Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Warren Lodge
AutorWiadomość
Warren Lodge [odnośnik]23.07.21 13:09
First topic message reminder :

Warren Lodge

Rozsypujący się dziś kamienny gmach niegdyś pełnił rolę stróżówki, jednej z trzech postawionych między miejscowościami Bury St Edmunds, a Norwich. Budynek wzniesiony został przez mugolskich mnichów, którzy otrzymawszy zgodę od króla na polowania na mniejszą zwierzynę wzdłuż lasów, postawili okazałe budowle z białej cegły. Wewnątrz było miejsce na przechowywanie broni, odpoczynek, a także oprawianie zwierzyny. Dziś prócz sypiącymi się ścianami nie pozostało tam nic. Często jednak stróżówka pełni rolę schronienia dla bezdomnych i zagubionych. W budynku znajduje się klapa, osłaniająca kilkunastometrową drabinę schodzącą do sieci podziemnych korytarzy. Można nimi dotrzeć do kolejnych dwóch stróżówek, a na końcu do Castle Rising na północy Norfolk. Mało kto jednak decyduje się na taką wędrówkę przez wzgląd na znaczącą odległość i ciężkie warunki pod ziemią.  

Mapa tuneli


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 21.02.22 14:59, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Warren Lodge - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Warren Lodge [odnośnik]21.02.22 1:58
Baronet pokręcił się chwilę na stołku, cały czas patrząc na kobietę. W końcu westchnął i pokręcił głową.
— Politycy, żony, dzieci polityków, mieszkańcy, żołnierze... Nie mamy listy członków, jest w to zamieszane mnóstwo ludzi, a z każdym dniem i każdym waszym popieprzonym działaniem ich liczba rośnie. Do tego dochodzą całe sztaby wojska, policji, szpiegów, którzy niezależnie od przekonań wykonują rozkazy przełożonych. Nie macie szans — dodał, spoglądając na mężczyznę z różdżką i przełknął ślinę. Ponownie nabrał powietrza w płuca i zadarł brodę wyżej. Łamał się przez chwilę. Wyraźnie było widać, że nie chce powiedzieć tego, co ślina niosła mu na język, ale w końcu nie wytrzymał.— Aaron Moody. Nie znam nikogo więcej. — Na skroń wstąpił mu krople potu, więc wyciągnął z marynarki bawełnianą chusteczkę i przetarł je wraz z czołem, milcząc przez chwilę. — Odbicie Londynu. Przede wszystkim zależy nam na odbiciu Londynu — wycedził przez żeby, zaciskając palce kurczowo na materiale i uniósł wzrok na czarownicę. Dopiero kiedy Cornelius Sallow ocknął się, a ciało burmistrza osunęło się na podłogę, drgnął lekko — wyraźna duma i determinacja czyniły go jednak człowiekiem stosunkowo obojętnym, zdystansowanym Obrzucił pobieżnie ciało towarzysza i spojrzał na czarodziejów z prawdziwą nienawiścią.
Czarownica zabroniła mu rozmawiać z kimkolwiek poza nią, tym mężczyzną w katedrze i czarodziejami z jakimś symbolem na przedramieniu, ale tu i teraz czuł, że tego właśnie od niego wymaga. Odpowiedzi na pytania tego mężczyzny.
— Na pierwszego kwietnia — odpowiedział cierpko. Z każdym kolejnym słowem mówiło mu się coraz ciężej. – Musimy odwrócić uwagę wroga od celu, naszym celem jest Londyn. Część oddziałów stacjonuje w Felixtowe, dziś do portu w Ipswitch wpłyną niszczyciele i krążowniki. W okolicy znajduje się także lotniskowiec. Tam będą kierować się nasze wojska i stamtąd przekierujemy je do Kentu. Lloyd? — zdziwił się, wzruszając ramionami. — To dość popularne nazwisko. Frances Lloyd, rzecznik prasowy. David Lloyd, były minister? — zgadywał, próbując odszukać w pamięci jeszcze jakiś szczególnych mężczyzn o tym nazwisku. Przez chwilę przyglądał się Corneliusowi. Jego twarz nie zdradzała wiele, ale wprawne oko mogło zauważyć, że to wszystko wciąż było wyuczonym opanowaniem, pewnego rodzaju pozą, bowiem niuanse, jak lekkie drżenie najmniejszego palca, czy częste przełykanie śliny sugerowało, że był zestresowany. — Nie zależy mi na tym, by być potrzebnym. Doskonale zdaję sobie sprawę, co zrobicie, kiedy wyciągnięcie ze mnie to, co chcecie wiedzieć. Zabijecie mnie i wymordujecie moją rodzinę. Nie boję się tortur ani publicznej egzekucji. Moja śmierć będzie wyrazem ofiarności i męczeństwa, ludzie wezmą nas za bohaterów. Dowodziłem całym batalionem podczas drugiej wojny światowej. Znajdowałem się już w niewoli w Singapurze. Wiem, co zrobicie i zapewniam, że nie uczynicie z nas symbolu zwycięstwa. — jego głos był opanowany, szczery, ale podszyty pogardą i nienawiścią — te same uczucia tliły się w jego oczach, chociaż twarz pozostawała pozbawiona wyrazu. Pomimo kiepskiej sytuacji sir Harrison wydawał się być wciąż człowiekiem dumnym i wyniosłym.

Biorąc pod uwagę ilość pytań i fakt, że termin minął, uznaję, że czas trwania veritaserum dobiegł końca.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Warren Lodge - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Warren Lodge [odnośnik]22.02.22 22:04
Coś było nie tak, wyczuwała, że więź Imperiusa, która łączyła ją z burmistrzem, osłabła, a potem urwała się - a może wmówiła to sobie, gdy w końcu zerknęła w bok, na bezwładne ciało polityka, blade, o pustych, szklistych oczach. Osunął się na podłogę z głośnym stukotem, bez jakichkolwiek oznak panowania nad swym ciałem, nie skrzywił się, nie próbował obronić przed upadkiem, a później nawet nie jęknął. Nie żył? Zemdlał? Oszalał? - Co mu zrobiłeś? - spytała beznamiętnie Corneliusa, widząc, że ten wydostał się już z umysłu mężczyzny, z jego twarzy zniknął wyraz prawie bolesnego skupienia, żyły przestały wyraźnie pulsować na skroniach i tylko pęknięte żyłki w oczach mogły świadczyć o tym, jak bardzo musiał skoncentrować się na tej niebywałej magii. Kiedyś chciałaby ją posiąść, lecz wiedziała, że najprawdopodobniej znajdowało się to poza jej możliwościami - na razie. To jednak nie było miejsce na rozmowy o rozwoju osobistym, musieli zaopiekować się baronetem, którego w pewien pokrętny, nieoczywisty sposób zaczynała...może nie lubić, lecz styl bycia, wypowiedzi oraz nieskrępowana pewność siebie, przebijająca się spod silnych klątw, eliksirów i potworności, jakich był świadkiem, zdecydowanie mogła wywołać podziw. Nie przyznałaby się do tego, nie pozwoliła też uznaniu przebić się ani do mimiki ani do tonu głosu, obydwa pozostawały obojętne, wyniosłe, martwe. Pomimo emocji, jakie wzbudzały w niej kolejne rewelacje, które opisywał baronet.
Pióro powoli, lecz nieustannie ślizgało się po pergaminie w rytm jego urywanych odpowiedzi, a Deirdre cieszyła się, że może notować samodzielnie, bez czarów, w pewien sposób przypominało to słuchanie o potwornych wojnach goblinów sprzed wieków na historii magii; w ten sposób nieco łatwiej dystansowała się od terrorystycznych planów. Imponujących, zarówno pod względem liczby zaangażowanych w nich ludzi, jak i obranych celów. Odbić Londyn, głupcy, niby jak mieli to osiągnąć? I czym? To szlamy nie miały szans.
- Pozwolę się nie zgodzić - stwierdziła prawie pogodnie, choć z tą samą martwą miną, spoglądając znad kartki śmiało na baroneta. Nie zamierzała się z nim sprzeczać, był ważny tyle, co zeszłoroczny śnieg, a i on miał większy wpływ na cokolwiek, zapewniając wilgoć glebie, na jakiej mogły rozkwitnąć magiczne kwiaty. Właściwie - podobnie przydatny mógł niedługo okazać się sam polityk; zdradzał coraz więcej informacji, niekorzystnych, wręcz niepokojących. Nie miała pojęcia, czym są lotniskowce, niszczyciele kojarzyły się jej tylko, na podstawie nazwy, z okrutną bronią, najgorsze jednak, co usłyszała, dotyczyło Kent. Odbierała tak na te ziemie osobiście, wypisała cel ataku i dezorientacji podwójną, grubą kreską. Musiała natychmiast powiadomić Tristana, zacząć działać, skoro już dziś te dziwaczne mugolskie wynalazki miały wpłynąć na wody należące do czarodziejów. Podniosła wzrok, tym razem spoglądająć na Corneliusa, a martwe spojrzenie Deirdre w końcu nabrało nieco życia - dzięki emocji wręcz mu zaprzeczającej. Gniewu. Plany mugolskiego ruchu oporu były śmiałe, zbyt śmiałe, by zajmował się nimi tylko przygłupi brud; podkreśliła nazwisko współpracującego czarodzieja, świadoma, że jej serce znów przyśpiesza rytm, jak w katedrze, kiedy stała oko w oko z pradawną bestią. Nad nią miała jednak kontrolę, nad tym, co miało dziać się w kolejnych tygodniach w Kent oraz Londynie, już nie. - Musimy powiadomić pozostałych Śmierciożerców - zwróciła się do Corneliusa, pewna, że i on pojął powagę sytuacji. Harrison mówił dalej, dumnie i z powagą, sprytnie omijając zbyt szeroko zadane przez Sallowa pytania, wydawał się wymykać eliksirowi. - Czego dowiedziałeś się od burmistrza? - dopytała jeszcze, wyrywając kolejną porcję pergaminu, by nakreślić na nim krótki, ale treściwy list, mający poinformować Rosiera i resztę śmierciożerców o tym, czego się dowiedziała. Nie miała pojęcia, czy Tristan wrócił z Warwick, czy jest cały i zdrowy, czy będzie w stanie go odczytać w Chateau Rose, ale musiała w to wierzyć. - Tak, na pewno będziesz wielbionym na pomnikach męczennikiem, gdy zgwałcisz własną córkę na oczach pozostałych przy życiu mieszkańców tych okolic - przerwała chmurną wypowiedź baroneta z cichym sykiem, spoglądając na niego znad pergaminu, ostro, krótko, drapieżnie, nie bacząc na to, jak wielkie świętości szarga. - Bo to właśnie za chwilę zrobisz. Nie będziesz bohaterem odchodzącym w chwale, Harrison - zapowiedziała prawie współczująco, nie przejmując się tym, co pomyśli o niej Cornelius, zamierzała wykorzystać baroneta do cna, rozkazać mu, by zhańbił publicznie własne dziecko, zabił je, a potem, o ile zdoła uciec przed wstrząśniętym tłumem, przydał się jeszcze jako informator, tym razem torturowany w celu wydobycia informacji. Deirdre wierzyła, że uzyskała najważniejsze informacje, przeczytała swe zapiski raz jeszcze, uważnie, upewniając się, że nie umknęły jej uwadze żadne istotne fakty, po czym zacisnęła dłoń na różdżce, obracając ją powoli w palcach. Myślała, że odpocznie, że uda się jej zregenerować, że odetchnie z ulgą, ale najwidoczniej katedra była dopiero początkiem prawdziwej wojny.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Warren Lodge [odnośnik]23.02.22 1:01
-Nie wytrzymał legilimencji. To zdarza się rzadko, był ranny w katedrze czy coś? - odpowiedział równie beznamiętnie (i przyjmując obojętny ton Deirdre z pewną dozą ulgi). -Wyciągnąłem z niego wszystko, co było nam potrzebne. Reszty dowiemy się od baroneta. - dodał z pewnością siebie i dumnie uniesionym podbródkiem. Choć był zirytowany i rozczarowany tym, jak prędko ustała zabawa, to zarazem był pewien, że dzięki wieloletniej wprawie znalazł w myślach burmistrza kluczowe wspomnienie, ważne informacje o nadchodzącym ataku. Miał nadzieję, że słodycz płynąca z wiedzy o mogolskiej niespodziance osłodzi Deirdre (i jemu samemu) fakt, że wspomnienie umierającego mężczyzny rozmyło się, zanim zdążył dostrzec wszystko. Nie chciał rozczarować Deirdre, narazić się na jej gniew, przywołała go tu dziś w konkretnym celu - a choć Veritaserum, które jej przyniósł, było cenne, to cenniejszym była jego umiejętność. Dlatego gdy tylko działanie eliksiru ustało, a baronet przestał mówić, Cornelius zaczął streszczać, prędko i konkretnie. Mężczyzna wpadnie w ich sidła, a zresztą - niech wie, ile wiedzą, niech się lęka.
-Tak jak mówi baronet, planują atak - widziałem rozmowę burmistrza z mugolskim premierem, Manniego Shinwellem. Shinwell wydawał się zmęczony, wojna go postarzyła. Chcą odciągnąć naszą uwagę, liczą siły w setkach. Nie chcą zniszczyć Londynu, mówił to wyraźnie. Mają coś zwanego niszczycielami, krążownikami i lotnisko...kowcem. - zmarszczył lekko brwi, przypominając sobie nieznane nazwy. -Co to jest? - wbił ponaglające spojrzenie w baroneta, ale jeśli nie doczekał się odpowiedzi, wzruszył prędko ramionami. -Dowiem się więcej o tej technice, to chyba jakieś sprzęty. - zapewnił Deirdre. Nie znał się na mugolskim świecie na tyle, by rozpoznać w nazwach statki, zakładał na logikę, że to pewnie coś związanego z militariami, ale nie zamierzał zgadywać ani błądzić we mgle. Sprawdzi w książkach w bibliotece londyńskiej albo znajdzie w Ministerstwie kogoś z amnezjatorów, kto obcował częściej z mugolskim światem i pozostał wierny obecnej władzy.
-Uderzą w Folkestone, gromadzą się w King's Hall, mieli też jakieś cyfry, może szyfr? Burmistrz nie zwrócił na niego na tyle uwagi, bym zdołał go rozczytać, może dopiero miało mu się przyda. - dodał zachowując kamienną twarz, legilimencja pokazywała wspomnienia legilimentowanego, nie przyzna się, że brakło mu zaledwie sekund do odczytania tamtych cyfr - to, co było w głowie burmistrza, pozostało jedynie między nim i Sallowem, mugol równie dobrze mógł nie zwrócić na nie uwagi.
-Lord Rosier z pewnością będzie tym wszystkim zainteresowany. Jeśli planowany jest atak morski, mogę powiadomić Traversów, znam się z Manannanem. Złożę też raport Ministrowi w sprawie stolicy. - zaoferował, słysząc, że Deirdre powiadomi Śmierciożerców, w tym nestora Kent.
Zamilkł - zadał baronetowi wszystkie pytania jakich oczekiwał, decyzyjność należała do Deirdre. -Chyba Veritaserum przestało działać. - westchnął, spoglądając na zegar. Uniósł lekko brew w reakcji na dumne słowa baroneta - zachował honor, trzeba mu to przyznać. Layla też bywała nieznośnie honorowa. Zacisnął palce na różdżce, jego zadanie dobiegało końca, a wciąż był pełen sił - wyczuje emocje baroneta, ot, dla zabawy. Nozdrza zadrżały lekko, gdy magia uderzyła w Corneliusa tchnieniem pogardy i nienawiści, ale i... stresu?
Uśmiechnął się z satysfakcją.
-Dokładnie wiem, co teraz czujesz. Nie musisz udawać. - syknął, zwracając się do mężczyzny bez szacunku, po imieniu i nie mogąc sobie odmówić uszczypliwości. Spojrzał na Deirdre, wiedząc, że ta nie da zrobić baroneta niego bohatera - miała coś na myśli, a może oczekiwała propagandowej rady?
Nie, nie oczekiwała rady. Losu, który wyznaczyła baronetowi, nie wymyśliłby nawet tkacz ministerialnej propagandy. Sallow zamrugał, przez moment wydając się autentycznie zaskoczony - a potem przełknął nerwowo ślinę, myśląc sobie, że chciał poślubić tą kobietę. Chciał, by była matką jego dzieci. Synów i córek.
Zamrugał, próbując odpędzić spod powiek obraz jasnowłosej mugolskiej kobiety. Jaka była córka baroneta? Nieważne, nie może o tym myśleć. Dla bezpieczeństwa własnej kariery postawił w Tower na śmierć własnego syna, a ta ofiara przyniesie jeszcze lepsze korzyści, zasieje strach w sercach mieszkańców Suffolk.
-Doskonały pomysł. Prawdziwie propagandowy. - wychrypiał, zmuszając usta do zimnego uśmiechu. Może i nie wychowałby jej na żonę, ale najwyraźniej zaszczepił w niej smykałkę do polityki - ambicję zaś przejawiała zawsze.
Możemy razem osiągnąć wszystko - zrozumiał. Czując stres baroneta, widząc jak Imperio  potrafiło zniszczyć tak wpływowego i dumnego człowieka, po raz kolejny dostrzegł potęgę Śmierciożerców i czarnej magii. Publiczna legilimencja, upokorzenie mugoli, nowe możliwości, władza sięgająca po wszystko - świat zmieniał się na jego oczach. Podąży więc za nim, nawet kosztem własnego sumienia.

/zt x 2


rzut na wyczucie emocji


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Warren Lodge - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Warren Lodge [odnośnik]28.02.22 11:47
Przesłuchania baroneta i burmistrza zakończyły się częściowym sukcesem. Wspomnienie wydobyte przez legilimente z umęczonego, wystraszonego i słabego umysłu rannego burmistrza mogło pomóc Rycerzom w dalszych działaniach przeciwko mugolom. Przekazane informacje miały szansę uchronić czarodziejską przyszłość przed poważną próbą. Zeznania baroneta odpowiednio wykorzystane także mogły przysłużyć się czarodziejom. W pozyskanym przez Śmierciożerczynię dzienniku znajdowały się adresy i daty spotkań. Po ich sprawdzeniu kobieta dowie się, że podkreślone i zaznaczone wykrzyknikami spotkania odbywały się w domach. W większości z nich zamieszkiwali ważni dla mugolskiego świata politycy. Poza zasięgiem znajduje się jednak Shinwell i Ross. Pozostali wraz z rodzinami wciąż ukrywają się w niepozornych domostwach z dala od czarodziejskich ośrodków. Baronet zgodnie z wolą Śmierciożerczyni dokonał brutalnej napaści na własną córkę w miejscu publicznym. Nie doszło jednak do morderstwa. W akcie heroizmu kilku mężczyzn ocaliło ją przed szalonym baronetem, który zbiegł ostatecznie z miasta.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Warren Lodge - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Warren Lodge
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach