnął w kierunku torów, złożył dłoń na talii dziewczyny, odciągając ją na bok, dalej od torów, w kierunku Celine; zaciśnięta na jego ramieniu dłoń i szeroko otwarte jasne oczy mogły powiedzieć tylko jedno: udało się. Były bezpieczne. Były wolne. Pociąg gnał przed siebie, znikając im z oczu, w kierunku widocznej już stąd latarni. Początkowo uniósł się tylko kącik jego ust, lecz chwile później dołączył i drugi: już z uśmiechem na twarzy i wymykającym się spomiędzy ust nerwowym śmiechem będącym w istocie mieszaniną ulgi i niedowierzania odchylił głowę w tył, by raz jeszcze ujrzeć kołującego nad nimi skrzącego złotem feniksa. Był niesamowity. Był piękny. I sam był panem własnego losu - nie tracił nadziei, ze niezwykła istota zechce im się przynajmniej pokazać jeszcze raz; tak wielkim szczęściem byłoby móc ujrzeć go z bliska. Dziękuję, powtórzył w myślach, bo czy zamierzał, czy też nie, spełnić jego prośbę, dziś feniks ocalił mu życie. A pośrednio - nie tylko jemu.
- To już - odpowiedział na pytające spojrzenie Leonie. - Jesteś bezpieczna - oznajmił, z tym samym śmiechem, przenosząc spojrzenie wzdłuż torów. Istniało pewne ryzyko, że ci ludzie zaczną ich ścigać, że wycofają się ze stacji, jeśli Uszatek nie zdąży pozbawić ich pamięci. Obiecał też wykraść dokumenty Celine i Leonie, nie sądził jednak, że skrzat będzie w stanie zrobić to natychmiast, był gotów po nie tutaj wrócić. - Zabiorę cię w bezpieczne miejsce, a potem poszukam twojego taty. Nie przejmuj się nimi, ci bandyci nie będą już waszym zmartwieniem. Nie zagrożą już twojemu tacie. - Nie będą o niczym pamiętać. Nie wątpił w te słowa, każdy krok, każde podjęte działanie, wzmacniały ufność wobec kojącej pieśni feniksa. Ani razu nie wyprowadziła go na manowce. - Zabrali ci dokumenty, prawda? Potrzebuję czasu, żeby je dla ciebie odzyskać. Ale zrobię to - obiecał, z determinacją wiedzioną wiarą w słowa sennej mary potwierdzone przez Uszatka; wypuścił ją z objęć, zamierzając pomóc wstać Celine, lecz stanął obok, usłyszał wypowiadane przez nią słowa. Czy jej umysł nie myślał już trzeźwo po wszystkim, co przeszła? Czy mógł się temu dziwić? - Zabrali ją do Tower - wyjaśnił Leonie, ze zmartwieniem w głosie. - Celine? Szz, jestem tutaj. Złych ludzi już nie ma. Jesteś bezpieczna - szepnął, choć nie był pewien, czy była w stanie go teraz usłyszeć. - Otwórz oczy, Celine - poprosił, wciąż szeptem. - Spójrz, kto jeszcze jest z nami - dodał, przenosząc spojrzenie wpierw na Leonie, potem ku nocnemu niebu, mając nadzieję odnaleźć tam ten ognisty płomień raz jeszcze. Był piękny. Wyjątkowy. I niósł nadzieję. Był pewien, że onieśmielą się jego pięknem równie mocno, jak mocno onieśmielał się nim on sam. Finite, powtórzył w myślach, usiłując zdjąć wreszcie kajdany z rąk Celine, dopiero teraz miał na to czas. Tamci czarodzieje mu to przerwali. zastanawiał się, czy mogła mieć przy sobie różdżkę, ale teraz - teraz i tak niewiele rozumiała z jego słów. - Dasz radę wstać? - zapytał, prawą ręka obejmując ją w pasie, lewą, wiodącą, podtrzymując ramię, usiłował pomóc jej podnieść się na nogi. - Musimy stąd iść - Nie mogli zostać tu na dłużej. Jeśli cos pójdzie nie tak, bandyci w pierwszej kolejności poszukają ich wzdłuż torów. Odruchowo sięgnął do kieszeni kurtki, upewniając się, czy wciąż mógł znaleźć w niej dokumenty Sheili.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Stacja kolejowa [odnośnik]28.02.22 3:35
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stacja kolejowa - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stacja kolejowa [odnośnik]02.03.22 17:28
Stukot jadącego po torach pociągu stopniowo cichł w oddali, mieszając się z hukiem rozbijających się o klify fal, a wreszcie ginąc w nim zupełnie – pozostawiając was we względnej ciszy, przerywanej też szumem spadającego z nieba, zmrożonego deszczu. Gdzieś tam, coraz dalej od was, prawdopodobnie toczyła się walka – może pozostałych mężczyzn z domowym skrzatem, może o zatrzymanie pociągu; póki co pozostawaliście jednak poza jej zasięgiem.
Leonie pokręciła nieprzytomnie głową, nie w zaprzeczeniu, a z niedowierzaniem; jeszcze nie rozumiejąc, co właściwie się stało, ani w jaki sposób Marcel znalazł się tuż obok, skoro wyskoczyła z okna jako pierwsza. – To niemożliwe – odezwała się w końcu, w jej głosie brakowało jednak pewności. Na wspomnienie ojca w jasnych oczach pojawiły się łzy – a może były wynikiem zimnego wiatru, targającego też kosmykami wysuniętych z warkocza włosów. – Poszukasz?.. Dlaczego? – zapytała, chwiejnie stając na własnych nogach. Wyglądała już na silniejszą, bardziej przytomną; cokolwiek ją osłabiło, musiało kończyć swoje działanie, wyparowując z jej organizmu powoli, ale konsekwentnie. – Dlaczego nam pomagasz? – sprecyzowała, obejmując się ramionami. Zapytana o dokumenty, kiwnęła głową. – Dokumenty – i różdżkę – odpowiedziała; w zaciśniętych na połach płaszcza dłoniach, pobielałych, zziębniętych, kryła się jakaś bezradność.
Urywane słowa Celine zwróciły jej uwagę; zrobiła krok do przodu, spoglądając ze współczuciem na półwilę, otwierając usta w niewypowiedzianym pytaniu – ale zaraz potem je zamykając, gdy Marcel wspomniał o Tower. Sama Celine była na skraju wyczerpania, dezorientacja spowodowana ostatnimi wydarzeniami zdawała się ją oplatać, odbierając zdolność jasnego myślenia; wycieńczone ciało nie utrzymywało ciepła, a zbyt duży płaszcz go nie zapewniał, przez co każdy podmuch wiatru smagającego wilgotne od deszczu policzki przypominał setki wbijających się w ciało igieł. Dreszcze stawały się trudne do opanowania, wstrząsając ramionami i nogami, szarpiąc całą sylwetką. Trzęsące się kolana odmawiały posłuszeństwa, nie ugięły się jednak przy próbie wstania – Celine, podtrzymywana przez Marcela, mogła się podnieść, a kiedy prawie straciła równowagę, po jej drugiej stronie pojawiła się Leonie – drobnymi ramionami oplatając półwilę w pasie. – Dokąd? – zapytała – w ślad za spojrzeniem młodzieńca zadzierając głowę w górę; gdy jej wzrok zatrzymał się na przelatującym ponad wami feniksie, na twarzy dziewczyny pojawiło się zaskoczenie, w tęczówkach błysnął zachwyt.
Kajdany na nadgarstkach i kostkach Celine zniknęły, rozproszone białą magią, po którą sięgnął Marcel.
Feniks nie odleciał – wykonawszy jeszcze jedną pętlę nad okolicą, zaczął opadać w dół, a przestrzeń wypełnił łagodny śpiew; melodia, sprawiająca, że przycichł wiatr i huk fal, wypełniająca od środka ciepłem i nadzieją. Niezwykły ptak zawisł przed wami, i dopiero wtedy byliście w stanie dostrzec, jaki był potężny – i jak szeroko rozkładały się jego porośnięte czerwono-złotymi piórami skrzydła. Oczy – ciemne i dziwnie mądre – na ułamek sekundy skierowały się w stronę Marcela, po czym feniks zamachał skrzydłami i ruszył w waszym kierunku; pióra załaskotały was w policzki i szyje, a później poczuliście łagodne szarpnięcie i poderwaliście się w górę, ze szponami ostrożnie zaciśniętymi na waszych ramionach.

Mistrz gry dziękuje za ciekawą rozgrywkę, sprawne odpisy i zaangażowanie.

Marcel – feniks zabierze was do miejsca, które sam wskażesz, a później odleci – jeśli macie ochotę kontynuować rozgrywkę, możecie to zrobić już bez udziału mistrza gry. W twoim posiadaniu pozostały dokumenty Sheili (możesz przekazać je właścicielce w dowolny sposób, wątkiem, pojedynczym postem bądź też listownie), schemat budynku na obrzeżach Londynu oraz pióro feniksa. W miarę upływu dni dostrzeżesz, że pióro staje się ciemniejsze, bardziej wiotkie i jakby cieplejsze; jeśli spróbujesz je komuś przekazać, będzie się temu opierało – w jakiś sposób zawsze znajdując drogę powrotną. Jeśli zostaną podjęte jakiekolwiek działania z nim związane, mistrz gry prosi o informację. Jeśli zdecydujesz się na podjęcie innych działań związanych z informacjami zdobytymi w trakcie wątku, również proszę o info – ze względu na graniczną datę, mogą one mieć miejsce już w nowym okresie fabularnym.

Kolejnego dnia w swoim wagonie znajdziesz kopertę – a w niej 8 kompletów dokumentów, w tym tych należących do Celine i Leonie. Pozostałych 6 również należeć będzie do młodych dziewcząt.

Celine – długie miesiące spędzone w więzieniu nie przejdą bez echa; ze względu na skrajne wychudzenie, twoja waga w karcie postaci została zmniejszona do 40 kg – powrót do pełnej sprawności i zdrowia będzie możliwy dzięki prawidłowej diecie i eliksirom wzmacniającym (nie muszą być zużywane mechanicznie). Ze względu na przebytą chorobę, trudne warunki i doświadczoną traumę, przez kolejne miesiące będzie towarzyszyć ci ciągłe osłabienie i niepokój, objawiające się zawrotami głowy, szybkim męczeniem się (nawet przy wykonywaniu prostych czynności), bezsennością i koszmarami sennymi, a także stanami lękowymi i atakami paniki, pojawiającymi się szczególnie w pomieszczeniach zamkniętych. W związku z tym, do końca fabularnego kwietnia otrzymujesz stałą karę do wszystkich rzutów -20, do końca fabularnego maja -10, a do końca fabularnego czerwca -5.

W wyniku aresztowania utraciłaś różdżkę, została usunięta z twojego wyposażenia i karty, wraz z przysługującymi za nią bonusami. Jeśli zakupisz nową, zgłoś ten fakt w aktualizacjach.

W razie pytań - jak zwykle - zapraszam <3

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stacja kolejowa - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stacja kolejowa [odnośnik]04.03.22 0:33
Uśmiechnął się, trochę smutno, kiedy Leonie zapytała, dlaczego jej, dlaczego im próbował pomóc - chciałby żyć w świecie, w którym nikt nie zadaje takich pytań, w którym pomoc dla drugiego człowieka jest naturalna i normalna, zwykła, codzienna. Oczywista.
- Nie chcę niczego w zamian, Leonie - wyjaśnił, spoglądając jej w oczy; pojmował sens jej historii, historii ojca, który zaufał niewłaściwym ludziom. Tym samym, którym zaufał sam Marcel. Miała prawo mieć obawy - czy nie pojawi się jutro, za tydzień, za miesiąc. Czy nie będzie jej szantażował tymi sekretami, nie mógłby, lecz skąd miałaby o tym wiedzieć? Co mógł jej więcej powiedzieć - że po prostu chciał pomóc? Że nie potrafił siedzieć z założonymi rękami, kiedy inni cierpieli? - Spotkaliśmy się już w mieście - dodał, bez przekonania, z zawahaniem, czy pamiętała? - Wezmę cię w bezpieczne miejsce. Najpierw odzyskam twoje dokumenty - potem dowiemy się, co się stało z różdżką. Będzie prościej, kiedy będziesz mogła wejść do miasta. - Próbował się do niej uśmiechnąć jeszcze raz, krzepiąco. To, co opowiadał, mogło brzmieć jak słowa szaleńca - ale przecież już dokonał szalonego.
Odetchnął z ulgą, kiedy kajdany na przegubach dłoni Celine pękły; służył jej oparciem, po drugiej stronie mając Leonie: zdołają ją stąd zabrać, był tego pewien. Ścisnął mocniej jej ramię, chcąc ją wesprzeć: te parę pierwszych kroków będzie ją kosztowało najwięcej wysiłku. Dalej, dalej będzie mógł ją nieść.
Uniósł spojrzenie na ognistego ptaka, kiedy wybrzmiała jego pieśń. Kiedy znalazł się tak blisko, na wyciągnięcie ręki; poczuł, jak dech zatrzymuje mu się w piersi, osłupiony zachwytem nad przepięknym i mądrym zwierzęciem. Wyciągnął wolną rękę, chcąc go dotknąć - ale wtedy ziemia zadrżała, a oni we troje wkrótce zawiśli na jego ostrożnie zaciśniętych szponach. Usta Marcela złożyły się w szczery uśmiech, w najśmielszych refleksjach nie sądził, że przychyli się do tej prośby - a jednak. Wyciągnął dłonie, chcąc opleść je o szpony, odciążyć feniksa. Musiał trzymać dziewczyny.
- Zabierz nas do Doliny Godryka - poprosił, niepewny, czy jego głos był w stanie przedrzeć się przez napierający wiatr. Dom, który zajęli Doe, był wielki. Znajdzie się dla nich miejsce. - Zostaw nas na skraju lasu - Im mniej sensacji wzbudzi, tym lepiej, nie powinien lądować w ogrodach dawnego domu pani Bagshot.
Kiedy wylądowali - pomógł wstać Celine i Leonie, wziął Celine w ramiona i skierował się prosto do przyjaciela.

/zt idziemy tu


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Stacja kolejowa [odnośnik]04.03.22 22:03
Zimno. Przeraźliwe zimno tysiąca igiełek wgryzających się w ciało miesza się z panicznym strachem odbierającym stabilność oddechu; powietrze wdychane do płuc nie przynosi ukojenia, przeistoczone jakby w złośliwe kłamstwo, bo równie dobrze mogłaby zapaść się teraz w wodnej głębinie, usiłując pochwycić tlen. Rezultat byłby ten sam. Nicość.
Jej płacz jest gwałtowny jak towarzysząca im pogoda, nieustępliwa i trudna, jej myśli dryfują daleko stąd, aż w pewnym momencie przestają mknąć w ogóle, zdezorientowane siłami wyciekającymi z niej wraz z każdą łzą i zawrotami głowy doskwierającymi bardziej i bardziej. Chude palce wbijają się w fakturę rozmiękłej gleby odnalezionej pod warstwą brudnego śniegu, brąz wchodzi pod paznokcie - a do głowy powracają wątłe wspomnienia dnia, kiedy przy podobnych torach zakopywała listy od tatka, żeby te nigdy nie wpadły w niepowołane ręce. Kto jej wtedy pomógł? Dlaczego? Nie pamięta już jego twarzy, wie tylko, że był mężczyzną, który podarował jej bardzo urokliwą piersiówkę, albo raczej przystał na jej prośbę o dozgonne podzielenie się przedmiotem. Miała kupić i ozdobić dla niego podobną, nigdy jednak tego nie zrobiła. To minęło. Mija - ulatuje przez palce wraz z poczuciem dawnej Celine, która staje się duchem samej siebie i może to nawet adekwatne, przecież tak bardzo lubiła tańczyć z duchami, rozweselać je sekwencją płynnych ruchów łabędzia poderwanego do lotu albo sunącego po spokojnej tafli jeziora. Dzisiaj nie ma już nic. Wygląda podobnie, straciła sporo kilogramów, jest skorupą. Pustą i przestraszoną.
Marcel podnosi ją ku górze, pomaga mu w tym śliczna Leonie, a wszyscy z nich na powrót są wolni. Wymęczona turbulencjami różnego rodzaju dwójka pomaga podtrzymać ją na chybotliwych nogach smaganych porywistymi podmuchami wiatru, na początku próbuje ich od siebie odepchnąć, niepewna kim tak właściwie są, dopóki czerwień nie zstępuje spomiędzy szarych obłoków i dopóki powieki nie unoszą się niepewnie na prośbę znajomego głosu. Kto jeszcze jest z nami? Paniczny płacz powoli przemienia się w łkanie, kiedy zmęczone oczy sięgają nieba; w jej tęczówkach odbija się coś niewypowiedzianego, coś, czego nie umie ubrać w słowa, nie w tym stanie, ledwo trzymająca się strzępów swojej przytomności, oparta głową o ramię Marcela, z jedną z dłoni wciąż kurczowo zaciśniętą na ramieniu Leonie. Ale jej dotyk jest blady. Nie zostawi siniaków. Może w ten sposób podświadomie próbuje upewnić się, że dziewczyna nagle nie zniknie.
- S-słońce... - to ostatnie, co pamięta, zanim umysł odpływa w eter nicości. W końcu pokonują ją panika i skrajne wycieńczenie, opada więc bezwładnie w ramiona młodego akrobaty, swojego wybawiciela; a może to feniks w ten sposób ofiaruje jej chwilę wytchnienia, spokoju, bo gdy tylko znajdują się na miejscu w Dolinie Godryka, zgodnie z jego życzeniem, jej powieki znów unoszą się niemrawo ku górze. Ile z niej zostało w Tower?

zt, bardzo dziękuję za grę i ratunek shame


there's a part of me that's desperate for changes, tired of being treated like a pawn. but there's a part of me that stares back from inside the mirror, part of me that's scared I might be wrong, that I can't be strong...
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Stacja kolejowa
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach