Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Landguard Fort
AutorWiadomość
Landguard Fort [odnośnik]23.07.21 13:07

Landguard Fort

Landguard Fort to fortyfikacja wojskowa umiejscowiona w ujściu rzeki Orwell, na obrzeżach miasta Felixstowe. Jej historycznym zadaniem była ochrona portów Harwich i Ipswich. Za czasów króla Jamesa I, bunkry i mury przekształcono w obszerny fort otoczony wałami. W późniejszych latach dobudowano baraki na twierdzę, aż w końcu Landguard Fort stał się bastionem, przy którym dziś, przez wzgląd na ogarniającą Anglię wojnę w porcie stacjonuje mugolska marynarka wojenna. Fort uznaje się za twierdzę nie do zdobycia, wokół tereny są zabezpieczone, a wszystkie wrogie jednostki zostają natychmiast zlikwidowane przez maszynerię. Czarodzieje zwykle nie zapuszczają się w te rejony, chociaż nadbrzeże obfituje w roślinne ingrediencje. To tu można spotkać skupiska szczwołu plamistego i alihotsy.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Landguard Fort Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Landguard Fort [odnośnik]02.11.21 2:35
Niedziela

Pogoda nie sprzyjała spacerom. Zawiesina gęstych, szarych chmur zapowiadała deszcz ze śniegiem. Temperatura podniosła się kilka stopni powyżej zera względem wczesnych godzin porannych, lecz wiejący znad morza zimny wiatr był nieprzyjemny i przeszywający. Obeznany z taką pogodą Travers doskonale wiedział, że nie szykuje się nagła zmiana. Taki stan prawdopodobnie będzie towarzyszył im przesz resztę dnia.

W Felixtowe nie było szczególnego zgiełku ani ruchu. Na ulicach można było spotkać ludzi, którzy wyraźnie zmierzali dokądś w jakimś określonym celu. Nikt nie wyglądał, jakby włóczył się bez niego. Ciepło ubrani ludzie przemierzali uliczki ukryte między budynkami chroniącymi ich przed nieprzyjemną morską aurą. W mieście przebywali żołnierze — chociaż z pewnością żaden z czarodziejów nie miał z nimi nigdy styczności, mogli rozpoznać ich bez trudu. Nosili mundury i długą broń na ramionach, nieco przypominającą strzelbę, choć znacznie bardziej rozbudowaną i tajemniczą. Chodzili grupkami, byli raczej w dobrych nastrojach, żartowali. Nie widziała ich wcześniej Rita w mieście, ie widział ich także Manannan. Z pozyskanych informacji wynikało, żęt o niedziela była dniem, w którym większość funkcjonariuszy mogolskiego wojska opuszczała fortyfikację i odpoczywała. Nie prowadziła także żadnych czynnych działań na terenie fortu. Wśród mieszkańców Felixtowe trudno było znaleźć typowych czarodziejów. Nigdzie nie było widać jawnego użycia magii — jeśli czarodzieje byli w okolicy, ukrywali się. Przed mugolami, przed wami.

Tamtego dnia, w miejskiej bibliotece Rita znalazła wiele informacji na temat fortu, część z nich pokrywała się już z tym, co usłyszała na spotkaniu. Wyczytała tam, że historycznym zadaniem fortu była ochrona portów Harwich i Ipswich, czyniąc wodny korytarz bezpiecznym miejscem żeglugi. Pierwotnie znany jako Langer Fort, w 1570 roku składał się z bunkrów i okopów wokół nich, ale Król James I zlecił przekształcenie ich w fortyfikację z bastionami na każdym rogu. W późniejszych latach przebudowano baraki na twierdzę. Wśród historycznych zapisków znalazła także informacje o tym, że Landguard Fort był ostatnim celem holenderskiej inwazji w 1667 roku. Najeźdźcy szybko zostali przez Anglików odparci. Obecny fort został zbudowany w XVIII wieku i został zmodyfikowany w XIX wieku, dodano do niego wiele barier ochronnych, wałów i budynków — koszary, warownię, zbrojownię, lochy i wieżyczki skierowane w stronę morza. Nieopodal znajdował się spichlerz, który służył głównie wojsku. Fort był obsadzony żołnierzami podczas I i II Wojny Światowej, a maszyneria znajdująca się w bastionach pełniła ważną funkcję przeciwlotniczą. W 1951 roku dwie stare kazamaty broni zostały przekształcone w sterownię zimnej wojny. Ostatnie informacje mówiły o tym, że w 1956 roku został wygłoszony rozkaz rozbrojenia i zamknięcia fortu, lecz na początku maja, z powodu przedziwnych i niewyjaśnionych zdarzeń rozkaz został wycofany. Za sprawą walki sir Jamesa Harrisona w parlamencie w Londynie, Landguard Fort miało zostać przekształcone na nową bazę wojskową. Od tamtej pory marynarka wojenna spływała w stronę Felixtowe. Z końca miasteczka nie było widać celu. Liczne drzewa i budynki portu przysłaniały widok na Languard Fort. Prowadziła jednak do niego droga, raczej nieuczęszczana przez nikogo, prowadząca za portem Felixtowe. Kiedy drzewa kończyły się, rozciągało się pustkowie. Kilkadziesiąt jardów za nim wznosiły się stare, kamienne mury fortu. Mury wysokie były na nie więcej niż dziesięć metrów, wydawały się solidne, grube, a droga prowadziła przez most nad niewielką fosą, otoczoną trzymetrową siatką i drutem kolczastym. Od przodu nie widać było wieży, która wzniesiona była na mapie. W chwili, w której Rita znajdowała się na obserwacji fort był obsadzony sporą ilością strażników na murach. Patrolowali teren bardzo dokładnie, wszyscy byli uzbrojeni. Runcorn nie była w stanie dojrzeć zmian warty, a kiedy zapadł zmrok fort był bardzo starannie oświetlony, podobnie jak teren wokół niego. Blask wydobywał się z lamp ustawionych przed fortem i w jego środku. Brama była zamknięta, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie.

Drugiego marca nad fortem przemknął sokół. Kiedy Manannan przycupnął na głównej wieży mógł bez trudu przyjrzeć się temu, co działo się wewnątrz. Ułożony w pięciokącie fort składał się z murów i przylegających do nich budynków, a także wewnętrznej, częściowo zaokrąglonej części ze szpicem skierowanym prosto w stronę morza, przed którą, czego mógł nie pamiętać z mapy, stały dwie kanciaste wieżyczki skierowane ku morzy. Pierwszy, zewnętrzny dziedziniec pokryty był w głównej mierze trawą i piachem. Znajdowały się tam liczne skrzynie i drewniane ściany, coś co wyglądało, jak tor przeszkód. Nie odbywały się tam jednak żadne ćwiczenia. Wewnętrzny dziedziniec składał się ze ścieżek, pokryty był betonem, kostką, żwirem, jakby naprawiany był drobnymi częściami. Na środku dziedzińca znajdował się maszt z wywieszoną angielską flagą, a obok niego pręgierz z łańcuchami i kajdanami. Na dziedziniec wychodziły dziesiątki drzwi i okien, z których wchodzili i wychodzili żołnierze. Nie było ich wielu na dziedzińcu. Z wieży widział także dobrze każdy z bastionów, a na nich — częściowo ukryte działa. Gigantyczne, stalowe działa, tylko pozornie przypominające wielkie armaty. Lufy były cieńsze i dłuższe, podstawa znacznie szersza, nigdzie nie było widać kul. Sufity fortu były płaskie i jasne, bezpieczne do chodzenia, zakończone cienkimi kominami przez które z pewnością nie przecisnąłby się żaden człowiek. Okna były pozamykane, tak samo jak drzwi. Po antresoli nad wewnętrznym dziedzińcem spacerowali żołnierze. Bardziej interesująca mogła mu się wydać część ze strony morza — zabudowania kończyły się dwoma wieżyczkami głęboko osadzonymi w ziemi, tuż przy plaży. Wieże były obsadzone żołnierzami, posiadały także mniejsze działa niż te w bastionach i skierowane były wyłącznie w kierunku morza. Obudowa tych wież sugerowała, że żołnierze musieli dostawać się do nich podziemnym przejściem — w murach twierdzy nie było bowiem żadnej bramy. Prawdopodobnie bezpośrednio pod wieżą musiało znajdować się zejście do podziemi, które prowadziło do wnętrza fortu. Ściana wschodnia, od morza, obudowana była niewielkimi oknami, z których wystawały wyłącznie lufy dział. Nieopodal, Travers bez trudu był w stanie zobaczyć spichlerz, który musiał zapewniać wyżywienie żołnierzom w trakcie ewentualnego oblężenia. Manannan nigdzie nie dostrzegł mechanizmu otwierania bramy — musiał znajdować się wewnątrz murów. Ta, otwierała się na krzyk jednego z mężczyzn, najprawdopodobniej jednego z głównodowodzących, który się do niej zbliżał i zamykała zaraz po przejściu grupy mugolskich żołnierzy. Cierpliwie czekającemu sokołowi trudno było na podstawie jednego dnia rozpoznać harmonogram działania mugolskiej armii. Poruszali się oni mechanicznie, twardo, wykonywali rozkazy na zawołanie. W ich ruchach nie było wielkiej swobody, nie licząc patrolujących ze swoją bronią żołnierzy na antresoli i wieżach. Mógł jednak dostrzec, że strażnicy na wieży zmieniali się w południe. Zainstalowanie zmienników na swoich pozyskać trwało kilka minut, podczas, których nie zajmowali się szczególnie wnikliwą obserwacją otoczenia, raczej przygotowywali do długiej warty. Obserwując obecnych na dziedzińcu ludzi Travers nie dostrzegł nigdzie obecności czarodziejów ani jednostek nienoszących mundurów — wszyscy, których widział posiadali odpowiedni uniform. W porcie, Manannan miał okazji przyjrzeć się mugolskiej flocie. Okręty były różnej wielkości, pokryte stalą, zimne i zabudowane i całkiem szare. Nie było widać zbyt wielu marynarzy ani członków załogi. Wychodzili oni przez stalowe drzwi. Część z nich kierowała się w stronę miasta, kilka osób spacerowało chwilę wzdłuż okrętu. Travers miał jednak spore podstawy, by podejrzewać, że wewnątrz obudowanych potworów znajdowało się jeszcze co najmniej po kilka lub kilkanaście osób. Żołnierze marynarki nie opuszczali okrętów na długo. Wychodzili na brzeg na chwilę lub by wybrać się po sprawunki do miasta, by zaraz potem wrócić na pokład i zniknąć wewnątrz długich statków. Przy brzegu cumowały cztery, średniej wielkości okręty z jednym, wyraźnie zarysowanym masztem, na którym nie było jedna żagli, a mnóstwo rozłożystego żelastwa. Coś, co wydawało się być bocianim gniazdem znajdowało się nisko i całkiem z przodu, obłożone szybami, w których nie był jednak w stanie dostrzec ruchu. Prócz nich, przycumowane były dwie niewielkie fregaty i jeden długi statek z mocną obudową i dwoma niewysokimi masztami.Podczas obserwacji portu Manannan mógł dostrzec, dwie postaci, które kroczyły drogą za portem w stronę fortu, by w ułamku sekundy zniknąć zupełnie z widoku na kilkanaście jardów od głównej bramy fortu, zupełnie, jakby zniknęły pod peleryną niewidką.

Przybyliście tu z misją dla Czarnego Pana. Zdobyliście informacje, które miały pomóc Wam zająć ten rejon i uczynić podległy Rycerzom Walpurgii. Nim wyruszyliście, Drew otrzymał od Czarnego Pana odłamek kamienia zdobytego w podziemiach Banku Gringotta. Szafirowy. Śmierciożerca wiedział jaka magia była zaklęta w kamieniach, do czego była zdolna i jaka mogła być cena ich posiadania, nawet jeśli to, co otrzymał było ledwie okruchem tego, co sama trzymał w dłoniach pod koniec września. Drobny kryształek zawieszony był na cienkim łańcuszku. Czarny Pan przekazując go mężczyźnie wręczył mu potężną moc, nie mówiąc jednak nic więcej. Ani o tym, co mógł dzięki niemu osiągnąć ani o tym, jakie ryzyko wiązało się z korzystaniem z odłamka. Jedno było pewne — pradawna magia celtyckich demonów była do jego dyspozycji. Towarzyszył mu Mannanan Travers i Rita Runcorn.

Ramsey jako mistrz gry wita Was na II części wydarzenia Pan na włościach. Wszystkie pytania i wątpliwości dotyczące tej części eventu proszę kierować na discorda, pozwoli nam to na szybkie rozwiązywanie spraw. Od tej pory macie czas do 3 listopada godz: 22:00 na pojawienie się w temacie, ostateczne rozdysponowanie ekwipunków, rozdzielenie zadań, ustalenie planów działań.

Porę dnia wybierzcie sami.


Na początek garść zasad:

  • O ile w poście mistrza gry nie jest zaznaczone inaczej postaci mogą przemieszczać się i poruszać dowolnie (wierzę w rozsądek i umiar). Poruszanie się nie zajmuje akcji.

  • Nie ma potrzeby rzucać kością na takie akcje jak: perswazja, kokieteria, zastraszanie (czynności angażujące), chodzenie, bieganie i spostrzegawczość (czynności nieangażujące)— o ile tyczy się tylko powierzchownego rozglądania dookoła. Mistrz gry postara się ująć możliwości wszystkich uczestników (jeśli niewystarczająco, zawsze przekażę odpowiedź na ewentualną wątpliwość prywatnym kanałem). Należy rzucać na spostrzegawczość, jeśli postać koncentruje się całkowicie na poszukiwaniu czegoś, rozglądaniu, wsłuchiwaniu lub przypatrywaniu (wtedy jest to czynność angażująca całkowicie).

  • Proszę o jak najdokładniejsze opisy działań, bowiem ich efekty będą jednakowo skrupulatnie opisywane.

  • W trakcie tego wydarzenia postaci przysługuje wykonanie dwóch czynności angażujących w jednym poście. Można z tego przywileju skorzystać, nie trzeba. Można skorzystać z szafki zniknięć w tym celu.

  • Wszyscy powinni w tym wątku określić swoje wyposażenie, pamiętając o swoich własnych możliwościach ładunkowych - powinno się to znaleźć w części pozafabularnej. Będę wdzięczna także za opisy wyglądu, a także strojów.

  • Opętanych obowiązuje wciąż zasada rzucenia kością na opętanie.

  • Splamieni i opętani otrzymali od Czarnego Pana odłamki kamieni wyniesionych z podziemi banku Gringotta. W celu wykorzystania ich mocy (czynność angażująca) należy opisać to w poście i rzucić kością: Opętani Locus Nihil— w przypadku postaci opętanych i Splamieni Locus Nihil w przypadku postaci splamionych dowolnym kamieniem. Rzut na moc kamieni zawsze musi być ostatnią akcją w poście.

  • Czas na odpis będzie wynosił mniej więcej 48h.

  • Mistrz Gry nie przewiduje postów uzupełniających.

  • W razie problemów z napisaniem posta w terminie będę wdzięczna za informację. Mistrz gry czasem cierpi na zaćmę, może się zdarzyć, że trzykrotnie nie zauważy braku odpisu w kolejce, ale czwarty z pewnością mu nie umknie.


Dziękuję Thomasowi Doe za przygotowanie grafik, które otrzymały postaci przed spotkaniem w Białej Wywernie.

Stawka jest wysoka, więc powodzenia!
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Landguard Fort Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Landguard Fort [odnośnik]03.11.21 21:50
Porywisty, wiejący od morza wiatr, szarpał połami ciemnego płaszcza, gdy – trzymając się ściany oddzielających go od mugolskiego fortu drzew – szybkim krokiem zmierzał w stronę ustalonego miejsca, wraz z każdym pokonywanym jardem mocniej odczuwając przebiegające po karku dreszcze. Mające więcej wspólnego z irytującym, rosnącym niepokojem, niż przeszywającym chłodem; ten drugi bywał dokuczliwy, lata spędzone na morzu zdążyły go jednak przyzwyczaić do trudnych warunków – czego nie mógł powiedzieć o trudnej do zignorowania bliskości niemagicznej artylerii. Póki co niewidoczna, przesłonięta przez drzewa i wysokie mury, wyryła się w jego pamięci wyraźnie: rozstawione groźnie armaty o dziwnie cienkich lufach, wystających z niewielkich okien i bastionów, zdawały się stanowić milczącą przestrogę, budzącą dyskomfort tym większy, że opierała się na sile obcej i niezrozumiałej. Manannan nie bał się walki – nie przerażały go morskie bitwy ani zaklęcia przeszywające powietrze – ale nie podobała mu się tajemnica osnuwająca posiadaną przez wroga broń, ani to, że nie miał pojęcia, czego powinien się po niej spodziewać.
Zbliżając się do dwóch stojących między drzewami sylwetek, instynktownie podciągnął wyżej ciepły kołnierz, ostatni raz rzucając kontrolne spojrzenie w stronę plaży. Ubrany był przede wszystkim praktycznie, w sięgający kolan płaszcz w kolorze ciemnego granatu, czarne spodnie i wysokie, wiązane, skórzane buty; by nie zwracać na siebie uwagi, tym razem pozostawił w zamku kapitański kapelusz, którego brak widocznie dawał mu się we znaki, sprawiając, że od czasu do czasu bezwiednie przesuwał po głowie dłonią w czarnej, skórzanej rękawiczce, przykrywającej również noszone na palcach pierścienie. Różdżkę przytroczoną miał do pasa, dyskretnie ukrytą pod połą płaszcza, jednak w taki sposób, by wygodnie mógł po nią sięgnąć; oprócz tego do wewnętrznych kieszeni wsunął otrzymany niegdyś od ojca, magiczny kompas i fiolkę z eliksirem; w osobnej, w niewielkiej sakiewce, pobrzękiwało kilka złotych monet.
Zdawał sobie sprawę z tego, że do zmiany warty pozostało niewiele czasu, nie tracił go więc na powitania, kiwając jedynie głową Drew i Ricie, od razu przechodząc do rzeczy. – Od strony głównej bramy trudno nam będzie dostać się do środka – powiedział; głos miał przyciszony, zachrypnięty; mówiąc, podbródkiem wskazał w stronę miasteczka. – Otwierają ją tylko od wewnątrz, i tylko na rozkaz, jak ruszymy prosto na nią, będziemy wystawieni jak trójmasztowiec na pustym morzu – dodał, pocierając o siebie dłonie. – Przed nią jest też rozciągnięte jakieś zaklęcie, działanie przypomina salvio hexię. – Co mogło im zarówno zaszkodzić, jak i okazać się pomocne. – Od tej strony – ciągnął dalej – są dwie wieżyczki. Ostatnim razem były obsadzone żołnierzami. Nigdzie od zewnątrz nie widać wejścia, muszą więc dostawać się do środka z fortu – obstawiałbym podziemia – wyjaśnił. Nie powiedział tego na głos, ale z tonu głosu jasno wynikało, że uważał tę drogę za najrozsądniejszą. – Zaraz obok nich jest wieża, z której mugole obserwują teren, ale w południe zmieniają wartę i wtedy robią to mniej uważnie – to może być nasza szansa. – Zerknął w górę, jakby na niebie chciał odnaleźć wyznaczające porę dnia słońce; to jednak ukryte było pod grubą warstwą chmur. – Mogę spróbować na krótko stworzyć nam wejście – zaproponował, pozwalając jednak, by ostatnie jego słowa zawisły w powietrzu; ostateczna decyzja należała do Drew, i to na nim skupił spojrzenie, zapobiegawczo wyciągając różdżkę.
Ukryję nas – powiedział po chwili, zanim jeszcze ruszyli dalej, kierując różdżkę na siebie i wykonując wyćwiczony ruch nadgarstkiem, niewerbalnie rzucając zaklęcie kameleona, a później ten sam ruch powtarzając w stronę Rity – starając się zapewnić niewidoczność również jej.

| mam na sobie (i ze sobą):
- ciemnogranatowy płaszcz z wełny lunaballi (-2 do rzutów k100 na zaklęcia wymagające celowania skierowane przeciwko postaci; +3 du rzutów k100 na czarną magię, postać otrzymuje 2k3 obr. za każde rzucone czarnomagiczne zaklęcie; ST zaklęć ograniczających swobodę ruchu zostaje podniesione o 6); skórzane wysokie buty, czarne spodnie, skórzane rękawiczki;
- magiczny kompas,
- różdżkę,
- maść z wodnej gwiazdy (1 porcja, moc 36);

dwie akcje wykorzystuję na rzut na zaklęcie kameleona na siebie i Ritę, rzucam k8 zgodnie ze zaktualizowanymi statystykami


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Landguard Fort [odnośnik]03.11.21 21:50
The member 'Manannan Travers' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 66

--------------------------------

#2 'k8' : 3, 4, 7, 4, 6, 6

--------------------------------

#3 'k100' : 80

--------------------------------

#4 'k8' : 6, 3, 6, 1, 2, 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Landguard Fort Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Landguard Fort [odnośnik]03.11.21 21:56
Pogoda w Felixstowe nie sprzyjała mieszkańcom; gęste, czarne chmury szczelnie otuliły niebo zwiastując deszcz, a mroźny, przeszywający wiatr znacznie obniżał odczuwalną temperaturę. Jednak dla nas była ona wyjątkowo łaskawa, bo choć promienie słońca mogłyby skusić większą ilość osób na długi spacer, to do tego grona nie zaliczali się licznie obsadzeni w forcie żołnierze. Przy mniejszej widoczności można było wykonać o wiele więcej ruchów pozostając w ukryciu tudzież nawet popełnić błąd, jaki pozostanie niedostrzeżony i właśnie to było niezwykle ważne. Teren, mimo zwiadów, wciąż krył wiele tajemnic i musieliśmy być przygotowani na wszystko.
Zjawiłem się na miejscu spotkania chwilę po jedenastej, mimo że w samym mieście byłem już znacznie wcześniej. Chcąc uniknąć ryzyka zwrócenia uwagi na czarną mgłę, której kłęby uderzyłyby o uliczki, zdecydowałem się zmaterializować poza granicami i dotrzeć do samego centrum pieszo. Stamtąd również na własnych nogach udałem się dróżką wzdłuż linii brzegowej, aż po samo skrzyżowanie wąskich alejek, gdzie po skręceniu w lewo i wejściu w niewielką gęstwinę drzew mieliśmy wspólnie rozpocząć misję. Podstawą było, aby nie zwracać na siebie żadnej uwagi, zachowywać się możliwie naturalnie, nie wykonywać żadnych nerwowych ruchów i przede wszystkim unikać korzystania z magii. Byłem przekonany, że gdzieś z tyłu głowy oczekiwali ataku, próby wdarcia się i przejęcia kontroli, choć nie znali dnia ani godziny. Musieli zatem postawić na pełną gotowość, zaufać wartownikom, którzy być może byli ich najlepszymi ludźmi oraz nie tracić czujności. Element zaskoczenia mógł zadziałać, lecz nie równie mocno co w przypadku innych miejsc, gdzie rychły szturm nawet nie przeszedł im przez myśl.
Mieliśmy przed sobą trudne zadanie, być może nawet niewykonalne, dlatego poświęciłem sporo czasu na dobranie właściwego ekwipunku. Było to o tyle trudniejsze, że na polu bitwy mieliśmy spotkać głównie mugoli, a nie czarodziejów, co rodziło wiele wątpliwości odnośnie przydatności pewnych elementów. Wiedziałem, że wśród nich będzie kilku przebierańców, jednak ilość floty budziła podziw, uczucie pewności, które to właśnie my mieliśmy zrównać z ziemią. Zdawałem sobie sprawę, że eliksiry mogły uratować nam skórę, więc nim wybrałem odpowiednie fiolki i wcisnąłem je w sakwy nakładki na pas wzmocniony runą kwitnącego życia, skonsultowałem szczegółowe działanie z Belviną. Wydawać by się mogło, że same opisy powiedzą mi wiele, ale wolałem nie ufać swojej dość wybrakowanej wiedzy w tej kwestii. Czarną perłę oprawioną w metalową zawieszkę przypiąłem do łańcuszka otrzymanego od Czarnego Pana. Odbijał się od niej blask pulsującego, granatowego odłamka, który w każdym zetknięciu z nagą skórą lekko parzył, jakoby chciał tym samym udowodnić swą wielką moc. Do skórzanej sakiewki wrzuciłem kilka monet, wodę pitną, zwiniętą mapę oraz suszone owoce. Niezmiennie w wewnętrznej kieszeni czarnego płaszcza znajdowała się piersiówka wypełniona – tym razem – Quintinem. Nie przepadałem za winem, lecz z dobrą ognistą już dawno musiałem się pożegnać.
Przywitałem Traversa oraz Ritę krótkim skinieniem głowy, po czym skupiłem się na słowach lorda. Wejście od frontu było i tak wystawieniem się na pierwszy ogień, czego chcieliśmy uniknąć, dlatego zgodziłem się, iż lepiej będzie zaatakować od tyłu – po cichu, na spokojnie. Liczyłem, że ewentualne tunele przyniosą nam wiele korzyści i przy odrobinie szczęścia uda nam się dostać do środka fortu bez zwrócenia uwagi wartowników z bliźniaczych wież. -To brzmi najrozsądniej. Mapa nie pokazywała żadnych innych wejść poza główną bramą- odparłem już wcześniej wierząc, że zwiady przyniosą tego typu informacje. Przedarcie się przez bastion brzmiało jak misja samobójcza. -Ukryjmy się pod kameleonem, bądźmy możliwie cicho, zaklęcia wypowiadajmy tylko wtedy, gdy zajdzie taka konieczność. Nie wiemy jak liczne oraz rozległe są ich patrole, a każdy, nawet najmniejszy alarm rozpęta istną wojnę. Ich przewaga liczebna, mimo dnia rzekomego odpoczynku i tak jest przytłaczająca- rzuciłem pewnym tonem, po czym przekazałem Traversowi dwa eliksiry – wywar ze sproszkowanego srebra i dyptamu oraz kociego kroku, po czym skinięciem dłoni dałem znak do ruszenia przed siebie, prosto w stronę Landguard Fort. Znajdując się jeszcze w miarę bezpiecznej odległości sięgnąłem dłonią po fiolkę z eliksirem kameleona i wypiłem ją do dna. Nieustannie rozglądałem się po plaży, dróżkach oraz samym forcie i wieżach. Próbowałem dostrzec jakikolwiek ruch lub usłyszeć dochodzące krzyki lub głosy.

| Przekazuję Traversowi: wywar ze sproszkowanego srebra i dyptamu (1 porcja, moc +39), eliksir kociego kroku (1 porcja, stat. 15) i sam piję kameleona


Ekwipunek:




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Landguard Fort [odnośnik]03.11.21 21:56
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 13
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Landguard Fort Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Landguard Fort [odnośnik]03.11.21 21:56
Zjawiłam się w Suffolk na wezwanie. Zaplanowane działania, mój wcześniejszy zwiad i opracowany wstępny plan miały przynieść nam sukces. Oczywiście czułam narastającą adrenalinę, ale traktowałam to jako część mojej pracy. Nie raz przecież już musiałam włamywać się, skradać. Nie raz brałam udział w pojedynku. Nie raz na swojej drodze spotkałam mugoli. Opuszczając tego dnia dom, nie byłam do końca pewna czego się spodziewać. Informacje, które udało mi się zdobyć na temat Landguard Fort były obszerne, ale nie wystarczyłyby, aby przejąć cały teren. Głęboko liczyłam na to czego dowiedział się Manannan. Zarówno z nim, jak i z Drew pracowało mi się więcej niż dobrze. Rano zjadłam dwie kanapki, aby nie iść tu na pusty żołądek, ale dalej czuć się lekko i być zwinną. Dla słodyczy wcisnęłam też w siebie mandarynkę. Była słodka i bez pestek...
Ubrana byłam w płaszcz od Demelzy. Zafarbowany na brązowo nie przyciągał uwagi. Zawsze starałam się jak najbardziej wtopić w tłum i liczyłam, na to, że wyszło mi to dobrze. Pod spodem miałam spodnie skryte pod rozpinaną spódnicą i gruby sweter. Rzadko nosiłam spodnie, ale dzisiaj musiałam postawić na wygodę i ciepło. Chociaż zima była już mniej więcej za nami, tak dalej nie przyszedł lipiec. Włosy miałam związany w ciasny i drobny kok z tyłu, który powstał z zawiniętego kucyka. Nie nosiłam makijażu, nie smarowałam twarzy węglikami. Wysoki golf zasłaniał mi szyję, a skórzane buty nie miały ciężkiego podbicia, dzięki czemu nie stukały niczym obcasy panienek. W kieszeniach miałam rękawiczki, ale teraz stałam tu bez nich. Cały mój strój wpadał w brąz i szarość, tylko oczy miałam niebieskie.
Panowiepowiedziałam spokojnie i bardzo cicho, uśmiechając się krótko, a kąciki ust mi nie zadrżały. Nie było sensu rozwodzenia się i kadzenia sobie, musieliśmy skupić się na konkretach. — Ten fort odpierał już różne ataki, również w trakcie mugolskich wojen. Bastiony mają jakieś maszyny... Nie do końca wiem, co to jest, ale pełniły funkcję przeciwlotniczą. Niewykluczone, że dalej tam są — a to oznaczałoby co najmniej utrudniony atak z powietrza. Musiałam obejść się smakiem. — W 1951 dwie kazamaty broni przekształcili na sterownie. No i teraz zaczyna robić się ciekawie... W 1956 mugole wydali rozkaz rozbrojenia i zamknięcia fortu, ale na początku maja ze względu na niewyjaśnione i przedziwne zdarzenia rozkaz był wycofany. Jakiś Harrison wywalczył przekształcenie tego w nową bazę mugolskiego wojska i od tamtej pory spływają tu statki marynarki — podobnych żołnierzyków widzieliśmy już z Manannanem w Southwold. Wejście od strony bramy głównej wydawało mi się co najmniej trudne, tak więc podjęcie drogi dookoła brzmiało nie tylko rozsądniej, ale też prościej. Było nas mało i musieliśmy oszczędzać siły.
Gdy znaleźliśmy się pomiędzy kilkoma drzewami w bezpiecznej odległości od fortu i portu, od strony dwóch wystających wieżyczek wciąż obserwowałam otoczenie. W nocy cały teren był porządnie oświetlony, ale dzień wcale nie mógłby skryć nas pod swoją osłoną. Na szczęście istniało parę sposobów, aby sobie z tym poradzić. — Cały teren jest trudny, ale to, co mówisz, ma najwięcej sensu. Mam przy sobie eliksir kameleona, ale tylko jedną porcję — spojrzałam na Manannana, wiedziałam, że może mi w tym pomóc. Moje doświadczenie to jedno, a niewidzialność to drugie. — Lepiej, żeby nas nie dostrzegli. Spróbujmy dostać się tamtą stroną, jakoś muszą przechodzić do tej wieży, przecież nie latają... — może piwnicą? — Jeśli odczekamy na odpowiedni moment, gdy ich uwaga będzie rozproszona, zadziałamy szybko — przejście, które zamierzał wyczarować Travers brzmiało jak plan, który ma największe szanse powodzenia, ale ostateczną decyzję miał podjąć Drew. My za to mieliśmy niedługo znaleźć się tak blisko fortu, aby móc tam wejść. Obserwowałam więc teren, aby nic nas nie zaskoczyło, zanim ruszymy w przód.

Ekwipunek:
  • szata: płaszcz z wełny kudłonia i tkaniny z włókien sierści skocznych czarokrólików + buty obszyte skórą tebo (buty odporne na poślizg, dwa dodatkowe miejsca na przedmioty, -5 do rzutów k100 na zaklęcia wymagające celowania skierowane przeciwko postaci, +12 do żywotności)
  • talizman: Runa Przemykającego Cienia (+22 do skradania i spostrzegawczości) w wisiorku z wroną
  • różdżka

  • oko ślepego (na palcu, w formie pierścienia)
  • maść z wodnej gwiazdy (1 porcja, moc 36)
  • kameleon (1 porcja, stat. 32, z mocą 114 oczek)
  • wywar ze szczuroszczeta (1 porcja)

    w szacie:
  • wygaszacz
  • miotła bardzo dobrej jakości (pomniejszona)

  • kryształ upijajacy
  • kryształ teleportujący
  • 20g tytoniu niskiej jakości (skręcone papierosy w metalowej papierośnicy w wewnętrznej kieszeni płaszcza na piersi)
  • niemechaniczny nóż w pochwie
  • skórzana butelka z wodą

  • 30PM w sakiewce

Na sobie mam brązowy płaszcz z kieszeniami na zewnątrz i jedną wewnątrz na prawej piersi, sweter z golfem w kolorze ziemi, spodnie w kolorze ziemi ukryte pod rozpinaną spódnicą. Mam sakwę wykonaną z twardej skóry, która jest doczepiona do paska, a w niej mam drobne przedmioty i eliksiry. W zewnętrznych kieszeniach płaszcza mam miotłę i wygaszacz, a w wewnętrznej papierośnicę. Nóż mam w pochwie przy pasku. Na palcu serdecznym prawej ręki oko ślepego, a na szyi talizman w formie wisiorka z wroną. Skórzane buty mam bez obcasów, raczej ciche.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Landguard Fort [odnośnik]04.11.21 1:40
Słońce było niemalże w zenicie, ale gęste chmury utrudniały dostrzeżenie najjaśniejszego punktu na nieboskłonie. Manannan nie zwlekał. Od razu, przybywszy na umówione miejsce, podzielił się posiadanymi informacjami i zaproponował działanie. Magia w jego dłoni usłużnie sięgnęła celu — wpierw on sam ujrzał, jak jego wyciągnięta dłoń chłonie otoczenie i zanika, czyniąc go trudniejszym do dostrzeżenia, a następnie sięga Rity, zlewając ją zupełnie z tłem. Przygotowany do wyprawy Drew wyciągnął jedną z dobrze opisanych fiolek i odkorkowawszy ją, wypił do dna. Eliksir szybko zalał gardło mężczyzny i choć w smaku nie przypominał ukochanej ognistej, nie należał do najgorszych. Wraz z czasem, w jakim zalewał jego żołądek, zanikały też jego kończyny, aż w końcu sam całkowicie wtopił się w otoczenie. Cała trójka pod działaniem zaklęć i eliksirów kamuflujących zdawała się rozmyć i zniknąć.

Krocząc w kierunku fortu, rozglądając się czujnie i uważnie, cała trójka nie dostrzegała nigdzie bezpośredniego zagrożenia, choć bez wątpienia, mogła je przeczuwać. Każdy kolejny krok w stronę murów powinien przynieść więcej odpowiedzi, a jednak ze środka nie słychać było żadnych krzyków, rozkazów i nawoływań. W bezpośrednim otoczeniu nie było także widać żadnych strażników. Dopiero po przejściu wzdłuż murów bliżej plaży, na wieżach skierowanych w stronę morza dało się dostrzec sylwetki uplasowane wyłącznie na najwyższych pięterkach. Strażnicy, bo niewątpliwie byli to żołnierze obserwujący morze, skierowani byli twarzą w kierunku wody, dopóki nie wybiła dwunasta. Po schodach na zewnątrz wspinali się dwaj mężczyźni, każdy na jednej wieży. Ci na posterunku odwrócili się i zniknęli na moment czarodziejom z oczu — z ziemi i z dystansu nie byli w stanie dostrzec co działo się wewnątrz. Z informacji pozyskanych przez Traversa można było jednak zrozumieć, że właśnie dochodziło do zmiany warty.


Od plaży, od morza — nie licząc dwóch wież strażniczych, nigdzie nie majaczyły sylwetki żołnierzy. Cisza była konfundująca. Gdyby zbliżyć się do którejś z wież, czarodzieje zobaczyliby, że ustawione są na niskich, płaskich i niewielkich budynkach, do których prowadziły drzwi od strony fortu. Przez dłuższą chwilę nikt przez nie nie przechodził, pozostawały zamknięte. Budynki nie miały okien, a schody do stróżówek ponad ich dachami były zlokalizowane na zewnątrz wojskowej budowli, nie w środku. Wyglądało to tak, jakby rozpoczynały się od dachów budynków lub wychodziły z ich środka, by dookoła wież piąć się na punkt parolu. Od strony plaży wieże były głęboko osadzone w ziemi, znacznie poniżej poziomu morza. Przypominało to betonowe okopy lub zejście do piwnicy, jednak nie znajdowały się tam żadne drzwi — jedynie okratowany, szeroki i wysoki na pół metra ciemny szyb, którym przemierzało powietrze.

Czarodzieje pozostawali niewidoczni, nie budząc niczyich podejrzeń.

Tura 2. Na odpis macie czas do 5 listopada godz: 23:59
Rita w swoim ekwipunku nie posiada noża, mistrz gry nie bierze tego elementu ekwipunku pod uwagę, o ile nie jest to zaokrąglony nożyk do masła.

Kameleon: ST wykrycia Rity 114 1/5
Kameleon: ST wykrycia Manannana 180 1/5
Kameleon Drew: 1/3


Tradycyjnie, mam dla was eventową playlistę. Enjoy!

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Landguard Fort Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Landguard Fort [odnośnik]05.11.21 17:17
Zgadzaliśmy się ze sobą. Nakreślony wstępny plan miał się nam opłacić, a przynajmniej mieliśmy taką nadzieję. Teren był trudny i tylko głupiec twierdziłby, że będzie to bułka z masłem. Zgadzaliśmy się ze sobą i wydawało się, że dzięki pracy zespołowej samo zadanie będzie łatwiejsze, chociaż warunki w jakich się znaleźliśmy mogłyby spędzać sen z powiek. Nikt z nas nie był specjalistą od mugoloznastwa, ale każdy miał swoje talenty, które dzisiaj mieliśmy wykorzystać. Gdy znaleźliśmy się pod działaniem czarów, a Drew wypił eliksir, szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę najbliższej nam wieżyczki. Chcieliśmy podejść do niej od strony plaży, tak, aby mieć na oku obydwie, ale jednak zostać na trasie na której, mieliby potężne problemy z odnalezieniem nas wzrokiem. Tkwiliśmy pod kameleonami, ale nikt nie był całkowicie niewidoczny. Staraliśmy się iść możliwie cicho, sama nie wypowiedziałam ani jednego słowa w trakcie tej wędrówki, zwracając uwagę, aby nie nadepnąć na nic, aby pozostać niezauważoną. Gdy znaleźliśmy się przy bliższej wieżyczce i zauważyliśmy, że od strony fortu są tam drzwi, nie było nad czym się zastanawiać. Zbliżając się do nich sięgnęłam po różdżkę, a tą wskazałam na zamek w drzwiach i wypowiedziałam: — Alohomora — wypowiedziałam cicho, a gdy wiedziałam, że z mojej różdżki rzeczywiście wystrzelił czar, zaryzykowałam i kładąc lewą dłoń na klamce, nacisnęłam na nią, aby otworzyć drzwi.

rzut na alohomorę


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Landguard Fort [odnośnik]05.11.21 18:51
Ostatnie polecenia i przekazywane szeptem informacje docierały do niego już jak przez mgłę, niewidzialną zasłonę utkaną z pulsującej w żyłach adrenaliny przemieszanej z nerwowym wyczekiwaniem; słuchał ich uważnie, skupiając się zwłaszcza na słowach Drew, choć spojrzenie uciekało mu już w stronę rysującego się w oddali fortu, szarych wież i murów, które do tej pory oglądał głównie z lotu ptaka. Już wtedy wydały mu się fortecą nie do zdobycia – a teraz, gdy spoglądał na nie z ziemi, wrażenie to się jedynie potęgowało. – James Harrison – mruknął cicho, prawie bezwiednie, z wypowiedzi Rity wyłapując znajome nazwisko; po raz ostatni słyszał je z ust Mathieu, kiedy wspólnie szukali poszlak działającej przeciwko czarodziejom organizacji. – Członek mugolskiego parlamentu – dodał, nie do końca rozumiejąc, co oznaczało to słowo (i z tego powodu wypowiadając je z nieco dziwną intonacją) – oprócz tego, że wspomniany mężczyzna musiał być kimś istotnym w niemagicznym rządzie. Co niejako składało się w całość i zawieszało w powietrzu pytanie: jak chciał wykorzystać zbrojący się na potęgę fort? Które czarodziejskie punkty zaatakować, gdzie uderzyć? Póki co nie mieli czasu, żeby się nad tym zastanawiać, zresztą – jeśli dzisiaj wszystko pójdzie zgodnie z planem, być może nie będą musieli robić tego wcale.
Skinął głową w stronę Drew, dziękując mu milcząco za przekazane eliksiry i ostrożnie wsuwając je do wewnętrznej kieszeni płaszcza; fiolki stuknęły cicho o siebie, po czym wokół nich zapadła cisza – przerywana jedynie tupotem trzech par stóp, kiedy ramię w ramię ruszyli w stronę wieżyczek, zlewając się z szarością krajobrazu. Ten dźwięk – szmer stawianych na piasku butów – był jedyną nicią łączącą go z pozostałymi towarzyszami, niepozwalającą na zgubienie ich przed sobą i za sobą; niewidoczni, zniknęli z oczu nie tylko żołnierzom, ale i jemu – sprawiając, że ogarnęło go dziwne i trudne do odparcia wrażenie, że ku fortowi zmierzał w pojedynkę; chciał je odpędzić, ciche pytanie lub przynajmniej odchrząknięcie cisnęło mu się na wargi, ale zmusił się do zachowania milczenia.
Ruch na wieży zwrócił jego uwagę, skutecznie przyciągając wzrok w tamtym kierunku; zmrużył oczy, przyglądając się najpierw żołnierzom na górnym poziomie, a później dwóm samotnym sylwetkom wspinającym się po schodach. To był ich moment – wyciągnął dłoń, odruchowo starając się wskazać na mugoli, dopiero po długiej sekundzie uświadamiając sobie, że ani Drew ani Rita nie mogli go zobaczyć. Wiedział jednak, że dostrzegli zmianę warty – wiedzieli w końcu, czego wypatrywać – i nie musiał czekać długo na potwierdzenie, wyczuwając bardziej niż zauważając, że Rita zmieniła kierunek; podążył za nią chwilę później, zdając sobie sprawę, że musiała zmierzać do rysujących się od strony fortu drzwi. Zlokalizowane w ścianie niskiego budynku, z którego wyrastała jedna z wież, musiały prowadzić do jej wnętrza – i, być może, również były w stanie doprowadzić ich do podziemnego przejścia, zanim dotrą do niego wymieniający się żołnierze.
Słysząc inkantację padającą z ust Rity, rozejrzał się szybko, szukając ewentualnych świadków, których mogłyby zaalarmować otwierające się samoistnie drzwi – ale choć okolica wydawała się pusta, sam skierował różdżkę w ich stronę. – Prastigiatio – wyszeptał, chcąc stworzyć krótkotrwałą iluzję, jego serce biło jednak zbyt mocno, a nerwy były napięte, zniekształcając głoski; wziął głębszy wdech, starając się wyrównać oddech, wyciszyć galopujące zbyt daleko myśli. – Prastigiatio – powtórzył z większą uwagą, w zamiarze mając oszukanie oka postronnego obserwatora, tak, by był przekonany, że drzwi – otwarte przez Ritę – tak naprawdę przez cały czas pozostały zamknięte. Tym razem nie czekał już jednak na efekt, ruszając za nią; wiedząc, że mieli zaledwie chwilę, zanim na zewnętrznych schodach znów pojawiają się mugole.

| tu rzuciłam kością na pierwsze zaklęcie, w poście próbuję się poprawić; EM: 44/50


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Landguard Fort [odnośnik]05.11.21 18:51
The member 'Manannan Travers' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 22
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Landguard Fort Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Landguard Fort [odnośnik]05.11.21 23:09
-Przeciw co?- spojrzałem na Ritę zastanawiając się nad jej słowami. Mugolska technologia była dla mnie zagadką, nie znałem ich przedsięwzięć, a tym bardziej wojskowych zwyczajów. -Może i brzmi to poważnie, ale nie możemy zawieść- odparłem z dozą ciekawości spowodowaną nie chęcią nauki, a przeszkodami, które mogły nas spotkać w porcie. Zdawałem sobie sprawę, że byli dobrze przygotowani; porządna flota, ogromny fort, to nie mogło być przypadkowe. -Czyli ten gość działa po stronie mugoli? Nie wyobrażam sobie większej hańby- splunąłem pod własne nogi, po czym rzuciłem wymowne spojrzenie Ricie oraz Traversowi. -A szkoda, jeśli był w stanie tak wiele wskórać, to dla dobra sprawy mógł zrobić wiele, idiota- dodałem pragnąc samemu wymierzyć na nim sprawiedliwość. Nie wierzyłem w zbieg okoliczności, wspomniane nazwisko musiało tyczyć się jednej osoby.
-Wieża naprzeciw nam- wskazałem budynek dłonią. -Następuje zmiana warty, to nasza szansa- dodałem, po czym ruszyłem w kierunku budowli próbując zachowywać się możliwe cicho, bezszelestnie, omijając wszelkie krzaki oraz próbując bazować głównie na piasku, jaki przy kontakcie z butem nie wydawał żadnego dźwięku. Zdawałem sobie sprawę z umiejętności żołnierzy – z pewnością nie byli to wyrwani z ulicy cywile – i czułem, że ich wyszkolenie było dużo większe niżeli moglibyśmy sobie wyobrażać, tym bardziej że towarzyszyli im czarodzieje.
-Carpiene- szepnąłem nieopodal drzwi mając nadzieję, że jakiekolwiek pułapki obnażą swą obecność, a ja w czas zdążę powiadomić swych kompanów. Rita przodowała, ale nie oznaczało to, że wyrzuciliśmy ją z Traversem jako mięso armatnie. Kameleon był przydatny, lecz każde spostrzegawcze oko było w stanie dostrzec nietypowe wydarzenia, jakie wkrótce miały nadejść. Drzwi, jakie miały otworzyć się same? Brzmiało to jak senna mara, istny koszmar, ale tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy osoba to widząca nie miała pojęcia o magii. Oni mieli – być może. Fakt, że mój informator był pewien, że wcisnęli się w szeregi poufnie nie brzmiał nader mocno przekonująco.
-Homenum Revelio- dodałem mając cały czas oko na wieżę. Obawiałem się rychłego powrotu strażników, albowiem nie wiedziałem ile będzie trwała ich zmiana. -Nie zwlekaj- rzuciłem półszeptem, kiedy Rita znalazła się przy drzwiach, a ja tuż za nią. Nie mieliśmy wyboru – szturmem fortu nie byliśmy w stanie zdobyć, było nas byt mało.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Landguard Fort [odnośnik]06.11.21 1:40
Wniknięcie do jednostki wojskowej wroga, spodziewając się armii żołnierzy w środku mogło stać się arcytrudnym wyzwaniem. Zgrany, czujny zespół czarodziejów miał jednak spore szanse na to, by wykorzystując wszystkie swoje atuty i możliwości dostać się tam, gdzie chciał i osiągnąć zamierzony cel. Zlana z otoczeniem trójka Rycerzy Walpurgii bez problemu obeszła teren, by dostać się do ulokowanych przy plaży wież. Krocząc w całkowitej ciszy jedynym dźwiękiem, jaki im towarzyszył był cichy szelest — wpierw trawy, a później rozsuwającego się wilgotnego piasku, po którym szło się wyjątkowo niewygodnie — mankamentem tej drogi były także wyraźne ślady powstające w trakcie marszu.

Stojąc tuż pod pierwszą wieżą Rita skierowała swoją różdżkę na drzwi — te wykonane były solidnie, z grubego metalu. Rączka była odstająca, na kształt prostokąta, pod nią znajdował się zamek, który z głuchym pstryknięciem przeskoczył dzięki magii. Specyficzny dźwięk otwieranego zamka był wyraźny, w ciszy niósł się chwilę, ale czarodzieje nie zauważyli i nie usłyszeli żadnych alarmujących sygnałów. Próba stworzenia iluzji przez Traversa się nie powiodła. Czarodziej był świadom niepowodzenia, kapryśnej magii, która nie była dostatecznie skuteczna, by zbudować planowane pozory. Pociągnięte przez czarownicę drzwi ukazały surowe wnętrze budynku. Od wewnątrz był on wyraźnie mniejszy niż z zewnątrz za sprawą ścian działowych i pomieszczeń, do których prowadziły inne, zamknięte drzwi. Ściany były z betonu, wyraźnie odznaczały się architektonicznie względem fortu, który do tej pory z zewnątrz widzieli. Dało się wyczuć postęp i ducha czasu, to miejsce było zbudowane zdecydowanie znacznie później niż cały fort. W pomieszczeniu, w którym znaleźli się Rycerze nie znajdowało się nic poza dwoma metalowymi szafami, metalowym stołem i krzesłem przy nim, nieco odsuniętym. Na blacie leżało kilka butelek z wodą, jedna z nich była prawie pusta, kartki papieru i patyczki z dziwnego materiału — gdyby czarodzieje wzięli je do rąk i przystawili do kartek odkryliby, że posiadają w sobie atrament, którego nie trzeba było uzupełniać. W stosie kartek znajdowała się wyrwana strona z gazety, której nagłówek głosił: Suffolk News-Herald od 1873. Na pergaminie, który różnił się w dotyku od papieru Walczącego Maga znajdowały się nieruchome fotografie St Bury Edmunds ST z informacją o niedzielnych nabożeństwach, kilkanaście nekrologów i fragment wywiadu z sir Jamesem Harrisonem. Końcówka artykułu brzmiała:

... z Londynem. W porcie Felixtowe na ten moment stacjonuje kilkuset żołnierzy, z czego połowa to marynarze. Port jest przygotowany na przyjęcie znacznie większej liczby okrętów. W ostatnim czasie do fregatów dołączyły cztery niszczyciele Royal Navy oraz jeden krążownik. Zmierza do nas także lotniskowiec i kolejne krążowniki. Na mapie Anglii wciąż znajdują się miejsca, które pozostają wolne i bezpieczne od szatańskich wpływów. Nasze społeczeństwo dopadł obłęd, który były premier zatajał przed swoim społeczeństwem, uznając problem za niewarty uwagi i nieszkodliwy. Jego bierność jest hańbą i wierzę, że odpowie za to, jak za największą zbrodnię. Postępujące u tych ludzi szaleństwo jest niczym innym, jak ślepą wiarą w swoją ponadprzeciętność i boskość. Szerząca się w naszym kraju plaga jest wynikiem opieszałości i bezmyślności naszej władzy, które doprowadziły do obłędnego wzrostu przestępczości, nie żadnej wojny domowej. Mamy do czynienia z jednostkami, które powinny być zamknięte w zakładach i więzieniach, a nie istotami obdarzonymi nadprzyrodzoną mocą. Wierzę, że społeczeństwo zmobilizuje się i przeciwstawi złu, które zatruło potajemnie naszą ojczyznę i przestanie wierzyć w bzdury opowiadane przez niektóre brytyjskie media. Apeluję o rozsądek i pomoc naszym jednostkom, które zaczęły stacjonować w naszym hrabstwie w celu zwiększenia poziomu bezpieczeństwa narodowego. Razem jesteśmy silni. Razem uporamy się z tym koszmarem i przywrócimy na Wyspach ład i porządek. W niedzielę, 16 marca pomodlimy się wspólnie o pomyślność dla naszych żołnierzy.

Prócz strony z gazety na stole znajdowało się kilka pustych kartek oraz jedna zapisana. Jej treść brzmiała:

24-02.03.58 Prawy korytarz wyłączony z obiegu. Definitywnie przestrzegać protokołu. Zmiana kodu dostępu.
03-09.03.58 Lewy korytarz wyłączony z obiegu. Definitywnie przestrzegać protokołu. Zmiana kodu dostępu.
11-16.03.58. Prawy korytarz wyłączony z obiegu. Definitywnie przestrzegać protokołu. Zmiana kodu dostępu.
17-23.03.58. Oba korytarze wyłączone z obiegu. Definitywnie przestrzegać protokołu. Brak kodu dostępu.
24-30.03.58 Prawy korytarz wyłączony z obiegu. Definitywnie przestrzegać protokołu. Zmiana kodu dostępu.


W pomieszczeniu, zgodnie z przypuszczeniami czarodziejów znajdowały się schody prowadzące na górę i na dół zakończone takimi samymi stalowymi drzwiami. Wokół było cicho przez dłuższą chwilę. Kiedy Drew znalazł się przy drzwiach i rzucił zaklęcie, różdżka delikatnie rozgrzała się w jego dłoni. Przez otwarte wejście mógł ujrzeć, że wokół drzwi prowadzących na dół tłoczy się delikatna biała mgła, sugerująca miejsce zabezpieczone pułapkami. Drew nie był w stanie rozpoznać o jakie pułapki chodziło. Doświadczenie w tym temacie podpowiadało mu, że musiały zostać nałożone za nimi i to gdzieś znacznie dalej niż tuż za progiem, w związku z tym nie był w stanie się z nimi uporać od razu. Gdyby czarodzieje sprawdzili drzwi — zarówno te górne, jak i dolne przekonaliby się, że były zamknięte na klucz, ale zwykłe zaklęcie powinno bez problemu się z nimi uporać. Przejście u szczytu schodów prowadziło bez wątpienia na wieżę strażniczą i dach budynku — u podnóża zaś otwierały przejście do podziemnego korytarza, który był rozświetlony lampami z żarówkami, które czarodzieje znali już z mugolskich ulic i przybytków — każda połączona była z kolejną grubym drutem przypiętym do ściany. Korytarz rozwidlał się na prawy i lewy. Kolejne bezbłędnie rzucone zaklęcie odsłoniło przed Drew wiele sekretów — blisko, bo tuż za ścianą najbliższego pomieszczenia, w pozycji leżącej znajdował się człowiek. Drew widział, że wyglądał jakby spał nieco w powietrzu, prawdopodobnie na jakiejś pryczy. Kiedy spojrzał do góry ujrzał stojącą prosto sylwetkę i drugą żwawo poruszającą się i wyraźnie zwiększającą swoje rozmiary — bezspornie schodzącą w dół po zewnętrznych schodach wokół wieży. Tam, gdzie znajdował się fort, Macnair był w stanie ujrzeć kilka rozświetlonych sylwetek. Małych — znajdujących się na murach fortu, a także słabo widocznych, bardziej w jego głębi. Nie było ich przesadnie wiele, przynajmniej z takiej odległości mógł odnieść wrażenie, że raczej wyglądały na patrole niż jednostki obsadzone do działań typowo bojowych. Kiedy patrzył w dół, w ziemię, w stronę dolnych drzwi, bliżej fortu, był w stanie dostrzec dwie wyraźne, prosto stojące w jednym miejscu sylwetki. Patrząc od drzwi, znajdowały się bliżej Drew, po lewej stronie.

Tura trzecia. Na odpis macie czas do 7 listopada godz: 23:00.

Kameleon: ST wykrycia Rity 114 2/5
Kameleon: ST wykrycia Manannana 180 2/5
Kameleon Drew: 2/3

Żywotność:
Drew: 244/244
Manannan: 260/260
Rita: 222/222

Energia magiczna:
Drew: 50/50
Manannan: 44/50
Rita: 49/50

Ekwipunek:
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Landguard Fort Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Landguard Fort [odnośnik]07.11.21 13:17
Już na pierwszy rzut oka było widoczne, że to miejsce zostało zbudowane później niż reszta. Nie mieliśmy wiele czasu i nie zamierzałam go marnować. Gdy na stole dostrzegliśmy fotografie St.Bury Edmunds z informacją o dzisiejszym spotkaniu tam, odwróciłam wzrok na Drew i Manannana, chociaż tkwiłam pod czarem, przez który nie mogli tego dostrzec. Nie powiedziałam nic więcej, ale obydwoje wiedzieli, że to miejsce, gdzie udała się Deirdre. Wiedziałam, że moja kuzynka jest silną czarownicą, ale nie wiedziałam, czy była gotowa na takie oblężenie. W pewnym sensie był to jednak nasz fart, wybór takiej pory dnia i daty widać nam sprzyjał, chociaż jak to mówią... Nie chwal dnia przed zachodem?
Nie było sensu iść w górę, a przynajmniej ja go nie widziałam. Mieliśmy mało czasu, spodziewaliśmy się, że ktoś może tu zjawić, tak więc obranie jak najszybszej drogi do fortu było koniecznością. Na razie nie wyglądało na to, aby ktoś nas zauważył. Zaklęcie kameleona, które nałożył na nas Manannan i eliksir, który wypił Drew, skutecznie nas kryły.
Zbliżyłam się do dolnych drzwi, które pozostawały zamknięte. — Alohomora — wyszeptałam znowu, wiedząc, że jeśli byłyby na nie nałożone zabezpieczenia, tak Drew raczej by mnie poinformował. Teraz zgodnie z założonym planem, mieliśmy poruszać się do przodu. Ryzyko, że ktoś się na nas natknie w tym pomieszczeniu, było zbyt duże, aby swobodnie w nim siedzieć. Gdy widziałam promień światła, jaki ugodził w zamek. Następnie, upewniając się wcześniej, że moi towarzysze byli gotowi do przejścia przez drzwi, najciszej jak tylko było to możliwe, nacisnęłam lewą dłonią klamkę, aby otworzyć przejście. Podstawą mojej pracy było skradanie się, przemykanie i pozostawanie w całkowitej ciszy, ale nie zawsze mogłam odpowiadać za teren, na którym byłam. Nie mniej, niezależnie od tego co czyhało na nas za tymi drzwiami, chciałam, aby dostrzegło nas jak najpóźniej.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Landguard Fort [odnośnik]07.11.21 15:37
Szczęknięcie otwartego przez Ritę zamka rozbrzmiało w jego uszach głośniej niż w rzeczywistości, tnąc panującą dookoła nich ciszę niczym ostry nóż; Manannan rozejrzał się odruchowo, na karku czując nieprzyjemny, przeszywający dreszcz, nigdzie dookoła nie dostrzegł jednak skierowanego w ich stronę spojrzenia, sylwetki odcinającej się od szarości, czy śmiesznej, metalowej, wymierzonej w nich broni. Niestety – nie zauważył też żadnego efektu rzuconego zaklęcia, co oznaczało, że magia znów go zawiodła; czy to możliwe, by mugolska budowla była na nią odporna? Nie był już niczego pewien; pamiętając wciąż swoje zakończone niefortunnie starcie z przesłuchiwanym w Southwold żołnierzem, nie potrafił wyzbyć się tak do końca podejrzeń o to, że mugole – w jakiś niewyjaśniony sposób – na nich oddziaływali, zakłócając zaklęcia, obracając magię przeciwko nim. – Idźcie przodem – mruknął cicho, wciąż nie widząc swoich towarzyszy, ale dostrzegając przesuwające się w piasku ślady; gdy przeszedł obok niego Drew, znikając we wnętrzu kwadratowego budynku, Manannan ruszył za nim, odwrócił się jednak na pięcie, kierując różdżkę na piasek znajdujący się najbliżej wejścia. – Vestitio – wyszeptał, wykonując szeroki łuk różdżką; chcąc wyrównać zburzoną przez nich powierzchnię, zakopać wyrwy w kształcie podeszw ich butów – przynajmniej te, które widział, znajdujące się w promieniu najbliższych kilku metrów. Ślady wzdłuż plaży mogły należeć do kogokolwiek, nie chciał jednak, by żołnierze dostrzegli, w którym kierunku się skierowali; nie potrzebowali mugoli depczących im po piętach.
Wycofawszy się w głąb pomieszczenia, ostrożnie zamknął za sobą drzwi, dopiero wtedy poświęcając chwilę na rozejrzenie się dookoła; rozrzucone na blacie pergaminy zwróciły jego uwagę, nie tracił jednak czasu na czytanie całego artykułu – zdawał sobie sprawę, że mieli zaledwie chwilę, nim metalowe drzwi na górze otworzą się, wypluwając z siebie schodzącego z warty żołnierza. Fotografię katedry rozpoznał jednak od razu, choć nieruchoma, budziła w nim niepokój; wzrok przyciągnęła również data, co oznaczał kod dostępu – i fakt wyłączenia korytarza z obiegu? Wyprostował się, rozglądając się po pokoju i chcąc posłać pytające spojrzenie w stronę Macnaira, po raz kolejny w ciągu kilku minut orientując się, że ten nie był w stanie go zobaczyć. – Cokolwiek? – zapytał więc cicho; słyszał wypowiedziane przez Śmierciożercę inkantacje, wiedza o tym, czy mieli towarzystwo – ludzi lub pułapek – mogła okazać się kluczowa.
Do metalowych drzwi na dole schodów znów ruszył jako ostatni; wciąż nie widział Rity, słyszał jednak wypowiedziane przez nią zaklęcie i szczęknięcie zamka; do sąsiedniego korytarza, oświetlonego dziwnymi, połączonymi linami lampami, wsunął się za Drew, robiąc krok w prawo i zamykając za sobą drzwi, ale pozostając tuż za nimi. Nie wszedł w żaden z rozwidlających się korytarzy, zamiast tego opierając plecy o ścianę i nasłuchując; upewniając się, że wciąż pozostawali niewykryci – a jeśli nie, to chcąc być gotowym na ewentualne pojawienie się wroga za ich plecami.


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers

Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Landguard Fort
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach