Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kentwell Hall
AutorWiadomość
Kentwell Hall [odnośnik]23.07.21 12:48
First topic message reminder :

Kentwell Hall

Na granicy Wschodniego i Zachodniego Suffolk, w Long Melford mieści się wielki dwór. Jego mieszkańcami są mugole, którzy w niezwykle tajemniczych okolicznościach odziedziczyli dom od swoich poprzedników. W Suffolk znani są z organizacji hucznych balów maskowych odbywających się w każdy piątek. Jeśli tylko pogoda sprzyja, przyjęcia odbywają się w ogrodzie, a ich gośćmi są zarówno mugole, jak i czarodzieje. W każdą środę właściciele posiadłości opuszczają ją na dwa dni, na czas przygotowań do kolejnego balu. Uznaje się ją wtedy za otwartą dla wszystkich, można skorzystać z urokliwych ogrodów, luksusów oferowanych przez stare, gustowne wnętrza, wypocząć w towarzystwie pawi spacerujących wzdłuż brukowanego podjazdu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kentwell Hall - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kentwell Hall [odnośnik]30.10.21 18:14
Nie mogła się powstrzymać przed tym, by nie spojrzeć w stronę lorda Traversa, gdy poleciła mu pozbycie się mugolki. Hałasy dobiegające z góry miały być wystarczającym alarmem, jeśli było kogo alarmowa; na to nie mogli już nic poradzić, nie musieli się zatem zamartwiać się ciałem mugolki porzuconym w ciemnym, opustoszałym kącie. Chrupki dźwięk, jaki towarzyszył chwili skręcenia dziewczynie karku, w uszach Sigrun zabrzmiał wręcz rozkosznie. Maghnus i Drew nie zdążyli akurat na tę scenę przedstawienia, zdołała im jednak zaprezentować inną, zmuszając truchło młodzieńca do powstania i słuchania jej woli. Zadowolona z siebie zaśmiała się na słowa Drew.
- Wychowam go nie mniej dobrze niż psa. Co do mojej tresury możesz nie mieć wątpliwości, Drew  - odparła, spoglądając z zadowoleniem na inferiusa; gdyby tylko z wyższych kondygnacji nie dochodziły ich wrzaski i krzyki, mogłaby wyczarować dla niego towarzystwo, by nie porzucać zwłok młodej dziewczyny na środku korytarza, lecz było im już śpieszno. - Doskonale - mruknęła, jedyne w ten sposób komentując ich działania na dole. Jeśli twierdzili, że wszystko jest tam gotowe, to nie miała powodów, aby w to wątpić. Na nich można było liczyć.
Sigrun liczyła jednak na to, że klątwy nie będą miały okazji dziś zadziałać w pełni. Nie zamierzała pozwolić na to, aby którykolwiek z mugolskich gości Walentynkowego balu opuści komnatę i zdoła dostać się aż do spiżarni w piwnicach, by podjąć próbę ucieczki.
- Słuszna uwaga. Zrobimy to, kiedy bal dobiegnie końca - wyrzekła, odpowiadając na propozycję Maghnusa, zanim wkroczyli do sali balowej; po wypędzeniu z Kentwell Hall brudu i szlamu rzeczywiście trzeba będzie zabezpieczyć twierdzę, by nie kalało jej swym spojrzeniem mugolkie oko i tym bardziej nie wdarł się tu już żaden intruz.
Po wkroczeniu do sali balowej Rookwood poczuła się w swoim żywiole. Niczym ryba w wodzie. Uśmiechnęła się pod maską, kiedy dostrzegła pod sufitem kłąb czarnej mgły, budzący w mugolach, którzy jeszcze pozostawali przy przytomności; przezornie zabezpieczył salę balową, by na pewno nikt się nie wydostał. Mugole znaleźli się w pułapce. Kolejni osuwali się na ziemię, pozbawieni przez truciznę przytomności, zaklęcia Rycerzy Walpurgii zaś rozdzierały im gardła, żyły, posadzka sali balowej zmieniała się w morze krwi. Zaklęcie Sigrun rozcięło głęboko żyły mężczyzny, który się do niej zbliżał. Wrzasnął, cofnął o krok i zachwiał; po upadku nie był już w stanie się podnieść, trucizna osłabiała jego organizm.
Obca inkantacja zaklęcia, jaka padła z ust Traversa, wzbudziła w Sigrun zainteresowanie; zerknęła na niego przez ramię, później na inferiusa w którego stronę posłał zaklęcie. Efekt podobał jej się więcej niż bardzo. Palce inferiusa transmutowały w długie, ostre szpony.
- Fiu, fiu, nieźle - wymruczała niemal z zadowoleniem, przechodząc za plecami kapitana; nieopodal niego osunęła się na ziemię kolejna mugolka, w której stronę Sigrun wymierzyła różdżką. - Sectumsempra.
Drgnęła jej jednak ręka i zaklęcie chybiło celu. Podirytowana zmusiła inferiusa, aby zajął się nią w pierwszej kolejności, korzystając ze swych długich szponów.
- Maszkara? To spora zniewaga dla tego przystojnego młodzieńca, lordzie. Właściwie nie wiem jak ma na imię. Nie zdążyłam zapytać - odpowiedziała na paniczne słowa Edwarda, nie rozumiejąc tego oburzenia, bo inferius nie zdążył się nawet zacząć rozkładać. To wciąż świeże zwłoki, jeszcze ciepłe, przekonałby się o tym, gdyby to zechciał sprawdzić empirycznie.
Kolejne zaklęcia błyskały naokoło, mugole osuwali się na ziemię, wrzaski i krzyki cichły z każdą chwila. Wszystko trwało krócej, niż Sigrun się wydawało. Kiedy wszyscy mugole padli nieprzytomni jak muchy, a im pozostało jedynie podrzynanie im gardeł, to poczuła lekki spadek ekscytacji. Było zdecydowanie ciekawiej, kiedy próbowali się opierać, nie o to im jednak tego wieczoru chodziło. Dostrzegłszy jak ku drzwiom próbuje się czołgać jeszcze jakiś mężczyzna, Sigrun uniosła różdżkę celując w jego plecy.
- Sectumsempra - powtórzyła inkantację ulubionego zaklęcia, zaś jego promień naznaczył szerokie plecy mugola głębokimi ranami.
Cała posadzka pływała już właściwie we krwi.
- Czuję się jakbym brodziła w mule - wyrzekła głośno, spoglądając na własne buty, brudne od mugolskiej juchy. Aż wzdrygnęła się od odbrzydzenia. - Drew, pozwolisz...? - zwróciła się do Śmierciożercy, wskazując na okno i ciemne niebo za nim - należało zaznaczyć, że odnieśli tu zwycięstwo, że tu byli. Przepełniona satysfakcją podeszła do drzwi balkonowych, pchnęła je lekko i wycelowała cisową różdżką w niebo. - Morsmordre - wyrzekła Sigrun niemal z namaszczeniem. Kilka chwil później na granacie nieboskłonu rozbłysła zieleń czaszki i węża, który wił się wokół niej leniwie. - Tego robactwa trzeba się będzie pozbyć. Możemy je spalić albo porzucić na traktach, aby byli przestrogą dla innych - zastanowiła się, powiódłszy spojrzeniem po sali balowej, wszędzie leżały wykrwawiające się wciąż ciała. - Najpierw jednak zabezpieczmy to miejsce - zaproponowała, wracając pamięcią do propozycji lorda Bulstrode; sprawę należało przeprowadzić do końca, porządnie.
- Zajmę się Cave Inicum - poinformowała pozostałych, zanim uniosła cisowe drewno i przeszła do rzeczy. Chciała obłożyć działaniem tego zaklęcia całą twierdzę i pobliską okolicę, aby nie wdarł się tu żaden intruz, nikt, kto sprzeciwiał się woli Czarnego Pana i Ministerstwa Magii. Na kilkanaście minut porzuciła czarną magię na rzecz tej białej, ochronnej, aby z jej energii utkać cały trudniejszy czar, który miał ją poinformować o nieproszonej obecności.
Wykonawszy swoje zadanie - opuściła Kentwell Hall. Miało zostać jeszcze odrestaurowane i uprzątnięte dla Czarnego Pana, tym jednak zajmą się inni.

EM: 32/50
pż: 197/212


zt

[bylobrzydkobedzieladnie]


She tastes like every

dark thought I've ever had


Ostatnio zmieniony przez Sigrun Rookwood dnia 01.11.21 15:17, w całości zmieniany 2 razy
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kentwell Hall [odnośnik]30.10.21 20:40
Histeryczny płacz przez kilka krótkich chwil był jedynym dźwiękiem, jaki docierał do jej uszu. Sala balowa z każdą kolejną chwilą zdawała się cichnąć, krzyki przeobrażały się w pojękiwania, wrzaski w ciężkie westchnięcia, w końcu wszystko gasło, pozostawiając po sobie jedynie ślad echa.
Smoczy eliksir był silny, rozlany do znaczącej części kieliszków był formalnością, a kiedy ta nie wystarczała, w grę wchodziła różdżka.
Światła wciąż błyskały, śmiercionośne czary przecinały rzeczywistość, charakterystyczny odgłos uderzającego o ciało zaklęcia wypełniał przestrzeń, w końcu dominując ją. Zaczynało robić się coraz spokojniej.
I coraz tłoczniej na kamiennej posadzce, którą teraz zaczynał pokrywać tkany z ludzkich ciał dywan; błyszczące suknie i obszerne tiule spoczywały cicho, ciemne garnitury mieszały się z kolorem posadzki; niedobitki przypominały raczej czołgające się larwy w kolorze ludzkiej skóry, niźli faktycznych ludzi.
Dolohov spoglądała na szlochającą kobietę w pierzastej masce przez dłużej niż chwilę; zrozpaczona śmiercią swojego partnera niewiasta wciąż nie ukazała swojego oblicza, zostawiając tę namiastkę rozrywki; a przynajmniej tak Tatiana postrzegała pokracznie ów scenerię, kiedy po raz kolejny unosiła różdżkę, celując nią w kobietę. Znów spróbowała przywołać moc ładunków elektrycznych – i znów nic. Coś było nie tak z tym pomieszczeniem? Aura śmierci i jej odór unoszący się w powietrzu nie wchodziła w relację z prądem?
Zmarszczyła brwi, mieląc w ustach ciche przekleństwo; nie mogli bawić się w nieskończoność, nie było na to czasu.
Chcąc więc skończyć żywot kobiety w taki sam sposób, w jaki odebrała życie jej partnerowi, pokusiła się o kolejne lamino, a później następne; umknęło po podłodze, jedno po drugim, jak gdyby sztylety wyczarowane w złości nie miały dostatecznej siły. Może nie skupiała się wystarczająco na zadaniu bólu?
Zaciskając zęby po raz kolejny smagnęła różdżką powietrze, tym razem sięgając po czarną magię i sycząc Gladium.
Kobieta ucichła, kiedy bordowa posoka spłynęła obficie po przedramionach; otwarte rany brudziły jej kreację, a ona obserwowała, niemalże jakby zaklęta w transie, jak jej ciało powoli się wykrwawia.
Tatiana nie miała więcej czasu bawić się losem szlamu tudzież brudnej charłaczki; zostawiając za sobą pospieszne kroki i stukot obcasów, wycofała się z sali balowej, by w kilku następnych krokach zjednać szyki z pozostałymi Rycerzami Walpurgii. Ponownie odnalazła spojrzeniem Sigrun, niedługo później krótkim ruchem podbródka zgadzając się z jej słowami.
Czym szybciej zabezpieczą i opuszczą to miejsce, tym lepiej.
Zajęła się więc tym co konieczne – nakładaniem pułapek, choć na pewno żadne z nich nie przewidywało pojawienia się intruzów w tym miejscu; nie po tak spektakularnym wieczorze jak tego dnia.
Uniosła znów różdżkę, niedługo później w pośpiechu obchodząc pomieszczenie; zmrużone powieki mówiły o skupieniu, ciche szepty wypuszczane spomiędzy ust tkały sieć, która miała uniemożliwić na terenie Kentwell Hall i przynależnym zamkowi ziemiom teleportację, aportację i deportację. Uchronić to miejsce od głupich pomysłów i jeszcze głupszych stworzeń; słowa, które miały rozejść się wzdłuż i wszerz Anglii, prawiące o makabrycznej maskaradzie walentynkowej już niedługo miały stać się żywe.
Po kilkunastu minutach, kiedy zabezpieczenie wydawało się jej gotowe, podniosła wzor, obrzucając nim pozostałych; później zaszczyciła także spojrzeniem leżące zewsząd ciała, walcząc z grymasem obrzydzenia pragnącym wedrzeć się na blade lico.
– Pospieszmy się – rzuciła krótko, by – kiedy już było to możliwe – opuścić to miejsce.

nakładam Tenuistis, jeśli można to zt, dzięki ziomeczki <3



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Kentwell Hall [odnośnik]31.10.21 0:11
Ciało mężczyzny, który do tej pory wymykał się spod różdżki Maghnusa, teraz zostało rozorane przez serię niewidzialnych mieczy, które wbijały się głęboko w skórę, mięśnie i powięzi, nie znając litości ani zahamowań. Mugol zastygł w bezruchu już na zawsze, ciemna jucha bluzgała na podłogę fontanną średniej wielkości, łącząc się tam w kałużę krwi wyciekającej z innych rozoranych brutalnymi zaklęciami zwłok. Zwierzątko Sigrun również nie próżnowało, ochoczo prześlizgując się pomiędzy niedobitkami wiedzione imperatywem nadanym przez swoją panią - co chwila dopadał kolejnych otrutych mugoli, pozbawionych przytomności i zatem zdanych całkowicie na ich łaskę, a tej wszak nie znali. Długie pazury i ostre jak szpikulce zęby co chwila szły w ruch przy akompaniamencie wygasających po kolei krzyków bólu, przepełnionych żałością jęków, odgłosu rozrywania tkanin i tkanek oraz głośnych, mokrych mlaśnięć.
Nie widział już nawet marmuru tworzącego gładką powierzchnię posadzki; teraz zasłany był praktycznie w całości narastającą ilością zwłok, gdy działali do spółki w szybkim tempie i w pełnym zdecydowaniu, metodycznie realizując kolejne założenia wcześniej powziętego planu. Wciąż jednak widział ruchy niektórych kończyn, wciąż słyszał pojedyncze błagania o pomoc. - Sectumsempra - skierował różdżkę w kobietę, która próbowała odgrzebać się spod rąk i nóg mugoli, którzy pośmiertnie zalegli tuż obok, więżąc ją tym samym w uścisku. Głupi był to błąd, być może gdyby przekonująco udawała trupa pominęli by ją jakimś cudem. Tak jednak jej los był juz przesądzony, a wiązka klątwy ugodziła ją prosto w pierś, by i ją rozciąć dogłębnie i wykrwawić do reszty. Zabawa dobiegała już jednak końca, chociaż z pewnością nie takiego, na jaki liczyli organizatorzy balu walentynkowego. Nie było już sensu dłużej przeciągać, dla pewności jednak Maghnus postanowił zadbać o to, by ewentualni ocaleńcy nie mieli najmniejszych szans na przeżycie; nawet jeśli sam eliksir, który odebrał im przytomność, miał ich stopniowo wycieńczać aż do śmierci bądź do uzyskania antidotum. - Putredo - wycelował różdżkę w większą grupę ciał, pragnąc przyspieszyć znacząco ich procesy gnilne, by swoimi trującymi oparami odebrały jakiekolwiek szanse na przetrwanie. Te zaczęły pęcznieć w mgnieniu oka, Bulstrode wiedział, że w krótkim czasie eksplodują, objawiając swój pośmiertny potencjał, nie zamierzał jednak być przy tym wydarzeniu. Przeszedł około piętnaście jardów w kierunku przeciwległej ściany sali balowej, by powtórzyć operację. - Putredo - ponownie spłynęło z jego ust, miękko i łagodnie niczym najprawdziwsza pieszczota. I on wiedziony niczym na niewidzialnej nitce podszedł w kierunku balkonu, by z zadowoleniem odmalowanym na twarzy obserwować rozbłyskujący na niebie Mroczny Znak, osławiony symbol zwieńczający dzieło, jakiego dokonali tej nocy w Kentwell Hall.
- Czy ktoś widział Malfoya? Czyżby po wszystkich wielkich słowach na spotkaniu zabrakło mu odwagi, by dociągnąć sprawę do końca? - zapytał doskonale słyszalnym głosem, wciąż nie dostrzegając sylwetki Abraxasa, który poniekąd był odpowiedzialny za to zadanie. Czyżby faktycznie stchórzył, udowadniając tym samym, że potrafi tylko podrzucać truciznę niczym słaba kobieta, a gdy przychodzi co do czego, zapomina jak używa się różdżki, skrywa się pod obrusem stołu i płacze, że jest synem Ministra? Usta Bulstrode'a wygiął grymas niezadowolenia i pogardy, wyraz bólu, gdy dłoń zapulsowała przypominającym o sobie ogniem. Pora kończyć.
- Porzucenie ciał na traktach wydaje się być dobrym pomysłem, niech przydadzą się do czegoś chociaż ten jeden raz, po śmierci - przytaknął propozycji Sigrun, dostrzegając wyraźnie problem, jakim mogłoby być przekazanie Czarnemu Panu posiadłości wypełnionej po brzegi mugolskim truchłem. Może część z nich przydałaby się jeszcze w roli inferiusów strzegących dziedzictwa Gauntów przed intruzami? - Zadbam o Repello Mugoletum - oznajmił czysto informacyjnie, nim obszedł salę, by przystąpić do działania. Mamrocząc pod nosem inkantacje i wykonując nadgarstkiem dzierżącym zitanową różdżkę skomplikowane, zamaszyste gesty, tkał niewidzialną sieć białej magii, mającej zabezpieczać posiadłość przed ponownymi wtargnięciam mugoli. Wyobrażał sobie kompletną ruinę tego miejsca, pragnąc by właśnie taki widok malował się przed oczami niemagicznego robactwa. Następnie przeszedł w kolejny punkt, bliżej korytarzy, później z kolei wyszedł na balkon i zajął się zewnętrzną fasadą budynku, wszędzie tam i jeszcze dalej rozszerzając obszar działania zabezpieczenia.

EM: 33/50
zt

[bylobrzydkobedzieladnie]


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood




Ostatnio zmieniony przez Maghnus Bulstrode dnia 01.11.21 15:19, w całości zmieniany 1 raz
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Kentwell Hall [odnośnik]31.10.21 10:59
Mimo uszu puścił komentarz. Widział, co widział. Bestię tępo atakującą wszystko, co leżało na podłodze bez większego cienia refleksji, bez skażenia umysłu rozumem. To, co rzeczywiście powłoka prezentowała i tak w gruncie rzeczy było paskudne; podobnie jak markowany na mugolski smoking, w którym Edward chodził cały wieczór i cały ten czas, kiedy go tworzył, nie dając wiary w cudze umiejętności krawieckie. Jedynie jego własne dzieła były wiarygodne, by mógł je nosić.
Wyraz pełnego obrzydzenia gościł na twarzy lorda Parkinsona przez coraz większą ilość czasu i zaostrzał się tym bardziej, im więcej martwych, powykręcanych ciał znaczyło parkiet sali balowej. Rzeź trwała w najlepsze, a poczucie estetyki cierpiało i nic nie mógł na to poradzić, zdając sobie sprawę niemal od samego początku, w jaki sposób wieczór dobiegnie końca. Nie mając własnej chęci do siania tego rodzaju działań, pokornie stał pod ścianą i obserwował, od czasu do czasu doznając dreszczy, gdy potężne klątwy śmigały jedna po drugiej, niosąc ze sobą ogromne ładunki magicznej energii, dzikiej, nieokiełznanej, lecz przede wszystkim mrocznej. Doświadczenie to było całkowicie inne od subtelnych nici splatanych własnymi rękami w trakcie kreowania zaklętych szat i był prawie pewien, że jeszcze przez kilka kolejnych dni będzie odczuwać konsekwencje tego zetknięcia. Umiejętności Edwarda pozostawały skromne w treściach czarnomagicznych; próba zaimponowania poprzez jednoznaczne ośmieszenie się nie wchodziła w rachubę. Zadanie dobicia mugoli zostawił w rękach pozostałych, obserwując ich i doceniając, że sięgali po takie działania ze zdecydowaniem, którego Edward w sobie tego wieczora nie miał. Zerkał też w stronę maszkary, zastanawiając się dłużej nad tym, kim mógł być owy przystojny młodzieniec, powracając do pytania związanego z imieniem. Zajęcie się tym pozwoliło na dłuższą chwilę oddalić się od czystej, umazanej krwią rzeczywistości. Kolejne imiona przemykały przez myśli, lecz nie mógł znaleźć właściwego sformułowania, którym byłby w stanie zamknąć wszystko to, co uważał na temat potwora. Maszkara opisywała to dostatecznie dobrze; i względem morderczych zapędów, i wizualnego aspektu, który Parkinsona interesował szczególnie mocno.
To już koniec? — Zapytał w pewnej chwili, wracając do gęsto usłanego trupa, nie mogąc doczekać się opuszczenia tego zapchlonego miejsca. Fakt, że słowa te zbiegły się z rozbłyskiem Mrocznego Znaku na nocnym niebie był czystym przypadkiem. A może i celowym krokiem, którym chciał jedynie osiągnąć chęć szybszego wyjścia stąd, porzucenia maski z aksamitu i odnalezienia jakiejś zagubionej i samotnej butelki szampana, którym osłodzi resztę wieczoru.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Kentwell Hall [odnośnik]01.11.21 11:36
Już prawie zdążył zapomnieć, jak dobrze smakował chaos. Odnajdywał się w nim, odkąd pamiętał – czerpiąc jakąś trudną do opisania satysfakcję z prowadzenia nierównej walki z szarpiącym okrętem żywiołem, z uszami wypełnionymi wściekłym łopotem żagli, skrzypieniem naprężonego do granic możliwości drewna, hukiem rozbijających się o burtę fal; pod ciemnymi pokładami, przesiąkniętymi smrodem ryb, krwi i strachu, czuł się zdecydowanie lepiej niż na lądzie, popychany do działania intensywnie krążącą w żyłach adrenaliną – szumiącą w uszach tym głośniej, im więcej otaczało go przerażonych i zdeterminowanych do walki żeglarzy, im jaśniej błyskały zaklęcia, i im głośniej wybuchały nabite magicznym prochem działka. Podobnie czuł się teraz; instynkt, uśpiony w momencie wymuszonego powrotu do rodzinnego kraju, został skutecznie wyciągnięty na światło dzienne; obudzony krzykami wystraszonych mugoli, dźwiękiem rozbijanego szkła i łamanych kości, miażdżonych bezlitośnie szponami ożywionego przez Sigrun inferiusa. Skinął jej głową, z ogólnego rozgardiaszu wyłapując rzucone gdzieś za plecami słowa, i dosłownie na ułamki sekund odnajdując spojrzenie ukryte za rzeźbioną maską; palce wolnej ręki dotknęły czoła, jakby chciały tam natrafić na rondo nieistniejącego kapelusza, a później Manannan wrócił do walki – uchylając się przed przecinającymi powietrze zaklęciami, rozglądał się dookoła, wrogów nie odnajdując już na poziomie wzroku, a na ziemi: pokrytej warstwą mokrej, lepkiej krwi, w której spazmatycznie poruszali się mugole, mężczyźni w koszulach splamionych czerwienią i kobiety w zniszczonych sukniach, zapewne uszytych specjalnie na tę okazję. W ich twarzach nie dostrzegał już zaskoczenia, wyzierała z nich za to prymitywna, niemal zwierzęca wola przetrwania; czy część z nich liczyła jeszcze, że uda im się wyjść z tego cało?
Krzyk jednej z kobiet podniósł się ponad hałas, kiedy schyliwszy się, złapał ją za rękę i szarpnął, wywlekając ją spod jednego z nielicznych, wciąż stojących na wszystkich czterech nogach stołu, pod którym nieudolnie próbowała się ukryć; wiotki nadgarstek był śliski, mokry od krwi płynącej z rozoranego zaklęciem przedramienia, ale ścisnął go mocno, nie pozwalając, by wysunął się spomiędzy jego palców. Po drugiej stronie sali dostrzegł inferiusa, który – otoczony już w większości przez trupy – zaczynał wyglądać na zagubionego i znudzonego. – Proszę się uśmiechnąć, madame, ten uroczy młodzieniec chce cię poznać – rzucił w stronę kobiety; chyba go nie usłyszała, skupiona na desperackich próbach odnalezienia dla siebie nowej drogi ucieczki, ale nie miało to znaczenia – obróciwszy ją ku ożywieńcowi, popchnął ją mocno w jego stronę, przez moment obserwując, jak się zatacza – a później rzuca się w przeciwnym kierunku, ślizgając się na pozbawionych butów stopach.
Zbyt wolno.
Wysoki wrzask urwał się gwałtownie, umierając razem z resztą powoli cichnącej wrzawy, krew w uszach Manannana wciąż jednak pulsowała głośno, gdy śladem pozostałych Rycerzy Walpurgii zaczął wycofywać się w stronę balkonowych drzwi. Pytanie rzucone przez Edwarda, który wcześniej zniknął mu z oczu, wywołało u niego parsknięcie krótkim, gardłowym śmiechem. – Odprowadzić cię do domu, lordzie Parkinson? – zapytał zaczepnie, zerkając na niego spod uniesionej brwi, ale kolejne docinki zamarły na jego ustach, gdy gdzieś nad ich głowami na nocnym niebie rozlała się zieleń; podszedł bliżej balkonu, zadzierając głowę, przez kilka długich sekund wpatrując się w majaczący ponad nimi symbol ludzkiej czaszki, z której otwartych ust – prawie leniwie – wysunął się wąż, wijąc się i skręcając, niczym łopocząca na wietrze bandera. Zawieszony wysoko ponad dachem dworku, musiał być widoczny z odległości wielu kilometrów; stanowiąc milczącą przestrogę dla każdego, kto ośmieliłby się choćby pomyśleć o kontrataku. – Upewnię się, że żaden z nich już nie dycha – powiedział, kiedy Sigrun zaproponowała rozrzucenie ciał po traktach; w zabezpieczeniu posiadłości nie mógł się przydać, magia pułapek była mu obca, wrócił więc do sali balowej, która lada moment miała wypełnić się trującymi oparami, dzięki zaklęciom rzuconym przez Maghnusa. Wyciągnął różdżkę, dwukrotnie starając się ściągnąć zaściełające posadzkę ciała do środka pomieszczenia, ale magia okazała się dla niego kapryśna; również zamiana podłoża w ruchome piaski, które mogłyby udusić niedobitków, nie przyniosła żadnego skutku, dostrzegając więc pierwsze, zielonkawe wyziewy, wycofał się za główne drzwi, zamykając je szczelnie – i czekając, starannie odliczając minuty oddzielające ich od zwycięstwa ostatecznego. Po dwóch coś gwałtownie załomotało w drewniane skrzydło od wewnątrz, sugerując, że przynajmniej jeden z mugoli przeżył rzeź – ale przytrzymane przez Manannana drzwi po chwili znieruchomiały ponownie, a po drugiej stronie zapanowała cisza – charakterystyczna, dzwoniąca w uszach i mogąca oznaczać tylko jedno.

| tu nieudane rzuty na zaklęcia: raz, dwa, trzy


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Kentwell Hall [odnośnik]01.11.21 12:07
Klątwa ciężkiego wieńca była wyjątkowo paskudna w swych skutkach szczególnie dla mężczyzn i choć nie miałem okazji przekonać się o tym na własnej skórze, to słyszałem o kilku przypadkach. Próbowałem przypomnieć sobie, kiedy sam nakładałem owe przekleństwo, jednak pamięć mnie zwiodła. -Długo byłeś pod jej wpływem? Utracenie zainteresowania kobietami musi być paskudnym uczuciem, nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Widział lord długonogą piękność i nie czuł kompletnie nic?- spytałem z wyraźną ironią, bowiem odpowiedź była prosta, nie musiał mnie w niej upewniać.
-Ja też nie mam nic, co byłoby w stanie Ci pomóc- stwierdziłem zgodnie z prawdą, albowiem większość mego dzisiejszego ekwipunku stanowiły bazy pod klątwy, nie lecznicze eliksiry. Z resztą nie byłem w stanie ich samemu nakładać, moja wiedza o uzdrowicielskiej sztuce była wyjątkowo nędzna, dlatego rzadko brałem ze sobą więcej jak jedną fiolkę. -Najwyżej przerwiesz mu walentynkowe amory, są sprawy ważne i ważniejsze. Może i złamana kość nie zagraża zdrowiu, ale przecież wcale nie musisz tego wiedzieć- wygiąłem wargi w ironicznym wyrazie. Nie ukrywałem własnej złośliwości, to właśnie ona wzbudziła mnie we sympatię do składania niezapowiedzianych wizyt – im w mniej właściwym momencie, tym lepiej.
Nie skomentowałem już kwestii zapasów. Kiepski, sytuacyjny żarcik miał wnet rozejść się po kościach, albowiem czekało na nas o wiele ważniejsze zadanie. Prawdopodobnie rozdanie tych zapasów byłoby dobrym ruchem, aczkolwiek wcześniej należałoby dokładnie je przejrzeć. Nie ufałem mugolom, nie byłem w stanie powiedzieć, co za paskudztwo trzymali w swych spiżarniach, dlatego lepiej, aby zajęła się tym jakaś kompetentna osoba. Chang oraz Sallow zdawali się znać na świecie niemagicznych, a więc może i tutaj byliby w stanie zrobić porządek? Im więcej produktów oraz rzeczy udałoby nam się wydać potrzebującym, tym większe poparcie zdobyłby nowy władca Kentwell Hall.
-Będzie mi przynosił ognistą?- rzuciłem w kierunku Sigrun, choć myślami byłem już w samym środku masakry. Łaknąłem rozlewu krwi, pragnąłem wyniesienia na piedestał władzy i chwały Czarnego Pana, który winien już od dawna zajmować te historyczne ziemie. Mugolska zaraza stanowiła jedynie niewielki problem, drobną barierę, z jaką należało się uporać, a osłabieni trucizną byli jeszcze mniej niebezpieczni. Miałem już okazję natknąć się na ich broń, która choć z pozoru nie wydawała się groźna, to przy ataku z zaskoczenia mogła wyrządzić wiele szkód.
Skinieniem głowy zgodziłem się z Maghnusem. Podobał mi się sposób jego myślenia oraz działania. Przede wszystkim zapobiegawczość i ocena ryzyka – czyżby te cechy przypisane były do każdego pasjonata starożytnych przekleństw? Lubiłem z nim pracować i choć wcześniej zadania opierały się głównie o prastarą sztukę, to wówczas wojenne zdawały się nie tracić na swej jakości i zrozumieniu.
-Zaczęli bez nas, a my skończymy bez nich- odparłem Traversowi, a kpiący uśmieszek pojawił się w kącikach ust. -Mantykora stoi otworem- dodałem nim rozmyłem się w kłębach czarnej mgły. Z pewnością Karczma na Śmiertelnym Nokturnem nie była spełnieniem marzeń, co do samego miejsca świętowania, jednakże ja miałem do niej sentyment. Wszechobecny motłoch nie robił już na mnie wrażenia, ani nie budził irytacji, bowiem jeśli zajdzie taka konieczność, to wywali się ich wszystkich na zbity pysk.
Czar był niezwykle silny; czarnomagiczna klinga przeszyła pierś młodzieńca na wylot i nie dała mu żadnych szans na obronę, a tym bardziej przeżycie. Krew wypłynęła z podłużnych ran, ubrudziła koszulę, aż w końcu podłogę, kiedy to osunął się na ziemię. To właśnie za nim dostrzegłem Edwarda, który wpatrywał się w inferiusa z dość nietypową miną. Obawiał się czegoś? Jego słowa przyprawiły mnie o kpiący uśmiech, lecz nie zamierzałem komentować jego postawy, albowiem wciąż wielu mugoli czekało na śmierć. -Lord odsunie się, bo plamy z krwi podobno ciężko zlikwidować- rzuciłem, nim instynktownie nie posłałem czarnomagicznego zaklęcia w kierunku nadciągającej kobiety – prawdopodobnie zdesperowanej na tyle, aby zaatakować mnie gołymi rękoma.
Fale wywołane przez Traversa sprawiły, że większość – i tak już osłabionych – gości zaczęła potykać się o własne nogi i przewracać nawet tych, których błędnik nie szalał. Panika sięgnęła zenitu, gdyż na dobrą sprawę niektórzy zostali pozbawieniu tchu przez staranowanie, a nie plugawą klątwę. Pazury, jakie pojawiły się na rękach inferiusa również sprawdziły się wyjątkowo dobrze; istota zabijała jednego za drugim. Widząc w nim nadzieję na szybsze rozprawienie się z każdą osobą w zamku wypowiedziałem inkantację wskazując zwłoki młodej dziewczyny, albowiem pomoc każdemu się przyda, nawet tej bestii. Na nic to się jednak zdało, więc spróbowałem po raz kolejny, lecz tym razem skupiłem myśli tylko i wyłącznie na sile, jaka mogłoby jej przysługiwać, na czarnej magii płynącej przez wężowe drewno – te jednak nie chciało ze mną współpracować. Trzecia i ostatnia próba również okazała się fiaskiem, najwyraźniej nie był to dzień na podobne zaklęcie. Nie czułem jednak zawodu, wcześniej wszystko wychodziło mi zgodnie z planem.
Niewielu już stało na nogach, dlatego o wiele prościej było nam się odnaleźć spojrzeniem. Dostrzegając Sigrun ruszyłem w jej stronę i skinąłem głową na znak zgody, kiedy chciała wznieść ponad szczyty Kentwell Hall mroczny znak. -Nie będziemy babrać się w ich posoce- rzuciłem pewnym tonem. -Wezwiemy kogoś z Londynu lub złapiemy kilku tutejszych w potrzask, aby wykonali brudną robotę. Cały zamek jest do sprzątnięcia i odrestaurowania jeśli ma być przekazany Czarnemu Panu- zawyrokowałem nie wyobrażając sobie, abyśmy marnowali teraz czas na przenoszenie tak pokaźnej sterty zwłok. -Edward masz na to jakiś pomysł?- rzuciłem w kierunku lorda, którego posępna mina daleka była od zadowolonej. Miał on jednak swoich paziów, znał też wielu ludzi, może przyjdzie mu do głowy kto mógłby ogarnąć ten syf – w końcu nie wyobrażałem sobie, aby robili to Rycerze Walpurgii, czy sam lord Parkinson.
Gdy wszyscy zabrali się za nakładanie zabezpieczeń sam zdjąłem ograniczające bariery z drzwi, a następnie wyszedłem na podłużny hol, który prawdopodobnie był jednym z głównych tutejszej posesji. Moja różnorodność w pułapkach nie była nader wielka, lecz potrafiłem stworzyć Zawieruchę, która choć mozolna w pracy, to była niezwykle skuteczna. Zacząłem wypowiadać inkantacje, leniwie przesuwałem wężowym drewnem wzdłuż podłużnego korytarza, jaki miał stać się swoistą pułapką. Magia przepływała przez różdżkę, czułem jej delikatne drgania, ale starałem się w pełni skupić na wypowiadanych zaklęciach, aby nie popełnić żadnego błędu. Śnieżnobiała mgiełka uniosła się ku górze i zgodnie z moim ruchami zaczynała rozciągać, aby po przeszło trzech godzinach zająć wyznaczoną przestrzeń. Gdy zakończyłem opadła na ziemię i rozbiła się o nią, stając się tym samym niewidoczną dla oka.
Pozostała jeszcze kwestia znalezienia sposobu na pozbycie się ciał oraz uprzątnięciu tego bajzlu, ale tym mogli się już zająć inni. Zwerbowanie ludzi do pracy za kilka galeonów było znacznie prostsze, jak pozbycie się mugolskiego szlamu w równie bestialski sposób.

|zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kentwell Hall [odnośnik]19.02.22 21:04
Wielowymiarowe działania Rycerzy Wapurgii nie mogły skończyć się porażką. Zwiady, rozpoznanie sieci ciągnących się tuneli, przygotowane pułapki i zapewnienie sobie przychylności wartownika  było wstępem do sukcesu. W dniu, w którym dawna siedziba rodu Gaunt po raz kolejny tętniła życiem, blichtrem i bogactwem trwoniących majątek mugoli, Tatiana podobnie jak Edward brylowali w towarzystwie, angażując się w misję od wewnątrz, pośród zgromadzonych gości, Drew i Maghnus zajęli się nakładaniem odpowiednich zabezpieczeń, Sigrun wraz z Manannanem pozbyli się kłopotów. Rozlanie gościom silnej trucizny uważonej przez Revnę, okazało się dobrym pomysłem. Zapędzenie gości w kozi róg, dokonanie brutalnych morderstw uczyniło z balu masakrę. Nad Kentwell Hall pojawił się mroczny znak, który zwrócił uwagę mieszkańców Suffolk. Wielu z nich doskonale wiedziało — widziało na własne oczy lub słyszało — czym był ten symbol i w jaki sposób powstawał. Dzięki magii. Błyszczące na niebie gwiazdy uformowane w czaszkę i wyłaniającego się z niej węża wywołały popłoch w całej okolicy, ludzie masowo zaczęli uciekać. Wieść o masakrze rozniosła się po hrabstwie, z dnia na dzień z pogłosek i doniesień stając się mroczną legendą, jeszcze bardziej upiorną niż prawda, która miała miejsce. Kentwell Hall pozostawało wciąż nieuprzątnięte i nieodrestaurowane, ale zupełnie opustoszałe podobnie jak okolica. Wieści o tym, co tu zaszło i kto był za to odpowiedzialny dotarły do wielu miejsc w całym hrabstwie.

Mg nie kontynuuje rozgrywki
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kentwell Hall - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Kentwell Hall
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach