Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogrody Ickworth
AutorWiadomość
Ogrody Ickworth [odnośnik]23.07.21 13:06
First topic message reminder :

Ogrody Ickworth

Pałac Ickworth ma kształt rotundy i został wzniesiony dla ekscentrycznego czarodzieja, hrabiego Bristol w 1830 roku. Jego dom skrywa wyjątkową kolekcję obrazów Tycjana, Gainsborougha i Reynoldsa, mebli i artefaktów, porcelanę z czasów Recesji i gruzińskie srebro. Ogrody wokół pałacu uchodzą za jedne z najbardziej malowniczych w całej wschodniej Anglii, więc niedawno po śmierci markiza, w 1956 roku cały teren stał się dziedzictwem narodowym, a wstęp zarówno do rotundy, jak i wystawnych ogrodów jest wolny dla wszystkich. Przechadzając się plątaniną zielonych korytarzy, można podziwiać zarówno piwonie, jak i hortensje, róże i lilie, których okres kwitnienia jest tutaj magicznie wydłużony.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Ickworth - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]17.10.21 21:00
Strzepnął kurz z szaty patrząc z chłodem w oczach na nieprzytomne ciało Czarodzieja. Przysporzył im wiele kłopotów podnosząc różdżkę przeciwko nim. Los zarówno mężczyzny jak i kobiety pozostawał mu obojętny. Gdyby miał przejmować się każdym przeciwnikiem, z którym przyszło mu się zmierzyć, już dawno by zwariował. To ich wolna wola, ich świadome wybory. Chcieli być przeciwko nim – podejmowali taką decyzję. Rosier jednak nie miał dla takowych litości. Powinni znać swoje miejsce w szyku i wiedzieć, że każdorazowa tego typu sytuacja wymagała od nich restrykcyjnych działań. Gdyby choć na chwilę pozwolili Zakonowi przejąć pałeczkę, już dawno byliby straceni. Wszystko zależało od nich, od decyzji, które podejmowali i konsekwentnych działań, aby osiągnąć stawiany sobie cel. Mathieu mierzył wysoko.
Różdżkę nadal miał w pogotowiu, na wszelki wypadek, gdyby więcej spraw zaczęło się sypać. Teraz pozostało śledztwo, a i do tego może się ona przydać. Spojrzał na Perseusa, a potem przeniósł wzrok na Czarodzieja. – Spróbujesz doprowadzić go do… użytku? – spytał, stając obok nieprzytomnego mężczyzny i sięgając po jego różdżkę. Jednocześnie rzucił zaklęcie, w skupieniu patrząc na leżące na posadzce ciało. – Esposas – wypowiedział inkantację. Lepiej zapobiegać niż leczyć, pozbawiony możliwości ruchu nie będzie stanowił dla nich zagrożenia.
Stanął kawałek dalej, przekraczając przez zakrwawione czarownicy i kompletnie nie zwracając na nie uwagi. Zupełnie tak, jaky ubrudzona posoką jasna skóra stanowiła jedynie element dekoracji. Kawałek za nią mieściły się drzwi, które wystarczyło przekroczyć i znaleźć się w obszerniejszym pomieszczeniu. Rozświetlił pomieszczenie różdżka i dopiero wtedy się rozejrzał. Drzwi od gabinetu stały otworem, więc to właśnie tam padło jego spojrzenie. Chwilę później znalazł się w środku.
- Poszukajmy notatników, kalendarzy lub zapisków… Mogą być ukryte. – stwierdził, przekładając puste pergaminy leżące na blacie biurka. Zdecydowanie przydałoby się tutaj bardziej posprzątać. Spojrzał na kuzyna, później wyjaśni mu co i jak, dlaczego wystosował do nich takie słowa. Nie dał się dzisiaj ponieść, chociaż sięgał po brutalne i silne zaklęcia. Niemniej jednak, stracił opory przed stosowaniem ich. Kiedy bronił się, kiedy próbował hamować swoje własne rządze… efekty były opłakane. Tym razem było inaczej, a każde kolejne starcie tego typu uzmysławiało mu, że powinien się pogodzić z tym, kim był.
W skupieniu przesuwał wzrokiem po pomieszczeniu, chciał dostrzec coś więcej niż tylko powierzchowne kwestie. Może coś było ukryte głębiej, schowane bardziej…. Na miejscu barona nie trzymałby ważnych rzeczy na wierzchu. Każdy rozsądny postąpiłby właśnie w ten sposób.

Rzucam na spostrzegawczość (poziom II), bonus: +30



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]17.10.21 21:00
The member 'Mathieu Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 12
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Ickworth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]18.10.21 20:57
Przyglądał mu się – gdy chwiał się na nogach, cofał chaotycznie, lewą dłonią raz po raz sięgając swędzącej skóry, na policzkach, szyi, przedramionach; miejsca, które znaczył zadrapaniami, pokrywały się krwistymi smugami, ból w połączeniu z osłabieniem musiał być nie do zniesienia – ale obserwując, jak kolana mężczyzny wreszcie uginają się, a on sam upada na umazaną krwią podłogę, nie czuł wyrzutów sumienia. Walka go wyczerpała, magia nie była mu tego dnia posłuszna, częściej niż mu służąc, odwracając się przeciwko niemu; pamiętając wydarzenia z portu i przesłuchania, które zorganizowali razem z Ritą, zaczynał dostrzegać tu niepokojący schemat – nie był jednak pewien, czy winę ponosiła obecność mugoli i ich maszynerii wszędzie dookoła, czy może jego własne przekleństwo. Czy nie to przepowiadała mu czarnoskóra kobieta, przestrzegając przed dokonaniem zemsty? Że ściągnie na siebie zgubę?
Cofnął się o krok, opuszczając różdżkę i na moment opierając się ciężko o drewniany stolik, który zaskrzypiał głośno pod jego ciężarem, przesuwając się o kilka centymetrów po podłodze. Nie czuł się dobrze; jego skronie pulsowały bólem, tępym, ale trudnym do zignorowania, a w ustach wciąż miał rdzawy, metaliczny posmak krwi. Sięgnął do płaszcza, żeby z wewnętrznej kieszeni wyciągnąć złożoną na czworo chustę; wyrównując oddech, krótkim ruchem otarł nią twarz, ścierając ze skóry resztki wykaszlanej krwi i potu. – Krakeni pomiot – mruknął pod nosem, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego. Prostując się, spojrzał na stojącego ponad nieprzytomnym czarodziejem Mathieu, teraz – w miarę, jak opuszczała go adrenalina – przypominając sobie ich wymianę zdań tuż przed wejściem do pałacu. Cisnące mu się na wargi pytanie zmiął jednak w ustach, na powrót chowając chustę do kieszeni i robiąc kilka kroków w stronę kuzyna. – Przeszukam ich – oznajmił, kucając przy mężczyźnie, gdy ten był już skuty. – Jeśli czegoś tu szukali, to warto sprawdzić, czy przypadkiem tego nie znaleźli – wyjaśnił, sprawdzając najpierw zewnętrzne, a później wewnętrzne kieszenie czarodzieja i wywracając je na drugą stronę; posiłkując się słabym światłem lamp, przyglądał się monetom i skrawkom pergaminu, drobnym przedmiotom i wszystkiemu, co mogłoby stanowić wskazówkę co do dalszych poszukiwań.
Kiedy był już pewien, że mężczyzna nie miał przy sobie niczego więcej, wyprostował się, ruszając za Mathieu przez kolejne drzwi, rozglądając się przy tym z zaciekawieniem; przesuwając wzrokiem po obrazach na ścianach i staro wyglądających meblach, grzbietach książek na regałach i pozornie przypadkowych bibelotach, które po bliższym przyjrzeniu się zaczynały jednak wyglądać na cenne i rzadkie. Na dłużej zawiesił spojrzenie na blacie biurka, gdzie na drewnianej podstawce leżała szklana butelka z zamkniętym w środku okrętem, który – zaczarowany – kołysał się na falach, podczas gdy pomniejszone chmury raz po raz rozjaśniał błysk szalejącego sztormu. – To jego gabinet? – zapytał, zerkając przelotnie w stronę kuzyna. Wspominał, że zdarzało mu się być gościem barona, musiał więc znać – przynajmniej częściowo – rozkład pomieszczeń w pałacu. – Powinien mieć tu gdzieś osobisty dziennik, albo teczkę, gdzie gromadził swoje kontakty i zapisywał terminy spotkań. Nie widziałeś nigdy, żeby miał przy sobie coś takiego? – Oderwał spojrzenie od biurka, zamiast tego podchodząc do przeciwległej ściany i bezwiednie przesuwając palcem wzdłuż ramy jednego z obrazów; jeśli informacje były dla hrabi cenne – a był niemal zupełnie pewien, że były – to prawdopodobnie chroniło je coś więcej niż szuflada czy zamek.

| co znalazłem w kieszeni czarodzieja?
1 - klucz niewiadomego przeznaczenia;
2 - zapisany na skrawku pergaminu adres, wskazujący na jakiś budynek w Ipswich;
3 - potwierdzenie rejestracji różdżki;

+ dorzucam na spostrzegawczość (I)


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]18.10.21 20:57
The member 'Manannan Travers' has done the following action : Rzut kością


#1 'k3' : 1

--------------------------------

#2 'k100' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Ickworth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]19.10.21 22:08
Teraz nie była odpowiednie chwila na wyjaśnienia, szczególnie, że nie ufał Blackowi na tyle, aby przy nim mówić o własnych problemach. Czy ta wymiana zdań miała jednak jakiekolwiek znaczenie? Nie przybyli tu po to, aby się przekomarzać czy sprzeczać, ewentualnie rozważać wszelkie problemy natury emocjonalno-morderczej. Czas na wyjaśnienia na pewno jeszcze nadejdzie, Rosier musiał najpierw zmierzyć się z własnym demonem i w pełni go zaakceptować, zanim zacznie o nim oficjalnie mówić, choć ta chwila raczej nie nadejdzie zbyt prędko – jeśli w ogóle nadejdzie. Manannan był jego kuzynek, łączyła ich zażyła relacja i z pewnością będzie mógł liczyć na wyjaśnienia z ich strony. Zarówno odnośnie tego co powiedział Perseus, jak i faktu panowania nad własną różdżką. To nie było takie proste. Skinął mu głową, kiedy ten powiedział, że ich przeszuka to był dobry pomysł, mogli próbować coś wynieść.
- Owszem, jego gabinet. – odparł, rozglądając się po wnętrzu ze stoickim spokojem. Wzrok miał skupiony, starając się wyhaczyć wszelkie szczegóły, które mogłyby świadczyć o ewentualnie istniejących kryjówkach czy tajnych schowkach. Nierozważnym ze strony baron byłoby trzymanie istotnych dokumentów na widoku, a musiały być dobrze ukryte, skoro dwójka czarodziei na którą się natknęli nie wyniosła ze sobą zupełnie nic. Na pierwszy rzut oka jednak nie udało mu się namierzyć nic tajemniczego.
- Podczas spotkań zaglądał do kajetu oprawionego w skórę wsiąkiewki, ze złotą klamrą i jego inicjałami. – powiedział spokojnie, przypominając sobie szczegół, który mógł być dość istotny. Na moment przystanął przy gablocie i wziął do ręki złocone jabłko. Baron był prawdziwym koneserem sztuki i innych dziwactw, jego zdaniem zakrawało to o paranoję momentami, ale pasja z jaką opowiadał o swoich dziełach i spostrzeżeniach była godna podziwu. Jakby widział sam siebie, kiedy mówił o smokach i środowisku ich występowania. Każdy znał się na czymś zupełnie innym, posiadał rozległą wiedzę w danym temacie. Mathieu nigdy nie dorówna Manannanowi w jego wiedzy odnośnie żeglugi, a Travers nie będzie wiedział o smoczych istotach tyle co on. To zależności, które dyktowane były w naturalny sposób i nie mieli na nie żadnego wpływu.
- Pośredniczył w handlu ingrediencjami. Powinien mieć kalendarz spotkań i nazwiska osób, które miały na nich być. Myślę, że jeśli znajdziemy te rzeczy, będziemy mieć wszystkie… informacje. – odłożył jabłko i zaczął przesuwać smukłe palce po woluminach znajdujących się na półce, przyglądając im się uważnie. Ten regał stał zdecydowanie zbyt daleko od ściany, choć mogło mu się tylko wydawać.

Rzut na: spostrzegawczość (poziom II); bonus: +30




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]19.10.21 22:08
The member 'Mathieu Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 10
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Ickworth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]23.10.21 15:46
Cisza, która zapanowała nagle w pogrążonym w półmroku pomieszczeniu, zdawała się dzwonić w uszach, pulsując razem z echem niedawnych błysków zaklęć, wciąż wybuchających pod jego powiekami, gdy na moment przymknął oczy, starając się odzyskać jasność myśli. Wywołana walką adrenalina w połączeniu z milczeniem głuchych ścian stanowiła dziwny dysonans, sprawiający, że Manannan czuł się prawie nieswojo – starając się zniwelować to budzące mentalny dyskomfort uczucie poprzez zajęcie rąk i myśli szybkim przeszukaniem nieprzytomnego czarodzieja. Zewnętrzne kieszenie długiego płaszcza nie odsłoniły przed nim niczego ciekawego, za wyjątkiem paru monet i złożonej starannie, lnianej chusteczki, kiedy jednak sięgnął do przyszytej na piersi kieszonki, jego palce natrafiły na chłód grawerowanego metalu; uchwycił go ostrożnie, wyciągając i przyglądając mu się w świetle wpadającym przez okno – klucz był niewielki, raczej otwierający niewielką szufladę lub skrzynkę niż drzwi, pozbawiony jednak zawieszki czy jakiejkolwiek innej wskazówki co do jego przeznaczenia.
Wyprostował się, żeby podążyć za Mathieu do gabinetu, stawiając stopy z ostrożnością, ale i charakterystyczną dla siebie chwiejnością, która zanikała wyłącznie na kołyszących się pokładach okrętów. – Widziałeś to kiedyś u niego? Wiesz, co może otwierać? – zapytał, wyciągając klucz w stronę kuzyna; zastanawiając się, czy hrabia trzymał być może szkatułę, którą mogli przyuważyć jego goście, albo miał w zwyczaju przed ważną rozmową chować bogate we wrażliwe treści dokumenty do zamykanej na klucz szuflady. Domysł szedł daleko, znalezisko mogło równie dobrze wcale nie należeć do barona – ale od czegoś zacząć musieli.
Nie dopatrzywszy się niczego na ścianach, obszedł biurko, żeby sprawdzić też miejsca najbardziej oczywiste; jednocześnie słuchał uważnie opisu kajetu, marszcząc brwi, kiedy Mathieu wspomniał o skórzanej oprawie. – Będziemy w stanie go otworzyć? – zapytał, zdając sobie sprawę, że magiczne właściwości skóry wsiąkiewki skutecznie powstrzymywały intruzów przed dostaniem się do zawartości cudzych sakiewek czy kufrów. – Trzymał go tutaj, czy nosił ze sobą? – rzucił jeszcze, jak gdyby nigdy nic opadając na wygodny, stojący za biurkiem fotel; nie jednak po to, by odpocząć, a żeby spojrzeć na mebel i całość pomieszczenia z perspektywy człowieka, którego sekrety próbowali odkryć. – Jakimi ingrediencjami dokładnie handlował? – podchwycił z zainteresowaniem, przysuwając się nieco do blatu, żeby po kolei odsunąć wszystkie zlokalizowane po prawej stronie szuflady; z jednej z nich wyciągnął stertę dokumentów, po czym zaczął je przeglądać, rzucając okiem głównie na nagłówki; były tam prywatne zapiski i listy, okraszone zamaszystym podpisem pojawiającym się niemal na wszystkich, ale nic, co mogłoby im pomóc, nie rzuciło się Manannanowi w oczy. – Jeśli handlarze, z którymi współpracował, wozili towar na statkach, mogę spróbować dotrzeć do któregoś z jego współpracowników tą drogą. Większość z nich handluje nie tylko ingrediencjami, ale i informacjami, jeśli mają taką możliwość – zauważył, otwierając jeszcze boczną szafkę i wyciągając z niej po kolei następne bibeloty. Nie silił się przy tym na pozostawienie po sobie porządku; po bałaganie, którego narobili w poprzedniej sali, ich wizyta i tak nie miała pozostać niezauważona, poza tym – jeśli pozostawią tu ciała kobiety i mężczyzny, to ktokolwiek ich znajdzie, pomyśli, że to oni włamali się do środka – i zostali powstrzymani. – Znalazłeś coś? – zapytał po chwili milczenia, podnosząc spojrzenie na Mathieu.

| tu rzuciłem na ślepotę


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]23.10.21 19:58
Zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę z tego, że cholerny Bristol poza finezyjnym gromadzeniem różnorakiej sztuki, był też cholernie dobry w ukrywaniu czegokolwiek. Rosier wątpił, że ktoś odwiedził to miejsce przed nimi i znalazł tu cokolwiek. Patrząc na ilość marmurowych rzeź, o mniej lub bardziej fantazyjnych kształtach albo szkatułek, puzderek i innych rzeczy. Zapewne więcej tu było historii niżeli w muzeum w Londynie i miało o wiele więcej wspólnego z oryginałami. Baron był znawcą, nie interesowały go falsyfikaty i zwyczajne podróbki. Mathieu widział zapał w oczach tego człowieka, widział jak pragnienie zdobywania, posiadania i gromadzenia. To trochę niezdrowe, ale był pewien, że piękny pałac posiadał piwnice po brzegi wypchane artefaktami i innymi rzeczami o wielkiej wartości. Najpierw jednak trzeba było się tam dostać.
- Może będzie pasował do jednego z tych puzderek? – spytał, wskazując na niemałą kolekcję skrzyneczek – większych i mniejszych – ustawionych na różnych miejscach regału. Wieczność zajmie im przeszukanie tego w ten sposób. Mathieu potrzebował się skupić, bo inaczej nic z tego nie będzie.
- Jeśli potrzebował czegoś przynosił go, nie sądzę, aby ciągle nosił przy sobie. – stwierdził, marszcząc lekko brwi. Czy będą w stanie otworzyć? Nie miał pewności. Z całą pewnością czekało ich nie lada zadanie, chociaż Mathieu nie miał do końca pewności czy ów przedmiot faktycznie obity był skórą wsiąkiewki. Nie miał go w rękach, nie przyglądał mu się uważnie. – Aranżował spotkania łowców smoczych ingerencji. Tylko o tym mi wiadomo. Mam nadzieję, że dowiemy się więcej jeśli… – przerwał w pół słowa, kiedy deska podłogowa skrzypnęła nazbyt intensywnie. Zaraz przy ścianie, tej na której wisiał obraz, a oczy z niego lustrowały wyraźnie postać przed sobą. Mathieu cofnął się o krok, a później znów nastąpił na drewnianą deskę. Ponownie skrzypnęła w podejrzany sposób. Był spostrzegawczy, potrafił dostrzec pewne rzeczy, tak jak poluzowana deska wydająca charakterystyczny dźwięk. Od razu schylił się i wystarczyło kilka ruchów, aby podnieść ją ku górze.
- O proszę… – mruknął, ale na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Zawiedziony? Tak. Nic nie dostrzegł, chociaż… Wsunął rękę do pozornie pustej przestrzeni. – Świeże futro demimoza. – znał to magiczne stworzenie, wiedział jakie właściwości miało jego futro i jak wiele utrudniało. Pod materiałem, który wylądował na podłodze obok znajdował się obty w skórę kajet, o którym mówił. Nie był zakurzony, musiał z niego niedawno korzystać. – Jest i miejsce na kluczyk, powinien pasować. To nie wsiąkiewka, stylizowane, ale zdecydowanie nie to. – dodał po chwili. Magiczne stworzenia były mu dobrze znane, tak jak wielokrotnie wspominał. To nie tylko smoki i ich gatunki, również inne stworzenia, które pasjonowały go od zawsze, a raczej… od kiedy pamiętał.
- Mogę? – spytał patrząc na klucz, a kiedy w końcu wylądował on w zamku kajetu, ten odpuścił i otworzył się przed nimi. – Tego szukamy… – postawił kajet na stole i zaczął przeglądać kolejne strony. Skrupulatne zapisy, coraz bardziej chaotycznie, niektóre z wykrzyknikami, inne z dziwnymi notatkami o niezrozumiałej treści. Rosier otworzył ostatnią stronę, w kółku zakreślony było wyraźnie nazwisko. – James Harrison, Cornelius wspominał o nim w Wywernie. Członek mugolskiego parlamentu. – mruknął. Zapamiętał do imię, kiedy padło w trakcie spotkania. – Odessa Doyle… – mruknął, przekręcając lekko głowę w bok. W jego głowie pojawiło się wspomnienie kobiety, która całkiem niedawno zjawiła się w Smoczych Ogrodach, żywo zainteresowana wszelkimi szczegółami odnośnie smoczych ingerencji. Nie pamiętał kiedy dokładnie to było, ale kojarzył ją. Prychnął lekko. – Do analizy potrzeba więcej czasu. Są tu daty spotkań, jedno z nich w najbliższym czasie. Być może właśnie tam powinniśmy się udać w następnej kolejności. – spytał, podnosząc głowę ku górze i spoglądając z błyskiem w oku na Manny’ego. Rozlew krwi to jego hobby najwyraźniej, a tam krew by się polała. – Poszperajmy jeszcze, może coś znajdziemy. – dodał, odciągając myśli od siania zamętu na spotkaniu, na które zaproszenia nie miał… chociaż. Patrząc na kajet, chyba jednak właśnie je dostał.


Jednak nie ślepy Mathieu



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]24.10.21 20:49
Nie miał problemu ze zrozumieniem fascynacji, jaką hrabia Bristol zdawał się żywić w stosunku do magicznej historii i związanych z nią artefaktów; wnętrze pałacu – a przynajmniej ta ograniczona jego część, którą miał okazję zobaczyć – sprawiało wrażenie naszpikowanego ukrytymi tu i ówdzie perełkami, gromadzonymi z uwagą i starannością przez całe lata, i gdyby tylko Manannan miał więcej czasu, z pewnością chętnie spędziłby tu długie godziny, szperając wśród rzadkich kolekcji. Sam w końcu poświęcił sporą część życia na prowadzenie morskich gonitw za owianymi legendami skarbami, z czego największy z nich – zatopiony okręt – do dzisiaj nawiedzał go w snach, wołając go do siebie w języku, którego jeszcze nie potrafił zrozumieć. Kto wie – może właśnie tutaj, wśród ksiąg zebranych przez zaginionego i prawdopodobnie już martwego gospodarza, natknąłby się na wzmiankę na temat statku? A gdyby tak…
Co? – zapytał, wyrwany nagle z zamyślenia pytaniem zadanym przez Mathieu; zamrugał powiekami, potrzebując paru sekund na poskładanie w całość słów, które w pierwszej chwili zignorował. Dopiero później jego spojrzenie powędrowało w stronę stojących na blacie skrzyneczek, a on dodał dwa do dwóch. – Ach, no tak, możliwe – mruknął, wciąż nieco nieprzytomnie, podchodząc do komody i przyglądając się puzderkom; klucz wyciągnął przed siebie, mrużąc oczy i porównując, czy wyryte na nim zdobienia przypominały któreś z tych występujących na kuferkach, ale klucz zdawał się nie pasować do żadnego z nich. Co w pewnym sensie go nie dziwiło – gdyby było inaczej, to zawartość skrytki z pewnością już znajdowałaby się w kieszeniach mężczyzny, przy którym znalazł klucz; cokolwiek otwierał, było na tyle dobrze ukryte, że intruzom nie udało się tego odnaleźć.
Znam kilku działających poza Anglią – powiedział, mając na myśli łowców smoczych ingrediencji; ci stosunkowo często pływali na pokładach statków, czy to zmierzając ku wybrzeżom Norwegii, czy za ocean, istniało więc prawdopodobieństwo, że któryś z nich robił interesy z baronem. Chciał dodać na ten temat coś jeszcze, zasugerować, by przeanalizowali razem swoje siatki kontaktów pod kątem wspólnych punktów, ale urwane w połowie zdanie zwróciło jego uwagę; odwrócił się na pięcie, posyłając pytające spojrzenie w stronę kuzyna. – Jeśli?.. – powtórzył za nim, odpowiedź przyszła jednak chwilę później. Obserwował Mathieu, gdy ten schylał się, żeby podważyć poluzowaną deskę, a później od razu zrobił krok do przodu, żeby przykucnąć obok odkrytego w ten sposób schowka. Zmarszczył brwi. – Zadał sobie sporo trudu – zauważył, zastanawiając się, co mogło być na tyle cennego w zgromadzonych w notatniku zapiskach, że nie wystarczyła zwyczajna, zabezpieczona magią szuflada. Dotknął palcami odłożonej na bok tkaniny, przejeżdżając po niej dłonią w zamyśleniu. – Oczywiście – przytaknął, przesuwając klucz w stronę kuzyna, a później czekając, aż okładka się uchyli. Przysiadł na krawędzi biurka, wsłuchując się w szelest kartek, nie zaglądał jednak wyczekująco kuzynowi przez ramię, cierpliwie czekając na werdykt z oględzin.
Nazwisko wymienione przez Mathieu w pierwszej chwili niczego mu nie powiedziało; dopiero kolejne słowa pozwoliły Manannanowi na przypomnienie sobie, gdzie wcześniej je słyszał. – Po co czarodziejski hrabia miałby spotykać się z mugolskim parlamentarzystą? – zapytał, nie oczekując jednak jednoznacznej odpowiedzi, a zwyczajnie pozwalając, by to pytanie zawisło gdzieś w przestrzeni. Propozycję udania się na umówione spotkanie przyjął z błyskiem w oku, ale i ostrożnością. – Powinniśmy najpierw dowiedzieć się więcej – zasugerował, pocierając dłonią krawędź szczęki. – Jeśli w grę wchodzi mugolski rząd, to to może być pułapka. Tym bardziej, jeżeli zdawali sobie sprawę, że hrabia jest czarodziejem. Albo jeśli już go dopadli – podzielił się swoimi spostrzeżeniami. Krótkim ruchem odepchnął się od biurka, niemal natychmiast żałując gwałtownego manewru, bo w głowie zakręciło mu się gwałtownie; po niedawnym pojedynku wciąż był słaby, a lewa skroń coraz mocniej pulsowała tępym, utrudniającym mu skupienie bólem. – Przejrzyjmy to na spokojnie gdzieś indziej – zasugerował, kiwając też głową, gdy Mathieu zaproponował wznowienie poszukiwań. Obszedł gabinet raz jeszcze dookoła, żeby skierować się do przyległego pomieszczenia, zanim jednak to zrobił, z biurka zgarnął zaczarowany statek w butelce, który zwrócił jego uwagę wcześniej; martwy hrabia nie powinien zauważyć jego braku.
Pokój przylegający do gabinetu okazał się zawierać pokaźną kolekcję przytwierdzonych do ścian obrazów, które zmarszczyły czoła z niezadowoleniem, gdy Manannan szarpnął różdżką, rozjaśniając półmrok niewerbalnym lumos. Rozejrzał się, przechadzając się powoli po gładkiej posadzce, na której płytki układały się w jakiś skomplikowany, geometryczny wzór. – Nie wiem, czy znajdziemy tu coś wartościowego. Wygląda to na… – zaczął, ale urwał, gdy jego wzrok zatrzymał się na znajomej postaci spoglądającej na niego spomiędzy zdobionych ram. – Hm – mruknął, przekrzywiając głowę; ciemnowłosa Kirke uśmiechała się na wpół kokieteryjnie, na wpół kpiąco, otoczona śpiącymi u jej stóp świniami. Manannan doskonale znał snującą się wokół niej historię, opowieści o czarownicy zamieniającej żeglarzy w świnie znał z pewnością każdy, komu zdarzyło się postawić stopy na pokładzie. Nie jednak sama postać zwróciła uwagę Traversa, a to, co trzymała w dłoni – a co z pewnością nie należało do jej czasów. – Widzisz to? – zapytał, odwracając się przez ramię, gdy wyczuł, że do pomieszczenia wszedł Mathieu. Wskazał na książkę trzymaną przez Kirke, przypominającą bardziej współczesny dziennik niż wykorzystywany w starożytności papirus.
Nie do końca pewien, czy wyobraźnia nie płata mu figli, przyłożył różdżkę do powierzchni obrazu; ukrywanie przedmiotów w płótnach nie było aż taką rzadkością, miał co najmniej kilku kuzynów, którzy chowali w ten sposób przed sobą butelki z coraz trudniej dostępnym rumem. – Lateo – wypowiedział cicho, wskazując na książkę tkwiącą w palcach Kirke.


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]24.10.21 20:49
The member 'Manannan Travers' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 68
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Ickworth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]26.10.21 23:04
Istotą wizyty w Ickworth było wydobycie informacji na temat spotkań organizowanych przez barona, które mogły doprowadzić ich do osób sprawiających problemy na terenach Suffolk. Mathieu był zwolennikiem tępienia wszelkich przejawów niesubordynacji i buntu, a sprzeciwianie się Czarnemu Panu i polityce, którą prowadził była definitywnym powodem do tego, aby znaleźć buntowników i pozbyć się ich w mniej lub bardziej przyjemne sposób. Dlatego dzisiaj tu był. Konieczność podejmowania działań był logicznym postępowaniem, doceniał fakt, że Perseus Black i Manannan Travers wyrazili chęci, aby w tymże przedsięwzięciu mu towarzyszyć. Co dwie pary oczu to nie jedna, i choć Lord Black zajął się poszkodowanymi – nawet jeśli Mathieu pozostawiłby ich na pewną śmierć – miał przy sobie kuzyna, który był w stanie pomóc mu dotrzeć do celu.
Przeszukanie tego miejsca nie było prostą sprawą. Jeśli ktoś prowadził nie do końca poprawne działania, z całą pewnością nawet w najmniejszym szczególe dbał o własną prywatność i bezpieczeństwo swoich klientów. Bristol skrupulatnie dbał o swoje działania, więc nie spodziewał się niczego innego. Tym razem jednak udało im się uzyskać pewnego rodzaju odpowiedzi, a raczej finalnie natrafić na pewien trop, a raczej odnaleźć to, czego mogli poszukiwać od samego początku. Starcie z przeciwnikami było jedynie przeszkodą, a przynajmniej w tych kategoriach traktował to Rosier dążąc do stawianego sobie celu.
- Aranżował spotkania lub pośredniczył w transakcjach. – mruknął. Pytanie brzmiało rzeczywiście, co do tego wszystkiego mógł mieć mugolski członek parlamentu. Zmarszczył lekko brwi. Może to właśnie ten cały mugol stał za zniknięciem Bristola i kierował cholerną organizacją mającą na celu niszczenie czarodziejskiej społeczności? Tak przynajmniej mogłoby się wydawać i miałoby to sporo sensu. Miał nadzieję, że Corneliusowi uda się wyciągnąć od niego lub kogokolwiek informacje na ten temat. Mieli przynajmniej zapiski Bristola, może z sukcesem przeanalizują je dochodząc do jakichś wniosków. Na chwilę obecną Mathieu nie miał do tego głowy, z resztą – nie uważał, aby pałac był odpowiednim miejscem do ów analizy. Chłodna kalkulacja będzie musiała przebiec w bardziej dogodnych warunkach.
- Dobrze to poukrywał… – stwierdził, widząc działania podjęte przez Traveras, sam wcześniej nie zwrócił uwagi na szczegóły obrazu. Nie był fanem sztuki, jedynie rzeźba przemawiała do niego w jakikolwiek sensowny sposób. Dobrze, że Manny zorientował się, że jeden szczegół nie pasuje do pozostałych i mogą z niego skorzystać. Przetarł twarz dłonią i rozejrzał się raz jeszcze, nie było sensu tkwić w tym miejscu w nieskończoność. To jednak jeszcze nie koniec ich działalności, co było dość zrozumiałe.
- Drew zasugerował, ale przejąć teren pałacu, być może w przyszłości wykorzystamy to miejsce. – powiedział, kierując wzrok na kuzyna. Być może w przyszłości będą mogli wykorzystać opustoszały pałac barona Bristola na własną korzyść, lepiej nie pozostawiać tego miejsca samego z sobie, szczególnie, ze posiadało niemałą kolekcję skarbów. – Zabezpieczmy jeszcze teren. – zasugerował ponownie sięgając po różdżkę. Zaklęcia maskujące, zabezpieczenie w postaci pułapki na wypadek, gdyby jeszcze komuś zachciało się zajrzeć do środka.
W końcu opuścili wnętrze budynku, skrzętnie zacierając po sobie wszelkie ślady. Zwłoki czarownicy potraktowanej brutalnie i bezwładne, nieprzytomne ciało mężczyzny zostały zabrane. Jego można przesłuchać, a jej... no cóż. Należy się pozbyć. Perseus z pewnością wiedział co robić. Mathieu teraz musiał skupić się na czymś zupełnie innym. Zdecydowanym ruchem zaczął kreślić ślady w powietrzu, różdżka w jego dłoni prezentowała się naprawdę godnie, a robił to przecież nie po raz pierwszy. Skoro ich przeciwnikami była mugolska organizacja - musieli podjąć działanie w tym kierunku, aby uniemożliwić im dostęp do wnętrze pałacu. Repello Mugoletum było odpowiednim wyborem. Nie będą widzieli pałacu, nie będzie ich kusiło. Mathieu nakładał zabezpieczenie w skupieniu, całkowicie pochłonięty swoim działaniem. Kwadrans minął niebywale szybko, a wtedy był już pewien, że skończył. Spojrzał na pozostałych mężczyzn, powinni niebawem zakończyć tą wyprawę i popracować nad znaleziskami.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]30.10.21 22:11
Nie był pasjonatem sztuki – gdyby go o to zapytano, nie potrafiłby powiedzieć absolutnie nic na temat techniki, w jakiej wykonano obraz, nie był też w stanie zgadnąć nazwiska artysty na podstawie jego stylu, czy choćby umiejscowić go w czasie i przestrzeni – ale historia magicznego świata fascynowała go od dziecka; charakterystyczne rysy Kirke widywał niejednokrotnie, uwiecznione na kartach ksiąg czy opisywane w trakcie szarych poranków przez zmęczonych całonocnymi zabawami żeglarzy. W innym wypadku nawet nie zwróciłby na nią uwagi, teraz jednak trudno mu było przejść obojętnie obok pary zasnutych milczącą drwiną oczu. Jak się okazało – na szczęście, bo przeczucie go nie zmyliło; wypowiedziane zaklęcie sprawiło, że morskie drewno rozgrzało się przyjemnie pod jego palcami, a linie tworzące oprawiony w skórę dziennik stały się wyraźniejsze, realniejsze – przekształcając się przez kilka sekund, by w końcu wysunąć się z płótna i wypaść; wprost w wyciągniętą przezornie dłoń Manannana. – To właściwie całkiem prosta sztuczka. Ale sprytna – odpowiedział, przez chwilę ważąc książkę w palcach. Rzucił jeszcze jedno krótkie spojrzenie w stronę Kirke, następnie robiąc krok do tyłu i chowając różdżkę za pazuchę; szybkim ruchem uchylił okładkę, kartkując kilka pierwszych stron, już teraz rozpoznając charakter pisma barona; długie zdania z pewnością skreśliła ta sama ręka, która stworzyła zapiski w notatniku znalezionym przez Mathieu. – Wygląda to na dziennik, może pamiętnik. Kolejne wpisy są datowane, ostatni jest sprzed dwóch miesięcy. Potrzebujemy więcej czasu, żeby przez to przebrnąć – o ile będzie po co – zauważył, cicho zamykając dziennik i płynnym ruchem chowając go do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Miał nadzieję, że w istocie krył w sobie coś wartościowego – i że czytając go, nie zmarnują kilku dobrych godzin na zaznajamianie się z opisami wewnętrznych przeżyć hrabiego albo jego miłosnych rozterek.
Skinął głową w odpowiedzi na słowa kuzyna, ruszając w ślad za nim do pomieszczenia, z którego weszli do gabinetu. – Tereny pałacowe są dosyć rozległe, nie zdążymy przetrząsnąć ich całych przed świtem – zauważył; zabezpieczenie samych ogrodów zabrałoby im co najmniej cały dzień, nie mówiąc już o zabudowaniach – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że te na co dzień były otwarte dla zwiedzających. – Ale ukrycie prywatnych komnat barona to dobry pomysł – dodał; wątpił, by hrabia ukrył istotne dla sprawy przedmioty na ogólnym widoku, w miejscu, w którym mogliby się natknąć na nie jego goście, choć nie był tego stuprocentowo pewien – o ekscentryczności czarodzieja słyszeli już wszyscy.
Zastanowił się przez chwilę, spojrzeniem raz jeszcze przesuwając pod zdobionych ramach obrazów. Nie był biegły w nakładaniu pułapek, tknięty nagłą myślą wskazał jednak na jedno z płócien. – Mogę je zaczarować, a później zakląć drugą ramę w Corbenic – będziemy wiedzieć, co dzieje się w środku – zasugerował; zaklęcie obrazów pozwoliłoby namalowanemu czarodziejowi na swobodne podróżowanie pomiędzy pałacem a zamkiem w Norfolku, sprawiając, że o pojawieniu się ewentualnych intruzów dowiedzieliby się pierwsi.
Wybór obrazu wydał mu się oczywisty – zanim opuścili budynek na dobre, wrócił jeszcze do płótna przedstawiającego Kirke, żeby spędzić przy nim kilkanaście minut wypełnionych wyłącznie szmerem drewna przesuwającego się po rzeźbionej ramie; obserwowany uważnie przez czarownicę na obrazie, powlekł go niewidzialną warstwą magicznej energii, która za parę chwil miała w niego wniknąć, pozostawiając trwały ślad. To samo miał zamiar później powtórzyć w zamku, łącząc obraz Kirke z pustą ramą.
Kiedy skończył, wrócił do pomieszczenia, w którym rozegrała się walka, i w którym Perseus kończył już doprowadzać do porządku pozbawionego przytomności mężczyznę; ciała kobiety mogli pozbyć się po drodze, nad jej towarzyszem pochylił się jednak, żeby (nieco chwiejnie – wciąż był znacznie osłabiony) dźwignąć jego bezwładne ciało ze śliskiej od krwi podłogi. – Niedaleko stąd jest zabezpieczona stróżówka, możemy zabrać go do niej, a później przedostać się do Norfolku podziemnym korytarzem – zaproponował; już pod ziemią mogli transportować mężczyznę przy pomocy magii, być może udałoby im się też zorganizować świstoklik. – W zamkowych lochach nikt nie przeszkodzi nam w przesłuchaniu – dodał, rzucając jednak pytające spojrzenie zarówno na Mathieu, jak i na Perseusa; dzisiejsza noc była długa – i zdawało się, że wszystkim im zaczynało doskwierać zmęczenie.
Czuł je zresztą na swoich barkach, gdy chwilę później opuszczali tereny pałacu, niosąc ze sobą wszystko, czego potrzebowali do poprowadzenia dalszego śledztwa; grupę, która pozbyła się barona trzeba było rozbić od środka – i musieli zabrać się za to jak najszybciej.

| wszyscy zt <3


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Ogrody Ickworth [odnośnik]19.02.22 22:02
Znaleziony przez Mathieu kajet zawierał daty wszystkich spotkań markiza do końca 1957 roku. Jedynym późniejszym zapiskiem było: The Keep Gibraltar Barracks, Newmarket Rd, Bury Saint Edmunds IP33 3RN; 8 marca; James Harrison z kilkoma pytajnikami na końcu i mocnym podkreśleniem. Poprzednie notatki wyglądały zupełnie inaczej, co więcej, całkowicie normalnie. Brzmiały jak typowe przypomnienia o spotkaniach. Ostatni zapisek 5 grudnia brzmiał:: Bures CO8 5BP, 16:00; N.D.. Czarodzieje nie udali się na marcowe spotkanie, które zapowiedziane, nie wiedzieli więc czym miało być i kogo gromadzić — a nawet, czy być zwykłą pułapką. Na tym ślad w kajecie się urywał, nie było więcej sensownych zapisków. Za to z pamiętnika znalezionego przez Manannana, żeglarz, w spokojniejszym czasie mógł wyczytać — prócz faktycznych relacji ze spotkań z handlarzami smoczych ingrediencji, relacji z rozmów, nazwisk typowo czarodziejskich — obawy o własne życie i podejrzenia, że czarodziej z blizną na twarzy wcale nie był zainteresowany ani dziełami sztuki ani meblami ani ingrediencjami. Był wyraźnie zainteresowany baronetem i osobami, które u niego bywały. Wśród zapisków znalazło się podane przez gościa nazwisko: Noraan Doomy, ale rozszyfrowany przez markiza anagram brzmiał: Aaron Moody. W jego opisie było jasne, przenikliwe spojrzenie, długie, ciemne włosy i wyraźna, ciągnąca się przez całą twarz blizna, rzekomo będąca wynikiem rozszczepienia, podobnie jak brak trzech palców u prawej dłoni. Markiz w ostatnich zapiskach zastanawiał się, czy zaproszenie na spotkanie w celu przekazania chińskiej, unikatowej rzeźby smoka z dwunastego wieku było podstępem, czy obiecującym wstępem do kolejnych interesów. Posiadłość dzięki zabezpieczeniom zniknęła, ukryta przed mugolami.

Mg nie kontynuuje rozgrywki


Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Ickworth - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Ogrody Ickworth
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach