Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Katedra Bury St Edmunds
AutorWiadomość
Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]23.07.21 13:03
First topic message reminder :

Katedra Bury St Edmunds

Świątynia zbudowana w XVI w., aktualnie pełniąca rolę kościoła diecezjalnego, w którym w każdą niedziele tłumnie gromadzą się wierni z całego miasta, a także okolic. Ściany zbudowane są z wapienia, a dach pokryty jest łupkiem. W tygodniu ochoczo jest odwiedzana przez czarodziejów, z powodu krążących legend o wyjątkowo silnym poczuciu obecności bliskich zmarłych.

Rzut kością k6:
1,2 - Zaczynasz się niecierpliwić. Od dłuższego czasu nic się nie dzieje, wokół nie lewitują przedmioty, magia wydaje się tutaj nie istnieć, a otoczenie napawa cię raczej znudzeniem i zniechęceniem zamiast nadzieją, że znajdziesz tu coś, czego szukasz.
3,4 - Wysoki świecznik tuż obok ciebie przesuwa się nagle, a gdy odwracasz się w jego stronę, wszystkie świece w całym kościele gasną. Robi się dziwnie cicho i spokojnie, a wszystkie głosy i dźwięki milkną. Wyczekujesz duchów, ale nikt nie przychodzi.
5,6 - Twoja aura jest naładowana pozytywną energią. Czujesz, jak wokół ciebie przestrzeń zaczyna gęstnieć, powietrze robi się ciężkie i lepkie. Zamykasz oczy, a kiedy je otwierasz, widzisz przed sobą obraz szczególnie istotnej dla ciebie osoby. Znika, przy kolejnym mrugnięciu.
Lokacja zawiera kości.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]22.01.22 14:55
Rzeźnia, w jaką zamieniło się monumentalne wnętrze katedry, zachwycała Deirdre swym krwawym urokiem. Bała się tego, co mógł uczynić przywołany kamieniem potwór, lecz gdy tylko ruszył w stronę tłumu, rozpoczynając prawdziwą masakrę, lęk przed legendarną, niezbadaną mocą, której zachowania nie mogła przewidzieć, zniknął zupełnie, pozostawiając po sobie tylko zmysłową rozkosz. Rdzawy odór krwi pieścił zmysł węchu, wzrok sycił się rozlewaną po posadzce czerwienią, w uszach rozbrzmiewała najprzyjemniejsza symfonia wrzasków, jęków, pisków, a cała ta agonia wydawała się napełniać powietrze kościoła drżeniem, najniższą, złowrogą wibracją, powracającą do śmierciożerczyni dodatkową siłą. Prawie nie mogła oderwać wzroku od tego, co działo się niedaleko drzwi: od rozszarpywanych żywcem ciał, od zwłok przewalających się ponad próbującymi odpełznąć niedobitkami, od feerii intensywnych barw. Żółci, karmazynu, brązu, czerwieni, bieli; od oderwanych kończyn, turlających się głów, sączących się gałek ocznych, rozsypanych niczym marne knuty zębów, płynów ustrojowych rozlewających się wśród poprzewracanych ławek, świeczników i rozszarpanych kartek świętych ksiąg, tak ważnych dla mugoli. Tratujących się wzajemnie, ginących, uciekających, oszalałych; tak, teraz chaos sprawiał, że Deirdre miała ochotę zaśmiać się w głos, otumaniona, skuszona, rozkojarzona pięknym spektaklem, przywołującym piekło do uświęconego miejsca. Szaleńczy, otumaniony uśmiech błąkał się na twarzy śmierciożerczyni, lecz do rzeczywistości przywołały ją przebiegające niedaleko osoby, w tym jedna, próbująca ją zaatakować. - Protego - zareagowała natychmiast, wyczarowując przed sobą tarczę, mogącą osłonić ją przed uderzeniem obrazem. - Cóż za brak szacunku dla sztuki - wyrzuciła sekundę później z pogardą, bo choć gardziła mugolskimi twórcami, to La Fantasmagoria nauczyła ją uznania dla malowideł. - Rusz się, szybciej - warknęła tuż potem w stronę burmistrza, niezbyt przejmując się jego rozpaczliwymi jękami; zaczynał działać jej na nerwy, może wystarczyłby im baronet? Na razie jednak dawała politykowi szansę na uratowanie się z rzezi. - Rozerwij na strzępy uciekającego czarodzieja, a potem każdego, kto zaatakuje mnie i moich towarzyszy - krzyknęła w stronę potwora, ciągle czując dziwne drżenie, gdy wypowiadała rozkazy dzikiemu stworzeniu; pierwotny niepokój mieszał się z poczuciem siły, odurzającym, może zbyt mocno. Odsunęła się od osoby, która próbowała zaatakować ją obrazem, po czym, drugą ręką, sięgnęła pewnie do kieszeni, wyszukując w niej dwa z zdobytych w kryptach gwoździ. - Głupcy, wasz koniec już nadszedł - i ci, którzy przeżyją, niech głoszą jego nadejście dalej, wśród innych terrorystów, przestępców i zdrajców - zagrzmiała donośnie, wyciągając przed siebie mocno zaciśnięte w lewej ręce gwoździe; robiła to powoli, ostentacyjnie, zastanawiając się, czy w tym chaosie ktokolwiek zwróci uwagę na święte artefakty. - Czy to w to wierzycie? W zwykłe metalowe narzędzia, szpilki, które mają wam dać siłę i moc? W te śmieci: bez żadnej wartości? Nie szukajcie ich już w waszych kryptach, zniszczymy wasze dziedzictwo tak jak i wy niszczyliście i bezcześciliście czarodziejski świat, nie pozwalając mu osiągnąć pełni potęgi - urwała, mówiąc z ogniem, z pasją, rzucając przed siebie, na posadzkę, pod nogi mugoli wydobyte z podziemi gwoździe, obrzydzona tym, w co szlam wierzył: i jak się zachowywał, umykając przed okrutną śmiercią z szponów - paszczy? - potwora, siejącego wokół prawdziwy zamęt.


| prosilibyśmy dalej o mapkę, gdzie się znajdujemy i gdzie są wyjścia i gdzie jest potworek, dziękujemy!


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]22.01.22 19:59
Rozlew krwi przyciągał uwagę, padające na ziemię ciała i krzyki przepełnione strachem, były czymś, czemu przyglądał się z zainteresowaniem. Stwór był przerażający, ale na całe szczęście był po ich stronie, posłuszny Śmierciożerczyni. Nie chciałby stanąć przeciwko niemu, być na miejscu tych wszystkich ludzi, którzy próbowali uciec i zabijali się wzajemnie w chaosie. Śmierć, której był świadkiem, nie budziła w nim zbyt wiele. Nie potrafił żałować innych, od prawie dziesięciu lat, gdy zginął jego bliźniak, zabierając ze sobą jakąś istotną część jego samego. Tutaj dodatkowo ginęli mugole, co tym bardziej go nie ruszało. Potwór z Locus robił to, co należało i to w iście spektakularny sposób. Nie reagował, kiedy ludzie przebiegali obok, szukając drogi na zewnątrz, ale najwyraźniej żaden kierunek, który obierali nie był szansą na ucieczkę. Wystarczyło już, dość osób im uciekło w pierwszej fali paniki, a dla tych pechowców, którzy pozostali przeznaczony był już tylko koniec żywota. Nie obejrzał się w kierunku burmistrza, nie zamierzał w tej chwili nadstawiać za niego karku. Kazał mu nie wychylać się, a w zamian usłyszał śmieszne życzenie. Wtedy był gotów ochronić go, przez wzgląd na przydatność, ale teraz przez moment zostawił go za sobą. Zamiast tego patrzył, jak oba zaklęcia mkną w kierunku celów. Jak jedno dosięga kobiety... dosięga Claire, a chwilę później również dopada ją stworzenie mordujące dalej każdego, kto stanął mu na drodze. Chmurne spojrzenie tylko na moment skupiło się na leżącej na ziemi sylwetce, jednej z wielu i tak samo nieistotnych. Chwilę później uniósł różdżkę, by obronić się przed własnym zaklęciem, niefortunnie odbitym.- Protego.- nie chciał poczuć na własnej skórze, jak stworzona z magii włócznia wbija się w ciało. Była przeznaczona dla przeciwnika, ale nie jego samego. Magia była najwyraźniej temu przychylna, ale to wcale nie poprawiło sytuacji. Obejrzał się za siebie, zwabiony krzykami gdzieś z tyłu. Z zaskoczeniem spojrzał na mężczyznę, którzy odważnie rzucił się na niego z łapami. Zawahał się na moment, wiedząc, że traci cenne sekundy, ale nie bronił się. Pozwolił, by pięść sięgnęła celu, tak po prostu.- Co tak słabo? – spytał drwiąco. Nie raz obrywał w zęby, wypluwał krew, która gromadziła się w ustach po bójce. To nic nowego, żaden ból, który jakkolwiek stanowiłby poważną przeszkodę.- Everte Stati.- rzucił, patrząc na mężczyznę z krzywym uśmiechem. Uroki nie były już jego mocną stroną, ale był gotów zaryzykować, nawet jeśli za moment mógł tego pożałować. Dopiero teraz zerknął w stronę polityka, który najwyraźniej miał kłopoty. Nie zdąży mu pomóc, jakkolwiek interweniować.- Trzeba go stąd zabrać, bo go wykończą.- burknął do Deirdre.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]22.01.22 19:59
The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 8

--------------------------------

#2 'k8' : 6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]23.01.22 0:33
Burmistrz zaklął pod nosem, próbując sięgnąć do mężczyzny, który go zaatakował, wyrwać mu świecznik, ale między nimi wywiązała się szamotanina. Śmierciożerczyni bez przeszkód osłoniła się przed atakiem mężczyzny, który próbował uderzyć ją złamaną ramą obrazu. Trafiła na tarczę, która powstrzymała cios, sparaliżowany tym działaniem mugol na kilka sekund stracił rezon, wpatrując się w znikającą, błękitną poświatę. Wypowiedziane przez nią słowa sprawiły, że istota zrodzona z ciemności obejrzała się za uciekającym czarodziejem. Opierając się na szponiastych kończynach ruszyła za nim w pogoń, przechodząc przez czarnomagiczną barierę tak, jakby nie istniała. Zrobiła zamach, gdy czarodziej spróbował obrócić się i rzucić zaklęcie tarczy, ale ten był zbyt szybki. Ostre szpony uderzyły go w głowę, odrzucając na bok, na posadzkę. Twarz czarodzieja przez moment wydała się zdeformowana, a on sam, był w ciężkim szoku. Różdżka poturlała się po podłodze. Spojrzał wpierw na istotę, a później na stojącą nieopodal Deirdre i opadł na ziemię bez życia. Z ust wypłynęła mu ciemna krew.

Płomienna przemowa Deirdre, która z pewnością wzbudziłaby strach i wątpliwości w sytuacji pełnej spokoju, teraz zdawała się nie mieć żadnego znaczenia, kiedy trupy słały się po katedrze gęsto. Chaos, krzyk, panika rozbrzmiewały w tych ścianach już od pewnej chwili, ale harmider zdawał się topnieć, wraz z ginącymi ludźmi. Tratującymi siebie wzajemnie, biegającymi wokół w panice — uciekającymi jak najdalej od czarodziejów, ale jednocześnie w większości, nie zwracającymi już na nich większej uwagi niż na demona, który właśnie pozbawił życia jednego z dwóch ujawnionych tu czarodziejów. Zdawało się, że sytuacja nie była już niebezpieczna, robiła się monotonna, coraz to mniej niebezpieczna i zagrażająca powodzeniu misji. Ludzie się bali, szukali wyjścia, ale nie byli w stanie nic zrobić. Ci, którzy zachowywali resztki rozsądki biegali z kąta w kąt, korytarzami przemykając do poszczególnych pomieszczeń, znikając z głównej nawy kościoła. Emocje rosły, choć sytuacja dla Rycerzy Walpurgii zdawała się już opadać.
Mugol, który próbował zaatakować czarownicę, ponowił swoje działanie, ale ledwo zdążył się zamachnąć, spudłował.

Odbite w Cilliana zaklęcie rozmyło się na jego imponującej, świetlistej tarczy. Kiedy się odwrócił, poczuł uderzenie w bok wymierzone przez mugola. Był wściekły, rozjuszony. I gotów do walki. Wyciągnął w jego kierunku różdżkę, chcąc rzucić zaklęcie, ale wiązka pomknęła szybko tuż obok mężczyzny. Ten, niespodziewanie zrobił szybki krok w przód i zamierzył się na jego różdżkę, chcąc ją złapać prawą dłonią.

Mężczyzna, który zaatakował burmistrza opuścił świecznik, i ruszył do ucieczki. W katedrze rozbrzmiały dzwony. Głośne, dźwięczne i z pewnością, słyszane przez całą okolicę. Czarodzieje słyszeli je już, zanim weszli do katedry, na długo przed obrzędem. Nie byli jednak w stanie rozpoznać sygnałów i informacji jakie ze sobą niosły, tym bardziej, że część mugoli zdołała opuścić katedrę.

Tura szesnasta. (1/3) Na odpis czekam do 24 stycznia godz: 20:00

Mapa jest poglądowa, jeśli chcecie na niej bazować, musicie też określać na niej swoje ruchy <3
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 ZrxjfUs


Żywotność:
Deirdre: 178/196
-8 (osłabienie)
-10 (psychiczne)
Cillian: 190/212
-12 (złamane żebro)
-10 (psychiczne)
Lykanon: ???/245

Energia magiczna:
Deirdre: 26/50
Cillian: 34/50
Lykanon: -/50

Ekwipunek:
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]24.01.22 20:59
Chaos nasilał się coraz mocniej, rozogniał, intensyfikował, a mugole przestali zwracać uwagę na agresorów. Czas więc było zakończyć ten miły wieczór, skupić się na finale zadania, a nie na podziwianiu okrucieństwa, które nasiliło się tylko po pojawieniu się we wnętrzu katedry pradawnego stwora. Działał dalej, pozostawiając po sobie krwawą ścieżkę oraz linię trupów, znaczącą drogę, jaką kroczył, roztrzaskując kolejne ofiary i rozrywając je na kawałki. Deirdre jakby otrząsnęła się z zauroczenia, schowała gwoździe do kieszeni, zabezpieczyła je, odetchnęła głębiej i ruszyła w kierunku drzwi, które wcześniej zostały zamknięte. - Cofnij zaklęcie, Cillian - krzyknęła do towarzysza, chcąc, by te otworzył je Finite incantatem. - Wygoń mugoli na zewnątrz, nie przestawaj ich mordować - poleciła diabelskiemu stworzeniu, po czym kątem oka zerknęła na burmistrza. - Podążaj za mną, trzymaj się blisko - tym razem rozkazała politykowi, również kierując się w stronę drzwi; szła jednak bokami, nie ruszała prosto w tłum, mając nadzieję że Cillian podąży za nią pomiędzy filarami, tam, gdzie mugoli było mniej. W każdej chwili mogła rozmyć się we mgle i zniknąć, lecz nie chciała zostawiać sojusznika, przynajmniej nie na razie. O drugim w ogóle nie myślała, nie znała tego człowieka, nie należał do szlachty, widzieli się pierwszy raz w życiu; w krypcie mógł zostać zresztą bezpieczny, odseparowany od tłumu i tego, co miało zadziać się na górze, grubymi, marmurowymi płytami i kratami.
Gdy znalazła się bliżej drzwi, obok filaru, zapewniającego utrzymanie się na nogach i zapewnienie dystansu, odwróciła się ponownie przodem w głąb katedry i uniosła różdżkę, wysoko przed siebie, w stronę, w której znajdowała się krypta; w najdalej oddalone od nich miejsce. Pozwalała dzięki temu tratującym się mugolom opuścić kościół bez zadeptania ich, ale także zbierała siły na to, po co chciała sięgnąć. Przymknęła oczy i zacisnęła dłonie na różdżce, chcąc, by ta się rozgrzała, by stała się wrząca, by skumulowała w sobie całą dostępną magię, by zalśniła mroczną mocą. Robiła już to, przykładała różdżkę do całkowitego zniszczenia w Ministerstwie Magii i teraz pragnęła zrobić to ponownie. Usta drżały pod wpływem cichej inkantacji, złowrogiej, ale mocnej, mającej przyzwać w najdalszym kącie kościoła szatański ogień, Szatańską Pożogę - sprowadzając na katedrę prawdziwe piekło, mające spalić doszczętnie to, co pozornie niebiańskie i boskie.


| przepraszamżechaosalemigrenadobija Sad


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]24.01.22 20:59
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 29

--------------------------------

#2 'k10' : 2

--------------------------------

#3 'k8' : 3, 5, 7, 1, 4, 6, 8, 8, 8, 7, 6, 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]29.01.22 19:24
Drwina emanująca nie tylko ze słów, ale również ze spojrzenia, nie zniknęła, nawet kiedy poczuł uderzenie w bok. Pięść prześlizgnęła się po ciele, ale co z tego, nie niosła ze sobą wiele więcej bólu niż ten promieniujący przy każdym głębszym oddechu. Mimo to specyficzny humor zniknął po chwili, ustępując znów rozdrażnieniu, gdy wypowiedział zaklęcie, ale te nie sięgnęło celu. Przeliczył się. Cofnął rękę, kiedy mugol odważnie postanowił spróbować sięgnąć po judaszowiec. To było głupie i odważne, może w innych okolicznościach i mniejszej pogardzie, jaką odczuwał, nawet zaimponowałoby, ale nie tu i nie teraz. Przez chwilę ignorował chaos na około oraz dźwięk dzwonów bijących gdzieś ponad nimi, zanim ruszył się z miejsca. Zostawił mężczyznę za sobą, by zamiast tego, idąc śladem towarzyszki, zbliżyć się do wyjścia z katedry. Tego samego, którym wszedł z Deirdre na samym początku. Skinął jej głową, gdy padło polecenie. Uniósł nieco różdżkę, by będąc wystarczająco blisko rzucić niewerbalne zaklęcie. Finite Incantatem, tym samym zdejmując własnej zaklęcie z drzwi.
- Gotowe.- odparł zaraz, aby cokolwiek zaplanowała, mogła przejść do realizacji. Usunął się na bok, zerkając w kierunku tłumu przy drzwiach, stworzeniu przywołanemu dzięki odłamkowi oraz finalnie na Śmierciożerczynię. Zawahał się moment, zanim, sięgnął jeszcze raz po ofensywne zaklęcie.- Deprimo.- rzucił, celując w filary na prawo od wejścia.

przepraszamzatochorujenadal


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]29.01.22 19:24
The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 26

--------------------------------

#2 'k8' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]31.01.22 0:44
Popłoch nie ustawał, a z każdym kolejnym poruszeniem się demonicznej bestii wewnątrz katedry rozbrzmiewały coraz silniejsze krzyki. Mugole biegli, przewracali się. Ubywało ich. Część z nich okazywała się martwa, uduszona, stratowana, część ginęła za sprawką istoty sprowadzonej z cienia. Ta, zgodnie z poleceniem Deirdre, ruszyła w kierunku drzwi. Śmierciożerczyni pozwoliła ludziom uciekać w popłochu, patrząc jak posadzka zalewa się krwią, a filary spływają rozbryzganą posoką. Głuche odgłosy padanych zwłok ginęły w krzykach, szumie, i echu bijących wysoko dzwonów. Niewzruszona, pewna siebie, dumna zatrzymała się, a burmistrz — posłuszny, choć przerażony i niepewny ruszył za nią i stanął pół kroku za jej plecami. Zaciskał dłonie kurczowo na płaszczu, a jego oczy szkliły się od nadmiaru emocji, choć twarz pozostawała niewzruszona. Trząsł się jak galareta, rozglądając czujnie wokół. Masakra, którą widział na oczy przekraczała wszystko, czego kiedykolwiek był świadkiem. Wiedziony jednak silnym pragnieniem pozostania przy kobiecie, zupełnie jakby miał pewność, że dzięki temu pozostanie bezpieczny, stał.

W tym czasie Cillian zdjął zaklęcie z drzwi. Te otwarły się na zewnątrz nagle. Promienie słońca wpadły do wnętrza katedry, garstka ludzi okupująca wrota od dłuższego czasu wypadła — większość była nieprzytomna lub martwa. Kolejne osoby nie zważały jednak na tych, którzy padli na ziemię, w progu. Przekraczali się wzajemnie, popychali, pragnąc jedynie uciec z potrzasku. Widząc otwarte drzwi pozostali ludzie rzucili się w ich kierunku, w efekcie czego przejście w głównej nawie zakorkowało się od nadmiaru uciekającego w panice tłumu. Demoniczny stóp z porożem torował sobie drogę uderzeniami, jednym za drugim, powalając na ziemię ludzi, którzy ślepo upatrzyli sobie wyjście. Trup słał się gęsto. Zaklęcie rzucone przez Cilliana nie powiodło się; magia go zawiodła — ktoś szturchnął go po drodze, jego nadgarstek zakołysał się, wykonując błędny ruch.

Kiedy za plecami czarownicy rozgrywał się prawdziwy dramat, wysłanniczka Czarnego Pana podjęła decyzję, by zrównać z ziemią symboliczny gmach. Okazały, wielki i majestatyczny. Skoncentrowana na swojej magii i sile, wykonała płynny ruch nadgarstkiem. Szalejący tłum dekoncentrował ją, ale to obecność istoty za jej plecami wzbudzała najwięcej niepewności — na tyle, by jej zaklęcie okazało się słabe. Wiedziała, że mogła wykrzesać z siebie więcej, tak jak była świadoma, że gdyby ponowiła zaklęcie katedra spłonęłaby w piekielnym ogniu tak, jak tamtego dnia Ministerstwo Magii. Płomień buchnął jednak na krańcu kościoła. Niemrawo, lekko. Zajął się nim ołtarz na prezbiterium. Początkowo nie zwrócił niczyjej uwagi, wyglądając na zwykły pożar. Języki ognia liznęły dywany, obrusy, żywe kwiaty, powoli ciągnąć się na boki i w tył, zajmując ławki na końcu prezbiterium, sięgając obrazów. Ogień się wzmagał, wraz z nim zaczął kłębić się dym. Dopiero wtedy z płomieni wyłoniło się coś, co przypominało kobrę — ognistego węża, niezbyt wielkich i imponujących rozmiarów, lecz wciąż złowieszczego, a dla mugoli, którzy wciąż przytomnie mogli się odwrócić, prawdziwie przerażającego. Kobra pociągnęła za sobą w bok ogień, zajmując kolejne fragmenty kościoła. Powoli, mozolnie, z mniejszą siłą, niż zamierzała czarownica, wciąż jednak w sposób nieprzewidywalny.

Dzwony wciąż biły. Krzyki, uciekający z katedry ludzie zwrócili już wcześniej uwagę mieszkańców, którzy zatrzymywali się w uliczkach, by popatrzeć na koszmar katedry St Edmunds Bury. Prędko zaczęli wyłapywać uciekających mugoli, próbować ich uspokoić, pomóc im. Gdyby czarodzieje wyszli na zewnątrz ujrzeliby, że na ulicach zgromadziło się sporo ludzi, choć w sporej odległości od drzwi. Kiedy w progu stanęła humanoidalna istota z porożem; a słońce nie rozmyło cienia, z którego powstała, krzyki pojawiły się na zewnątrz. Odgłosy paniki, chaosu przeniosły się z katedry w miasto. I za nimi, na żer, podążył wygłodniały demon.

Tura siedemnasta i ostatnia. Macie czas do 10 lutego godz: 20:00 na podjęcie wszystkich działań związanych z tym wydarzeniem — dokończenie rozpoczętych akcji, podjęcie ewakuacji i odniesienie się do aktualnego posta MG. W przypadku działań w katedrze obowiązuje Was wysokość posiadanej energii magicznej. Dalsze kroki będą wymagały od was uwzględnienia odpoczynku.

A także, w tym samym poście możecie (jeśli chcecie) podjąć działania następujące później (godzinę, dwie, dzień, dwa) zrealizować plany i zamierzenia ściśle powiązane z wydarzeniami w katedrze, spotkanymi osobami; wykorzystać pozyskane artefakty, informacje, środki. Opisujecie swoje działania, sposób wykonania, zużyte środki, umiejętności, zaklęcia najdokładniej jak potraficie - czynicie to w dowolnej formie, najbardziej pasującej Wam (opowiadanie, kontynuacja wątku). Możecie w niewielki sposób ingerować w otoczenie, określając jego zachowanie, nie uwzględniacie jednak istotniejszych i obszerniejszych skutków i konsekwencji waszych działań (dotyczących więcej niż kilku osób) — nimi zajmę się ja.

Mistrz Gry dokona podsumowania. Do tej pory należy wstrzymać się z rozpoczynaniem wątków po 16 marca.

Żywotność:
Deirdre: 178/196
-8 (osłabienie)
-10 (psychiczne)
Cillian: 190/212
-12 (złamane żebro)
-10 (psychiczne)
Lykanon: ???/245

Energia magiczna:
Deirdre: 21/50
Cillian: 32/50
Lykanon: -/50

Ekwipunek:
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]10.02.22 15:20
Promienie słońca, wpadające przez otwarte drzwi, sunęły leniwie po wnętrzu katedry, uwypuklając piękno masakry, która dokonała się we wnętrzu monumentalnego budynku. Dziesiątki ciał leżących na lśniącej podłodze, poprzerzucanych przez drewniane ławki, wciśniętych w agonalnej pozycji w filary, przewieszonych przez balustrady - Deirdre nie mogła oderwać od nich wzroku, od jeszcze kolorowych twarzy, od wyłupanych gałek ocznych, połamanych kości, rozszarpanych tkanek; od całego spektrum czerwieni, zalewających kolejne metry kościoła. Część krwi zastygała w ciemnobrązowych plamach, inne, świeże, sączyły się jasnymi strumykami wzdłuż głównej nawy, kolejne żyły na wykwintnym marmurze, gdzieniegdzie zbierające się w świetliste kałuże. Blask wpadał do środka coraz śmielej, lecz wcale nie niósł ze sobą nadziei czy pokoju, a jedynie podkreślał mrok, pozwalał dojrzeć to, co się wydarzyło - i jaką karę otrzymali ci, którzy na nią zasłużyli, brudząc szlamim pochodzeniem czarodziejską Wielką Brytanię. Wymierzanie sprawiedliwości zaczęło się dawno temu, katedra Bury St. Edmunds była tylko kolejnym stopniem, elementem, brutalnym przypomnieniem które miał nadać ton dalszym działaniom Rycerzy Walpurgii, budząc wśród sprzyjającej Zakonowi ludności słuszny lęk. Stanowić nauczkę, by nie współdziałać z terrorystami, złodziejami i przestępcami. Skoro Zakon Feniksa atakował cywili, pluł na tradycję i mordował niewinnych, oni musieli odpowiedzieć na te plugawe akcje ze zdwojoną siłą, podkreślić swą potęgę, zapewnić porządek.
A ten - zaczynał się od chaosu.
Deirdre szła powoli przez środek kościoła, podążając kilkanaście metrów za stworem zrodzonym z mocy kamienia, nieopodal Cilliana; rozglądała się powoli dookoła, syciła widokiem zagłady. Burmistrz znajdował się obok niej, bezpieczny, choć nieco poturbowany; musiał mieć w sobie wiele cennych informacji, tak samo jak baron, ale tym zajmą się za chwilę. Później, gdy katedra zamieni się w popiół; Śmierciożerczyni obróciła się przez ramię, różdżka nie zadziałała tak, jak powinna, nie czuła tamtej glorii i chwały, wręcz szalonej satysfakcji z wzbudzenia piekielnego ognia; w pierwszej chwili ogarnął ją zawód, złość, frustracja - lecz razem z kolejnym promieniem światła zatliła się w niej nadzieja, przemieniająca się w nasilającą się falę ognia. Udało się, zaczął pożerać mugolskie miejsce kultu, powoli, lecz nieustępliwie. Mericourt przeniosła spojrzenie na pobladłego z przerażenia burmistrza.
- Podążaj za mną i milcz, dopóki nie pozwolę ci mówić - poleciła, ruszając szybciej na zewnątrz katedry, upewniając się, że i Cillian ją opuścił.
- Sonorus - mruknęła, kierując różdżkę na własne gardło. Musiała magicznie wzmocnić głos, krzyki nic by nie dały, a opuściła przecież przyjazne akustycznie wnętrze gorejącej katedry. Wokół na ulicach kłębili się ludzie, pojawiali się w oknach, przerażeni, zszokowani, zdezorientowani - musieli wiedzieć, co się stało. I co będzie się tu działo, jeśli będą kontynuowali udzielania wsparcia mugolom i jeśli promugolskie polityczno-wojskowe działania, prowadzone przez możnowładców i zwykłych ludzi, się nie zakończą. Mericourt stanęła na szczycie schodów, z boku od głównych drzwi, spoglądając na niewielki rynek - i na obywatel miasta, zahipnotyzowanych i przerażonych tym, co działo się z katedrą, w katedrze i przed nią. Poroże potwora rzucało długie cienie na bruk, z okien kościoła zaczął sączyć się dym, a odblask płomieni, choć słabiej widoczny w środku dnia, kołysał gorącym powietrzem, wybrzuszając powoli witraże. Do zapachu krwi i śmierci dołączyła woń palonego mięsa.
- Morsmordre - wypowiedziała z dumą, z powagą, z słodką satysfakcją, unosząc różdżkę wysoko w górę, tak, by szmaragdowy Mroczny Znak zawisnął na katedrą, nad miastem, nad Suffolk, znacząc te ziemie jako podległe Czarnemu Panu.
- To, co stało się z waszym miejscem kultu spotka każdą wieś i każde miasto, które sprzeciwi się woli Czarnego Pana oraz prawom czarodziejskiej władzy - zaczęła przemawiać głośno, z emfazą, podkreślając lodowatą powagę wypowiedzi; nadawała swemu głosowi złowróżebne tony, nie znoszące sprzeciwu, chłodne, wyniosłe; nie dyktowane zemstą czy prymitywną agresją, która rozpalała w niej podniecenie, a poczuciem obowiązku oraz wypełniania woli Lorda Voldemorta. Wiedziała, że nie miała wiele czasu nim ogień wypełznie z katedry, musiała wykorzystać tych kilka chwil, gdy tłum był zastygły w przerażeniu, a kościół jeszcze górował nad miastem, nie rozpadając się na kawałki. - Każdy, kto będzie współpracował z terrorystami i przestępcami a także ludźmi, którzy należą do mugolskiego ruchu oporu, zostanie ukarany - a kara będzie okrutna, gorsza od piekieł, jakie będziecie w stanie sobie wyobrazić - i jakie sprowadzili na nich tutaj, w ogniu, monstrach i śmierci; poznali przedsmak ostatecznego sądu, przed którym będą musieli stanąć. - Jeśli chcecie chronić siebie i swych bliskich, stańcie po odpowiedniej stronie tej wojny, inaczej - spotka was zagłada - zakończyła z mocą, opuszczając różdżkę, pozwalając, by szmaragdowy cień rozbłysnął nad nimi jeszcze mocniej, jaśniej, robiąc piorunujące wrażenie nawet w środku jasnego dnia. Rycerze nie musieli ukrywać się w ciemności, przemykać nocami, garbić się i chować; występowali w świetle prawa i prawdy. W pełnym słońcu, w lunie szmaragdowego znaku Czarnego Pana, wśród płomieni i zniszczenia tego, co brudne i plugawe.
- Reducto - skierowała różdżkę na jeden z głównych filarów widocznych przez drzwi kościoła; na filar podtrzymujący główną nawę katedry, chcąc naruszyć go, zniszczyć na tyle, by ogień szybciej strawił budynek i przyczynił się do jego zawalenia. Ponowiła zaklęcie celując różdżką w drugi z filarów, nie powiodło się; spojrzała krótko na Cilliana, mając nadzieję, że on poradzi sobie z przyśpieszeniem zniszczenia mugolskiej katedry. Później - szarpnęła burmistrza za ramię i poprowadziła go szybkim krokiem w bok, po równych - jeszcze - schodach. - Prowadź na Bourne Ave 28. Szybko - poleciła sucho burmistrzowi, zamierzając dotrzeć do mieszkania, w którym mieli znaleźć baroneta. Deirdre w drugiej ręce ciągle trzymała różdżkę w pogotowiu, gotowa ochronić ich przed ewentualnym atakiem, lecz wątpiła, by ten się ponowił - ludzie kłębili się w drugiej części placu, a tam czuwał już jej wygłodniały posłaniec, wydając z siebie kolejny groźny, potworny ryk.

reducto 1 i 2; będziemy jeszcze kontynuować działania - za zgodą MG


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]11.02.22 17:13
Kiedy zaklęcie ustąpiło, a drzwi otworzyły się na oścież, odwrócił głowę od przejścia. Promienie wpadły do środka, jaśniejsze niż się spodziewał i nieco drażniące wzrok, przyzwyczajony bardziej do ciemniejszego wnętrza. W środku zrobili już wszystko, co mogli, wystarczyło teraz wypuścić ocalałych na dwór, dać im nadzieję na ratunek. Nie zastanawiał się, ile osób faktycznie ucieknie, a ile jeszcze poniesie śmierć w panice. Te życia nie były istotne, nie miały znaczenia dla Nich. Obserwował, jak ludzie rzucają się do przodu, dostrzegając drogę ucieczki przez martwe ciała zalegające na ziemi. Takie momenty, jak nic pokazywały naturę ludzką i nietypowe po trupach do celu, mające teraz zdecydowanie inny, bardziej ironiczny wydźwięk. Cofnął się o krok, kiedy ktoś go trącił mocniej, a wypowiedziana inkantacja nie dała rezultatu. Przeklinając pod nosem, zrobił kolejny krok w tył, gdy mugole w panice zajęli wyjście, przepychając się brutalniej i nie zważając już chyba na nic. Nie zamierzał stać się przypadkową ofiarą tego, co działo się tuż obok. Nie sądził jedynie, że część rzezi do której się przyczynili, a którą uskuteczniał stwór przywołany przez Deirdre, przyjmie taki kształt i zasięg. Nieco zdziwiła go zaciekłość tych kilku jednostek sprzed momentu i wcześniej, które w chaosie stanęły przeciwko nim z prowizoryczną bronią w dłoni. Trudność z nabraniem oddechu uświadamiała mu to tym bardziej. Niemniej teraz wystarczyło jedynie czekać, aż wszystko samo się wyciszy, a ziemię i schody przed katedrą zaleje tylko więcej posoki.
Odczekał te kilka długich minut, aż ci, którzy mieli się zadeptać na śmierć, właśnie to zrobili. Nie czuł już takiego pośpiechu, nie walczyli z czasem, by zdążyć, zanim mugole postanowią stąd wyjść. Zerknął w górę, kiedy dzwony nieustannie rozbrzmiewały gdzieś wysoko, zagłuszając część krzyków i to, co działo się na zewnątrz. Zobaczył to jednak chwilę później, wychodząc w końcu. Przechodząc przez świeżą krew, która wątpliwie ozdobiła posadzkę w przejściu i trochę dalej. Słyszał polecenie, które wydawał Śmierciożerczyni politykowi, teraz trzymającemu się blisko. Tyle dobrego, że pod wpływem zaklęcia był jej bezsprzecznie posłuszny, najwyraźniej tłumiąc w sobie głupie pomysły i strach, jaki nieszczególnie ukrywał. Widok na zewnątrz sprawił, że kącik ust drgnął mu ledwo zauważalnie. Przerażenie szerzyło się dalej, ale to dobrze. Obejrzał się krótko przez ramię, kontrolując, jak rozprzestrzenia się ogień, a wnętrze niespecjalnie szybko wypełnia dymem. Może nie było to spektakularne, ale wystarczyło, aby został zniszczony. Spojrzał przelotnie na stwora stojącego nieopodal, chciał zobaczyć jeszcze trochę rzezi w jego wykonaniu, zanim przyjdzie mu zniknąć stąd i zająć się czymś innym. Zaraz jednak uwagę przyciągnęło zaklęcie i wiązka, która poszybowała w powietrze. Błękitne tęczówki z tłumionym zachwytem błądziły po tworzącym się na niebie Mrocznym Znaku. Czaszka, z której ust wypełzał wąż, symbol Jego, najpotężniejszego czarodzieja, jakiego widział świat. Czarnego Pana. Kilka miesięcy temu nie przypuszczał, że przyjdzie mu ryzykować dla czyjejś idei i poglądów, nadstawiać karku za coś innego niż jego własny interes. Teraz to były również jego idee, poglądy i było warto, obojętnie, co działo się po drodze. Nie ruszał się z miejsca, gdy Deirdre przemawiała do tłumu, najpewniej po raz ostatni. Słuchał jej słów, kiedy niosły się wzmocnione za pomocą sonorus. Miała rację i każdy, kto stał tu dziś musiał wybrać stronę, a prędzej wierzył, że nikt nie miał już tego luksusu, jeśli tylko dbał o bliskich. Rodzina była słabością, a to, co miało tu miejsce i wybrzmiewająca groźba, tylko udowadniały ten fakt.
Łapiąc na krótko spojrzenie towarzyszki, skinął lekko głową. Rozumiał, wiedział czym musiał się teraz zając na tyle na ile był w stanie.- Dołączyć do Ciebie później na przesłuchaniu tych dwóch?- spytał po chwili, bo skoro znał już adres domu baroneta, nic nie stało na przeszkodzie, aby się rozdzielili. Podszedł nieco bliżej wejścia, uważając, by nie dać się stratować komukolwiek.
- Reducto.- wycedził inkantację, wskazując różdżką na jeden z filarów, który podtrzymywał strop katedry.- Reducto.- powtórzył, kierując judaszowiec na kolejny.- Reducto.- ostatni raz, nie wybierając już konkretnego kamiennego filaru. Osłabiona konstrukcja przez ogień i zniszczenia, nie mogła przetrwać długo, a przynajmniej miał taką nadzieję. Dopiero wtedy wycofał się, pokonując kilka stopni, by ostatni raz spojrzeć nie na katedrę, a szmaragdowy znak, złowrogo wiszący ponad głowami i będący dowodem tego, co miało tu dziś miejsce.

rzuty na reducto


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]13.02.22 21:25
Jeszcze zanim rozstała się z Macnairem, zatrzymała się przy nim na krótko, mierząc go zmęczonym, ale rozognionym, pełnym uznania spojrzeniem. Towarzyszył jej przez cały ten czas, działał sprawnie i szybko, nie poddawał się; ceniła go za umiejętności oraz samodzielność, a przede wszystkim za determinację. Najwidoczniej brakowało jej ostatniemu z trojga Rycerzy, lecz cóż, nie on pierwszy i nie ostatni - niestety - zawiódł oczekiwania. Mimo to pozostawał człowiekiem, czarodziejem czystej (oby? nie znała go na tyle, by to wiedzieć) krwi, i jeśli zdołał przetrwać pod palącą się katedrą, w chłodzie krypt, należało wydobyć ciało albo względnie przydatnego do działania człowieka. Zastanowiła się nad tym tylko przez sekundę, nie byli niańkami, mieli na głowie ciągle większe problemy i ważniejsze cele do osiągnięcia. - Wróć tu jutro, poszukaj naszego towarzysza. Może udało mu się przeżyć - poleciła szybko, czas ich gonił, tak samo jak ogień i zmęczenie. - Poradzę sobie z nimi sama. Wróć do domu, odpocznij, zbierz siły i... - zawahała się, wiedziała, że prosi go o kolejną ważną kwestię, lecz byli w tym razem, we dwoje. Sekrety krypty pozostały nieodkryte, ciągle pamiętała dziwną poświatę, jęk i blask duchów, wymykających się spod ciężkich pokryć grobowców, lecz nie wszystko było przecież stracone. - Sprawdź, czy na tych artefaktach nie nałożono klątw lub czarów; czy posiadają w sobie jakąś ważną magię, czy faktycznie jest w nich coś wyjątkowego. Myślę, że lady Primrose Burke będzie w stanie ci pomóc, zna się na artefaktach, talizmanach i runach. Jeśli powołasz się na naszą sprawę, na pewno nie pozostawi cię bez odpowiedzi - kontynuowała, sięgając do szaty, by przekazać czarodziejowi pozyskane z katakumb relikwie, pozostałe niepozorne gwoździe. Podała mu je ostrożnie. - Może też jutro lub pojutrze, przy okazji poszukiwań Lykanona, gdy opadnie pył i skwar, udałoby się sprawdzić, czy spod gruzów da się wyciągnąć coś istotnego magicznie, coś, co ma potencjał mocy lub może być przydatne naszemu Panu - to też musisz sprawdzić ze specjalistą - dodała jeszcze, kiwając mu głową; była zmęczona, zalana krwią, otumaniona i ciągle w trybie działania. - Spisałeś się dziś, Macnair. Dobrze mieć cię po swojej stronie - zakończyła, patrząc mu przez dwie długie sekundy prosto w oczy, z uznaniem; z czymś, co okazywała niezwykle rzadko. Potem - ruszyła w stronę, w którą kierowała się razem z burmistrzem, uciekajac przed ognistą zagładą.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]18.02.22 3:21
Determinacja była czymś, czego nauczył się dawno temu i utrwalił przez dziesięć lat pracy jako łowca. Zaciekłe dążenie do celu okazywało się potrzebną cechą, aby przeżyć spotkania z magicznymi stworzeniami, a teraz w Anglii najwyraźniej nic się nie zmieniało. Jedynie przeciwnik okazywał się różny, czasami rozumny, a czasami nie. Dlatego dzisiejszego dnia, nie zamierzał działać inaczej, dotrzymując kroku śmierciożerczyni, póki tego wymagała sytuacja. Słysząc ostatnie polecenia dzisiejszego dnia, milczał, wiedząc już, że to jeszcze nie koniec. Musiał tylko trochę odpocząć, usiąść na tyłku na parę godzin i w międzyczasie znaleźć jakiegoś uzdrowiciela, który zerknie na połamane żebra. Pokiwał powoli głową.- Powodzenia.- mruknął jedynie, gdy postanowiła sama zająć się dwójkom polityków. Nie wnikał i nie naciskał, aby być przy tym obecnym, wątpił, aby był tam potrzebny. Stać w miejscu i obserwować... zdawało się to jedynie stratą czasu, całkowicie niepotrzebną. Nie znał Primrose Burke, lecz zdążył jeszcze długo przed powrotem do kraju, poznać jednego z przedstawicieli owego rodu, obecnie nestora. Jeśli wspomniana lady miała podobną wiedzę, nie wątpił, że mogła sprawdzić przedmioty, które znalazły się w ich posiadaniu, ale również te, które pozostały w płonącej powoli katedrze. Krypta wydawała się dość solidna, aby wszelkie artefakty pozostały nienaruszone, dlatego faktycznie zamierzał za dzień lub dwa powrócić tu, aby sprawdzić to miejsce już bez szukania po omacku tego, co ich interesowało. Schował do kieszeni przekazane mu gwoździe, nadal nie dowierzając, że to na nie trafili, a w oczach mugoli miały jakąkolwiek wartość. Wydawały się naprawdę niepozorne, ale będąc szmuglerem, przekonał się nie raz, że najdziwniejsze rzeczy potrafiły kryć w sobie coś interesującego. Dlatego liczył, że i tym razem właśnie tak będzie. Wolał nie zajmować czasu lady Burke z powodu czegoś, co pozostawało najzwyklejszymi gwoździami, tylko tyle że na pierwszy rzut oka wyglądały na stare. Zerknął w kierunku budynku, zastanawiając się, czy towarzysz wewnątrz wytrzyma te parę godzin, ale teraz kiedy katedra w połowie płonęła, a w pozostałej trzymała się raczej licho przez rzucone zaklęcia, nie miał zamiaru wchodzić do środka. Klapa, którą zabezpieczona była krypta, musiała okazać się wystarczająco mocna. Albo pozostawało mieć takową nadzieję. Na słowa pochwały nie zareagował bardziej, niż podtrzymując to krótkie spojrzenie. Uznanie z ust Śmierciożerczyni nie było pewnie czymś słyszanym często, ale jego entuzjazm pozostawał stonowany. Odprowadził ją wzrokiem, by chwile później z charakterystycznym dźwiękiem teleportować się. Wrócił do domu, ale zanim pozwolił sobie na chociaż chwilę odsapnięcia, usiadł do stołu sięgając po pergamin. Ignorując wszelaki dyskomfort, zapisał kilka zdań na szybko i kontrolując jedynie formę, mając z tyłu głowy do kogo wysyła ów wiadomość. Uchylił okno, wpuszczając do środka chłodny podmuch powietrza i wypuszczając na zewnątrz sowę, która moment później zniknęła na niebie. Więcej nie miał do zrobienia poza odpoczynkiem z czego skorzystał od razu.
Minęła nieco ponad doba, kiedy ponownie stanął w pobliżu Katedry Bury St Edmunds. Nie czuł, póki co, ciążącego dyskomfortu, chociaż nie udało mu się dotrzeć do żadnego uzdrowiciela. Łapał oddech płytko, by nie narobić sobie kłopotów, gotów za to zając się ostatnimi rzeczami, jakie mu pozostały. Nie wiedział, jak poszło przesłuchanie, ale nie zamierzał dopytywać o to. Cokolwiek wyszło w trakcie, wystarczyło, że pozostawało w wiedzy Deirdre, jego mogło ominąć. Zamiast tego zjawił się parę godzin temu w Londynie i miał tylko jeden cel, wspomniany w liście wysłanym do Primrose. Przez Nokturn przemknął szybko i bez zwracania na siebie uwagi, zatrzymując na się dopiero w sklepie Borgin&Burke, by przekazać lady mugolskie relikwie, owinięte w materiał. Nie tłumaczył już niczego, pozostawiając przedmioty w miał nadzieję eksperckich rękach i oczekując cierpliwie na jakikolwiek wniosek, ufając młodej lady, skoro na takowe zasłużyła wcześniej. Nie spieszył się tym razem, mogąc poświęcić czas, aby dowiedzieć się czegoś chociaż trochę konkretnego, ale w końcu zniknął i ze stolicy, obierając nowy kierunek.
Okolica katedry była jakby spokojniejsza niż dzień wcześniej, ale nie skupiał swej uwagi na otoczeniu, nie interesował się tym, co wokół. Przez chwilę jedynie ciekawiło go, gdzie podziało się stworzenie przywołane mocą kamienia. Mordowało nadal gdzieś w mieście? Czy powróciło tam, gdzie było jego miejsce? Nie krył przed samym sobą, że pierwsza opcja brzmiała zdecydowanie lepiej. Przelanie większej ilości mugolskiej posoki to coś, co bez wątpienia było bardziej potrzebne. Krwawe wydarzenia z wczorajszego dnia powinny trwać nadal, a nie przypominać o nich pod postacią zniszczonej katedry, miejsca masakry dokonanej według woli Czarnego Pana.
Podchodząc bliżej tego, co pozostało z okazałego kościoła, zerknął nieufnie na budowlę. Ogień i rzucane zaklęcia nie mogły pozostawić jej całkowicie nienaruszonej. Nie to jednak było teraz istotne, a to, co pozostawało wśród gruzów. Towarzysz, który jeśli nie dźwignął się sam, ani nie uzyskał innej pomocy, powinien pozostawać tam, gdzie widział go ostatni raz. Sięgając po judaszowiec, rozejrzał się powoli, uważając na każdy swój ruch. Zbliżył się na tyle na ile mógł do wejścia do krypty i uniósł klapę, zanim skierował różdżkę nieco w dół.- Lumos.- wypowiedział, nie mając zamiaru schodzić tam na ślepo, a w pierwszej kolejności chcąc oświetlić to konkretne miejsce. Zamierzał go stąd zabrać, gdy tylko uda mu się zlokalizować Lykanona. Chciał zabrać również przynajmniej jeden z pozostałych na miejscu artefaktów, pamiętając za którymi drzwiczkami znajdował się pozłacany przedmiot, którego wcześniej nie byli wstanie dosięgnąć.- Accio.- rzucił, wskazując różdżką w kierunku relikwii. Jeśli okazywały się nie mieć dla Nich wartości, chciał, aby zniknęły dla zasady, by ci, którzy nadawali im jakiekolwiek znaczenie, stracili je bezpowrotnie nawet pod gruzami. Mógł tu spędzić godziny, jeśli będzie musiał i bez względu na wszystko, aby dostać to, po co dziś tu był.

| i zt


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]18.02.22 3:21
The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 28
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Katedra Bury St Edmunds [odnośnik]28.02.22 11:48
Szatańska pożoga rozpalała się powoli, ogarniając minuta po minucie kolejne przestrzenie mugolskiej katedry. Rycerze Walpurgii opuścili gmach budynku, pozostawiając za sobą żywioł, który rósł i wzmagał się coraz szybciej, aż w końcu pożoga stała się tym, czym powinna być od samego początku — niszczycielską, chaotyczną siłą, połykającą wszystko, co napotkała na swojej drodze. Nie było dla niej przeszkód. Topiła metal, szkło, niszczyła marmur, pochłaniała dywany, zasłony, drewniane ławki, obrazy, a w końcu także ciała, i te bez życia i te dogorywające w miejscu religijnego kultu.

Deirdre wraz z Cillianem i rannym burmistrzem opuścili płonący kościół. Czarownica skierowała na siebie różdżkę, a później w niebo. Głośne Morsmordre poniosło się echem po pobliskich murach, odbiło się także od przerażonych serc ludzi uciekających w popłochu. Na bezchmurnym niebie, niedługo po południu błysnęły szmaragdowe gwiazdy tworzące podobiznę czaszki i węża wypływającego prosto z jej paszczy. Symbol przerażający — mugolom stąd nieznany, ale z pewnością nie bez znaczenia dla czarodziejów zamieszkujących te lub pobliskie tereny. Symbol Lorda Voldemorta był widziany z daleka. Słowa wypowiedziane przez czarownice dotarły do uszu ludzi. Zasiały w sercach strach i przerażenie. Waląca się kolumna kościoła rozprysła się po budynku. Podobnie stało się z kolejnymi, zniszczonymi przez Macnaira. Ci, którzy uciekli mieli powtarzać zasłyszane słowa po najbliższej okolicy.

Stropy katedry zaczęły kruszeć pod językami ognia, dach katedry zajął się nim i w przeciągu kilkunastu minut zawalił, aż ogień Szatańskiej Pożogi ogarnął cały budynek przenosząc się na kolejne, z nim sąsiadujące. Płomienie przetoczyły się także przez ulice obejmując swoim zasięgiem domy, kamienice miasta. Kiedy Macnair dzień po pojawił się przed katedrą, miał przed sobą wyłącznie zgliszcza. Dotarcie do do krypty wymagało przetrząśnięcie gruzowiska. Nie było to niemożliwe — ruiny katedry nie przypominały gigantycznego gruzowiska po Ministerstwie Magii, potęga tamtej pożogi była niemożliwa do ogarnięcia. Macnair musiał natrudzić się jednak, aby usunąć zniszczenia i tlące się wciąż gdzieniegdzie odłamki i dotrzeć do metalowe klapy. Wbrew temu co sądził, piwnica nie pozostawała całkowicie nienaruszona — choć rzeczywiście przetrwała. Wewnątrz gnieździło się pełno dymu i kurzu. Cillian natrafił na ciało Lykanona leżące na podłodze. Pozostawienie go na wiele godzin, krwawiącego, nieprzytomnego i narażonego na dym nie mogło mieć innych skutków. Czarodziej był martwy od wielu godzin. Zimny i sztywny. Relikwie, które chciał zabrać Cillian wciąż znajdowały się na swoim miejscu. Udało mu się zdobyć berło. Na przekazanych artefaktach nie ciążyły żadne klątwy — co więcej, po ich sprawdzeniu okaże się, że nie miały w sobie nawet knuta magii, a wedle doniesień miały dla mugoli olbrzymią wartość.

Mieszkańcy uciekali w popłochu. Część próbowała walczyć z żywiołem, ale Szatańskiej Pożogi nic nie było w stanie okiełznać i zgasić. Minęły dni nim ogień pożogi dopalił się sam i całkowicie zgasł. Pomógł mu w tym spadający deszcz. Połowa miasta została doszczętnie zniszczona — Bury St. Edmunds popadło w ruinę. Wielu ludzi zginęło w walce żywiołem, ale także koszmarnym, upiornym cieniem, który mordował każdego, kto stanął mu na drodze. Pogłoski mówią, że na miejscu pojawili się także czarodzieje, ale nie mieli szans z istotą zrodzoną z mroku. Uciekli lub zostali pokonani. Niewiadomo. Pewne było jednak to, że w przeciągu paru dni ocalała ludność miasta ewakuowała się, pozostawiając Bury St. Edmunds kompletnie opustoszałym. Nie pozostała tam ani jedna żywa dusza.

Cień, który został wypuszczony na wolność zniknął, ale pośród ludności Suffolk szybko rozniosły się wieści o tym, co zrobili Rycerze Walpurgii. I o tym, co wypuścili z bram piekieł.

Rycerze Walpurgii zdobywali West Suffolk siłą i strachem.

To już koniec wydarzenia. Udało Wam się dotrzeć do końca (nie wszystkim). Możecie kontynuować rozgrywki, działania — od tej pory wszystkie zgłaszane powinny być już w temacie spokojnie jak na wojnie.

Lykanon, zgodnie z prośbą kierowaną przez mistrzów gry do uczestników wydarzenia o przemyślane zapisy i odpisywanie w terminie, w związku z porzuceniem wydarzenia uznany zostałeś z martwego.

Wszystkie informacje o zdobytych punktach i nagrodach za udział pojawią się w podsumowaniu. Mistrz gry dziękuje Wam za sprawne odpisy i rozrywkę.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Katedra Bury St Edmunds - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Katedra Bury St Edmunds
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach