Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Bagna Minsmere
AutorWiadomość
Bagna Minsmere [odnośnik]23.07.21 12:45
First topic message reminder :

Bagna Minsmere

Bagna Minsmere to niezwykła, naturalna kompozycja terenów podmokłych, wrzosowisk, trzciny i żwirowych plaż ciągnących się przeszło siedem mil wzdłuż wschodniego wybrzeża Anglii. Przez bagna prowadzą drewniane kładki i pomosty umożliwiające spokojne spacery i podziwianie wyjątkowej przyrody. Na miejscu można natknąć się na rozmaite ptactwo, bujną i dziką roślinność. Minsmere uznawane jest za największe siedlisko błotoryjów w całej Anglii. Na południu wrzosowiska przecina rzeka Blyth, która w porach obfitych opadów deszczu zmienia tereny bagienne w obszerne zalewisko.
Lokacja zabezpieczona: Cave Inimicum



[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 21.02.22 15:07, w całości zmieniany 4 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Bagna Minsmere - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Bagna Minsmere [odnośnik]31.10.21 2:00
Ekscytacja płynąca z mocy, jaką zdołał skutecznie do siebie przywołać i ujarzmić, rozlała się w jego wnętrznościach, przepełniając go przyjemnym ciepłem. Czuł dumę z czynionego przez siebie postępu, bo chociaż, oczywiście, nie każda próba kończyła się sukcesem, nie każda wolna była od komplikacji, tak sam coraz częściej i coraz pewniej sięgał po trudniejsze i brutalniejsze zaklęcia - a gdy te odnosiły zamierzony skutek, zyskiwał naoczny dowód tego, że włożony w wysiłki trud jak najbardziej się opłacał. Brutalne klątwy raz po raz sięgały strażnika, łącznie z Zaklęciem Niewybaczalnym, które tańcząc na końcówce jego języka ostatecznie przeważyło szalę i odebrało zdrajcy życie. Napawał się tą chwilą, która jednak trwać dłużej nie mogła, gdy do zrobienia wciąż czekało tak wiele. Wysłuchał dalszego planu Rookwood, przytakując jej zgodnie; nie było sensu tkwić tu bezczynnie w oczekiwaniu na patrol, gdy nieopodal swą nieświadomością kusiła niewielka, mugolska wioska. - Doskonale, każda wybita osada mugoli to kolejny krok w dobrą stronę - mruknął w zadowoleniu, nie rozdrabniając się nad tym jaka dokładnie ilość wybitych co do nogi mieszkańców pozwalała na odtrąbienie sukcesu. Nowe punkty na mapie terroru były niezwykle istotne, bez wyjątku, a wieść o dokonanych na ludności cywilnej bestialskich zbrodniach niosła się zdecydowanie szybciej niż wieść o członkach Zakonu Feniksa przyklejających opatrunki na otarte kolanka szlamiastych dzieci.
- Być może Malfoy zdołałby poprosić tatusia o przyznanie nam specjalnych orderów przyjaciół przyrody - zawtórował w koncercie rozbawienia, nie kryjąc nawet kpiny z kukiełki, którą u szczytu pozornej władzy ulokował Czarny Pan - ani z jego syna, któremu własna propaganda zawróciła w głowie.
- Strach na gremliny będzie wystarczający, dodatkowym zabezpieczeniem terenu mogą w późniejszym terminie zająć się sojusznicy - odpowiedział zgodnie ze swoimi przekonaniami, wszak na tym etapie kluczowe było nałożenie podstawowych pułapek, mających utrudnić życie potencjalnym intruzom i poinformować ich samych o wtargnięciu osoby nieproszonej. - Dołożę Cave Inimicum - dodał informacyjnie po chwili namysłu, rezygnując z bardziej wymyślnych i czasochłonnych zabezpieczeń. Gdy ruszyli w drogę, znalazł dogodne miejsce, by rozciągnąć tam szeroką, niewidzialną dla oka sieć białej magii, skupiając się na wizji alarmującej obecności wszystkich mugoli, szlamolubów i przeciwników wyznawanych przez nich idei, wrogów samego Czarnego Pana. Kilkanaście minut owocnej pracy wystarczyło, by kontynuowali spacer w zimowym otoczeniu, dochodząc coraz bliżej wioski. Szczęśliwie informacja wyduszona z wartownika okazała się być wartościowa, a podążenie wskazaną przez niego ścieżką zaprowadziło ich w miejsce aż proszące się o atak.
- Locuste - zainkantował zaklęcie, celując w mężczyznę w średnim wieku, pragnąc by obsiadła go chmara wściekłych szarańczy, ten miał jednak szczęście i nie został ugodzony wiązką, która okazała się być zbyt słaba. - Plumosa - spróbował raz jeszcze, a mugol zachłysnął się czarnomagicznym dymem wypierającym z jego płuc cały tlen; padł na kolana, dusząc się, lecz Bulstrode nie zaszczycił go nawet beznamiętnym spojrzeniem, wymijając go po prostu w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Dostrzegł ją szybko; młoda kobieta, na jego oko ledwie pełnoletnia, z bojowym okrzykiem ruszyła w kierunku panny Chang z nożem kuchennym w dłoni. Czy naprawdę liczyła na to, że w tak naiwny sposób powstrzyma to, co nieuniknione? - Ad Medusa - szepnął niemalże czule do zitanu, a ten przemienił włosy w kolorze spalonej słońcem pszenicy w grupę węży, które zaczęły wściekle kąsać jej twarz, szyję i barki. Krzyki dziewczyny niosły się słodkim echem, łącząc się w symfonię krzyku i rozpaczy wraz z innymi dźwiękami rozbrzmiewającymi w sercu wioski, a następnie uciszanymi, jeden po drugim, bez śladu litości czy zawahania. - Cadevaribo Effudio - wycelował w leżące nieopodal zwłoki, pragnąc ich eksplozją zranić mugoli biegających w panice wokół, zaklęcie jednak pomknęło bokiem, a kapryśna czarna magia zebrała odbiła się na jego zdrowiu, pogłębiając efekty osłabienia i odzywając się dotkliwym pieczeniem nowego krwiaka wykwitającego gdzieś wzdłuż jego żeber.

Maghnus: obrażenia k10, PŻ: 216/254 (-6 psychiczne, -20 osłabienie, -12 tłuczone), -5 do kości, EM: 25/50


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Bagna Minsmere [odnośnik]31.10.21 12:30
- Knut do knuta, a zbierze się... - mruknęła Sigrun, skinąwszy głową na słowa Maghnusa na znak zgody.
To wszystko trwało już długie miesiące. Zdecydowanie zbyt długo; jeszcze przed rokiem Sigrun liczyła, że rozgromią Zakon Feniksa o wiele szybciej, że czarodzieje w Wielkiej Brytanii okażą się mądrzejsi i dostrzegą, że Czarny Pan jest dla nich jedyną szansą na spokój i dobrobyt. Pragnęli pokoju, swym bezsensownym oporem zaś zmuszali Rycerzy Walpurgii do tego, by go tłamsili - wszelkimi możliwymi sposobami. Jeśli miało to równać się wypalaniu każdej mugolskiej wioski po kolei, to to właśnie uczynią. Sigrun odnajdywała w tym wręcz radość - w chwilach takich jak ta czuła się w swoim żywiole.
Zaśmiała się głośno i perliście przez wspomnienie Malfoya przez lorda Bulstrode. Minęło zaledwie kilka dni, a ona wciąż nie wiedziała co dokładnie stało się z nim w Kentwell Hall. Syn Ministra Magii po prostu zapadł się pod ziemię.
- Najpierw musiałby wychylić nosa ze swojej kryjówki, a najwyraźniej mugolskie truchło tak go przeraziło, że wciąż siedzi pod łóżkiem - wyrzekła rozbawiona, nie ukrywając przed Maghnusem i Wren swojej złośliwej natury; w rzeczywistości jednak wcale nie było to zabawne. Malfoy zawiódł ich w Kentwell i musiał ponieść surowe konsekwencje. - Mugol nie pozbędzie się bogina, więc to dobra pułapka - podsumowała Sigrun, gdy jej towarzysze rozważali wybór zabezpieczeń jakimi zamierzali obłożyć wioskę, do której zmierzali przez las. Kolejne skinięcie głową było zgodą na wybór lorda Bulstrode. Warto będzie wiedzieć, jeśli ktoś mimo wszystko zdecyduje się powrócić w te strony.
Tereny Minsmere były o wiele rozleglejsze, bogate i cenne, wzdłuż wybrzeża leżało kilka mugolskich wiosek, Sigrun liczyła jednak na to, że wieści o tym, czego tu dziś dokonają rozejdą się prędko. Zamierzała o to zadbać. Przekazać innym mugolom wiadomość, że lepiej dla nich, by się stąd wynieśli, że nie ma tu już dla nich miejsca, że nie pozwolą im czerpać z bogactw Minsmere i wód Morza Północnego.
Wiązka zaklęcia, jaka wymknęła się z różdżki Rookwood, ukształtował się wielki wąż, pokryty lśniącymi, zielonymi łuskami, syczący wściekle, agresywnie; nieczuły na zimno śniegu podpełzł do mężczyzny, naprężył się do skoku i natychmiast zaatakował. Raz, drugi - dopóki jego kły pełne jadu nie zatopiły się w łydce mężczyzny, wpuszczając do krwioobiegu sporo trucizny. Bez podania antidotum - zginie w katuszach w ciągu kilku godzin. Ból nie pozwolił mu się podnieść z ziemi; mugol zaczął jedynie krzyczeć do innych, aby próbowali się bronić, a najsłabsi uciekać. Sigrun zaśmiała się jedynie na te słowa.
- Orcumiano - wyrzekła, podchodząc bliżej, celując różdżką w drogę za mężczyzną. A gdyby tak od razu wykopać grób i zagonić ich wszystkich jak świnie do zagrody? Czar był jednak za słaby, ledwie rozegnał śnieg. - Wren, czy mogłabyś...? - zwróciła się do Azjatki.
Ona jednak nie próżnowała, podobnie jak i lord Bulstrode. Mglisty dzień w Minsmere znów rozjarzyły błyski zaklęć. Wren zniszczyła pierwszy budynek, Sigrun zaś skinęła głową z uznaniem; nie przypuszczała, że zwykłe Deprimo może być na tyle silne. Kolejny świst promienia sprawił, że śledziła go zaklęciem, obserwując jak czar Maghnusa zmienia włosy mugolki w kąsające węże. Lord Bulstrode także dał dziś piękny popis magii, sięgając po zaklęcie niewybaczalne, utwierdzając tym samym Rookwood w przekonaniu, że doskonale wie gdzie i dlaczego jest. Agonalne krzyki wartownika wciąż rozbrzmiewały w jej uszach niczym symfonia, zaś do niej dołączały kolejne melodie - tym razem mieszkańców rybackiej wioski.
- Dziś mamy wyjątkowo obślizgły dzień - stwierdziła pogodnym tonem, uznając to za wysoce zabawne.
Ruszyła przed siebie pewnym krokiem, wkraczając do wioski już na dobre, gdzie zaczynała wybuchać panika. Niektórzy mugole zamykali się w domach, inni próbowali uciekać. Żadna z tych opcji nie była mądrym wyborem. Podobnie jak ta trzecia - trójka mężczyzn najwyraźniej nie zamierzała oddać wioski bez walki. Ruszyli ku Rookwood dzierżąc w dłoniach dziwne narzędzia.
- Gladium - zawołała, posyłając w kierunku mugola zaklęcie, które naznaczyło jego przedramiona głębokimi ranami. Nie był już w stanie utrzymać w rękach siekiery, upadła na ziemię, śnieg wokół niego zaś zabarwił się szkarłatem. Sigrun szarpnęła różdżką i wymierzyła nią w mężczyzn zrywających się do biegu w jej stronę. - Serpensortia.
Kolejny wąż dołączył do swego pobratymcy, który wiedziony wolą Śmierciożerczyni wciąż grasował po wiosce, atakując uciekając mieszkańców znienacka, wtłaczając truciznę do ich organizmów. Ten, o złotych łuskach, wydawał się jeszcze większy. Naparł na obu mężczyzn, odcinając im drogę.
Sigrun obejrzała się wówczas za siebie, odnajdując wzrokiem Maghnusa i Wren, którzy dokonywali dzieła zniszczenia, sięgając po brutalne i okrutne czary. Wioska była nieduża, niedługo później uliczki i ogrody zaścielił trup. Sigrun, zauważywszy, że z jednego z domów próbuje wymknąć się młody chłopak, posłała w jego kierunku zaklęcie. - Servio. Stój! - zawołała, zbliżywszy się doi niego; palce świerzbiły, aby zerwać skórę z tej niebrzydkiej buźki, lecz dla niego przygotowała inne zadanie. - Udasz się do okolicznych wiosek. Ostrzeżesz wszystkich, że jeśli się nie wyniosą stąd czym prędzej, spotka ich taki sam los. Przyjdziemy po każdego. Po każdego mężczyznę, kobietę i dziecko. Nikt nie zostanie oszczędzony, jeśli zostanie w Minsmere. To nie jest miejsce dla was. Zrozumieliśmy się? A teraz biegnij - rozkazała mu, w jej słowach zaś wyraźnie rozbrzmiewała groźba, kiedy mierzyła go świdrującym spojrzeniem. Młodzieniec pokiwał głową, drżąc na ciele, po czym zerwał się do biegu. Sigrun nie miała wątpliwości, że jej słowa trafią, gdzie trzeba.
Stanąwszy w centralnym punkcie wioski, koło niewielkiej rzeźby dziwnej kobiety w kapturze na głowie, wzięła głęboki oddech. Napawała się kilka chwil widokiem wokół nich. Leżących na uliczkach ciałach, zawalonych przez Wren domach, zamordowanych przez Maghnusa mugolach. Woń krwi, strachu i przerażenia przesycił zimowe powietrze. Wtedy Sigrun uniosła różdżkę wysoko, aby wyszeptać z namaszczeniem: - Morsmordre.
Czaszka, wokół której wił się wąż, symbol Czarnego Pana rozbłysnął jasno na zachmurzonym niebie. On także miał być przestrogą dla wszystkich tych, którzy mieli czelność rościć sobie prawa do terenów Minsmere - od teraz miały należeć do nich.
- Jeśli ktoś tu jeszcze został, zajmijcie się tym. Ja w tym czasie obłożę to miejsce Zawieruchą. Lekko się zdziwią, jeśli zdecydują się tu przybyć.
Pułapki, o których wspominali jej towarzysze, zajmą im o wiele mniej czasu i energii. Mogli zatem skontrolować, czy w wiosce na pewno nie został nikt, że zginęli wszyscy. Sigrun zaś zdecydowała się przygotować niespodziankę dla potencjalnych intruzów, mugolskich, czy też wartowników, którzy zechcą sprawdzić co się tu stało. Zawierucha miała zadziałac, kiedy do wioski i okolic zbliży się ktokolwiek, kto sprzeciwia się woli Czarnego Pana. Śmierciożerczyni uniosła różdzkę, zaczęła cały proces, skupiając się na uwolnieniu swojej mocy, przekierowaniu białej magii na całą tę okolicę; przywołała z pamięci wspomnienie jednej z magicznych bitew czarodziejskich, o której sporo czytała, by przygotować się do tego zaklęcia. Mijały kolejne minuty, przemieniając się w godziny, kiedy Rookwood wędrowała po wiosce, brodząc we krwi, mijając trupy, szeptała inkantacje i machała różdżką, przelewając na to miejsce swoją magię.
W tym czasie zdążył zapaść zmierzch, o tej porze zimą robiło się już ciemno; w tak małej wiosce brakowało ulicznych latarni, ciemność rozpraszał jedynie blask Mrocznego Znaku na niebie.
- Dobra robota - zwróciła się do Wren i Maghnusa, kiedy zbliżyła się do nich, lekko wyczerpana. Uzyskawszy od nich potwierdzenie, że wioskę od teraz można nazywać opuszczoną i nawiedzioną, skinęła z zadowoleniem głową. Ściągnęła z twarzy maskę i wsunęła ją do zaczarowanej torby. - Myślę, że wszyscy zasłużyliśmy na szklaneczkę whisky. Zmyjemy krew z butów i Maghnus chyba nas wpuści do swojego klubu, co? - spytała zaczepnie, posyłając arystokracie szelmowski uśmiech; po tak pracowitym dniu kolejka czegoś mocniejszego należała się jak psu buda. - Spotkamy się na miejscu - obiecała, po czym rozpłynęła się w strzępach czarnej mgły, która zniknęła w ciemnościach.

EM: 14/50

| Sigrun zt


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Bagna Minsmere [odnośnik]31.10.21 16:03
W porównaniu do Sigrun i lorda Maghnusa wydawała się o wiele mniej wokalna. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że podczas zadań Wren trwała w permanentnej koncentracji, zjednoczona ze swoją magią na tyle, by nie pozwolić jej znów wybuchnąć i przynieść sobie wstydu. Jak wyglądałoby to podczas misji, gdyby wymierzyła w szlamę zaklęcie, a ono zwróciło się przeciwko niej i tym razem zerwało skórę z oliwkowej twarzy? Dlatego też uśmiechnęła się krzywo, zarówno na myśl o ich wkładzie w obronę tutejszej flory i fauny, jak i komentarze ciosane pod adresem lorda Abraxasa, który za pomocą swojej pozycji najwyraźniej nie zdołał zaskarbić sobie zbyt wielu przyjaciół. Aż dziwne. Ale z drugiej strony - chyba nie wypadało się dziwić, nosił się przecież jak sam lord Cronus Malfoy, zapomniawszy, że do stołka Ministra Magii wciąż miał daleką drogę.
- Oczywiście - odpowiedziała miękko na pytanie Rookwood i wycelowała różdżkę w to samo miejsce. - Orcumiano - zaintonowała. Wiązka uderzyła w ziemię, ale dół, który powinien być o wiele głębszy w normalnych warunkach, okazał się płytszy o przynajmniej pół metra. Nieistotne, młodzieniec wpadł w niego tak czy inaczej, nieuważnie łamiąc sobie przy tym jedną nogę i skręcając kostkę w drugiej. Nie zwlekała jednak zbyt długo, od razu kierując szpic kasztanowego drewna w stronę uciekającej mugolki; niosła na rękach dziecko, przyciskała je do piersi, krzycząc przy tym w niebogłosy, zupełnie jakby to miało w jakikolwiek sposób jej pomóc. Głupia. - Betula - warknęła rozdrażniona barwą jej głosu Azjatka, a metafizyczny bicz wystrzelił gwałtownie z jej  różdżki, rozcinając skórę na plecach kobiety aż do kości kręgosłupa. Całe szczęście, że szlamy były o wiele podatniejsze na działanie czarnej magii; padali od niej jak muchy, a ona kątem oka z uznaniem obserwowała działania przede wszystkim sir Maghnusa, który płynnie, niemal łagodnie ciskał w uciekinierów potwornymi inkantacjami. Był w tym biegły - tak samo zresztą jak Rookwood, która rozsiewała wokół siebie mgłę absolutnej anihilacji... Aż wreszcie na niebie rozkwitła czaszka spętana prześlizgującym się między jej otworami wężem i Wren westchnęła w nieukrywanym zachwycie. Stało się. Trup ścielił się na zmrożonej, pokrytej brudnym śniegiem ziemi gęsto i chętnie, natomiast jeden z młodzieży wioski otrzymał zadanie ruszenia w świat z wiadomością o tym, do czego doszło w jego domu. - Coccineus - syknęła później czarownica, ponownie powracająca wzrokiem do pola nierównej walki, lecz czar zawiódł, zamiast tego ciskając w nią konsekwencją nieuwagi; gardło zalała jej własna krew, metaliczna, gorąca, kaszel przedarł się przez dźwięk coraz bardziej milknących krzyków, a organizm zmusił do tego, by pochyliła się i wypluła szkarłat nagromadzony w ustach. Przez moment zakręciło się jej w głowie. Zachwiała się na nogach, dopiero w ostatniej chwili przed żałosnym upadkiem odzyskując równowagę na tyle, by poczuć jak podduszenie przeradza się w złość - przecież to wszystko wina tych okropnych szlam. - Coccineus, kurwa - powtórzyła chrapliwie, uparcie, ale i to zawiodło, powodując jedynie lekkie drgnięcie zalegających na podłożu zwłok. - Bucco - dodała natychmiast, coraz bardziej rozsierdzona własną niemocą, kolejnym słabnięciem, ale uderzenie wymierzone staremu mężczyźnie w dół jego podbródka nie było tak silne, jak chciała. Wystarczyło jednak, żeby powalić go i odebrać ostatni dech; spojrzała potem na Sigrun i skinęła jej głową, z ustami wciąż znaczonymi zaschniętą, własną krwią, by potem wspólnymi siłami z lordem Bulstrode dokończyć dzieła. Dobitych mugoli porzucili w wyczarowanym dole, zasypując zwłokami młodzika, który leżał tam z niesprawnymi nogami, a zanim odeszli, Wren zwróciła się do arystokraty, - Byłby lord tak uprzejmy rzucić na nich putredo albo cadevaribo effudio? - zapytała miększym już głosem, zanim skinęła mu głową w tymczasowym pożegnaniu i ruszyła w swoją stronę, zmuszona doprowadzić się do porządku.

Wren: 148/192 na koniec wątku, 16/50 EM

zt



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Bagna Minsmere [odnośnik]31.10.21 18:06
Kwestia tajemniczego zniknięcia Abraxasa w trakcie walentynkowego balu w Kentwell Hall wciąż pozostawała nierozwiązaną zagadką, lecz żadne z nich nie zamierzało szczędzić tematowi złośliwości ani kpin. Bulstrode był doprawdy oburzony tym, że Malfoy nie pociągnął sprawy do końca, że w kluczowym momencie nie sięgnął po różdżkę, by zrobić z niej użytek w dobrej sprawie, tylko rozmył się w eterze; najwidoczniej był synem swojego ojca, nic nieznaczącą marionetką, niezdolną do własnych działań, dobrą wizerunkowo, lecz nieoferującą niczego poza tym. Za jego wielkimi słowami nie szły wielkie czyny, ani w ogóle żadne czyny, jeśli więc miał być nieudacznikiem, który tylko im zawadza, może i lepiej zrobił, znikając im z oczu.
- Bezpieczniej dla niego byłoby już nie wychodzić z tej kryjówki, gdziekolwiek by ona nie była - stwierdził po chwili, wiedząc doskonale, że rozczarowania na takim poziomie nigdy nie są znoszone dobrze. Porażki, oczywiście, zdarzały się każdemu, ale akty tchórzostwa w najczystszej formie nie miały racji bytu. W trakcie tej żywiołowej wymiany zdań panna Chang pozostawała milcząca, jednak nie potrafił się jej dziwić; sam znał Sigrun przez prawie dwie dekady, łączyło ich wiele wspólnych wspomnień jeszcze z czasów szkolnych, teraz, w dorosłym życiu ich współpraca układała się płynnie i całość rzutowała pozytywnie na ich relacje. Gdyby nie był jednak z nią aż tak dobrze zaznajomiony, zapewne też powściągnąłby język, ograniczając swe wypowiedzi do czysto pragmatycznych ustaleń dalszego planu.
Zaklęcia rozbłyskiwały ze wszystkich stron, a Maghnusowi we wspomnieniach majaczyła mugolska wioska w Staffordshire, którą w bardzo podobny sposób wyludnił do spółki z lordami Shafiq i Selwyn. Jak słabi byli niemagiczni, jak głupi i bezbronni, skoro wystarczyła trójka odpowiednio zdeterminowanych czarodziejów, by zetrzeć ich w proch? Tym razem jednak Bulstrode'owi władanie śmiercionośnymi zaklęciami, stającymi się sprawnym narzędziem terroru w jego dłoniach, wychodziło łatwiej, lepiej. Nieco ponad miesiąc dzielił obie eskapady, nie mógł się jednak oprzeć wrażeniu, że zitanowa różdżka posłuszniej przywołuje najczarniejszą magię, coraz lepiej radzi sobie z brutalnymi klątwami. Był zadowolony z tego postępu, choć nie zamierzał osiadać na laurach; wciąż pragnął więcej i wiedział, że jeszcze wiele trudu przed nim.
Zaśmiał się z komentarza Rookwood, gdy faktycznie w ciągu paru minut w wiosce rozbrzmiała mnogość syknięć agresywnych węży, które - jak i oni - nie znały litości. Ale i ten spektakl powoli dobiegał końca. Wren doskonale poradziła sobie z utworzeniem w zmarzniętej ziemi dołu wystarczająco głębokiego, by zagonić tam pozostałych niedobitków i zafundować im zbiorową mogiłę, należało przyznać, że z niezwykłą łatwością posługiwała się urokami, zyskując tym samym w jego oczach uznanie niestłamszone faktem, że była kobietą. Po czarną magię sięgała równie chętnie, może z mniejszą wprawą, lecz nie zrażała się niepowodzeniami, co dobrze wróżyło na przyszłość; każdy kiedyś zaczynał od zera, a gdy Bulstrode kątem oka odnotowywał poczynania panny Chang, mimowolnie zastanawiał się nad tym, jak daleko zaprowadzi ją ta droga, wszak nie bez powodu Deirdre przyprowadziła ją na spotkanie, nie bez powodu dostrzegła w niej coś, co uznała za warte pielęgnowania. - Insinuato - wypowiedział miękko, a z końca jego różdżki wyrósł długi, świetlisty bicz, którym zamachnął się niczym cyrkowiec zaganiający zwierzęta, nie mając jednak najmniejszych oporów, by uderzać giętkim narzędziem o ciała napotykanych na drodze mugoli, zamiast stosować go w roli straszaka, trzaskając w powietrzu. Tam, gdzie bicz napotykał żywe tkanki, z miejsca pojawiały się szerokie pręgi ropiejących wrzodów, bolesne i niemalże paraliżujące bólem. Maghnus cel miał jednak jasny, z każdym kolejnym trzaśnięciem bicza i z każdym kolejnym krokiem przybliżał się do głębokiego dołu, sprawiając, że wpadali tam coraz kolejni mieszkańcy wioski, cofający się przed czarodziejami w obawie. Nad ich głowami rozbłysł Mroczny Znak, niezmiennie przywołujący dreszcz podskórnej ekscytacji i niemego zachwytu.
- Zajmiemy się resztą, nikogo nie ominie los, jaki dla nich wybraliśmy - skinął głową Sigrun, by ta miała pewność, że może spokojnie zająć się nakładaniem czasochłonnego i wyczerpującego zabezpieczenia, a oni we dwójkę wezmą na swe barki ciężar dokończenia morderczego dzieła. Bicz przecinał powietrze, podobnie jak wiązki zaklęć rzucanych przez Azjatkę, która niestety nie uchroniła się przed efektami ubocznymi sięgania po potęgę, którą ciężko było okiełznać. - Wszystko w porządku, panno Chang? - zapytał, gdy stanęli na krawędzi dołu, w którym kłębiły się ciała martwe, dogorywające i te całkiem żywe, choć przygniecione innymi bez możliwości wygrzebania się na powierzchnię. W jego głosie nie wybrzmiewała kpina, znał aż za dobrze bolesne komplikacje i wiedział jak dotkliwie mogą osłabić organizm. - Naturalnie. Odsuńmy się jednak dla bezpieczeństwa - odpowiedział, uśmiechając się lekko, gdy wykorzystanie naruszonej przez nich topografii terenu aż prosiło się o użycie podobnych zaklęć. - Cadevaribo Effudio - mruknął do różdżki, celując w truchło pośrodku dołu, gdy wycofali się już kawałek, a ciało wybuchło momentalnie, raniąc dotkliwie wszystkich w swoim zasięgu. Jęki dobiegające z dołu cichły z każdą chwilą, nie zamierzał jednak zostawiać niczego przypadkowi. - Putredo - wycelował w drugie zwłoki leżące poniżej, powykręcane pod dziwnymi kątami, a tkanki zaczęły gwałtownie pęcznieć, obiecując szybkie i zadowalające efekty stopniowego trucia uwięzionych w dole mugoli. Nie zamierzał jednak być tego świadkiem, wiedział, że to najwyższa pora, by się oddalić i pozwolić szkodliwym oparom i ostremu mrozowi zrobić swoje.
- Nie wypada marnować tak wybitnej okazji i nie wypić celebracyjnego drinka - uśmiechnął się kącikiem ust, dumny z ich wspólnego dzieła i kolejnego męczącego, choć szalenie satysfakcjonującego dnia. - Obowiązuje strój wieczorowy, Rookwood - zastrzegł po chwili, by faktycznie zmiana w jej wyglądzie nie ograniczyła się do starcia krwi. - Do zobaczenia - pożegnał obie kobiety w doskonałym humorze, marząc o momencie, w którym po ciepłej kąpieli przywdzieje pachnące czystością szaty i rozsiądzie się na miękkiej sofie z kryształową szklanką wykwintnego trunku. Odwrócił się na pięcie, by zostawić za sobą rybacką wioskę i rozpocząć dalszą część wieczoru już w przyjemniejszym otoczeniu.

Maghnus: PŻ: 216/254 (-6 psychiczne, -20 osłabienie, -12 tłuczone), -5 do kości, EM: 20/50
zt


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Bagna Minsmere [odnośnik]21.02.22 15:11
Rycerze Walpurgii bez problemów pozbyli się zarówno patroli, jak i problemów w okolicach wrzosowisk Minsmere. Teren będący największym siedliskiem Błotoryjów i wiosennych ingrediencji dzięki wylewom Morza Północnego został oczyszczony z mugoli. Masakra, której dopuścili się czarodzieje rozniosła się echem po najbliższej okolicy i wioskach Walberswick, Dunwich, Sizewell, które do tej pory dbały o rozlewiska i występującą tam faunę i florę. Mugole w panice i strachu masowo opuścili te tereny.

Mg nie kontynuuje rozgrywki
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Bagna Minsmere - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Bagna Minsmere
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach